Zagubieni Rosjanie…

.

На сопках Маньчжурии — русский вальс начала XX века, посвящённый мокшанским воинам, погибшим в русско-японской войне. Автор — Шатров Илья Алексеевич.

Reklamy

Hugenoci, bracia polscy i zjednoczona Europa

W XVI wieku heretycy zajmowali się przede wszystkim demontażem Christianitas, aby w wieku XVII przejść do ofensywy i propagować utworzenie nowej, oczywiście bardzo tolerancyjnej unii europejskiej. Jako że Francja nadal jeszcze była najbogatszym królestwem Europy, dlatego i owa propaganda głównie tam była skierowana.

O hugenockim prekursorze, niejakim de Sullym, który to w 1638 Rzplitą w najpierwszej „unijnej piętnastce” umieścił, już pisałem. Z kolei, hugenot Izaak La Peyrère poszedł w 1643 o krok dalej i zaproponował ni mniej ni więcej tylko rząd światowy ze stolicą w… Jerozolimie.

Ale był wśród owych europejskich prekursorów także Polak, a jakże, brat polski, kolega znanych nam aż za dobrze, Niemirycza i Moskorzowskiego:

Lubieniecki Stanisław młodszy h. Rola (1623–1675), pisarz i działacz ariański, historyk i astronom. Ur. 23 VIII w Rakowie, gdzie ojciec jego Krzysztof Lubieniecki (zob.) pełnił wówczas obowiązki kaznodziei zborowego. Matką L-ego była Katarzyna z Filipowskich. Nie wiemy dokładnie, kiedy oddano go do Akademii Rakowskiej; w każdym razie po likwidacji ariańskiego Rakowa L., wraz z większością uczniów, przeniósł się w r. 1638 do Kisielina na Wołyniu, gdzie kontynuował naukę w tamtejszym gimnazjum. W r. 1641 L. opuścił Kisielin; pod kierunkiem ojca zaczął się przygotowywać do życia publicznego poprzez m. in. naukę prawa oraz uczęszczanie na sejmy. Edukacja ta miała – jak się wydaje – na celu wykształcenie działacza polityczno-wyznaniowego, który by występował w obronie swoich współwyznawców. …

W r. 1646 L. opuścił Toruń, aby z polecenia synodu ariańskiego w Dąźwie wyjechać na studia do Francji i Niderlandów. Otrzymał na ten cel stypendium zborowe; za towarzysza podróży i podopiecznego dano mu Stefana Niemirycza, syna Stefana, podkomorzego kijowskiego. Dn. 13 VIII 1646 obaj podróżnicy wyjechali okrętem z Elbląga do Amsterdamu, skąd następnie wyruszyli do Francji. Tu zapisali się w r. 1646 na uniwersytet w Orleanie. Po roku niezbyt zresztą intensywnych studiów (przypuszczalnie na wydziale prawa) L. i Niemirycz udali się z biegiem Loary do kalwińskiej uczelni w Saumur oraz do katolickiego uniwersytetu w Angers. Również i tu studia mogły mieć jedynie charakter dorywczy. W maju 1647 obaj arianie spotkali się w Angers z Janem i Markiem Sobieskimi. W sierpniu n. r. Niemirycz powrócił przez Niderlandy do Polski, L. zaś zamieszkał w Paryżu u Edmunda Merciera, kolejno księdza katolickiego, kalwinisty i arminianina. U Merciera już poprzednio zatrzymywali się polscy arianie; pod ich wpływem stał się też on socynianinem, a jego mieszkanie ośrodkiem propagandy tego wyznania w Paryżu. …

W dn. 22 I 1652 L. poślubił Zofię Brzeską, córkę Pawła, patrona zboru braci polskich we wsi Pielnia w pow. sanockim. W t. r. na synodzie w Czarkowach wyznaczono go na koadiutora ministrowi Janowi Ciachowskiemu w Siedliskach. W dwa lata później otrzymał samodzielne stanowisko ministra zboru ariańskiego w Czarkowach na prawym brzegu Nidy. Patronem tego zboru, liczącego przypuszczalnie ok. 200 wiernych, był Hieronim Gratus Moskorzowski. W Czarkowach też zastał L-ego najazd szwedzki.

