Gra i Karciarze.

GRA I KARCIARZE.

(Obrazek z szlacheckiego życia).

 

Krwią i łzami pisane człowieczeństwa dzieje;
I kraj nasz nieraz ciężkie przechodził koleje!
Po stokroć, gdy szarańcze plon ziemi wyjadły
Pojawiła się nędza a z nią głód wybladły;
– Czarna śmierci posłanka, często dżuma wschodnia
Stosy trupów, haraczem wybierała co dnia;
To znów sroższe niż dżuma i głód i szarańcze
Niszczyły polską ziemię najazdy pohańcze;
Zamieniali w perzynę żyzne nasze włoście
Krzyżak i Szwed i inni nieproszeni goście!
Dzisiaj już nam nie grożą pohańskie zagony,
Butny Szwed siedzi cicho, bo sam zagrożony;
– I morowem powietrzem już Bóg nas nie karze,
I szarańcza mniej częsta na lackim obszarze.
Lecz nowa oto klęska obrzydła i wściekła,
Na nieszczęśliwy ród nasz wypuszczona z piekła
Niszczy majątki, zdrowie, chwieje sumieniami
I charakter narodu upadla i plami!……
Tą klęską dzisiaj w Polsce jest gry smutny narów:
A karty zastąpiły głód, mór i Tatarów!
Prawdać że to nie całkiem nowy wynalazek:
Oddawna świat ubóstwiał karciany obrazek!
Już Opaliński miotał na kosterów lancę
A Krasicki z przekąsem pisze o hapance.
– Przecież gra, mniej chłonęła pieniędzy i wczasu,
Była skromną zabawką do zabicia czasu;
– Nie słychać, by na kartę stawiał gracz szalony
Włość po ojcach, chleb dzieci, albo posag żony;
By spłacić dług karciany przezwan honorowym
Nie szły do żydów srebra z klejnotem rodowym. ,
Złotówką nie dukatem walczyli szermierze:
Ja sam z księdzem proboszczem grałem o pacierze.
Dawniej, zimową porą, gdy w dom pana Jacka
Pan sąsiad Kalasanty zawitał znienacka,
Było się na co patrzeć, gdy po pogadance
O siewbie i o młockach (przy węgrzyna szklance
Co budzi afekt w sercu a troski rosprasza)
Zasiedli staruszkowie do partyi Marjasza.
Po półzłotku do stawki – za symplę sześć groszy
A dwanaście za dublę; – lecz ileż roskoszy
Na ich twarzach, a w ustach jaki uśmiech szczery
Gdy który z nich, brał ciągle Tuzy i Kozery
– A nadewszystko, jakaż tryumfalna chwila
Gdy w przedostatniej karcie wyciągnął Pamfila
I zadawszy z czterdziestu, musnął wąs sierdzisty,
Dograł – i biorąc pulę, krzyknął: perdidisti!
Po dwugodzinnej walce zmiennej alternaty,
Okazało się w końcu, dziesięć złotych straty.
– Zwycięzca nie zrujnował sąsiedzkiego mienia,
Zwyciężony spał smaczno, bez zgryzot sumienia
Nie rwał włosów na głowie w komicznym zapędzie,
I nie klął się na Boga że już grać nie będzie
Dziś inne obyczaje, – dzisiaj szlachta nasza
Gardzi już skromną stawką starego marjasza
Drużbart i Kiks, praojców niewinne zabawy,
Zeszły z pańskich stolików na lokajskie ławy.
Już i Wist, gra poważna, stała się zbyt nudną
Bo przy rozsądnym Wiście zrujnować się trudno!
Trzeba gier postępowych na oświaty czasy:
Nastały Preferanse, Sztosy, Gierylasy,
Diabełek wybiegł z piekła i służy z ochotą
Zagarniając pot kmiotków stopiony na złoto
A Faraon pochłonion falami morskiemi,
Wypłynął – i króluje w błogiej Piasta ziemi!
Patrzcie! w dzień uroczysty Swiętego Michała
Na dwór solenizanta, szlachta się zjechała
– Bankiet suty gościnność ojców przypomina,
Piętrzą się stosy mięsiw, płyną strugi wina;
W liczne m gronie, gwarliwa wszczęła się rozmowa,
Nie brak żartów – lecz słychać i poważne słowa.
– Tu starzec do młodszego zwrócony sąsiada
O dawnych, lepszych czasach z żalem rozpowiada;
Tam wojak, kreśląc palcem wąwóz Sommo-Sierra
Tnie szarżę po obrusie i działa zabiera;
– Inny, późniejsze boje przypomniał – i wzdycha.
. . . A młodzież słucha pilnie i coś szepce z cicha.
– Wtem gospodarz powstawszy przy ostatniej misie.
Z pełną kulawką w ręku, huknął: Kochajmy się!……
Dotąd, zwyczajem ojców szło Patrona święto:
Lecz zaledwie talerze i nakrycia zdjęto
Znalazł się zaraz szuler jeden, drugi, czwarty;
Co gada o partyjce i wyciąga w karty.
– Tamten już siadł za stołem i głosem Judasza
Do banku Faraona amatorów sprasza.
A jak zdradliwy ptasznik sadzi w klatkę wabia,
I nastawione sidła jagodą ozdabia,
Tak pan Anzelm, rubaszną dykteryjką znęca,
I rozsypanem złotem do zguby zachęca.
Otoczył stół fortuny mężczyzn poczet cały
Kobiety opuszczone, w bawialni zostały.
– Młódź nasza, ponętniejszej dziś hołduje Pani,
Uśmiech Damy pikowej stokroć słodszy dla niej!
Rycerze co do nowych turniejów się garną,
Dwie tylko noszą barwy: czerwoną i czarną!……..
Ktoś wyrzekł świętą prawdę godną słów pacierza:
Że namiętność człowieka zamienia na zwierza.
– Patrzcie! w oczach tych graczy jaki wzrok niezwykły:
Szlachetnych uczuć ślady z wszystkich twarzy znikły,
Zostały tylko na nich, potępienia piętna:
Gniew wściekły, podstęp podły i chciwość namiętna….!
Rzadki tam był poniter co uniknął szwanku.
Ow całoroczny dochód już zostawił w banku;
Drugi, trzeci, dziesiąty, zgrany do szeląga
Gra na słowo lub w okół pożyczki zaciąga;
Tamten straciwszy pieniądz, ratuje się fantem,
Stawił złoty zegarek i pierścień zbryljantem,
Duszęby własne rzucił w nurt bankowej rzeki
Gdyby czart nie miał na niej pierwszej hypoteki!…
Pół dnia i wieczór cały i noc całą grano:
A słońce, oko Boże, z za chmur wstając rano
Zastało szlachtę polską nie z lancą na wartach
Nie z modlitwą w kościołach – lecz w izbie – przy kartach!
Znaczne summy osiadły w bankierskiej kieszeni,
A gracze, źli na siebie, wybladli, znużeni,
Rozjechali się wreszcie – robiąc plany drogą
Jak niechybnym sposobem odegrać się mogą!
Nie od dziś, w okolicy krąży już uwaga
Ze Pan Anzelm, zręcznością szczęściu dopomaga
Że ciągnąc Faraona, ręka jego wprawna
Umie zfilować kartę gdy grubo obstawna
Ze stasować na Asa lub ułożyć Lisa,
Jest igraszką dla biegłych palców infamisa!
O tych sztukach sąsiedzi gwarzą pokryjomu,
A jednakże sztukmistrza przyjmują w swym domu;
Kochanym przyjacielem zowią go nie jedni,
Z uwielbieniem słuchają sprośnych jego bredni,
A gdy ich pieniądz wsiąknął do trzosu Anzelma
Mówią: „Miły to człowiek..” choć myślą, że szelma!
O! takie pobłażanie straszną u nas winą;
– Płochością, śród narodów obyczaje giną!
Strzeżmy cnoty praojców, – niech uczciwa ręka
Skalanej dłoni łotra dotykać się lęka
– Niechaj nas niewstrzymują towarzyskie względy
Bo złe z dołu czy z góry, jest ohydą wszędy;
Obcym być nam powinien kto honor swój plami:
By nas świat uszanował – szanujmyż się sami!
Z tych nawiasowych zboczeń powracam do treści
Bo to jeszcze nie koniec mej smutnej powieści!
Dawniej, gdy się zebrało liczne gości grono,
Prawda, że nazbyt częstym kielichem grzeszono;
Lecz gdy wszyscy po uczcie w bawialni zasiędą
U miano czas umilać ciekawą gawędą
O zjazdach Trybunalskich, Sejmikowych mowach,
O figielkach Kaniowskich i Nieświezkich łowach,
O bitwach w których ojce przeważnie łamali
Zastępy Turków, Szwedów, Niemców i t. d.
Lecz odkąd zawitały w nasz kraj staroświecki
Manijery francuzkie i rozum niemiecki,
Odkąd pokój bawialny przezwano salonem,
Gawędzić jest prostactwem, a śmiać się, zlym tonem!
Dziś, przy weselnych godach, albo w dzień imienia
Zaraz się dwór szlachecki w szulernią zamienia.
Gdzie niedośpiał Faraon, Diabełek się wkrada
l jak szarańcza, złoto w kieszeniach wyjada;
Lub szalony Preferans, nakształt Tatarzyna
Przez dwie doby rabuje, podpala i ścina!
Kto się nad tajnikami ludzkich serc zacieka
Niechaj się na tych graczów popatrzy zdaleka.
Tutaj przy jednym stole, o! hańbo bez miary!
