Imperium i jego dwaj nieszczęśni prorocy

Nowoczesne imperium brytyjskie powstało 9. października 1651 wraz z ogłoszeniem, w Aktach Nawigacyjnych, panowania na morzach i oceanach. Wydarzenie to miało dwóch bohaterów – jednym był oczywiście zawzięty wróg Polski – Oliver Cromwell, a drugim, znany „kabalista i mesjasz” Menasseh ben Israel (nieobecny w polskiej wiki…).

„Akty” miały wielki wpływ na losy świata, w tym także na los Rzeczpospolitej, ale o tym kiedy indziej (choć trochę o tym i tu…), bo dziś chciałem się przyjrzeć marnemu losowi tych dwóch „proroków”, czy jak się okazuje tylko marnych narzędzi w rękach wielkich rozgrywających.

Zacznijmy od tego, że same te Akty pozostałby tylko świstkiem papieru, gdyby nie odpowiadające mu gwałtowne przemieszczenie się centrum finansowego świata z Amsterdamu do Londynu. Przypominam, iż pod koniec XVI wieku ¾ CAŁEJ floty handlowej Europy było holenderskie, Hanza uległa implozji, a już w 1609 powstaje w Amsterdamie pierwszy w historii bank centralny

Anglicy nie mogli się spokojnie temu przyglądać, inaczej Nowy Jork do dzisiaj byłby Nowym Amsterdamem!

Naszych dwóch bohaterów odgrywało olbrzymią rolę, nie tylko propagandową, w tej bardzo trudnej operacji przygotowawczej, ale gdy w 1657 została ona sfinalizowana przez anulowanie edyktu ekspulsyjnego Żydów z 1290 – został im przecież tylko rok życia, a nawet mniej.

Nb. pierwszym Żydem, który oficjalnie osiadł w Londynie w 1657 i otrzymał denizację, bez potrzeby przysięgania na chrześcijańską wiarę, był niejaki Antonio Carvajal, portugalski finansista. Niestety, początki były trudne i już w 1658 zmarło mu się w tymże Londynie, w bardzo niejasnych okolicznościach…

Zacznijmy zatem od Cromwella – jego kariera jako wielkiego lorda protektora trwała krótko – od 16. grudnia 1653 do 3. września 1658, dnia jego śmierci. Śmierci gwałtownej, w wieku 59 lat, z powodu niewydolności nerek. Choć angielskie teksty nachalnie podkreślają, iż przyczyny były zupełnie naturalne, trudno w to uwierzyć. Pochowano go w opactwie westminsterskim, ale już 30. stycznia 1661 ciało ekshumowano, po czym dokonano pośmiertnej, publicznej egzekucji. Głowę odcięto, zatknięto na drągu nieopodal i trzymano tam aż do 1685. Resztę poćwiartowano i zakopano w nieznanym miejscu.

A teraz uwaga – clou programu – po restytucji monarchii 29. maja 1660, odrzucono WSZYSTKIE prawne regulacje rewolucyjnego „protektoratu” oprócz dwóch jedynie… zgadnijcie których… oczywiście, oprócz Aktów Nawigacyjnych oraz anulowania ekspulsji Żydów. I żeby wszystko było jasne – Karola II na wygnaniu diaspora cały czas mocno wspierała finansowo:

„During his exile, he had received from Joao IV of Portugal a very considerable sum through the medium of Jeronimo Nufies da Costa, the latter’s agent in Amsterdam. Not long after Menasseh’s arrival in London, Alvaro da Costa and Augustin Coronel Chacon (who, after the Restoration, was to prove so useful that he was knighted and apostasized!) approached the royal exile at Bruges and disclaimed all sympathy with, or support of, the rabbi’s mission. As a direct result, General Middleton, on his way to Sweden, was entrusted with the errand of suggesting to the Jews of Amsterdam that they might find it to their advantage to supply the exiled monarch with money and munitions. Their response was so prompt and so cordial that Charles assured them that „they shall find that when God shall restore us to the possession of our rights and to that power which of right doth belonge to us we shall extend that protection to them which they can reasonably expecte and abate that rigour of the Iawes which is against them in our several dominions.” The Jews had thus a foot in each camp. There was a Royalist as well as a Commonwealth party amongst them; and they had a prospect of success whoever ultimately came out victorious.”**

__

Z kolei Menasseh był człowiekiem o wielu talentach i bardzo, bardzo szerokich zainteresowaniach. Także dosłownie – jego przedsięwzięcia sięgały Brazylii z jednej strony i krańców Rzeczpospolitej, z drugiej. Taki wtedy, w tym XVII. wieku, wielu ludzi miało „globalny”, rzec można, rozmach. A był Menasseh przecież, jak podają jego biogramy, przede wszystkim, słynnym amsterdamskim rabinem, kabalistą oraz hebrajskim drukarzem i księgarzem, w jednym. A przy tym nauczycielem niejakiego Barucha Spinozy oraz autorem wizjonerskich, wręcz mesjanistycznych tekstów.

Z tym, że jakie dokładnie interesy Menasseh ben Israel prowadził nie zdołałem się dowiedzieć nawet z obszernej jego biografii (Cecil Roth, 1934, A Life of Manasseh Ben Israel, Rabbi, Printer, and Diplomat). Wiadomo tyle, że zaangażował się w brazylijskie przedsięwzięcia, w szczególności w Recife, w czasie kiedy Amsterdam próbował przechwycić Brazylię z rąk Portugalczyków. Tych samych Portugalczyków, którzy w 1496 zarządzili byli ekspulsję (czyli wygnanie, po naszemu) Żydów, z których gros (przynajmniej to finansowe) osiedliło się w Amsterdamie i Stambule***. Misja brazylijska nie powiodła się Holandii, a Menasseh poniósł wielkie straty finansowe o nieznanym charakterze.  Warto tutaj przypomnieć, że Holandia (= Unia utrechcka) była wtedy u szczytu swej finansowej potęgi – przypomnę tylko powstanie w 1609 w Amsterdamie owego pierwszego centralnego banku w historii oraz uzyskanie przez Holandię w 1640 monopolu na handel z Japonią.

(W 1636 Karol Ogier zwiedza Amsterdam i nie może się nadziwić niespotykanej nigdzie indziej swobodzie, jaką się cieszyli Żydzi w Republice – Ogier pisze, że tylko po fizjonomii rozpoznawał Żydów, napływających licznie z Portugalii i Hiszpanii, bo nie byli tam zobowiązani do wyróżniania się specjalnym strojem…)

Z drugiej strony, tak jak i Holandia jako taka, Menasseh prowadził także intensywne interesy w Polsce. Znowu nie znamy szczegółów i znowu źle się to skończyło – tym razem nie tylko stratami finansowymi, ale gwałtowną śmiercią jego młodszego syna Józefa, w Lublinie, w 1650.  Wiadomo, że ów Józef był w Polsce już wcześniej, drogą morską przez Gdańsk – można tylko zgadywać, zważywszy na ich czas, jak ważne to były misje. Warto tu zaznaczyć, że jedynym znanym Polakiem, który miał przyjemność spotkać się z Menassehem osobiście, był arianin Hieronim Moskorzowski w 1647…

Oczywiście, owa potęga holenderska i sukcesy handlowe Holandii już od dłuższego czasu ustawiły ją na kursie kolizyjnym z Anglią. Klęska w Brazylii i „powstanie” Chmielnickiego w Polsce były jedynie preludium do ostatecznej rozgrywki o światową dominację. W 1649 Cromwell ścina króla i ustanawia republikę zwaną „Wspólnota Angielska” („Commonwealth of England”), a Menasseh na dobre rozpoczyna swoją słynną działalność mesjanistyczną, co nie jest zaskakujące, bo w tamtym czasie najważniejsze źródła mesjanistyczne biły od 1648 w Smyrnie i Stambule, w osobie Szabetaja Cewiego, oraz w Amsterdamie właśnie:

„During the first half of the 17th century, millen-arian ideas of the approach of the Messianic time were popular. They included ideas of the redemption of the Jews and their return to the land of Israel, with independent sovereignty. The apocalyptic year was identified by Christian authors as 1666 and millenarianism was widespread in England. This belief was so prevalent that Manasseh ben Israel, in his letter to Oliver Cromwell and the Rump Parliament, appealed to it as a reason to readmit Jews into England, saying, „[T]he opinions of many Christians and mine do concur herein, that we both believe that the restoring time of our Nation into their native country is very near at hand.” Besides being involved in other commercial activities, Sabbatai’s father was the agent for an English trading house in Smyrna and must have had some business contact with English people. Sabbatai could have learned something about these Western millenarian expectations at his father’s house.”

Trzeba przy tym wiedzieć, że pierwszy bezpośredni kontakt Menasseha z najwyższą elitą Anglii miał miejsce w 1642, kiedy to dostąpił zaszczytu powitania w amsterdamskiej synagodze (zwanej Bet Ya’akob lub „Casa de Jacob” a otwartej w żydowski Nowy Rok we wrześniu 1597) wspaniałych gości – Henrietty Marii, królowej Anglii, Szkocji i Irlandii (akuratnie wtedy właśnie szukającej funduszy na walkę z rewolucją…) oraz Fryderyka Henryka Orańskiego, standtholdera****:

„Queen Henrietta Maria (consort of Charles I of England) had come to Amsterdam to bring her ten-year-old daughter, Mary, to her bridegroom, William (son of the Stadtholder Frederick Henry, Prince of Orange). The Jews were a genus unknown both in England and in France, her native country; and it is not surprising that she expressed a desire to see them at prayer. Her host, the Stadtholder, naturally accompanied her. It was on Thursday, May 22, 1642, when the two august guests were received in the historic synagogue on the Houtgracht. The special poems recited for the occasion were composed by Jonas Abrabanel, Menasseh’s brother-in-law; and it fell to his own lot to deliver the official address of welcome. It was fervently patriotic. Following upon a eulogy of the „worthy consort of the Most August Charles, King of Great Britain, France, and Ireland,” he turned his attention to his own „most exalted” Prince, who was extolled on account of the numerous impregnable strongholds which had fallen before his arms in the late war with Spain. The royal visitors were obsequiously bowed to the door; and the preacher commemorated the occasion by having his address published at the earliest possible moment, both in Dutch and Latin, for the enlightenment of the Gentiles; and in Portuguese, for the benefit of the Jews.”

c. d. n.

___

**) Aż się tu prosi zacytować naszego mędrca: jestem za, a nawet przeciw… no i warto także przytoczyć biogram rzeczonego Augustyna Coronel-Chacona:

„Portuguese Jew and agent at the court of Charles II. of England; born in Beira, Portugal; died after 1665. After living at Bordeaux (1640-44), he settled in Rouen in 1644, where he became an intimate friend of Enriquez Gomez, the Marano soldier and poet, to one of whose works he contributed a sonnet. Early in the fifties he established himself in England as a merchant and royalist agent, and there, associated with David da Costa and the Mendes family [to ci odJózefa Nasi], to whom he was related, he received and distributed funds for Charles II. On ‚Change he was known as „the littell Jue.”

