Polityka historyczna Dudy II

duda.jpg

Capture d’écran 2018-02-28 à 20.52.05.png

Ten cytat to ani chybi z…

Rozdarta świadomość, czyli o Żeromskim, Tomasz Burek, „Twórczość” nr 11 (1975):

„Autor pokazuje drogę przemian ideowych Żeromskiego – od „zwia­stuna burzy rewolucyjnej 1905 r.” w pierwszych utworach, przez obraz upadku ideałów rewolucyjnych w „Róży”, po ostatni okres twórczości, za którego szczytowe osiągnięcie uważa „Przedwiośnie”. Jest to bowiem powieść podejmująca w sposób wielostronny aktualną ówcześnie problema­tykę (rewolucję rosyjską, rządy w niepodległej Polsce, ruch komunistycz­ny). Jej wielkość wynika z wagi i ostrości stawianych pytań, z których naczelne dotyczy dalszych dróg polskiego radykalizmu.

Poprzednio:

https://bosonweb.wordpress.com/2018/01/31/polityka-historyczna-prezydenta-dudy/

 

Reklamy

Czy ten skandal kiedyś się skończy?

floyd2.jpgDavid Floyd with Alexander Solzhenitsyn, the dissident author (Daily Telegraph)

___

Symbolem głębokiego upadku polityków Imperium Brytyjskiego stała się tzw. afera Profumo, o której niedawno pisałem. Dopiero co zmarło się heroini owego skandalu i wydawało się, że sprawa przysycha, a tu znowu wypłynęło g… tj. kolejne kompromitujące materiały.

Pewne schematy są stałe – „nasz” kapitan Niezbrzycki zostal sowietologiem w USA, a jego angielskiemu odpowiednikowi, niejakiemu Dawidowi Floyd w 1997 napisano  „na klepsydrze”: one of Fleet Street’s most knowledgeable Kremlinologists. Tymczasem, historyk Jeff Hulbert, namolnie powołując się na wolność dostępu do informacji, uzyskał w końcu dostęp do 300 stron dokumentów Foreign Office (które w większości były zaczernione/ ocenzurowane…). No i okazało się, że ten „starszy (senior) redaktor” Daily Telegraph był sowieckim agentem. Mało tego, kiedy w 1951 przyznał się, że pracował dla sowietów kiedy w latach 1944-47 przebywał w Moskwie jako tłumacz misji wojskowej, nic go za to nie spotkało poza wydaleniem ze służby dyplomatycznej. A wszystko to pomimo, że wiadomo było, iż jako student Oksfordu został prominentnym agitatorem komunistycznym – sekretarzem partii na tym uniwersytecie…

W efekcie, już w 1952 został zatrudniony przez Daily Telegraph, a w styczniu 1961  współaranżował spotkanie majora Iwanowa z Wardem, które było pierwszym krokiem do zatopienia Profumo. Ciekawe, że ten zapoznawczy lunch miał miejsce w sławnym klubie Garricka, do którego dumnie należy teraz syn „Pink Floyda”, The Rt. Hon. Lord Justice Floyd…

Wszystko to oczywiście przywodzi na myśl Piątkę z Cambridge, Philby’ego i inne straszliwe klęski wywiadu brytyjskiego. I pomyśleć, że nasz wywiad dawał im WSZYSTKIE uzyskane materiały, a w dodatku mieli do własnej dyspozycji naszych najlepszych agentów… 

 

Czy polscy politycy to safanduły?

„Ależ ci polscy politycy to safanduły. Tyle lat żywy chodził…” napisała PP w komentarzu do mojej notki o niesławnych wyczynach Recia: http://boson.szkolanawigatorow.pl/kim-by-kuzynek-diaba.

Tak, niewątpliwie, sporą część ówczesnych polityków polskich stanowili użyteczni idioci czy po prostu safanduły. Małą niestety częścią byli polscy politycy z prawdziwego zdarzenia, ale nie można przy tym zapominać, że za to wielką część stanowili zwykli zdrajcy.

