Wątek @unu czyli odstrzelony Rudolf

Od momentu ogłoszenia raport dotyczący śmierci arcyksięcia wzbudzał liczne wątpliwości. Krótko przed śmiercią w 1989, ostatnia cesarzowa Austrii Zyta Maria Parmeńska** udzieliła wywiadu, w którym wyjawiła, że arcyksiążę i jego kochanka zostali zamordowani w ramach spisku mającego na celu uciszyć Rudolfa po tym, jak odmówił udziału w zorganizowanej przez francuski rząd próbie obalenia jego konserwatywnego i popierającego Niemcy ojca. Gdyby plan ów się powiódł, arcyksiążę objąłby tron jako cesarz liberalny i profrancuski. Zyta nie podała żadnych dowodów potwierdzających autentyczność tej rewelacji, toteż za życia cesarzowej nie potraktowano jej poważnie.”

Syn żydowskiego lekarza najpierw studiował medycynę we Lwowie i Wiedniu, ale potem został dziennikarzem. W latach 1855-1867 Moryc Szeps był redaktorem naczelnym Wiener Morgenpost. Od 1867 był wydawcą New Vienna Tagblatt, wiodącej liberalnej gazety w Austrii. Szeps był przyjacielem księcia koronnego Rudolfa który publikował tam anonimowo swoje teksty polityczne. Szeps nie stronił od argumentów i bezpośrednio atakował przeciwników w gazecie…

Tak jak książę, nie widział Szeps przyszłości w monarchii stylu reakcyjnego na wzór Rzeszy Niemieckiej Bismarcka, ale we współpracy z liberalną, republikańską, demokratyczną Francją. Dlatego wielokrotnie nawiązywał kontakty w Paryżu i był rozmówcą politycznym Georgesa Clemenceau (później brata jego zięcia), także redaktora gazet, następnie po śmierci Szepsa dwukrotnego premiera Francji. (W tych spotkaniach córki Szepsa Zofia i Berta*** często uczestniczyły.) Taki frankofilski typ myślenia spotkał się w Wiedniu z ostrą krytyką polityczną, zwłaszcza ze strony niemieckiego obozu narodowego, coraz bardziej antysemickiego, i nie miał szans u cesarza Franciszka Józefa I. Śmierć księcia koronnego w 1889 roku, nie opłakiwana przez ten obóz, była ogromną porażką dla politycznych aspiracji Szepsa…

Starsza córka Szepsa, Zofia, wyszła za mąż za Paula Clemenceau, brata Georgesa Clemenceau, a następnie mieszkała we Francji…

**) Patrz: http://boson.szkolanawigatorow.pl/afera-sykstusa-czyli-retinger-zaczyna-dziaac

***) https://pl.wikipedia.org/wiki/Berta_Zuckerkandl-Szeps

PS. To zamiast komentarza, bom tam zablokowany.

Capture d’écran 2018-12-16 à 14.53.22.png

Reklamy

Dlaczego nie stać naszego narodu na przywódców naprawdę wielkich, jakich miewają inne narody?

ADAM DOBOSZYŃSKI „Generał Sikorski – żywot ułatwiony”marzec 1947, fragmenty – dalszy ciąg:

Ostatnie dwa miesiące przed powstaniem spędził Retinger w Warszawie i opuścił Polskę na parę dni przed wybuchem; w czasie swego pobytu w stolicy konferował z wszystkimi kierownikami naszego państwa podziemnego; bez przesady można powiedzieć, że był on w tymczasie najpoważniejszą osobistością – i indywidualnością – polityczną w Warszawie. Był nią również, po śmierci Sikorskiego bezkonkurencyjnie, i w „polskim” Londynie. Gdy już bolszewicy zainstalują drugi rząd w Warszawie, Retinger stanie się na pewien czas jedynym łącz­nikiem wszystkich odłamów społeczeństwa polskiego: będzie w równie dobrych stosunkach z rządem warszawskim i londyńskim, z szefem sztabu gen. Kopańskim,z gen. Andersem i z gen. Rudnickim, dowódcą oddziałów polskich uczestniczących w okupacji Niemiec. W jednym z najbardziej zagmatwanych okresów naszych dziejów Retinger odegra tym samym rolę – dosłownie – zwornika polskiej społeczności.

Dla uzupełnienia obrazu dodajmy, że do roli tej (tzn. do spełnieniajej w myśl życzeń swych mocodawców) całkowicie dorósł. Mylą się grubo ci, którzy pod pozorami nonszalancji i bohemy człowieka, u którego butelka nie schodzi ze stołu a kobieta jest zawsze w drugim pokoju, nie potrafią dostrzec dużej inteligencji i uderzającej odwagi, zdolności artystycznych, indywidualności wybitnej o dużym czarze osobistym, nie mającej swej przeciwwagi w rządzących ośrodkach politycznych ani „polskiego” Londynu, ani Kraju. Zasięg osobistego oddziaływania Retingera był bardzo szeroki i obejmował również sporo najzdolniejszych jednostek z młodego pokolenia.

Taki to człowiek stał się, poczynając od czerwca 1940, nieodłącznym impresariem Sikorskiego. Pierwszym jego czynem politycznym po sprowadzeniu Sikorskiego do Anglii było podsunięcie mu do podpisu memoriału, przeznaczonego dla Anglików, w którym proponował utworzenie armii polskiej w Rosji. Sikorski memoriał składa na ręce ministra spraw zagranicznych lorda Halifaxa, ale rzecz dochodzi do wiadomości Rady Narodowej, która zmusza Sikorskiego do jego wycofania. Przypomnijmy, że dzieje się to w chwili, kiedy Rosja jest oficjalnym rozbiorcą Polski, a stosunki sojusznicze Stalina z Hitlerem są w fazie jak najserdeczniej.

Pilotowany przez Retingera Sikorski wjeżdża teraz szybko na szczyty, na których huragan propagandy robi z człowieka, znanego do niedawna tylko najbliższemu otoczeniu, osobistośćna miarę światową (a mimochodem i „wodza” swego narodu). Wszystkie środki propagandy, prasa, radio, kino, przemysł wydawniczy, propaganda szeptana, są przecież w rękach czynników, na których Sikorski oparł już od lat trzydziestu swoją karierę. Jeżdżąc do Waszyngtonu poświęca on niezmiennie swój pierwszy wieczór na wizytę u sędziego Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Frankfurtera**. Przemawia w „świątyni” masońskiej w Detroit. Nawet ginąc w Gibraltarze ma jeszcze w swym towarzystwie płk. Cazaleta, posła do parlamentu brytyjskiego i łącznika od władz brytyjskich przez cały czas pobytu Sikorskiego w Wielkiej Brytanii. Taktyka ta opłaca się Sikorskiemu sowicie. Nieznany na jesieni 1939 r. jeszcze nikomu poza Polską i pewnymi kołami Francji, jest już w dwa lata później „wodzem narodu” i osobistościąna miarę światową. Mówiąc nawiasem trzy razy w ciągu dziesięciu lat te same czynniki tymi samymi metodami narzuciły narodowi polskiemu „wodza”: pierwszym był Rydz-Śmigły,*** drugim Sikorski, trzecim Mikołajczyk. Kto będzie następnym? Metoda ta działa tak sprawnie, że można zrobić „wodzem narodu” w dwa lata byle kogo, czyje zdolności wyrastają choć trochę ponad przeciętną. Nie po trzeba zasług, wystarcza propaganda.