Uchodząc przed działaniami wojennymi, L. schronił się w początkach września 1655, wraz z innymi rodzinami ariańskimi, do Gorlic; w październiku wziął udział w naradach braci polskich odbytych w Zborowej pod Makowicami oraz w Łużnej Jana Potockiego. W wyniku tych narad postanowiono wysłać do Karola Gustawa delegację ariańską z L-m na czele. Przybył on do Krakowa 22 X 1655; w trzy dni później bracia polscy uzyskali u króla szwedzkiego audiencję. L. wygłosił wówczas pełną pochlebstw pod jego adresem mowę, prosząc Karola Gustawa o przywrócenie arianom tych swobód wyznaniowych, którymi się dawniej w Polsce cieszyli. Król unikał jednak dawania wiążących w tym względzie obietnic. … L., pragnąc zapewnić bezpieczeństwo rodzinie, przeniósł się wraz z nią w początkach kwietnia 1656 do okupowanego przez Szwedów Krakowa. Podobnie postąpiło zresztą wielu jego współwyznawców; wg późniejszych relacji katolickich, L. miał należeć do najgorliwszych stronników szwedzkich w tym mieście. Cieszył się podobno zaufaniem gen. Paula Wirtza; L. też przypuszczalnie wygłosił 29 III 1657 mowę, w której polecał arian opiece wjeżdżającego do Krakowa księcia Siedmiogrodu Jerzego II Rakoczego. Po kapitulacji miasta opuścił po 1 IX 1657, wraz z załogą szwedzką, Kraków; L. i tym razem został delegowany przez zbór ariański jako jego agent dyplomatyczny u boku króla szwedzkiego. Na pokrycie związanych z tym kosztów współwyznawcy złożyli na jego ręce sumę 230 fl. Im też powierzył L. opiekę nad pozostawioną w kraju rodziną, którą dopiero później sprowadził do siebie (na Pomorze szwedzkie). …

Zawarty tu traktat pokojowy pomiędzy Polską a Szwecją pominął jednak całkowitym milczeniem kwestię ariańską. Równocześnie zaś w lutym 1660 umarł Karol Gustaw, który wypłacał L- emu, począwszy od października 1657, stałą pensję w kwocie 50 talarów miesięcznie.

W tej sytuacji L. znalazł nowego protektora w osobie króla duńskiego Fryderyka III. Za otrzymanym od gen. Wirtza paszportem opuścił L., wraz z rodziną oraz służbą, w październiku 1660 Pomorze szwedzkie. Dn. 28 XI t. r. przybył on do Kopenhagi, gdzie uzyskał od króla pozwolenie na zamieszkanie – wraz z współwyznawcami – w należącej wówczas do Danii Altonie (dziś dzielnica Hamburga). Tu nadal pisał do dyplomatów szwedzkich memoriały, mające ich skłonić do wystąpienia na dworze polskim z żądaniem cofnięcia edyktu banicji arian. Równocześnie zaś staczał on liczne dysputacje wyznaniowe zarówno z luterańskimi, jak i katolickimi przeciwnikami arianizmu, m. in. w lutym 1661 polemizował w Kopenhadze z jezuitą Hieronimem Mühlmannem oraz arcbpem Danii Hansem Svane (Svaningiem). Zaniepokojeni propagandą ariańską pastorzy torpedowali z powodzeniem starania L-ego o osiedlenie braci polskich w takich miastach, jak Friedrichstadt, Mannheim i Lubeka. Ich zabiegom należy również przypisać fakt, że L. jeszcze t. r. opuścił Danię, przenosząc się wraz z rodziną z powrotem pod panowanie szwedzkie. Po kolejnym pobycie w różnych miastach osiadł w maju 1662 na stałe w wolnym mieście Hamburgu, którego obywatele cieszyli się większymi swobodami wyznaniowymi niż poddani książąt niemieckich. Tu też sprowadził ze Szczecina żonę z dziećmi.

L. utrzymywał siebie i rodzinę przede wszystkim z zakrojonych na szeroką skalę operacji finansowych; za jego to bowiem pośrednictwem bogaty współwyznawca L-ego Stefan Niemirycz, przebywający również na emigracji, udzielał kupcom pożyczek na wysoki procent, dochodzący do 25% w skali rocznej. W domu hamburskim L-ego pobierali też edukację synowie i bratanek Niemirycza, wśród nich zaś przyszły bajkopisarz Krzysztof Niemirycz. Drugie źródło dochodów L-ego stanowiły pensje otrzymywane od różnych dworów, którym nadsyłał korespondencję na temat bieżących wydarzeń politycznych. Oprócz szwedzkiego i duńskiego płacił mu za to – okresowo – dwór francuski oraz angielski jak również pomniejsze księstwa niemieckie. L. był także rezydentem króla polskiego w Hamburgu. Mimo wszystko jednak finansowe położenie L-ego nie było nadzwyczajne. Do sporych wydatków na dom dochodziły bowiem również koszty związane z wyjazdami oraz drukiem prac naukowych i publicystycznych. …

