Szkockie ponure historie: Smoleńsk

Sporo już tu pisałem o szkockim potopie w Rzpltej i o innych ponurych szkockich breweriach**, ale ciągle potrafią mnie Szkoci zaskoczyć. Oto, okazuje się, że było wówczas dwóch Aleksandrów Leslie. Obok tego nieco starszego i bardziej znanego, 1ego Earla z Leven, który został szwedzkim marszałkiem, był też ten drugi Leslie, z Auchintoul, który został pierwszym generałem Moskali.

Jego historia poprzedza los najsłynniejszego Szkota w Rosji, Patryka Gordona**, do którego kiedyś w końcu wrócę… Tak jak ów Gordon, Leslie zaczął od służby w Polsce, ale w wieku 26 lat, w styczniu-lutym 1616 (w którym to roku notabene nagle zszedł był nasz największy zagończyk) dał się pojmać pod Smoleńskiem oddziałowi kniazia Dymitra Czerkaskiego. Zaraz potem, nie wiadomo w jakich okolicznościach, znalazł się na ponad 10 lat w służbie Gustawa Adolfa…

W służbie Moskali od 1630, kierował Aleksander reformą wojskową i rekrutacją pułków „nowego systemu” (Полки нового строя lub Полки иноземного строя) – w 1631 zwerbował na wojnę z Polską tysiące żołnierzy w krajach zachodnich, w tym w Szkocji. Po wojnie polsko-rosyjskiej***, w 1637 wylądował w Szkocji na osobiste wezwanie Karola I, który bezpośrednio zakomunikował to carowi Michałowi I. Wziął tam bardzo aktywny udział w wojnie domowej, i w efekcie czego w 1647 musiał Wyspy opuścić, po czym wrócił do Rosji. Tam, wraz ze swoimi oficerami, został we wrześniu 1652 ochrzczony w prawosławiu i przyjął imiona nomenomen Abrahama Ilicza oraz jako pierwszy w historii otrzymał stopień generała rosyjskiego. Jego ojcem chrzestnym był teść cara Aleksego, książę Ilia Miłosławski, a nasz Aleksander vel Abraham otrzymał z tej okazji 23 000 rubli w srebrze.

W 1654 dowodził udanym oblężeniem Smoleńska i został dowódcą tamtejszego garnizonu oraz wojewodą smoleńskim. Zmarł w 1663. To protoplasta rosyjskiej szlachty Leslie, np. jego wnuka Лесли,_Юрий_Фёдоровичa czyli generała-majora Jurija Fiedorowicza oblegającego Gdańsk w 1734, lub innych generałów-majorów – Dymitra Jegorowicza oraz Лесли,_Александр_Александровичa Jerzy Lesley (!) wedle Georga Grootha – 1749.

Ewentualnie smoleńskiego przywódcy szlachty – Лесли,_Сергей_Ивановичa… którego ojciec Iwan Wasylewicz pilnował Katarzynie II syberyjskich kopalni złota… I tak to się plecie.

**) szkolanawigatorow.pl/panel/artykuly=boson&t=szkoci

***) 9 października 1633 w walkach pod Smoleńskiem pułk Lesliego uratował pułk najemników angielskiego pułkownika Thomasa Sandersona, zaatakowany przez naszą husarię. Na radzie wojskowej 2 grudnia Leslie oskarżył Sandersona o niepowodzenie próby przełamania, ogłosił jego zdradę po czym zastrzelił pułkownika na oczach wojewody Michaiła Szeina.

Po kapitulacji Rosjan (15 lutego 1634) Szein został obwiniony o liczne błędy w sztuce wojennej i nadużycia finansowe, skazany na śmierć i stracony.