W tym miejscu nasuwa się dygresja: dlaczego – słyszy się u nas tak często biadanie – nie stać naszego narodu na przywódców naprawdę wielkich, jakich miewają inne narody? Dlaczego miewamy tylko rozreklamowane miernoty? Dlaczego nasz „górny tysiąc” polityczny i wojskowy zwykł się składać przeważnie z ludzi o słabych charakterach, niedouków i pyszałków? Ubolewał już nad tym w swych „Dziejach Polski” Bobrzyński. Czyżbyśmy mieli jakąś organiczną wadę, jakiś biologiczny defekt uniemożliwiający wyłonienie przywódców naprawdę wartościowych? Pytanie to niezmiernie doniosłe, a odpowiedź na nie – choć ogółowi Polaków nieznana – nie wydajesię trudna. Oto od paruset lat zarówno nasze życie gospodarcze było w ręku czynników obcych, jak i nasze jednostki przywódcze zorganizowane były w związkach tajnych, kierowanych spoza naszych granic i zmuszanych – ze względu na swój antykatolicki charakter – lawirować bardzo umiejętnie, by nie wypuścić cugli z rąk w społeczeństwie do gruntu katolickim. W ten sposób nad społeczeństwem naszym rozpięta była – i jest nadal – sieć, przez którą nie przebije się w górę żadna jednostka, choćby największych zdolności, o ile nie będzie dawała gwarancji powolności względem czynników wszechpotężnych, które w wielu wypadkach sabotują interes narodu.

Rządzenie jest sztuką i do rządów wymagana jest długa zaprawa, trening żmudny i cierpliwy, trwający lat dziesiątki; temu, kto go nie przejdzie, nie pomogą najwybitniejsze zdolności. Jakże zaś łatwo czynnikom, rządzącym danym społeczeństwem, uciąć w zarodku karierę młodego czło­wieka, który im nie odpowiada, nie zezwolić mu włożyć stopy w przysłowiowe strzemię?

Czyż ludzie tacy jak Oleśnicki czy Richelieu, Cavour, Bismarck czy Churchill mogliby byli przejść długą zaprawę, uzdalniającą ich do władzy, gdyby w ich ojczyznach cały mechanizm krążenia elit i kształtowania rządzących nastawiony był na puszczanie w górę wyłącznie tylko ludzi o oportunistycznym charakterze i miękkim karku, a spychanie w dół ludzi twardych i hartownych? Bywa zresztą, że i przy takim systemie wydostanie się na wierzch trochę ludzi wartościowych, ale w jakimże stanie deformacji? Twarda konieczność nauczy ich nie liczyć na siły własne i na siły własnego narodu, ale szukać poparcia u szafarzy tajnego awansu i międzynaro­dowego kapitału, choćby ich cele nie pokrywały się bynajmniej z celami społeczności, której ich pupile mają przewodzić? Krążenie elit i kształtowanie rządzących, to procesy socjologiczne nietrudne do ścisłego zbadania; skoro tylko uda się przezwyciężyć istniejące obecnie opory i zbadanie to nastąpi, zdobędziemy się może wreszcie na przełamanie zaczarowanego kręgu, w którym od wieków produkujemy swoisty typ przywódców – oportunistów i karierowiczów, w najlepszym zaś razie Hamletów i kunktatorów, którzy na szczytach społeczności wiodą życie pozłocone i – ułatwione.

Tak więc w roku 1941 Sikorski stoi wreszcie u szczytu. Jest „wodzem narodu” (te same czynniki rozreklamowały go również i w Kraju) i osobistością na miarę całego globu, rozmawiającą – przy udziale Retingera – z największymi mocarzami tego świata. Życie jego, od dalekich chwil, kiedy stawiał na Politechnice Lwowskiej pierwsze kroki polityczne, słało się bez chmurki, zawsze w oparciu o te same czynniki. Bez chmurki, jeśli nie liczyć 13 lat usunięcia w cień, osłodzonych jednak sutymi poborami, własną posiadłością ziemską, podróżami za granicę, nieskrępowaną przez nikogo działalnością pisarską i polityczną. Jedyny to bodaj z naszych przywódców od czasu konfederacji barskiej, który nie siedział nigdy w więzieniu, nie zaznał nigdy prześladowań, biedy ni poniewierki. W szczęściu tym nie było zresztąnic przypadkowego, gdyż Sikorski konsekwentnie baczył przez całe życie, by nie wplątać się jakąś akcję, która by mogła go narazić jego mocodawcom. Zaczynając np. na jesieni 1939 r. budować od nowa zarówno polskie wojsko, jak i polską państwowość cywilną, miał Sikorski świetną sposobność dokonać cięć radykalnych, usunąć to, co chore i rakowate, i zbudować zupełnie nowe środo­wisko, zdrowe i sprawne. Równałoby się to jednak narażeniu się wielu ciemnym mocom, boć przecież wszystko, co w naszym aparacie wojskowym i cywilnym jest robaczywego, tradycyjnie reasekuruje się w takiej czy innej agenturze. Sikorski mógł był uzdrowić nasz aparat państwo­wy jedynie kosztem narażenia się agenturom i utrudnienia sobie w przyszłości życia, a tego po nim oczekiwać nie należało. Tworzy więc armię jeszcze bardziej chorą niż była armia przed-wrześniowa, aparat cywilny jeszcze mniej sprawny i przetkany obcymi „wtyczkami”. Z czynników sanacyjnych przejmuje hurtem elementy najujemniejsze, płaszczące się i karierowe. Aż przykro czytać, jak wielbiący Sikorskiego Strumph Wojtkiewicz w książce swej co chwilę wraca bezradnie do pytania, dlaczego Sikorski – mając tak doskonałą sposobność do uzdrowienia armii, tego nie uczynił, dlaczego ją jeszcze gorzej zakaził, wysuwając na czołowe stanowiska ludzi szkodliwych, o których ponadto nie mógł nie wiedzieć, że przy pierwszej lepszej sposobności, obrócą się przeciw niemu? Ależ taka właśnie była cena, którą płacił Sikorski za ułatwianie sobie życia politycznego…

CDN

**) Patrz: http://boson.szkolanawigatorow.pl/kim-by-kuzynek-diaba

***) http://boson.szkolanawigatorow.pl/wywiad

Doboszyński o Retingerze i Sikorskim

Paweł TomasikNieznany artykuł Adama Doboszyńskiego o gen. Władysławie Sikorskim, Glaukopis : pismo społeczno-historyczne. Nr 17/18 (2010)

