The struggles for Poland x 9 czyli rok 1987 i wcześniej

nie wiem dlaczego pewne fragmenty zostały usunięte…

https://en.wikipedia.org/wiki/Roger_Mudd

W 2016 r. Muzeum Historii Polski otrzymało w darze od Martina Smitha i Jamesa Barkera niezwykłą dokumentację zebraną na potrzeby produkcji Struggles for Poland – ambitnego serialu dokumentalnego z 1987 roku, przedstawiającego XX-wieczną historię Polski. Kolekcja będzie stopniowo opracowywana, digitalizowana i w miarę możliwości udostępniana.


Serial Struggles for Poland został wyprodukowany  przez nowojorska stację telewizyjną WNET, DNA Poland, Ltd., brytyjski kanał telewizyjny Channel Four, Norddeutscher Rundfunk oraz PBS Video. Wyreżyserował go Martin Smith, głównym konsultantem był brytyjski dziennikarz Neil Ascherson, autor towarzyszącej filmowi książki, a narratorem – Roger Mudd. W pracach nad filmem brała też udział Wanda Kościa.

Prawie dziesięciogodzinny serial prowadzi widza przez historię Polski. Po krótkim wstępie na temat rozbiorów, przeskakującym bezpośrednio do rewolucji 1905 roku, zaczyna się właściwa, bardzo szczegółowa opowieść. Jej zasadniczym tematem są starania o polityczną niezależność Polski. Z tej perspektywy strajki Solidarności są wydarzeniem z tego samego porządku co walka o niepodległość.

O ambicji autorów serialu świadczy fakt precyzyjnego przedstawiania spraw, które dla docelowego widza musiały być zupełnie nieznane – choćby działań politycznych Stanisława Mikołajczyka po roku 1945, budowy Nowej Huty czy propagandowych kłamstw o Amerykanach zrzucających z samolotów stonkę. Serial, z założenia spełniający rolę edukacyjną, przedstawia zdecydowanie więcej niż tylko ogólny obraz dziejów Polski. Pozwala on niejako wczuć się w atmosferę przedstawianych wydarzeń.

Dzieje się tak dzięki widocznej trosce o dobór źródeł. Autorzy Struggles for Poland często wykorzystują unikatowy materiał dokumentalny, np. nakręcone przez szwedzkich dziennikarzy sceny protestów robotniczych z lat 80. czy widok zniszczeń wojennych w Przemyślu z roku 1915. Przywoływane są też wypowiedzi świadków historii – od zwykłych ludzi do postaci tej miary co Marek Edelman czy Jacek Kuroń, biorące aktywny udział w przedstawianych wydarzeniach.

W niektórych momentach serial przyjmuje ciekawą metodę przybliżania polskiej historii poprzez kulturę. Informacja o odzyskaniu przez Polskę niepodległości zderzona zostaje z cytatem z Dziadów Adama Mickiewicza, czasy Gomułki ilustrują fragmenty Salta w reżyserii Tadeusza Konwickiego, o II Rzeczypospolitej mówią fragmenty Balu w Operze Juliana Tuwima. Wykorzystane zostają też fragmenty popularnych piosenek.

Materiał zgromadzony przez twórców Struggles of Poland jest najwyższej jakości, co czyni go interesującym nie tylko dla anglojęzycznego, ale także dla polskiego widza. Wśród nagrań przekazanych Muzeum Historii Polski znajduje się m. in. wywiad z prezydentem Polski na uchodźstwie Edwardem Raczyńskim, z Henrykiem Vogelfängerem (odtwórcą roli Tońcia w audycjach Wesołej Lwowskiej Fali), z pisarzem i reżyserem Tadeuszem Konwickim czy z noblistą Czesławem Miłoszem.

Serial Struggles for Poland jest interesujący także jako świadectwo swoich czasów. Usiłuje on podsumować historię i sytuację Polski, przy czym jego producenci nie wiedzą, że wkrótce nastąpią wielkie przemiany roku 1989. Dla dzisiejszego widza końcowe partie serialu mają dzięki temu status „zatrzymanego kadru”, pokazującego rzeczywistość tuż przed przełomem.

 

Odcinki serialu:

Once upon a time (Dawno, dawno temu, 1900-1923)

A false dawn (Fałszywy świt, 1921-1939)

A different world (Inny świat, 1919-1943, na temat Holocaustu)

Occupation (Okupacja, 1939-1945)

Friends and neighbors (Przyjaciele i sąsiedzi, 1939-1945)

Bright days of tomorrow (Jasne dni jutra, 1945-1956)

The sweepers of squares (Zamiatacze placów, 1956-1970)

In this life (W tym życiu, 1900-1979)

The workers state (Państwo robotników, 1970-1987)

Oprócz serialu Martin Smith wyreżyserował film Wysłannik z Polski, stanowiący wywiad z ponad 70-letnim Janem Karskim.

***

Martin Smith urodził się 28 stycznia 1949. Studiował literaturę porównawczą na Brown University, a na New York University kształcił się w Instytucie Filmu i Telewizji. Jest autorem bądź producentem filmów dokumentalnych o Chinach, II wojnie światowej oraz o wojnie w Wietnamie. W roku 1998 założył niezależną firmę producencką RAIN Media. Zdobył m. in. nagrodę EMMY, nagrodę Brytyjskiego Instytutu Filmowego oraz nagrodę Royal Television Society. Pracował w United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie jako Dyrektor Wystaw, za co został odznaczony przez prezydenta USA Billa Clintona.

Coco, kapitaliści oraz pewien zawzięty filosemita i upadek de Gaulle’a

 Coco w 1920

__

W tym samym 1924 roku, kiedy to w Krakowie przy ulicy Józefitów powstała firma „Doktora Lustra Preparaty Kosmetyczno-Lekarskie Miraculum”, właściciele sławnej firmy Bourjois – bracia Wertheimer podpisali w Paryżu kontrakt ich życia.

 A zaczęło się to w 1922 w słynnym Deauville, jednym z francuskich sopotów (obok Biarritz, Nicei, itd.), kiedy to ich wspólnik, Teofil Bader, właściciel paryskich Galeries Lafayette przedstawił braciom geniusza mody – Gabrielę Coco Chanel. W tym samym roku Coco zaczęła też sprzedawać w swoich butikach perfumy, wytworzone przez Ernesta Beaux, pod nazwą Chanel Nr 5.

Kiedy w 1924 okazało się, że owe perfumy robią furorę dobiła targu: bracia mieli się zająć „wszystkim”, tj. ich produkcją, komercjalizacją i dystrybucją, a ona za firmowanie tego przedsięwzięcia pod nazwą Les Parfumes Chanel dostała 10% udziałów. Z czasem zaczęła tego mocno żałować, twierdząc że Pierre W. ją wykorzystał no i w 1935 skierowała sprawę do sądu. Nic to nie dało, ale Coco nie zrezygnowała i w 1940, kiedy bracia W. przez Brazylię uciekli do USA, zaczęła próbować wykorzystać „aryjskie” prawo okupacji do przejęcia firmy. I znowu nic z tego – bracia W. przekazali bowiem swoje udziały (także te w Bourjois) pewnemu Francuzowi, Feliksowi Amiot. Przypominam ten sam manewr wykonany w przypadku Banku Sal. Oppenheim…

We wrześniu 1944 Coco była przesłuchiwana przez pewną „francuską komisję oczyszczenia” (un comité d’épuration des FFI) ale po dwóch godzinach została zwolniona, ponoć po bezpośredniej interwencji… Churchilla. Sama Chanel powoływała się przy innej okazji na brytyjskiego ambasadora Duff Coopera. Tak czy inaczej, zaraz potem Coco czmychnęła do Szwajcarii z której wróciła dopiero po dobrych kilku latach. Najlepsze, że jeszcze w 1947 Chanel udało się jednak coś wycisnąć i Pierre Wertheimer w końcu coś jej znaczącego dorzucił…

I tu znowu wracamy do Deauville – warto przy tym odnotować, że mieli tam rezydencję Wertheimerowie, ale nieopodal mają nadal wielką rezydencję francuscy Rotszyldowie. Nam się Deauville źle kojarzy**, ale generalnie słynie z kasyn i wyścigów konnych, w których to wyżywają się obok Rotszyldów także młodsze pokolenia Wertheimerów. W latach międzywojennych odbywały się tam też pokazy lotnicze, ale do spotkania braci W. z owym słynnym lotnikem, wspomnianym już Feliksem Amiotem doszło jeszcze wcześniej bo już w 1916. W efekcie Wertheimerowie sfinansowali SECM czyli firmę produkujacą samoloty (jest tam element polski***). Jednak na masową produkcję samolotów negatywny wpływ miały złe stosunki Amiota z Ministerstwem Lotnictwa oraz ciągłe zmiany techniczne wymagane przez służbę techniczną lotnictwa. W styczniu 1939 Pierre Wertheimer wyjechał z planami technicznymi do Stanów Zjednoczonych, dążąc do założenia fabryki w Nowym Orleanie…

Po wojnie bracia Wertheimer rozpoczęli postępowanie przeciwko Amiotowi, aby odzyskać maksimum, bo ten wychodzi z wojny w dobrej sytuacji finansowej. Został nawet aresztowany 6 września 1944 wraz kierownictwem SECM pod zarzutem współpracy i aspołecznego zachowania, a następnie szybko zwolniony. Postępowanie ostatecznie umorzono w 1947. W listopadzie 1944 zarekwirowano SECM, co w 1946 przekształciło się w nacjonalizację w wyniku polubownej sprzedaży państwu, kończąc działalność Amiota w lotnictwie.

W 1956 Feliks zakłada w Cherbourgu CMN i rozpoczyna produkcję statków. W 1969 dochodzi tam do słynnej afery uprowadzenia przez izraelskie służby pięciu kutrów rakietowych – Vedettes de Cherbourg. A zaczęła się ta afera na początku lat 60tych kiedy to rząd niemiecki nie zezwolił na budowę w stoczni Luerssen kutrów rakietowych najnowszej generacji dla Izraela. Podjął się tego w zamian Amiot i CMN, notabene przy bardzo bliskiej kooperacji ze stocznią Luerssen… Już w 1965 pojawiły się w Cherbourgu pierwsze izraelskie załogi, jednak po wojnie sześciodniowej w 1967 de Gaulle wstrzymał wszelki eksport broni do Izraela. A trzeba pamiętać, że wtedy to Francja była najważniejszym dla Izraela dostarczycielem technologii wojskowych. No, to w maju 1968 wybucha rewolta a w kwietniu 1969 de Gaulle składa dymisję. Tyle, że jego następca, Pompidou, podtrzymuje embargo i Żydzi decydują się po prostu uprowadzić owe kutry, i to w Boże Narodzenie 1969. Pierwszy zniknięcie kutrów, po niewczasie, dostrzega dziennikarz… BBC. No comments.

Do Hajfy kutry dotarły 31 grudnia, a potem z powodzeniem wzięły udział w wojnie Jom Kippur, w 1973.

PS. Przypominam ciąg dat:

5-11 czerwca 1967 – wojna 6-dniowa

en.wikipedia.org/wiki/Long,_hot_summer_of_1967

5 stycznia 1968 – Alexander Dubček został wybrany na sekretarza partii komunistycznej w Czechosłowacji.

8 marca 1968 – początek demonstracji studenckich w Polsce

22 marca – początek protestów studenckich (Maj 1968) we Francji

16 lipca – ultimatum państw Układu Warszawskiego wobec Czechosłowacji.

A co z innymi? O Niemcy nie trzeba się było martwić, a w Wlk. Brytanii od 1964 (Profumo!) rządzili laburzyści. Notabene, Breżniew to też 1964****

__

**) boson.szkolanawigatorow.pl/dwie-kadencje-obamy-i-co-dalej

***) pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Kubala

****) W maju 1967 został przewodniczącym KGB.

His mother Yevgenia Karlovna Fleckenstein (none of the official sources mentioned her name) was a school teacher who died in 1931… It was also reported that his mother belonged to merchantry. In fact Karl Fleckenstein was a rich jewel merchant, owner of a jewellery store, and so was his wife who took over her husband’s business after his accidental death in 1915 (he was confused for a German during the infamous anti-German pogrom in Moscow, although Andropov preferred to refer to it as anti-Jewish).[10][11] The whole family could’ve turned into lishentsy stripped of basic rights if she hadn’t abandoned the store after another pogrom in 1917, invented herself a proletarian background and left Moscow for the Stavropol Governorate along with Andropov’s mother en.wikipedia.org/wiki/Yuri_Andropov

 

Chanel nr 5 i Pani Walewska czyli połamane nogi oraz izraelscy komandosi

Jak powszechnie wiadomo, kosmetyki to bardzo, bardzo poważny biznes. Czasami także mocno niebezpieczny. Notka Coryllusa o której było tu poprzednio przypomniała mi sprawę Miraculum i „mistycznego” Roberta W., a to przywołało inne afery. No, ale po kolei.

Przed półką z wodami toaletowymi w jednym z warszawskich hipermarketów stoi grupka młodych Rosjanek. Nie interesują ich produkty popularnych międzynarodowych producentów, lecz wciśnięte w kąt na samym dole granatowe flakoniki perfum Pani Walewska.

– To ładny zapach – mówi szczupła brunetka. – Używała go moja mama – wtrąca się druga. – Mówiła, że w Związku Radzieckim to był najbardziej luksusowy zapach, jaki można było kupić w sklepach…

A tradycje były wspaniałe. W 1924 roku, gdy świat nie przeczuwał nawet zbliżającego się Wielkiego Kryzysu, w Krakowie przy ulicy Józefitów powstała firma „Doktora Lustra Preparaty Kosmetyczno-Lekarskie Miraculum”.

Dr Leon Luster, lekarz medycyny, należał do pokolenia urodzonych na ziemiach polskich genialnych pionierów przemysłu kosmetycznego, których najwybitniejszymi przedstawicielami byli urodzona w Krakowie Helena Rubinstein, pochodzący ze Zduńskiej Woli Max Factor i twórca marki Nivea gliwiczanin Oskar Troplowitz…

Dr Luster był nie tylko twórcą unikalnych receptur, wybitnym specjalistą od marketingu i zdolnym przedsiębiorcą, ale również człowiekiem przenikliwym. W 1939 roku sprzedał firmę Witoldowi Boehmowi i wyjechał z kraju. Po wojnie zakład upaństwowiono i postawiono głównie na produkcję środków czystości…

Jednak prawdziwa rewolucja nastąpiła za Edwarda Gierka. Seria Brutal zdobyła serca konsumentów od Łaby po Pacyfik. W 1973 roku pojawiły się perfumy Pani Walewska, które zapewne przypadkowo przypominały kilka nut zapachowych Chanel Nr 5, i szybko zyskały miano pierwszych perfum w socjalistycznym obozie. Szczególnie ceniono je w Związku Radzieckim, gdzie używały je nawet gwiazdy kina i piosenki.

Sukces był tak duży, że w 1987 roku utworzono nowy podmiot gospodarczy: Polsko-Radziecką Fabrykę Wyrobów Chemii Gospodarczej i Perfumeryjno-Kosmetycznych Miraculum.”

Trzeba tu uzupełnić, iż Witold Boehm był nie dość że współzałożycielem Miraculum, to i zięciem dr. Lustra. Jego jedyna córka Matylda, która wyszła za owego Boehm’a zmarła w Nowym Jorku w 1999. Nie udało mi się ustalić, gdzie i kiedy zmarli dr Luster i Witold Boehm, ale wiadomo, że owa Matylda przeszła „wojenny szlak” przez Syberię, Teheran i Bejrut, zapewne z armią Andersa i w USA wylądowała w 1948**.

I tu pojawia się Robert Walter, antropozof i „mistrz z Komorowa”, urodzony w 1908 we Lwowie. „Członkowie jego rodziny byli właścicielami fabryki perfum w której powstał min. zapach Pani Walewska. Sam Walter po wojnie pracował jako kiper dla państwowego przemysłu perfumeryjnego. Mieszkał w Komorowie pod Warszawą gdzie prowadził nieformalną grupę ezoteryków skupionych wokół jego obszernej biblioteki (13 tys. tomów), cudem ocalonej z Powstania Warszawskiego…

Znajomymi Waltera byli także ówczesny premier Józef Cyrankiewicz i jego żona, wybitna artystka Nina Andrycz, „ezoteryczna uczennica” Waltera, która opisała spotkania w nim w swej autobiografii Bez początku, bez końca wydanej w 2003 roku. Mimo tej znajomości, nie uniknął on aresztowania w [maju] 1952 roku pod zarzutem „szpiegostwa gospodarczego” i spędził [prawie] trzy lata w więzieniu śledczym na Mokotowie. Pobyt ten zupełnie zrujnował mu zdrowie, już przez całe życie utykał z powodu połamania mu nóg podczas śledztwa. Po wyjściu z więzienia, bez przyznania się do winy i bez procesu nie mógł wyleczyć się z chorób, których się tam nabawił. Wytoczył zatem proces państwu, na którego koszt po wygranej sprawie wyjechał do Lukas Klinik w Arlesheim k. Dornach.”

Taak, w 1955 (?) wygrał proces o odszkodowanie za „pomyłkę” śledczą… tak się jednak składa, że państwowe Miraculum po jego wyjściu z więźnia znowu zaczęło produkować kosmetyki. Zwraca uwagę też taka koincydencja: w 1952 Cyrankiewicz traci tekę premiera na rzecz Bieruta i odzyskuje ją dopiero w 1954…

CDN

___

**) Razem z Beatą Brand z Krakowa (Tarnowa?), jej przybraną córką, która później wyszła za szefa ANL i wydała wspomnienia pt. Bea’s Journey, Bea Schriesheim,
Modern Memoirs, 2003.

 

Wesoły Antoni

Moje większe zainteresowanie sławnym Antonim spowodowała wpierw notka Coryllusa pt. Szaleństwo Antoniego Słonimskiego, a w szczególności jeden cytat z Alfabetu.

„A tu taki fragment: ‚MacLeish Archibald. Poeta amerykański. Laureat nagrodu Pulitzera.

