Z historii hazardu we Francji, i nie tylko…

Moja notka o polskiej chorobie faraońskiej przypomniała mi o znaczeniu hazardu w historii. I choć tzw. zorganizowany hazard powstał w Wenecji (tj. pierwsze kasyno w Europie), ale to Francuzi nadali mu wyższy status:

W maju 1539 r., po raz pierwszy we Francji, Franciszek I usankcjonował pewną formę hazardu. Nadał kontrahentowi prawo organizacji loterii, zwanej „blanque” w owym czasie – w zamian za dużą stałą roczną opłatę na rzecz Skarbu Państwa. Innowacja ta nie udała się jednak, ponieważ Parlement de Paris odmówił zarejestrowania listu patentowego ustanawiającego loterię. Utrudniając decyzję monarchy o uzyskaniu w ten sposób dodatkowych środków finansowych, ów parlament działał nielegalnie, ale skutecznie. Rzeczywiście, był w stanie przytoczyć królewskie ustawodawstwo, które przez stulecia konsekwentnie utrzymywało całkowity zakaz gier hazardowych pierwotnie wprowadzony przez Kościół ale obecny nawet w „justyniańskich kompilacjach„.

Od średniowiecza do końca Ancien Régime’u monarchowie niestrudzenie powtarzali zakaz hazardu. Saint Louis zabronił hazardu już w 1254 r. Zakaz został przedłużony przez Karola IV w 1319 r., Karola V w 1369 r., Karola IX w 1560 r., a przez Henryka III w 1577 r. Zakazy, które do tej pory występowały w sposób chaotyczny, stawały się coraz częstsze w XVII wieku, a jeszcze bardziej w następnym stuleciu, z piętnastoma aktami królewskimi i kilkoma arrêts de règlement, lub dekretami regulacyjnymi, wydanymi przez różne parlamenty. Na pierwszy rzut oka ta litania zakazów zdaje się pokazywać, jak całkowicie bezsilna monarchia była przeciwko hazardowi, pomimo jej niezachwianej i nadmiernej determinacji, aby całkowicie przezwyciężyć hazard.

Jednakże ukryta za tą legislacyjną fasadą jest znacząca ewolucja zarówno poglądów państwowych, jak i kościelnych na temat hazardu. Wraz z pojawieniem się społeczeństwa dworskiego i podejścia Ludwika XIV, iż by oswoić szlachtę i pozbawić ją wszelkich możliwości opozycji politycznej, zabawiać wyższe klasy – rozrywka stała się jednym z głównych problemów rządu. Hazard okazał się szczególnie skutecznym rozwiązaniem. W związku z tym kazuiści z końca XVII i na początku XVIII twierdzili, że rozsądny, umiarkowany hazard jest legalny, co przywróciło zasadę hazardu do łask. Chociaż legalny zakaz hazardu pozostał, zyskał on pewną moralną legitymację. Według „Dictionnaire des cas de conscience” Pontasa, opublikowanego w 1715 roku, hazard nie był sam w sobie zabroniony, ale raczej z powodu „nieszczęśliwych okoliczności”, do których zwykle prowadzi, takich jak złość, bluźnierstwo lub rozpacz tych, którzy cierpią z powodu wielkich strat. Sam hazard był przez to nieco usprawiedliwiony.

Innym ważnym czynnikiem w względnej obronie hazardu był triumf loterii, które uzyskały przychylność w różnych państwach europejskich w XVII i XVIII wieku. Loterie biletowe pojawiły się w Burgundii w XV wieku i były bardzo powszechne w dużych miastach północnych Włoch w następnym stuleciu. Pod wpływem Genueńczyków zostały one zastąpione przez loterie liczbowe lub lotto, wówczas uznane za nowoczesną formę loterii. System oficjalnych loterii powstał w Genui w 1643 r. i podbił całe Włochy – w tym Rzym, stolicę państw papieskich, mimo że Kościół pierwszy zakazał hazardu. W XVIII wieku powstała loteria państwowa w głównych monarchiach Europy kontynentalnej, w tym w Austrii, Prusach, Hiszpanii i Francji.”

 

Nie będzie Niemiec…

Tam się wybieram latem 2019…

Zrujnowany wojną trzydziestoletnią został odbudowany w latach 1625–1665 przez Karola Ferdynanda Wazę[1].

„Jeden z najstarszych grodów kasztelańskich na Śląsku. Pierwsza wzmianka pochodzi z 1155 r., znajdował się wówczas (i aż do 1810 r.) w posiadaniu biskupstwa wrocławskiego. W XIV wieku otoczony murami. Niszczony wojnami tracił swe znaczenie na rzecz rozwijającej się w sąsiedztwie Nysy, ówczesnej stolicy księstwa biskupiego. Powstanie herbu miasta datuje się na rok 1347. W herbie znajduje się otwarta brama miejska w kolorze białym na niebieskim polu. Od XIV wieku używana jako pieczęć miejska.”

Widok na Południowe Sudety z Jeziora Otmuchowskiego.

