Roald Dahl: ten Zły Dziadek „dziecięcej literatury”

A co z Roaldem Dahlem? … Jak każdy dobry dziadek, Dahl naprawdę chce przynosić radość dzieciom; podobnie jak w przypadku jego pięciorga dzieci, którym Dahl po raz pierwszy opowiadał te historie jako bajki na dobranoc, jego młodzi czytelnicy są obezwładnieni odurzającym, psychodelicznym koktajlem możliwości, obrazów i gry słów. Ale… każde z jego słodyczy ma wyraźną gorycz na wierzchu i śmiertelną truciznę w środku.**

Mimo całej zręczności jego pisania i żartobliwości opowiadania Roald Dahl nie może ukryć okrucieństwa swego spojrzenia, ani chłodu i okrucieństwa jego bezlitosnego, obrazoburczego serca. Nie może ukryć tych rzeczy, ponieważ sam ich nie widzi. Uważa, że całe to podglądactwo i odwet w jego książkach to po prostu dziecinna zabawa. To dlatego, że on sam nigdy nie dorósł. Myślę, że to samo można powiedzieć o uwielbiających go fanach. Przez całe życie pozostawał żartobliwym, kochającym przysmaki, egocentrycznym dzieckiem, z „rozwiązanym” językiem i upodobaniem do odwetu. Jest coś potwornego w dorosłym człowieku, który jest inteligentny i silny, ale w sercu pozostaje mściwym dzieckiem. Jest coś potwornego w Roaldzie Dahlu. Złym Dziadku.

To że nigdy nie nauczył się przepraszać ani okazywać skruchy jako chłopiec, ustanawia moralne ramy dla całego życia Dahla. Ta porażka zahamowała jego duchowy wzrost, tak że nawet jako stary człowiek – miał sześćdziesiąt osiem lat, gdy jego autobiografia została opublikowana – daje przykład tej odwiecznej prawdy wyrażonej przez czcigodnego Fultona Sheena:

Odmawiając przyznania się do osobistej winy, mili ludzie stają się plotkarzami, gawędziarzami, skarżypytami i super-krytykami, ponieważ muszą przekazywać swoje prawdziwe, nawet jeśli nie rozpoznane, poczucie winy innym. To znowu daje im nową iluzję dobroci: przyrost w znajdywaniu błędów u innych jest w bezpośrednim stosunku i proporcjonalny do zaprzeczenia własnym grzechom.

__

Roald Dahl: the Bad Granddad of “Children’s Literature” By Sean Naughton

__

**) So what of Roald Dahl? How can it be that the Great Leader—Dahl was born in 1916—is in truth the Bad Granddad of children’s fiction? How can it be that the man voted the greatest storyteller of all time in a Canon UK Poll of 2017—a certain Charles Dickens came second, followed in a very creditable third place by the ever popular William Shakespeare—is to be held responsible for spawning that degraded form of writing for children of which David Walliams is but the latest exponent. What is the great failure of this literary grandfather?

Like any good grandfather, Dahl really does want to bring joy to the children; as with his own five children to whom Dahl first told the tales as bed-time stories, his young readers are plied with an intoxicating, psychedelic cocktail of possibilities and images and word- play. But for all the phizzwizardry of his tales and for all the whoopsy-wiffling of his telling, each of his gloriumptious confections has an unmistakable bitterness in the coating and a deadly poison at the centre. For all the deftness of his writing and the playfulness of his story-telling, Roald Dahl cannot hide the cruelty of his gaze, nor the coldness and cruelty of his merciless, iconoclastic heart.

He cannot hide these things because he does not see them himself. He thinks that all the voyeurism and vengeance in his books is just childish fun. This is because he himself never grew up. I think the same can be said of his adoring fans. He remained all his life a playful, treat loving, self-centred child, with a loose tongue and a taste for revenge. There is something monstrous about a grown man who is clever and powerful but remains at heart a vengeful child. There is something monstrous about Roald Dahl. Bad Granddad.

Never learning to say sorry or to show any sign of repentance as a boy sets the moral framework for Dahl’s whole life. This failure stunted his spiritual growth so that even as an old man—he was sixty-eight when his auto-biography was published—we recognise an example of this eternal truth as expressed by the Venerable Fulton Sheen:

By refusing to admit to personal guilt, the nice people are made into scandalmongers, gossips, talebearers, and super-critics, for they must project their real if unrecognized guilt to others. This, again, gives them a new illusion of goodness: the increase of faultfinding is in direct ratio and proportion to the denial of sin.