W 1958 w Paryżu na konferencji UNESCO zaproponował mi znany komentator telewizji amerykańskiej CBS Ed Marrow odbycie rozmowy z MacLeishem i Arturem Rubinsteinem na temat sztuki w epoce cywilizacji technicznej. Organizował to jego asystent Dan Shorr. Możemy tę rozmowę odbyć zaraz, póki jestem w Paryżu – zaproponowałem. W Paryżu pan nas nie interesuje – odpowiedział Shorr – Musi pan wrócić do Warszawy. Cały smak tej rozmowy polega na tym, że pan będzie mówił spoza tak zwanej „żelaznej kurtyny”, Rubinstein z Europy, a MacLeish z Ameryki. Sfilmujemy jednocześnie waszą rozmowę, a całość opracuje Marrow.
Gdy wróciłem do Warszawy, ekipa amerykańska zmontowała w moim mieszkaniu piekielnie skomplikowaną aparaturę łączącą Warszawę z Paryżem, a Paryż z Ameryką. Nie widzieliśmy się na ekranach, ale słyszeliśmy się doskonale…’

W 1958 roku ekipa CBS produkuje program telewizyjny w mieszkaniu Słonimskiego?!!!!!

No właśnie, na mnie to też zrobiło piorunujące wrażenie. A do tego doszła ta historia z Daviesem, kiedy to przypadkiem spotyka on w Brighton Antoniego Słonimskiego, no i zaraz polska kariera Normana nabiera rozpędu. Co robiło małżeństwo Słonimskich w Anglii w 1965? Jego biogram mówi o ich pobycie w Londynie w 1972, a o 1965 milczy. Przecież dopiero co, w marcu 1964 wybuchła wielka aftera wywołana przez samego Antoniego, czyli tzw. List 34. Zaczęły się represje – Melchior Wańkowicz został wpierw aresztowany, potem skazany, ale wykonanie wyroku zawieszono. A taki Cat-Mackiewicz nie dał się skazać na procesie – wziął i zszedł w 1966. Tymczasem w 1965 nasz Antoni w najlepsze sobie spaceruje z małżonką w Brighton…

Wrócimy do jego biogramu:

Nie kryjąc swego pochodzenia, krytykował zarówno ortodoksję żydowską, jak i żydowski nacjonalizm. Występował przeciwko fanatyzmowi religijnemu i doktrynerstwu, przeciwstawiając im wiarę (z czasem jednak słabnącą) w siłę rozumu i skuteczność perswazji. Łączył z tym fascynację angielskimi wzorami myśli społecznej i porządku socjalnego (Anglię odwiedzał kilkakrotnie, m. in. w r. 1926 i 1930). Uważał się za sympatyka Polskiej Partii Sojalistycznej (PPS)…

W składzie delegacji polskiej brał udział w XII Kongresie PEN-Clubów w Edynburgu (1934; poznał wtedy osobiście H. G. Wellsa, którego był wielbicielem i propagatorem), a także w XV kongresie w Paryżu (1937), na którym polemizował w obronie wolności słowa z rzecznikami ideologii faszystowskiej. W r. 1934, po kongresie edynburskim, spędził kilka tygodni w Kornwalii…

W czerwcu 1940, z klęską Francji, przedostał się do Londynu, gdzie osiadł na jedenaście lat. Pracował tu w polskiej sekcji British Broadcasting Corporation (BBC). Nadal był członkiem i (do marca 1945) wiceprezesem polskiego PEN-Clubu; w lipcu 1941 wraz z grupą pisarzy odwiedzał polskie obozy wojskowe w Szkocji, uczestnicząc w wieczorach autorskich. W t. r. brał udział w XVII Kongresie PEN-Clubów w Londynie…

Nadal drukował w „Wiadomościach Polskich”, przeniesionych do Londynu, a także w oficjalnym, wydawanym przez Min. Informacji i Dokumentacji RP „Dzienniku Polskim” (1941–3). Gdy w październiku 1941 drogi jego z „Wiadomościami” rozeszły się wskutek nieporozumień politycznych (S. poparł linię polityki Władysława Sikorskiego i jego pakt z ZSRR, „Wiadomości” zajęły stanowisko opozycyjne), podjął współpracę (1941–2) z „Robotnikiem Polskim w Wielkiej Brytanii”, związanym z PPS. Publikował tu m. in. stały cykl Kroniki londyńskie (wyd. wraz z wyborem tekstów wcześniejszych pt. Kroniki londyńskie, oprac. P. Kądziela, W. 1995). Od kwietnia 1942 do listopada 1946 wydawał wspólnie z Karolem Estreicherem miesięcznik „Nowa Polska”, subwencjonowany przez Fundusz Kultury Narodowej. Było to pismo demokratyczne i liberalne, o sympatiach umiarkowanie lewicowych, akceptujące taktyczny sojusz z ZSRR. Wkrótce pozyskało wybitnych współpracowników i rangę liczącego się periodyku literacko-politycznego.

Już wcześniej S. nawiązał współpracę z H. G. Wellsem, z którym redagował Deklarację praw człowieka; jej wersja polska ukazała się w „Nowej Polsce” (1942 nr 2). We wrześniu 1944 podpisał, ogłoszony przez PEN-Club, „Apel pisarzy polskich” o pomoc w staraniach o poparcie dla powstania warszawskiego, rozesłany do in. PEN-Clubów i do najwybitniejszych pisarzy państw sprzymierzonych. Po zakończeniu działań wojennych przyjechał do kraju we wrześniu 1945 wraz z dwutygodniową wycieczką pisarzy i artystów angielskich. Był w Warszawie i Krakowie (gdzie 15 IX miał wieczór autorski). Po powrocie do Londynu działał w komisji przygotowawczej UNESCO, a po powołaniu tej organizacji objął w niej kierownictwo Międzynarodowej Sekcji Literatury i Dramatu; funkcję tę pełnił do r. 1948. Działo się to już z akceptacją Ambasady RP w Londynie, stanowiło więc początek współpracy S-ego z władzami krajowymi i spowodowało otwarty konflikt ze środowiskiem emigracji. W czerwcu 1947 S. odwiedził ponownie kraj. W r. 1948 uczestniczył w Światowym Kongresie Intelektualistów w Obronie Pokoju (Wrocław 25–28 VIII) i podpisał przyjętą tam rezolucję. W l. 1949–51 był dyrektorem podlegającego Warszawie Instytutu Kultury Polskiej w Londynie.

Jesienią 1951 S. wrócił do kraju. Włączył się w nurt działań propagandowych, napisał artykuł potępiający decyzję pozostania na Zachodzie Czesława Miłosza (Odprawa, „Tryb. Ludu” 1951 nr 307), deklarował w niektórych wierszach akceptację Polski Ludowej…

Na VII Zjeździe ZLP w Warszawie (29 XI – 2 XII 1956) S. został wybrany na prezesa Zarządu Głównego i wybór ten był przyjęty jako symbol odnowy życia literackiego [uhaha]. Wkrótce też zaczął być traktowany jako jedna z głównych postaci demokratycznej opozycji. Kontynuował starania o zwolnienie pisarzy więzionych z powodów politycznych. Często wypowiadał się publicznie w obronie wolności słowa i swobód obywatelskich. W związku z pełnionymi funkcjami wiele podróżował… Obradujący w Warszawie X walny Zjazd Delegatów ZLP (3–5 XII 1959), pod presją kół partyjnych nie przedłużył S-emu prezesury na kadencję następną; zastąpił go Jarosław Iwaszkiewicz…

W marcu 1964 S. był inicjatorem, autorem i – wraz z Janem Józefem Lipskim – głównym organizatorem tzw. Listu 34 – pierwszego zbiorowego protestu środowisk intelektualnych przeciwko polityce kulturalnej partii i państwa; 14 III przekazał tekst do kancelarii premiera Józefa Cyrankiewicza. W następstwie otrzymał na pewien czas zakaz druku i naraził się na ataki, m. in. ze strony I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonrej Partii Robotniczej (KC PZPR) Władysława Gomułki i organizacji partyjnej przy warszawskim Oddziale ZLP. W l. 1965 do marca 1968 publikował niewiele; m. in. wydał dwa monologi w tomiku Jawa i mrzonka (W. 1966). W r. 1965 otrzymał nowojorską nagrodę Fundacji Alfreda Jurzykowskiego…

Dn. 19 III 1968, na spotkaniu z aktywem partyjnym w Sali Kongresowej Pałacu Kultury, zaatakował S-ego Gomułka. Po marcu 1968 ponownie został pozbawiony możliwości druku aż do grudnia 1970, kiedy to wraz ze zmianą kierownictwa PZPR zmieniła się sytuacja cenzuralna. W czerwcu 1971 zaprosił S-ego do współpracy „Tygodnik Powszechny” i tu poeta publikował stale felietony, mniej więcej co dwa tygodnie, aż do zgonu. Zostały one później wydane książkowo: Obecność. Felietony 1971–1972 (W. 1973) i Ciekawość. Felietony 1973–1976 (pośmiertnie, W. 1981).

Wiosną 1972 S. wraz z żoną odwiedził Londyn. We wrześniu t. r. rozpoczął druk Alfabetu wspomnień w tygodniku „Polityka” (wyd. książkowe: ocenzurowane W. 1975, pełne – W. 1989). W zbieraniu i weryfikacji materiałów pomocny mu był Adam Michnik, zaangażowany w r. 1972 przez S-ego jako sekretarz. Dn. 10 XII 1972 S. został przyjęty do loży wolnomularskiej «Kopernik» w Warszawie. Od r. 1973 miał rentę specjalną przyznaną przez Prezesa Rady Ministrów…

S. zmarł w Warszawie 4 VII 1976 w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym, w drodze do Domu Pracy Twórczej w Oborach. Został pochowany w Laskach pod Warszawą. Znaczną część dochodów z przyszłych wydań swych dzieł zapisał w testamencie Tow. Opieki nad Ociemniałymi z siedzibą w Laskach. Był odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1954). S. był żonaty (od marca 1934) z Janiną Konerską (Konarską) (zob. Słonimska Janina)**. Nie pozostawił dzieci. W r. 1990 na domu, w którym mieszkał S. w Alei Róż 6 w Warszawie, została wmurowana tablica pamiątkowa.”  (Roman Loth)

No, szczęka opada… tyle anegdot człek za młodu się nasłuchał, o wesołkach przy stolikach kawiarnianych*** itd. itp. Toż ten Antoni to jak Reciu prawie – no wprost wszechobecny i nietykalny. Sprawdziłem trop Recia, tak dosłownie, i oto odpowiedni fragment z książki Podgórskiego:

„W trakcie badania dokumentów dotyczących powstania Grupy Bilderberg w archiwum Retingera w Bibliotece Polskiej w Londynie Autor odnalazł list dr. Fransa de Graafa, osobistego sekretarza księcia Bernharda, datowany 9 stycznia 1957 r., w którym akceptuje on zaproszenie do wzięcia udziału w konferencji Grupy Bilderberg czterech delegatów z Polski. W liście wymieniono przewodniczącego Związku Literatów Polskich – Antoniego Słonimskiego, Eligiusza Lasotę – wydawcę „Po prostu”, Jerzego Turowicza – redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego” i Janusza Groszkowskiego – profesora Politechniki Warszawskiej, późniejszego posła na Sejm, wiceprzewodniczącego Rady Państwa i prezesa Polskiej Akademii Nauk, który był wówczas osobą najmniej znaną z tej czwórki. Profesor Groszkowski w czasie wojny współpracował przy tajnej produkcji nadajników i odbiorników radiowych na potrzeby Armii Krajowej oraz przekazał Brytyjczykom wyniki badań nad pociskami V-1 i V-2, których fragmenty przekazywali partyzanci penetrujący obszar wokół nowego poligonu niemieckiego mieszczącego się w pobliżu wsi Blizna i Pustków, który przejął funkcję dawnego poligonu Peenemünde. Badał także pocisk V-2 znaleziony w Sarnakach, który został wysłany III Mostem razem z Retingerem do Londynu.

List de Graafa był najprawdopodobniej odpowiedzią na list Retingera, w którym zwrócił się do sekretarza księcia Bernharda z prośbą o akceptację rekomendowanych przez siebie osób. Może to świadczyć, że Retinger zabiegał o zaproszenie do wzięcia udziału w konferencjach Grupy Bilderberg także przedstawicieli z Polski. Autor nie odnalazł jednak w zasobach archiwum żadnych dokumentów potwierdzających udział w konferencji wymienionych w liście osób.”

___

**) „Janina Konarska-Słonimska z domu Seideman (ur. 30 kwietnia 1900 w Łodzi, zm. 9 czerwca 1975 w Warszawie) – polska malarka żydowskiego pochodzenia… Pochodziła z rodziny łódzkich fabrykantów Seidemanów. Otrzymała dobre i staranne wykształcenie. Początkowo uczyła się w szkole żeńskiej Kazimiery Kochanowskiej w Warszawie. Następnie kontynuowała naukę na Państwowych Kursach Pedagogicznych dla Nauczycieli Rysunku. Potem studiowała malarstwo, grafikę i rzeźbę w Szkole Sztuk Pięknych. Była ulubioną uczennicą Władysława Skoczylasa w klasie grafiki. W 1918 przyjęła pseudonim artystyczny Konarska, który oficjalnie przyjęła jako własne nazwisko w 1924. W tym samym czasie rodzina Seidenmanów przeszła na katolicyzm, adaptując nazwisko córki w formie lekko zmienionej Konerscy…

W marcu 1934 wyszła za mąż za Antoniego Słonimskiego, poetę i pisarza z grupy Skamandrytów. Małżeństwo to było wielkim zaskoczeniem dla całego środowiska, ale związek okazał się szczęśliwy i trwały. Po zawarciu ślubu Janina Konarska-Słonimska stopniowo wycofała się z życia artystycznego, poświęcając cały czas mężowi.”

Jej brat Tadeusz Józef zginął w 1940, zamordowany w Charkowie. A Antoni zginął w rok po jej śmierci.

***) Irena Szymańska z domu Wiernik (ur. 17 lutego 1921 w Łodzi, zm. 8 maja 1999 w Warszawie)… Jej rodzice, Róża i Szymon Wiernikowie, przebywali w getcie warszawskim; zginęli w wyniku akcji Hotel Polski. Wybuch powstania warszawskiego zastał ją pod Żyrardowem… Od 1945 do 1951 pracowała w Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik” (Łódź, potem Warszawa), współpracując z twórcą tego wydawnictwa, Jerzym Borejszą. W 1952 ukończyła studia na wydziale filologii romańskiej Uniwersytetu Warszawskiego.

Razem z Antonim Słonimskim, a później m.in. Tadeuszem Konwickim i Gustawem Holoubkiem, była współtwórczynią „stolików literackich” (nawiązujących do przedwojennych tradycji, miejsc spotkań i dyskusji pisarzy i intelektualistów), kolejno: w kawiarni „Marca” przy placu Trzech Krzyży, kawiarni „Nowy Świat”, kawiarni przy wydawnictwie PIW (przy ul. Foksal) i wreszcie kawiarni w budynku Wydawnictwa „Czytelnik” przy ul. Wiejskiej w Warszawie.

 

Wesołe przygody Normana

Trzeba mi dokończyć historię Normana Daviesa. W swoim wywiadzie z 2012 (patrz niżej) dla Alma Mater, miesięcznika UJ, profesor Davies zdradza kulisy swojej kariery. Oto jej kilka mocno zaskakujących (?) elementów:

  1. W kwietniu 1962, będąc na czwartym roku studiów historii w Oksfordzie, wraz z grupą studentów odwiedza Polskę (zamiast Związku Radzieckiego, bo sowiecka ambasada odmówiła im wiz*). Ma tu okazję poznać pewnego człowieka z, ot tak, ministerstwa edukacji, niejakiego Józefa Barbaga. Ów Barbag** przysyła mu potem do Anglii, tak jak obiecał, polskie podręczniki historii do szkół. Dzięki temu Norman może napisać swoją mini-dysertację na ich temat.
  2. W 1965 Norman zaczyna w Brighton studia doktoranckie na University of Sussex, i przypadkowo zamieszkuje na stancji u Tadeusza Horko, byłego redaktora naczelnego Dziennika Żołnierzy. Mało tego, zupełnie przypadkowo spotyka tam państwo…uwaga, uwaga… Słonimskich akurat odwiedzających pana Horko. Jak sam twierdzi, to właśnie owo spotkanie zainspiruje go do nauki języka polskiego:Screenshot 2020-07-22 at 20.04.04.png
  3. W efekcie, dostaje roczne stypendium od British Council i już na początku 1966 przyjeżdża do Krakowa, gdzie zostaje lektorem języka angielskiego w PAN. Na chwilę jedzie do Anglii, aby jeszcze w 1966 powrócić do Krakowa i w grudniu tego roku wziąć ślub.
  4. Norman zapisuje się na studia doktoranckie na UJ, a jego naukową opiekunką z urzędu zostaje zawzięta komunistka na wydziale historii, pani profesor Celina Bobińska.
  5. W 1969 wraca do Oksfordu, pod skrzydła Alistaira Horna***, który mu radzi aby przed dysertacją doktorską napisał książkę. W 1971 Norman podejmuje pracę w przesławnej Szkole Studiów Słowiańskich i Wschodnioeuropejskich**** w Londynie, a w 1972 publikuje książkę pt. Orzeł biały, czerwona gwiazda. Wojna polsko-bolszewicka 1919-1920.
  6. Wszystko to opóźnia jego ostateczną obronę doktorską, która w końcu ma miejsce na UJ dopiero w 1974. Tytuł dysertacji: Polityka Wielkiej Brytanii wobec Polski po traktacie wersalskim.

Można się zastanawiać co takiego nastąpiło przed owym przełomowym dla Normana rokiem 1965? Dwie rzeczy przychodzą mi do głowy:

  1. List 34 napisany przez Antoniego Słonimskiego – dwuzdaniowy list protestacyjny polskich intelektualistów przeciw cenzurze, skierowany do premiera Józefa Cyrankiewicza, złożony 14 marca 1964 w Urzędzie Rady Ministrów przez Antoniego Słonimskiego
  2. Upadek torysów po przesławnej aferze Profumo i kluczowe zwycięstwo laburzystów w październiku 1964

W grudniu 1964 miał miejsce w Brighton wielki kongres Labour Party, może pan Antoni był tam zaproszony? Tak czy inaczej, o nim będzie notka następna.

PS. OPA! www.ft.com/content/12a5994a-17aa-11e2-9530-00144feabdc0

The clock is ticking: I have a flight to catch. Davies tells me he has just persuaded Leszek Czarnecki, a Polish businessman, to set up a £10m fund for a Polish modern studies programme at St Antony’s College, Oxford.

