Dlaczego Trump musiał zostać prezydentem…

Musiał, ponieważ plan globalnej hegemonii USA załamał się, i to z DWÓCH powodów:

  1. jest oczywisty – Chiny
  2. już dużo mniej – Londyn

Wbrew pozorom stosunki amerykańsko-brytyjskie są coraz bardziej napięte. Najlepiej to widać po nieustających zmasowanych atakach prasy brytyjskiej na Trumpa, także tej konserwatywnej. Było tak podczas jego kampanii wyborczej, i jest tak nadal. To nie on miał wygrać…

A wszystko przez nieustannie rosnący wpływ londyńskiego City oraz dyskretny, ale ciągły i konsekwentny rozwój Wspólnoty Narodów – kiedyś jeszcze Brytyjskiej z nazwy, a teraz po prostu Wspólnoty…

To Londyn (tj. City i jego globalna sieć) stał się największym beneficjentem globalnego liberalizmu  i wszedł na kurs kolizyjny z Waszyngtonem, a przynajmniej z tą częścią elit amerykańskich które nadal myślą przede wszystkim o interesach amerykańskich, a nie o triumfie tzw. „ładu światowego”.

Reklamy

Najdziwniejszy senator II RP

Ludwik_Hammerling.jpg

Chodzi tu o Ludwika Hammerlinga, o którym mało która informacja jest do końca pewna.

Urodził się najprawdopodobniej w 1870, w Drohojowie, w biednej żydowskiej rodzinie o której niewiele wiadomo. Około 1880 z nieznanym polskim opiekunem miał popłynąć z Bremen do Ameryki gdzie spędził 4 lata w Pensylwanii.

Po powrocie Ludwik poślubił Klarę Szechter, najprawdopodobniej w 1894 w Mogielnicy. Owa Klara pochodziła z „niereligijnej” rodziny żydowskiej, w której pierwszym językiem był polski – Ludwik po polsku mówił okropnie. Zaraz po ślubie znowu wyjechał, podobno przez Hawaje i około 1896 był znowu w Pensylwanii, gdzie potem dołączyła do niego żona i szwagier Samuel.

Wielka kariera Hammerlinga rozpoczęła się na dobre w 1902 wraz ze słynnym strajkiem węglowym w Pensylwanii. Wtedy Ludwik był już nie tylko poważnym biznesmenem prasowym – przede wszystkim aktywnym na rynku „prasy imigrantów”, w szczególności Polaków, ale także działaczem, m.in. założycielem The Lithuanian-Polish Club… Jego silne kontakty ze związkami zawodowymi oraz Republikanami odegrały istotną rolę w pomyślnym zakończeniu owego strajku. Ludwik otrzymał w końcu wezwanie na robocze spotkanie w Białym Domu…

Jego kariera eksplodowała – w 1904 został delegatem do The Republican National Committee (RNC) i miał bardzo poważny wkład w kampanię wyborczą Teodora Roosevelta! Po wygranej otrzymał zaproszenie od prezydenta do wzięcia udziału w inauguracyjnych uroczystościach.

W 1908 Ludwik zakłada The American Association of Foreign Language Newspapers – jest potentatem prasowym.

1912_Louis_N_Hammerling.png U szczytu sławy 1912

W 1912 Klara wraca do Europy, a Ludwik rozpoczyna starania o unieważnienie ich małżeństwa. I tu UWAGA, UWAGA – nie uwierzycie – jego doradcą i przedstawicielem prawnym był wtedy Bernstein, Ludwik Bernstein, czyli sam Lewis Namier!! Jaki ten świat mały… W 1915 Hammerling żeni się za to z piękną Zofią z Brzezickich, właścicielką m.in. krakowskiego Hotelu Pod Różą.

