Mickiewicz, Rotszyld oraz syjonizm i unia polsko-żydowska

Roman Brandstaetter (ur. 3 stycznia 1906 w Tarnowie, zm. 28 września 1987 w Poznaniu)… urodził się w żydowskiej rodzinie inteligenckiej jako syn Ludwika i Marii z domu Brandstaetter. Jego dziadek, Mordechaj Dawid Brandstaetter (1844–1928), był właścicielem tłoczni oleju lnianego w Tarnowie, jak również znanym twórcą literatury hebrajskojęzycznej, autorem wielu opowiadań i nowel. …

Po ukończeniu studiów przebywał w latach 1929–1931 na rządowym stypendium w Paryżu, gdzie prowadził badania nad działalnością polityczno-społeczną Adama Mickiewicza. Praca ta zaowocowała tytułem doktora filozofii, który otrzymał w 1932. Powróciwszy z Paryża zamieszkał w Warszawie, gdzie przez rok pracował jako nauczyciel języka polskiego i gdzie podjął pracę literacką oraz publicystyczną, drukując w Kurierze Literacko-Naukowym i Miesięczniku Żydowskim. Wydał również szkice historyczno-literackie: Legion żydowski Adama Mickiewicza (1932)… W 1935 odwiedził Turcję, Grecję i Palestynę.”

[„In 1946, Brandstaetter left Palestine for Rome, where he served as cultural attaché at the Polish embassy and was baptized. During his stay in Rome, Roman Brandstaetter married Regina Wiktor*.”]

Co ciekawe, choć mało zaskakujące, od 1932 panuje milczenie tzw. polskich historyków na temat owego legionu żydowskiego Mickiewicza, bo trudno uznać dzieło Marii Janion z 2009 za cokolwiek tu wnoszące**, poza „zaklepaniem” tematu i jego „zaciemnianiem”.

Za to, jeszcze w owym 1932, w Wiadomościach Literackich z 21 sierpnia ukazuje się na pierwszej stronie, zainspirowany broszurą Brandstaettera, tekst Boya-Żeleńskiego pod pokracznym tytułem: Czy Mickiewicz umarł otruty? A tam, takie opinie naszego omnibusa:

« Był dla wielu kacerzem, człowiekiem o wątpliwym życiu prywatnym, jego wykłady paryskie znalazły się na indeksie, on sam demagog, szedł wbrew papieżowi… ciężki to był do zgryzienia orzech dla Polonia semper fidelis. Ale tu było więcej: Mickiewicz idący ręka w rękę z Czaykowskim, sturczonym renegatem […] Mickiewicz stający z Rothschildem i Lévym na czele »huzarów Izraela«, zbawiający Polskę przez Żydów — nie, to było za wiele do przełknięcia dla ówczesnego — a nawet dla dzisiejszego — polskiego szlachcica. Czy nie mógł znaleźć się ktoś, kto przyszedł do przekonania, że aby uratować dobre imię poety dla niego i dla kraju, trzeba, bodaj zbrodnią, przeciąć nić jego życia? Pro publico bono… Pro Christo…”. »

Chodzi tu wprawdzie o Rotszylda „francuskiego”, ale nie można jednak zapominać o tym „austriackim”, wszak: „Salomon von Rothschild został akcjonariuszem de Rothschild Frères – banku jego brata Jamesa Rothschilda***, który został otwarty w 1817 roku w Paryżu”. A w dodatku, Salomon był zarówno bratem jak i… teściem owego Jamesa. No i był też ów ich brat „niemiecki”, zwany pobożnym: „referred to by Eastern European Jews as „the pious Rothschild” (Yiddish: der frummer Rothschild‎)”, że już nie wspomnę o tym najsłynniejszym Nathanie – „once the wealthiest man on earth”.

Trzeba zatem tu przypomnieć jeszcze inny, „angielski” kontekst tureckiej wyprawy Mickiewicza. Tak czy inaczej, okazuje się, iż Mickiewicz był „pierwszym” syjonistą, bo jak pisze Boy: « Legion mógł się przysłużyć do „odbudowania królestwa żydowskiego w miejscu, w którym znajduje się grób Chrystusa”. » Tyle, że ów legion w końcu nie powstał****, a Mickiewicz gwałtownie zszedł był z tego świata…

(Z listu Ludwiki Gropplerowej: „może na dwa dni przed śmiercią poeta sprowadził konie, by jechać do ambasady angielskiej, lecz nagle zmienił projekt i powiedział, że nie czuje się dość silnym […] I nie pojechał”.)

Na zakończenie, warto zaznaczyć, iż w „nauce społecznej” Towiańskiego i Mickiewicza „starsi bracia” odgrywali wielką rolę…  ale to już temat na inną notkę. Boy cytuje wieszcza Adama: „Nie chciałbym, aby Żydzi wynieśli się z Polski, bo unia Polski z Izraelem jest przeznaczona do wzmocnienia Rzplitej, jak ongi wzmocniła ją wojskowa z Litwą”.

