Łowcy androidów czyli komu bije dzwon

Pamiętacie rozterki duchowe Harrisona Forda, tytułowego łowcy w skotowym Blade Runnerze, kiedy to się był zakochał w pięknej androidzie, zwanej z angielska replikantką? Okazuje się, że Philip K. Dick nie był oryginalny, bo tacy łowcy już byli w Anglii i okolicach w XVI, XVII a nawet XVIII wieku i nazywali się łowcami księży. Księży katolickich, ofkors.

Zacznijmy od początku:

„As the Catholic bishops during the reign of Queen Mary were dead, imprisoned or in exile, and those priests they had ordained were dying out or converting to Protestantism, William Allen conceived the idea for a seminary for English Catholic priests at Douai, where several of the chief posts were held by professors who had fled Oxford upon the reimposition of Protestantism in England. …Walsingham tracked down Catholic priests in England and supposed conspirators by employing informers, and intercepting correspondence.”

I teraz clou:

Priest hunters were effectively bounty hunters. Some were volunteers, experienced soldiers or former spies. They used a number of informants within Catholic communities. Starting in the 1640s, James Wadsworth, Francis Newton, Thomas Mayo, and Robert de Luke formed a partnership to hunt down Roman Catholics in the London area and handed them over to the authorities for a reward. Between November 1640 and summer 1651 over fifty individuals were turned over to the government. Some were executed, some banished, and some reprieved.”

Bounty hunters to po naszemu łowcy nagród, a nagrody te były zaiste wspaniałe, jeszcze w XVIII wieku w bidnej Irlandii, za złapanie biskupa płacono od ręki do 30 000 dzisiejszych funtów:

„A 1709 Penal Act demanded that Catholic priests take the Oath of Abjuration, and recognise the Protestant Queen Anne as Queen of Great Britain and, by implication, of Ireland. Priests that did not conform were arrested and executed. This activity, along with the deportation of priests who did conform, was a documented attempt to cause the Catholic clergy to die out in Ireland within a generation. Priests had to register with the local magistrates to be allowed to preach, and most did so. Bishops were not able to register. The reward rates for capture varied from £50–100 for a Bishop, to £10–20 for the capture of an unregistered priest; substantial amounts of money at the time. The work was dangerous, and some priests fought in self-defence.”

A owi replikanci, tj. księża, mieli oprócz tej samoobrony taki brzydki, wręcz niesmaczny, zwyczaj chowania się w tzw. księżowskich dziurach. Nie to co angielscy dżentelmeni, prawda? Wypada przy tym też wspomnieć świętego Mikołaja Owena.

Kolejny angielski trop, tym razem z 1624:

„Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Ten znany u nas, „dzięki” Hemingwayowi, tekst napisał niejaki John Donne, który był „synem bogatego kupca towarami żelaznymi i Elizabeth Heywood, córki dramaturga Johna Heywooda. Rodzina Donne’a była żarliwie katolicka, dwaj bracia jego matki byli jezuitami, ale sam Donne, gdy dorósł, odszedł od Kościoła katolickiego.

Donne kształcił się w Oksfordzie, Cambridge i Londynie, po czym rozpoczął karierę dworską, będąc m.in. osobistym sekretarzem Thomasa Egertona, Lorda Strażnika Wielkiej Pieczęci. Potajemne małżeństwo z 16-letnią Anne Moore w 1600 roku spowodowało załamanie politycznej kariery Donne’a. Przez kilka lat borykał się ze sporymi kłopotami finansowymi, aż w 1610 roku zwrócił na siebie uwagę króla Jakuba I antykatolicką polemiką Pseudo-Martyr (Pseudo-Męczennik) (podobnym w wymowie utworem Donne’a była antyjezuicka satyra Conclave ignati).

W 1615 roku Donne przyjął święcenia, stając się anglikańskim duchownym. Został nadwornym kaznodzieją i kapelanem króla, głoszone przez niego kazania cieszyły się wielką popularnością. Był doktorem uniwersytetów w Oksfordzie i Cambridge oraz (od 1621 roku) dziekanem katedry św. Pawła w Londynie.”

Polska wiki, jak często w takich wypadkach, jest „specyficzna” i przy tym oszczędza nam tzw. detali, a tymczasem:

„His father died in 1576, when Donne was four years old, leaving his son fatherless and his widow, Elizabeth Heywood, with the responsibility of raising their children alone. Heywood was also from a recusant Roman Catholic family, the daughter of John Heywood, the playwright, and sister of the Reverend Jasper Heywood, a Jesuit priest and translator. She was a great-niece of the Roman Catholic martyr Thomas More. This tradition of martyrdom would continue among Donne’s closer relatives, many of whom were executed or exiled for religious reasons. Donne was educated privately; however, there is no evidence to support the popular claim that he was taught by Jesuits. …

Donne’s brother Henry was also a university student prior to his arrest in 1593 for harbouring a Catholic priest, William Harrington, whom he betrayed under torture. Harrington was tortured on the rack, hanged until not quite dead, and then subjected to disembowelment. Henry Donne died in Newgate prison of bubonic plague, leading Donne to begin questioning his Catholic faith.

During and after his education, Donne spent much of his considerable inheritance on women, literature, pastimes and travel.”

William Harrington in „February 1591, however, he was able to return once more to Reims, and, having been ordained, returned at midsummer 1592. The following May he fell into the hands of the English authorities, whereupon, he was arrested and confined to the dungeons for several months. He was sentenced to be hanged, drawn and quartered at Tyburn for the crime of being a Catholic priest. William Harrington was given the chance to spare his life if he renounced the Catholic faith and attend Protestant services just once – William refused. He was tortured on the rack, hanged until not quite dead, then disemboweled, before being beheaded.

William’s fate had an important literary side-effect. One of those who had sheltered him was Henry Donne, the brother of the poet John Donne. Henry was arrested, and died of the plague in Newgate Prison. John Donne was a Catholic too, but later embraced the Protestant Church of England, in an effort to spare his own life.

