Wielki finał czyli Londyn w Warszawie

W 1581 szara eminencja hugenotów**, Hubert Languet, umiera i Olbracht musi „radzić sobie sam”. W efekcie, w 1583 dochodzi do słynnej i zupełnie wyjątkowej wizyty Łaskiego w Anglii o której najstarsi tamtejsi kronikarze wspominają***. Krążyły wówczas legendy o kosztach tego przedsięwzięcia – np. Paprocki podaje niewiarygodną sumę ponad 900 000 dukatów!

Królowa Elżbieta przyjęła go bardzo łaskawie, i to dwukrotnie – bardzo głośno komentowano fakt, że Łaski miał ubiór w królewskiej czerwieni, tak jak sama Elżbieta… Łaski w tym czasie odbywa wizytę w Oksfordzie, zorganizowaną przez dwór angielski z wielką pompą specjalnie dla niego, wraz z turniejem rycerskim po drodze w Greenwich … Podróż odbywa się w tę i nazad we wspaniałej barce przyozdobionej (wieloma) insygniami królowej Anglii, a towarzyszą mu w niej m. in. sir Filip Sidney i Giordano Bruno.

Znanych jest wiele szczegółów tej wizyty, ale nie wiadomo jaki był jej cel – wiadomo tylko że nie była to wizyta oficjalna, „rządowa”, choć z drugiej strony trudno uwierzyć że Jan kanclerz Zamoyski nie maczał w tym palców…

Jest jedno wyjaśnienie, które do mnie przemawia. Otóż, oprócz tradycyjnych zabiegów Olbrachta o koronę mołdawską, był to element przygotowań do osadzenia Filipa Sidneya na polskim tronie. Temu też przede wszystkim służyła potem wyprawa Johna Dee do Polski. Tymczasem w październiku 1586 sir Filip niespodziewanie umiera, choć nie wykluczam habsburskiej w tym pomocy, i cały ten misterny plan diabli biorą a elekcję w 1587 dzięki królowej Annie wygrywa jej siostrzeniec Zygmunt. Londyn jednak nie rezygnuje i rzuca wielkie szkockie siły na „polski front”, doprowadzając w rezultacie do pierwszej polskiej wojny domowej w 1605…

W kilka miesięcy po śmierci Sidneya ukazał się zbiór 125-ciu (!) elegii na jego cześć pt. THE OBSEQUIES OF THAT RIGHT FAMOUS KNIGHT SIR PHILIP SIDNEY, PERFORMED IN HONOR OF HIS MOST DEAR MEMORY AND NAME. W tym ta 35-ta napisana przez Roberta Dowe, przyjaciela Filipa, który ponoć osobiście poznał króla Stefana podczas audiencji dla kupców angielskich w Gdańsku. Oto kluczowy jej fragment:

Nie musiałbyś długo szukać takiego męża, gdyby Parki nie zabrały Filipa z tego świata w październiku. Był to mąż przez naturę wyposażony do zastąpienia zmarłego Stefana, gdyby nie został zabrany jako pierwszy. Wiem bowiem, iż nasz Filip posiadał wszelkie cechy, które podziwiasz w każdym człeku, mój Polaku: boskie dary charakteru, zaszczytny wygląd, ducha aspirującego do rzeczy wyższych niż bezwartościowy motłoch, rękę, która nie chciała być nazywana skromną, ale domagała się, by ją nazwać królewską. Był on zaiste wart i równy takiej wielkości. Ale, mój polski przyjacielu, męża tego, za którego się często modliłem, aby był tobie dany jako wasz król spośród nas Brytyjczyków, Bóg zabrał do swych jasnych komnat.

Trudno to uznać jedynie za poetycką fantazję Roberta Dowe skoro począwszy od XVII wieku kronikarze i historycy angielscy o polskiej koronie dla Sidneya wspominają. Jak było naprawdę nie można być pewnym, ale warto w tym kontekście pamiętać o Polsce w Hamlecie Szekspira oraz ostatnim dziele Johna Miltona.

PS. Zapomniałem dodać – zaraz po powrocie do Polski ten zbankrutowany Łaski wziął bardzo czynny udział w oskarżeniu Samuela Zborowskiego, a w efekcie w wyeliminowaniu rodu Zborowski z konkurencji – wszak to właśnie Zborowscy dominowali w dwóch pierwszych elekcjach. No a w kwietniu 1585 to przecież Olbracht organizuje seanse Johna Dee u króla Stefana…

PPS. W 1579 podróż do Francji żaglowcem na trasie Dover-Calais kosztowała raptem 2 szylingi (2s), czyli około 40 dzisiejszych funtów… pinta piwa (>0,5l) to tylko pół pensa (½d) czyli mniej niż 1£ dzisiaj; za 1s (czyli 20£) można było kupić 1sze wydanie quatro w skórze Romeo i Juliialbo 6 cytryn, albo zwykłą koszulę z koronką; a pinta dobrego hiszpańskiego wina to 4½d (>7£). Z tym że dniówka murarza to był jedynie niecały szyling (<20£)…

___

**) Taka ciekawostka: ponoć to Languet w noc św. Bartłomieja pomógł uratować życie samego hugenockiego „papieża”: en.wikipedia.org/wiki/Philippe_de_Mornay – Mornay was gradually recognized as Henry’s right-hand man, representing him in England from 1577 to 1578 and again in 1580, and in the Low Countries 1581-1582. With the death of the Duke of Alençon-Anjou in 1584, by which Henry was brought within sight of the throne of France, the period of Mornay’s greatest political activity began, and after the death of Henry I, Prince of Condé, in 1588, his influence became so great that he was popularly styled the „Huguenot pope„. He was present at the siege of Dieppe, fought at Ivry, and was at the siege of Rouen in 1591-92 until he sent on a mission to the court of Queen Elizabeth. Both he and his wife befriended English Protestants like Francis Walsingham, Mary Sidney, and her brother Philip Sydney… Mornay was also instrumental in the drafting of the Edict of Nantes (1598) which established political rights and some religious freedom for the Huguenots.

***) Wpis nt. wizyty Łaskiego w kronice Ryszarda Bakera z 1643:Capture d’écran 2019-01-26 à 18.43.09.png

 

 

Polskie dirhamy czyli nasze autostrady i wojna angielsko-pruska

Już parę razy dawałem tu i tam znać, m.in. u stalagmita, że od dobrych kilku lat Oksford rozwija intrygującą działalność, i to z mocnym polskim udziałem, dot. dirhamów w Polsce:

krc.orient.ox.ac.uk/dirhamsforslaves/index.php/en/

www.history.ox.ac.uk/people/dr-marek-jankowiak:

I am currently researching the trade system that connected Central Asia, other parts of the Islamic world, and Byzantium with Scandinavia and the Slavic lands in the 9th-11th centuries AD. It is evidenced by hundreds of thousands of Islamic dirhams strewn across Northern Europe, from the British Isles to the Middle Volga. My forthcoming monograph will argue that this system of trade dealt mainly in Slavic slaves, and that it provided the key stimulus to a sequence of economic, social, and political transformations that resulted in the emergence of states in northern Europe.

Jest tam wątek polskich autostrad:

Jacek obtained a MA degree in archaeology in 2005 at Jagiellonian University in Krakow, Poland, with a dissertation regarding the British Bronze Age metalwork in the context of hoards and hoarding and its political, social and ritual implications, published in an abbreviated version in 2007.

Between 2000 and 2004, concurrently with his graduate studies, Jacek worked as a commercial archaeologist on large scale, multi-period rescue excavations carried out in connection with the government-funded road schemes in southern Poland. From 2005 to 2012 Jacek was employed by Oxford Archaeology, one of the largest commercial archaeological practices in Europe, where he was involved in a large number of projects varying from rural Bronze Age settlements and field systems, through deeply stratified Roman and medieval urban to 19th-century industrial sites. Of note could be projects featured in the national media, including Hampton Court Palace, Base Court resurfacing featured in Channel 4’s Time Team Special ‘Henry VIII’s Lost Palaces’, East Kent Access Road featured in BBC’s ‘Digging for Britain’, and the mass burial of Vikings found at Ridgeway Hill, near Weymouth, featured in National Geographic’s ‘Viking Apocalypse’. In 2012 Jacek put his trowel away to join Ramboll’s (previously Gifford) Cultural Heritage and Archaeology department as an archaeological consultant.

As a DPhil student and project member from October 2013 Jacek combines his professional archaeological experience with a personal and academic interest in the mechanisms determining the deposition of hoards within the social, political and ritual context of the Viking Age Europe. The dissertation aims to concentrate on a comparative study of the archaeological contexts of hoards of Arabic silver in Northern, Central and Eastern Europe through a series of regional case-studies of hoarding ‘hot-spots’ identified by a macro-scale analysis of deposit distribution. Temporal dynamics and spatial analysis of hoard deposition will be considered on regional and micro-scale to identify the patterns of thesaurisation with the aim of reviewing the possible reasons for the hoarding (and non-retrieval) of Arabic silver in the Viking Age.

Ewidentnie do tej „wojny autostradowej” dołączyli Prusacy z tym Niemieckim Instytutem Historycznym w Warszawie. Oni z kolei zamówili habilitację Dariusza Adamczyka:

« Niniejsza monografia powstała w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. W semestrze letnim 2013 r. została przyjęta jako praca habilitacyjna na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Gottfrieda Wilhelma Leibniza w Hanowerze. Za możliwość jej przetłumaczenia na język polski szczególne podziękowania należą się Dyrektorowi Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie prof. dr. Milošowi Řeznikowi oraz Deutsche Forschungsgemeinschaft.»

Za « Srebro i władza. Trybuty i handel dalekosiężny a kształtowanie się państwa piastowskiego i państw sąsiednich w latach 800–1100. 

PS. W 1945 roku rolnik Stanisław Woliński odkrył przypadkowo przy pracach polowych naczynie „o powierzchni czarnej i niezdobionej” – jak sam to opisał. Naczynie to, przy próbie wyjęcia z ziemi, rozpadło się, ukazując sensacyjną zawartość – zbiór srebrnych monet arabskich, które ułożone były rulonami. Znalezisko to rolnik sprzedał dopiero w 1948 roku inżynierowi Pattowi, który udostępnił je do opisu archeologicznego dr. Lewickiemu z UMCS. Niestety ¼ skarbu monet inżynier Patt sprzedał i badaczom tej części nie udało się odzyskać. Pozostałe ¾  – to jest ponad 2 kilogramy – trafiły najpierw do Zakładu Archeologii UMCS, a następnie do Muzeum Lubelskiego. W skarbie znajdowały się monety arabskie, srebrne, zwane dirhemami. Wśród 705 monet część była uszkodzona, a niektóre mocno zatarte; możemy znaleźć także imitacje dirhemów. Wśród znalezionych przedmiotów znalazły się dwie sztabki oraz pół paciorka, które były wówczas także środkami płatniczymi. Jedynym znalezionym przedmiotem, nie mającym nic wspólnego z kupiectwem, była srebrna zausznica. Skarb pochodził z końca IX lub z X wieku. Najstarsza moneta ma datę 93 roku arabskiego tj. 711/712 r. n.e. Najmłodsza zaś, pochodzi z lat 889/890 n.e. Cały skarb ważył 3100 gramów.

blognumizmatyczny.pl/2017/07/14/skarb-dirhemow-arabskich-z-czechowa-w-lublinie/

mediewalia.pl/publicystyka/piastowie-zbudowali-panstwo-za-arabskie-srebro/

Olbracht bigamista czyli rozwiązanie zagadki

Olbracht Łaski był jednym z 11 wielmożów (był tam też Jan Zamoyski, wtedy jeszcze jako przedstawiciel szlachty), którzy w lipcu 1573 ruszyli do Paryża z poselstwem do Henryka I. Tam Łaski otrzymał obiecane 100 tysięcy, ale nie czekał w Paryżu aż król Henryk ruszy do Polski, ale udał się do Wenecji z listem polecającym od Karola IX do francuskiego ambasadora tamże, kalwinisty Arnaud du Ferrier**, w sprawie mołdawskiej korony. Jak już pisałem, na przełomie listopada/grudnia spotkał się w owej Wenecji z Filipem Sidney. Zarazem wyprawił swojego sekretarza Michałowskiego do Konstantynopola, aby tam u ambasadora Francji, ex-biskupa Franciszka de Noailles, dalej pilnował jego mołdawskiej sprawy.  Warto przy tym wiedzieć, że także ów Franciszek był wybitnie pro-hugenocki***. Sam Olbracht wrócił do Polski – miał przecież do pilnego wykonania lanckorońską grabież…

Po powrocie Łaskiego do Polski wybuchł olbrzymi skandal po ujawnieniu popełnienia przez Olbrachta bigamii. Otóż podczas tych kilku miesięcy spędzonych we Francji Łaski, będąc mężem Beaty z Kościeleckich (którą od wielu lat więził), zdążył zawrzeć związek z pewną Francuzką, Sabine Sayve. Owa Sabina była córką Jeana Sayve i Jeanne Harley. Jej ojciec pochodził ze starej burgundzkiej rodziny prawników i doradców, która to wydała m.in. prezesów Trybunału Obrachunkowego w Dijon. Sabina zamieszkała w Polsce i miała z Olbrachtem czworo dzieci, zmarła sześć lat po nim w 1611, w Łasku.

Łaski miał z jej powodu mnóstwo kłopotów i można się zastanawiać czy poza gorącym uczuciem był inny powód tego do niej wyjątkowego przywiązania. Otóż przy pomocy francuskiego herbarza udało mi się dokonać istotnego moim zdaniem odkrycia – matka Sabiny czyli teściowa Olbrachta, owa Jeanne Harley, była kuzynką pierwszego stopnia samego Huberta Langueta!!  Można się tylko zastanawiać kiedy Olbracht poznał się tak blisko z Hubertem, bo przecież kiedy Łaski był we Francji i zakochiwał się w Sabinie, Huberta tam nie było bo siedział z Sidneyem w Wiedniu. Otóż właśnie, już w 1548, w wieku lat dwunastu Olbracht został wysłany na dwór cesarza Karola V, a kilka lat później Hubert jako wysłannik saskiego elektora, Augusta Wettyna, zaczął regularnie bywać w Wiedniu. Zważywszy na ewidentny talent Langueta do opieki nad bardzo zdolnymi młodzieńcami, sprawa staje się jasna…

Moim zdaniem, to definitywnie pokazuje że Olbracht, będąc od 1569 nominalnym katolikiem (ha, ha), był przez lata w samym jądrze hugenockiej, pan-europejskiej „super-sieci wpływów”. W 1576 umiera Maksymilian II i Hubert opuszcza swoja wiedeńską placówkę – kalwiniści są wtedy rugowani z dworu saskiego i Hubert przenosi się do Frankfurtu skąd nawiązuje bezpośrednie kontakty z Wilhelmem Orańskim. W efekcie przenosi się do Antwerpii, która wtedy staje się stolicą kalwińskiej rewolty, gdzie w 1581 umiera.

Z kolei Filip Sidney przyjeżdża znowu do Wiednia, w 1577, tym razem na czele angielskiej misji na dwór Rudolfa II. Wtedy to spotyka się tam ze św. Edmundem Campionem, ale przy tym prowadzi cały czas ożywioną korespondencję z Hubertem Languet. Jest bardzo ciekawe, iż to Hubert z Frankfurtu przesyła Filipowi w Wiedniu szczegółowe informacje nt. rozwoju sytuacji w… Polsce.

CDN

PS. Zalecam przy cytowaniu mojego odkrycia podawanie odsyłacza do portalu SN lub na mój blog. — Krzysztof Piotrzkowski

___

**) Po powrocie do Francji nawiązał kontakt z kalwinistami i w konsekwencji stracił swoje miejsce w radzie królewskiej i część swojej fortuny. Korzystając z tej sytuacji, Henryk z Nawarry, ówczesny przywódca partii protestanckiej, wezwał go na swój dwór, gdzie nadał mu tytuł kanclerza. Od tego momentu Arnaud otwarcie wyznawał kalwinizm. Jego kolega: en.wikipedia.org/wiki/Paolo_Sarpi

***) Około 1562 zrezygnował ze stanowiska biskupiego przypisanego jego bratu Gilles de Noailles, z zastrzeżeniem emerytury w wysokości 1600 liwrów. W 1574 r. François de Noailles uzyskał poparcie Selima II na rzecz Wilhelma Orańskiego i buntu holenderskiego.

