Czytanie wykresów czyli przewrót majowy w finansach

https://pl.wikipedia.org/wiki/II_Rzeczpospolita#Gospodarka

Powyższy wykres historii długu zagranicznego II RP w latach 1924-38 to zarazem świetna ilustracja historii jej samej… Popatrzmy – od 1920 do przewrotu majowego w 1926 Polsce nie udaje się uzyskać żadnej poważnej pożyczki, a tu akurat wtedy od razu taki postęp!

No, ale to nie koniec – tuż przed tym gigantycznym skokiem w 1929 Piłsudski może abdykować – wszak mieliśmy dostać w jednym zastrzyku prawie miliard ówczesnych dolarów, co na dzisiejsze USD daje „bezpośrednio” ponad 20 mld, ale w licząc w stosunku do PKB to byłoby dzisiaj jeszcze znacznie więcej, bo znacznie ponad 100 miliardów zielonych…

No i ten tajemniczy rok 1938 na koniec – tak się złożyło że ODDALIŚMY „naraz” prawie miliard ówczesnych USD akurat na niecały rok przed wybuchem II WŚ…

 

Reklamy

Sikorski i Recio vs Kucharski i Hammerling

Pierwszy rząd Władysława Sikorskiego został utworzony 16 grudnia 1922 roku. Na skutek machinacji Hammerlinga i słynnego paktu lanckorońskiego rząd ten ustąpił 26 maja 1923 roku. W nowym, drugim, rządzie Witosa ministrem przemysłu i handlu został Władysław Kucharski i to on właśnie podpisał tę nieszczęsną umowę ws. żyrardowskich fabryk. Mogło być też tak, że ktoś Kucharskiego naprowadził na tę minę – był ponoć ósmym z kolei ministrem co się tym zajmował – i nie sądzę żeby był to Hammerling. Niestety, swoje wspomnienia Kucharski zniszczył w czasie II WŚ, no ale pewnie dzięki temu dożył późnej starości:

Kucharski Władysław (1884–1964), inżynier, przemysłowiec, minister przemysłu i handlu, minister skarbu, poseł na Sejm. Ur. 23 IX w Krakowie, w rodzinie robotniczej, był synem Jana i Marii z Podsiadłowskich. Ojciec umarł wcześnie i wychowywaniem syna zajmowała się matka – praczka. K. uczęszczał do I Wyższej Szkoły Realnej w Krakowie, gdzie egzamin maturalny zdał w czerwcu 1903 r. Podjął studia z zakresu budownictwa lądowego na Wydziale Inżynierii Szkoły Politechnicznej we Lwowie. Po ukończeniu studiów pracował w l. 1908–10 jako asystent-woluntariusz przy katedrze astronomii i geodezji wyższej i w obserwatorium we Lwowie. Podczas studiów wstąpił do «Zet»-u. Wówczas zetknął się z R. Dmowskim. Był prezesem Bratniej Pomocy Politechniki Lwowskiej i jednym z twórców czynnej w l. 1908–14 wzajemnej pomocy techników. Działał też w Tow. Szkoły Ludowej (TSL) jako członek Zarządu Głównego. Później przeniósł się do Krakowa, gdzie założył małą wytwórnię papy dachowej, a następnie stał się współwłaścicielem dużej fabryki metalowej na Podgórzu. Działał też w Syndykacie Koszykarskim S. A. w Krakowie, był członkiem Rady Nadzorczej Ziemskiego Banku Kredytowego we Lwowie. W latach pierwszej wojny światowej dorobił się na dostawach dla armii, a następnie jeszcze pomnożył majątek w okresie powojennej inflacji. W czasie pierwszej wojny światowej był członkiem Książęco-Biskupiego Komitetu w Krakowie. W tym czasie wstąpił do Ligi Narodowej. Dn. 4 XI 1918 r. został mianowany zastępcą kierownika Wydziału Aprowizacji Polskiej Komisji Likwidacyjnej w Krakowie. Na początku 1919 r. wstąpił do Związku Ludowo-Narodowego (ZLN). Dn. 28 I 1919 r. wszedł z ramienia Narodowej Demokracji do Komisji Rządzącej dla Galicji, Śląska Cieszyńskiego, Spisza i Orawy i kierował Wydziałem Aprowizacyjnym. Na obu stanowiskach zdobył opinię dobrego administratora. Po rozwiązaniu Komisji (marzec 1919) udał się do Paryża, gdzie znalazł się w bliskim otoczeniu Dmowskiego. Zjednał go sobie tak dalece, że Dmowski polecił swemu stronnictwu wysunięcie K-ego na stanowiska ministerialne. W związku z tym Władysław Seyda powołał K-ego na szefa Departamentu Min. byłej Dzielnicy Pruskiej. Po rezygnacji Seydy K. objął kierownictwo ministerstwa (3 VII 1920), a następnie stanowisko ministra (24 VII 1920).”

Po upadku rządu Witosa i sformowaniu gabinetu Władysława Grabskiego [Kucharski] został w 1924 obarczony publicznie winą za transakcję żyrardowską, w której straty skarbu państwa oceniono na minimum 500 tysięcy ówczesnych dolarów [dzisiaj to grubo ponad 10 mln USD]. W związku z aferą żyrardowską w grudniu 1924 Polska Partia Socjalistyczna złożyła wniosek o postawienie Władysława Kucharskiego przed Trybunałem Stanu. Wniosek nie uzyskał wymaganej większości (zabrakło kilku głosów). Z braku dowodów przestępstwa i wykorzystując przysługujący mu immunitet parlamentarny Kucharski nie poniósł odpowiedzialności karnej.”

W czasie kiedy Kucharski był jeszcze ministrem przemysłu i handlu Ludwik Hammerling został przewodniczącym Senackiej Komisji Finansów! Rok po wejściu w polską politykę… Tak czy inaczej, ów rok 1923 był wyjątkowo trudny dla polskich finansów – marka polska weszła w stadium hiperinflacji (co było głównym czynnikiem w aferze żyrardowskiej) a w dodatku powszechnie brakowało w handlu i inwestycjach twardej waluty – nikt wtedy nie chciał udzielić rządowi polskiemu pożyczki. Zadłużenie II RP w owym roku wynosiło około 260 mln USD z czego 2/3 to był dług wobec USA jeszcze z czasów Hoovera i jego ARA.