Niestety, niemiecka wiki mnie mocno niepokoi: Er ist auch für die heutige Entwicklung der Stadt Otmuchów und der Anliegergemeinden förderlich. Zudem ist er Bestandteil des europäischen Natura-2000-Netzwerks czyli „Przyczynia się także do obecnego rozwoju miasta Otmuchów i okolicznych gmin. Jest również częścią europejskiej sieci Natura 2000″.

http://boson.szkolanawigatorow.pl/kto-kupuje-aki-w-polsce-czyli-przekret-zaozycielski

___

Inspiracja:

PS.

Gra i Karciarze.

GRA I KARCIARZE.

(Obrazek z szlacheckiego życia).

 

Krwią i łzami pisane człowieczeństwa dzieje;
I kraj nasz nieraz ciężkie przechodził koleje!
Po stokroć, gdy szarańcze plon ziemi wyjadły
Pojawiła się nędza a z nią głód wybladły;
– Czarna śmierci posłanka, często dżuma wschodnia
Stosy trupów, haraczem wybierała co dnia;
To znów sroższe niż dżuma i głód i szarańcze
Niszczyły polską ziemię najazdy pohańcze;
Zamieniali w perzynę żyzne nasze włoście
Krzyżak i Szwed i inni nieproszeni goście!
Dzisiaj już nam nie grożą pohańskie zagony,
Butny Szwed siedzi cicho, bo sam zagrożony;
– I morowem powietrzem już Bóg nas nie karze,
I szarańcza mniej częsta na lackim obszarze.
Lecz nowa oto klęska obrzydła i wściekła,
Na nieszczęśliwy ród nasz wypuszczona z piekła
Niszczy majątki, zdrowie, chwieje sumieniami
I charakter narodu upadla i plami!……
Tą klęską dzisiaj w Polsce jest gry smutny narów:
A karty zastąpiły głód, mór i Tatarów!
Prawdać że to nie całkiem nowy wynalazek:
Oddawna świat ubóstwiał karciany obrazek!
Już Opaliński miotał na kosterów lancę
A Krasicki z przekąsem pisze o hapance.
– Przecież gra, mniej chłonęła pieniędzy i wczasu,
Była skromną zabawką do zabicia czasu;
– Nie słychać, by na kartę stawiał gracz szalony
Włość po ojcach, chleb dzieci, albo posag żony;
By spłacić dług karciany przezwan honorowym
Nie szły do żydów srebra z klejnotem rodowym. ,
Złotówką nie dukatem walczyli szermierze:
Ja sam z księdzem proboszczem grałem o pacierze.
Dawniej, zimową porą, gdy w dom pana Jacka
Pan sąsiad Kalasanty zawitał znienacka,
Było się na co patrzeć, gdy po pogadance
O siewbie i o młockach (przy węgrzyna szklance
Co budzi afekt w sercu a troski rosprasza)
Zasiedli staruszkowie do partyi Marjasza.
Po półzłotku do stawki – za symplę sześć groszy
A dwanaście za dublę; – lecz ileż roskoszy
Na ich twarzach, a w ustach jaki uśmiech szczery
Gdy który z nich, brał ciągle Tuzy i Kozery
– A nadewszystko, jakaż tryumfalna chwila
Gdy w przedostatniej karcie wyciągnął Pamfila
I zadawszy z czterdziestu, musnął wąs sierdzisty,
Dograł – i biorąc pulę, krzyknął: perdidisti!
Po dwugodzinnej walce zmiennej alternaty,
Okazało się w końcu, dziesięć złotych straty.
– Zwycięzca nie zrujnował sąsiedzkiego mienia,
Zwyciężony spał smaczno, bez zgryzot sumienia
Nie rwał włosów na głowie w komicznym zapędzie,
I nie klął się na Boga że już grać nie będzie
Dziś inne obyczaje, – dzisiaj szlachta nasza
Gardzi już skromną stawką starego marjasza
Drużbart i Kiks, praojców niewinne zabawy,
Zeszły z pańskich stolików na lokajskie ławy.
Już i Wist, gra poważna, stała się zbyt nudną
Bo przy rozsądnym Wiście zrujnować się trudno!
Trzeba gier postępowych na oświaty czasy:
Nastały Preferanse, Sztosy, Gierylasy,
Diabełek wybiegł z piekła i służy z ochotą
Zagarniając pot kmiotków stopiony na złoto
A Faraon pochłonion falami morskiemi,
Wypłynął – i króluje w błogiej Piasta ziemi!
Patrzcie! w dzień uroczysty Swiętego Michała
Na dwór solenizanta, szlachta się zjechała
– Bankiet suty gościnność ojców przypomina,
Piętrzą się stosy mięsiw, płyną strugi wina;
W liczne m gronie, gwarliwa wszczęła się rozmowa,
Nie brak żartów – lecz słychać i poważne słowa.
– Tu starzec do młodszego zwrócony sąsiada
O dawnych, lepszych czasach z żalem rozpowiada;