At the restoration, Coronel-Chacon was made consular and financial agent for Portugal in London, and was the first to suggest to Monk a match between King Charles and the infanta Catherine of Bragança. This marriage naturally increased his influence at court, and after embracing Christianity, in 1660, he was knighted in October of that year. As a Christian, Sir Augustine was not fortunate. He became a bankrupt in 1665, and after having been prosecuted by the Portuguese ambassador, was expelled from the ‚Change and imprisoned in the Fleet. Afterward he turned informer against some of his former coreligionists, but to no avail. The latter part of his life was spent abroad, a dependent on his wealthy Jewish relatives.”

***) „In 2014, the Portuguese parliament changed the Portuguese nationality law in order to grant Portuguese nationality to descendants of Sephardi Jews expelled [czyli wygnani, po naszemu] from Portugal. The law is a reaction to historical events that led to their expulsion from Portugal but also due to increased concerns over Jewish communities throughout Europe. In order to obtain Portuguese nationality, the person must have a family surname that attest being a direct descendant or with family relation in a collateral line from a Sephardi community of Portuguese origin. Use of expressions in Portuguese in Jewish rites or Judaeo-Portuguese or Judaeo-Spanish (Ladino) can also be considered proof.”

****) Jego syn zmarł na ospę już trzy lata po śmierci Fryderyka w 1647… bardzo to przypomina los dwóch synów Zygmunta Wielkiego.

Reklamy

Król Stefan, John Dee i gang Łaskich, czyli zatruty finał

WSTĘP

Wróćmy teraz do tego drugiego brata z gangu Łaskich – Hieronima, o którym to już pisałem z racji jego posłowania do Francji. Po powrocie do Polski ówże Hieronim zasłynął kilkoma awanturami, ale bez większych efektów.

„W kwietniu 1527 wyjechał Ł. pod pretekstem pielgrzymki do Matki Boskiej loretańskiej z kraju, ale dotarł na rozdarte wewnętrzną walką Węgry, gdzie zgodnie z nastawieniem większości szlachty polskiej wstąpił w służbę narodowego króla Jana Zapolyi. Niebawem (listy uwierzytelniające z 26 IV) pojechał jako pierwszy jego dyplomata przez Bawarię do Francji, a potem do Anglii i Danii, aby szukać tam pomocy przeciwko przewadze Habsburgów. Gdy trwająca do września podróż nie dała realnych wyników, na dworze Zapolyi zaczęła dojrzewać myśl, że faktycznej pomocy można oczekiwać tylko od Turcji. Wielką rolę w podjęciu tej groźnej w następstwa decyzji przypisują historycy węgierscy Ł-emu, który w każdym razie wyjechał jesienią jako poseł Zapolyi do Konstantynopola i pojawił się tam 22 XII 1527. Wykorzystując swe umiejętności i pomoc awanturnika [sic] weneckiego Ludwika (Alojzego) Grittiego, zdołał Ł. uzyskać przymierze i pomoc Solimana. W stolicy imperium ottomańskiego zachorował wtedy na febrę, która męczyła go okresowo aż do zgonu. Mimo to zachował olbrzymią energię, czego świadectwem może być szesnastokrotne – wg oceny A. Modrzewskiego i samego Ł-ego – posłowanie do Turcji (przynajmniej 7 razy jeździł do samego Konstantynopola, a często udawał się także na rokowania do ziem podległych sułtanowi na Bałkanach). …

Ł. był szczególnie uciążliwym sąsiadem Polski, próbując uporczywie powiększać granice swych «państw» kosztem Podhala Nowotarskiego (wrogiem jego był też starosta polskiego Spisza Piotr Kmita). Starał się wzmacniać warowność swoich posiadłości, a m. in. wzniósł zameczek w Falsztynie nad Dunajcem. Odlewał armaty z zagrabionych dzwonów kościelnych, proch zaś sprowadzał z Tarnowa i Prus. Uczyniwszy sobie stolicę z Kieżmarku (Caesaropolis), jeździł nadal często i niesłychanie szybko po Europie. Był też stałym gościem w Krakowie i na sejmach, ale z racji swego awanturniczego postępowania tracił coraz bardziej w Polsce grunt pod nogami i tylko w okresie «wojny kokoszej» 1537 r. świtała mu nadzieja odegrania aktywniejszej roli (6 II 1539 otrzymał ekspektatywę na starostwo różańskie na Mazowszu).

Ł. zajął się teraz głównie problemami węgierskimi, choć Węgrów nienawidził i również przez nich był nienawidzony. W r. 1529 usiłował przyprowadzić Zapolyi, który powrócił do ojczyzny, dużą grupę zaciężnych z Niemiec, ale nie udało mu się to wskutek przeciwdziałania dyplomacji habsburskiej i władz polskich. Sytuację wojskową nad Dunajem zmieniła wtedy radykalnie wielka wyprawa sułtana Solimana; Ł. witał go w orszaku króla Jana na polach mohackich, a potem brał udział w walkach. W r. 1530 Zapolya przyznał mu tytuł wojewody siedmiogrodzkiego, jedną z najwyższych godności na Węgrzech, ale faktycznie rządzili tą prowincją współwojewodowie, Ł. zaś nie odegrał bezpośrednio prawie żadnej roli w dziejach Siedmiogrodu. Jesienią t. r. miał zasadniczy udział w rokowaniach dyplomatów zapoliańskich z habsburskimi na zjeździe w Poznaniu, a bezpośrednio potem podążył na odsiecz królowi Janowi oblężonemu w Budzie. W r. 1530 ciężko chorował, zaś w n. r. przeżył śmierć stryja i dwojga swoich dzieci. Większość owego r. 1531 poświęcił na Węgrzech, w Konstantynopolu i na ziemiach habsburskich stosunkowo owocnym rokowaniom w sprawie rozejmu. Przy okazji usiłował załatwiać osobiste sprawy, gdyż już od r. 1529, zrażony do Zapolyi, kokietował dyplomację habsburską, teraz zaś proponował Ferdynandowi swoje przejście na jego stronę. …

Umarł oficjalnie jako katolik, ale już w pierwszej połowie lat trzydziestych uchodził w Polsce i na Węgrzech za człowieka wolnomyślnego bądź też za kryptoluteranina. Na Spiszu wsławił się jako jeden z największych grabieżców duchowieństwa i wziął udział w sekularyzowaniu kilku klasztorów. Opiekował się ponadto przez 10 lat zwolennikiem radykalnej reformacji Jerzym Leudischerem, a nawet usiłował go postawić na czele Kościoła na Spiszu. Wobec zwalczanych przez lewoczan i Kmitę anabaptystów był Ł. tolerancyjny, a z jego opieką łączą się również początki słynnego później ewangelickiego gimnazjum kieżmarskiego.

Człowiek pełen energii i pomysłów (marzył podobno o jakiejś koronie królewskiej), zdolny dyplomata, sługa wielu panów (chwalił się nawet pobieraniem pieniędzy od królów francuskiego i duńskiego), bogaty w fortele partyzant, służalczy kondotier zabiegający o pieniądze i sławę, ale także chwilami rycerski i wyniosły możnowładca, zwracał Ł. uwagę współczesnych i historyków.”  (wg Wacława Urbana)

Syn Hieronima, Olbracht Łaski oprócz wybitnych talentów w korupcji politycznej rozwinął także nadzwyczajne zdolności w „grabieży matrymonialnej” – „żenił się trzykrotnie. Pierwszą żoną była Katarzyna Buczyńska (zmarła w roku 1559), wdowa po węgierskim magnacie Jerzym Seredym, której majątek roztrwonił na wyprawę mołdawską. Jego drugą żoną została w 1564 roku Beata Kościelecka… [która] była osobą dużo starszą od Olbrachta (o 21 lat) i niezwykle zamożną, jako wdowa po księciu Eliaszu Ostrogskim. Związek ten miał zapewnić Łaskiemu gotówkę, której tak bardzo potrzebował na swoje przedsięwzięcia. Natychmiast po ślubie wywiózł ją do Kieżmarku, gdzie skłonił Kościelecką do przepisania na siebie majątku. Gdy to uczyniła, Olbracht Łaski uwięził ją na zamku, gdzie trzymał ją w biedzie i ścisłym zamknięciu przez osiem lat. … Sprawą Beaty zainteresowano się dopiero w 1573 roku, gdy cesarz nakazał staroście Górnych Węgier przeprowadzić śledztwo. Wpłynął na to też fakt, że w międzyczasie Łaski zawarł bigamiczne małżeństwo z Francuzką Sabiną de Sauve.” **

Tutaj trzeba wyjaśnić, że małżeństwo z ową Francuzką było częścią większego planu, wszak „poseł Jean de Monluc, oferujący Polakom kandydaturę królewskiego brata Henryka de Valois, złożył wojewodzie ofertę: za poparcie kandydata francuskiego 100 tysięcy talarów oraz podjęcie przez Francję w Konstantynopolu starań o oddanie mu hospodarstwa mołdawskiego. … Łaski był jednym z tych wielmożów, którzy ruszyli do Paryża z poselstwem do nowego władcy. Tam otrzymał obiecane 100 tysięcy, ale po powrocie do Polski (w atmosferze skandalu, który wybuchł po ujawnieniu bigamii) stracił zaufanie nowego króla związanego z politycznymi przeciwnikami Łaskiego. …

Podczas drugiego bezkrólewia w roku 1575 opowiedział się za elekcją cesarza Maksymiliana II Habsburga, ale królem wybrany został Stefan Batory, więc Łaski udał się na emigrację… W styczniu 1581 udało mu się odzyskać łaskę królewską i wrócić do Polski. … Król okazał swą łaskę, ale nie powierzył Łaskiemu żadnych stanowisk. „Dane” mu starostwo spiskie należało wpierw wykupić, a on nie miał pieniędzy. W tej sytuacji wojewoda raz jeszcze ruszył za granicę.”

Olbracht Łaski pojawił się w Londynie pierwszego maja 1583, przywitany z wielkimi honorami zamieszkał ze swoją świtą w Winchester House. Królowa Elżbieta przyjęła go bardzo łaskawie, i to dwukrotnie – bardzo głośno komentowano fakt, że Łaski miał ubiór w królewskiej czerwieni, tak jak sama Elżbieta… Cel jego wizyty nie był wtedy jasny – niezbyt rozgarnięty ambasador Francji w Londynie, Michel de Castelnau (Sieur de la Mauvissière) twierdził w swoich raportach dla Henryka III., że najprawdopodobniej Olbracht zabiega o wstrzymanie przez Anglię sprzedaży broni Moskwie! (Nb. Henryk domagał się od ambasadora, aby ten wszelkimi sposobami powstrzymał dobrze-mu-znanego Łaskiego przed przyjazdem do Paryża…)

Ponieważ ówczesna ambasada francuska była dla sir Francisa Walsinghama zupełnie przezroczysta można, niestety zasadnie, przyjąć, że to była najzwyklejsza fałszywka. Ciekawostką jest tutaj przynależność do angielskiej siatki szpiegowskiej niejakiego… Giordana Bruno, który właśnie wtedy przebywał był w owej ambasadzie. Wydaje się nawet, że obecność Łaskiego umożliwiła znaczące rozszerzenie tejże siatki – tj. stworzenie jej kolejnych węzłów… Pozostaje do ustalenia rola w tym przedsięwzięciu kanclerza Zamoyskiego, wszak angielskie kontakty to była jego specjalność, a przy tym tak się jakoś złożyło po śmierci króla Stefana, że Olbracht Łaski znalazł się właśnie w stronnictwie Zamoyskiego…

Już 13. maja Łaski spotyka się na dworze królewskim w Greenwich za pośrednictwem samego earla Leicestera ze sławnym i uczonym dr. Johnem Dee – twórcą angielskiej doktryny imperialnej. Pięć dni później odwiedza Dee w jego posiadłości w Mortlake. Następna wizyta ma miejsce dopiero miesiąc później, bo Łaski w tym czasie odbywa wizytę w Oksfordzie, zorganizowaną przez dwór angielski z wielką pompą specjalnie dla niego, wraz z turniejem rycerskim po drodze w Greenwich … Podróż odbywa się w tę i nazad we wspaniałej barce przyozdobionej (wieloma) insygniami królowej Anglii, a towarzyszą mu w niej m. in. sir Filip Sidney i Giordano Bruno.