W 1922 jeszcze za rządu Antoniego Ponikowskiego jego minister, Jerzy Michalski, próbował uzyskać w USA 50 mln dolarów pożyczki w zamian za… monopol tytoniowy, ale bez powodzenia. W sierpniu 1923 Kucharski i Hammerling pojechali na własną rękę do Paryża w sprawie dużej pożyczki – rozmawiali tam z nie byle kim bo z Morgan, Harjes & Co. („cząstkowy” prekursor JP Morgan). Podobno Morgan i spółka domagali się zapewnień**, że polski rząd nie jest pod żydowskim wpływem… Tak czy inaczej, „te negocjacje były bardzo ważne dla Polski”, a przynajmniej tak je ocenił nie kto inny jak Władysław Sikorski w swoim liście do… Józefa H. Retingera***, ofkors. I to już 23 sierpnia owego 1923!

CDN

___

**) „During World War II, Morgan & Cie Incorporated was the only bank with ties to Allied nations that remained open during the occupation of Paris.” Coś mi to bardzo przypomina: https://bosonweb.wordpress.com/2017/09/30/dla-otrzezwienia/

***) „Dzięki pomocy Josepha Conrada, który poprosił o wstawiennictwo swoich przyjaciół, Arnolda Bennetta i Hugh Walpole’a, Retinger odzyskał prawo pobytu w Wielkiej Brytanii pod koniec 1922 roku. We Francji zaś za pośrednictwem Konsula Generalnego Francji w Londynie wystąpił do Ministra ds. Cudzoziemców Francji z listem, w którym prosił o przywrócenie prawa pobytu we Francji, powołując się równocześnie na rekomendacje rządu polskiego, markiza Boni de Castellane oraz George’a M. Slocombe’a – prezydenta Anglo-Amerykańskiego Stowarzyszenia Prasy. W efekcie podjętych starań został mu cofnięty zakaz pobytu we Francji.

Dzięki wstawiennictwu Conrada Retinger otrzymał prawo pobytu w Wielkiej Brytanii, ale na pełne wyczyszczenie swojej kartoteki musiał czekać do roku 1924, kiedy po przejęciu władzy przez laburzystów ministrem spraw wewnętrznych w rządzie premiera MacDonalda został zaprzyjaźniony z Retingerem Arthur Henderson.

https://bosonweb.wordpress.com/2017/11/21/kim-byla-kuzynek-diabla/

https://bosonweb.wordpress.com/2017/11/20/retinger-czyli-kuzynek-diabla/

 

 

 

Paderewski, jego pasierb Wacek i papierosowy biznes

Capture d’écran 2018-10-13 à 12.22.40.png New York Times donosi…

___

Zanim wrócę do naszego senatora z Honolulu, muszę tu przypomnieć drugą żonę Ignacego Paderewskiego:

Helena Maria Paderewska z domu Rosen, primo voto Górska (ur. w 1856 r., zm. 16 stycznia 1934 w Riond-Bosson)… pochodziła z rodziny spolonizowanych inflanckich Niemców, rodziny baronów Rosen. Jej pierwszym mężem był pianista Władysław Górski, z którym miała syna. Przez lata żyła w konkubinacie z przyszłym drugim mężem Ignacym Janem Paderewskim i opiekowała się Alfredem – jego sparaliżowanym synem z pierwszego małżeństwa z Antoniną Korsak. W 1895 r. podjęła starania w Warszawie o unieważnienie pierwszego małżeństwa z Górskim. Jej adwokaci podnieśli dwie przyczyny: brak zgody jej ojca na małżeństwo (była niepełnoletnia [miała 18 lat]) oraz ślub w parafii, do której nie należało żadne z małżonków.

Kiedy próby unieważnienia małżeństwa powiodły się, 31 maja 1899 r. poślubiła wdowca Paderewskiego, który w okresie od 16 stycznia do 9 grudnia 1919 r. sprawował funkcję premiera II RP. Zgodnie z opinią wielu osób ówczesnej epoki Helena Paderewska wywierała duży wpływ na politykę męża.”

W r. 1877 urodziła syna Wacława Ottona. Od jesieni 1878 przebywała wraz z mężem przez kilka miesięcy w Egipcie. Najprawdopodobniej jeszcze przed podróżą do Egiptu Helena poznała 18-letniego absolwenta Instytutu Muzycznego Ignacego Paderewskiego, który wystąpił wspólnie z jej mężem na koncercie w Resursie Obywatelskiej w Warszawie w dn. 6 X 1878. W lecie 1879 Paderewski wraz z Górskim, z którym był zaprzyjaźniony, urządził małe tournée po uzdrowiskach Królestwa. W następnych latach pozostawał w kontaktach towarzyskich z Górskimi, którzy w r. 1885 przenieśli się do Paryża. Pomagali oni Paderewskiemu w urządzeniu koncertu w Paryżu w marcu 1888, a Górski wielokrotnie występował z nim w kilku najbliższych sezonach. W r. 1889 Paderewski za namową Górskiej przekazał pod jej opiekę swego 9-letniego, chorego na niedowład nóg syna z pierwszego małżeństwa, Alfreda. Przywiązanie Paderewskiego do Górskiej przerodziło się w miłość. Związek ich trwał od r. 1891. W wyniku starań Górskiej o unieważnienie małżeństwa (i niewątpliwie też rozległych stosunków Paderewskiego) Sąd Arcybiskupi w Warszawie 17 XII 1898 uznał małżeństwo Władysława i Heleny Górskich za nieważne…