Capture d’écran 2019-01-27 à 21.47.37.pngCapture d’écran 2019-01-27 à 21.46.15.png

 

Dlaczego Kochanowski dostał apopleksji

Podlodowski Jakub h. Janina (1549–1583), podkoniuszy królewski. Był synem Stanisława (zob.) i Elżbiety z Biejkowskich, szwagrem poety Jana Kochanowskiego (zob.). Po śmierci ojca jako małoletni pozostawał pod opieką starszych braci, a lata młodzieńcze spędził – być może – na dworze Jana Firleja, marszałka w. kor., za którego protekcją 11 VI 1566 został przyjęty w Lublinie w poczet dworzan Zygmunta Augusta. Później prawdopodobnie za sprawą J. Kochanowskiego, którego był ulubieńcem, wszedł w służbę Stefana Batorego i już latem 1576 był podkoniuszym królewskim. Słynął jako człowiek rycerski, zapewne więc brał udział w kampaniach wojennych Batorego. W każdym razie był przy królu w czasie drugiej kampanii moskiewskiej, a po zdobyciu Wielkich Łuków (4/5 IX 1580) wziął udział w wyprawie na Toropiec (15–19 IX). Znalazł się wtedy w oddziale dworzan królewskich, «mężów wszystkich na schwał», dowodzonym przez Hieronima Filipowskiego. Na polu bitwy znacznie się wyróżnił, przy czym został lekko ranny. Król nagrodził jego zasługi przyznając mu roczną pensję 1000 florenów, płatnych z dochodów starostwa stężyckiego, co podreperowało jego pozycję materialną, posiadał bowiem tylko części we wsiach Zakrzów i Studzienica (pow. radomski). W r. 1583 P. został wysłany przez Batorego do Turcji, oficjalnie celem zakupu koni, ale równocześnie otrzymał zapewne polecenie wybadania nastrojów w Turcji, a przede wszystkim zebrania informacji o stanie wojsk sułtańskich, o czym też doniósł kanclerzowi Janowi Zamoyskiemu listem z Tehini 10 V t. r. Jak można wnosić, P. niezbyt zręcznie realizował poufne zadanie [dobre sobie] i ściągnął na siebie podejrzenie o szpiegostwo. Gdy więc dokonawszy w Azji zakupu koni wracał do kraju, został napadnięty podczas noclegu w pobliżu Adrianopola (Karwaser), rzekomo [faktycznie?] bez wiedzy sułtana, zamordowany, a dobytek jego rozgrabiono. Zamordowanie P-ego (o czym wieść doszła do Polski w listopadzie t. r.) traktowano jako zemstę Turcji za zburzenie przez Kozaków twierdzy Jahorlik [Zamoyskiego…] oraz spalenie i złupienie Tehini. Obawiano się konfliktu zbrojnego, został on jednak zażegnany, ponieważ Batory przyrzekł ukarać Kozaków, zaś sułtan miał wdrożyć śledztwo w sprawie zabójstwa P-ego. Wywołało ono szeroki oddźwięk w kraju i za granicą. Wspominał o tym nawet papież podczas audiencji udzielanej Stanisławowi Reszce w Rzymie (24 I 1584). W Polsce haniebną śmierć P-ego uważano za obelgę wyrządzoną narodowi i monarsze. W propagandzie antytureckiej służyła ona jako argument o nieprzejednaniu sułtana i wojennych zamiarach Turcji w stosunku do Polski, a wydarzenie to przywodzono na pamięć nie tylko na sejmikach i sejmie 1584 r., ale jeszcze i w r. 1618. P. zmarł bezżenny.”  (Irena Kaniewska)

Słostowski Piotr h. Pilawa (zm. 1592), dworzanin królewski, podstoli nadworny, poseł do Turcji, ekonom samborski. Pochodził z ziemi sieradzkiej, być może ze wsi Słostowice koło Radomska… Brał udział w wyprawach inflanckich króla Stefana Batorego (1579–81), osiągając przed r. 1583 stanowisko komendanta «harcerzy» (drabantów czuwających nad osobistym bezpieczeństwem króla), z uposażeniem w wysokości 354 złp. rocznie. Był też podstolim nadwornym (praefectus dapiferorum). Otarł się o sprawy wschodnie, wykonując bliżej nam nieznane misje w państwie tureckim.

W chwili kryzysu w stosunkach polsko-tureckich, spowodowanego zburzeniem przez Kozaków m. in. Tehinii, król za radą części senatorów zebranych w Brześciu Lit. wysłał 4 XI 1583 S-ego do sułtana Murada III w celu zapobieżenia groźbie wojny. Poselstwo zostało hojnie uposażone, co świadczy o jego wadze: sam S. otrzymał na drogę sumę ponad 3 tys. złp. Instrukcja poselska nie jest znana. S. miał prawdopodobnie zapewnić sułtana o chęci utrzymania pokoju i sprawę napadu kozackiego przedstawić jako akt samowoli, łącząc ją z antykrólewskimi machinacjami Samuela Zborowskiego. Gdy znajdował się już w drodze, dotarła do Polski wiadomość o zamordowaniu w Turcji koniuszego królewskiego Jakuba Podlodowskiego. Specjalny goniec wysłany od króla polecił więc S-emu, aby wystąpił w tej sprawie, lecz w swoim imieniu, i zażądał ukarania winnych zbrodni (o przebiegu starań w tej kwestii S. pisał w liście z 28 XII do kaszt. kamienieckiego Stanisława Włodka). Przyjazd S-ego wywołał początkowo w Stambule niepokój, gdyż obawiano się, że będzie on groził wojną. Dlatego wbrew temu, co twierdził potem S., być może dla uwypuklenia swych zasług, został on przyjęty życzliwie i już na wstępie obdarowany prezentami. Gdy strona turecka zorientowała się w mediacyjnym charakterze poselstwa, wysunęła twarde warunki: 100 tys. zł. węgierskich tytułem wynagrodzenia szkód, odbudowanie na koszt Polski zniszczonych miast i wydanie winnych napaści. Ponieważ jednak Porta pochłonięta była wojną z Persją i niepokojami na Krymie, po zwykłych pogróżkach i wyczerpujących rokowaniach, w których spore zasługi oddał ormiański tłumacz Hanko Biskupowicz, odstąpiła od pretensji pieniężnych, zadowalając się obietnicą ukarania winnych przez króla i oddania zagrabionej artylerii. Dla ratyfikacji układu miał przybyć do Polski czausz turecki, z pochodzenia Węgier, były arianin, Mustafa, którego wybrał sam S. W sprawie Podlodowskiego S. uzyskał obietnicę znalezienia winnych napadu i ukarania ich.

Przedłużanie się rokowań S-ego w Stambule i całkowity brak wiadomości od niego budziły niepokój w Polsce, umiejętnie wzmagany przez nuncjusza A. Bolognettiego, który przekonywał króla o agresywnych zamiarach Turcji wobec Polski i namawiał go do przyłączenia się do antytureckiej ligi organizowanej przez papieża Grzegorza XIII. Król jednak, zbierając poufne informacje o sytuacji wojskowej w Turcji, czekał na rezultat misji S-ego. Dopiero w marcu 1584 dotarły pierwsze wiadomości od niego. List S-ego z informacją o pozytywnym wyniku rokowań został przetłumaczony z polecenia króla nuncjuszowi. S. powrócił w kwietniu, a w ślad za nim zjechał czausz Mustafa, wioząc ze sobą kilku ludzi, którzy ponoć byli winni śmierci Podlodowskiego, by oddać ich w ręce sądu królewskiego. Wkrótce potem nastąpiła realizacja warunków umowy zawartej przez S-ego: w Kamieńcu ściętych zostało 33 Kozaków. Także pospieszne ścięcie Samuela Zborowskiego w Krakowie 26 V 1584 uzasadniano sprawą turecką: w liście z 22 VI t.r. pisał Zamoyski do deputatów Trybunału Kor., uzasadniając pośpiech w sprawie Zborowskiego okolicznością «tej trwogi, która biła od cesarza tureckiego, wedle postanowienia przez pana Słostowskiego». Wątpiącym w konieczność radykalnych kroków wobec winnych kryzysu tureckiego, odpowiadano na sejmie styczniowym 1585, że sułtan «przez P. Złostowskiego wskazał determinate wypowiadając przymierze i obiecując już więcej żadnych czauszów ani posłów do nas nie słać, tylko wojnę podnieść, kędyby co jeszcze ci Niżowi Kozacy wyrządzili».

W nagrodę za poselstwo S. otrzymał administrację bogatej ekonomii samborskiej oraz w dożywocie folwark Olszanik w tejże ekonomii.” (Krzysztof Stopka)

Konteksty:

Ślub Batorówny z Zamoyskim odbył się 12 czerwca 1583 w katedrze na Wawelu**.

Do II rozbioru Polski wieś [Jahorlik] znajdowała się na granicy I Rzeczypospolitej z Turcją. Był tu należący do Jana Zamoyskiego niewielki zameczek strażniczy pilnujący granicy, który w 1583 roku zniszczył Samuel Zborowski i Niżowcy.”

Tehinia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bendery#Początki_miasta

Brat Samuela, Krzysztof Zborowski 17 lipca 1583 wysyła do niego nad Dniestr list w jakiejś niejasnej „końskiej” sprawie.

Finał:

Jeden z ostatnich badaczy, Ryszard Szczygieł, opierając się na różnorodnych źródłach „pośrednich”, w tym na nieznanych poprzednikom materiałach archiwalnych dotyczących przebiegu lubelskiej konwokacji (posiedzenia) Rady Senatu z sierpnia 1584 roku, twierdzi, iż nie doszło do spotkania Kochanowskiego z królem Stefanem Batorym. Co więcej, badacz ten przypuszcza, że Podlodowski wysłany został do Turcji najprawdopodobniej nie tyle w sprawie zakupu koni do stajni królewskiej, ile z tajną misją wywiadowczą¹. Kochanowski w Lublinie – zdaniem Szczygła – został wysłuchany przez kanclerza Jana Zamoyskiego, a także przez co najmniej kilku senatorów, sprawa Podlodowskiego była bowiem omawiana na posiedzeniu Rady Senatu w dniach 21 i 22 sierpnia 1584 roku. Poeta nie spotkał się jednak z królem. Zdaniem badacza, śmierć Kochanowskiego nastąpiła najprawdopodniej bezpośrednio po otrzymaniu przezeń wiadomości, iż – ze względu na sytuację polityczną na granicach Rzeczypospolitej – Rada Senatu w dniu 22 sierpnia zdecydowała sprawę Podlodowskiego odłożyć do przyszłego sejmu. To te wiadomości „mogły spowodować apopleksję niegodzącego się z takim rozwiązaniem Kochanowskiego”.”

¹ Por. R. Szczygieł, Okoliczności śmierci i pogrzebu Jana Kochanowskiego [w:] Jan Kochanowski w czterechsetlecie śmierci, red. S. Nieznanowski i J. Święch, Lublin 1991, s. 213.

___

**) „Król zaplanował przejście bratanicy na katolicyzm, czemu Krystyna stanowczo się sprzeciwiała.” No a nasz Zamoyski nie miał zapewne nic przeciwko temu wszak: „Jan Zamoyski nie lubił ostentacyjnej pobożności, czemu dał wyraz zalecając, by na jego nagrobku nie było żadnych symboli religijnych.” https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Zamoyski#Stosunek_do_religii

Zamoyski namawiał króla Stefana do rozwodu z królową Anną, tak aby Gryzelda stała się „naturalną” następczynią, no a nasz wyjątkowy kanclerz przy niej…

Ta wizyta w Krakowie, tamtejszy tumult i pierwsze królewskie elekcje

Wydaje się, że Marcin Leśniowolski był dobrym katolikiem i zdał w kluczowym 1588 test lojalności wobec Zygmunta III przeciwstawiając się Janowi Zamoyskiemu. Wcześniej, w owym 1574 udzielił gościny Filipowi Sidney w Krakowie raczej nie zdając sobie sprawy w czym bierze udział. Tym bardziej trudno to ocenić, że cel owej wizyty Filipa pozostaje bardzo tajemniczy.

Zatem od początku. Lato 1573 Filip Sidney spędza w Wiedniu razem ze swoim oficerem prowadzącym, Hubertem Languet (z polecenia samego Melanchthona, od 1559 aż do 1577 to ważny dyplomata saskiego elektora, a przy tym jeden z najważniejszych agentów Walsinghama**) , skąd śledzą rozwój wypadków po polskiej pierwszej elekcji. Wreszcie, Hubert pozostaje na dworze cesarskim, a Filip rusza do Wenecji gdzie dociera 6 listopada. Myślę, że głównym tego powodem był Olbracht Łaski, który się tam pojawił w sprawie swoich mołdawskich planów (do czego jeszcze wrócę). 2 grudnia owego 1573 Filip pisze do Langueta że Łaski wyjechał z Wenecji do Polski, a już 19 grudnia donosi mu że wojewoda dotarł na miejsce!! Co za sprawna komunikacja, co za network czyli sieć.

Koronacja Henryka I miała miejsce 21 lutego 1574, ale Filip najprawdopodobniej z powodu zdrowotnych problemów (przez te kurtyzany?) na nią nie przyjechał. W rezultacie spotkał Henryka I w Wenecji – niesamowite, ale nasz król zwiewając do Francji zawitał między 18 a 25 lipca 1574 właśnie do Wenecji! W efekcie Filip wraca w końcu do Wiednia i stamtąd wraz z listem polecającym*** od Langueta do samego ambasadora Andrzeja Dudycza (przy tym szwagra Piotra Zborowskiego, wówczas opiekuna młodego Marcina…) jedzie do Krakowa!

Jego podróż trwała od 21 października do 12 listopada, a pobyt w Krakowie był bardzo krótki bo wypadł na dni tuż po słynnym tumulcie krakowskim z 10 października. Przypadek? Ależ skąd, wszak to ludzie Łaskiego (wtedy już katolika…) w tym tumulcie maczali łapy, a Filip tak się przeraził „krakowskiej atmosfery”, że czym prędzej czmychnął do Wiednia, nie spotkawszy Olbrachta. Wszystko wskazuje na to, że w zmienionej sytuacji po ucieczce Henryka, Łaski gwałtownie zmienił plany – teraz Mołdawia musiała poczekać, a tymczasem musiał się bronić przed gniewem cesarza (taka zdrada w czasie elekcji – Olbracht był przecież na cesarskiej pensji), którego notabene srogim ramieniem był ów ambasador Dudycz!

Jaki był cel tej wizyty Sidney’a pozostaje tajemnicą – być może chodziło o nową elekcję… wiadomo tylko, że był tych machinacji dalszy ciąg, wpierw w 1577 a potem w 1583. Trzeba tu jeszcze odnotować że po powrocie do Pragi, pod koniec lutego 1575 Sidney dostąpił zaszczytu osobistej audiencji u cesarza Maksymiliana!

CDN a w nim moje pierwsze „poważne” odkrycie historyczne…

___

**) Jego bezpośrednim kontaktem był niejaki Robert Beale, szwagier Walsinghama:

„Walsingham found him in Paris on his appointment as ambassador-resident there in 1570, and made him his secretary. In the correspondence between Lord Burghley and Walsingham of this period he is frequently mentioned as carrying despatches between Paris and London. A witness [trzeci z rodziny, do kompletu…] to the massacre of St. Bartholomew… In November 1586 he was despatched with Lord Buckhurst to Fotheringay, to notify the Queen of Scots of the fact that sentence of death had been passed upon her. Early in the following year, Beale carried the warrant to Fotheringay and performed the duty of reading it aloud in the hall of the castle by way of preliminary to the execution, of which he was an eye-witness, and wrote an account.”