(Za Coryllusem: 20. letni Filip Sidney poznał Hieronima już w 1574, podczas swojej podróży do Polski! Zachwycił się już wtedy jego inteligencją i kulturą… a za wiki: „Sidney was knighted in 1583 and he married Frances, teenage daughter of Sir Francis Walsingham”, jego wujem był earl Leicester.)

Łaski odwiedza Johna Dee wielokrotnie (raz nawet nocując u niego), a pośrednikiem i organizatorem owych wizyt jest często sam Leicester… Odbywa się tam także kilka seansów krystalomantycznych z uczniem dr. Dee, a zarazem słynnym medium, Edwardem Kellym. W efekcie, dość niespodziewanie, ta trójka opuszcza Anglię we wrześniu tego roku.

(Nie od rzeczy jest tu podać ówczesną opinię o nieprawdopodobnie wysokich kosztach europejskich wojaży Łaskiego – Paprocki podaje niewiarygodną sumę ponad 900 000 dukatów!)

Hanna Widacka: „Po nagłym wyjeździe z Anglii i czasowym pobycie w Krakowie (marzec 1584 r.) obaj magowie zawitali w sierpniu 1584 r. do Pragi, podejmowani z honorami przez cesarza Rudolfa II. Dee zamierzał zaznajomić Habsburga ze swą praktyką krystalomantyczną i wciągnąć go do swych planów reformatorskich. Cesarz, pragnący złota i eliksiru długowieczności, nie ufał już uczonemu, odkąd nie udał mu się seans z przemianą metali. W kwietniu 1585 r. mistrz wraz z medium powrócił do Krakowa. …

Wiosną 1585 r. zdrowie królewskie pogarszało się powoli, lecz bezustannie, pomimo opieki (skłóconych ze sobą) przybocznych lekarzy. Król Stefan czuł się fatalnie: stał się milczący, drażliwy, gniewny, szukał samotności. W tej sytuacji zdecydował się przyjąć 17 kwietnia w Krakowie mistrza sztuk tajemnych, przybyłego z dalekiego Londynu Johna Dee (1527–1608), wraz z towarzyszącym mu medium Edwardem Kelleyem (1555–1595). Osoby te poleciłmonarsze wojewoda sieradzki Olbracht Łaski. Na pierwszej audiencji obie strony poprzestały na powitaniach, po czym Batory wyjechał do Niepołomic i zamieszkał w ustronnym zamku strzeżonym przez oddział węgierskiego wojska. Tutaj 12 maja sporządził testament, a 23 maja – pomimo swej racjonalistycznej umysłowości – wezwał do siebie Dee, Łaskiego i Kelleya, zgadzając się, by ten ostatni miał widzenie. 27 maja w królewskim gabinecie odbył się więc oczekiwany seans w obecności czterech zainteresowanych stron. Według udokumentowanego źródła, tzn. drukowanego protokołu Mérica Casaubona (1659), Kelley – wpatrując się w natchnieniu w tarczę kryształową – doznawał kolejnych zdumiewających wizji. W jednej z nich medium mówiło o toczącej króla nieuleczalnej, jątrzącej się i skrywanej przez otoczenie ranie nogi („… ozdobisz się cnotą, odtrącisz od siebie toczący cię obrzydliwy trąd…”) i kazało mu być uległym – nie wiadomo tylko, wobec kogo.

Monarcha nagrodził magów kwotą 800 florenów wypłaconą na ręce Łaskiego, ale z ich usług dalej nie korzystał. Może przejrzał ich plany, bo raczej nie ulega wątpliwości, że obaj Anglicy – obok misji reformatorskich – mieli też zlecenia polityczne. Nie bez kozery byli oni przecież agentami Elżbiety I Tudor, a ich wojaże po dworach europejskich (np. u cesarza Rudolfa II w Pradze) skłaniają do refleksji. Czy jest możliwe, aby Dee i Kelley podali wtedy królowi Stefanowi jakąś wolno działającą truciznę (jak sugerował lekarz Z. Scheuring w 1964 r.), gdyż ofensywa katolicyzmu niesiona przez wojowniczego Węgra zagrażała interesom Kościoła anglikańskiego?”

„Pod koniec życia S. coraz chętniej otaczał się Węgrami; jak donoszono Rudolfowi II z kamery śląskiej w lipcu 1585, «nikogo u siebie mieć nie chce, który by nie umiał po węgiersku». … Informacje o złym stanie zdrowia S-a dotarły wtedy do Rudolfa II, który w sierpniu pytał urzędników kamery śląskiej «czy to prawda, że król polski umarł», dowiadując się w odpowiedzi, że «król chory, ale podobno ma się lepiej».

Pod koniec r. 1586 S. czuł się coraz gorzej. Od 3 XII t.r. skarżył się na ucisk w piersiach; 7 XII po południu spisał ostatni, niedokończony testament, a w nocy jego stan pogorszył się gwałtownie. … S. zmarł w Grodnie 12 XII 1586 «po zachodzie słońca, a na półzegarzu przed piątą godziną z południa», nie zdążywszy przyjąć ostatniego namaszczenia.” (Jerzy Besala i Agnieszka Biedrzycka)

Na zakończenie warto wspomnieć o kilku sprawach. Po pierwsze, uważa się powszechnie, iż herb Łaskich – Korab jest pochodzenia angielskiego.

Po drugie, przy okazji niejako, dużo mówiący jest kontrast pomiędzy oddźwiękiem publikacji O obrotach z 1543, w Polsce i na Zachodzie. Bruno podczas wizyty w Oksfordzie w owym 1583 wygłasza wykład nt. teorii Kopernika i ma swój własny egzemplarz pierwszego wydania (którego zresztą najprawdopodobniej nigdy porządnie nie przeczytał…), a dr Dee ma nawet dwa takie egzemplarze! Dee niewątpliwie skrupulatnie przeczytał O obrotach, z tym że oba te egzemplarze zaginęły po rozszabrowaniu biblioteki Johna w czasie jego długiej nieobecności…

Po trzecie, warto pamiętać, że 11 sierpnia 1586 została aresztowana królowa Maria Stuart, a ścięta 8. lutego roku następnego.

I wreszcie, uderza niepojęta niefrasobliwość polskich naukowców, którzy bezrefleksyjnie i bez słowa komentarza przepisują te „walsinghamowskie memy” o wielokrotnych próbach Johna Dee zamiany piasku w złoto, o rozczarowaniu tym Olbrachta, o sztuce krystalomantycznej itp. itd.

___

PS. Olbracht po powrocie do Polski w 1581 popadł w konflikt z klanem Zborowskich. Ponoć to on doniósł królowi Stefanowi o zabójczych zamiarach Samuela Zborowskiego. Jest to o tyle ciekawe, że Samuel też był prowadzony przez Anglików. Miał u siebie osobistego, angielskiego pośrednika do handlu zbożem, i prowadził z Krymem niejasne „końskie” interesy na dużą skalę. Wygląda na to, iż Olbracht razem z Zamoyskim wystawili go jako kozła ofiarnego. (I zmarli obaj w 1605, w odstępie paru miesięcy.) A ku przestrodze – oto żony Zamoyskiego: Anna Ossolińska (bratanica Hieronima), Krystyna Radziwiłłówna (córka Mikołaja Czarnego), Gryzelda Batorówna (bratanica Króla) i Barbara Tarnowska (córka Stanisława).

___

**) Ściślej mówiąc była to Sabine Sayve (ew. Sève), córka Jeana Sayve i Jeanne Harley. Sabine pochodziła ze starej rodziny prawników i doradców, która to wydała m.in. prezesów Trybunału Obrachunkowego w Dijon. Sabina zmarła w 1611 w Łasku. Według niektórych źródeł, Sabina była siostrą francuskiego astrologa Vincent de Sève z Beaucaire w Langwedocji. (Ów Wincenty Sève znany jest z 58 rzekomych, pośmiertnych przewidywań Nostradamusa, tzw. „sexiene” (w zwrotkach sześciu linii), które dedykował w 1605 roku królowi Henrykowi IV).

Król Stefan, gang Łaskich i znowu ten Erazm…

Zacznę od tytułowego końca, czyli od Erazma i jego „Polska jest moja”. Otóż, domyślam się co go skłoniło do tej buńczucznej wypowiedzi – ten list do biskupa Canterbury pisze Erazm we wrześniu 1524, a w kwietniu/maju tego roku odwiedza go trzech braci – Hieronim, Stanisław i Jan Łascy!

„Hieronim w r. 1520…pojechał tylko latem t. r. przez Węgry (?) do cesarza do Brukseli. Tam poznał Erazma z Rotterdamu i był pierwszym Polakiem, który korespondował z wielkim humanistą i odwiedzał go.” 

Jan „korzystając z wyjazdu brata Hieronima w misji dyplomatycznej, zabrał się z nim i przez Bazyleę, gdzie Hieronim przedstawił go Erazmowi z Rotterdamu, przybył w maju t. r. [1524] do Francji. Po krótkim pobycie w Blois osiadł na blisko rok w Paryżu. Nawiązał kontakt z kołem skupionym wokół Małgorzaty Valois, obracał się w kręgach dworskich i uczęszczał na wykłady w Sorbonie.

Wczesną wiosną 1525 r. wyjechał do Bazylei, zabierając ze sobą Aniana Burgoniusa z Orleanu [miasta wyjątkowo „otwartego” i tolerancyjnego…], młodego obiecującego poetę, którego wziął na wychowanie. Zamieszkał u Erazma, a stały kontakt z wielkim humanistą przerodził się w bliską zażyłość. Erazm rozbudził w Ł-m zainteresowania dla problemów etycznych i spraw związanych z polemiką teologiczną w obozie chrześcijańskim, zwłaszcza zaś zaszczepił mu swoje poglądy ireniczne. Ł. natomiast informował Erazma o sprawach polskich, zalecał mu swoich wybitnych rodaków, m. in. skłonił go do napisania sławnego listu do Zygmunta I (z 15 V 1527). Pragnąc ulżyć trudnej sytuacji materialnej bazylejskiego humanisty, przejął Ł. na siebie niemal cały koszt utrzymania domu, a nadto zakupił odeń bibliotekę (wpłacił 2/3 jej ówczesnej wartości) pozostawiając mu ją w dożywotnie używanie. W czasie pobytu w Bazylei zawarł Ł. nadto znajomości z reformatorami Ulrykiem Zwinglim, Janem Oecolampadiusem, Joachimem Camerariusem, lingwistą Konradem Pellikanem, u którego rozpoczął naukę hebrajskiego, zaprzyjaźnił się z teologiem Ludwikiem Berem i prawnikiem Bonifacym Amerbachem. Nawiązał także kontakty z drukarzami Janem Oporynem i Janem Frobenem. Nie licząc się z kosztami, zaciągając długi, prowadził Ł. w Bazylei żywot hojnego mecenasa, co znalazło wyraz w dedykowanych mu dziełach bazylejskich uczonych (B. Rhenanus, H. Glarean).