Wracając do Retingera – przypominam o oficjalnym ostrzeżeniu jego dotyczącym jakie Sikorskiemu przesłał wielki szef II Oddziału – płk. Stanisław Gano. To akurat świetny przykład owej polskiej mniejszości w naszej polityce – po wojnie (po likwidacji siatki polskich agentów), Gano „schronił się” w Casablance, gdzie w końcu w 2013 doczekał pięknego pomnika. Tymczasem niesławny kapitan Jerzy Niezbrzycki, który co najmniej od 1926 aż po 1943 trząsł całym wywiadem, skończył na ciepłej posadce w USA jako… sowietolog. W jego akcji wykończenia Jana Żychonia, ostatniej z szeregu akcji służących ewidentnie pardonnez-le-mot rozpieprzeniu II Oddziału od wewnątrz, wziął sobie do pomocy majora Tadeusza Nowińskiego, który to w 1949 wrócił i został zwerbowany (ha, ha) przez służby PRL i w 1951 zeznawał na tzw. procesie generałów, a w 1958 opublikował paszkwil na „Dwójkę”. No, ale kiedy ich zwerbowali Sowieci – w 1926, czy nawet wcześniej?

Jak w ogóle mogło do tego dojść – skąd się wzięła ta „skuteczność” i „niezatapialność” Niezbrzyckiego? Ano stąd, że był on protegowanym samego… Rydza-Śmigłego.

Kim zatem był Edward Rydz – oto jest pytanie…

Urodził się w Brzeżanach, niewielkiej miejscowości położonej wówczas w Galicji Wschodniej. Jego ojcem był Tomasz Rydz – urodzony w okolicach Wieliczki syn kowala, plutonowy cesarsko-królewskiego 7 Pułku Ułanów, a później wachmistrz policji. Jego matką była natomiast Maria z domu Babiak – córka miejscowego listonosza, a później policjanta. Rodzice pobrali się w 1888 r., czyli dopiero 2 lata po urodzinach syna, a powodem tego opóźnienia były prawdopodobnie problemy finansowe przezwyciężone po awansie ojca na plutonowego…

Tomasz Rydz zmarł, gdy Edward miał 2 lata, a matka umarła (pochowana na cmentarzu miejskim w Brzeżanach), gdy chłopiec liczył sobie 10 lat. Zaopiekował się nim dziadek, Jan Babiak (który był człowiekiem ubogim, pracującym jako robotnik w rzeźni i dozorca). Nieco później dzieckiem zaopiekowali się Uranowiczowie, rodzina inteligencka**… [przeskakując parę dziesięcioleci]

10 listopada 1936 prezydent Mościcki mianował go generałem broni i jednocześnie marszałkiem Polski oraz udekorował Orderem Orła Białego… 17 września rano do Naczelnego Wodza dotarła informacja o wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny państwa polskiego. Pojawiło się pytanie, jak reagować na wejście wojsk radzieckich. Wydał wobec tego dyrektywę ogólną, w której nakazywał wycofywanie się wojsk w kierunku na Węgry i Rumunię i unikania walki z sowieckim najeźdźcą. Śmigły-Rydz zadecydował, że armia gen. Kutrzeby powinna przebić się do Warszawy i pomóc jej w obronie (stolica otrzymała rozkaz obrony do wyczerpania się zapasów amunicji i żywności). Rozkazał też, aby walczyć z żołnierzami ZSRR jedynie w przypadku działań zaczepnych Armii Czerwonej:

Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadania Warszawy i miast które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii.

…W okupowanej Polsce zakonspirowany Śmigły-Rydz przez pewien czas przebywał w Krakowie, 29 października znalazł się w Warszawie. Planował spotkać się z dowódcą ZWZ-AK Stefanem Roweckim-Grotem. Nie wiadomo, czy do tego doszło. Niepokoił się również o los swojej żony, która przebywała wówczas w Monte Carlo. Pod koniec listopada marszałek ciężko zachorował… Dariusz Baliszewski twierdzi jednak, że Śmigły-Rydz zmarł w innych okolicznościach:

Dość powiedzieć, że data jego śmierci – 2 grudnia 1941 r. – jest mistyfikacją. 6 grudnia odbył się pogrzeb na Powązkach, jednak w kwaterze 139 pochowano anonimowego pacjenta ze Szpitala Ujazdowskiego. Rydz-Śmigły zmarł pół roku później. Wyroku na marszałku nie wykonano: jako rozwiązanie zaproponowano mu samobójstwo lub wyjazd z kraju. Odmówił, więc skazano go na niebyt. Po aresztowaniu przez AK w końcu listopada 1941 r. trzymano go w ukryciu w nieludzkich warunkach, w których odnowiła się gruźlica płuc z wczesnej młodości. Ciężko chory trafił wreszcie do sanatorium miejskiego w Otwocku i tam zmarł 3 sierpnia 1942 r.