___

*) Regina Brandstaetter (z domu Brochwicz-Wiktor). W 1946 sekretarka ambasadora polskiego w Rzymie, profesora Stanisława Kota.

**) „Badaczka zauważa negatywny wpływ Nie-Boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego na wyobraźnię zbiorową. Wykazuje podobieństwa tego dzieła do Protokołów Mędrców Syjonu. Zdaniem Janion „Krasiński był gotów stawiać pracę nad wykorzenianiem obcych wpływów wyżej niż walkę zbrojną o niepodległość”, stworzył „mit założycielski polskiego antysemityzmu” [nie ma co – gdańska, „romantyczna” mega-hucpa]. Przeciwstawne poglądy Mickiewicza nie odbiły się w społeczeństwie tak silnym echem.”

***) „King Louis XVIII refused to receive de Rothschild’s Jewish wife at court because she was not Christian. Thereafter Rothschild refused to do business with the king. Following the July 1830 Revolution that saw King Louis Philippe come to power, de Rothschild put together a loan package to stabilize the finances of the new government, and in 1834 a second loan. In gratitude for his services to the French nation, Louis Philippe elevated him to the dignity of Grand Officer of the Legion of Honour.”

****) Legion żydowski w końcu powstał, w 1917, z inicjatywy lorda Edmunda de Rothschild…

Reklamy

Kim był Żeleński, ten człowiek-orkiestra?

Wanda_z_Grabowskich_Zelenska.jpg

Wanda Żeleńska, matka Boya.

___

Polska wiki jest szczodra, choć ostrożna zarazem: „Tadeusz Kamil Marcjan Żeleński herbu Ciołek, pseudonim „Boy” (Boy-Żeleński; ur. 21 grudnia 1874 w Warszawie, zm. 4 lipca 1941 we Lwowie) – polski tłumacz literatury francuskiej, krytyk literacki i teatralny, pisarz, poeta-satyryk, kronikarz, eseista, działacz społeczny, z wykształcenia lekarz. Współpracownik Ireny Krzywickiej, propagator świadomego macierzyństwa, antykoncepcji i edukacji seksualnej.”

Wszak niżej sami piszą, że kiedy „w 1901 otrzymał ostatecznie [sic] dyplom medyczny, rozpoczął pracę w Szpitalu św. Ludwika. …Pracując jako lekarz pediatra w Szpitalu św. Ludwika w Krakowie (1901–1906), Żeleński zainicjował powstanie organizacji „Kropla mleka”, której był kierownikiem i gdzie pracował jako doradca lekarski. Rozpoczął nawet pisanie pracy habilitacyjnej, jednak wysłany na stypendium do Paryża zainteresował się literaturą francuską i pozostał jej wierny do końca życia, przekładając na język polski jej kanon niemal w całości (za przekład dzieł Moliera otrzymał w 1914 palmy Akademii Francuskiej).”

Co się takiego stało w tym Paryżu, że w kilka lat z lekarza-pediatry został tak wybitnym tłumaczem, iż go doceniła sama Académie française? Przede wszystkim, w „1904 Żeleński poślubił Zofię Pareńską (1886-1956), pierwowzór literackiej postaci Zosi w dramacie Wesele (1901) Stanisława Wyspiańskiego. Żeleński był obecny na uroczystości stanowiącej pierwowzór tego dramatu. Małżeństwo to zostało zaaranżowane przez rodziców Tadeusza i Zofii (Eliza Pareńska i Wanda Żeleńska były ze sobą zaprzyjaźnione, natomiast Stanisław Pareński uczył Tadeusza na Uniwersytecie i pomógł mu zdobyć pracę w szpitalu). Swoją przyszłą żonę poznał w willi Pareńskich w Tenczynku. Z tego związku małżeńskiego przyszedł na świat Stanisław Żeleński, późniejszy aktor.”

Warto tu przypomnieć, że „Wanda Paulina Żeleńska z domu Grabowska (ur. 1 września 1841 w Warszawie, zm. 1904) – córka Jana Andrzeja Grabowskiego (1808–1880) i Izabelli z domu Jasińskiej. …Pochodziła z rodziny żydowskich uszlacheconych frankistów [polecam uwadze] – neofitów. Była zaprzyjaźniona – mimo różnicy wieku – z Narcyzą Żmichowską „Gabryellą” (1819–1876), o czym świadczy zachowana korespondencja – 185 listów. Cztery siostry Grabowskie mieszkały w Warszawie w tym samym domu przy ulicy Miodowej, w którym znajdowało się mieszkanie Gabryelli, co stało się początkiem przyjaźni. Dla wcześnie osieroconej Wandy Gabryella stanowiła wzór do naśladowania.”