Ref. www.st-andrews.ac.uk/history/ssne/item.php?id=2916

Reklamy

Jak w 1766 Londyn sprzedał nas na dobre

Ów słynny traktat z 1734 miał niestety dalszy ciąg, z fatalnymi dla nas skutkami – Katarzyna II mogła sobie „zrekompensować” poniesione w związku z nim straty finansowe zyskami terytorialnymi. I tak to City świetnie zarobiło sprzedając Polskę Moskalom…

A chodzi tu o odnowienie owego traktatu w kilka lat po nastaniu Katarzyny: „Patrząc wstecz [w 1934] po pięciu pokoleniach, niepozorny rok 1766 wydaje się należeć do najbardziej brzemiennych w historii Europy. Traktat handlowy, który Wielka Brytania podpisała wtedy z Rosją, powiązał ich politykę na wiele burzliwych dekad. Namiętności skupione w polskim Sejmie zaowocowały nieubłaganie w wojnie tureckiej, Rozbiorze i relacjach, które uczyniły wiele w ukształtowaniu XIX wieku. Jeśli w 1934 roku Polska boleśnie zmaga się z trudnościami nieporównywalnymi z innymi krajami, to polityka brytyjska w 1766 nie jest całkowicie pozbawiona winy.”

Sekwencja wydarzeń:

1 lipca 1766 – podpisanie traktatu**

20 marca 1767 – przy wsparciu wojska rosyjskiego zostały zawiązane konfederacja słucka i konfederacja toruńska.
5 października – w Warszawie rozpoczął obrady „Sejm Repninowski”, który pod moskiewskimi bagnetami uchwalił „prawa kardynalne”.
13/14 października – Repnin aresztował i na 5 lat wywiózł do Kaługi prymasa Kajetana Sołtyka, biskupa Józefa Jędrzeja Załuskiego, wojewodę krakowskiego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna Rzewuskiego.

**) Szerszy kontekst: teść Ludwika XV, Stanisław Leszczyński otrzymał w dożywotnie władanie Księstwo Lotaryngii, które po jego śmierci zostało inkorporowane do korony francuskiej w roku 1766.” jak-francja-polske-sprzedala-za-co-sobie-lotaryngie-kupila/

PS. On 9 March 1768, Wroughton reported that the Diet had ended quietly, that Catherine had guaranteed all that the delegates had laid down, and that although extreme dissatisfaction prevailed, disorders were improbable unless provoked by foreign powers. Stanislaus agreed that he might now go on leave to England¹³³. Within three days, however, tidings had come which made it impossible for him to desert his post.

¹³³S.P. Poland, 96, Wroughton to Weymouth, 9 March 1768

 

 

 

 

Misja Tokarczuk

Sprawa jest poważna – i w sumie nie chodzi mi o te okropne peany na cześć Olgi Tokarczuk wygłoszone przez Premiera i Prezydenta, wszak obaj są niby na musiku – wybory pojutrze. Dla mnie wielkim ostrzeżeniem jest atak na Tokarczuk wczoraj przeprowadzony na Forum Żydów Polskich – Te słowa noblistki zapamiętałem… warto przeczytać.

Jakby tego było mało, tak przez przypadek, raptem dzień wcześniej Agnieszka Kołakowska opublikowała apologię PiSu i Polaków w przesławnym Politico: In defense of Poland’s ruling party!

Chodzi mi przede wszystkim o te Księgi Jakubowe, określone przez komitet noblowski jako opus magnum Tokarczuk, a które to tak czytał Prezes w 2016. W Polsce wydało je w 2014 Wydawnictwo Literackie, w Szwecji Ariel już w 2015 (a to ponad tysiąc stron…) a we Francji Éditions Noir sur Blanc w 2018. Ciekawe, że tłumaczenie angielskie jest planowane dopiero na 2021. Jednak prace przygotowawcze rozpoczęły się znacznie wcześniej, i nie chodzi mi tu o marny film z 2011 pt. Daas, ale o opublikowaną w tym samym roku książkę pt. The Mixed Multitude: Jacob Frank and the Frankist Movement 1755-1816 (University of Pennsylvania Press). Polskie tłumaczenie dzieła Pawła Maciejko wyszło w 2015 pt. Wieloplemienny tłum. Jakub Frank i ruch frankistowski. 1755–1816