Wersję Baliszewskiego poparli częściowo Andrzej Kunert i Marek Gałęzowski.”

Pierwszą podpowiedź daje Wacław Zbyszewski w „Gawędach o ludziach i czasach przedwojennych”, gdzie cytuje Franciszka Studzińskiego, który znał Śmigłego doskonale, z lat studenckich: „Edzio nie był bardzo mądry, ale sympatyczny, bardzo odważny, rodzaj Kmicica, zagończyk raczej niż sztabowiec czy wyższy dowódca, pełen temperamentu, prosty w obejściu, bez wielkich ambicji. (…) Po wojnie 1920 roku zmienił się nie do poznania. Co wpłynęło na to – nie wiem. Małżeństwo czy choroba, czy coś innego. Stał się jakby zgaszony, apatyczny, pasywny, nic – przynajmniej tak to wyglądało – go nie interesowało poza partyjką brydża i rozmówkami z kilkoma przyjaciółmi

Czas nam się cofnąć do 1918 kiedy to „podczas wizyty w Kijowie (w celu włączenia miejscowych organizacji do POW) spotkał się z przyszłą żoną, wówczas rozwódką, Martą Thomas (primo voto Zaleską ur. w 1895 r. w Żytomierzu) – kurierką miejscowej Organizacji Werbunkowo-Agitacyjnej. Po jej przyjeździe do Warszawy, Edward Rydz w 1920 r. wystąpił o jej odznaczenie Krzyżem Walecznych za zasługi dla ojczyzny, w następnym zaś roku pobrali się.”

Marta Thomas-Zaleska pochodziła z okolic Żytomierza i była córką miejscowego aptekarza. „W gimnazjum poznała syna zamożnych miejscowych ziemian – Michała Zaleskiego. Zamieszkali razem w Sandrakach. Z chwilą wybuchu I wojny światowej jej mąż został zmobilizowany w stopniu oficera do armii carskiej, a ona sama zgodziła się przenieść do Kijowa. Zaangażowała się w działalność konspiracyjną. W jej mieszkaniu kwaterował miejscowy dowódca POW Leopold Lis-Kula, co szybko stało się powodem do plotek o ich romansie.

Niedługo później poznała jednak Edwarda Śmigłego-Rydza i jak się później okazało, to właśnie z nim spędziła większość swojego życia. Nie jest do końca jasne, kiedy i w jakim obrządku wzięli ślub (jeśli w ogóle). Całkiem możliwe, że stało się to dopiero po śmierci Michała Zaleskiego w 1939 r. Nie prowadzili jednak wspólnego życia towarzyskiego. Do Warszawy przeniosła się prawdopodobnie dopiero z wycofującym się na zachód wojskiem polskim. W 1921 r. była już w stolicy i na osobisty wniosek Śmigłego-Rydza otrzymała Krzyż Walecznych „za zasługi dla ojczyzny”. Pod koniec lat 20. pracowała w jednej z instytucji związanych z wywiadem wojskowym.

Przez jakiś czas mieszkali w Wilnie (Śmigły był tam inspektorem armii), a następnie m.in. przy ul. Klonowej w Warszawie – w willi położonej niemal naprzeciwko Belwederu. W 1938 r. Marta Zaleska przeniosła się na stałe do Francji, gdzie zamieszkała przy Boulevard des Moulins w Monte Carlo, w domu zakupionym na jej nazwisko z funduszy Oddziału II Sztabu Generalnego…

W grudniu 1940 pojawiła się na Węgrzech, gdzie po raz ostatni spotkała się z Rydzem-Śmigłym. W 1950 r. za 750 tys. franków sprzedała szablę koronacyjną Augusta II, a nabywcą został Stefan Czarniecki – Polak mieszkający w Paryżu. Pozostawała w stałym kontakcie z małżeństwem Romanowskich, czyli z córką i zięciem gen. Władysława Andersa. Ostatni raz widziano ją żywą 2 lipca 1951 r. Worek z jej ciałem został znaleziony 2 tygodnie później przez kilkunastoletniego chłopca, 40 km od Nicei, zaś z jej mieszkania zginęło wiele rzeczy. Śledztwo umorzono ze względu na niewykrycie sprawcy.”