Z kolei, owa „Eliza, z domu Mühleisen, wywodziła się z zamożnej rodziny krakowskich przemysłowców. Modna, błyskotliwa miłośniczka sztuki wszelakiej. Eliza Pareńska (matka), nazywana też „krakowską Aspazją”, prowadziła w Krakowie salon artystyczno-literacki. Pareńscy pasjami skupowali dzieła młodych malarzy, pomagając tym samym ratować ich budżet. Salon był miejscem spotkań towarzyskich cyganerii krakowskiej, czytano poezję, malowano. …

Portret Lizki na tle pelargonii był symbolem końca dobrego, pięknego czasu dla malarza i rodziny Pareńskich. W 1907 roku, trzy lata po namalowaniu portretu, po ciężkiej chorobie umiera Wyspiański. Sześć lat później ginie Stanisław Pareński, wyskakując z pędzącego pociągu. Samobójstwo? Trudno stwierdzić… podobno miał on w zwyczaju, śpiesząc się do chorego, wyskakiwać nieoczekiwanie z pędzącego pociągu. Ten ostatni raz skoczył jednak wprost pod jego koła. [W wieku 70 lat??]”

„W czasie I wojny światowej jako lekarz kolejowy służył w armii austriackiej. W 1919 [Żeleński] zakończył pracę lekarza i został zatrudniony jako recenzent teatralny w krakowskim magazynie „Czas”. Od 1922 zamieszkał w Warszawie, gdzie jego pierwszym zajęciem było kierownictwo literackie w Teatrze Polskim. W 1928 otrzymał nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek jako jeden z najwybitniejszych krytyków (wraz z Wacławem Borowym i Karolem Irzykowskim). Przed II wojną światową był ostro zwalczany przez środowiska konserwatywne za głoszenie liberalnych poglądów, krytykę udziału Kościoła w życiu społecznym i politycznym Polski…”.

Z jego obfitej twórczości pisarskiej wystarczy podać kilka tytułów: Piekło kobiet (Warszawa, 1930), Jak skończyć z piekłem kobiet? (Warszawa, 1932), czy
Nasi okupanci (Warszawa, 1932) [czyli Kościół Katolicki]. Ja niejako „wpadłem” nań poprzez jego Marysieńkę Sobieską (Lwów, 1937).

Otóż nasz geniusz zasadniczą część owego tekstu zerżnął z mało wówczas znanej w Polsce, wydanej tylko po francusku książki Kazimierza Waliszewskiego (zmarłego w 1935…) pt. Marysienka, Marie de La Grange d’Arquien, reine de Pologne, femme de Sobieski, 1641-1716, Paris 1898. To pozwala lepiej zrozumieć jak doszło do tak obfitej twórczości sygnowanej przez „Boya”. A kim faktycznie był Żeleński, najlepiej myślę pokazują jego czyny po 1 IX 1939:

„Po wybuchu II wojny światowej wyjechał do Lwowa. Zamieszkał u szwagra żony – prof. Jana Greka. W październiku 1939 sowieckie kierownictwo Uniwersytetu Lwowskiego powołało go na kierownika katedry historii literatury francuskiej. Działał w lwowskim oddziale Związku Literatów Polskich, wszedł w skład kolegium redakcyjnego pisma Związku Pisarzy Sowieckich „Nowe Widnokręgi”, publikował artykuły w „Czerwonym Sztandarze”, uczestniczył w imprezach propagandowych. 19 listopada 1939 roku podpisał oświadczenie pisarzy polskich witające przyłączenie Zachodniej Ukrainy do Ukrainy Radzieckiej. W styczniu 1940 wszedł w skład 16 osobowej brygady autorów, powołanej za zgodą Ministerstwa Oświaty Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej dla zredagowania 3-tomowego podręcznika historii literatury polskiej. W sierpniu 1940 był gościem Wszechzwiązkowego Komitetu ds. Nauki ZSRR w Moskwie.”

Pałac Żeleńskich zbudowany w 1902 r. według projektu Teodora Talowskiego robi mocne wrażenie, jak przez przypadek sam mogłem się przekonać…

Żeleńscy wyznawali kalwinizm, który praktykowali w zborze w niedalekich Wiatowicach. Tam odbywano śluby i chrzty, tam też grzebano zmarłych. Trzeci z synów wspomnianego Stanisława Żeleńskiego, Samuel, został nawet w związku z wyznaniem zamordowany koło Krakowa podczas pogromów antyheretyckich w 1660 r. Żeleńscy z Grodkowic, w przeciwieństwie do linii z Brzezia pozostawali kalwinami dłużej, bo aż do pocz. XIX wieku kiedy to jeden z kolejnych potomków rodu, Marcjan Władysław, w 1828 r. pod wpływem matki i sióstr przeszedł na katolicyzm.

