Paryż kontra Oksford, czyli prawdziwy renesans vs jesień średniowiecza

„Gdybym miał krótko i dobitnie scharakteryzować epokę romantyzmu w kulturze, to zrobiłbym to tak: był to okres w którym przede wszystkim intensywnie zajmowano się budowaniem olbrzymiej ilości fałszywych mitów, czy jakbyśmy dziś powiedzieli – fałszywych narracji. Jednym z tych najważniejszych był mit przewspaniałego, niezrównanego renesansu. Z tym, że pierwotnie była mowa jedynie o renesansie czy odrodzeniu włoskim, ale potem stopniowo narracja się rozrosła do pan-europejskiego wybuchu cywilizacyjnego. Do wielkiego odrodzenia cywilizacji łacińskiej, do oswobodzenia ludzkiej myśli i wyobraźni oraz wielkich czynów. A była to, jak się dziś mówi, po prostu zwykła przykrywka (lub inaczej, odwracanie kota ogonem), bo był przecież ten właściwy renesans, ale wydarzył się dużo wcześniej, w XII wieku, i serce jego biło we Francji. O źródłach tego fenomenu, który stworzył Europę i jej cywilizację grecko-chrześcijańską, pisałem w poprzednich rozdziałach. Można tylko dodać, że źródła były tak potężne, że napędziły Europę, aż po dzień dzisiejszy – a czy przetrwamy jej upadek to, moim zdaniem, zależy w dużym stopniu od tego czy uświadomimy sobie, i czy przypomnimy innym, istotę i wagę tych prawdziwych źródeł Europy.

Zacznę od powstania Uniwersytetu Paryskiego – jednego z największych „cudów” (obok katedr gotyckich, wraz z ich wnętrzami) tego prawdziwego Renesansu. Potem pochylimy się nad jednym z typowych „romantycznych” fałszerstw na mniejszą skalę, czyli nad postacią Rogera Bacona, wybitnego przedstawiciela szkoły oksfordzkiej. I to on właśnie nas doprowadzi do czegoś, co można z pewnością uznać za prawdziwą „jesień średniowiecza”. Zanim jednak to rozwinę, chciałbym podkreślić, że nikt tu nie odkrywa żadnej ameryki, a olbrzymie znaczenie Renesansu XII wieku jest wśród badaczy powszechnie znane – wystarczy choćby przeczytać odpowiednie hasło w angielskiej Wikipedii. Niestety, co symptomatyczne, odpowiednie polskie hasło nie istnieje, a prawdziwy Renesans nie zajmuje widocznego miejsca, ani w powszechnej edukacji, ani w medialnej propagandzie. …

Jeśli by chcieć scharakteryzować „specyfikę” tych dwóch uniwersytetów w tamtym czasie, to ten paryski miał ambicję osiągnięcia wizji całościowej, czyli syntezy (tomizm!), przy podejściu konstruktywnym (vide – słynna paryska ugoda o rozdzieleniu kompetencji teologii i filozofii, czyli objawienia i rozumu) , podczas gdy ten oksfordzki miał silną predylekcję do analizy, indywidualizmu i krytyki, wręcz dekonstrukcji. Należy przy tym pamiętać, że fizyka, czyli filozofia matematyczno-empiryczna rozwinęła się we Francji, przede wszystkim we wspomnianej wyżej Szkole z Chartres, a empiryczna szkoła oksfordzka, której najwybitniejszym przedstawicielem był Bacon, po prostu przejęła i kontynuowała jej osiągnięcia – czemu zresztą dał wyraz prawie 600 lat później Isaac Newton cytując mistrza Bernarda z Chartres. Jednak Francja miała także św. Bernarda z Clairvaux (wielkiego reformatora zakonu cysterskiego), który dobrze pilnował by od naukowych sukcesów matematykom w głowach się nie przewróciło. W Anglii nikogo takiego formatu nie było, więc na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Ich zaczynem były poglądy Ockhama: antysystematyczne, antydogmatyczne, antyracjonalistyczne i antyrealistyczne. W naukach empirycznych jego sztandarowy sceptycyzm okazał się być bardzo dobrym i skutecznym narzędziem, ale szczególnie w teologii głoszony indywidualizm i programowy antyracjonalizm spowodowały olbrzymie szkody. Najbardziej znanym tego przykładem była działalność Jana Wiklefa, profesora teologii w Oksfordzie – twórcy pojęcia „niewidzialnego kościoła wybranych”. Uważanego często za protestanckiego prekursora. Po śmierci Wiklefa w 1384 (na skutek udaru w czasie odprawiania mszy), propagatorem jego idei w Czechach został Jan Hus. Sobór w Konstancji ogłosił Wiklefa w 1415 heretykiem (na dwa miesiące przed skazaniem Jana Husa), a w 1428, w czasie wojen husyckich, Marcin V nakazał ekshumacje jego ciała i jego spalenie. Prochy wrzucono do rzeki. …

Na zakończenie trzeba zatem stwierdzić: nihil novi sub sole – słynna anglosaska filozofia analityczna XX wieku jest przecież w prostej linii spadkobierczynią „szkoły” Ockhama, a jeśli ktoś myśli, że post-modernizm i dekonstrukcję wymyślił Francuz Jacques Derrida, to jest w grubym błędzie – pierwsi byli oczywiście włoscy (przede wszystkim) humaniści, choć i w tym przypadku inspirację można w dużym stopniu odnaleźć w Anglii. Warto spojrzeć na rewolucyjny program humanistyczny wprowadzony na miejsce „przestarzałego” scholastycznego programu nauczania – trivium nazwano po prostu studia humanitatis i na miejsce najważniejszej uprzednio dialektyki (logiki) wprowadzono poezję, a program poszerzono jeszcze o historię i filozofię moralną. Potem była tego kolejna odmiana dekonstrukcji w postaci romantyzmu (który dlatego tak wykłamywał renesans „odrodzeniowy”, a przy tym wyklinał szkiełko i oko) wraz z późnym jego wnukiem, Fryderykiem Nietzsche, który po prostu ogłosił śmierć Boga, i zwariował.”

Cały artykuł w SN nr 5 do nabycia w FOTO MAG.

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Paryż kontra Oksford, czyli prawdziwy renesans vs jesień średniowiecza”

Możliwość komentowania jest wyłączona.