Reklamy

Antypolska propaganda Szujskiego i Godunowa czyli knowania bojarów

Iwan Groźny zszedł ponoć podczas gry w szachy z Bogdanem Bielskim

___

Pomimo wielu długo podtrzymywanych hipotez dotyczących Dymitra, nie był on wynikiem polskiego spisku czy jezuickiej konspiracji. Chociaż Dymitr rozpoczął z Rzpltej kampanię na rzecz rosyjskiego tronu, król Zygmunt III, jezuici i samolubni polscy panowie nie byli źródłem planu pretendenta; wykorzystali to po prostu. Źródłem planu pretendenta był spisek pośród rosyjskich wielmożów. Zmartwychwstanie carewicza było ewidentnie związane z walką Borysa Godunowa z jego bojarskimi przeciwnikami. Po tym, jak w Rosji zaczęły krążyć pogłoski o przetrwaniu carewicza Dymitra, car Borys zastosował surowe i tyrańskie środki przeciwko podejrzanym przeciwnikom. Kiedy Dymitr w końcu ujawnił się w 1603 w Rzpltej, car Borys otwarcie oskarżył bojarów o zorganizowanie machinacji pretendenta. Faktycznie istnieje sporo dowodów łączących pretendenta z klanem Romanowów. Jest też kilka dowodów związku pomiędzy planem pretendenta a Bogdanem Bielskim; klan Nagoja mógł być również zaangażowany. Wszystkie te bojarskie rodziny ucierpiały z rąk Borysa Godunowa, a ocalali członkowie prawdopodobnie weszli w jakiś tajny sojusz przeciwko niemu. …Wrogowie cara Borysa byli świadomi paskudnych plotek o nim jako królobójcy i ogólnego obniżenia jego legitymizacji z powodu klęski głodu. Wskrzeszając Dymitra, przeciwnicy cara mieli nadzieję jednocześnie „udowodnić”, że car Borys był uzurpatorem i zapewnić akceptowalną alternatywę w osobie „cudownie zachowanego” carewicza…

W 1602 w czasie klęski głodu mała grupa „mnichów”, w tym przyszły pretendent Dymitr, uciekła z Moskwy do Rzpltej; Otrepjew był bez wątpienia jednym z tych zbiegów. Ucieczka owych „mnichów” bardzo zdenerwowała patriarchę Hioba, który podejmował żmudne, ale nieudane próby powstrzymania ich przed przekroczeniem granicy. Po tym jak pretendent ogłosił swoją obecność w Rzpltej i zaczął szukać pomocy w dochodzeniu praw do tronu rosyjskiego, sztab patriarchy Hiob sfabrykował kunsztowne historie o tym, dlaczego Otrepjew uciekł za granicę i podawał się za Dymitra. Jedna z nich głosiła, że podczas służby u patriarchy Otrepjew parał się czarną magię i wyparł się Boga. Podobno został skazany na wygnanie i dożywotnie zamknięcie przez patriarchę
i zgromadzenie biskupów, ale jakoś udało mu się uciec do Rzpltej. Taka historia herezji i czarów została specjalnie zaprojektowana, by zdyskredytować pretendenta…

Po zamordowaniu cara Dymitra w 1606 uzurpator Wasyl Szujski rozpaczliwie potrzebował „udowodnić”, że Dymitr był oszustem. Jedną z technik, których użył, było wymuszenie zeznań sekretarza cara Dymitra, Jana Buczyńskiego, że zmarły car był naprawdę owym złym mnichem, Griszką Otrepjewem. Co ciekawe, jednak car Wasyl nie podjął wysiłku, by sfabrykować matkę Otrepjewa, jego wujka, lub brata, aby pomóc w kreacji tego spisku. Agenci Szujskiego zbadali propagandę cara Borysa przeciwko Dymitrowi, ale nie byli w stanie znaleźć w niej wartościowych elementów, więc postanowili wyprodukować nowe dokumenty, aby „udowodnić”, że zmarłym carem był Otrepjew…

W rzeczywistości car Borys wysłał trzech mnichów, aby zdemaskowali Dymitra jako Otrepjewa (lub zamordowali go) podczas jego inwazji na Rosję. Jednak co najmniej jeden, a być może wszyscy trzej, w końcu stwierdził, że pretendent naprawdę był Dymitrem. Propaganda związana z Wasylem Szujskim (i źródła pod wpływem tej propagandy) wielokrotnie twierdziła, że ​​wielu ludzi rozpoznało Otrepjewa, gdy triumfalnie wkroczył do Moskwy, i dlatego wielu jego przeciwników zostało potajemnie zabitych. W tych plotkach nie ma absolutnie ani krzty prawdy.

