Szwecja i Chińczycy czyli nieudany eksperyment

Szwecja była pierwszym zachodnim krajem, który uznał (9 maja 1950) Chiny Ludowe. W ramach „nowego otwarcia”, Szwecja znowu była pionierem** – w listopadzie 1996 premier Göran Persson odbył oficjalną wizytę w Pekinie.

W efekcie, w roku 2010 chińskie konsorcjum Geely kupuje „symbol Szwecji” czyli Volvo Cars, a przy szwedzkich uniwersytetach powstają jeszcze w 2006 pierwsze w Europie Instytuty Konfucjusza***. Przy czym, w 2011 czytamy w prasie, że szwedzkie dzieci mają się powszechnie uczyć w szkołach języka chińskiego…

No i zaraz potem sprawy się „komplikują”… Okazało się, że Chiny na wielką skalę prowadzą szpiegostwo przemysłowo-technologiczne, no i co tu dużo mówić uprawiają masową kradzież tzw. własności intelektualnych. I to w dużym stopniu pod przykrywką owych Instytutów Konfucjusza – w rezultacie, w 2015 Szwecja je wszystkie zamknęła. (U nas mamy ich 5…)

__

**) „China’s paramount leader Jiang Zemin visited the United States in the fall of 1997, the first state visit to the US by a PRC president since 1985.”

***) Polska: Politechnika Opolska
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu
Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
Uniwersytet Wrocławski
Uniwersytet Gdański

Reklamy

Rafał – geniusz myśli narodowej…

Dopiero co, nasz słynny celebryta, Rafał Ziemkiewicz wygłosił referat nt. Rydza-Śmigłego, no i oczywiście ani się nie zająknął nt. śmierci marszałka, no bo po co…

https://bosonweb.wordpress.com/2018/02/21/czy-polscy-politycy-to-safanduly/

 

„Gdy to uczynisz, będziesz mógł drzeć, spekulować, urągać się z ludzi…”

„Ach! mój kochany panie Płocki, roześmiała się hrabianka, kto u nas nie był popularnym i nie może nim być, gdy zechce? Dam panu receptę, jeśli chcesz…
— Proszę bardzo…
Hrabianka pociągnęła dymu.
Bądź pan sztywnym, abyś się wydał poważnym, mów wiele o dobru ogólném, o potrzebie oświaty, o włościanach, o szpitalach, o chorobach, należ do towarzystw dobroczynnych, nie opuszczaj żadnego koncertu na cele ogólne, uczyń jaką ofiarę dla ubogich uczniów, lub na założenie biblijoteczek rzemieślniczych, albo dla zachęty do sztuk pięknych… Gdy to uczynisz, będziesz mógł drzeć, spekulować, urągać się z ludzi, w biały dzień polować na zyski, choćby nie bardzo czyste a nikt ci słowa nie powié. W dodatku wszystkich swych współzawodników możesz ogłosić jako ludzi bez czci i wiary… a na słowo ci wszyscy uwierzą…
U nas wszystko na słowach, pozorach, deklamacyjach i popisach; choćbyś pocichu był najcnotliwszym z ludzi, to ci się na nic nie przyda.
— Przyznam się pani, odparł Płocki, że téj recepty, któréj trafności zaprzeczyć nie mogę, używać bym jednak nie rad, sprzeciwia się ona mojemu usposobieniu.
Ja zamierzyłem sobie iść zawsze drogą prawą i prostą.
Hrabianka przerwała mu śmiéchem, i wstawszy z kanapy, uderzyła go po ramieniu, mówiąc.
— Nigdy waćpan, nawet przed kobiétami, nie miéj zwyczaju mówić, jaką pójdziesz drogą, to prawidło.”

— Józef Ignacy Kraszewski – Roboty i prace

https://pl.wikisource.org/wiki/Indeks:Józef_Ignacy_Kraszewski_-_Roboty_i_prace.djvu

 

Secundo czyli WTC i była żona Silversteina

Druga ciekawa historia dotyczy Johna P. O’Neilla, który został w 2000 szefem nowojorskiego oddziału FBI, a od połowy lat 90tych rozpracowywał Al-Ka’idę. Jesienią roku 2000 prowadził dochodzenie dotyczące ataku terrorystycznego na niszczyciel Cole, ale popadł w konflikt panią ambasador USA w Jemenie, Barbarą Bodine i został wypchnięty z FBI.