Tragicznie w dziejach rodziny zapisał się luty 1846 r., czas tzw. rzezi galicyjskiej, podczas której Marcjan Władysław Żeleński (ojciec kompozytora Władysława i dziad literata Tadeusza Boya-Żeleńskiego) został zamordowany przed swoim dworem przez chłopów z sąsiednich wsi. Miejsce to upamiętnia stojący do dziś w ogrodzie krzyż, który postawiła tu żona zamordowanego.

Po Marcjanie Władysławie majątek przejął jeden z jego synów, Stanisław a po nim odziedziczył go Władysław (nie mylić z kompozytorem). Doprowadzili oni gospodarstwo do rozkwitu. Ostatnim przedwojennym właścicielem był syn Władysława, Karol Żeleński mieszkający tu ze swoją żoną, Węgierką z pochodzenia.”

___

PS. Ciekawe pewne podobieństwa w karierach Boya i Reymonta:

Z początkiem 1888 r. podjął – po staraniach ojca – pracę jako niższy funkcjonariusz Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Przeżył wówczas głęboko krótkotrwałą przygodę miłosną ze Stefanią L., żoną urzędnika kolejowego (nazwisko mylnie chyba rozszyfrowane jako Kluge przez Barbarę Koc). Z początkiem 1890 r. znowu wstąpił do teatru; występował m. in. w Piotrkowie, Pabianicach i Sieradzu. W tymże czasie nawiązał kontakty z grupą spirytystów i okultystów w Częstochowie, a potem także i w Warszawie. Jako medium** brał udział w ich seansach, a nawet – jeśli wierzyć autobiografii – nauczyciel częstochowski Pusch (Puszow?) zorganizował mu występy w Niemczech, m. in. we Wrocławiu. Z końcem listopada 1890 R. podjął ponownie pracę na kolei jako «kandydat na starszego robotnika», a potem «starszy robotnik»…

Największym sukcesem R-a stał się, zainspirowany przez Aleksandra Świętochowskiego, reportaż Pielgrzymka do Jasnej Góry („Tyg. Illustr. 1894 nr 24–36, W. 1895); Ludwik Krzywicki uznał go za «poważny przyczynek do psychologii gromadnej»…

Osiedlił się w Paryżu, zamieszkując do końca 1898 r. z Lorentowiczem***, który stał się mu tutaj przewodnikiem i uczył go francuskiego. R. jednak nigdy nie opanował należycie tego języka. Obracał się głównie w środowiskach polskich. Poznał wielu przedstawicieli młodej literatury: Zenona Przesmyckiego, Stanisława Przybyszewskiego, Jana Augusta Kisielewskiego, Lucjana Rydla; wszedł do zarządu Koła Polskiego Literacko-Artystycznego. Zaprzyjaźnił się również z działaczami Narodowej Demokracji – Romanem Dmowskim i Marianem Kiniorskim. Planował początkowo studia na Sorbonie i w École Libre des Sciences Politiques, zamiarów tych jednak nie urzeczywistnił: dużo pisał, a przy tym wchłonął go kawiarniany tryb życia. R., początkowo onieśmielony i milkliwy, zdobył z czasem swobodę w zachowaniu, umiał być w towarzystwie bezpośredni i serdeczny, jako świetny gawędziarz i narrator skupiał na sobie zainteresowanie znajomych. Wiele podróżował: wyjeżdżał do Londynu, zwiedził Szwajcarię (luty 1897), kilkakrotnie przebywał w gościnie u dra Henryka Gierszyńskiego w Ouarville (koło Chartres)…

Dn. 13 VIII w katastrofie kolejowej pod Włochami uległ on poważnym obrażeniom a doznany szok wywołaj uporczywą nerwicę pourazową. Po kilkunastodniowym pobycie w szpitalu praskim R. wyjechał pod opieką Antoniego Langego na kurację do Wenecji (na koszt Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej), później przebywał w klinikach Wiednia (u Richarda Krafft-Ebinga), Krakowa i Berlina. W lutym 1901, w wyniku sprawy sądowej przeciw zarządowi Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, prowadzonej przez adwokata Cezarego Hirszbanda (Jellentę) otrzymał jednorazowe odszkodowanie 38 500 rb. (z kwoty tej pożyczył K. Jakimowiczowi 25 tys. rb., zabezpieczając później swą należność na hipotece jego domu, i odtąd pobierał od niego jako procent 1 800 rb. rocznie).”

Wedle Dziennika: „notatkę szpitalną sfałszował dr Jan Roch Raum. Reymont trafił do szpitala z dwoma złamanymi żebrami, jednak w raporcie lekarskim napisano, że pisarz ma 12 złamanych żeber oraz „inne kontuzje ciała i nie wiadomo, czy będzie nadal zdolny do pracy umysłowej”. Na podstawie tego raportu pisarzowi przyznano astronomiczne odszkodowanie w wysokości 38 500 rubli. Jak pisze gazeta, taka suma pozwalała ówcześnie na zakup kilkunastu warszawskich kamienic.”