Nieraz dwóch młodych synów i ojciec ich stary
Zmieszani z rozbestwioną, zapaleńców zgrają,
Bez rumieńca na czole, obok siebie grają!
– Ten, stracił już majątek- pożyczką się łata,
Ztąd wyrwał kilka złotych, a ztamtąd dukata,
I kosztem poniżenia jałmużnę zebraną
Przynosi w drżącej dłoni na pastwę karcianą!
Tamten znów został sknerą choć dawniej żył w zbytku,
Ujmuje własnej gębie strawy i napitku,
Skąpi obuwia dzieciom albo sukni żonie,
Aby oszczędzić grosza – który Sztos pochłonie!
Inny szatańską siłą nad przepaść zagnany,
Naruszył cudzy fundusz w depozyt mu dany
– Niepomny kary Bożej ni ludzkiej pogardy
Wypuszcza szeląg wdowi na banków hazardy!
Ten, odmówił stu złotych krewnemu co w nędzy,
Jęcząc na ciężkie czasy i na brak pieniędzy,
A z pełnym workiem zasiadł śród graczy kamratów
I w party i Preferansa przegrał sto dukatów!……
Lecz i tych gier nie dosyć. Ledwie z końcem lata
Wejdzie do pustych stodół dań ziemi bogata,
Nasze panki sprzedawszy we snopie pszenicę,
Pod pozorem kuracyi spieszą za granicę.
– Większa część z nich tak zdrowa jak ryby w ich stawach
Myśli tylko o balach, koncertach, zabawach;
Jedyną ich chorobą jest do gry ochota,
Chcą kąpać się w krynicach bankowego złota
I pieniądz krwawym potem z niw polskich wydarty
W Badenie i w Homburgu przepuścić na karty!
Lecz są prawdziwie chorzy i tych żal mi szczerze:
Oni do zbawczych źródeł jadą w dobrej wierze
Ale wciągnieni zwolna, przykładu pożogą
Niebezpiecznym pokusom oprzeć się nie mogą;
Niszczą grą, sił nabytek zyskany lekami
I niebaczni! szaleni! mordują się sami!
Doktór kazał pić wody, chłodzić się dyetą,
Aż tu Pan, na pedogrę leczy się Ruletą
Z ręką drżącą namiętnie, z krwią nabiegłem czołem
Bierze łaźnie parowe nad zielonym stołem!
Inny, co miał ratować płuca zagrożone
Całe dnie się kuruje… w Czarne i Czerwone, **
Wbiegła w pierś zrujnowaną, gry ognista żmija
I ostatki żywota swym jadem dobija,
I dobije – i grób mu kopiąc, można siniało
Pisać nad nim: ,.Tu leży samobójcy ciało”…
O szlachetnego zdrowia ożywcza bogini
Nie mieszka w Benazeta ni w Blanka jaskini!***
Jej przy ciepłych powiewach pogodnego nieba
Ciszy, swobodnej myśli i spokoju trzeba!
Swiat gorączkowych wzruszeli, obcym dla niej
Wrogiem każda chuć brzydka, a każda g r a katem!
* * *
Może ta mowa szczera przebrzmi niesłuchana;
Lecz poeta w narodzie ma urząd kapłana;
Gdy mu sumienie każe, powinien z odwagą
Gromić ziomków i prawdę powiadać im nagą!
Mniejsza, że źli i głupi powstaną, nań z wrzawą,
Krzycząc: „Do strofowania kto tobie dał prawo?’ł
Byle choć kilku mądrych i zacnych współbraci
Rzekło, dłoń mu ściskając: „Niech ci Bóg odpłaci”
O! wy wszyscy dotknięci dżumą gry zajadłą.
Od której tyle ofiar w polskiej ziemi padło;
Jeżeli was sumienie własne nie oświeci,
Nie wstrzymają, łzy żony, ani jęki dzieci,
Niech wam wdowia ojczyzna stanie przed oczyma
I błagalnym was głosem nad przepaścią, wstrzyma!
Gdy los srogi na byt nasz chciwym szponem sięga,
Majątek, to ostatnia narodu potęga;
– To wpływ, to niezależność, to część wspólnej broni,
I wielkim grzeszy grzechem kto majątek trwoni?
Na zbytki, na karciarstwo tracąc ojcowiznę
Rozszarpujemy sami rozdartą Ojczyznę!
Ziemię, kędy nam zbiegły błogie dni dziecięce
Wydając z kośćmi przodków w cudzoziemskie ręce
Nie mamy wstydu w duszy, litości nad krajem,
I jak bracia Józefa, własną krew przedajem!
____
Drezno, we wrześniu 1857 r.
Konstanty Gaszyński.
Czcionkami N. Kamieńskiego i Spółki w Poznaniu, ulica Berlińska No. 32
__
**) Rouge et noir znana gra szulerni nadreńskich.
***) Benazet w Badenie a Blanc w Hamburgu, dyrektorowie dwóch sławnych
szulerni europejskich.
Reklamy