Program o Polsce Współczesnej na Uniwersytecie Oksfordzkim powstał w lipcu 2013 r. Dr Leszek Czarnecki, a także Noble Bank, w ramach którego powołana została w tym celu Fundacja – St. Antony’s College Oxford Noble Foundation, zdecydowali się na donację i sfinansowanie wieloletniego Programu. Program został utworzony w ramach St Antony’s College w Centrum Studiów Europejskich. Celami Programu są: koordynacja badań naukowych na temat Współczesnej Polski w Zjednoczonym Królestwie, organizacja konferencji, warsztatów i seminariów naukowych, oraz przygotowywanie publikacji naukowych. W tworzenie Studiów zaangażowani są wybitni przedstawiciele międzynarodowego świata nauki m.in. Prof Timothy Garton Ash, Prof Norman Davies, Prof Margaret MacMillan, Rektor St. Antony’s College oraz Prof Jan Zielonka. Dyrektorem Programu jest Dr Mikołaj Kunicki, historyk zajmujący się historią najnowszą Polski oraz Europy Wschodniej.

opaoxford.org/program-o-polsce-wspolczesnej-na-uniwersytecie-oksfordzkim/

*) Jednak w 1963 to się już udaje i ta sama 25-osobowa grupa studentów, a wśród nich Norman, odwiedza ZSRR

**) Żydowski ród Barbagów był potęgą w Brodach – historyk Jerzy Holzer też z nich się wywodził:

***) Tak się składa, że to właśnie ów Horne napisał słynną biografię Harolda Macmillana, którego rząd upadł na skutek afery Profumo…

****) Polecam uwadze: boson.szkolanawigatorow.pl/krotka-refleksja-na-rok-1918#90600

 

 

Mickiewicz, szef tajnej policji, jego niezwykła siostra, i znowu ten Byron

Dorothea Fürstin von Lieven z domu von Benckendorff (ur. 30 grudnia 1784; zm. 27 stycznia 1857 w Paryżu)

___

… jednym z jego najwybitniejszych wielbicieli był sam Adam Mickiewicz, który w 1822 wziął się za czytanie Byrona w oryginale, a już rok później za jego tłumaczenie. Potem zajmował się krzewieniem kultu Byrona nie tylko wśród petersburskich dekabrystów, ale także w „gorącej” Odessie. W efekcie, w 1827, po ukazaniu się Sonetów krymskich po rosyjsku, polski wieszcz został porównany właśnie do Byrona. Opinia ta uległa jeszcze wzmocnieniu po opublikowaniu Konrada Wallenroda – wszak Konrad to imię byronowskiego Korsarza. Warto tu też przypomnieć późniejszy Esej o dramacie fantastycznym – Goethe, Byron, Mickiewicz, autorstwa George Sand.”

Nieco na marginesie warto tu przypomnieć wielką wtedy fascynację Mickiewicza mocno teraz zapomnianym malarzem i „guślarzem” Józefem Oleszkiewiczem.** Zaś dyskretną opiekę nad naszym Adamem roztaczał wówczas sam szef carskiej, tajnej policji czyli generał Aleksander von Benckendorff, który dużo później, wiosną 1844 roku udał się w podróż do Niemiec i w drodze powrotnej z Baden (23 września 1844 st.stylu) nagle zmarł.

No tak, powiecie, ale jaki to ma związek z Londynem? Ma i to bardzo prosty – wszak rosyjskim tam ambasadorem był wtedy nie kto inny jak szwagier generała, Christoph Heinrich Fürst von Lieven. Mało tego że poselstwo to trwało aż 22 lata, od 1812 do 1834 (Lieven died suddenly on January 10, 1839 at Rome as he escorted the future Alexander II of Russia on his Grand Tour) to rządziła tam jego małżonka, słynna siostra generała: Though outwardly deferential to her husband she was by far the stronger character and soon completely eclipsed him: London society jokingly called them „the two Russian ambassadors”.

„Szkoda, że ​​hrabina Lieven nosi spódnice” – pisał car do swojego ministra spraw zagranicznych, hrabiego Nesselrode***. „Byłaby doskonałym dyplomatą.” W październiku 1825 r., kiedy oboje przebywali w tym samym ośrodku w Brighton, Lieven w „nieoficjalnej” rozmowie z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Georgem Canningiem powiedziała, że Rosja chce dwustronnej anglo-rosyjskiej mediacji w greckiej wojnie o niepodległość, a także mówiła o „projekcie barbaryzacji”, który miał zostać zaplanowany dla Grecji… Rozmowy Lieven z Canningiem doprowadziły do ​​w Petersburgskiego Protokołu, w którym Wielka Brytania i Rosja zaproponowały mediację, siłą, jeśli to konieczne, w sprawie końca wojny greckiej.

Owa carska misja oznaczała debiut Dorothei Lieven jako dyplomatki, która co najmniej dorównywała mężowi. Podczas poselstwa księcia Lieven (do 1834) w Anglii księżniczka odegrała kluczową rolę w narodzinach współczesnej Grecji i wniosła istotny wkład w powstanie dzisiejszej Belgii. Jest ogólnie przyjęte, że powołanie Lorda Palmerstona na Sekretarza Spraw Zagranicznych w 1830 roku częściowo wynikało to z jego przyjaźni z Dorotheą, która energicznie lobbowała za nim u lorda Greya; jednak jej przekonanie, że Palmerston byłby niezawodnie prorosyjski okazało się błędem, ponieważ to jego kłótnia z carem ostatecznie doprowadziła do jej przymusowego wyjazdu z Anglii. Jej przyjaźń z Palmerstonem wynikała z podobieństwa w ich procesach umysłowych: „inteligencji, która zależała nie od edukacji, ale od doświadczenia i długiej obserwacji mężczyzn i kobiet”. Była na tyle mądra, by dyskretnie wykorzystać swój wpływ: jak zauważyła, cudzoziemiec, który miesza się w angielską politykę „może skończyć z złamaną szyją„…

W lutym 1854 po wybuchu wojny między Rosją a siłami zachodnimi przeprowadziła się do Brukseli. Od 1855 nie opuszczała już Paryża. Jej salon w starym Hôtelu Talleyrand stał się miejscem spotkań towarzyskich świata dyplomacji i francuskiej elity.

___

**) „W r. 1803 O. wyjechał na koszt Chodkiewicza do Drezna, a stąd do Francji. Dn. 4 X 1803 zapisany został na naukę w paryskiej Akademii Sztuk Pięknych; był uczniem J. S. Berthélemy’ego, przede wszystkim zaś J. L. Davida. Trzy lata spędzone w Paryżu zaważyły w decydujący sposób na malarstwie O-a, które włączyło się w krąg klasycyzmu francuskiego i przejęło cechy formalne szkoły Davida. Malowane wówczas obrazy, na ogół kopie z dzieł muzealnych, przekazał artysta swemu mecenasowi… Malowane w r. 1810 portrety ks. Adama Jerzego Czartoryskiego (Muz. Hist. w Moskwie i własność rodziny w Londynie) były niewątpliwie ostatnią próbą uzyskania wciąż wakującej katedry malarstwa w Wilnie. Gdy jednak katedrę przyznano Janowi Rustemowi, O. przeniósł się na stałe do Petersburga…

Przede wszystkim zajął wybitne stanowisko w wolnomularstwie rosyjskim. Był, po Adamie Wawrzyńcu Rzewuskim, «mistrzem katedry», tj. przełożonym loży «Orła Białego» w Petersburgu (1820–21) i miał najwyższy stopień w hierarchii zakonu. «Kiedy O. odwiedzał inne loże, był przyjmowany z osobliwym uczczeniem (siedmiu gwiazd i stalowego dachu)». Do O-a należał ostateczny wyrok przy sporach wszystkich lóż w sprawach ustaw i rytuału. O. był także członkiem honorowym lóż «Przyjaciele Ludzkości» i «Dobry Pasterz» («Zum guten Hirten»). Również po rozwiązaniu masonerii w Rosji rola O-a nie zmalała. Wywierał znaczny wpływ na umysły towarzystwa petersburskiego, bardzo sugestywnie działając swą osobowością i głoszonymi ideami. Praktycznie uprawiał dobroczynność i miłosierdzie w stosunku do wszystkich stworzeń – ludzi, zwierząt, nawet roślin. Był w tym skrajny aż do dziwactwa i śmieszności, krążyło o nim mnóstwo anegdot; był człowiekiem o niezwykłych zaletach charakteru i niespotykanej skromności. Rozdawał wszystko, co miał i zarabiał, żył samotnie, w abnegacji, otoczony masami kotów. Wyznawał swoiste poglądy teozoficzne. Wg Józefa Przecławskiego, doktryna O-a zbliżona była do zasad wyznawanych przez L. C. Saint-Martina, ale O. poszedł dalej, m. in. w teorii «o powołaniu Człowieka-Ducha» i o «mistycznym znaczeniu cierpień». Poglądy swe wykładał O. żywym słowem – choć zupełnie był pozbawiony daru krasomówstwa – wiadomo też o niektórych spisanych, lecz nie wydanych jego utworach, np. L’automne du monde de l’humanité. Językiem francuskim i rosyjskim posługiwał się z równą swobodą co polskim. Bliskie stosunki łączyły go z całą petersburską Polonią, m. in. z Aleksandrem Orłowskim i Marią Szymanowską. W r. 1824 zetknął się z Adamem Mickiewiczem, na którym wywarł wielkie wrażenie. W r. 1828 portretował poetę (obraz w Muz. Narod. w Kr.). Wg słów Mickiewicza – w relacji Antoniego Edwarda Odyńca – O. «jest najcnotliwszy, najbogobojniejszy człowiek i jak go tu nazywają ‘mistyk’, to jest wierzący nie tylko w dogmata, ale w żywą zawsze i wszędzie obecność Boga, w jego wolę i rozrządzenie we wszystkim, w ciągle i nad wszystkimi czuwającą Opatrzność i na koniec w tajemniczy świat ducha, przeważnie, choć niewiadomie, wpływający na ludzi. Ustawiczne przy tym czytanie Biblii nadaje myślom i wyobraźni jego swedenborgiczny, jak mówi Adam, nastrój i kierunek». W całej III części „Dziadów” ta fascynacja O-em jest czytelna. O. zmarł w Petersburgu, którego nigdy nie opuszczał, 5 X (st. st.) 1830 i pochowany został na Smoleńskim cmentarzu. Obrazy, sprzęty, cały dobytek rozdał bądź zapisał ubogim. Wg Przecławskiego «kościół Św. Katarzyny nie zdołał pomieścić ani połowy osób wszelkich stanów i wyznań, zgromadzonych na żałobne nabożeństwo».

O. przeszedł do historii przede wszystkim uwieczniony przez Mickiewicza w III części „Dziadów” jako «guślarz», co «z duchami gada»; występuje też we wszystkich pamiętnikach petersburskich owych lat, jako postać niezwykle charakterystyczna, indywidualna, wybitna. www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/jozef-oleszkiewicz

Despite being a vegetarian, it appears that he died from complications related to gout.

***) Przyp. jego bratanicę: pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Kalergis, no i jej prawnuka – pl.wikipedia.org/wiki/Richard_Coudenhove-Kalergi

Czy Norman Davies był wystarczająco dobrym filosemitą?

Ewidentnie nie był, ale aby do tego dojść trzeba nam się cofnąć do roku 1946:

Wayne S. Vucinich (1913-2005) urodził się w Butte w Montanie w rodzinie serbskich emigrantów…  Studiował w University of California w Berkeley (doktorat 1941). Następnie pracował w Office of Strategic Services [czyli w słynnym OSS, rozwiązanym w 1945…]. Od 1946 wykładowca Stanford University. Był historykiem Bałkanów, Rosji oraz Bizancjum. Wśród jego uczniów byli m.in.: Roman Szporluk, Reginald Zelnik, Norman Naimark, Larry Wolff, Vartan Gregorian. Jego bratem był historyk Alexander Vucinich (1914-2002).”

Tradycyjnie, polska wiki zapomniała wspomnieć, że prof. Vucinich był oskarżany o komunizowanie i ledwo się wywinął. No ale przynajmniej znajdujemy tam jego uczniów. Szporluk ma ciekawy życiorys** i obstawiał kierunek ukraiński, a z kolei kierunek polski obstawia Wolff††, który dyplom magistra zdobył w Harvardzie u innego specjalisty ukraińskiego, słynnego Omeljana Pricaka***. Widocznie pontyfikat JPII takie robił wtedy wrażenie, że swoją doktorską dysertację ze Stanfordu, z 1984, Wolff jeszcze rozwinął i opublikował w 1988 pt. The Vatican and Poland in the Age of the Partitions: Diplomatic and Cultural Encounters at the Warsaw Nunciature. (Wrócę do niego kiedy indziej.)

Norman Naimark reprezentuje kierunek niemiecki i nie byłby warty tu wspomnienia, gdyby nie to że to on właśnie „wygryzł” innego Normana, Normana Daviesa. A poszło o prestiżową katedrę McDonnella na Stanfordzie, utworzoną w 1977 specjalnie dla Vucinicia. W 1984 Davies został na nią rekomendowany, ale w ostatecznym, tajnym głosowaniu w 1986 jego kandytatura przepadła „on an 11 against, 10 for and 1 abstaining, vote„. Davies wszedł na drogę sądową i zażądał (ówczesnych!) 9 mln USD odszkodowania. Mimo, iż wyszło na jaw, że na owym feralnym spotkaniu „w rzeczywistości cała krytyka była skierowana konkretnie na traktowanie przez Daviesa stosunków polsko-żydowskich”****, w 1988 Davies sprawę przegrał, no i Stanford mógł od razu zatrudnić owego Naimarka.

Znając poziom twórczości Daviesa, można się jedynie dziwić tej początkowej rekomendacji. Z drugiej strony, w ten sposób straciliśmy okazję na duże wzmocnienie obecności „polskiej cywilizacji” na Stanfordzie – pytanie – czy byli wtedy polscy kandydaci lepsi od Normana?

CDN

___

**) Roman Szporluk (ur. 1933 w Grzymałowie)… Po II wojnie światowej kontynuował naukę w Lublinie, gdzie podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej (magister 1955). Po trzech latach asystentury na UMCS, wyjechał w 1958 r. na Zachód[1]. Dalsze badania nad historią myśli politycznej prowadził w Oksfordzie (1961) pod opieką naukową Sir Isaiaha Berlina i Johna Plamenatza, a następnie w Stanfordzie. W latach 1965-1991 zatrudniony na Uniwersytecie Michigan w Ann Arbor, od 1991 roku jest profesorem historii na Uniwersytecie Harvarda; W latach 1991-2004 dyrektor Harvard Ukrainian Research Institute… Współcześnie m.in. członek komitetu redakcyjnego Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej, wydawanego przez Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk. „Szporluk was one of Fiona Hill (presidential advisor)‚s PhD advisor.”

††) Uczył się u Wiktora Weintrauba – historyka literatury polskiej i dyplomaty żydowskiego pochodzenia pl.wikipedia.org/wiki/Wiktor_Weintraub oraz u jego kolegi z NiDu, czyli u pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Wandycz

***) Maturę uzyskał w roku 1936 w gimnazjum w Tarnopolu (do szkoły chodził m.in. z późniejszym kardynałem Władysławem Rubinem i późniejszym rektorem KUL-u M. Krąpcem). Studia rozpoczął na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Tam studiował języki Bliskiego Wschodu i związał się z Towarzystwem Naukowym im. Szewczenki. Uczestniczył w seminarium na temat historii Ukrainy kierowany przez Iwana Krypjakewycza. Studia ukończył w 1940 pod okupacją sowiecką. W 1940 przeniósł się do Kijowa, gdzie krótko studiował pod kierunkiem orientalisty Ahatanheła Krymskiego. [„W czasie wojny uciekł na Zachód„…] Następnie studia uzupełniał na uniwersytetach w Berlinie, Getyndze, Hamburgu. Doktoryzował się w 1951, habilitował zaś w 1961 jako: turkolog i ałtaista.

W 1960 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie wykładał na University of Washington w Seattle… Dzięki jego staraniom w 1973 powstał na tej uczelni prężny ośrodek badań nad Ukrainą Harvard Ukrainian Research Institute. Pritsak został jego pierwszym dyrektorem (do przejścia na emeryturę w 1989)… Po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości w 1991 r. Pritsak powrócił do Kijowa, gdzie założył Oriental Institute of National Academy of Sciences i czasopismo „Schidnyj Swit”. Ostatnie lata życia spędził w Stanach Zjednoczonych, zmarł w Bostonie w wieku 87 lat… Krytykował radykalizm polityczny i historyczny Hruszewskiego. Był także zwolennikiem pojednania żydowsko-ukraińskiego.”

****) Davies case exposes tenure process to public scrutiny

By Burke Smith Senior staff writer

„Although Stanford recently won the legal battle waged by former Visiting Prof. Norman
Davies against the University, many leading historians agree that the History Department mistakenly denied tenure to a scholar considered the world’s leading historian on Poland…

Davies first came to Stanford in 1984 to interview for the McDonnell chair. The McDonnell Search Committee unanimously recommended him for the position upon reviewing his work and consulting 25 specialists in the field.

Sheehan then offered Davies aposition as visiting professor for the 1985-86 academic year, which he accepted… But on Jan. 15, in a final vote, the history faculty rejected Davies…

Davies’ court complaint quotes History Prof. Lewis Spitz as calling the „Jewish issue” the reason… By consulting with sympathetic faculty, Davies determined that the department onlydealt with one controversial chapter on Polish Jews in „God’s Playground”…

Though University Provost James Rosse claimed that the faculty did not focus solely on the controversial chapter, Slavic Studies Prof. Richard Schupbach confirmed in a memo that all criticisms at the meeting were in fact „directed specifically at [Davies’ treatment of Polish-Jewish relations].” ”

 

9 marzec 1988 

Krótka refleksja na rok 1918

Jerzy Łojek napisał w 1973:

Dzisiaj, kiedy w Stanach Zjednoczonych pracuje co najmniej kilkuset badaczy zainteresowanych historią Rosji, a kilkudziesięciu (nie licząc oczywiście imigrantów) zajmuje się rozmaitymi aspektami historii Polski i innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej, prace historyków amerykańskich nad problemami tej części Europy nie są już niczym niezwykłym. Pod koniec wieku XIX wykłady Coolidge’a były jednak swojego rodzaju sensacją. Młody profesor okazał się niewątpliwie znaczną indywidualnością naukową, skoro zdołał przyciągnąć do tej problematyki wielu studentów historii. Między innymi około roku 1906 znalazł się wśród nich młody badacz, który w kilkanaście lat później miał zostać następcą Coolidge’a na jego katedrze uniwersyteckiej – Robert Howard Lord… Gruntownie przepracowana i uzupełniona jego rozprawa doktorska stała się podstawą monumentalnego studium, które ukazało się jako tom XXIII serii „Harvard Historical Studies” pt. The Second Partition of Poland. A Study in Diplomatic History, Cambridge, Harvard University Press, 1915.”