**) Utrzymywał nadal stosunki ze środowiskiem okultystów; dzięki temu latem 1894, na koszt warszawskiego lekarza Józefa Drzewieckiego i w jego towarzystwie, wyjechał na kongres Tow. Teozoficznego w Londynie; zwiedził wtedy również Berlin (wrażenia z tej podróży pt. Lato za granicą ogłosił w „Kurierze Codziennym” 1894 nr 207, 228), około miesiąca przebywał w Paryżu, gdzie poczynił znajomości wśród tamtejszej kolonii polskiej (m. in. Jan Lorentowicz).

***) Lorentowicz Jan, pseud. M. Chropieński (1868–1940), krytyk literacki i teatralny, organizator życia literacko-dziennikarskiego, dyrektor teatrów… W l. 1890–1903 przebywał w Paryżu, gdzie z początku uczęszczał na wykłady w szkole antropologicznej i w Sorbonie. W Paryżu należał do polskiej Gminy Narodowo-Socjalistycznej i był jednym z jej kierowników, a w l. 1891–3 redagował jej organ, miesięcznik „Pobudka”. W r. 1892 wziął udział w paryskim zjeździe socjalistów polskich, na którym uchwalono program Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS); na zjeździe tym L. został wybrany do centrali związku zagranicznego Socjalistów Polskich. Wkrótce zerwał z działalnością polityczną [uhaha] i poświęcił się wyłącznie literaturze i sztuce. Po powrocie do Warszawy w r. 1903 został sekretarzem redakcji „Kuriera Codziennego”, a następnie w l. 1907–18 był kierownikiem dodatku literackiego do „Nowej Gazety”, zatytułowanego „Literatura i Sztuka”, który odegrał ważną rolę w propagowaniu w Warszawie nowych zjawisk artystycznych. W l. 1912–6 redagował serię wydawniczą «Muzy», był organizatorem i w l. 1916–22 dyrektorem Warszawskiej Szkoły Dramatycznej, a w l. 1918–22 dyrektorem generalnym Teatrów Miejskich w Warszawie, będąc równocześnie dyrektorem Teatru «Rozmaitości». W r. 1919 dopomógł Juliuszowi Osterwie do utworzenia przy «Rozmaitościach« Teatru «Reduta». W l. 1926–8 był dyrektorem Teatru Narodowego. Należał do założycieli powstałego w r. 1909 Tow. Literatów i Dziennikarzy, którego został wiceprezesem, a następnie w l. 1916–8 prezesem. Następnie należał do założycieli powstałego w r. 1920 Związku Zawodowego Literatów Polskich. Był również współorganizatorem i pierwszym w l. 1924–6 prezesem polskiego PEN-Clubu.”

Jak zarządzać „masami”, czyli przyspieszenie XX wieku

Marconi_wireless_station_and_aerials_(Rankin_Kennedy,_Electrical_Installations,_Vol_V,_1903).jpg Marconi wireless station and aerials (Rankin Kennedy, Electrical Installations, Vol V, 1903)

____

Różne lata są przyjmowane umownie jako rok, w którym po raz pierwszy Gutenberg użył ruchomej czcionki – najczęściej 1440 albo 1450.”

„Zaraz potem” mamy rewolucje protestanckie, ale już „po sto lat” później te kolejne – wpierw tę „chwalebną”, no i w końcu te amerykańską i francuską…

Jednak technologicznie rzecz biorąc długo nic nowego nie nastąpiło, aż do Maxwella i Hertza (oraz braci Lumière, i Kazimierza Prószyńskiego…), no i wtedy się zaczęło na dobre:

  • Jeszcze w 1897 roku Marconi osiągnął transmisję na odległość 15 kilometrów poprzez Kanał Bristolski. Z pomocą kuzynów bankierów założył przedsiębiorstwo telegraficzne, które później stanie się Marconi Company. … W tym roku zorganizował pokaz też dla rządu włoskiego, przesyłając sygnał z portu w La Spezia na oddalony o 18 km okręt. Odkrył przy tym, że łączność jest możliwa nawet gdy okręt skrył się pod horyzontem.”
  • Pierwsza transmisja telewizyjna, z Londynu do Nowego Jorku, odbyła się 27 stycznia 1928 roku. W dniu 3 lipca 1928 roku w Londynie odbyła się transmisja telewizyjna w kolorze. Prawdziwą popularność telewizja uzyskała po II wojnie światowej.”
  • Internet (skrótowiec od ang. inter-network, dosłownie „między-sieć”) – ogólnoświatowy system połączeń między komputerami, określany również jako sieć sieci. W znaczeniu informatycznym Internet to przestrzeń adresów IP przydzielonych hostom i serwerom połączonym za pomocą urządzeń sieciowych… Pierwsze [polskie] internetowe łącze analogowe zostało uruchomione 26 września 1990 r. i miało ono prędkość 9600 bit/sek. Pierwsza transmisja internetowa w Polsce miała miejsce w listopadzie 1990 roku i jest związana z osobą [wtedy, mojego starszego kolegi w pracy] dr. Grzegorza Poloka z Instytutu Fizyki Jądrowej (IFJ) PAN w Krakowie, który ściśle współpracował z CERN (Międzynarodowy Ośrodek Badań Jądrowych) w Genewie. Internet w Polsce dostępny jest oficjalnie od 20 grudnia 1991 roku.”

