Dlaczego Trump musiał zostać prezydentem…

Musiał, ponieważ plan globalnej hegemonii USA załamał się, i to z DWÓCH powodów:

  1. jest oczywisty – Chiny
  2. już dużo mniej – Londyn

Wbrew pozorom stosunki amerykańsko-brytyjskie są coraz bardziej napięte. Najlepiej to widać po nieustających zmasowanych atakach prasy brytyjskiej na Trumpa, także tej konserwatywnej. Było tak podczas jego kampanii wyborczej, i jest tak nadal. To nie on miał wygrać…

A wszystko przez nieustannie rosnący wpływ londyńskiego City oraz dyskretny, ale ciągły i konsekwentny rozwój Wspólnoty Narodów – kiedyś jeszcze Brytyjskiej z nazwy, a teraz po prostu Wspólnoty…

To Londyn (tj. City i jego globalna sieć) stał się największym beneficjentem globalnego liberalizmu  i wszedł na kurs kolizyjny z Waszyngtonem, a przynajmniej z tą częścią elit amerykańskich które nadal myślą przede wszystkim o interesach amerykańskich, a nie o triumfie tzw. „ładu światowego”.

Najdziwniejszy senator II RP

Ludwik_Hammerling.jpg

Chodzi tu o Ludwika Hammerlinga, o którym mało która informacja jest do końca pewna.

Urodził się najprawdopodobniej w 1870, w Drohojowie, w biednej żydowskiej rodzinie o której niewiele wiadomo. Około 1880 z nieznanym polskim opiekunem miał popłynąć z Bremen do Ameryki gdzie spędził 4 lata w Pensylwanii.

Po powrocie Ludwik poślubił Klarę Szechter, najprawdopodobniej w 1894 w Mogielnicy. Owa Klara pochodziła z „niereligijnej” rodziny żydowskiej, w której pierwszym językiem był polski – Ludwik po polsku mówił okropnie. Zaraz po ślubie znowu wyjechał, podobno przez Hawaje i około 1896 był znowu w Pensylwanii, gdzie potem dołączyła do niego żona i szwagier Samuel.

Wielka kariera Hammerlinga rozpoczęła się na dobre w 1902 wraz ze słynnym strajkiem węglowym w Pensylwanii. Wtedy Ludwik był już nie tylko poważnym biznesmenem prasowym – przede wszystkim aktywnym na rynku „prasy imigrantów”, w szczególności Polaków, ale także działaczem, m.in. założycielem The Lithuanian-Polish Club… Jego silne kontakty ze związkami zawodowymi oraz Republikanami odegrały istotną rolę w pomyślnym zakończeniu owego strajku. Ludwik otrzymał w końcu wezwanie na robocze spotkanie w Białym Domu…

Jego kariera eksplodowała – w 1904 został delegatem do The Republican National Committee (RNC) i miał bardzo poważny wkład w kampanię wyborczą Teodora Roosevelta! Po wygranej otrzymał zaproszenie od prezydenta do wzięcia udziału w inauguracyjnych uroczystościach.

W 1908 Ludwik zakłada The American Association of Foreign Language Newspapers – jest potentatem prasowym.

1912_Louis_N_Hammerling.png U szczytu sławy 1912

W 1912 Klara wraca do Europy, a Ludwik rozpoczyna starania o unieważnienie ich małżeństwa. I tu UWAGA, UWAGA – nie uwierzycie – jego doradcą i przedstawicielem prawnym był wtedy Bernstein, Ludwik Bernstein, czyli sam Lewis Namier!! Jaki ten świat mały… W 1915 Hammerling żeni się za to z piękną Zofią z Brzezickich, właścicielką m.in. krakowskiego Hotelu Pod Różą.

Wszystko się jednak popsuło wraz z wybuchem Wielkiej Wojny – ewidentnie Hammerling poważnie zaangażował się w pro-niemiecką (austriacką?) propagandę w Stanach, a tego Wielka Brytania nie mogła darować – był zbyt niebezpieczny. Do straszliwej nagonki na Hammerlinga przyłożył oczywiście rękę także Sir Lewis, ale tak czy inaczej pod koniec wojny Ludwik musiał się ratować i tu pomogła mu sprawa Polski – po prostu „przykleił się” do niesłychanie popularnego w Stanach Ignacego Paderewskiego. Mało tego, w 1919 po raz pierwszy stwierdził, że jest Polakiem…

Do odrodzonej Polski uciekł… tzn. przyjechał w 1921, a już w 1922 został wybrany do senatu pierwszej kadencji… Długo jednak w Polsce Hammerling miejsca nie zagrzał, w senacie do 1924, a w 1928  powrócił na stałe do Stanów Zjednoczonych, na paszporcie dyplomatycznym. Tam nie udało mu się odzyskać wpływów – nic dziwnego skoro nawet sławne wówczas medium, czyli Edgar Cayce,** przed nim wielokrotnie ostrzegało…

27. kwietnia 1935, kwadrans po siódmej rano, Ludwik podobno przypadkowo wypadł przez okno na 18. piętrze nowojorskiego drapacza chmur.