Tam wojak, kreśląc palcem wąwóz Sommo-Sierra
Tnie szarżę po obrusie i działa zabiera;
– Inny, późniejsze boje przypomniał – i wzdycha.
. . . A młodzież słucha pilnie i coś szepce z cicha.
– Wtem gospodarz powstawszy przy ostatniej misie.
Z pełną kulawką w ręku, huknął: Kochajmy się!……
Dotąd, zwyczajem ojców szło Patrona święto:
Lecz zaledwie talerze i nakrycia zdjęto
Znalazł się zaraz szuler jeden, drugi, czwarty;
Co gada o partyjce i wyciąga w karty.
– Tamten już siadł za stołem i głosem Judasza
Do banku Faraona amatorów sprasza.
A jak zdradliwy ptasznik sadzi w klatkę wabia,
I nastawione sidła jagodą ozdabia,
Tak pan Anzelm, rubaszną dykteryjką znęca,
I rozsypanem złotem do zguby zachęca.
Otoczył stół fortuny mężczyzn poczet cały
Kobiety opuszczone, w bawialni zostały.
– Młódź nasza, ponętniejszej dziś hołduje Pani,
Uśmiech Damy pikowej stokroć słodszy dla niej!
Rycerze co do nowych turniejów się garną,
Dwie tylko noszą barwy: czerwoną i czarną!……..
Ktoś wyrzekł świętą prawdę godną słów pacierza:
Że namiętność człowieka zamienia na zwierza.
– Patrzcie! w oczach tych graczy jaki wzrok niezwykły:
Szlachetnych uczuć ślady z wszystkich twarzy znikły,
Zostały tylko na nich, potępienia piętna:
Gniew wściekły, podstęp podły i chciwość namiętna….!
Rzadki tam był poniter co uniknął szwanku.
Ow całoroczny dochód już zostawił w banku;
Drugi, trzeci, dziesiąty, zgrany do szeląga
Gra na słowo lub w okół pożyczki zaciąga;
Tamten straciwszy pieniądz, ratuje się fantem,
Stawił złoty zegarek i pierścień zbryljantem,
Duszęby własne rzucił w nurt bankowej rzeki
Gdyby czart nie miał na niej pierwszej hypoteki!…
Pół dnia i wieczór cały i noc całą grano:
A słońce, oko Boże, z za chmur wstając rano
Zastało szlachtę polską nie z lancą na wartach
Nie z modlitwą w kościołach – lecz w izbie – przy kartach!
Znaczne summy osiadły w bankierskiej kieszeni,
A gracze, źli na siebie, wybladli, znużeni,
Rozjechali się wreszcie – robiąc plany drogą
Jak niechybnym sposobem odegrać się mogą!
Nie od dziś, w okolicy krąży już uwaga
Ze Pan Anzelm, zręcznością szczęściu dopomaga
Że ciągnąc Faraona, ręka jego wprawna
Umie zfilować kartę gdy grubo obstawna
Ze stasować na Asa lub ułożyć Lisa,
Jest igraszką dla biegłych palców infamisa!
O tych sztukach sąsiedzi gwarzą pokryjomu,
A jednakże sztukmistrza przyjmują w swym domu;
Kochanym przyjacielem zowią go nie jedni,
Z uwielbieniem słuchają sprośnych jego bredni,
A gdy ich pieniądz wsiąknął do trzosu Anzelma
Mówią: „Miły to człowiek..” choć myślą, że szelma!
O! takie pobłażanie straszną u nas winą;
– Płochością, śród narodów obyczaje giną!
Strzeżmy cnoty praojców, – niech uczciwa ręka
Skalanej dłoni łotra dotykać się lęka
– Niechaj nas niewstrzymują towarzyskie względy
Bo złe z dołu czy z góry, jest ohydą wszędy;
Obcym być nam powinien kto honor swój plami:
By nas świat uszanował – szanujmyż się sami!
Z tych nawiasowych zboczeń powracam do treści
Bo to jeszcze nie koniec mej smutnej powieści!
Dawniej, gdy się zebrało liczne gości grono,
Prawda, że nazbyt częstym kielichem grzeszono;
Lecz gdy wszyscy po uczcie w bawialni zasiędą
U miano czas umilać ciekawą gawędą
O zjazdach Trybunalskich, Sejmikowych mowach,
O figielkach Kaniowskich i Nieświezkich łowach,
O bitwach w których ojce przeważnie łamali
Zastępy Turków, Szwedów, Niemców i t. d.
Lecz odkąd zawitały w nasz kraj staroświecki
Manijery francuzkie i rozum niemiecki,
Odkąd pokój bawialny przezwano salonem,
Gawędzić jest prostactwem, a śmiać się, zlym tonem!
Dziś, przy weselnych godach, albo w dzień imienia
Zaraz się dwór szlachecki w szulernią zamienia.
Gdzie niedośpiał Faraon, Diabełek się wkrada
l jak szarańcza, złoto w kieszeniach wyjada;
Lub szalony Preferans, nakształt Tatarzyna
Przez dwie doby rabuje, podpala i ścina!