LETTERS ON POLISH AFFAIRS (1922)

http://chestertonpolska.org/sarolea-listy-o-polsce-przedmowa-chestertona/

LETTERS ON POLISH AFFAIRS 

INTRODUCTION 

By G. K. CHESTERTON

THESE lines, hasty as they are and unworthy of so great a subject, appear in this place because I feel that no one should lose the chance of saying a word for the disputed but vital cause of the Polish nation. Though I cannot claim, and indeed very few can claim, the detailed historical knowledge of the author of this book, I can certainly claim to have been  from the first a partisan of the Polish ideal, even when my sympathy was mainly an instinct. The instinct was never a prejudice, or even what is commonly called a sentiment. It was not one-sided ; for I had heard next to nothing on the Polish side. It was not founded in praises of Poland ; for, as Professor Sarolea points out, praises of Poland in this country are unnaturally rare. It was almost entirely founded on the denunciations of Poland, which were by no means rare. I judged the Poles by their enemies. And I found it was an almost unfailing-truth  that their enemies were the enemies of magnanimity and manhood. If a man loved slavery, if he loved usury, if he loved terrorism and all the trampled mire of materialistic politics, I have always found that he added to these affections the passion of a hatred of Poland. She could be judged in the light of that hatred ; and the judgment has proved to be right.

Every one of the facts that have since appeared has proved it to be right. Every action of the Poles has confirmed the sympathy and confounded the prejudice, a prejudice once unfortunately very widespread in our own Press and public opinion. The internationalists represented the Poles as wildly wrong in their claims against Prussia in Silesia. The Poles were adjudged to be almost entirely right by that very international tribunal which the internationalists set up as their ideal. The Poles were described as „hysterical children,” incapable of discipline or practicality or of anything except anarchy. The hysterical children answered by inflicting the only practical defeats that have fallen upon Bolshevism, and breaking it on the field of battle, while we could only rail against it in the newspapers and surrender to it in the mart.

Amid so much that is interesting, therefore, the greatest interest of this book will be found in the Letter on the Conspiracy against Poland. There are, of course, dupes as well as conspirators, and what is hatred in the few is only ignorance in the many. But if we ask to what the tradition can really be traced, it is certain that its origin is simply and solely in something that we knew for five years under the name of ” Kultur.”

Middle Europe is a sinister phrase in more senses than one. Middle Europe has played the part of a middleman. It has done so in the most customary sense of cheating both parties. The German, as he would express it, has been the interpreter between the Western Europe of French and English and the Eastern Europe of Poles and Russians. In any case, the interpreter is a translator, and certainly in this case the translator is a traitor. Most Russian ideas of Western civilisation were simply German ideas of German civilisation. But it is equally true of most Western ideas of Eastern barbarism, even of the whole idea that all Eastern things were barbaric. Above all, this was the cause of the inconceivable delusion that the high civilisation of Poland is barbaric. It is one of the thousand cross-purposes created by this mystification of Mittel-Europa. Somebody said that Petrograd, significantly called Petersburg, was a window looking to the West. It is almost equally true that Berlin was the one window really looking to the East. In short, the Western nations, and especially the commercial nations of England and America, always saw Eastern Europe’ through a German professor’s spectacles. And those goblin goggles, if they sometimes magnified Russia, always diminished Poland.

Now the deepest delusions of Teutonism, even when they are stricken, die very slowly. The patriotic Englishman is still largely unconscious that about three-quarters of his native prejudices were taught to him by a German spy. Indeed I suppose it is the definition of a prejudice that it is an opinion held by somebody who has forgotten where it came from. Somebody told the Englishman that the Poles are an anarchical sort of people. The Englishman feels as if he knew it for a fact, though as a fact he has forgotten who told him, or who professed to know it at all. As a matter of fact, the authority which told him was the same authority which told him that Germany was bound by a law of nature to expand at the expense of Belgium and Denmark. It was the same that told him the Ems forgery was a mere formality, enabling the simple piety of Prussia to defend itself against the immoral militarism of France. It was the same authority which asked for the freedom of the seas, and then murdered Captain Fryatt for defending himself against pirates. There never was any other authority, except one which happened to be in close alliance with it the German Jew, who was in this matter  working with the German. The Jew had indeed his own national quarrel with the Polish peasant, and even with the Polish squire. Since the Jew has become a Bolshevist, he may possibly state that quarrel in a manlier fashion as befits a nation. In this sense it is all to the good when the Jew becomes a Bolshevist, as when he becomes a Zionist. He is attacking Europe frankly and courageously along a line of his own. But until the birth of Bolshevism, though the German Jew might be Jewish in his motive, he was German in his theory. It was Teutonism that he invoked from the first against the Poles, as he invoked it at the last against the Belgians. It was in his capacity of golden-haired Nordic giant, that Herr Moses Mendoza** trampled on the Catholic relics and the broken Polish sword.

But the chief source of the prejudice was Prussia ; and that low type of imperialism which she spread in Europe. In a world of many remaining evils and bewilderments, we may safely say that this imperialism will pollute it no more. The virtues that thrive with Poland are pushing their way to the surface the virtues of the peasant and the patriot. By all the instincts of historical imagination we know when those virtues are set free, and a fresh hope has come into the world. Poland can now grow to the great in something more than tragedy. And it is probable that the eyes of her children’s children, looking across that very Eastern battlefield where the crowned vultures are as dead as their carrion, will follow higher and higher into the sky the flight of the silver eagle.

