Oświecona salonowa, czyli francuska „mama” naszego Stasia

MarieThereseRodetGeoffrin.jpg

„Marie Thérèse Rodet Geoffrin pod koniec życia”, Les peintres de Stanislas-Auguste II, Paris, Librairie de l’art ancien et moderne.

___

Wszyscy znamy losy związku prezydenta Emanuela Macron z jego „dojrzałą” Brigitte – warto sobie uświadomić, iż podobne relacje mają swoją historię także u nas. Oto w 1753, papa Poniatowski zapoznał swojego 21-letniego syna (wraz z jego braćmi) z wielką salonową sławą Paryża – 54-letnią Marie Thérèse Rodet Geoffrin. Uczucie, które wtedy wybuchło było tak mocne, iż kiedy Stasiu wylądował za długi (zaciągnięte na, pardonnez le mot, dziwki) w paryskim więźniu Le Petit Chatelet, Madame Geoffrin skrzynęła swoich „przyjaciół”, aby go wykupić. Stasiu do końca nazywał Marię Teresę „mamą”, a ona jego „synem” – wiemy to z ich licznych, słynnych listów opublikowanych w 1909, ale nigdy (choćby we fragmentach) nie przetłumaczonych na język polski. Z czasem, liczne damy europejskich dworów bardzo się pasjonowały ową „romantyczną przyjaźnią”.

Innymi słowy, nasz „król” Staś miał nie tylko oficera prowadzącego Williamsa, od 1750,  ale i prowadzacą „mamusię”, od 1753. Kiedy w 1764 wybrano owego Stasia na króla Polski, sprawy uległy przyspieszeniu, wszak w tym samym roku zlikwidowano zakon jezuitów we Francji – czas był najwyższy na Polskę. Sprawa była wielkiej wagi skoro w 1766, 67-letnia przesławna Mme Geoffrin, osobiście wybrała się w długą podróż do Warszawy!

Misja jednak spaliła na panewce – wedle jej słów – Staś miał być jak ten Henryk IV, a ona jak nam dobrze znany Sully, a tu tymczasem kiszka… Król wedle Madame, mimo bardzo dobrych chęci, okazał się słabego charakteru, a ci Polacy tacy okropni…

A trzeba wiedzieć, iż owa pani Geoffrin to „one of the leading female figures in the French Enlightenment.” Była wnuczką paryskiego bankiera, M. Chemineau, a żoną paryskiego przedsiębiorcy – Francois Geoffrina, udziałowca wytwórni szkła Saint-Gobain… Na paryskie salony wprowadziła ją słynna kurtyzana paryska, Claudine Alexandrine Guérin de Tencin, matka sławnego matematyka i filozofa – Jana le Rond d’Alemberta.

Po śmierci Mme de Tencin w 1749, Mme Geoffrin „przechwyciła” większość jej gości i w rezultacie utworzyła najsłynniejszy wówczas salon paryski, znany szczególnie z udziału wielu sławnych cudzoziemców – jak słynny Dawid Hume, czy (pederasta?) Horacy Walpole, który notabene żartobliwie nazywał gospodynię La Geoffrinska… W owym salonie uczyła się fachu Suzanne Curchod – córka szwajcarskiego, kalwińskiego pastora. Owa Suzanne wyszła z kolei za słynnego bankiera Jakuba Neckera – oboje mieli jedyną córkę, Anne-Louise Germaine Necker, baronową de Staël-Holstein, znaną jako Madame de Staël…

Salon_de_Madame_Geoffrin.jpgSalon Mme Geoffrin w 1755, w tle widoczne popiersie Voltaire’a

___

PS. Córka Mme Geoffrin, także Maria Teresa, już w wieku osiemnastu lat wyszła w 1733 za Charles-Philippe d’Etampes, markiza La Ferte-Imbault. Karol Filip (1712 + 1737) był pułkownikiem piechoty i pochodził ze starej rodziny Estampes. W posagu Maria Teresa wniosła aż 400 tysięcy liwrów…

Maria Teresa od młodosci była w opozycji do salonu swojej matki. Mało tego: „Kiedy Mme Geoffrin śmiertelnie zachorowała, jej córka Thérèse, markiza de la Ferté Imbault, odsunęła od niej wszystkich dawnych przyjaciół, aby matka mogła umrzeć jak dobra chrześcijanka.”

PPS. „One woman allowed admission into Madame Geoffrin’s salon, Madame d’Etioles, who was to become Madame la Marquise de Pompadour after earning the French King’s interest, is reputed to have offered Madame Geoffrin and her daughter opportunities to present themselves at the French Court.”

Reklamy

«Très cher Jędruś» był też bardzo atrakcyjnym kompanem dla panów…

mokronowski.jpg

„Portret Andrzeja Mokronowskiego” Jean-Françoisa Colsona. Obraz olejny na płótnie  z 1770 roku. Znajduje się w Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. 

___

„Mokronowski (Mokranowski, Mokronoski) Andrzej (Jędrzej) h. Bogoria (1713–1784), generał, poseł na sejmy, marszałek konfederacji i sejmu 1776 r., wojewoda mazowiecki, polityczny negocjator, działacz wolnomularski… W czasie bezkrólewia po śmierci Augusta II został M. wybrany, wraz z bratem Ludwikiem, na posła ziemi warszawskiej na sejm elekcyjny. Odtąd związał się ze sprawą Stanisława Leszczyńskiego, po którego stronie służył jako major w regimencie dragonii…

O tym okresie wiadomo tylko tyle, że jako wolontariusz odbył dwie kampanie pod marszałkami F. de Coigny i Ch. L. de Belle-Isle, i że we Francji związał się z masonerią, skąd «pierwszy światła mularskiego przyniósł do Polski promienie» (okólnik «Wielkiego Wschodu» z 5 IV 1784). W r. 1744 przy pomocy barona Piotra Le Fort założył M. w Warszawie pierwszą regularnie działającą lożę «Trzech Braci» (Les Trois Frères). W archiwum Mokronowskich w Grodzisku znajdowały się rachunki tej loży z l. 1745–51. Mieściła się ona w domu M-ego, w literaturze mylnie utożsamianym z późniejszym pałacem Mokronowskich, na rogu Krakowskiego Przedmieścia i ul. Królewskiej. «Pracowała» w języku francuskim. Należeli do niej przeważnie cudzoziemcy i wojskowi.

Po powrocie do kraju M. pozyskał łaski dworu, został szambelanem Augusta III i ożenił się z Zofią z domu hrabianką von Bünau, wdową po saskim ministrze oraz generalnym poczmistrzu Korony i Litwy, Jerzym Henryku von Holtzbrink (zm. 1741?). Druga żona M-ego była to kobieta starsza od niego i bogata. To małżeństwo też miało się okazać nieudane (po długotrwałej separacji w r. 1766 nastąpił rozwód), początkowo jednak było dla kariery M-ego korzystne. «Interesy żony» sprowadziły M-ego do Berlina, gdzie Fryderyk II (M. zetknął się z nim jeszcze jako z następcą tronu) zatrzymał go na swym dworze jako wielkiego kuchmistrza. W „Adelslexicon der Preussischen Monarchie” M. figuruje jako Ober-Hofküchenmeister z datą: 1744. Wg Adama Naruszewicza miał M. podziękować za pruską służbę, kiedy Fryderyk II najechał Saksonię, a więc w tymże r. 1744. W polskie życie polityczne wszedł jednak jako człowiek związany z dyplomacją pruską, współdziałając z nią w zerwaniu sejmu grodzieńskiego 1744 r.

M. był niezwykle przystojnym mężczyzną, który miał wielkie powodzenie u kobiet (sprzyjały mu i wpływowe starsze damy). Łącząc mazurską werwę z paryską ogładą, «très cher Jędruś» (jak do niego pisano) był też bardzo atrakcyjnym kompanem dla panów. Zawołany biesiadnik i myśliwy, człowiek wesoły, ruchliwy i usłużny, w bezpośrednim kontakcie rozbrajał niechętnych i jednał sobie sympatię zarówno najwyżej postawionych osób, jak i szlacheckiej braci. «Przyjaciel wszystkich» (l’ami de tout le monde) pozyskiwał zaufanie, był powiernikiem sekretów i miał wielki talent godzenia zwaśnionych. Popularność i dar mediacji M-ego były przysłowiowe stanowiąc kapitał polityczny tego średniej kondycji i miernej fortuny szlachcica, z którym liczono się w kraju i za granicą.

M. należał do pierwszych wtajemniczonych w «sekret króla» (zakonspirowaną przed własnymi ministrami tajną dyplomację Ludwika XV, mającą początkowo na celu wyniesienie na polski tron Ludwika Franciszka księcia de Conti). Utrwaliła się w historiografii tradycja, jakoby M. był w r. 1745 czynny w Paryżu przy narodzinach «sekretu», ale to rzecz nie sprawdzona. Polscy powiernicy «sekretu» (Franciszek Bieliński, Antoni Potocki, Piotr Sapieha i M.) stanowili szczególną grupę w obrębie wspieranego przez Francję i Prusy «patriotycznego» stronnictwa Potockich. Przed sejmem 1746 r., na który M. posłował z ziemi warszawskiej, przybył do Warszawy L. A. Duperron de Castera, pierwszy z francuskich dyplomatów w Polsce, będących równocześnie agentami «sekretu». Nawiązał on bliską współpracę z M-m, który w lecie 1747 wystąpił z projektem wysłania do Francji jako niby to «wojażerów» polskich ochotników, którzy utworzyliby liczący 2 400 ludzi korpus na służbie Ludwika XV i kadrę francusko-kontystowskiego stronnictwa. Projekt utknął z powodu trudności finansowych. Z początkiem 1748 r. M., wraz z «patriotami», protestował przeciw przemarszowi wojsk rosyjskich przez Polskę w drodze nad Ren i pojechał w tej sprawie do Wersalu. Już po zawarciu pokoju akwizgrańskiego, jako poseł wyszogrodzki na sejm 1748 r., zdawał się współdziałać z Czartoryskimi w sprawie reform skarbowych i nie brał udziału w obstrukcji «patriotów», którzy sejm zerwali.