W efekcie, 23 sierpnia 2001 przyjął go do pracy, jako szefa bezpieczeństwa WTC, sam Larry Silverstein, który to „codziennie przychodził do swojego biura w WTC i całe przedpołudnie spędzał tam na spotkaniach biznesowych. 11 września 2001 roku Larrego nie było na terenie WTC, ponieważ miał wizytę u lekarza”. Owego 11 września O’Neill ginie w wieży północnej – jego szczątki zidentyfikowano 10 dni po ataku.

Z kolei CIA w 1996 utworzyło tzw. Alec Station, jednostkę wywiadowczą ws. działalności niejakiego Osamy bin Ladena. Miała ona blisko współpracować m.in. z FBI – „The Station was an interdisciplinary group, drawing on personnel from the CIA, FBI, NSA, DIA and elsewhere in the intelligence community.” W 2011 niezależni dziennikarze ujawnili, że w kluczowych miesiącach przed 9/11 szefową tam była nomenomen Alfreda Frances Bikowsky. Była ona bezpośrednią przełożoną agenta Casey, który to nie poinformował FBI o uzyskaniu wiz amerykańskich przez obserwowanych, przyszłych zamachowców:

Casey blocked a draft cable written by Doug Miller, a FBI agent detailed to the Bin Laden Issue Station [=Alec Station], to the FBI warning that al-Mihdhar had a multiple-entry visa for travel to the U.S. Mark Rossini, another FBI agent first assigned to the Bin Laden Issue Station in 1999, testified that Casey also verbally ordered him to not share information with FBI headquarters about al-Mihdhar or Nawaf al-Hazmi, who was traveling with al-Mihdhar. Rossini further stated that Bikowsky told congressional investigators in 2002 that she hand-delivered al-Mihdhar’s visa information to FBI headquarters. This was later proven false by FBI log books. The CIA shared some details about al-Mihdhar with the FBI at that time, but not that he had a valid visa to enter the U.S.

W grudniu 2014 owa Alfreda poślubiła Michaela Scheuera – swojego byłego przełożonego, organizatora i pierwszego szefa tej Alec Station… Podobno jej pierwszym mężem był David Silverstein, kolega ze studiów prawa w Tufts, obecnie szef ASMEA (Association for the Study of the Middle East and Africa). Nie wiadomo czy spokrewniony ze słynnym Larrym, no ale… jak mawia PP.

Orson Welles i jego złamana kariera czyli WTC i żona Silversteina

Natknąłem się ostatnio na dwie ciekawe historie.

Primo – okazuje się, że Mel Gibson nie był pierwszy… otóż geniusz kina, Orson Welles począwszy od 1968 przez 17 lat nie zdołał zrealizować żadnego filmu (poza doku-dramatem z 1975, sfinansowanym przez Francję, Iran i RFN – F for Fake), aż w 1985 zszedł był z tego świata na zawał serca. Pomimo, iż w latach osiemdziesiątych „nowi” – młodzi, bardzo zdolni jak Szpilberg i Lukas potrafili wesprzeć „finansowo” projekty mistrza Akiro Kurosawy, no ale owego Wellesa to już nie.

Przypomnijmy sobie – w czerwcu 1967 Izrael wygrywa wojnę 6-dniową i zdobywa Jerozolimę, w styczniu 1968 wybucha „praska wiosna”, w marcu mamy „wydarzenia” w Polsce, a w maju „studenci obalają” w Paryżu Karola De Gaulle. I cały czas wrą wówczas kampusy w USA, szczególnie w tej „podatnej” Kalifornii. No i w 1969 ów Orson Welles, mając raptem 54 lata,  ze wsparciem stacji CBS kręci ekranizację „Kupca weneckiego” – niestety, nagle owa CBS wycofuje się i Welles kończy ten projekt „na własny koszt”.  No, ale nic z tego – tzw. ktoś kradnie dwie z trzech rolek oryginału filmu…

Shortly after the screening, two of the three workprint reels were stolen, with only the first reel remaining. The original negative has survived, but it lacks any sound…„.