Kto się nad tajnikami ludzkich serc zacieka
Niechaj się na tych graczów popatrzy zdaleka.
Tutaj przy jednym stole, o! hańbo bez miary!
Nieraz dwóch młodych synów i ojciec ich stary
Zmieszani z rozbestwioną, zapaleńców zgrają,
Bez rumieńca na czole, obok siebie grają!
– Ten, stracił już majątek- pożyczką się łata,
Ztąd wyrwał kilka złotych, a ztamtąd dukata,
I kosztem poniżenia jałmużnę zebraną
Przynosi w drżącej dłoni na pastwę karcianą!
Tamten znów został sknerą choć dawniej żył w zbytku,
Ujmuje własnej gębie strawy i napitku,
Skąpi obuwia dzieciom albo sukni żonie,
Aby oszczędzić grosza – który Sztos pochłonie!
Inny szatańską siłą nad przepaść zagnany,
Naruszył cudzy fundusz w depozyt mu dany
– Niepomny kary Bożej ni ludzkiej pogardy
Wypuszcza szeląg wdowi na banków hazardy!
Ten, odmówił stu złotych krewnemu co w nędzy,
Jęcząc na ciężkie czasy i na brak pieniędzy,
A z pełnym workiem zasiadł śród graczy kamratów
I w party i Preferansa przegrał sto dukatów!……
Lecz i tych gier nie dosyć. Ledwie z końcem lata
Wejdzie do pustych stodół dań ziemi bogata,
Nasze panki sprzedawszy we snopie pszenicę,
Pod pozorem kuracyi spieszą za granicę.
– Większa część z nich tak zdrowa jak ryby w ich stawach
Myśli tylko o balach, koncertach, zabawach;
Jedyną ich chorobą jest do gry ochota,
Chcą kąpać się w krynicach bankowego złota
I pieniądz krwawym potem z niw polskich wydarty
W Badenie i w Homburgu przepuścić na karty!
Lecz są prawdziwie chorzy i tych żal mi szczerze:
Oni do zbawczych źródeł jadą w dobrej wierze
Ale wciągnieni zwolna, przykładu pożogą
Niebezpiecznym pokusom oprzeć się nie mogą;
Niszczą grą, sił nabytek zyskany lekami
I niebaczni! szaleni! mordują się sami!
Doktór kazał pić wody, chłodzić się dyetą,
Aż tu Pan, na pedogrę leczy się Ruletą
Z ręką drżącą namiętnie, z krwią nabiegłem czołem
Bierze łaźnie parowe nad zielonym stołem!
Inny, co miał ratować płuca zagrożone
Całe dnie się kuruje… w Czarne i Czerwone, **
Wbiegła w pierś zrujnowaną, gry ognista żmija
I ostatki żywota swym jadem dobija,
I dobije – i grób mu kopiąc, można siniało
Pisać nad nim: ,.Tu leży samobójcy ciało”…
O szlachetnego zdrowia ożywcza bogini
Nie mieszka w Benazeta ni w Blanka jaskini!***
Jej przy ciepłych powiewach pogodnego nieba
Ciszy, swobodnej myśli i spokoju trzeba!
Swiat gorączkowych wzruszeli, obcym dla niej
Wrogiem każda chuć brzydka, a każda g r a katem!
* * *
Może ta mowa szczera przebrzmi niesłuchana;
Lecz poeta w narodzie ma urząd kapłana;
Gdy mu sumienie każe, powinien z odwagą
Gromić ziomków i prawdę powiadać im nagą!
Mniejsza, że źli i głupi powstaną, nań z wrzawą,
Krzycząc: „Do strofowania kto tobie dał prawo?’ł
Byle choć kilku mądrych i zacnych współbraci
Rzekło, dłoń mu ściskając: „Niech ci Bóg odpłaci”
O! wy wszyscy dotknięci dżumą gry zajadłą.
Od której tyle ofiar w polskiej ziemi padło;
Jeżeli was sumienie własne nie oświeci,
Nie wstrzymają, łzy żony, ani jęki dzieci,
Niech wam wdowia ojczyzna stanie przed oczyma
I błagalnym was głosem nad przepaścią, wstrzyma!
Gdy los srogi na byt nasz chciwym szponem sięga,
Majątek, to ostatnia narodu potęga;
– To wpływ, to niezależność, to część wspólnej broni,
I wielkim grzeszy grzechem kto majątek trwoni?
Na zbytki, na karciarstwo tracąc ojcowiznę
Rozszarpujemy sami rozdartą Ojczyznę!
Ziemię, kędy nam zbiegły błogie dni dziecięce
Wydając z kośćmi przodków w cudzoziemskie ręce
Nie mamy wstydu w duszy, litości nad krajem,
I jak bracia Józefa, własną krew przedajem!
____
Drezno, we wrześniu 1857 r.
Konstanty Gaszyński.
Czcionkami N. Kamieńskiego i Spółki w Poznaniu, ulica Berlińska No. 32
__
**) Rouge et noir znana gra szulerni nadreńskich.
***) Benazet w Badenie a Blanc w Hamburgu, dyrektorowie dwóch sławnych
szulerni europejskich.