Blessed William Harrington was beatified in 1929 by Pope Pius XI. His Feast Day is 18 February. He is also venerated on 22 November as a one of the Martyrs of England, Scotland and Wales and on 29 October as one of the Martyrs of Douai.”

___

PS. „Odpowiedni” cytat Donne’a, choć mniej popularny:  „Kobiety są jak mumie, myśli są wyzbyte, bez wdzięku, bez dowcipu, kiedy już zdobyte.” oraz przykład jego słynnej wśród anglofonów twórczości: en.wikipedia.org/wiki/The_Canonization

Reklamy

„Sobór ojców” i „sobór mediów”

Następne fragmenty książki ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, (jedynego polskiego) laureata nobla Ratzingera – https://wydawnictwofronda.pl/ksiazki/prawda-chrystus-judaizm

« Sądzę, że najbliższa prawdy jest diagnoza, jaką pod koniec swego pontyfikatu postawił papież Benedykt XVI. Nawiązując do II Soboru Watykańskiego, powiedział, że z dzisiejszej perspektywy coraz lepiej widać, iż był „sobór ojców” i „sobór mediów”. Ojcowie soborowi chcieli głębokiej oraz owocnej odnowy Kościoła i w tym kierunku szły wypracowywane przez nich dokumenty. Jednak recepcja tych dokumentów, ukierunkowana przez środki masowego przekazu, przebiegała zupełnie inaczej. Widać wybiórczość w podejmowaniu i eksponowaniu poszczególnych tematów, a także rozmaite formy wypaczania i zafałszowywania intencji Vaticanum Secundum. Sądzę, że to, co powiedzieliśmy, potwierdza tę diagnozę. Czwarty paragraf deklaracji Nostra aetate należy do dokumentów, których jednostronne interpretowanie i przeinaczanie było zjawiskiem najczęstszym. Odbywało się przez pryzmat rygorów politycznej poprawności, która – gdy jest przenoszona na obszar religii i teologii – ma wyjątkowo groźne skutki.
Realizacja dialogu zapoczątkowanego przez Nostra aetate miała, w mojej ocenie, coś ze starożytnego pelagianizmu: najpierw trzeba coś uczynić, by osiągnąć coś w ludziach i ich pozyskać, a na końcu Duch Święty pobłogosławi temu dziełu. Celem dialogu stała się pojednana różnorodność, ale problem w tym, że gdy chodzi o chrześcijaństwo i judaizm jest to różnorodność naznaczona sprzecznościami wynikającymi z dwóch radykalnie odmiennych odpowiedzi udzielanych Jezusowi Chrystusowi. […]

Jaki był sens tej inicjatywy? Po co w ogóle wprowadzać Dzień Judaizmu?

Po to, żeby rozwinąć i pogłębić spojrzenie, które zalecił Sobór Watykański II w deklaracji Nostra aetate. Jeżeli chcemy lepiej zrozumieć, kim jesteśmy jako chrześcijanie, a także czym jest Kościół, musimy zapytać o judaizm i nasze z nim relacje. Kluczowe znaczenie ma wzgląd na to, o czym wielokrotnie mówiliśmy i co trzeba stale przypominać: konieczność rozróżniania między religią biblijnego Izraela i judaizmem biblijnym jako jej integralną częścią a judaizmem rabinicznym, z jakim wchodzimy w dialog. We współczesnym świecie, który staje się coraz bardziej zeświecczony, chrześcijanie powinni szukać sprzymierzeńców w wyznawaniu wiary w Boga. Natrafiając na ogromne pokłady niewiary, nie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie, bo na świecie żyją miliony ludzi religijnych, wśród nich wyznawcy judaizmu, z którymi łączą nas wyjątkowe więzi. Trzeba rozpoznać oraz ukazać naszą bliskość i pokrewieństwo, ale również określić, na czym polegają różnice, a więc jaka jest specyfika chrześcijaństwa. Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce – cały czas podkreślam pełną nazwę – został wprowadzony jako dziedzictwo Soboru Watykańskiego II oraz wezwanie do pogłębienia wiary chrześcijańskiej i mocy naszego świadectwa o Jezusie Chrystusie.

Jakie były na to reakcje księży?

Rozmaite. Obok tych, którzy mówili, że to bardzo potrzebna inicjatywa i starali się ją skutecznie wykorzystać, znajdowali się tacy, którzy zarzucali, iż jest to „zażydzanie” chrześcijaństwa i nie widzieli sensu we wprowadzaniu tego, czego nie rozumieją.

A jak Ksiądz na to reagował?

Rozumiałem jednych i drugich. Wiedziałem, że inicjatywa jest potrzebna, lecz rozumiałem i szanowałem sprzeciwy i niechęć tych, którzy jej nie aprobowali. Skoro między chrześcijaństwem a judaizmem istnieje wielka przepaść, to najpierw trzeba robić wiele, żeby ją zakopać. Nie można wymagać od ludzi, żeby skakali w przepaść, nie wiedząc, czym się to skończy. Jeżeli uwidaczniają się duże różnice, które nas dzielą, to wymagają one wytrwałego wyjaśniania. Ponieważ po obu stronach istnieją zastarzałe stereotypy, to wprowadzając coś bezprecedensowego, należy wykazywać niespożytą cierpliwość. Skoro księża nie mieli pojęcia o judaizmie ani się z nim nie stykali, mogli tę inicjatywę postrzegać jako obcy desant. I bywała tak postrzegana. Nasze stanowisko, żeby zostało przyjęte przez innych, musi zostać najpierw przedstawione w taki sposób, by mogło być starannie przemyślane i szczerze przyswojone. Ten proces wymaga czasu. Przychylnego nastawienia wobec Żydów i ich religii nie można narzucić ani wymusić, tak samo płonne jest oczekiwanie na natychmiastowe pozytywne efekty. Uważam, że trzeba cierpliwie edukować i wychowywać, będąc przygotowanym zarówno na sukcesy, jak i – jeszcze bardziej – na porażki.

