Nieudana rewolucja w XIV wieku

Niesamowite jak pewne schematy są niezmienne – protestancka rewolucja z XVI wieku miała swoje pierwsze, bardzo poważne „podejście” już na przełomie XIII i XIV wieku, zaraz po wspaniałym renesansie XII wieku… Też zaczęło się od Niemców i kłopotów z Bizancjum – zamiast Lutra i jego sponsorów był wtedy cesarz Fryderyk II („W czasie swoich rządów wprowadził autokratyczny system administracyjny w królestwie Sycylii, zarówno w zakresie administracji kościelnej jak i świeckiej”), a w miejsce upadku Konstantynopola mieliśmy klęski ostatnich krucjat. Przy czym ów Fryderyk II zaszedł za skórę nie tylko papieżom – co skutkowało 20-letnim wielkim bezkrólewiem i dojściem do władzy dynastii Habsburgów w 1273 – ale i nam, wszak to on sprowadził Krzyżaków Rzpltej na głowę.**

Niewielka różnica polegała na zamianie angielskiego Henryka VIII na Filipa IV zwanego chorobą Francji, który to zaczął od konfiskaty majątków lombardzkich i żydowskich bankierów oraz nałożenia specjalnego podatku na duchowieństwo. Gdy ponadto przejął sądownictwo nad duchownymi w 1302 Bonifacy VIII kontratakował bullą Unam Sanctum, ale zapłacił za to własnym życiem już rok później. W efekcie doszło do tzw. niewoli awiniońskiej papieży i dopiero Grzegorz XI, po napomnieniach św. Katarzyny sieneńskiej, powrócił do Rzymu w 1377. W końcu tenże Filip doprowadził do rozbicia w zakonu templariuszy i grabieży ich majątku.

Na dokładkę, w Akwitanii w 1337 rozpoczęła się angielsko-francuska wojna stuletnia – straszliwy atak Czarnej Śmierci w 1348 podziałał tylko przez chwilę i niebawem stare grzechy wydały nowe, zatrute owoce…

___

Niesamowita jest też pewna „intelektualna ciągłość” w trójkącie Francja-Italia-Anglia:

Prawą ręką Filipa był Wilhelm z Nogaret, z Langwedocji, wnuk Raymonda, katarskiego heretyka. To on, profesor prawa z Montpellier, pisał większość dokumentów królewskich, prowadził oszczercze kampanie, szantażował Klemensa V i wreszcie osobiście brał udział zarówno w procesie templariuszy jak i w napaści na Bonifacego VIII. Jest nawet oskarżany o otrucie Benedykta XI. Wilhelm z kolei zmarł już w 1313: „He died in 1313 with his tongue horribly thrust out, according to the chronicler Jean Desnouelles.

Z kolei Marsyliusz z Padwy – rektor w Paryżu w 1313 za Filipa IV w 1324 opublikował dzieło Obrońca Pokoju (łac. Defensor Pacis), w którym rozgraniczał wyraźnie władzę religijną kleru od władzy świeckiej. Oskarżany o antyklerykalizm został ekskomunikowany…

Celem państwa jest rozstrzyganie konfliktów, sporów i to ono ma zaspokajać potrzeby ludzi. Państwo jest obrońcą pokoju, rząd ma rozkazywać, bo on ma monopol decyzji administracyjnych, sądzenia i kontroli. Najlepsze ustroje to monarchia i demokracja. Lud tworzy prawo, ustanawia rząd i go kontroluje. Prawo powinno posiadać przymus i wolę ustawodawczą. Odrzuca on prawo natury, a prawo kościelne nie jest dla niego prawem.

Stosunek do Kościoła: jest to wspólnota wszystkich wiernych, a papieskie dekrety to obraza majestatu ludzkiego ustawodawstwa. Władza pochodzi od ludu, a Kościół ma być podporządkowany państwu…

Znaczenie myśli Marsyliusza*** w wielu sprawach wyprzedza ówczesne pojęcia. Teoria silnego rządu, urzeczywistniającego pokój i sprawiedliwość pomiędzy poddanymi, jest sygnałem zwiastującym późniejszą doktrynę Hobbesa, a teoria suwerenności ludu znalazła odzwierciedlenie u Rousseau

I tak się oto koło zamyka – wszak właśnie ów Marsyliusz był bezpośrednim inspiratorem nie tylko Machiawela ale i samego Cromwella, Tomasza Cromwella – tego ideologa totalnej grabieży Kościoła za Henryka VIII… pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Cromwell#Reforma_religijna

A przy tym wszystko zostało w rodzinie, wszak siostra Tomasza, Katarzyna była pra-pra-prababką Olivera… tego Olivera: en.wikipedia.org/wiki/Richard_Williams_(alias_Cromwell)#Dissolution_of_the_Monasteries

___

**) Złota bulla z Rimini – datowany na 26 marca 1226 dokument wydany przez cesarza Fryderyka II w mieście Rimini we Włoszech. W akcie tym Fryderyk II, uznając sam siebie za seniora zarówno zakonu krzyżackiego, jak i Polski, a jednocześnie nadrzędnego władcę chrześcijańskiej Europy, nadał Krzyżakom prawa do wszystkich ziem, jakie zdobędą podczas misji w Prusach.

***) Z kolei jego mistrzem był sam Awerroes:

Wraz z falą fanatyzmu, która zalała Andaluzję pod koniec XII wieku, nawet szerokie powiązanianie uchroniły Awerroesa od kłopotów na tle politycznym, wskutek czego został wygnany do żydowskiego miasta Erlisana (obecnie Lucena[3]), gdzie był uważnie obserwowany.

W czasach panowania arabskiego Lucena była głównym ośrodkiem handlu eunuchami[1], na którym zaopatrywały się dwory świata arabskiego.

Reklamy

Cudze chwalicie, swego nie znacie

Makieta zamku królewskiego w Chęcinach

___

Polska wiki nie daje żadnej poważnej bibliografii i tylko taki tekst:

Słowo sejm jest polskim słowem wywodzącym się z od czasownika sjąć się (rdzeń: jąć) – „zebrać się”, znane jest we wszystkich językach słowiańskich[3]. W języku staropolskim od XV w. w formie sjem i sejm, sjemu zjazd, zgromadzenie. Najwcześniejszy znany opis zawarty został w XII wieku w Cronicae et gesta ducum sive principum Polonorum a dotyczył czasów legendarnych. Bartosz Paprocki za Wapowskim, Maciejem Miechowitą i Marcinem Kromerem w 1548 pisał o sejmie z roku 700, na którym od wszystkich obrano Gracusa tego, co pamiętny kopiec ma w Krakowie[4].

Historycznie udokumentowany sejm wyznaczył Władysław I Łokietek [Wielki] na 26 maja 1331 w Chęcinach…

A tymczasem w tej angielskiej nie są tacy wstrzemięźliwi:

Zgodnie z Kronikami Galla Anonima pierwszego legendarnego władcę polskiego Siemowita, który rozpoczął dynastię Piastów, wybrał wiec. Wiec (rosyjski: вече) był popularnym zgromadzeniem w średniowiecznych krajach słowiańskich, a w późnym średniowieczu – parlamentem. Idea wiecu doprowadziła w 1180 r. do rozwoju polskiego parlamentu, sejmu.