Głównym przedmiotem zainteresowań L-ego była zawsze obrona i propaganda zasad religijnych arianizmu. Ożywioną działalnością na tym polu ściągnął on na siebie również i w Hamburgu uwagę fanatycznie nastrojonych pastorów luterańskich. Mieli mu oni za złe przedmowę do dzieła Jonasza Szlichtynga „Commentaria posthuma in plerosque Novi Testamentos libros”, które ukazało się jako kolejny tom wydawnictwa Bibliotheca Fratrum Polonorum. We wrześniu 1667 r. L. wręczył te komentarze królowi duńskiemu; przy każdej zaś sposobności dysputował z dostojnikami luterańskimi oraz duchownymi tegoż wyznania na tematy religijne. Nic więc dziwnego, że w grudniu 1667 pastorzy luterańscy zwrócili uwagę senatowi Hamburga na niebezpieczną działalność propagandową L-ego. Piętnowano go tam z ambony «jako heretyka i najniebezpieczniejszą zarazę w mieście». Zachowały się również memoriały, jakie w tej sprawie wysyłano do rajców hamburskich z Lubeki i Lüneburga. W wyniku tych wszystkich oskarżeń przedłożono senatowi dwa obszernie umotywowane memoriały zalecające usunięcie L-ego z Hamburga. Mimo początkowych oporów władze nakazały mu w marcu 1668 bezwarunkowe opuszczenie miasta. L. przeniósł się znów do Altony.

Po sześciu latach przyjaciele L-ego uznali, że może on już wrócić do Hamburga, skąd daleko wygodniej było prowadzić rozległą korespondencję oraz załatwiać sprawy finansowe. Kiedy jednak L. pojawił się w tym mieście, tamtejsi duchowni luterańscy, na czele których stał Esre Edzard, ponownie zwrócili się do senatu z żądaniem wydalenia arianina oraz jego rodziny z Hamburga. Decyzję w tej sprawie zakomunikowano L-emu w grudniu 1674 r. Przez następne pół roku zabiegał o jej unieważnienie; starania L-ego przerwała jego śmierć, która nastąpiła na skutek zatrucia 18 V 1675. Historiografia ariańska sugeruje, że L. został otruty przez swoich przeciwników wyznaniowych; zdaniem Jørgensena śmierć nastąpiła na skutek jego własnej nieostrożności: L. spożył mianowicie ergotaminę (alkaloid sporyszu). Arianina pochowano w luterańskim kościele pod wezwaniem Św. Trójcy w Altonie; jego grób uległ zniszczeniu wraz z kościołem w XVIII wieku.

Razem z ojcem zmarły również 12 V na skutek zatrucia dwie córki L-ego: Katarzyna Salomea i Gryzella Konstancja. Z jego synów trzech umarło niemal zaraz po urodzeniu, z pozostałych Paweł Jan utrzymywał się u schyłku XVII w. z zaciężnej służby wojskowej; Teodor Bogdan (zob.) i Krzysztof Lubienieccy (zob.) zostali znanymi malarzami holenderskimi. Żona L-ego przeżyła męża o wiele lat; zapewne wraz z synami przeniosła się do Amsterdamu, gdzie Zofia z Brzeskich Lubieniecka występuje jeszcze w r. 1693.”

W 1671, Stanisław Lubieniecki skierował do Ludwika XIV memoriał. Proponował w nim utworzenie pod zwierzchnictwem Francji wielkiego cesarstwa europejskiego, rozciągającego się od Włoch po Polskę. Na jego czele stanąłby Ludwik XIV, prawowity następca Karola Wielkiego. Uzyskałby on tytuł Cesarza Rzymskiego. W memoriale zawarto 20 argumentów uzasadniających propozycję jedności europejskiej. Tego typu wspólnota polityczna stanowiłaby gwarancję pokoju i bezpieczeństwa wszystkich narodów europejskich. Zakończyłaby bratobójcze wojny religijne, a połączenie Francji z ziemiami niemieckimi i utworzenie Cesarstwa Rzymskiego uczyniłoby bezprzedmiotowym spór o Lotaryngię i inne prowincje graniczne. Dotyczyłoby to również pozostałych państw europejskich walczących o dominację. Zjednoczona Europa reprezentowałaby taką siłę, że nastąpiłoby wyparcie Turków z Europy i wyzwolenia Królestwa Węgierskiego. W zakończeniu swego memoriału autor nie ma wątpliwości, że koncepcja jest zgodna z wolą Boga i należy się jej podporządkować zgodnie z maksymą „Fata nolentem ducant, nolentem trahunt”**”.