Mimo wszystko był to jednak triumf myślenia teologicznego, czyli religijnego namysłu nad judaizmem, nad podejściem kulturowym czy społecznym.

Do pewnego momentu tak. Ale z czasem dochodziło do tego, że z Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce zrobiono coś w rodzaju dni kultury żydowskiej w polskich kościołach. Od 2006 roku, po IX Dniu Judaizmu, nie było już materiałów liturgicznych kolportowanych do parafii, pojawiły się natomiast i mnożyły nowe pomysły – wycinanki żydowskie, koszerne jedzenie i degustacja potraw, muzyka klezmerska, poszerzanie wiedzy o Holokauście oraz pogromie kieleckim i Jedwabnem, spotkania z przedstawicielami ambasady Izraela i tak dalej. Zrobił się i upowszechnia – jak się dzisiaj mówi – event dla miłośników kultury żydowskiej. Perspektywa religijna nie została zupełnie zapomniana, ale zeszła na dalszy plan.

Ale może to jest również element szerszego procesu, czyli instrumentalizacji religii przez politykę.

Tak, to jest, świadoma czy nieświadoma, instrumentalizacja i ta pokusa grozi zawsze kontaktom religijnym, które mogą być – i bywają – skażone ideologią. W mojej ocenie inicjatywa Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce przeżywa silny kryzys. Co prawda, jest co roku niebywale nagłaśniana, w czym prym wiedzie Katolicka Agencja Informacyjna, ale pozostaje domeną niewielkiej grupy tych samych osób i nie ma przełożenia na powszechną świadomość wiernych. Niektóre poczynania są wręcz groteskowe. Pojawiają się też głosy przedkładające wartość spotkań jako takich nad dochodzenie do prawdy. W styczniu 2018 roku, w kontekście Dnia Judaizmu, jeden z rektorów wyższych seminariów duchownych przekonywał: Nie chodzi o racje, nie chodzi o przekonania, ale najpierw chodzi o spotkania, ten rodzaj otwartości i dialogu, który prowadzi do przyjaźni”. Problem w tym, czy istnieje prawdziwa przyjaźń, która nie liczy się z racjami i przekonaniami. Coraz częściej wyłania się dylemat, czy prawda może być zastąpiona deklaracjami pokoju, które przybierają postać umizgów i ugrzecznionego komplementowania się nawzajem. Takie postawy nie usuwają nabrzmiałych problemów, a tylko je odkładają w czasie. Nazbyt wymownie ilustruje to konflikt, jaki na początku 2018 roku gwałtownie wybuchł wokół kłamliwego wyrażenia „polskie obozy zagłady”. Konkludując, jeśli chodzi o inicjatywę Dnia Judaizmu, to do 2006 roku kierunek jej realizowania był dobry, ale nie udało się go utrzymać, natomiast po 2006 roku kierunek się zmienił i jest konsekwentnie utrzymywany.

Dlaczego tą cezurą jest rok 2006? Co się wówczas stało?

Doszło do zmiany składu i przewodniczącego Komitetu Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem. Mówiliśmy, że to gremium stanowi kręgosłup oficjalnych relacji z wyznawcami religii żydowskiej, co ma przełożenie na konkretne działania w Kościele. W 2006 roku na czele Komitetu stanął Mieczysław Cisło, biskup pomocniczy lubelski. W bibliografii dialogu chrześcijańsko-żydowskiego w Polsce, liczącej grubo ponad siedem tysięcy publikacji, jest wzmiankowany trzy razy.

A arcybiskup Stanisław Gądecki?

Setki razy. Pozostali dotychczasowi członkowie Komitetu również mieli na swoim koncie liczne publikacje na te tematy. Biskup Cisło jest wzmiankowany nie jako autor czy promotor samodzielnych inicjatyw, lecz uczestnik przedsięwzięć realizowanych u boku arcybiskupa Józefa Życińskiego, metropolity lubelskiego.

Czy Ksiądz Profesor znalazł się w nowym składzie Komitetu?

Nie, bo zmieniła się opcja w ustawianiu kontaktów Kościoła z Żydami i ich religią. […]

Tymczasem z Dnia Judaizmu zrobiono przedsięwzięcie kulturalno-społeczne i polityczne, wskutek czego zabrakło miejsca (albo jest go stanowczo za mało) dla wymiaru religijnego i teologicznego, a to przecież on stanowi jej sedno. Kiedy go brakuje, dialog traci to, co najważniejsze. Nie jest normalne ani do zaakceptowania, że w dniu obchodów usuwa się ołtarz z kościoła, w którym są one urządzane, albo zasłania krzyże tak, aby nie było ich widać. Nie było pierwotnym zamiarem i to, że Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce przekształca się stopniowo w tydzień kultury żydowskiej wyprowadzany z udziałem osób duchownych ze świątyń w inne miejsca i konteksty. Wprawdzie nadal są powtarzane wybrane zdania z deklaracji Nostra aetate i kilka cytatów z nauczania Jana Pawła II, ale w tym, co najbardziej istotne, czyli w głębszym samorozumieniu Kościoła, w ogóle nie posunięto się do przodu. Szkoda, bo inicjatywa miała szanse, by stać się wzorcową dla innych Kościołów lokalnych. Mimo że istnieje w Polsce od dwudziestu lat nie poszły one w tym kierunku, ani Stolica Apostolska nie rozciągnęła jej na cały Kościół katolicki.»