Polacy, Nebraska i te zegary atomowe

Nie wiem nawet dlaczego, ale zaintrygowała mnie postać Ryszarda E. Keatinga (stoi na tym zdjęciu) – tego od tych latających zegarów atomowych. Jego notka w wiki jest wprawdzie nader skąpa, no ale od czego są przepastne trzewia internetu…

Ryszard urodził się w maju 1941 w Farwell w Nebrasce –  owo Farwell nazywało się początkowo Posen (czyli Poznań!) i założyli je w 1887 polscy koloniści. Mama Ryszarda była Polką – Loretta Cecylia z domu Borzych (ur. 1911 zm. 1987). Jej grób znajduje się na katolickim cmentarzu św. Wacława w St. Paul, tam gdzie i grób syna:

Ale już groby rodziców Loretty znajdują się na katolickim cmentarzu św. Antoniego: Saint Anthony Catholic Cemetery, also known as Posen Cemetery – Farwell, Howard County, Nebraska, USA

Babcia Ryszarda, Maria, była z domu Lorkowska. Jej z kolei rodzice to „koloniści” – Adam Lorkowski (18401899) i Kunegunda (1849–1938):

Rodzice Ryszarda pobrali się w 1939 – jego matka miała wtedy 28 lat a ojciec tylko 20. W 1942 ojciec chyba zginął na wojnie, kiedy Ryszard miał rok. Loretta była bardzo energiczną kobietą, już w 1933 ukończyła studia w Home Economy Department:Capture d’écran 2018-11-22 à 13.37.43.pnghttps://newspaperarchive.com/lincoln-nebraska-state-journal-may-06-1933-p-15/

Z kolei Ryszard skończył szkołę średnią w St. Paul i dostał stypendium uniwersyteckie dzięki któremu zrobił licencjat z matematyki i fizyki na katolickim (jezuici) Uniwersytecie w Creighton. W 1962 został tam pierwszym prezesem Klubu Fizyki, a w 1963 dostał z kolei prestiżowe stypendium Woodrow Wilsona dzięki któremu zrobił już w 1966 doktorat z astrofizyki na Uniwersytecie w Maryland. Od 1965 do 1995 pracował dla US Naval Observatory w nomenomen Time Service Department. Był świetnym pianistą.

US Naval Observatory’s (USNO) Master Clock Ensemble, Washington D.C., made up of a large number of Symmetricom 5071A cesium beam clocks (rack in background). This provides the time standard for the US military. The large black object in the foreground is a Symmetricom (formerly Sigma-Tau) MHM-2010 active hydrogen maser.

 

Bliźniaki, stodoła i lot dookoła świata

Zgodnie z obietnicą, oto „numeryczne” wyjaśnienie „efektu bliźniąt”, a raczej jego demonstracji z 1971, kiedy to dwóch fizyków (vide zdjęcie) przeleciało się dwa razy wokół świata na pokładzie (komercyjnych!) samolotów wraz z zestawem zegarów atomowych. Porównali zmierzone czasy przelotu na zachód i na wschód z czasami zmierzonymi przez inne zegary atomowe, które zostały na ziemi. Przypominam uzyskane wyniki na różnice pomiędzy czasem T zmierzonym „w samolocie” a tym „na ziemii” t, opublikowane w Science w 1972:

różnica T-t w nanosekundach, teoria różnica T-t w nanosek.,
pomiar
różnica pomiar vs teoria
grawitacja (OTW) kinematyka (STW)   razem
na wschód +144 ±14 −184 ±18 −40 ±23 −59 ±10 0.76 σ
na zachód +179 ±18 +96 ±10 +275 ±21 +273 ±7 0.09 σ

Zgodność teoria vs eksperyment – znakomita! Wkład do tej różnicy T-t a związany z grawitacją i wyliczony przy pomocy ogólnej teorii względności (OTW) nie jest tematem tej notki, ale skomentuję go w niebawem. Policzymy zatem jedynie wkład „kinematyczny”, co można zrobić przy pomocy samej STW.

Przede wszystkim, należy zauważyć, że układy spoczynkowe zegarów w obu przypadkach, w samolocie i na Ziemi, NIE są układami inercjalnymi. Trzeba zatem użyć inercjalnego układu odniesienia, który ma swój początek w środku Ziemi. (Tutaj przypomnę, że obiekty podlegające przyspieszeniom są w STW jak najbardziej opisywane, tak jak choćby „relatywistyczne” cząstki naładowane w akceleratorach). Innymi słowy, mierzone czasy „atomowe” są ze sobą porównane w odniesieniu do czasu „referencyjnego” Tw tymże układzie inercjalnym.