***) Bardzo intrygujący list polecający Langueta:

Jego ojciec jest wicekrólem Irlandii, któremu, jak mi powiedziano, niewielu spośród szlachty angielskiej może dorównać cnotami i doświadczeniem wojskowym. Jego matka jest siostrą hrabiego Warwicka i Roberta, hrabiego Leicester, najbardziej uprzywilejowanego na dworze: ponieważ żadne z nich nie ma dzieci, ten dżentelmen prawdopodobnie będzie ich spadkobiercą. Siostra jego ojca jest żoną hrabiego Sussex, którego, jak sądzę, tu spotkaliście. Siostra jego matki jest żoną hrabiego Huntingdon, spokrewnionego z rodziną królewską. Żaden z tych szlachciców nie ma synów: zatem w tej jednej osobie pokładają swoje nadzieje, jego postanowili uhonorować (??) po powrocie.

His father is the Viceroy of Ireland, with whom, I am told, scarcely anyone among the nobility of England can compare in virtus and military experience. His mother is a sister of the Earl of Warwick and of Robert, Earl of Leicester, the most favoured at Court: since neither has children, this gentleman will probably be their heir. His father’s sister is married to the Earl of Sussex, whom I think you have met here. His mother’s sister is the wife of the Earl of Huntingdon, who is related to the royal family. Neither nobleman has any sons: so that on this one person they have placed their hopes, and him they have decided to advance to honour after his return. (Trans. Osborne)

Capture d’écran 2019-01-25 à 19.34.43.pngAnna Jagiellonka we „Wspaniałym Stuleciu”

Dziwne przypadki Kamienicy pod Aniołkiem

Za R.T. Prinke z AWF Poznań – oto fragment listu napisanego 10 grudnia 1573 a wysłanego do Filipa Sidneya przez Jacques’a Bochetela (ok. 1554-1577), pracującego wówczas w ambasadzie francuskiej w Wiedniu:

Był tu polski szlachcic z jednej z najlepszych polskich rodzin, którego Król Polski [czyli Henryk I] posłał do Cesarza, aby zaprosić go na koronację. Nazywa się Marcyn De Obori, a często słysząc rozmowy o Tobie, Twych cnotach i dworskich manierach, poprosił mnie, aby do Ciebie napisać i przekazać, że jeśli tylko przyjedziesz do Polski, co, jak mówiłeś, jest Twoim zamiarem, nie możesz zatrzymać się nigdzie indziej jak tylko w jego domu, co on uzna za wielki honor. Kiedy tu [do Wiednia] przyjedziesz, to dowiesz się więcej na ten temat – obawiam się tylko, że owe piękne kurtyzany Cię tam [w Wenecji] zatrzymają.

Ów „Marcyn De Obori” to Marcin Leśniowolski z Obór (1548-1593): „W lutym 1573 został L. wysłany przez woj. sandomierskiego Piotra Zborowskiego do Francji, zapewne w związku z prowadzoną przez Zborowskiego i Maciejowskiego, zwolenników kandydatury francuskiej, akcją zmierzającą do zagwarantowania praw wyznaniowych polskim różnowiercom przez Henryka Walezego i dwór francuski. Misja L-ego została w wyniku zabiegów Jana Monluca wykorzystana dla przeciwdziałania akcji hugonockiej w Polsce. L. został w marcu skierowany pod Roszellę oraz skontaktowany z umiarkowanym politykiem hugonockim i stronnikiem dworu francuskiego Franciszkiem de La Noue, gubernatorem Roszelli i zarazem prowadzącym w imieniu Karola IX rokowania z oblężonymi hugonotami. De La Noue, wcześniej pozyskany dla starań dworu francuskiego o tron polski dla Henryka, potrafił w sposób przekonywający przedstawić wypadki Nocy św. Bartłomieja i usprawiedliwić je odkryciem spisku politycznego hugonotów. Powróciwszy do Warszawy w przeddzień elekcji, L., swoimi relacjami prostującymi rzekomo oszczercze wieści o wydarzeniach francuskich oraz zachwalaniem męstwa francuskiego księcia, przyczynił się walnie do wyboru Henryka Walezego na tron polski. Bezpośrednio po elekcji pośpieszył L. do Francji, by donieść Henrykowi o jej wyniku. Pozostał w Paryżu aż do czasu przybycia oficjalnego poselstwa i uczestniczył w zawieraniu układów z Henrykiem.”

Wedle Prinke 25-letni wtedy Leśniowolski był jedynie wynajmującym kamienicę przy Floriańskiej 11, której właścicielem był Paweł Pernus. To w niej zatrzyma się Sidney w 1574, a w 1585 będzie tam właśnie gościć słynna para Dee & Kelley! Taki schemat już stwierdzono w Pradze: „Kiedy pod koniec lutego 1575 roku Sidney i Languet razem pojechali do Pragi, zatrzymali się w domu Tadeasa Hajka (Hagecius, 1525-1600), znajomego Langueta z czasów studiów, znakomitego uczonego, astronoma i alchemika, później osobistego lekarza cesarza Rudolfa II. Sidney wrócił po dziewięciu dniach (w trakcie których był na audiencji u cesarza), a Languet został w Pradze na dłużej. W tym samym domu Hajka, zwanym U zelenych hajku  i usytuowanym naprzeciw Kaplicy Betlejemskiej, zatrzymali się John Dee i Edward Kelley podczas pierwszego wyjazdu z Krakowa do Pragi, co ten pierwszy skrzętnie odnotował:

Przybyliśmy do Pragi 9 sierpnia [1584] według nowego kalendarza, ale według starego 30 lipca, dwa dni przed sierpniem w starym kalendarzu. […] Rozpoczęliśmy [działania krystalomantyczne] w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Panny Marii, w znakomitym niewielkim laboratorium albo gabinecie, który Dr Hageck wynajął mi w swoim domu przy Betlejem w starej Pradze. Gabinet ten był zapewne w dawnych czasach (anno 1518) pracownią jakiegoś studenta albo adepta Świętego Kamienia [=alchemika]

Philip Sidney zaprzyjaźnił się z Tadeasem Hajkiem i jego rodziną, a w drodze powrotnej do Anglii zatrzymał się w Heidelbergu i zabrał z tamtejszego uniwersytetu jego synów Simona i Jana, drugiemu z których sfinansował dalszą naukę w Oksfordzie, a dla pierwszego znalazł innego sponsora (razem z nimi immatrykulował się w Christ College na początku czerwca). Wydaje się zatem logiczne, że później polecił Johnowi Dee, udającemu się w podróż do Krakowa i Pragi, tych samych gospodarzy, u których zatrzymywał się sam w 1574 i 1575 roku.”

CDN

PS. „W ramach tych zadań Sidney zatrzymał się na tydzień lub dwa w Heidelbergu (od około 10 do 22/23 marca), gdzie spotkał się z księciem elektorem Palatynatu i z jego bratem. Również w drodze powrotnej z Pragi spędził tam około tygodnia na przełomie kwietnia i maja, spotykając się m.in. z przybyłym z Frankfurtu Hubertem Languetem. Jak wiadomo, w tym czasie na uniwersytecie w Heidelbergu, gdzie wcześniej nauki pobierali synowie Hajka, studiował Paweł Pernus, immatrykulowany pod koniec 1575 roku, a niewątpliwie przebywający tam jeszcze jesienią 1576 roku, kiedy to wpisał się wraz z kuzynem Ephorinusem do sztambucha Davida Wirsunga. Paweł pojawił się z powrotem w Krakowie nie wcześniej niż pod koniec 1578 roku, bo powierzone mu per procura 28 lutego 1578 roku przez radę miejską obowiązki pisarza zaczął pełnić dopiero od roku 1579. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że podczas obu pobytów Sidneya w Heidelbergu był tam jeszcze na studiach i że się wówczas spotkali, a można też snuć przypuszczenia, że pojechał z Sidneyem do Pragi, a stamtąd wracał do Krakowa wraz z Olbrachtem Łaskim (co wyjaśnia późniejsze pośrednictwo Pernusa w dostarczaniu Łaskiemu listów Dee i Kelleya). Wojewoda sieradzki był bowiem w marcu we Wrocławiu, konsultując z nuncjuszem papieskim realizację swych ambicji politycznych, po czym pojechał do Pragi, skąd 22 kwietnia pisał do cesarza Rudolfa II, tłumacząc chorobą opóźnienie w zapowiadanym przybyciu do Wiednia. Tymczasem od 4 do 20 kwietnia w Pradze był Philip Sidney i to była niewątpliwie prawdziwa przyczyna, dla której Łaski zabawił dłużej w stolicy Czech.

**) Ów Bochetel był synem Jacques’a seniora, protestanta, który w 1566-68 był ambasadorem francuskim w Londynie… Mało tego – siostra juniora, Maria, to żona… tatam… znanego nam ambasadora i wielbiciela talentu Sidneya en.wikipedia.org/Michel_de_Castelnau – jaki ten świat mały.

„Michel de Castelnau Mauvissière épouse le 26 juin 1575 Marie Bochetel, dame de Breuilhamenon des terres de Plou, fille de Jacques Bochetel et de Marie de Morogues.

Cette même année, le roi Henri III, qui connaît ses qualités, nomme Michel de Castelnau ambassadeur permanent de la France auprès de la reine Élisabeth d’Angleterre…

Jacques [senior] qui est reçu secrétaire du roi le 11 septembre 1543, greffier de l’ordre de Saint-Michel sur résignation de son père (29 septembre 1550)9, et devient un diplomate remarquable10: chargé d’une mission extraordinaire en Suisse en septembre 1557, ambassadeur à Londres d’avril 1566 jusqu’en novembre 156811.”

***) „W r. 1562 wpisał się na Akad. Krak., następnie studiował w Bolonii, skąd w r. 1566 wyjechał do Rzymu, a stamtąd – po odbyciu wycieczki do Neapolu – w kwietniu 1567 do Padwy i wkrótce wrócił do Bolonii, gdzie jego preceptorem był Marcin Fox. Zapewne tam zaprzyjaźnił się z Mikołajem Firlejem, przyszłym woj. krakowskim, z którym wspólnie odbywał dalsze podróże.” pl.wikipedia.org/Marcin_Fox

In June 1549, Aldrovandi was accused and arrested for heresy on account of his espousing of the anti-trinitarian beliefs of the Anabaptist Camillo Renato. By September, he had published an abjuration, but was transferred to Rome, and remained in custody or house arrest until absolved in April, 1550. During this time, he befriended many local scholars. en.wikipedia.org/Ulisse_Aldrovandi

Capture d’écran 2019-01-24 à 09.35.27.pngCapture d’écran 2019-01-24 à 09.35.43.pngCapture d’écran 2019-01-24 à 09.36.12.pngCapture d’écran 2019-01-24 à 09.36.34.pngCapture d’écran 2019-01-24 à 09.36.45.png

Olbracht Łaski, nasz król Henryk I oraz „najzdolniejszy człowiek królestwa Anglii”

Capture d’écran 2019-01-08 à 09.47.57.pngOlbracht Łaski, drzeworyt z 1609

___

Filip Sidney jest dla Anglii tym kim Jan Kochanowski dla Polski – najważniejszym poetą epoki renesansu. Filip był wprawdzie młodszy od Jana o 24 lata, ale zmarł raptem dwa lata po nim. Mimo to zdążył nie tylko zabłysnąć literacko, ale i bardzo intensywnie wziąć udział w wielkiej angielskiej polityce, co oczywiście ułatwił mu wpierw jego słynny wuj – earl Leicester, a potem jego równie sławny teść – sir Francis Walsingham. U szczytu elżbietańskiej epoki francuski ambasador w Londynie, Michel de Castelnau napisał o Filipie – „najzdolniejszy człowiek królestwa”.

Obrona poezji Filipa stała się kanonem literatury angielskiej. „Przez długi czas po śmierci był znacznie wyżej ceniony jako pisarz niż William Shakespeare czy Edmund Spencer, a do końca XVIII wieku ukazało się aż jedenaście wydań jego dzieł zebranych (Szekspira tylko cztery)”. A poezja i literackie kanony w renesansie były zarazem poważną polityką – wszak chodziło przede wszystkim o wytworzenie nowych kodów kulturowych, a czasami wręcz dosłownie kodów, w opozycji do łacińskiej cywilizacji Kościoła katolickiego.

Był jeszcze jeden głęboki związek pomiędzy Janem i Filipem – nazywał się on Olbracht Łaski. Kochanowski Olbrachtowi poświęcił aż trzy utwory, w tym krótki wiersz (po łacinie) który jest ponoć tym jego ostatnim**. Tak czy inaczej, napisał go w 1584 tuż przed własną gwałtowną śmiercią w Lublinie, a zarazem tuż po powrocie Łaskiego z Londynu, jakoby całkowicie zbankrutowanego.

Z kolei Filip poznaje Łaskiego tuż na początku swojej błyskotliwej kariery – w 1572 jako raptem 18-letni młodzieniec rusza Sidney na swą pierwszą misję na Kontynent. Wpierw w Paryżu jest świadkiem nocy św. Bartłomieja, ale zaraz potem rusza dalej. Ma przy tym dwóch oficerów prowadzących (zazwyczaj listownie), angielskiego dyplomatę Rogersa i nauczyciela owego Rogersa, takiego ówczesnego Retingera – francuskiego, jeśli można tak powiedzieć, hugenota Huberta Langueta. Można podejrzewać, że ów Hubert był agentem Walsinghama, jako że z Paryża cudem jak twierdzą z życiem uszedł.

Tymczasem „oficjalne poselstwo, z Jeanem de Montlukiem (biskupem francuskiej Walencji) na czele, zostało wysłane 17 sierpnia 1572 roku. Uzdolniony ambasador francuski przeprowadził dobrą akcję propagandową, której nie zaszkodziła nawet noc świętego Bartłomieja, w której królewicz Henryk odegrał niejasną rolę… Kandydatura Henryka Walezego uzyskała poparcie Anny Jagiellonki, która cieszyła się dużą sympatią licznej na elekcji szlachty Mazowieckiej. Za 100 tysięcy dukatów oraz obietnicę rewizji unii lubelskiej, Montluc kupił poparcie Radziwiłła i Chodkiewicza, czyli większości Litwinów, którzy liczyli się o tyle, że występowali dość solidarnie i groźbą zerwania unii mogli szantażować posłów z Korony… poseł Jean de Monluc, oferujący Polakom kandydaturę królewskiego brata Henryka de Valois, złożył wojewodzie ofertę: za poparcie kandydata francuskiego 100 tysięcy talarów oraz podjęcie przez Francję w Konstantynopolu starań o oddanie mu hospodarstwa mołdawskiego… kandydatura szwedzka przestała się liczyć po zdyskredytowaniu największego zwolennika Jana III Wazy, Jana Firleja, który na elekcję przybył z oddziałem zbrojnych i armatami, za co oskarżony był o zamiar wymuszenia wyboru siłą***. ”

Olbracht Łaski o koronie Mołdawii marzył całe życie, więc w 1573 ruszył do Paryża…

CDN

___

**) „Do Olb. Łaskiego” (przekład K. Laskowski)

Łaski, nie gardź mało wystawnymi penatami

i nielicznymi warzywami z ogrodu uboższego,

skoro że mąż wielkoduszny i wyższy dzięki samemu szczęściu,

szybki w pomyślunku, o żelaznej ręce

cnotą w delikatnej sprawie nie wzgardziłeś, lub razem z tą

sławą przez całą wieczność będziesz musiał być uznawany.

 

85. Do Wojciecha Łaskiego

Łaski, który nie gardzisz mało okazałym domem

i marną jarzyną z ubogiego ogrodu!

Gdy mówić będą o tobie, żeś wielkoduszny, wyższy

nad własny stan, dzielny w radzie i w bitwie,

a nie pogardziłeś cnotą pod biednym dachem – chociażby

dla tej jednej zasługi po wsze czasy godzien będziesz podziwu!

przeł. Grzegorz Franczak

 

Inna wersja:

Łaski, coś skromną chatą i lichą jarzynką ubogiego

ogródka nie wzgardził, gdy o tobie wspominać będą,

że jako wielki człowiek, nawet wyższy nad swe stanowisko,

biegły w radzie i dzielnej dłoni, nie wzgardziłeś cnotą,

w skromnej chudobie – choćby dla tej jednej sławy,

po wszystkie czasy czcią otoczony będziesz.

