Janusz herbu Trąba, czyli sprawca naszego nieszczęścia

„Zygmuntowi trzeciemu panu dotąd naszemu będąc po tak wielu napominania od nas według prawa i wolności naszej wolni posłuszenstwośmy wypowiedzieli jakosz tym teraźniejszym pismem wypowiedamy i dalej o sobie i o wolnoścach swych za pomocą bożą radzić chcemy.” eurofresh.se/manuskrypty/E8599a/397.htm

___

Popadłem w rozterkę – czy aby nie zbyt pochopnie oddałem palmę pierwszeństwa temu über-zdrajcy Pacowi. Muszę teraz wrócić do Janusza starszego Radziwiłła – wprawdzie nadal nie natrafiłem na jego porządny biogram, ale za to natrafiłem na kolejne ślady jego wyjątkowej działalności.

Zacznijmy od przypomnienia kilku dobrze znanych faktów:

  1. Janusz pochodził z kalwińskiej linii Radziwiłłów na Birżach i Dubinkach.
  2. 1 października 1600 poślubił 15-letnią księżniczkę Słucką**.
  3. Razem z Zebrzydowskim stojącym na czele rokoszu z Korony – Janusz oczywiście przewodził Litwinom – wywołał pierwszą polską wojnę domową.
  4. Na zjeździe rokoszowym w Sandomierzu, w sierpniu 1606, został wybrany jego marszałkiem.
  5. 24 czerwca 1607 przyrządził i doprowadził do uchwalenia uniwersału wypowiadającego posłuszeństwo Królowi (vide oryginał wyżej).
  6. 27 marca 1613 został zięciem elektora brandenburskiego, Jana Jerzego – sam Jakub I, król Anglii i Szkocji, był na ślub zaproszony pro forma.
  7. Spiskował z księciem Siedmiogrodu, kalwinistą Gaborem Bethlenem, którego zamierzał osadzić na tronie polskim.***
  8. Zmarł w listopadzie 1620 roku wkrótce po chrzcie najmłodszego syna, Bogusława, tego Bogusława… Pochowany został w kościele kalwińskim w Dubinkach.

Przyznacie, że jest to całkiem mocna lista. A do tego dochodzi rzecz bodaj najważniejsza – bliska a bardzo sekretna współpraca naszego Janusza z owym Jakubem I, nie mówiąc o elektorze brandenburskim, kalwiniście Janie Zygmuncie… Jej pierwszy ślad to ów list u szczytu moskiewskiej zawieruchy (w tłumaczeniu Krzysztofa Laskowskiego):

Słuck, 31 lipca 1611 roku

Janusz Radziwiłł do Roberta Cecila****

wysyła własnego przedstawiciela do króla Anglii

Wielmożny Panie Przyjacielu z należnym szacunkiem.

Celem mojej poprzedniej pielgrzymki było nie tylko to, bym zobaczył pozostałe regiony, ale także bym mógł poznać Wielmożnych Mężów, którzy wszędzie cieszą się sławą. Ponieważ Wasza Wielmożność zajmuje wśród nich niepoślednie miejsce, sądzę, że znalazłem się w nie całkiem gorszym miejscu mego szczęścia, bo zdarzyło mi się, gdym był w Anglii, zawrzeć znajomość z Waszą Wielmożnością i zawrzeć więzy przyjaźni. To sprawiło, że gdym wysłał swego przedstawiciela do Najjaśniejszego Króla Wielkiej Brytanii, Pana mego Najłaskawszego, jednocześnie tytułem naszej przyjaźni przekazał list do Waszej Wielmożności.

Ale żeby Wasza Wielmożność miała także względem siebie dowód mojego gorliwego i przyjaznego ducha, przesyłam jej niewielki upominek, który bardzo proszę, żeby raczyła z wdzięcznością przyjąć. Pozostałe sprawy mój przedstawiciel wyłuszczy bezpośrednio. Upraszam Waszą Wielmożność, by raczyła okazać mu zaufanie. O wszelkie powodzenie dla niej nieustannie z serca błagam Boga Najlepszego Największego.

Dan w zamku słuckim ostatniego dnia lipca 1611 roku.

Waszej Wielmożności przyjaciel,

Janusz Radziwiłł, książę na Birżach, Dubinkach i Słucku, książę Świętego Cesarstwa Rzymskiego, podczaszy Wielkiego Księcia Litewskiego.

Janusz Radziwiłł własnoręcznie

Z tyłu: Do Pana Hrabiego Salisbury, Wielkiego Skarbnika Anglii.

Capture d’écran 2018-10-11 à 07.21.37.pngwww.pau.krakow.pl/index.php/pl/wydawnictwo/publikacje-on-line/elementa-ad-fontium-editiones/dostepne-on-line/vi-1962

CDN

___

**) „Po ślubie księżniczka zapisała cały swój majątek mężowi. Protestant Janusz, dla którego największymi wrogami byli katolicy, a nie prawosławni, wyprowadził słuckie kościoły spod jurysdykcji biskupa unickiego i podporządkował je patriarsze Konstantynopola.