Sława, jaką czerpał z przyjaźni z Erazmem, wysokie godności kościelne i opieka stryja czyniły zeń atrakcyjnego przewodnika i protektora dla młodych uczonych i literatów. Swoim mecenasem nazywał go Leonard Coxe, który zajmował się kształceniem Aniana…

Sprawy finansowe sprawiły, że Erazm ochłódł trochę w swej serdeczności dla Ł-ego, dla którego do niedawna nie miał słów uznania. Teraz chciał nawet zerwać umowę w sprawie zakupu biblioteki, gdyż wartość jej wzrastała, a Ł. nie nadsyłał dalszej za nią należności**. Uspokojony jednakże przez Ł-ego, mimo iż ciągle pieniądze nie przychodziły, zawarował mu prawa do biblioteki w testamencie. W tym okresie zaczął się Ł. interesować bliżej reformacją, a zwłaszcza działalnością i pismami Filipa Melanchtona, które studiował z najwyższą uwagą. Pobudzony przywiezionymi przez Modrzewskiego z Niemiec wieściami, zdecydował się wysłać, do Wittenbergi Aniana, który w r. 1533 wrócił z Włoch, i polecił go specjalnym listem Melanchtonowi (7 III 1534)… Do złego poczucia Ł-ego przyczyniła się także wiadomość o nagłej śmierci Aniana w Lipsku w końcu stycznia 1535 r… Coraz bardziej interesował się natomiast rozwojem wydarzeń na Zachodzie. Wybierał się nawet w r. 1536 do Wittenbergi, o czym donosił Fryczowi, który stale przebywał za granicą i w jesieni 1536 jeździł do Bazylei, aby po śmierci Erazma sfinalizować sprawę zakupu biblioteki i sprowadzić ją do Polski, co nastąpiło wiosną 1537 (5 IV Ł. potwierdzał jej odbiór).” (wg Haliny Kowalskiej)

Warto tutaj zrobić pauzę i przypomnieć osobliwe okoliczności śmierci Erazma, kiedy to zdecydował się przyjąć zaproszenie królowej Marii, regentki Niderlandów, i rozpoczął przygotowania do przenosin z Freiburga do katolickiej Brabancji – Erazm umiera nagle 12. lipca 1536 po gwałtownym ataku dezynterii podczas wizyty w Bazylei… Wszystko wskazuje na to, że ta jego decyzja bardzo nie spodobała się jego dotychczasowemu patronowi Henrykowi VIII, który właśnie zrywał ostatecznie ze Stolicą Apostolską, m.in. ścinając św. Tomasza Morusa w lipcu 1535. I to szczególnie wobec triumfów cesarza Karola V, brata królowej Marii… Ewidentnie kończył się czas propagandy tolerancji (dla naiwnych) i trzeba było zacząć wybierać – albo, albo.

Wracając do Jana Łaskiego jr.: „W drugiej połowie 1539 r. wyjechał ponownie, tym razem na wiele lat. Okoliczności wyjazdu nie są dokładnie znane. Miał wyjechać oficjalnie, za zgodą króla, rzekomo na dalsze studia, ponoć z zamiarem udania się do Anglii. …

Być może, że właśnie z tego kręgu pochodziła córka lowańskiego tkacza (Barbara), którą Ł. poślubił z początkiem 1540 r. Wkrótce potem musiał Ł. opuścić Lowanium, zagrożony prześladowaniami religijnymi. Przeniósł się do Fryzji Wschodniej, silnie już wówczas sprotestantyzowanej, i osiadł w Emden. Żył tam początkowo w osamotnieniu, zdaje się cierpiał niedostatek, szukał nawet nabywcy dla części swego księgozbioru, który w lecie 1541 r. dostarczył mu z kraju Modrzewski. Wiadomość o jego ożenku doszła do Polski bardzo szybko, wiedziano już o tym latem 1540 i odebrano mu beneficja. …

Dzięki pomocy finansowej księcia Albrechta nabył nawet niewielki majątek ziemski, zapewniający mu dostatek materialny. Jednakże po przyjęciu przez hrabinę Annę interimu, nie chcąc przyjąć narzuconego tym samym luteranizmu, zaczął się Ł. rozglądać za nowym miejscem pobytu. Chciał wracać do kraju i wiązał duże nadzieje z objęciem rządów przez Zygmunta Augusta, do którego zwracał się w lecie 1548, ofiarowując usługi dla zreformowania Kościoła w Polsce. Nie przyjął propozycji wyjazdu do Królewca, skorzystał ostatecznie z zaproszenia arcbpa Tomasza Cranmera i uzyskawszy od hrabiny Anny urlop, we wrześniu 1548 udał się do Anglii. Jakiś czas przebywał na zamku Lambeth, później przeniósł się do Windsoru, ale choroba uniemożliwiła mu aktywniejszą działalność. Nawiązał jednak kontakt z Williamem Cecilem i wychowawcą Edwarda VI Johnem Cheke. Prowadził też w imieniu księcia pruskiego negocjacje polityczne dotyczące zawiązania koalicji protestanckiej przeciw cesarzowi. W marcu 1549, na wiadomość o komplikacjach wyznaniowych w Fryzji Wschodniej, zdecydował się opuścić Anglię. W kwietniu przybył do Królewca, skąd wysłał otrzymany od Edwarda VI list polecający do Zygmunta Augusta. …Po kilkumiesięcznej tułaczce (Brema, Hamburg) 13 V 1550 zawitał ponownie do Anglii, tym razem z żoną i dziećmi (Janem, Hieronimem, Barbarą i Zuzanną) i otrzymał naturalizację angielską w czerwcu t.r. Po przybyciu do Londynu Ł. rychło zatroszczył się o zorganizowanie licznie tu osiadłych uchodźców wyznaniowych z kontynentu. Dzięki poparciu Johna Hoopera, bpa Gloucester, uzyskał dla nich na siedzibę zboru zabudowania dawnego klasztoru augustynów (Austin Friars). Dn. 24 VII t. r. został mianowany przez Edwarda VI superintendentem zborów cudzoziemskich (francuskiego, niemiecko-holenderskiego i włoskiego) w Londynie, pozostających w całkowitej niezależności doktrynalnej i organizacyjnej od Kościoła angielskiego.***  …

Zabrał również głos w toczącym się wśród angielskiego duchowieństwa sporze na temat szat liturgicznych, udzielając poparcia stanowisku Hoopera i wypowiadając się przeciw ich używaniu w narodowym Kościele angielskim. Kontynuował nadto zabiegi o wciągnięcie Anglii do akcji przeciw cesarzowi, występując w imieniu księcia pruskiego, a od grudnia 1551 reprezentując także księcia Jana Alberta meklemburskiego.

Źle układały się Ł-emu początkowo sprawy majątkowe i osobiste. Chorował często, w r. 1552 stracił pierwszą żonę. Później jednak zaczął się stabilizować. W r. 1553 ożenił się powtórnie (z nieznaną bliżej Katarzyną), a zdaje się, iż i jego sytuacja finansowa uległa poprawie. Kres londyńskiej działalności Ł-ego położyło objęcie po śmierci Edwarda VI władzy przez Marię Tudor i podjęta przez nią restytucja katolicyzmu. Skazany, jak i pozostali cudzoziemcy protestanci, na wygnanie, opuścił Anglię 17 IX 1553, na razie sam, pozostawiając żonę i dzieci pod opieką przyjaciół. …

Dn. 21 X zapadła decyzja o wygnaniu egzulantów. Tegoż dnia Ł. opuścił Frankfurt nad Menem, udając się przez Wittenbergę, gdzie spotkał się z Melanchtonem, do Polski. … Już w drodze, we Wrocławiu, dowiedział się Ł. o przesunięciu terminu odbycia sejmu warszawskiego i pragnął zdążyć przed jego końcem do Warszawy. Natychmiast jednak po przybyciu do Małopolski (w połowie grudnia), gdy zatrzymał się u swego powinowatego Jana Bonera w Rabsztynie, dowiedział się o niekorzystnym wrażeniu, jakie wywołał u króla jego przedwczesny przyjazd i o poruszeniu wśród biskupów, którzy już rozpoczęli starania o uniemożliwienie mu pozostania w Polsce. … Król zezwolił mu jedynie na prywatne głoszenie Ewangelii. Próby wpłynięcia na Zygmunta Augusta przez Mikołaja Czarnego Radziwiłła, z którego gościnności Ł. korzystał w Wilnie, starania o pozyskanie królowej Katarzyny, nie dały żadnych rezultatów. …

Zmarł Ł. 8 I 1560; pochowano go uroczyście w Pińczowie, w zamienionym na zbór kościele katolickim, dopiero 29 I. Potomstwu swojemu nie zabezpieczył Ł. przyszłości. W Polsce nie posiadał żadnych dóbr, a zdaje się, iż nie miał nawet stałej siedziby, gdyż mieszkał w zależności od przypadku w Balicach, Włodzisławiu, Pińczowie, Osieku i Dębianach, goszczony przez krewnych i przyjaciół. Pozostawił jednakże jakieś ruchomości (część biblioteki) i zapisy na dobrach ziemskich, m. in. od bratanka Olbrachta (zob.). W sporządzonym we Frankfurcie testamencie spadkobierczynią połowy uczynił Katarzynę, drugą połowę przeznaczając dzieciom. Katarzyna jednak zabrała prawie wszystko, zostawiając troskę o dzieci krewnym i przyjaciołom. Dzieci zaś pozostawił Ł. z obu małżeństw dziewięcioro. Pierworodna Barbara była od r. 1558 żoną Stanisława Lutomirskiego (zob.), trzej najstarsi synowie: Hieronim, Jan i Tomasz, dopiero po śmierci ojca, latem 1560 przybyli do Polski, a o ich losach, podobnie jak o trzech najmłodszych (Józefa, Beniamina, Pawła), nic nie wiadomo. Czwartym z kolei synem był Samuel (zob.), wzięty pod opiekę przez Stanisława Szafrańca z Pieskowej Skały. Córka Zuzanna, wyposażona przez Mikołaja Radziwiłła Czarnego, wyszła za Floriana Morsztyna, bachmistrza wielickiego.”