***) Jednocześnie powstał drugi ośrodek wokół wojewody i starosty krakowskiego oraz marszałka wielkiego koronnego Jana Firleja. Jako najwyższy rangą senator świecki, a zarazem nieformalny przywódca kalwinów uważał, że to on powinien sprawować godność interrexa podczas bezkrólewia. Decyzję zjazdu w Łowiczu odrzuciła na sejmikach szlachta kujawska i wielkopolska, zaś obóz Firleja został osłabiony przez wojewodę sandomierskiego, protestanta Piotra Zborowskiego, który nie poparł kalwina Firleja. Między senatorami wielkopolskimi a małopolskimi zarysowała się różnica poglądów co do sposobu przeprowadzenia elekcji. O ile senatorowie małopolscy (głównie Piotr Zborowski) postulowali elekcję viritim, czyli wybór króla przez powszechny zjazd całej szlachty Rzeczypospolitej, to senatorowie wielkopolscy uważali, że ta metoda może jedynie spowodować zamęt i dopuszczali wybór króla przez reprezentantów. Elekcje viritim popierali magnaci ruscy Jan Zamoyski i Mikołaj Sienicki.

Kochanowski, król Stefan oraz Anglicy i ich wygrana z Hanzą

Wedle mojego rozeznania sprawa Elbląga, Anglików i Kochanowskiego miała się następująco.

  1. Wystarczy uważnie przeczytac fragmenty wiki aby sobie wyrobić zdanie o tym jak bardzo „zapobiegliwym” człowiekiem był Jan z Czarnolasu: „12 grudnia [1562] na sejmie w Piotrkowie poeta wymógł na Filipie Kochanowskim, swoim stryju, odszkodowanie w wysokości 100 florenów za niegospodarne zarządzanie wydzierżawionymi nieruchomościami. W połowie 1563 roku Jan przeszedł do służby podkanclerza Piotra Myszkowskiego, dzięki któremu otrzymał godność sekretarza królewskiego. Brak szczegółów dotyczących obowiązków wykonywanych przez Jana przy dworze królewskim. Prawdopodobnie piastował urząd, przynajmniej formalnie, dożywotnio. 7 lutego 1564 roku odbyło się przyjęcie przez Kochanowskiego probostwa w katedrze poznańskiej, którego zrzekł się Piotr Myszkowski. Poeta objął w posiadanie sześć wsi oraz dziesięciny z kilku innych, czerpiąc z nich profity a wszelkie sprawy związane z działalnością beneficjum załatwiał albo korespondencyjnie, albo przez prokuratora (wicesgerenta), Jana Powodowskiego, który reprezentował go przed kapitułą. 22 lutego 1566 roku obejmuje probostwo w ZwoleniuPleban pan Jan Kochanowski, prepozyt poznański, nie ma święceń i nie rezyduje w swoje parafii; nie ma wiadomości, gdzie przebywa, uposażenie plebańskie jest bowiem zaniedbane, chociaż pleban jest dobrze opatrzony… 2 stycznia 1574 roku Kochanowski kupił pół wsi Chechły blisko Czarnolasu za sumę 4000 złotych. 16 stycznia zakończył polubownie spór z burmistrzem Poznania, Marcinem Skrzetuskim… 28 czerwca kupił pozostałą część wsi Chechły. 17 stycznia 1575 zrezygnował z probostwa zwoleńskiego”. Niestety, ale wszystko wskazuje na to że Jan Kochanowski był po prostu zdziercą i wyciskał z synekur ile się tylko dało.
  2. Karierę zaczynał u Firlejów: „Na przełomie roku 1562 i 1563 przebywał na dworze rodziny Firlejów utrzymując stosunki koleżeńskie z Stanisławem Meglewskim. Pomagał również Zofii z Balic Firlejowej przed sądem krakowskim w sprawach spadkowych”. Przyszedł też czas „rewanżu”: „25 stycznia 1580 roku Andrzej Firlej, kasztelan lubelski i starosta grodowy sandomierski, pożyczył od Kochanowskiego 7700 florenów, a 5 czerwca 1581 roku – 6600 florenów. W międzyczasie obaj brali udział w sądzie rozjemczym w Kazimierzu Dolnym w procesie o nieumyślne zabójstwo mieszczanki Barbary Kańskiej przez męża… 31 stycznia 1583 roku Andrzej Firlej zaciąga pożyczkę u Jana Kochanowskiego na sumie 2100 florenów, a tego samego dnia dokonał poeta zakupów nabywając od Mikołaja Zielińskiego część ziemi w Paciorkowej (Głuskowej) Woli i Strykowicach Błotnych (Mniejszych) koło Zwolenia.”
  3. „Jan Kochanowski przyjechał do Lublina w celu interwencji w sprawie ukarania winnych śmierci swego szwagra**, Jakuba Podlodowskiego, który wybrał się do Turcji celem zakupu koni do stajni królewskich. Kochanowski zmarł 22 sierpnia, prawdopodobnie na udar mózgu. Miejsce zgonu pozostaje w sferze domysłów. Jedni twierdzą, że nastąpił w kamienicy Macieja Krokiera, bogatego kupca lubelskiego, inni natomiast – w domu Mikołaja Firleja***.” Jan Kochanowski był zatem na królewskim zamku w Lublinie w sierpniu 1584 w osobistej sprawie – „zwołana na 20 VIII 1584 do Lublina konwokacja senatu niechętnie zaaprobowała pozwanie Zborowskich przed sąd sejmowy.”
  4. Tymczasem rozmowy z Anglikami szły zupełnie innym torem. Wpierw, miało miejsce pierwsze spotkanie – 27 lipca 1584 w Elblągu ambasador angielski Herbert ze swoim doradcą Williamem Salkinsem spotkali się z biskupem chełmińskim Piotrem Kostkąwojewodą Piotrem Potulickim, Janem Dulskim królewskim podskarbim, kasztelanem Nakła Stefanem Grudzińskim i podkomorzym chełmskim Stanisławem Kostką. Niewiele osiągnięto wiec król Stefan wezwał Herberta przed swoje oblicze i w sierpniu na zamku w Lublinie przyjął ambasadora Elżbiety. I dopiero po tym spotkaniu powołano następną komisję składająca się z trzech braci Firlejów i wojewody lubelskiego Jana Tarło, która wpierw spotkała się na zamku a potem, po wyjeździe króla (który – „tak się składa” – miał wtedy na głowie ową sprawę Zborowskich), przeniosła się do Lubartowa, gniazda Firlejów. Owocem pracy tej komisji z Anglikami był memoriał.
  5. Tak jak już pisałem to Anglicy odnieśli sukces (nie całkowity, ale na monopol serio wtedy nie liczyli jak wynika z ich własnej korespondencji), czyli za nieoficjalnym przyzwoleniem króla umowę Kompanii Wschodniej z Elblągiem. Oni zatem byli na ostatnim miejscu w kolejce zabójców króla Stefana – na pierwszym był zaś Murad II ze swoimi doradcami – wszak sam król Stefan wyznał, ze królem Polski jest tylko przejściowo a jego celem jest pobicie Ottomanów i korona Węgier:”Król Stefan I był zdeterminowany w dążeniu do zjednoczenia swoich ojczystych Węgier, czego zamierzał dokonać po pokonaniu Turcji przy wsparciu Moskwy, której potencjał usiłował wykorzystać. Panowanie w Polsce traktował jako „mizerny czyściec”, który rad był opuścić po zyskaniu sławy tureckiego pogromcy, co też oświadczył wprost na sejmie w 1585 roku, po blisko dziesięciu latach panowania, zapewniając przy tym, że nie zamierza w przyszłości forsować na tron bratanka:Wszedłem sam in misserrinum purgatorium, by mi nie szło o sławę, puściłbym to królestwo, a miałbych in istam carnificinam synowca dać, dziecię optima indolis? Uchowa mię i jego tego Pan Bóg”

___

**) Chodziło raczej o uzyskanie odpowiedniego odszkodowania i wydaje się że nic u króla nie wskórał, co jak sądzi wielu właśnie go do grobu wpędziło.

„Już po jego wyjeździe dotarła do króla wiadomość o zamordowaniu 4 XI koło Adrianopola podkoniuszego Jakuba Podlodowskiego, wracającego do Rzpltej z zakupionymi końmi; wysłany przez S-a posłaniec polecił Słostowskiemu, aby zażądał ukarania winnych jedynie we własnym imieniu.” www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/stefan-batory-bthory-istvn

***) Utwór wydany pośmiertnie w 1590:

DO JEGO M. PANA MIKOŁAJA FIRLEJA.

Krom dobrej sławy, która z cnoty roście,
Nie posiadł człowiek nic trwałego proście.
Siłę i gładkość lata precz odnoszą,
A żałość tudzież w tropy za rozkoszą.
Fortuna z nami igra jako z dziećmi:
Dziś panem będziesz, jutro siadaj z kmiećmi.
Cnoty nikt nie ma, jeno sam od siebie,
A też do śmierci nie puści się ciebie;
A gdy cię w niebo między bogi wniesie,
Sławę po świecie szeroko rozniesie.
Tem twój dziad Firlej, Mikołaju, słynie,
A póki Wisła, póki Niepr popłynie,
Ten na południe, ona na północy,
Chwała trwać będzie jego spraw i mocy.
Więc i cnotliwy syn ojca nie wydał,
Ku czci dziedzicznej swoję własną przydał;
Bo mężnie z placu spierając pogany,
Duszę cną wylał przez poczciwe rany.
Szlachetne roty, których martwe głowy
Chowa, i chować będzie brzeg Bugowy,
Sławna śmierć wasza, sławne męstwo wszędzie;
A żadny wiek tak niewdzięczny nie będzie,
Aby posługi wasze znakomite
Były potomkom przyszłym kiedy skryte.
A ty Firleju, bądź życzliwy moim
Nowotnym rymom, abych przodkom twoim
Tym snadniej służył; a już mnie nie wodzi
Tam, gdzie Pegazów sławny zdrój wychodzi.

Londyn, król Polski, hugenoci i my

Warto sobie uświadomić mocny w wymowie ciąg dat:

7 lipca 1572 – umiera Zygmunt II August

Panowie polscy obawiali się jednak nadmiernego wzrostu znaczenia Anny [ZAMOYSKI!], nie chcieli też dopuścić do zubożenia Rzeczpospolitej poprzez przekazanie ogromnych majątków i skarbów siostrom Zygmunta Augusta. Podjęli więc odpowiednie działania. Zabronili Annie przyjeżdżać do Knyszyna (gdzie znajdowały się zwłoki króla) oraz do Tykocina (gdzie znajdowały się srebra i inne kosztowności Zygmunta Augusta). Podczas zjazdu w Kaskach (październik 1572 r.) panowie odrzucili żądania Anny idące w kierunku szybkiej realizacji testamentu królewskiego”**

23/24 sierpnia – noc św. Bartłomieja, tzw. rzeź hugenotów we Francji (Filip Sidney, sławny przyjaciel hugenotów, przygląda się temu razem z sir Walsinghamem w jego paryskim domu)

16 maja 1973 – przedstawiciele elekta Henryka Walezjusza zaprzysięgli „artykuły henrykowskie” i „pacta conventa” (Filip  Sidney przygląda sie temu z oddali, czyli z Wenecji, gdzie osobiście poznaje Olbrachta Łaskiego, „byłego hugenota”, który tam zabiega o koronę Mołdawii)

21 lutego 1574 – koronacja Henryka Walezego na Wawelu a 18/19 czerwca – bezksiężycową nocą, król Henryk Walezy uciekł z Polski, by objąć wakujący po śmierci swojego brata Karola tron francuski.

10 października – w Krakowie, wielki tumult na tle religijnym i zburzenie zboru ewangelickiego (Filip  Sidney przygląda się temu z kamienicy przy ulicy Floriańskiej 11 !!)

12 grudnia – Murad III został sułtanem Imperium osmańskiego.

13 grudnia 1575 – Anna Jagiellonka została w Warszawie wybrana w wolnej elekcji królem Polski i wielkim księciem litewskim, a dzień później stronnictwo szlacheckie pod przewodnictwem Jana Zamoyskiego uznało ten fakt, przydając jej na małżonka Stefana Batorego.

12 października 1576 – Rudolf II został cesarzem rzymsko-niemieckim (niebawem Filip  Sidney przybywa na praski dwór);

Stefan Batory zakazał pod karą śmierci wnoszenia oskarżeń o mord rytualny przeciw Żydom

15 listopada 1577 – Francis Drake wyruszył na wyprawę przeciw hiszpańskim posiadłościom na Pacyfiku; (Filip Sidney spotyka się w Pradze z wybitnym angielskim jezuitą na wygnaniu, Edmundem Campionem)

Hiszpania po raz pierwszy planuje inwazję Anglii (jej tajne plany przechwycił Wilhelm I Orański i przekazał Walsinghamowi); zawarła rozejm z sułtanem tureckim.

16 czerwca 1578 – we Lwowie został ścięty kozacki watażka i przez krótki czas samozwańczy hospodar mołdawski Jan Podkowa, skazany na śmierć przez króla Stefana Batorego na stanowcze żądanie sułtana Murada III.

6 stycznia 1579 – założenie unii utrechckiej przez północne prowincje Niderlandów pod hasłem wolności religijnej i walki z Hiszpanami.

Wilhelm I Orański zaprosił Franciszka Herkulesa Walezego do Niderlandów by ten objął urząd dziedzicznego stadhoudera.

29 września 1580 – niderlandzkie Stany Generalne, czyli hugenoci czy kalwiniści jak kto woli, podpisały traktat z księciem na zamku Plessis-lès-Tours. Franciszek przyjął tytuł „Obrońcy wolności Niderlandów”. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęły się zabiegi o małżeństwo księcia Andegawenii z królową Anglii Elżbietą I. (Filip Sidney mediował w tej sprawie, ale sam był przeciw.)

Powstał Sejm Czterech Ziem (Waad Arba Aracot) – najwyższy organ samorządu żydowskiego w Polsce.

14 lipca 1581 – został aresztowany angielski jezuita Edmund Campion.

11 września – została założona Kompania Turecka, z której w 1592 powstała Kompania Lewantyńska.

15 stycznia 1582 – rozejm w Jamie Zapolskim między Stefanem Batorym a Iwanem IV, Iwan Groźny oddał Polsce Inflanty.

1 maja 1583 – Olbracht Łaski pojawił się w Londynie, przywitany z wielkimi honorami zamieszkał ze swoją świtą w Winchester House. Królowa Elżbieta przyjęła go bardzo łaskawie, i to dwukrotnie – bardzo głośno komentowano fakt, że Łaski miał ubiór w królewskiej czerwieni, tak jak sama Elżbieta… Łaski w tym czasie odbywa wizytę w Oksfordzie, zorganizowaną przez dwór angielski z wielką pompą specjalnie dla niego, wraz z turniejem rycerskim po drodze w Greenwich … Podróż odbywa się w tę i nazad we wspaniałej barce przyozdobionej (wieloma) insygniami królowej Anglii, a towarzyszą mu w niej m. in. sir Filip Sidney i Giordano Bruno.

1584rok gwałtownych zejść

18 marca – po śmierci Iwana IV nowym carem Rosji został Fiodor I (niebawem Moskale mocno hardzieją wobec Londynu, na pogłoski o Wielkiej Armadzie…)

26 maja – na dziedzińcu zamku wawelskiego został ścięty hetman kozacki Samuel Zborowski

19 czerwca – umiera Franciszek Herkules Walezjusz, najmłodszy syn króla Francji Henryka II i Katarzyny Medycejskiej (ur. 1555) a 10 lipca – Wilhelm I Orański został zastrzelony przez Balthasara Gérarda.

3 marca 1585 – Elbląg zawarł porozumienie handlowe z angielską Kompanią Wschodnią;

27 maja – w królewskim gabinecie odbył się seans w obecności króla Stefana, Dee, Łaskiego i Kelleya

13 lipca – Henryk podpisuje traktat z Ligą Katolicką i rozpoczyna się kolejna tzw. wojna religijna we Francji, zwana wojną trzech Henryków (Henryka III, Henryka z Nawarry i Henryka Gwizjusza).

14 sierpnia – Elżbieta I ogłasza objęcie Holandii protektoratem a 17 VIII Hiszpanie zdobywają Antwerpię

16 czerwca 1586 – Maria I Stuart, królowa Szkotów, uznaje Filipa II za jej dziedzica.