W owym czasie generał major wojsk kor. (nie znamy daty patentu) M., zdoławszy zadomowić się w sposób trwały w białostockim pałacu hetmana Jana Klemensa Branickiego, znalazł się w kluczowej pozycji rozgrywek partyjnych. Potoccy i Czartoryscy usilnie rywalizowali o pozyskanie sobie politycznie chwiejnego hetmana. Pod koniec 1748 r. «familia» odniosła sukces doprowadzając do ślubu 60-letniego Branickiego z 18-letnią Izabelą Poniatowską. Generał stał się wkrótce przyjacielem i powiernikiem, a potem kochankiem hetmanowej. Branicki nie był zazdrosnym mężem i M. bardzo dobrze umiał sobie pozyskać względy hetmana, któremu służył w roli totumfackiego. Hetmanowa (szczególnie przywiązana do swego brata Stanisława) starała się przeciągnąć męża ku «familii». Branicki nie chciał jednak poddać się kurateli apodyktycznych Czartoryskich i niekiedy dąsał się na M-ego, podejrzewając, że z miłości do Izabeli zdradza białostockie sekrety polityczne «familii». Z drugiej znów strony «patrioci» i Francuzi liczyli na to, że M. poprzez hetmanową i młodych Poniatowskich może dociekać sekretów Czartoryskich. W tej dwuznacznej sytuacji M. przez przeszło 20 lat (do śmierci hetmana) uprawiał ekwilibrystykę, spotykając się z zarzutami dwulicowości lub też będąc uznawany za rzecznika narodowego pojednania. Po raz pierwszy jako rozjemca rzucający się między wyciągnięte szable (te gesty stały się legendarne) wystąpił na Trybunale Piotrkowskim 1749 r. «Przybrał ten pozór jakoby sprzyjał familii» (Castera) i kiedy górujący liczebnie ludzie Potockich dobyli broni, uśmierzył tumult pozyskując wdzięczność młodego deputata Stanisława Poniatowskiego. Wśród licznych przeszkód na drodze pogodzenia Białegostoku z «familią» stała jednak polityka Francji, zwalczająca Czartoryskich jako «partię rosyjską».

Pozycja M-ego w stronnictwie patriotyczno-francuskim umocniła się wraz z przybyciem do Polski nowego ambasadora (i powiernika «sekretu») hr. Ch. F. de Broglie na sejm grodzieński 1752 r. Dyplomaci francuscy i pruscy dążyli do zerwania sejmu, omawiając tę sprawę z M-m, A. Potockim i P. Sapiehą. Kiedy z inspiracji Czartoryskich zebrano wiele podpisów (m. in. Branickiego) pod manifestem potępiającym zerwanie, M. zdołał z niemałą brawurą wyrwać ten papier i nakłonić hetmana do spalenia go. Wyolbrzymiając znaczenie manifestu M. przedstawił to Prusakom i Francuzom jako akt konfederacji, zamach na liberum veto i wstęp do przymierza polsko-rosyjskiego. Fryderyk II przekazał mu wyrazy «admiracji» i wyraził gotowość wynagrodzenia (jak się jednak wydaje, ani wcześniej, ani później M. nie brał od Prus pieniędzy). Broglie postanowił oprzeć stronnictwo francuskie na białostockim fundamencie, licząc na to, iż M. będzie hetmanem «kierował». Generał otrzymał wówczas z kasy ambasady 1 600 dukatów. Nie wiemy, odkąd M. był płatnym agentem Francji, znamy bowiem rachunki zarówno «ministerialne», jak «sekretne» dopiero od r. 1752. Jego pensja z kasy «sekretu» wynosiła wtedy 600 dukatów (6 600 liwrów) rocznie, a począwszy od r. 1754 – 1 200 dukatów. Podobnej wysokości pensję pobierał z oficjalnych funduszów ministerstwa, do czego dochodziły okolicznościowe gratyfikacje. Broglie po sejmie grodzieńskim prosił dla M-ego o Krzyż Św. Ludwika i patent generała majora (maréchal de camp) armii francuskiej. Orderu nie dostał, ale z początkiem 1754 r. otrzymał rangę generalską (nominacja miała być zachowana w tajemnicy i ujawniona jedynie w wypadku, gdyby M-emu groziło «prześladowanie» ze strony dworu i Henryka Brühla).

W l. 1752–6 dawni czołowi działacze «sekretu» w Polsce (Bieliński, A. Potocki, P. Sapieha) stopniowo usunęli się w cień i M. zajął pierwsze miejsce wśród «wtajemniczonych». Stronnictwo Potockich uległo dezorganizacji i gra polityczna toczyła się głównie między trzema siłami: partią dworską (Brühla i Jerzego Mniszcha), «familią» i Białymstokiem. W r. 1754 zaogniły się stosunki między Branickim i Czartoryskimi w związku ze sprawą ordynacji ostrogskiej. W lutym t. r. M. zajął wojskiem komputowym Dubno, z milicji ordynackiej uformował regiment kor. pod swoim szefostwem i manifestując gotowość do walki z «donatariuszami» zyskał sobie wielkie uznanie wśród wojska i szlachty. Po zerwanym przy udziale Francji i M-ego sejmie 1754 r. dwór kaptował sobie «patriotów» szafunkiem wakansów. M. otrzymał konsens na kupno starostwa ciechanowskiego i rangę generała-inspektora kawalerii kor. (z pensją ok. 20 000 złp.). Podczas kryzysu ostrogskiego M. pozostawał w kontakcie z Broglie’m, z którym w l. 1755–6 układał plany konfederacji. Spodziewając się nowej wojny Francuzi chcieli za pomocą konfederacji zamknąć Rosjanom drogę przez Polskę na zachód. M. był jednym z kandydatów na marszałka. Projektowano formalną konwencję między Francją a hetmanem Branickim o subsydiach, a M. miał być odpowiedzialny za «konduitę» hetmana. Wybrany na posła ziemi warszawskiej na sejm 1756 r. rozesłał już listy do posłów zalecając się do laski marszałkowskiej. Fryderyk II przesłał mu znaczące gratulacje z powodu wyboru, ale wobec wkroczenia Prusaków do Saksonii sejm się nie odbył.

W związku z «odwróceniem przymierzy» (koalicja Francji, Austrii, Rosji i Saksonii przeciw Prusom) upadły francuskie plany konfederackie i w latach wojny siedmioletniej w położeniu M-ego zwiększył się jeszcze element dwuznaczności. Rezydent pruski w Warszawie G. Benoit pozostawał z nim wciąż w przyjacielskich stosunkach. M. był oskarżany o prusofilstwo i denuncjowany w Paryżu przez Brühla, tak iż okresowo w kręgach «ministerialnej» dyplomacji uważano go za człowieka niepewnego. Zawsze jednak znajdował u Ludwika XV orędownika w osobie Broglie’a (po odwołaniu z Warszawy objął on we Francji kierownictwo «sekretu»). Walka z Brühlem na tle wciąż jątrzącej się sprawy ordynacji ostrogskiej (na wiosnę 1758 M. bronił zamku dubieńskiego przed oblegającym go Stanisławem Lubomirskim) zaprzątała jeszcze M-ego w czasie sejmików i sejmu 1758 r. Po sejmie hetman za pośrednictwem posła francuskiego zawarł jednak ugodę z dworem, w związku z czym M. na burzliwym Trybunale Piotrkowskim 1759 r. bronił interesów J. Mniszcha przeciw Janowi Małachowskiemu (głośny spór o dobra Rokitno) i znów popisał się talentem w rozładowaniu napiętej sytuacji. Przed sejmem 1760 r. Brühl i Mniszech niby to otwierali przed M-m (posłem ziemi bielskiej) widoki na laskę marszałkowską, ale dwór sejm zerwał, obawiając się zjednoczonej opozycji Branickiego i Czartoryskich. M. działał w tej próbie zbliżenia «familii» do hetmana i Francji wbrew sympatyzującemu z dworem ambasadorowi A. R. de Paulmy’emu. W połowie grudnia 1760 wyjechał z Warszawy przez Wiedeń w tajemniczej misji do Paryża. Konferował z księciem Contim i Broglie’m w sprawie wznowienia kandydatury Contiego na tron polski, ale Ludwik XV potwierdził swą dezaprobatę dla tej zaniechanej już sprawy. Minister E. F. de Choiseul w rozmowach z M-m wypowiedział się przeciw projektom konfederacji. Otrzymawszy z kasy «sekretu» 2 400 dukatów nadzwycz. gratyfikacji M. w sierpniu 1761 powrócił do Warszawy. Uchylając się od wznowienia aktywnej polityki w Polsce, Francja pozostawiała M-emu swobodę działania i zaprzestała systematycznie niszczyć polskie sejmy.

