Salon24 – moja diagnoza

Trzeba zacząć od tego, iż ta niewiarygodna hucpa z 4. stycznia nie była w końcu aż tak wielkim zaskoczeniem – przecież wszyscy widzieliśmy postępującą od wielu miesięcy „tabloidyzację” s24. Jednak drastyczność i sposób przeprowadzenia tej zmiany zdumiały myślę większość z nas.

Sądzę, że chodziło i chodzi tu przede wszystkim o cenny czas – tzn. właściciel s24, czyli Marek Darczuk po prostu chce jak najszybciej sprzedać Salon24.pl SA, aby po wykonaniu zadania przynajmniej odzyskać poniesione koszty (około milion PLN?)…

Bo przecież wartość „rynkowa” salonu24, kiedy się z premedytacją pominie, czy wręcz odrzuci, zaangażowanie i potencjał blogerów s24, jest śmieszna – ot, większe mieszkanie w Pcimiu

Jest przecież oczywistym, że owa straszliwa hucpa z 4. stycznia nie służyła w żaden sposób „unowocześnieniu” czy „ulepszeniu” salonu24 – wszak pozbyto się właśnie tych elementów, które stanowiły o zupełnej wyjątkowości tej platformy, a uzyskano efekt gorszy niż w przypadku innych, wielkich internetowych tabloidów.

Ewidentnie celem tej całej operacji (od 2013, czy już wcześniej?) było skanalizowanie, a potem skierowanie „w maliny” aktywności piszących w s24, oczywiście tych wszystkich o „niewłaściwych” poglądach… Przypomnę tu tylko mój wpis o promowaniu na s24.

Zatem, co teraz? Jak już tu pisałem, uważam iż „poprzedni” salon24 (zbyt…) świetnie służył wymianie prawdziwie niezależnego i poważnego myślenia oraz pisania o Polsce – trzeba to teraz po prostu podjąć i pociągnąć dalej. Liczę na nowe otwarcie…
 

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Salon24 – moja diagnoza”

Możliwość komentowania jest wyłączona.