W tym samym roku, wyszła w Londynie książka pt. The Partitions of Poland. Napisał ją George John Shaw-Lefevre, 1. baron Eversley. „W latach 1871-1874 był pierwszym sekretarzem Admiralicji. W latach 1881-1885 był pierwszym komisarzem ds. prac publicznych. W latach 1884-1885 był dodatkowo poczmistrzem generalnym. W latach 1892-1894 ponownie był pierwszym komisarzem ds. prac publicznych… W 1906 roku otrzymał tytuł 1. barona Eversley i zasiadł w Izbie Lordów.” Jak zwykle w takich przypadkach, polska wiki milczy o tej publikacji.

A mówi się, że nie ma przypadków są tylko znaki…

++ wątek włoski: bosonweb.wordpress.com/2019/09/18/forza-polonia/

Wątek @unu czyli odstrzelony Rudolf

Od momentu ogłoszenia raport dotyczący śmierci arcyksięcia wzbudzał liczne wątpliwości. Krótko przed śmiercią w 1989, ostatnia cesarzowa Austrii Zyta Maria Parmeńska** udzieliła wywiadu, w którym wyjawiła, że arcyksiążę i jego kochanka zostali zamordowani w ramach spisku mającego na celu uciszyć Rudolfa po tym, jak odmówił udziału w zorganizowanej przez francuski rząd próbie obalenia jego konserwatywnego i popierającego Niemcy ojca. Gdyby plan ów się powiódł, arcyksiążę objąłby tron jako cesarz liberalny i profrancuski. Zyta nie podała żadnych dowodów potwierdzających autentyczność tej rewelacji, toteż za życia cesarzowej nie potraktowano jej poważnie.”

Syn żydowskiego lekarza najpierw studiował medycynę we Lwowie i Wiedniu, ale potem został dziennikarzem. W latach 1855-1867 Moryc Szeps był redaktorem naczelnym Wiener Morgenpost. Od 1867 był wydawcą New Vienna Tagblatt, wiodącej liberalnej gazety w Austrii. Szeps był przyjacielem księcia koronnego Rudolfa który publikował tam anonimowo swoje teksty polityczne. Szeps nie stronił od argumentów i bezpośrednio atakował przeciwników w gazecie…

Tak jak książę, nie widział Szeps przyszłości w monarchii stylu reakcyjnego na wzór Rzeszy Niemieckiej Bismarcka, ale we współpracy z liberalną, republikańską, demokratyczną Francją. Dlatego wielokrotnie nawiązywał kontakty w Paryżu i był rozmówcą politycznym Georgesa Clemenceau (później brata jego zięcia), także redaktora gazet, następnie po śmierci Szepsa dwukrotnego premiera Francji. (W tych spotkaniach córki Szepsa Zofia i Berta*** często uczestniczyły.) Taki frankofilski typ myślenia spotkał się w Wiedniu z ostrą krytyką polityczną, zwłaszcza ze strony niemieckiego obozu narodowego, coraz bardziej antysemickiego, i nie miał szans u cesarza Franciszka Józefa I. Śmierć księcia koronnego w 1889 roku, nie opłakiwana przez ten obóz, była ogromną porażką dla politycznych aspiracji Szepsa…

Starsza córka Szepsa, Zofia, wyszła za mąż za Paula Clemenceau, brata Georgesa Clemenceau, a następnie mieszkała we Francji…

**) No, niesamowite – jaki ten świat mały – za niemiecką wiki: „Z powodu swych dobrych kontaktów we Francji, podczas pierwszej wojny światowej, w 1917 roku, zaangażowana w nieudane wysiłki cesarza Karola I i jego żony Zyty na rzecz odrębnego pokoju (Sprawa Sykstusa).” Recio i Berta – jaka piękna para…

Patrz: boson.szkolanawigatorow.pl/afera-sykstusa-czyli-retinger-zaczyna-dziaac

***) pl.wikipedia.org/wiki/Berta_Zuckerkandl-Szeps

PS. To zamiast komentarza, bom tam zablokowany.

Capture d’écran 2018-12-16 à 14.53.22.png Zofia i Paweł C.

Dlaczego nie stać naszego narodu na przywódców naprawdę wielkich, jakich miewają inne narody?

ADAM DOBOSZYŃSKI „Generał Sikorski – żywot ułatwiony”marzec 1947, fragmenty – dalszy ciąg:

Ostatnie dwa miesiące przed powstaniem spędził Retinger w Warszawie i opuścił Polskę na parę dni przed wybuchem; w czasie swego pobytu w stolicy konferował z wszystkimi kierownikami naszego państwa podziemnego; bez przesady można powiedzieć, że był on w tymczasie najpoważniejszą osobistością – i indywidualnością – polityczną w Warszawie. Był nią również, po śmierci Sikorskiego bezkonkurencyjnie, i w „polskim” Londynie. Gdy już bolszewicy zainstalują drugi rząd w Warszawie, Retinger stanie się na pewien czas jedynym łącz­nikiem wszystkich odłamów społeczeństwa polskiego: będzie w równie dobrych stosunkach z rządem warszawskim i londyńskim, z szefem sztabu gen. Kopańskim,z gen. Andersem i z gen. Rudnickim, dowódcą oddziałów polskich uczestniczących w okupacji Niemiec. W jednym z najbardziej zagmatwanych okresów naszych dziejów Retinger odegra tym samym rolę – dosłownie – zwornika polskiej społeczności.

Dla uzupełnienia obrazu dodajmy, że do roli tej (tzn. do spełnieniajej w myśl życzeń swych mocodawców) całkowicie dorósł. Mylą się grubo ci, którzy pod pozorami nonszalancji i bohemy człowieka, u którego butelka nie schodzi ze stołu a kobieta jest zawsze w drugim pokoju, nie potrafią dostrzec dużej inteligencji i uderzającej odwagi, zdolności artystycznych, indywidualności wybitnej o dużym czarze osobistym, nie mającej swej przeciwwagi w rządzących ośrodkach politycznych ani „polskiego” Londynu, ani Kraju. Zasięg osobistego oddziaływania Retingera był bardzo szeroki i obejmował również sporo najzdolniejszych jednostek z młodego pokolenia.

Taki to człowiek stał się, poczynając od czerwca 1940, nieodłącznym impresariem Sikorskiego. Pierwszym jego czynem politycznym po sprowadzeniu Sikorskiego do Anglii było podsunięcie mu do podpisu memoriału, przeznaczonego dla Anglików, w którym proponował utworzenie armii polskiej w Rosji. Sikorski memoriał składa na ręce ministra spraw zagranicznych lorda Halifaxa, ale rzecz dochodzi do wiadomości Rady Narodowej, która zmusza Sikorskiego do jego wycofania. Przypomnijmy, że dzieje się to w chwili, kiedy Rosja jest oficjalnym rozbiorcą Polski, a stosunki sojusznicze Stalina z Hitlerem są w fazie jak najserdeczniej.

Pilotowany przez Retingera Sikorski wjeżdża teraz szybko na szczyty, na których huragan propagandy robi z człowieka, znanego do niedawna tylko najbliższemu otoczeniu, osobistość na miarę światową (a mimochodem i „wodza” swego narodu). Wszystkie środki propagandy, prasa, radio, kino, przemysł wydawniczy, propaganda szeptana, są przecież w rękach czynników, na których Sikorski oparł już od lat trzydziestu swoją karierę. Jeżdżąc do Waszyngtonu poświęca on niezmiennie swój pierwszy wieczór na wizytę u sędziego Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Frankfurtera**. Przemawia w „świątyni” masońskiej w Detroit. Nawet ginąc w Gibraltarze ma jeszcze w swym towarzystwie płk. Cazaleta, posła do parlamentu brytyjskiego i łącznika od władz brytyjskich przez cały czas pobytu Sikorskiego w Wielkiej Brytanii. Taktyka ta opłaca się Sikorskiemu sowicie. Nieznany na jesieni 1939 r. jeszcze nikomu poza Polską i pewnymi kołami Francji, jest już w dwa lata później „wodzem narodu” i osobistością na miarę światową. Mówiąc nawiasem trzy razy w ciągu dziesięciu lat te same czynniki tymi samymi metodami narzuciły narodowi polskiemu „wodza”: pierwszym był Rydz-Śmigły,*** drugim Sikorski, trzecim Mikołajczyk. Kto będzie następnym? Metoda ta działa tak sprawnie, że można zrobić „wodzem narodu” w dwa lata byle kogo, czyje zdolności wyrastają choć trochę ponad przeciętną. Nie po trzeba zasług, wystarcza propaganda.

W tym miejscu nasuwa się dygresja: dlaczego – słyszy się u nas tak często biadanie – nie stać naszego narodu na przywódców naprawdę wielkich, jakich miewają inne narody? Dlaczego miewamy tylko rozreklamowane miernoty? Dlaczego nasz „górny tysiąc” polityczny i wojskowy zwykł się składać przeważnie z ludzi o słabych charakterach, niedouków i pyszałków? Ubolewał już nad tym w swych „Dziejach Polski” Bobrzyński. Czyżbyśmy mieli jakąś organiczną wadę, jakiś biologiczny defekt uniemożliwiający wyłonienie przywódców naprawdę wartościowych? Pytanie to niezmiernie doniosłe, a odpowiedź na nie – choć ogółowi Polaków nieznana – nie wydajesię trudna. Oto od paruset lat zarówno nasze życie gospodarcze było w ręku czynników obcych, jak i nasze jednostki przywódcze zorganizowane były w związkach tajnych, kierowanych spoza naszych granic i zmuszanych – ze względu na swój antykatolicki charakter – lawirować bardzo umiejętnie, by nie wypuścić cugli z rąk w społeczeństwie do gruntu katolickim. W ten sposób nad społeczeństwem naszym rozpięta była – i jest nadal – sieć, przez którą nie przebije się w górę żadna jednostka, choćby największych zdolności, o ile nie będzie dawała gwarancji powolności względem czynników wszechpotężnych, które w wielu wypadkach sabotują interes narodu.

Rządzenie jest sztuką i do rządów wymagana jest długa zaprawa, trening żmudny i cierpliwy, trwający lat dziesiątki; temu, kto go nie przejdzie, nie pomogą najwybitniejsze zdolności. Jakże zaś łatwo czynnikom, rządzącym danym społeczeństwem, uciąć w zarodku karierę młodego czło­wieka, który im nie odpowiada, nie zezwolić mu włożyć stopy w przysłowiowe strzemię?

Czyż ludzie tacy jak Oleśnicki czy Richelieu, Cavour, Bismarck czy Churchill mogliby byli przejść długą zaprawę, uzdalniającą ich do władzy, gdyby w ich ojczyznach cały mechanizm krążenia elit i kształtowania rządzących nastawiony był na puszczanie w górę wyłącznie tylko ludzi o oportunistycznym charakterze i miękkim karku, a spychanie w dół ludzi twardych i hartownych? Bywa zresztą, że i przy takim systemie wydostanie się na wierzch trochę ludzi wartościowych, ale w jakimże stanie deformacji? Twarda konieczność nauczy ich nie liczyć na siły własne i na siły własnego narodu, ale szukać poparcia u szafarzy tajnego awansu i międzynaro­dowego kapitału, choćby ich cele nie pokrywały się bynajmniej z celami społeczności, której ich pupile mają przewodzić? Krążenie elit i kształtowanie rządzących, to procesy socjologiczne nietrudne do ścisłego zbadania; skoro tylko uda się przezwyciężyć istniejące obecnie opory i zbadanie to nastąpi, zdobędziemy się może wreszcie na przełamanie zaczarowanego kręgu, w którym od wieków produkujemy swoisty typ przywódców – oportunistów i karierowiczów, w najlepszym zaś razie Hamletów i kunktatorów, którzy na szczytach społeczności wiodą życie pozłocone i – ułatwione.

Tak więc w roku 1941 Sikorski stoi wreszcie u szczytu. Jest „wodzem narodu” (te same czynniki rozreklamowały go również i w Kraju) i osobistością na miarę całego globu, rozmawiającą – przy udziale Retingera – z największymi mocarzami tego świata. Życie jego, od dalekich chwil, kiedy stawiał na Politechnice Lwowskiej pierwsze kroki polityczne, słało się bez chmurki, zawsze w oparciu o te same czynniki. Bez chmurki, jeśli nie liczyć 13 lat usunięcia w cień, osłodzonych jednak sutymi poborami, własną posiadłością ziemską, podróżami za granicę, nieskrępowaną przez nikogo działalnością pisarską i polityczną. Jedyny to bodaj z naszych przywódców od czasu konfederacji barskiej, który nie siedział nigdy w więzieniu, nie zaznał nigdy prześladowań, biedy ni poniewierki. W szczęściu tym nie było zresztą nic przypadkowego, gdyż Sikorski konsekwentnie baczył przez całe życie, by nie wplątać się jakąś akcję, która by mogła go narazić jego mocodawcom. Zaczynając np. na jesieni 1939 r. budować od nowa zarówno polskie wojsko, jak i polską państwowość cywilną, miał Sikorski świetną sposobność dokonać cięć radykalnych, usunąć to, co chore i rakowate, i zbudować zupełnie nowe środo­wisko, zdrowe i sprawne. Równałoby się to jednak narażeniu się wielu ciemnym mocom, boć przecież wszystko, co w naszym aparacie wojskowym i cywilnym jest robaczywego, tradycyjnie reasekuruje się w takiej czy innej agenturze. Sikorski mógł był uzdrowić nasz aparat państwo­wy jedynie kosztem narażenia się agenturom i utrudnienia sobie w przyszłości życia, a tego po nim oczekiwać nie należało. Tworzy więc armię jeszcze bardziej chorą niż była armia przed-wrześniowa, aparat cywilny jeszcze mniej sprawny i przetkany obcymi „wtyczkami”. Z czynników sanacyjnych przejmuje hurtem elementy najujemniejsze, płaszczące się i karierowe. Aż przykro czytać, jak wielbiący Sikorskiego Strumph Wojtkiewicz w książce swej co chwilę wraca bezradnie do pytania, dlaczego Sikorski – mając tak doskonałą sposobność do uzdrowienia armii, tego nie uczynił, dlaczego ją jeszcze gorzej zakaził, wysuwając na czołowe stanowiska ludzi szkodliwych, o których ponadto nie mógł nie wiedzieć, że przy pierwszej lepszej sposobności, obrócą się przeciw niemu? Ależ taka właśnie była cena, którą płacił Sikorski za ułatwianie sobie życia politycznego…

CDN

**) Patrz: boson.szkolanawigatorow.pl/kim-by-kuzynek-diabła

***) boson.szkolanawigatorow.pl/wywiad

Doboszyński o Retingerze i Sikorskim

Paweł TomasikNieznany artykuł Adama Doboszyńskiego o gen. Władysławie Sikorskim, Glaukopis : pismo społeczno-historyczne. Nr 17/18 (2010)

ADAM DOBOSZYŃSKI „Generał Sikorski – żywot ułatwiony” – marzec 1947, fragmenty:

… Obok zwyczaju opierania się o jakąś potencję zagraniczną, Sikorski  od samego zarania swej kariery politycznej opiera się równie konsekwentnie na masonerii i na Żydach. Już w czasie studiów na Politechnice Lwowskiej, gdzie rozwija ożywioną działalność w organizacjach akademickich, otacza go ta jakaś nieokreślona aura ” liberalno-lewicowa” (typowa dla masonów) , która nie opuści go przez całe życie, mimo że dla urzeczywistnienia haseł sprawiedliwości społecznej (będących przecież sprawdzianem tzw. „lewicowości”) nic w życiu realnego nie zrobi i nie wysunie nigdy postulatów społecznych, któreby mogły mu zaszkodzićw świecie wielkiego kapitału, Strasburgerów i Falterów, czy też w konserwatywnym świecie Churchillów i księcia Kentu.

Czy Sikorski już w czasie studiów wciągnięty był do masonerii? Brak na to danych; możliwe, że był jeszcze tylko głęboko zaawansowanym członkiem jednej z tych rozlicznych konspiracji, które stanowią „przedszkole” masonerii i bezpośrednio do niej prowadzą. Nie ulega natomiast wątpliwości, że Sikorski musiał być regularnym masonem już w roku 1914; dowodzi tego jego błyskawiczna kariera na terenie Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie, instytucji par excellence lożowej i opartej o czynniki lożowe obu państw centralnych. Kariera dla nie-„brata”nie byłaby tu możliwa.

Wierny swemu powołaniu, Sikorski przez cale życie krzewić będzie dokoła siebie konspiracje, których nici wiodą do masonerii. Na kilka lat przed wojną jeden z najbliższych Sikorskiemu ludzi, gen. Kukiel, opisał w „Kurierze Warszawskim”, jak co na polecenie Sikorskiego zorganizował wśród oficerów konspirację „Honor i Ojczyzna” i jak na rozkaz Piłsudskiego zmuszony był ją zlikwidować. Nie ulega wątpliwości, że likwidacja ta była tylko pozorna, toteż z chwilą objęcia przez Sikorskiego naczelnego dowództwa występuje wyraźnie zespół członków tej konspiracji. We wspomnianej wyżej pracy S[tanisław] Strumph Wojtkiewicz pisze (str. 393) o członkach założonej przez Sikorskiego ongiś organizacji Związku Obrony Rzeczpospolitej, rozsianych wszędzie po świecie. Bezpośrednio po śmierci Sikorskiego opowiada się na ucho w Londynie ,że jego następca gen. Sosnkowski zawarł „modus vivendi” z członkami Strażnicy”, konspiracji wojskowej Sikorskiego. Z grona tej „Strażnicy” rekrutowali się uczestnicy słynnego epizodu o posmaku meksykańskim, kiedy co w lipcu 1940 r. prezydent Raczkiewicz udzielił dymisji Sikorskiemu i powierzył misję tworzenia gabinetu ówczesnemu ministrowi spraw zagranicznych Augustowi Zaleskiemu. Wówczas to grono członków konspiracji Sikorskiego, z szefem sztabu gen. Klimeckim na czele i rewolwerami ostentacyjnie za pasem, udało się do Zaleskiego, żądając, by zrzekł się swej misji. Żądanie to poparli u prezydenta Raczkiewicza Anglicy.