Wielu współczesnych otwarcie szydziło z niezdarnej propagandy identyfikującej pretendenta jako Otrepjewa. Kilku współczesnych twierdziło wprost, że widziało Otrepjewa za życia Dymitra lub po zamachu na nim i potwierdziło, że Dymitr zdecydowanie nie był owym mnichem. Kapitan Jacques Margeret, francuski żołnierz, który przez wiele lat mieszkał w Rosji i zajmował wysokie stanowiska zarówno u cara Borysa, jak i cara Dymitra, stanowił szczególnie istotne wyzwanie dla teorii Otrepjewa jako pretendenta. W książce, którą napisał w 1607, Margeret twierdzi, że ​​Otrepjew był starszy od Dymitra i wciąż żył po zabójstwie Dymitra. Kilka innych źródeł zgadza się z jego twierdzeniami. Ponadto Margeret zwrócił uwagę, że car Dmitrij nie zachowywał się jak oszust obawiający się zdemaskowania, nawet po tym, jak dowiedział się o spiskach przeciwko niemu. Inne źródła potwierdzają tę obserwację. Margeret zauważył, że ​​uzurpator Szujski był zmuszony do zamordowania cara Dymitra by się go pozbyć, ponieważ nie było sposobu, aby absurdalne oskarżenia skierowane przeciwko niemu były wiarygodne dla opinii publicznej. Wbrew propagandzie Szujskiego, nie było ludowego powstania przeciwko carowi Dymitrowi. W rzeczywistości tylko kilkuset mężczyzn było zaangażowanych w spisek, aby go zabić.

Chester DUNNING, Slavic Review, Cambridge University Press (2001)

CDN

Kim był car Dymitr?

Jednym z bardziej złożonych zadań stojących przed historykami Wielkiej Smuty jest określenie tożsamości, charakteru, osobowości publicznej i polityki cara Dymitra Iwanowicza (p. 1605-06). Lepiej znany jako „fałszywy Dymitr” lub „Łżedymitr”, ten tajemniczy młody człowiek był jedynym carem, jaki kiedykolwiek wyniósł się na rosyjski tron ​​za pomocą kampanii wojskowej i ludowych powstań. Z tego powodu wrogowie cara Dymitra oczerniali go jako złego oszusta, identyfikując go jako oszalałego mnicha Grigorija (Griszkę) Otrepjewa, który rzekomo praktykował czary i współpracował z szatanem, by zniszczyć rosyjski Kościół Prawosławny. Niestety, masowe i jazgotliwe kampanie propagandowe przeciwko „fałszywemu Dymitrowi” podczas Wielkiej Smuty doprowadziły do ​​niezwykle niedokładnego historycznego wizerunku cara Dymitra jako lubieżnego heretyka, który był pogardzany przez swoich poddanych. Nawet dzisiaj poglądy naukowe nt. Dymitra i jego panowania często bezkrytycznie odbijają echa oszczerstw, które rzucono na niego prawie czterysta lat temu i po prostu ignorują liczne źródła bezpośrednio sprzeczne z tradycyjnym obrazem „fałszywego cara”…

Z wielu powodów pretendent Dymitr szybko stworzył szeroką koalicję swoich zwolenników ze wszystkich warstw społecznych. Fanatyczne, quasi-religijne poparcie, jakie otrzymał, i bezprecedensowe wtargnięcie narodu rosyjskiego w wysoką politykę podczas jego kampanii wojskowej poważnie przeraziły cara Borysa, którego reżim rozpoczął nieudaną kampanię propagandową utożsamiając „fałszywego carewicza” ze zbiegłym rozpustnym mnichem Otrepjewem, narzędziem katolickich Polaków i szatana. Zwolennicy Dymitra byli jednocześnie przedstawiani jako beznadziejnie naiwni lub mający mroczne motywy. Po zwycięstwie Dymitra, jego krótkim panowaniu i zabójstwie uzurpator Wasyl Szujski stanął w obliczu potężnej wojny domowej toczonej przeciwko niemu w imię cara Dymitra – konfliktu, który szalał przez lata i prawie zniszczył kraj. Podobnie jak przed nim car Borys, zaskoczony i przestraszony Szujski poczuł się zmuszony do rozpoczęcia wielkiej kampanii propagandowej przeciwko niegodnemu „fałszywemu Dymitrowi”, którego zamordował, oraz przeciwko gniewnym zwolennikom Dymitra, którzy zbuntowali się przeciwko Wasylowi w bardzo dużej liczbie. Reżim Szujskiego dołożył wszelkich starań, aby „udowodnić”, że car Dymitr był oszustem i czarownikiem, a rebelianci zostali fałszywie potępieni jako bandyci i rewolucjoniści społeczni zdecydowani obalić elitę rządzącą.