Termin „sejm” pochodzi od staropolskiego wyrażenia oznaczającego spotkanie pospólstwa. Siła wczesnych sejmów wzrosła w latach 1146–1295, kiedy moc poszczególnych władców osłabła, a różne rady i wiece rosły w siłę. Historia Sejmu narodowego sięga 1180 r.** Od XIV w. polscy królowie powołują nieregularne sejmy (opisane w różnych źródłach łacińskich: contentio generalis, conventio magna, conventio solemna, parlamentum, parlamentum generale, dieta lub sejm polski walny)…

Nie ma jasnej daty pierwszego sejmu. Udział społeczeństwa w kształtowaniu polityki w Polsce można przypisać słowiańskiemu zgromadzeniu znanemu jako wiec [6]. Inną formą publicznego podejmowania decyzji były wybory królewskie, które miały miejsce, gdy nie było wyraźnego spadkobiercy tronu, lub nominacja spadkobiercy musiała zostać potwierdzona [7]. Istnieją legendy z 9-wiecznego wyboru legendarnego założyciela dynastii Piastów, Piasta Kołodzieja, i podobne wybory jego syna, Siemowita (w ten sposób wybory polskiego władcy miałyby miejsce na stulecie przed islandzkim wyborem Althinga), ale źródła na ten czas pochodzą z późniejszych wieków, a ich ważność jest kwestionowana przez uczonych [8] [9]. Przywilej wyborczy był zazwyczaj ograniczony do najpotężniejszych arystokratów (magnatów) lub urzędników i był pod silnym wpływem lokalnych tradycji i siły władcy [7]. W XII lub XIII wieku instytucja wiec również ograniczała swój udział do wysokiej rangi szlachty i urzędników [10]. Ogólnopolskie spotkania urzędników na wiecu w 1306 i 1310 r. można uznać za prekursorów sejmu generalnego [10].

Tradycje lokalnych wieców lub sejmików przetrwały okres rozdrobnienia Polski (1146–1295) i trwały w odrestaurowanym Królestwie Polskim [11] [12]. Właściwe daty sejmików sięgają końca XIV wieku, kiedy powstały ze zgromadzeń szlacheckich, utworzonych dla celów wojskowych i konsultacyjnych [13]. Sejmiki zostały prawnie uznane przez Statuty nieszawskie w 1454 r. W przywileju udzielonym szlachcie przez króla Kazimierza IV, ​​gdy król zgodził się na konsultacje z szlachtą niektórych decyzji [13] [14] [15]. Takie lokalne spotkania były preferowane przez królów, ponieważ zgromadzenia narodowe próbowały zdobyć więcej władzy niż zgromadzenia regionalne [11] [16] Niemniej jednak z czasem moc tych zgromadzeń rosła, zakorzeniona w przełomowych przywilejach uzyskanych przez szlachtę, szczególnie w okresach przejścia z jednej dynastii lub systemu sukcesji królewskiej na inny (takich jak przywilej koszycki z 1374 r.) [16].

**) pl.wikipedia.org/wiki/Zjazd_w_Łęczycy

__

According to the Chronicles of Gallus Anonymus, the first legendary Polish ruler, Siemowit, who began the Piast Dynasty, was chosen by a wiec. The veche (Russian: вече, Polish: wiec) was a popular assembly in medieval Slavic countries, and in late medieval period, a parliament. The idea of the wiec led in 1182 to the development of the Polish parliament, the Sejm.

The term „sejm” comes from an old Polish expression denoting a meeting of the populace. The power of early sejms grew between 1146–1295, when the power of individual rulers waned and various councils and wiece grew stronger. The history of the national Sejm dates back to 1182. Since the 14th century irregular sejms (described in various Latin sources as contentio generalis, conventio magna, conventio solemna, parlamentum, parlamentum generale, dieta or Polish sejm walny) have been called by Polish kings. From 1374, the king had to receive sejm permission to raise taxes. The General Sejm (Polish Sejm Generalny or Sejm Walny), first convoked by the king John I Olbracht in 1493 near Piotrków, evolved from earlier regional and provincial meetings (sejmiks).

There is no obvious date for the first sejm. Public participation in policy making in Poland can be traced to the Slavic assembly known as the wiec.[6] Another form of public decision making was that of royal election, which occurred when there was no clear heir to the throne, or the heir’s appointment had to be confirmed.[7] There are legends of a 9th-century election of the legendary founder of the Piast dynasty, Piast the Wheelwright, and a similar election of his son, Siemowit (this would place a Polish ruler’s election a century before an Icelandic one’s by the Althing), but sources for that time come from the later centuries and their validity is disputed by scholars.[8][9] The election privilege was usually limited to the most powerful nobles (magnates) or officials, and was heavily influenced by local traditions and strength of the ruler.[7] By the 12th or 13th centuries, the wiec institution likewise limited its participation to high ranking nobles and officials.[10] The nationwide gatherings of wiec officials in 1306 and 1310 can be seen as precursors of the general sejm.[10]

The traditions of local wiec’s or sejmiks survived the period of Poland’s fragmentation (1146–1295), and continued in the restored Kingdom of Poland.[11][12] Sejmiks proper date to the late 14th century when they arose from gatherings of nobility, formed for military and consultative purposes.[13] Sejmiks were legally recognized by the 1454 Nieszawa Statutes, in a privilege granted to the szlachta (Polish nobility) by King Casimir IV Jagiellon, when the King agreed to consult certain decisions with the nobility.[13][14][15] Such local gatherings were preferred by the kings, as national assemblies would try to claim more power than the regional ones.[11][16] Nonetheless, with time the power of such assemblies grew, entrenched with milestone privileges obtained by the szlachta particularly during periods of transition from one dynasty or royal succession system to another (such as the Privilege of Koszyce of 1374).[16]

Handel bałtycki Anglii na początku XVII wieku: studium angielsko-polskiej dyplomacji handlowej

Jan Krzysztof Fedorowicz, rocznik 1949, uzyskał B.A. w Kanadzie w Victoria College, University of Toronto, a Ph.D. w Anglii w King’s College, University of Cambridge. W 1980 jego zmienioną (revised) dysertację doktorską z 1975 pt. England’s Baltic trade in the early seventeenth century: a study in Anglo-Polish commercial diplomacy (Handel bałtycki Anglii na początku XVII wieku: studium angielsko-polskiej dyplomacji handlowej) opublikowało prestiżowe Cambridge University Press. Temat rozprawy zaproponował M. Małowist a pracami badawczymi Fedorowicza w Polsce** kierowali (guided) A. Mączak i H. Zins.

Od Fedorowicza dowiedziałem się o liście Zygmunta III do Jakuba I, z lutego 1611 spod Smoleńska, w którym informuje o wprowadzeniu ceł na towary angielskie w Rosji.

Oto ten list, w tłumaczeniu niezawodnego Krzysztofa Laskowskiego, bo przecież na tzw. polskich historyków czy na niesławną Polską Fundację Narodową nie można liczyć:

Smoleńsk, 23 lutego 1611 roku

Zygmunt III król Polski do Jakuba I króla Anglii

o synu Władysławie na kniazia przez Moskwicinów wybranego; o kupcach angielskich w Moskwie

Zygmunt III, z Bożej łaski Król Polski, wielki Książę Litwy, Rusi, Prus, Mazowsza, Żmudzi i Liwonii, a także Szwedów, Gotów i Wandalów dziedziczny Król, Najjaśniejszemu Księciu Panu Jakubowi, z Bożej łaski Anglii, Szkocji, Francji i Irlandii Królowi, obrońcy wiary, krewniakowi i bratu naszemu najdroższemu życzy zdrowia oraz nieustannego wzrostu braterskiej miłości i wszelkiej pomyślności.