Współdziałanie Branickiego z Czartoryskimi otwierało perspektywę poczynań reformatorskich, których orędownikiem był w Białymstoku zaprzyjaźniony z M-m Stanisław Konarski. Już w r. 1757 Konarski i M. przygotowali dla Broglie’a memoriał z wyłuszczeniem interesów Polski na wypadek konferencji pokojowej (postulowano m. in. zniesienie liberum veto). W czasie Trybunału Piotrkowskiego (październik 1761), wciąż zamącanego sporem o Rokitno, M. przyczynił się do uciszenia tumultu i ufundowania trybunału pod laską związanego z «familią» Andrzeja Zamoyskiego. Z ramienia Branickiego uspokajał wzburzoną przeciw wojskom rosyjskim szlachtę wielkopolską, czym pozyskał sobie wdzięczność dworu. Wybrany na posła ziemi bielskiej już jako starosta janowski (starostwo to odstąpił mu Branicki), gotował się do odegrania wielkiej roli na sejmie 1762 r. Planowano sejm skonfederowany pod laską M-ego, którego kandydatura zdawała się mieć poparcie zarówno Branickiego, jak dworu i «familii». Wówczas to Branicki, za pośrednictwem M-ego i z pomocą Konarskiego, wygotował reformatorski memoriał dla ambasadora Paulmy’ego. Konarski wiązał wielkie nadzieje z sejmem pod laską M-ego, «jednego z najlepszych republikanów». W związku z objęciem rosyjskiego tronu przez Katarzynę II «familia» poczuła się jednak na sile do podjęcia radykalnej rozprawy z Brühlem i zerwania z Branickim. Kiedy w sejmie wydobyto szable, M. rzucił się między zbrojnych antagonistów i został lekko skaleczony. Szable schowano, ale sejm znów został zerwany przed obiorem marszałka.

Po sejmie M. nawiązał dobre stosunki z nowym ambasadorem rosyjskim H. K. Kayserlingiem. Opuszczając Polskę w kwietniu 1763 August III mianował M-ego i Kazimierza Poniatowskiego komisarzami do rokowań z Rosją w sprawie indemnizacji za szkody wyrządzone przez wojska rosyjskie. Po wyjeździe dworu kierownictwo spraw Rzeczypospolitej objęli: hetman Branicki i prymas Władysław Łubieński, a wśród doradców tych nieudolnych dygnitarzy najczynniejsi byli: M. (przy hetmanie) i Andrzej Młodziejowski (przy prymasie). Brali oni udział w ważnych konferencjach z Kayserlingiem. Kiedy w związku z zaognieniem walk partyjnych w lipcu wojska rosyjskie weszły na Litwę, M. swą perswazją u ambasadora wiele się ponoć przyczynił do ich wycofania. Pozyskał też sobie zaufanie prymasa, skłaniającego się ku «familii», ale starającego się z pomocą M-ego odgrywać rolę arbitra między coraz gwałtowniej walczącymi ze sobą stronnictwami.

Po śmierci Augusta III Łubieński jako interreks powołał M-ego na ważne w czasie bezkrólewia stanowisko generalnego poczmistrza (14 X 1763). Jako kandydat na marszałka sejmu konwokacyjnego M., popierany przez przeciwników «familii» (jej kandydatem był Adam Czartoryski), starał się otoczyć prymasa ludźmi, którzy by mogli go «otrzeźwić» i nim «pokierować». Kandydatura M-ego była w gruncie rzeczy kompromisową i jego poczynania zdążały do kompromisu między partią patriotyczno-hetmańską i «familią», przy założeniu, że nie dojdzie do interwencji rosyjskiej na większą skalę. Wciąż osobiście w dobrych stosunkach z Kayserlingiem, starał się o uzgodnienie stanowisk mocarstw i polskich stronnictw. Na okres bezkrólewia otrzymał z kasy «sekretu» gratyfikację 100 luidorów (200 dukatów) miesięcznie, był jednak w niewielkim stopniu kierowany wytycznymi Francji, która prowadziła politykę pełną sprzeczności i mimo pozorów zaangażowania w gruncie rzeczy bierną. Fryderyk II liczył na to, że M. będzie działał na rzecz Stanisława Poniatowskiego i już w styczniu 1764 protegował go u przyszłego elekta do starostwa. Zapewne najbliższa M-emu była koncepcja podsunięta mu w listopadzie 1763 przez «sekret» (ale być może podpowiedziana «sekretowi» przez niego), aby królem uczynić 75-letniego i bezdzietnego Branickiego, którego żona Poniatowska jako królowa mogłaby na przyszłość utorować «familii» drogę do tronu. Dla «patriotów» nie mniej ważną, jak osoba przyszłego króla, sprawą było utrzymanie osobistej pozycji i dawnych form ustrojowych Rzeczypospolitej (zwłaszcza prerogatyw buławy). Liczono w tym względzie na mediację mocarstw, zwłaszcza Prus. Na wypadek silnego forsowania spraw przez Rosję chowano projekt rozerwania niepewnej jeszcze solidarności rosyjsko-pruskiej przez ofiarowanie tronu księciu Henrykowi (bratu Fryderyka II). Trudno określić, w jakim stopniu uczestniczący w konwentyklach partyjnych M. był współtwórcą tych koncepcji; w każdym razie miał być ich wykonawcą.

Kiedy zbrojna interwencja rosyjska stała się faktem, M. wraz z prymasem bezskutecznie starał się doprowadzić do bezpośrednich rozmów między Stanisławem Poniatowskim a Branickim. Wreszcie porozumiał się z Kayserlingiem, że hetman w czasie sejmu konwokacyjnego wyjdzie z wojskiem z Warszawy i zawiąże rekonfederację, która mogłaby później prowadzić układy z konfederacją Czartoryskich. W przeddzień otwarcia sejmu poinformował prymasa o przygotowanym manifeście przeciw sejmowaniu w obecności wojsk rosyjskich i o projekcie spokojnego wymarszu, «co jeżeli tak się uda, manifestanci wkrótce przystąpią za mediacją króla pruskiego». Wszystko, co nastąpiło nazajutrz (7 V 1764), było starannie wyreżyserowane. W imieniu 22 senatorów i 45 posłów M. (posłował z ziemi bielskiej) złożył głośny protest i opuścił Izbę. Na skutek niezrozumienia przez «familijnych» ułanów jakichś gestów swoich pryncypałów doszło jednak do słynnego «dobywania szabel» i M. istotnie przez chwilę znalazł się w niebezpiecznej sytuacji z dużym pożytkiem dla swej legendy. Po wyjściu z Warszawy otrzymał 2–3 000 dukatów z funduszów królewicza Ksawerego. Przewidzianemu na marszałka rekonfederacji M-emu Branicki przekazał komendę nad ok. 2 000 wojsk kor., z którymi «rejterował się» na południe. Prowadzone za pośrednictwem M-ego i Macieja Starzeńskiego rozmowy między hetmańską parą a dowódcą postępujących za nimi wojsk «familijnych», Kazimierzem Poniatowskim, zostały w Warszawie przerwane żądaniem bezwarunkowego zdania się na łaskę zwycięzców. Komendę po Poniatowskim przejął Ksawery Branicki, który z Rosjanami energiczniej napierał na pospiesznie wycofującego się ku węgierskiej granicy M-ego. Coraz więcej chorągwi hetmańskich przechodziło na przeciwną stronę, aż wreszcie 24 VI pod Krasnym reszta wojska opuściła M-ego. Przedostawszy się do hetmańskiej kwatery w Bardiowie na Słowacji, ostatecznie wyrzekł się marszałkostwa rekonfederacji i został wysłany w tajnej misji do Drezna i Berlina.

W Dreźnie 15 VII 1764 odbyła się konferencja (z udziałem królewiczów Ksawerego i Karola, ambasadora francuskiego i Gabriela Podoskiego), na której zaakceptowano jako ostatnią deskę ratunku przedstawiony przez M-ego projekt jego misji do Berlina. Królewicz Ksawery (finansujący tę misję) nie tracił nadziei, że może Fryderyk II jeszcze poprze jego kandydaturę (Podoski proponował to uzyskać płacąc Prusom polskim terytorium), ale M. nie bardzo przejmował się saskimi sprawami i troszczył się głównie o zniesione przez sejm konwokacyjny prerogatywy buławy. W Poczdamie odbył 27 VII rozmowę z Fryderykiem, który wyraził gotowość wstawienia się u Katarzyny II w sprawie uchylenia «despotycznych» reform Czartoryskich i pogodzenia Branickiego z Poniatowskim. Kiedy M. wysunął projekt powołania na polski tron księcia Henryka, król pruski rzecz obrócił w żart. Wstawiennictwo pruskie w Petersburgu w sprawie usatysfakcjonowania Branickiego nie odniosło żadnego skutku.

Powróciwszy z Berlina, M. stale towarzyszył Branickiemu na Spiszu (tu doczekali elekcji Poniatowskiego), a potem w Białymstoku, namawiając hetmana do pogodzenia się z losem. Pozbawiony urzędu generalnego poczmistrza, M., wraz z innymi oponentami, w listopadzie 1764 złożył reces od manifestów. W kwietniu 1765 przybył do Warszawy i został dobrze przyjęty na dworze. Uznawszy Poniatowskiego jako króla, dwór francuski chciał w r. 1766 wysłać do Warszawy ambasadora (wobec zupełnej dezorganizacji dawnego stronnictwa francuskiego liczono jedynie na M-ego, iż pokieruje krokami ambasadora). Wbrew życzeniom zarówno Stanisława Augusta, jak i «sekretu» nie doszło jednak do nawiązania zerwanych w r. 1764 normalnych stosunków dyplomatycznych między Polską a Francją, która utrzymywała jednak w Warszawie drugorzędnych agentów (z reguły powiązanych z «sekretem») pozostających w poufnych kontaktach z M-m.