**) Chodzi o bohatera opowieści The Pride of Race [Duma Rasy…]: a Tale (1901), autorstwa niejakiego https://en.wikipedia.org/wiki/Benjamin_Farjeon

Capture d’écran 2018-11-18 à 20.49.14.png

 

 

„Gdy to uczynisz, będziesz mógł drzeć, spekulować, urągać się z ludzi…”

„Ach! mój kochany panie Płocki, roześmiała się hrabianka, kto u nas nie był popularnym i nie może nim być, gdy zechce? Dam panu receptę, jeśli chcesz…
— Proszę bardzo…
Hrabianka pociągnęła dymu.
Bądź pan sztywnym, abyś się wydał poważnym, mów wiele o dobru ogólném, o potrzebie oświaty, o włościanach, o szpitalach, o chorobach, należ do towarzystw dobroczynnych, nie opuszczaj żadnego koncertu na cele ogólne, uczyń jaką ofiarę dla ubogich uczniów, lub na założenie biblijoteczek rzemieślniczych, albo dla zachęty do sztuk pięknych… Gdy to uczynisz, będziesz mógł drzeć, spekulować, urągać się z ludzi, w biały dzień polować na zyski, choćby nie bardzo czyste a nikt ci słowa nie powié. W dodatku wszystkich swych współzawodników możesz ogłosić jako ludzi bez czci i wiary… a na słowo ci wszyscy uwierzą…
U nas wszystko na słowach, pozorach, deklamacyjach i popisach; choćbyś pocichu był najcnotliwszym z ludzi, to ci się na nic nie przyda.
— Przyznam się pani, odparł Płocki, że téj recepty, któréj trafności zaprzeczyć nie mogę, używać bym jednak nie rad, sprzeciwia się ona mojemu usposobieniu.
Ja zamierzyłem sobie iść zawsze drogą prawą i prostą.
Hrabianka przerwała mu śmiéchem, i wstawszy z kanapy, uderzyła go po ramieniu, mówiąc.
— Nigdy waćpan, nawet przed kobiétami, nie miéj zwyczaju mówić, jaką pójdziesz drogą, to prawidło.”

— Józef Ignacy Kraszewski – Roboty i prace

https://pl.wikisource.org/wiki/Indeks:Józef_Ignacy_Kraszewski_-_Roboty_i_prace.djvu

 

Orson Welles i jego złamana kariera czyli WTC i żona Silversteina

Natknąłem się ostatnio na dwie ciekawe historie.

Primo – okazuje się, że Mel Gibson nie był pierwszy… otóż geniusz kina, Orson Welles począwszy od 1968 przez 17 lat nie zdołał zrealizować żadnego filmu (poza doku-dramatem z 1975, sfinansowanym przez Francję, Iran i RFN – F for Fake), aż w 1985 zszedł był z tego świata na zawał serca. Pomimo, iż w latach osiemdziesiątych „nowi” – młodzi, bardzo zdolni jak Szpilberg i Lukas potrafili wesprzeć „finansowo” projekty mistrza Akiro Kurosawy, no ale owego Wellesa to już nie.

Przypomnijmy sobie – w czerwcu 1967 Izrael wygrywa wojnę 6-dniową i zdobywa Jerozolimę, w styczniu 1968 wybucha „praska wiosna”, w marcu mamy „wydarzenia” w Polsce, a w maju „studenci obalają” w Paryżu Karola de Gaulle. I cały czas wrą wówczas kampusy w USA, szczególnie w tej „podatnej” Kalifornii. No i w 1969 ów Orson Welles, mając raptem 54 lata,  ze wsparciem stacji CBS kręci ekranizację „Kupca weneckiego” – niestety, nagle owa CBS wycofuje się i Welles kończy ten projekt „na własny koszt”.  No, ale nic z tego – tzw. ktoś kradnie dwie z trzech rolek oryginału filmu…

Shortly after the screening, two of the three workprint reels were stolen, with only the first reel remaining. The original negative has survived, but it lacks any sound…„.

O jakości dzieła Orsona można się przekonać z jego krótkiego występu w roli Szyloka w 1968:

 

Dopiero w 2015, na festiwalu w Wenecji pokazano rekonstrukcję tego filmu – niestety, jego kopie nie są jak dotąd, powszechnie osiągalne.

