Bojar co zdradził Iwana Groźnego dla Rzplitej, czyli wstęp do wielkiej wojny o Moskwę

Иллюстрация_к_статье_«Курбские,_князья»._Военная_энциклопедия_Сытина_(Санкт-Петербург,_1911-1915).jpgЦерковь Святой Троицы в селе Вербки, где была помещена гробница князя А. М. Курбского (с гравюры 1848 года)

___

Wielka wojna o Moskwę rozgorzała na dobre za Zygmunta III Wielkiego, ale jej korzenie sięgają oczywiście znacznie głębiej, choćby soboru florenckiego i upadku Konstantynopola.

Jednak bezpośrednim zapalnikiem było pierwsze poselstwo Anglii do Moskwy z 1557. W efekcie, już w styczniu 1558 70 tysięczne wojska rosyjskie uderzyły na Inflanty i rozpoczęła sie I wojna północna…

„Na początku 1563 na Litwę uderzyły dwie armie rosyjskie w sile odpowiednio 80 i 40 tysięcy ludzi i 200 armat, pod osobistym dowództwem cara Iwana IV Groźnego. 31 stycznia zgrupowanie wojsk moskiewskich w sile 32 tysięcy żołnierzy uderzyło z okolic Wielkich Łuk w kierunku Połocka. Po krótkotrwałym oblężeniu Rosjanie zdobyli to miasto 15 lutego. Do niewoli dostał się wojewoda połocki Stanisław Dowojno, a Rosjanie utopili w Dźwinie wszystkich miejscowych Żydów.”

Zygmunt II August świetnie sobie zdawał sprawę z tego co grozi Rzplitej ze strony Moskwy na angielskim „dopingu”, i jakie są zamiary Iwana IV. 7 lipca 1563 król „kontratakował” – wydał w Wilnie przywilej dopuszczający prawosławnych do najwyższych urzędów Wielkiego Księstwa Litewskiego, a 12 lutego 1564 – scedował na Koronę Królestwa Polskiego dziedziczne prawo Jagiellonów do władania Wielkim Księstwem Litewskim. W międzyczasie, jeszcze w 1563 nawiązał kontakt ze sławnym bojarem Andrzejem Kurbskim, który w kwietniu 1564 przeszedł ze swoimi ludźmi na polską stronę. Jeszcze tego roku Kurbski „na czele 200-konnej roty zaciężnej oraz oddziału zbiegłych «Moskwicinów» wziął udział w [niefortunnej] wyprawie na Połock (16 IX – 4 X 1564)”.

Słynne stały się trzy listy które Kurbski napisał do Iwana Groźnego. Dwa pierwsze, jeszcze z lata 1564 doczekały się „oficjalnej” odpowiedzi cara! A w grudniu owego roku padła odpowiedź szczególna – rozpoczęła się wielka operacja po nazwą oprycznina…

Ostatni list Kurbski napisał po odbiciu Połocka w 1579, ale nie doczekał się odpowiedzi – tym razem to car był w defensywie, ba, zaczynał szukać „drogi ewakuacji”! Z drugiej strony, ciekawym na co właściwie zmarł książę Kurbski w 1583…

 

__

Kurbski (Kurpski, Krupski) Andrzej (ok. 1528–1583), książę moskiewski, działacz polityczny i pisarz, dowódca wojskowy, zbieg moskiewski na Litwę. Pochodził z rodu udzielnych książąt na Kurbach koło Jarosławia. Syn Michała i Marii Tuczkow. Nauczycielem jego miał być Maksym Grek, uczony mnich zasłużony na polu szkolnictwa. K. od wczesnej młodości znajdował się przy osobie Iwana IV i cieszył się jego pełnym zaufaniem. W l. 1549–50 wziął udział, już jako stolnik, w drugiej wyprawie przeciw chanatowi kazańskiemu. Podczas głównej, trzeciej wyprawy 1552 r., zakończonej zdobyciem Kazania, dowodził (obok Piotra Szczeniatiewa) pułkiem prawej ręki (wielka jednostka taktyczna, przeznaczona do działań ubezpieczających na prawym skrzydle). Pułk ten odegrał dużą rolę w rozbiciu dywersyjnego wypadu Tatarów Krymskich na Tułę (czerwiec 1552), a następnie szedł w prawoskrzydłowej kolumnie, osłaniającej siły główne od strony chanatu nogajskiego. Podczas oblężenia Kazania zajmował stanowisko od północnej strony zza rzeki Kazanki, naprzeciw Bramy Ełbuginowej, zapewniając skuteczną blokadę miasta od tej strony. Później, w l. 1554 i 1556 uczestniczył, na stanowisku wojewody pułkowego w tłumieniu buntujących się Kazańców i Czeremisów, za co został wliczony (1556) przez cara w poczet bojarów. W r. 1559 powołano go do strzeżenia południowej granicy przed Tatarami Krymskimi. Stał wtedy z pułkiem prawej ręki w Mceńsku. W latach pięćdziesiątych stał się K. jednym z wybitniejszych działaczy tzw. «Rady Wybranej», która przeprowadziła pod wodzą «dworianina» A. Adaszewa i popa Sylwestra wiele ważnych reform państwowych w duchu centralizmu.

W atmosferze wzrastającego napięcia stosunków wewnętrznych wziął K. wybitny udział w wyprawach na Inflanty, początkowo jako wojewoda pułkowy (lato 1558), a podczas udanej wyprawy na Felin w sierpniu 1560 r. jako dowódca całego wojska. Z kolei pozostawał, w randze wojewody, w Wielkich Łukach, skąd wyprawiał się w czerwcu 1562 r. na Witebsk, a 19 VIII t. r. poniósł porażkę pod Newlem w walce z liczebnie mniejszym polskim hufcem zaciężnym pod wodzą S. Leśniowolskiego, kaszt. czerskiego. Jednakże bezpośrednim powodem powzięcia przez K-ego myśli o zdradzeniu Iwana nie było niepowodzenie wojenne, lecz coraz szerszy zasięg prześladowań, jakie spadały na współpracowników Sylwestra i Adaszewa po likwidacji rządów «Rady Wybranej» w r. 1560. Już zesłanie K-ego do Dorpatu 8 III 1563 r. mogło być rozumiane jako zapowiedź niebezpieczeństwa. Gdy więc król Zygmunt August oraz działający w jego imieniu senatorowie litewscy: M. Radziwiłł, woj. trocki, hetman w. lit., i E. Wołowicz, podkanclerzy, zaproponowali K-emu porzucenie cara i przejście na służbę królewską na dogodnych warunkach, uciekł on w nocy 29/30 IV 1564 r. z Dorpatu do Wolmaru (znajdował się w rękach litewskich), nie wahając się poświęcić matki, żony i 9-letniego syna, zagłodzonych wkrótce potem w więzieniu na rozkaz Iwana. Z Wolmaru wysłał do cara list, który zapoczątkował jedyną w swoim rodzaju polemikę trwającą z przerwami do r. 1579 między wszechwładnym monarchą a jego byłym sługą, przy czym obie strony licytowały się «w uczoności i dialektycznym kunszcie» (Wipper).

Pobyt K-ego na Litwie zaczął się od udziału w walkach z państwem moskiewskim. Najpierw na czele 200-konnej roty zaciężnej oraz oddziału zbiegłych «Moskwicinów» wziął udział w wyprawie na Połock (16 IX – 4 X 1564) dowodzonej nieudolnie przez Mikołaja Radziwiłła «Rudego», hetmana w. lit. Wybitniejszą rolę odegrał w pustoszącej wyprawie litewskiej na ziemię wielkołucką w r. 1565 jako dowódca znacznej części wojsk (m. in. Tatarów litewskich). W nagrodę za to Zygmunt August nadał mu znaczne dobra na prawie lennym, tj. bogate włości: kowelską, wiżwiańską i milanowicką z 28 wsiami (25 II 1567; rozwinięcie pierwotnego przywileju z 4 VII 1564), powiększone 23 XI 1568 r. o włość smedyńską (wszystko na Wołyniu, pow. włodzimierski i łucki) oraz 10 wsi z 200 włókami w pow. upickim (27 VII 1568). W l. 1565 (lub 1566) – 1569 był K. także dzierżawcą krewskim. Ze wszystkich tych dóbr miał obowiązek wystawiać na wojnę 180 jeźdźców i 50 pieszych. K. przystąpił energicznie do organizacji swych dóbr, powołując urzędników spośród zbiegów moskiewskich, którym ponadto czynił różne bezprawne nadania ziemskie na prawie wieczystym, a ponadto łamał bezwzględnie dawniejsze przywileje osiadłej tam drobnej szlachty, Żydów i mieszczan. Towar leśny i zboże spławiał z majętności kowelskich Bugiem i Wisłą do Gdańska i Elbląga. Z sąsiadami radził sobie wypraktykowanym w tych stronach zwyczajem, tj. przy użyciu zbrojnej służby, mało zważając na dekrety sądowe i napomnienia królewskie.

Największą aktywność w życiu publicznym K. przejawił pod koniec panowania Zygmunta Augusta i w czasie dwu pierwszych bezkrólewi. Przede wszystkim wyniesiona jeszcze zapewne z domu idea walki z Tatarami i Turkami (wielu jego przodków, a w r. 1540 stryj Fiodor, zginęło w walkach z chanatem kazańskim) nurtowała go do końca życia. Skłoniło go to w l. 1569 i 1570 do wejścia w kontakt z agentem cesarskim opatem J. Cyrusem, aby działać na rzecz zawiązania ligi antytureckiej. Wybitniejszy udział w walce z napadami Tatarów Krymskich wziął natomiast K. w r. 1575 przyłączając się na czele prywatnego pocztu do obrony Wołynia. W r. 1573 uczestniczył w elekcji z ramienia szlachty wołyńskiej. Był blisko związany w swej działalności z osobą Konstantego Ostrogskiego, woj. kijowskiego, ze względu na jego wystąpienia w obronie prawosławia.

Za panowania Batorego pozycja K-ego pogorszyła się, gdyż nowy król uznawał go tylko za swego dzierżawcę i energicznie egzekwował wszelkie powinności, wynikające z tego tytułu. Znamienny jest zwłaszcza zatarg o powołanie wybrańców w r. 1580, których K. nie dozwolił u siebie wybierać, za co został wezwany na sąd królewski. W wojnie inflanckiej wziął czynny udział najpierw w r. 1579 w obleganiu i zdobyciu Połocka i Sokola, wiodąc ze sobą poczet prywatny oraz zaciężną 100-konną rotę kozacką, a potem w r. 1581; ponieważ jednak w drodze ciężko zaniemógł, w oblężeniu Pskowa wziął udział tylko jego oddział dowodzony przez innego zbiega moskiewskiego, Kiryła Zubcowskiego.