 

Prawda. Chrystus. Judaizm

Fragment książki ks. prof. Waldemara Chrostowskiego, (jedynego polskiego) laureata nobla Ratzingera – https://wydawnictwofronda.pl/ksiazki/prawda-chrystus-judaizm

« Powinniśmy zacząć od stwierdzenia, które może wydawać się banalne, ale – w moim przekonaniu – zawiera znaczącą treść. Kościół katolicki zaangażował się w dialog z Żydami i judaizmem ze względu na Żydów, a Żydzi odwzajemnili to nastawienie i zaangażowali się w relacje z Kościołem ze względu na siebie. Ten fakt przesądza niemal o wszystkim, co ma miejsce w ramach wzajemnych relacji.

Jak to rozumieć?

Po stronie Kościoła katolickiego praktyka i częstotliwość kontaktów z Żydami wyprzedziły poważną i potrzebną refleksję teologiczną. Ponawiane spotkania i gesty nie tylko zastępowały rzetelną teologię, lecz ją również znacząco ukierunkowywały. Sprzyjała temu antyintelektualna rewolucja w teologii, głównie na skutek podporządkowywania jej rygorom politycznej poprawności. Zajmowanie się teologią nierzadko jest traktowane jako trampolina do tytułów akademickich i różnego rodzaju karier. Pogłębiona, a przede wszystkim poprawna i zgodna z tradycją katolicką refleksja nad Nostra aetate bywa rzadka, a w niektórych kręgach jest nawet źle widziana. Poprzestaje się na zacytowaniu, często wybiórczym, tego czy innego fragmentu soborowej deklaracji, po czym praktyka dialogu idzie własnym torem. Dysponując potencjałem Biblii i wielowiekowej Tradycji chrześcijańskiej, zaniechano korzystania z tego bogactwa na rzecz mizernego naśladowania i powielania nowinek, na które czekają dziennikarze i środki masowego przekazu. Tylko sporadycznie próbowano zgłębiać i rozwijać myśli zawarte w soborowym dokumencie, natomiast znacznie częściej odgrzewano dawne pytania i podsuwano kolejne, nie udzielając zadowalających odpowiedzi. Wysiłek zbliżenia podjęty przez Kościół skutkował licznymi ukłonami w stronę Żydów i judaizmu, podczas gdy po stronie żydowskiej wypowiedzi i gestów, które by to odwzajemniały, nie było tak wiele. Istniała pod tym względem – i istnieje nadal – asymetria.

Jan Paweł II mówił, że poznawanie judaizmu powinno być elementem samoświadomości Kościoła.

To oczywiście prawda. Problem w tym, że praktyka wyprzedza, a nawet zastępuje refleksję, która wychodzi naprzeciw temu postulatowi. Spotkań na różnych szczeblach nie brakowało, lecz rzadko podejmowano zagadnienia ściśle teologiczne, wśród nich to, które jest kluczowe, a mianowicie pogłębianie w spotkaniu z judaizmem świadomości Kościoła o sobie. A przecież czwarty punkt deklaracji Nostra aetate, który stał się podstawą nowych relacji katolicko-żydowskich, zaczyna się od słów: „Zgłębiając tajemnicę Kościoła, święty Sobór obecny pamięta o więzi, którą lud Nowego Testamentu zespolony jest duchowo z plemieniem Abrahama. Kościół bowiem Chrystusowy uznaje, iż początki jego wiary i wybrania znajdują się według Bożej tajemnicy zbawienia już u Patriarchów, Mojżesza i Proroków”. Zatem decydującym impulsem dla nowego spojrzenia na judaizm ma być pogłębienie samoświadomości Kościoła i lepsze zrozumienie tego, czym Kościół jest. Niestety praktyka okazywała się odmienna. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdy byłem mocno zaangażowany w rozmaite inicjatywy dialogowe – oficjalne, półoficjalne i osobiste – nie dostrzegałem ani nie rozumiałem tego tak wyraźnie jak teraz.

Czego Ksiądz Profesor nie widział?

Kościół zaangażował się w dialog ze względu na Żydów, dając wyraz współodczuwaniu ich tragicznej historii i losu, którego symbolem jest Holokaust. Tego wymiaru nie sposób przeoczyć. Jednak fundamentalnym impulsem i podstawowym celem po stronie katolickiej powinna być, zgodnie z ujęciem ojców soboru, sprawa samoświadomości Kościoła. O ile „nie” dla antysemityzmu jest głośne, o tyle „tak” dla wyzwania, które wynika ze zgłębiania korzeni i natury chrześcijaństwa nie brzmi już tak głośno. Trzeba, abyśmy coraz lepiej rozumieli i przyswajali prawdę wyrażoną w Nostra aetate, iż Kościół „wyznaje, że w powołaniu Abrahama zawarte jest również powołanie wszystkich wyznawców Chrystusa, synów owego Patriarchy według wiary (por. Ga 3,7), i że wyjście ludu wybranego z ziemi niewoli jest mistyczną zapowiedzią i znakiem zbawienia Kościoła”. Nawiązanie relacji z wyznawcami judaizmu powinno nam, chrześcijanom, mocniej uświadomić wspólne korzenie sięgające Abrahama i pozostałych patriarchów, obejmujące judaizm biblijny i całą rzeczywistość Starego Testamentu. Istotnym owocem wejścia w dialog z tymi, którzy wierzą inaczej niż my, jest budowanie i umacnianie własnej tożsamości religijnej. Zarazem wypowiadając siebie, pozwalamy partnerowi dokładnie na to samo. W konkretnym przypadku wejścia w dialog z Żydami otrzymujemy możliwość lepszego poznania ich samych oraz religii, którą wyznają.