To nie są igraszki: „Księgi Jakubowe” były taką próbą nawiązania do Henryka Sienkiewicza, Olga Tokarczuk mówiła, że to nawet było pisane przeciw Sienkiewiczowi, ale prawdę mówiąc, przez to mamy taki absolutny komplet, od Sienkiewicza do Tokarczuk. Strasznie się z tego cieszę – komentował sukces Olgi Tokarczuk Bartłomiej Sienkiewicz… Z kolei szwedzki największy [eskimoski] dziennik „Dagens Nyheter” w weekend poprzedzający ogłoszenie nagród Nobla opublikował obszerny wywiad z Tokarczuk, w którym pisarka opowiada o sytuacji politycznej w Polsce oraz wielokulturowej historii kraju.

Powieść Tokarczuk rewoltuje obraz życia religijnego w XVIII w., ale też odmienia postrzeganie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Rewizję swoją pisarka rozgrywa na rewersie „Trylogii”. Sienkiewicz, chcąc uzyskać obraz wyidealizowany, musiał przedstawić Polskę szlachecką z perspektywy szlacheckiej – podrzędna pozycja kobiet, dominacja jednego wyznania, okrutna hierarchia społeczna, dystrybucja bogactwa i biedy nabierały charakteru koniecznego. W „Księgach Jakubowych” konieczność znika, więc hierarchia odsłania się jako przemoc. U Sienkiewicza wojna wkraczająca do Polski jest zakłóceniem dobrego ładu. W powieści Tokarczuk, dziejącej się sto lat później, porządek społeczny pozostał bez zmian, ale jawi się on jako mieszanina bałaganu i przemocy w majestacie prawa.

W Polsce XVIII-wiecznej arystokracja rządziła szlachtą, szlachta – mieszczaństwem i chłopstwem, katolicy – wyznawcami innych religii, mężczyźni – kobietami. „Rządzić” znaczyło nie tyle „rozkazywać”, ile „dysponować cudzym ciałem i życiem”. Trzeba powiedzieć to wyraźnie: Polska szlachecka była państwem niewolniczym. Rzeczpospolita nie była więc „pospolita”, czyli wspólna.

Znane było w niej zjawisko „biegunów”, czyli chłopów zbiegłych od pana. Taki właśnie zbiegły niewolnik trafia do księdza Chmielowskiego. Uciekł z domu, bo musiał odpracowywać siedem dni na pańskim. Złapano go, surowo ukarano, ożeniono pod przymusem. Znowu uciekł. Znowu został złapany, pobity do nieprzytomności i pozostawiony na mrozie. Jego twarz – oszpecona, pokiereszowana, spotworniała – jest zakrytym obliczem tamtej Rzeczypospolitej. Wiedza o społeczeństwie XVIII-wiecznej Polski współwystępuje w powieści Tokarczuk z praktyką wrażliwości. Dlatego chciałoby się, aby w spisie lektur do „Potopu” dodano „Księgi Jakubowe”.

Polska, osławiony paradisus Judeorum, u Tokarczuk jawi się raczej jako surowy czyściec niż raj. Bliżej z niego do piekła niż do nieba. Szlachta czuje do Żydów obrzydzenie, chłopi ich nienawidzą, prawo ich nie chroni. W każdej chwili mogą zostać wyrzuceni z miast, do których przybywają, bo prawo zabrania im posiadania ziemi. Wszyscy chcą ściągać od nich podatki, nikt nie chce przyznać im przywilejów. Być Żydem to być kimś gorszym od chłopa – żyć na dole drabiny społecznej i czuć pospólną nienawiść do siebie. Bez względu na to, kto z kim prowadzi wojny, jako pierwsi ofiarą prześladowań padają Żydzi.

Czego Frank chciał w tym świecie wielorakiej nierówności? Równości. Dlatego przyjął chrzest i zabiegał o to, by przechrzczonych braci uszlachcono. Marzył o nieśmiertelności, o ustaniu cierpienia, ale jego współwyznawcy przełożyli to na utopię normalności. Tokarczuk nie stworzyła powieści przygodowej, choć jej książka opowiada o niezwykłych wydarzeniach. To, co czytamy, jest narracją przeciwatrakcyjną.