ADAM DOBOSZYŃSKI „Generał Sikorski – żywot ułatwiony” – marzec 1947, fragmenty:

… Obok zwyczaju opierania się o jakąś potencję zagraniczną, Sikorski  od samego zarania swej kariery politycznej opiera się równie konsekwentnie na masonerii i na Żydach. Już w czasie studiów na Politechnice Lwowskiej, gdzie rozwija ożywioną działalność w organizacjach akademickich, otacza go ta jakaś nieokreślona aura ” liberalno-lewicowa” (typowa dla masonów) , która nie opuści go przez całe życie, mimo że dla urzeczywistnienia haseł sprawiedliwości społecznej (będących przecież sprawdzianem tzw. „lewicowości”) nic w życiu realnego nie zrobi i nie wysunie nigdy postulatów społecznych, któreby mogły mu zaszkodzićw świecie wielkiego kapitału, Strasburgerów i Falterów, czy też w konserwatywnym świecie Churchillów i księcia Kentu.

Czy Sikorski już w czasie studiów wciągnięty był do masonerii? Brak na to danych; możliwe, że był jeszcze tylko głęboko zaawansowanym członkiem jednej z tych rozlicznych konspiracji, które stanowią „przedszkole” masonerii i bezpośrednio do niej prowadzą. Nie ulega natomiast wątpliwości, że Sikorski musiał być regularnym masonem już w roku 1914; dowodzi tego jego błyskawiczna kariera na terenie Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie, instytucji par excellence lożowej i opartej o czynniki lożowe obu państw centralnych. Kariera dla nie-„brata”nie byłaby tu możliwa.

Wierny swemu powołaniu, Sikorski przez cale życie krzewić będzie dokoła siebie konspiracje, których nici wiodą do masonerii. Na kilka lat przed wojną jeden z najbliższych Sikorskiemu ludzi, gen. Kukiel, opisał w „Kurierze Warszawskim”, jak co na polecenie Sikorskiego zorganizował wśród oficerów konspirację „Honor i Ojczyzna” i jak na rozkaz Piłsudskiego zmuszony był ją zlikwidować. Nie ulega wątpliwości, że likwidacja ta była tylko pozorna, toteż z chwilą objęcia przez Sikorskiego naczelnego dowództwa występuje wyraźnie zespół członków tej konspiracji. We wspomnianej wyżej pracy S[tanisław] Strumph Wojtkiewicz pisze (str. 393) o członkach założonej przez Sikorskiego ongiś organizacji Związku Obrony Rzeczpospolitej, rozsianych wszędzie po świecie. Bezpośrednio po śmierci Sikorskiego opowiada się na ucho w Londynie ,że jego następca gen. Sosnkowski zawarł „modus vivendi” z członkami Strażnicy”, konspiracji wojskowej Sikorskiego. Z grona tej „Strażnicy” rekrutowali się uczestnicy słynnego epizodu o posmaku meksykańskim, kiedy co w lipcu 1940 r. prezydent Raczkiewicz udzielił dymisj i Sikorskiemu i powierzył misję tworzenia gabineru ówczesnemu ministrowi spraw zagranicznych Augustowi Zaleskiemu. Wówczas to grono członków konspiracji Sikorskiego, z szefem sztabu gen. Klimeckim na czele i rewolwerami ostentacyjnie za pasem, udało się do Zaleskiego, żądając, by zrzekł się swej misji. Żądanie to poparli u prezydenta Raczkiewicza Anglicy.

Wierny swej zasadzie opierania się o potencje zagraniczne i zakulisowe, Sikorski przez całe swe życie dba również usilnie o poparcie Żydów. Na emigracji roją się dokoła niego; są to wypróbowani przyjaciele starej daty jako to panowie. Aubac-Auerbach, Falter, Retinger, Strasburger, Litauer. Falter*, który dorobił się ogromnej fortuny na spekulacjach węglem śląskim, jest wiceministrem w pierwszym rządzie na emigracji, a później mężem zaufania Sikorskiego w Stanach Zjednoczonych; Aubac-Auerbach, dziennikarz, jest podporą Sikorskiego na gruncie paryskim; Strasburger**, prezes organizacji ciężkiego przemysłu, tzw. popularnie „Lewiatana”, należy do rządu bez chwili przerwy przez cały czas pobytu na emigracji; Litauer, szef Polskiej Agencji Telegraficznej w Londynie, był aż do śmierci Sikorskiego jego głównym łącznikiem z prasą anglosaską, mimo że nie brak było poszlak, że był płatnym agentem sowieckim. Szarą jednak eminencją reżimu Sikorskiego i głównym reżyserem spraw polskich na emigracji był dr Józef Retinger, ten sam, który w pamiętne dni czerwca 1940 r. przywiózł Sikorskiego samolotem brytyjskim do premiera Churchilla. Postać to kluczowa dla zrozumienia tego okresu dziejów Polski , wypada więc poświęcić jej nieco więcej uwagi.

Retinger, syn żydowskiego adwokata z Krakowa, opuścił Polskę już na kilka lat przed rokiem 1914 i osiadł w Anglii, gdzie zapuścił korzenie bardzo głęboko. Po pierwszej wojnie światowej przebywa w Meksyku, jako zaufany przyjaciel swego współwyznawcy, prezydenta Callesa, który bolszewizuje właśnie Meksyk przy akompaniamencie krwawych, głośnych na cały świat prześladowań duchowieństwa katolickiego. Miarą znaczenia Retingera może być fakt, że gdy po pomyślnym przeprowadzeniu rewolucji opuszcza Meksyk, prezydent Calles wydaje na jego cześć bankier przy udziale 300 osób, całej elity ówczesnego rewolucyjnego reżimu. Sprawa odbiła się w Polsce nieprzyjemnym dla Retingera echem, poruszona przez Katolicką Agencję Prasową, pozostającą wówczas pod kierownictwem ks. kanonika Józefa Gawliny. Wspomnienia te odżyły w roku 1940, gdy Retinger przywiózł Sikorskiego do Londynu i stał się jego najbliższym doradcą, a znalazł się tam również ks. kanonik Gawlina, awansowany tymczasem na biskupa polowego i powołany do Rady narodowej. Położenie stało się drażliwe, toteż Sikorski podjął się osobiście przekazania biskupowi wyjaśnień Retingera, z których wynikało, że prześladowaniom duchowieństwa w Meksyku zawinił faktycznie – papież, który przekazane mu kompromisowe propozycje Retingera odrzucił i tym samym dopuścił do krwawych zajść…

W parę lat po Meksyku widzimy Retingera w górach marokańskiego Rifu u boku sułtana Abd ai-Karima, który powstał przeciw Hiszpanom i Francuzom. W wolnych chwilach pracuje Reringer w ambasadzie polskiej w Londynie, żeni się z córką jednego z przywódców Labour Party (pierwszą żonę zostawił w Krakowie) i obwozi po Polsce słynnego pisarza Conrada-Korzeniowskiego. W ostatnim dziesięcioleciu przed wojną bywa w Polsce często, utrzymuje duże stosunki w świecie literackim i artystycznym i opiekuje się młodymi talentami. Pisze książkę o Conradzie, za którego przyjaciela się podaje. Jego ciężar gatunkowy rośnie. Minęły już czasy, kiedy cały świat uważał go za zwykłego agenta Intelłigence Service. Teraz jest już czymś więcej. Wszystkie rozmowy Sikorskiego z Churchillem i Edenem, spotkania z Rooseveltem i Stalinem odbywają się przy jego udziale. Po zawarciu paktu polsko-rosyjskiego (lipiec 1941) Retinger jedzie do Moskwy z rangą ministra, jako pierwszy polski charge d’affaires.