Hieronim Morsztyn (ur. 1581, zm. pomiędzy 1623 a 1645) to polski poeta wczesnobarokowy, pisarz i tłumacz. „Ojcem Hieronima Morsztyna był bachmistrz (urzędnik górniczy), arianin z Wieliczki, Florian, syn Stanisława. Matką Hieronima była druga żona Floriana, Zuzanna Łaska, córka Jana a siostra stryjeczna Olbrychta Łaskiego, wojewody sieradzkiego. Miał też Hieronim kilka sióstr (Elżbietę, Jadwigę, Annę i Katarzynę).  … Zbiór jego wierszy Światowa Rozkosz ukazał się w 1606. Przypisuje mu się też autorstwo Summariusza wierszów, który składa się z ponad 300 utworów o zróżnicowanej formie i tematyce (w 1655 trzy najdłuższe z nich wydano pt. Philomachia). Przypuszcza się, że napisał ponadto Antipasty małżeńskie (1650), w których zawarł opowieść fantastyczno-przygodową o królewnie Banialuce (stąd przysłowie). Wykorzystywał nowele Boccaccia.”

Z kolei, Lutomirski Stanisław h. Jastrzębiec (ok. 1520–1575) to był „ksiądz, pisarz i działacz reformacyjny. … Stanowisko L-ego w Kościele małopolskim ugruntowało się po przybyciu Jana Łaskiego, z którym L. podjął jak najbliższą współpracę w dziedzinie kalwinizacji zborów małopolskich, i jednocześnie podjętej przez Łaskiego akcji zjednoczeniowej polskiego protestantyzmu. Prawdopodobnie w związku z licznymi zajęciami organizacyjnymi, koniecznością przebywania obok Łaskiego w Pińczowie czy Wodzisławiu dostał L. do swojego zboru w Kazimierzy Małej diakona-katechetę w osobie najpierw Jana Pustelnika, później zaś Jana Siekierzyńskiego. Jest prawdopodobne, że towarzyszył on Łaskiemu w podjętej w lutym 1558 podróży do Królewca w celu odbycia rozmów z księciem Albrechtem i jego ministrami na temat zjednoczenia wyznań protestanckich w Polsce.

… Wytrawny teolog, dobry taktyk i bystry obserwator, mimo pewnego konserwatyzmu, będącego niewątpliwie wynikiem pochodzenia i powiązań społecznych, w momentach przełomowych udzielał L. poparcia nurtowi radykalnemu, starając się zarazem uchronić go przed popadnięciem w sekciarstwo. Zmarł prawdopodobnie w r. 1575. Małżeństwo jego z Barbarą Łaską, która wyszła później za Wawrzyńca Gradowskiego, sędziego ziemskiego sochaczewskiego, było bezdzietne.” (wg Haliny Kowalskiej)

I tu pojawia się wielka zagadka, wszak to niejaki Wawrzyniec Gradowski był oskarżony o próbę otrucia króla Stefana w 1578 i wtrącony za to do lochu w Rawie Mazowieckiej. Są tacy, którzy twierdzą, że był to syn Barbary i Wawrzyńca seniora, ale wtedy nie zgadzają się daty… czyżby jednak to był właśnie mąż Barbary, córki Jana?

„Zaraz po zamachu w maju 1578 r. Batory zwrócił się za pośrednictwem posła i dworzanina Stanisława Bojanowskiego do berlińskiego lekarza i alchemika Leonharda Thurneyssera (1530–1595) o pomoc i radę. Uczony skierował do monarchy list z Berlina datowany na 13 lipca 1578 r., z załączonym antidotum przeciwko truciźnie. Był to balsam w czterech porcjach sporządzony „niemałą pracą (…) stosownie do prawideł kabalistyki i magii naturalnej”. Król Stefan (ostrzeżony przed trucizną przez księcia pruskiego Jerzego Fryderyka) pozostawał później w ścisłym kontakcie z Thurneysserem, który zadedykował mu swe dzieło – obszerny ilustrowany zielnik wydany w Berlinie w tymże roku.”   (H. Widacka)

CDN

___

**) W liście z 27 VIII 1528 r. odpisał Łaskiemu: „Bardzo się cieszę, że arcybiskupowi odpowiada moja praca. Co do podarku, tłumaczysz stryja usilnie jego zajęciami. Ileż to czasu wymaga wydanie takiego polecenia: »Poślij mu sto dukatów!«. Ale porzucając żarty, zadowala mnie dostatecznie przyjazny stosunek tego męża. Chciałbym życzyć temu najlepszemu starcowi bratanka, a Tobie brata obdarzonego nieco większym szczęściem”

100 dukatów za dedykację – to się nazywa poczucie wartości!!

***) warto zaznaczyć, że niektórzy uważają JŁ za „pioniera” purytanizmu.

O wielkim Stanisławie co na czas się ogarnął

Zanim przejdę do tytułowego Stanisława muszę uzupełnić moją poprzednią notkę o istotne postaci „tła”, postaci z pewnej rodziny wagi najcięższej. Pierwszą z nich jest szef piewców humanizmu nowoczesnego z urzędu, czyli rektor Akademii Krakowskiej. Był nim w latach 1498-9 Jan V Thurzo – „pierworodny syn szlachcica węgierskiego Jana Thurzo, osiadłego w Polsce burmistrza miasta Krakowa i jego pierwszej żony Urszuli Bem (Böhm)”.

Przypomnę tylko, że „związki rodów Turzonów i Fuggerów przypieczętowała w roku 1495 umowa, na mocy której Jan i Jerzy Thurzo stworzyli z Jakubem Fuggerem spółkę wydobywczo-handlową Ungarischer Handel, która w błyskawicznym tempie zmonopolizowała niemal cały przemysł związany z wydobyciem i wytopem miedzi oraz handel tym metalem w całej ówczesnej Europie.”   [Po dużo, dużo więcej nt. roli tej firmy odsyłam do Baśni jak niedźwiedź tom II Gabriela Maciejewskiego.]

Wracając do Jana juniora, to po epizodzie akademickim został biskupem wrocławskim. „Na stanowisku tym odbył 7 synodów diecezjalnych i wspólnie z bratem swym Stanisławem, biskupem ołomunieckim, koronował trzyletniego Ludwika Jagiellończyka na króla czeskiego. … Biegły w naukach i wysokich cnót pasterz, otwarty na nowe idee i prądy w kulturze i w teologii, utrzymywał kontakty z Erazmem z Rotterdamu, Marcinem Lutrem i Filipem Melanchtonem. Nie był luteraninem, ale tolerował wydawanie już w 1518 we Wrocławiu, na terenie jego diecezji, pierwszych kazań Lutra o odpustach i łasce, a w 1519 – jego następnych kazań i dysputy lipskiej. Ta tolerancyjność była przyczyną zwrócenia się wrocławskiej kapituły katedralnej do biskupa Thurzo z prośbą, by w porozumieniu z radą miejską wydał zakaz druku „pism heretyckich”. Do wydania takiego zakazu jednak nie doszło, Jan Thurzo zmarł w sierpniu roku następnego; z drugiej strony Melanchton i Luter nazwali go „najlepszym biskupem stulecia”.”

W uzupełnieniu do tego bardzo „specyficznego” biogramu trzeba dodać, iż bratem tych dwóch był palatyn węgierski Aleksy Thurzo, który oczywiście także został przyjacielem Erazma oraz propagatorem jego humanizmu. To właśnie Aleksy był węgierskim patronem Leonarda Coxa, a przede wszystkim Ecchiusa.

Widzimy jasno jak niewiele się zmieniło – dziś (jeszcze) mamy monopol liberalno-genderowy, a wtedy to był monopol humanistyczny. W obu przypadkach, w tle majaczy gigantyczny kapitał. Nie ma jednak żadnych nieubłaganych praw historii i przypadek Stanisława Hozjusza dobitnie pokazuje jak wiele może zmienić jedna osoba – warto o tym dzisiaj pamiętać.

„Urodził się w Krakowie [w 1504] w rodzinie mieszczańskiej, która przybyła do Polski z Pforzheim w Badenii. … W 1519 chciał wstąpić do zakonu dominikanów, ale kategoryczny sprzeciw ojca pokrzyżował te plany. W lipcu 1519 zapisał się na wydział sztuk wyzwolonych Akademii Krakowskiej. Studiował tam półtora roku, gdyż już w grudniu 1520 zdobył bakalaureat sztuk. …Pisał głównie elegie i epigramy, w których sławił czołowe osobistości Rzeczypospolitej. Jego poezję cechuje żarliwość religijna. Należał wówczas do wielbicieli Erazma z Rotterdamu, lecz wkrótce erazmianizm w wydaniu hozjańskim nabrał wydźwięku antyluterańskiego.

W latach 1530–1534 dzięki wsparciu biskupa Tomickiego studiował teologię i prawo na uniwersytetach w Bolonii i Padwie zdobywając doktorat obojga praw. Jednym z jego nauczycieli prawa był Hugo Buoncompagni, późniejszy Grzegorz XIII.

… w 1551 został awansowany na biskupstwo warmińskie. Szybko zyskał sławę jako katolicki teolog-polemista. Jego pisma będące owocem polemik z polskimi i niemieckimi ewangelikami odznaczały się erudycją, ciętością języka oraz kunsztowną łaciną. Hozjusz stał na gruncie ortodoksji katolickiej i bronił papiestwa. Dlatego też był przeciwnikiem liturgii w językach narodowych, posuwając się do zachwalania ignorancji ludu jako rzeczy pożytecznej, sprzyjającej pobożności (Godzi się li laikom…). Historycy Kościoła i teologowie zachodni oceniają, że Hozjusz nie był wybitnym teologiem, za to był zdolnym i pracowitym organizatorem. Wszystkie swoje działania w Polsce kierował przede wszystkim przeciwko reformacji, którą uważał za wielkie zło. O swoich oponentach nie potrafił myśleć dobrze – uważał, że protestanci są inspirowani przez diabła. Sprawców napaści na kościół ewangelicki w Krakowie (Tumult krakowski) pochwalił słowami: Czego nie śmiał ani król, ani biskupi to zrobić się ośmielili studenci akademii krakowskiej, godni wiekuistej pamięci, których chwałę cały Kościół sławić będzie.

… W 1558 wyjechał do Rzymu, gdzie w kurii papieskiej, a następnie jako nuncjusz w Wiedniu (1560–1561) zabiegał o wznowienie soboru powszechnego. Był jednym z pięciu legatów papieskich na ostatnią sesję soboru trydenckiego i przewodniczył obradom soborowym. Na soborze był zdecydowanym przeciwnikiem ustępstw na rzecz protestantów i bronił pozycji Stolicy Apostolskiej. W 1561 kreowany przez Piusa IV kardynałem, a w 1565 był nawet na konklawe jednym z liczących się kandydatów do tiary papieskiej. W kraju bezgraniczne oddanie papiestwu naraziło go na silną krytykę szlachty i niechęć króla. Nobilitację uzyskał dopiero w 1562. Wraz z nuncjuszem Giovannim Francesco Commendonim dążył do zreformowania w duchu uchwał trydenckich kościoła w Polsce. W 1564 na sejmie w Parczewie przyczynił się do przyjęcia uchwał trydenckich przez króla i senat. Przeciwstawiał się planom prymasa Jakuba Uchańskiego myślącego o utworzeniu kościoła narodowego.