Najjaśniejszy Książę Panie, krewniaku i bracie nasz najdroższy. Sądzimy, że jest wiadome Waszej Wysokości, jakie powodzenie do tej pory osiągnęliśmy w tej wojnie Moskowii ze sprawiedliwych i ważnych powodów wydanej i do jakiego stanu sprawiedliwy Pan Boską swą potęgą sprawy moskiewskie doprowadził. Zdało mi się jednak, że ze względu na przyjaźń naszą krótko Waszej Wysokości napomknę o tychże sprawach. Gdyśmy częściowo siłą, częściowo przez kapitulację zdobyli w Moskowii liczne zamki i miasta i po wysłaniu naprzód części naszych oddziałów do wnętrza Moskowii rozbiliśmy, skoro Bóg tak zadecydował, silną wroga naszego, byłego Wielkiego Kniazia Szujskiego, oraz gdy po pchnięciu zwycięskich oddziałów do miasta Moskwy różne miejsca w tych regionach były także przez naszych ludzi atakowane, nieufni we własne siły Moskowici po odjęciu Szujskiemu berła z całkowitą radością i za zgodą wszystkich Stanów Księciu Władysławowi Zygmuntowi, synowi naszemu, po złożeniu temuż przysięgi wierności i poddaństwa władzę przekazali. Gdy sam Szujski z dwoma pozostałymi braćmi tegoż domu został naszej władzy przekazany, których nakazaliśmy przywieźć do Polski, obsadziliśmy Moskwę, główne miasto i siedzibę Imperium Moskiewskiego, oraz bardzo liczne miasta i zamki naszymi załogami.

Skoro najszczodrobliwszy Bóg uczynił nam i naszemu synowi tak wielkie rzeczy, niczego bardziej nie powinniśmy sobie od narodu moskiewskiego życzyć niż bardzo szybkiego przybycia naszego syna na tamte ziemie w celu objęcia rządów i powinniśmy zauważyć, że kupcy angielscy, którzy w Moskowii operują i którzy wyżej wymienionemu Szujskiemu, byłemu Wielkiemu Kniazowi, sprzyjali i dostarczali rad przeciwko nam, podczas pierwszej wyprawy będą wyruszali ze swoimi towarami. Bardzo pragniemy prosić Waszą Wysokość, by upomniała wszystkich tych kupców, a także by zachęciła i przekonała ich, by byli nam i naszemu synowi wierni i posłuszni oraz płacili i uiszczali taksy lub cła według zwyczaju i obyczaju innych operujących w Moskowii kupców.

A dzięki łasce Waszej Wysokości łatwo dostrzeżemy wyjątkową jej samej względem nas i naszego syna dobrą wolę i wielce przyjazne ducha. W ten sposób i tą drogą wzrosną wzajemna miłość między naszymi rodzinami i połączenie wysiłków, a Wasza Wysokość nie ujrzy nas razem z naszym synem niewdzięcznych wobec dowodu tej swojej woli. Ponadto modlimy się do BOGA NAJLEPSZEGO NAJWIĘKSZEGO o codzienne zdrowie oraz o szczęśliwy i kwitnący stan królestw Waszej Wysokości. Dan w zamku w Smoleńsku dnia 23 lutego roku Pańskiego MDCXI, panowania naszego nad Polską XXIV, a nad Szwecją XVII.

Tejże Waszej Wysokości

dobry brat

Zygmunt Król

Z tyłu: Najjaśniejszemu Księciu Panu Jakubowi, z Bożej łaski Anglii, Szkocji, Francji i Irlandii Królowi, obrońcy wiary, Krewniakowi i bratu naszemu najdroższemu.

Drugą ręką: 24 lutego 1611 roku. Król Polski do Jego Majestatu.

Screenshot 2019-05-07 at 12.07.26.pngScreenshot 2019-05-07 at 12.07.46.png

Przy okazji, przypominam iż w tym samym tomie VI Elementa znalazłem owe listy Radziwiłła i Lisowskiego do Roberta Cecila: boson.szkolanawigatorow.pl/janusz-herbu-traba-czyli-sprawca-naszego-nieszczescia + boson.szkolanawigatorow.pl/irlandzka-plantacja-angielscy-kapitanowie-zagonczyk-lisowski-oraz-brexit

CDN

**) Prawie dwa lata – przy wsparciu UNESCO i MEN.

___

PS. Do kompletu — Fedorowicz, Geremek itp.

PPS. Agent Bruce z Gdańska do Roberta Cecila – jak to Zygmunt III („uzależniony od jezuitów i papieża”) ruszył na Smoleńsk:

Screenshot 2019-05-08 at 13.06.13.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.06.39.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.07.12.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.07.30.png

 

Ach, ten diament…

Węgiel należy do 12 pierwiastków znanych już w starożytności i jest czwartym najczęściej (wedle masy) występującym pierwiastkiem we Wszechświecie po wodorze, helu i tlenie oraz piętnastym w skorupie ziemskiej:

A 0.3% masy naszego Słońca to węgiel (pamiętacie ową teorię Słońca w 100% z „węgla”?), który powstał przede wszystkim na drodze gwiezdnej nukleosyntezy. Ale i tak owe „marne” słoneczne 0.3% daje masę TYSIĄC razy większą niż masa Ziemi! Notabene, jeszcze tylko przez dwa tygodnie (podstawowy) izotop węgla, ¹²C, będzie stanowił definicję 1 mola, czyli inaczej ustalał liczbę Avogadro, NA — otóż 20 maja 2019 wchodzi w życie nowa, „rewolucyjna” wersja układu SI, gdzie po prostu NA = 6,02214076×1023.

Węgiel ma oczywiście fundamentalne znaczenie w biologii, ale ja chciałbym się skoncentrować na jego specyfice nieorganicznej, za wyjątkiem przypadku radiowęgla 14C. Przy czym chodzi mi tu nie tylko o datowanie**, ale i historie „produkcji” 14C, jak tu lub tam.

Węgiel jest szóstym pierwiastkiem, należącym do 14 grupy tzw. węglowców (z krzemem, germanem, cyną i ołowiem) z konfiguracją elektronów 1s22s22p2, z których 4 zewnętrzne tworzą wiązania chemiczne kowalencyjne. Węgiel nazywany „królem pierwiastków” jest niesamowity także ze względu na jego alotropię czyli zjawisko występowania w tym samym stanie skupienia różnych odmian tego samego pierwiastka chemicznego, różniących się właściwościami fizycznymi i chemicznymi:a) diament b) grafit c) lonsdaleit d-f) fulereny g) w. amorficzny h) grafen, nanorurka

Przy czym np. taki grafit to jeden z najmiększych materiałów, a tymczasem diament to ten najtwardszy. Węgiel ma także najwyższą temperaturę topnienia ze wszystkich pierwiastków. Przy ciśnieniu atmosferycznym nie występuje w stanie ciekłym, lecz podczas ogrzewania sublimuje w temperaturze 3630 °C; jego punkt potrójny występuje przy ok. 100 atm. Niezależnie od odmian alotropowych pozostaje ciałem stałym w wyższych temperaturach, niż metale o najwyższych temperaturach topnienia (wolfram i ren).