W r. 1600, w kulminacyjnym momencie zatargu Radziwiłłów z Chodkiewiczami o księżnę Zofię Olelkowiczównę (córkę Janusza), jedyną spadkobierczynię olbrzymich dóbr słuckich, N. wsparł Radziwiłłów, przysyłając im wystawiony przez siebie oddział (100 koni i 100 hajduków).

***) Jego brat Krzysztof kalwinista, ojciec Janusza juniora – i „sprawa przejętych przez infantkę belgijską Izabelę listów, które miały dowodzić zamiaru elekcji na tron Rzpltej księcia i (podówczas) następcy tronu Francji Gastona Orleańskiego. Okoliczności wskazywały, że promotorem przedsięwzięcia był R., bowiem w sprawę listów byli uwikłani ludzie z nim związani, skazany na banicję i przebywający za granicą Krzysztof Arciszewski oraz Piotr Kochlewski. R. wszystkiemu zaprzeczył. Jego Justyfikacja, podobnie jak żądanie marszałka izby poselskiej sejmu toruńskiego, Marcina Żegockiego, ujawnienia spisku i ukarania uczestników pozostawały przecież bez efektu. Król nie miał jednoznacznych dowodów winy. Po otrzymaniu kopii listów, prosił o oryginały, gdy je zyskał w kwietniu 1627, w r.n. chciał, by Izabela nakazała uwięzienie i przesłuchanie podejrzanych (w praktyce tylko Arciszewskiego, P. Kochlewski przebywał w Polsce i w r. 1629 wybierał się wraz z R-em na sejm).”

****) Przypominam, że ów Robert Cecil to ten od ustawki pl.wikipedia.org/wiki/Spisek_prochowy, a który w owym 1611 był u szczytu potęgi – JEDNOCZEŚNIE był wtedy Lordem Wielkim Skarbnikiem oraz Sekretarzem Stanu. Z drugiej strony, był już wtedy bardzo chory (zmarł rok potem) i stery polityki zagranicznej przejmował wtedy sam Jakub I, przy pomocy swego faworyta, Roberta: pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Carr_(hrabia_Somerset)

 

Leibniz i zabójcza biblioteka

Original-Leibnizhaus in der Schmiedestraße 10 als Photochromdruck um 1895–1905

__

Życie Gotfryda Leibniza to materiał na wiele notek, ale dzisiaj chciałem opowiedzieć o specyficznych okolicznościach prowadzących do jego zejścia z tego najlepszego ze światów. A chodzi tu o rolę w tym, nie kogo innego aniżeli Jerzego Ludwika, z niem. Georga Ludwiga (ur. 28 maja 1660 w Hanowerze, zm. 11 czerwca 1727 w Osnabrück) – pierwszego króla Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii z dynastii hanowerskiej (od 1 sierpnia 1714).

Od 1677 aż do śmierci, Leibniz pełnił na dworze hanowerskim (na własną prośbę) funkcję Tajnego Radcy Sprawiedliwości. Generalnie, Leibniz nie cieszył się sympatią tamtejszych dygnitarzy za wyjątkiem swoich dwóch oddanych przyjaciółek, za to jakich – księżnej elektorki Zofii Doroty i księżniczki Karoliny z Ansbach, przyszłej królowej Wielkiej Brytanii…

„W 1698 Ernest August zmarł i Jerzy został kolejnym księciem brunszwickim na Lüneburgu. Odziedziczył też wszystkie ziemie ojca, oprócz biskupiego księstwa Osnabrück (tytuł książęcy nie był tytułem dziedzicznym; jego posiadacz był każdorazowo wybierany w taki sposób, aby na zmianę był to protestant albo katolik). Jerzy został również Wielkim Chorążym Rzeszy i księciem-elektorem. Na jego dworze w Hanowerze przebywało wiele wybitnych umysłów epoki, takich jak matematyk Gottfried Wilhelm Leibniz, czy kompozytor Georg Friedrich Händel.”

To jeszcze ów książę elektor Ernest August, w 1687, zamówił u Leibniza wielką historię domu brunszwickiego, co w retrospektywie wygląda na poważną padgatowkę, a co stało się straszliwą zmorą Gotfryda do końca jego życia… Tymczasem w dniu 29 września 1698, radca dworu Gottfried Wilhelm Leibniz jest wspomniany jako szef książęcej biblioteki w kamienicy przy Schmiedestraße 10, którą to elektor Georg Ludwig raczył był mu przekazać (patrz wyżej). Wcześniej Leibniz żył sobie przy Leinstraße, a ponieważ nowe lokale były znacznie większe, zatem nawet biblioteka dworska się zmieściła. Kilka lat mieszkał tam także uczeń i sekretarz Leibniza, młody Rafael Levi.