6 lipca – podpisanie traktatu z Berwick przez Elżbietę I i króla Szkocji Jakuba VI (w ten sposób syn Marii I skazuje ją w praktyce na śmierć)

15–25 października – Maria I skazana na śmierć za rzekomy udział w spisku Babingtona

17 października – pod Zutphen umiera sir Filip, ponoć na skutek gangreny – rozpacz w Anglii jest wielka, w elegii na jego śmierć pisze się o nim jako o przyszłym królu Polski…

12 grudnia – Stefan Batory niespodziewanie zmarł w Grodnie, po 10 latach panowania.

19 kwietnia 1587 – Francis Drake zniszczył flotę hiszpańską w Kadyksie, opóźniając w ten sposób przygotowania Hiszpanii do inwazji na Anglię.

27 grudnia – w Krakowie odbyła się koronacja Zygmunta III Wielkiego na króla Polski; pierwszym władcą, który uznał wybór ZIII był sułtan Murad III.

9 lutego 1588 – Álvaro de Bazán y Guzmán, pierwszy markiz Santa Cruz mianowany przez króla Filipa II pierwszym dowódcą Wielkiej Armady, zmarł niespodziewanie w trakcie przygotowań do wyprawy.

8 sierpnia – w bitwie pod Gravelines flota angielska zadała poważne straty hiszpańskiej Wielkiej Armadzie.

7 października – za plecami Zygmunta III Wielkiego, kanclerz Zamoyski oferuje swe usługi Elżbiecie, a jeszcze tego roku rozgoryczony kanclerz twierdzi że „wyjedzie z Polski i osiądzie gdzieś w Anglii i Szkocji, by tam dopiero otrząsnąć się z długów, w jakie wpadł w czasie bezkrólewia”

23 grudnia – Henryk III morduje Henryka Gwizjusza i jego brata Ludwika, kardynała.

CDN

__

**) Obrany królem Henryk Walezy nie zamierzał realizować przedwyborczych obietnic ambasadora Francji Jana de Monluca, dotyczących poślubienia Anny. Podczas rokowań z poselstwem polskim w Paryżu latem 1573 r. król-elekt nie przyjął zobowiązania do małżeństwa pomiędzy artkuły pactów conwentów. Stronie polskiej obiecywał tylko, że nie będzie się żenił bez zgody senatu Rzeczypospolitej. Anna, która bardzo cieszyła się z perspektywy małżeństwa przed wyruszeniem poselstwa i w czasie jego trwania, przeżyła głębokie rozczarowanie, gdy dowiedziała się o wykrętnych sformułowaniach Henryka…

Należy też dodać, że panowie polscy narzucali Annie miejsce przebywania, trzymającją nie tylko z daleka od tykocińskich skarbów, ale także od konwokacyjnego sejmu w Warszawie (styczeń 1573 r.). Senatorowie obawiali się, że będzie ona tworzyła własne stronnictwo nie tylko w celu wyegzekwowania postanowień testamentu Zygmunta Augusta, ale także dla wpłynięcia na wybór króla lub nawet stworzenia odrębnego władztwa na Litwie dla siebie.

Capture d’écran 2019-01-20 à 22.28.42.pngCapture d’écran 2019-01-20 à 22.28.12.png

 

 

Żydowski król Polski

Lata osiemdziesiąte XVI wieku nie przestają mnie zdumiewać – będę jeszcze do nich wracał, a dzisiaj taki oto cymes.

Samuel Juda Katzenellenbogen w 1556 został rabinem Wenecji. Jego ojciec też był tam rabinem, a przy tym uczniem Jakuba Pollaka z Lublina**. Hagada mówi że Samuel przyjął gościnnie polskiego księcia Mikołaja Krzysztofa „sierotkę” Radziwiłła, gdy ten odwiedził Padwę. Kiedy książę znalazł się w potrzebie, zwrócił się do Katzenellenbogena, który udzielił mu niezbędnych funduszy na dalszą podróż, prosząc w zamian żeby okazał łagodność wobec Żydów w swoim kraju i chronił ich przed oskarżeniem o mord rytualny…

W dowód wdzięczności Radziwiłł podjął się odszukania w Polsce jego syna Saula, który przebywać miał w jednej z tamtejszych jesziw. Faktycznie chłopak przebywał w światowej sławy szkole talmudycznej w Brześciu Litewskim, skąd Radziwiłł zabrał go na swój dwór.

Saul miał wzbudzać zachwyt swoją wiedzą i mądrością, stając się sławnym w całym państwie. Wkrótce zgromadził wielki majątek, będąc bankierem i dzierżawcą ceł i warzelni soli na Litwie. 17 maja 1578 uzyskał nawet przywilej królewski na kupno soli wielickiej w Koronie.

W czasie bezkrólewia po śmierci Stefana Batorego w 1586, niezdecydowana szlachta długo nie mogła wybrać jego następcy. Wobec podwójnej elekcji Maksymiliana Habsburga i Zygmunta III Wazy – w końcu miano skorzystać z powołania króla tymczasowego (rex pro tempore), którą to godność miano zaproponować Radziwiłłowi. Ten jednak odmówił, ale wysunął kandydaturę Saula.

W 1587, wśród powszechnego entuzjazmu, został okrzyknięty w Lublinie królem Saul Wahl (wahl – niem. wybór) przez szlachtę. Jego panowanie miało trwać tylko jedną noc, miał wtedy wydać wiele nowych praw i przywilejów, poprawiających położenie Żydów w Polsce.”

PS. A cała ta bajka została napisana na zlecenie – wpierw w 1844 w Londynie Hirsz Edelman wydał Gedullat Sha’ul („The Elevation of Saul”), aby w 1854 dołożyć genealogię Denisa Mosesa Samuela, potomka owego „króla Polski”: en.wikipedia.org/wiki/Hirsch_Edelmann

Samuel was the son of the wealthy London merchant Moses Samuel (d.1839). In early life, he migrated to Rio de Janeiro and arranged loans for its government. After 17 years in Brazil, he returned to London as a financier. A very wealthy man, in 1854 he was created a baron of Portugal. His wife, Amelia [jego bratanica!!], was the niece [wnuczką] of Levi Barent Cohen. His brother Samuel Moses Samuel (1773–1873) was also a very wealthy financier and merchant, trading especially with Brazil. He lived to be 99, and was related by marriage to the Rothschilds and Montefiores. His daughters married Sir David Salomons and Samuel De Worms.

No więc ów Samuel Moses wydał córkę Amelię za swojego młodszego brata, a inną córkę Henriettę za Solomona Bendykta którego Franciszek Józef w 1871 uczynił dziedzicznym baronem. Wszak matka Solomona to Schönche Jeannette Rothschild (1771–1859), córka samego Mayer Amschel Rothschilda, więc za wujów miał on najsłynniejszy rotszyldowski kwintet.

Za to ich syn, baron George ożenił się z Louise, córką Amelii, czyli ze swoją kuzynką 1go stopnia… Z kolei inny syn, Henryk, porzucił ich wiarę, ale za to jego córka stała się menedżerką Rolling Stonesów…

Na zakończenie wypada przypomnieć teścia Mosesa Samuela en.wikipedia.org/wiki/Levy_Barent_Cohen

Cohen moved to England with his brother [Salomon Shlomo David Cohen-Chazzan]. By 1778, Cohen had developed a large business in London. He became known as one of the leading merchants of the city. Cohen was naturalized as a British subject in 1798. Through the distinguished marriages which his children contracted, nearly all the leading Jewish families in England were connected with him. His daughter Hannah became the wife of Nathan Mayer Rothschild; the second daughter, Judith, married Moses Montefiore; the third daughter, Jessie, married Myer Davidson. His brother also was the great-grandfather of Karl Marx.

__

**) After the accession of King Sigismund I in 1506, many Jews left Bohemia and went to Poland, founding a community of their own at Kraków. Pollak followed them, officiating as rabbi and organizing a school for the study of the Talmud, which, up to that time, had been neglected in Poland. This institution trained young men to introduce the study of the Talmud into other Polish communities. In 1530 Pollak went to the Holy Land, and on his return took up his residence at Lublin, where he died on the same day as his opponent, Abraham Minz. His most famous pupils were Rabbi Shalom Shachna of Lublin and Meïr of Padua (Maharam Padua).

 

Stąd do wieczności czyli gra w trzy liczby

Odkrycie w CERNie, w lipcu 2012 roku, bozonu Higgsa zamknęło definitywnie epokę zatwierdzania Modelu Standardowego jako kompletnej teorii mikro-świata. Paradoksalnie, było to sporym zaskoczeniem, i stąd właśnie się wzięło 49-letnie opóźnienie w przyznaniu nagrody Nobla za ten ostatni, do niedawna niepotwierdzony bezpośrednio składnik tejże teorii, tzw. mechanizm BEH (Brout-Englert-Higgs), przewidujący istnienie tegoż bozonu. (W efekcie jeden z autorów, Robert Brout, nie doczekał się tego wyróżnienia…) Zaskoczony był tym w pewnym stopniu nawet jeden z trzech twórców BEH, gdyż podobnie jak wielu fizyków spodziewał się, że być może bozon Higgsa nie jest cząstką elementarną**, a do jego pełnego zrozumienia potrzeba nowej teorii. Okazało się inaczej, i nic w tej chwili nie wskazuje na taką potrzebę, a więc odkrycie stało się niejako większym niż powszechnie oczekiwano!

W tym miejscu warto zrobić pewną dygresję historyczną. Otóż, w 1885 Johann Balmer, fizyk i nauczyciel w żeńskiej szkole w Bazylei, podał prosty wzór matematyczny wiążący długości fal dla dopiero co zmierzonych przez Ångströma pięciu linii spektralnych wodoru. Jak się później okazało, był to początek końca fizyki klasycznej, a gwóźdź do jej trumny wbił w 1900 Maks Planck postulując kwantowanie (czyli „porcjowanie”) energii, i wprowadzając nową stałą fundamentalną h. Planck doskonale zdawał sobie sprawę z wagi swojego odkrycia – zanim to ogłosił, bardzo długo męczył się próbując uratować fizykę klasyczną, ale bez powodzenia. Jak wiemy, doprowadziło to do powstania fizyki kwantowej, innymi słowy – do największej rewolucji w fizyce od czasów Newtona. Na marginesie, warto przypomnieć rolę w tejże rewolucji, być może najważniejszej w historii fizyki, pracy doktorskiej – ukończonej przez księcia Ludwika de Broglie w 1924. Nosiła ona tytuł Recherches sur la théorie des quanta („Badania nad teorią kwantów”) i przyniosła autorowi nagrodę Nobla już w 1929. Wynikało to z jej olbrzymiego znaczenia dla fizyki, a ciekawostką jest fakt, iż de Broglie doszedł do swojego fundamentalnego postulatu przypisania falowej natury wszystkim cząstkom materii, całkowicie samodzielnie. Członkowie jury jego przewodu doktorskiego (w tym wielcy francuscy fizycy, Paul Langevin i Jean Perrin) poruszeni rewolucyjnością idei, zasięgnęli w tej sprawie rady Alberta Einsteina, który natychmiast docenił bardzo głębokie znaczenie owego postulatu. Więcej o tym, m.in. jak to sam Einstein stał się tego poniekąd ofiarą TUTAJ.

Wróćmy zatem, jak mówią Francuzi, do naszych baranów. Model Standardowy jest teorią kompletną ponieważ poprawnie opisuje wszystkie znane zjawiska mikro-świata. Zawiera jednak dużo parametrów, których wartości już nie potrafimy dobrze wyjaśnić. Do tych parametrów należą w szczególności masy wszystkich cząstek elementarnych, w tym także bozonu Higgsa. I tu właśnie pojawia się wielkie wyzwanie – otóż, eksperymenty w  CERN nie tylko wykazały istnienie bozonu Higgsa, ale umożliwiły pomiar masy tegoż bozonu z dokładnością 0,2% (dwóch promili)!  A to z kolei, pozwoliło zauważyć następującą relację liczbową między trzema masami:

(Mhiggs)2 = Mtop * MZ    lub, inaczej      Mh = √ (Mt * MZ)

Innymi słowy, masa bozonu Higgsa jest równa pierwiastkowi z iloczynu mas kwarku top i bozonu Z. Równanie to jest spełnione z dokładnością lepszą niż 0,3%, zatem w znakomitej zgodzie z błędami pomiaru tych trzech mas! Fascynującą własnością tej prostej relacji jest fakt, że każda z tych trzech cząstek należy do innego rodzaju, ze względu na swój spin. Bozon Higgsa jest jedyną skalarną (tzn. bezspinową) cząstką elementarną w przyrodzie! Z kolei, kwark top jest fermionem, czyli cząstką o spinie połówkowym (= ½ ħ), tak jak wszystkie cząstki elementarne materii, na przykład elektrony. W dodatku jest najcięższym fermionem, ale właśnie jego wielka masa (równa w przybliżeniu masie atomu złota…) jest najbardziej „naturalna” wśród fermionów, wg Modelu Standardowego. No i w końcu, neutralny bozon Z, „odpowiedzialny” wraz z naładowanymi bozonami W za oddziaływania słabe,  jest bozonem wektorowym, o spinie 1, tak jak foton. Ma przy tym najlepiej znaną masę, z dokładnością do 0,002% !

Ktoś może nie bez racji powiedzieć, że jest to najprawdopodobniej zupełny przypadek – w końcu można by postulować bardzo wiele innych arbitralnych wzorów, dołączyć także masę bozonów W itd., itp. Problem jednak w tym, że od wielu już lat znamy inny zaskakujący wzór łączący tym razem masy trzech leptonów (czyli fermionów, ale nie oddziałujących silnie) naładowanych – elektronów, mionów i leptonów tau. Zaproponował go w 1981 japoński fizyk Yoshio Koide:                                                                                               en.wikipedia.org/wiki/Koide_formula.

Po 38 latach, przy ciągle rosnącej precyzji pomiaru tychże mas – równanie Koide jest nadal spełnione, w granicach (bardzo małych) błędów, ale nikt dotąd nie potrafił wyjaśnić jego ewentualnego pochodzenia.

Trudno zatem uwierzyć, aby każdy z tych związków był po prostu, jedynie liczbową koincydencją.  Ja w to nie wierzę, a jeśli ktoś z czytelników ma pomysł na głębokie uzasadnienie któregoś z nich, to radzę szybko to spisać i opublikować – jeśli dobrze trafi, to poczesne miejsce na kartach historii fizyki jest gwarantowane.

___

Z kolei, wiele wskazuje na to, że grawitacja ma (zasadniczo) inny charakter niż pozostałe trzy fundamentalne oddziaływania: elektromagnetyczne, słabe oraz silne (jądrowe), które to z olbrzymim sukcesem są opisywane przez Teorię Standardową (TS), ciągle zwaną Modelem Standardowym.

Po odkryciu bozonu Higgsa ostatni element tej teorii został potwierdzony doświadczalnie, a w dodatku zmierzona masa tegoż bozonu, około 125 GeV/c², powoduje, iż z formalnego, matematycznego punktu widzenia teoria jest „stabilna” i daje „sensowne” przewidywania, począwszy od fizyki atomowej i energii cząstek rzędu 1 eV (oraz dużo, dużo mniejszych, gdzie dobrego opisu dostarcza fizyka klasyczna), aż do gigantycznych energii, rzędu tzw. energii Plancka***, czyli do około 1019 GeV, lub inaczej 1028 eV.

Innymi słowy, można uznać, że „natura mikroświata” jest w pełni opisana, czyli TS jest „kompletną” teorią cząstek elementarnych (oczywiście, zaniedbującą grawitację). Jedynym zazwyczaj podnoszonym argumentem „formalno-estetycznym” jest problem tzw. (nie)naturalności, znany też pod nazwami – problemu hierarchii, ew. jako problem fine tuning’u („precyzyjnej regulacji”).

Niedawno ukazała się publikacja pt. Naturalness, the autonomy of scales, and the 125 GeV Higgs, która świetnie to tłumaczy – polecam zainteresowanym. Jest ona wprawdzie dość szczegółowa i trudna, na (bardzo) wysokim poziomie merytorycznym, ale można tam też znaleźć świetne podsumowania, jak np. to:

Here I present a positive argument that this is indeed the appropriate way to understand the naturalness criterion: we should understand naturalness as the requirement that theories should be able to describe physics at low energies in ways that do not invoke a sensitive dependence on those theories’ descriptions of physics at much higher energies.”