„Zwłoki Marty Śmigłowej poćwiartowane znaleziono gdzieś pod mostem w Nicei. Zanim została ona żoną nieszczęsnego Rydza – była panią Zaleską, i mąż jej, pan Zaleski, zastawszy kiedyś pewnego pana w jej, powiedzmy, buduarze zastrzelił go (…). Nie jest to oczywiście przypadek, że tak zacząwszy, tak zginęła” – 3 sierpnia 1951 r. zapisał w swoim „Dzienniku” Jan Lechoń.

A z jej mieszkania zniknęły oczywiście wszystkie dokumenty Rydza, w tym podobno jego dzienniki… Dla kogo miało być ostatnim ostrzeżeniem owo poćwiartowanie ciała – może dla Cyrankiewicza, Jaroszewicza itp?

rydz.jpg

___

PS. Fantastyczny biograf Edwarda:

Cezary Leżeński, ps. „Jerzy Nałęcz” i „Marek” (ur. 6 stycznia 1930 w Poznaniu, zm. 5 grudnia 2006 w Warszawie) – polski pisarz i dziennikarz, doktor nauk humanistycznych, podpułkownik Ludowego Wojska Polskiego, autor ponad 30 książek, w tym dla dzieci i młodzieży… W 1952 ukończył filologię polską i dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W latach 1969–1981 był redaktorem naczelnym „Kuriera Polskiego” w Warszawie, gdzie mieszkał i pracował…

W latach 1976–1981 był przewodniczącym, a następnie w okresie 1992–2006 (do śmierci) kanclerzem Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu. Order Uśmiechu po jego wystąpieniu przed zgromadzeniem plenarnym ONZ w Nowym Jorku został umiędzynarodowiony i uznany za jedyne dziecięce odznaczenie międzynarodowe.  Wchodził w skład władz Stronnictwa Demokratycznego, był członkiem Prezydium Centralnego Komitetu w latach 1990–1991, następnie działał w Kongresie Liberalno-Demokratycznym.

Pełnił obowiązki prezesa Towarzystwa Kontroli Rekordów Niecodziennych oraz wiceprezydenta Fundacji Młodej Polonii.  W latach 1998–2006 był prezydentem Polskiej Federacji Międzynarodowego Mieszanego Zakonu Wolnomularskiego Le Droit Humain.  Został pochowany 12 grudnia 2006 na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie w Panteonie Żołnierzy Polski Walczącej…

Otrzymał tytuł honorowego obywatela Izraela, i Sprawiedliwego wśród Narodów Świata (2001)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Cezary_Leżeński

A tak pisał po jego śmierci niezawodny T. Cegielski:

„…w latach 90. założyciel i redaktor naczelny miesięcznika „Poland Today”, także współzałożyciel Stowarzyszenia Miłośników Tradycji Mazurka Dąbrowskiego…

Pożegnaliśmy Czarka we wtorek 12 grudnia 2006 roku na Cmentarzu Wojskowym Powązki w Warszawie, o godz. 13.00 przy asyście wojskowej oraz ekumenicznej asyście religijnej pastora Kościoła ewangelicko-reformowanego, księdza Kościoła rzymsko-katolickiego oraz rabina. Obecni byli także siostry i bracia wszystkich Obediencji polskiego wolnomularstwa.”