Wydaje się jednak, że ta teologiczna potrzeba pogłębienia samoświadomości Kościoła została jakoś zrealizowana, co prawda nie w dialogu z judaizmem, ale w życiu wewnętrznym Kościoła. Zaczęto przecież coraz bardziej zgłębiać korzenie naszej wiary, zwłaszcza te zanurzone w judaizmie biblijnym. Rozwinęły się studia nad judaizmem. Tematyka ta cieszy się zainteresowaniem wiernych bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Jeśli chodzi o życie wewnętrzne, Kościół zawsze miał potrzebę refleksji nad tym, czym jest. Wychodził jej naprzeciw bardziej czy mniej świadomie, bardziej czy mniej aktywnie – ale wychodził. W początkach i pierwszych wiekach chrześcijaństwa ta potrzeba była bardzo pilna, bo należało określić swoją tożsamość zarówno względem religii biblijnego Izraela, jak i judaizmu rabinicznego. Trzeba też było ustalić miejsce Kościoła w ówczesnych systemach politycznych, najpierw w systemie Imperium Rzymskiego, a później, po jego upadku, w radykalnie nowej sytuacji, jaka się wytworzyła. Mijały wieki i wyłaniały się państwa narodowe. Historycy wskazują na procesy i wydarzenia, które w każdym stuleciu i w zmieniających się warunkach motywowały Kościół do refleksji nad tym, czym jest i czym powinien być. Kiedy jej zabrakło, wtedy Kościół się dzielił, gdyż nie było tego, co go jednoczyło, a mianowicie poczucia wspólnej tożsamości i misji oraz wspólnego posłannictwa i przyszłości. Takie są korzenie schizmy, do której doszło w 1054 roku, a także rozpadu Kościoła zachodniego zapoczątkowanego przez Lutra w pierwszej połowie XVI wieku. Odkrycie Nowego Świata, narastający kolonializm i rewolucja francuska wytworzyły nowe okoliczności do przemyślenia tożsamości Kościoła i chrześcijaństwa. Wiek XIX, ruchy narodowościowe i ruch robotniczy, a także ogromny postęp techniczny i technologiczny wymagały szukania kolejnych odpowiedzi na to odwieczne pytanie. »

CDN

 

Stolica herezji bankierskiej oraz Węgry i my

         Pomnik Reformacji w Genewie, (franc. le Mur des Réformateurs) to monumentalny pomnik o długości 100 m i wysokości około 5,5 m, znajdujący się w Parc des Bastions, naprzeciwko głównego budynku uniwersytetu

__

Warto przyjrzeć się postaciom umieszczonym na tej „ścianie”:

„Centralną część pomnika zajmuje grupa 4 posągów (o wysokości około 5 m) przedstawicieli Reformacji; są to (od lewej strony do prawej) [patrz wyżej]: Wilhelm Farel (który wprowadził Reformację do Genewy), Jan Kalwin, Teodor de Bèze (pierwszy rektor Akademii Genewskiej), i John Knox.”

Obecność Kalwina jest oczywiście obowiązkowa, ale robi tam duże wrażenie ów Szkot – John Knox, co tylko potwierdza moją tezę o wielkiej roli Szkotów w szerzeniu herezji „bankierskiej”, także w Polsce… pisałem o tym np. tu i tam.

„Jest tu także upamiętniony organizator Kościoła ewangelicko-reformowanego w Polsce, polski i europejski działacz Reformacji Jan Łaski (młodszy) (pod łacińskim nazwiskiem: Joannes a Lasco). Z boków pomnika 2 stele upamiętniają Marcina Lutra i Huldrycha Zwingliego. Elementem pomnika jest także statua Rogera Williamsa.”

Janowi Łaskiemu także poświęciłem parę notek, np. tu i tam. A do owego nadzwyczajnego Williamsa będę jeszcze wrócić, ale tymczasem polska wikipedia zapomniała o pięciu bardzo ważnych posągach tamże:

„To the left (facing the Wall, ordered from left to right) of the central statues are 3 m-tall statues of: Frederick William of Brandenburg (1620–1688), William the Silent (1533–1584), Gaspard de Coligny (1519–1572)

To the right (ordered from left to right) are 3 m-tall statues of: Roger Williams (1603–1684), Oliver Cromwell (1599–1658), Stephen Bocskai (1557–1606)”

Zaskakuje nieco obecność tam mało u nas znanego Stefana Bocskay, bo przecież „nasz” przesławny Jan Łaski zasłużył tylko na napis, a tu – 3 metrowy posąg. No, różnica jest taka, że myśmy się oparli a Węgry poddały się herezji, wszak nawet obecny premier Orban jest/był kalwinistą! Imponuje także wielki wpis w angielskiej wiki nt. owego Stefana.

Ciekawe, że ów anty-habsburski książę Stefan zmarł w Koszycach pod koniec 1606, najprawdopodobniej otruty, podobnie jak nasz kanclerz Zamoyski raptem rok wcześniej…**  Za to, kilka miesięcy wcześniej Stefan uwięził w owych Koszycach kanclerza Transylwanii Michala Káthaya – ostatniego katolika na tak wysokim stanowisku, którego hajducy rozsiekali zaraz po śmierci Bocskay’ego… Słabo znamy historię naszych bratanków – ów kanclerz nie ma nawet wpisu w polskiej wiki – wielka szkoda.

**) W 1605 mogło być tak, że Zamoyski został „wystawiony” przez Londyn, który postawił na Myszkowskiego. A Habsburgowie tylko „skorzystali”…

https://bosonweb.wordpress.com/2017/11/14/wielka-wojna-o-moskwe-proba-szczegolowej-chronologii/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_Bołotnikowa

 

 

 

 

 

Żydowskie korzenie islamu

Marie-Thérèse Urvoy urodziła się w Damaszku, jest islamologiem i od 1986 profesorem w Katolickim Instytucie w Tuluzie  (ICT). Pod jej opieką ksiądz Édouard-Marie Gallez, brat Wspólnoty św. Jana, przygotował doktorską rozprawę pt. Le Messie et son Prophète (Mesjasz i jego Prorok), którą obronił na Uniwersytecie w Strasburgu w 2004. Pomimo, że owa dysertacja, wydana w dwóch tomach pt. De Qumran a Muhammad (tom I: Od Qumran do Mahometa) oraz Du Muhammad des Califes au Muhammad de l’histoire (tom II: Od Mahometa kalifów do Mahometa historycznego), zdobyła duży rozgłos to o autorze jest tylko króciutki wpis we francuskiej wiki, a już w tej angielskiej ani o nim słychu. Tak jak i o pani profesor Urvoy. A owe dwa tomy do tej pory nie zostały przetłumaczone na angielski…