Na dorobek pisarski K-ego składa się przede wszystkim dzieło Istorija kniazja velikago Moskovskago obejmujące l. 1534–73 (napisane ok. 1573 r., wyd. po raz pierwszy przez N. Ustrjalov’a w r. 1833), w którym stara się przeciwstawić zbawienną działalność «Rady Wybranej» bezmyślnemu okrucieństwu i samodzierżawiu Iwana Groźnego. Jednocześnie utwór ten ma wielkie walory historiograficzne, zwłaszcza dla badań nad sytuacją wewnętrzną państwa moskiewskiego w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XVI w., dla odtworzenia przebiegu podboju chanatu kazańskiego 1552 r. (do tej pory podstawowe źródło; II rozdział) i początku wojny inflanckiej. Sprawom polskim poświęcił część rozdziału IV, wydobywając na pierwszy plan zniewieściałość Zygmunta Augusta oraz tchórzostwo panów polskich i ich brak zrozumienia dla potrzeb państwa. Oburzał go przy tym niechętny stosunek polskich kół rządzących do wojny z Krymem i Turcją. Polityczna orientacja K-ego znalazła swój wyraz, i to w mocniejszym, polemicznym tonie, w 4 listach do Iwana Groźnego oraz w wydobytej niedawno przez N. J. Andrejewa korespondencji z Wasjanem Muromcewem, mnichem w klasztorze pskowo-pieczarskim z lat ok. 1560–4.

K. uchodzi za wybitnego rosyjskiego pisarza politycznego swoich czasów, wykazującego przy tym niepoślednie walory literackie. Precyzyjne określenie poglądów politycznych K-ego w oparciu o dotychczasowy stan badań nie jest możliwe. Ogólnie rzecz biorąc, reprezentował on stanowisko tej części starego bojarstwa, która uznając konieczność stworzenia scentralizowanego państwa pragnęła jednocześnie ograniczyć władzę carską przez uczestnictwo w rządzie dumy bojarskiej i reprezentacji stanowej («vsenarodija»). W zakresie polityki zagranicznej był zdecydowanym zwolennikiem walki z Tatarami i Turcją, chociaż z drugiej strony trzeba podnieść, że wziął lojalny i aktywny udział w wojnie inflanckiej.

K. jako ortodoksyjny wyznawca prawosławia odnosił się wrogo do Kościoła rzymskokatolickiego i reformacji. Przy tym, wciągnięty w wewnętrzne życie Cerkwi moskiewskiej, zajął się gorliwie przekładaniem pism ojców Kościoła z języka łacińskiego (uczył się go w Polsce) na cerkiewno-słowiański. Z pism i tłumaczeń dzieł religijnych zasługują głównie na uwagę: kompilacyjna Historia Soboru florenckiego, Wstęp do „Novogo Margarita” (przykłady z życia św. Jana Chryzostoma, zebrane przez Erazma z Rotterdamu), luźne tłumaczenia mów św. Jana Chryzostoma oraz pism św. Jana Damasceńskiego. Jednakże całość tych przekładów, a zwłaszcza bardzo interesujące komentarze do nich, czekają dopiero na pełne wydanie i analizę.

K. zmarł w maju 1583 r. i został pochowany w klasztorze Św. Trójcy w Wierzbnie pod Kowlem [patrz u góry]. Był trzykrotnie żonaty. Pierwsza żona, Rosjanka niewiadomego nazwiska, zmarła w więzieniu carskim, wraz z synem. Drugą żoną (1571) była posażna wdowa po dwu mężach (A. Montołdzie i M. Kozińskim, kaszt. łuckim) – Maria z domu Holszańska, mająca znaczne dobra w pow. włodzimierskim, pińskim i wileńskim, które niemal w całości zapisała K-emu. Zgodne pożycie trwało tylko do r. 1576, po czym po dramatycznych sporach doszło do rozwodu (1578). Trzecią żoną K-ego (od 1579) została uboga, lecz młoda Aleksandra Siemaszkówna, córka Piotra Siemaszki, starosty krzemienieckiego. K. miał z nią córkę Marynę (ur. 1580), wydaną później za mąż za Mikołaja Wizgirda, i syna Dymitra (ur. 1582). Tenże Dymitr przeszedł za panowania Zygmunta III na katolicyzm, przybierając imię Mikołaja. Osiadł w dobrach upickich, gdyż kowelskie zostały odebrane wdowie po K-m już w r. 1590. Był wojskim, a potem (1639) podkomorzym upickim. Zmarł po r. 1645. Ostatnie ślady po rodzie Kurbskich w Rzeczypospolitej urywają się w końcu XVII w.”   (Henryk Kotarski)

 

Reklamy

O fatalnym zakazie z 1633

Capture d’écran 2018-01-19 à 14.09.29.pngFragment konstytucji z 1633.

____

31 stycznia 1633 rozpoczęły się obrady Sejmu Koronacyjnego poprzedzające koronację króla-elekta Władysława IV. Obrady te przebiegły sprawnie, ale jedna z uchwalonych wtedy konstytucji pt. O wywodzeniu szlachectwa  fatalnie zaważyła na przyszłości Rzplitej – oto jej fragment:

„A jeśliby który Szlachcic osiadszy w Mieście, handlami się bawił, y szynkami Mieyskiemi, y Magistratus Mieyskie odprawował; ten ma tracić prærogativam Nobilitatis: y kiedyby sam, albo potomstwo podczas takowych zabaw iego spłodzone, z Miasta w tym wyszedszy Iura Nobilitatis sobie chciał przywłaszczać, y Ziemskich Dobr nabywać: taki każdy za Szlachcica miany bydź nie ma, y Dobra iego Terrestria, Iure Caduco każdy Szlachcic uprosić sobie po nim może.”

Nie przypadkiem stało to się raptem kilka miesięcy po śmierci Zygmunta III Wielkiego – wprawdzie Władysław IV był świetnym wodzem, ale zabrakło mu przenikliwości ojca w sprawach „administracyjno-finansowych”. Zresztą problem ten był widoczny od jego młodości…

Nie wiem jeszcze kto bezpośrednio stał za „przepchnięciem” tej konstytucji, ale niewątpliwie bardzo zainteresowani tym zakazem, czyli utrzymaniem monopolu, byli mieszczanie tudzież „przedsiębiorcy żydowscy”.

NB. Fragment diariusza sejmowego dotyczący tej konstytucji napisał mieszczanin gdański;  a sama konstytucja przeszła bez większej dyskusji…

__

PS. „Jurydyka (łac. iuridicus = prawny)osada obok miasta królewskiego, rzadziej enklawa na gruntach miejskich, niepodlegająca władzom miejskim i miejskiemu sądownictwu.

Jurydyki istniały już w średniowieczu lecz nasilenie ich powstawania nastąpiło od XVI wieku, po uzyskaniu pełnej dominacji szlachty nad miastami. Właścicielami jurydyk była szlachta lub Kościół. W miejscach takich powstawały struktury konkurencyjne wobec ich miejskich odpowiedników, nie skrępowane przepisami i ograniczeniami miejskimi — odbywały się w nich targi, działali nie zrzeszeni w cechach rzemieślnicy (partacze)…

Jurydyki natomiast nigdy nie powstały w tzw. wielkich miastach pruskich (Toruń, Gdańsk, Elbląg, włącznie z ich patrymonium), które w przeciwieństwie do innych miast posiadały dużą autonomię prawno-ustrojową, rządziły się samodzielnie i były silne ekonomicznie.”

POL_Praga_Dahlenberg.jpg„Ratusz Pragi na rycinie Erika Dahlberga z XVII w.”

POL_Jurydyki_Warszawy.png

Jurydyki Warszawy, Encyklopedia Warszawy, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1994:
1. Stare Miasto 2. Nowe Miasto 3. Szymanowska 4. Wielądka 5. Parysowska 6. Świętojerska 7. Nowolipie 8. Kapitulna (Zadzikowska) 9. Dziekania 10. Leszno 11. Tłumackie (Tłomackie) 12. Mariensztadt 13. Dziekanka 14. Wielopole 15. Grzybów 16. i 24. Bielino 17. Stanisławów 18. Aleksandria 19. Nowoświecka 20. Ordynacka 21. Tamka-Kałęczyn 22. Bożydar-Kałęczyn 23. Nowogrodzka 24. i 16 Bielino 25. Solec 26. Golędzinów
27. Praga 28. Skaryszew-Kamion

Profesor prowadzący III RP

Sir_Charles_Hanbury_Williams_by_John_Giles_Eccardt.jpg

John Giles Eccardt  (1720–1779), „Sir Charles Hanbury Williams”, circa 1746 

____

Mówią, że nie ma przypadków, są tylko znaki. Oto wstrząsająca wypowiedź nt. Karola Williamsa – znanego nam „oficera prowadzącego” Stasia P.:

Sir Charles Hanbury Williams – ziemianin, poeta i dyplomata – miał szczególny udział w kształtowaniu osobowości, gustu i poglądów Stanisława Antoniego Poniatowskiego, późniejszego króla Rzeczypospolitej. Stał się dlań „drugim ojcem”. Wpłynął ponadto w decydujący sposób na losy młodzieńca – to właśnie brytyjski dyplomata zabrał go do Petersburga, do którego wybierał się z misją dyplomatyczną. To Sir Charles sprawił, że Poniatowski wpadł w oko wielkiej księżnej Katarzynie, która po zdobyciu tronu imperatorskiego uczyniła dawnego kochanka królem Polski…

Sir Charles poznał osiemnastoletniego Stanisława podczas swojej nadzwyczajnej misji nad Sprewą w 1750 roku. Poniatowski, wysłany przez rodziców do Berlina na kurację zdrowotną, był wówczas nieśmiałym i dość posępnym młodzieńcem. Mimo to brytyjski poseł dostrzegł w młodym Polaku wielki potencjał, wziął go pod swoje skrzydła i po dwóch tygodniach znajomości trudno mu było rozstawać się z nim. Przyjaźń ze Stanisławem służyła zbliżeniu Williamsa z Familią, co odpowiadało interesom zarówno jednej, jak i drugiej strony. Nie chodziło jednak tylko o względy polityczne.

Podczas sejmu warszawskiego z 1750 roku pogłębiła się niezwykła przyjaźń między posłem brytyjskim a młodym Poniatowskim, wówczas debiutującym posłem zakroczymskim, o czym świadczy ich regularna korespondencja, która dzięki sugestii Williamsa rozpoczęła się po powrocie posła do Berlina. Teza historyka Jerzego Łojka, że ze strony Sir Charlesa przyjaźń owa miała zabarwienie erotyczne, nie znajduje potwierdzenia w źródłach. Wprawdzie Sir Williams entuzjastycznie opisał w liście do Henry’ego Foxa przystojną postać starszego brata Stanisława, podkomorzego koronnego Kazimierza Poniatowskiego, ale nie ma śladu podobnych opinii w odniesieniu do Stanisława. Z biegiem lat panowie stali się dla siebie „drugim ojcem” i „przybranym synem”, co niewątpliwie miało związek ze znacznie mniejszą różnicę wieku między Sir Charlesem a Stanisławem niż między Stanisławem a jego ojcem – Stanisławem Poniatowskim (urodzonym w 1676 roku). Gdy Williams chorował w Wiedniu i w Petersburgu, Stanisław Antoni Poniatowski opiekował się nim, zyskując jego wdzięczność.

