Wszystkie drogi prowadzą do Londynu – życiorys II

Dzisiaj ten drugi życiorys, a nicią wspólną dla obu jest sam premier Rakowski, wszak opieram się tu na rozdziale pt. « MIETKU, WPUŚĆ MNIE DO POLSKI » z Biografii odtajnionych Joanny Siedleckiej. Tym razem chodzi o Alicję Lisiecką:

« Choć była wtedy, to znaczy w latach 60., niebywale wpływowa i groźna, ferowała literackie wyroki, bał się jej więc i nadskakiwał cały, męski na ogół, literacki światek. Trzęsła głównie „Nową Kulturą”, najważniejszym wówczas tygodnikiem, jako zastępczyni naczelnego, a w istocie naczelna — Stefan Żółkiewski, zajęty swoimi licznymi funkcjami, tylko pismo firmował, ona natomiast nim rządziła.

„Pryszczatolożka”, jak ją nazywano, lansowała zwłaszcza „pryszczatych” (Woroszylskiego, Mandaliana, Konwickiego), innych natomiast, choćby najzdolniejszych — Iredyńskiego czy grupę „Współczesności” — chlastała bezlitośnie, i to nie tylko w „Nowej Kulturze”, ale jako recenzentka wewnętrzna poezji w „Czytelniku”, utrącając tomiki na przykład, według niej „grafomana”, Aleksandra Ziemnego. Mogła pisarza stworzyć albo zniszczyć. »

« Już dawno nie było u nas kobiety tak ambitnej, tak niesłychanie żądnej władzy i popularności — notował 13 stycznia 1961 roku w swoich Dziennikach Mieczysław Rakowski. „Na pewno jest zdolna, pisze ciekawie, ale jest to kobieta nieprzebierająca w środkach, atakująca z całym impetem przeszkody wyrastające na jej drodze. Dość interesująca dla mężczyzn, niebrzydka.” »

« A przede wszystkim bardzo zgrabna, o najpiękniejszych nogach w całej Warszawie. Błyskotliwa, inteligentna, oczytana, „w piśmie biegła”. Nigdy jednak, zwłaszcza w gomułkowskim PRL-u, nie osiągnęłaby, i to jeszcze przed trzydziestką, tak wysokiej pozycji bez poparcia swoich kolejnych, wysoko postawionych mężczyzn, którym to ona wskakiwała do łóżek, rozbijając ich małżeństwa. Na przykład wszechwładnemu wtedy „Hetmanowi”, Stefanowi Żółkiewskiemu, do 1968 roku członkowi KC, kierownikowi wydziału kultury i nauki, ministrowi szkolnictwa wyższego, przedstawicielowi najwyższej partyjno-rządowej elity, mieszkańcowi alei Róż. »

I tak dalej, itp. Joanna Siedlecka kontynuuje, ale ani razu się nie zająknie o tym JAKIM CUDEM owa Lisiecka mogła zrobić TAKĄ karierę, a jedynie odnotowuje taki oto „paradoks”:

« Szpanowała też najmodniejszymi, zachodnimi ciuchami. Włoskimi szpilkami, siatkowymi pończochami, najkrótszymi minispódniczkami. Zawsze zresztą, już na polonistyce była świetnie ubrana — dostawała paczki od swego ojca Tadeusza Lisieckiego, absolwenta szkoły dyplomatycznej w Paryżu, przed wojną wysokiego urzędnika działu szyfrów MSZ-etu, członka gabinetu ministra Becka, konsula w Szwajcarii i Francji. Został po wojnie w Londynie, współpracował z generałem Andersem.

Alicja Lisiecka, konsulówna, jak ją nazywano, próbowała kilkakrotnie i bezskutecznie do niego uciekać, a to przez zieloną granicę, a to pod pokładem statku. Po raz drugi ze swoim mężem, Jerzym Tabaczyńskim, którego poślubiła w wieku lat 19 i równie szybko się z nim rozwiodła. Zdolna, ambitna, energiczna, chciała jednak robić karierę, przestała więc być „konsulówną” i już na polonistyce wstąpiła do ZMP, a wkrótce do partii, gdzie, jak zawsze, wybijała się i wyróżniała. »

« Jakież było więc zdumienie, gdy w maju 1969 roku, podczas kolejnego wyjazdu na Zachód, „Pompadura” wybrała wolność, poprosiła w Berlinie Zachodnim o azyl polityczny, który otrzymała!

Zgodnie z ówczesnym rytuałem Zarząd Główny Związku Literatów, oczywiście jednogłośnie, usunął ją ze swoich szeregów, a tak przychylna jej dotąd prasa chóralnie ją opluła. …

Osiadła w Londynie i choć, na co liczyła, nie otrzymała posady w Wolnej Europie, jednak z nią współpracowała, pisywała do jej pisma „Na Antenie” oraz londyńskich „Wiadomości” — otwierały się już wtedy na przybyszów z PRL-u, zmieniających swą polityczną orientację. Wydała napisaną jeszcze w Polsce książkę o Norwidzie, wyróżnioną Nagrodą Kościelskich, a także trzy nowe. »

No, i w końcu, po latach tytułowy « „Mietek” wstawił się wreszcie za nią u generała. 21 maja 1985 roku napisał:

„Drogi Czesławie! To już szósty list w ciągu miesiąca od Alicji Lisieckiej. Proszę Cię o energiczne zajęcie się tą sprawą. To już chory i lekko schizofreniczny człowiek”.

„Czesław” milczał po piśmie Dobraczyńskiego i Czyrka, ale na prośbę „Mietka”, z którym najwyraźniej się liczył, odpowiedział natychmiast, już następnego dnia. Mimo informacji o stanie Lisieckiej zadecydował jednak: Do Polski wpuścić, ale pod warunkiem odebrania od niej w Anglii tekstów obszczekujących Zachód, emigrację, zachodnie służby specjalne. Nie przeciągać sprawy. …

Przyleciała [do Polski] we wrześniu 1985 roku… »

 

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Wszystkie drogi prowadzą do Londynu – życiorys II”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s