Co Dmowski zaczął my musimy skończyć…

W drugiej połowie XIX wieku wpływy Żydów w Wielkiej Brytanii stały się olbrzymie, ale pisać o tym otwarcie „nie wypadało” i nadal nie wypada – np. książkę pt. Jews, and the Jews in England (Boswell, 1938) jej autor Antoni Ludovici podpisał pseudonimem, nomenomen Cobbett. A jest tam ciekawy fragment o zebraniu rabinów w… Krakowie, w 1840:

« a speech delivered by the Jew Moses Montefiori before an assembly of Rabbis at Cracow as long ago as 1840, in which, rebuking them for their ineffective methods, he said: What are you drivelling about? As long as we have not got control of the Press, all your chatter is useless [Dopóki nie mamy kontroli nad prasą, wasze gadanie jest po próżnicy]. You can do no good whatsoever with your societies, loans, bankruptcies and that sort of thing. As long as we cannot make use of the Press in order to stultify and delude the world, our efforts will be of no avail, and our domination will remain a will-o’-the wisp. »

Ów Mojżesz Montefiore, syn Racheli z Mocattów, to drugi w brytyjskiej historii żydowski baron zaraz po Natanie Rotszyldzie, szwagrze jego żony z Cohenów… Tymczasem nasz Antoni – dalej w tym duchu:

« Thus, the Jewish writer Simon Wolf, writing as long ago as [in] 1888, was able to say of the Jews: We all know that the first bankers of the world — Rothschilds — are Jews; we know they control not only the money market, but also the political destiny of the European world . . . The Press of Europe is mostly controlled by Jews; the leading editors are Jews.  »

O rządzie Lloyda George’a, z którym przyszło nam się zmierzyć w Wersalu mówiono, że aby w nim pracować trzeba było znać hebrajski… Wystarczy wymienić czterech prominentnych Żydów, którzy w nim zasiadali: oprócz Sir Rufusa Isaacs, pierwszego w historii prokuratora generalnego w rządzie JKM, byli tam jego kumple liberałowie – wspomniani Sir Alfred Mond (minister zdrowia) oraz Samuel Herbert (wysoki komisarz w Palestynie, przedtem minister spraw wewnętrznych), a na dokładkę „radykalny liberał” – Edwin Samuel Montagu (sekretarz stanu ds. Indii, przedtem ds. finansów).

Jeśli do tego dołączyć postać Sir Lewisa Bernstein Namiera vel Ludwika Niemirowskiego: „Następnie, już jako Namier, zajmował stanowisko eksperta w brytyjskich ministerstwach propagandy (1915-1917), informacji (1917-1918) oraz w ministerstwie spraw zagranicznych (1918-1920). W tym okresie był głównym antagonistą Romana Dmowskiego i przeciwnikiem odradzającej się państwowości polskiej.” – uzyskujemy właściwą perspektywę dla zrozumienia ogromu wysiłków nie tylko Dmowskiego, ale także naszego wielkiego przyjaciela – Roberta Lorda.

Kropkę nad i postawił Hipolit Korwin Milewski, który przytoczył w swoich wspomnieniach, niedawno wydanych przez Klinikę Języka, takie oto wypowiedzi Maurycego Rotszylda (syna Edmunda):

„Jeśli na Kongresie oficjalnym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej będzie (nie wymieniając nazwiska) ten „były od miasta Warszawy członek Dumy Państwowej Rosyjskiej”, który zyskał wszechświatowy rozgłos jako zajadły antysemita, to cały Izrael i p. Rothschild sam będą uważali taką nominację za policzek wymierzony w twarz całego ich narodu i stosownie do tego postąpią. Hrabia Orłowski powinien wiedzieć, że wpływy żydowskie na postanowienia Kongresu pokojowego są bardzo wielkie. Niechaj wie z góry i uprzedzi, kogo należy, że kiedy Polska będzie oficjalnie reprezentowana przez tego pana, to Izrael zastąpi jej drogę ku wszystkim jej celom, a one są nam znane. „Wy nas znajdziecie na drodze do Gdańska, na drodze do Śląska pruskiego i do Cieszyńskiego, na drodze do Lwowa, na drodze do Wilna i na drodze wszelkich waszych projektów finansowych. Niech pan hrabia to wie i stosownie do tego postąpi.

Nazajutrz po podpisaniu Wersalskiego Traktatu zdarzyło się, że Orłowski spotkał się z tymże baronem Maurycym de Rothschildem w towarzystwie p. Filipa Berthelota, wówczas dyrektora, a dziś sekretarza generalnego przy Ministerstwie Spraw Zewnętrznych francuskich, u jakichś wspólnych przyjaciół i p. Rothschild prosto z mostu:

– „Hrabio Orłowski, czy pamięta pan naszą rozmowę w przeszłym listopadzie?

– „Pamiętam.

– „Otóż pan byłeś uprzedzony i nie możesz się skarżyć, że się stało to, co panu przepowiadałem: „ça y est”.Nieprawdaż, Berthelot?

– Ale pan Berthelot się wykręcił tym, że tą częścią traktatu się nie zajmował.

Gdy Orłowski skończył swoją opowieść, zapytałem go:

– „A cóż, czy powtórzyłeś tę całą rozmowę z Rothschildem p. Romanowi Dmowskiemu?

– „Nie, bo to było bardzo drażliwe, ale uprzedziłem jego bliskiego przyjaciela Jana Żółtowskiego.”

O ile znam zacnego, ale do przesady delikatnego p. Jana Żółtowskiego, to musiał on tego polecenia nie spełnić. Zresztą pytanie, czy nawet uprzedzony i gotów do osobistego poświęcenia p. Dmowski mógłby z licznych innych względów usunąć się bez znacznej szkody dla sprawy. Tylko prawdopodobnie miałby się na ostrożności i uniknąłby pewnych antysemickich manifestacyj, które Żydów i ich Kongresowych szabesgojów jeszcze bardziej rozjątrzyły.”

 

 

Reklamy

4 myśli na temat “Co Dmowski zaczął my musimy skończyć…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s