O jakości dzieła Orsona można się przekonać z jego krótkiego występu w roli Szyloka w 1968:

 

Dopiero w 2015, na festiwalu w Wenecji pokazano rekonstrukcję tego filmu – niestety, jego kopie nie są jak dotąd, powszechnie osiągalne.

CDN

W Polsce fotowoltaika się opłaca

Pierwotnie, to była (w grudniu 2015) bezpośrednia polemika z notką na s24 pod skandalicznym tytułem „W Polsce fotowoltaika się nie opłaca”. Skandal moim zdaniem wziął się stąd, że było to stwierdzone tam definitywnie, a najważniejszy dla czytelników aspekt był skwitowany dwoma ostatnimi zdaniami: „W lepszej sytuacji są ci, którzy budowali takie mikroelektrownie głównie na własne potrzeby, po to, żeby mieć własny prąd. Choć i w tym przypadku nie była to zbyt dobra inwestycja.

Oto mój komentarz do tej tezy:

Moje 30 m² paneli ogniw słonecznych uzyskuje w deszczowej Belgii maksymalną moc 5 kW (limitowaną elektronicznie, odrobinę, przez możliwości „odbiorcze” sieci elektrycznej!), a ich roczna produkcja energii to lekko ponad 5 MWh.

Paradoksalnie, najlepsze wyniki w maksymalnej mocy uzyskuję w maju i wrześniu, bo panele mają lepszą wydajność przy niższych temperaturach (wiaterek też pomaga, o czym niżej) – lipiec nie jest wcale taki nadzwyczajny – katalog paneli podaje 4% spadek mocy przy wzroście temperatury o 10 stopni, a wydajność ogniw wynosi wg katalogu 18% w laboratorium…

Co do „słonecznej mocy” na powierzchni Ziemi to polecam zacząć choćby tu, gdzie napisali:

If the extraterrestrial solar radiation is 1367 watts per square meter (the value when the Earth–Sun distance is 1 astronomical unit), then the direct sunlight at Earth’s surface when the Sun is at the zenith is about 1050 W/m2, but the total amount (direct and indirect from the atmosphere) hitting the ground is around 1120 W/m²

A oto tabelka ze zmierzonym średnim nasłonecznieniem podanym wygodnie w kWh/m²/dzień – w Brukseli jest to 3.02 kWh/m²/dzień, a u mnie nawet myślę trochę lepiej, co przy 30 m² i 18% (teoretycznej) wydajności ogniw i przy wydajności mojego konwertera > 96% daje dziennie około 16 kWh. (Niestety, akurat Polski tam nie uwzględnili – czyżby to wraża robota?)

W praktyce wydajność nie jest idealna, bo np. panele nie są zawsze idealnie czyste… Za to mój dach nie jest płaski – ma spadek 37 stopni, jeśli dobrze pamiętam, skierowany około 10 stopni na wschód od kierunku południowego – tak się złożyło, przez zupełny przypadek, że jest to niemalże idealna sytuacja. Z tym, że nawet dość znaczne odchylenia od tych parametrów nie powodują poważnych zmian – tak czy inaczej, są oczywiście programy które to policzą w danej sytuacji – moją produkcję precyzyjnie przewidział instalator (którego wyliczenia pobieżnie sprawdziłem), ale jestem pewien, że dzisiaj w sieci jest pełno takich programów gratis. Z kolei, na płaskim dachu można oczywiście ustawić pochylone panele w „idealnej” konfiguracji…

Powtórzę – stosunkowo niska temp. w Belgii pomaga (w porównaniu do Australii np.), a także typ montażu – lepiej jest dla wydajności (ten wiaterek…), choć nie dla estetyki, kiedy ogniwa są zamontowane na stelażu, jakieś 10 cm od dachu (vide przykład niżej).