„Kilka lat po wstąpieniu Jerzego na tron Hanoweru w Anglii Parlament uchwalił Act of Settlement (1701), w którym ustalał sukcesję do brytyjskiego tronu. Po obecnie panującym monarsze, [pomarańczowym] Wilhelmie III, i jego szwagierce Annie i ich potomstwu, tron miał przypaść matce Jerzego, Zofii Dorocie, i jej potomstwu. Było to spowodowane faktem, że Zofia Dorota była najbliższą protestancką krewną brytyjskiej rodziny panującej. Rozwiązanie takie nie spodobało się wszystkim w Anglii. Torysi sprzeciwiali się powołaniu obcokrajowca na tron, wigowie byli skłonni zaakceptować każdego protestanta. Był jeszcze katolicki pretendent, Jakub Franciszek Edward Stuart, przebywający we Francji i tytułujący się Jakubem III. Jerzy nie był zachwycony, kiedy dowiedział się, że ma szansę być królem Anglii, jednak jego doradcy przekonali go, że sojusz z Anglią będzie korzystny dla Hanoweru i zabezpieczy jego niemieckie posiadłości.”

Wśród tych doradców był przede wszystkim Leibniz, ale mimo to Jerzy traktował go nieufnie i ciągle się domagał od niego więcej wysiłku na rzecz ukończenia pracy nad ową historią… Ano właśnie, wszak chodziło o napisanie historii starożytnego rodu Gwelfów (Welfów), który to niebawem spróbuje dać Rosji cara, tyle że z miernym skutkiem. Za to na Wyspach pójdzie im przedtem dużo lepiej.

Choć postawa „Jerzego w zaczynającej się wojnie [o sukcesję hiszpańską] przydała mu trochę sympatii wśród Anglików, ale nie wywarła żadnego wrażenia na Szkotach. W 1704 szkocki Parlament wymusił na królowej Annie podpisanie Act of Security, który pozwalał Szkotom na wybór nowego monarchy spośród protestanckich potomków Domu Stuartów. Zachodziła obawa, że Szkoci mogą wybrać innego króla niż Anglicy, co doprowadzi do rozpadu unii, a samodzielność Szkocji może spowodować odrodzenie „Starego Sojuszu” szkocko-francuskiego. Wówczas Anglicy, stosując ekonomiczną presję, wymogli na Szkotach zacieśnienie unii. 1 maja 1707 wszedł w życie Akt o Unii, który w miejsce Anglii i Szkocji powoływał do istnienia królestwo Wielkiej Brytanii.”

Tymczasem Leibniz ciągle nie mógł usiedzieć w tym nudnym Hanowerze i w owym kluczowym 1714. bawił uparcie i bez elektorskiego pozwolenia w Wiedniu, na dworze cesarskim, kiedy to wypadki nabrały niesamowitego i nieoczekiwanego(?), i jak się okazało fatalnego dla Gotfryda, przyspieszenia:

„Matka Jerzego, księżna Zofia Dorota, zmarła 8 czerwca 1714. 1 sierpnia tego samego roku zmarła królowa Anna Stuart [przypadek?]. Jerzy został więc uznany królem Wielkiej Brytanii. W owym czasie dysponował silnym poparciem ze strony wigów, ale większość w Parlamencie stanowili torysi. Do Wielkiej Brytanii przybył dopiero 18 września (w czasie jego nieobecności regencję sprawował lord Macclesfield) i 20 października został ukoronowany w Opactwie Westminsterskim. …

Jerzy I wiele czasu spędzał w Wielkiej Brytanii, ale często podróżował do Hanoweru. Podczas nieobecności króla w Wielkiej Brytanii władzę sprawował jego najstarszy syn, Jerzy August, książę Walii, lub komitet „Strażników i Obrońców Królestwa”. Sprawy Hanoweru zajmowały poczesne miejsce w polityce króla Jerzego, król otaczał się także pochodzącymi stamtąd osobami. Nigdy nie nauczył się angielskiego, mówił po niemiecku i francusku, ze swoimi ministrami porozumiewał się kiepską łaciną. Ociężały i leniwy monarcha nie znał się na sprawach brytyjskich i był stopniowo odsuwany od rządzenia. …

Większość Anglików wolała jednak Jerzego od katolickiego Starszego Pretendenta. William Makepeace Thackeray pisał o królu: ‘Jego serce było w Hanowerze. Miał ponad 54 lata, kiedy zaczął u nas panować. Wybraliśmy go, ponieważ właśnie jego chcieliśmy, ponieważ reprezentował on nasz punkt widzenia. Śmieliśmy się z jego niemczyzny i ignorowaliśmy go. Był cyniczny i samolubny, ale mimo wszystko był lepszy niż ten król z St Germains, Starszy Pretendent, z rozkazami francuskiego króla w kieszeni, otoczony jezuitami.’ ”

Leibniz spóźnił się o parę dni – wrócił do Hanoweru 14. września 1714, kiedy to Jerzy Ludwik ze swoim dworem był już w drodze do Londynu. Gotfryd listownie zasugerował swój natychmiastowy przyjazd do Londynu, ale szybko dostał zdecydowaną i negatywną odpowiedź – miał siedzieć w Hanowerze, aby skończyć tę (przeklętą) historię gwelfów… Nieprzyjazny stosunek Jerzego I do Leibniza niewątpliwie łączył się z polityką – niezupełnie bez powodu łączono Gotfryda z jakobitami, a tymczasem nowy król Wielkiej Brytanii zdecydowanie postawił na (straszliwych) wigów:

„Król od samego początku popierał wigów, nie przepadając za torysami, których posądzał, nie bez racji, o sympatie jakobickie. W 1717 wigowie uzyskali przewagę w Parlamencie. …

Dodatkowo wypłynęła sprawa Kompanii Mórz Południowych (South Sea Company), powołanej w 1711, która prowadziła wymianę handlową z Ameryką Południową. W 1720 parlament dał Kompanii monopol na ten handel, w zamian za pokrycie długu państwowego (który wynosił 30 981 712 funtów). Spekulacje giełdowe w krótkim czasie doprowadziły do kryzysu, krachu na giełdzie, strat akcjonariuszy, wykrycia nadużyć i korupcji wśród najwyższych urzędników państwowych**.

Kryzys ten (zwany South Sea Bubble) przyczynił się do spadku poparcia dla Jerzego i jego ministrów. Stanhope zmarł w 1720, Sunderland rok później złożył rezygnację. Kierowanie wigowskim gabinetem wziął w swoje ręce Robert Walpole, który jest uznawany za pierwszego brytyjskiego premiera. Nigdy nie otrzymał on takiego tytułu, pozostał Pierwszym Lordem Skarbu. Jednak to on, wobec nieobecności króla, spowodowanej brakiem zainteresowania tematyką brytyjską i jego nieznajomością języka, przewodził gabinetowi. Walpole nie wahał się przekupywać oponentów, czemu sprzyjało przedłużenie kadencji Izby Gmin z 3 do 7 lat. Na prośbę Walpole’a król Jerzy reaktywował zapomniany już Order Łaźni, który Walpole mógł nadawać swoim stronnikom.

Gabinet Walpole’a całkowicie kontrolował politykę wewnętrzną państwa. W znacznej części kształtował też politykę zagraniczną, aczkolwiek tu król miał jeszcze coś do powiedzenia. On to odpowiadał za ratyfikację traktatu hanowerskiego, który miał chronić brytyjski handel. Niektórzy następcy Jerzego I (np. Jerzy III), próbowali odzyskać część utraconej pozycji na scenie politycznej w Anglii, ale zapoczątkowanego już procesu powstawania rządów parlamentarno-gabinetowych nie dało się już zatrzymać.”

Afera z tą historią gwelfów jest bardzo dziwna – pisze się, iż wynikła z nieporozumienia, bo hanowerscy elektorowie oczekiwali czegoś niedużego byle szybko, a Leibniz wręcz przeciwnie… Przez dwadzieścia kilka lat nie potrafili się dogadać? Tak czy inaczej, Gotfryd nie miał wyjścia i znowu zaczął nad nią intensywnie pracować, z tym że do swojej śmierci nie zdołał jej ukończyć – wyszła w pięciu (!) tomach dopiero w 1750, po jej uzupełnieniu przez następców. Jednym z nich był protegowany Gotfryda, niejaki Johann Georg von Eckhart, którego wziął w 1694 na asystenta – trzeba przy tym wspomnieć, że przedtem był ów Eckhart sekretarzem u samego grafa Heino Heinricha von Flemminga… Dzięki wsparciu Leibniza, Eckhart został w 1706 profesorem historii w Helmstedt, a w 1714 radcą na dworze hanowerskim.

Trudno jednak mówić o wielkiej wdzięczności Eckharta, który za plecami Leibniza donosił ministrom Jerzego o bieżącej działalności Leibniza – w efekcie, Eckhart dostał poufne zadanie (bez wiedzy L.) dokończenia części owej historii. A Leibniz wprawdzie wziął się za jej pisanie, ale jak miał zawsze w zwyczaju, zajmował się przy tym tysiącem innych spraw i projektów. Przy tym wszystkim, ciągle podtrzymywał żywe kontakty z Wiedniem i Paryżem. Mało tego, w 1711 Piotr I (zwany wielkim) zatrzymał się w Hanowerze i spotkał się z Leibnizem i od tej pory Gotfryd zaczął się także interesować sprawami rosyjskimi. Ostatni raz spotkał się z carem jeszcze latem 1716 w Bad Pyrmont, gdzie także poznał pewnego medyka – niejakiego dr. Johanna Philippa Seipa.

Rękopis Leibniza – Biblioteka Narodowa w Warszawie****

Tymczasem 26. lipca 1716 przybył do Hanoweru sam Jerzy I i już dzień później przyjął na obiedzie Leibniza – król był w dobrym humorze, a Gotfryd inaczej niż zwykle – w kiepskim, co nie uszło uwagi monarchy (a wiemy to od samego Leibniza – patrz wyżej). W listopadzie owego roku Leibniz się rozchorował, 6tego wylądował w łóżku. Tydzień później odwiedził go Eckhart – zaniepokojony stanem Leibniza, przekonał go do wezwania lekarza. Tym medykiem okazał się, „przypadkowo przebywający w Hanowerze”, ów dr Seip… Następnego dnia, 14. listopada o 10tej wieczorem Leibniz umiera. Dzień później ciało Leibniza w prowizorycznej trumnie przeniesiono do pobliskiego kościoła, gdzie miesiąc przeleżała pod piaskiem.