W diecezji warmińskiej odbył w 1565 synod diecezjalny w Lidzbarku, zrewidował statuty kapituły, a w latach 1565–1572 przeprowadził wizytację generalną diecezji – pierwszą wizytację potrydencką na ziemiach polskich. W 1565 sprowadził do Braniewa jezuitów, którzy zorganizowali kolegium i seminarium duchowne.”

Znowu daje się zauważyć specyficzny stosunek autorów polskiej wiki do katolicyzmu, ale to nie przeszkadza odnaleźć tam jeszcze jednego z owoców działalności wielkiego Stanisława:

„W 1553 Mikołaj Radziwiłł Czarny poparł Reformację i w wyniku tego porzucił katolicyzm. Początkowo zainteresował się luteranizmem, ale dwa lata później nawiązał korespondencję z wybitnymi teologami kalwinizmu, w tym z samym Janem Kalwinem. Około 1557 przyłączył się do Zboru (Kościoła) Reformowanego (kalwinizm), którego stał się najbardziej wpływowym protektorem w Rzeczypospolitej.

W tym 1557 roku ufundował w Wilnie pierwszy na Litwie kościół (zbór) i szkołę wyznania reformowanego. Wkrótce zaczął energicznie zwalczać katolicyzm i prawosławie w swoich litewskich i małopolskich posiadłościach: od 1560 odebrał katolikom kościoły w Nieświeżu, Klecku, Ołyce, Subotnikach, Mordach i Szydłowcu i przekazał je pastorom kalwińskim. Zaczął też aktywnie propagować protestantyzm, otwierając drukarnie w Nieświeżu i Brześciu Litewskim, gdzie w 1563 wydrukowano Biblię Brzeską, zwaną też Radziwiłłowską – pierwsze tłumaczenie całego Pisma Świętego na język polski z języków oryginalnych (Mikołaj Czarny finansował zarówno prace zespołu tłumaczącego Biblię w Pińczowie, jak i wydanie jej w Brześciu). Wspierał również działaczy reformacji, takich jak Francesco Stancaro, Szymon Budny, Marcin Czechowic i Jan Łaski (młodszy).”

Mikołaj Krzysztof, zwany Sierotką „był synem Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Czarnego i Elżbiety z Szydłowieckich, córki Krzysztofa. Wychowany w kalwinizmie na przyszłą podporę reformacji, po śmierci ojca na skutek pobytu w Rzymie i osobistego zetknięcia z Commendonem, Hozjuszem i Skargą przeszedł w 1567 z kalwinizmu na katolicyzm, po czym otwierał zamknięte przez jego ojca kościoły, m.in. w Szydłowcu. Zwalczając rozwój protestantyzmu wykupił egzemplarze Biblii Brzeskiej po czym uroczyście zostały one spalone na wileńskim rynku. Gorliwy katolik, popierał antyturecką politykę papiestwa i konsekwentnie wspierał Habsburgów w staraniach o tron Polski. Po wyborze króla prezentował postawę regalistyczną, wspierając wszystkich czterech królów Polski, z którymi się zetknął. …

W 1590 roku został wojewodą trockim. Popierał Zygmunta III Wazę w staraniach o unię kościelną. W 1604 roku otrzymał najważniejszy w Wielkim Księstwie Litewskim tytuł wojewody wileńskiego. Dostarczył królowi posiłków przeciw rokoszowi Zebrzydowskiego i wziął udział w 1609 roku w bitwie pod Warką. Zbudował zamek w Nieświeżu i ufortyfikował (zaopatrzył w słynne armaty) oraz zbudował kościół w Nieświeżu dla Jezuitów (pierwszy barokowy kościół w Rzeczypospolitej), zakładał klasztory, budował drogi i szpitale, rozwijał szeroką działalność filantropijną, opiekował się ubogimi studentami. Wykształcony, studiował zwłaszcza geografię i medycynę. Napisał dzieje swojej podróży, wydane w 1601, w przeróbce łacińskiej, a potem w tłumaczeniu polskim jako Peregrynacja abo pielgrzymowanie do Ziemi Świętej (1607). Drukarnię w Nieświeżu podarował Akademii wileńskiej, współpracował w dziele unii kościoła wschodniego z katolicyzmem. Był protektorem kartografii polskiej, wydając mapy Litwy opracowane niezależnie przez Tomasza Makowskiego i Macieja Strubicza.”

___

PS. Interesujące uzupełnienie:

Jakub Wujek „w Wiedniu w 1565 roku wstąpił do zakonu jezuitów, po nowicjacie rozpoczął studia teologiczne w Kolegium Rzymskim, gdzie uzyskał doktorat. Po dwóch latach w Rzymie powrócił do Polski do Pułtuska, gdzie był wykładowcą kolegium jezuickiego. Na kapłana został wyświęcony w roku 1568 w Pułtusku i od tego czasu poświęcił się intensywnej pracy kaznodziejskiej i pisarskiej. W latach 1571-1578 jako rektor organizował kolegium jezuickie w Poznaniu. W latach 1578-1580 był rektorem Akademii Wileńskiej. W latach 1579-1584 założył prowincję jezuicką w Koloszwarze w Siedmiogrodzie.”

PS2. A teraz, ostrzeżenie, niejako:

„W roku 1525 zrzekł się tronu biskupiego w Poznaniu, a także doprowadził do ugody między królem a Albrechtem Hohenzollernem. Tomicki od roku 1524 jednocześnie pełnił funkcje biskupa krakowskiego i podkanclerzego koronnego, co było niezgodne z ówczesnym prawem polskim (były to tzw. incompatibilia). Był z tego powodu jednym z głównych (obok Szydłowieckiego) przeciwników ruchu egzekucyjnego.

Piotr Tomicki należał do najważniejszych przedstawicieli polskiego renesansu. Studia we Włoszech i pobyt na dworze Jana Lubrańskiego, a także kontakty ze światłymi umysłami Europy, w tym z Erazmem z Rotterdamu, ukształtowały w nim humanistyczne zainteresowania. Do głównych zasług Tomickiego należy jego mecenat nad artystami. Na jego polecenie Stanisław Górski spisał Acta Tomiciana– zbiór dokumentów z czasów sprawowania przez Tomickiego urzędu podkanclerskiego, na Akademii Krakowskiej utworzył Katedrę Prawa Rzymskiego oraz wprowadził nauczanie greki i hebrajskiego. W Wielkopolsce ufundował cenne płyty nagrobne: stryjowi w Szamotułach i ojcu w Tomicach.

Piotr Tomicki zmarł w Krakowie 29 października 1535 roku. Pochowany został w ufundowanej przez siebie kaplicy w Katedrze Wawelskiej.”

Erazm-Polska-jest-moja i Anglicy

Jeśli komuś się wydaje, że Rzeczpospolita znalazła się w kręgu zainteresowania Londynu dopiero pod koniec XVI wieku, to jest w grubym błędzie. I nie chodzi tu o Kompanię Wschodnią i angielską kolonię w Elblągu, ale o Kraków i czasy jeszcze wcześniejsze. Choć przyznaję, że faktycznie nie jest to wiedza powszechnie dostępna – weźmy np. takiego Leonarda Coxa – w angielskiej wiki ma całkiem pokaźny wpis, a tymczasem w tej polskiej o nim cisza, choć oczywiście wybitnie wyspecjalizowani polscy specjaliści pisali o nim w specjalistycznych publikacjach.

A kim był ów mister Cox (ew. Coxe)? To jeden z trzech najgłośniejszych krzewicieli nowoczesnego humanizmu zatrudnionych przez Akademię Krakowską – Cox wykładał tam w latach 1518-20 i 1525-7. Zwróćmy baczną uwagę na te daty i na fakt, że w kluczowych latach 1520-5 przeniósł się był pan Cox na Węgry, aż do roku przed bitwą pod Mohaczem i rozbiorem Węgier… Lista jego patronów w Polsce mówi bardzo wiele: Krzysztof Szydłowiecki, Piotr Tomicki, Jan Łaski jr oraz „przyjaciel Lutra i Erazma” – Ludwik Decjusz. W 1527 Cox jest z powrotem w Anglii, gdzie wpierw zostaje bakałarzem w Cambridge, a w 1530 mistrzem w Oksfordzie i Reading.

Dla pełnego obrazu oto dwie pozostałe, szwajcarskie, gwiazdy humanizmu na Akademii Krakowskiej: Rudolf Agricola młodszy – „docent Uniwersytetu Krakowskiego, poeta, humanista i wydawca” oraz Walenty Eck (Ecchius), który „bakalaureat zdobył w r. 1513 i nawiązał w Polsce liczne kontakty literacko–naukowe, współpracował przy publikacji podręczników w języku łacińskim; w 1513 udał się na Węgry, w 1520/21 powrócił na krótko do Krakowa, prowadząc tu dorywcze wykłady w Akademii, potem zjawił się tu jeszcze raz, w latach 1537 – 1539, aby ostatecznie osiąść na Węgrzech.”

(Warto tu dodać, że patronem Ecchiusa był sam Aleksy Thurzo (syn Jana), a więcej o tej rodzinie, niebawem.)

Wszyscy ci panowie wsławili się nie tyle krzewieniem humanizmu, który u nas zaszczepił był już w 1470 przesławny Kallimach, co propagowaniem jego formy najwyższej – tolerancji i multi-kulti (sic!) wg samego mistrza Erazma. Mówi się wprawdzie o nim Erazm z Rotterdamu, ale warto pamiętać, że znaczną część swojego bardzo aktywnego życia tenże Erazm spędził w Anglii i Szwajcarii właśnie… A z kolei Leonard Cox jest określany mianem przyjaciela Erazma i Filipa Melanchtona – tacy to wykładowcy święcili wtedy triumfy w Krakowie.

Nasi trzej krzewiciele ideologii erazmiańskiej nie tylko nauczali ale i publikowali wiele (własnych) tekstów i w efekcie odnieśli, wraz ze swoimi patronami, zaiste gigantyczny sukces skoro Erazm pisał bez ogródek do arcybiskupa Canterbury, Williama Warhama, „Polonia mea est” – Polska jest moja**, „skarżąc się w liście z dnia 4 września 1524 r. na pełne wściekłości ataki wrogów, a równocześnie […] wymieniając szereg nazwisk życzliwych sobie osób… Piszącymi listy i otrzymującymi odpowiedzi byli dostojnicy Korony i Kościoła, dyplomaci, sekretarze królewscy, wreszcie sam król Zygmunt Stary. Oprócz dalej wymienionego K. Szydłowieckiego wspomnijmy P. Tomickiego, A. Krzyckiego, P. Kmitę, H. Łaskiego, J. Dantyszka, J.L. Decjusza, a z uczniów Erazma – J. Łaskiego, A. Zebrzydowskiego, J. Bonera… Traktat Erazma pt. Lingua, dedykowany przezeń kanclerzowi Krzysztofowi Szydłowieckiemu, wyszedł w 1525 r. w Bazylei, zaś w polskim przekładzie ukazał się w r. 1542 w Krakowie u Hieronima Wietora jako Księgi, ktore zową „Język”, z łacińskiego na polski wyłożony.”