Wierny swej zasadzie opierania się o potencje zagraniczne i zakulisowe, Sikorski przez całe swe życie dba również usilnie o poparcie Żydów. Na emigracji roją się dokoła niego; są to wypróbowani przyjaciele starej daty jako to panowie. Aubac-Auerbach, Falter, Retinger, Strasburger, Litauer. Falter*, który dorobił się ogromnej fortuny na spekulacjach węglem śląskim, jest wiceministrem w pierwszym rządzie na emigracji, a później mężem zaufania Sikorskiego w Stanach Zjednoczonych; Aubac-Auerbach, dziennikarz, jest podporą Sikorskiego na gruncie paryskim; Strasburger**, prezes organizacji ciężkiego przemysłu, tzw. popularnie „Lewiatana”, należy do rządu bez chwili przerwy przez cały czas pobytu na emigracji; Litauer, szef Polskiej Agencji Telegraficznej w Londynie, był aż do śmierci Sikorskiego jego głównym łącznikiem z prasą anglosaską, mimo że nie brak było poszlak, że był płatnym agentem sowieckim. Szarą jednak eminencją reżimu Sikorskiego i głównym reżyserem spraw polskich na emigracji był dr Józef Retinger, ten sam, który w pamiętne dni czerwca 1940 r. przywiózł Sikorskiego samolotem brytyjskim do premiera Churchilla. Postać to kluczowa dla zrozumienia tego okresu dziejów Polski , wypada więc poświęcić jej nieco więcej uwagi.

Retinger, syn żydowskiego adwokata z Krakowa, opuścił Polskę już na kilka lat przed rokiem 1914 i osiadł w Anglii, gdzie zapuścił korzenie bardzo głęboko. Po pierwszej wojnie światowej przebywa w Meksyku, jako zaufany przyjaciel swego współwyznawcy, prezydenta Callesa, który bolszewizuje właśnie Meksyk przy akompaniamencie krwawych, głośnych na cały świat prześladowań duchowieństwa katolickiego. Miarą znaczenia Retingera może być fakt, że gdy po pomyślnym przeprowadzeniu rewolucji opuszcza Meksyk, prezydent Calles wydaje na jego cześć bankier przy udziale 300 osób, całej elity ówczesnego rewolucyjnego reżimu. Sprawa odbiła się w Polsce nieprzyjemnym dla Retingera echem, poruszona przez Katolicką Agencję Prasową, pozostającą wówczas pod kierownictwem ks. kanonika Józefa Gawliny. Wspomnienia te odżyły w roku 1940, gdy Retinger przywiózł Sikorskiego do Londynu i stał się jego najbliższym doradcą, a znalazł się tam również ks. kanonik Gawlina, awansowany tymczasem na biskupa polowego i powołany do Rady narodowej. Położenie stało się drażliwe, toteż Sikorski podjął się osobiście przekazania biskupowi wyjaśnień Retingera, z których wynikało, że prześladowaniom duchowieństwa w Meksyku zawinił faktycznie – papież, który przekazane mu kompromisowe propozycje Retingera odrzucił i tym samym dopuścił do krwawych zajść…

W parę lat po Meksyku widzimy Retingera w górach marokańskiego Rifu u boku sułtana Abd ai-Karima, który powstał przeciw Hiszpanom i Francuzom. W wolnych chwilach pracuje Reringer w ambasadzie polskiej w Londynie, żeni się z córką jednego z przywódców Labour Party (pierwszą żonę zostawił w Krakowie) i obwozi po Polsce słynnego pisarza Conrada-Korzeniowskiego. W ostatnim dziesięcioleciu przed wojną bywa w Polsce często, utrzymuje duże stosunki w świecie literackim i artystycznym i opiekuje się młodymi talentami. Pisze książkę o Conradzie, za którego przyjaciela się podaje. Jego ciężar gatunkowy rośnie. Minęły już czasy, kiedy cały świat uważał go za zwykłego agenta Intelligence Service. Teraz jest już czymś więcej. Wszystkie rozmowy Sikorskiego z Churchillem i Edenem, spotkania z Rooseveltem i Stalinem odbywają się przy jego udziale. Po zawarciu paktu polsko-rosyjskiego (lipiec 1941) Retinger jedzie do Moskwy z rangą ministra, jako pierwszy polski charge d’affaires.

W roku 1942 postawiłem jednemu z najinteligentniejszych oficerów naszego II Oddziału pytanie, kim jest Retinger? Odpowiedział mi: „Członkiem potężnej międzynarodowej mafii lewicowej”***. Przypomniało mi się to powiedzenie, kiedy niedawno opowiadano mi wystąpienie Retingera w Warszawie, na wiosnę 1944 r., tuż przed powstaniem, na posiedzeniu Rady Jedności Narodowej z udziałem Delegata Rządu i ministrów. Zawiadamiając najwyższe ciało Polski Podziemnej, że za chwilę stanie przed nim Retinger, Delegat Rządu ostrzegł, by obecni byli ostrożni w swych wypowiedziach, gdyż Retinger jest nie tylko agentem brytyjskim, ale zapewne i reprezentuje pewne inne czynniki… Jakże znamienny to epizod dla sieci, w którą omotano naród polski, że najwyższe jego ciało musiało dyskutować najpoufniejsze sprawy polskie z człowiekiem, co do którego panowało tak mało złudzeń…

CDN

*) Wow… w 1939 Falter poprzez spółki zależne przejął kontrolę nad Bankiem Handlowym S.A. W Warszawie kupował nieruchomości. pl.wikipedia.org/wiki/Alfred_Falter

**) W latach 1933-1939 prezes Centralnego Związku Przemysłu Polskiego (tzw. Lewiatana) – głównej organizacji korporacyjnej kół przemysłowych i finansowych w Polsce. Od 1937 współpracował z działaczami Frontu Morges i Stronnictwa Pracy.

Ponownie ministrem przemysłu i handlu został 9 grudnia 1939 i był nim do 5 czerwca 1942 w  dwu rządach Władysława Sikorskiego. Jednocześnie – do 14 lipca 1943 – był ministrem skarbu. Od 14 lipca 1943 do 24 listopada 1944 był ministrem stanu do spraw Bliskiego Wschodu w rządzie Stanisława Mikołajczyka. Istnieją poszlaki, że był jednym z dwóch ministrów rządów polskich na emigracji, który współpracował z wywiadem radzieckim[2]. Od 16 października 1945 do 19 września 1946 był ambasadorem w Wielkiej Brytanii, reprezentując Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej w Warszawie. Pozostał na emigracji w Londynie i tam też zmarł. pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Strasburger

***) Taka też jest moja opinia: boson.szkolanawigatorow.pl/kim-by-kuzynek-diabła

PS. Mecenas Władysław Pociej pytał przy tej okazji: „Czy wolno odbierać życie w majestacie prawa, jeśli oskarżony był czarnosecinny? reportaze-sadowe.wprost.pl/historia-prl/10025427/niech-pan-nie-wraca.html niezalezna.pl/7582-smolensk-i-mecenas-z-rodzinnymi-tradycjami

 

Jak Katarzyna kupiła Kubusia Fatalistę i innych

Diderot wedle Louis-Michel van Loo z 1767 – Luwr (D. miał wtedy 54 lata).

__

Mało się u nas pisze (Francuzi też to robią niechętnie, co mniej dziwi…) o tym w jaki sposób prowadziła Katarzyna II swoją agresywną propagandę w Europie. Już w sierpniu 1762, w dwa raptem miesiące po swojej koronacji, proponuje ona słynnemu francuskiemu ateuszowi – „królowi Oświecenia”, Denisowi Diderot – wsparcie finansowe w celu ukończenia przesławnej Encyklopédie pod jego redakcją. Wtedy, tak na swój sposób szantażowany, rząd francuski wypłaca wsparcie Diderotowi, który jednak już w 1764 znowu jest w tarapatach finansowych i postanawia sprzedać swoją słynną bibliotekę zawierająca 3000 woluminów. I tu następuje „nieprawdopodobny” zwrot akcji – najbliższy przyjaciel Diderota, niemiecki Francuz, Fryderyk baron von Grimm – zwraca się do Katarzyny** z propozycją sprzedaży tej biblioteki za 15 tysięcy liwrów***. Ta reaguje natychmiast, kupuje w 1765 bibliotekę Diderota, ale pod jednym warunkiem, że owa biblioteka zostanie u niego aż do jego śmierci, a on zostanie jej kustoszem na rocznej pensji w wysokosci 1000 liwrów. Diderot oczywiście się zgodził, a owa biblioteka wraz z rękopisami Diderota (!) faktycznie wylądowała w Petersburgu po jego śmierci, już w listopadzie 1785.

Mało tego, Katarzyna postanowiła wypłacić mu ową pensję z góry za 50 lat, czyli okrągłe 50 tysięcy liwrów. W 1779 dorzuciła jeszcze ekstra 10 tysięcy, a w 1784 tuż przed jego śmiercią wynajęła mu luksusowy apartament w Paryżu. Przez to musiał niestety wywiązać się także z bardzo przykrych zobowiązań takich jak jego długa wyprawa do Rosji – od 3 czerwca 1773 do 21 pazdziernika 1774.  Przeżył więc tam zimę, ale nie to było najgorsze, tylko bardzo „oziębłe” przyjęcie przez dworaków carycy, co mało życia go nie kosztowało. Powetował to sobie nieco domagając się sowitego wsparcia na powrót do Francji – dostał 3000 rubli, drogi pierścień i oficera do kompanii. A ta data jego wyjazdu – 1773 – myślę nie była przypadkowa****.

Agentami Katarzyny byli nie tylko Diderot czy von Grimm (agent wręcz osobisty), ale także sam Wolter, który sprzedawał jej… szwajcarskie zegarki, ale o nim już innym razem. Teraz tylko zaznaczę, że jego biblioteka też wylądowała w Petersburgu a portret Katarzyny wisiał u niego w sypialniniech nasz Staś się schowa – i dam tutaj tylko jego wyjątkowo durny, zazdrosny o względy Diderota i Grimma, list do niej:

„On August 9, 1774, four months after Diderot left Russia, Voltaire was unable to stand it any longer:

Madame:

I am positively in disgrace at your court. Your Imperial Majesty has jilted me for Diderot, or for Grimm, or for some other favorite. You have no consideration for my advanced age. All well and good if Your Majesty were a French coquette; but how can a victorious, law-giving empress be so inconstant.… I am trying to find crimes I have committed that would justify your indifference. I see that indeed there is no passion that does not end. This thought would cause me to die of chagrin, were I not already so near to dying of old age.

                            Signed,

                            He whom you have forsaken,

                            your admirer, your old Russian of Ferney

__

**) Od 1764 ów baron von Grimm żywo koresponduje z Katarzyną, tj. od momentu kiedy ta stała się prenumeratorką jego sławnego biuletynu. Z czasem staje się wręcz jej najbliższym powiernikiem, aż do jej śmierci w 1796 – dwa razy odwiedza ją w Rosji, ale mimo jej nalegań nie decyduje się tam zostać… Od 1753 Grimm był głównym redaktorem owego biuletynu, który z zapałem czytał także nasz Sas:

„Correspondance był periodykiem poufnym i rozsyłanym tylko zaufanym osobom, w związku z tym jego treść nie podlegała żadnej cenzurze ze strony władz francuskich, co sprzyjało głoszeniu kontrowersyjnych poglądów. Abonentami czasopisma była arystokracja i głowy koronowane ówczesnej Europy.”

***) Przelicznik to ponad 30 euro za liwr, czyli za samą bibliotekę Katarzyna zapłaciła około pół miliona euro; a słynna „pensja” to prawie dwa miliony…

****) Patrz: bosonweb.wordpress.com/2017/10/24/1772-czyli-interesujaca-sekwencja/

Król Staś, Katarzyna oraz jego Maman i ci nadzwyczajni malarze

 J.-B. Pillement, Pejzaż z Aqua Julia w Rzymie, 1765-7 – Muzeum Narodowe w Warszawie.

___

„Urodziła się 2 maja 1729 roku w Szczecinie jako córka księcia Christiana Augusta von Anhalt-Zerbst z dynastii askańskiej i Joanny Elżbiety z dynastii holsztyńskiej. Na chrzcie otrzymała imiona Zofia Fryderyka Augusta. W 1745 roku w Petersburgu przeszła na prawosławie, zmieniła imię na Katarzyna i poślubiła księcia holsztyńskiego Piotra Ulryka, późniejszego cara rosyjskiego Piotra III.

W czerwcu 1755 roku ambasador brytyjski w Petersburgu, Charles Hanbury Williams, przedstawił jej swojego osobistego sekretarza, 23-letniego Stanisława Poniatowskiego, późniejszego króla Polski, z którym w grudniu tego samego roku nawiązała niebezpieczny romans. Owocem tego romansu była córka Anna Piotrowna. Po półrocznych rządach Piotra III, ona i jej zwolennicy (wojsko zbuntowane przeciw carowi ze względu na wcielanie przez niego do armii wzorów z armii pruskiej [ha, ha]), dokonali zamachu stanu. Piotr III zginął zamordowany, a Katarzyna 9 lipca 1762 roku objęła władzę w Rosji.

Owego Williamsa nasz Staś poznał na 5 lat przed kochliwą Katarzyną: „Wiosną 1750, za radą Keyserlingka, pojechał do Berlina na kurację u sławnego lekarza J. Lieberkühna. Berlin i jego wyższe sfery wywarły na nim ujemne wrażenie. Ważnym wydarzeniem było poznanie tamtejszego posła angielskiego C. Williamsa.”

Za to już „w 1753, papa Poniatowski zapoznał swojego 21-letniego syna (wraz z jego braćmi) z wielką salonową sławą Paryża – 54-letnią Marie Thérèse Rodet Geoffrin.” Z kolei jesienią 1758 owa Madame Geoffrin przyjęła w swoim paryskim salonie księżnę Joannę – mamusię Katarzyny. Z samą Katarzyną Mme G. prowadziła od 1763 obfitą korespondencję – niestety, nie udało mi się jeszcze do niej dotrzeć**. W 1764 nasz Stasiu zostaje koronowany i wypadki ulegają przyspieszeniu.

Jako że sławny Marcello Bacciarelli, ze względu na cesarskie zlecenia w Wiedniu, nie mógł wtedy natychmiast przybyć do Warszawy więc, poprzez brata królewskiego Andrzeja***, polecił naszemu Stasiowi 37-letniego malarza francuskiego Jean-Baptiste Pillement. Na początku 1765 ów Jean przyjeżdża z Wiednia do Warszawy razem z żoną, dziećmi i swoim ojcem. Wcześniej „Pillement spędził osiem lat w Anglii, w pełni wykorzystując angielskie zamiłowanie do pejzaży…”

Pierwsze zlecenie Jean-Baptiste wykonał na Zamku Królewskim: „Ozdobił gabinet monarchy na zamku (pokój «do pisania»), ukończony w r. 1766, malując ściany i plafony «gałązkami chińskich kwiatów»”. Po bokach owego gabinetu były cztery portrety ro­dzinne: księżnej marszałkowej Lubomirskiej, pani krakowskiej (Izabelli Branickiej), księżnej Izabelli Czartoryskiej i księżnej Andrzejowej Poniatowskiej. A w centrum, nad kominkiem wisiał wielki portret Katarzyny II.

Francuskiej „mamie” króla Stasia to się nie podobało, że wziął kogoś nie z jej polecenia, no więc „polecany przez Madame Geoffrin, francuski architekt i projektant wnętrz Victor Louis przybył do Warszawy 29 lipca 1765 r. Jego rolą było przede wszystkim opracowanie planów powiększenia, przeprojektowania i upiększenia Zamku Królewskiego. Jego pobyt był bardzo krótki. Wyjechał 5 września tego samego roku…”

Nie było rady,  w 1766 ten jeden raz w swoim życiu 67-letnia Mme Geoffrin musiała się udać w bardzo długą podróż: „Misja jednak spaliła na panewce – wedle jej słów – Staś miał być jak ten Henryk IV, a ona jak nam dobrze znany Sully, a tu tymczasem kiszka… Król wedle Madame, mimo bardzo dobrych chęci, okazał się słabego charakteru, a ci Polacy tacy okropni…”

No i w 1767 dziarska Katarzyna była już w Polszcze ze swoim wojskiem.

PS. Katarzyna II zerwała z Mme Geoffrin, kiedy się dowiedziała, że w paryskich salonach jest czytany rękopis opisujący „rewolucję rosyjską w 1762”. Katarzyna wysłała do Paryża swoich agentów aby go zniszczyli, ale im się to nie udało, tyle że został opublikowany dopiero po jej śmierci, w 1791:

„Mianowany sekretarzem posła Francji w Imperium Rosyjskim udał się w jego towarzystwie do Petersburga, gdzie w 1762 był świadkiem przewrotu, który obalił Piotra III i wyniósł do władzy Katarzynę II. W 1768 ukończył pierwszą część Histoire de la révolution de Russie en 1762 – opartą na własnych szczegółowych notatkach historię tego przewrotu.”****

https://pl.wikipedia.org/wiki/Claude_Carloman_de_Rulhière

__

**) Maurice Hamon twierdzi, że listy Mme Geoffrin zostały zniszczone, najprawdopodobniej przez samą Katarzynę!!

***) W roku 1765 posłował do Wiednia; wówczas od cesarza uzyskał godność księcia czeskiego. Jako austriacki oficer nie mógł być formalnym reprezentantem RP w Wiedniu, lecz król Stanisław August uprosił kanclerza Kaunitza, by traktował jego brata jako nieformalnego posła. Książę Andrzej podszedł bardzo ofiarnie [sic] do tego nowego zadania, w wykonywaniu którego pomagali mu przychylni Polsce sardyński poseł w Wiedniu Lodovico Canale i brytyjski wysłannik David Murray, 2. hrabia Mansfield

https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Poniatowski

****) ów Rulhière był zawziętym wielbicielem naszego pierwszego (super-)masona Mokronowskiego: „Wokół postaci M-ego powstała legenda, której głównym twórcą był C. C. Rulhière, człowiek pozostający w kręgu inspiracji «sekretu» i osobiście oczarowany przez M-ego (zaprzyjaźnił się z nim w r. 1769/70 w Paryżu i czerpał od niego informacje). W „L’histoire de l’anarchie de Pologne” Rulhière przedstawił wizerunek polskiego republikanina na miarę antycznego herosa. Zanim się ta książka ukazała (1807), czytano ją w rękopisie i jeszcze za życia M-ego (w r. 1783) młody wówczas Talleyrand zapewniał autora, że dzięki niemu «czcigodny Branicki i wielki Mokronowski będą nieśmiertelni». Echa dzieła Rulhière’a rozlegają się w całej historiografii XIX wieku.”

http://boson.szkolanawigatorow.pl/tres-cher-jedrus-by-tez-bardzo-atrakcyjnym-kompanem-dla-panow

+

z kolei Ignacy biskup Massalski w 1767 odwiedził w Paryżu salon markiza Mirabeau:

https://en.wikipedia.org/wiki/Victor_de_Riqueti,_marquis_de_Mirabeau

mało tego, w 1771 sama Mme Geoffrin „załatwiła paryską edukację” dla bratanka i bratanicy naszego biskupa… a z kolei ów markiz pomógł w 1779 wyswatać ową bratanicę z samym Karolem de Ligne synem słynnego księcia:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Charles-Joseph_de_Ligne

In 1768, Baudeau was recruited by Ignacy Jakub Massalski, the Bishop of Vilnius, in order to bring physiocratic ideas to Poland. The main focus of his work there had to do with facilitating exports of Polish grain to France

https://en.wikipedia.org/wiki/Nicolas_Baudeau

Madagaskar czyli pokręcone losy Polaków

 Adam Rose, przed 1936 – Narodowe Archiwum Cyfrowe, Sygnatura: 1-A-2268

__

Urodził się w rodzinie Karola i Anny z Leów [patrz J. Leo]… Studiował ekonomię polityczną, a po ukończeniu berlińskiej Wyższej Szkoły Rolniczej rozpoczął pracę jako asystent w SGGW w Warszawie. W okresie studiów należał do Związku Młodzieży Polskiej „Zet”. Brał udział w powstaniu wielkopolskim i wojnie polsko-bolszewickiej, a po otrzymaniu doktoratu do 1922 roku pracował w Międzynarodowym Biurze Pracy przy Lidze Narodów. Będąc docentem na Politechnice Lwowskiej w 1929 roku habilitował się tamże i na SGGW, gdzie od 1930 roku wykładał politykę agrarną. Był wykładowcą politykę rolną w Wolnej Wszechnicy Polskiej.