**) „I chyba podzieliłby los tysięcy synów biednych rodzin, gdyby nie dr Tadeusz Uranowicz (1846-1913) – znany, wybitny brzeżański lekarz. On to postanowił zaopiekować się zdolnym chłopcem, całkowitym sierotą, i przyjąć go pod swój dach. Jest wiele domysłów, jaki był powód tego wspaniałego gestu Tadeusza Uranowicza. Jeden z nich głosi, iż Uranowicz, mając syna jedynaka, któremu niespecjalnie wiodło się w gimnazjum, poradził się dyrektora szkoły, co do wyboru jednego z uczniów, który pomagałby jego synowi w odrabianiu lekcji. Dyrektor wskazał na Edwarda Rydza. I tak zaczęła się wielka przyjaźń między Edmundem Uranowiczem (późniejszym wiceprezesem Sądu Okręgowego w Brzeżanach) a przyszłym marszałkiem Polski. Po kilku miesiącach wspólnej nauki dom doktorostwa Uranowiczów w pobliżu kościoła farnego stał się domem rodzinnym Rydza. Biedny chłopiec stał się członkiem bogatej brzeżańskiej rodziny. Łaskawy los dał mu szczęście. Rydz był uczynnym, pogodnym, młodzieńcem. W krótkim czasie stał się w Brzeżanach pupilem nie tylko Uranowicza, ale też kilku pierwszorzędnych rodzin w tym mieście, m.in. Widmanów (Michalina Widmanowa była znaną brzeżańską chiromantką, która miała przepowiedzieć Edwardowi wielką karierę) oraz Jana i Wiktorii Hozerów – wspaniałych społeczników, artystów i intelektualistów brzeżańskich.”

„Około roku 1900 mieszkało w Brzeżanach 4600 Polaków, 3100 Rusinów i 5300 Żydów.”

10 listopada 1936 prezydent Mościcki mianował Rydza generałem broni i jednocześnie marszałkiem Polski, a już 9 lutego niespodziewanie umiera jego „brat” Edmund Uranowicz. Rydz jest wtedy zajęty polowaniem z mar. Hermannem Göringiem…

Wielki rabin, który kochał Polaków i został katolikiem

Ostatnia hucpa izraelska, chyba na zasadzie kontrastu, przypomniała mi postać Eugeniusza Zolli’ego. Urodził sie w 1881 w Brodach jako Izrael Zoller. Jego matka pochodziła ze znanej rodziny uczonych rabinów, a ojciec z bogatej rodziny właścicieli fabryki włókienniczej w Łodzi. W 1893 poznał Staszka, z którym chodził do gimnazjum w Stanisławowie. Jak pisze w swoich wspomnieniach, opublikowanych w 1954 pt. Byłem rabinem Rzymu, w klasie było 36 uczniów – 6 żydów i 30 chrześcijan: „My, chłopcy żydowscy, bardzo lubiliśmy naszych chrześcijańskich kolegów, a oni lubili nas. Nic nie wiedzieliśmy o rasizmie…”. Izrael często odwiedzał Staszka w jego mieszkaniu, gdzie razem po południu odrabiali lekcje. Staszek mieszkał tylko z mamą, jego ojciec kolejarz ich odumarł:

„Obydwoje byli oszczędni w słowach, stosunki między nimi nabierały szczególnego wyrazu. Miałem wrażenie, że matka bardzo szanuje syna… Staszek był dobry, łagodny, inteligentny i pilny. Czułem, że mnie lubi. Także i jego matka mnie kochała.

Ani podczas nauki, ani w czasie przerwy nie było śmiechu i żartów. Wydawało się, że w tym białym pokoju, w obecności krzyża, nie można było być innym jak tylko spokojnym, uprzejmym i dobrym.”

Później, po przeprowadzce do Włoch, Izrael musiał zmienić swoje nazwisko na Zolli. W 1939 przyjął nominację na prestiżowe stanowisko Naczelnego Rabina Rzymu oraz dyrektora Kolegium Rabinicznego. We wrześniu 1944 r., w święto zadośćuczynienia Jom Kipur, rabin Zolli przewodniczył uroczystym modlitwom w synagodze. W czasie ich trwania w pewnym momencie  zobaczył jaśniejącą postać Chrystusa ubranego w białą szatę. Usłyszał wtedy w swoim sercu głos, który mówił: „Jesteś tu po raz ostatni”.

Po kilkutygodniowym przygotowaniu, 13 lutego 1945, Główny Rabin Rzymu przyjął wraz ze swoją żoną chrzest w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Anielskiej, w kaplicy przy zakrystii tego kościoła. Na chrzcie obecnych było tylko 15 najbardziej zaufanych osób. Izrael Zolli przybrał imię Eugenio (w dowód wdzięczności dla Piusa XII), a jego żona imię Maria.