Na pogrzebie Leibniza 14. grudnia 1716 było tylko kilka osób, w szczególności nie pojawił się żaden dostojnik (poza Eckhartem), mimo iż Jerzy I ze swoim dworem cały czas (aż do stycznia) przebywał pod Hanowerem…

Tymczasem, po śmierci Leibniza, Eckhart przejął obowiązki dworskiego bibliotekarza*** i historiografa, z tym że już niebawem, w 1723, „z nieznanych powodów” opuścił te stanowiska i po prostu uciekł! Zostawił swoją rodzinę i ukrył się u jezuitów w Kolonii, gdzie przeszedł na katolicyzm. Zaraz potem, Johann Philipp von Schönborn, biskup Wurzburga, przyjął go na swój dwór jako… bibliotekarza i historiografa, a później dołączyła tam do niego żona z dziećmi. Jednak już w 1725 Eckhart wplątał się w słynną aferę „Lying Stones” i w efekcie w 1727 musi opuścić swoje urzędy, a w 1730 umiera.

Czy Eckhart był habsburskim agentem? Trudno powiedzieć, bo mimo iż, wraz z Leibnizem, jest uważany za ojca nowoczesnej, niemieckiej historiografii nie można się doszukać jego jakiejkolwiek poważnej biografii…

Ciekawostką jest fakt, iż podopieczny Eckharta, niejaki Simon Hahn, został w 1725 jego następcą w Hanowerze, ale przeżył na tym stanowisku tylko cztery lata, bo w wieku 37 lat gwałtownie był zmarł.

___

PS. Warto przy tym pamiętać o udziale młodego Leibniza w naszej elekcji z 1669: bosonweb.wordpress.com/2017/05/10/punkt-zwrotny-polska-czesc-i/

PPS. Warto też wspomnieć o „naukowej stronie” tamtych lat – tuż przed śmiercią Leibniza („jakobity”) rozgorzała w najlepsze „wojna o rachunek różniczkowy” z Newtonem (zatwardziałym wigiem!) i jego pałkarzami.

___

**) „Newton was one of many people who lost heavily when the South Sea Company collapsed. Their most significant trade was slaves, and according to his niece, he lost around £20,000.”
Dzisiaj to by było co najmniej 10 milionów funtów.

***) „While serving as librarian of the ducal libraries in Hanover and Wolfenbuettel, Leibniz effectively became one of the founders of library science. The latter library was enormous for its day, as it contained more than 100,000 volumes, and Leibniz helped design a new building for it, believed to be the first building explicitly designed to be a library. He also designed a book indexing system in ignorance of the only other such system then extant, that of the Bodleian Library at Oxford University. He also called on publishers to distribute abstracts of all new titles they produced each year, in a standard form that would facilitate indexing. He hoped that this abstracting project would eventually include everything printed from his day back to Gutenberg. Neither proposal met with success at the time, but something like them became standard practice among English language publishers during the 20th century, under the aegis of the Library of Congress and the British Library.”

****) 1720s: transferred to Johann Erhard Kapp
1740s: transferred to Józef Andrzej Załuski (Załuski Library)
: transferred to Imperial Library in Saint Petersburg (confiscation)
: transferred to National Library in Warsaw (revindication)
: transferred to Canada (evacuation)

: transferred to National Library in Warsaw (revindication)

Bankierska sekta i my

Czas mi podsumować te moje hugenocko-kalwińskie wątki. Zacznę od przypomnienia, że ta potężna sekta specjalizowała się w budowaniu sieci bankierskich i opanowywaniu przemysłu zbrojeniowego. Nic dziwnego zatem, że choć Jan Kalwin był Francuzem to jej bazą stała się Szwajcaria, czego można doświadczyć w Genewie nawet dzisiaj:stolica-herezji-bankierskiej-oraz-wegry-i-my

Natychmiast znaleźli się uczniowie co przerośli mistrza – wpierw dołączyła Szkocja, a zaraz potem Holandia. W obu przypadkach owa herezja stała się religią państwową. W Anglii wprawdzie tak się nie stało ale purytanie, czyli miejscowi kalwiniści, zdołali wywołać tam wojnę domowa, zabić króla, zrobić rewolucję i zaprowadzić z niezawodnymi Szkotami rządy straszliwych wigów w Wielkiej Brytanii. Z kolei Prusy przyjęły rozwiązanie odgórne – luteranizm dla mas, a kalwinizm dla zarządzających nimi. W Italii, ojczyźnie humanizmu, nie było takiej potrzeby, a z kolei Szwecja nieco wyłamała się z szeregu.

