„Naukowy” terror czyli koniec wesołej Anglii

Franciszek Bacon w 1617 wedle Paula van Somera I  (1576/1578–1622) – kopia z circa 1622 – obecnie… uwaga – ŁAZIENKI KRÓLEWSKIE! **
____

Wśród Anglosasów Franciszek Bacon jest uznawany za ojca założyciela nowoczesnej nauki. Jest też autorem słynnego powiedzenia Ipsa scientia potestas est – czyli Wiedza (jako taka) to potęga, lub za Tatarkiewiczem – „tyle mamy władzy ile wiedzy”. Zazwyczaj przy tym się zakłada, że to tylko taki teoretyk był, a tymczasem nic bardziej mylnego – wszak za wuja miał on samego Williama sekretarza stanu Cecila. Otóż ów Franciszek nie tylko był politycznie bardzo obrotowy mówiąc oględnie, ale w 1621, czyli raptem parę lat po objęciu stanowiska Lord Keeper i namalowaniu powyższego portretu, został oskarżony o 23 odrębnych przypadków korupcji. Mało że swoje motto stosował też w praktyce politycznej uważając wymyślne tortury jako niezbędne narzędzie do pozyskiwania informacji to do tego pełnił oficjalną funkcję tzw. komisarza tortur w Tower (Commissioner to Torture)!

A przecież ów sławny Bacon był tylko marnym epigonem prawdziwego pioniera terroru i zaiste orwellowskiej ale bardzo realnej zarazem policji myśli, czyli Franciszka sekretarza stanu Walsinghama, poprzednika sir Williama. Sir Francis nie tylko lubował się w torturach aby zdobyć wiedzę, ale także w prowokacjach i „masowo” produkowanej fałszywej informacji. A wszystko to dzięki odpowiedniej organizacji ofkors – najwcześniejszy zapis specjalnego funduszu MI6, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, to rok 1582 i kwota 750£ rocznego budżetu, który w 1585 wzrasta do 2000£ (czyli około miliona dzisiejszych funtów). A to tylko ten rąbek, który udało się uchylić…

Ostatnią oazą „wesołej i swobodnej” myśli stał się wtedy tzw. elżbietański teatr, który wpierw rozwinięto jako swoisty wentyl bezpieczeństwa i scenę skutecznej inwigilacji zarazem, by w kilkadziesiąt lat później spokojnie go zlikwidować na drodze do ostatecznego triumfu rewolucji.

CDN

___

PS. Planowałem byłem napisać notkę po lekturze książki Pereza Zagorina pt. Francis Bacon (1999), ale skończyło się tylko na tym krótkim uzupełnieniu: po pierwsze, Franciszek Bacon (i jego brat) był zawziętym pederastą. Po drugie, w swojej karierze politycznej wykazał się więcej niż „obrotowością” – był po prostu sprzedawczykiem i łajdakiem bez krzty honoru. Nic to w sumie dziwnego skoro z lubością zwykł cytować Makiawela:Fragment portretu wg Santi di Tito, przed 1550

Za Tatarkiewiczem:

„Wbrew grecko-średniowiecznemu ideałowi spekulacyjnej wiedzy i uprawianiu wiedzy dla wiedzy samej, Bacon – w duchu nowym – pojął ją jako środek do praktycznych celów. W wiedzy widział nie tylko prawdę, ale przede wszystkim potęgę, potęgę człowieka w jego walce z przyrodą. Ona tylko, poznawszy tajemnice przyrody, pozwoli zawładnąć przyrodą i osiągnąć „panowanie człowieka”. „Tyle mamy władzy, ile wiedzy”, mówił. Z nauk cenił najwyżej przyrodoznawstwo, dlatego że jest temu celowi najbliższe. Wiedza została przezeń podporządkowana szerszym celom niż jej własne i włączona do szerszego zakresu poczynań ludzkich: do życia czynnego i do kultury (sam termin „kultura umysłowa” rozpowszechnił się od Bacona). Choć potępiał metody magii, to jednak cel miał z nią wspólny; to, co ona robiła w sposób fantastyczny, on chciał robić trzeźwo i naukowo: chciał znaleźć środki opanowania przyrody; był to wspólny cel Odrodzenia.

Celem nauki jest, by „przez nią życie ludzkie obdarzone zostało nowymi wynalazkami i bogactwami”. Pod wrażeniem dokonanych niedawno wynalazków – druk, proch, kompas – widział w wynalazkach najwyższy cel nauki. W Nowej Atlantydzie dał utopię społeczeństwa, wiodącego przyjemne i dogodne życie dzięki wynalazkom. Wobec takiego pojmowania rzeczy na czoło nauk wysunęła się nauka stosowana, technika. To była nowa postawa, po długotrwałym kulcie nauki czystej. Tak pojmowali naukę dotychczas bodaj tylko sofiści, tworzący krótki epizod greckiej filozofii. Jeśli cele nauki są praktyczne, to i sposób uprawiania nauki musi tak samo zyskać charakter praktyczny. Bezskuteczna jest kontemplacyjna wiedza i książkowa uczoność. Chodzi o zwyciężanie przyrody, a nie przeciwnika w dyspucie. Trzeba nie oglądać, lecz „rozcinać” przyrodę; zbada się ją nie przez rozmyślania i kontemplację, lecz przez czynne zabiegi, przez eksperyment. …

Bacon rozwinął program empirycznej nauki, mającej wyprzeć aprioryczną spekulację; program ten był radykalny w hasłach, ale kompromisowy i skrępowany jeszcze tradycją w szczegółach. Do postępu myśli naukowej Bacon przyczynił się przez: 1) wskazanie praktycznych zadań nauki, 2) zestawienie złudzeń umysłu zasługujących na wyrugowanie, 3) zaznaczenie wagi eksperymentu przy ustalaniu faktów i 4) opracowanie reguł indukcji, potrzebnych przy uogólnianiu faktów.