___

Warto przy tym pamiętać, iż owi bracia polscy, tak teraz hołubieni przez maestro Pendereckiego, nie byli chrześcijanami…  vide ich prorok, niejaki Serwet„Co ciekawe, według niektórych historyków był on jedynym dysydentem spalonym dwukrotnie: symbolicznie przez katolików i dosłownie przez protestantów. … Although Servetus declared during his trial in Geneva that his parents were „Christians of ancient race”, and that he never had any communication with Jews, his maternal line actually descended from the Zaportas (or Çaportas), a wealthy and socially relevant family from the Barbastro and Monzón areas in Aragon. This was demonstrated by a notarial protocol published in 1999.”

+ Socyn i Stoiński.

**) Los prowadzi tego kto chce być prowadzony, ciągnie tego, który nie chce.

Uczony Szkot i te szatańskie wersety

Sir_William_Muir.jpg

Sir William Muir, KCSI (1819–1905) Scottish Orientalist and colonial administrator.

___

Sir William Muir, KCSI (27 April 1819 – 11 July 1905) was a Scottish Orientalist, scholar of Islam, and colonial administrator. …

Daniel Pipes investigated the origin of the phrase „Satanic Verses”, and concluded that despite Salman Rushdie’s claim that he had borrowed the phrase from Tabari, the earliest traceable occurrence is in Muir’s Life of Mohamet (1858) in a passage discussing „two Satanic verses”. The phrase does not appear in the revised edition of 1912 though [!].”

Szatańskie wersety ( آیات الشيطان) to wersety Koranu, które rzekomo zostały objawione prorokowi Mahometowi przez Szatana, który przybrał postać archanioła Gabriela.”

Szkoci zawsze najbardziej zajadli…

Wprawdzie poświęciłem Szkotom już wiele notek, ale nie zawadzi uzupełnić wiedzy o ich opór wobec tzw. emancypacji katolików w Zjednoczonym Królestwie:

„In Great Britain and, separately, in Ireland, the first Relief Act, called the „Papists Act”, was passed in 1778; subject to an oath renouncing Stuart claims to the throne and the civil jurisdiction of the Pope, it allowed Roman Catholics to own property, to inherit land, and to join the army. Reaction against this led to riots in Scotland in 1779 and then the Gordon Riots in London on June 2, 1780. [Ach, ci niezawodni Gordonowie**…]

Further relief was given by an Act of 1782 allowing the establishment of Roman Catholic schools and bishops. The British Roman Catholic Relief Act 1791 was adopted by the Irish Parliament in 1792–93. Since the electoral franchise at the time was largely determined by property, this relief gave the votes to Roman Catholics holding land with a rental value of £2 a year. They also started to gain access to many middle-class professions from which they had been excluded, such as the legal profession, grand jurors, universities and the lower ranks of the army and judiciary. …

Finally, the Duke of Wellington and Sir Robert Peel changed positions and passed the Roman Catholic Relief Act of 1829. This removed many of the remaining substantial restrictions on Roman Catholics throughout the United Kingdom of Great Britain and Ireland. However, at the same time the minimum property qualification for voters was increased, rising from a rental value of forty shillings (£2) per annum to £10 per annum, substantially reducing the number of those entitled to vote, although after 1832 the threshold was again lowered in successive Reform Acts. The major beneficiaries were the Roman Catholic middle classes, who could now enter careers in the higher civil service and in the judiciary. The year 1829 is therefore generally regarded as marking the chief moment of Emancipation in Britain and Ireland.”

**) „Lord George Gordon (26 December 1751 – 1 November 1793) was a British politician best known for lending his name to the Gordon Riots of 1780.

A colourful personality, he was born into the Scottish nobility and became a member of parliament for Ludgershall. His life ended after a number of controversies, notably one surrounding his conversion to Judaism for which he was ostracised. He died in Newgate Prison.”

__

PS. „Parliament passed the Ecclesiastical Titles Act 1851, making it a criminal offence for anyone outside the „united Church of England and Ireland” to use any episcopal title „of any city, town or place, or of any territory or district (under any designation or description whatsoever), in the United Kingdom”. However, this law remained a dead letter and was repealed 20 years later.”