W przypadku TS, która jest kwantową teorią pola, gdzie oddziaływania są „generowane” przez zasadę cechowania (gauge principle), taka naturalność jest gwarantowana, za wyjątkiem pola skalarnego bozonu Higgsa – mówi o tym ogólne twierdzenie o rozprzęganiu (Decoupling Theorem):

„Appelquist and Carazzone prove that if one starts with a perturbatively renormalizable theory – the “full theory” – containing a set of fields all of which are much heavier than the remaining fields, the correlation functions describing physics occurring at energies much lower than the mass of the heavy fields can be obtained from an effective theory which contains only the light fields. The only remnant of the heavy fields is that the couplings of the light fields in the effective theory may be different than the couplings of the light fields in the full theory. Furthermore, for quantum field theories containing only fermions or gauge bosons, no relevant operators appear and the contribution of the heavy fields to the light field couplings is merely logarithmic, a small correction to the original light field couplings. Virtually all quantum field theories employed in elementary particle physics are of this form; until the recent discovery of the Higgs particle, no elementary particle described by a scalar field had been discovered in our world. This is of central importance for naturalness since the presence of an elementary scalar field in a theory introduces a relevant operator whose coupling, representing the mass of the scalar field, receives very large corrections from high-energy physics. Setting aside for the moment the conceptual complication introduced by relevant operators, the essence of the Decoupling Theorem is that low-energy physics can be accurately described by a theory including only low-energy degrees of freedom. Past experience with physical theories leads one to expect that low-energy physics like billiard ball trajectories will not depend sensitively on the behavior of high-energy atomic physics; in QFT this observed fact that physical processes at widely separated physical scales are largely independent of one another becomes a theorem.”

__

Co robić w tej sytuacji? Jedyną znaną mi eksperymentalną podpowiedzią są te zagadkowe „koincydencje liczbowe”, czyli owe dwie gry w trzy liczby…

PS. Wszystkie parametry w TS, poza jednym, są bezwymiarowe, tzn. są to po prostu „gołe” liczby, bez jednostek. Tym wyjątkiem jest tzw. próżniowa wartość oczekiwana pola Higgsa ≈ 246 GeV, nadająca skalę wszystkim masom cząstek elementarnych (dlatego kwark top o masie ponad 172 GeV/c² jest „bardzo naturalny”, a elektron zupełnie nie…).

__

**) Cząstki elementarne: boson.szkolanawigatorow.pl/cząstki-elementarne-i-próżnia

***) W roku 1899 Max Planck zaproponował system naturalnych jednostek w fizyce, w którym stałe: grawitacyjna G, Plancka ħ, Coulomba (4πε0)−1, Boltzmanna kB oraz prędkość światła w próżni c są równe 1. Motywacją Plancka był możliwie najbardziej  fundamentalny opis zjawisk.

Spróbujmy zmodyfikować podejście Plancka uwzględniając dwa fakty:

  1. Do tej pory nie udało się uzyskać wspólnego opisu oddziaływań grawitacyjnych i trzech pozostałych opisanych przez TS.
  2. Odkrycie i pomiary bozonu Higgsa mocno wskazują na to, że jest to, zgodnie z TS, kwant fundamentalnego pola skalarnego o niezerowej wartości oczekiwanej w próżni (vacuum expectation value) vev = 246 GeV odpowiedzialnej w mechanizmie BEH za nadawanie mas (bezwładnych) wszystkim cząstkom elementarnym.

Ponieważ jest niewykluczone, że grawitacja ma inną naturę, być może „makroskopową” – wyłączmy stałą G i wstawmy tam vev. W dodatku, usuńmy także stałą Boltzmanna, która ewidentnie dotyczy fizyki makroskopowej – mało tego są nawet teorie łączące ją z grawitacją (o „entropicznej” naturze). I w końcu, zamiast stałej Coulomba „znormalizujmy” do jedynki ładunek elementarny e.

Co uzyskujemy? Bardzo ciekawy, spójny opis mikro-świata o naturalnych wielkościach energii, czasu, odległości oraz ich zmiennych pochodnych. Różnice wobec systemu Plancka są bardzo duże poza wartością ładunku (w jednostkach naturalnych), i biorą się w efekcie z olbrzymiej różnicy w wielkości naturalnej energii, która w systemie Plancka wynosi około 1019 GeV wobec „naszych” 246 GeV (odpowiadających z nawiązką masie jądra plutonium). Naturalny dystans to teraz około 0.005 fm.

Przyp. – w odróżnieniu od systemu Plancka, nie potrzebujemy „normalizować” piątej stałej, bo nie zajmujemy się zjawiskami termodynamicznymi.

Łowcy androidów czyli komu bije dzwon

Pamiętacie rozterki duchowe Harrisona Forda, tytułowego łowcy w skotowym Blade Runnerze, kiedy to się był zakochał w pięknej androidzie, zwanej z angielska replikantką? Okazuje się, że Philip K. Dick nie był oryginalny, bo tacy łowcy już byli w Anglii i okolicach w XVI, XVII a nawet XVIII wieku i nazywali się łowcami księży. Księży katolickich, ofkors.

Zacznijmy od początku:

„As the Catholic bishops during the reign of Queen Mary were dead, imprisoned or in exile, and those priests they had ordained were dying out or converting to Protestantism, William Allen conceived the idea for a seminary for English Catholic priests at Douai, where several of the chief posts were held by professors who had fled Oxford upon the reimposition of Protestantism in England. …Walsingham tracked down Catholic priests in England and supposed conspirators by employing informers, and intercepting correspondence.”

I teraz clou:

Priest hunters were effectively bounty hunters. Some were volunteers, experienced soldiers or former spies. They used a number of informants within Catholic communities. Starting in the 1640s, James Wadsworth, Francis Newton, Thomas Mayo, and Robert de Luke formed a partnership to hunt down Roman Catholics in the London area and handed them over to the authorities for a reward. Between November 1640 and summer 1651 over fifty individuals were turned over to the government. Some were executed, some banished, and some reprieved.”

Bounty hunters to po naszemu łowcy nagród, a nagrody te były zaiste wspaniałe, jeszcze w XVIII wieku w bidnej Irlandii, za złapanie biskupa płacono od ręki do 30 000 dzisiejszych funtów:

„A 1709 Penal Act demanded that Catholic priests take the Oath of Abjuration, and recognise the Protestant Queen Anne as Queen of Great Britain and, by implication, of Ireland. Priests that did not conform were arrested and executed. This activity, along with the deportation of priests who did conform, was a documented attempt to cause the Catholic clergy to die out in Ireland within a generation. Priests had to register with the local magistrates to be allowed to preach, and most did so. Bishops were not able to register. The reward rates for capture varied from £50–100 for a Bishop, to £10–20 for the capture of an unregistered priest; substantial amounts of money at the time. The work was dangerous, and some priests fought in self-defence.”

A owi replikanci, tj. księża, mieli oprócz tej samoobrony taki brzydki, wręcz niesmaczny, zwyczaj chowania się w tzw. księżowskich dziurach. Nie to co angielscy dżentelmeni, prawda? Wypada przy tym też wspomnieć świętego Mikołaja Owena.

Kolejny angielski trop, tym razem z 1624:

„Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Ten znany u nas, „dzięki” Hemingwayowi, tekst napisał niejaki John Donne, który był „synem bogatego kupca towarami żelaznymi i Elizabeth Heywood, córki dramaturga Johna Heywooda. Rodzina Donne’a była żarliwie katolicka, dwaj bracia jego matki byli jezuitami, ale sam Donne, gdy dorósł, odszedł od Kościoła katolickiego.

Donne kształcił się w Oksfordzie, Cambridge i Londynie, po czym rozpoczął karierę dworską, będąc m.in. osobistym sekretarzem Thomasa Egertona, Lorda Strażnika Wielkiej Pieczęci. Potajemne małżeństwo z 16-letnią Anne Moore w 1600 roku spowodowało załamanie politycznej kariery Donne’a. Przez kilka lat borykał się ze sporymi kłopotami finansowymi, aż w 1610 roku zwrócił na siebie uwagę króla Jakuba I antykatolicką polemiką Pseudo-Martyr (Pseudo-Męczennik) (podobnym w wymowie utworem Donne’a była antyjezuicka satyra Conclave ignati).

W 1615 roku Donne przyjął święcenia, stając się anglikańskim duchownym. Został nadwornym kaznodzieją i kapelanem króla, głoszone przez niego kazania cieszyły się wielką popularnością. Był doktorem uniwersytetów w Oksfordzie i Cambridge oraz (od 1621 roku) dziekanem katedry św. Pawła w Londynie.”

Polska wiki, jak często w takich wypadkach, jest „specyficzna” i przy tym oszczędza nam tzw. detali, a tymczasem:

„His father died in 1576, when Donne was four years old, leaving his son fatherless and his widow, Elizabeth Heywood, with the responsibility of raising their children alone. Heywood was also from a recusant Roman Catholic family, the daughter of John Heywood, the playwright, and sister of the Reverend Jasper Heywood, a Jesuit priest and translator. She was a great-niece of the Roman Catholic martyr Thomas More. This tradition of martyrdom would continue among Donne’s closer relatives, many of whom were executed or exiled for religious reasons. Donne was educated privately; however, there is no evidence to support the popular claim that he was taught by Jesuits. …

Donne’s brother Henry was also a university student prior to his arrest in 1593 for harbouring a Catholic priest, William Harrington, whom he betrayed under torture. Harrington was tortured on the rack, hanged until not quite dead, and then subjected to disembowelment. Henry Donne died in Newgate prison of bubonic plague, leading Donne to begin questioning his Catholic faith.

During and after his education, Donne spent much of his considerable inheritance on women, literature, pastimes and travel.”

William Harrington in „February 1591, however, he was able to return once more to Reims, and, having been ordained, returned at midsummer 1592. The following May he fell into the hands of the English authorities, whereupon, he was arrested and confined to the dungeons for several months. He was sentenced to be hanged, drawn and quartered at Tyburn for the crime of being a Catholic priest. William Harrington was given the chance to spare his life if he renounced the Catholic faith and attend Protestant services just once – William refused. He was tortured on the rack, hanged until not quite dead, then disemboweled, before being beheaded.

William’s fate had an important literary side-effect. One of those who had sheltered him was Henry Donne, the brother of the poet John Donne. Henry was arrested, and died of the plague in Newgate Prison. John Donne was a Catholic too, but later embraced the Protestant Church of England, in an effort to spare his own life.

Blessed William Harrington was beatified in 1929 by Pope Pius XI. His Feast Day is 18 February. He is also venerated on 22 November as a one of the Martyrs of England, Scotland and Wales and on 29 October as one of the Martyrs of Douai.”

___

PS. „Odpowiedni” cytat Donne’a, choć mniej popularny:  „Kobiety są jak mumie, myśli są wyzbyte, bez wdzięku, bez dowcipu, kiedy już zdobyte.” oraz przykład jego słynnej wśród anglofonów twórczości: en.wikipedia.org/wiki/The_Canonization

„Sobór ojców” i „sobór mediów”

Następne fragmenty książki ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, (jedynego polskiego) laureata nobla Ratzingera – wydawnictwofronda.pl/ksiazki/prawda-chrystus-judaizm

« Sądzę, że najbliższa prawdy jest diagnoza, jaką pod koniec swego pontyfikatu postawił papież Benedykt XVI. Nawiązując do II Soboru Watykańskiego, powiedział, że z dzisiejszej perspektywy coraz lepiej widać, iż był „sobór ojców” i „sobór mediów”. Ojcowie soborowi chcieli głębokiej oraz owocnej odnowy Kościoła i w tym kierunku szły wypracowywane przez nich dokumenty. Jednak recepcja tych dokumentów, ukierunkowana przez środki masowego przekazu, przebiegała zupełnie inaczej. Widać wybiórczość w podejmowaniu i eksponowaniu poszczególnych tematów, a także rozmaite formy wypaczania i zafałszowywania intencji Vaticanum Secundum. Sądzę, że to, co powiedzieliśmy, potwierdza tę diagnozę. Czwarty paragraf deklaracji Nostra aetate należy do dokumentów, których jednostronne interpretowanie i przeinaczanie było zjawiskiem najczęstszym. Odbywało się przez pryzmat rygorów politycznej poprawności, która – gdy jest przenoszona na obszar religii i teologii – ma wyjątkowo groźne skutki.
Realizacja dialogu zapoczątkowanego przez Nostra aetate miała, w mojej ocenie, coś ze starożytnego pelagianizmu: najpierw trzeba coś uczynić, by osiągnąć coś w ludziach i ich pozyskać, a na końcu Duch Święty pobłogosławi temu dziełu. Celem dialogu stała się pojednana różnorodność, ale problem w tym, że gdy chodzi o chrześcijaństwo i judaizm jest to różnorodność naznaczona sprzecznościami wynikającymi z dwóch radykalnie odmiennych odpowiedzi udzielanych Jezusowi Chrystusowi. […]

Jaki był sens tej inicjatywy? Po co w ogóle wprowadzać Dzień Judaizmu?

Po to, żeby rozwinąć i pogłębić spojrzenie, które zalecił Sobór Watykański II w deklaracji Nostra aetate. Jeżeli chcemy lepiej zrozumieć, kim jesteśmy jako chrześcijanie, a także czym jest Kościół, musimy zapytać o judaizm i nasze z nim relacje. Kluczowe znaczenie ma wzgląd na to, o czym wielokrotnie mówiliśmy i co trzeba stale przypominać: konieczność rozróżniania między religią biblijnego Izraela i judaizmem biblijnym jako jej integralną częścią a judaizmem rabinicznym, z jakim wchodzimy w dialog. We współczesnym świecie, który staje się coraz bardziej zeświecczony, chrześcijanie powinni szukać sprzymierzeńców w wyznawaniu wiary w Boga. Natrafiając na ogromne pokłady niewiary, nie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie, bo na świecie żyją miliony ludzi religijnych, wśród nich wyznawcy judaizmu, z którymi łączą nas wyjątkowe więzi. Trzeba rozpoznać oraz ukazać naszą bliskość i pokrewieństwo, ale również określić, na czym polegają różnice, a więc jaka jest specyfika chrześcijaństwa. Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce – cały czas podkreślam pełną nazwę – został wprowadzony jako dziedzictwo Soboru Watykańskiego II oraz wezwanie do pogłębienia wiary chrześcijańskiej i mocy naszego świadectwa o Jezusie Chrystusie.

Jakie były na to reakcje księży?

Rozmaite. Obok tych, którzy mówili, że to bardzo potrzebna inicjatywa i starali się ją skutecznie wykorzystać, znajdowali się tacy, którzy zarzucali, iż jest to „zażydzanie” chrześcijaństwa i nie widzieli sensu we wprowadzaniu tego, czego nie rozumieją.

A jak Ksiądz na to reagował?

Rozumiałem jednych i drugich. Wiedziałem, że inicjatywa jest potrzebna, lecz rozumiałem i szanowałem sprzeciwy i niechęć tych, którzy jej nie aprobowali. Skoro między chrześcijaństwem a judaizmem istnieje wielka przepaść, to najpierw trzeba robić wiele, żeby ją zakopać. Nie można wymagać od ludzi, żeby skakali w przepaść, nie wiedząc, czym się to skończy. Jeżeli uwidaczniają się duże różnice, które nas dzielą, to wymagają one wytrwałego wyjaśniania. Ponieważ po obu stronach istnieją zastarzałe stereotypy, to wprowadzając coś bezprecedensowego, należy wykazywać niespożytą cierpliwość. Skoro księża nie mieli pojęcia o judaizmie ani się z nim nie stykali, mogli tę inicjatywę postrzegać jako obcy desant. I bywała tak postrzegana. Nasze stanowisko, żeby zostało przyjęte przez innych, musi zostać najpierw przedstawione w taki sposób, by mogło być starannie przemyślane i szczerze przyswojone. Ten proces wymaga czasu. Przychylnego nastawienia wobec Żydów i ich religii nie można narzucić ani wymusić, tak samo płonne jest oczekiwanie na natychmiastowe pozytywne efekty. Uważam, że trzeba cierpliwie edukować i wychowywać, będąc przygotowanym zarówno na sukcesy, jak i – jeszcze bardziej – na porażki.