Pisząc po latach swoje pamiętniki, Stanisław August wspominał z nostalgią, że najszczęśliwsze chwile jego życia przypadają na czas spędzony z Williamsem jesienią 1751 roku w pałacu i parku myśliwskim elektorów saskich w Hubertusburgu. Rok później przebywali wspólnie w sarmackiej scenografii Białegostoku, Białowieży i Grodna. W 1753 roku podróżowali razem do Wiednia, Hanoweru i Hagi. Wprawdzie podczas wizyty w Anglii w 1754 roku Poniatowski niewiele miał okazji na spotkania z Williamsem, który był wówczas zaangażowany w kampanię wyborczą na prowincji, ale za to bywał częstym gościem krewnych i przyjaciół dyplomaty. Córki Williamsa zaliczały się do grona licznych dam brytyjskich zauroczonych młodym, przystojnym Polakiem.

Pod wpływem Sir Charlesa Stanisław rozkwitł, stając się jednym z najczarowniejszych rozmówców i ciesząc się uznaniem najlepszego towarzystwa Drezna, Wiednia, Paryżu i Londynu. Williams pilnował, aby te wczesne sukcesy nie pozbawiły podopiecznego należytej skromności i trzeźwości osądu. Na przykład podczas pierwszego pobytu Poniatowskiego w Wiedniu na początku 1752 roku Sir Charles przestrzegał młodzieńca przed zbytnim spoufaleniem się ze starym hulaką, Ludwigiem Friedrichem Juliusem Zinzendorfem, radząc Polakowi, że lepiej by zrobił, „kupując zdrowy rozsądek, rozum i doświadczenie” w towarzystwie uczonego anglofila, hrabiego Carla Firmiana, oraz brytyjskiego posła na dworze austriackim Roberta Keitha [patrz niżej]…

Obcowanie z Williamsem było także dla przyszłego króla Rzeczypospolitej praktyczną szkołą polityki dworskiej i dyplomacji. W 1755 roku nowy ambasador zaprosił Stanisława Antoniego do Petersburga w roli jego osobistego sekretarza. W pamiętnikach królewskich czytamy: „przyjaźń i zaufanie, jakie do mnie żywił, były tak wielkie, że niekiedy czytał mi najsekretniejsze depesze albo i prosił o ich szyfrowanie lub odszyfrowanie”. Nikt wtedy, prócz niego, takiej nauki nie mógłby mi udzielić.

W Rosji Sir Charles utorował Stanisławowi drogę do polskiego tronu. Z pamiętników carycy Katarzyny dowiadujemy się, że pewnego wieczoru patrzyła ona z podziwem na tańczącego Poniatowskiego, podczas gdy Williams opowiadał jej o nim i jego rodzinie. Kiedy ów romans rozkwitł, Williamsowi powierzono niezwykle delikatną misję wtajemniczenia i pozyskania kanclerza Aleksieja Bestużewa-Riumina dla sprawy zakochanej pary. Będąc tajnym współpracownikiem i po trosze mentorem Katarzyny, Sir Charles włączył się w (zakończone sukcesem) działania na rzecz ponownego ściągnięcia Poniatowskiego do Petersburga, tym razem w roli oficjalnego posła elektora saskiego. Zrobił to, mimo że wiedział, iż ze względów politycznych ich spotkania będą rzadkie. Wreszcie najprawdopodobniej to Williams zasugerował Katarzynie, aby w przyszłości uczyniła Stanisława królem Rzeczypospolitej.

Sir Charles Hanbury Williams był pod wieloma względami postacią tragiczną. Obdarzony znacznym talentem literackim, nigdy nie wszedł do kanonu literatury angielskiej, nawet jako autor uznanych erotyków. Zapewne byłby dobrym ojcem i nie najgorszym mężem, gdyby w młodości nie przesadził w hulankach, zarażając siebie i innych poważną chorobą. Później starał się nadrobić zaległości i naprawić błędy. Hojny i ceniony przyjaciel, dusza towarzystwa, twórca pamiętnych bon motów pod koniec życia stał się podatny na depresję. Odszedł ze świata żywych w obłąkaniu i osamotnieniu. Był, zwłaszcza na początku, energicznym i zdecydowanym dyplomatą, jednak brak należytego poparcia z Londynu spowodował, że każda jego misja zakończyła się niepowodzeniem. Odegrał ogromną rolę w rozwoju Stanisława Antoniego Poniatowskiego, ale torując mu drogę do polskiej korony, jednocześnie ściągnął na swego ukochanego „przybranego syna” ogromne nieszczęście.”

Tak pisze następca Normana Daviesa (patrz niżej), czyli profesor Ryszard BUTTERWICK-PAWLIKOWSKI (Kolegium Europejskie, Natolin – Instytut Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk). A ja tylko mogę dodać dwóch brytyjskich ambasadorów – następców owego nieszczęsnego Williamsa w Sankt Petersburgu:

„Robert Murray Keith (starszy) (zm. w 1774)szkocki arystokrata, brytyjski polityk i dyplomata żyjący w XVIII wieku… W roku 1758 przeniesiono go na ambasadę do Petersburga. Był na dworze rosyjskim latem 1762 roku, gdy Katarzyna Wielka, zamykając w więzieniu, swego męża Piotra III, koronowała się na carycę. Keith zmarł w Edynburgu w roku 1774.”

Tu trzeba mi przypomnieć owych niezrównanych szkockich medyków w Rosji

+

John Hobart, 2. hrabia Buckinghamshire (ur. 17 sierpnia 1723 w Londynie, zm. 3 sierpnia 1793 w Blickling w Norfolk) – brytyjski arystokrata i polityk… W latach 1762-1764 był ambasadorem Wielkiej Brytanii w Rosji… In the latter role he had to concede free trade and, more importantly, the enactment of the Papists Act 1778 which partially repealed the Penal laws and provided measures for the relief of Roman Catholics and Dissenters.

___

rbutterwickpawlikowski.png Professor Richard Butterwick-Pawlikowski took up the European Civilization Chair on 1 August 2014. In his teaching and supervision at the College he aims to facilitate students’ understanding of the history and civilization of all of Europe (east, west, north, south and centre).

 

Oświecona salonowa, czyli francuska „mama” naszego Stasia

MarieThereseRodetGeoffrin.jpg

„Marie Thérèse Rodet Geoffrin pod koniec życia”, Les peintres de Stanislas-Auguste II, Paris, Librairie de l’art ancien et moderne.

___

Wszyscy znamy losy związku prezydenta Emanuela Macron z jego „dojrzałą” Brigitte – warto sobie uświadomić, iż podobne relacje mają swoją historię także u nas. Oto w 1753, papa Poniatowski zapoznał swojego 21-letniego syna (wraz z jego braćmi) z wielką salonową sławą Paryża – 54-letnią Marie Thérèse Rodet Geoffrin. Uczucie, które wtedy wybuchło było tak mocne, iż kiedy Stasiu wylądował za długi (zaciągnięte na, pardonnez le mot, dziwki) w paryskim więźniu Le Petit Chatelet, Madame Geoffrin skrzynęła swoich „przyjaciół”, aby go wykupić. Stasiu do końca nazywał Marię Teresę „mamą”, a ona jego „synem” – wiemy to z ich licznych, słynnych listów opublikowanych w 1909, ale nigdy (choćby we fragmentach) nie przetłumaczonych na język polski. Z czasem, liczne damy europejskich dworów bardzo się pasjonowały ową „romantyczną przyjaźnią”.

Innymi słowy, nasz „król” Staś miał nie tylko oficera prowadzącego Williamsa, od 1750,  ale i prowadzacą „mamusię”, od 1753. Kiedy w 1764 wybrano owego Stasia na króla Polski, sprawy uległy przyspieszeniu, wszak w tym samym roku zlikwidowano zakon jezuitów we Francji – czas był najwyższy na Polskę. Sprawa była wielkiej wagi skoro w 1766, 67-letnia przesławna Mme Geoffrin, osobiście wybrała się w długą podróż do Warszawy!

Misja jednak spaliła na panewce – wedle jej słów – Staś miał być jak ten Henryk IV, a ona jak nam dobrze znany Sully, a tu tymczasem kiszka… Król wedle Madame, mimo bardzo dobrych chęci, okazał się słabego charakteru, a ci Polacy tacy okropni…

A trzeba wiedzieć, iż owa pani Geoffrin to „one of the leading female figures in the French Enlightenment.” Była wnuczką paryskiego bankiera, M. Chemineau, a żoną paryskiego przedsiębiorcy – Francois Geoffrina, udziałowca wytwórni szkła Saint-Gobain… Na paryskie salony wprowadziła ją słynna kurtyzana paryska, Claudine Alexandrine Guérin de Tencin, matka sławnego matematyka i filozofa – Jana le Rond d’Alemberta.

Po śmierci Mme de Tencin w 1749, Mme Geoffrin „przechwyciła” większość jej gości i w rezultacie utworzyła najsłynniejszy wówczas salon paryski, znany szczególnie z udziału wielu sławnych cudzoziemców – jak słynny Dawid Hume, czy (pederasta?) Horacy Walpole, który notabene żartobliwie nazywał gospodynię La Geoffrinska… W owym salonie uczyła się fachu Suzanne Curchod – córka szwajcarskiego, kalwińskiego pastora. Owa Suzanne wyszła z kolei za słynnego bankiera Jakuba Neckera – oboje mieli jedyną córkę, Anne-Louise Germaine Necker, baronową de Staël-Holstein, znaną jako Madame de Staël…

Salon_de_Madame_Geoffrin.jpgSalon Mme Geoffrin w 1755, w tle widoczne popiersie Voltaire’a

___

PS. Córka Mme Geoffrin, także Maria Teresa, już w wieku osiemnastu lat wyszła w 1733 za Charles-Philippe d’Etampes, markiza La Ferte-Imbault. Karol Filip (1712 + 1737) był pułkownikiem piechoty i pochodził ze starej rodziny Estampes. W posagu Maria Teresa wniosła aż 400 tysięcy liwrów…

Maria Teresa od młodości była w opozycji do salonu swojej matki. Mało tego: „Kiedy Mme Geoffrin śmiertelnie zachorowała, jej córka Thérèse, markiza de la Ferté Imbault, odsunęła od niej wszystkich dawnych przyjaciół, aby matka mogła umrzeć jak dobra chrześcijanka.”

PPS. „One woman allowed admission into Madame Geoffrin’s salon, Madame d’Etioles, who was to become Madame la Marquise de Pompadour after earning the French King’s interest, is reputed to have offered Madame Geoffrin and her daughter opportunities to present themselves at the French Court.”

«Très cher Jędruś» był też bardzo atrakcyjnym kompanem dla panów…

mokronowski.jpg

„Portret Andrzeja Mokronowskiego” Jean-Françoisa Colsona. Obraz olejny na płótnie  z 1770 roku. Znajduje się w Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. 