W roku 1942 postawiłem jednemu z najinteligentniejszych oficerów naszego II Oddziału pytanie, kim jest Retinger? Odpowiedział mi: „Członkiem potężnej międzynarodowej mafii lewicowej”***. Przypomniało mi się to powiedzenie, kiedy niedawno opowiadano mi wystąpienie Retingera w Warszawie, na wiosnę 1944 r., tuż przed powstaniem, na posie-dzeniu Rady Jedności Narodowej z udziałem Delegata Rządu i ministrów. Zawiadamiając najwyższe ciało Polski Podziemnej, że za chwilę stanie przed nim Retinger, Delegat Rządu ostrzegł, by obecni byli ostrożni w swych wypowiedziach, gdyż Reringer jest nie tylko agentem brytyjskim, ale zapewne i reprezentuje pewne inne czynniki… Jakże znamienny to epizod dla sieci, w którą omotano naród polski, że najwyższe jego ciało musiało dyskutować najpoufniejsze sprawy polskie z człowiekiem, co do którego panowało tak mało złudzeń…

CDN

*) wow…

W roku 1939 Falter poprzez spółki zależne przejął kontrolę nad Bankiem Handlowym S.A. W Warszawie kupował nieruchomości.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Alfred_Falter

**) W latach 1933-1939 prezes Centralnego Związku Przemysłu Polskiego (tzw. Lewiatana) – głównej organizacji korporacyjnej kół przemysłowych i finansowych w Polsce. Od 1937 współpracował z działaczami Frontu Morges i Stronnictwa Pracy.

Ponownie ministrem przemysłu i handlu został 9 grudnia 1939 i był nim do 5 czerwca 1942 w  dwu rządach Władysława Sikorskiego. Jednocześnie – do 14 lipca 1943 – był ministrem skarbu. Od 14 lipca 1943 do 24 listopada 1944 był ministrem stanu do spraw Bliskiego Wschodu w rządzie Stanisława Mikołajczyka. Istnieją poszlaki, że był jednym z dwóch ministrów rządów polskich na emigracji, który współpracował z wywiadem radzieckim[2]. Od 16 października 1945 do 19 września 1946 był ambasadorem w Wielkiej Brytanii, reprezentując Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej w Warszawie. Pozostał na emigracji w Londynie i tam też zmarł.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Strasburger

***) Taka tez jest moja opinia: http://boson.szkolanawigatorow.pl/kim-by-kuzynek-diaba

PS. Mecenas Władysław Pociej pytał przy tej okazji: „Czy wolno odbierać życie w majestacie prawa, jeśli oskarżony był czarnosecinny?

https://reportaze-sadowe.wprost.pl/historia-prl/10025427/niech-pan-nie-wraca.html

https://niezalezna.pl/7582-smolensk-i-mecenas-z-rodzinnymi-tradycjami

 

Gotówka Katarzyny, jej agresywna propaganda oraz Kubuś Fatalista i inni

Diderot wedle Louis-Michel van Loo z 1767 – Luwr (D. miał wtedy 54 lata).

__

Mało się u nas pisze (Francuzi też to robią niechętnie, co mniej dziwi…) o tym w jaki sposób prowadziła Katarzyna II swoją agresywną propagandę w Europie. Już w sierpniu 1762, w dwa raptem miesiące po swojej koronacji, proponuje ona słynnemu francuskiemu ateuszowi – „królowi Oświecenia”, Denisowi Diderot – wsparcie finansowe w celu ukończenia przesławnej Encyklopédie pod jego redakcją. Wtedy, tak na swój sposób szantażowany, rząd francuski wypłaca wsparcie Diderotowi, który jednak już w 1764 znowu jest w tarapatach finansowych i postanawia sprzedać swoją słynną bibliotekę zawierająca 3000 woluminów. I tu następuje „nieprawdopodobny” zwrot akcji – najbliższy przyjaciel Diderota, niemiecki Francuz, Fryderyk baron von Grimm – zwraca się do Katarzyny** z propozycją sprzedaży tej biblioteki za 15 tysięcy liwrów***. Ta reaguje natychmiast, kupuje w 1765 bibliotekę Diderota, ale pod jednym warunkiem, że owa biblioteka zostanie u niego aż do jego śmierci, a on zostanie jej kustoszem na rocznej pensji w wysokosci 1000 liwrów. Diderot oczywiście się zgodził, a owa biblioteka wraz z rękopisami Diderota (!) faktycznie wylądowała w Petersburgu po jego śmierci, już w listopadzie 1785.

Mało tego, Katarzyna postanowiła wypłacić mu ową pensję za 50 lat z góry, czyli okrągłe 50 tysięcy liwrów. W 1779 dorzuciła jeszcze ekstra 10 tysięcy, a w 1784 tuż przed jego śmiercią wynajęła mu luksusowy apartament w Paryżu. Przez to musiał niestety wywiązać się także z bardzo przykrych zobowiązań takich jak jego długa wyprawa do Rosji – od 3 czerwca 1773 do 21 pazdziernika 1774.  Przeżył więc tam zimę, ale nie to było najgorsze, tylko bardzo „oziębłe” przyjęcie przez dworaków carycy, co mało życia go nie kosztowało. Powetował to sobie nieco domagając się sowitego wsparcia na powrót do Francji – dostał 3000 rubli, drogi pierścień i oficera do kompanii. A ta data jego wyjazdu – 1773 – myślę nie była przypadkowa****.