Po chrzcie wyjaśniał, że Stary Testament jest zaszyfrowanym telegramem, który Bóg przekazał ludziom, a jedynym kodem i szyfrem do pełnego odczytania jego treści jest Jezus Chrystus, który jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. I pisał: „Wy, którzy urodziliście się w religii katolickiej, nie zdajecie sobie sprawy z ogromnego skarbu, jakim jest wiara i łaska Chrystusa, które posiadacie już od dzieciństwa. Ktoś, kto tak jak ja dotarł do łaski wiary po długim okresie poszukiwań, docenia wielkość tego daru i przeżywa ogromną radość bycia chrześcijaninem”.

PS. E. Zolli tak napisał: „Gdybym umiał napisać książkę o Maksymilianie Kolbem – nie jestem tego godzien, nawet gdyby Opatrzność Boża mi dała tę zdolność – zatytułowałbym ją: Ojciec Maksymilian Kolbe umiera z miłości.”

 

Grabież Polski – ta rewolucyjna, i ta zaborcza

Gawęda Betacool’a nt. niezrównanego Kołłątaja przypomniała mi mój stary tekst, który daje nieco szersze tło dla wyczynów tego jegomościa, i wart jest myślę przytoczenia poniżej.

Z drugiej strony, ta pierwsza rewolucyjna grabież w Rzeczpospolitej staje w szeregu szczególnego, bandyckiego łańcucha. Łańcucha o którym tak łatwo zapominają piewcy „inherentnego” zacofania cywilizacyjnego i „naukowego” Rzeczpospolitej. Wpierw była królowa Krystyna, która w czasie wojny 30-letniej nakazała wojskom szwedzkim grabież totalną, ze szczególnym uwzględnieniem bibliotek. Jej instrukcje Szwedzi twórczo rozwinęli w czasie Potopu, tworząc w ten sposób zręby tak sławnej dzisiaj szwedzkiej nauki i kultury.

Pomimo zarazy szwedzkiej i działaności rodzimych rewolucjonistów sporo się jednak udało uratować, na jakiś czas. Najlepiej o tym świadczy działalność braci biskupów Załuskich, Józefa Andrzeja (Jędrzeja), Andrzeja Stanisława oraz Marcina:

„Po upadku insurekcji kościuszkowskiej zbiory Biblioteki zostały zrabowane przez Rosjan i wywiezione w okresie od grudnia 1794 do stycznia 1795 na rozkaz Katarzyny II do Petersburga, gdzie stały się w roku 1814 zrębem Cesarskiej Biblioteki Publicznej (obecna nazwa – Rosyjska Biblioteka Narodowa). Liczący 400 tysięcy tomów, 20 tysięcy rękopisów i 40 tysięcy rycin zbiór doznał uszczuplenia w czasie transportu do Petersburga. Na miejsce dotarło tylko 260 tysięcy woluminów, 11 tysięcy rękopisów i 24 500 rycin.

Po I wojnie światowej zbiory dawnej Biblioteki Załuskich zostały częściowo zwrócone w latach 1921–1934 na mocy traktatu ryskiego. Stopniowo włączane od 1928 do Biblioteki Narodowej, uległy w znacznej części zniszczeniu w 1944, podpalone przez wojska niemieckie…

Zawiązek zbiorów stanowiły prywatne biblioteki Andrzeja Olszowskiego, Andrzeja Chryzostoma Załuskiego i Józefa Andrzeja Załuskiego, pomnożone przez jego braci: Marcina i Andrzeja Stanisława. W skład kolekcji Andrzeja weszły zbiory rodzinne oraz biblioteka Sobieskich, której najcenniejszą część stanowiły zbiory Żółkiewskich, składające się m.in. ze spuścizn po królach Zygmuncie Auguście i Stefanie Batorym.”