Dla małych prędkości, „nierelatywistycznych”, współczynnik „odwrotny” dylatacji relatywistycznej wynosi 1-V2/(2c2), gdzie V jest prędkością obiektu w układzie inercjalnym. Zatem różnica policzona w układzie inercjalnym pomiędzy czasami zmierzonymi w samolocie (T) i na Ziemii (t) wynosi, w pierwszym, bardzo dobrym przybliżeniu dla T~ t:

T – t = {1 – (Vs+Vz)2/(2c2) – 1+Vz2/(2c2)} t = – (Vz + Vs/2) Vs t/c2 ,

gdzie Vs to prędkość samolotu względem Ziemi, a Vz to prędkość zegarów na powierzchni Ziemi w układzie inercjalnym. Jeśli samolot leci na zachód Vs jest ujemna, a T-t jest dodatnia, a gdy na wschód jest na odwrót. Mając te dane, możemy w końcu podać  jakich wyników oczekujemy dla przelotu non-stop o prędkości 900 km/h (względem gruntu), zakładając loty tuż nad równikiem gdzie Vz = 1667 km/h:

T – t (zachód) = 150 ns,  T – t (wschód) = – 261 ns,

Rzeczywiste loty nie były tak szybkie i nie przebiegały nad równikiem oraz miały specyficzne trajektorie, więc należy po prostu policzyć odpowiednie po nich całki. Odpowiednie wyniki = 96 ns i -184 ns już podałem w powyższej tabelce.

Wkład „grawitacyjny” jest związany z wysokością lotu samolotów, a ponieważ „profile” lotów w obu kierunkach były podobne, toteż wkłady od OTW były bliskie sobie. Dlatego zatem w podwójnej różnicy „zachód” – „wschód”  to wkład „kinematyczny” jest dominujący:

Eksperyment („zachód” – „wschód”) = 273 + 59 = 332 ± 12 [ns],

a przewidywanie teorii = 280 (STW) + 35 (OTW) = 315 ± 28 [ns].

Czyli w efekcie mamy tu mocny test na poprawność samej STW. Z kolei suma „zachód” + „wschód” daje dobry test na efekt grawitacyjny.

__

Na zakończenie warto przypomnieć tzw. „paradoks drabiny”, związany z relatywistycznym skróceniem długości: Wyobraźmy sobie drabinę o długości 20 m przelatującą (w pozycji „wzdłuż”) z podświetlną prędkością przez stodołę o długości 10 m. Ponieważ owo relatywistyczne skrócenie Lorentza wynosi tu akurat 50% miejscowi obserwatorzy stwierdzą, iż „na moment” cała drabina zmieściła się w stodole. Jak to jest możliwe skoro w (inercjalnym) układzie spoczynkowym drabiny ma ona oczywiście 20 m, a to stodoła skróciła się do 5 m?!

A, bo w „układzie spoczynkowym stodoły” faktycznie oba końce drabiny jednocześnie pokrywały się z brzegami owej stodoły podczas gdy w „układzie drabiny” nie! Równoczesność nie jest generalnie zachowana w STW.

PS.

Capture d’écran 2018-11-26 à 15.44.12.pngCapture d’écran 2018-11-26 à 15.44.32.pngCapture d’écran 2018-11-26 à 15.45.01.pngCapture d’écran 2018-11-26 à 15.45.48.pngCapture d’écran 2018-11-26 à 15.55.21.png

 

Szczególna teoria czyli nieistniejący paradoks

Faktem jest, że szczególna teoria względności (STW) ma szczególny dar przyciągania obalaczy. Część z nich przyciąga osoba Alberta Einsteina, czy raczej jego sława, a właściwie chęć jej zburzenia. Argumentują, że to wcale nie on jest odkrywcą, ale zupełnie kto inny i powołują się przy tym także na inne jego „rzekome” osiągnięcia, tak jakby fizyka była tworzona przez indywidua w kompletnej izolacji, a sława była zawsze sprawiedliwa…

Rzeczywiście, tzw. ruchy Browna wyjaśnił głębiej prof. Smoluchowski z UJ, a o krok od otrzymania równań grawitacji Einsteina był Dawid Hilbert. W przypadku słynnej pracy Einsteina z 1905 nt. szczególnej teorii względności było „jeszcze gorzej”,  bo autor nie umieścił tam żadnych odwołań, ani cytowań – w szczególności ani do pionierskich publikacji Henri Poincaré’go ani do tych Hendrika Lorentza („Because Lorentz laid the fundamentals for the work by Einstein, this theory was originally called the Lorentz-Einstein theory…).  Owszem, nawet z paru różnych powodów, zachowanie Einsteina może bulwersować, ale odmawianie mu osobistego i wyjątkowego wkładu w powyższych przypadkach jest zupełnie bez sensu. W dodatku, swą jedyną nagrodę Nobla otrzymał za zupełnie oryginalne wytłumaczenie (także z 1905!) efektu fotoelektrycznego poprzez hipotezę istnienia fotonów – kwantów fal elektromagnetycznych.