System alotropów węglowych obejmuje szereg skrajności:

Graphite is one of the softest materials known. Synthetic nanocrystalline diamond is the hardest material known.[24]
Graphite is a very good lubricant, displaying superlubricity.[25] Diamond is the ultimate abrasive.
Graphite is a conductor of electricity.[26] Diamond is an excellent electrical insulator,[27] and has the highest breakdown electric field of any known material.
Some forms of graphite are used for thermal insulation (i.e. firebreaks and heat shields), but some other forms are good thermal conductors. Diamond is the best known naturally occurring thermal conductor
Graphite is opaque. Diamond is highly transparent.
Graphite crystallizes in the hexagonal system.[28] Diamond crystallizes in the cubic system.
Amorphous carbon is completely isotropic. Carbon nanotubes are among the most anisotropic materials known.

CDN

PS. Źródło mojej osobistej fascynacji diamentem wzięło się o dziwo z praktykowania przeze mnie fizyki cząstek elementarnych: crystals and photons…

**) pl.wikipedia.org/wiki/Datowanie_izotopowe

 

Paryż kontra Oksford, czyli prawdziwy renesans vs jesień średniowiecza

Gdybym miał krótko i dobitnie scharakteryzować epokę romantyzmu w kulturze, to zrobiłbym to tak: był to okres w którym przede wszystkim intensywnie zajmowano się budowaniem olbrzymiej ilości fałszywych mitów, czy jakbyśmy dziś powiedzieli – fałszywych narracji. Jednym z tych najważniejszych był mit przewspaniałego, niezrównanego renesansu. Z tym, że pierwotnie była mowa jedynie o renesansie czy odrodzeniu włoskim, ale potem stopniowo narracja się rozrosła do pan-europejskiego wybuchu cywilizacyjnego. Do wielkiego odrodzenia cywilizacji antycznej, do oswobodzenia ludzkiej myśli i wyobraźni i do wielkich czynów. A była to, jak się dziś mówi, po prostu zwykła przykrywka (lub inaczej, odwracanie kota ogonem), bo był przecież ten właściwy renesans, ale wydarzył się dużo wcześniej, w XII wieku, i serce jego biło we Francji. Źródła tego fenomenu, który stworzył Europę i jej cywilizację grecko-chrześcijańską, były tak potężne, że napędziły Europę aż po dzień dzisiejszy – a czy przetrwamy jej upadek to, moim zdaniem, zależy w dużym stopniu od tego czy uświadomimy sobie, i czy przypomnimy innym, istotę i wagę tych prawdziwych źródeł.

Zacznę od powstania Uniwersytetu Paryskiego – jednego z największych „cudów” (obok katedr gotyckich, wraz z ich wnętrzami) tego prawdziwego Renesansu. Potem pochylimy się nad jednym z typowych „romantycznych” fałszerstw na mniejszą skalę, czyli nad postacią Rogera Bacona, wybitnego przedstawiciela szkoły oksfordzkiej. I to on właśnie nas doprowadzi do czegoś, co można z pewnością uznać za prawdziwą „jesień średniowiecza”.  Zanim jednak to rozwinę, chciałbym podkreślić, że nikt tu nie odkrywa żadnej ameryki, a olbrzymie znaczenie Renesansu XII wieku jest wśród badaczy powszechnie znane – wystarczy choćby przeczytać odpowiednie hasło w angielskiej Wikipedii [1]. Niestety, co symptomatyczne, odpowiednie polskie hasło nie istnieje, a prawdziwy Renesans nie zajmuje widocznego miejsca, ani w powszechnej edukacji, ani w medialnej propagandzie.

Od początku XII wieku, właśnie w okolicach Paryża zaczęły wyrastać bardzo liczne szkoły, które około 1150, połączyły się w rodzaj korporacji łączącej nauczycieli i uczniów, dającej początek Uniwersytetowi Paryskiemu. I właśnie wtedy, nieprzypadkowo, rozpoczął się też schyłek słynnej (przez prawie dwa wieki!) Szkoły z Chartres. Najlepszą tego ilustracją jest kariera mistrza Gilberta de la Porrée (biskupa Poitiers), który sławę wprawdzie uzyskał w Chartres, ale miał tam wykłady jedynie dla czterech uczniów, podczas gdy na jego wykłady „wyjazdowe” w Paryżu przychodziło ich nawet trzystu!  Wielka przewaga Paryża brała się wtedy także z powodów bardzo praktycznych – taniego noclegu i powszechnie dostępnej aprowizacji – czyli dobrych warunków do życia, po prostu.

Formalnie został zatwierdzony jako: Universitas magistrorum et scholarium Parisiensis (czyli dosłownie, zgromadzenie paryskich mistrzów i scholarów), najpierw 15. stycznia 1200 w karcie króla Filipa Augusta, a potem w 1215 bullą Innocentego III, razem ze szkołą katedralną z Notre-Dame. Uniwersytet miał oczywiście cztery „klasyczne” fakultety: teologii, prawa, medycyny i sztuk wyzwolonych, a jako że studia „filozofii”, czyli siedmiu sztuk wyzwolonych były podstawą do wszelkich innych studiów, rektor pochodził z tego fakultetu. Teologia była najwyższym stopniem studiów, i aby je w ogóle rozpocząć niezbędny był tytuł magistra sztuk [2].  Wielkie zakony – dominikański i franciszkański – zdominowały nauczanie i pracę naukową w pierwszych wiekach uniwersytetu.  Kolegium dominikańskie w Paryżu powstało w 1217, czyli rok po powstaniu zakonu, i już wkrótce „wypromowało” dwóch najsłynniejszych profesorów Uniwersytetu Paryskiego – św. Tomasza z Akwinu i św. Alberta Wielkiego, którzy na dobre ugruntowali jego sławę i prestiż [3]. Obydwaj nosili najwyższy tytuł akademicki – magister in sacra pagina (lub inaczej, doktor Pisma świętego) – Albertus Magnus (doctor universalis lub doctor expertus) w latach 1245-8, a Akwinata (doctor angelicus) w 1256-9. Warto zwrócić uwagę na olbrzymią intensywność ich nauczania, związaną z krótkością jego trwania – to może wydaje się zaskakujące, ale wtedy było bardzo charakterystyczne – ta wielka mobilność, zarówno profesorów jak i studentów. Św. Albert prosto z Paryża na cztery lata udał się wykładać do Kolonii, zabrawszy tam ze sobą swego najzdolniejszego studenta, a Akwinata z kolei po powrocie do Paryża i po swojej profesurze wyjechał nauczać do Włoch. Studenci zjeżdżali tam z całej Europy, w tym w wielkiej liczbie z Anglii. A w tej liczbie wspomniany Roger Bacon.

Jak napisał prof. Władysław Tatarkiewicz w tomie pierwszym Historii Filozofii:

„Nie tylko był modelem innych, ale sam był do końca średnich wieków główną uczelnią łacińskiego świata. Przyczyniło się̨ do tego to, że oświatowa polityka papieży dążyła do uczynienia z Paryża głównego ośrodka studiów teologicznych. […] Charakterystycznymi cechami organizacji uniwersyteckiej były: a) wolność nauki: studia odbywały się̨ bez immatrykulacji, student obowiązany tylko był pracować z jednym z magistrów; b) międzynarodowość”.

Sławą najważniejszego uniwersytetu w Europie cieszył się przez kilka wieków, ale w końcu jego dominacja uległa osłabieniu. Najpierw po przyjęciu konkordatu bolońskiego w 1516, który spowodował stopniową utratę przywilejów, a następnie po pojawieniu się w Paryżu silnej konkurencji. Wpierw ze strony królewskiego Collège royal (w 1870 przemianowanego na Collège de France), powstałego w 1530 za namową humanistów „renesansowych”, a potem po rozpoczęciu intensywnej działalności przez Towarzystwo Jezusowe. Na przełomie XVII i XVIII wieku Uniwersytet Paryski zdecydowanie odrzucił filozofię Kartezjusza i nauki innych filozofów oświecenia za co przyszło mu bardzo srogo zapłacić – 15ego września 1793 dekretem Konwentu Narodowego Uniwersytet Paryski został ostatecznie zlikwidowany.