Ujawnione na sejmie 1766 r. napięcie stosunków między Rosją a Stanisławem Augustem ożywiło hetmańskie nadzieje i wysyłany raz po raz przez Branickiego do Warszawy M. znów znalazł się w centrum gry politycznej. Już w listopadzie 1766 «dwóch głównych dysydentów polskich» proponowało mu naczelny udział w montowanych przez Rosję robotach konfederackich. W poprzedzających zawiązanie konfederacji radomskiej naradach przywódców opozycji brano pod uwagę kandydaturę M-ego na marszałka, ale ponoć się wzbraniał nie wiedząc, jakie będzie stanowisko Francji. Branicki poprzez M-ego wysuwał koncepcję, aby o gwarancję przywróconych «wolności» prosić nie tylko Rosję, lecz wszystkie dwory mające w Polsce «wpływy». Gotujący się do odegrania czołowej roli hetman ostygnął jednak, gdy Repnin okazał się przeciwnikiem przywrócenia prerogatyw buławy. Rokowania w tej sprawie prowadził ambasador z Branickim za pośrednictwem M-ego, który bezskutecznie namawiał hetmana do uległości i z trudem uzyskał jego pisemny i warunkowy akces do konfederacji radomskiej. Sam M. do konfederacji przystąpił i ją zaprzysiągł. W czasie sejmu 1767–8 r. przebywał w Warszawie i za jego pośrednictwem starano się załatwiać u Repnina różne sprawy (tej drogi szukał m. in. Konarski). Gościnny dom M-ego w Jordanowicach pod Warszawą był miejscem, gdzie w tych dramatycznych czasach król, Repnin i różni dygnitarze znajdowali odprężenie w atmosferze beztroskiej wesołości. Po śmierci Eustachego Potockiego (22 II 1768) Stanisław August dał M-emu starostwo tłumackie.

Po ogłoszeniu konfederacji barskiej król w porozumieniu z Repninem i na mocy uchwały rady senatu z 31 III 1768 wysłał M-ego z misją do Baru. Generał wiózł listy Stanisława Augusta do Józefa Pułaskiego i Michała Krasińskiego, którym miał zapewnić przebaczenie dla konfederatów, jeśli «odstąpią od imprezy». Jechał przez Krystynopol, gdzie konferował (11 IV) z dowódcą wojsk rosyjskich gen. P. Kreczetnikowem i stąd starał się oddziaływać na konfederatów przez Franciszka Salezego Potockiego. Nawiązał korespondencję z Pułaskim i Krasińskim utrzymaną w tonie przyjacielskim i bratersko-konfederackim, szefowie barscy odraczali jednak termin spotkania. Ponieważ «delegacja» M-ego była równoznaczna z zawieszeniem działań zbrojnych, konfederaci chcieli zyskać na czasie, aby się wzmocnić. W czasie trwania misji M-ego doszło jednak do walk między Rosjanami i konfederatami, wszczęcie których obie strony przypisywały sobie nawzajem. M. został zatrzymany w Zinkowie (3 mile od Baru) przez podjazd konfederacki i cofnięty do Gródka. Pułaski wzywał go do połączenia się z konfederacją, a on wymawiał Pułaskiemu, że nie chcieli wysłuchać propozycji pragnącego ratować ich króla i «wpędzili się w toń». Powróciwszy w połowie czerwca ze Lwowa do Warszawy, był jednak pod wrażeniem postępów konfederacji. Opuszczający Polskę Repnin i jego następca M. Wołkoński bezskutecznie namawiali M-ego do współpracy (rekonfederacji). Z końcem czerwca 1769 generał wyruszył do Francji. Wiózł z sobą listy Branickiego i formalnie był jego wysłannikiem. Po drodze zatrzymał się w Cieszynie, gdzie konferował z szefami konfederackimi. W Paryżu występował w imieniu «wszystkich patriotów». Mandat M-ego był niejasny i wydaje się, że jego poczynania były w znacznej mierze inspirowane przez «sekret».

Pobyt M-ego w Paryżu przeciągnął się blisko rok (sierpień 1769 – czerwiec 1770). Działając w ścisłym porozumieniu z Broglie’m i z od dawna związanym z «familią» agentem «sekretu» J. Monetem, M. przyczynił się do zaniechania przez rząd francuski projektu detronizacji Stanisława Augusta (sprawa ta była uprzednio uzgodniona przez Choiseula z konfederatami). Proponował nawiązanie rokowań w sprawie dobrowolnej abdykacji króla, który jako odszkodowanie otrzymałby w dożywocie Spisz. Podejmował się przeprowadzić tę sprawę za pośrednictwem hetmanowej Branickiej. Stanisław August miał być ulokowany w jakimś pogranicznym zamku, poza zasięgiem wojsk rosyjskich, skąd mógłby swobodnie pertraktować z «narodem». Generalność konfederacka, stojąc na stanowisku detronizacji, śledziła poczynania M-ego z niepokojem. Otrzymał on też wezwanie (z 5 XII 1769) do opuszczenia Francji, ale za sprawą Branickiego ów nakaz w styczniu 1770 odwołano i M. pozostał w Paryżu z formalnym upoważnieniem Generalności. Broglie chciał mu powierzyć główną rolę w kierowaniu finansową, wojskową i dyplomatyczną pomocą Francji dla konfederacji, Choiseul jednak zwlekał z decyzją i miesiącami uchylał się od rozmów z generałem. Rozgoryczony i zadłużony M. zaczął się odgrażać przed Broglie’m, że uda się do Berlina, aby powierzyć losy Polski królowi pruskiemu. Wreszcie zlecono kierowanie spraw polsko-konfederackich wysłanemu do Wiednia F. M. Durandowi (równocześnie powiernikowi «sekretu») i M. został mu podporządkowany. Ułagodzony wypłatą zaległej pensji i nadzwyczajnej gratyfikacji udał się do Wiednia, gdzie otrzymał od Duranda instrukcję (z 18 VIII), żeby przez hetmana działał na Generalność w celu powstrzymywania jej od zamiaru detronizacji, a przez hetmanową na Stanisława Augusta, aby wszystkie swe cele podporządkował ratowaniu niepodległości. Omijając siedzibę Generalności (Preszów), M. udał się do Gdańska, a stamtąd niespiesznie (obawiał się Rosjan) do Białegostoku, gdzie stanął w październiku 1770. Tymczasem 22 t. m. Generalność ogłosiła akt bezkrólewia, co przekreśliło całą «sekretną» negocjację M-ego.

W okresie schyłku konfederacji i pierwszego rozbioru M. pozostawał w dyskretnych stosunkach ze Stanisławem Augustem i konfederatami oraz z dyplomacją francuską i pruską, na marginesie jawnego życia politycznego. W owych latach wygasły jednak główne przyczyny dwuznaczności w dotychczasowej sytuacji generała.

W r. 1771 zmarł bezpotomnie J. K. Branicki. Wg powszechnie przyjętej tradycji wdowa po hetmanie w bliżej nie określonym czasie morganatycznie poślubiła M-ego. Potajemność tego związku miała być spowodowana chęcią utrzymania przez Izabelę całości dożywocia (dobra białostockie), a może też dostojnego tytułu «pani krakowskiej». W każdym razie od chwili śmierci hetmana plenipotentem i współużytkownikiem ogromnej fortuny oraz jawnym już towarzyszem życia Branickiej był M., który stał się faktycznie jednym z największych magnatów i szwagrem Stanisława Augusta. Będąc gospodarzem w Białymstoku, pałacu Branickich w Warszawie i po pańsku urządzonych Jordanowicach (pięknie przebudowany dwór, podziwiany przez współczesnych podróżników park) wyrósł M. z «hetmańskiego przyjaciela» na czołową postać życia towarzyskiego czasów stanisławowskich. Bywając na obiadach czwartkowych oraz przyjaźniąc się z Ignacym Krasickim i Adamem Naruszewiczem obracał się też w kręgu intelektualnej elity.

W r. 1774 zmarł Ludwik XV i ustała działalność «sekretu króla». Ministerstwo spraw zagranicznych objął Ch. G. de Vergennes (dawny kolega M-ego jako powiernik «sekretu» w Turcji), który poprowadził politykę pogodzenia się Francji z pozycją Katarzyny II w Europie Wschodniej. W uznaniu dawnych zasług M-ego oraz chcąc sobie zapewnić jego dyskrecję i utrzymać pewien ślad wpływów francuskich w Polsce (z dawnego stronnictwa pozostało dwóch osiwiałych w służbie «sekretu» weteranów: M. i Wojciech Jakubowski), rząd Ludwika XVI przyznał mu pokaźną rentę 30 000 liwrów rocznie. Dom M-ego był otwarty dla wszystkich przebywających w Polsce Francuzów. Pełnił on funkcje poniekąd konsula (z pomocą swego sekretarza Josepha Auberta legalizował przeznaczone dla Francji akty prawne).