Mimo wszystko był to jednak triumf myślenia teologicznego, czyli religijnego namysłu nad judaizmem, nad podejściem kulturowym czy społecznym.

Do pewnego momentu tak. Ale z czasem dochodziło do tego, że z Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce zrobiono coś w rodzaju dni kultury żydowskiej w polskich kościołach. Od 2006 roku, po IX Dniu Judaizmu, nie było już materiałów liturgicznych kolportowanych do parafii, pojawiły się natomiast i mnożyły nowe pomysły – wycinanki żydowskie, koszerne jedzenie i degustacja potraw, muzyka klezmerska, poszerzanie wiedzy o Holokauście oraz pogromie kieleckim i Jedwabnem, spotkania z przedstawicielami ambasady Izraela i tak dalej. Zrobił się i upowszechnia – jak się dzisiaj mówi – event dla miłośników kultury żydowskiej. Perspektywa religijna nie została zupełnie zapomniana, ale zeszła na dalszy plan.

Ale może to jest również element szerszego procesu, czyli instrumentalizacji religii przez politykę.

Tak, to jest, świadoma czy nieświadoma, instrumentalizacja i ta pokusa grozi zawsze kontaktom religijnym, które mogą być – i bywają – skażone ideologią. W mojej ocenie inicjatywa Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce przeżywa silny kryzys. Co prawda, jest co roku niebywale nagłaśniana, w czym prym wiedzie Katolicka Agencja Informacyjna, ale pozostaje domeną niewielkiej grupy tych samych osób i nie ma przełożenia na powszechną świadomość wiernych. Niektóre poczynania są wręcz groteskowe. Pojawiają się też głosy przedkładające wartość spotkań jako takich nad dochodzenie do prawdy. W styczniu 2018 roku, w kontekście Dnia Judaizmu, jeden z rektorów wyższych seminariów duchownych przekonywał: Nie chodzi o racje, nie chodzi o przekonania, ale najpierw chodzi o spotkania, ten rodzaj otwartości i dialogu, który prowadzi do przyjaźni”. Problem w tym, czy istnieje prawdziwa przyjaźń, która nie liczy się z racjami i przekonaniami. Coraz częściej wyłania się dylemat, czy prawda może być zastąpiona deklaracjami pokoju, które przybierają postać umizgów i ugrzecznionego komplementowania się nawzajem. Takie postawy nie usuwają nabrzmiałych problemów, a tylko je odkładają w czasie. Nazbyt wymownie ilustruje to konflikt, jaki na początku 2018 roku gwałtownie wybuchł wokół kłamliwego wyrażenia „polskie obozy zagłady”. Konkludując, jeśli chodzi o inicjatywę Dnia Judaizmu, to do 2006 roku kierunek jej realizowania był dobry, ale nie udało się go utrzymać, natomiast po 2006 roku kierunek się zmienił i jest konsekwentnie utrzymywany.

Dlaczego tą cezurą jest rok 2006? Co się wówczas stało?

Doszło do zmiany składu i przewodniczącego Komitetu Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem. Mówiliśmy, że to gremium stanowi kręgosłup oficjalnych relacji z wyznawcami religii żydowskiej, co ma przełożenie na konkretne działania w Kościele. W 2006 roku na czele Komitetu stanął Mieczysław Cisło, biskup pomocniczy lubelski. W bibliografii dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w Polsce, liczącej grubo ponad siedem tysięcy publikacji, jest wzmiankowany trzy razy.

A arcybiskup Stanisław Gądecki?

Setki razy. Pozostali dotychczasowi członkowie Komitetu również mieli na swoim koncie liczne publikacje na te tematy. Biskup Cisło jest wzmiankowany nie jako autor czy promotor samodzielnych inicjatyw, lecz uczestnik przedsięwzięć realizowanych u boku arcybiskupa Józefa Życińskiego, metropolity lubelskiego.

Czy Ksiądz Profesor znalazł się w nowym składzie Komitetu?

Nie, bo zmieniła się opcja w ustawianiu kontaktów Kościoła z Żydami i ich religią. […]

Tymczasem z Dnia Judaizmu zrobiono przedsięwzięcie kulturalno-społeczne i polityczne, wskutek czego zabrakło miejsca (albo jest go stanowczo za mało) dla wymiaru religijnego i teologicznego, a to przecież on stanowi jej sedno. Kiedy go brakuje, dialog traci to, co najważniejsze. Nie jest normalne ani do zaakceptowania, że w dniu obchodów usuwa się ołtarz z kościoła, w którym są one urządzane, albo zasłania krzyże tak, aby nie było ich widać. Nie było pierwotnym zamiarem i to, że Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce przekształca się stopniowo w tydzień kultury żydowskiej wyprowadzany z udziałem osób duchownych ze świątyń w inne miejsca i konteksty. Wprawdzie nadal są powtarzane wybrane zdania z deklaracji Nostra aetate i kilka cytatów z nauczania Jana Pawła II, ale w tym, co najbardziej istotne, czyli w głębszym samorozumieniu Kościoła, w ogóle nie posunięto się do przodu. Szkoda, bo inicjatywa miała szanse, by stać się wzorcową dla innych Kościołów lokalnych. Mimo że istnieje w Polsce od dwudziestu lat nie poszły one w tym kierunku, ani Stolica Apostolska nie rozciągnęła jej na cały Kościół katolicki.»

 

Prawda. Chrystus. Judaizm

Fragment książki ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, (jedynego polskiego) laureata nobla Ratzingera – wydawnictwofronda.pl/ksiazki/prawda-chrystus-judaizm

« Powinniśmy zacząć od stwierdzenia, które może wydawać się banalne, ale – w moim przekonaniu – zawiera znaczącą treść. Kościół katolicki zaangażował się w dialog z Żydami i judaizmem ze względu na Żydów, a Żydzi odwzajemnili to nastawienie i zaangażowali się w relacje z Kościołem ze względu na siebie. Ten fakt przesądza niemal o wszystkim, co ma miejsce w ramach wzajemnych relacji.

Jak to rozumieć?

Po stronie Kościoła katolickiego praktyka i częstotliwość kontaktów z Żydami wyprzedziły poważną i potrzebną refleksję teologiczną. Ponawiane spotkania i gesty nie tylko zastępowały rzetelną teologię, lecz ją również znacząco ukierunkowywały. Sprzyjała temu antyintelektualna rewolucja w teologii, głównie na skutek podporządkowywania jej rygorom politycznej poprawności. Zajmowanie się teologią nierzadko jest traktowane jako trampolina do tytułów akademickich i różnego rodzaju karier. Pogłębiona, a przede wszystkim poprawna i zgodna z tradycją katolicką refleksja nad Nostra aetate bywa rzadka, a w niektórych kręgach jest nawet źle widziana. Poprzestaje się na zacytowaniu, często wybiórczym, tego czy innego fragmentu soborowej deklaracji, po czym praktyka dialogu idzie własnym torem. Dysponując potencjałem Biblii i wielowiekowej Tradycji chrześcijańskiej, zaniechano korzystania z tego bogactwa na rzecz mizernego naśladowania i powielania nowinek, na które czekają dziennikarze i środki masowego przekazu. Tylko sporadycznie próbowano zgłębiać i rozwijać myśli zawarte w soborowym dokumencie, natomiast znacznie częściej odgrzewano dawne pytania i podsuwano kolejne, nie udzielając zadowalających odpowiedzi. Wysiłek zbliżenia podjęty przez Kościół skutkował licznymi ukłonami w stronę Żydów i judaizmu, podczas gdy po stronie żydowskiej wypowiedzi i gestów, które by to odwzajemniały, nie było tak wiele. Istniała pod tym względem – i istnieje nadal – asymetria.

Jan Paweł II mówił, że poznawanie judaizmu powinno być elementem samoświadomości Kościoła.

To oczywiście prawda. Problem w tym, że praktyka wyprzedza, a nawet zastępuje refleksję, która wychodzi naprzeciw temu postulatowi. Spotkań na różnych szczeblach nie brakowało, lecz rzadko podejmowano zagadnienia ściśle teologiczne, wśród nich to, które jest kluczowe, a mianowicie pogłębianie w spotkaniu z judaizmem świadomości Kościoła o sobie. A przecież czwarty punkt deklaracji Nostra aetate, który stał się podstawą nowych relacji katolicko-żydowskich, zaczyna się od słów: „Zgłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi, którą lud Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama. Kościół bowiem Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków”. Zatem decydującym impulsem dla nowego spojrzenia na judaizm ma być pogłębienie samoświadomości Kościoła i lepsze zrozumienie tego, czym Kościół jest. Niestety praktyka okazywała się odmienna. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy byłem mocno zaangażowany w rozmaite inicjatywy dialogowe – oficjalne, półoficjalne i osobiste – nie dostrzegałem ani nie rozumiałem tego tak wyraźnie jak teraz.

Czego Ksiądz Profesor nie widział?

Kościół zaangażował się w dialog ze względu na Żydów, dając wyraz współodczuwaniu ich tragicznej historii i losu, którego symbolem jest Holokaust. Tego wymiaru nie sposób przeoczyć. Jednak fundamentalnym impulsem i podstawowym celem po stronie katolickiej powinna być, zgodnie z ujęciem ojców soboru, sprawa samoświadomości Kościoła. O ile „nie” dla antysemityzmu jest głośne, o tyle „tak” dla wyzwania, które wynika ze zgłębiania korzeni i natury chrześcijaństwa nie brzmi już tak głośno. Trzeba, abyśmy coraz lepiej rozumieli i przyswajali prawdę wyrażoną w Nostra aetate, iż Kościół „wyznaje, że w powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary (por. Ga 3,7), i że wyjście ludu wybranego z ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła”. Nawiązanie relacji z wyznawcami judaizmu powinno nam, chrześcijanom, mocniej uświadomić wspólne korzenie sięgające Abrahama i pozostałych patriarchów, obejmujące judaizm biblijny i całą rzeczywistość Starego Testamentu. Istotnym owocem wejścia w dialog z tymi, którzy wierzą inaczej niż my, jest budowanie i umacnianie własnej tożsamości religijnej. Zarazem wypowiadając siebie, pozwalamy partnerowi dokładnie na to samo. W konkretnym przypadku wejścia w dialog z Żydami otrzymujemy możliwość lepszego poznania ich samych oraz religii, którą wyznają.

Wydaje się jednak, że ta teologiczna potrzeba pogłębienia samoświadomości Kościoła została jakoś zrealizowana, co prawda nie w dialogu z judaizmem, ale w życiu wewnętrznym Kościoła. Zaczęto przecież coraz bardziej zgłębiać korzenie naszej wiary, zwłaszcza te zanurzone w judaizmie biblijnym. Rozwinęły się studia nad judaizmem. Tematyka ta cieszy się zainteresowaniem wiernych bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Jeśli chodzi o życie wewnętrzne, Kościół zawsze miał potrzebę refleksji nad tym, czym jest. Wychodził jej naprzeciw bardziej czy mniej świadomie, bardziej czy mniej aktywnie – ale wychodził. W początkach i pierwszych wiekach chrześcijaństwa ta potrzeba była bardzo pilna, bo należało określić swoją tożsamość zarówno względem religii biblijnego Izraela, jak i judaizmu rabinicznego. Trzeba też było ustalić miejsce Kościoła w ówczesnych systemach politycznych, najpierw w systemie Imperium Rzymskiego, a później, po jego upadku, w radykalnie nowej sytuacji, jaka się wytworzyła. Mijały wieki i wyłaniały się państwa narodowe. Historycy wskazują na procesy i wydarzenia, które w każdym stuleciu i w zmieniających się warunkach motywowały Kościół do refleksji nad tym, czym jest i czym powinien być. Kiedy jej zabrakło, wtedy Kościół się dzielił, gdyż nie było tego, co go jednoczyło, a mianowicie poczucia wspólnej tożsamości i misji oraz wspólnego posłannictwa i przyszłości. Takie są korzenie schizmy, do której doszło w 1054 roku, a także rozpadu Kościoła zachodniego zapoczątkowanego przez Lutra w pierwszej połowie XVI wieku. Odkrycie Nowego Świata, narastający kolonializm i rewolucja francuska wytworzyły nowe okoliczności do przemyślenia tożsamości Kościoła i chrześcijaństwa. Wiek XIX, ruchy narodowościowe i ruch robotniczy, a także ogromny postęp techniczny i technologiczny wymagały szukania kolejnych odpowiedzi na to odwieczne pytanie. »

CDN

 

O tym Angliku co miał zostać królem Polski

 Sir Philip Sidney, National Portrait Gallery, London

__

Do tej serii gwałtownych zgonów z poprzedniej notki trzeba mi teraz tu dodać śmierć sir Filipa Sidney’a w wieku 31 lat, na temat której powstały legendy, a nawet model w teorii gier: „Podobno leżąc śmiertelnie ranny na polu bitwy pod Zutphen, oddał swoją manierkę z wodą innemu rannemu, mówiąc: Twoja potrzeba jest większa od mojej (ang. Thy need is greater than mine)[1].”

A stało to się 17 października 1586 (a więc na parę miesięcy przed śmiercią naszego króla Stefana) na skutek gangreny po postrzale w udo 26 dni wcześniej. Sir Filip był nie tylko siostrzeńcem sławnego earla Leicestera, ale od 1583, pomimo obiekcji królowej Elżbiety, także zięciem** samego Franciszka Walsinghama, który oddał mu rękę Franciszki, swego jedynego dziecka. Kanclerz Walsingham*** tak rozpaczał po śmierci Sidney’a, że pomimo wielkich długów jakie musiał pokryć po zięciu, orszak pogrzebowy był tak drogi iż niemal zrujnował kanclerza:

W 1572 roku osiemnastoletni Filip Sidney, już jako faworyt Elżbiety, rozpoczął swą pierwszą podróż po kontynencie. W Paryżu był wraz ze swoim przyszłym teściem „naocznym świadkiem” masakry w Noc św. Bartłomieja. Następnie przez Lotaryngię, Strasburg i Heidelberg dotarł latem 1573 do Wiednia, gdzie spędził kilka miesięcy w gościnie u dyplomaty hugenota Huberta Langueta****. Potem Sidney pojechał najpierw na Węgry, a następnie do Włoch. Przebywał głównie w Wenecji, ale zwiedził też Genuę, Florencję i Padwę. Chciał przyjechać do Krakowa na koronację Henryka Walezego (odbyła się 21 lutego 1574 roku), ale z jakiegoś powodu nie mógł wówczas opuścić Italii.

Kiedy Sidney wrócił wreszcie do Wiednia, rozchorował się i w podróż do Krakowa wybrał się dopiero w październiku 1574 roku. Nie zabawił tam jednak długo, wracając do Wiednia już 12 listopada. Jego wizyta nastąpiła krótko po rozpoczęciu się 10 października tumultu zainicjowanego zburzeniem przez grupę studentów zboru ewangelickiego przy ul. św. Jana…

Jeden jeszcze ciekawy szczegół: During a 1577 diplomatic visit to Prague, Sidney secretly visited the exiled Jesuit priest Edmund Campion.

CDN

PS. Dlaczego Bond, James Bond? A, bo to było takie stowarzyszenie-00 z licencją: en.wikipedia.org/wiki/Bond_of_Association

__

**) Dużo wcześniej, bo w 1571 z niejasnych powodów upadł aranżowany przez ojca Filipa jego mariaż z Anną, córką sir Williama Cecila… W 1579 Filip, będąc członkiem poselstwa do Francji, sprzeciwiał się ożenkowi Elżbiety z księciem Franciszkiem Walezjuszem (któremu się nagle zmarło w… 1584). Popadł przez to Filip w ostry konflikt z hrabią Oksfordu czyli „prawdziwym Szekspirem”, który to wcześniej odbił mu Cecilównę:

W 1567 roku, podczas trenowania szermierki, zabił jednego ze swoich służących. Podczas procesu jednak uznano, że sługa ten sam celowo nabił się na broń w rękach de Vere; uznano ten czyn za samobójstwo. W roku 1564 otrzymał tytuł magistra w St John’s College na Uniwersytecie Cambridge.