CDN

„Wystąpił z ostrą krytyką lojalizmu i pesymizmu krakowskiej szkoły historycznej”

Capture d’écran 2018-01-27 à 16.13.54.png

[Kazimierz Waliszewski] Urodził się 19 listopada 1849 r. w miejscowości Gole na Kujawach. Nie znajdując dogodnych warunków do rozwoju w gnębionym przez carat po powstaniu styczniowym Królestwie Polskim, wyjechał do Francji, gdzie studiował prawo w Nancy i w Paryżu, wieńcząc swe wysiłki doktoratem w 1875 r. Powrót do ojczyzny nie okazał się trwały – choć był owocny w dokonania naukowe – i po 1884 r. Kazimierz Waliszewski na stałe osiadł we Francji… Jako historyk był niezwykle rzetelny w poszukiwaniu i gromadzeniu materiałów źródłowych, penetrując archiwa nie tylko francuskie, ale też berlińskie, petersburskie czy wiedeńskie

Przejdźmy jednak do działalności Kazimierza Waliszewskiego jako historyka czasów Jana III…  Pomógł mu w tym jego pierwszy pobyt we Francji, kiedy to Waliszewski kopiował listy posłów francuskich w Polsce za rządów Jana III. Odpisy te trafiły do Komisji Historycznej Akademii Umiejętności, gdzie część z nich – z lat 1684-1696 – do tej pory pozostaje w zbiorze rękopisów jako tzw. Teki Waliszewskiego. Dokumentacja z pierwszych lat panowania Jana III została wydana w prowadzonej przez Komisję Historyczną AU serii Acta historica res gestas Poloniae illustrantia ab anno 1507 usque ad annum 1795. Materiały zgromadzone przez Waliszewskiego wydano w trzech tomach (3., 5. i 7. serii) jako Archiwum Spraw Zagranicznych francuskie do dziejów Jana Trzeciego, t. 1: Lata od 1674 do 1677, Kraków 1879; t. 2: Lata od 1677 do 1679, Kraków 1881 i t. 3: Lata od 1680 do 1683, Kraków 1884. Każdy z tomów o objętości kilkuset stron zawiera bezcenną korespondencję dyplomatyczną, bez której żaden badacz panowania Jana III nie może się obejść.

Wykorzystując doskonałą znajomość archiwaliów francuskich, Kazimierz Waliszewski pokusił się o napisanie ciekawej i do dziś cenionej i cytowanej książki, jaką są Polsko-francuskie stosunki w XVII wieku (1644-1667). Opowiadania i źródła historyczne ze zbiorów archiwalnych francuskich publicznych i prywatnych, Kraków 1889. Autor skupił się na czasach pobytu w Polsce Ludwiki Marii Gonzagi de Nevers, żony Władysława IV i następnie Jana Kazimierza, a zarazem opiekunki Marysieńki i mentorki politycznej tzw. obozu francuskiego, do którego należał też Jan Sobieski. Działalność Ludwiki Marii w Polsce opisał Waliszewski w dwóch szkicach, omawiając najpierw jej przybycie i czas małżeństwa z Władysławem IV, następnie działania na rzecz kandydatury francuskiej na tron polski (elekcja vivente rege) i rolę w niszczącym kraj konflikcie z marszałkiem wielkim koronnym Jerzym Sebastianem Lubomirskim. Następnie autor dał zestawienie wybranych źródeł, które w znacznym stopniu rekompensują ubogi aparat naukowy w tekście szkiców [sic]. Książka omawia przede wszystkim polityczną działalność Ludwiki Marii, która – jak wiadomo – ostatecznie nie przyniosła spodziewanych efektów. Do francuskiej królowej Waliszewski nie czuł zbyt wielkiej sympatii, ulegając w tym niejako ówczesnej „modzie” historycznej, dopatrującej się w zakulisowych działaniach Ludwiki Marii jednej z przyczyn rozkładu moralnego magnaterii polskiej, przyzwyczajanej przez dwór Jana Kazimierza do przekupstwa jako sposobu realizacji celów politycznych. Zbyt ostre sądy Waliszewskiego były w późniejszej historiografii łagodzone i zbijane – choćby przez Karolinę Targosz w jej dziele poświęconym artystyczno-kulturalnej i politycznej działalności Ludwiki Marii (Uczony dwór Ludwiki Marii Gonzagi, Wrocław 1975, 2. wyd.: Warszawa 2015). Niemniej polityczny wizerunek królowej, naszkicowany przez Waliszewskiego – i podtrzymany przez Korzona** – stał się dominujący w późniejszej polskiej historiografii, rzutując też na oceny metod działania uczennicy i następczyni królewskiej, Marii Kazimiery.

Oceniając dokonania naukowe Kazimierza Waliszewskiego na polu dziejów XVII-wiecznej Polski, a zwłaszcza epoki Jana Sobieskiego, musimy zatem przyznać, że zachowały one do dziś swoją wartość. Dotyczy to zarówno edycji źródłowych, jak i wpływu samego autora na postrzeganie głównych protagonistów polskiej sceny politycznej drugiej połowy XVII w. Autor jeszcze za życia doczekał się uznania we Francji, której nie opuścił aż do śmierci. Zmarł w 1935 r. w Paryżu, nie powróciwszy już do niepodległej Polski.”