Republikańsko-białostocka przeszłość, wciąż żywe kontakty z dyplomacją francuską, szerokie koneksje i popularność «nieposzlakowanego patrioty» stanowiły kapitał polityczny królewskiego szwagra. Nawiązał on przyjacielskie stosunki z nowym ambasadorem rosyjskim O. Stackelbergiem i z cienia, czy też półcienia wyszedł na jedno z kluczowych miejsc w stronnictwie królewskim. Kiedy przed sejmem 1776 r. król i ambasador przygotowywali się do rozprawy z nową magnacko-hetmańską opozycją (Stanisław Lubomirski, Adam Czartoryski, Ignacy Potocki, Ksawery Branicki), do przebywającego w Petersburgu Stackelberga M. napisał «list patriotyczny», który bardzo spodobał się Katarzynie II. Postanowiono skorzystać z firmy i zręczności M-ego dla przeprowadzenia konfederackiego zamachu stanu. W świetle relacji agentów francuskich M. występuje jako człowiek, który namawiał do umiarkowania i odradzał Stackelbergowi posyłanie wojska na sejmiki. Z protokołów konferencji króla ze Stackelbergiem wiemy, że kiedy 15 VIII zaproponowano M-emu (wybranemu na posła ziemi warszawskiej) marszałkostwo sejmu i konfederacji, odradzał on zawiązanie przed sejmem konfederacji w Radzie Nieustającej. W dalszych konferencjach przyjęto jednak ten projekt, umożliwiający niedopuszczenie do sejmu opozycyjnych posłów. Dn. 23 VIII spisano w Radzie Nieustającej akt konfederacji i zebrani w pałacu Michała Poniatowskiego senatorowie i posłowie jednogłośnie wybrali na marszałków M-ego i Andrzeja Ogińskiego. Nie można dzieła ustawodawczego «sejmu Mokronowskiego» przypisać osobie marszałka, umiejętnie on jednak przeprowadził i firmował uchwały konsolidujące reżim Rady Nieustającej, ostatecznie niweczące prerogatywy buławy (rozprawa z Branickim) i otwierające dalsze perspektywy reformatorskie (powierzenie Andrzejowi Zamoyskiemu opracowania kodyfikacji praw sądowych). W ostatnim dniu sejmu (31 X) król mianował nowych członków Komisji Edukacji Narodowej (wśród nich M-ego) i ustępującego marszałka udekorował w sali senatu Orderem Orła Białego, co było ceremonią bez precedensu. Wybrana na tym sejmie Rada Nieustająca przeznaczyła «na ekspens ekstraordynaryjny» dla M-ego 120 000 złp. (wydaje się jednak, że wypłata nie została zrealizowana).

Począwszy od r. 1776 M. należał do najzaufańszych ludzi zarówno króla, jak Stackelberga, między którymi wciąż pośredniczył i uczestniczył w ich konferencjach. Miał też nadal dobre stosunki z przedstawicielami opozycji magnackiej, jego też pomocy szukali Ksawery Branicki i Kazimierz Nestor Sapieha czy Ignacy i Stanisław Potoccy, jeśli chcieli się zbliżyć do króla, lub na niego wywrzeć nacisk. Trudno się rozeznać, w jakim stopniu M. odgrywał samodzielną rolę w prowadzonej przez Stackelberga grze między Stanisławem Augustem a opozycją. Wydaje się jednak, że o ile ambasador starał się umacniać swą pozycję kłócąc Polaków między sobą (próbował nawet zasiać nieufność między królem a M-m), to M. chciał skupić wokół królewsko-ambasadorskich współrządów jak największą ilość ludzi i nadać «rosyjskiemu systemowi», który uważał w ówczesnej sytuacji za jedynie możliwy, barwę «patriotyczną». Doradzał, aby stosunki między Petersburgiem a Warszawą oprzeć na zasadzie formalnego sojuszu. «Inaczej – pisał w r. 1779 do gen. Jana Komarzewskiego – będziemy zawsze chwiejni (flottants) i bez rzeczywistej konsystencji, a Rosja nigdy nie będzie nas pewna, jak tylko posługując się siłą i przymusem». Szczególną pozycję u Stackelberga zawdzięczał M. w znacznym stopniu swym powiązaniom francuskim, dogadzającym teraz polityce rosyjskiej w ogóle, a w szczególności ambicjom ambasadora, który chciał mieć swoje własne paryskie koneksje. Vergennes wciąż przez M-ego zalecał Polakom, aby szczerze pogodzili się z Rosją i widzieli w niej jedyną osłonę przed groźbą nowego rozbioru.

W l. 1778–9 wojna o sukcesję bawarską stworzyła sytuację, w której król obawiał się wzrostu podsycanej przez Austrię opozycji i międzynarodowych komplikacji grożących nowym rozbiorem. Planował więc, aby sejm 1778 r. był skonfederowany pod laską M-ego. Rosja nie wyraziła na to jednak zgody i sejm był «wolny» (pierwszy nieskonfederowany za panowania Stanisława Augusta). M., poseł ziemi bielskiej, zagaił obrady jako marszałek «starej laski», co wywołało zrazu dość hałaśliwą opozycję (czy za «starą laskę» można uznać marszałkostwo sejmu 1776 jako skonfederowanego), ale potem obradowano spokojnie. W czasie tego sejmu stale odbywały się w domu M-ego narady posłów. Na życzenie Stackelberga wybrano do Rady Nieustającej kilku przywódców antykrólewskiej opozycji, ale potem ambasador zaniepokoił się, iż owa opozycja może pójść za daleko, i na przełomie l. 1778/9 planował jej powściągnięcie za pomocą konfederacji pod laską M-ego. Rychłe zakończenie wojny zdezaktualizowało tę sprawę…

W lecie 1783 przebywał M. w towarzystwie «pani krakowskiej» w Paryżu jako wojażer w nieoficjalnej misji politycznej (prowadził szyfrowaną korespondencję z królem). Zaprzątały wówczas Europę rokowania kończące wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych i nowy kryzys wschodni zakończony aneksją Krymu przez Rosję. Często widując się z Vergennes’em, M. zabiegał, aby w traktatach umieścić artykuł, «ażeby więcej nie było podziału Polski». Nawiązał bliskie stosunki z posłami rosyjskimi w Paryżu (Boriatyńskim, a zwłaszcza Markowem), którzy chcieli się posłużyć jego doświadczeniem i kontaktami w staraniach o francuskie poparcie w sprawie krymskiej. Na prośbę posłów odbył konferencję z Vergennes’em, który «dał mu rękę» i oświadczył, że chce scementować trwałą unię Francji z Rosją i nie dopuści do nowego rozbioru Polski. Wówczas stary wojewoda klęknął przed francuskim ministrem, «bom rozumiał, que je parlais à Dieu». Król wezwał M-ego do powrotu w związku z alarmującymi pogłoskami, że Branicki chce skorzystać z kryzysu krymskiego, aby zawiązać konfederację. M. wyraził gotowość przeciwdziałania tym zamiarom w Radzie Nieustającej, a w razie potrzeby i za pomocą generalnej konfederacji «dla utrzymania spokojności». Kiedy w październiku 1783 M. powrócił do Warszawy, sprawa konfederacji już nie była aktualna.

W owym czasie Ignacy Potocki ustąpił ze stanowiska w. mistrza polskiej masonerii i sekretarz królewski Maurice Glayre przeprowadzał reformę masońskich ustaw. Na walnej sesji «Wielkiego Wschodu» 26 II 1784 przyjęto nowe ustawy i jednomyślnie (choć w tajnym głosowaniu) wybrano na w. mistrza M-ego. Istnieją różne domysły na temat związków jego działalności wolnomularskiej i politycznej. Wobec rozgałęzienia masonerii w ówczesnej Europie niewiele można jednak wnosić z faktu, że zarówno M., jak Conti, Fryderyk II, Stanisław August czy Stackelberg należeli do lóż, choć «braterstwo» z tymi ludźmi mogło ułatwiać dojścia i kontakty. Pierwszy polski mason był przez 40 lat czynny w różnych i o zmieniających się nazwach formacjach wolnomularskich. W Białymstoku istniała loża «Złoty Pierścień», przemieniona w r. 1770 w «Przyjaźń». Kiedy po pierwszym rozbiorze ożywiła się działalność masonerii, M. należał do założycieli «Zakonu Przyjaciół Doświadczonych» (1774), który potem przyjął nazwę «Kawalerów Św. Karola», a w r. 1780, wraz ze starym współinicjatorem masonerii w Polsce Piotrem Le Fortem, stanął na czele «pracującej» w języku francuskim loży «Jan pod Gwiazdą Biegunową». Można przypuszczać, że przejęcie kierownictwa «Wielkiego Wschodu» z rąk jednego z przywódców antykrólewskiej opozycji przez takich ludzi jak Glayre i M. nie było obojętne dla Stanisława Augusta. Nowy w. mistrz był już jednak człowiekiem chorym i tylko niespełna 4 miesiące zasiadał na «tronie światłości». Wydał 5 IV 1784 okólnik wprowadzający nowe ustawy, a 7 V t. r. w lożach obchodzono uroczyście imieniny «króla i brata».