W narracji tej ogromną rolę odgrywa codzienność. Jedzenie, higiena, edukacja chłopców i dziewcząt, związek wiary i pochodzenia etnicznego z umiejscowieniem w strukturze społecznej. Kiedy Żydzi marzą o zmianie życia, kiedy snują opowieści o odmianie, która powinna nastąpić po chrzcie, nie roją o złocie i panowaniu. Mówią o dobrej codzienności – bez głodu i upokorzeń, z domem i kawałkiem ziemi, w spokoju i sprawiedliwości. „Czy nie mogłoby być wszystkiego pod dostatkiem, i ciepła, i jedzenia, i dachów nad głowami, i piękna? Komu by to szkodziło? (…) czy nie mogłoby być więcej czasu, więcej namysłu nad wszystkim?”. W Polsce te marzenia nie mogły się spełnić. Po pierwsze, Frank nie ustawał w poszukiwaniu prawdziwego Boga, więc rychło popadł w herezję. Po drugie, znudzili się nim jego protektorzy.

Dla arystokracji i kleru sprawa frankistów była okazją do pognębienia talmudystów i osiągnięcia spektakularnego sukcesu, jakim było ochrzczenie kilku tysięcy Żydów i popisanie się tym przed Watykanem. Przez jakiś czas przyjmowano Franka na warszawskich salonach z ciekawością, bo ubierał się z turecka. Kiedy obcość spowszedniała, nie nastąpił czas budowania wspólnej codzienności. Zabrakło wsparcia prawnego, finansowego i obyczajowego. Do głosu doszła najpierw obojętność, a potem poczucie wstrętu. Zbiegło się to z posądzeniem Franka o herezję i doprowadziło do jego uwięzienia. Przez trzynaście lat przebywał w klasztorze Paulinów na Jasnej Górze. A ponieważ nie przestał w tym czasie nauczać, w sercu polskiego katolicyzmu zagnieździła się herezja. Jej podstawą było utożsamienie Matki Boskiej z szechiną – prawdziwą obecnością Boga. Objawia się ona jako rzeczywistość sprzed porządku ludzkiego, naga, nieuformowana realność. Tam, gdzie Bóg jest obecny i gdzie człowiek doświadcza jego istnienia, prawo i grzech nie mają dostępu.”

PS. azjatyccy-bracia-i-neofici-czyli-wielka-padgatowka/

„Jak naiwne były wyobrażenia Czartoryskich…”

Obejmując tron po zamordowanym mężu Katarzyna II dokonała zasadniczej reorientacji rosyjskiej polityki zagranicznej względem Rzeczypospolitej. Przekreśliła też porozumienie carycy Elżbiety z Augustem III i przystąpiła do podporządkowania sobie Polski. W realizacji swojej polityki opierała się w kraju na wrogiej dworowi „Familii” Czartoryskich. Starzy książęta prąc do władzy wszelkimi środkami, wpierw chcieli zorganizować przy pomocy carycy zamach stanu, a gdy ta odmówiła, uzasadniając stanem zdrowia Augusta III Sasa perspektywę rychłej zmiany na tronie polskim, poczekali na śmierć króla by we współpracy z Katarzyną II sięgnąć po koronę.

Przebieg elekcji, jak również wydarzenia które ją poprzedzały w okresie interregnum pokazały, jak naiwne były wyobrażenia Czartoryskich o sojuszu z „Semiramidą Północy”, która w intencji książąt miała dopomóc w realizacji ich planów. To „Familia” Czartoryskich miała być narzędziem w polityce Katarzyny II wobec Rzeczypospolitej a nie odwrotnie. Zresztą dla trzeźwego obserwatora ówczesnej sceny politycznej jasnym było, że potężna władczyni imperium rosyjskiego nie będzie liczyła się z Czartoryskimi, o ile zajdzie taka potrzeba. Tak też się stało i na tronie wbrew rachubom Czartoryskich liczących na koronę dla księcia Augusta zasiadł Stanisław Poniatowski.