Kampanie propagandowe Godunowa i Szujskiego przeciwko carowi Dymitrowi silnie wpłynęły na późniejsze oceny historyczne jego i buntowników czasu Wielkiej Smuty. W rzeczywistości ta zwodnicza propaganda stanowiła podstawę większości siedemnastowiecznych relacji Smuty napisanych przez Rosjan; a te relacje z kolei służyły jako główne źródła dla rosyjskich historyków piszących o tym okresie. Jednak po dokładnym zbadaniu, to co wydawało się być licznymi niezależnymi źródłami potwierdzającymi złe czyny pretendenta faktycznie okazało się być spreparowanymi historiami opartymi na wcześniejszych gawędach, które same silnie polegały na kampaniach propagandowych toczonych przeciwko carowi Dymitrowi.**

PS. Dokładna ocena cara Dymitra stała się nieskończenie trudniejsza z powodu rozkazu uzurpatora Szujskiego aby wszystkie dokumenty związane z panowaniem Dymitra zostały zniszczone. Kilka z tych dokumentów jednak przetrwało w odległych archiwach i przedstawiają one uderzająco odmienny i znacznie bardziej sympatyczny wizerunek cara Dymitra niż w większości rosyjskich gawęd o czasie Smuty. Niestety, istnienie takich dokumentów pozostało nieznanym większości uczonych, którzy pisali na ten temat. Zamiast tego historycy wykorzystali wysoce podejrzane i niezwykle tendencyjne źródła związane z kampaniami propagandowymi przeciwko Dymitrowi…

Twierdzono, że jego najbardziej diabelska intryga była planem zabicia wszystkich bojarów i duchowieństwa w celu nawrócenia Rosji na katolicyzm. Krótko mówiąc, car Dymitr był po prostu przedstawiany jako Antychryst. Niestety, słabość bazy źródłowej dla takiej charakterystyki została przeoczona.

Chester DUNNING, Slavic Review, Cambridge University Press (2001)

CDN

**) Upon close inspection, however, what appeared to be numerous independent sources confirming the pretender’s evil deeds actually turned out to be manufactured stories based on earlier tales that were themselves heavily dependent on the propaganda campaigns waged against Tsar Dmitrii

Skąd się wzięło złoto?

GW170817 spectrograms.svgPierwsza w historii detekcja fal grawitacyjnych wyemitowanych podczas fuzji dwóch gwiazd neutronowych GW170817 (po lewej) oraz zarejestrowana zmiana „optycznego” spektrum w kolejnych dniach po tym wybuchu (typu kilonowa).

__

Do niedawna uważano, iż „ziemskie” złoto było głównie wyprodukowane podczas wybuchów tzw. supernowych**, kiedy to gwiazdy gwałtownie zapadają się pod wpływem grawitacji co wywołuje „reakcję łańcuchową”, podobnie jak w bombie wodorowej, i w efekcie produkcję ciężkich pierwiastków w tzw. procesie r. Następnie owo złoto trafiło na Ziemię przede wszystkim około 4 miliardów lat temu podczas tzw. Wielkiego Bombardowania , które trwało, bagatela, circa 200 mln lat. Jak widać złoto ma nie tylko wyjątkowe właściwości, ale i fascynujące pochodzenie…

Jednak kilka lat temu owa teoria pochodzenia została podważona – w miejsce supernowych zaproponowano fuzję gwiazd neutronowych***. I właśnie ta nowa teoria została potwierdzona w wyjątkowo spektakularny sposób 17. sierpnia 2017, kiedy to po raz pierwszy zarejestrowano taką fuzję przy pomocy trzech anten fal grawitacyjnych (2 × LIGO + Virgo). „Równoległa” rejestracja tego wybuchu typu kilonowa w różnych pasmach fal elektromagnetycznych (patrz u góry) czyni to najważniejszym moim zdaniem osiągnięciem nauk ścisłych w XXI wieku. Oszacowano, że podczas owej fuzji GW170817 zostało wyprodukowane złoto o masie między 3 a 13 mas Ziemii!