„To państwo wygrywało każdą wojnę”

„Jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego unia Polski z Litwą była takim sukcesem – przynajmniej dla szlachty – musimy trochę inaczej na nią spojrzeć. Historycy piszą dzieje polityczne niemal zawsze z punktu widzenia państwa narodowego. Unie nie mieszczą się w tym schemacie. …

Wyjątkowość Rzeczypospolitej polega na tym, że była to od początku unia realna – wbrew twierdzeniom historyków polskich, litewskich, białoruskich i ukraińskich – i że przed 446 laty, w lipcu 1569 roku w Lublinie zostały połączone sejmy polski i litewski. …

Historycy często nazywają to polonizacją Litwy i Ukrainy. Na czym polegała ta polonizacja? Na tym, że szlachta mówiła po polsku. Ale przecież to nie znaczy, że wszyscy zostali Polakami. Ja mówię po angielsku, ale nie jestem Anglikiem, tylko Szkotem. Język to jest środek komunikacji i nie musi określać poczucia tożsamości.

Niektórzy uważają, że unia była formą polskiego imperializmu. Nie, to była unia dwóch bytów politycznych – Polska była królestwem, a Litwa Wielkim Księstwem. Oba organizmy się połączyły, ale od początku Polacy i Litwini spierali się o kształt unii. Polacy mówili o „inkorporacji” Litwy do Królestwa Polskiego, czyli, mówiąc słowami unii krewskiej z 1381 roku – do „Corona Regni Poloniae”. Litwini od początku, a przynajmniej od unii horodelskiej w 1413 roku, uważali, że Litwa nie jest i nie będzie prowincją Polski i że to jest związek równych, samodzielnych bytów państwowych. Należy rzecz jasna włożyć słowo „państwo” w cudzysłów, bowiem ówczesne państwo było czymś innym niż współczesne. W tym sporze chodziło o status Wielkiego Księstwa. Z debat na temat znaczenia unii wynikło wiele kryzysów politycznych, w tym podsycane przez Niemców ambicje Witolda, by koronować się na króla Litwy. Dopiero unia lubelska mówi o związku dwóch państw, ale jednej Rzeczypospolitej. …

Sukces Rzeczypospolitej wynikał z tego, że w centrum systemu był obywatel. …

Do połowy XVII wieku ten system był mocny, najsilniejszy w środkowo wschodniej Europie. Do czasów Jana Kazimierza Rzeczpospolita wygrywała prawie każdą wojnę. Po prostu była do tego czasu lepiej rządzona, a wojsko miała silniejsze.

Osłabienie Rzeczypospolitej to problem typowy dla państw konsensualnych i republikańskich: ludzie nie chcą płacić wysokich podatków ani uczestniczyć w konfliktach zbrojnych…”

Galeria ciekawych postaci: Ksiądz jakich mało

listy.jpg                    List Jana III do Marii Kazimiery – 13 septembra 1683, w nocy, w namiotach wezyrskich…

__

Cosimo (ew. Kosma, Kuźma) Brunetti, duchowny, sekretarz Jana III Sobieskiego, urodził się 4. września 1630 we Florencji, w rodzinie kupieckiej.

Życie Brunettiego wedle Karoliny Targosz było pełne podróży. Członkowie jego rodziny osiedlili się w różnych zakątkach Europy. Jeden z jego braci mieszkał w Anglii, drugi w Polsce, co pozwalało Cosimo znaleźć „punkty zaczepienia”. Typowa włoska przedsiębiorczość i aktywność objawiła się u niego w sposób szczególny. Ledwo co po dwudziestce, jeszcze przed 1653, rozpoczął swoją wycieczkę po krajach Europy Północnej: po Niemczech, Belgii i Francji. Owa podróż umożliwiła mu nawiązanie kontaktów z wybitnymi uczonymi, przedstawicielami „nowej” nauki. Brunetti zetknął się wtedy z takimi ważnymi osobistościami jak G. Personne de Roberval, B. Pascal i C. Huyghens.

Jan Heweliusz, wybitny gdański astronom, należał również do tej grupy naukowców, których udało mu się poznać. List napisany przez Brunettiego przed jego wyjazdem z Gdańska 30 grudnia 1654 roku, w którym opowiada o swojej głębokiej wdzięczności, jednocześnie oferując swoje usługi Heweliszowi w przyszłości, jest tego dowodem. Jest to zarazem pierwszy ślad Brunettiego na terytorium Polski.