___

PS. „Missisippi, 1937”:

Dlaczego Ludwik Hirszfeld nie dostał nobla?

hirsz.jpg              „Ludwik Hirszfeld (ur. 5 sierpnia 1884 w Warszawie, zm. 7 marca 1954 we Wrocławiu) [„Jego urodzenie zostało odnotowano w księgach gminy żydowskiej 13 sierpnia 1884 r. Zapisano, że stawił się wówczas ojciec – Stanisław Hirszfeld, 28-letni kupiec. Oświadczył, że dziecko urodziło się 5 sierpnia o godzinie 7 rano, a matką jego była 22-letnia Żaneta Ginsburg.”] – lekarz, bakteriolog i immunolog, twórca polskiej szkoły immunologicznej oraz nowej dziedziny nauki – seroantropologii. …

Do jego najważniejszych osiągnięć naukowych należy praca nad grupami krwi. Prowadził ją w latach 1907–1911 wraz z Emilem von Dungernem w Zurychu. Odkrył wówczas prawa dziedziczenia grupy krwi (które zastosował do celów dochodzenia ojcostwa) i wprowadził oznaczenie grup krwi jako 0, A, B i AB, przyjęte na całym świecie w 1928. Oznaczył również czynnik Rh i odkrył przyczynę konfliktu serologicznego, co uratowało życie wielu noworodkom.

W 1950 r. nominowany do nagrody Nobla w dziedzinie medycyny za wyjaśnienie zagadki zjawiska konfliktu serologicznego między matką a płodem.

Żoną prof. Ludwika Hirszfelda była prof. Hanna Hirszfeldowa, również lekarka, pediatra. Grób państwa Hirszfeldów znajduje się na Cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu.”

To ostatnie zdanie mówi wiele. Tym bardziej, że polska wiki, w przeciwieństwie do angielskiej czy francuskiej, „zapomniała” wspomnieć o tym że młody Ludwik przeszedł na katolicyzm. I ten Ludwik nadal uwiera:

W maju 2013 r. niemiecki tygodnik opublikował artykuł Franka Thadeusza „Der Blutwahn” (Szaleństwo krwi), będący streszczeniem tez książki Myriam Spörri „Reines und gemischtes Blut: Zur Kulturgeschichte der Blutgruppenforschung, 1900–1933” (Czysta i mieszana krew: Kulturowa historia badań nad grupami krwi 1900–1933). „Der Spiegel” zwrócił uwagę na tę pozycję, bo jest ona wyjątkowo sensacyjna – według historyczki z Universität Zürich, badania nad grupami krwi prowadzone przez żydowskich naukowców podbudowały szerzoną przez nazistów ideę czystości krwi, przy czym głównym winowajcą był Ludwik Hirszfeld, którego „działalność i poglądy przesiąknięte były eugeniką.”

Ciekawe, iż niemiecka gazeta dla Polaków – dopiero co, wróciła do tego tematu:

Wiadomość o artykule w „Spieglu” dotarła do instytutu za sprawą mieszkającej w Londynie Joanny Belin, siostrzenicy prof. Hirszfelda – wspomina prof. Janusz Boratyński z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN im. Ludwika Hirszfelda. – Gdy został przeczytany, wywołał wielkie oburzenie – dodaje. …

– Ówczesny wiceprezes PAN, związany z naszym instytutem prof. Andrzej Górski, stwierdził, że trzeba „Spieglowi” przyłożyć i że trzeba prostować to, co napisała w doktoracie Spörri, bo ta książka była jej dysertacją – mówi prof. Boratyński. – Przygotowaliśmy sprostowanie dla gazety, ale „Spiegel” go nie opublikował – uzupełnia. Niemiecki tygodnik zignorował racje naukowców z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN. Skończyło się na wpisach Polaków dodanych w komentarzach na anglojęzycznej stronie internetowej tygodnika. Czyli czymś, co mało kto zauważa.