Na szczęście, mamy przynajmniej ich recenzję po angielsku – dostępną u niezawodnego E. Michaela Jonesa:

„Edouard-Marie Gallez odsłonił nam historyczne korzenie islamu. Pokazał, że pochodzi on z ogromnego ruchu mesjańskich Żydów zwanych „Ebionitami” lub „Nazarejczykami”. Ci nie-rabiniczni Żydzi przyjęli Jezusa jako mesjasza, ale nie jako boskie Logos. Gallez pokazuje, jak zwoje i fragmenty znalezione w jaskiniach Qumram nad Morzem Martwym oraz w okolicach Massady naświetlają ideologię stojącą za owym ruchem Żydów, którzy byli chętni podążyć za mesjaszem na świętą wojnę, wierząc, że dzięki temu uratują świat. W przeciwieństwie do Żydów rabinicznych, którzy spoglądali w przeszłość, ci ludzie oczekiwali ziemskiej utopii, która nadejdzie dopiero po masowych eksterminacjach. Podobnie jak późniejsi muzułmanie, wierzyli, że mesjasz nie umarł na Krzyżu, ale został wzięty żywcem do nieba i był gotowy, kiedykolwiek warunki byłyby właściwe (tj. kiedy Palestyna nie byłaby już w rękach bezbożnych i Świątynia została odbudowana), aby powrócić na Górę Oliwną i poprowadzić ich do podboju całego świata…

Gallez twierdzi, że pierwsza żona Mahometa Hadija, bogata wdowa, która była starsza od niego, była kuzynką kapłana Nazareńczyków Waraqa ibn Nawfal, więc sama prawdopodobnie była Nazarejką. Waraqa był także dalekim kuzynem Mahometa i odegrał ważną rolę w ich małżeństwie. (To mnie naprowadza na pytanie, czy sam Mahomet nie był żydowskiego pochodzenia, ale Gallez nie porusza tego zagadnienia.) Waraqa tak zaindoktrynował arabskie plemię Qorechitów, którzy wcześniej byli chrześcijanami, iż przyłączyli się do sprawy nazarejczyków, która miała na celu odzyskać Jerozolimę poprzez użycie broni aby doprowadzić do szybkiego powrotu Mesjasza. Kiedy Chosroes poprowadził perską wyprawę do Palestyny ​​w 614 roku, tysiące rabinicznych Żydów udzieliło mu pomocy (jedna żydowska encyklopedia cytowana przez Galleza określa ich liczbę na 24 tysiące), a więc perski generał, w zamian za swoje łatwe zwycięstwo, oddał im kontrolę nad Jerozolimą . W tej samej wyprawie Mahomet (nazwisko, które w języku nazareńczyków oznaczało „ten, kto pragnie podobać się Bogu”) prawdopodobnie poprowadził swoich qorechyckich wojowników do Jerozolimy, ale rabiniczni Żydzi, którzy zostali tam zainstalowani jako panowie, wypędzili go oraz jego Qorechitów, a także Nazarejczyków. Pomimo to Mahomet zauważył, że można podbić Jerozolimę.

Cesarz Bizancjum rozpoczął ponowny podbój tego regionu na początku 620, więc Persowie opuścili Jerozolimę w 622. Gallez uważa, że ​​prawdopodobnie emigracja Mahometa czy hegira w kierunku oazy w Jatrib (Medina) była wynikiem tego ponownego chrześcijańskiego podboju. Kronika Sebeosa (660) donosi, że w Yatrib, Mahomet – jako nazarejski wyznawca Tory, zakazał wina i miał Żydówkę a jej kochanka wydał na ukamienowanie za cudzołóstwo. W Jatrib podporządkował sobie otaczające plemiona Arabów, głosząc im, że Bóg obiecał Palestynę potomkom Abrahama, a ponieważ oni sami byli potomkami Abrahama, odziedziczyliby tę obietnicę, gdyby powrócili do czczenia jedynego Boga Abrahama, tylko jego. Głoszenie to miało na celu zmuszenie ich do porzucenia religii chrześcijańskiej. W przeciwieństwie do tego, co mówią muzułmanie, nawrócenie Arabów rozpoczęło się trzy stulecia wcześniej, a Maximus the Confessor pisał o nich w 632, że wśród nich „zniknął błąd politeizmu”.

Sukces Mahometa jest potwierdzony przez Kronikę Jakuba z Edessy (przed 692), a także przez Doctrina Jacobi (przed 640). W tym drugim dowiadujemy się, że niektórzy rabiniczni Żydzi przybywający do Jatrib w roku 625 lub 627 stwierdzili, że Arabowie już byli tam nasyceni ideologią nazarejską a ich wódz Mahomet „głosił przyjście mesjasza” z taką charyzmą, że wszyscy byli mocno zjednoczeni pod jego przywództwem. Kroniki Teofana (zmarłego w 817 r.) stwierdzają, że ​​w 622 r. niektórzy rabiniczni Żydzi, znani Bizantyjczykom, przyłączyli się do Mahometa: uznali go za jednego z „ich proroków”, tego który, jak przepowiedział Malachiasz 3:23, miałby poprzedzać mesjasza. W VIII wiecznych Tajemnicach Rabina ben Yohay, żydowskiej apokalipsie, znajduje się fragment sięgający 650, gdzie rabiniczny Żyd nadal wierzy, że Mesjasz przyjdzie, jeśli Umar odbuduje Świątynię. (Zastanawiam się, czy rabiniczni Żydzi związaliby się z „prorokiem”, który nie był przynajmniej częściowo żydowskiego pochodzenia? Znowu, Gallez nie porusza tego pytania.)