Wszystko się jednak popsuło wraz z wybuchem Wielkiej Wojny – ewidentnie Hammerling poważnie zaangażował się w pro-niemiecką (austriacką?) propagandę w Stanach, a tego Wielka Brytania nie mogła darować – był zbyt niebezpieczny. Do straszliwej nagonki na Hammerlinga przyłożył oczywiście rękę także Sir Lewis, ale tak czy inaczej pod koniec wojny Ludwik musiał się ratować i tu pomogła mu sprawa Polski – po prostu „przykleił się” do niesłychanie popularnego w Stanach Ignacego Paderewskiego. Mało tego, w 1919 po raz pierwszy stwierdził, że jest Polakiem…

Do odrodzonej Polski uciekł… tzn. przyjechał w 1921, a już w 1922 został wybrany do senatu pierwszej kadencji… Długo jednak w Polsce Hammerling miejsca nie zagrzał, w senacie do 1924, a w 1928  powrócił na stałe do Stanów Zjednoczonych, na paszporcie dyplomatycznym. Tam nie udało mu się odzyskać wpływów – nic dziwnego skoro nawet sławne wówczas medium, czyli Edgar Cayce,** przed nim wielokrotnie ostrzegało…

27. kwietnia 1935, kwadrans po siódmej rano, Ludwik podobno przypadkowo wypadł przez okno na 18. piętrze nowojorskiego drapacza chmur.

__

**) „Cayce’s clients included a number of famous people such as Woodrow Wilson, Thomas Edison, Irving Berlin, and George Gershwin.”

__

The Most Dangerous German Agent in America: The Many Lives of Louis N. Hammerling – 28 Feb 2015 by M Biskupski

Paryż kontra Oksford, czyli prawdziwy renesans vs jesień średniowiecza

„Gdybym miał krótko i dobitnie scharakteryzować epokę romantyzmu w kulturze, to zrobiłbym to tak: był to okres w którym przede wszystkim intensywnie zajmowano się budowaniem olbrzymiej ilości fałszywych mitów, czy jakbyśmy dziś powiedzieli – fałszywych narracji. Jednym z tych najważniejszych był mit przewspaniałego, niezrównanego renesansu. Z tym, że pierwotnie była mowa jedynie o renesansie czy odrodzeniu włoskim, ale potem stopniowo narracja się rozrosła do pan-europejskiego wybuchu cywilizacyjnego. Do wielkiego odrodzenia cywilizacji łacińskiej, do oswobodzenia ludzkiej myśli i wyobraźni oraz wielkich czynów. A była to, jak się dziś mówi, po prostu zwykła przykrywka (lub inaczej, odwracanie kota ogonem), bo był przecież ten właściwy renesans, ale wydarzył się dużo wcześniej, w XII wieku, i serce jego biło we Francji. O źródłach tego fenomenu, który stworzył Europę i jej cywilizację grecko-chrześcijańską, pisałem w poprzednich rozdziałach. Można tylko dodać, że źródła były tak potężne, że napędziły Europę, aż po dzień dzisiejszy – a czy przetrwamy jej upadek to, moim zdaniem, zależy w dużym stopniu od tego czy uświadomimy sobie, i czy przypomnimy innym, istotę i wagę tych prawdziwych źródeł Europy.

Zacznę od powstania Uniwersytetu Paryskiego – jednego z największych „cudów” (obok katedr gotyckich, wraz z ich wnętrzami) tego prawdziwego Renesansu. Potem pochylimy się nad jednym z typowych „romantycznych” fałszerstw na mniejszą skalę, czyli nad postacią Rogera Bacona, wybitnego przedstawiciela szkoły oksfordzkiej. I to on właśnie nas doprowadzi do czegoś, co można z pewnością uznać za prawdziwą „jesień średniowiecza”. Zanim jednak to rozwinę, chciałbym podkreślić, że nikt tu nie odkrywa żadnej ameryki, a olbrzymie znaczenie Renesansu XII wieku jest wśród badaczy powszechnie znane – wystarczy choćby przeczytać odpowiednie hasło w angielskiej Wikipedii. Niestety, co symptomatyczne, odpowiednie polskie hasło nie istnieje, a prawdziwy Renesans nie zajmuje widocznego miejsca, ani w powszechnej edukacji, ani w medialnej propagandzie. …