___

„Mokronowski (Mokranowski, Mokronoski) Andrzej (Jędrzej) h. Bogoria (1713–1784), generał, poseł na sejmy, marszałek konfederacji i sejmu 1776 r., wojewoda mazowiecki, polityczny negocjator, działacz wolnomularski… W czasie bezkrólewia po śmierci Augusta II został M. wybrany, wraz z bratem Ludwikiem, na posła ziemi warszawskiej na sejm elekcyjny. Odtąd związał się ze sprawą Stanisława Leszczyńskiego, po którego stronie służył jako major w regimencie dragonii…

O tym okresie wiadomo tylko tyle, że jako wolontariusz odbył dwie kampanie pod marszałkami F. de Coigny i Ch. L. de Belle-Isle, i że we Francji związał się z masonerią, skąd «pierwszy światła mularskiego przyniósł do Polski promienie» (okólnik «Wielkiego Wschodu» z 5 IV 1784). W r. 1744 przy pomocy barona Piotra Le Fort założył M. w Warszawie pierwszą regularnie działającą lożę «Trzech Braci» (Les Trois Frères). W archiwum Mokronowskich w Grodzisku znajdowały się rachunki tej loży z l. 1745–51. Mieściła się ona w domu M-ego, w literaturze mylnie utożsamianym z późniejszym pałacem Mokronowskich, na rogu Krakowskiego Przedmieścia i ul. Królewskiej. «Pracowała» w języku francuskim. Należeli do niej przeważnie cudzoziemcy i wojskowi.

Po powrocie do kraju M. pozyskał łaski dworu, został szambelanem Augusta III i ożenił się z Zofią z domu hrabianką von Bünau, wdową po saskim ministrze oraz generalnym poczmistrzu Korony i Litwy, Jerzym Henryku von Holtzbrink (zm. 1741?). Druga żona M-ego była to kobieta starsza od niego i bogata. To małżeństwo też miało się okazać nieudane (po długotrwałej separacji w r. 1766 nastąpił rozwód), początkowo jednak było dla kariery M-ego korzystne. «Interesy żony» sprowadziły M-ego do Berlina, gdzie Fryderyk II (M. zetknął się z nim jeszcze jako z następcą tronu) zatrzymał go na swym dworze jako wielkiego kuchmistrza. W „Adelslexicon der Preussischen Monarchie” M. figuruje jako Ober-Hofküchenmeister z datą: 1744. Wg Adama Naruszewicza miał M. podziękować za pruską służbę, kiedy Fryderyk II najechał Saksonię, a więc w tymże r. 1744. W polskie życie polityczne wszedł jednak jako człowiek związany z dyplomacją pruską, współdziałając z nią w zerwaniu sejmu grodzieńskiego 1744 r.

M. był niezwykle przystojnym mężczyzną, który miał wielkie powodzenie u kobiet (sprzyjały mu i wpływowe starsze damy). Łącząc mazurską werwę z paryską ogładą, «très cher Jędruś» (jak do niego pisano) był też bardzo atrakcyjnym kompanem dla panów. Zawołany biesiadnik i myśliwy, człowiek wesoły, ruchliwy i usłużny, w bezpośrednim kontakcie rozbrajał niechętnych i jednał sobie sympatię zarówno najwyżej postawionych osób, jak i szlacheckiej braci. «Przyjaciel wszystkich» (l’ami de tout le monde) pozyskiwał zaufanie, był powiernikiem sekretów i miał wielki talent godzenia zwaśnionych. Popularność i dar mediacji M-ego były przysłowiowe stanowiąc kapitał polityczny tego średniej kondycji i miernej fortuny szlachcica, z którym liczono się w kraju i za granicą.

M. należał do pierwszych wtajemniczonych w «sekret króla» (zakonspirowaną przed własnymi ministrami tajną dyplomację Ludwika XV, mającą początkowo na celu wyniesienie na polski tron Ludwika Franciszka księcia de Conti). Utrwaliła się w historiografii tradycja, jakoby M. był w r. 1745 czynny w Paryżu przy narodzinach «sekretu», ale to rzecz nie sprawdzona. Polscy powiernicy «sekretu» (Franciszek Bieliński, Antoni Potocki, Piotr Sapieha i M.) stanowili szczególną grupę w obrębie wspieranego przez Francję i Prusy «patriotycznego» stronnictwa Potockich. Przed sejmem 1746 r., na który M. posłował z ziemi warszawskiej, przybył do Warszawy L. A. Duperron de Castera, pierwszy z francuskich dyplomatów w Polsce, będących równocześnie agentami «sekretu». Nawiązał on bliską współpracę z M-m, który w lecie 1747 wystąpił z projektem wysłania do Francji jako niby to «wojażerów» polskich ochotników, którzy utworzyliby liczący 2 400 ludzi korpus na służbie Ludwika XV i kadrę francusko-kontystowskiego stronnictwa. Projekt utknął z powodu trudności finansowych. Z początkiem 1748 r. M., wraz z «patriotami», protestował przeciw przemarszowi wojsk rosyjskich przez Polskę w drodze nad Ren i pojechał w tej sprawie do Wersalu. Już po zawarciu pokoju akwizgrańskiego, jako poseł wyszogrodzki na sejm 1748 r., zdawał się współdziałać z Czartoryskimi w sprawie reform skarbowych i nie brał udziału w obstrukcji «patriotów», którzy sejm zerwali.

W owym czasie generał major wojsk kor. (nie znamy daty patentu) M., zdoławszy zadomowić się w sposób trwały w białostockim pałacu hetmana Jana Klemensa Branickiego, znalazł się w kluczowej pozycji rozgrywek partyjnych. Potoccy i Czartoryscy usilnie rywalizowali o pozyskanie sobie politycznie chwiejnego hetmana. Pod koniec 1748 r. «familia» odniosła sukces doprowadzając do ślubu 60-letniego Branickiego z 18-letnią Izabelą Poniatowską. Generał stał się wkrótce przyjacielem i powiernikiem, a potem kochankiem hetmanowej. Branicki nie był zazdrosnym mężem i M. bardzo dobrze umiał sobie pozyskać względy hetmana, któremu służył w roli totumfackiego. Hetmanowa (szczególnie przywiązana do swego brata Stanisława) starała się przeciągnąć męża ku «familii». Branicki nie chciał jednak poddać się kurateli apodyktycznych Czartoryskich i niekiedy dąsał się na M-ego, podejrzewając, że z miłości do Izabeli zdradza białostockie sekrety polityczne «familii». Z drugiej znów strony «patrioci» i Francuzi liczyli na to, że M. poprzez hetmanową i młodych Poniatowskich może dociekać sekretów Czartoryskich. W tej dwuznacznej sytuacji M. przez przeszło 20 lat (do śmierci hetmana) uprawiał ekwilibrystykę, spotykając się z zarzutami dwulicowości lub też będąc uznawany za rzecznika narodowego pojednania. Po raz pierwszy jako rozjemca rzucający się między wyciągnięte szable (te gesty stały się legendarne) wystąpił na Trybunale Piotrkowskim 1749 r. «Przybrał ten pozór jakoby sprzyjał familii» (Castera) i kiedy górujący liczebnie ludzie Potockich dobyli broni, uśmierzył tumult pozyskując wdzięczność młodego deputata Stanisława Poniatowskiego. Wśród licznych przeszkód na drodze pogodzenia Białegostoku z «familią» stała jednak polityka Francji, zwalczająca Czartoryskich jako «partię rosyjską».

Pozycja M-ego w stronnictwie patriotyczno-francuskim umocniła się wraz z przybyciem do Polski nowego ambasadora (i powiernika «sekretu») hr. Ch. F. de Broglie na sejm grodzieński 1752 r. Dyplomaci francuscy i pruscy dążyli do zerwania sejmu, omawiając tę sprawę z M-m, A. Potockim i P. Sapiehą. Kiedy z inspiracji Czartoryskich zebrano wiele podpisów (m. in. Branickiego) pod manifestem potępiającym zerwanie, M. zdołał z niemałą brawurą wyrwać ten papier i nakłonić hetmana do spalenia go. Wyolbrzymiając znaczenie manifestu M. przedstawił to Prusakom i Francuzom jako akt konfederacji, zamach na liberum veto i wstęp do przymierza polsko-rosyjskiego. Fryderyk II przekazał mu wyrazy «admiracji» i wyraził gotowość wynagrodzenia (jak się jednak wydaje, ani wcześniej, ani później M. nie brał od Prus pieniędzy). Broglie postanowił oprzeć stronnictwo francuskie na białostockim fundamencie, licząc na to, iż M. będzie hetmanem «kierował». Generał otrzymał wówczas z kasy ambasady 1 600 dukatów. Nie wiemy, odkąd M. był płatnym agentem Francji, znamy bowiem rachunki zarówno «ministerialne», jak «sekretne» dopiero od r. 1752. Jego pensja z kasy «sekretu» wynosiła wtedy 600 dukatów (6 600 liwrów) rocznie, a począwszy od r. 1754 – 1 200 dukatów. Podobnej wysokości pensję pobierał z oficjalnych funduszów ministerstwa, do czego dochodziły okolicznościowe gratyfikacje. Broglie po sejmie grodzieńskim prosił dla M-ego o Krzyż Św. Ludwika i patent generała majora (maréchal de camp) armii francuskiej. Orderu nie dostał, ale z początkiem 1754 r. otrzymał rangę generalską (nominacja miała być zachowana w tajemnicy i ujawniona jedynie w wypadku, gdyby M-emu groziło «prześladowanie» ze strony dworu i Henryka Brühla).

W l. 1752–6 dawni czołowi działacze «sekretu» w Polsce (Bieliński, A. Potocki, P. Sapieha) stopniowo usunęli się w cień i M. zajął pierwsze miejsce wśród «wtajemniczonych». Stronnictwo Potockich uległo dezorganizacji i gra polityczna toczyła się głównie między trzema siłami: partią dworską (Brühla i Jerzego Mniszcha), «familią» i Białymstokiem. W r. 1754 zaogniły się stosunki między Branickim i Czartoryskimi w związku ze sprawą ordynacji ostrogskiej. W lutym t. r. M. zajął wojskiem komputowym Dubno, z milicji ordynackiej uformował regiment kor. pod swoim szefostwem i manifestując gotowość do walki z «donatariuszami» zyskał sobie wielkie uznanie wśród wojska i szlachty. Po zerwanym przy udziale Francji i M-ego sejmie 1754 r. dwór kaptował sobie «patriotów» szafunkiem wakansów. M. otrzymał konsens na kupno starostwa ciechanowskiego i rangę generała-inspektora kawalerii kor. (z pensją ok. 20 000 złp.). Podczas kryzysu ostrogskiego M. pozostawał w kontakcie z Broglie’m, z którym w l. 1755–6 układał plany konfederacji. Spodziewając się nowej wojny Francuzi chcieli za pomocą konfederacji zamknąć Rosjanom drogę przez Polskę na zachód. M. był jednym z kandydatów na marszałka. Projektowano formalną konwencję między Francją a hetmanem Branickim o subsydiach, a M. miał być odpowiedzialny za «konduitę» hetmana. Wybrany na posła ziemi warszawskiej na sejm 1756 r. rozesłał już listy do posłów zalecając się do laski marszałkowskiej. Fryderyk II przesłał mu znaczące gratulacje z powodu wyboru, ale wobec wkroczenia Prusaków do Saksonii sejm się nie odbył.