__

**) „Cayce’s clients included a number of famous people such as Woodrow Wilson, Thomas Edison, Irving Berlin, and George Gershwin.”

__

The Most Dangerous German Agent in America: The Many Lives of Louis N. Hammerling – 28 Feb 2015 by M Biskupski

Paryż kontra Oksford, czyli prawdziwy renesans vs jesień średniowiecza

„Gdybym miał krótko i dobitnie scharakteryzować epokę romantyzmu w kulturze, to zrobiłbym to tak: był to okres w którym przede wszystkim intensywnie zajmowano się budowaniem olbrzymiej ilości fałszywych mitów, czy jakbyśmy dziś powiedzieli – fałszywych narracji. Jednym z tych najważniejszych był mit przewspaniałego, niezrównanego renesansu. Z tym, że pierwotnie była mowa jedynie o renesansie czy odrodzeniu włoskim, ale potem stopniowo narracja się rozrosła do pan-europejskiego wybuchu cywilizacyjnego. Do wielkiego odrodzenia cywilizacji łacińskiej, do oswobodzenia ludzkiej myśli i wyobraźni oraz wielkich czynów. A była to, jak się dziś mówi, po prostu zwykła przykrywka (lub inaczej, odwracanie kota ogonem), bo był przecież ten właściwy renesans, ale wydarzył się dużo wcześniej, w XII wieku, i serce jego biło we Francji. O źródłach tego fenomenu, który stworzył Europę i jej cywilizację grecko-chrześcijańską, pisałem w poprzednich rozdziałach. Można tylko dodać, że źródła były tak potężne, że napędziły Europę, aż po dzień dzisiejszy – a czy przetrwamy jej upadek to, moim zdaniem, zależy w dużym stopniu od tego czy uświadomimy sobie, i czy przypomnimy innym, istotę i wagę tych prawdziwych źródeł Europy.

Zacznę od powstania Uniwersytetu Paryskiego – jednego z największych „cudów” (obok katedr gotyckich, wraz z ich wnętrzami) tego prawdziwego Renesansu. Potem pochylimy się nad jednym z typowych „romantycznych” fałszerstw na mniejszą skalę, czyli nad postacią Rogera Bacona, wybitnego przedstawiciela szkoły oksfordzkiej. I to on właśnie nas doprowadzi do czegoś, co można z pewnością uznać za prawdziwą „jesień średniowiecza”. Zanim jednak to rozwinę, chciałbym podkreślić, że nikt tu nie odkrywa żadnej ameryki, a olbrzymie znaczenie Renesansu XII wieku jest wśród badaczy powszechnie znane – wystarczy choćby przeczytać odpowiednie hasło w angielskiej Wikipedii. Niestety, co symptomatyczne, odpowiednie polskie hasło nie istnieje, a prawdziwy Renesans nie zajmuje widocznego miejsca, ani w powszechnej edukacji, ani w medialnej propagandzie. …