O tym, jakie powody zadecydowały o tak bezprecedensowym wyniesieniu bardzo świeżej daty magnata, napisała sama Katarzyna II do wiernie sekundującego jej w polityce wobec Rzeczypospolitej króla pruskiego Fryderyka II „…Proponuję waszej Wysokości takiego z Piastów, który będzie bardziej niż inni nam zobowiązany za to, co dla niego uczynimy. Jeśli wasza Wysokość wyrazi zgodę, proponuję stolnika litewskiego Stanisława Poniatowskiego, a to z następujących powodów. Ze wszystkich pretendentów do korony on ma najmniejsze możliwości jej otrzymania, tak, więc w następstwie będzie miał zobowiązania w stosunku do tych, z rąk, których ją otrzyma” .

Po wprowadzeniu przy pomocy rosyjskich bagnetów na tron Stanisława Augusta Poniatowskiego caryca konsekwentnie realizując swoje zamiary wobec Rzeczypospolitej przystąpiła do wykonania kolejnego planu, jakim było stworzenie w Rzeczypospolitej oddanego jej stronnictwa. Katarzyna II nie dowierzała w pełni ani królowi, ani Czartoryskim i dlatego już w okresie bezkrólewia postanowiła utworzyć z polskich innowierców ugrupowanie będące wiernym wykonawcą jej planów. Po to jednak, aby to nowe narzędzie rosyjskiej polityki wobec Polski było sprawne, wystąpiła ona z bezprecedensowym w ówczesnej Europie żądaniem przyznania mniejszościom wyznaniowym prawa zasiadania w sejmie.

Intencje carycy Katarzyny II w przeddzień rozstrzygnięcia kwestii dysydenckiej wyłuszczył ambasadorowi Nikołajowi Repninowi Nikita Panin pisząc: „kładę przede wszystkiem, jako niewzruszoną zasadę, będącą, jak z zaczątku samego, tak i obecnie na przyszłość mającą nieodzownym kierownikiem wszystkich naszych zamiarów i celów to, że sprawa dyssydentów nie ma być zupełnie – pretekstem do rozkrzewiania w Polsce naszej wiary i protestanckich wierzeń, lecz jedynie – dźwignią, gwoli pozyskaniu sobie, z pomocą naszych jednowierców i protestantów, silnego i przyjaznego stronnictwa, z prawem uczestniczenia we wszystkich polskich sprawach, nie już w imię wyjednywanej obecnie ze strony Rzplitej rękojmi Jej Imperatorskiej Mości, za całość jej konstytucyi i formy jej wolnego rządu, lecz w imię zapewniającej się na korzyść naszą, na wieczne czasy – opieki nad tymiż uprawnionymi, jako słabszej w rządzie polskim cząstki, która bezpieczeństwo swoje będzie odtąd na tejże naszej opiece gruntować”

Aleksander z NYC czyli działka w Przemyślu i pozew Polski

Screenshot 2019-10-09 at 14.50.22.png

___

Okazuje się, że ledwo Aleksander Choczyński dał Putinowi i jego ludziom zniknąć owe 26 listy Woltera (nie wiadomo czy kiedykolwiek poznamy ich treść – jak bulwersujące muszą być owe instrukcje Woltera dla Katarzyny II a dotyczące Polski, że Putin się na to zdecydował!) a zaraz w 2010 zwrócił się do Polski z propozycją pewnej wymiany – on odda Polsce zrabowany obraz jeśli dostanie z powrotem posesję w Przemyślu rodziny swojej matki, na której to posesji ponoć stoi obecnie kościół katolicki…

W efekcie polski MSZ już w 2013 zwrócił się do USA o ekstradycję mister Choczyńskiego, a po dwóch latach, w 2015 A. Choczyński został aresztowany i zakuty w kajdanki przed swoim domem na Manhattanie (rzut beretem od en.wikipedia.org/wiki/Museum_of_Jewish_Heritage), na oczach swojego dziecka jak twierdzi.