__

Król Staś, bracia Sułkowscy i reszta über-złodziei (5 XII 2015)

Od dawna nie mogę się doczekać poważnego tekstu nt. powstania Komisji Edukacji Narodowej. Od czasu do czasu ktoś obiecuje, ale w efekcie dalej nic nie ma. Wczoraj przypadkowo natknąłem się na kilka szczegółów i muszę sam coś napisać, bo się uduszę…

Zacznijmy od księcia Aleksandra Józefa Sułkowskiego, który „wychowywał się przy dworze królewskim (był paziem), gdzie zaprzyjaźnił się z jedynym legalnym synem Augusta II Mocnego. Sułkowski był najbliższym doradcą następcy tronu, a od 1733 króla i elektora Augusta III. … W styczniu 1738 kupił od króla Stanisława Leszczyńskiego (który był zmuszony zrzec się z korony polskiej i wyjechał z kraju do Francji w 1709), wszystkie jego dobra w Rydzynie i Lesznie. … Dnia 18 marca 1754 uzyskał od cesarzowej Marii Teresy tytuł księcia Rzeszy, wraz z prawem primogenitury (tytuł książęcy przechodzący na najstarszego syna). W tym samym roku prawo używania tytułu książęcego rozszerzono do wszystkich członków rodu, podnosząc jednocześnie państwo bielskie do rangi księstwa. Książę Aleksander Józef zmarł w Lesznie 21 maja 1762. Posiadał czterech synów z pierwszego małżeństwa: Augusta Kazimierza, Aleksandra, Franciszka i najmłodszego Antoniego Pawła.”

Trzej z nich wielce się zasłużyli przy gigantycznej grabieży dóbr jezuickich i zarazem okradaniu KEN. Zanim do tego przejdę, wymienię tylko najważniejsze wyróżnienia zdobyte przez owych braci S.:

Antoni: „22 lipca 1793 roku podpisał traktat cesji przez Rzeczpospolitą ziem zagarniętych przez Rosję a 25 września cesji ziem zagarniętych przez Prusy w II rozbiorze Polski. … W 1776 odznaczony rosyjskim Orderem Świętego Andrzeja Apostoła Pierwszego Powołania, kawaler maltański. W 1779 odznaczony Orderem Orła Białego. W 1777 został kawalerem Orderu Świętego Stanisława. W 1760 roku odznaczony Orderem Świętego Aleksandra Newskiego. W 1776 roku odznaczony Orderem Świętej Anny. Był komandorem Orderu Opatrzności Bożej.”

August: „Po 1755 został kawalerem maltańskim, kawaler rosyjskich orderów Św. Andrzeja Apostoła Pierwszego Powołania i Aleksandra Newskiego, bawarskiego Orderu Świętego Huberta.” Podobno był także parem Anglii??

Franciszek: „W 1778 odznaczony Orderem Orła Białego, kawaler bawarskiego Orderu Świętego Huberta w 1760, rosyjskiego Orderu św. Aleksandra Newskiego, w 1774 kawaler Orderu Świętego Stanisława.”

Wróćmy do zasadniczego tematu tej notki, czyli gigantycznej grabieży dóbr jezuickich z racji utworzenia KEN. W zasadzie, wystarczy przeczytać czym były Komisje Rozdawnicze Koronna i Litewska:

„W 1773 roku Sejm Rozbiorowy w milczeniu przyjął breve kasacyjne Klemensa XIV Dominus ac Redemptor. Stanisław August Poniatowski dążył do przejęcia zarządu nad majątkiem pojezuickim poprzez podsunięte osoby, by uzyskać nowe źródło dóbr dla kaptowania swoich zwolenników. Wyznaczona przez monarchę komisja miała administrować pojezuicką masą majątkową i czuwać nad jak najkorzystniejszym obrotem kapitałów, przeznaczonych na edukację publiczną. Projekt ten wniósł w czasie obrad delegacji 8 października 1773 roku podkanclerzy litewski Joachim Chreptowicz. Zgodzono się utworzyć komisję edukacyjną oraz lustracyjną. Do zadań tej drugiej miało należeć zbadanie wartości pojezuickiego majątku ruchomego i nieruchomego. Marszałek Adam Poniński przystał na ten projekt z zastrzeżeniem, by nieruchomości oddano w emfiteuzę szlachcie rodowej. 14 października 1773 na wniosek Stanisława Augusta Poniatowskiego i za zgodą ambasadora rosyjskiego Ottona Magnusa von Stackelberga powołano Komisję Edukacji Narodowej.

Jednak przed przybyciem lustratorów magnaccy fundatorzy dzieł jezuickich i ich sukcesorzy zdołali zabrać dużą część majątku pojezuickiego, niejednokrotnie zajmując ich grunta i przesuwając kopce graniczne. Także sami lustratorzy dopuszczali się kradzieży.