Wymazując większość dziedzictwa nazareńskiego, kalifowie zachowali je zarazem w Koranie, poprzez swoją wrogość wobec trynitarnego chrześcijaństwa. W surze 5 Koranu, Bóg bierze Isa (Jezusa) jako świadka przeciwko chrześcijańskiej wierze w Trójce. W tej samej surze, Jezus i jego matka Maryja są określani jako dwa dodatkowe „bóstwa”, które chrześcijanie wielbią razem z Bogiem w Trójcy. Chrześcijanie są zatem „łącznikami”, którzy dołączają dwóch więcej bogów do Boga. To jest coś, co zasługuje na karę, więc w surze 72, 18-20, prawdziwi wierzący mogą skonfiskować kościoły tych przeklętych „łączników”.

Chrześcijaninowi nie jest łatwo sprzeciwić się temu całkowitemu niezrozumieniu Trójcy, wszak Koran ma być „niestworzonym Słowem Boga”! Gallez wskazuje, że jednym z możliwych źródeł nieporozumienia była Ewangelia nazareńczyków, w której Duch Święty został nazwany „naszą matką”. Orygenes i Hieronim donieśli, że Jezus w tej heretyckiej Ewangelii nazwał Ducha Świętego „moją matką” i że Duch Święty zwrócił się do niego po jego chrzcie – „mój pierworodny Syn, który króluje na wieki”.

Ta książka jest skarbnicą wiedzy o ukrytym żydowskim pochodzeniu islamu. Można mieć tylko nadzieję, że wkrótce będzie dostępna w angielskim tłumaczeniu.”

 

O wielkim Stanisławie co na czas się ogarnął

Zanim przejdę do tytułowego Stanisława muszę uzupełnić moją poprzednią notkę o istotne postaci „tła”, postaci z pewnej rodziny wagi najcięższej. Pierwszą z nich jest szef piewców humanizmu nowoczesnego z urzędu, czyli rektor Akademii Krakowskiej. Był nim w latach 1498-9 Jan V Thurzo – „pierworodny syn szlachcica węgierskiego Jana Thurzo, osiadłego w Polsce burmistrza miasta Krakowa i jego pierwszej żony Urszuli Bem (Böhm)”.

Przypomnę tylko, że „związki rodów Turzonów i Fuggerów przypieczętowała w roku 1495 umowa, na mocy której Jan i Jerzy Thurzo stworzyli z Jakubem Fuggerem spółkę wydobywczo-handlową Ungarischer Handel, która w błyskawicznym tempie zmonopolizowała niemal cały przemysł związany z wydobyciem i wytopem miedzi oraz handel tym metalem w całej ówczesnej Europie.”   [Po dużo, dużo więcej nt. roli tej firmy odsyłam do Baśni jak niedźwiedź tom II Gabriela Maciejewskiego.]

Wracając do Jana juniora, to po epizodzie akademickim został biskupem wrocławskim. „Na stanowisku tym odbył 7 synodów diecezjalnych i wspólnie z bratem swym Stanisławem, biskupem ołomunieckim, koronował trzyletniego Ludwika Jagiellończyka na króla czeskiego. … Biegły w naukach i wysokich cnót pasterz, otwarty na nowe idee i prądy w kulturze i w teologii, utrzymywał kontakty z Erazmem z Rotterdamu, Marcinem Lutrem i Filipem Melanchtonem. Nie był luteraninem, ale tolerował wydawanie już w 1518 we Wrocławiu, na terenie jego diecezji, pierwszych kazań Lutra o odpustach i łasce, a w 1519 – jego następnych kazań i dysputy lipskiej. Ta tolerancyjność była przyczyną zwrócenia się wrocławskiej kapituły katedralnej do biskupa Thurzo z prośbą, by w porozumieniu z radą miejską wydał zakaz druku „pism heretyckich”. Do wydania takiego zakazu jednak nie doszło, Jan Thurzo zmarł w sierpniu roku następnego; z drugiej strony Melanchton i Luter nazwali go „najlepszym biskupem stulecia”.”

W uzupełnieniu do tego bardzo „specyficznego” biogramu trzeba dodać, iż bratem tych dwóch był palatyn węgierski Aleksy Thurzo, który oczywiście także został przyjacielem Erazma oraz propagatorem jego humanizmu. To właśnie Aleksy był węgierskim patronem Leonarda Coxa, a przede wszystkim Ecchiusa.

Widzimy jasno jak niewiele się zmieniło – dziś (jeszcze) mamy monopol liberalno-genderowy, a wtedy to był monopol humanistyczny. W obu przypadkach, w tle majaczy gigantyczny kapitał. Nie ma jednak żadnych nieubłaganych praw historii i przypadek Stanisława Hozjusza dobitnie pokazuje jak wiele może zmienić jedna osoba – warto o tym dzisiaj pamiętać.

„Urodził się w Krakowie [w 1504] w rodzinie mieszczańskiej, która przybyła do Polski z Pforzheim w Badenii. … W 1519 chciał wstąpić do zakonu dominikanów, ale kategoryczny sprzeciw ojca pokrzyżował te plany. W lipcu 1519 zapisał się na wydział sztuk wyzwolonych Akademii Krakowskiej. Studiował tam półtora roku, gdyż już w grudniu 1520 zdobył bakalaureat sztuk. …Pisał głównie elegie i epigramy, w których sławił czołowe osobistości Rzeczypospolitej. Jego poezję cechuje żarliwość religijna. Należał wówczas do wielbicieli Erazma z Rotterdamu, lecz wkrótce erazmianizm w wydaniu hozjańskim nabrał wydźwięku antyluterańskiego.

W latach 1530–1534 dzięki wsparciu biskupa Tomickiego studiował teologię i prawo na uniwersytetach w Bolonii i Padwie zdobywając doktorat obojga praw. Jednym z jego nauczycieli prawa był Hugo Buoncompagni, późniejszy Grzegorz XIII.