Uczęszczał do gimnazjum w Warsza­wie, następnie do kolegium jezuickiego w Metzu. Studia prawnicze odbywał w Nancy i Paryżu, gdzie uzyskał stopień doktora. Po powrocie do kraju (ok. 1874) zamieszkał w Warszawie. Od tego roku uka­zują się jego prace literackie i historyczne, począt­kowo głównie w czasopismach, sygnowane róż­nymi pseudonimami, najczęściej Kazimierz Leszczyc i Stanisław Wierzbięta. Gazeta Polska, z którą współpracował w 1874-77 i 1879, drukowała jego „Korespondencje z Kijowa”, Niwa (1877-86) od roku 1879 „Listy znad Sekwany”, Ateneum (1879-92 z przerwami) i Kraj (1887-91,1894-1905) liczne artykuły historycznoliterackie i historyczne… Od 1911 pełnił funkcję skarbnika zarządu Zakładu św. Kazimierza w Paryżu.

+ interesujące uzupełnienie z wiki:

Studiował w Warszawie i Paryżu, gdzie uzyskał doktorat prawa. Około 1874 powrócił do kraju i zamieszkał w Warszawie. Wystąpił z ostrą krytyką lojalizmu i pesymizmu krakowskiej szkoły historycznej co znalazło swój najpełniejszy wyraz w pracach: Potoccy i Czartoryscy: walka stronnictw i programów politycznych przed upadkiem Rzeczypospolitej 1734-1763 (t. 1: 1734-1754, Kraków 1887) i Polska i Europa w drugiej połowie XVIII wieku : wstęp do historyi ruchu politycznego w tej epoce (Kraków 1890). W 1883 wyjechał na stałe do Francji, od 1894 publikował niemal wyłącznie po francusku… Jego prace spotkały się z krytyką historyków polskich m.in. Szymona Askenazego, Władysława Konopczyńskiego.”

Capture d’écran 2018-01-27 à 16.25.37.png

**) „Szkoła krakowska, z Józefem Szujskim i Michałem Bobrzyńskim na czele, dopatrywała się przyczyn upadku Polski w wewnętrznych słabościach państwach. Krótko mówiąc – sami sobie byliśmy winni. Odmienne stanowisko prezentowali historycy warszawscy, wśród nich i Korzon. Wskazywali oni na postępujące w XVIII w. odrodzenie gospodarcze, społeczne i moralne państwa i narodu, zniszczone przez brutalną interwencję mocarstw rozbiorczych. Tadeusz Korzon najpełniej dał wyraz swym zapatrywaniom w referacie „Błędy historiografii naszej w budowaniu dziejów Polski” i dyskusji przeprowadzonej na zjeździe Towarzystwa Historycznego we Lwowie w 1890 r. Co prawda, pod wpływem Oswalda Balzera musiał wycofać się z niektórych zbyt daleko idących tez, jednak atak na krakowskich lojalistów został dobrze zapamiętany. Trzeba bowiem pamiętać, iż akcentowanie przez historyków krakowskich wewnętrznych przyczyn upadku Polski, choć zbawienne dla zdiagnozowania złego stanu państwa, jednak szło po linii propagandy zaborców, uzasadniających swoje poczynania faktem całkowitego rozkładu państwa polsko-litewskiego, którego rozbiory przyśpieszyły i tak nieuchronny rzekomo koniec.

Działając w zaborze rosyjskim, o wiele bardziej represyjnym od austriackiego, Tadeusz Korzon doskonale zdawał sobie sprawę z konieczności przeciwstawienia się oficjalnej wizji dziejów Polski, lansowanej przez zaborców – także w podręcznikach szkolnych. Podejmując się polemiki, przystąpił do gruntownych studiów historycznych, poświęconych ostatnim dekadom Rzeczypospolitej. Ich owocem były dwie pokaźne monografie. Pierwsza to Wewnętrzne dzieje Polski za Stanisława Augusta 1764-1794 (cztery tomy wydane w latach 1882-1886, a więc równolegle z Sienkiewiczowską Trylogią). Korzon, sięgając do bogatego materiału źródłowego i posługując się nowoczesnymi metodami badawczymi, do jakich zaliczała się statystyka,
w sposób rzetelny i przekonujący dowiódł postępującego za ostatniego króla odrodzenia demograficznego i gospodarczego Polski. Zdaniem badacza winę za upadek państwa poniosły zatem polityka zaborców i nieudolność króla…

Dla badaczy XVII w. najważniejsze jest wszakże kolejne dzieło Korzona, Dola i niedola Jana Sobieskiego 1629-1674, t. 1-3, Kraków 1898. Obszerna,opatrzona licznymi przypisami i cytatami źródłowymi monografia, wydana nakładem krakowskiej Akademii Umiejętności, stała się kamieniem milowym w dziejach badań osoby Jana Sobieskiego i epoki, w jakiej przyszło mu żyć i działać. Tadeusz Korzon ograniczył się przy tym
do lat młodzieńczych i początków kariery, doprowadzając swą narrację do elekcji marszałka wielkiego i hetmana wielkiego koronnego Jana Sobieskiego na króla Polski w maju 1674 r. Dał współczesnym i potomnym dzieło o nieprzemijającej wartości, wznowione zresztą w 2005 r. przez poznańskie wydawnictwo KURPISZ. Co takiego jest w tej książce, że cieszy się ona niesłabnącym uznaniem historyków?