W związku z «odwróceniem przymierzy» (koalicja Francji, Austrii, Rosji i Saksonii przeciw Prusom) upadły francuskie plany konfederackie i w latach wojny siedmioletniej w położeniu M-ego zwiększył się jeszcze element dwuznaczności. Rezydent pruski w Warszawie G. Benoit pozostawał z nim wciąż w przyjacielskich stosunkach. M. był oskarżany o prusofilstwo i denuncjowany w Paryżu przez Brühla, tak iż okresowo w kręgach «ministerialnej» dyplomacji uważano go za człowieka niepewnego. Zawsze jednak znajdował u Ludwika XV orędownika w osobie Broglie’a (po odwołaniu z Warszawy objął on we Francji kierownictwo «sekretu»). Walka z Brühlem na tle wciąż jątrzącej się sprawy ordynacji ostrogskiej (na wiosnę 1758 M. bronił zamku dubieńskiego przed oblegającym go Stanisławem Lubomirskim) zaprzątała jeszcze M-ego w czasie sejmików i sejmu 1758 r. Po sejmie hetman za pośrednictwem posła francuskiego zawarł jednak ugodę z dworem, w związku z czym M. na burzliwym Trybunale Piotrkowskim 1759 r. bronił interesów J. Mniszcha przeciw Janowi Małachowskiemu (głośny spór o dobra Rokitno) i znów popisał się talentem w rozładowaniu napiętej sytuacji. Przed sejmem 1760 r. Brühl i Mniszech niby to otwierali przed M-m (posłem ziemi bielskiej) widoki na laskę marszałkowską, ale dwór sejm zerwał, obawiając się zjednoczonej opozycji Branickiego i Czartoryskich. M. działał w tej próbie zbliżenia «familii» do hetmana i Francji wbrew sympatyzującemu z dworem ambasadorowi A. R. de Paulmy’emu. W połowie grudnia 1760 wyjechał z Warszawy przez Wiedeń w tajemniczej misji do Paryża. Konferował z księciem Contim i Broglie’m w sprawie wznowienia kandydatury Contiego na tron polski, ale Ludwik XV potwierdził swą dezaprobatę dla tej zaniechanej już sprawy. Minister E. F. de Choiseul w rozmowach z M-m wypowiedział się przeciw projektom konfederacji. Otrzymawszy z kasy «sekretu» 2 400 dukatów nadzwycz. gratyfikacji M. w sierpniu 1761 powrócił do Warszawy. Uchylając się od wznowienia aktywnej polityki w Polsce, Francja pozostawiała M-emu swobodę działania i zaprzestała systematycznie niszczyć polskie sejmy.

Współdziałanie Branickiego z Czartoryskimi otwierało perspektywę poczynań reformatorskich, których orędownikiem był w Białymstoku zaprzyjaźniony z M-m Stanisław Konarski. Już w r. 1757 Konarski i M. przygotowali dla Broglie’a memoriał z wyłuszczeniem interesów Polski na wypadek konferencji pokojowej (postulowano m. in. zniesienie liberum veto). W czasie Trybunału Piotrkowskiego (październik 1761), wciąż zamącanego sporem o Rokitno, M. przyczynił się do uciszenia tumultu i ufundowania trybunału pod laską związanego z «familią» Andrzeja Zamoyskiego. Z ramienia Branickiego uspokajał wzburzoną przeciw wojskom rosyjskim szlachtę wielkopolską, czym pozyskał sobie wdzięczność dworu. Wybrany na posła ziemi bielskiej już jako starosta janowski (starostwo to odstąpił mu Branicki), gotował się do odegrania wielkiej roli na sejmie 1762 r. Planowano sejm skonfederowany pod laską M-ego, którego kandydatura zdawała się mieć poparcie zarówno Branickiego, jak dworu i «familii». Wówczas to Branicki, za pośrednictwem M-ego i z pomocą Konarskiego, wygotował reformatorski memoriał dla ambasadora Paulmy’ego. Konarski wiązał wielkie nadzieje z sejmem pod laską M-ego, «jednego z najlepszych republikanów». W związku z objęciem rosyjskiego tronu przez Katarzynę II «familia» poczuła się jednak na sile do podjęcia radykalnej rozprawy z Brühlem i zerwania z Branickim. Kiedy w sejmie wydobyto szable, M. rzucił się między zbrojnych antagonistów i został lekko skaleczony. Szable schowano, ale sejm znów został zerwany przed obiorem marszałka.

Po sejmie M. nawiązał dobre stosunki z nowym ambasadorem rosyjskim H. K. Kayserlingiem. Opuszczając Polskę w kwietniu 1763 August III mianował M-ego i Kazimierza Poniatowskiego komisarzami do rokowań z Rosją w sprawie indemnizacji za szkody wyrządzone przez wojska rosyjskie. Po wyjeździe dworu kierownictwo spraw Rzeczypospolitej objęli: hetman Branicki i prymas Władysław Łubieński, a wśród doradców tych nieudolnych dygnitarzy najczynniejsi byli: M. (przy hetmanie) i Andrzej Młodziejowski (przy prymasie). Brali oni udział w ważnych konferencjach z Kayserlingiem. Kiedy w związku z zaognieniem walk partyjnych w lipcu wojska rosyjskie weszły na Litwę, M. swą perswazją u ambasadora wiele się ponoć przyczynił do ich wycofania. Pozyskał też sobie zaufanie prymasa, skłaniającego się ku «familii», ale starającego się z pomocą M-ego odgrywać rolę arbitra między coraz gwałtowniej walczącymi ze sobą stronnictwami.

Po śmierci Augusta III Łubieński jako interreks powołał M-ego na ważne w czasie bezkrólewia stanowisko generalnego poczmistrza (14 X 1763). Jako kandydat na marszałka sejmu konwokacyjnego M., popierany przez przeciwników «familii» (jej kandydatem był Adam Czartoryski), starał się otoczyć prymasa ludźmi, którzy by mogli go «otrzeźwić» i nim «pokierować». Kandydatura M-ego była w gruncie rzeczy kompromisową i jego poczynania zdążały do kompromisu między partią patriotyczno-hetmańską i «familią», przy założeniu, że nie dojdzie do interwencji rosyjskiej na większą skalę. Wciąż osobiście w dobrych stosunkach z Kayserlingiem, starał się o uzgodnienie stanowisk mocarstw i polskich stronnictw. Na okres bezkrólewia otrzymał z kasy «sekretu» gratyfikację 100 luidorów (200 dukatów) miesięcznie, był jednak w niewielkim stopniu kierowany wytycznymi Francji, która prowadziła politykę pełną sprzeczności i mimo pozorów zaangażowania w gruncie rzeczy bierną. Fryderyk II liczył na to, że M. będzie działał na rzecz Stanisława Poniatowskiego i już w styczniu 1764 protegował go u przyszłego elekta do starostwa. Zapewne najbliższa M-emu była koncepcja podsunięta mu w listopadzie 1763 przez «sekret» (ale być może podpowiedziana «sekretowi» przez niego), aby królem uczynić 75-letniego i bezdzietnego Branickiego, którego żona Poniatowska jako królowa mogłaby na przyszłość utorować «familii» drogę do tronu. Dla «patriotów» nie mniej ważną, jak osoba przyszłego króla, sprawą było utrzymanie osobistej pozycji i dawnych form ustrojowych Rzeczypospolitej (zwłaszcza prerogatyw buławy). Liczono w tym względzie na mediację mocarstw, zwłaszcza Prus. Na wypadek silnego forsowania spraw przez Rosję chowano projekt rozerwania niepewnej jeszcze solidarności rosyjsko-pruskiej przez ofiarowanie tronu księciu Henrykowi (bratu Fryderyka II). Trudno określić, w jakim stopniu uczestniczący w konwentyklach partyjnych M. był współtwórcą tych koncepcji; w każdym razie miał być ich wykonawcą.

Kiedy zbrojna interwencja rosyjska stała się faktem, M. wraz z prymasem bezskutecznie starał się doprowadzić do bezpośrednich rozmów między Stanisławem Poniatowskim a Branickim. Wreszcie porozumiał się z Kayserlingiem, że hetman w czasie sejmu konwokacyjnego wyjdzie z wojskiem z Warszawy i zawiąże rekonfederację, która mogłaby później prowadzić układy z konfederacją Czartoryskich. W przeddzień otwarcia sejmu poinformował prymasa o przygotowanym manifeście przeciw sejmowaniu w obecności wojsk rosyjskich i o projekcie spokojnego wymarszu, «co jeżeli tak się uda, manifestanci wkrótce przystąpią za mediacją króla pruskiego». Wszystko, co nastąpiło nazajutrz (7 V 1764), było starannie wyreżyserowane. W imieniu 22 senatorów i 45 posłów M. (posłował z ziemi bielskiej) złożył głośny protest i opuścił Izbę. Na skutek niezrozumienia przez «familijnych» ułanów jakichś gestów swoich pryncypałów doszło jednak do słynnego «dobywania szabel» i M. istotnie przez chwilę znalazł się w niebezpiecznej sytuacji z dużym pożytkiem dla swej legendy. Po wyjściu z Warszawy otrzymał 2–3 000 dukatów z funduszów królewicza Ksawerego. Przewidzianemu na marszałka rekonfederacji M-emu Branicki przekazał komendę nad ok. 2 000 wojsk kor., z którymi «rejterował się» na południe. Prowadzone za pośrednictwem M-ego i Macieja Starzeńskiego rozmowy między hetmańską parą a dowódcą postępujących za nimi wojsk «familijnych», Kazimierzem Poniatowskim, zostały w Warszawie przerwane żądaniem bezwarunkowego zdania się na łaskę zwycięzców. Komendę po Poniatowskim przejął Ksawery Branicki, który z Rosjanami energiczniej napierał na pospiesznie wycofującego się ku węgierskiej granicy M-ego. Coraz więcej chorągwi hetmańskich przechodziło na przeciwną stronę, aż wreszcie 24 VI pod Krasnym reszta wojska opuściła M-ego. Przedostawszy się do hetmańskiej kwatery w Bardiowie na Słowacji, ostatecznie wyrzekł się marszałkostwa rekonfederacji i został wysłany w tajnej misji do Drezna i Berlina.