Czerstwe zdrowie M-ego (niekiedy tylko dokuczała mu podagra) załamało się gwałtownie po powrocie z Francji. Zimę 1783–4 r. przechorował i dwukrotnie wówczas przyjmował sakramenty. Silne podkreślenie tego faktu w nekrologach może świadczyć, że było to «nawrócenie grzesznika». Na wiosnę M. poczuł się lepiej i podjął działalność publiczną. Dn. 14 VI 1784 «zdrów i wesół na pozór» był z «panią krakowską» u króla w Łazienkach, ale po kilku godzinach zmarł «rażony apopleksją». «Warszawa zasmęciła się prawie cała – pisał król do Joachima Chreptowicza – i kocham ją za to». M. pochowany został bardzo uroczyście (ze strzelaniem z dział) w kościele Kapucynów w Warszawie. Obchody żałobne urządziła Rada Nieustająca i Komisja Edukacji Narodowej. Michał Poniatowski zarządził publiczne modły w swoich diecezjach: płockiej i krakowskiej. «Wielki Wschód» odbył 26 XII «lożę żałobną» przy ofiarowanym przez króla portrecie M-ego. Sążniste pochwały zmarłego mistrza, wygłoszone po polsku (Stanisław Kostka Potocki), po francusku (zapewne Joseph Aubert) i po niemiecku (Gottfried Brun), zostały wydane jako osobne broszury. Postanowiono, że w każdej loży umieści się portret M-ego, przed którym nowo przyjęci bracia będą składać przyrzeczenie naśladowania jego cnót. Cnoty te opiewał w swych wierszach („Pamiątka” i „Nadgrobek”) I. Krasicki.

W małżeństwach z niewiadomego imienia Włoszką Castelli i z Zofią von Bünau był M. bezdzietny. Krążyła plotka (przekazał ją pamiętnik A. Moszczeńskiego), jakoby jego i Izabeli Branickiej synem był Stanisław Mokronowski (zob.), «przyjęty za swego» przez brata Ludwika. M. zajmował się edukacją i karierą Stanisława (umieścił go w armii francuskiej), który wraz z drugim bratankiem Antonim był jego spadkobiercą. Archiwum M-ego, które znajdowało się w Bibliotece Ordynacji Krasińskich, uległo zniszczeniu w r. 1944. Jako jedyny z historyków korzystał z niego w swych różnych pracach W. Konopczyński.

Współcześni różnie oceniali M-ego. W masońskich i pijarskich panegirykach, a także w opiniach ludzi z obozu królewskiego (A. Naruszewicz, I. Krasicki, M. Poniatowski, sam Stanisław August w swych pamiętnikach), sławiono jego gorący patriotyzm, bezinteresowność, odwagę, sprawiedliwość, dobroć i dobroczynność, a także naturalną szczerość i prostolinijność. Zastanawiające jest przypisywanie tej ostatniej cnoty notorycznemu adeptowi «sekretów» i uczestnikowi karkołomnych gier politycznych. Spotykamy więc też i opinie, że M. «był zmienny jak kameleon» (Michał Starzeński), «chorągiewką na dachu» (królewicz Ksawery), «najchytrzejszym z hipokrytów» (agent Ksawerego – Józef Bratkowski). Bibliograficzna satyra przypisała M-emu dzieło pt. „Sposób oszukiwania wszystkich nie gniewając nikogo”. Inaczej ów talent «nie gniewania» ujął Stanisław Konarski pisząc do M-ego: «Pan ma szczególny sposób na to, aby powiedzieć wszystko, a nie urazić». Może istotnie sekretem sugestywności M-ego było łączenie zręczności z otwartością, szczerym angażowaniem się w «kalejdoskopiczne» sprawy tych zawiłych czasów. Trafną wydaje się charakterystyka skreślona w r. 1764 przez Jana Ponińskiego: «Mokronowski jest to doskonały patriota, dzielny, przedsiębiorczy, popularny, chciwy sławy, ale nie dość cierpliwy, aby uporządkować swe idee, nie dość solidny, zbyt skory do podejmowania się spraw, których dostatecznie nie ogarnia, i niestety ma zbyt czułe serce».

Wokół postaci M-ego powstała legenda, której głównym twórcą był C. C. Rulhière, człowiek pozostający w kręgu inspiracji «sekretu» i osobiście oczarowany przez M-ego (zaprzyjaźnił się z nim w r. 1769/70 w Paryżu i czerpał od niego informacje). W „L’histoire de l’anarchie de Pologne” Rulhière przedstawił wizerunek polskiego republikanina na miarę antycznego herosa. Zanim się ta książka ukazała (1807), czytano ją w rękopisie i jeszcze za życia M-ego (w r. 1783) młody wówczas Talleyrand zapewniał autora, że dzięki niemu «czcigodny Branicki i wielki Mokronowski będą nieśmiertelni». Echa dzieła Rulhière’a rozlegają się w całej historiografii XIX wieku. Misję M-ego do Baru zbeletryzował Włodzimierz Maciąg w powieści: „Konfederacja albo próba Mokronowskiego” (W. 1973).”          (Emanuel Rostworowski)

 

Poczet warchołów polskich I

Ossolinski_Kazanowski_Palace.jpgPałac Kazanowskich (po prawej)** i Pałac Ossolińskich (po lewej). Zostały zniszczone w czasie potopu szwedzkiego

___

Kazanowski Zygmunt z Kazanowa h. Grzymała (ok. 1563–1634), podkomorzy wielki kor. był synem Marcina, starosty wiskiego oraz felińskiego, i Katarzyny Tarłówny [siostry Mikołaja]. Dworzanin dwóch królów, Stefana Batorego i Zygmunta III, głośny mistrz w sztuce wojennej, wychowawca królewicza Władysława i dworskiej młodzieży. Jako nauczyciel królewicza Władysława w zakresie sztuki wojennej i jego doradca, wyrobił sobie duży wpływ na przyszłego króla oraz znaczenie na jego dworze…

W czasie rokoszu M. Zebrzydowskiego stanął przy królu… Jako marszałek dworu królewicza Władysława (praefectus cubiculi) i członek rady wojennej odgrywał K. dużą rolę na wyprawach wojennych. W r. 1613 otrzymał starostwo krośnieńskie, a w r. 1617 barcickie. S. Kobierzycki zwie go też gubernatorem Inflant. Podczas kampanii rosyjskiej 1617 r. podsycał K. ambitne i warcholskie zapędy swego krewniaka, pułkownika Marcina Kazanowskiego, wichrzącego w obozie przeciw hetmanom. W r. n. jako strażnik w obozie królewicza intrygował wśród powierzonej mu młodzieży i rościł pretensje do dzielenia władzy z hetmanem K. Chodkiewiczem. Jerzy Ossoliński, późniejszy kanclerz, zwał K-ego «starym lisem».”

Kazanowski Adam z Kazanowa h. Grzymała (ok. 1599–1649), kasztelan sandomierski, marszałek nadworny kor. Wywodził się z woj. sandomierskiego. był młodszym synem Zygmunta, podkomorzego kor., i Zofii Warszewickiej. O studiach K-ego mało wiemy, ale sądząc po późniejszej działalności odebrał dość dobre wykształcenie. Jakkolwiek nie piastował najwyższych godności, odgrywał, zwłaszcza za Władysława IV, wybitną rolę, powszechnie uznawany za jego przyjaciela, doradcę i powiernika. Wpływ swój na tego króla zdobył sobie K. jeszcze w młodości, kiedy wraz z królewiczem i swym bratem Stanisławem wychowywał się pod opieką swego ojca Zygmunta, zaufanego dworzanina Zygmunta III. Królewicz Władysław początkowo obdarzał swą przyjaźnią brata K-ego Stanisława; w czasie jednak wyprawy moskiewskiej z niewiadomych bliżej przyczyn przeniósł swój afekt na K-ego. Odtąd K. towarzyszył Władysławowi w podróżach, na sejmy, za granicę, schlebiając zachciankom królewicza. Zygmunt III, który chyba nie bez słuszności podejrzewał, że K. wpływa ujemnie na jego syna, starał się rozerwać ten związek, ale napotkał na opór królewicza…

Wstąpienie na tron Władysława IV otwarło przed K-m szerokie możliwości, albowiem młody król w wielu wypadkach, zwłaszcza gdy chodziło o nadania dóbr, ulegał sugestii swego przyjaciela. K. nie był jednak lubiany na dworze, zarówno ze względu na swą chciwość, jak i ze względu na to, że strzegł zazdrośnie swego stanowiska zausznika króla i potrafił mścić się na swych rywalach. Nie zdradzał jednak większych ambicji politycznych…

Popierając Władysława IV K. umiał dbać o swe interesy. Nie wzdragał się brać pieniędzy od obcych posłów, traktując je jako zapłatę za usługi. Brał też chętnie podarunki od króla, zarówno w gotówce (20 000 zł otrzymał w czasie swego wesela), jak i w nadaniach. Stąd też zgromadził magnacką fortunę. Po ojcu odziedziczył Grzymałów w woj. ruskim, Kazanów, Kraśniki i Ciepielów w woj. sandomierskim. Majątek ten rozszerzył przez kupna i dary królewskie. W Krakowie posiadał dwa domy, a od króla otrzymał wspaniały pałac w Warszawie koło klasztoru Bernardynów, opisany wierszem przez muzyka królewskiego Adama Jarzemskiego w znanym utworze „Gościniec” (1643). W pałacu tym zgromadził K. bogatą bibliotekę i galerię obrazów włoskich, hiszpańskich i holenderskich, dobrze świadczących o kulturze marszałka. Doczekał się też szeregu dedykacji i panegiryków.