Agentami Katarzyny byli nie tylko Diderot czy von Grimm (agent wręcz osobisty), ale także sam Wolter, który sprzedawał jej… szwajcarskie zegarki, ale o nim już innym razem. Teraz tylko zaznaczę, że jego biblioteka też wylądowała w Petersburgu a portret Katarzyny wisiał u niego w sypialniniech nasz Staś się schowa – i dam tutaj tylko jego wyjątkowo durny, zazdrosny o względy Diderota i Grimma, list do niej:

„On August 9, 1774, four months after Diderot left Russia, Voltaire was unable to stand it any longer:

Madame:

I am positively in disgrace at your court. Your Imperial Majesty has jilted me for Diderot, or for Grimm, or for some other favorite. You have no consideration for my advanced age. All well and good if Your Majesty were a French coquette; but how can a victorious, law-giving empress be so inconstant.… I am trying to find crimes I have committed that would justify your indifference. I see that indeed there is no passion that does not end. This thought would cause me to die of chagrin, were I not already so near to dying of old age.

                            Signed,

                            He whom you have forsaken,

                            your admirer, your old Russian of Ferney

__

**) Od 1764 ów baron von Grimm żywo koresponduje z Katarzyną, tj. od momentu kiedy ta stała się prenumeratorką jego sławnego biuletynu. Z czasem staje się wręcz jej najbliższym powiernikiem, aż do jej śmierci w 1796 – dwa razy odwiedza ją w Rosji, ale mimo jej nalegań nie decyduje się tam zostać… Od 1753 Grimm był głównym redaktorem owego biuletynu, który z zapałem czytał także nasz Sas:

„Correspondance był periodykiem poufnym i rozsyłanym tylko zaufanym osobom, w związku z tym jego treść nie podlegała żadnej cenzurze ze strony władz francuskich, co sprzyjało głoszeniu kontrowersyjnych poglądów. Abonentami czasopisma była arystokracja i głowy koronowane ówczesnej Europy.”

***) Przelicznik to ponad 30 euro za liwr, czyli za samą bibliotekę Katarzyna zapłaciła około pół miliona euro; a słynna „pensja” to prawie dwa miliony…

****) Patrz: https://bosonweb.wordpress.com/2017/10/24/1772-czyli-interesujaca-sekwencja/

Madagaskar czyli pokręcone losy Polaków

 Adam Rose, przed 1936 – Narodowe Archiwum Cyfrowe, Sygnatura: 1-A-2268

__

Urodził się w rodzinie Karola i Anny z Leów [patrz J. Leo]… Studiował ekonomię polityczną, a po ukończeniu berlińskiej Wyższej Szkoły Rolniczej rozpoczął pracę jako asystent w SGGW w Warszawie. W okresie studiów należał do Związku Młodzieży Polskiej „Zet”. Brał udział w powstaniu wielkopolskim i wojnie polsko-bolszewickiej, a po otrzymaniu doktoratu do 1922 roku pracował w Międzynarodowym Biurze Pracy przy Lidze Narodów. Będąc docentem na Politechnice Lwowskiej w 1929 roku habilitował się tamże i na SGGW, gdzie od 1930 roku wykładał politykę agrarną. Był wykładowcą politykę rolną w Wolnej Wszechnicy Polskiej.

Od 1 stycznia następnego roku pracował w Departamencie Ekonomicznym Ministerstwa Rolnictwa w randze dyrektora… Ze względu na różnice zdań na temat polityki rolnej z urzędującym od października 1935 roku ministrem J. Poniatowskim [brawo!] odszedł z resortu rolnictwa i 20 sierpnia 1936 roku został powołany na stanowisko wiceministra w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. W resorcie podjął prace nad zmianami umożliwiającymi akcelerację uprzemysłowienia państwa. Zainicjował powstanie Komisji Hutniczej i podejmował działania mające zaktywizować organizacje branżowe dla koordynacji działań przygotowujących do obrony kraju wobec zagrożenia wojną. Oddelegowany przez rząd do Ligi Narodów przedstawił na konferencji Komisji Gospodarczej stanowisko dotyczące wolnego obrotu towarowego, kapitałowego i zasobami ludzkimi, a z upoważnienia ministra Józefa Becka miał też przedstawić Polskie aspiracje kolonialne z czego jednak się nie wywiązał ograniczając swoje wystąpienie do omówienia konieczności udostępnienia terenów dla emigracji polskich Żydów. Misja Adam Rose przyniosła 9 października 1936 roku akceptację rezolucji dotyczącej rozwoju wymiany międzynarodowej, a on sam 7 marca następnego roku został powołany do Komitetu Surowcowego Ligi Narodów. Już jako członek komitetu podejmował wysiłki w celu przyznania Polsce kolonii, a Rada Ligi powierzyła mu zbadanie swobodnego dostępu do surowców mianując go ekspertem.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej uczestniczył w rokowaniach dla rozwinięcia współpracy gospodarczej między Polską i Francją. W warunkach wojny miał z polecenia Rady Ministrów, zorganizować ewakuację zaplecza technicznego armii, a po opuszczeniu kraju wykładał w Paryżu na Uniwersytecie Polskim Zagranicą i pełnił funkcję konsula w Tuluzie. Jako sekretarz Polskiego Czerwonego Krzyża zajmował się pomocą dla uchodźców, a ponieważ poszukiwało go Gestapo był zmuszony wyjechać do Szwajcarii. Prowadził w Genewie odczyty dla internowanych polskich wojskowych i współredagował trzytomową encyklopedię „La Pologne 1919-1939” (Neuchâtel 1946). Z tego okresu (1942-1945) pochodzą opublikowane pod pseudonimem prace: „W poszukiwaniu drogowskazów gospodarczych” (Winterthur 1943), „Na przełomie” (Winterthur 1944) i „Wytyczne polskiej polityki gospodarczej” (Londyn 1944). Po wojnie został doradcą Ludwika Grosfelda** w resorcie żeglugi, reprezentował też Polskę na arenie międzynarodowej w komisjach ONZ, a po zwolnieniu z przyczyn politycznych zmuszony w 1949 roku do ponownej emigracji. Ostatnie lata życia spędził w Paryżu borykając się z problemami ekonomicznymi i pogarszającym się stanem zdrowia. Będąc członkiem Académie des sciences morales et politiques wygłaszał referaty i publikował artykuły o konieczności ekonomicznej integracji Europy.

Rodzinę założył wstępując w związek małżeński 26 listopada 1921 roku. Z żoną Lucie Martin mieli dwoje dzieci Stefana (ur. 1922 r.) i Marię Skuncke (ur. 1924 r., zm. 2007 r.).”

Adam Rosé zmarł w listopadzie 1951. Jego żona Łucja była córką Francuza – znanego katolickiego dziennikarza, Artura Martin***. Z kolei jego szwagierka to słynna Marietta – do której niewątpliwie jeszcze tutaj wrócę.  Jego córka Maria wyszła za Szweda, Svena Skuncke ze starej szwedzkiej szlachty. W 1944, w Genewie Maria ukończyła szkołę tłumaczy a karierę zawodową rozpoczęła w 1945 r., podczas prac przy procesie norymberskim. Była tłumaczką rządu francuskiego w zakresie spraw francusko-polskich. W 1953 została współzałożycielką Światowego Zrzeszenia Tłumaczy Konferencyjnych – AIIC.