W Dreźnie 15 VII 1764 odbyła się konferencja (z udziałem królewiczów Ksawerego i Karola, ambasadora francuskiego i Gabriela Podoskiego), na której zaakceptowano jako ostatnią deskę ratunku przedstawiony przez M-ego projekt jego misji do Berlina. Królewicz Ksawery (finansujący tę misję) nie tracił nadziei, że może Fryderyk II jeszcze poprze jego kandydaturę (Podoski proponował to uzyskać płacąc Prusom polskim terytorium), ale M. nie bardzo przejmował się saskimi sprawami i troszczył się głównie o zniesione przez sejm konwokacyjny prerogatywy buławy. W Poczdamie odbył 27 VII rozmowę z Fryderykiem, który wyraził gotowość wstawienia się u Katarzyny II w sprawie uchylenia «despotycznych» reform Czartoryskich i pogodzenia Branickiego z Poniatowskim. Kiedy M. wysunął projekt powołania na polski tron księcia Henryka, król pruski rzecz obrócił w żart. Wstawiennictwo pruskie w Petersburgu w sprawie usatysfakcjonowania Branickiego nie odniosło żadnego skutku.

Powróciwszy z Berlina, M. stale towarzyszył Branickiemu na Spiszu (tu doczekali elekcji Poniatowskiego), a potem w Białymstoku, namawiając hetmana do pogodzenia się z losem. Pozbawiony urzędu generalnego poczmistrza, M., wraz z innymi oponentami, w listopadzie 1764 złożył reces od manifestów. W kwietniu 1765 przybył do Warszawy i został dobrze przyjęty na dworze. Uznawszy Poniatowskiego jako króla, dwór francuski chciał w r. 1766 wysłać do Warszawy ambasadora (wobec zupełnej dezorganizacji dawnego stronnictwa francuskiego liczono jedynie na M-ego, iż pokieruje krokami ambasadora). Wbrew życzeniom zarówno Stanisława Augusta, jak i «sekretu» nie doszło jednak do nawiązania zerwanych w r. 1764 normalnych stosunków dyplomatycznych między Polską a Francją, która utrzymywała jednak w Warszawie drugorzędnych agentów (z reguły powiązanych z «sekretem») pozostających w poufnych kontaktach z M-m.

Ujawnione na sejmie 1766 r. napięcie stosunków między Rosją a Stanisławem Augustem ożywiło hetmańskie nadzieje i wysyłany raz po raz przez Branickiego do Warszawy M. znów znalazł się w centrum gry politycznej. Już w listopadzie 1766 «dwóch głównych dysydentów polskich» proponowało mu naczelny udział w montowanych przez Rosję robotach konfederackich. W poprzedzających zawiązanie konfederacji radomskiej naradach przywódców opozycji brano pod uwagę kandydaturę M-ego na marszałka, ale ponoć się wzbraniał nie wiedząc, jakie będzie stanowisko Francji. Branicki poprzez M-ego wysuwał koncepcję, aby o gwarancję przywróconych «wolności» prosić nie tylko Rosję, lecz wszystkie dwory mające w Polsce «wpływy». Gotujący się do odegrania czołowej roli hetman ostygnął jednak, gdy Repnin okazał się przeciwnikiem przywrócenia prerogatyw buławy. Rokowania w tej sprawie prowadził ambasador z Branickim za pośrednictwem M-ego, który bezskutecznie namawiał hetmana do uległości i z trudem uzyskał jego pisemny i warunkowy akces do konfederacji radomskiej. Sam M. do konfederacji przystąpił i ją zaprzysiągł. W czasie sejmu 1767–8 r. przebywał w Warszawie i za jego pośrednictwem starano się załatwiać u Repnina różne sprawy (tej drogi szukał m. in. Konarski). Gościnny dom M-ego w Jordanowicach pod Warszawą był miejscem, gdzie w tych dramatycznych czasach król, Repnin i różni dygnitarze znajdowali odprężenie w atmosferze beztroskiej wesołości. Po śmierci Eustachego Potockiego (22 II 1768) Stanisław August dał M-emu starostwo tłumackie.

Po ogłoszeniu konfederacji barskiej król w porozumieniu z Repninem i na mocy uchwały rady senatu z 31 III 1768 wysłał M-ego z misją do Baru. Generał wiózł listy Stanisława Augusta do Józefa Pułaskiego i Michała Krasińskiego, którym miał zapewnić przebaczenie dla konfederatów, jeśli «odstąpią od imprezy». Jechał przez Krystynopol, gdzie konferował (11 IV) z dowódcą wojsk rosyjskich gen. P. Kreczetnikowem i stąd starał się oddziaływać na konfederatów przez Franciszka Salezego Potockiego. Nawiązał korespondencję z Pułaskim i Krasińskim utrzymaną w tonie przyjacielskim i bratersko-konfederackim, szefowie barscy odraczali jednak termin spotkania. Ponieważ «delegacja» M-ego była równoznaczna z zawieszeniem działań zbrojnych, konfederaci chcieli zyskać na czasie, aby się wzmocnić. W czasie trwania misji M-ego doszło jednak do walk między Rosjanami i konfederatami, wszczęcie których obie strony przypisywały sobie nawzajem. M. został zatrzymany w Zinkowie (3 mile od Baru) przez podjazd konfederacki i cofnięty do Gródka. Pułaski wzywał go do połączenia się z konfederacją, a on wymawiał Pułaskiemu, że nie chcieli wysłuchać propozycji pragnącego ratować ich króla i «wpędzili się w toń». Powróciwszy w połowie czerwca ze Lwowa do Warszawy, był jednak pod wrażeniem postępów konfederacji. Opuszczający Polskę Repnin i jego następca M. Wołkoński bezskutecznie namawiali M-ego do współpracy (rekonfederacji). Z końcem czerwca 1769 generał wyruszył do Francji. Wiózł z sobą listy Branickiego i formalnie był jego wysłannikiem. Po drodze zatrzymał się w Cieszynie, gdzie konferował z szefami konfederackimi. W Paryżu występował w imieniu «wszystkich patriotów». Mandat M-ego był niejasny i wydaje się, że jego poczynania były w znacznej mierze inspirowane przez «sekret».

Pobyt M-ego w Paryżu przeciągnął się blisko rok (sierpień 1769 – czerwiec 1770). Działając w ścisłym porozumieniu z Broglie’m i z od dawna związanym z «familią» agentem «sekretu» J. Monetem, M. przyczynił się do zaniechania przez rząd francuski projektu detronizacji Stanisława Augusta (sprawa ta była uprzednio uzgodniona przez Choiseula z konfederatami). Proponował nawiązanie rokowań w sprawie dobrowolnej abdykacji króla, który jako odszkodowanie otrzymałby w dożywocie Spisz. Podejmował się przeprowadzić tę sprawę za pośrednictwem hetmanowej Branickiej. Stanisław August miał być ulokowany w jakimś pogranicznym zamku, poza zasięgiem wojsk rosyjskich, skąd mógłby swobodnie pertraktować z «narodem». Generalność konfederacka, stojąc na stanowisku detronizacji, śledziła poczynania M-ego z niepokojem. Otrzymał on też wezwanie (z 5 XII 1769) do opuszczenia Francji, ale za sprawą Branickiego ów nakaz w styczniu 1770 odwołano i M. pozostał w Paryżu z formalnym upoważnieniem Generalności. Broglie chciał mu powierzyć główną rolę w kierowaniu finansową, wojskową i dyplomatyczną pomocą Francji dla konfederacji, Choiseul jednak zwlekał z decyzją i miesiącami uchylał się od rozmów z generałem. Rozgoryczony i zadłużony M. zaczął się odgrażać przed Broglie’m, że uda się do Berlina, aby powierzyć losy Polski królowi pruskiemu. Wreszcie zlecono kierowanie spraw polsko-konfederackich wysłanemu do Wiednia F. M. Durandowi (równocześnie powiernikowi «sekretu») i M. został mu podporządkowany. Ułagodzony wypłatą zaległej pensji i nadzwyczajnej gratyfikacji udał się do Wiednia, gdzie otrzymał od Duranda instrukcję (z 18 VIII), żeby przez hetmana działał na Generalność w celu powstrzymywania jej od zamiaru detronizacji, a przez hetmanową na Stanisława Augusta, aby wszystkie swe cele podporządkował ratowaniu niepodległości. Omijając siedzibę Generalności (Preszów), M. udał się do Gdańska, a stamtąd niespiesznie (obawiał się Rosjan) do Białegostoku, gdzie stanął w październiku 1770. Tymczasem 22 t. m. Generalność ogłosiła akt bezkrólewia, co przekreśliło całą «sekretną» negocjację M-ego.

W okresie schyłku konfederacji i pierwszego rozbioru M. pozostawał w dyskretnych stosunkach ze Stanisławem Augustem i konfederatami oraz z dyplomacją francuską i pruską, na marginesie jawnego życia politycznego. W owych latach wygasły jednak główne przyczyny dwuznaczności w dotychczasowej sytuacji generała.

W r. 1771 zmarł bezpotomnie J. K. Branicki. Wg powszechnie przyjętej tradycji wdowa po hetmanie w bliżej nie określonym czasie morganatycznie poślubiła M-ego. Potajemność tego związku miała być spowodowana chęcią utrzymania przez Izabelę całości dożywocia (dobra białostockie), a może też dostojnego tytułu «pani krakowskiej». W każdym razie od chwili śmierci hetmana plenipotentem i współużytkownikiem ogromnej fortuny oraz jawnym już towarzyszem życia Branickiej był M., który stał się faktycznie jednym z największych magnatów i szwagrem Stanisława Augusta. Będąc gospodarzem w Białymstoku, pałacu Branickich w Warszawie i po pańsku urządzonych Jordanowicach (pięknie przebudowany dwór, podziwiany przez współczesnych podróżników park) wyrósł M. z «hetmańskiego przyjaciela» na czołową postać życia towarzyskiego czasów stanisławowskich. Bywając na obiadach czwartkowych oraz przyjaźniąc się z Ignacym Krasickim i Adamem Naruszewiczem obracał się też w kręgu intelektualnej elity.

W r. 1774 zmarł Ludwik XV i ustała działalność «sekretu króla». Ministerstwo spraw zagranicznych objął Ch. G. de Vergennes (dawny kolega M-ego jako powiernik «sekretu» w Turcji), który poprowadził politykę pogodzenia się Francji z pozycją Katarzyny II w Europie Wschodniej. W uznaniu dawnych zasług M-ego oraz chcąc sobie zapewnić jego dyskrecję i utrzymać pewien ślad wpływów francuskich w Polsce (z dawnego stronnictwa pozostało dwóch osiwiałych w służbie «sekretu» weteranów: M. i Wojciech Jakubowski), rząd Ludwika XVI przyznał mu pokaźną rentę 30 000 liwrów rocznie. Dom M-ego był otwarty dla wszystkich przebywających w Polsce Francuzów. Pełnił on funkcje poniekąd konsula (z pomocą swego sekretarza Josepha Auberta legalizował przeznaczone dla Francji akty prawne).