Jeśli by chcieć scharakteryzować „specyfikę” tych dwóch uniwersytetów w tamtym czasie, to ten paryski miał ambicję osiągnięcia wizji całościowej, czyli syntezy (tomizm!), przy podejściu konstruktywnym (vide – słynna paryska ugoda o rozdzieleniu kompetencji teologii i filozofii, czyli objawienia i rozumu) , podczas gdy ten oksfordzki miał silną predylekcję do analizy, indywidualizmu i krytyki, wręcz dekonstrukcji. Należy przy tym pamiętać, że fizyka, czyli filozofia matematyczno-empiryczna rozwinęła się we Francji, przede wszystkim we wspomnianej wyżej Szkole z Chartres, a empiryczna szkoła oksfordzka, której najwybitniejszym przedstawicielem był Bacon, po prostu przejęła i kontynuowała jej osiągnięcia – czemu zresztą dał wyraz prawie 600 lat później Isaac Newton cytując mistrza Bernarda z Chartres. Jednak Francja miała także św. Bernarda z Clairvaux (wielkiego reformatora zakonu cysterskiego), który dobrze pilnował by od naukowych sukcesów matematykom w głowach się nie przewróciło. W Anglii nikogo takiego formatu nie było, więc na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Ich zaczynem były poglądy Ockhama: antysystematyczne, antydogmatyczne, antyracjonalistyczne i antyrealistyczne. W naukach empirycznych jego sztandarowy sceptycyzm okazał się być bardzo dobrym i skutecznym narzędziem, ale szczególnie w teologii głoszony indywidualizm i programowy antyracjonalizm spowodowały olbrzymie szkody. Najbardziej znanym tego przykładem była działalność Jana Wiklefa, profesora teologii w Oksfordzie – twórcy pojęcia „niewidzialnego kościoła wybranych”. Uważanego często za protestanckiego prekursora. Po śmierci Wiklefa w 1384 (na skutek udaru w czasie odprawiania mszy), propagatorem jego idei w Czechach został Jan Hus. Sobór w Konstancji ogłosił Wiklefa w 1415 heretykiem (na dwa miesiące przed skazaniem Jana Husa), a w 1428, w czasie wojen husyckich, Marcin V nakazał ekshumacje jego ciała i jego spalenie. Prochy wrzucono do rzeki. …

Na zakończenie trzeba zatem stwierdzić: nihil novi sub sole – słynna anglosaska filozofia analityczna XX wieku jest przecież w prostej linii spadkobierczynią „szkoły” Ockhama, a jeśli ktoś myśli, że post-modernizm i dekonstrukcję wymyślił Francuz Jacques Derrida, to jest w grubym błędzie – pierwsi byli oczywiście włoscy (przede wszystkim) humaniści, choć i w tym przypadku inspirację można w dużym stopniu odnaleźć w Anglii. Warto spojrzeć na rewolucyjny program humanistyczny wprowadzony na miejsce „przestarzałego” scholastycznego programu nauczania – trivium nazwano po prostu studia humanitatis i na miejsce najważniejszej uprzednio dialektyki (logiki) wprowadzono poezję, a program poszerzono jeszcze o historię i filozofię moralną. Potem była tego kolejna odmiana dekonstrukcji w postaci romantyzmu (który dlatego tak wykłamywał renesans „odrodzeniowy”, a przy tym wyklinał szkiełko i oko) wraz z późnym jego wnukiem, Fryderykiem Nietzsche, który po prostu ogłosił śmierć Boga, i zwariował.”

Cały artykuł w SN nr 5 do nabycia w FOTO MAG.

Listopad 1939 czyli Rosjanie są dobrze przygotowani

Scenariusz napisał Wiktor Szkłowski ze Szkłowa** („His father was Jewish (with ancestors from Shklov) and his mother was of German/Russian origin.”) – rosyjski pisarz, literaturoznawca, filmoznawca i scenarzysta, jeden z współtwórców i najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiej szkoły formalnej, współzałożyciel OPOJAZu.

Premiera dzieła miała miejsce 3. listopada 1939 – Minin i Pożarski (ros. Минин и Пожарский) – radziecki dramat historyczny z 1939 roku w reżyserii Wsiewołoda Pudowkina („radziecki teoretyk sztuki, reżyser, krytyk, scenograf i aktor filmowy. Uznawany za drugiego, obok Siergieja Eisensteina, mistrza wczesnego kina radzieckiego.”).

Dalsze konteksty – TUTAJ.

__

**) Populacja Szkłowa czyli 300 lat w plecach:

szk.png

Wszystkie drogi prowadzą do Londynu – życiorys II

Dzisiaj ten drugi życiorys, a nicią wspólną dla obu jest sam premier Rakowski, wszak opieram się tu na rozdziale pt. « MIETKU, WPUŚĆ MNIE DO POLSKI » z Biografii odtajnionych Joanny Siedleckiej. Tym razem chodzi o Alicję Lisiecką:

« Choć była wtedy, to znaczy w latach 60., niebywale wpływowa i groźna, ferowała literackie wyroki, bał się jej więc i nadskakiwał cały, męski na ogół, literacki światek. Trzęsła głównie „Nową Kulturą”, najważniejszym wówczas tygodnikiem, jako zastępczyni naczelnego, a w istocie naczelna — Stefan Żółkiewski, zajęty swoimi licznymi funkcjami, tylko pismo firmował, ona natomiast nim rządziła.