– Wówczas stwierdziłem, że dobrze by było, żeby choć niektórzy Niemcy po prostu przeczytali książkę Hirszfelda – wspomina prof. Boratyński. Uderzał więc kolejno do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ambasady polskiej w Berlinie ze swoim pomysłem. Ale wydaniem w języku niemieckim napisanej przez Ludwika Hirszfelda „Historii jednego życia” nikt nie był zainteresowany. Pomocy doczekał się dopiero od prof. Roberta Traby, dyrektora Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie. Dzięki ich wspólnym staraniom znalazło się wydawnictwo, które wzięło na siebie druk i dystrybucję „Historii…”, rezygnując z jakiegokolwiek dofinansowania.

– Pozostawała kwestia dobrego tłumaczenia, bo te istniejące trąciły myszką i były słabe od strony naukowej – podkreśla prof. Boratyński – Wystąpiliśmy więc do Instytutu Książki o 30–40 tys. zł na pokrycie kosztów nowego tłumaczenia. Było to już nawet obgadane i nagle przyszła zaskakująca wiadomość od jego dyrektora, że nie widzi potrzeby wydania tej książki, a poza tym Instytut Książki wydaje tylko beletrystykę, a wspomnienia Hirszfelda nią nie są – irytuje się naukowiec. „Książka Hirszfelda to beletrystyka najwyższej próby. Dlatego proszę, aby osoby, które podjęły negatywną decyzję, PRZECZYTAŁY książkę” – napisał Boratyński w e-mailu do ówczesnego dyrektora Instytutu Książki Grzegorza Gaudena. Niczego tym nie uzyskał. Dopiero długie starania w Ministerstwie Kultury dały efekty i fundusze się znalazły. Sprawa ukazania się na rynku niemieckim „Historii jednego życia” może mieć więc swój szczęśliwy finał. Wedle planów książka powinna trafić do sprzedaży po drugiej stronie Odry jesienią tego roku.”

???

Dzierżyński, Żydzi i Zakład w Laskach

Zofia_Dzierżyńska-Muszkat.jpg „Zofia Julia Dzierżyńska z domu Muszkat (ur. 4 grudnia 1882 w Warszawie, zm. 27 lutego 1968 w Moskwie) – działaczka komunistyczna, nauczycielka, żona Feliksa Dzierżyńskiego. …Jej syn**, dzięki pomocy Janusza Korczaka, w lutym 1912 trafił do prywatnego zakładu dla niemowląt pani Sawickiej. Następnie, na przełomie maja i czerwca tegoż roku, zaopiekował się nim brat Zofii [pomyłka?] Marian Muszkat.”

Ów „brat”, czy raczej krewny Zofii też miał syna: „Henryk Muszkat pseud. Kazimierz, Grabiński, H. Marabut, Minkowski, Henryk Muszyński (ur. 27 listopada 1898 w Holszanach w powiecie oszmiańskim, zm. 1937 w ZSRR) – działacz KPP i KPZU, sekretarz Centralnej Redakcji KPP, sekretarz górnośląskiego Komitetu Okręgowego (KO) KPP i Obwodu Węglowego KPP, kierownik Sekretariatu Krajowego KC KPZU i Sekretariatu Krajowego KC KPP.

Syn żydowskiego lekarza Mariana*** i Julii z Hertzów. … Współpracownik Przedstawicielstwa KPP przy Komitecie Wykonawczym Kominternu. W lipcu 1937 został aresztowany przez NKWD, następnie stracony. Zrehabilitowany w 1955. Był mężem Janiny Warszawskiej-Warskiej i zięciem Adolfa Warskiego, miał syna Krzysztofa.”

Z kolei, stryjenką Zofii Dzierżyńskiej była Anna Muszkat, która wyszła za Władysława Landy. Ród Landych znany jest przede wszystkim z ucznia Michała Landy, który zginął niosąc krzyż: „8 kwietnia 1861 wziął udział w manifestacyjnym pogrzebie sybiraka Ksawerego Stobnickiego i uroczystym zbrataniu się Polaków i Żydów przy grobie Antoniego Eisenbauma (dawnego dyrektora Warszawskiej Szkoły Rabinów). Na Placu Zamkowym manifestacja została zaatakowana przez wojsko. Landy znajdował się w czołówce procesji i został trafiony kulą w chwili, kiedy niósł krzyż podjęty przez niego z rąk zranionego innego uczestnika demonstracji, zakonnika.”

Syn Anny to „Adam Landy ps. Karol, Henryk, Niedzielski, Adam Witkowski (ur. 9 lipca 1891 w Warszawie, zm. 21 sierpnia 1937 w Moskwie) – polski nauczyciel, działacz związkowy socjalistyczny i komunistyczny. …Od 1927 przedstawiciel KPP w Kominternie w Moskwie. Członek WKP(b). … W okresie „wielkiej czystki” 19 stycznia 1937 aresztowany przez NKWD. 21 sierpnia 1937 skazany przez Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR na śmierć z zarzutu o zdradę ojczyzny i udział w kontrrewolucyjnej organizacji terrorystycznej, rozstrzelany tego samego dnia. Ciało skremowano w krematorium na Cmentarzu Dońskim, prochy pochowano anonimowo.