Od 1 stycznia następnego roku pracował w Departamencie Ekonomicznym Ministerstwa Rolnictwa w randze dyrektora… Ze względu na różnice zdań na temat polityki rolnej z urzędującym od października 1935 roku ministrem J. Poniatowskim [brawo!] odszedł z resortu rolnictwa i 20 sierpnia 1936 roku został powołany na stanowisko wiceministra w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. W resorcie podjął prace nad zmianami umożliwiającymi akcelerację uprzemysłowienia państwa. Zainicjował powstanie Komisji Hutniczej i podejmował działania mające zaktywizować organizacje branżowe dla koordynacji działań przygotowujących do obrony kraju wobec zagrożenia wojną. Oddelegowany przez rząd do Ligi Narodów przedstawił na konferencji Komisji Gospodarczej stanowisko dotyczące wolnego obrotu towarowego, kapitałowego i zasobami ludzkimi, a z upoważnienia ministra Józefa Becka miał też przedstawić Polskie aspiracje kolonialne z czego jednak się nie wywiązał ograniczając swoje wystąpienie do omówienia konieczności udostępnienia terenów dla emigracji polskich Żydów. Misja Adam Rose przyniosła 9 października 1936 roku akceptację rezolucji dotyczącej rozwoju wymiany międzynarodowej, a on sam 7 marca następnego roku został powołany do Komitetu Surowcowego Ligi Narodów. Już jako członek komitetu podejmował wysiłki w celu przyznania Polsce kolonii, a Rada Ligi powierzyła mu zbadanie swobodnego dostępu do surowców mianując go ekspertem.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej uczestniczył w rokowaniach dla rozwinięcia współpracy gospodarczej między Polską i Francją. W warunkach wojny miał z polecenia Rady Ministrów, zorganizować ewakuację zaplecza technicznego armii, a po opuszczeniu kraju wykładał w Paryżu na Uniwersytecie Polskim Zagranicą i pełnił funkcję konsula w Tuluzie. Jako sekretarz Polskiego Czerwonego Krzyża zajmował się pomocą dla uchodźców, a ponieważ poszukiwało go Gestapo był zmuszony wyjechać do Szwajcarii. Prowadził w Genewie odczyty dla internowanych polskich wojskowych i współredagował trzytomową encyklopedię „La Pologne 1919-1939” (Neuchâtel 1946). Z tego okresu (1942-1945) pochodzą opublikowane pod pseudonimem prace: „W poszukiwaniu drogowskazów gospodarczych” (Winterthur 1943), „Na przełomie” (Winterthur 1944) i „Wytyczne polskiej polityki gospodarczej” (Londyn 1944). Po wojnie został doradcą Ludwika Grosfelda** w resorcie żeglugi, reprezentował też Polskę na arenie międzynarodowej w komisjach ONZ, a po zwolnieniu z przyczyn politycznych zmuszony w 1949 roku do ponownej emigracji. Ostatnie lata życia spędził w Paryżu borykając się z problemami ekonomicznymi i pogarszającym się stanem zdrowia. Będąc członkiem Académie des sciences morales et politiques wygłaszał referaty i publikował artykuły o konieczności ekonomicznej integracji Europy.

Rodzinę założył wstępując w związek małżeński 26 listopada 1921 roku. Z żoną Lucie Martin mieli dwoje dzieci Stefana (ur. 1922 r.) i Marię Skuncke (ur. 1924 r., zm. 2007 r.).”

Adam Rosé zmarł w listopadzie 1951. Jego żona Łucja była córką Francuza – znanego katolickiego dziennikarza, Artura Martin***. Z kolei jego szwagierka to słynna Marietta – do której niewątpliwie jeszcze tutaj wrócę.  Jego córka Maria wyszła za Szweda, Svena Skuncke ze starej szwedzkiej szlachty. W 1944, w Genewie Maria ukończyła szkołę tłumaczy a karierę zawodową rozpoczęła w 1945 r., podczas prac przy procesie norymberskim. Była tłumaczką rządu francuskiego w zakresie spraw francusko-polskich. W 1953 została współzałożycielką Światowego Zrzeszenia Tłumaczy Konferencyjnych – AIIC.

Z kolei jej córka to Marie-Christine Skuncke – zrobiła doktorat na Uniwersytecie w Cambridge w 1980 r. na podstawie dysertacji Szwecja i dramat europejski: studium tłumaczeń i adaptacji z języka francuskiego i angielskiego 1772-1796.  Wykładowca literatury na Uniwersytecie w Uppsali w 1987 r., w 2000 roku została mianowana profesorem. Na Uniwersytecie Gdańskim była zagranicznym wykładowcą w latach 1976-1980.

__

**) „Ludwik Grossfeld (1889–1955) Urodził się 26 października 1889 r. w Przemyślu przy ul. Lwowskiej 573 jako syn Izydora, kupca, i Barbary z d. Blumenfeld, córki Joachima i Chawy…

Podczas pobytu we Francji, w styczniu 1940 r. w Angers wszedł do Komitetu Zagranicznego (KZ) PPS i został Sekretarzem Generalnym Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, pozostając na tym stanowisku w polskim rządzie emigracyjnym w Londynie do lipca 1943 r. W KZ PPS wraz z H. Liebermanem, S. Stańczykiem, J. Szczyrkiemi J. Beluch-Belońskim należał do lewicowego skrzydła, opowiadającego się za współpracą ze Związkiem Sowieckim.

Grupa ta podjęła uchwałę popierającą zawarcie 30 lipca 1941 r. tzw. układu Sikorski–Majski.

13 lipca 1943 r. objął w rządzie emigracyjnym tekę Ministra Skarbu i urząd ten piastował do 24 listopada 1944 r. Na znak protestu przeciw antysowieckiej polityce gabinetu T. Arciszewskiego wystąpił z rządu, a w marcu 1945 r. wraz z całą opozycyjną grupą opuścił szeregi Komitetu Zagranicznego PPS. Po rozłamie współorganizował tzw. Zjednoczoną Grupę członków PPS w Wielkiej Brytanii, która 15 lipca 1945 r. wydała w „Jutrze Polski” oświadczenie o uznaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej (TBJN) i poparciu działań zmierzających do zjednoczenia sił socjalistycznych w kraju w jednej partii.

W lipcu 1945 r. TRJN mianował dr. L. Grossfelda komisarzem Banku Polskiego w Londynie i powołał go na członka Komisji Likwidacyjnej tegoż Banku. Po wykonaniu zadania dr Grossfeld powrócił do kraju i zamieszkał w Warszawie przy al. Szucha 16 m. 15.

18 października 1945 r. został mianowany podsekretarzem stanu w Ministerstwie Żeglugi i Handlu Zagranicznego, a od 7 lutego 1947 r. pełnił funkcję kierownika tego resortu. 15 kwietnia 1947 r. objął stanowisko podsekretarza stanu ds. handlu zagranicznego w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. W marcu 1949 r. powierzono mu misję zorganizowania Polskiej Izby Handlu Zagranicznego, a po jej utworzeniu 28 września 1949 r. został mianowany prezesem Izby. Na stanowisku tym pozostał już do dnia śmierci…

Po powrocie z Wielkiej Brytanii we wrześniu 1945 r. wstąpił do odtworzonej PPS i 4 listopada 1945 r. został dokooptowany do Rady Naczelnej Partii. Od 29 grudnia 1945 r. był posłem do Krajowej Rady Narodowej. W 1946 r. uczestniczył w Międzynarodowych Konferencjach Socjalistycznych w Londynie i Bournemouth. W kwietniu 1946 r. wszedł w skład Komisji Spraw Zagranicznych, utworzonej przez Centralny Komitet Wykonawczy (CKW) PPS. W maju 1946 r.został członkiem Sekcji Morskiej, powołanej przy Radzie Gospodarczej PPS, a od listopada tego roku wchodził w skład Rady Organizacyjnej przy CKW PPS. W styczniu 1947 r. wybrano go na posła do Sejmu Ustawodawczego Rzeczypospolitej Polskiej. Na XXVII Kongresie PPS (14–17 grudnia 1947 r. we Wrocławiu) wszedł do Rady Naczelnej Partii i pozostawał w jej składzie do Kongresu Zjednoczeniowego PPS i PPR, w którym uczestniczył w dniach 15–21 grudnia 1948 r. w Warszawie. Po kongresie został członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Na krótko przed śmiercią podpisał apel do Polaków na emigracji, wzywający do powrotu do kraju.”

***) „Artur Martin broni stanowisk konserwatywnych, wspierających porządek, a przeciwnych Republice, czasem o antysemickich konotacjach. Tak więc, po śmiertelnych starciach z 1 maja 1891 w Fourmies (Nord), potępia „zacieklego i samolubnego ducha republikańskiej burżuazji” i usprawiedliwia wojsko oskarżane o odpowiedzialność za strzelaninę. Poddaje w wątpliwość, w terminach bardzo zbliżonych do słów pisarza Edouarda Drumonta, urzędników: „W krwawym dramacie Fourmies jest aktor, który powinien byc w pełni oświetlony: to jest prefekt Avesnes, pan Isaac, rasowy Żyd. Nieco wyżej w hierarchii administracyjnej znajdujemy kolejnego semitę, a przynajmniej pół-semitę, M. Vel-Duranda, prefekta Północy”.”

Skąd się bierze nasza masa czyli zagadka Słońca rozwiązana

Zdjęcie Słońca w nocy – „światłem” neutrin.

__

Rozwiązanie solarnego paradoksu, a raczej jego dowód, jest oczywiście „zaszyfrowane” w tym niedawno zrobionym „nocnym” zdjęciu powyżej, ale pierwszy je podał francuski fizyk Jean Perrin już w 1919. Miał Perrin genialną intuicję (nie jeden raz, w 1901 zasugerował „planetarny” model atomu – dużo później zaproponowany przez Rutherforda i Bohra) – dopiero w 1939 po rozwinięciu podstaw fizyki jądrowej Hans Bethe** mógł precyzyjnie wykazać działanie, za co dostał nobla w 1967, odpowiedniego mechanizmu tzw. cyklu protonowego.

Do postawienia swojej hipotezy Perrin zestawił dwie obserwacje: I. „deficyt masy” w hipotetycznej wtedy reakcji jądrowej 4 H → He oraz II. równoważność energia-masa Einsteina z 1905; innymi słowy formułę E = mc². Zaproponował zatem, że (głównym) źródłem energii Słońca jest nowa reakcja fuzji czterech jąder wodoru (czyli 4 protonów) w jedno jądro helu (czyli cząstkę alfa): 4 H → He.

Jako że jeden mol helu waży 4,003 g, a cztery mole wodoru 4,03 g, to dostajemy z zasady zachowania energii i równania Einsteina, że na jeden mol wyprodukowanego w takiej reakcji helu otrzymamy ekstra energię = 0,027 g razy ce-kwadrat czyli okolo 2500 miliardów J! Zamiast niecałego miliona dżuli w „najlepszych” reakcjach chemicznych…

W rzeczywistości sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo ta reakcja nie zachodzi w jednym kroku, ale trzech no i małą część owej energii unoszą słynne neutrina. Niektóre z nich są rejestrowane w gigantycznych laboratoriach na Ziemii produkujących w efekcie takie piękne, jak to wyżej, zdjęcia rdzenia Słońca gdzie owa fuzja zachodzi. W dodatku, owe cztery jądra H dają 4 protony, a przecież jądro He składa się z dwóch protonów i dwóch neutronów – każda taka zamiana protonu na neutron skutkuje właśnie emisją neutrina…

No, ale co to ma wspólnego z masą naszego własnego ciała? Ano to, iż w latach 70tych XX wieku okazało się, że protony i neutrony składające się na wszystkie jądra atomowe, NIE są cząstkami elementarnymi, ale są złożone z trzech kwarków. Przy czym owe kwarki są zawsze uwięzione w protonach i neutronach, zatem nie da się ich obserwować w stanie „swobodnym” i cała wiedza o nich jest dostępna pośrednio. Owo uwięzienie bierze się z nieprawdopodobnie dużej „gluonowej” siły wzajemnie je przyciągającej.

I teraz mamy kolejny paradoks – jak to jest że masa owych 3 kwarków stanowi jedynie  1% masy protonu czy neutronu?! Można powiedzieć, że tym razem jest to odwrotny paradoks do jądrowego, gdzie masa jąder jest zawsze nieco mniejsza od sumy mas ich składników…

Wedle teorii względności masa danego systemu złożonego (jak proton w spoczynku) razy c² = energii całkowitej jego elementów, czyli sumie wszystkich energii kinetycznych ORAZ energii potencjalnej owego systemu; w protonie wkład energii kinetycznej kwarków jest malutki, bo ich masy*** są małe w stosunku do masy protonu, czyli prawie cała masa protonu to (dodatnia) energia potencjalna oddziaływań gluonowych! Dokładnie przeciwnie do mas atomów, gdzie energie kinetyczne (uwaga – zawsze ze słynnym członem spoczynkowym mc!) składników dominują i wkład od energii potencjalnej oddziaływań elektromagnetycznych jest znikomy. Ale to nic dziwnego – wszak oddziaływania gluonowe nie na darmo nazywane są silnymi, a jest to bardzo oględne, bo w rzeczywistości są hiper-ultra-mocne!

Podsumowując, dochodzimy do zdumiewającej konkluzji: masa naszego ciała, i innych obiektów wokół nas, jest dana przez sumę mas olbrzymich ilości atomów i molekuł, ale ich masy są głównie dane przez masy jąder atomowych, które z kolei składają się z protonów i neutronów – tak więc w efekcie nasza masa w prawie 99% jest „wytworzona” przez energię potencjalną oddziaływań silnych, a zatem przez energię POLA gluonowego!

__

**) Prawdziwy fenomen – zmarł w wieku 99 lat, do końca prawie publikując prace naukowe.

***) Co do wartości mas kwarków, i innych cząstek elementarnych, to nie mamy jak dotąd wyjaśnienia ich „wzoru”, ale są tam bardzo zastanawiające regularności. W dodatku, wedle obowiązującej teorii, to masa bardzo egzotycznego kwarku top jest najbardziej naturalna, i trzeba niejako wytłumaczyć „małość” wszystkich pozostałych mas! Po więcej szczegółów odsyłam do mojej notki w przyszłości…

„Kler” i PISF czyli popularna instytucja swojskiego finansowania

Przypadkowo trafiłem na strony przesławnego PISFu i trochę mnie zatkało. Jego roczny budżet na dofinansowanie samych filmów fabularnych to grubo ponad 50 milionów PLN. To są nie tylko duże pieniądze, ale także fantastycznie „dzielone”. Weźmy taki „Kler” – okazuje się że Smarzowski zakamuflował go pod niewinną nazwą „3” – i na pierwszej sesji 19 kwietnia 2017 dostał na owe dzieło 2 mln od komisji PISF w składzie: Andrzej Jakimowski, Dorota Kędzierzawska, Mirosław Krzyszkowski, Jerzy Łukaszewicz, Rafał Wieczyński, Krzysztof Zanussi, Janusz Zaorski. Tylko Mirosław Krzyszkowski i Rafał Wieczyński głosowali przeciw przyznaniu dotacji filmowi Smarzowskiego. Za to zaraz potem pani Magdalena dyrektor Sroka** – dorzuciła jeszcze 1,5 mln z „własnego” dyrektorskiego budżetu…

Jakby tego było mało, to obok PISFu produkcję owego tajemniczego „3” dofinansował także Regionalny Fundusz Filmowy (Kraków)***, utworzony – jakżeby inaczej – przez p. Srokę, bo jak sami piszą:

„Celem Regionalnego Funduszu Filmowego w Krakowie jest finansowe wspieranie produkcji filmowych związanych z Krakowem i Małopolską, które mogą przyczynić się do turystycznej i gospodarczej promocji regionu, a także przyczynić się do budowania jego pozytywnego wizerunku. Ważne jest zarówno umiejscowienie akcji czy samych planów zdjęciowych, jak i tematyka filmu oraz tworzący go artyści.”