K. nie był jednak człowiekiem łatwym w obejściu. Miewał liczne zatargi z magnatami, prowokował po pijanemu awantury z poszczególnymi dygnitarzami. Najbardziej głośny był jego spór z woj. ruskim Jeremim Wiśniowieckim o majątek Rumno, który musiał dopiero rozsądzać król. Warto przypomnieć, że w Mikułowie po pijanemu zwadził się i omal nie pobił z marszałkiem kor., budząc zgorszenie obecnych i przerażenie młodej królowej. Później w czasie koronacji Ludwiki Marii paru karmazynów oberwało laską od krewkiego marszałka. Nie brakowało K-emu otwartych wrogów, jak np. kanclerz Jerzy Ossoliński, który nienawidził K-ego «gorzej niż psa i węża». Głęboką nienawiść żywiła ku niemu również Cecylia Renata, która nie bez racji widziała w K-m pośrednika w stosunkach pozamałżeńskich króla. K. odpłacał królowej pięknym za nadobne, podburzając króla i skłaniając go do decyzji niemiłych królowej… Nieoczekiwana śmierć Władysława IV była dla K-ego wielkim ciosem. «Bodajbym był albo przód przed panem, dobrodziejem moim, … albo zaraz za panem zeszedł z tego świata» powiedział wówczas chyba szczerze. Życzenie jego spełniło się dość szybko. Jeszcze na sejmie koronacyjnym w r. 1649 zabierał K. głos, wypowiadając się za powiększeniem żołnierza kwarcianego i występując przeciw żołnierzowi powiatowemu. Już jednak w tym samym roku, 25 XII zmarł bezpotomnie w stolicy. Został pochowany 13 I 1650 r. w kościele Św. Jana w Warszawie, gdzie wzniesiono mu pomnik. Cały olbrzymi majątek zapisał żonie Elżbiecie ze Słuszków, córce woj. mińskiego Aleksandra, którą był poślubił w r. 1634, a która po jego śmierci wyszła za Hieronima Radziejowskiego, podkanclerzego kor.

**)  „Jean Le Laboureur, który wspominał: Włochy (…) nie mają nic tak pompatycznego i wielkoksiążęcego. Przyznam, żem się czuł jakby przeniesiony we śnie do jakiegoś czarodziejskiego pałacu…

 

Jak prawnuk Jana III carem chciał zostać

+Prince_Charles_Edward.jpgCharles Edward Louis John Casimir Silvester Severino Maria Stuart

___

Pamiętacie może biedną Klementynę? Trzeba mi zamknąć „jej” wątek mało znanym szczegółem – otóż w 1745 jej syn Karol, prawnuk Jana III, uderzył w konkury o rękę… carycy Elżbiety. Oczywiście nic z tego nie wyszło, ale jest to ciekawy przyczynek do polityki jakobitów oraz (intrygującego) panowania Elżbiety. Pikanterii dodaje ciekawa koincydencja – „oświadczyny” Karola dotarły do Petersburga mniej więcej w czasie słynnego ślubu, któremu Elżbieta „przewodniczyła” – przyszłego Piotra III z przyszłą Katarzyną II…

Z kolei, swemu młodszemu bratu, Henrykowi, swatał Karol córkę księcia Radziwiłła, ich (dalszego) kuzyna. Z tego też nic nie wyszło, a ów Henryk został w 1747… kardynałem! „Posiadał tytuł kardynała od chwili nominacji do śmierci przez 60 lat i 10 dni – najdłużej w historii kościoła katolickiego.” Na nim ostatecznie „wygasła męska linia Stuartów. Prawa do korony brytyjskiej zgodnie z popieranymi przez jakobitów legitymistycznymi zasadami sukcesji przeszły na byłego króla Sardynii Karola Emanuela IV…

Po śmierci brata w 1807, ich prochy zostały razem pochowane w Bazylice św. Piotra na Watykanie, razem z prochami ich rodziców.

 

 

Czy Kurski Jacek zatrudni(ł) Jonny Danielsa?

Nieubłaganie, w głośnym serialu „Korona Królów” nadejdzie czas haggady o tym jak to Żydzi Polskę budowali. Nie wiem tylko, czy sławna pisarka Ilona Łepkowska da wystarczająco radę, nawet przy pomocy jej równie sławnego męża Czesława architekta.

Może trzeba będzie zatrudnić Jonny Danielsa? Najlepiej jako scenarzystę i aktora – to ponoć miszcz pijaru.

Mroczne tajemnice najsłynniejszego zagończyka

Zavolotchye.jpgZawołocze (ros. Заволочье) – drewniana twierdza rosyjska… W czasie wojny polsko-rosyjskiej 1577-1582 zdobyta w 1580 przez wojska polskie Stefana Batorego pod dowództwem Jana Zamoyskiego. Położona jest w obwodzie pskowskim.

___

Lisowski (Lissowski) Aleksander Józef h. Jeż (ok. 1575–1616), pułkownik królewski, twórca i wódz formacji lisowczyków. Pochodził ze średnio zamożnej szlachty, wywodzącej się ze wsi Lisewo w woj. chełmińskim, osiadłej w połowie XVI w. na Litwie. Ojciec L-ego Jan, dziedzic na Krokoszynie i Wołkach (woj. wileńskie) podróżował w l. 1563–4 w towarzystwie Jana Kiszki [” litewski magnat, polityk i propagator ruchu braci polskich w Rzeczypospolitej Obojga Narodów.”], wojewodzica witebskiego, po Europie Zachodniej. Studiował wtedy na uniwersytecie w Bazylei. Żoną jego była (wg Uruskiego) Szumkówna. Z licznego rodzeństwa L-ego bracia: Stanisław, Stefan, Jan i Mikołaj, poświęcili się służbie wojskowej, biorąc udział zwłaszcza w wydarzeniach tzw. wielkiej moskiewskiej smuty z początkiem XVII w. L. rozpoczął wojskowy zawód jako szeregowy żołnierz pod Janem Potockim, star. kamienieckim, biorąc udział w kampanii 1599/1600 r. przeciw Michałowi, hospodarowi wołoskiemu, na rzecz Jeremiego Mohyły. Następnie był towarzyszem w rocie Szczęsnego Niewiarowskiego pod J. K. Chodkiewiczem w Inflantach, jednak tylko w początku kampanii 1604/5; wkrótce bowiem zasłynął z samowoli i grabieży jako organizator i przywódca konfederacji wojskowej [„Jak twierdził Chodkiewicz, pryncypałem buntu był Aleksander Józef Lisowski”]. Prawdopodobnie już wtedy ukarany infamią, pojawił się w r. 1606 u rokoszan z własną rotą kozacką. Po klęsce guzowskiej (6 VII 1607) stacjonował na Polesiu koło Klecka. Pod koniec 1607 r. przybył z oddziałem 200 Kozaków do Staroduba, gdzie zainstalował się drugi Dymitr Samozwaniec…

Licznymi zagonami po ziemi pskowskiej i częściowo nowogrodzkiej L. wypierał wpływy szwedzkie i utwierdzał poddaństwo dla Dymitra. Jednakże jeszcze t. r. wszedł w kontakt z kanclerzem lit. Lwem Sapiehą (za pośrednictwem Adama Talwosza?) w sprawie przejścia na służbę królewską. To prawdopodobnie poróżniło go z Prosowieckim oraz wpłynęło na masową dezercję we własnych szeregach. W takim stanie rzeczy jesienią 1610 wycofał się ku granicy litewskiej, opanowując na dłużej Zawołocze. Przebywał w nim aż do r. 1613, znajdując się na żołdzie Rzeczypospolitej jako dowódca miejscowego garnizonu. Konstytucją sejmową z 7 XI 1611 zniesiono ciążącą na nim infamię. Z Zawołocza urządzał częste wypady do ziemi pskowskiej i nowogrodzkiej, terroryzując ludność rosyjską, a jednocześnie hamował postępy szwedzkie w tych stronach. W czasie jednej z takich wypraw (w lipcu 1613) ogołocony z wojska zamek padł łupem Rosjan. W drugiej połowie roku wszedł L. w bardziej poprawne stosunki z Chodkiewiczem i podporządkował się jego hetmańskiej zwierzchności. Wiosną 1614 r. wziął udział w wyprawie A. Sapiehy, star. orszańskiego, działającego z ramienia hetmana w celu odblokowania Smoleńska. W pierwszej fazie udało się wzmocnić szczupłą załogę kilkoma rotami oraz wprowadzić nieco żywności i paszy. W drugiej fazie L., działając już samodzielnie w okolicy (w stronę Krzyczewa) poznosił gródki moskiewskie wzniesione na dawniejszej granicy litewsko-moskiewskiej, otwierając tym samym połączenie ze Smoleńskiem od zachodu.”

Pierwsza, powszechnie znana, mroczna tajemnica naszego najlepszego zagończyka, to owe jego przywództwo buntu żołnierskiego w kluczowym momencie naszej historii (na polecenie Zamoyskiego?), a potem udział po niewłaściwiej stronie w I polskiej wojnie domowej.

Druga tajemnica pułkownika Lisowskiego jest bardzo mało znana, a odkrywa ją fragment książki Henryka Wisnera pt. Lisowczycy:

„…wiosną 1610 roku pułkownik przybył do Pskowa, który rebelizował, to jest nie uznawał władzy Łżedymitra. Podobno został przyjęty życzliwie, być może w nadziei, że miastu zapewni spokój, osłoni je przed Szwedami, Moskwą, zresztą przed wszystkimi, bez względu na to, pod jakimi sztandarami występującymi.