Jednak tak czy inaczej, wcześniej czy później obalacze atakują samą teorię względności przedstawiając jej rzekomo paradoksalną, czyli sprzeczną naturę. Ulubionym tego przykładem jest tzw. paradoks bliźniąt. Zacznijmy jednak ab ovo, czyli od przypomnienia, że obalenie STW oznaczałoby automatycznie obalenie równań Maxwella, czyli obalenie elektromagnetyzmu (klasycznego). Bo właśnie historycznie, owa szczególna teoria względności została wywiedziona z rozważań nt. elektromagnetyzmu – wpierw w 1900 przez Poincaré’go i w owym 1905 przez Einsteina – przypomnijmy tytuł jego publikacji: „Zur Elektrodynamik bewegter Körper” (O elektrodynamice ciał w ruchu).

Dlaczego to jest teoria szczególna? A, bo dotyczy TYLKO fizyki w układach inercjalnych, czyli układach odniesienia, w których każde ciało, niepodlegające zewnętrznemu oddziaływaniu z innymi ciałami, porusza się bez przyspieszenia (tzn. ruchem jednostajnym prostoliniowym) lub pozostaje w spoczynku. STW po prostu zawiera w sobie stary aksjomat Galileusza o niezmienności praw fizycznych w tychże układach inercjalnych, ale nowym aksjomatem jest stałość prędkości światła w próżni (= c), niezależnie od ruchu jego źródła czy obserwatora! I właśnie ten aksjomat prowadzi do szeregu spektakularnych zjawisk, kiedy prędkości ciał są bliskie owej prędkości maksymalnej, czyli c. Tutaj warto nadmienić, że słynna relatywistyczna równoważność masy i energii była dla Poincaré’go paradoksem i to właśnie Einstein zrobił ten wielki krok i uczynił z niej zasadę i to wykraczającą poza zjawiska elektromagnetyczne!

Wracając w końcu do tego tzw. paradoksu bliźniąt trzeba znowu podkreślić, że nie jest to żaden paradoks, ani sprzeczność. Wręcz przeciwnie – jest to jeden z najlepszych, pedagogicznie rzecz biorąc, przykładów poglądowych na „działanie teorii”.

W dodatku uważam, iż – co jest wyjątkowe – polska wiki daje lepszy opis problemu niż przegadana i przekomplikowana wersja angielska! U góry dałem obrazek stamtąd, który świetnie wyjaśnia źródło „efektu bliźniaków”. Przypomnijmy o co tam chodzi: o hipotetyczną podróż jednego z bliźniaków z prędkością podświetlną (powyżej to okolo 75% c) na odległość pięciu lat świetlnych – tam i z powrotem. Otóż, przy ponownym spotkaniu okazuje się, że brat-astronauta jest o prawie 4 lata młodszy od brata bliźniaka, który pozostał na Ziemii!

Jak już wyżej wspomniałem – to nie jest żaden paradoks, ale zwykłe przewidywanie STW. Potwierdzone to zostało wielokrotnie, bezpośrednio i doświadczalnie, wprawdzie nie na ludziach, ale na innych obiektach o skończonym czasie życia, a które potrafimy przyspieszać do podświetlnych prędkości**. A jak argumentują nasi obalacze? Np. powołując się na aksjomat względności! Dlaczego mamy jakąś różnicę między braćmi skoro z punktu widzenia brata-astronauty to właśnie Ziemia oddala się z identyczną prędkością, tyle że o przeciwnym zwrocie!

I jest w tym trochę racji, co można zaobserwować na wykresie u góry – rzeczywiście podczas dwóch faz ruchu jednostajnego do i z powrotem – wzajemne obserwacje sygnałów przyjęć urodzinowych braci są IDENTYCZNE!! Symetria jest wtedy zupełna, ale jest złamana w trzech momentach, kiedy nasz astronauta startuje, zawraca i hamuje. I jest złamana w sposób absolutny – brat na Ziemii wie, że to nie on zawraca, bo nie odczuwa żadnych PRZYSPIESZEŃ. Cały efekt bierze się z „przeskakiwania” astronauty pomiędzy RÓŻNYMI układami inercjalnymi: wpierw, z tego w spoczynku do tego w ruchu „do”, potem do tego w ruchu „z”, i w końcu z powrotem do spoczynku. TO właśnie jest przyczyną obserwowanej różnicy wieku, a NIE jakoby inny sposób płynięcia czasu w rakiecie i na Ziemi – czas „własny” (czy „biologiczny”) płynie i tu i tam identycznie.

Za to względnie rzecz biorąc, czyli z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego – czas płynie wolniej w obiekcie poruszającym się względem owego obserwatora. Zatem, obaj bracia tak właśnie interpretują sygnały nt. swoich wzajemnych urodzin, tyle że tylko astronauta dokonuje owych kluczowych (i „absolutnych”) „przeskoków” pomiędzy układami inercjalnymi, które w efekcie powodują absolutną różnicę wieku przy ich ponownym spotkaniu.