Jako żona premiera P. rozwijała w Polsce żywą zakulisową działalność polityczną. Wywierała duży wpływ na decyzje podejmowane przez Paderewskiego zarówno w sprawach osobistych, jak i publicznych. Współpracownicy Paderewskiego, jak J. K. Orłowski lub Sylwin Strakacz, dbali przede wszystkim o przychylność P-iej, nie szczędząc jej hołdów. P. ostro traktowała osoby, w których wyczuwała współzawodników lub co gorsza przeciwników męża, jak np. ministra skarbu Leona Bilińskiego który utrzymywał, że P. «posiadała więcej zmysłu politycznego, niż jej fantastyczny małżonek» i że to ona «właściwie rządziła w Polsce za męża lub za jego pośrednictwem». ”

Otóż tuż przed opuszczeniem Ameryki w 1919, kiedy Paderewski już został premierem, Ludwik Hammerling założył “Poland Export Corporation” której prezesem uczynił… jakżeby inaczej – Wacława Ottona, przybranego syna Paderewskiego. Zapewnił przy tym owego Wacka że roczne z niej dochody będą co najmniej 100 000 USD (dzisiaj to ponad 3 mln) z czego 25% pójdzie na jego konto. W maju tego roku Wacek prosi listownie matkę aby wydębiła od premiera Paderewskiego pismo oficjalnie wspierające działalność jego „korporacji”. W szczególności domagał się zapewnienia „wszelkich dostępnych środków transportu” dla jej towarów oraz jej przedstawicieli.

W lipcu tuż przed podróżą z Hammerlingiem do Polski, Wacek donosi matce iż uzyskali kontrakt z American Tobacco Company na dostawę papierosów wartych 1 milion ówczesnych USD… Wreszcie 21 sierpnia Hammerling opuszcza USA razem z Wackiem – jak twierdzi Górski w pasie na brzuchu Ludwik wiezie 250 000 dolarów w gotówce – patrz u góry. Tymczasem 27 listopada pada rząd Paderewskiego a już w lutym 1920 cały ten „eksportowy” biznes takoż. No i w marcu Wacek daje sprawę do sądu w Nowym Jorku domagając sie tych ponad 20 tysięcy USD obiecanych przez Hammerlinga.

No, ale Hammerling wtedy już kręci interesy na konto Witosa, o czym trochę tu już było…

 

 

 

 

Paderewski, Witos, senator z Honolulu i znowu ten Żyrardów

Okazało się że poprzestawszy na amerykańskich przygodach Ludwika Hammerlinga nie doczytałem bodaj najważniejszej części jego biografii: The Most Dangerous German Agent in America: The Many Lives of Louis N. Hammerling – 28 Feb 2015 by M Biskupski.

Jak czujnie zauważył genezy jest dostępna recenzja tej książki, która nieźle podsumowuje polskie tam wątki:

„Początkowo Hammerling próbował się „zaczepić” w otoczeniu Ignacego Paderewskiego. Ten jednak szybko stracił wpływy, więc Galicjanin błyskawicznie znalazł nowego przyjaciela. Był nim Wincenty Witos, przywódca PSL-Piast. Szef ludowców pragnął ze swojej partii, popularnej jedynie w Galicji, uczynić siłę krajową. A nie mógłby tego zrobić bez pieniędzy i medialno-marketingowego know-how byłego prezesa AAFLN. Natomiast Hammerling potrzebował kogoś, kto wepchnąłby go do polityczno-biznesowych elit.

W 1922 r. były macher Republikanów poprowadził kampanię wyborczą PSL z iście amerykańskim rozmachem, nie szczędząc grosza na propagandę i przekupując, kogo trzeba. W rezultacie Piast uzyskał drugi wynik w kraju, a sam Hammerling został wybrany na senatora z okręgu stanisławowskiego.

W następnych miesiącach jeszcze bardziej przysłużył się Witosowi, okazując się ponownie mistrzem trudnych zakulisowych negocjacji. To on doprowadził do podpisania w maju 1923 r. umowy koalicyjnej pomiędzy ludowcami a prawicą, zrzeszoną w Chrześcijańskim Związku Jedności Narodowej. Zresztą umowa ta przeszła do historii jako pakt lanckoroński, dlatego że została wynegocjowana w majątku Hammerlinga znajdującym się właśnie nieopodal Lanckorony. Dzięki niej, w kilka dni później, Witos po raz drugi objął tekę premiera.

Niestety następnego politycznego sojusznika nasz bohater wybrał sobie maksymalnie niekorzystnie. Endek Władysław Kucharski, bo o nim tu mowa, był w rządzie Chjeno-Piasta ministrem przemysłu i handlu. Nie dość, że był skorumpowany, to jeszcze nie potrafił tego procederu ukryć. Gdy więc wybuchła tzw. afera żyrardowska (patrz tekst obok)**, która skutecznie zniszczyła jego polityczną karierę, to pociągnął za sobą na dno również swojego kolegę, Hammerlinga. Tak jak wcześniej w Stanach, tak i teraz najpierw na celownik wzięła go prasa. Oskarżano go, że to on zrobił z polskiego rządu „marionetkę Żydów i Niemców”. By to uzasadnić, wskazywano na jego prawdziwe pochodzenie (jeden z artykułów nosił ironiczny tytuł „Senator z Honolulu”) i „brudne” rozdziały życiorysu znane za oceanem. Przypomniano m.in. jego współpracę z kajzerowskim wywiadem.”

Z kolei, kolega mooj przypomniał omówienie afery żyrardowskiej na SN. A ów Mieczysław Biskupski to nie byle kto – jest profesorem historii w Central Connecticut State University. Po polsku wyszła jak dotąd jedna jego książka – Nieznana wojna Hollywood przeciwko Polsce 1939-1945, przeł. Karol Nowacki, ze wstępem Stanisława Michalkiewicza, Warszawa: Fijorr Publishing Company 2011. Swego czasu dużo hałasu narobił ów wstęp Michalkiewicza, który został oskarżony o „jadowity i bezwstydny antysemityzm”… Mam taką cichą nadzieję, że może kiedyś Pantera znajdzie czas na jej recenzję…

Moją uwagę przy tej okazji przykuła jeszcze inna przygoda naszego senatora z Honolulu, ale o tym w odcinku następnym…

__

**) Afera żyrardowska

„Przed I wojną światową żyrardowskie zakłady były największą fabryką produkującą wyroby lniane w Europie. W toku działań wojennych mocno ucierpiały, m.in. utracono wszystkie maszyny. W II RP ich odbudowę sfinansowało państwo. I wtedy, w 1923 r., minister skarbu Władysław Kucharski w zagadkowych okolicznościach sprzedał je francuskiemu inwestorowi. I to za ułamek kosztów odbudowy. Wybuchł skandal, który kosztował kariery ministra i Hammerlinga.”