„Pryszczatolożka”, jak ją nazywano, lansowała zwłaszcza „pryszczatych” (Woroszylskiego, Mandaliana, Konwickiego), innych natomiast, choćby najzdolniejszych — Iredyńskiego czy grupę „Współczesności” — chlastała bezlitośnie, i to nie tylko w „Nowej Kulturze”, ale jako recenzentka wewnętrzna poezji w „Czytelniku”, utrącając tomiki na przykład, według niej „grafomana”, Aleksandra Ziemnego. Mogła pisarza stworzyć albo zniszczyć. »

« Już dawno nie było u nas kobiety tak ambitnej, tak niesłychanie żądnej władzy i popularności — notował 13 stycznia 1961 roku w swoich Dziennikach Mieczysław Rakowski. „Na pewno jest zdolna, pisze ciekawie, ale jest to kobieta nieprzebierająca w środkach, atakująca z całym impetem przeszkody wyrastające na jej drodze. Dość interesująca dla mężczyzn, niebrzydka.” »

« A przede wszystkim bardzo zgrabna, o najpiękniejszych nogach w całej Warszawie. Błyskotliwa, inteligentna, oczytana, „w piśmie biegła”. Nigdy jednak, zwłaszcza w gomułkowskim PRL-u, nie osiągnęłaby, i to jeszcze przed trzydziestką, tak wysokiej pozycji bez poparcia swoich kolejnych, wysoko postawionych mężczyzn, którym to ona wskakiwała do łóżek, rozbijając ich małżeństwa. Na przykład wszechwładnemu wtedy „Hetmanowi”, Stefanowi Żółkiewskiemu, do 1968 roku członkowi KC, kierownikowi wydziału kultury i nauki, ministrowi szkolnictwa wyższego, przedstawicielowi najwyższej partyjno-rządowej elity, mieszkańcowi alei Róż. »

I tak dalej, itp. Joanna Siedlecka kontynuuje, ale ani razu się nie zająknie o tym JAKIM CUDEM owa Lisiecka mogła zrobić TAKĄ karierę, a jedynie odnotowuje taki oto „paradoks”:

« Szpanowała też najmodniejszymi, zachodnimi ciuchami. Włoskimi szpilkami, siatkowymi pończochami, najkrótszymi minispódniczkami. Zawsze zresztą, już na polonistyce była świetnie ubrana — dostawała paczki od swego ojca Tadeusza Lisieckiego, absolwenta szkoły dyplomatycznej w Paryżu, przed wojną wysokiego urzędnika działu szyfrów MSZ-etu, członka gabinetu ministra Becka, konsula w Szwajcarii i Francji. Został po wojnie w Londynie, współpracował z generałem Andersem.

Alicja Lisiecka, konsulówna, jak ją nazywano, próbowała kilkakrotnie i bezskutecznie do niego uciekać, a to przez zieloną granicę, a to pod pokładem statku. Po raz drugi ze swoim mężem, Jerzym Tabaczyńskim, którego poślubiła w wieku lat 19 i równie szybko się z nim rozwiodła. Zdolna, ambitna, energiczna, chciała jednak robić karierę, przestała więc być „konsulówną” i już na polonistyce wstąpiła do ZMP, a wkrótce do partii, gdzie, jak zawsze, wybijała się i wyróżniała. »

« Jakież było więc zdumienie, gdy w maju 1969 roku, podczas kolejnego wyjazdu na Zachód, „Pompadura” wybrała wolność, poprosiła w Berlinie Zachodnim o azyl polityczny, który otrzymała!

Zgodnie z ówczesnym rytuałem Zarząd Główny Związku Literatów, oczywiście jednogłośnie, usunął ją ze swoich szeregów, a tak przychylna jej dotąd prasa chóralnie ją opluła. …

Osiadła w Londynie i choć, na co liczyła, nie otrzymała posady w Wolnej Europie, jednak z nią współpracowała, pisywała do jej pisma „Na Antenie” oraz londyńskich „Wiadomości” — otwierały się już wtedy na przybyszów z PRL-u, zmieniających swą polityczną orientację. Wydała napisaną jeszcze w Polsce książkę o Norwidzie, wyróżnioną Nagrodą Kościelskich, a także trzy nowe. »

No, i w końcu, po latach tytułowy « „Mietek” wstawił się wreszcie za nią u generała. 21 maja 1985 roku napisał:

„Drogi Czesławie! To już szósty list w ciągu miesiąca od Alicji Lisieckiej. Proszę Cię o energiczne zajęcie się tą sprawą. To już chory i lekko schizofreniczny człowiek”.