To jest zresztą nowy trend – dofinansowanie „od wszystkich”. Weźmy takiego p. Pawlikowskiego i jego film pt. Zimna wojna:

Koprodukcja: Arte France, Canal+ Polska, Kino Świat, EC1 Łódź – Miasto Kultury, Mazowiecki Fundusz Filmowy, Śląski Fundusz Filmowy, Podkarpacki Fundusz Filmowy
+
Współfinansowanie: Polski Instytut Sztuki Filmowej, MK2 Films, Film4, British Film Institute, Eurimages…

Zapisy sesji za dyr. Odorowicz wprawdzie zniknęły, ale jedną jeszcze wydobyłem z czeluści internetu:

web.archive.org/web/20160405165108/http://www.pisf.pl/dotacje/dofinansowane-projekty/2014/po-produkcja-filmowa/priorytet-3-filmy-fabularne-sesja-2-2014

a tam „Komisja oceniająca – liderzy komisji oceniających projekty aplikujące o dofinansowanie produkcji projektów fabularnych: Sylwester Chęciński, Sławomir Fabicki, Robert Gliński, Anna Kazejak, Jerzy Skolimowski, Jerzy Stuhr” dała 3 i pół dużej bańki p. Agnieszce H. na Pokot, ale jej córce Kasi kazała na dwie takie bańki na Amok trochę poczekać (patrz niżej…):

www.pisf.pl/dotacje/dofinansowane-projekty/2015/po-produkcja-filmowa/priorytet-3-filmy-fabularne-sesja-2-2015

Ciekawostką jest, że ów Amok to „polsko-szwedzko-niemiecki film kryminalny z 2017 roku w reżyserii Kasi Adamik o Krystianie Bali, skazanym za zabójstwo na 25 lat pozbawienia wolności”, tak jak i polsko-amerykańska „superprodukcja” z 2016 także finansowana przez PISF**…

A pani dyrektor Sroka została wprawdzie wyrzucona przez min. Glińskiego 9 października 2017, ale dopiero po wielkim skandalu z jej listem do amerykańskiej Akademii Filmowej. Oto ów list Sroki:

**) „Twórczyni Krakowskiej Komisji Filmowej i Regionalnego Funduszu Filmowego w Krakowie oraz ekspertka Kongresu Kultury Polskiej. W latach 2008–2010 była dyrektorką Krakowskiego Biura Festiwalowego, organizującego krakowskie wydarzenia kulturalne. W latach 2010–2015 wiceprezydent Krakowa ds. kultury i promocji miasta…

Na stanowisku szefowej Instytutu Magdalena Sroka zastąpi Agnieszkę Odorowicz, której druga i ostatnia pięcioletnia kadencja kończy się 2 października. Konkurs na nowego dyrektora PISF minister kultury ogłosiła pod koniec kwietnia. W jedenastoosobowej komisji konkursowej znaleźli się: Andrzej Fidyk, Roman Gutek, Agnieszka Holland, Katarzyna Janowska, Robert Kijak, Borys Lankosz, Olgierd Łukaszewicz, Juliusz Machulski, Jakub Szurmiej, Andrzej Wajda oraz Krzysztof Zanussi.”

***) Ten sam zestaw dofinansował słynną polsko-holywoodzką superprodukcję z samym Jim’em Carreyem pt. PRAWDZIWE ZBRODNIE – po angielsku Dark Crimes – „On review aggregator website Rotten Tomatoes, the film holds an approval rating of 0%„. Ciekawe, że wśród producentów znajdujemy nie tylko niejakiego Jeffrey Sorosa – bratanka Jerzego, ale także firmę samego kumpla Jerzego – Mnuchina, Stevena Mnuchina – sekretarza skarbu USA… ech, ten Trump.

Jabłonowo, krzyżacy i lato 2019

Jabłonowo Pomorskie… „znane od 1222. Pierwsza wzmianka o Jabłonowie znalazła się w tzw. dokumencie „łowickim” (1222 r.), w którym Konrad mazowiecki nadał osadę biskupowi Chrystianowi. Po przejęciu tych terenów przez Krzyżaków Jabłonowo znalazło się w granicach komturstwa brodnickiego. W 1342 roku wielki mistrz krzyżacki Dytrych von Altenburg nadał dobra jabłonowskie rycerzowi Rudigerowi von Lugendorf.”

Tu polska wiki urywa, a ta niemiecka dopowiada: „W 1609 r. Jabłonowo należało do jezuitów. Około połowy XVII wieku dwór w Jabłonowie był własnością zakonu krzyżackiego…

Skąd tu ci Krzyżacy w Rzpltej w XVII wieku – może ktoś oświeci… Tak czy inaczej, mówimy tu o nadzwyczajnym pojezierzu brodnickim:

Pojezierze brodnickie to ponad sto jezior o powierzchni ponad 1 ha. Dominują tutaj jeziora rynnowe, a wiele z nich połączonych jest ciekami wodnymi. Największy zbiornik wody to Wielkie Partęczyny (powierzchnia 324 ha). Region jest stosunkowo słabo zagospodarowany turystycznie.

Pojezierze nie sprzyja żeglarzom ze względu na relatywnie niewielką powierzchnię jezior oraz otaczające wzgórza i porośniętą wysokimi lasami linię brzegową (brak wiatru). Wiele jezior objętych jest zakazem używania silników spalinowych, ponadto łączą je rzeki Skarlanka (spiętrzona) i Drwęca, co sprawia, że region ten jest atrakcyjny do uprawiania turystyki kajakowej.”

„Pierwszy zapis dotyczący spalenia grodu Straisberg przez Jaćwingów odnotowany został w kronice Piotra z Dusburga w 1263 r. Drugi zapis o ataku Litwinów na osadę Brodnicę pochodzi z 1298. Zdaniem historyków pierwsza wzmianka dotyczy raczej strażnicy zakonnej nad jeziorem Strażym, a druga umocnień w rejonie Żmijewa, zatem niekoniecznie muszą odnosić się do osad na terenie dzisiejszego miasta. Ziemie na lewym brzegu Drwęcy, ziemia michałowska, stała się własnością zakonu krzyżackiego w 1303 (książę kujawski Leszek oddał ziemie michałowskie Krzyżakom w zastaw za uzyskaną pożyczkę, Krzyżacy ostatecznie wykupili je od książąt kujawskich w 1317). Budowa zamku w Brodnicy rozpoczęła się w 1305 r.

Prawa miejskie Brodnica uzyskała na prawach chełmińskich. Pierwszy zapis dotyczący miasta Brodnicy pochodzi z 1298, pod datą 29 IX kronikarz krzyżacki Piotr z Dusburga zanotował, iż oddział 140 Litwinów zaatakował osadę Brodnica. Natomiast pierwsza wzmianka dotycząca budowy kościoła św. Katarzyny pochodzi z 1310.

Miasto od zachodu w latach 1738–1745 na rysunku Georga Friedricha Steinera

Po raz pierwszy jako „civitas” – a więc miasto, lokowane na prawie niemieckim – Brodnica była wzmiankowana w 1317. W 1320 rozpoczęto budowę podwójnego pasa murów otaczających miasto, realizacja ich została zakończona wraz z budową głównych bram miejskich: Mazurskiej i Chełmińskiej (zwanej również Kamienną), w 1370. Najprawdopodobniej w 1305 rozpoczęto budowę zamku krzyżackiego, pierwszą fazę budowy zamku zakończono około 1339…

W 1466 Brodnica wraz z Prusami Królewskimi weszła w skład Polski. W 1481 r. starostwo brodnickie od Kazimierza Jagiellończyka za 4500 guldenów otrzymał Franciszek Gliwicz, szlachcic małopolski herbu Starykoń. W latach 1553 i 1661 miasto zostało zniszczone podczas pożarów…

Królewna Anna objęła brodnickie starostwo w 1605 roku i mieszkała tu do śmierci w 1625 r. Głównym powodem opuszczenia przez Annę dworu królewskiego w Krakowie było jej protestanckie wyznanie. Ponieważ w odróżnieniu od swojego królewskiego brata Zygmunta III Wazy – gorliwego katolika była oddaną luteranką, powodowało to częste niesnaski na dworze, którego nie cechowała szeroko pojęta tolerancja religijna. Jej wybór co do miejsca przenosin, w którym mogłaby bez przeszkód żyć i głosić swoje poglądy, padł na Brodnicę, w której jeszcze dwa lata wcześniej żył i tworzył znany polski działacz protestancki Erazm Gliczner, pisarz i reformator religijny, pedagog, jeden z twórców zgody sandomierskiej z 1570 r.”

Skąd mi się to wzięło? Ano, znowu przez te ryby – zaczynam na dobre planować nasze lato 2019…

PS. pl.wikipedia.org/wiki/Pałac_Narzymskich_w_Jabłonowie_Pomorskim

 

Giętki Kot i osaczony Sikorski

Ów słynny profesor Kot jest tak dziwnie sławny, że do tej pory nie ma hasła nie tylko w e-wersji, ale i w wersji papierowej Polskiego Słownika Biograficznego! Nie ma odważnych?

Tak czy inaczej, Stanisław Kot urodził się w 1885 w rodzinie chłopskiej. „Jego ojciec Marcin Zakrzewski [?] był zaangażowany w działalność ludową na wsi galicyjskiej. Stanisław Kot edukację na poziomie podstawowym zdobywał w szkołach w Czarnej Sędziszowskiej i Sędziszowie Małopolskim. W 1904 zdał egzamin dojrzałości w C. K. I Gimnazjum w Rzeszowie (wówczas abiturientami byli Artur Kopacz, Jan Kwolek, Tadeusz Wolfenburg). Tam aktywnie uczestniczył w młodzieżowym ruchu niepodległościowym. Był jednym z liderów „Promienistych”, galicyjskiej organizacji akademickiej o kierunku demokratycznym i socjalistycznym, skupionej wokół gazety „Promień”. W latach 1904–1908 odbył studia historyczne i historycznoliterackie na Uniwersytecie Lwowskim, w 1909 uzyskał dodatkowo doktorat z zakresu prawa na podstawie pracy Wpływ teorii politycznych starożytności klasycznej na idee polityczne Polski w XVI w., a w szczególności na Andrzeja Frycza Modrzewskiego. W latach 1908–1912 był nauczycielem języka polskiego. W latach 1912–1914 studiował we Francji, jednocześnie prowadząc badania bibliograficzno-archiwalne w Niemczech i Szwajcarii, Belgii i Holandii. W 1911 roku zawarł związek małżeński z Idą Proksch*…

Stanisław Kot związany był z ruchem ludowym. Od 1933 roku działał w Stronnictwie Ludowym, w latach 1936–1939 był członkiem jego Naczelnego Komitetu Wykonawczego. Reprezentował prawe skrzydło stronnictwa. Był też działaczem opozycyjnego Frontu Morges. We wrześniu 1939 roku znalazł się na emigracji i wszedł jako wicepremier do rządu gen. Sikorskiego, swego przyjaciela. Gorliwie prowadził akcję „oczyszczania” armii z ludzi związanych z sanacją…

W latach 1941–1942 Kot był ambasadorem rządu RP na uchodźstwie w ZSRR, w latach 1942–1943 ministrem stanu na Bliskim Wschodzie, w latach 1943–1944 ministrem informacji. W lipcu 1945 roku powrócił do kraju i z ramienia Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej był w latach 1945–1947 ambasadorem w Rzymie. W 1947 roku ponownie wybrał emigrację. Od 1955 roku był przewodniczącym Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego na obczyźnie.”

Po więcej szczegółów nt. Kota musiałem sięgnąć do książki Bogdana Podgórskiego Józef Retinger – prywatny polityk, wydawnictwo Universitas, 2013:

„Ten okres działalności Retingera opisał w swoich wspomnieniach Juliusz Żuławski: Od roku 1935, aż do wybuchu wojny, był w ciągłym ruchu między Warszawą, Londynem, Paryżem, Czeską Pragą i Morawską Ostrawą, spotykając się z Niedziałkowskim, prof. Kotem, generałem Sikorskim, Witosem, Korfantym, aranżując ich spotkania z politykami europejskimi…

Po śmierci Piłsudskiego w 1935 roku władzę utrzymali jego zwolennicy, jednak, w ocenie Retingera, nie nawiązali oni właściwego dialogu z opozycją. Toteż próbował on doprowadzić do przezwyciężenia podziałów i zbudowania koalicji. Organizował spotkania oraz pośredniczył w kontaktach z socjalistami i przywódcami chłopskimi, Kotem, Witosem oraz z przywódcami chrześcijańskiej demokracji, Korfantym, Hallerem i Popielem…

Następnym krokiem było podpisanie 14 sierpnia 1941 roku w Moskwie polsko-radzieckiej umowy wojskowej, którą zapowiedziano w układzie Sikorski – Majski z 30 lipca 1941 roku, a która regulowała zasady zwolnień Polaków z więzień i obozów pracy oraz zasady tworzenia polskiej armii pod dowództwem generała Andersa, jej liczebności, uzbrojenia, dowodzenia oraz zgodę na jej ewakuację do Iranu. Na mocy tego porozumienia została utworzona w Kujbyszewie polska ambasada. Na stanowisko ambasadora został mianowany profesor Stanisław Kot.

Nowo mianowany ambasador nie mógł objąć funkcji z powodu przeciągających się procedur związanych z uzyskaniem listów uwierzytelniających**. Według umowy polsko-radzieckiej z chwilą nawiązania stosunków dyplomatycznych władze radzieckie miały zarządzić „amnestię” dla wszystkich obywateli polskich znajdujących się na ich terytorium

Brytyjczycy, którzy zaangażowali się w polsko-radzieckie rozmowy zmierzające do podpisania umowy, byli również zainteresowani szybkim wprowadzeniem jej w życie. Ambasador brytyjski w Moskwie Stafford Cripps zasugerował, aby do czasu objęcia urzędu przez nowego ambasadora strona polska wysłała do Moskwy Retingera jako chargé d’affaires. Retinger zwrócił się do generała Sikorskiego o akceptację tego pomysłu, ale generał odmówił, obawiając się jego zbytniej niezależności politycznej. O wyjazd Retingera zabiegał także profesor Stanisław Kot, który po otrzymaniu nominacji na stanowisko ambasadora liczył, że Retinger pomoże przygotować mu grunt przed objęciem funkcji. Generał Sikorski wydawał się temu przeciwny. W rozmowie z Kotem powiedział: Ostrzegam Cię jak najbardziej stanowczo przed tym włóczęgą. Ja nie wiem, dla kogo on pracuje. Ja go tam na swoją odpowiedzialność nie wyślę. Ile on tam i z kim naintryguje, nie mogę przewidzieć.

Retinger wyjechał do Moskwy jako kurier dyplomatyczny dopilnować realizacji umowy. Na lotnisku powitał go ambasador Cripps. Po wyjeździe Retingera Stanisław Kot ponownie wystąpił do Sikorskiego z wnioskiem o nominację dla Retingera. Generał ostatecznie wyraził zgodę i mianował Retingera chargé d’affaires, wzmacniając jego pozycję w rozmowach z Rosjanami. Informacja o decyzji generała zastała Retingera w Moskwie, gdzie przebywał już od dwóch dni. W ten sposób został pierwszym przedstawicielem dyplomatycznym Rzeczypospolitej Polskiej po wznowieniu stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Radzieckim. Funkcję chargé d’affaires miał pełnić do czasu przyjazdu Stanisława Kota i objęcia przez niego urzędu ambasadora. Przeciwnicy Retingera twierdzą, że został on chargé d’affaires nie z inicjatywy polskiego rządu, lecz po naciskach Anglików, którzy wykorzystali fakt, że Retinger przebywał już w Moskwie i stworzyli fait accompli…***

W niektórych publikacjach o Retingerze pojawia się twierdzenie, że najprawdopodobniej należał on do struktur masońskich wysokiego szczebla. Twierdzenie to wydaje się odpowiadać prawdzie. Z istniejących dokumentów wynika, że Retinger nawiązał współpracę z Wielkim Wschodem Francji. Warto przytoczyć tutaj Leona Chajna, który opisując działalność polskiego wolnomularstwa w okresie międzywojennym, podaje informację, że w Dzienniku Korespondencyjnym ogólnym Wielkiej Loży Narodowej Polski, założonym 17 marca 1929 roku, pod datą wpływu 8 lutego 1931 r. figuruje zapis o liście od Séverina Kutnera z loży „Les Rénovateurs” Grand Orient de France (Wielkiego Wschodu Francji), w którym „prosi [on] o pismo w sprawie inicjacji Polaków do loży”. Wśród wymienionych w liście wielu nazwisk znajdują się nazwiska Henryka Kołodziejskiego, prof. Stanisława Kota oraz Józefa Retingera.”

Do kompletu – moja seria retingerowska:

boson.szkolanawigatorow.pl/kim-by-kuzynek-diaba

boson.szkolanawigatorow.pl/retinger-czyli-kuzynek-diaba

boson.szkolanawigatorow.pl/afera-sykstusa-czyli-retinger-zaczyna-dziaac

boson.szkolanawigatorow.pl/sikorski-i-recio-vs-kucharski-i-hammerling

___

*) KOTOWA Ida (1884-1965) historyczka literatury (rodzice: Franciszek Proksch i Karlina Maly)

**) Wyjazd i objęcie funkcji ambasadora przez prof. Kota opóźniało się z powodu przedłużającego się konfliktu w łonie polskich władz i odmowy prezydenta Raczkiewicza na podpisanie nominacji ambasadorskiej prof. Kota.

***) Po podpisaniu układu Polski z ZSRR przedstawiciele Foreign Office naciskali na polski rząd o jak najszybszy wyjazd ambasadora RP do Moskwy. Jednak nowo mianowany ambasador S. Kot nie mógł wyjechać do Moskwy, ponieważ prezydent Raczkiewicz, nie akceptując układu z Rosją, nie spieszył się z podpisaniem nominacji i listów uwierzytelniających dla S. Kota. Rosjanie wymagali obecności przedstawiciela ambasady dla realizacji postanowień układu. Z tego powodu Retinger przebywający już w Moskwie został oficjalnie mianowany chargé d’affairs. Prawdą jest jednak, że naciski Brytyjczyków, którzy przypisywali sobie zasługi za doprowadzenie do podpisania układu, na jak najszybsze wysłanie polskiego ambasadora do Moskwy wpłynęły na decyzję o mianowaniu Retingera.

 

 

 

 

Agent JKM i Kot czyli początki naszej wolności

William John Rose, ten od pierwszego wywiadu z Piłsudskim, był bardzo, bardzo zdolnym agentem JKM:

Po ukończeniu w 1912 studiów socjologicznych w Oksfordzie podjął badania nad mniejszościami narodowymi monarchii Austro-Węgier. W tym celu wyjechał Śląsk Cieszyński. Został internowany [niezupełnie, bo „ze względu na dobro jego żony”, władze pozwoliły pp. Rose po prostu spokojnie mieszkać w Ligotce Kameralnej] jako obywatel brytyjski przez władze austriackie, gdy wybuchła I wojna światowa. Wykorzystał ten czas do nauki języka polskiego i zapoznania się z problemami narodowymi Polaków. Przyjaźń z pastorem Janem Szerudą wpłynęła na jego zainteresowanie polską myślą religijną i reformatorską [wcześniej Rose zdążył się bardzo dobrze poznać z dr. Benes’em…]; w 1919 przełożył na angielski Ojcze nasz Augusta Cieszkowskiego, natomiast swą pracę doktorską [po angielsku] przygotowywaną pod kierunkiem Stanisława Kota i przedstawioną na UJ w 1925 poświęcił Stanisławowi Konarskiemu (Stanislas Konarski. Reformer of Education in the 18th Century, Londyn 1929). Potem przez kilka lat przebywał w Krakowie (m.in. jako dyrektor YMCA), biorąc udział w życiu kulturalnym tego miasta.”