BARDZO ważna uwaga – mój system nie grzeje wody! Po prostu, przez „pół roku” licznik się kręci w drugą stronę, ale bilans roczny jest nieco ujemny – tzn. trochę energii jednak kupuję (bo jej sprzedaż jest faktycznie niezbyt opłacalna) – zatem bez ŻADNYCH akumulatorów, a licznik się COFA! Oto przykład. (Wtedy, na s24, straszliwie mnie za to obśmiano – a dzisiaj liczniki w Polsce też się cofają…)

Otrzymałem GWARANCJĘ na 10 lat, że wydajność ogniw nie spadnie niżej niż do 16% – a po prawie 6 latach nie widzę żadnych oznak spadku owej wydajności. Instalacja CAŁOŚCI trwała 6 (słownie: sześć) godzin, a następnego dnia zaczęliśmy produkować. Inwestycja, dzięki tzw. wsparciu państwa, zwróciła się nam po mniej niż 4 latach.** Bez owego wsparcia byłoby to co najmniej 10 lat.

Koszt tego typu instalacji to w 80-90% koszt samych ogniw i nie widzę przeciwwskazań, aby docelowo milion domów w Polsce je miało – jeśli założymy jak u mnie 5 kW, to dostaniemy w maximum 5000 MW mocy produkowanej „prywatnie”, na własny użytek.

Teraz, taką domową instalację planuję pod Krakowem, o mocy 12 kW (wystarczy nawet na ładowanie „e-samochodu Morawieckiego”…) – do tego jeszcze geotermia i cześć!

PS. Inspiracja – @wzmianka: https://www.salon24.pl/u/wnukowi/862859,dane-z-malej-instalacji-fotowoltaicznej

PPS. W mojej instalacji panele są nieruchome, a mimo to mam bardzo dobre wyniki, no i „zero” konserwacji poza polewaniem ich szlauchem DWA razy w roku: +- w marcu i wrześniu!! Nasłonecznienie pod Krakowem = temu w Belgii.

**) Dotacje są do produkcji i były początkowo mocno niepewne…

Najbardziej zamilczana książka w Polsce

To miała być notka o czym innym – miała mówić o wygnaniu Żydów z Hiszpanii i Portugalii oraz o dwóch miejscach ich osiedlenia: w otomańskim Imperium i habsburskich Niderlandach. Miała nosić tytuł „Józef Nasi i jego ciotka, czyli dwa wektory” i ilustrować to na kanwie tych dwóch życiorysów. Zacząłem tak (za angielską wiki, bo jak w bardzo wielu podobnych przypadkach – tu akurat nasza permanentnie szwankuje):

Józef Nasi i jego ciotka to ludzie wielu nazwisk – on znany także jako João Miques (lub Micas) i João Migas Mendes po portugalsku, Giuseppe Nasi po włosku oraz Yasef Nassi po turecku; ona jako Gracia Mendes Nasi (gdzie Gracia to podobno portugalska wersja hebrajskiej Hannah) lub pod chrześcijańskim nazwiskiem Beatrycze de Luna. Warto przy tym wiedzieć, że po hebrajsku Nasi znaczy książę.  Beatrycze urodziła się w 1510 w Portugalii, w rodzinie marranos, którzy musieli emigrować z Aragonii po edykcie ekspulsyjnym z 1492. Jej matka, Phillipa Vienveniste, wywodziła się ze słynnej rodziny Benveniste vel Vienveniste vel Bienvenist vel Vien-benist. W XIV i XV wieku nosili miano, jako rycerscy poborcy podatków i skarbnicy, „Vienveniste de la Cavalleria”, nadane im przez templariuszy. W 1528 Beatrycze wyszła za mąż za bardzo bogatego kupca (od czarnego pieprzu) Francisco Mendes, tzw. „nowego chrześcijanina”, z którym była skoligacona przez matkę – z wielką pompą wzięli katolicki ślub w lizbońskiej katedrze, a w tajemnicy ślub krypto-judaistyczny (vide en.wikipedia.org/wiki/Crypto-Judaism) i podpisali ketubę. Ciekawe, że przez wieki losy ciotki Hannah wydawały się zapomniane, aż do niedawna, kiedy to stała się mocno promowaną patronką i benefaktorką diaspory. Mnie nieodparcie to się kojarzy z niedawnym anulowaniem edyktu z 1492 przez Kortezy… ale, tak czy inaczej, nawet powstała jej fanpage, w ramach projektu Dona Gracia, obecnie (po wykonaniu zadania?) już zamknięta.