Z kolei jej córka to Marie-Christine Skuncke – zrobiła doktorat na Uniwersytecie w Cambridge w 1980 r. na podstawie dysertacji Szwecja i dramat europejski: studium tłumaczeń i adaptacji z języka francuskiego i angielskiego 1772-1796.  Wykładowca literatury na Uniwersytecie w Uppsali w 1987 r., w 2000 roku została mianowana profesorem. Na Uniwersytecie Gdańskim była zagranicznym wykładowcą w latach 1976-1980.

__

**) „Ludwik Grossfeld (1889–1955)

Urodził się 26 października 1889 r. w Przemyślu przy ul. Lwowskiej 573 jako syn Izydora, kupca, i Barbary z d. Blumenfeld, córki Joachima i Chawy…

Podczas pobytu we Francji, w styczniu 1940 r. w Angers wszedł do Komitetu Zagranicznego (KZ) PPS i został Sekretarzem Generalnym Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej, pozostając na tym stanowisku w polskim rządzie emigracyjnym w Londynie do lipca 1943 r. W KZ PPS wraz z H. Liebermanem, S. Stańczykiem, J. Szczyrkiemi J. Beluch-Belońskim należał do lewicowego skrzydła, opowiadającego się za współpracą ze Związkiem Sowieckim.

Grupa ta podjęła uchwałę popierającą zawarcie 30 lipca 1941 r. tzw. układu Sikorski–Majski.

13 lipca 1943 r. objął w rządzie emigracyjnym tekę Ministra Skarbu i urząd ten piastował do 24 listopada 1944 r. Na znak protestu przeciw antysowieckiej polityce gabinetu T. Arciszewskiego wystąpił z rządu, a w marcu 1945 r. wraz z całą opozycyjną grupą opuścił szeregi Komitetu Zagranicznego PPS. Po rozłamie współorganizował tzw. Zjednoczoną Grupę członków PPS w Wielkiej Brytanii, która 15 lipca 1945 r. wydała w „Jutrze Polski” oświadczenie o uznaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej (TBJN) i poparciu działań zmierzających do zjednoczenia sił socjalistycznych w kraju w jednej partii.

W lipcu 1945 r. TRJN mianował dr. L. Grossfelda komisarzem Banku Polskiego w Londynie i powołał go na członka Komisji Likwidacyjnej tegoż Banku. Po wykonaniu zadania dr Grossfeld powrócił do kraju i zamieszkał w Warszawie przy al. Szucha 16 m. 15.

18 października 1945 r. został mianowany podsekretarzem stanu w Ministerstwie Żeglugi i Handlu Zagranicznego, a od 7 lutego 1947 r. pełnił funkcję kierownika tego resortu. 15 kwietnia 1947 r. objął stanowisko podsekretarza stanu ds. handlu zagranicznego w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. W marcu 1949 r. powierzono mu misję zorganizowania Polskiej Izby Handlu Zagranicznego, a po jej utworzeniu 28 września 1949 r. został mianowany prezesem Izby. Na stanowisku tym pozostał już do dnia śmierci…

Po powrocie z Wielkiej Brytanii we wrześniu 1945 r. wstąpił do odtworzonej PPS i 4 listopada 1945 r. został dokooptowany do Rady Naczelnej Partii. Od 29 grudnia 1945 r. był posłem do Krajowej Rady Narodowej. W 1946 r. uczestniczył w Międzynarodowych Konferencjach Socjalistycznych w Londynie i Bournemouth. W kwietniu 1946 r. wszedł w skład Komisji Spraw Zagranicznych, utworzonej przez Centralny Komitet Wykonawczy (CKW) PPS. W maju 1946 r.został członkiem Sekcji Morskiej, powołanej przy Radzie Gospodarczej PPS, a od listopada tego roku wchodził w skład Rady Organizacyjnej przy CKW PPS. W styczniu 1947 r. wybrano go na posła do Sejmu Ustawodawczego Rzeczypospolitej Polskiej. Na XXVII Kongresie PPS (14–17 grudnia 1947 r. we Wrocławiu) wszedł do Rady Naczelnej Partii i pozostawał w jej składzie do Kongresu Zjednoczeniowego PPS i PPR, w którym uczestniczył w dniach 15–21 grudnia 1948 r. w Warszawie. Po kongresie został członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Na krótko przed śmiercią podpisał apel do Polaków na emigracji, wzywający do powrotu do kraju.”

***) „Artur Martin broni stanowisk konserwatywnych, wspierających porządek, a przeciwnych Republice, czasem o antysemickich konotacjach. Tak więc, po śmiertelnych starciach z 1 maja 1891 w Fourmies (Nord), potępia „zacieklego i samolubnego ducha republikańskiej burżuazji” i usprawiedliwia wojsko oskarżane o odpowiedzialność za strzelaninę. Poddaje w wątpliwość, w terminach bardzo zbliżonych do słów pisarza Edouarda Drumonta, urzędników: „W krwawym dramacie Fourmies jest aktor, który powinien byc w pełni oświetlony: to jest prefekt Avesnes, pan Isaac, rasowy Żyd. Nieco wyżej w hierarchii administracyjnej znajdujemy kolejnego semitę, a przynajmniej pół-semitę, M. Vel-Duranda, prefekta Północy”.”

„Kler” i PISF czyli popularna instytucja swojskiego finansowania

Przypadkowo trafiłem na strony przesławnego PISFu i trochę mnie zatkało. Jego roczny budżet na dofinansowanie samych filmów fabularnych to grubo ponad 50 milionów PLN. To są nie tylko duże pieniądze, ale także fantastycznie „dzielone”. Weźmy taki „Kler” – okazuje się że Smarzowski zakamuflował go pod niewinną nazwą „3” – i na pierwszej sesji 19 kwietnia 2017 dostał na owe dzieło 2 mln od komisji PISF w składzie: Andrzej Jakimowski, Dorota Kędzierzawska, Mirosław Krzyszkowski, Jerzy Łukaszewicz, Rafał Wieczyński, Krzysztof Zanussi, Janusz Zaorski. Tylko Mirosław Krzyszkowski i Rafał Wieczyński głosowali przeciw przyznaniu dotacji filmowi Smarzowskiego. Za to zaraz potem pani Magdalena dyrektor Sroka** – dorzuciła jeszcze 1,5 mln z „własnego” dyrektorskiego budżetu…

Jakby tego było mało, to obok PISFu produkcję owego tajemniczego „3” dofinansował także Regionalny Fundusz Filmowy (Kraków)***, utworzony – jakżeby inaczej – przez p. Srokę, bo jak sami piszą:

„Celem Regionalnego Funduszu Filmowego w Krakowie jest finansowe wspieranie produkcji filmowych związanych z Krakowem i Małopolską, które mogą przyczynić się do turystycznej i gospodarczej promocji regionu, a także przyczynić się do budowania jego pozytywnego wizerunku. Ważne jest zarówno umiejscowienie akcji czy samych planów zdjęciowych, jak i tematyka filmu oraz tworzący go artyści.”