„Czesław” milczał po piśmie Dobraczyńskiego i Czyrka, ale na prośbę „Mietka”, z którym najwyraźniej się liczył, odpowiedział natychmiast, już następnego dnia. Mimo informacji o stanie Lisieckiej zadecydował jednak: Do Polski wpuścić, ale pod warunkiem odebrania od niej w Anglii tekstów obszczekujących Zachód, emigrację, zachodnie służby specjalne. Nie przeciągać sprawy. …

Przyleciała [do Polski] we wrześniu 1985 roku… »

 

Wszystkie drogi prowadzą do Londynu – życiorys I

nasz salon24

Pamiętacie może mój tekst nt. Leopolda Infelda i jego wydawałoby się nieprawdopodobnej drogi? Ten od najmłodszych lat miłośnik komunizmu, wojnę spędził w Kanadzie, ale z której został wyrzucony przez Amerykanów za szpiegostwo i poprzez Londyn wrócił w 1950 do („ludowej”) Polski.

Wczoraj trafiłem na życiorys jeszcze bardziej zdumiewający:

Michał Kalecki (ur. 22 czerwca 1899 w Łodzi, zm. 18 kwietnia 1970 w Warszawie) – polski ekonomista, profesor Zakładu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk i Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, członek PAN. Szwagrem Michała Kaleckiego był Ary Sternfeld, radziecki uczony, jeden z pionierów kosmonautyki, astronautyki. Był synem Abrama (właściciela niewielkiej przędzalni) i Klary z domu Segałło (pochodzącej z rodziny urzędniczej).”

Owa Klara była najprawdopodniej krewną tego handlarza starzyzną z Samboru, o którym można było wczoraj tu przeczytać…  „Wyjechał w 1936 roku do Wielkiej Brytanii, do 1938 pracował w London School of Economics, później był asystentem w Katedrze Ekonomii Uniwersytetu Cambridge; w latach 1939-1945…

View original post 472 słowa więcej

Niesamowite historie czyli skarb w śmieciach

2_złote_banknote,_averse_(Poland,_1936).jpg

za wiki: Banknot 2-złotowy z Dąbrówką z 1936

___

Orędownik z 31. stycznia 1939 kosztował 10 groszy (to dzisiaj około 3 PLN) i zawiera kilka bardzo intrygujących informacji:

„Otwarcie wystawy sztuki brytyjskiej. Warszawa… Wystawa obejmuje 117 obrazów olejnych, 120 akwareli i rysunków… Eksponaty zostały wypożyczone przez następujące galerie i zbiory: The Tate Gallery, The Imperial War Museum (Królewskie Muzeum Wojny), Contemporary Art Society w Londynie oraz galerie prowincjonalne…”

Capture d’écran 2017-02-08 à 22.50.57.png

Capture d’écran 2017-02-08 à 21.07.03.png  Capture d’écran 2017-02-08 à 21.04.43.png

Capture d’écran 2017-02-08 à 21.25.30.png

Capture d’écran 2017-02-08 à 21.26.12.png

Jutro zdradzę co mnie naprowadziło na ten łódzki dziennik…

 

Wacław Felczak – węgierski superbohater

 

Waclaw_Felczak.jpg Wacław Felczak (*29/5/16,+23/10/93) polski historyk

Nie przypuszczałem, iż przyjdzie mi polecić felieton Grzegorza Górnego… a jednak, nigdy nie należy tracić nadziei. Jak pisze GG:

`Podczas ostatniej wizyty Viktora Orbána w Krakowie premierzy Polski i Węgier postanowili powołać do życia wspólną instytucję – Fundację im. Wacława Felczaka, która otrzymywać będzie od rządów obu krajów po milion euro rocznie. …