Bodajże w tym samym czasie siły Lisowskiego wzmocnił jakiś oddział znakomitej piechoty złożonej z Anglików i Irlandczyków, którzy porzucili służbę u Szwedów. Ich liczebność i dalsze losy nie są znane, ale wiadomo, że brali udział w działaniach, które uwieńczyło zajęcie kilku miast i zamków pogranicza. Przed 11 sierpnia 1611 roku pułkownik był już pod Zawołoczą, o czym świadczy list polecający przekazany dwóm kapitanom angielskim, Thomasowi Lichfieldowi i Johnowi Stanfordowi, którzy postanowili wrócić do Ojczyzny.

W liście, bez wątpienia powstałym na prośbę i pod dyktando oficerów, pułkownik wspomniał służbę szwedzką, udział już pod swoim dowództwem w wojnie przeciw Moskwie, podkreślił męstwo, virtus et dexteritas. Adresatem był Robert Cecil, któremu między innymi podlegały sprawy kupców i handlu [uuu ha,ha]. To zaś sugeruje, że oficerowie, przekazując list (co uczynili), chcieli zwrócić na siebie uwagę jako na znawców spraw moskiewskich i szwedzkich. Pytaniem bez odpowiedzi pozostaje, czy Aleksander Józef Lisowski sądził, że jego nazwisko coś powie R. Cecilowi, skoro podpisał się: Ilustris Magnificentiae V-rea Studiosismus Alexander Josephus Lisowsky manu propria – Waszej dostojności najżyczliwszy Aleksander Józef Lisowski ręką swą.

I jeszcze jedno – na liście podano, że jest pisany ex astris ad Zavolotiam, z obozu pod Zawołoczą, co może wskazywać, że Aleksander Józef Lisowski jeszcze miasta nie opanował, albo chciał w ten sposób podkreślić swój status, że dowodzi znacznymi siłami.

Wiadomości o jego poczynaniach w ciągu następnych dwóch lat stają się jeszcze bardziej szczątkowe.

Jest mało prawdopodobne, żeby był w Warszawie w czasie obrad sejmu (26 września-9 listopada 1611), chociaż ten podjął wspomnianą, ważną dla niego decyzję o skasowaniu ciążącego na nim wyroku infamii. Jak uzasadniono, za zasługi „z odważeniem kosztu niemałego i zdrowia swego pod ten czas ekspedycji… moskiewskiej oddane” (konstytucja Zniesienie infamii z urodzonego Aleksandra Józefa Lisowskiego). Świadczy to, iż miał już możnego protektora, bo konstytucja nie wzięła się znikąd, nie została uchwalona spontanicznie, jako że część posłów musiała pamiętać jego wcześniejsze, niż te czynione w Moskwie, postępki. Być może o wybaczeniu win zdecydował Zygmunt III, który w przededniu kolejnej wyprawy na Moskwę potrzebował wytrawnych żołnierzy. Z pewnością zaś nie był amnestii przeciwny skoro niebawem Aleksander Józef Lisowski otrzymał list przypowiedni na zaciąg chorągwi, która miała liczyc 100 ludzi.

Co miał zamiar robić? Gdzie walczyć? Wydanie listu sugeruje, że wraz ze swoimi ludźmi powinien poddać się pod rozkazy hetmana wielkiego Jana Karola Chodkiewicza, ale najwyraźniej nadal się przed tym uchylał. Jeszcze 28 lipca 1611 roku hetman pisał, że pułkownik, jak go tytułował, idzie i to z 2000 ludzi do obozu, wiadomo jednak, że nie doszedł. 19 października informował kanclerza litewskiego Lwa Sapiehę, że Lisowski nie chce się łączyć z jego oddziałami, że „raz się… rozkazaniem Jego Królewskiej Mości, raz towarzystwem niechętnym, które bez pieniędzy nie chce służyć, wymawia”.”

Dlaczego Lisowski w kolejnym przełomowym momencie znowu zachował się dwuznacznie? Henryk Wisner jak każdy rasowy tzw. polski historyk przeszedł nad tym do porządku dziennego – ja tylko mogę tu przypomnieć wściekłość Jakuba I, króla Anglii i Szkocji, na wieść o polskich zwycięstwach nad Moskalami…

 

 

 

 

 

Igor czyli IKEA

Już ponad miesiąc temu Igor Janke (et consortes) „zniknął” mój blog na s24 – a dzisiaj ów Igor świętuje – ponoć nasz premier MM wręczył jego wypociny premierowi Węgier… przypominam zatem swój stary tekst na s24:

‚Wywiad z profesorem Władysławem Duczko nadaje bardzo ciekawą perspektywę wielu sprawom w naszym rejonie, m.in. pochodzeniu Rusi, w tym samej nazwy:

„Ma swoje początki w staroszwedzkim słowie roa, oznaczającym wiosłowanie, i od słowa rotsmenn, oznaczającego wioślarzy oraz wyprawę morską. Słowo to przekształciło się wśród Ugrofinów, ludzi zamieszkujących w średniowieczu wielkie tereny od zatoki Fińskiej po Wołgę, w formę rus. Finowie do dziś nazywają Szwecję Ruotsi. Tak więc słowo Ruś jest pochodzenia szwedzko-fińskiego. …

Kiedy w VIII wieku w arabskim kalifacie istniejącym na terenie dzisiejszego Iraku doszła do władzy nowa dynastia nastawiona na konsumpcję dóbr luksusowych, w tym futer, Szwedzi zwietrzyli w tym dobry interes. Zaczęli dostarczać futra Arabom. I mimo że docierały one na Bliski Wschód przez licznych pośredników, to i tak był to niezły biznes i jedna z ważnych przyczyn, dla których zaczęli się osiedlać na terenie Europy Wschodniej. W połowie VIII Skandynawowie założyli emporium [pierwszą nowoczesną kompanię handlową?!] na rzece Wołchow, nieopodal jeziora Ładoga. …

Wydaje się, że pojawienie się na tych terenach klanu Ruryka w końcu lat 50. IX wieku (nazwa ta jest umowna, bo jest to postać legendarna) miało jeden cel – zorganizowanie wielkiej wyprawy na Konstantynopol. W 860 roku miał miejsce pierwszy wielki napad Rusów, czyli Szwedów na to miasto. Nie mieli żadnych szans na jego zdobycie, bo było otoczone potężnymi murami, ale w kronikach zachowały się wzmianki o tym, jak palili wszystko dookoła, mordowali ludzi. Potem te wyprawy Rusów na Konstantynopol stały się swoistym rytuałem, wszystkie kolejne generacje władców organizowały taki najazd. Spływali Dnieprem aż do Morza Czarnego i stamtąd wzdłuż wybrzeży docierali do Bosforu [skąd my to znamy…]. Każdy z nich kończył się niepowodzeniem Szwedów i podpisaniem umowy z Grekami, która regulowała sprawy handlu pomiędzy Rusią a Bizancjum.

[Trudno tu uciec przed skojarzeniem tego z rolą Greków, raptem kilkaset lat później, w wywołaniu tzw. powstania Chmielnickiego; pewne schematy są niezmienne…]

Płynąc Dnieprem w kierunku Konstantynopola, Rusowie zainteresowali się terenami naddnieprzańskimi. Kiedy dokładnie ow podbój miał miejsce – nie wiadomo. Wszystko wskazuje, że na przełomie IX i X wieku. Źródła pisane mówią o książętach z klanu Ruryka: Olegu i Igorze, którzy rozpoczęli wówczas władanie Kijowem. Nie różnili się̨ przy tym wcale od innych wikingów z tego okresu – napadali i łupili okoliczną ludność, nakładali na nią trybuty. No i oczywiście łowili niewolników. Byli naprawdę wielkimi łowcami niewolników, ich siła i dobrobyt w ogromnym stopniu zależały od handlu ludźmi.

Na początku X wieku kijowskie elity wywodziły się ze Skandynawii, zaś poddani byli słowiańscy. Pierwsza zmiana dotyczyła imion. Dzięki temu, że zachowały się skróty umów zawieranych pomiędzy Rusami i Grekami, wiemy, iż początkowo ludzie z klanu Ruryka nosili wyłącznie skandynawskie imiona: Oleg, czyli Helge, Olga – Helga, Igor – Ingvar

Do czasów obecnych zachował się opis Świętosława sporządzony przez Greków. Głowę miał niemal całkowicie ogoloną, jedynie z tyłu został mu pojedynczy kosmyk włosów. Czyli wyglądał tak jak późniejsi kozacy. W jednym uchu miał złoty kolczyk ze szlachetnymi kamieniami. …

Jego syn Włodzimierz Wielki, który miał kontakty ze Skandynawią, ale z wychowania był już Słowianinem. Włodzimierz trzy lata spędził w Szwecji, bo uciekł z Rusi, kiedy jego brat Jaropełk próbował go zabić. Jak wrócił, rozpoczął zupełnie nowy okres obecności skandynawskiej na terenie Europy Wschodniej. Przywiózł ze sobą oddział najemnych Skandynawów nazywanych Waregami. Rusowie byli osadnikami przenoszącymi się na tereny północnej Rosji na stałe, natomiast szwedzcy Waregowie „zawodowymi” wojownikami, armią do wynajęcia.’

pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Duczko