14 marca 1774 przyjęto wniosek kanclerza wielkiego koronnego biskupa poznańskiego Andrzeja Stanisława Młodziejowskiego by powołać dwie komisje rozdawnicze: koronną oraz litewską, liczące po 14 senatorów i 32 posłów, do sprzedaży dóbr.

Szacowana wartość mienia jezuitów przejętego przez Rzeczpospolitą wynosiła 32 mln zł [to dzisiaj więcej niż miliard euro – mój dopisek; bez korekty na populację]. W zakupie dóbr ziemskich miała uczestniczyć tylko dawna szlachta rodowita, zaś nieruchomości w miastach mogła nabywać również świeża szlachta i mieszczanie; kolegia pojezuickie pozostawiono do dyspozycji KEN. Dobra ruchome i sprzęty nieprzydatne w edukacji sprzedano na licytacji.

Wszelkie srebra kościelne oddano do mennicy, nie wyłączając monstrancji. W czasie likwidacji majątku dopuszczano się wielu malwersacji, nagminnie dochodziło do przypadków korupcji. Oblicza się, że nawet połowa materiału przesyłanego do mennicy mogła być przejęta na cele prywatne przez lustratorów i ich pomocników. Według ówczesnych świadectw, dochodziło do sytuacji, gdy ludzie klękali przed końmi, których szory były zrobione ze sreber pojezuickich znajdujących się na ołtarzach.

Ze sprzedaży naczyń kościelnych 1,5 mln złp przypadło Augustowi Kazimierzowi Sułkowskiemu, 600 tysięcy złp biskupowi wileńskiemu Ignacemu Jakubowi Massalskiemu, tyle samo kanclerzowi Młodziejowskiemu. Znaczną sumę przekazano także królowi.

W komisjach rozdawniczych dużą rolę odgrywali m.in. Adam Poniński, hetman polny koronny Franciszek Ksawery Branicki, marszałek wielki litewski Władysław Gurowski, biskup wileński Ignacy Jakub Massalski, biskup poznański Andrzej Stanisław Młodziejowski. Nuncjusz Giuseppe Garampi skarżył się na wymienionych biskupów do Rzymu, że przeprowadzając sekularyzację dóbr pojezuickich, przywłaszczyli sobie znaczne sumy, pozwalając na zabór kielichów, sreber i naczyń kościelnych. Wzburzony nazywał Polaków narodem bezprzykładnym. Sam biskup Massalski dopuścił się defraudacji 300 000 złotych polskich z funduszy przeznaczonych na edukację. Według ówczesnych świadectw członkowie komisji dopuszczali się łupiestw i kradzieży, rozdzielając pomiędzy siebie lub swoich krewnych za bezcen dobra pojezuickie. Dobra i kapitały jezuitów przejmowali komisarze rozdawniczy, członkowie delegacji sejmowej, dworzanie i faworyci królewscy. Niejednokrotnie król podpisywał przywileje na emfiteuzę na żądanie swoich faworytek.”

Szkoda mi miejsca na długie listy odznaczeń jakie otrzymali pozostali „bohaterowie” tych wydarzeń: wystarczy dodać, że (dużo) później gardłem zapłacił tylko biskup Massalski… Z drugiej strony, biogram Adama Ponińskiego wart jest lektury

W 1941 Ambroży Jobert opublikował swoją pracę doktorską złożoną w Uniwersytecie Lyońskim, którą dopiero po 38 latach przetłumaczono na język polski pt. „Komisja Edukacji Narodowej w Polsce (1773-1794). Jej dzieło wychowania obywatelskiego”. Tam znajdziemy dodatkowe informacje o osobistych, prywatnych „pożyczkach” jakie uzyskali następujący działacze owych komisji:

Poniński – 300 000 florenów
Młodziejowski – 200 000 florenów
Lubomirski – 535 000 florenów
Antoni S. – 260 000 florenów
August S. – 237 000 florenów
Franciszek S. – 1 722 000 florenów, czyli dzisiaj około 200 mln euro !!

A tymczasem sama KEN, oczywiście, borykała się z elementarnymi brakami finansowymi; m.in. zabrakło środków na planowane utworzenie Uniwersytetu w Warszawie…