Ponia, czyli drugi człowiek Francji

Z trzech synów André Poniatowskiego co służyli w Wojsku Polskim, Andrzej jr miał najciekawszy życiorys:

Poniatowski Andrzej (1899–1977), inżynier, przemysłowiec, prezes Tow. Historyczno-Literackiego w Paryżu. Ur. 13 XII w San Francisco, był synem Andrzeja i Elisabeth Sperry. Ukończył studia politechniczne. Podobnie jak dwaj jego starsi bracia wstąpił do Armii Polskiej we Francji i w jej szeregach pod dowództwem gen. Józefa Hallera przybył w r. 1919 do Polski. Brał udział w stopniu podporucznika artylerii w wojnie polsko-radzieckiej na froncie wołyńskim. Po powrocie w r. 1920 do Francji prowadził własne biuro projektów inżynieryjnych; opatentował wiele wynalazków. Przed drugą wojną światową biuro jego, w porozumieniu z Min. Wojny, opracowywało prototypy czołgów i wozów pancernych. Po wypowiedzeniu 3 IX 1939 wojny Niemcom przez Francję P. został zmobilizowany w stopniu kapitana artylerii, niedługo potem awansował na majora. W początkach r. 1940 został odwołany przez Min. Wojny z Alzacji do Paryża. Po klęsce Francji działał w wojskowej organizacji ruchu oporu, m. in. ukrył przed Niemcami cenny sprzęt wojskowy w okolicach Mont-Notre-Dame (departament Aisne), gdzie był (aż do śmierci) merem. Od lutego 1941 do marca 1942 utrzymywał kontakt między sztabem generalnym armii w Vichy a Pentagonem w Waszyngtonie i sztabem generalnym w Londynie. W maju 1941 odbył podróż do Waszyngtonu, gdzie m. in. przekazał informacje tyczące się taktyki i strategii Niemiec, opierając się na własnej wiedzy technicznej z dziedziny czołgów i doświadczeniach wyciągniętych przez sztab francuski z kampanii w Polsce i we Francji. W listopadzie t. r. pojechał do Londynu i tam m. in. ustalił sposób stałego tajnego kontaktowania się. Zagrożony przez gestapo, P. w listopadzie 1942 przedostał się przez Hiszpanię do Algieru i objął funkcję oficera łącznikowego gen. H. Giraud przy sztabie gen. D. D. Eisenhowera. W styczniu 1943 uczestniczył jako doradca i tłumacz gen. Giraud w konferencji z prezydentem Th. Roosveltem, premierem W. Churchillem i gen. Ch. de Gaulle’em w Anfa. Od marca 1944 przebywał w Anglii w charakterze oficera łącznikowego gen. Eisenhowera (naczelnego wodza alianckiej armii inwazyjnej) z gen. F. Koenigiem, dowódcą Forces Françaises de l’Intérieur. P. został zdemobilizowany w r. 1945 w stopniu pułkownika. W l. 1946–73 współpracował z przedsiębiorstwem związanym ze spółką «Hispano-Suiza». W okresie powojennym P. prowadził szeroką działalność w duchu utrzymania tradycji polskich we Francji. Opiekował się instytucjami polskimi w Paryżu i w Lille. Był członkiem Rady Tow. Historyczno-Literackiego w Paryżu, a od r. 1951 jej prezesem oraz prezesem Biblioteki Polskiej. Towarzystwu i Bibliotece Polskiej, odkąd wycofał się z obowiązków zawodowych, poświęcał cały swój czas. Załatwiał dla nich osobiście wszystkie trudniejsze sprawy, zdobywał środki materialne nie tylko wśród Polonii we Francji, ale i w Stanach Zjednoczonych. Po śmierci ojca objął także pieczę nad Zakładem Św. Kazimierza i wspierał go finansowo. Zmarł 30 XI 1977 w Paryżu, pochowany został w Mont-Notre-Dame. Był odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Polonia Restituta, Krzyżem Oficerskim Legii Honorowej, Croix de Guerre 1939–45, amerykańskim Legion of Merit. W małżeństwie, zawartym w r. 1919, z Amerykanką Frances Lawrance** (ur. 1901), siostrą żony znanego bankiera, przemysłowca i dyplomaty amerykańskiego W. A. Harrimana, P. miał dwu synów: Marie-André (Andrzeja), (15 VI 1921–22 I 1945), który jako podporucznik 1 p. w Pierwszej Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka poległ w czasie walk z Niemcami w Holandii (pośmiertnie odznaczony został Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari), i François (ur. 22 VIII 1923), oraz córkę Constance (ur. 10 I 1925).”

Starszy brat Andrzeja jr., Karol Kazimierz, był dużo mniej barwny – Anglicy go złośliwie określili „dżentelmenem bez profesji” – ale on też się dobrze ożenił, no i miał syna Michała, który zrobił wielką karierę polityczną we Francji, częściowo śladami stryja Andrzeja. Musieli się spotkać choćby w tej Algierii w 1942, gdzie Michał służył w brygadzie sił specjalnych, był dwukrotnie ranny i odznaczony Croix de Guerre oraz Medaille Militaire.

Tak jak stryj Andrzej, Michał był zawziętym anty-gaullistą oraz zwolennikiem generała Henri Giraud, który zasługuje na osobną notkę… Po wojnie Michał skończył prestiżową ENA, gdzie się blisko zaprzyjaźnił z Walerym Giscardem d’Estaing – no i już w 1959, kiedy ten został sekretarzem stanu ds. finansów, Poniatowski został szefem jego gabinetu. Gdy d’Estaing został wybrany prezydentem w 1974, Poniatowski został jego prawą ręką, ksywa Ponia, czyli ministrem spraw wewnętrznych V Republiki, a w 1975 prezesem Niezależnych Republikanów, partii Giscarda d’Estaing, której przedtem był sekretarzem generalnym.