Wracając do fantastycznych właściwości złota, to biorą się one oczywiście z jego struktury atomowej – [Xe] 4f14 5d10 6s1. Tak jak inne znane pierwiastki grupy 11, tj. miedź i srebro, złoto jest metalem o jednym elektronie w paśmie przewodnictwa i zapełnionym orbitalu d D5xz.png(5dz)D5M0.png(5dxz). Każdy z tych trzech metali posiada układ krystalograficzny regularny, ściennie centrowany (fcc).

Wprawdzie srebro nieco bije złoto w elektrycznym przewodnictwie, ale w innych kategoriach to właśnie złoto jest zupełnie wyjątkowe – jest metalem szlachetnym o wyjątkowo dużej odporności chemicznej, znacznie większej niż poprzedzające go w grupie 11 miedź i srebro. W przeciwieństwie do nich, na powietrzu nie ulega ściemnieniu. Jest też odporne na działanie większości czynników korozyjnych, dzięki czemu idealnie nadaje się do produkcji monet, biżuterii i pokryć ochronnych bardziej reaktywnych metali. Jest odporne na poszczególne kwasy, ale roztwarza się w wodzie królewskiej. Złoto rozpuszcza się również w rtęci, tworząc amalgamat. Złoto jest nierozpuszczalne w kwasie azotowym, który roztwarza srebro i inne metale, co przez długi czas było wykorzystywane jako próba na obecność złota (np. w monetach).

Złoto jest najbardziej kowalne**** spośród wszystkich metali; jeden gram złota może być rozbity na arkusz o powierzchni 1 m² !! Płatek złota może być rozbity do tego stopnia, że staje się półprzezroczysty. Przechodzące przez taki płatek światło jest zielono-niebieskie, ponieważ złoto silnie odbija żółte i czerwone składowe długości światła[23][24]. Takie półprzezroczyste arkusze również silnie odbijają podczerwień, co czyni je użyteczne w wytwarzaniu osłon przed promieniowaniem podczerwonym (cieplnym) w kombinezonach żaroodpornych i osłonach przeciwsłonecznych w skafandrach astronautów[25]. Złoto jest metalem o wysokiej gęstości 19,3 g/cm³, dla porównania gęstość ołowiu wynosi 11,34 g/cm³, a najcięższego pierwiastka, osmu 22,61 g/cm³.

Jednak moim ulubieńcem jest inny materiał, o właściwościach (poza jedną) przeciwnych do tych „złotych”, i o tym będzie już niebawem.

__

**) „Energia wybuchu dociera do Ziemi w postaci wzmożonego promieniowania kosmicznego. Promieniowanie to powoduje aktywację jąder atomowych, między innymi powstawanie jąder węgla 14C. Mierząc zawartość pozostałości tego izotopu w próbkach datowanych bezwzględnie, można ocenić, kiedy miała miejsce ekspozycja na to promieniowanie, jak długo trwało i jakim zmianom ulegało. Na tej podstawie można obliczyć czas wybuchu i odległość supernowej od Ziemi. Przy założeniu prawdziwości teorii świec standardowych, gwałtowne zwiększenie koncentracji 14C wskazuje, że w ciągu ostatnich 50 tys. lat miały miejsce następujące bliskie wybuchy[4]:

Czas w tys. lat Odległość w parsekach
44 110
37 180
32 160
22 250

***)

****) Ta nadzwyczajna kowalność grupy 11 bierze się z ich względnie słabych wiązań metalicznych i z delokalizacji elektronów, np. miedź zyskuje na twardości kiedy NIE jest monokrystaliczna[9]!