[Wiator] „Posiadał dobre drzeworyty, utrzymywał kontakty z humanistycznymi autorami, starał się o poprawne wykonanie tekstu i o dobry papier. Jego druki znane były z wysokiego poziomu artystycznego i technicznego, a on sam nazywał siebie chalcographus accuratissimus – drukarz najstaranniejszy… Ogólny dorobek drukarni Wietora wynosi ponad 550 pozycji. Po śmierci drukarza w 1546 oficynę przejęła żona, Barbara, która sama prowadziła ją przez 4 lata (1546-1550), a następnie z pomocą przyszłego męża, Łazarza Andrysowicza ze Strykowa. W 1577 po śmierci Łazarza zakład drukarski przejął syn jego i Barbary – Jan Januszowski – który rozwijał tłocznię jako Oficynę Łazarzową.”

Pamiętacie? To ten sam Januszowski, o którym już wspominałem – na papierze z jego drukarni napisał słynną „Relację z Polski” angielski super-szpieg – niejaki Peyton jr…

Dla porządku trzeba dodać, że propagandę erazmiańską drukował w Krakowie nie tylko Wietor, ale przede wszystkim sławiony pod niebiosa także przez dzisiejszych polskich humanistów Johann Haller, który to „27 stycznia 1506 wydrukował na pergaminie Statut Łaskiego. Była to pierwsza w Polsce publikacja urzędowa wydana drukiem (ok. 150 egzemplarzy). W 1510 kupił młyn papierniczy w Czerwonym Prądniku. Owocem pracy Hallera było wydanie około 300 książek o najwyższym poziomie edytorskim. Drukował m.in. dzieła Erazma z Rotterdamu i Cycerona.”

Takie to były źródła, czy też „napęd” tej przesławnej polskiej „tolerancji”, czyli po prostu tego swojskiego „róbta-co-chceta”, której to skuteczną tamę postawili dopiero jezuici – „do Polski sprowadził zakon biskup warmiński (późniejszy kardynał Kościoła) Stanisław Hozjusz, w roku 1564, fundując im kolegium w Braniewie.” A Zygmunt Wielki sprawę doprowadził do końca.

___

**) Można zasadnie domniemywać, że doszedł był do tego wniosku po wizycie u niego w Bazylei braci Łaskich, o czym więcej już niebawem…

___

PS. Polskie kalendarium drukarskie, ku przestrodze:

– pierwsze poważne drukarnie w Polsce, ta Hallera z 1505 i Wietora z 1517 zajmowały się jak napisałem humanizmem i tolerancją

– od 1525 r. książki drukowane cyrylicą wydawał w Wilnie Franciszek Skoryna; drukarnia w Nieświeżu wydała cyrylicą katechizm luterski (1526) i inne dzieła Szymona Budnego, przeznaczone do propagowania wyznania ewangelickiego wśród ludności ruskiej; w Zabłudowie koło Białegostoku w latach 1567-1570 działała drukarnia urządzona przez Piotra Timofiejewicza Mścisławca i Iwana Fiodorowa. Wydano w niej Ewangelię (1569) oraz Psałterz (1570). Sam Fiodorow wydał w Ostrogu Nowy Testament oraz Biblię Ostrogską

– pierwsze drukarnie hebrajskie w Polsce to 1530 i 1534 – na sto lat przed takim Amsterdamem!

– luteranie zaczęli w Królewcu już około 1540, potem ekspandowali do Leszna itp.; kalwini mają wielką drukarnię w Brześciu już od 1553, a arianie zaczęli w Krakowie w 1574

– a co z katolikami spytacie? ano, właśnie – dopiero jezuici w Wilnie otworzyli drukarnie wraz z kolegium…

Angielskie buldogi i Gosliciusz

Teresa Bałuk-Ulewiczowa w swoim artykule nt. Gosliciusza przytacza sporo ciekawych faktów dotyczących odbioru jego dzieła w Anglii:

„Nic więc dziwnego, że w czasach przełomowych dla rozwoju stosunków międzynarodowych jego książkę, stanowiącą głos w dyskusji krajowej, a jednocześnie w ogólnoeuropejskim dyskursie politycznym, zauważono w kosmopolitycznym środowisku naukowym ówczesnej Italii i rozprowadzono po Europie, zawożąc także i do odległej Anglii borykającej się wówczas (mimo wielu różnic) z podobnymi problemami ustrojowymi (m.in. sukcesji po ewentualnym wygaśnięciu dynastii). Na przestrzeni następnych co najmniej kilkudziesięciu lat dzieło Goślickiego dość szeroko tam czytano, a raczej w niepełnych przekładach dostosowywano jej przesłanie do doraźnych potrzeb i poglądów sponsora i jego odbiorców, pomijając w tłumaczeniu lub zniekształcając fragmenty niewygodne ideologicznie. Przekładany po raz kolejny na język angielski w XVIII w., w szacie już całkiem oświeceniowej, w której bywa czytany po dziś dzień, traktat Goślickiego nie tylko trafił w licznych egzemplarzach do bibliotek i prywatnych księgozbiorów w Stanach Zjednoczonych, lecz także w XX w. – dzięki osobliwym splotom wydarzeńna arenie międzynarodowej – stał się „bohaterem” mitu o rzekomym jego wpływie na poglądy Ojców-Założycieli amerykańskiej demokracji – z T. Jeffersonem na czele…

w przededniu pierwszej realnej elekcji, oczy zachodnich obserwatorów pilnie śledziły wydarzenia w Polsce, a traktat Goślickiego oceniał elekcyjność tronu jako lepszy system od dziedziczności. Z tych to względów zapewne dzieło jego stanowiło atrakcyjną lekturę w szerokich kręgach czytelniczych w Anglii, gdzie panowała moda na zagraniczne specula o tematyce politycznej. Czytano je przede wszystkim w środowisku prawniczym i administracyjnym, ale ponadto w kręgach uniwersyteckich, dworskich i wśród literatów.

Do 1585 r. powstały co najmniej dwa angielskie przekłady De optimo senatore zachowane w postaci rękopiśmiennej. Pierwszy, datowany na lata 1577–1585, zawiera tłumaczenie połowy traktatu (doprowadzone do końca księgi pierwszej). Tłumaczem był Robert Chester, prawdopodobnie kilkunastoletni student Uniwersytetu w Cambridge, co świadczyłoby o szerokim zasięgu czytelniczym De optimo senatore w Anglii jeszcze w okresie przed wydaniem bazylejskim z 1593. Obecnie rękopis Chestera znajduje się w zbiorach British Library w Londynie.

Drugi przekład rękopiśmienny zachowany jest w starannie kaligrafowanym odpisie datowanym na wiosnę 1584 r.. Nazwisko tłumacza nie jest znane. Odpis sporządzono prawdopodobnie z zamiarem ofiarowania komuś ze środowiska arystokratycznego. Tomik, pięknie oprawiony w czerwony półskórek, znajdował się w zbiorach prywatnych zanim w XX wieku trafił do kolekcji znanego psychologa i językoznawcy C.K. Ogdena, a później do biblioteki University College Uniwersytetu Londyńskiego. Zawarty w nim tekst stanowi podstawę pierwszego wydania londyńskiego – The Counsellor z r. 1598 oraz części tego samego nakładu zaopatrzonego w nową kartę tytułową (A Common-weale of Good Counsaile) z datą 1607 r.

Bezpodstawnie się twierdzi, jakoby oba te „wydania” zostały „skonfiskowane”, a nawet „spalone na stosie” przez „elżbietańską cenzurę”. Tymczasem źródła wskazują, że 6 marca 1598 r. The Counsellor został zgodnie z wymogami ówczesnych przepisów regulujących prawa do drukowania i sprzedaży książek w Anglii wpisany do rejestru Stationers’ Company (cechu księgarzy) za zezwoleniem urzędnika cechowego oraz biskupa Londynu reprezentującego władze kościoła anglikańskiego. W dokumentacji Stationers’ Company brak jakichkolwiek przesłanek pozwalających na postawienie hipotezy o urzędowym nakazie zniszczenia całego nakładu.

Natomiast przekład De optimo senatoreocenzurowano” jeszcze na etapie rękopisu ogdenowskiego, opuszczając bardzo istotne fragmenty, w których Goślicki występuje w obronie pozycji senatorów duchownych (czyli katolickich biskupów w polskim senacie), opowiadając się stanowczo za pierwszoplanową rolą Kościoła katolickiego w rządzeniu państwem. Pominięto również wypowiedź Goślickiego preferującą monarchię elekcyjną i krytykę sukcesji dziedzicznej. Nie było więc żadnych powodów, aby nakład The Counsellor konfiskować… i klucza do jego powstania należy szukać w ówczesnych wydarzeniach politycznych…

Anglikom zależało na dobrych stosunkach z Polską ze względu na zapotrzebowania na polskie zboże, zwłaszcza w latach nieurodzaju i epidemii (a 1597 był właśnie takim rokiem) i z uwagi na to, by nie sprowokować zacieśniania się współpracy między Habsburgami a Zygmuntem Wazą. W następnym roku podjęto działania dyplomatyczne zmierzające do złagodzenia zaistniałej sytuacji i powrotu do negocjacji. Okoliczności te wskazują, że „promocja” angielskiego przekładu dzieła O doskonałym Senatorze była elementem programu koncyliacyjnego. Czyżby pochwalna wzmianka z 1600 r. w pismach Krzysztofa Warszewickiego – nota bene pozostającego w bliskich kontaktach ze służbami Habsburgów – o tym, że „w Anglii szczególną popularnością wśród czytelników cieszy się książka Goślickiego” była tego świadectwem…

W tym samym czasie, zaledwie cztery dni po audiencji, wybuchł skandal na scenie jednego z podstołecznych teatrów. Skutkiem afery wokół dziś zaginionej sztuki The Isle of Dogs (Wyspa psów – nazwa toponimiczna maleńkiej wysepki u wylotu Tamizy, dzisiaj we wschodnim Londynie, w niewielkiej odległości od pałacu, w którym odbyła się audiencja Działyńskiego) spektakl zdjęto ze sceny, schwytanego twórcę osadzono w Tower, a wszystkie teatry publiczne pozamykano na kilka miesięcy. Według wybitnego historyka teatru elżbietańskiego E.K. Chambersa przyczyną tak ostrych represji, zapewne głęboko zapadających w zbiorową pamięć londyńskiego środowiska teatralnego, gdyż finansowo uciążliwych dla wszystkich, było satyryczne przedstawienie Zygmunta III.”

 

Francuski Gosliciusz czy polski Monteskiusz?

***

Aby odpowiedzieć na tytułowe pytanie wystarczy przypomnieć czego to uczą nasze kołłątajowskie szkoły – że tzw. trójpodział władzy, czyli fundament nowoczesnego państwa, został rozpropagowany przez wielkiego myśliciela francuskiego, monsieur Charlesa Louis de Secondat, barona de la Brède et de Montesquieu, czyli Monteskiusza.