W 1253 Robert z Sorbony w Ardenach, kapelan i spowiednik świętego króla Ludwika IX, ufundował nowe kolegium Uniwersytetu Paryskiego – Collège de Sorbonne, które sławą szybko przyćmiło wszystkie inne,  tak że czasami Sorboną nazywano cały uniwersytet. Wprawdzie nominalnie (nazwa-) Sorbona przetrwała do dziś, ale faktyczną sytuację najlepiej obrazuje los jej kaplicy. Oto absolwent Sorbony, kardynał Richelieu, kiedy został w 1622 jej pryncypałem (proviseur) zlecił renowację i rozbudowę „kampusu” sorbońskiego, przy czym polecił wyburzyć starą kaplicę, a budowę nowej, w stylu klasycznym, zlecił słynnemu architektowi – Jacques’owi Lemercier’owi. W testamencie wyraził wolę pochowania w owej kaplicy, ale że ukończono ją dopiero po jego śmierci w 1642, uroczystości pogrzebowe odbywały się w scenerii prac budowlanych. W czasie rewolucji francuskiej, w 1794, kaplicę zamieniono na świątynię rozumu, a z kolei Napoleon zarządził jej przerobienie na atelier dla artystów. W 1822 przywrócono możliwość obrzędów religijnych, wraz z coroczną mszą żałobną za duszę kardynała, zgodnie z jego testamentem. W 1908 kaplica została jednak zamknięta na podstawie nowego prawa – separacji Państwa od Kościołów. Za wyjątkiem cotygodniowych mszy pomiędzy wojami światowymi, a potem i po wojnie aż do 1957, kiedy to ostatecznie została zamknięta decyzją trybunału administracyjnego w Paryżu. Jedynie coroczna msza żałobna była sprawowana aż do lat 80tych XX wieku, kiedy ze względu na fatalny stan „techniczny” kaplicy musiano i to skończyć. Prace remontowe przeciągają się aż do dziś, a „charakterystyczny” stosunek paryskich władz municypalnych do budowli katolickich, ilustruje zdumiewająca historia walki o zgodę administracyjną na wzniesienie koło katedry Notre-Dame monumentu św. Jana Pawła II. Szczęśliwie zakończona dopiero co, 25. października 2014.

Podobnie jak w Paryżu, uniwersytet w Oksfordzie także zdominowały z początku dwa wielkie zakony – dominikanie przybyli tam 15. sierpnia 1221 roku na polecenie samego św. Dominika, który zmarł tydzień wcześniej, a franciszkanie wprawdzie dołączyli nieco później, w 1224, ale w Oksfordzie to właśnie oni odegrali ważniejszą rolę. Oba zakony wyrzucono stamtąd w czasie rewolucji protestanckiej i pozwolono na skromny powrót dopiero po 400 latach… W 1910 franciszkanie, a w 1921 dominikanie uzyskali pozwolenie na utworzenie domów zakonnych, ale dopiero w 1994 dominikanie mogli otworzyć swoje własne małe kolegium (Permanent Private Hall) – Blackfriars Hall. Z kolei franciszkanie otworzyli  swoje PPT Greyfriars Hall w 1957, które jednak zamknięto w 2008.

Pierwszym kanclerzem Uniwersytetu Oksfordzkiego został w 1224 franciszkanin Robert Grosseteste (biskup Lincoln).  Prawdopodobnie jego uczniem był inny franciszkanin Robert Bacon, który studiował również na Uniwersytecie Paryskim, a napisał w 1271, że „wszystko, co zostało dokonane w teologii i filozofii przez ostatnie 40 lat, było dziełem zakonników”. I wreszcie trzeci słynny oksfordczyk-franciszkanin – William z Ockham, ekskomunikowany za życia, ale zrehabilitowany przez Innocentego VI. w 1359.

Jeśli by chcieć scharakteryzować „specyfikę” tych dwóch uniwersytetów w tamtym czasie, to ten paryski miał ambicję osiągnięcia wizji całościowej, czyli syntezy (tomizm!), przy podejściu konstruktywnym (vide – słynna paryska ugoda o rozdzieleniu kompetencji teologii i filozofii, czyli objawienia i rozumu), podczas gdy ten oksfordzki miał silną predylekcję do analizy, indywidualizmu i krytyki, wręcz dekonstrukcji. Należy przy tym pamiętać, że fizyka, czyli filozofia matematyczno-empiryczna rozwinęła się we Francji, przede wszystkim we wspomnianej wyżej Szkole z Chartres, a empiryczna szkoła oksfordzka, której najwybitniejszym przedstawicielem był Bacon, po prostu przejęła i kontynuowała jej osiągnięcia – czemu zresztą dał wyraz prawie 600 lat później Isaac Newton cytując mistrza Bernarda z Chartres. Jednak Francja miała także św. Bernarda z Clairvaux (wielkiego reformatora zakonu cysterskiego), który dobrze pilnował by od naukowych sukcesów matematykom w głowach się nie przewróciło. W Anglii nikogo takiego formatu nie było, więc na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Ich zaczynem były poglądy Ockhama: antysystematyczne, antydogmatyczne, antyracjonalistyczne i antyrealistyczne. W naukach empirycznych jego sztandarowy sceptycyzm okazał się być bardzo dobrym i skutecznym narzędziem, ale szczególnie w teologii głoszony indywidualizm i programowy antyracjonalizm spowodowały olbrzymie szkody. Najbardziej znanym tego przykładem była działalność Jana Wiklefa, profesora teologii w Oksfordzie – twórcy pojęcia „niewidzialnego kościoła wybranych”.  Uważanego często za protestanckiego prekursora. Po śmierci Wiklefa w 1384 (na skutek udaru w czasie odprawiania mszy), propagatorem jego idei w Czechach został Jan Hus. Sobór w Konstancji ogłosił Wiklefa w 1415 heretykiem (na dwa miesiące przed skazaniem Jana Husa), a w 1428, w czasie wojen husyckich, Marcin V nakazał ekshumacje jego ciała i jego spalenie. Prochy wrzucono do rzeki.

Najlepiej całą tę sprawę podsumował prof. Władysław Tatarkiewicz w II. tomie swojej Historii Filozofii:

„Podzieliły się̨ pierwiastki myśli chrześcijańskiej: protestanci utrzymali w swej doktrynie nieufność́ do rozumu, fideizm, wywyższanie woli, przekonanie o nieograniczonej wolności woli Bożej, katolicy zaś́ właśnie wiarę̨ w rozum, przekonanie o racjonalności świata. Reformacja wiodła do pochłonięcia filozofii przez teologię, katolicyzm do utrzymania filozofii. A zarówno stanowisko katolickie, jak i protestanckie miały swe źródła w średniowiecznej myśli: stanowisko katolików przede wszystkim w Tomaszu z Akwinu, stanowisko protestantów w Ockhamie i innych nominalistach: od nich wywodziła się̨ ideologia Wiklefa, Husa, Lutra.”