To jest zresztą nowy trend – dofinansowanie „od wszystkich”. Weźmy takiego p. Pawlikowskiego i jego film pt. Zimna wojna:

Koprodukcja: Arte France, Canal+ Polska, Kino Świat, EC1 Łódź – Miasto Kultury, Mazowiecki Fundusz Filmowy, Śląski Fundusz Filmowy, Podkarpacki Fundusz Filmowy
+
Współfinansowanie: Polski Instytut Sztuki Filmowej, MK2 Films, Film4, British Film Institute, Eurimages…

Zapisy sesji za dyr. Odorowicz wprawdzie zniknęły, ale jedną jeszcze wydobyłem z czeluści internetu:

https://web.archive.org/web/20160405165108/http://www.pisf.pl/dotacje/dofinansowane-projekty/2014/po-produkcja-filmowa/priorytet-3-filmy-fabularne-sesja-2-2014

a tam „Komisja oceniająca – liderzy komisji oceniających projekty aplikujące o dofinansowanie produkcji projektów fabularnych: Sylwester Chęciński, Sławomir Fabicki, Robert Gliński, Anna Kazejak, Jerzy Skolimowski, Jerzy Stuhr” dała 3 i pół dużej bańki p. Agnieszce H. na Pokot, ale jej córce Kasi kazała na dwie takie bańki na Amok trochę poczekać (patrz niżej…):

https://www.pisf.pl/dotacje/dofinansowane-projekty/2015/po-produkcja-filmowa/priorytet-3-filmy-fabularne-sesja-2-2015

Ciekawostką jest, że ów Amok to „polsko-szwedzko-niemiecki film kryminalny z 2017 roku w reżyserii Kasi Adamik o Krystianie Bali, skazanym za zabójstwo na 25 lat pozbawienia wolności”, tak jak i polsko-amerykańska „superprodukcja” z 2016 także finansowana przez PISF**…

A pani dyrektor Sroka została wprawdzie wyrzucona przez min. Glińskiego 9 października 2017, ale dopiero po wielkim skandalu z jej listem do amerykańskiej Akademii Filmowej. Oto ów list Sroki:

**) „Twórczyni Krakowskiej Komisji Filmowej i Regionalnego Funduszu Filmowego w Krakowie oraz ekspertka Kongresu Kultury Polskiej. W latach 2008–2010 była dyrektorką Krakowskiego Biura Festiwalowego, organizującego krakowskie wydarzenia kulturalne. W latach 2010–2015 wiceprezydent Krakowa ds. kultury i promocji miasta…

Na stanowisku szefowej Instytutu Magdalena Sroka zastąpi Agnieszkę Odorowicz, której druga i ostatnia pięcioletnia kadencja kończy się 2 października. Konkurs na nowego dyrektora PISF minister kultury ogłosiła pod koniec kwietnia. W jedenastoosobowej komisji konkursowej znaleźli się: Andrzej Fidyk, Roman Gutek, Agnieszka Holland, Katarzyna Janowska, Robert Kijak, Borys Lankosz, Olgierd Łukaszewicz, Juliusz Machulski, Jakub Szurmiej, Andrzej Wajda oraz Krzysztof Zanussi.”

***) Ten sam zestaw dofinansował słynną polsko-holywoodzką superprodukcję z samym Jim’em Carreyem pt. PRAWDZIWE ZBRODNIE – po angielsku Dark Crimes – „On review aggregator website Rotten Tomatoes, the film holds an approval rating of 0%„. Ciekawe, że wśród producentów znajdujemy nie tylko niejakiego Jeffrey Sorosa – bratanka Jerzego, ale także firmę samego kumpla Jerzego – Mnuchina, Stevena Mnuchina – sekretarza skarbu USA… ech, ten Trump.

Giętki Kot i osaczony Sikorski

Ów słynny profesor Kot jest tak dziwnie sławny, że do tej pory nie ma hasła nie tylko w e-wersji, ale i w wersji papierowej Polskiego Słownika Biograficznego! Nie ma odważnych?

Tak czy inaczej, Stanisław Kot urodził się w 1885 w rodzinie chłopskiej. „Jego ojciec Marcin Zakrzewski [?] był zaangażowany w działalność ludową na wsi galicyjskiej. Stanisław Kot edukację na poziomie podstawowym zdobywał w szkołach w Czarnej Sędziszowskiej i Sędziszowie Małopolskim. W 1904 zdał egzamin dojrzałości w C. K. I Gimnazjum w Rzeszowie (wówczas abiturientami byli Artur Kopacz, Jan Kwolek, Tadeusz Wolfenburg). Tam aktywnie uczestniczył w młodzieżowym ruchu niepodległościowym. Był jednym z liderów „Promienistych”, galicyjskiej organizacji akademickiej o kierunku demokratycznym i socjalistycznym, skupionej wokół gazety „Promień”. W latach 1904–1908 odbył studia historyczne i historycznoliterackie na Uniwersytecie Lwowskim, w 1909 uzyskał dodatkowo doktorat z zakresu prawa na podstawie pracy Wpływ teorii politycznych starożytności klasycznej na idee polityczne Polski w XVI w., a w szczególności na Andrzeja Frycza Modrzewskiego. W latach 1908–1912 był nauczycielem języka polskiego. W latach 1912–1914 studiował we Francji, jednocześnie prowadząc badania bibliograficzno-archiwalne w Niemczech i Szwajcarii, Belgii i Holandii. W 1911 roku zawarł związek małżeński z Idą Proksch*…

Stanisław Kot związany był z ruchem ludowym. Od 1933 roku działał w Stronnictwie Ludowym, w latach 1936–1939 był członkiem jego Naczelnego Komitetu Wykonawczego. Reprezentował prawe skrzydło stronnictwa. Był też działaczem opozycyjnego Frontu Morges. We wrześniu 1939 roku znalazł się na emigracji i wszedł jako wicepremier do rządu gen. Sikorskiego, swego przyjaciela. Gorliwie prowadził akcję „oczyszczania” armii z ludzi związanych z sanacją…

W latach 1941–1942 Kot był ambasadorem rządu RP na uchodźstwie w ZSRR, w latach 1942–1943 ministrem stanu na Bliskim Wschodzie, w latach 1943–1944 ministrem informacji. W lipcu 1945 roku powrócił do kraju i z ramienia Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej był w latach 1945–1947 ambasadorem w Rzymie. W 1947 roku ponownie wybrał emigrację. Od 1955 roku był przewodniczącym Rady Naczelnej Polskiego Stronnictwa Ludowego na obczyźnie.”