In the early years of his presidency, Giscard was said to do nothing without long prior consultation with Poniatowski, who successfully groomed his friend as „a man of change”, persuading him to discontinue much of the pomp of Gaullism and embrace a more informal style…Poniatowski’s status as „the second most powerful man in France” began to look less secure following the assassination, on Christmas Eve 1976, of Prince Jean de Broglie, an Independent Republican deputy and associate of Giscard’s.

Wprawdzie w marcu 1977 potężny Ponia musiał ustąpić, ale jako szara eminencja ewidentnie dalej był bardzo blisko ośrodka decyzjnego, o czym świadczy jego misja w Warszawie 25 kwietnia 1980. Misja tak tajna że ówczesny szef wywiadu francuskiego, słynny Aleksander hrabia de Marenches, dowiedział się o niej po fakcie***… A chodziło o słabo dziś pamiętany szczyt Breżniew-d’Estaing w Wilanowie z 19 maja 1980:

https://player.ina.fr/player/embed/CAA8000664201/1/1b0bd203fbcd702f9bc9b10ac3d0fc21/wide/1

https://www.lemonde.fr/archives/article/1980/05/19/une-rencontre-brejnev-giscard-d-estaing-permettrait-a-moscou-de-developper-son-offensive-diplomatique_2821581_1819218.html

Ten szczyt, do którego realizacji podobno faktycznie przysłużył się Edward Gierek, był wielkim zaskoczeniem na Zachodzie choć miał służyć odprężeniu Wschód-Zachód po sowieckiej inwazji na Afganistan. W efekcie d’Estaing zaraz przegrał z Franciszkiem M. wybory prezydenckie przy pomocy… Chiraca:

„W 1981 ubiegał się o reelekcję. Jego rywalami byli ponownie François Mitterrand oraz Jacques Chirac. Wygrał pierwszą turę (28,32% głosów), jednak przed drugą nie uzyskał wsparcia gaullistów. Do drugiej tury przeszli prezydent i kandydat lewicy, jednakże o porażce Giscarda przesądził wówczas Chirac, który świadomie go nie poparł w drugiej turze. 10 maja 1981 przegrał wybory prezydenckie z kandydatem socjalistów, otrzymując poparcie na poziomie 48,24%”

No, a towarzysz Gierek, I sekretarz PZPR, przegrał jak wiadomo jeszcze szybciej…

A w końcu, w latach 90tych Poniatowski zasłynął wsparciem antyimigranckich haseł Frontu Narodowego. Jego dwaj synowie są czynnymi politykami UMP – Alex do 2017 był posłem do parlamentu (niejako padł wtedy ofiarą ludzi Macrona…), a Ladislas jest senatorem V Republiki.

__

**) Z rodziny hugenockiej – była wnuczką Charlesa D. Laniera (1837–1926) – „an American banker, and railroad executive who inherited the bulk of father’s fortune, who was a close friend of Pierpont Morgan.

***) Potwierdził też, tzn. nie zaprzeczył, iż sam Poniatowski, bez żadnej współpracy z nim, złożył w Teheranie propozycję szachowi Pahlawiemu likwidacji Chomeiniego, który wtedy przebywał na emigracji w Paryżu…

 

 

„O metropolicie Szeptyckim”

11 września 1966, (przybrany) stryj Klementyny, Kajetan hrabia CZARKOWSKI-GOLEJEWSKI opublikował w londyńskich Wiadomościach ciekawy tekst o metropolicie Szeptyckim:

„Wbrew nieprzytomnym głosom wielu rodaków zaślepionych nienawiścią do tych, których wzrok nie sięga poza prowincjonalne podwórko szowinizmu, śmiem twierdzić że ś.p. Xiądz metropolita Andrzej Szeptycki był nie tylko duchowym przywódcą narodu ukraińskiego ale i wielkim obywatelem Polski. Obywatelem w znaczeniu zapomnianego powiedzenia: gente Ruthenus natione Polonus.

Natione Polonus w znaczeniu jakie te dwa słowa miały w dawnej Rzeczypospolitej, kiedy słowa Polska i Polak były wyrazicielami przynależności do wielkiej wspólnoty narodów a nie do jednego z wielu narodów tworzących tę wspólnotę.

W Rzeczypospolitej byli „natione Polonus” Litwin, Rusin, Ukrainiec, Tatar, Ormianin, Żyd czy Niemiec, potomek Szkotów czy innych emigrantów którzy z pochodzenia z Polakami nie mieli nic wspólnego.

Różnica pomiędzy Wielką Brytanią a Polską w tym względzie była o tyle większa że konglomerat narodów Zjednoczonego Królestwa, szczęśliwie umiejscowiony na wyspach, nie był jednocześnie szańcem w znaczeniu obrony kultury łacińsko-rzymskiej i europejskiej przeciw zakusom i naporowi barbarzyństwa Wschodu i Azji.

Rodzina Szeptyckich była od wieków rodziną ruską. Ruską w znaczeniu „gente Ruthenus natione Polonus”, czego dowód stanowiło trzech senatorów polskich i trzech biskupów i metropolitów obrządku greko-katolickiego (Warłam, Atanazy i Lew), poprzedników Andrzeja na stolcu metropolitalnym, z których Atanazy w r. 1727 a Lew w r. 1778 byli jednocześnie metropolitami kijowskimi.