Rose znał się blisko i z prof. Kotem i z dr. Motzem, a ci dwaj spotkali się oczywiście w Stronnictwie Ludowym… Słynny profesor Kot, na którego sekretarkę już się natknąłem**, zasługuje na dedykowany mu wpis. Teraz chciałbym przywołać postać Wickhama Steeda:

„In 1914, he moved to London to take over as foreign editor of The Times. During his time in Vienna he acquired a deep contempt for Austria-Hungary. An anti-Semite and a Germanophobe, in an editorial published in The Times on 31 July 1914, Steed labelled efforts to stop the impending war as „a dirty German-Jewish international financial attempt to bully us into advocating neutrality”. From 22 July 1914 on, Steed, in close agreement with The Times’ proprietor, Lord Northcliffe, took a very bellicose line and in editorials written on 29 and 31 July, Steed urged that the British Empire should enter the coming war.

Seen as a leading expert on Eastern Europe, Steed’s views had much influence with decision-makers such as high-level bureaucrats and Cabinet politicians in the First World War and its aftermath. During the war, Steed befriended anti-Habsburg émigrés such as Edvard Beneš, Ante Trumbić, Tomáš Masaryk and Roman Dmowski and advised the British government to seek the liquidation of Austria-Hungary as a war aim…

When the editor of The Times, Geoffrey Dawson, resigned from his post in February 1919, Steed was Northcliffe’s first choice to succeed him. Steed had worked closely with Northcliffe during the war, becoming an adviser to him on foreign affairs. Steed was forced to contend with Northcliffe throughout most of his tenure as editor, as the press baron retained considerable control over the affairs of the newspaper.

After the war, Steed strongly disapproved of the Bolshevik regime in Russia. In an editorial written in another Northcliffe paper, the Daily Mail on 28 March 1919, Steed accused the British Prime Minister David Lloyd George, whom Steed detested, of betraying the White Russians because of a plot by „international Jewish financiers” and the Germans to help the Bolsheviks stay in power.

In 1920, Steed endorsed as genuine a notorious anti-Semitic forgery, The Protocols of the Learned Elders of Zion, writing in an editorial in The Times, where he blamed the Jews for World War I and the Bolshevik regime, and called them the greatest threat to the British Empire. However, he retracted his view on the Protocols in 1921, when his paper’s Constantinople correspondent proved them a forgery.

Although Steed was Northcliffe’s personal choice for the editorship, by 1922 the press baron was increasingly frustrated by Steed’s failure to return The Times to profitability. After Northcliffe’s death in August 1922, the new owners, John Jacob Astor and John Walter, dismissed Steed on 24 October and brought back Dawson as editor…

On the title page of his 1934 work, Hitler Whence and Whither?, Steed is described as a lecturer in Central European History at King’s College London.”

Ciekawa, przy tym, jest historia tego czołowego dziennika Imperium – kiedy w owym 1922 właściciel The Times gwałtownie umiera, gazetę wykupuje przesławna rodzina Astor, którą z kolei zatapia słynna afera Profumo, uśmiercając przy tym lorda Astora – tak, że w 1966 The Times dostaje się w ręce kanadyjskiego rekina Roy Thomsona, a od 1981 jest już w australijskich łapach niejakiego Murdocha, Ruperta Murdocha…

Wracając do agenta Rose – dwa razy, jak zdradza w swoich wspomnieniach***, spotkał się on z Mr. Steed w kluczowych momentach dla Polski – raz 17 grudnia 1918, kiedy omawiał z nim swój materiał nt. sytuacji na Śląsku i dowiedział się, że tuż przed nim w gabinecie Steeda był… Paderewski, którego zaraz po tym brytyjska kanonierka zabrała do Gdańska. A drugi raz w… 1926, kiedy to w Warszawie Mr. Steed zasięgał informacji u agenta Rose, nt. szans Witosa w dojściu do władzy…

**) bosonweb.wordpress.com/2017/06/30/mickiewicz-rotszyld-syjonizm-i/

***) Stone, Daniel „The Polish memoirs of William John Rose” (Toronto, 1975)

Wickham Steed in 1920

__

PS. „Dn. 26 X 1918 wszedł w skład powołanej przez Radę Narodową Ks. Cieszyńskiego komisji do rozgraniczenia Śląska Cieszyńskiego. Dn. 5 I 1919, na prośbę Jana Michejdy i ks. Józefa Londzina, członków Prezydium Rady Narodowej Ks. Cieszyńskiego R. podjął się misji agenta dyplomatycznego do państw zachodnich. Wyjechał jako korespondent Polskiego Biura Prasowego do Lublany, gdzie nawiązał kontakt z nowo powstałymi władzami słoweńskimi. Przez Włochy dotarł do Paryża i na prośbę H. Gibsona, członka amerykańskiej delegacji na konferencję pokojową i późniejszego przedstawiciela USA w Warszawie, napisał memoriał, w którym wskazywał na potrzebę szybkiego nawiązania kontaktów dyplomatycznych między Waszyngtonem a krajami Europy Środkowej i wspierania na tym terytorium akcji amerykańskich organizacji religijno-charytatywnych. Przekazał także postulat władz warszawskich o skierowanie wojsk gen. Józefa Hallera do Polski. Po przyjeździe do Londynu dla wyjaśnienia swych spraw paszportowych [ha. ha], R. odbył serię rozmów z ekspertami brytyjskiego min. spraw zagranicznych (J. W. Headlam-Morleyem i L. Namierem) i min. wojny, przekazując im, przychylną interesom Polski, ocenę stosunków polsko-czeskich na Śląsku Cieszyńskim. Nawiązał także stosunki z brytyjskimi sferami uniwersyteckimi (J. Y. Simpsonem, R. W. Seton-Watsonem), Polskim Biurem Informacyjnym oraz wydawcami „Polish Review”, J. H. Harleyem i Augustem Zaleskim.

W styczniu 1919 powrócił R. do Paryża, gdzie dzięki swym kontaktom z delegacją brytyjską wspomagał działalność polskiej misji Michała Sokolnickiego i delegacji Polaków z Cieszyńskiego, m. in. pośrednicząc we wręczeniu politykom brytyjskim memoriału 25 pastorów polskich ze Śląska Cieszyńskiego. Choć sympatyzował głównie z linią polityczną Józefa Piłsudskiego, to utrzymywał też łączność ze środowiskiem Komitetu Narodowego Polskiego (Janem Czekanowskim, Michałem Siedleckim, Włodzimierzem Przerwą-Tetmajerem i Eugeniuszem Romerem). Dn. 5 II 1919, R., zgodnie z sugestią doradcy delegacji brytyjskiej J. W. Headlam-Morleya, wyjechał z Paryża, by, przez Cieszyn, gdzie złożył sprawozdanie ze swej działalności Polskiej Radzie Narodowej, udać się do Warszawy dla przekazania swej relacji brytyjskiemu reprezentantowi E. Howardowi. W lutym R. został przyjęty w Warszawie przez J. Piłsudskiego, a 5 III wyjechał z Polski, przez Paryż, gdzie nadal obracał się w kręgach dyplomatycznych, i powrócił na krótko do Kanady. W Polsce był znów pod koniec t. r. jako wysłannik Young Men’s Christian Association (YMCA) i rozwinął szeroką działalność w różnych formach tego ruchu: European Student Relief (pomoc dla polskich uniwersytetów, 1919–21), Red Triangle i Student Christian Movement.Publikował broszury i artykuły popularyzujące działalność YMCA, wydawał czasopismo „Czyn”, założył ośrodek szkoleniowy Osada pod Ojcowem (1921–5) oraz oddziały YMCA w Krakowie, Łodzi i Warszawie. Dla swej działalności R. pozyskał środowiska uniwersyteckie (Józef Ujejski, Ignacy Chrzanowski, Roman Dyboski), lecz napotkał na kontrakcję jezuitów (o. Jana Urbana i o. Mariana Morawskiego), której nie udało mu się zneutralizować mimo pośrednictwa Róży Raczyńskiej i przychylnego stanowiska arcybpa Adama S. Sapiehy. Na niepowodzenie napotkał także w próbie pozyskania dla ruchu ks. Władysława Korniłowicza z Lasek.

R. prowadził też żywą działalność translatorską (m. in. przełożył S. Askenazego „Dantzig and Poland”, London 1921) i naukową, pisząc na UJ pracę doktorską pod kierunkiem Stanisława Kota, Stanisław Konarski: Reformer of Education in Poland (London 1929), którą obronił 22 V 1926.

W rok potem objął posadę asystenta profesora socjologii w Dartmouth College w Hanowerze, w stanie New Hampshire (USA). Przebywając w USA R. nadal angażował się w sprawy polskie poprzez akcję odczytową, publikując tłumaczenia z polskiego i współpracując z polskim czasopismem rządowym w Nowym Jorku – „Poland”. W l. 1932–4 R. prowadził w Katowicach badania nad kwestią Górnego Śląska, których rezultatem była rozprawa The Drama of Upper Silesia (London 1935). Od r. 1935 pracował w School of Slavonic Studies przy uniwersytecie w Londynie, najpierw jako lektor języka polskiego, potem jako profesor historii i literatury polskiej (od r. 1938), a w l. 1939–47 jako jej dyrektor. Współpracował w wydaniu „Cambridge History of Poland” i opublikował zarys Historii Polski w popularnej serii wydawnictwa Penguin (1939). Cały ten czas R. kontynuował rozpoczętą jeszcze w r. 1919 działalność publicystyczną w brytyjskiej i kanadyjskiej prasie i w innychśrodkach przekazu, w duchu życzliwym dla Polski, m. in. tłumacząc okoliczności przewrotu majowego i zajęcia Zaolzia. W r. 1936 ogłosił w „Slavonic and East European Review” studium Polish Silesian Literature. Po wybuchu wojny w l. 1939–43 współpracował z Arnoldem Toynbee w Oxfordzie przygotowując raporty informacyjne o sytuacji w Europie Środkowej dla brytyjskiego min. spraw zagranicznych, utrzymywałliczne kontakty w polskich kręgach politycznych (S. Kot, Edward Raczyński) i odbył dwie podróże do skupisk wychodźców polskich w Rumunii (1939) i Palestynie (1944) z ramienia Foreign Office…

Z małżeństwa z Emily Mary James Cuthbert R. dzieci nie miał.”

Andrzej A. Zięba

 

Deficyt masy czyli paradoks Słońca

Zdjęcie Słońca w nocy – „światłem” neutrin.

__

Problem zrozumienia wieku Słońca zaprzątał największe umysły w XIX wieku. Wiadomo było już wtedy, że Ziemia jest bardzo stara (dzisiejsze szacunki dają jej 4,54 ± 0,05 miliarda lat), a tymczasem nijak nie dawało się wtedy zrozumieć jakim cudem Słońce mogło tak długo świecić!

Masę Słońca znano dobrze od dawna – pierwszy, w stosunku do masy Ziemii, oszacował ją Izaak Newton w swoich słynnych Principiach z 1687, i choć zaniżył ją dwukrotnie z powodu błędu w słonecznej paralaksie, to już kilkadziesiąt lat później błąd ów poprawiono, a pomiary Cavendisha stałej grawitacyjnej umożliwiły wyliczenie wartości bezwzględnej masy Słońca. Dzięki temu dobrze wyznaczono nie tylko ową masę ale i dystans Słońce-Ziemia – warto tu przytoczyć ich przybliżone wartości, ów dystans to około 150 milionów kilometrów, a masa = 2·10^30 kg, gdzie symbol ^ oznacza potęgowanie. Skąd łatwo policzyć średnią gęstość = 1,4 g/cm³ znając średnicę Słońca = 1,4 mln km (to odpowiada prawie 1% odległości Słońce-Ziemia, z kolei średnica Ziemii to prawie 1% średnicy Słońca!).

Aby teraz postawić problem wystarczy do tego dołączyć stałą słoneczną = 1361 W/m² (dobrze znaną użytkownikom fotowoltaiki…:) i policzyć całkowitą solarną emisję energii w jednostce czasu, czyli jasność Słońca = 3,83·10^26 W (= 4π razy stała słoneczna razy dystans Słońce-Ziemia do kwadratu). W XIX wieku chemia już rozwinęła się znakomicie, ale nie potrafiła tego wyjaśnić – optymistycznie przyjmując energię czyli ciepło spalania solarnego materiału na 100 kJ/g to „musianoby” go spalać aż 3,83·10^18 kg na sekundę. Czyli Słońce wypaliłoby się już po około 20 tysiącach lat!

Zatem źrodło energii Słońca nie jest chemiczne i sytuację próbowali ratować lord Kelvin z Hermanem von Helmholtzem – proponując grawitacyjny mechanizm produkcji energiiSłońce powoli zapada się pod wpływem siły grawitacyjnej i z niedawno wówczas wprowadzonej zasady zachowania energii – spadek energii potencjalnej Słońca jest równoważony emisją światła. Jednak i to było za mało – energia potencjalna (jednorodnej) kuli o masie M i promieniu R to (co łatwo sprawdzić):

Capture d’écran 2018-12-02 à 13.08.48.png

W przypadku Słońca to odpowiada wprawdzie energii ponad 10^41 J, ale przy olbrzymiej jasności Słońca tej energii wystarczyłoby jedynie na 9 milionów lat! Mechanizm grawitacyjny ma zastosowanie w astrofizyce, ale i on nie dał tu właściwej odpowiedzi.

Rozwiązanie podano już na początku XX wieku, o czym niebawem…

) Paralaksa daje odległość jeśli dobrze jest znana „baza”. W przypadku Słońca ta baza czyli średnica Ziemii była dobrze znana Newtonowi, ale pomiar samej paralaksy w tym przypadku jest trudny. Dopiero tzw. tranzyt Wenus umożliwił dobry pomiar.

 

Zapomniany prekursor i terrorysta

Bolesław Motz (1865-1935) – „prekursor urologii polskiej” nie ma hasła w polskiej wiki**, mimo że był swego czasu ważnym działaczem PPSu i senatorem II RP. Czy to nie dziwne?

A przecież podobnie jak ten pieszczoch socjalistów – Ignacy Mościcki – był wybitnym uczonym. Mało tego, też zaczynał jako terrorysta, i to mocniej:

„Jednym z założeń frakcji był zamach na cara Aleksandra III, w przygotowaniach, do którego Bolesław Motz brał czynny udział. Do zamachu, planowanego na 1 marca 1887 roku, jednak nie doszło, a w wyniku donosu, po którym nastąpiła fala aresztowań, w marcu 1887 roku aresztowany został również Bolesław Motz. Skazany został wtedy, na dwa lata więzienia w Twierdzy Pietropawłowskiej. Po opuszczeniu więzienia wyjechał do Paryża, gdzie w 1890 roku rozpoczął studia medyczne, które ukończył w 1894 roku…

W czasie studiów w Paryżu aktywnie działał w polskim stowarzyszeniu „Spójnia”, a następnie od 1892 roku w grupie skupionej przy „Przeglądzie Socjalistycznym”. Od 1899 roku był członkiem sekcji paryskiej Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich. Był też członkiem Zjednoczenia Towarzyskiego Młodzieży Polskiej za Granicą i komisji wydawniczej Towarzystwa Młodzieży Postępowej. W czasie I wojny światowej, w 1915 roku, współorganizował Komitet Wolnej Polski w Paryżu. Był też jednym z twórców działu prasowego Komitetu i współredagował takie tytuły jak „L’Echo Polonais” oraz „La Tribune Polonaise”. Swoje artykuły publikował pod pseudonimami „Facet” lub „W. Podlaski”.”

Motz był jednym z organizatorów pierwszych polskich oddziałów we Francji, tzw. bajończyków.***

„Po przewrocie majowym dokonanym przez Józefa Piłsudskiego w 1926 roku, Bolesław Motz był w Polsce bardzo honorowany. W 1926 roku został odznaczony Krzyżem Komandorskim, a w 1927 roku Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Polonia Restituta. W marcu 1928 roku, mimo iż mieszkał w Paryżu, został wybrany do II Kadencji Senatu Rzeczpospolitej Polskiej z ramienia PSL „Wyzwolenie” z województwa lubelskiego. Podczas tej kadencji pracował w komisji spraw zagranicznych oraz w komisji wojskowej. Regularnie dojeżdżał z Paryża na sesje parlamentu. W listopadzie 1930 roku został ponownie wybrany do III Kadencji Senatu RP. Od 1931 roku był członkiem Stronnictwa Ludowego, a w latach 1933-35 pełnił funkcję członka Rady Naczelnej SL. Po tzw. sprawie brzeskiej, był w opozycji do J. Piłsudskiego i BBWR, wspierał materialnie niektórych więźniów brzeskich i utrzymywał z nimi korespondencję.”

Mało tego, trafiłem na ślad bardzo bliskiej znajomości Motza ze znanym brytyjskim agentem, Williamem J. Rose. To ów Rose na przełomie 1918-9 dostał w Paryżu od Motza list polecający do samego Piłsudskiego z którym następnie przeprowadził wywiad, jako pierwszy zachodni „dziennikarz”.

Sprawa jest rozwojowa…

__

„Bolesław Motz urodził się 20 (lub 23) kwietnia 1865 roku w Radzyniu Podlaskim. Pochodził ze spolonizowanej niemieckiej rodziny. Jego ojciec Antoni Motz był naczelnikiem stacji kolejowej w Białej Podlaskiej, matka Antonina Motz z domu Wytych (Wittig) zajmowała się prowadzeniem domu.”

__

**) Ma za to skromny wpis w tej francuskiej: https://fr.wikipedia.org/wiki/Bolesław_Motz

***) „En 1914, il fonde à Paris, avec d’autres compatriotes le Comité de volontaires polonais lequel siège au 10 de la Rue Notre-Dame-de-Lorette, et qui se donne pour action l’enrôlement de jeunes Polonais pour se battre aux côtés de la France (Légion des Bayonnais)1.”