Jeśli by chcieć scharakteryzować „specyfikę” tych dwóch uniwersytetów w tamtym czasie, to ten paryski miał ambicję osiągnięcia wizji całościowej, czyli syntezy (tomizm!), przy podejściu konstruktywnym (vide – słynna paryska ugoda o rozdzieleniu kompetencji teologii i filozofii, czyli objawienia i rozumu) , podczas gdy ten oksfordzki miał silną predylekcję do analizy, indywidualizmu i krytyki, wręcz dekonstrukcji. Należy przy tym pamiętać, że fizyka, czyli filozofia matematyczno-empiryczna rozwinęła się we Francji, przede wszystkim we wspomnianej wyżej Szkole z Chartres, a empiryczna szkoła oksfordzka, której najwybitniejszym przedstawicielem był Bacon, po prostu przejęła i kontynuowała jej osiągnięcia – czemu zresztą dał wyraz prawie 600 lat później Isaac Newton cytując mistrza Bernarda z Chartres. Jednak Francja miała także św. Bernarda z Clairvaux (wielkiego reformatora zakonu cysterskiego), który dobrze pilnował by od naukowych sukcesów matematykom w głowach się nie przewróciło. W Anglii nikogo takiego formatu nie było, więc na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Ich zaczynem były poglądy Ockhama: antysystematyczne, antydogmatyczne, antyracjonalistyczne i antyrealistyczne. W naukach empirycznych jego sztandarowy sceptycyzm okazał się być bardzo dobrym i skutecznym narzędziem, ale szczególnie w teologii głoszony indywidualizm i programowy antyracjonalizm spowodowały olbrzymie szkody. Najbardziej znanym tego przykładem była działalność Jana Wiklefa, profesora teologii w Oksfordzie – twórcy pojęcia „niewidzialnego kościoła wybranych”. Uważanego często za protestanckiego prekursora. Po śmierci Wiklefa w 1384 (na skutek udaru w czasie odprawiania mszy), propagatorem jego idei w Czechach został Jan Hus. Sobór w Konstancji ogłosił Wiklefa w 1415 heretykiem (na dwa miesiące przed skazaniem Jana Husa), a w 1428, w czasie wojen husyckich, Marcin V nakazał ekshumacje jego ciała i jego spalenie. Prochy wrzucono do rzeki. …

Na zakończenie trzeba zatem stwierdzić: nihil novi sub sole – słynna anglosaska filozofia analityczna XX wieku jest przecież w prostej linii spadkobierczynią „szkoły” Ockhama, a jeśli ktoś myśli, że post-modernizm i dekonstrukcję wymyślił Francuz Jacques Derrida, to jest w grubym błędzie – pierwsi byli oczywiście włoscy (przede wszystkim) humaniści, choć i w tym przypadku inspirację można w dużym stopniu odnaleźć w Anglii. Warto spojrzeć na rewolucyjny program humanistyczny wprowadzony na miejsce „przestarzałego” scholastycznego programu nauczania – trivium nazwano po prostu studia humanitatis i na miejsce najważniejszej uprzednio dialektyki (logiki) wprowadzono poezję, a program poszerzono jeszcze o historię i filozofię moralną. Potem była tego kolejna odmiana dekonstrukcji w postaci romantyzmu (który dlatego tak wykłamywał renesans „odrodzeniowy”, a przy tym wyklinał szkiełko i oko) wraz z późnym jego wnukiem, Fryderykiem Nietzsche, który po prostu ogłosił śmierć Boga, i zwariował.”

Cały artykuł w SN nr 5 do nabycia w FOTO MAG.

Listopad 1939 czyli Rosjanie są dobrze przygotowani

Scenariusz napisał Wiktor Szkłowski ze Szkłowa** („His father was Jewish (with ancestors from Shklov) and his mother was of German/Russian origin.”) – rosyjski pisarz, literaturoznawca, filmoznawca i scenarzysta, jeden z współtwórców i najwybitniejszych przedstawicieli rosyjskiej szkoły formalnej, współzałożyciel OPOJAZu.

Premiera dzieła miała miejsce 3. listopada 1939 – Minin i Pożarski (ros. Минин и Пожарский) – radziecki dramat historyczny z 1939 roku w reżyserii Wsiewołoda Pudowkina („radziecki teoretyk sztuki, reżyser, krytyk, scenograf i aktor filmowy. Uznawany za drugiego, obok Siergieja Eisensteina, mistrza wczesnego kina radzieckiego.”).

Dalsze konteksty – TUTAJ.