PS. pl.wikipedia.org/wiki/Kosmiczny_Teleskop_Jamesa_Webba

6550839965_a68803d3ba_o.jpg

Angielsko-holenderska „szorstka przyjaźń”

Most foreign observers pointed to industriousness, thrift, and cleanliness as the outstanding Dutch national characteristics. Some of their reports seem to indicate that three centuries ago the Dutch nation was not radically different from what it is today. It was, for example, noted that Dutchmen were singularly lacking in any respect for authority: servants did not tremble for their masters, women had often the better of their husbands, and children dared to speak up to their teachers, who ran the risk of being sued if they resorted to corporeal punishment. ‘The Dutch,’ said an Englishman in 1658, ‘behave as if all men were created equal.’ There was also lavish praise for the high level of elementary education and the excellency of the new Dutch universities, especially that of Leiden, the fame of which attracted students from all parts of Europe. Many persons in leading positions all over Europe acknowledged their high opinion of Dutch skills by making determined efforts to introduce Dutch practices in shipbuilding, the organization of foreign trade, the reclamation of land, and in a variety of other fields. According to the English historian William Cunningham, the middle and late period of English seventeenth-century economic history was that of a ‘conscious imitation’ of the Dutch. The Dutch contribution to the economic development of Scandinavian countries was even more substantial…

The only unfavourable characteristics they frequently mentioned were a slow, unimaginative disposition and a common indulgence in bouts of drinking, and these shortcomings were generally excused by attributing them to the country’s humid and chilly climate.

Yet there was another side to the foreign view of the Dutch Republic. The image which one nation forms of another is generally little more than a caricature inspired by hatred and prejudice, and the seventeenth century was no exception to this rule. It is well known that at this time the Dutch populace still laboured under the delusion that the English were distinguishable from ordinary human beings by having tails. The average Englishman’s view of the Dutch was not much more complimentary. The large number of expressions in the English language of this period in which the word ‘Dutch’ had an unfavourable connotation—’Dutch courage’, ‘Dutch concert’, ‘Dutch window’—seem to indicate that many Englishmen considered the Dutch drunkards devoid of any real bravery and cultural refinement. They were also commonly designated as ‘cheesemongers’ and ‘butter-boxes’; or, as an English pamphleteer put it in 1664: ‘A Dutchman is a lusty, fat, two-legged Cheeseworm, a creature that is so addicted to eating butter … that all the world knows him for a slippery fellow.’ Such derogatory notions of the Dutch were not confined to the illiterate masses, but are even found in works of literary distinction. Andrew Marvell’s poem ‘The Character of Holland’ is for example, almost unsurpassed in the grotesque distortion with which it portrays the Dutch way of life.

It was not in England alone that such contemptuous views of the Dutch were current. Wherever, in Europe or Asia, the Dutch went, they acquired the reputation of being a nation of uncouth sailors and unscrupulous merchants taking unfair advantage of their neighbour’s gullibility and robbing him of his legitimate profits. It was said of them that Mammon was their only God, and that for profit’s sake they would not hesitate to pass through Hell even at the risk of having the sails of their ships burned. Many Frenchmen denounced the Dutch as bloodsuckers and the Germans expressed their resentment in the saying: ‘Where a Dutchman treads, no grass will grow.’ Among the Chinese the Dutch enjoyed a similar reputation. Because of their highhanded methods they became known as they ‘red-haired barbarians’. ‘They are greedy and shrewd,’ reported a Chinese source of the time, ‘if meeting them at sea, one is certain to be robbed.’ „

THE MIRACLE OF THE DUTCH REPUBLIC AS SEEN IN THE SEVENTEETH CENTURY

By

K. W. SWART
PROFESSOR OF DUTCH HISTORY AND INSTITUTIONS
IN THE UNIVERSITY OF LONDON

An Inaugural Lecture
Delivered at University College London
6 November 1967

PS. „In the matter of labour the Hollanders were in some respects better and in some respects worse off than their English competitors. Wages were notoriously high in the United Provinces, where heavy excise taxes burdened all articles of general consumption, and high rents raised further the cost of living. This was somewhat offset by certainty of employment for artisans engaged in shipbuilding, who therefore worked for less than if employment had been seasonal.’ Another mitigation which drew the admiration of foreigners was the use of labour-saving machinery, especially the saw-mill wind-driven, and the great cranes which lifted and moved heavy timbers, and masted ships. It was perhaps appreciation of these machines that influenced certain Dutch carpenters to decline a pressing invitation from Colbert to remove to France and work in the royal dockyards at greatly improved wages. The work, they said, would be too hard.”

https://www.jstor.org/stable/2599913?seq=1#page_scan_tab_contents

PPS. Screenshot 2019-04-02 at 18.56.48.png