Otóż przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na rzetelną kwerendę i będące jej następstwem ustalenia faktograficzne, które do tej pory niemal w całości pozostają aktualne. Interesująca jest też główna linia narracji autora. Otóż książka poświęcona czasom Jana Sobieskiego miała być w zamyśle Korzona uzupełnieniem jego Wewnętrznych dziejów Polski… ”

 

Pieśni na fest ucieszny przemożnego monarchy Dymitra Iwanowica cara i Mniszkówny wojewodzanki sędomirskiej

Tytuł tej broszury weselnej, wydanej w Krakowie w 1606, brzmi w oryginale tak: Piesni Na Fest vcieszny wielkim dwiema Narodom Polskiemv Y Moskiewskiemv, Przemoznego Monarchy Dymitra Iwanowica Cara Moskiewskiego […] y […] Mniszkowny Woiewodzanki Sędomirskiey […]Capture d’écran 2018-01-25 à 11.05.44.png

Owe pieśni napisał Stanisław Grochowski herbu Bończa (ur. 1542 na Mazowszu, zm. 30 stycznia 1612 w Krakowie) – duchowny katolicki: kanonik kaliski, uniejowski i łowicki, kustosz kruszwicki; sekretarz królewski, poeta i tłumacz. A jego pierwsza pieśń wygląda tak:Capture d’écran 2018-01-25 à 11.14.27.png ?Co się wg mnie czyta:

Lutni ochłodo ludzi utrapionych/ Uciecho myśli rymów uczonych/ Zaczynay zaraz/ co dziś sława głosi/ Kogo wynosi

To dziś po wszystkim świecie sława bierzy/Że z Wielkich Konczyc Polak Mniszech Jerzy/ W Moskiewskie Państwa/ iako Bog uradził/ Cara wprowadził…

__

Zaoczne ślub i wesele miały miejsce w Krakowie:

„22 listopada 1605 r. około południa odbył się w Krakowie ślub per procura wojewodzianki sandomierskiej z carem moskiewskim. Ceremonia ta, mająca przepyszną oprawę, odbyła się w kilku kamienicach w Rynku, które w tym celu połączono, przebijając do nich drzwi w ścianach działowych (zapewne w grę wchodziły domy: Montelupich, Firlejów, kamienica „Pod Jaszczurką”, kamienica należąca do Pawła Brozika i kamienica „Alantsowska” – własność Zajdliców). W jednej z sal kamienicy Firlejów urządzono kaplicę, w której kardynał Bernard Maciejowski – biskup krakowski i wuj panny młodej – udzielił ślubu. W uroczystości uczestniczyli: nuncjusz papieski w Polsce Klaudiusz Rangoni, poseł cara Afanasij Własiew** oraz rodzina królewska – Zygmunt III Waza z siostrą Anną i dziesięcioletnim synem Władysławem, w otoczeniu dworu. Maryna Mniszchówna, ubrana w białą suknię altembasową, suto haftowaną perłami i drogimi kamieniami, nosiła koronę wysadzaną „kamieńmi bardzo kosztownemi, od której po warkoczach długo puszczone z pereł i kamieni, splatane wisiały pasma”.

Warto przyjrzeć się darom, jakie na bankiecie weselnym otrzymała Maryna od cara Dymitra. Upominki, wnoszone przez blisko 40. dworzan moskiewskich, przekazywał w imieniu swego pana poseł Własiew. Były to między innymi: złoty pierścień ślubny „z ostrym wielkim diamentem”; krzyż „niemały” diamentowy z trzema wielkimi perłami, rubinowym wężem i wizerunkiem Mojżesza; rubinowe pióro „niemałe” oprawne w złoto, z trzema wielkimi perłami; diamentowa brosza zdobiona rubinami i perłami wielkości małej gruszki; zdobiony drogimi kamieniami wół „na nogach leżący” – rodzaj podręcznego biureczka; piękny złoty paw „z ogonem roztoczonym i wzniesionym, pióra się tak trzęsą jak u żywego”; „niemały złocisty bardzo misterny” zegar, wydający „obyczajem moskiewskim” dźwięki bębnów, trąb i fletów. Wypada jeszcze wspomnieć o 640. sztukach (16 soroków) prawie czarnych soboli, o perłach „wielkich i małych, cudnych bardzo (….), których było jako wiaderko dobre”, wreszcie o wielkich zwojach drogich tkanin: aksamitu, altembasu, złotogłowiu, srebrnogłowiu i atłasu – gładkich bądź wzorzystych.”

Jednak powód, dla którego odszukałem ową broszurę, był inny – otóż zawiera ona unikalny drzeworyt Franciszka Śniadeckiego (?) ukazujący portret Pana Młodego.

O dziwo (?), pomimo że jest to oryginał, który jest następnie wielokrotnie (na niekorzyść Dymitra…) „interpretowany” (vide wiki rosyjska), to jest on bardzo, badzo słabo znany/dostępny:          Capture d’écran 2018-01-25 à 12.04.07.png

 

**) To ten sam co Margereta do Moskwy ściągnął…