_

**) Wyjątek to klasyczny eksperyment z 1971 na „bliźniaczy efekt”, czyli zegary atomowe na pokładzie samolotu. O czym za moment…

___

PS. Żeby uniknąć nieporozumień, tak na wszelki wypadek – brat-astronauta w żaden sposób nie żyje dłużej „z własnego punktu widzenia”, czy też jego koleżanek i kolegów w owej rakiecie – różnica wieku się pojawia dopiero przy porównaniu do tych co zostali na Ziemi. Jest to, innymi słowy, sposób, aby żyć (dużo) dłużej ale tylko z punktu widzenia „ziemskiej historii”… wracając z jeszcze dłuższej i szybszej podróży np. po 300 ziemskich latach.

Zapomniany sowiecki kiler

Po podpisaniu w Brześciu, 3 marca 1918, sowiecko-niemieckiego traktatu pokojowego, „angielski plan” Jaroszyńskiego załamał się. 2 kwietnia owego roku niemieckim ambasadorem w Rosji został Wilhelm von Mirbach, z którym to Karol Jaroszyński rozpoczął tajne pertraktacje w sprawie „finansowej współpracy”. Niestety, już 6 lipca ambasador ginie zastrzelony przez Blumkina – 18-letniego Żyda z Odessy…

Jakub Blumkin urodził się 12 marca (stary styl) w 1900 roku w Odessie. Jego ojciec, Girsz Samojłowicz Blumkin (1865, Sośnica – 1906, Odessa), był sprzedawcą w sklepie spożywczym, a jego matka, Haja-Liwsza Lejbowna (1867, Owrucz -?) gospodynią domową. Przed przeprowadzką do Odessy rodzice mieszkali w Kijowie, gdzie urodziły się ich starsze dzieci.

Od 1914 roku, po ukończeniu Talmud-Tory (bezpłatnej żydowskiej szkoły podstawowej dla dzieci z biednych rodzin), Jakub pracował jako elektryk… Brat Lew był anarchistą, a siostra Róża socjaldemokratką. „W 1914 wstąpił do Partii Socjalistów-Rewolucjonistów, a po rozłamie w partii w 1917 należał do lewicowych eserowców. Od maja 1918 pracował w Czeka, jako szef departamentu ds. walki z międzynarodowym szpiegostwem. 6 lipca 1918, z polecenia kierownictwa lewicowych eserowców, zastrzelił z rewolweru niemieckiego ambasadora Wilhelma von Mirbach-Harffa, co miało się przyczynić do zerwania przez Niemcy pokoju brzeskiego, któremu przeciwna była niebolszewicka lewica. Bunt eserowców w Moskwie po zabójstwie stłumili strzelcy łotewscy.

Blumkin po klęsce przewrotu ukrywał się. Został skazany zaocznie na trzy lata pozbawienia wolności. W 1919 przebywał na obszarze URL, gdzie przygotowywał zamach na atamana Pawło Skoropadskiego. 16 maja 1919 został ułaskawiony na mocy amnestii, a w 1920 wstąpił do RKP(b), gdzie pracował w Ludowym Komisariacie Armii i Marynarki Wojennej oraz Czeka, a od 1923 w GPU.

W lecie 1920 pełnił funkcję komisarza w Armii Czerwonej, a od września był studentem Akademii Sztabu Generalnego. W okresie od listopada do grudnia 1920 zorganizował masowe egzekucje białych oficerów na Krymie po klęsce armii gen. Piotra Wrangla. W latach 1920–1921 był szefem sztabu 79. Brygady, później dowódcą brygady, tłumiącej rebelię na dolnym Powołżu oraz antonowszczyznę. Jesienią został dowódcą 61. Brygady, prowadzącej walki z wojskami von Ungern-Sternberga.

Od 1922 pracował w sekretariacie Lwa Trockiego jako człowiek do zadań specjalnych. W latach 1924–1925 był asystentem pełnomocnika OGPU na Zakaukaziu, a następnie do 1926 pracował w Ludowym Komisariacie Handlu. W latach 1926–1927 główny instruktor wewnętrznego bezpieczeństwa państwa w Mongolii. Od 1928 do 1929 rezydent radzieckiego wywiadu na Bliskim Wschodzie.

W 1929 został wysłany do Francji z misją zabicia dysydenta Borysa Bażanowa. Zamach nie udał się. Jako rezydent OGPU w Turcji, w trakcie powrotu z Indii przez Konstantynopol, spotkał się z Lwem Trockim na Wyspach Książęcych. W 1929 powrócił do ZSRR, wioząc przesyłkę z listami i książkami od Trockiego. Wkrótce potem został aresztowany pod zarzutem przekazywania Trockiemu tajnych materiałów ze stambulskiej rezydentury wywiadowczej. 3 listopada OGPU zdecydowało o rozstrzelaniu „za ponowną zdradę rewolucji proletariackiej”. Wyrok wykonano 8 listopada 1929.”

Nigdy nie został zrehabilitowany.

PS. Taka oto sekwencja wydarzeń latem 1918-go:

6 lipca – ginie ambasador Niemiec

17 lipca – egzekucja carskiej rodziny

2 sierpnia – lądowanie Brytyjczyków w Archangielsku: en.wikipedia.org/wiki/North_Russia_Intervention#Landing_at_Archangelsk

5 sierpnia – Jaroszyński ucieka z Piotrogrodu…