Wcześniej doszło zaś do pewnego znamiennego wydarzenia, które tak wspominał w Krakowie Viktor Orbán: „Doskonale pamiętam – było to pod koniec lat 80., może w 1987 r. – gdy z naszego akademika przeszedłem na drugą stronę ulicy, do budynku Eötvös Collegium, do goszczącego w nim słynnego profesora, aby prosić, by przyszedł do nas i wygłosił wykład o ówczesnej Polsce i o nadal istniejącej i walczącej Solidarności. Chcieliśmy usłyszeć prawdę z ust człowieka wiarygodnego, wojennego bohatera, który przeszedł więzienia zarówno nazistów, jak i komunistów. Prof. Felczak zaś – jak przykazuje Ewangelia – przeszedł z nami nie jedną milę, ale dwie – zrobił nam nie jeden wykład, ale dwa, a nawet uczynił o wiele więcej: wyznaczył koryto rzeki naszych politycznych wyobrażeń. Radził nam – teraz dokładnie go zacytuję: «Załóżcie partię polityczną. Prawdopodobnie zamkną was za to, ale wszystko wskazuje na to, że nie będziecie długo siedzieć». Taki jest dobry przyjaciel. Dodał jeszcze, że politykowi nie zaszkodzi trochę posiedzieć. (…) Wskutek rady prof. Felczaka powstał więc Fidesz, który stał się na Węgrzech, po wielu ruchach opozycyjnych, pierwszą polityczną formacją posiadającą stabilne ramy organizacyjne. I nawet nas nie zamknięto, najwyżej na kilka godzin. Tak stał się prof. Felczak po 1991 r. honorowym członkiem naszej partii i wspólnoty politycznej – może gdzieś w jego spuściźnie znajdzie się jego fideszowska legitymacja członkowska – i tak stał się też naszym duchowym ojcem założycielem”.’

W uzupełnieniu:

„Urodził się jako ósme, najmłodsze dziecko w rodzinie Antoniego i Michaliny z Pałczyńskich, właścicieli ok. dwudziestohektarowego gospodarstwa rolnego (komunistyczny sędzia określi go później jako syna kułaka). Jego ojciec był lokalnym działaczem społecznym. Matka wywodziła się ze zubożałej w wyniku carskich represji popowstaniowych rodziny szlacheckiej (jej przodkowie za udział w powstaniu listopadowym i powstaniu styczniowym zesłani zostali na Syberię). …

Po zakończeniu wojny kontynuował w latach 1945-1948 działalność kurierską na rzecz rządu RP na emigracji. W lipcu 1945 r. jako emisariusz ruszył przez ” zieloną granicę” do Londynu, by przedstawić władzom Rzeczypospolitej w Londynie motywy i okoliczności likwidacji Polskiego Państwa Podziemnego. Wkrótce wrócił do Polski, by pomóc wysłannikowi rządu na uchodźstwie budować zręby nowej, antykomunistycznej konspiracji cywilnej. Po powrocie w styczniu 1946 r. na Zachód wszedł w skład paryskiej placówki Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, utrzymującej konspiracyjny kontakt z krajem. W sierpniu i grudniu 1946 jeszcze dwukrotnie, posługując się fałszywymi dokumentami, udawał się do Polski. Z ostatniej wyprawy wrócił dopiero pod koniec marca 1947 r. Jego status był wtedy wyjątkowy. Wśród wielu kursujących między Polską a Zachodem kurierów wojskowych i partyjnych on był jedynym wysłannikiem rządu RP na uchodźstwie, cieszącym się zaufaniem prezydenta Władysława Raczkiewicza i premiera Tomasza Arciszewskiego, a także przywódców stronnictw politycznych. W tych latach prowadził rozmowy z prawie wszystkimi politykami nurtu niepodległościowego w kraju i na uchodźstwie. Aresztowany w Czechosłowacji w roku 1947, gdy na prośbę Stanisława Mikołajczyka organizował ucieczkę przywódców PSL z Polski, w roku 1948 został po długotrwałym śledztwie skazany na dożywocie. Zwolniony z więzienia po ośmiu latach – w październiku 1956. Od 1958 r. był pracownikiem Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Doktoryzował się w 1962 r. pod kierunkiem profesora Henryka Wereszyckiego, a habilitację otrzymał w 1968 r. …

Władze komunistyczne w Polsce w 1975 r. zablokowały wniosek Uniwersytetu Jagiellońskiego o nadanie Wacławowi Felczakowi stanowiska profesora zwyczajnego. Dopiero po osiemnastu latach, w niepodległej już Rzeczypospolitej, w dniu 5 października 1993 został mianowany profesorem. Był wówczas śmiertelnie chory – w szpitalu, wkrótce po otrzymaniu nominacji zmarł. Ponieważ przez szereg lat był związany z Tatrami i Podhalem, został pochowany w na starym cmentarzu na „Pęksowym Brzyzku” w Zakopanem.