We Francji i Rzpltej nie udało się wówczas zrobić rewolucyjnego przewrotu mimo, że ani tam hugenoci nie odpuszczali ani u nas litewscy kalwiniści (przede wszystkim). Moment decydujący dla tych katolickich mocarstw nastąpił w podobnym czasie – kiedy Francja postanowiła pogonić hugenotów w 1685, skończyły się żarty a zaczęła się wojna totalna. W 1688 w Anglii zaraz zwycięża tzw. chwalebna rewolucja, a u nas jest już wtedy po drugiej wojnie domowej**, tyle że my tzw. braci polskich gonimy jak Francuzi hugenotów. No i finał następuje równolegle – Francja w 1789 dokonuje rewolucyjnego samo-zaorania, a my też otumanieni rewolucyjnym zapałem dajemy się w 1792 sprzedać za pośrednictwem banku szkocko-holenderskiego. I pozamiatane.

Polecam uwadze: szkolanawigatorow.pl/panel/artykuly?o=kalwiniści

PS. Warto pamiętać, ze piewcami „pierwszej” unii europejskiej byli kalwiniści itp.

**) boson.szkolanawigatorow.pl/berlin

szkolanawigatorow.pl/panel/artykuly?a=boson&o=niemcy

Tajemnica Andrzeja Wajdy czyli nieznana Gwiazda filmu polskiego

 Oczami Mistrzów (Notacje Archiwalne SFP) – Halina Prugar-Ketling

__

Stara wypowiedź nieżyjącego już Andrzeja Żuławskiego nt. wątłych umiejętności reżyserskich Andrzeja Wajdy przypomniała mi o wielkiej gwieździe polskiego kina. Wszyscy wiemy, że od początku swojej filmowej działalności Wajda był pieszczochem Systemu, ba – był jego bardzo ważnym „działaczem”, choć formalnie bez odpowiedniej legitymacji. Zaczął przecież jako protegowany samego Aleksandra Forda, propagandowym „Pokoleniem” wyprodukowanym w 1954, jeszcze za stalinowskiej zimy. Jako „młody bardzo zdolny”, został szybko zalegendowany jako wybitny tzw. polski inteligent wrażliwie i artystycznie kontestujący „socjalistyczną rzeczywistość”. Cóż to była za kontestacja skoro na przestrzeni dziesięcioleci Wajda miał nieograniczony, w warunkach totalitarnego peerelu, dostęp do najlepszych fachowców i najlepszego sprzętu – a my mieliśmy tylko wierzyć, że tę twórczą omnipotencję wyrąbał siłą swojego talentu.

Rzeczywiście, Wajda miał duży, może nawet wybitny talent, lecz nie jako reżyser, ale jako „producent” – ewidentnie miał bardzo dobre rozeznanie i umiejętność rozpoznania wielorakich talentów u innych, i wprzęgnięcia ich do produkcji filmowej. Prawdziwie wybitnym reżyserem filmowym był wtedy Wojciech Jerzy Has – Andrzej Wajda miał oczywiście świetne malarskie oko, ale nie należy zapominać o wielkiej roli wybitnych operatorów przy jego filmach, wszak tak jak i w innych przypadkach producent Wajda dawał im wielką swobodę działania.

Uważam, że Wajda nakręcił jeden naprawdę wybitny film, „Panny z Wilka” w 1979, który powinien był faktycznie dostać Oscara, w miejsce Blaszanego Bębenka**. Jednak jakim cudem do tego doszło? Częściową odpowiedź dał sam Wajda, który w wywiadzie stwierdził, że do (urzekająco) powolnego tempa akcji usilnie przekonał go scenarzysta, Zbigniew Kamiński. Notabene, takie „magiczne” tempo („jak w życiu”) charakteryzuje wiele arcydzieł sztuki filmowej.

Jednak kluczowy trop to wielka a szerzej nieznana Gwiazda filmu polskiego, Pani Halina Prugar-Ketling. Proszę posłuchać całego z Nią wywiadu, powyżej. Jest krótki a wyjaśnia wszystko, można jedynie dorzucić listę filmów zmontowanych przez tę wybitną artystkę. W przedostatniej Jej wypowiedzi otrzymujemy wyjaśnienie, dlaczego o niej wcześniej nie usłyszeliśmy. Warto przy tym pamiętać, że wywiad był udzielony w 2013, kiedy to Andrzej Wajda ukończył produkcję filmu „Wałęsa. Człowiek z nadziei” a Mistrzyni miała 84 lata…

Omerta obowiązuje do dzisiaj – Pani Halina ma tylko wpis w… niemieckiej wikipedii.

PS. „Pracowała Pani z Andrzejem Wajdą przy wielu jego najlepszych filmach – jak się układała współpraca z nim, jaki był w montażowni? Czy dawał dużo swobody. Czy jego stosunek do montażu ewoluował wraz z kolejnymi filmami?