Tutaj przerwałem pisanie (do którego będę musiał wrócić…), bo postanowiłem poszukać jeszcze tropów nt. bezpośrednich związków Józefa Nasi z Krakowem. I to właśnie wtedy, co chwila zacząłem się potykać o tytuł pewnej książki-widma. Chodzi o „Zwierciadło Korony Polskiej” (z podtytułem: „Urazy ciężkie i utrapienia wielkie, które ponosi od Żydów, wyrażające”) autorstwa Sebastiana Miczyńskiego. W polskiej wiki, tradycyjnie, ani o niej śladu** – za to mamy dwa wpisy (jedynie) w angielskiej wiki, które tu tłumaczę od ręki:

Zwierciadło Korony Polskiej (pełny tytuł: Zwierciadło Korony Polskiej wyrażające głębokie zniewagi i wielkie niepokoje powodowane przez Żydów) jest antysemicką broszurą opublikowaną w 1618 roku przez Sebastiana Miczyńskiego, profesora filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Ponieważ ta broszura była jedną z przyczyn zamieszek antyżydowskich w Krakowie została zabroniona przez Zygmunta III Wazę. W broszurze tej Żydzi zostali oskarżeni o zdradę polityczną, rabunek, oszustwa, morderstwa, czary, świętokradztwo – jednak oskarżenia religijne mają znaczenie drugorzędne. Broszura skupia się głównie na działalności gospodarczej Żydów i opowiada się za wygnaniem Żydów z Polski.” (podkreślenie moje)

A oto sylwetka autora tamże:

„Sebastian Miczyński był 16/17to wiecznym polskim akademikiem. Profesor filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

W 1618 Sebastian Miczyński opublikował antysemicką broszurę Zwierciadło Korony Polskiej, co było jednym z powodów zamieszek antyżydowskich w Krakowie. W celu uniknięcia dalszych rozruchów król Zygmunt III Waza zakazał rozpowszechniania tej broszury podczas wyborów do Sejmu, tak jak jego syn, Władysław IV Waza w 1632 – jednak kolejne edycje Zwierciadeł, przyczyniły się do narodzin literatury antysemickiej w Polsce.”

Dlaczego widmo? A, bo wprawdzie skany oryginalnego wydania z 1618 są dostępne, to trudne do odczytania.  Widmo, bo moje wielokrotne próby znalezienia „transkrypcji” choćby fragmentów, jakichś edycji lub opracowań spełzły na niczym. Znalazłem ten tytuł tylko w kilku polskich bibliografiach, z nic nie wnoszącymi komentarzami – nie wychodzącymi poza notkę z angielskiej wiki… Za to w kilku książkach badaczy żydowskich znalazłem fragmenty, o które to właśnie się potknąłem, bardzo szczegółowo odnoszące się do treści Zwierciadła! Jak to możliwe? Przecież nie czytali oni wszyscy oryginalnych wydań – gdzie zatem są te opracowania?

Aby nie być gołosłownym – oto parę przykładów:

  1. Żydzi w Polsce odrodzonej: działalność społeczna, gospodarcza, oświatowa i kulturalna” T.1, dr Schiper Ignacy (1884-1943); dr Tartakower Aryeh (1887-1982); radca Hafftka Aleksander – Warszawa 1932*** :                                                       „Rozpoczynamy od źródeł, ilustrujących handel żydowski w omawianym okresie. Oto obraz działalności handlowej żydów, jaki rozwija przed nami Sebastian Miczyński w wydanem w 1618 r. „Zwierciadle Korony polskiej“: „żydzi – czytamy tu – eksportują towar do Węgier, na Morawy, śląsk… A nie dosyć im, siedząc w sklepach, handlować, ale niektórzy z nich po rynku i w dworach… towary roznosząc, sprzedają. … żyd krakowski Bocian, prócz inszych handlów i spuszczania do Gdańska, ma w Krakowie 7 sklepów i po Polsce miał wszędy faktory swoje, a prowadzi handle na 300-400.000 złp… Żyd krakowski Mojżesz towary rozmaite przejmuje z Frankfurtu, Lipska, Níderlandu. Są Izraelowie, dwaj bracia, którzy zajeżdżając do Lwowa, gdzie z Turek różne towary, a zwłaszcza rysiów perskich do 2.000 przychodzi, prawie wszystkie towary kosmate odjęli. Świetłik Mojżesz wszystkie sobole w ręku ma, a faktory swoje po jarmarkach na Morawy, do Wiednia, do Rakuz, Pragi rozsyła… Fajweł z Krakowa z oszukania gdańskich i elbląskich kupców na 300.000 zł. zebrawszy, także niemal wszystkie zakupuje towary. … żydowie lwowscy maja porozumienie z żydami wołoskimi í tureckimi, a mianowicie carogrodzkimi. Mają zatem wszystkie towary i handle w rękach. Ma osobliwie Marek, nazwany Bogaty; ma, że inszych minę, Lachan, który złotogłowy, towary jedwabne, rysie perskie z Turek, lisy wołoskie, nadto woski, woły, łoje, skóry, szafrany od kupców tamecznych, także wszelakie towary od kupców słuckích (i) mohilowskich przejmuje. … W Lublinie u żydów wszystko w ręku”. ”                                  –
  2. „Obraz, przedstawiony przez Miczyńskiego, choć w wielu miejscach
    przejaskrawiony, odpowiada naogól rzeczywistym stosunkom. Dowodzą
    tego zbadane źródła archiwalne z tych czasów. Nasuwają one wniosek,
    że rola żydów w ówczesnym handlu zagranicznym i krajowym istotnie była
    píerwszorzędna.
    O obrotach handlu, jaki żydzi prowadzili na Gdańsk, daje wyobrażenie jeden dokument z 1616 r., który zawiera wiadomość, że spółka 4-ch żydów z Krakowa, Lwowa, Poznania i Lublina, z powodu konfliktu z magístratem gdańskim musiała zawrócić z przywiezionym towarem i straciła na tem 100.000 zł.”

Cytaty te obnażają w sposób bezpośredni nędzę działania tzw. historyków polskich obecnych, ale oczywiście także tych XIX i XX. wiecznych. Nad tak ważnym dziełem kultury polskiej wisi zmowa milczenia, mimo że jego największa i unikalna wartość dotyczy NIE aspektów religijnych (jak sami przyznają wnikliwi badacze żydowscy), ale faktów gospodarczych i ekonomicznych Rzeczpospolitej. Przecież to był poważny memoriał napisany przez „profesora UJ”, a skierowany do Sejmu Rzplitej w przełomowym okresie jej historii!