Republikańsko-białostocka przeszłość, wciąż żywe kontakty z dyplomacją francuską, szerokie koneksje i popularność «nieposzlakowanego patrioty» stanowiły kapitał polityczny królewskiego szwagra. Nawiązał on przyjacielskie stosunki z nowym ambasadorem rosyjskim O. Stackelbergiem i z cienia, czy też półcienia wyszedł na jedno z kluczowych miejsc w stronnictwie królewskim. Kiedy przed sejmem 1776 r. król i ambasador przygotowywali się do rozprawy z nową magnacko-hetmańską opozycją (Stanisław Lubomirski, Adam Czartoryski, Ignacy Potocki, Ksawery Branicki), do przebywającego w Petersburgu Stackelberga M. napisał «list patriotyczny», który bardzo spodobał się Katarzynie II. Postanowiono skorzystać z firmy i zręczności M-ego dla przeprowadzenia konfederackiego zamachu stanu. W świetle relacji agentów francuskich M. występuje jako człowiek, który namawiał do umiarkowania i odradzał Stackelbergowi posyłanie wojska na sejmiki. Z protokołów konferencji króla ze Stackelbergiem wiemy, że kiedy 15 VIII zaproponowano M-emu (wybranemu na posła ziemi warszawskiej) marszałkostwo sejmu i konfederacji, odradzał on zawiązanie przed sejmem konfederacji w Radzie Nieustającej. W dalszych konferencjach przyjęto jednak ten projekt, umożliwiający niedopuszczenie do sejmu opozycyjnych posłów. Dn. 23 VIII spisano w Radzie Nieustającej akt konfederacji i zebrani w pałacu Michała Poniatowskiego senatorowie i posłowie jednogłośnie wybrali na marszałków M-ego i Andrzeja Ogińskiego. Nie można dzieła ustawodawczego «sejmu Mokronowskiego» przypisać osobie marszałka, umiejętnie on jednak przeprowadził i firmował uchwały konsolidujące reżim Rady Nieustającej, ostatecznie niweczące prerogatywy buławy (rozprawa z Branickim) i otwierające dalsze perspektywy reformatorskie (powierzenie Andrzejowi Zamoyskiemu opracowania kodyfikacji praw sądowych). W ostatnim dniu sejmu (31 X) król mianował nowych członków Komisji Edukacji Narodowej (wśród nich M-ego) i ustępującego marszałka udekorował w sali senatu Orderem Orła Białego, co było ceremonią bez precedensu. Wybrana na tym sejmie Rada Nieustająca przeznaczyła «na ekspens ekstraordynaryjny» dla M-ego 120 000 złp. (wydaje się jednak, że wypłata nie została zrealizowana).

Począwszy od r. 1776 M. należał do najzaufańszych ludzi zarówno króla, jak Stackelberga, między którymi wciąż pośredniczył i uczestniczył w ich konferencjach. Miał też nadal dobre stosunki z przedstawicielami opozycji magnackiej, jego też pomocy szukali Ksawery Branicki i Kazimierz Nestor Sapieha czy Ignacy i Stanisław Potoccy, jeśli chcieli się zbliżyć do króla, lub na niego wywrzeć nacisk. Trudno się rozeznać, w jakim stopniu M. odgrywał samodzielną rolę w prowadzonej przez Stackelberga grze między Stanisławem Augustem a opozycją. Wydaje się jednak, że o ile ambasador starał się umacniać swą pozycję kłócąc Polaków między sobą (próbował nawet zasiać nieufność między królem a M-m), to M. chciał skupić wokół królewsko-ambasadorskich współrządów jak największą ilość ludzi i nadać «rosyjskiemu systemowi», który uważał w ówczesnej sytuacji za jedynie możliwy, barwę «patriotyczną». Doradzał, aby stosunki między Petersburgiem a Warszawą oprzeć na zasadzie formalnego sojuszu. «Inaczej – pisał w r. 1779 do gen. Jana Komarzewskiego – będziemy zawsze chwiejni (flottants) i bez rzeczywistej konsystencji, a Rosja nigdy nie będzie nas pewna, jak tylko posługując się siłą i przymusem». Szczególną pozycję u Stackelberga zawdzięczał M. w znacznym stopniu swym powiązaniom francuskim, dogadzającym teraz polityce rosyjskiej w ogóle, a w szczególności ambicjom ambasadora, który chciał mieć swoje własne paryskie koneksje. Vergennes wciąż przez M-ego zalecał Polakom, aby szczerze pogodzili się z Rosją i widzieli w niej jedyną osłonę przed groźbą nowego rozbioru.

W l. 1778–9 wojna o sukcesję bawarską stworzyła sytuację, w której król obawiał się wzrostu podsycanej przez Austrię opozycji i międzynarodowych komplikacji grożących nowym rozbiorem. Planował więc, aby sejm 1778 r. był skonfederowany pod laską M-ego. Rosja nie wyraziła na to jednak zgody i sejm był «wolny» (pierwszy nieskonfederowany za panowania Stanisława Augusta). M., poseł ziemi bielskiej, zagaił obrady jako marszałek «starej laski», co wywołało zrazu dość hałaśliwą opozycję (czy za «starą laskę» można uznać marszałkostwo sejmu 1776 jako skonfederowanego), ale potem obradowano spokojnie. W czasie tego sejmu stale odbywały się w domu M-ego narady posłów. Na życzenie Stackelberga wybrano do Rady Nieustającej kilku przywódców antykrólewskiej opozycji, ale potem ambasador zaniepokoił się, iż owa opozycja może pójść za daleko, i na przełomie l. 1778/9 planował jej powściągnięcie za pomocą konfederacji pod laską M-ego. Rychłe zakończenie wojny zdezaktualizowało tę sprawę…

W lecie 1783 przebywał M. w towarzystwie «pani krakowskiej» w Paryżu jako wojażer w nieoficjalnej misji politycznej (prowadził szyfrowaną korespondencję z królem). Zaprzątały wówczas Europę rokowania kończące wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych i nowy kryzys wschodni zakończony aneksją Krymu przez Rosję. Często widując się z Vergennes’em, M. zabiegał, aby w traktatach umieścić artykuł, «ażeby więcej nie było podziału Polski». Nawiązał bliskie stosunki z posłami rosyjskimi w Paryżu (Boriatyńskim, a zwłaszcza Markowem), którzy chcieli się posłużyć jego doświadczeniem i kontaktami w staraniach o francuskie poparcie w sprawie krymskiej. Na prośbę posłów odbył konferencję z Vergennes’em, który «dał mu rękę» i oświadczył, że chce scementować trwałą unię Francji z Rosją i nie dopuści do nowego rozbioru Polski. Wówczas stary wojewoda klęknął przed francuskim ministrem, «bom rozumiał, que je parlais à Dieu». Król wezwał M-ego do powrotu w związku z alarmującymi pogłoskami, że Branicki chce skorzystać z kryzysu krymskiego, aby zawiązać konfederację. M. wyraził gotowość przeciwdziałania tym zamiarom w Radzie Nieustającej, a w razie potrzeby i za pomocą generalnej konfederacji «dla utrzymania spokojności». Kiedy w październiku 1783 M. powrócił do Warszawy, sprawa konfederacji już nie była aktualna.

W owym czasie Ignacy Potocki ustąpił ze stanowiska w. mistrza polskiej masonerii i sekretarz królewski Maurice Glayre przeprowadzał reformę masońskich ustaw. Na walnej sesji «Wielkiego Wschodu» 26 II 1784 przyjęto nowe ustawy i jednomyślnie (choć w tajnym głosowaniu) wybrano na w. mistrza M-ego. Istnieją różne domysły na temat związków jego działalności wolnomularskiej i politycznej. Wobec rozgałęzienia masonerii w ówczesnej Europie niewiele można jednak wnosić z faktu, że zarówno M., jak Conti, Fryderyk II, Stanisław August czy Stackelberg należeli do lóż, choć «braterstwo» z tymi ludźmi mogło ułatwiać dojścia i kontakty. Pierwszy polski mason był przez 40 lat czynny w różnych i o zmieniających się nazwach formacjach wolnomularskich. W Białymstoku istniała loża «Złoty Pierścień», przemieniona w r. 1770 w «Przyjaźń». Kiedy po pierwszym rozbiorze ożywiła się działalność masonerii, M. należał do założycieli «Zakonu Przyjaciół Doświadczonych» (1774), który potem przyjął nazwę «Kawalerów Św. Karola», a w r. 1780, wraz ze starym współinicjatorem masonerii w Polsce Piotrem Le Fortem, stanął na czele «pracującej» w języku francuskim loży «Jan pod Gwiazdą Biegunową». Można przypuszczać, że przejęcie kierownictwa «Wielkiego Wschodu» z rąk jednego z przywódców antykrólewskiej opozycji przez takich ludzi jak Glayre i M. nie było obojętne dla Stanisława Augusta. Nowy w. mistrz był już jednak człowiekiem chorym i tylko niespełna 4 miesiące zasiadał na «tronie światłości». Wydał 5 IV 1784 okólnik wprowadzający nowe ustawy, a 7 V t. r. w lożach obchodzono uroczyście imieniny «króla i brata».

Czerstwe zdrowie M-ego (niekiedy tylko dokuczała mu podagra) załamało się gwałtownie po powrocie z Francji. Zimę 1783–4 r. przechorował i dwukrotnie wówczas przyjmował sakramenty. Silne podkreślenie tego faktu w nekrologach może świadczyć, że było to «nawrócenie grzesznika». Na wiosnę M. poczuł się lepiej i podjął działalność publiczną. Dn. 14 VI 1784 «zdrów i wesół na pozór» był z «panią krakowską» u króla w Łazienkach, ale po kilku godzinach zmarł «rażony apopleksją». «Warszawa zasmęciła się prawie cała – pisał król do Joachima Chreptowicza – i kocham ją za to». M. pochowany został bardzo uroczyście (ze strzelaniem z dział) w kościele Kapucynów w Warszawie. Obchody żałobne urządziła Rada Nieustająca i Komisja Edukacji Narodowej. Michał Poniatowski zarządził publiczne modły w swoich diecezjach: płockiej i krakowskiej. «Wielki Wschód» odbył 26 XII «lożę żałobną» przy ofiarowanym przez króla portrecie M-ego. Sążniste pochwały zmarłego mistrza, wygłoszone po polsku (Stanisław Kostka Potocki), po francusku (zapewne Joseph Aubert) i po niemiecku (Gottfried Brun), zostały wydane jako osobne broszury. Postanowiono, że w każdej loży umieści się portret M-ego, przed którym nowo przyjęci bracia będą składać przyrzeczenie naśladowania jego cnót. Cnoty te opiewał w swych wierszach („Pamiątka” i „Nadgrobek”) I. Krasicki.

W małżeństwach z niewiadomego imienia Włoszką Castelli i z Zofią von Bünau był M. bezdzietny. Krążyła plotka (przekazał ją pamiętnik A. Moszczeńskiego), jakoby jego i Izabeli Branickiej synem był Stanisław Mokronowski (zob.), «przyjęty za swego» przez brata Ludwika. M. zajmował się edukacją i karierą Stanisława (umieścił go w armii francuskiej), który wraz z drugim bratankiem Antonim był jego spadkobiercą. Archiwum M-ego, które znajdowało się w Bibliotece Ordynacji Krasińskich, uległo zniszczeniu w r. 1944. Jako jedyny z historyków korzystał z niego w swych różnych pracach W. Konopczyński.