Wracając do Rogera Bacona, to powstało na jego temat szereg legend jeszcze w czasach rewolucji protestanckiej.  Nie był to jednak żaden wyjątek, wszak kontakty z diabłem przypisywano wtedy większości filozofów o wielkich osiągnięciach matematycznych – najjaskrawszym przykładem były legendy nt. samego Sylwestra II. No i przecież, także samemu Mikołajowi Kopernikowi się wtedy oberwało… Jednak romantyzm poszedł jeszcze dalej – stworzył mit Bacona wizjonera, pioniera metody naukowej, samotnie walczącego z owym ciemnogrodem wokół niego. Mit ten dawno unieważniono, wszak dobrze wiadomo, że współpracował z innymi scholastykami, a tuż przed i po nim działało wielu ówczesnych fizyków, takich jak wielki badacz magnetyzmu Piotr z Maricourt (Petrus Peregrinus). Ale w pop kulturze XX wieku jego mit się dalej rozrastał – wpierw został autorem manuskryptu Woynicha (który, jak wykazało datowanie radiowęglowe, powstał 150 lat po śmierci Bacona), a nie tak dawno największy erudyta wśród głupców, Umberto Eco, przywołał go na kartach swoich ezoterycznych powieści. W rzeczywistości, wielka specjalnością Bacona była optyka – którą głęboko studiował w arabskich pismach. Być może, iż spotkał się w Padwie z jedynym w tej epoce wielkim scholarem z Polski – Ślązakiem Witelo, który także  specjalizował się w optyce i teorii widzenia. Kończąc o humanistycznych manipulacjach, warto przypomnieć, że pojęcie stylu gotyckiego wymyślono w czasie odrodzenia, i miało oznaczać styl barbarzyński. A początkowo sztukę gotycką nazywano „francuskim dziełem” (opus Francigenum), potwierdzając mimochodem pierwszeństwo Francji w utworzeniu tej genialnej architektury.

Na zakończenie trzeba zatem stwierdzić: nihil novi sub sole – słynna anglosaska filozofia analityczna XX wieku jest przecież w prostej linii spadkobierczynią „szkoły” Ockhama, a jeśli ktoś myśli, że post-modernizm i dekonstrukcję wymyślił Francuz Jacques Derrida, to jest w grubym błędzie – pierwsi byli oczywiście włoscy (przede wszystkim) humaniści, choć i w tym przypadku inspirację można w dużym stopniu odnaleźć w Anglii. Warto spojrzeć na rewolucyjny program humanistyczny wprowadzony na miejsce „przestarzałego” scholastycznego programu nauczania – trivium nazwano po prostu studia humanitatisi na miejsce najważniejszej uprzednio dialektyki (logiki) wprowadzono poezję, a program poszerzono jeszcze o historię i filozofię moralną. Potem była tego kolejna odmiana dekonstrukcji w postaci romantyzmu (który dlatego tak wykłamywał renesans „odrodzeniowy”, a przy tym wyklinał szkiełko i oko) wraz z późnym jego wnukiem, Fryderykiem Nietzsche, który po prostu ogłosił śmierć Boga, i zwariował.

___

[1] en.wikipedia.org/wiki/Renaissance_of_the_12th_century

[2] „Szkoły były nie tylko czynnikami nauczania, ale i nauki; tu były biblioteki, tu jako nauczyciele zbierali się̨ uczeni i tworzyły się̨ środowiska naukowe. Tok nauczania był taki: stopień́ niższy stanowiły nauki świeckie, stopień zaś wyższy teologia. Nauki świeckie nosiły nazwę „sztuk” (artes, odpowiednik greckiej „techne”); w szkołach uczono siedmiu tzw. „sztuk wyzwolonych” (artes liberales lub saeculares), których wykaz i program wieki średnie odziedziczyły po chrześcijańskich pisarzach z ostatniej epoki rzymskiej, Boecjuszu i innych. Sztuki wyzwolone dzieliły się̨ na 2 grupy: grupa trzech (trivium) sztuk humanistycznych (artes triviales, sermonicales lub rationales) składała się̨ z gramatyki, retoryki i dialektyki, a grupa czterech (quadrivium) sztuk matematyczno-przyrodniczych, realnych (artes quadriviales lub reales) składała się̨ z arytmetyki, geometrii, astronomii i muzyki. Na tym kończył się̨ zasób nauk świeckich (które tylko w niewielu szkołach miały zakres bardziej rozległy) i następowała teologia. Studia świeckie były pojmowane jako propedeutyka do teologii. Wśród nauk wyzwolonych przewagę̨ miało trivium, w trivium zaś́ dialektyka.” (Wł.T.: Historia Filozofii, t.1)

[3] Franciszkanie (bracia mniejsi św. Franciszka) – zakon utworzony w 1209, osiadł tam w 1219.

— 

Jest to mój nieco poprawiony artykuł do piątego numeru Szkoły Nawigatorów, z grudnia 2014.

 

Czy w Szwajcarii są niskie podatki?

Nie można przy tym patrzeć jedynie na podatki „osobiste” – najlepszą wg mnie miarą „globalną” jest tu stosunek budżetu danego państwa do jego PKB.

W przypadku Polski to tylko niecałe 20%, gdy dla Niemiec to grubo ponad 40%: skad-bundesrepublika-bierze-na-kolonizacje-polski-i-naszych-sasiadow

Szwajcaria także ma taki podatek globalny dużo wyższy niż Polska, bo jest to ponad 1/3 PKB!! → en.wikipedia.org/wiki/Economy_of_Switzerland

Wsp. Gini [%] – Szwajcaria (2016) = 29.4 [7] Polska (2017) = 29.2 [11] Niemcy (2017) = 29.1 [9]

I to by było na tyle.

PS. Przy okazji – mało u nas znany święty patron Szwajcarii: Mikołaj_z_Flüe

Fizyka manipulacji, czyli jak Wolter z Leninem fizykę wykładali

Narodziny fizyki nowoczesnej, jako nauki empirycznej tak jak to dzisiaj rozumiemy można umiejscowić pomiędzy połową XVI i końcem XVII wieku – od publikacji O obrotach Mikołaja Kopernika w 1543 do publikacji Podstaw matematycznych filozofii przyrody Isaaca Newtona w 1687. Był to długi i skomplikowany proces tworzenia nowego paradygmatu naukowego, w którym olbrzymią rolę odegrało stworzenie i rozwinięcie rachunku różniczkowego i całkowego przez Gottfrieda Leibniza oraz Newtona. Pozwoliło to, między innymi, pozbyć się wielu problemów koncepcyjnych fizyki starożytnej w zrozumieniu i w opisie ruchu – znanych choćby ze słynnych paradoksów Zenona, w tym paradoksu żółwia i Achillesa. Na marginesie – ciekawe, że Newton nie od razu zdał sobie sprawę z wagi „nowej matematyki” – większość swoich demonstracji matematycznych starał się przeprowadzać klasycznie, przy pomocy konstrukcji geometrycznych. Kiedy jednak stało się jasne jak ważne jest to narzędzie, rozgorzała prawdziwa wojna propagandowa o tytuł „ojca” rachunku różniczkowego. Wojna ta nie tylko zatruła osobiste stosunki między Leibnizem a Newtonem, ale też legła u początku wyraźnego podziału na naukowe tradycje angielską i „kontynentalną”. Pierwszą ofiarą tej separacji była strona angielska – upierając się przy newtonowskiej „szkole” zapisu i analizy różniczkowej Anglicy w XVIII wieku zostali daleko w tyle, szczególnie za Francuzami, w rozwoju nowoczesnych metod matematycznych. Można też spekulować, czy dodatkowym tego powodem nie mogła być również inna organizacja nauki – Royal Society założone w Londynie w 1660 miało charakter i cele bardziej niejawne i „poza-naukowe”, aniżeli choćby paryska Académie royale des sciences założona w 1666, czy też Królewskie Pruskie Towarzystwo Naukowe z 1700. Znaczenie Royal Society i jej luminarzy dla Korony brytyjskiej dobrze ilustruje relacja niejakiego Woltera, z westminsterskiego pogrzebu Newtona (który oprócz prezesowania Royal Society, zdążył zostać członkiem Parlamentu, oraz Nadzorcą i Kuratorem Mennicy Królewskiej, a w końcu uzyskał tytuł szlachecki z rąk królowej Anny):

Il a vécu honoré de ses compatriotes, et a été enterré comme un Roi qui aurait fait du bien à ses Sujets.”