__

**) Populacja Szkłowa czyli 300 lat w plecach:

szk.png

Wszystkie drogi prowadzą do Londynu – życiorys II

Dzisiaj ten drugi życiorys, a nicią wspólną dla obu jest sam premier Rakowski, wszak opieram się tu na rozdziale pt. « MIETKU, WPUŚĆ MNIE DO POLSKI » z Biografii odtajnionych Joanny Siedleckiej. Tym razem chodzi o Alicję Lisiecką:

« Choć była wtedy, to znaczy w latach 60., niebywale wpływowa i groźna, ferowała literackie wyroki, bał się jej więc i nadskakiwał cały, męski na ogół, literacki światek. Trzęsła głównie „Nową Kulturą”, najważniejszym wówczas tygodnikiem, jako zastępczyni naczelnego, a w istocie naczelna — Stefan Żółkiewski, zajęty swoimi licznymi funkcjami, tylko pismo firmował, ona natomiast nim rządziła.

„Pryszczatolożka”, jak ją nazywano, lansowała zwłaszcza „pryszczatych” (Woroszylskiego, Mandaliana, Konwickiego), innych natomiast, choćby najzdolniejszych — Iredyńskiego czy grupę „Współczesności” — chlastała bezlitośnie, i to nie tylko w „Nowej Kulturze”, ale jako recenzentka wewnętrzna poezji w „Czytelniku”, utrącając tomiki na przykład, według niej „grafomana”, Aleksandra Ziemnego. Mogła pisarza stworzyć albo zniszczyć. »

« Już dawno nie było u nas kobiety tak ambitnej, tak niesłychanie żądnej władzy i popularności — notował 13 stycznia 1961 roku w swoich Dziennikach Mieczysław Rakowski. „Na pewno jest zdolna, pisze ciekawie, ale jest to kobieta nieprzebierająca w środkach, atakująca z całym impetem przeszkody wyrastające na jej drodze. Dość interesująca dla mężczyzn, niebrzydka.” »

« A przede wszystkim bardzo zgrabna, o najpiękniejszych nogach w całej Warszawie. Błyskotliwa, inteligentna, oczytana, „w piśmie biegła”. Nigdy jednak, zwłaszcza w gomułkowskim PRL-u, nie osiągnęłaby, i to jeszcze przed trzydziestką, tak wysokiej pozycji bez poparcia swoich kolejnych, wysoko postawionych mężczyzn, którym to ona wskakiwała do łóżek, rozbijając ich małżeństwa. Na przykład wszechwładnemu wtedy „Hetmanowi”, Stefanowi Żółkiewskiemu, do 1968 roku członkowi KC, kierownikowi wydziału kultury i nauki, ministrowi szkolnictwa wyższego, przedstawicielowi najwyższej partyjno-rządowej elity, mieszkańcowi alei Róż. »

I tak dalej, itp. Joanna Siedlecka kontynuuje, ale ani razu się nie zająknie o tym JAKIM CUDEM owa Lisiecka mogła zrobić TAKĄ karierę, a jedynie odnotowuje taki oto „paradoks”:

« Szpanowała też najmodniejszymi, zachodnimi ciuchami. Włoskimi szpilkami, siatkowymi pończochami, najkrótszymi minispódniczkami. Zawsze zresztą, już na polonistyce była świetnie ubrana — dostawała paczki od swego ojca Tadeusza Lisieckiego, absolwenta szkoły dyplomatycznej w Paryżu, przed wojną wysokiego urzędnika działu szyfrów MSZ-etu, członka gabinetu ministra Becka, konsula w Szwajcarii i Francji. Został po wojnie w Londynie, współpracował z generałem Andersem.

Alicja Lisiecka, konsulówna, jak ją nazywano, próbowała kilkakrotnie i bezskutecznie do niego uciekać, a to przez zieloną granicę, a to pod pokładem statku. Po raz drugi ze swoim mężem, Jerzym Tabaczyńskim, którego poślubiła w wieku lat 19 i równie szybko się z nim rozwiodła. Zdolna, ambitna, energiczna, chciała jednak robić karierę, przestała więc być „konsulówną” i już na polonistyce wstąpiła do ZMP, a wkrótce do partii, gdzie, jak zawsze, wybijała się i wyróżniała. »

« Jakież było więc zdumienie, gdy w maju 1969 roku, podczas kolejnego wyjazdu na Zachód, „Pompadura” wybrała wolność, poprosiła w Berlinie Zachodnim o azyl polityczny, który otrzymała!