W 1571 roku poślubił 15-letnią córkę lorda Burghleya, Annę Cecil – był to kontrowersyjny wybór, gdyż jej rodzina należała do parweniuszy; owocem ich małżeństwa było pięcioro dzieci. W wieku dwudziestu jeden lat objął kontrolę nad większością swoich ziem. Odbył podróż po Europie, odwiedził Francję, Niemcy i Włochy w roku 1571. Gdy z niej wracał, jego statek został napadnięty przez piratów, ledwo uniknął śmierci. Był katolikiem, co utrudniało mu karierę w Anglii.

W 1585 roku otrzymał dowództwo nad armią angielską w Niderlandach; w 1588 roku uczestniczył w bitwie z Wielką Armadą. Złe zarządzanie jego finansami doprowadziło go do zapaści finansowej, z której wyciągnęła go dopiero pensja 1 000 funtów rocznie, wypłacana mu przez królową. Zmarł w 1604 roku z niewiadomych przyczyn…

***) Na dwór Elżbiety ściągnął go Sir William Cecil.

****) In 1571 the elector sent him together with the ambassadors of other Protestant princes of Germany to King Charles IX of France to congratulate him on the Peace of Saint Germain. On this occasion Languet advocated the equal recognition of both confessions, but the answer was the St Bartholomew’s Day massacre; having narrowly escaped death, he left France in October 1572, and returned there only once more, shortly before his death.

From 1573 to 1576 he was at the court of Emperor Maximilian II, whom he accompanied on his various journeys. With the death of Maximilian II in 1576 his connection with the court of Vienna was dissolved. The bitter feelings against him as the friend of Melanchthon and a Calvinist caused him to ask for dismissal from the court. The elector granted his desire, but continued his salary. In 1577 he went to Cologne in order to be nearer to the Netherlands, as he was greatly attracted by William of Orange.

PPS.

Capture d’écran 2019-01-07 à 22.43.04.pngCapture d’écran 2019-02-05 à 08.09.11.pngScreenshot 2019-03-08 at 18.04.49.png

Screenshot 2019-04-07 at 14.07.35.pngScreenshot 2019-05-07 at 18.40.29.png

Screenshot 2019-07-07 at 22.45.54.png

Trup za trupem albo trop za tropem oraz prymas jakich mało

Rok 1584 obfitował w gwałtowne zejścia, przy czym w tle miały miejsce dwa fundametalne zdarzenia. Z jednej strony nasz król Stefan zakończył wojnę z Moskwą w styczniu 1582 podpisaniem rozejmu w Jamie Zapolskim, w wyniku którego Rzeczpospolita odzyskała prawie całe Inflanty i Połock. Z drugiej, „wojna handlowa” pomiędzy Gdańskiem i Elblągiem, tzn. pomiędzy Hanzą i Londynem, zakończyła się wiosną 1585 zdecydowanym zwycięstwem Londynu. Warto zaznaczyć że w sporze tym wobec Króla strony były reprezentowane przez prymasa (od 1582) Karnkowskiego – Elbląg, a Gdańsk przez… uuuhaha… kanclerza Zamoyskiego.

Mamy zatem ów fatalny rok 1584 a w nim:

18 marcapo gwałtownej śmierci Iwana IV Groźnego nowym carem Rosji został Fiodor I, a trzech angielskich medyków Iwana musi czmychać do Londynu – na chwilę pałeczkę przejmują w Moskwie Holendrzy

– Anglicy popadają w poważne kłopoty: bosonweb.wordpress.com/2018/09/13/rzplita-oraz-spalony-agent-jkm-horsey-hieronim/

bosonweb.wordpress.com/2018/07/24/oficer-prowadzacy-iwana-iv-i-jego-polskie-przygody/

26 maja – na dziedzińcu zamku wawelskiego został ścięty hetman kozacki Samuel Zborowski; do ostatniej chwili próbuje głowę Samuela uratować prymas Karnkowski (patrz niżej), ale Zamoyski jest tym razem górą

(22 sierpnia – gwałtownie schodzi, w niejasnych okolicznościach, nasz poeta Jan Kochanowski…)

W czasie drugiej wojny o Inflanty 1580–1582 Mehmed II zwany Tłustym swoimi najazdami wspomagał Rzeczpospolitą, spowodował również bunt Wielkiej Ordy Nogajskiej i dawnych chanatów nad Wołgą (Kazański i Astrachański) przeciwko Carstwu Rosyjskiemu, poskromiony dopiero w 1585 r. Zbytnia samodzielność Mehmeda II (obleganie tureckiej Kaffy) spowodowała karną ekspedycję turecką (1584), obalenie go z tronu i osadzenie na nim jego brata Islama II Gireja – „W okolicach Perekopu (Or-Kapa) Mehmed Geraj został wyprzedzony i zabity (jesienią?) przez swojego brata, Kalgo Alp Gireja. Ciało krymskiego chana sprowadzono na Krym i pochowano w türbe

Wiosną 1585 r. zdrowie królewskie pogarszało się powoli, lecz bezustannie, pomimo opieki (skłóconych ze sobą) przybocznych lekarzy. Król Stefan czuł się fatalnie: stał się milczący, drażliwy, gniewny, szukał samotności…”

Wygląda na to, że sukcesy króla Stefana przestały się podobać tak sułtanowi Muradowi III jak i cesarzowi Rudolfowi II. Tak czy inaczej, ja stawiam na niezawodny moim zdaniem w tym udział Jana kanclerza Zamoyskiego, który zresztą sam stał się potem ofiarą, ale dopiero w 1605…

___

Przy tej okazji polecam biogram wielkiego prymasa Karnkowskiego, wychowanka samego Hozjusza:

Karnkowski Stanisław h. Junosza (1520–1603), prymas Polski. Ur. 10 V w Karnkowie w ziemi dobrzyńskiej, jako jeden z trzech synów Tadeusza vel Dadźboga, dziedzica Karnkowa, dzierżawcy dóbr w woj. poznańskim, i Elżbiety Olszewskiej z Kanigowa. Wychowywał się w Krakowie na dworze swego stryja Jana, bpa kujawskiego. W r. 1539 rozpoczął studia w Akad. Krak., a zapis stryja umożliwił mu studia we Włoszech w Padwie, gdzie uzyskał stopień doktora obojga praw (?), i w Niemczech w Wittenberdze. W r. 1550 był kanclerzem bpa chełmskiego, Jana Drohojowskiego, w r. 1553 noratiuszem publicznym, a ok. r. 1555 został przyjęty w poczet sekretarzy na dwór Zygmunta Augusta. Odtąd przez wiele lat przebywał przy boku króla, uczestnicząc w wielu sprawach państwowych; w r. 1558 został referendarzem kor., w r. 1563 sekretarzem wielkim. Bliskie stosunki łączyły już wówczas K-ego ze Stanisławem Hozjuszem, który wprowadzał królewskiego sekretarza w szereg problemów, głównie w sprawy miast pruskich i walki z reformacją. Często także korzystał z pośrednictwa K-ego u króla. K. był również stałym informatorem Hozjusza…

Potwierdzenie papieskie przyszło bardzo szybko i w styczniu 1568 r. K. został konsekrowany. Natychmiast zajął się energicznie sprawami swojej diecezji, przy czym działał w ścisłym porozumieniu z Hozjuszem, podczas gdy jego stosunki z Jakubem Uchańskim układały się od początku nie najlepiej. Wbrew woli prymasa, a za poradą Hozjusza, zwołał K. w marcu 1568 r., bezpośrednio po odbyciu wizytacji, synod diecezjalny poświęcony omówieniu realizacji uchwał soboru trydenckiego. Najważniejszym postanowieniem synodu była, niewątpliwie powzięta na wniosek K-ego, decyzja o utworzeniu seminarium we Włocławku. Realizując tę uchwałę 16 VIII 1569 r. erygował K. pierwsze w Polsce seminarium duchowne. Zwalczaniem reformacji na terenie swojej diecezji zajął się K. bardzo energicznie. W pierszym rzędzie postarał się o usunięcie z Wolborza Frycza Modrzewskiego, wykupując od niego za 1 000 zł wójtostwo. Główne jednak wysiłki skierował na najbardziej sprotestantyzowaną, północną część diecezji, a szczególnie bezwzględnie wystąpił przeciw Gdańskowi…

K. miał doskonałą opinię w Rzymie i kiedy w r. 1568 przyjechał do Polski nuncjusz Wincenty dal Portico, pierwsze kroki skierował nie do prymasa, lecz do K-ego. Zaogniło to stosunki K-ego z Uchańskim, który (nieustannie podejrzewany przez Watykan) traktował K-ego jako swojego rywala, co uniemożliwiło zgodne i jednolite działanie całego episkopatu. Bezpośrednio po sejmie 1570 r. przygotował K. szczegółowy projekt kampanii przeciw różnowiercom, który przewidywał m. in. unormowanie stosunków prawnych między duchowieństwem a innymi stanami Rzpltej. Ponadto doradzał wywrzeć silną presję na króla i sugerował nawet możliwość zagrożenia mu klątwą papieską. Przeraziło to nawet Hozjusza, któremu K. przesłał swój projekt. Ten sam brak umiaru cechował wystąpienia K-ego przeciw królewskim planom poślubienia Barbary Giżanki w r. 1572. Natomiast w sprawach bałtyckiej polityki Zygmunta okazał się K. mądrym i oddanym sprzymierzeńcem króla. Znajomość spraw morskich i pomorskich pozwoliła K-emu odegrać poważną rolę w zatargu króla z Gdańskiem, gdy został mianowany przewodniczącym komisji królewskiej, powołanej 18 IX 1568 r. Owocem dwuletniej działalności komisji były ustawy normujące stosunek Gdańska do Rzpltej, tzw. „Statuta seu constitutiones Carncovianae”, które zmierzały do wzmocnienia władzy królewskiej nad Gdańskiem oraz demokratyzacji ustroju miasta. Na problem morskiej polityki państwowej pozostał K. szczególnie uczulony. Jeszcze w r. 1603, na kilka miesięcy przed śmiercią, ostrzegał Zygmunta III, aby nie dopuścił do oderwania Prus od Korony.

Od dawna pozyskany dla kandydatury francuskiej, popierał Walezego na elekcji i gdy tylko Henryk został wybrany, postarał się o nawiązanie z nim prywatnej korespondencji… Ucieczka Walezego była dla K-ego niemal ciosem osobistym. Chciał zrzec się godności biskupiej i wycofać ze spraw publicznych. Dopiero po elekcji Stefana Batorego włączył się K. do życia politycznego i listownie zgłosił swój akces do partii batorian…

Dobre początkowo stosunki K-ego z Zamoyskim i królem poczęły się jednakże układać nie najlepiej w miarę wzrostu wpływów kanclerza i w miarę, jak polityka zagraniczna Polski odbiegała od zamierzeń K-ego, orędownika morskiego programu Rzpltej. Stąd montowanie przez K-ego opozycji przeciw wojnie moskiewskiej, a następnie (1583) zbliżenie do przywódcy różnowierców Stanisława Górki, woj. poznańskiego, jego dotychczasowego przeciwnika. Porozumienie to dyktowało postępowanie K-ego w sprawie Zborowskich, popieranych przez Górkę. Na sejmie 1585 r. starał się K. odwieść króla od sądu nad Krzysztofem, zabiegał o ułaskawienie go, a głosując ostatecznie za wyrokiem skazującym – płakał. Z drugiej strony, przekonany o swej szczególnej odpowiedzialności jako pierwszego senatora królestwa, starał się K. odgrywać rolę mediatora i nawet próbował zapośredniczyć zgodę pomiędzy Górką a Zamoyskim.

… W czasie elekcji K. zajmował początkowo stanowisko wyczekujące i paktował ze zwolennikami arcyksięcia Maksymiliana i księcia Fiodora. Próbował również pośredniczyć w pogodzeniu Zamoyskiego ze Zborowskimi. Ostatecznie, przyłączył się oficjalnie do stronników Zygmunta i 19 VIII 1587 r., pod osłoną hufców Zamoyskiego, ogłosił królem Zygmunta Wazę. Ten chwilowy sojusz został zaraz po koronacji zerwany. Zamoyski udaremnił zabiegi K-ego o usunięcie z królewskiej przysięgi konfederacji «de religione». Od tej chwili rozpoczął K. akcję w celu ograniczenia wpływów Zamoyskiego. Z tych powodów w lutym 1588 r. oponował przeciw natychmiastowemu zwołaniu sejmu i analogiczne stanowisko zajął na radzie senatorów w Piotrkowie (14 X 1588), gdzie ponadto oskarżył Zamoyskiego o nadużywanie władzy dyktatorskiej. Wówczas też poczynił pierwsze kroki zmierzające do uzyskania wpływu na króla…

Tymczasem K. nie szczędził pieniędzy na swoje fundacje, na jezuitów, na działalność kontrreformacyjną, na bogatą bibliotekę. Finansował cały szereg wydawnictw (m. in. przekład Biblii ks. J. Wujka), opłacał polemistów, pisarzy i często drukował ich dzieła (np. jezuity A. Jungi) pod swoim nazwiskiem. Olbrzymie sumy pochłaniał dwór arcybiskupi, zorganizowany z rozmachem i przepychem i skupiający wokół K-ego grono wybitnych pisarzy, polityków i duchownych, przyszłych biskupów i filarów kontrreformacji (m. in. Maciej Pstrokoński, Bernard Maciejowski, Wawrzyniec Gembicki, Adam Nowodworski).”

(Halina Kowalska)

To Francuzi wymyślili fejsbuk, czy jednak Anglicy?

Angielski coffeehouse w końcu XVII wieku

__

Pierwszy „poważny” salon czyli salon de conversation powstał oczywiście w Paryżu, w 1620. Przez kilkadziesiąt lat prowadziła go markiza de Rambouillet, a założyła niejako w opozycji do dworu Ludwika XIII, jego etykiety. Richelieu, tzn. Armand kardynał Richelieu próbował przekabacić Mme de Rambouillet, ale chyba bez większego powodzenia. W efekcie, musiał to skontrować w 1635 powołując do życia akademię francuską, Académie française – wraz ze słynnymi 40 krzesłami dla „nieśmiertelnych”. Niewątpliwie pomogło to skanalizować ambicje co bardziej „niespokojnych intelektualnie” poddanych, ale problemu nie rozwiązało. W efekcie, to właśnie owe salony spowodowały powstanie fatalnej w skutkach tzw. opinii publicznej, Opinion Publique, usankcjonowanej w 1789…

U nas było trochę inaczej, wszak nasz król Staś – wychowanek swojej salonowej mamusi Mme Geoffrin, sam został najsłynniejszym polskim salonowym, serwując czwartkowe obiadki.

Po drugiej stronie Kanału rozwiązano to jeszcze inaczej – pod zawołaniem coffeehouse: The first coffeehouse in England was set up in Oxford in 1650 by a Jewish man named Jacobs** at the Angel in the parish of St Peter in the East.  

Tu też monarcha próbował przeciwdziałać – tzn. Karol II chciał je po prostu zamknąć: Although Charles II later tried to suppress the London coffeehouses as „places where the disaffected met, and spread scandalous reports concerning the conduct of His Majesty and his Ministers„, the public flocked to them. For several decades following the Restoration, the Wits gathered round John Dryden at Will’s Coffee House, in Russell Street, Covent Garden. The coffee houses were great social levellers, open to all men and indifferent to social status, and as a result associated with equality and republicanism.

No i wreszcie, w XVIII wieku powstały jak te grzyby po deszczu kluby dżentelmenów: Gentlemen’s clubs proliferated in the 18th century, especially in the West End of London. Clubs took over the role occupied by coffee houses in 18th century London to some degree, and reached the height of their influence in the late 19th century – some notable names were White’s, Brooks’s, Arthur’s, and Boodle’s which still exist today.

__

**)Screenshot 2019-03-27 at 13.29.57.pngQueen’s Lane Coffee House is a historic coffee house dating from 1654 in Oxford, England. It claims to be the oldest continually serving coffee house in Europe.[1]

en.wikipedia.org/wiki/English_coffeehouses_in_the_17th_and_18th_centuries