Na pogrzebie hołd zmarłemu oddawali nie tylko Polacy, ale także węgierscy dyplomaci z ambasadorem Ákosem Engelmayerem – odczytano listy pożegnalne m.in. od prezydenta Republiki Węgierskiej Árpáda Göncza, węgierskiego ministra spraw zagranicznych Gezy Jeszenszkyego i przewodniczącego Światowego Związku Węgrów Sándora Csoóri. W imieniu jednej z węgierskich partii politycznych – Forum Młodych Demokratów (Fidesz) – wieniec na grobie honorowego członka tego ugrupowania złożył Zsolt Németh. Tragicznym akcentem uroczystości pogrzebowych była śmierć Stanisława Marusarza, podkomendnego Wacława Felczaka w latach wojny, podczas wygłaszania mowy pożegnalnej nad grobem zmarłego.”

___

PS. „Zmarł na zawał serca 29 października 1993, wygłaszając przemówienie na pogrzebie Wacława Felczaka – swojego dowódcy z czasów okupacji – na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem, około godziny 15, osuwając się na ręce ambasadora Węgier w Polsce Ákosa Engelmayera. Na cmentarzu tym został później pochowany. Podczas uroczystości pogrzebowych w szklanych drzwiach kościoła pw. Świętego Krzyża odbijała się Wielka Krokiew. W Zakopanem przy ulicy Andrzeja Struga 18, w dawnym domu Marusarza, mieści się obecnie galeria trofeów, na którą składają się puchary i trofea sportowe, emblematy i sportowe legitymacje. W styczniu 2014 w pawilonie na Wielkiej Krokwi powstała izba pamięci Stanisława Marusarza, która ma stać się częścią Muzeum Sportów Zimowych. Marusarz jest też patronem kilku szkół, m.in. Szkoły Podstawowej w Wojciechowie. W 2010 prezydent Lech Kaczyński pośmiertnie odznaczył go Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.” pl.wikipedia.org/Stanisław_Marusarz

Pius XII i zamach na Hitlera

gumpel.jpg

Ojciec Peter Gumpel był relatorem w procesie beatyfikacyjnym Piusa XII – o czym pisałem już wcześniej. Niedawno o. Gumpel udzielił Niedzieli fascynującego wywiadu.

Mowa tam jest przede wszystkim o książce Marka Rieblinga pt.”Kościół szpiegów. Tajna wojna Papieża przeciwko Hitlerowi”.

Okazuje się, iż jeszcze w 1939 Pius XII mediował pomiędzy niemieckimi generałami a Anglią i Francją ws. obalenia Hitlera i przyszłości Niemiec!

Ostatecznie, Anglicy „nie podjęli tematu”…

>>>>>   POLECAM

 

s24: ostatni wpis

Tym wpisem zamykam, mam nadzieję na dłuższy czas, moje wypowiedzi nt. salonu24. Chodzi tu o ten kluczowy rok 2013, kiedy odszedł R. Krawczyk:

Radosław Krawczyk w latach 2001-2007 związany był z Onetem (był m.in. redaktorem naczelnym oraz wydawcą), w latach 2007-2010 był członkiem zarządu spółki Merlin, zaś od 2010 roku kieruje spółką Media Obywatelskie, która zarządza serwisem Salon24.pl. …

Krawczyk objął stanowisko head of digital i podlega bezpośrednio zarządowi Gremi Media. Przez najbliższe miesiące będzie zarządzał grupą projektową, której pełny skład zostanie ustalony w połowie maja br. …

Jednym z głównych zadań Krawczyka ma być także analiza szans rynkowych E-kiosku. Jest to firma zależna od Gremi Media, zajmująca się dystrybucją cyfrowej prasy.”

… a I. Janke udzielił „słynnego” wywiadu: „…

Reklamy displayowe są ciężkim tematem. Jakie formaty zamierzacie sprzedawać? Czy tak jak NaTemat.pl pójdziecie w kierunku tzw. niestandardów

Tak, pójdziemy podobną drogą. Część rzeczy mamy bardzo podobnych, część trochę innych. Oczywiście zgadzam się, że reklamy displayowe schodzą z rynku i to jest forma, która zamiera. To już jest widoczne. My też zaczynamy żyć w dużej mierze z form niestandardowych. Głównie z takiej usługi, która jest unikalna na rynku i której trochę już sprzedaliśmy. Nazywamy ją lobbingiem społecznościowym.

Na czym to polega?

Klient może zamówić, może wywołać dyskusję na Salonie24 na temat przez siebie pożądany. Może założyć sobie bloga sponsorowanego, na którym pisze o własnych problemach, o tym co chciałby przekazać, ale co najważniejsze wciąga blogerów do dyskusji, wywołuje debatę na jakiś temat.

Jak to technicznie wygląda? Czym to się różni od bloga sponsorowanego?