Zarówno to poczucie „gente Ruthenus” jak i katolicyzm obrządku unickiego stały się tragedią wielkiego idealisty, głęboko wierzącego, człowieka świątobliwego, który był
świadkiem katastrofy obu wielkich idei, przyświecających mu przy wstąpieniu do stanu duchownego. Metropolita Szeptycki, którego celami były nawrócenie schizmy rosyjskiej i jej powrót na łono jednego Kościoła katolickiego oraz ułożenie harmonijnego współżycia Polaków i Ukraińców (a to w myśl jego poprzednikow na tronie metropolitalnym greko-katolickim, kardynałów Sembratowicza i Lewickiego), walczył całe życie bezskutecznie z narastającym szowinizmem nacjonalizmów polskiego i ukraińskiego, a zwycięstwo Rosji w ostatniej wojnie przyniosło zagładę obrządku katolickiego w jego archidiecezji i dostanie się w niewolę moskiewską narodu ukraińskiego, dla którego dobra poświęcił życie.

Metropolita nie był Wallenrodem jednej czy drugiej strony, ale w dziedzinie politycznej był potomkiem duchowym Niemirycza, Mazepy, Wyhowsklego a nawet – tu posypią się
gromy na moją głowę – może i Chmielnickiego, którzy chcieli znaleźć dla swojego narodu najlepsze warunki bytowania we wspólnocie narodów Rzeczypospolitej. W jej potędze, w
której mógłby rozwijać się ich naród osiągając równe z Polakami i Litwinami prawa.

W zmienionej nowoczesnej rzeczywistości politycznej Szeptycki dążył wprawdzie do uzyskania pełnej niezależności i suwerenności państwowej dla Ukrainy ale w oparciu na Europie zachodniej, a to było możliwe tylko w sojuszu z Polską, drugą ojczyzną jego rodziny.

W dziedzinie religijnej był on duchowym następcą twócców uni florenckiej, kontynuatorem odwiecznego dążenia przewijającego się przez całą historię i politykę Watykanu. Prekursorem papieży Jana XXIII czy Pawła VI.

Metropolita Szeptycki, wielka, tragiczna postać w historii Europy wschodniej, wyrastająca wysoko ponad lokalny konflikt polsko-ukraińskich tarć i walk, ponad szowinizmy galicyjskie, był i został do dzisiejszego dnia symbolem i wyrazicielem
ukraińskich dążności narodowych, ale wrogiem Polski, za jakiego go lwowsko-polsko-galicyjski szowinizm a za nim nieświadoma część opini reszty Polski okrzyczały – nie był.

Nie można zapominać że człowiek urodzony 101 lat temu, gdy dorastał i formował swoje życie i charakter, musiał być wprawdzie świadom zastarzałych animozji pomiędzy współmieszkańcami jednego kraju, jego najbliższej ojczyzny, ale te animozje były w znacznej mierze zniwelowane stosunkami rodzinnymi, małżeństwami mieszanymi, zgodnym współżyciem kleru obu obrządków a najważniejsze – brakiem rodzących się dopiero prądów nacjonalistycznych.

Raczej spory społeczne aniżeli narodowe stwarzały lokalne trudności. Rzymski obrządek czy grecki były nieważnymi szczegółami, bo synowie brali go po ojcach a córki po matkach tak jak narodowość do której te rodziny się zaliczały.

W ten teren zgodnego współżycia dopiero z latami zaczęły wdzierać się wpływy budzących się ostrych narodowościowych szowinizmów. Pobudzane częściowo przez centralę wiedeńską, chcącą znaleźć w Galicji przeciwwagę polskiej klasy posiadającej sprzymierzeńca rodzącego się wszechniemieckiego ruchu, a częściowo – co było groźniejsze – przez panslawistyczną, a raczej pod płaszczykiem panslawizmu rosyjską zaborczość imperialną, zdobywając wpływy w ruchu starorusinów moskalofili, zwolenników schizmy.

To rosyjskie niebezpieczeństwo rozmiał i rząd austriacki, forsujący z tego powodu ukraiński ruch nacjonalistyczny, i inteligencja ukraińska nie chcąca zatopienia swojego narodu w morzu wszechrosyjskim. Nie rozumieli tego wielkiego niebezpieczeństwa, które zmaterializowało się częściowo w r. 1920 a do reszty po ostatniej wojnie, Polacy broniący swojego chwilowego prymatu w lokalnej polityce partykularza galicyjskiego.

Tlący ogień trudności pomiędzy oboma narodami, żyjącymi na jednej ziemi, rozżarzył do wybuchu nieposkromionego ognia Sienkiewicz swoim „Ogniem i mieczem”, napisanym
dla pokrzepienia ducha polskiego, a strzał niedowarzonego studenta Siczyńskiego, mordującego namiestnika Potockiego, dał start do wybuchu obopólnej nienawiści.

Temat „Ogniem i mieczem”, wybrany przez wielkiego pisarza, bynajmniej nie był wynikiem jego nienawiści do narodu ukraińskiego. Był po prostu tematem jaki mógł ujść
cenzurze rosyjskiej a jednocześnie wzbudzić uczucia patriotyczne i odrodzenie myśli państwowej o wielkiej RzeczypospoliteJ. Niestety, genialnie napisany romans wywarł wpływ odwrotny i zabójczy. Zarówno wśrod młodzieży polskiej jak ukraińskiej, pomiędzy którą zaroiło się od Skrzetuskich i Wołodyjowskich jak i Bohunów czy Krzywonosów.

Przeszłość ukazana w skrzywionym nieco sadystycznym oświetleniu, rozpaliła do białości wyobraźnię obu narodów, które romans historyczny wzięły za ewangelię prawdy historycznej.

W tym tragicznym okresie przekształcania się lokalnych trudności współżycia w kraju o mieszanej narodowo ludności w konflikt narodowościowy na przełomie XIX i XX w.,
Andrzej Szeptycki, młody bo zaledwie 36-letni biskup stanisławowski, zamianowany metropolitą lwowskim objął unicką lwowsko-halicką archidiecezję.

Nie zamierzam pisać tu o roli jego jako jednego z największych mecenasów kultury ukraińskiej, która zaczęła promieniować na resztę wielkiej Ukrainy, przynależnej kiedyś
do Rzeczypospolitej, by tam łącznie z polskimi wpływami kulturalnymi i ekonomicznymi tworzyć w zmienionych warunkach politycznych prawdziwe przedmurze kultury europejskiej; chcę za to podkreślić rolę jaką odgrywał do r. 1914 łagodząc lokalne galicyjskie spory narodowościowe. Rezultatem był m.in. kompromis ze stycznia 1914, polegający na wydzielenIu katedr ukraińskich na uniwersytecie lwowskim i utworzeniu
dwu odrębnych uniwersytetów.