(Za życia uhonorowany przez rodaków, został pochowany jak Król, który obdarzył dobrodziejstwami swoich Poddanych).

Warto tu nadmienić, że Newton do swych rozlicznych osobistych przedsięwzięć finansowych, w tym lichwy, dołączył wielką inwestycję w Kompanię Mórz Południowych (South Sea Company), na której jednak stracił wielki majątek, co skwitował tym że: „może przewidzieć ruch gwiazd, ale nie szaleństwo ludzi.” Ciekawą hipotezę postawił w tym kontekście E. Michael Jones, iż bezpośrednim źródłem inspiracji dla Newtona była ówczesna angielska ideologia, a pojęcia fizycznej siły i bezwładności miały swe źródło w pojęciach pieniądza (money) i konfliktu (strife) [1]. Tak czy inaczej, w dalszej historii, newtonowska fizyka niewątpliwie bardzo się przysłużyła ideologii angielskiej, i nie tylko, co Jones efektownie tak podsumował: „He and Locke had actually found their philosopher’s stone in the world of modern Capitalist finance”.

Nowa fizyka odniosła gigantyczny sukces, który był zupełnie nieoczekiwany – dość oczywisty, w retrospektywie, przepis na jej metodę empiryczną, a więc weryfikowanie matematycznego opisu przez testy doświadczalne, w znanych i kontrolowanych warunkach, tak, aby każdy mógł je powtórzyć (i rozwinąć dalej!), okazał się nieprawdopodobnie owocny. Sukces był koncepcyjny, ale o wielkiej wartości praktycznej i cywilizacyjnej – czasami już sam nowatorski sposób przeprowadzenia eksperymentu i jego rezultat miał niemal natychmiastową wartość komercyjną – jak choćby odkrycie fal elektromagnetycznych przez Heinricha Hertza wraz z komunikacją na odległość; czy jak okrycie promieni Roentgena i jednocześnie początek nowej diagnostyki organów wewnętrznych itd., itp. Ten niewątpliwy triumf fizyki i jej metody naukowej, stał się także inspiracją do gigantycznych, i zupełnie nienaukowych, manipulacji i akcji propagandowych.

Zaczęło się od zakłamywania korzeni i początków fizyki nowoczesnej – Wolter i inni piewcy Oświecenia utrzymywali, że fizyka wybuchła nagle, niesiona duchem epoki Rozumu; jak to patetycznie wyraził poeta Alexander Pope w epitafium dla Newtona:

Nature and nature’s laws lay hid in night; God said „Let Newton be” and all was light.

Jest to oczywiście ewidentna bzdura – w rzeczywistości, fizyka była ukoronowaniem wielowiekowych wysiłków nauki średniowiecza, w tym, tak, tak – przede wszystkim scholastyki. Zresztą sam Newton przyznawał to wprost cytując słynne słowa z XII wieku (sic!) Bernarda z Chartres, nauczyciela i kierownika tamtejszej szkoły katedralnej:

„Jesteśmy jak karły, które wspinają się na ramiona gigantów, by widzieć więcej od nich i dalej sięgać wzrokiem, i to nie za sprawą bystrości swojego wzroku, czy wysokości ciała, lecz dzięki temu, że wspinamy się w górę i wznosimy na wysokość gigantów.”

Charakterystyczna była też wybiórczość, z jaką potraktowano dzieło samego Newtona: zarówno angielscy opiekunowie jego spuścizny, jak i Wolter przemilczeli fakt, że największymi pasjami Newtona były alchemia i teologia (matematyce i fizyce poświęcił znacznie mniej czasu i wysiłku), iż interesował się astrologią. Newton wcale nie był wzorem „oświeconego” scjentysty, był „ostatnim magiem” i gnostykiem**. Jednak to oczywiście nie mieściło się w ramach propagandy, za to świetnie korespondowało z hipokryzją tamtej epoki, pełnej przecież tajnych stowarzyszeń i spirytualistycznych obrzędów.

Jakby tego było mało, przyjęło się, że jeśli już, to wcale nie to „ciemne” średniowiecze, ale wspaniały duch renesansu przygotował drogę tej tzw. rewolucji naukowej. W rzeczywistości było wręcz przeciwnie – to właśnie renesansowy humanizm, wraz z rewolucją protestancką, wpierw wstrzymał, a potem zupełnie zniekształcił odbiór teorii Kopernika. Odrodzenie literatury nie było zainteresowane rozwijaniem nauki, którą kojarzono (tak!) ze znienawidzoną scholastyką, a Marcin Luter stwierdził przecież: „Ten głupiec chce wywrócić całą sztukę astronomii!”. A teoria Kopernika to nie „tylko” nowa astronomia, ale stała się ona rzeczywiście pierwszym, wielkim krokiem ku nowej fizyce poprzez spektakularne ujawnienie względności ruchu (bardzo istotnej dla rozwoju kinematyki i pierwszej zasady Newtona), oraz jej głęboką matematyzację. Jednak, tak skutecznie zmanipulowano historię fizyki i nauki współczesnej, żedzieci w szkole wytrwale się uczy tych kłamstw po dziś dzień – i to Kościół Katolicki ma się ciągle tłumaczyć chociażby z tzw. sprawy Galileusza, a tymczasem rewolucja protestancka i oświecenie dają nadal przykłady wspaniałego racjonalizmu. A przecież, ten epizod to był tylko wstęp do jeszcze większej hucpy scjentyzmu „absolutnego”.

W bezpośredniej, nachalnej propagandzie scjentyzmu w XVIII wieku prym wiodła strona kontynentalna, szczególnie strona francuska. Uczeni nowej nauki stali się bogami – trafiali do Panteonu po znojnym życiu ku chwale ludzkości, lub przynajmniej na karty Encyklopedii – scjentystycznej biblii.  Fizyka zaś, według uczniów Woltera – Denisa Diderot i La Mettrie, miała dać odpowiedź na każde pytanie, a wspaniały demon (nomen omen…) Laplace’a, symbol naukowego determinizmu absolutnego, triumfował. Trzeba tu jednak przypomnieć szerszy kontekst tej propagandy – walkę na śmierć i życie z Kościołem Katolickim, a szczególnie z jego najwierniejszym „wojskiem”, zakonem jezuitów. Wszak to przede wszystkim Towarzystwo Jezusowe, SJ stało się depozytariuszem, w zmieniającym się szybko świecie, racjonalistycznej tradycji scholastycznej, oraz wielkim promotorem edukacji powszechnej. Nic więc dziwnego, iż w liście do Helwecjusza w kwietniu 1761 Wolter napisał: „Une fois que nous aurons détruit les jésuites, nous aurons beau jeu contre l’Infâme” (Jak tylko zniszczymy jezuitów, pięknie zagramy z Nikczemnym; tj. z Papieżem…). Ta wytrwała propaganda odniosła skutek i w 1773 (znamienna dla nas to data…) nastąpiła kasata Towarzystwa Jezusowego, a zaraz potem koniec królestwa Francji w 1789, i likwidacja Rzeczypospolitej nieco później. To był rzeczywiście straszliwy cios dla Kościoła – od tej pory praktycznie zupełnie wycofał się on z aktywnego udziału w publicznym, filozoficznym dyskursie o świecie materialnym – nieograniczoną władzę nad mediami uzyskały aż do dziś „siły oświecone”. Nie tylko nad mediami, ale przede wszystkim nad edukacją, czego niesławną ilustracją stała się w Polsce Komisja Edukacji Narodowej. I trzeba było dopiero Papieża z tego „dalekiego kraju”, aby ten fatalny trend powstrzymać, choćby częściowo.