Amerykański sąd go jednak zwalnia, a 27 czerwca 2018 Aleksander Choczyński składa w nowojorskim sadzie pozew przeciwko Polsce (patrz wyżej). Domaga się rekompensaty finansowej za doznane krzywdy, w tym za tę zagrabioną posesję. Kto ma siłę może zapoznać się z tym dokumentem: lootedart.com/pdf2018/Khochinsky%20v.%20Poland(B2298407).pdf

Wedle owego pozwu rodzina matki Choczyńskiego (rocznik 1951) – Marii (rocznik 1922) z domu Knoll – miała w Przemyślu dom i działkę. W 1941 owa Maria musiała uciekać przed Niemcami**, a później wyszła za sowieckiego sołdata Jakuba Salomonowicza Choczyńskiego – tego od skradzionego obrazu. Zmarła w 1989.

W swym pozwie A. Choczyński powołuje się na imponującą listę „argumentów” jak sprawa Dreyfusa, Sąsiedzi Grossa, historia Przemyśla, pogromy, polski antysemityzm, ustawa JUST 447, Deklaracja terezińska, PiS, bracia Kaczyńscy itd. itp.

**) Ten jego fragment robi wrażenie:

On June 20, 1941, Maria and her grandmother had traveled east to Lviv (then within the USSR, now in Ukraine) to visit her mother for the Sabbath observance beginning Friday night at sundown. Maria and her grandmother stayed there Saturday night as well.

The next morning at 4:00 am—June 22, 1941—Germany broke the Molotov-Ribbentrop Pact in Operation Barbarossa, and invaded the Soviet Union.

Zrabowana „Dziewczyna” czyli Bohema w Moskwie a Aleksander w ciupie

Zrabowany obraz "Dama z gołębiem" w rękach Rosjanina. Czy dzieło sztuki wróci do Poznania? 9 maja 1931 roku, ówczesne Muzeum Wielkopolskie (dzisiejsze Muzeum Narodowe w Poznaniu) kupuje obraz „Dziewczyna z Gołębiem” autorstwa Antoine’a Pesne’a z 1754 roku. Dzieło pozostaje w kolekcji muzeum do 1943 roku, kiedy to zostaje zrabowane przez nazistowskie Niemcy. Niedługo później obraz jest przejęty przez Armię Czerwoną i trafia na tereny Rosji. Po wojnie „Dziewczyna z Gołębiem” trafia do rąk radzieckiego żołnierza. Po śmierci wojskowego, w 1991 roku dzieło zostaje odziedziczone przez jego syna, Alexandra Khochinskiego… da-daaam!!

No tak, skoro się miało takiego zaradnego ojca to nic dziwnego że ów Aleksander Choczyński już od 43 lat prowadzi galerię sztuki Bohema w Moskwie. Jej witryna internetowa wprawdzie nie imponuje bardzo, ale to może nie dziwić, wszak właściciel już od dawna mieszka w Nowym Jorku i ma obywatelstwo amerykańskie. Dlatego w 2015, po odmowie zwrotu Dziewczyny, Polska zażądała ekstradycji Choczyńskiego!

Wprawdzie wtedy sąd amerykański na to nie przystał, ale co się odwlecze to nie uciecze – 25 lutego b.r. Choczyński został aresztowany przez francuską policję na paryskim lotnisku im. Charles de Gaulle’a na podstawie nakazu Interpolu. Nie jest dla mnie jasne czy Choczyński wylądował w końcu w Polsce (może ktoś pomoże?), ale wiadomo za to że jego obrońcą jest ten oto adwokat: www.sullivanlaw.com/professionals-Nicholas-ODonnell

Cała ta sprawa ma jeszcze jeden zdumiewający kontekst, oprócz tego z podarunkiem dla Putina, ale o tym będzie w odcinku następnym…