W tych latach współpraca metropolity z ówczesnym namiestnikiem Galicji, następcą zamordowamego Potockiego, prof. Bobrzyńskim, który – jeden z nielicznych polityków polskich – rozumiał doniosłość zagadnienia ukraińskiego, była silnym hamulcem utrzymującym ład moralny i polityczny w kraju.

Za swoją kulturalną, duchową i polityczną działalność metropolita został po zajęciu Lwowa przez Rosjan aresztowany i wywieziony w głąb Rosji podobnie jak wielu Polaków. Rząd rosyjski już wtedy przyłączał Galicję do jednej niepodzielnej Rosji w myśl słów wypowiedzianych w r. 1915 przez Mikołaja II z balkonu lwowskiego namiestnictwa.

Rozpad monarchii austriackiej w euforii rozbudzonych dążeń narodów do samodzielnych prowincjonalnych bytów, który doprowadził do wybuchu walk polsko-ukraińskich, potem załamanie się planów utworzenia wielkiej Ukrainy w ścisłym sojuszu z Polską, i z jej pomocą, a wreszcie niefortunna polityka 20-lecia niepodległej Polski, która zamiast dążyć do utworzenia z Galicji i kresów w ramach państwowości polskiej Piemontu ukraińskiego, mogącego rozsadzić lub co najmniej zaszachować nie skonsolidowane jeszcze Sowiety, wyżywała się w nierealnych próbach polonizowania kraju co wywoływało tylko opór i nienawiść, wszystko to składało się na tragedię Metropolity.

Być może że jego ideały zgody i nawrócenia schizmy były chwilowo przebrzmiałe lub jeszcze przedwczesne, być może że metody jego otoczenia nie były zawsze szczęśliwe,
tak jak niefortunne były metody rządów polskich na wschodzie, ale błędy i winy obu stron nie mogą umniejszać pamięci osoby stojącej moralnie i duchowo ponad zdarzeniami dni codziennych.

Andrzej Szeptycki, metropolita halicki, arcybiskup lwowski i biskup kamieniecki, – bo takie były jego tytuły oficjalne, – niekoronowany władca dusz narodu ukraińskiego,
podzielił los marszałka Piłsudskiego. Obaj dążyli do obrony Europy i swoich narodów przed zalewem barbarzyństwa Moskwy; dązenia i wysiłki obu tych historycznych postaci leżą chwilowo w gruzach.

Twierdzenie, oparte na plotkach, że ten duchowy przywódca narodu ukraińskiego był wrogiem Polaków i Polski, że z nienawiści do narodu polskiego nawet nie chciał mówić po polsku, są prostym kłamstwem. Metropolitę, dzięki bardzo przyjaznym stosunkom, łączącym jego i jego rodzinę z moją, znałem osobiście, i nigdy ani jemu ani nikomu z nas nie przyszłoby do głowy rozmawiać inaczej niż po polsku. O nienawiści do kogokolwiek u tego świątobliwego człowieka mowy nie było. Tym bardziej do Polski, z którą był związany najbliższymi i zażyłymi stosunkami rodzinnymi. Nie wątpię że popierając godziwe pragnienia i dążenia swojego narodu wielu wypadkach hamował pociągnięcia zapalnych głów, pociągnięcia które mogły doprowadzić do gorszych jeszcze stosunków niż te jakie panowały. Niestety strona polska, rząd czy społeczeństwo polskie, nie chciały zbliżyć się do niego, bo nie chciały zrozumieć konieczości porozumienia się na godziwych i możliwych do przyjęcia przez obie strony warunkach korzystnych dla
obu stron.

Gdy się do tego pseudowroga polskości Polacy zwracali jak do przyaciela odpowiadał im przyjaźnią.

Mam jeszcze w oczach jego majestatyczną, ogromną postać w fioletach siedzącą na tronie biskupim w lwowskiej katedrze łacińskiej gdy udzielał błogosławieństwa ślubnego
córce mojego brata, a potem na rodzinnym przyjęciu gdy z serdecznym, ujmującym dobrocią, uśmiechem dziękował w pięknej polszczyźnie mojemu staruszkowi ojcu za śliczny toast wzniesiony na jego cześć w czasie bankietu poślubnego.

Wielki dostojnik Kościoła czuł się na pewno do głębi duszy Ukraińcem, bo pochodził z tego narodu, walczył godziwymi sposobami o jego dolę i przyszłość, ale wrogiem niczyim nie był.

Wobec tragicznych, krwawych wypadków z czasów ostatniej wojny śmiertelnie chory, umierajacy starzec rezydujący na wzgórzu św. .Jura był bezsilny.

Pogrzeb zmarłego Metropolity już po drugim zajęciu Lwowa przez Sowiety w r. 1944, kiedy dwieście tysięcy ludności ukraińskiej z całego kraju odprowadzało czczonego jak
świętego na wieczny odpoczynek, był ostatnim przebłyskiem, ostatnią manifestacją przynależności naszego wspólnego Lwowa do Europy.

Po tym odruchu ludności, po rozgromiemu kleru unickiego u męczeństwie jego biskupów, po ewakuacji Polaków, zapadła na Lwów i Galicję azjatycka noc.

Jeżeli w duchu zjednoczenia nie tylko chrześcijańskiego ale i obrony europejskiej kultury i świata głos naszego episkopatu: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, skierowany
ku Niemcom, stał się wykładnią ułożenia na przyszłość stosunków w Europie, to samo chrześcijańskie haslo, choć wypowiedziane w odwrotnym szeregu: „Prosimy o przebaczenie i przebaczamy” powinno być zwrócone przez nas Polaków do narodu ukraińskiego.