Z kolei, na jesieni 1658 pojawia się w polskim obozie pod obleganym Toruniem. Nasz podróżnik został prawdopodobnie wówczas przedstawiony królowej Polski, Marii Ludwice, potomkini włosko-francuskich książąt Gonzaga. Są poszlaki, które wskazują, że rodzina Brunetti miała wcześniejsze relacje z Francją. Jego późnieszy, polski indygenat wspomina o francuskich liliach na herbie Brunettich, ze względu na ich zasługi wojskowe. Ponadto, mamy list z 1649 od Matki Angeliki Arnauld z Port Royal do królowej Ludwiki, gdzie wspomina ona innego Brunettiego. Zresztą sam Cosimo nie był zapewne zupełnie nieznaną postacią dla królowej, szczególnie że tak jak ona sam był w bliskim kontakcie z Port Royal.

Podczas swego pierwszego pobytu we Francji, Brunetti poznał to środowisko, które na nim zrobiło takie wrażenie, iż w latach 1653-1657 zadał sobie wiele trudu, aby powstrzymać potępienie grożące jansenistom. Podróżując pomiędzy Paryżem i Rzymem, wciąż miał nadzieję na znalezienie możliwości porozumienia, i nawet wtedy, gdy wyrok został już wydany, kontynuował swoją działalność, czasami nawet siebie narażając. To on później przetłumaczyl z francuskiego na włoski Prowincjałki Pascala (opublikowane dopiero w 1684 roku w Kolonii).

Po opuszczeniu Polski w 1658 Brunetti udał się do Anglii, przez Niemcy i Holandię. Okres między 1660 a 1670 jest najmniej znany z jego życia. Nie daje się stwierdzić, kiedy Brunetti rozpoczął służbę u króla Jana Kazimierza a następnie u Michała Korybuta. Swojego prawdziwego opiekuna Brunetti znalazł, na krótko przed 1673, w osobie Jana Sobieskiego, marszałka i hetmana wielkiego koronnego. To Sobieski, na początku 1673, zaproponował Sejmowi, aby nobilitować Cosimo i jego brata Girolamo.

Bardzo dobra znajomość języków, praktykowana podczas wielu jego podróży, stanowiła o wartości Brunettiego jako sekretarza. W 1670 Des Noyers podkreślał, iż Cosimo mówił doskonale po hiszpańsku, angielsku, niemiecku i francusku oraz trochę po polsku. Z królem Janem III rozmawiał po francusku, bo monarcha wprawdzie dobrze rozumiał po włosku, ale sam mówił słabo.

Korespondencja sekretarza króla Jana III dodaje kilka cennych szczegółów do portretu Sobieskiego. Na przykład, w liście do Kosmy III Medyceusza, wielkiego księcia Toskanii, napisanego w nocy z 4 kwietnia 1676, natychmiast po powrocie z sali sejmowej, dał przykład wytrzymałości króla, zdolnego pozostać w sali obrad bez snu i bez jedzenia tak długo, by zmusić posłów do przegłosowania reformy wojskowej. Innym razem zacytował  żartobliwe [?] słowa Jana III, udającego się do łóżka po całym dniu ciężkiej pracy, kiedy to wyraził życzenie, aby zostać mianowanym kanclerzem, hetmanem i skarbnikiem przez następny Sejm, ponieważ w rzeczywistości pełnił już te wszystkie funkcje.

Kiedy w kwietniu 1675 Sobieski postanowił wysyłać do wszystkich najważniejszych ośrodków europejskich oficjalny „biuletyn informacyjny” (czyli pierwszą polską „gazetę rządową”!) w celu przeciwdziałania fałszywym wiadomościom rozpowszechnianym przez dwór w Wiedniu, wyznaczył Brunettiego na redaktora owej „gazety ”. Była ona kolportowana w Rzymie, Florencji, Paryżu oraz Londynie.