Współcześni różnie oceniali M-ego. W masońskich i pijarskich panegirykach, a także w opiniach ludzi z obozu królewskiego (A. Naruszewicz, I. Krasicki, M. Poniatowski, sam Stanisław August w swych pamiętnikach), sławiono jego gorący patriotyzm, bezinteresowność, odwagę, sprawiedliwość, dobroć i dobroczynność, a także naturalną szczerość i prostolinijność. Zastanawiające jest przypisywanie tej ostatniej cnoty notorycznemu adeptowi «sekretów» i uczestnikowi karkołomnych gier politycznych. Spotykamy więc też i opinie, że M. «był zmienny jak kameleon» (Michał Starzeński), «chorągiewką na dachu» (królewicz Ksawery), «najchytrzejszym z hipokrytów» (agent Ksawerego – Józef Bratkowski). Bibliograficzna satyra przypisała M-emu dzieło pt. „Sposób oszukiwania wszystkich nie gniewając nikogo”. Inaczej ów talent «nie gniewania» ujął Stanisław Konarski pisząc do M-ego: «Pan ma szczególny sposób na to, aby powiedzieć wszystko, a nie urazić». Może istotnie sekretem sugestywności M-ego było łączenie zręczności z otwartością, szczerym angażowaniem się w «kalejdoskopiczne» sprawy tych zawiłych czasów. Trafną wydaje się charakterystyka skreślona w r. 1764 przez Jana Ponińskiego: «Mokronowski jest to doskonały patriota, dzielny, przedsiębiorczy, popularny, chciwy sławy, ale nie dość cierpliwy, aby uporządkować swe idee, nie dość solidny, zbyt skory do podejmowania się spraw, których dostatecznie nie ogarnia, i niestety ma zbyt czułe serce».

Wokół postaci M-ego powstała legenda, której głównym twórcą był C. C. Rulhière, człowiek pozostający w kręgu inspiracji «sekretu» i osobiście oczarowany przez M-ego (zaprzyjaźnił się z nim w r. 1769/70 w Paryżu i czerpał od niego informacje). W „L’histoire de l’anarchie de Pologne” Rulhière przedstawił wizerunek polskiego republikanina na miarę antycznego herosa. Zanim się ta książka ukazała (1807), czytano ją w rękopisie i jeszcze za życia M-ego (w r. 1783) młody wówczas Talleyrand zapewniał autora, że dzięki niemu «czcigodny Branicki i wielki Mokronowski będą nieśmiertelni». Echa dzieła Rulhière’a rozlegają się w całej historiografii XIX wieku. Misję M-ego do Baru zbeletryzował Włodzimierz Maciąg w powieści: „Konfederacja albo próba Mokronowskiego” (W. 1973).”          (Emanuel Rostworowski)

 

Poczet warchołów polskich I

Ossolinski_Kazanowski_Palace.jpgPałac Kazanowskich (po prawej)** i Pałac Ossolińskich (po lewej). Zostały zniszczone w czasie potopu szwedzkiego

___

Kazanowski Zygmunt z Kazanowa h. Grzymała (ok. 1563–1634), podkomorzy wielki kor. był synem Marcina, starosty wiskiego oraz felińskiego, i Katarzyny Tarłówny [siostry Mikołaja]. Dworzanin dwóch królów, Stefana Batorego i Zygmunta III, głośny mistrz w sztuce wojennej, wychowawca królewicza Władysława i dworskiej młodzieży. Jako nauczyciel królewicza Władysława w zakresie sztuki wojennej i jego doradca, wyrobił sobie duży wpływ na przyszłego króla oraz znaczenie na jego dworze…

W czasie rokoszu M. Zebrzydowskiego stanął przy królu… Jako marszałek dworu królewicza Władysława (praefectus cubiculi) i członek rady wojennej odgrywał K. dużą rolę na wyprawach wojennych. W r. 1613 otrzymał starostwo krośnieńskie, a w r. 1617 barcickie. S. Kobierzycki zwie go też gubernatorem Inflant. Podczas kampanii rosyjskiej 1617 r. podsycał K. ambitne i warcholskie zapędy swego krewniaka, pułkownika Marcina Kazanowskiego, wichrzącego w obozie przeciw hetmanom. W r. n. jako strażnik w obozie królewicza intrygował wśród powierzonej mu młodzieży i rościł pretensje do dzielenia władzy z hetmanem K. Chodkiewiczem. Jerzy Ossoliński, późniejszy kanclerz, zwał K-ego «starym lisem».”

Kazanowski Adam z Kazanowa h. Grzymała (ok. 1599–1649), kasztelan sandomierski, marszałek nadworny kor. Wywodził się z woj. sandomierskiego. był młodszym synem Zygmunta, podkomorzego kor., i Zofii Warszewickiej. O studiach K-ego mało wiemy, ale sądząc po późniejszej działalności odebrał dość dobre wykształcenie. Jakkolwiek nie piastował najwyższych godności, odgrywał, zwłaszcza za Władysława IV, wybitną rolę, powszechnie uznawany za jego przyjaciela, doradcę i powiernika. Wpływ swój na tego króla zdobył sobie K. jeszcze w młodości, kiedy wraz z królewiczem i swym bratem Stanisławem wychowywał się pod opieką swego ojca Zygmunta, zaufanego dworzanina Zygmunta III. Królewicz Władysław początkowo obdarzał swą przyjaźnią brata K-ego Stanisława; w czasie jednak wyprawy moskiewskiej z niewiadomych bliżej przyczyn przeniósł swój afekt na K-ego. Odtąd K. towarzyszył Władysławowi w podróżach, na sejmy, za granicę, schlebiając zachciankom królewicza. Zygmunt III, który chyba nie bez słuszności podejrzewał, że K. wpływa ujemnie na jego syna, starał się rozerwać ten związek, ale napotkał na opór królewicza…

Wstąpienie na tron Władysława IV otwarło przed K-m szerokie możliwości, albowiem młody król w wielu wypadkach, zwłaszcza gdy chodziło o nadania dóbr, ulegał sugestii swego przyjaciela. K. nie był jednak lubiany na dworze, zarówno ze względu na swą chciwość, jak i ze względu na to, że strzegł zazdrośnie swego stanowiska zausznika króla i potrafił mścić się na swych rywalach. Nie zdradzał jednak większych ambicji politycznych…

Popierając Władysława IV K. umiał dbać o swe interesy. Nie wzdragał się brać pieniędzy od obcych posłów, traktując je jako zapłatę za usługi. Brał też chętnie podarunki od króla, zarówno w gotówce (20 000 zł otrzymał w czasie swego wesela), jak i w nadaniach. Stąd też zgromadził magnacką fortunę. Po ojcu odziedziczył Grzymałów w woj. ruskim, Kazanów, Kraśniki i Ciepielów w woj. sandomierskim. Majątek ten rozszerzył przez kupna i dary królewskie. W Krakowie posiadał dwa domy, a od króla otrzymał wspaniały pałac w Warszawie koło klasztoru Bernardynów, opisany wierszem przez muzyka królewskiego Adama Jarzemskiego w znanym utworze „Gościniec” (1643). W pałacu tym zgromadził K. bogatą bibliotekę i galerię obrazów włoskich, hiszpańskich i holenderskich, dobrze świadczących o kulturze marszałka. Doczekał się też szeregu dedykacji i panegiryków.

K. nie był jednak człowiekiem łatwym w obejściu. Miewał liczne zatargi z magnatami, prowokował po pijanemu awantury z poszczególnymi dygnitarzami. Najbardziej głośny był jego spór z woj. ruskim Jeremim Wiśniowieckim o majątek Rumno, który musiał dopiero rozsądzać król. Warto przypomnieć, że w Mikułowie po pijanemu zwadził się i omal nie pobił z marszałkiem kor., budząc zgorszenie obecnych i przerażenie młodej królowej. Później w czasie koronacji Ludwiki Marii paru karmazynów oberwało laską od krewkiego marszałka. Nie brakowało K-emu otwartych wrogów, jak np. kanclerz Jerzy Ossoliński, który nienawidził K-ego «gorzej niż psa i węża». Głęboką nienawiść żywiła ku niemu również Cecylia Renata, która nie bez racji widziała w K-m pośrednika w stosunkach pozamałżeńskich króla. K. odpłacał królowej pięknym za nadobne, podburzając króla i skłaniając go do decyzji niemiłych królowej… Nieoczekiwana śmierć Władysława IV była dla K-ego wielkim ciosem. «Bodajbym był albo przód przed panem, dobrodziejem moim, … albo zaraz za panem zeszedł z tego świata» powiedział wówczas chyba szczerze. Życzenie jego spełniło się dość szybko. Jeszcze na sejmie koronacyjnym w r. 1649 zabierał K. głos, wypowiadając się za powiększeniem żołnierza kwarcianego i występując przeciw żołnierzowi powiatowemu. Już jednak w tym samym roku, 25 XII zmarł bezpotomnie w stolicy. Został pochowany 13 I 1650 r. w kościele Św. Jana w Warszawie, gdzie wzniesiono mu pomnik. Cały olbrzymi majątek zapisał żonie Elżbiecie ze Słuszków, córce woj. mińskiego Aleksandra, którą był poślubił w r. 1634, a która po jego śmierci wyszła za Hieronima Radziejowskiego, podkanclerzego kor.

**)  „Jean Le Laboureur, który wspominał: Włochy (…) nie mają nic tak pompatycznego i wielkoksiążęcego. Przyznam, żem się czuł jakby przeniesiony we śnie do jakiegoś czarodziejskiego pałacu…

 

Jak prawnuk Jana III carem chciał zostać

+Prince_Charles_Edward.jpgCharles Edward Louis John Casimir Silvester Severino Maria Stuart

___

Pamiętacie może biedną Klementynę? Trzeba mi zamknąć „jej” wątek mało znanym szczegółem – otóż w 1745 jej syn Karol, prawnuk Jana III, uderzył w konkury o rękę… carycy Elżbiety. Oczywiście nic z tego nie wyszło, ale jest to ciekawy przyczynek do polityki jakobitów oraz (intrygującego) panowania Elżbiety. Pikanterii dodaje ciekawa koincydencja – „oświadczyny” Karola dotarły do Petersburga mniej więcej w czasie słynnego ślubu, któremu Elżbieta „przewodniczyła” – przyszłego Piotra III z przyszłą Katarzyną II…

Z kolei, swemu młodszemu bratu, Henrykowi, swatał Karol córkę księcia Radziwiłła, ich (dalszego) kuzyna. Z tego też nic nie wyszło, a ów Henryk został w 1747… kardynałem! „Posiadał tytuł kardynała od chwili nominacji do śmierci przez 60 lat i 10 dni – najdłużej w historii kościoła katolickiego.” Na nim ostatecznie „wygasła męska linia Stuartów. Prawa do korony brytyjskiej zgodnie z popieranymi przez jakobitów legitymistycznymi zasadami sukcesji przeszły na byłego króla Sardynii Karola Emanuela IV…

Po śmierci brata w 1807, ich prochy zostały razem pochowane w Bazylice św. Piotra na Watykanie, razem z prochami ich rodziców.