W odwrotnym szeregu gdyż większe były winy polityczne silniejszej strony polskiej, które doprowadziły w ciągu wieków do wrogiego stosunku dwu narodów złączonych od sześciu stuleci wspólnymi więzami historii i krwi a dzisiaj dzielących ten sam los.

Sprawiedliwość, oddana osobie metropolity Szeptyckiego, który był i jest symbolem słusznych dążeń swojego narodu, powinna być pierwszym urzeczywistnieniem tego hasła.

Tylko wiara w urzeczywistnienie hasła: „Prosimy o przebaczenie i przebaczamy” może rozświetlić w przyszłości mroki, w jakich znalazły się oba narody.

Polska i Ukraina.”

Hrabianka Klementyna, Canaris i francuscy Poniatowscy

Klementyna Czarkowska-Golejewska, hrabianka z domu i wnuczka marszałka powiatu borszczowskiego, wychowała się w raju, jak sama napisała, czyli na zamku w Wysuczce (patrz wyżej), który to zamek Ukraińcy po 1945 na cegły rozebrali. W styczniu 1933r. Klementyna wyszła za Andrzeja Mańkowskiego – oboje mieli wtedy 23 lata i zamieszkali w majątku w Winnej Górze. Mańkowski w tym czasie był pochłonięty studiami prawno-ekonomicznymi na Uniwersytecie Poznańskim. Jednym z jego kolegów w środowisku poznańskim był Jan Nowak–Jeziorański (po latach do niego bezpośrednio słał swoje artykuły dla Wolnej Europy). Andrzej Mańkowski nie lubił zajęć typu administracyjnego, dlatego majątkiem zajmowała się młoda żona, której w 1939r. przekazał notarialne poświadczone pełnomocnictwo. W 1936r. urodził się syn Krzysztof a w 1939r. Andrzej junior – chłopcy mieli niemiecką niańkę, Teta.

Trzeba tu zaznaczyć, że Andrzej Mańkowski przez sześć lat (1922-1928) uczył się w prestiżowej szkole oo. Benedyktynów w Brugii. Tam opanował język francuski, poznał flamandzki, wtedy narodziły się bliskie związki młodego Mańkowskiego z Belgią i jej kulturą (vide ich późniejszy, powojenny pobyt w Kongo belgijskim**, gdzie w 1958 zmarła matka Klementyny!). Ziemiański ród Mańkowskich był potężny w Wielkopolsce – to nie tylko wielkie majątki, ale i senator II RP, itd. itp. Starszy o 11 lat brat Andrzeja hrabia Wacław pracował w MSZ i miał majątek nieopodal, podobnie jak Maria – siostra Klementyny, żona hrabiego Mycielskiego. Bywali u nich na przyjęciach i polowaniach także dyplomaci niemieccy.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dwór_w_Winnej_Górze

We wrześniu 1939 porucznik Andrzej Mańkowski zostaje ciężko postrzelony przez swoich podwładnych „ponieważ zgodnie z wymaganiami Konwencji Genewskiej i własnym sumieniem, zabronił grupie polskich żołnierzy maltretowania wziętego do niewoli niemieckiego oficera.”

O szpiegowskiej działalności Klementyny w Muszkieterach można poczytać choćby w jej własnych wspomnieniach wydanych pt. Moja misja wojenna, które wyszły w Polsce w 2003, roku śmierci autorki. Przedmowę do polskiego wydania napisał Andrzej Szczypiorski (choć zmarł już w 2000…), a do niemieckiego z 1994 sam Ferdynand ksiaze von Bismarck… To samo już pokazuje jak bardzo Niemcom zależało na wzmocnieniu przekazu tej książki, tj. istnienia wielu „dobrych Niemców” co to przeciwstawiali się Hitlerowi. Co bardzo symptomatyczne, do tej pory nie ukazało się wydanie angielskie jej wspomnień…

Z kolei, do oryginalnego wydania francuskiego z 1993 pt. Espionne malgré moi (Szpieg wbrew sobie, lub Szpieg mimo woli?) przedmowę napisał sam Michel Poniatowski – ten od słynnego gierkowskiego szczytu w maju 1980, Wilanowie. I poruszył tam ciekawe zagadnienie – agentów z podbitych krajów działających bezpośrednio na zlecenie angielskiego Secret Intelligence Service (czyli SIS, czy obiegowo MI6) czy amerykańskiego Office of Strategic Services (OSS, czyli pre-CIA). Okazuje się, że wewnętrzne konflikty tym spowodowane występowały także w innych krajach – w Polsce tego ofiarą padł przede wszystkim Stefan Witkowski, szef Muszkieterów, a samej Klementynie grożono w Londynie śmiercią. We Francji, zaraz po 1945 wprowadzono całkowity zakaz takiej „bezpośredniej współpracy” z zagranicznymi agencjami.

Pozostaje jedna, ale za to największa zagadka naszych polskich superszpiegów „na zlecenie” – Brutusa, Klementyny i Haliny Szymańskiej – co takiego przekazali Londynowi na polecenie samego Canarisa?! A było to nie byle co skoro Canaris złożył TAKIE obietnice i ich dotrzymał! – Klementynie, że wyśle ją do Londynu z dwoma synami, a Brutusowi, że nikomu z jego wielkiej siatki szpiegowskiej włos z głowy nie spadnie, po jego wyjeździe do… Londynu, oczywiście.

A do tych francuskich Poniatowskich przyjdzie mi zaraz jeszcze wrócić…

CDN

**) „W Katandze, wchodzącej w skład kolonii belgijskiej, Andrzej Mańkowski został redaktorem dziennika ‘’L’Essor du Congo’’. Płodny , piszący niemal codziennie artykuły, dziennikarz – publicysta zwrócił na siebie uwagę Departamentu Stanu USA [Nowak?], na którego zaproszenie udał się wiosną 1957 r. w dwumiesięczną podróż studyjną do USA. Plonem jej jest tom studiów poświeconych Stanom Zjednoczonym zatytułowany „Wrażenia z Ameryki’’.”

No i taki mały drobiazg – w owym Kongo Klementyna pracowała w konsulacie… amerykańskim.