Biorąc pod uwagę tak zróżnicowane i uniwersalne talenty Brunettiego możemy ufać w jego słowa, kiedy chwalił się specjalną sympatią króla, cytując wyróżnienia, które zostały mu przyznane. Podczas kampanii jadał przy stole królewskim, nigdy nie opuścił łóżka króla w czasie choroby, a jego kareta miała miejsce obok tej Wielkiego Szambelana. Jednak przyszedł czas kiedy Brunetti zaczął się skarżyć, iż w nieustannych kampaniach stracił zdrowie. Ten styl życia związany z wojną sprawił mu więcej kłopotów niż za jego poprzednich wypraw, nawet trans-oceanicznych. Został ranny pod Żurawnem, ale nie poważnie, jak dowiadujemy się z listu Sobieskiego do Marii Kazimiery. Antoine Baluze, francuski chargé d’affaires, napisał, że pod koniec 1676 Brunetti cierpiał na puchlinę wodną, spowodowaną przez nadmierne zmęczenie w służbie króla, albo nadużywaniem alkoholu. W 1678 Brunetti otrzymał dużą prebendę w Jarosławiu i wycofał się z dworu. Nie wiemy, czy nie wrócił tam ponownie, a zmarł 27 listopada 1679, przed przekroczeniem pięćdziesiątki.

Czy faktycznie ksiądz, określany często opatem, Brunetti umarł z „przyczyn naturalnych”? Mam tu spore wątpliwości – moim zdaniem, Cosimo odgrywał ważną rolę w planach Jana III ataku na Prusy, a jego poważne dolegliwości zdrowotne pojawiają się, jaki pech, właśnie w kluczowym momencie, po podpisaniu tajnego traktatu z Francją, w Jaworowie, 11 czerwca 1675. Znowu Prusacy?

Brunetti utrzymywał bardzo intensywne kontakty z Londynem. Zachowało się jego 60 listów (do których spróbuję dotrzeć) z okresu od 2/4/1675 do 23/4/1677 wysłanych via Gdańsk (przez agenta Sandersona) do sekretarza stanu Williamsona, który zresztą niebawem stracił swoje stanowisko, w owym feralnym 1679… Ponadto część jego wiadomości z warszawskiego biuletynu trafiało wprost do dobrze już nam znanej the London Gazette. Mało tego, Brunetti dołączał czasem do takiej „paczki” nawet kopie dokumentów, czy listy polskich urzędów…

Oto odpowiedni fragment z diariusza sir Hide’a, wpis z (2)8/10/1676:

« I sent betimes to the Postmaster for the Dantzig letters, and withal to desire he would bring hither Abbot Brunetti’s packet, wherein I was sure I should have all my letters that I cared for, and let it be opened in his presence, and seal it up again when I had taken out my letters. I took this confidence not so much out of haste to have my letters two days sooner, though that were enough wished by me, as because the passage to the camp where he was, was so uncertain, that I run the hazard of losing them quite; and the Postmaster was so civil as to grant me my request, by which means I received my English letters of the 28th of August that style, which was as fresh as it was possible for any to come, and had the satisfaction to hear my wife and children and all my friends were well, God Almighty be thanked for it! »

NB. To wtedy właśnie, w owym obozie pod Żurawnem Brunetti został ranny.

Galeria ciekawych postaci: Pierwszy stały ambasador

Sevin_Jan_Gninski's_Mission_01.jpgPoselstwo Gnińskiego z 1677-8: Scena wypłacania żołdu wg Sevina z 1679! (Muz. Narodowe)

__

Proski Samuel z Kosieczyna h. Samson (1636–1710), kawaler maltański, dyplomata, pamiętnikarz. Ochrzczony 28 XII 1636 w Ptaszkowie, pow. kościański, był synem Stanisława, pisarza ziemskiego poznańskiego, i Barbary z Gnińskich, siostrzeńcem Jana Gnińskiego, woj. chełmińskiego, a z czasem podkanclerzego kor.

Wedle Kaspra Niesieckiego P. jako człowiek dojrzały władał biegle niemieckim, francuskim, holenderskim, a nawet perskim i tureckim. Wiadomo, że pragnąc wstąpić do zakonu maltańskiego, spędził dwa lata jako oficer na wyspie Krecie w porcie Kandia, potem służył na weneckich galerach; przebywał też kilka lat na wyspach: Korfu, Kefalonii, Malcie i w Grecji, w porcie Xanthe. Ale wówczas jeszcze nie otrzymał godności kawalera maltańskiego. W r. 1674 był w Polsce. Posłował do Wiednia z wiadomością o wyborze Jana Sobieskiego na króla.