Zgodnie z ówczesnym rytuałem Zarząd Główny Związku Literatów, oczywiście jednogłośnie, usunął ją ze swoich szeregów, a tak przychylna jej dotąd prasa chóralnie ją opluła. …

Osiadła w Londynie i choć, na co liczyła, nie otrzymała posady w Wolnej Europie, jednak z nią współpracowała, pisywała do jej pisma „Na Antenie” oraz londyńskich „Wiadomości” — otwierały się już wtedy na przybyszów z PRL-u, zmieniających swą polityczną orientację. Wydała napisaną jeszcze w Polsce książkę o Norwidzie, wyróżnioną Nagrodą Kościelskich, a także trzy nowe. »

No, i w końcu, po latach tytułowy « „Mietek” wstawił się wreszcie za nią u generała. 21 maja 1985 roku napisał:

„Drogi Czesławie! To już szósty list w ciągu miesiąca od Alicji Lisieckiej. Proszę Cię o energiczne zajęcie się tą sprawą. To już chory i lekko schizofreniczny człowiek”.

„Czesław” milczał po piśmie Dobraczyńskiego i Czyrka, ale na prośbę „Mietka”, z którym najwyraźniej się liczył, odpowiedział natychmiast, już następnego dnia. Mimo informacji o stanie Lisieckiej zadecydował jednak: Do Polski wpuścić, ale pod warunkiem odebrania od niej w Anglii tekstów obszczekujących Zachód, emigrację, zachodnie służby specjalne. Nie przeciągać sprawy. …

Przyleciała [do Polski] we wrześniu 1985 roku… »

 

Wszystkie drogi prowadzą do Londynu – życiorys I

nasz salon24

Pamiętacie może mój tekst nt. Leopolda Infelda i jego wydawałoby się nieprawdopodobnej drogi? Ten od najmłodszych lat miłośnik komunizmu, wojnę spędził w Kanadzie, ale z której został wyrzucony przez Amerykanów za szpiegostwo i poprzez Londyn wrócił w 1950 do („ludowej”) Polski.

Wczoraj trafiłem na życiorys jeszcze bardziej zdumiewający:

Michał Kalecki (ur. 22 czerwca 1899 w Łodzi, zm. 18 kwietnia 1970 w Warszawie) – polski ekonomista, profesor Zakładu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk i Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, członek PAN. Szwagrem Michała Kaleckiego był Ary Sternfeld, radziecki uczony, jeden z pionierów kosmonautyki, astronautyki. Był synem Abrama (właściciela niewielkiej przędzalni) i Klary z domu Segałło (pochodzącej z rodziny urzędniczej).”

Owa Klara była najprawdopodniej krewną tego handlarza starzyzną z Samboru, o którym można było wczoraj tu przeczytać…  „Wyjechał w 1936 roku do Wielkiej Brytanii, do 1938 pracował w London School of Economics, później był asystentem w Katedrze Ekonomii Uniwersytetu Cambridge; w latach 1939-1945…

View original post 472 słowa więcej

Niesamowite historie czyli skarb w śmieciach

2_złote_banknote,_averse_(Poland,_1936).jpg

za wiki: Banknot 2-złotowy z Dąbrówką z 1936

___

Orędownik z 31. stycznia 1939 kosztował 10 groszy (to dzisiaj około 3 PLN) i zawiera kilka bardzo intrygujących informacji:

„Otwarcie wystawy sztuki brytyjskiej. Warszawa… Wystawa obejmuje 117 obrazów olejnych, 120 akwareli i rysunków… Eksponaty zostały wypożyczone przez następujące galerie i zbiory: The Tate Gallery, The Imperial War Museum (Królewskie Muzeum Wojny), Contemporary Art Society w Londynie oraz galerie prowincjonalne…”

Capture d’écran 2017-02-08 à 22.50.57.png

Capture d’écran 2017-02-08 à 21.07.03.png  Capture d’écran 2017-02-08 à 21.04.43.png

Capture d’écran 2017-02-08 à 21.25.30.png

Capture d’écran 2017-02-08 à 21.26.12.png

Jutro zdradzę co mnie naprowadziło na ten łódzki dziennik…