Zrehabilitowany 17 marca 1956 postanowieniem Kolegium Wojskowego SN ZSRR. Jego żoną była Zofia Landy, aresztowana przez NKWD 2 marca 1937, skazana i stracona 2 września 1937.”

___

I tu mamy nieoczekiwany „zwrot akcji”, oto owa Anna Landy z domu Muszkat (zginęła w 1943?) miała też trzy córki – Zofię, Janinę i Henrykę (wychowaną we Francji). Wszystkie trzy przeszły na katolicyzm, przy czym najstarsza Zofia została Teresą, siostrą zakonną w Zakładzie dla Ociemniałych w Laskach.

„W 1917 roku (pod wpływem rozmów z księdzem Władysławem Korniłowiczem****) przyjęła chrzest. Brała czynny udział w pracy na rzecz „Kółka” księdza Korniłowicza. W dalszym ciągu pracowała w gimnazjach w Warszawie i Pułtusku.W 1928 roku wstąpiła do Zgromadzenia ss. Franciszkanek Służebnic Krzyża w Laskach, a 15 sierpnia 1936 złożyła śluby wieczyste. Podczas okupacji hitlerowskiej, ze względu na żydowskie pochodzenie, ukrywała się w domach Zgromadzenia w Żułowie i Kozłówce na Lubelszczyźnie.”

Z kolei Janina została stryjenką przyszłego biskupa włocławskiego, Bronisława Dembowskiego, także związanego z Laskami, a którego siostra Katarzyna była zakonnicą w Laskach, tak jak ich ciotka – Zofia Sokołowska, czyli siostra Katarzyna – jedna z pierwszych „pracownic” Zakładu*****.

____

**) Jedyny wnuk Dzierżyńskich to zmarły w 2015 rosyjski zoolog.

***) Inny Marian Muszkat, z Suwałk.

****) „Od 1918 roku był asystentem grupy dyskusyjnej zwanej „Kółko”, skupiającej młodzież akademicką i młodą inteligencję, niezależnie od formalnej przynależności wyznaniowej czy religijnej, w której uczestniczyli m.in. Teresa Landy, Zofia Sokołowska, Rafał Marceli Blüth, Stanisław Krzywoszewski, Eugeniusz Kłoczowski.”

*****) Biografka siostry Katarzyny i… „łączniczka” z PPSem: http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/zofia-steinberg

PS. Szkoła na Wiejskiej.

 

„Małowist, historyk z Ligi Mistrzów” czyli „Chrześcijanie w getcie warszawskim”

„Małowist, historyk z Ligi Mistrzów” to tytuł artykułu Tomasza Siewierskiego w GW…Nie mam zamiaru płacić za to, aby się dowiedzieć co ów Siewierski tam napisał, choć postać Małowista jest „ciekawa”.

Przecież nie dowiem się tam dlaczego Małowist miał na imię Marian, wszak jest „pochowany na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie…

Podczas II wojny światowej wraz z żoną i teściową przebywał w getcie warszawskim, gdzie zajmował niewielkie mieszkanie przy ulicy Siennej. Początkowo prowadził tajne komplety w tajnym gimnazjum Mirlasowej, następnie podjął pracę w szopie, równocześnie gromadząc materiały historyczne, które przetrwały w Archiwum Ringelbluma. 13 sierpnia 1942, podczas pobytu w pracy, jego żona i teściowa zostały zabrane przez Niemców na Umschlagplatz i wywiezione do obozu zagłady w Treblince. Po tym wydarzeniu zdecydował się na ucieczkę z getta. Po aryjskiej stronie pomagali mu m.in. Stanisław Herbst, Helena Brodowska, Witold Kula i Czeczottowa, nauczycielka w gimnazjum Kreczmara. Po opuszczeniu Warszawy trafił na jedną z wsi w powiecie radzyńskim, gdzie pod fałszywymi personaliami – Józef Mil, pracował jako nauczyciel. Tam doczekał końca wojny. W 1944 przeprowadził się do Lublina, gdzie zaangażował w pracę w rozgłośni radiowej PKWN. …

Był członkiem Marksistowskiego Zrzeszenia Historyków…”

Wg książki pt. „Chrześcijanie w getcie warszawskim. EPITAFIUM DLA ZAPOMNIANYCH„, w getcie wprawdzie brał udział w mszy katolickiej (pogrzebowej?), ale jego stosunek do konwertytów, takich jak Ludwik Hirszfeld, był wrogi.

http://rcin.org.pl/dlibra/docmetadata?id=23473&from=publication

„W szkole średniej wstąpił do Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, w związku z czym został nawet w trakcie składania matury zatrzymany przez parę dni w areszcie. Nie przeszkodziło to mu w ukończeniu szkoły średniej w 1927 r.”