W r. 1677 P. został włączony do wysłanego do Turcji wielkiego poselstwa, na którego czele stał jego wuj Jan Gniński**. Zrazu występował jako kapitan gwardii posła wielkiego i w tym charakterze 10 VIII uczestniczył w uroczystym wjeździe poselstwa do Konstantynopola. Z czasem wykonywał trudniejsze zlecenia Gnińskiego. Konferował z jego ramienia z dygnitarzami tureckimi, przede wszystkim w sprawie warunków pokoju i zwrotu okupowanych przez Turcję ziem na Podolu i Ukrainie. Kilkakrotnie jeździł do chana Murad Gireja i upominał się o uwolnienie jasyru. Z pewnością był jednym z najczynniejszych członków poselstwa, o czym świadczą też jego liczne listy do króla (np. z 2 I, 23 I, 20 IV 1678). …

Gniński polecił też P-emu spisywać diariusz swych poczynań «quam secretissime», a wszelkie informacje przesyłać do kraju «cyfrą». W czasie wyprawy tureckiej przeciw Rosji P. był zmuszony od 17 VI do 6 XI 1678 towarzyszyć w. wezyrowi w kampanii czehryńskiej.

Po powrocie P. nadal rezydował przy sułtańskim dworze, zrazu w Adrianopolu, potem w Konstantynopolu. Sejm grodzieński 1678/9 r. przyznał mu roczne wynagrodzenie (prowizję) w wysokości 1 000 czerwonych zł (tytułowano go wtedy w konstytucji królewskim dworzaninem). …

W istocie sytuacja P-ego nie była łatwa. Gnębiły go stale kłopoty finansowe, musiał znosić upokorzenia, w miarę zaostrzania się stosunków polsko-tureckich traktowano go coraz gorzej. W r. 1683 zabrano go na wyprawę wiedeńską i gdy w maju nadeszła do Belgradu wieść o przymierzu polsko-austriackim został uwięziony i zakuty w kajdany. Pod Wiedniem trzymany był pod strażą i w kajdanach w obozie Kara Mustafy. W styczniu 1684 był znowu w Belgradzie, skąd w marcu t. r. odesłano go na dwór sułtański do Adrianopola. O wspólnej z P-m poniewierce wspominał wzięty do niewoli pod Wiedniem oficer austriacki Cl. A. de Martelli. Spotkał się z P-m wówczas także L. F. Marsili (Marsigli). W 2. poł. t. r. sułtan zaproponował Janowi III pokój za pośrednictwem P-ego, a więc widocznie został wtedy uwolniony i przywrócony do praw rezydenta. W r. 1685 miał być wysłany przez wielkiego wezyra do Sulejmana paszy, seraskiera w Isakczy nad Dunajem, zapewne t. r. został odesłany do kraju. …

W czerwcu 1690 został P. stałym posłem króla i Rzpltej na dworze cesarskim w Wiedniu. Miał m. in. wyjaśnić sprawę księstw naddunajskich, do których król polski rościł sobie pretensje, oraz zorientować się o możliwościach związków małżeńskich królewicza Jakuba z domem cesarskim. Wyniki jego rozmów w Wiedniu były skąpe; cesarscy ministrowie grali na zwłokę, unikając pozytywnych deklaracji. W grudniu t. r., gdy zapadła decyzja o małżeństwie królewicza Jakuba z księżniczką neuburską Jadwigą Elżbietą, P. zawiózł narzeczonej pierścień od królewicza, w lutym i marcu 1691 towarzyszył jej w orszaku senatorów w drodze do Polski; zapewne był też na ślubie 25 III t. r. Po powrocie do Wiednia stale informował Jana III o bieżących wydarzeniach politycznych na cesarskim dworze Leopolda I i w ogóle w Europie. Pod koniec pobytu w Wiedniu w r. 1696 korespondował z królewiczem Aleksandrem Sobieskim. Dopiero w r. 1697 powrócił P. do kraju i wziął udział w elekcji Augusta II wraz z woj. poznańskim. Ale niebawem znowu udał się do Wiednia z oznajmieniem o elekcji Augusta II.”

sevin.jpg

Poselstwo Gnińskiego z 1677-8: Scena audiencji u sułtana Mehmeda IV, wg Sevina z 1679! (Muzeum Narodowe) – sułtan u góry po lewej, a Gniński po prawej z tekstem mowy, obok niego wielki dragoman, Aleksander Mavrokordatos. Lecz to nie on przetłumaczył przemowę dla Mehmeda IV, ale tamtejsza ambasada francuska…

**) Poseł zamieszkał w seraju poprzednio należącym do wielkiego dragomana, Nikousiosa Panagiotisa…

__

PS. Muzeum Fryderyka Chopina mieści się w pałacu Gnińskich:

POL_Warsaw_Palac_Ordynacki.jpgZygmunt Vogel, Widok pałacu Ordynackiego (=Gnińskich) i klasztoru św. Kazimierza, 1785