A nie wspominają, iż na z górą 150 lat przed Monteskiuszem ksiądz Wawrzyniec Goślicki rozróżnił „3 typy władzy: ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Zadaniem władzy ustawodawczej jest wprowadzanie sprawiedliwości między ludźmi i umożliwienie działania sądom. Zadaniem władzy sądowniczej jest wymiar sprawiedliwości (sądownictwo w państwie jest tym, czym jest—jak przedstawia obrazowo G.—dusza dla ciała). Stosunek sędziego do ustawodawcy polega na tym, że pierwszy jest tłumaczem drugiego, nie powinien więc abstrahować od litery ustaw, ale jednocześnie powinien uwzględniać wymagania słuszności i sprawiedliwości (dobre sądy utrwalają w państwie sprawiedliwość, złe i przekupne bardziej niż jakakolwiek inna przyczyna wprowadzają nienawiść, bezprawie i rokosz). Zadaniem władzy wykonawczej jest wykonywanie ustaw, co stanowi uzupełnienie władzy ustawodawczej, powołanej do ich stanowienia. Władza wykonawcza spoczywa w rękach urzędników, a ponieważ ich wady uderzają w całość państwa, zaś ich cnoty ją fundują, konieczne jest określenie obowiązków urzędników: wierność, staranność wobec państwa, bezinteresowność, ludzkość, sprawiedliwość, dobroć, pobłażliwość, roztropność, znajomość prawa, a przede wszystkim praworządność. Relację: władza — prawo rozstrzyga G. zgodnie z łac. i pol. tradycją myśli politycznoprawnej, domagając się, aby ustawodawcy i urzędnicy podlegali prawu i w swych działaniach zachowywali przepisy prawa, pierwsi jako jego, twórcy, drudzy jako jego strażnicy.” (PEF)

Ale jak mieliśmy o tym usłyszeć skoro nazwisko Goślicki w ogóle w polskich szkołach nie pada… Musieliśmy wszak czekać 432 lata na tłumaczenie z łaciny na polski jego wielkiego dzieła O senatorze doskonałym (patrz wyżej), które to tłumaczenie jest teraz praktycznie nie-do-zdobycia… A w tym roku obchodzimy 450-lecie jego wydania – i co? I nic…

A w dziele tym kreśli „wzorzec osobowy doskonałego senatora, dowodząc przy tym w kontekście politycznym ówczesnej Rzeczypospolitej, że w monarchii stan senatorski jest szczególnie powołany do nadania kierunku polityce zewnętrznej i wewnętrznej, do hamowania samowoli panujących, do partycypowania pośrednio w zwierzchniej władzy królewskiej. Podstawową rolą stanu senatorskiego jest udział, jako przybocznej rady królewskiej, w kierowaniu państwem. Przedmiotem zainteresowania senatorów powinna być dziedzina skarbu, wojny i pokoju, obrona kraju, polityki handlowej, ustawodawstwo. Jako pośredniczący pomiędzy królem a narodem, senat utrzymuje równowagę między dążeniami monarchy a skłonnościami szlachty, strzeże, by król na skutek nadużycia władzy nie stał się tyranem, a naród na skutek zbytniej swobody nie popadł w anarchię. Senat w swej działalności opiera się na sprawiedliwości i jest obrońcą dobra publicznego, składa się z obywateli wyróżniających się mądrością, roztropnością i szlachetnością, gruntowną wiedzą na temat ekonomii, polityki i etyki oraz znajomością państwa, poddanych, praw i obyczajów, a także wiedzą o szczegółowych kwestiach w zakresie stanowienia praw, w zakresie wojny i pokoju, administracji państwowej, podatkach i wolnościach obywatelskich, wychowaniu młodzieży, zwł. wychowywaniu do miłości Ojczyzny oraz Boga i religii.” (za PEF – Katarzyna Stępień)

Jak to jest, że lewacki tygodnik Polityka potrafił kiedyś opublikować niezły artykuł nt. tego wielkiego i mocno zapomnianego rodaka, a „nasze” media milczą? Cała nadzieja w młodzieży – okazuje się bowiem, że jedyna „poważna” konferencja w III RP poświęcona wielkiemu Wawrzyńcowi odbyła się ze studenckiej inicjatywy: „30 października 2007 roku, w przeddzień czterechsetnej rocznicy śmierci Wawrzyńca Grzymały Goślickiego, odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim ogólnopolska konferencja upamiętniająca twórczość tego wybitnego męża stanu, który w swej ojczyźnie wciąż jeszcze – choć dają się w tej mierze zauważyć od kilku lat pewne zmiany – jest stosunkowo mało znany. … Zorganizowana z dużym rozmachem w pałacu Tyszkiewiczów-Potockich, przez studenckie Koło Nauk o Prawie i Państwie Pro Patria, konferencja pozwoliła spotkać się tym osobom i bardzo owocnie spędzić szereg godzin. Samą konferencję jednak poprzedziła msza święta sprawowana w intencji Wawrzyńca Goślickiego, przez ks. prałata Józefa Maja, który jako proboszcz służewski przechowuje akta wizytacji kanonicznej, którą biskup Wawrzyniec Goślicki prowadził w roku 1603 i skąd kierował m.in. pracami zwołanego przez siebie synodu.”

To akurat był cytat ze wstępu do bardzo ciekawych prac pokonferencyjnych opublikowanych w 2009. Dalej dr (wówczas) Aleksander Stępkowski z UW tak tam m.in. pisze: „O rodzinie Goślickiego wiemy, iż  słynęła ze świetnych tradycji wojskowych. W roku 1392 ród w osobie Henryka otrzymał od księcia Ziemowita Mazowieckiego pewne przywileje jako dowód uznania za męstwo okazane w walkach z Prusami. Herbarz Bonieckiego podaje dodatkowo, iż ojciec Wawrzyńca miał na imię Andrzej. W tym też zródle znajduje się kilka szczególów dotyczących stryja Marcina, doktora obojga praw, kanonika płockiego i bibliofila, po którym Wawrzyniec odziedziczył obszerny księgozbiór. …

W okresie drugiego bezkrólewia należy, tak jak prawie cały senat, do stronników cesarskich. Znamienny jest fakt, iż o jego przychylność dla kandydatury arcyksięcia Ernesta zabiegał sam cesarz Maksymilian w osobistej korespondencji, podkreślając auctoritas Goślickiego i obiecując mu swą cesarską wdzięczność. Po wygranej Batorego, jak zdecydowana większość sekretarzy duchownych, utrzymuje stanowisko w kancelarii królewskiej, choć niewykluczone, że nie obyło się to bez trudności. Zostaje sekretarzem do spraw Siedmiogrodu i wkrótce już cieszy się opinią „zdecydowanego batorianina”. …

Jego pozycja w kancelarii królewskiej musi być już bardzo dobrze ugruntowana, skoro rok wcześniej, po raz pierwszy, zabiega o stanowisko podkanclerzego, mając opinię człowieka ze wszechmiar na to stanowisko odpowiedniego. Mniejszą pieczęć otrzymuje jednak Boruchowski, protegowany Zamoyskiego. … Ossoliński przytacza tutaj opinie współczesnych, zarzucających kanclerzowi, iż preferuje miernych acz uległych sobie, nad zdolnych i samodzielnych. …

Na sejmie 1587 r. bierze udział w opracowywaniu paktów konwentów, a następnie to on właśnie 10 XII 1587 r. wita elekta pod Krakowem swą mową: Witanie rady stanów koronnych polskich do króla jegomości Zygmunta III…, która wydana następnie drukiem, zyskała sobie opinię wzorcowego popisu oratorskiego. … Uchronił również Maksymiliana przed śmiercią, którą poniósłby niechybnie z ręki Mikołaja Zebrzydowskiego – wojewody krakowskiego, gdy ten chciał „płatnąć arcyksięcia i co niechybnie by uczynił”. Sam Zamoyski przyznaje, że „cała korzyść z traktatu będzińskiego płynąca, Goślickiemu właśnie winna być przypisana”. W 1590 r. popiera swym autorytetem zainicjowaną przez Zamoyskiego uchwałę o wykluczeniu arcyksięcia Maksymiliana w przyszłości od ewentualnej kandydatury do tronu polskiego. …

Jeszcze za życia Zygmunta Augusta został kanonikiem krakowskim, włocławskim i płockim. W 1577 roku został kanonikiem sandomierskim i kantorem płockim. [Od 1586 był biskupem kamienieckim, od 1590 – chełmskim, od 1591 – przemyskim, a od 1601 – poznańskim] …W 1596 r. zostaje wybrany do komisji mającej pertraktować ze stroną cesarską i legatem papieskim o ewentualnym zaangażowaniu się Rzeczypospolitej w działania Ligi Katolickiej, co skutkowałoby uwikłaniem kraju w wojnę z Turcją. Poczynania Goślickiego podczas tych pertraktacji tak relacjonuje Piasecki: „Goślicki miał rzadki dar języka, dowcip wesoły i uprzejmy, rozsądek obejmujący; najobszerniejsze wywody porządnie w treść zbierał, gruntownie roztrząsał, zgrabnie wyłuszczał”. Dość dodać, że cała komisja polska wprawiła w nie lada zdumienie swym wysokim poziomem stronę papiesko-cesarską, która też nie osiągnęła swego celu. …

Z testamentu, który po sobie zostawił wynika, iż nie był człowiekiem zamożnym, a najcenniejszą część swego majątku, obszerną bibliotekę, zapisał po części klasztorowi o.o. Dominikanów w Płocku (książki z zakresu praw obojga) oraz kolegium jezuickiemu w Poznaniu i swemu bratankowi Janowi. …

Kończąc, wypada chyba uznać, że opinii tych nie należy kwalifikować jako czczych komplementów. Autorzy wspominający o Goślickim są zdumiewająco jednomyślni w jednoznacznie wysokiej jego ocenie i to bodaj w każdym aspekcie jego działalności. Sam chyba też był doskonale świadom, że jego osobiste kwalifikacje predestynują go do piastowania najwyższych funkcji w państwie, o co zresztą skwapliwie, choć ze zmiennym szczęściem, zabiegał. Wydaje się, że postać ta ze wszechmiar zasługuje na potraktowanie jej jako przedmiotu monografii, której dotąd się nie doczekała.”

Za to ja na zakończenie przypomnę fragment, który odnalazłem w mojej notce nt. opactwa w Mogile:

„Dokumenty klasztorne podają, że Wawrzyniec Goślicki, opat mogilski (komendatariusz) i biskup kamieniecki, w 1586 roku zmienił wystrój wnętrza kościoła i w 1588 roku z wielką czcią przeniósł wizerunek Ukrzyżowanego do kaplicy i specjalnie przygotowanego ołtarza (poświęconego 28 października 1597 roku) – w tym miejscu Krucyfiks pozostał do dziś. Wszystko to miało służyć wygodzie przybywających pielgrzymów, gdyż do tej pory krzyż ustawiony był w nawie głównej świątyni.”

CDN

___

PS. Paweł Piasecki herbu Janina, inna forma nazwiska Piasecius (ur. 17 października 1579 w Piasecznie, zm. 1 sierpnia 1649 w Mogile) – sekretarz królewski Zygmunta III Wazy (ok. 1613-1627), kanonik poznański, warszawski, lubelski, opat komendatoryjny mogilski (1624-1649) i biskup kamieniecki (1627-1640), biskup chełmski (1640-1644), a następnie przemyski (1644-1649), kronikarz.

PPS. Wspaniały „student” Goślickiego:

http://boson.szkolanawigatorow.pl/czy-rzeczpospolita-bya-mocarstwem#60100