W montażowni bywał, żeby zobaczyć scenę. Na ogół jednak to się odbywało tak, że po zdjęciach, już po wyborze dubli, szliśmy do baru czy w inne miejsce i Wajda mówił mi co chce uzyskać w danej scenie. Wczuwałam się w to co mówił. Powiedział nawet, że nikt go nie rozumie tak jak ja, jednak nigdy w życiu nie docenił mnie publicznie. Nawet gorzej, bo w wywiadach mówił że on siedzi wieczorami i montuje. Koleżanki przychodziły i mówiły ”Popatrz, jak ten twój Wajda montuje, a my w ogóle nie widzimy żeby on z tobą siedział.” Nie prostowałam tego w ogóle. Były takie momenty, że brał mnie za rękę i mówił „Do czego ty dojdziesz jak już tak montujesz”, widział moje postępy. Montażu nauczyłam się na jego filmach, bo pozwalał mi pracować samodzielnie.”

PPS. Warto przypomnieć, że w latach 1972-83 Andrzej Wajda był producentem „z urzędu” – czyli szefem Zespołu Filmowego X. Notabene, w 1977 debiutował tam jako reżyser filmu fabularnego sam Mariusz Walter, a z kolei w 1979 24-letni Juliusz Machulski.

__

**) Ciekawostką jest udział Daniela Olbrychskiego w OBU tych filmach. Dlatego też nie pamiętał tekstów swojej roli w Pannach z Wilka i w kręconych scenach przyczepiał ponoć partnerkom karteczki ze swoim tekstem. To z kolei tłumaczy jego dobrą grę w tym filmie – nie miał głowy do swoich nieznośnych manieryzmów, ale jednocześnie pokazuje, że Olbrychski to tzw. wybitne „zwierzę filmowe”.

___

Zespół Filmowy X’s first production was the second film of enfant terrible Andrzej Żuławski, Diabeł (The Devil). This film – a lavish and diabolically surrealistic depiction of the effects of the aftermath of the Kościuszko Uprising and the Third Partition of Poland on a once noble-family in a bleak, wintry Polish countryside – was met immediately with stern condemnation from the Polish cultural authorities. The film existed under a state of suppression until 1987, when the film was finally released after the hardline of the government softened due to increasing pressure from within to open the society. This picture set the tone for the bulk of Zespół Filmowy X’s output: challenging pictures with high artistic standards. The fallout from Diabeł’s suppression earned greater scrutiny for the team from the authorities, Żuławski’s departure for France and a climate of relaxed control, and exclusion of the team from cinemas, which had the effect of relegating for a time all the team’s production to television.”

Henryk VIII czyli Kraków i sokoły

„Jeśli komuś się wydaje, że Rzeczpospolita znalazła się w kręgu zainteresowania Londynu dopiero pod koniec XVI wieku, to jest w grubym błędzie. I nie chodzi tu o Kompanię Wschodnią i angielską kolonię w Elblągu, ale o Kraków i czasy jeszcze wcześniejsze.”

Tak zacząłem notkę pt. Erazm-Polska-jest-moja i Anglicy, którą teraz trzeba mi uzupełnić. Okazuje się że Henryk VIII już w latach dwudziestych utrzymywał ożywione kontakty z Polską, pod pretekstem namiętnego zainteresowania… sokolnictwem. A pośrednikiem w tym przedsięwzięciu był w 1526 nie kto inny jak nasz wybitny donosiciel i zawzięty opiekun Erazma, czyli Krzysztof kanclerz wielki Szydłowiecki. Spotkał się w tym celu w Gdańsku z niejakim James’em**.

A już w liście z 4 września 1524 Erazm pisał buńczucznie do arcybiskupa Canterbury, Williama Warhama, „Polonia mea est”. Tymczasem w 1527 Henryk VIII wysłał do Polski ambasadora Johna Wallopa, który przy tej okazji pośredniczył w wymianie korespondencji między sławnym ożralcem i opilcem Andrzejem eks-prymasem Krzyckim a biskupem Londynu Cuthbertem Tunstallem. Nic o tym u nas się nie pisze, a tak przecież to się wtedy plotło…

Kilka lat później sytuacja się mocno rozkręciła – jeszcze w styczniu 1534 Henryk VIII wysyła trzech ambasadorów, dwóch do cesarstwa a jednego do Krakowa! Był to niejaki William Paget. Potem wypadki potoczyły się bardzo szybko:

16 marca owego roku – Anglia zerwała ostatecznie stosunki z Kościołem katolickim. Henryk VIII ogłosił się głową Kościoła w Anglii

18 października – wybuchła tzw. afera plakatów, uważana za początek reformacji we Francji.

4 maja 1535*** – straceni święci kartuzi za odmowę uznania króla Henryka VIII najwyższym zwierzchnikiem Kościoła

6 lipca – Tomasz Morus ścięty na rozkaz Henryka VIII

___

**) Renaud Przezdziecki, Diplomatic Ventures and Adventures. Some Experiences of British Envoys at the Court of Poland (London, 1953)

***) W owym 1535 Zygmunt I nadał szlachectwo wszystkim profesorom i doktorom Akademii Krakowskiej, którzy przez 20 lat prowadzili zajęcia !!