Triumf Oświecenia był wielki, ale morze przelanej krwi i szaleństwa rewolucji francuskiej przyniosły przesilenie – romantyzm, wraz z przeniesieniem propagandowego środka ciężkości do Niemiec. Romantyzm okazał się nieumiarkowany w odrzucaniu nauki („szkiełko i oko”!), jako metody zrozumienia świata, i w rezultacie wydał swego późnego wnuka – Fryderyka Nietzschego, który stał się prorokiem dzisiejszego post-modernizmu. Tymczasem uniwersytety niemieckie wprawdzie odegrały wiodącą rolę w rozwoju fizyki XIX wieku, tyle, że właśnie tam, po przełamaniu „romantycznego ducha” propaganda naukowa dokonała nadużycia par excellence – wprowadziła prawa jakoby determinujące bieg całej historii, w tym przemiany społeczeństw. Odkrywając te „prawa” Karol Marks i Fryderyk Engels stali się prorokami nowej utopii: socjalizmu naukowego. Uzbrojeni w ostre narzędzia dialektyki materialistycznej Marks i Engels nie wahali się wypowiadać nawet na tematy stricte naukowe, na przykład zabierając głos w sprawie teorii atomowej. Mało tego, sam wódz rewolucji bolszewickiej, Włodzimierz Lenin w swoim Materializmie i empiriokrytycyzmie wydanym w 1908 zdecydowanie pisał chociażby na temat niezniszczalnej natury elektronu. Nauka, bowiem stanowiła w komunizmie bardzo ważny element ideologii i propagandy państwowej, ale nieoczekiwany rozwój fizyki kwantowej sprawił wiele kłopotu. Choć ideologowie komunistyczni jeszcze potrafili jakoś przełknąć istnienie antymaterii i zjawisko anihilacji elektronów, to już kwantowy indeterminizm odrzucili, i po prostu zakazali administracyjnie.

W świecie anglosaskim także gruszek nie zasypiano, tyle, że podejście było tam i jest nadal tradycyjnie bardzo pragmatyczne – wielkie nadużycia koncepcyjne i manipulacje dotyczą przede wszystkim zagadnień finansowo-ekonomicznych. Warto przeczytać fascynującą, głęboką analizę Filipa Mirowskiego, w której pokazał czarno na białym, krok po kroku jak to kolejne teorie ekonomii w sposób dowolny i nieudolny „adaptowały” prawa fizyki; innymi słowy wykazał, że ekonomia to po prostu (bardzo) kiepska fizyka [2]. Autor przypomina tam także znamienne wydarzenie – u szczytu sławy, w 1942 Fryderyk Hayek napisał serię głośnych artykułów, w których negatywnie odpowiedział na pytanie: czy ekonomia jest nauką? Odtąd jego sława w anglosaskim świecie zaczęła systematycznie gasnąć… A najlepszy współczesny komentarz do tego pochodzi od naszego tubylczego krzewiciela ekonomicznego szamanizmu – prof. Kołodki: „… ekonomia stała się także nauką eksperymentalną, ilość, bowiem doświadczeń z różnymi reżimami kursów walutowych, rozmaitymi kombinacjami pakietów stabilizacyjnych, a już nade wszystko technikami prywatyzacyjnymi była niebagatelna. Rzecz w tym, że dla jednych mogą to być frapujące eksperymenty, dla innych natomiast są to często bolesne doświadczenia”. Trudno to nawet skomentować – wystarczy zauważyć, że prof. Kołodko uważa, iż istnieją poważne nauki bez części doświadczalnej, czyli bez porządnej weryfikacji. Ano, właśnie…

A gdzie teraz jesteśmy w myśleniu o świecie? Otóż, katolicki racjonalizm został oskrzydlony z dwóch stron. Przez post-modernizm, który odrzucając istnienie prawdy, szybko stał się trywialnym nihilizmem, a jego piewcy – nie bójmy się tego określenia – kompulsywnymi przydupasami władzy, każdej władzy. Oraz, przez kontynuatorów oświeceniowego scjentyzmu, czyli piewców pozytywizmu i myśli analitycznej, stojących często na straży ekonomicznych szwindli i ich konsekwencji.  Jednak oba te nurty stały się tak ewidentnie jałowe, szczególnie w sferze etyki i realnego życia społeczeństw, że wielu głęboko myślących ludzi, choć będących daleko od Kościoła – wraca do Tradycji, przede wszystkim do myśli św. Tomasza z Akwinu. W Polsce przykładem była postawa prof. Bolesława Wolniewicza, a na Zachodzie jest twórczość Alasdaira MacIntyre [3]. Po prostu, tak dalej być nie może – trzeba wybrać albo piekło, albo niebo.

A jak jest z samą fizyką? Częściowo odpowiedziałem na to pytanie w moim poprzednim artykule w „Szkole Nawigatorów” – możliwe, iż przygoda z fizyką dociera do jakiegoś kresu, a jej metoda naukowa wyczerpała swe możliwości. Jest jednak jeszcze jeden tego, bardzo symboliczny, aspekt – w XVI wieku polski duchowny katolicki dokonał przewrotu naukowego na skalę wręcz kosmiczną, a mniej więcej 400 lat później, w XX wieku dokonał czegoś podobnego Georges Lemaître, ksiądz katolicki z Belgii. Wszak to ów Lemaître jest „ojcem” Big Bangu, czyli teorii Wielkiego Wybuchu, który dał początek fizycznej historii naszego świata. O tym, dokąd nas ten wybuch doprowadził i co dzisiaj wyrabiają wokół fizyki i kosmologii następcy Woltera, już następnym razem.

[1] E. Michael Jones, English Ideology, Newton and the Exploitation of Science,   www.culturewars.com/2011/Newton.htm

[2] Ph. Mirowski, More Heat Than Light: Economics as Social Physics, Physics as Nature’s Economics (Historical Perspectives on Modern Economics), Cambridge University Press, 1991.

[3] A. MacIntyre, Trzy antagonistyczne wersje dociekań moralnych, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, 2009.

 

— Jest to mój nieco poprawiony artykuł do drugiego numeru Szkoły Nawigatorów, z marca 2014.

____

**) What we see in the Newtonian system is not a return to scholasticism but rather a return to paganism. The Newtonian system gave new life to the English ideology, but the English ideology had always been involved in magic. In fact there is a direct line of intellectual influence connecting Newton to Robert Boyle to Samuel Hartlib to Robert Fludd to Francis Bacon to John Dee…

_____

Przy okazji gorąco polecam notkę gdzie napisałem więcej o Newtonie: boson.szkolanawigatorow.pl/cmentarny-triumf-newtona