___

**) „Był synem Stanisława, pochodził z rodziny plebejskiej, prawdopodobnie ze wsi Bartodzieje w pow. radomskim. Immatrykulowany w Uniw. Krak. 2 IX 1605, po uzyskaniu w r. n. bakalaureatu sztuk wyzwolonych został nauczycielem prywatnym wojewodzica mińskiego Krzysztofa Paca, którego zgon (1610) uczcił w wydanym w Wilnie w r. 1611 żałobnym epitafium. W t. r. (11 VII) wyjechał do Włocławka, gdzie objął rektorat miejscowej szkoły katedralnej, jednak już w r. n. powrócił do Krakowa i w r. 1612 promował się na magistra filozofii. Od półr. letn. 1613 podjął wykłady na Wydziale Artium jako docent extraneus, trudniąc się jednocześnie, wraz ze swym kolegą z lat studenckich Janem Brożkiem, udzielaniem lekcji prywatnych w zamożnych domach szlacheckich, m. in. u Andrzeja Zborowskiego, przyszłego kasztelana oświęcimskiego… W jesieni 1619 przedłożył tezę inkorporacyjną «de natura materiae primae… de coeli orbibus», na podstawie której został przyjęty do Kolegium Mniejszego i objął katedrę astronomii… Od obowiązkowych wykładów starał się uwolnić również pod innymi pozorami, za co oraz pod zarzutem prowadzenia nader świeckiego trybu życia, skłonności do awantur i lekceważenia statutów uniwersyteckich (m. in. mieszkał poza obrębem Kolegium) od r. 1613 często stawał przed sądem rektorskim. Wielokrotnie upominany i zagrożony wykluczeniem z Uniwersytetu, szczególnie naraził się opinii publicznej i władzom akademickim ogłoszeniem w r. 1618 (następne wydania b. m. r. oraz 1648) prymitywnej [sic] broszury antysemickiej Zwierciadło Korony Polskiej. Zebrał w niej niemal wszystkie argumenty współczesnej publicystyki antysemickiej, posuwając się aż do oskarżenia Żydów o współpracę z Turkami. Pojawienie się książki wywołało ostre protesty społeczeństwa żydowskiego i kahału krakowskiego, który wyjednał w kancelarii królewskiej mandat Zygmunta III z 20 VIII 1618 zabraniający druku i sprzedaży dziełka jako wywołującego tumulty i napaści na Żydów. Wyrok ten, jak się zdaje, przyspieszył decyzję proskrypcji M-ego, którego usunięto z katedry i z Uniwersytetu w półr. letn. 1622. Uczepiwszy się, być może, jakiejś prebendy kościelnej (od r. 1626 występuje z tytułem księdza), poświęcił się w następnych latach działalności pisarskiej… W okresie największego wzrostu konfliktu Akademii z zakonem jezuitów w l. 1625–6, wraz z drugim relegowanym z Uniwersytetu mistrzem P. Dąbrowskim, wdawał się M. w awantury z krakowskimi jezuitami. Dalsze losy i data śmierci M-ego nie są znane.”  (wg młodego Andrzeja K. Banacha w 1975)

http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/sebastian-miczynski

***) Inny fragment, już nie z Miczyńskiego: „Do najwybitniejszych bankierów żydowskich należeli na przełomie wieków XV. i XVI. krakowscy Fiszlowie (Mojżesz i syn jego Efraim-Franczek) i Czechowíe (Abram i syn jego Mojżesz), oraz działający na Rusi Samson z żydaczowa, Josko z Hrubieszowa i Szania z Bełza. Na Litwíe zasłynęli o tym czasie jako bankierzy Ezofowicze. Za Zygmunta Augusta wybijają się jako bankierzy żydzi koronni: Izak Nachnumowícz ze Lwowa, Jakób Ezdrasz i Jakób Bogaty z Krakowa, oraz żydzi litewscy: Mendel Izakowicz i Izak Brodawka. …

Fiszlowie dobili się jeszcze za Kazimierza Jagiellończyka stanowiska bankierów nadwornych. Stanowisko to zajmują także za Olbrachta, Aleksandra i Zygmunta I. Wielkie kapitały wniosła w tę rodzinę Rachela-Raszka, która była z początku bankierką w Pradze czeskiej. W latach 80-ch XV. wieku Raszka osiadła w Krakowie, gdzie wyszła po raz drugi za mąż za Mojżesza Fiszla. Cieszyła się ona szczególnemi względami króla. Zadłużali się u niej Kazimierz Jagiellończyk i Olbracht. Długi ich w oryginalny sposób spłacił Aleksander, a mianowicie dla braku gotówki pozwolił bankierce wybić w mennicy krakowskiej tyle monet z własnego srebra, aż powstała stąd nadwyżka wartości zrównała się z sumą długu i procentów. W połowie XVI. wieku jedna gałąź krakowskich Fiszlów przeniosła się do Wilna. Powstał tu niebawem wielki lombard, założony przez przybyszów za zezwoleniem króla.”

PS. https://bosonweb.wordpress.com/2017/08/10/judeorealizm-niebezpieczne-zajecie/

PPS. https://bosonweb.wordpress.com/2018/04/20/papiez-i-zydzi-w-polsce-akcja-i-reakcja/