Po pierwsze, mamy zarejestrowanych kilkadziesiąt tysięcy użytkowników na naszej stronie. Ona jest przez nich tworzona. Jeśli ktoś prowadzi taką dyskusję, to zamieszcza swój tekst, który wisi co najmniej na 4 miejscu na stronie głównej, czyli prawie każdy kto wejdzie na Salon24 zobaczy ten tekst. Teksty są tak formułowane, że wciągają innych użytkowników do interakcji, do rozmowy. Inni użytkownicy odpowiadają na swoich blogach na to, co napisała dana instytucja, firma czy osoba. Co ważne, wszystkie teksty są agregowane na stronie dotyczącej dyskusji na dany temat. W przypadku debaty o OFE w ciągu miesiąca powstało około 200 tekstów napisanych przez naszych użytkowników. To jest efekt, który w PR trudno osiągnąć, a tutaj jest to możliwe dzięki temu, że w jednym miejscu jest iluś ludzi, którzy na ten temat dyskutują.

Może Pan podać przykłady takich debat?

Mieliśmy debaty z Orange o Infostradzie, wspomnianą już debatę na temat OFE z Izbą Gospodarczą Towarzystw Emerytalnych, mieliśmy także dyskusję z Polskim Związkiem Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego odnośnie ustawy lekowej, niedawno była dyskusja o stawkach interchange fee dla krat kredytowych. I to zdecydowanie jest droga, którą chcemy iść. Chcemy sprzedawać możliwość wywoływania dyskusji. Mamy na to bardzo dobry odzew, chociaż jest to produkt trudny do sprzedania i nie możemy tego sprzedawać przez domy mediowe, dlatego inwestujemy w swoich sprzedawców i wiążemy z tym bardzo duże nadzieje.

Także oferujemy taką możliwość jak sponsorowanie jakiejś rubryki. To jest narzędzie bardzo elastyczne. Ono pozwala na robienie bardzo różnych rzeczy. Co ważne, nasi użytkownicy zawsze są o tym poinformowani, nie robimy żadnej kryptoreklamy.

Jak to jest rozliczane? Opłata z góry czy za efektywność?

To jest opłata za pozycjonowanie na stronie głównej i możliwość prowadzenia własnej podstrony. Nie bierzemy odpowiedzialności za to, czy na tekst odpowie 5, 50 czy 500 użytkowników, bo bardzo dużo zależy od tego w jaki sposób sformułowany jest ten tekst.

Jakie są koszty takiej reklamy?

Za każdym razem to produkt szyty na miarę.

Jakie statystyki ruchu ma Salon24?

Mniej więcej 500 tysięcy realnych użytkowników i 10-12 milionów odsłon miesięcznie.

Chcecie iść w kierunku dużego portalu informacyjnego? Taka jest Wasza ambicja?

Nie, to nie będzie portal informacyjny. Naszym planem jest zbudowanie jednego z najsilniejszych polskich mediów. I wierzymy, że Salon24 takim medium może być. Mamy większą szansę na przetrwanie z tego powodu, że nasz content jest tworzony przez użytkowników. Koszt utrzymania tego biznesu jest wielokrotnie, pewnie nawet stokrotnie niższy niż w przypadku dużych gazet, które mają duże redakcje, zatrudniają armię dziennikarzy i są dzisiaj w olbrzymich kłopotach. My tych kłopotów nie mamy, ponieważ jesteśmy instytucją niskokosztową, a przy tym wydaje się, że często ciekawszą.

Niskokosztową to znaczy? Jaki jest miesięczny koszt utrzymania Salonu?

Bardzo niski.”

_____

PS. Dodatek! Pan Darczuk – (jeszcze) właściciel salonu24.pl – już w 2015 zaczął zwijać interes: www.krs-online.com.pl/msig-4875-363260.html

Mało tego! Szefem tej „spółki-matki” s24, od 14. października (czy 31. sierpnia?) 2016, jest Marek BRENER.

W dodatku zmieniły się jej cele oraz nazwa – na RUNPRIME MEDIAwww.krs-online.com.pl/msig-5090-344692.html

Kontakt: www.boomway.pl/kontakt

__

Do kompletu – kilka przykładów tych tzw. „niestandardów”:

pl.wikipedia.org/Marketing_szeptany

pl.wikipedia.org/Buzz_marketing

pl.wikipedia.org/Marketing_partyzancki

pl.wikipedia.org/Marketing_wirusowy

PPS. salon24-moja-diagnoza/ oraz krótka-historia-salonu24-wedle-krs/