Po więcej szczegółów nt. Kota musiałem sięgnąć do książki Bogdana Podgórskiego Józef Retinger – prywatny polityk, wydawnictwo Universitas, 2013:

„Ten okres działalności Retingera opisał w swoich wspomnieniach Juliusz Żuławski: Od roku 1935, aż do wybuchu wojny, był w ciągłym ruchu między Warszawą, Londynem, Paryżem, Czeską Pragą i Morawską Ostrawą, spotykając się z Niedziałkowskim, prof. Kotem, generałem Sikorskim, Witosem, Korfantym, aranżując ich spotkania z politykami europejskimi…

Po śmierci Piłsudskiego w 1935 roku władzę utrzymali jego zwolennicy, jednak, w ocenie Retingera, nie nawiązali oni właściwego dialogu z opozycją. Toteż próbował on doprowadzić do przezwyciężenia podziałów i zbudowania koalicji. Organizował spotkania oraz pośredniczył w kontaktach z socjalistami i przywódcami chłopskimi, Kotem, Witosem oraz z przywódcami chrześcijańskiej demokracji, Korfantym, Hallerem i Popielem…

Następnym krokiem było podpisanie 14 sierpnia 1941 roku w Moskwie polsko-radzieckiej umowy wojskowej, którą zapowiedziano w układzie Sikorski – Majski z 30 lipca 1941 roku, a która regulowała zasady zwolnień Polaków z więzień i obozów pracy oraz zasady tworzenia polskiej armii pod dowództwem generała Andersa, jej liczebności, uzbrojenia, dowodzenia oraz zgodę na jej ewakuację do Iranu. Na mocy tego porozumienia została utworzona w Kujbyszewie polska ambasada. Na stanowisko ambasadora został mianowany profesor Stanisław Kot.

Nowo mianowany ambasador nie mógł objąć funkcji z powodu przeciągających się procedur związanych z uzyskaniem listów uwierzytelniających**. Według umowy polsko-radzieckiej z chwilą nawiązania stosunków dyplomatycznych władze radzieckie miały zarządzić „amnestię” dla wszystkich obywateli polskich znajdujących się na ich terytorium

Brytyjczycy, którzy zaangażowali się w polsko-radzieckie rozmowy zmierzające do podpisania umowy, byli również zainteresowani szybkim wprowadzeniem jej w życie. Ambasador brytyjski w Moskwie Stafford Cripps zasugerował, aby do czasu objęcia urzędu przez nowego ambasadora strona polska wysłała do Moskwy Retingera jako chargé d’affaires. Retinger zwrócił się do generała Sikorskiego o akceptację tego pomysłu, ale generał odmówił, obawiając się jego zbytniej niezależności politycznej. O wyjazd Retingera zabiegał także profesor Stanisław Kot, który po otrzymaniu nominacji na stanowisko ambasadora liczył, że Retinger pomoże przygotować mu grunt przed objęciem funkcji. Generał Sikorski wydawał się temu przeciwny. W rozmowie z Kotem powiedział: Ostrzegam Cię jak najbardziej stanowczo przed tym włóczęgą. Ja nie wiem, dla kogo on pracuje. Ja go tam na swoją odpowiedzialność nie wyślę. Ile on tam i z kim naintryguje, nie mogę przewidzieć.

Retinger wyjechał do Moskwy jako kurier dyplomatyczny dopilnować realizacji umowy. Na lotnisku powitał go ambasador Cripps. Po wyjeździe Retingera Stanisław Kot ponownie wystąpił do Sikorskiego z wnioskiem o nominację dla Retingera. Generał ostatecznie wyraził zgodę i mianował Retingera chargé d’affaires, wzmacniając jego pozycję w rozmowach z Rosjanami. Informacja o decyzji generała zastała Retingera w Moskwie, gdzie przebywał już od dwóch dni. W ten sposób został pierwszym przedstawicielem dyplomatycznym Rzeczypospolitej Polskiej po wznowieniu stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Radzieckim. Funkcję chargé d’affaires miał pełnić do czasu przyjazdu Stanisława Kota i objęcia przez niego urzędu ambasadora. Przeciwnicy Retingera twierdzą, że został on chargé d’affaires nie z inicjatywy polskiego rządu, lecz po naciskach Anglików, którzy wykorzystali fakt, że Retinger przebywał już w Moskwie i stworzyli fait accompli…***

W niektórych publikacjach o Retingerze pojawia się twierdzenie, że najprawdopodobniej należał on do struktur masońskich wysokiego szczebla. Twierdzenie to wydaje się odpowiadać prawdzie. Z istniejących dokumentów wynika, że Retinger nawiązał współpracę z Wielkim Wschodem Francji. Warto przytoczyć tutaj Leona Chajna, który opisując działalność polskiego wolnomularstwa w okresie międzywojennym, podaje informację, że w Dzienniku Korespondencyjnym ogólnym Wielkiej Loży Narodowej Polski, założonym 17 marca 1929 roku, pod datą wpływu 8 lutego 1931 r. figuruje zapis o liście od Séverina Kutnera z loży „Les Rénovateurs” Grand Orient de France (Wielkiego Wschodu Francji), w którym „prosi [on] o pismo w sprawie inicjacji Polaków do loży”. Wśród wymienionych w liście wielu nazwisk znajdują się nazwiska Henryka Kołodziejskiego, prof. Stanisława Kota oraz Józefa Retingera.”

Do kompletu – moja seria retingerowska:

http://boson.szkolanawigatorow.pl/kim-by-kuzynek-diaba

http://boson.szkolanawigatorow.pl/retinger-czyli-kuzynek-diaba

http://boson.szkolanawigatorow.pl/afera-sykstusa-czyli-retinger-zaczyna-dziaac

http://boson.szkolanawigatorow.pl/sikorski-i-recio-vs-kucharski-i-hammerling

___

*) KOTOWA Ida (1884-1965) historyczka literatury (rodzice: Franciszek Proksch i Karlina Maly)

**) Wyjazd i objęcie funkcji ambasadora przez prof. Kota opóźniało się z powodu przedłużającego się konfliktu w łonie polskich władz i odmowy prezydenta Raczkiewicza na podpisanie nominacji ambasadorskiej prof. Kota.

***) Po podpisaniu układu Polski z ZSRR przedstawiciele Foreign Office naciskali na polski rząd o jak najszybszy wyjazd ambasadora RP do Moskwy. Jednak nowo mianowany ambasador S. Kot nie mógł wyjechać do Moskwy, ponieważ prezydent Raczkiewicz, nie akceptując układu z Rosją, nie spieszył się z podpisaniem nominacji i listów uwierzytelniających dla S. Kota. Rosjanie wymagali obecności przedstawiciela ambasady dla realizacji postanowień układu. Z tego powodu Retinger przebywający już w Moskwie został oficjalnie mianowany chargé d’affairs. Prawdą jest jednak, że naciski Brytyjczyków, którzy przypi- sywali sobie zasługi za doprowadzenie do podpisania układu, na jak najszybsze wysłanie polskiego ambasadora do Moskwy wpłynęły na decyzję o mianowaniu Retingera.