Najwięcej pracy Bacon włożył w teorię indukcji; w niej też leżała najbardziej konkretna jego zasługa. W dziejach indukcji rola jego polegała na tym, że zrozumiał niedostateczność indukcji per enumerationem simplicem (wedle opinii najkompetentniejszego w tej sprawie, J. St. Milla) i że uwzględnił w niej wypadki negatywne. Jednakże od tych czy innych własnych jego zdobyczy większe znaczenie dla kultury umysłowej miała propaganda, jaką robił metodzie indukcyjnej w nauce.

NASTĘPCY. Opinia Bacona u potomności była bardzo zmienna. Za życia wzbudzał powszechny prawie zachwyt: podziwiano, że tak znakomity mąż stanu (jak to później wyraził Wolter) „znalazł czas, by być wielkim filozofem, dobrym historykiem i wytwornym pisarzem”. Natomiast po upadku politycznym i śmierci Bacona zapomniano o nim; głucho o nim przez XVII wiek, nie wspominają o nim nawet względnie bliscy myśliciele, jak Hobbes i Locke. Tylko w grupie uczonych angielskich, z której wyłoniła się potem Royal Society, miał wiernych wielbicieli. Ten stan rzeczy uległ całkowitej zmianie w XVIII wieku: Oświecenie w Anglii i na kontynencie sławiło w Baconie swego wielkiego poprzednika. Kult dlań trwał w jego ojczyźnie także w XIX wieku, natomiast na kontynencie powróciły wątpliwości co do jego wielkości i znaczenia dziejowego; pojawiły się znów głosy, iż był tylko dyletantem, który uprawiał filozofię jak przystało na lorda-kanclerza, ale nie na filozofa. Ostra krytyka chemika Liebiga (1863) była punktem wyjścia długiej polemiki o wartość naukową Bacona.”

**) bosonweb.wordpress.com/2017/12/04/krol-stas-czyli-nasz-wyjatkowo-brytyjski-agent/

boson.szkolanawigatorow.pl/krol-stas-i-balet-narodowy-czyli-casanova-i-anglicy

boson.szkolanawigatorow.pl/francuscy-poniatowscy-i-ten-szewski-bekart

„Obraz został ofiarowany Stanisławowi Augustowi przez jego brata, prymasa Michała Poniatowskiego, o czym świadczy napis na odwrocie. […]

Jest to wariant popularnego portretu Bacona, przedstawiającego modela w stroju lorda kanclerza. Źródłem tego portretowego ujęcia, jak uważa Roy Strong, był portret znajdujący się dziś w zbiorach The Royal Society w Londynie (nr inw. RS 9655 […]), datowany na ok. 1618–20, przypisywany bądź kręgowi Paulusa van Somera I (tak w dokumentacji The Royal Society; pictures.royalsociety.org/image-rs-9655), bądź Abrahamowi van Blyenberch, który, tak jak Somer, pracował w tym czasie w Londynie (Strong 1969, s. 13). Uznawany za malowany ad vivum, różni się od wywodzących się z niego wersji ułożeniem dłoni z listem (opuszczona, a nie oparta na stole) i kształtem kryzy (wielowarstwowa, a nie w formie falbany). Do najważniejszych z owych wersji należał całopostaciowy portret z Gorhambury House (St Albans, Hertfordshire), pośmiertny, zapewne z 3. ćwierci XVII w. (por. Strong 1969, s. 13–14; XVIII-wieczna kopia w National Portrait Gallery w Londynie, nr inw. 1288). Według portretu z Gorhambury […] John Vanderbank wykonał w 1731 sześć kopii w ujęciu 3/4 postaci […]. Większość znanych dziś kopii portretu Bacona powstała po 1731, według wersji Vanderbanka.
Nie należy do nich łazienkowski egzemplarz, na co wskazują cechy stylistyczne i technologiczne obrazu. Roy Strong (1969) określił go jako „wczesną kopię”; intuicję badacza potwierdza ekspertyza Tomasza Ważnego (2014), który na podstawie dendrochronologicznej analizy podobrazia wyznaczył najbardziej prawdopodobny czas powstania portretu na ok. 1622. […] [Zob. D. Juszczak, H. Małachowicz, Galeria obrazów Stanisława Augusta w Łazienkach Królewskich. Katalog, Łazienki Królewskie, Warszawa 2015, kat. nr 117, s. 421–424.]”

2 myśli na temat “„Naukowy” terror czyli koniec wesołej Anglii”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s