100 tysięcy Żydów w Polsce?

Polska jest ostatnio bardzo widoczna na łamach słynnych lyberalnych tygodników.

The Economist daje anonimowy tekst o programie 500+, w wydaniu papierowym pod mocnym tytułem – Dziecięca Łapówka (Baby Bribe): www.economist.com/europe/2019/03/02/ahead-of-elections-polands-ruling-party-offers-huge-handouts

Z kolei Time przypomina o gwałtownie rosnącej liczbie Żydów w Polsce: time.com/5534494/poland-jews-rebirth-anti-semitism/

Przypomina także o Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie:

„12 czerwca 2002 przybył z wizytą do Krakowa książę Walii Karol. Podczas spotkania z przedstawicielami Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Krakowie dowiedział się, że gmina potrzebuje miejsca, w którym jej członkowie mogliby się spotykać poza synagogą. W inicjatywę włączyły się World Jewish Relief i American Jewish Joint Distribution Committee – organizacje wspierające społeczności żydowskie na świecie, głównie w Europie Wschodniej.

14 listopada 2006 w synagodze Tempel odbyła się uroczystość inaugurująca budowę centrum. 29 kwietnia 2008 roku do Krakowa przybyli Karol, książę Walii i jego małżonka Camilla, księżna Kornwalii, którzy uroczyście otworzyli Centrum Społeczności Żydowskiej[1] .”

W tekście podpisanym przez Yardena Schwartz dyrektor tego Centrum**, pan Jonathan Ornstein, szacuje na 100 tysięcy liczbę osób w Polsce o żydowskich korzeniach.

**) Owo Centrum to JCC in English:

„The JCC’s permanent staff includes many Jews, but all of the 55 volunteers are gentiles. These non-Jewish volunteers are crucial for helping out on Shabbat, when Jews are not supposed to work.”

Cywilizacja grecko-chrześcijańska

Według Feliksa Konecznego cywilizacja łacińska opiera się na greckiej filozofii, rzymskim prawie i etyce chrześcijańskiej. Nie do końca się z tym zgadzam – wolę określanie Christianitas po prostu jako cywilizacji grecko-chrześcijańskiej, czyli jako połączenia greckiego rozumu – ratio z chrześcijańską wiarą – fides. Wszak Ewangelie napisano po grecku, a Rzym po prostu dał chrześcijaństwu „oprawę organizacyjną”, czyli nadał fides et ratio ramy „praktyczne”.

Wyśpiewujemy przecież A Słowo ciałem się stało i mieszkało między nami – owo Słowo to w greckim oryginale logos czyli rozumność.  Rozum był więc i jest kamieniem węgielnym nie tylko filozofii ale także teologii chrześcijańskiej. Warto tu zaznaczyć zasadniczą w tym różnicę wobec islamu, który zdecydowanie odrzuca określanie Boga rozumnym (i w  ogóle nadawanie mu jakichkolwiek przymiotów) i w szczególności odnajdywania obrazu Boga w świecie doczesnym. Albowiem wszechmocny Allah nie może być niczym skrępowany a wiernym „za wszystko” mają wystarczyć przepisy Koranu. Jednak Islam nie od razu odrzucił ratio – stało się to „dopiero” w XII wieku, pod wpływem pism Al-Gazali’ego – Cele filozofów i Sprzeczności filozofów. Chrześcijaństwo przeciwnie – dzieła św. Tomasza z Akwinu z XIII wieku są najlepszym tego przykładem.

Ataki na katolicki rozum szły dwutorowo od samego zarania Kościoła. Z jednej strony próbowano Go niejako oderwać od ratio, czym zajmowała się chodźby rewolucja protestancka. Dzisiaj można dla odmiany mówić o próbie islamizacji. Z drugiej strony, wzmacniano w szeroko pojętej kulturze nawiązania do stricte pogańskiej myśli i tradycji greckiej (czyli wykonując drogę dokładnie w odwrotnym kierunku niż choćby św. Augustyn) – wpierw to byli włoscy humaniści w opowiedzi na zdumiewający katolicki renesans XII wieku. Potem z kolei skrajni scjentyści w odpowiedzi na sukcesy jezuickiej kontrreformacji. I tak to się plecie po dziś dzień – co moim zdaniem tylko pokazuje jak fundametalnie ważnym to jest zagadnieniem.**

Zatem nie należy bać się Greków, czy ich nienawidzieć, ale wręcz przeciwnie – pamiętać o tym co dali najważniejszego, ale mieć oko na prowokatorów i fałszywych proroków: opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/fides_ratio_0.html

w2.vatican.va/content/john-paul-ii/pl/encyclicals/documents/hf_jp-ii_enc_14091998_fides-et-ratio.html

PS. !! www.tygodnikpowszechny.pl/jak-katolicka-wiara-zmienila-nasze-mozgi-161142

**) boson.szkolanawigatorow.pl/fizyka-i-teologia