… w 1551 został awansowany na biskupstwo warmińskie. Szybko zyskał sławę jako katolicki teolog-polemista. Jego pisma będące owocem polemik z polskimi i niemieckimi ewangelikami odznaczały się erudycją, ciętością języka oraz kunsztowną łaciną. Hozjusz stał na gruncie ortodoksji katolickiej i bronił papiestwa. Dlatego też był przeciwnikiem liturgii w językach narodowych, posuwając się do zachwalania ignorancji ludu jako rzeczy pożytecznej, sprzyjającej pobożności (Godzi się li laikom…). Historycy Kościoła i teologowie zachodni oceniają, że Hozjusz nie był wybitnym teologiem, za to był zdolnym i pracowitym organizatorem. Wszystkie swoje działania w Polsce kierował przede wszystkim przeciwko reformacji, którą uważał za wielkie zło. O swoich oponentach nie potrafił myśleć dobrze – uważał, że protestanci są inspirowani przez diabła. Sprawców napaści na kościół ewangelicki w Krakowie (Tumult krakowski) pochwalił słowami: Czego nie śmiał ani król, ani biskupi to zrobić się ośmielili studenci akademii krakowskiej, godni wiekuistej pamięci, których chwałę cały Kościół sławić będzie.

… W 1558 wyjechał do Rzymu, gdzie w kurii papieskiej, a następnie jako nuncjusz w Wiedniu (1560–1561) zabiegał o wznowienie soboru powszechnego. Był jednym z pięciu legatów papieskich na ostatnią sesję soboru trydenckiego i przewodniczył obradom soborowym. Na soborze był zdecydowanym przeciwnikiem ustępstw na rzecz protestantów i bronił pozycji Stolicy Apostolskiej. W 1561 kreowany przez Piusa IV kardynałem, a w 1565 był nawet na konklawe jednym z liczących się kandydatów do tiary papieskiej. W kraju bezgraniczne oddanie papiestwu naraziło go na silną krytykę szlachty i niechęć króla. Nobilitację uzyskał dopiero w 1562. Wraz z nuncjuszem Giovannim Francesco Commendonim dążył do zreformowania w duchu uchwał trydenckich kościoła w Polsce. W 1564 na sejmie w Parczewie przyczynił się do przyjęcia uchwał trydenckich przez króla i senat. Przeciwstawiał się planom prymasa Jakuba Uchańskiego myślącego o utworzeniu kościoła narodowego.

W diecezji warmińskiej odbył w 1565 synod diecezjalny w Lidzbarku, zrewidował statuty kapituły, a w latach 1565–1572 przeprowadził wizytację generalną diecezji – pierwszą wizytację potrydencką na ziemiach polskich. W 1565 sprowadził do Braniewa jezuitów, którzy zorganizowali kolegium i seminarium duchowne.”

Znowu daje się zauważyć specyficzny stosunek autorów polskiej wiki do katolicyzmu, ale to nie przeszkadza odnaleźć tam jeszcze jednego z owoców działalności wielkiego Stanisława:

„W 1553 Mikołaj Radziwiłł Czarny poparł Reformację i w wyniku tego porzucił katolicyzm. Początkowo zainteresował się luteranizmem, ale dwa lata później nawiązał korespondencję z wybitnymi teologami kalwinizmu, w tym z samym Janem Kalwinem. Około 1557 przyłączył się do Zboru (Kościoła) Reformowanego (kalwinizm), którego stał się najbardziej wpływowym protektorem w Rzeczypospolitej.

W tym 1557 roku ufundował w Wilnie pierwszy na Litwie kościół (zbór) i szkołę wyznania reformowanego. Wkrótce zaczął energicznie zwalczać katolicyzm i prawosławie w swoich litewskich i małopolskich posiadłościach: od 1560 odebrał katolikom kościoły w Nieświeżu, Klecku, Ołyce, Subotnikach, Mordach i Szydłowcu i przekazał je pastorom kalwińskim. Zaczął też aktywnie propagować protestantyzm, otwierając drukarnie w Nieświeżu i Brześciu Litewskim, gdzie w 1563 wydrukowano Biblię Brzeską, zwaną też Radziwiłłowską – pierwsze tłumaczenie całego Pisma Świętego na język polski z języków oryginalnych (Mikołaj Czarny finansował zarówno prace zespołu tłumaczącego Biblię w Pińczowie, jak i wydanie jej w Brześciu). Wspierał również działaczy reformacji, takich jak Francesco Stancaro, Szymon Budny, Marcin Czechowic i Jan Łaski (młodszy).”

Mikołaj Krzysztof, zwany Sierotką „był synem Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Czarnego i Elżbiety z Szydłowieckich, córki Krzysztofa. Wychowany w kalwinizmie na przyszłą podporę reformacji, po śmierci ojca na skutek pobytu w Rzymie i osobistego zetknięcia z Commendonem, Hozjuszem i Skargą przeszedł w 1567 z kalwinizmu na katolicyzm, po czym otwierał zamknięte przez jego ojca kościoły, m.in. w Szydłowcu. Zwalczając rozwój protestantyzmu wykupił egzemplarze Biblii Brzeskiej po czym uroczyście zostały one spalone na wileńskim rynku. Gorliwy katolik, popierał antyturecką politykę papiestwa i konsekwentnie wspierał Habsburgów w staraniach o tron Polski. Po wyborze króla prezentował postawę regalistyczną, wspierając wszystkich czterech królów Polski, z którymi się zetknął. …

W 1590 roku został wojewodą trockim. Popierał Zygmunta III Wazę w staraniach o unię kościelną. W 1604 roku otrzymał najważniejszy w Wielkim Księstwie Litewskim tytuł wojewody wileńskiego. Dostarczył królowi posiłków przeciw rokoszowi Zebrzydowskiego i wziął udział w 1609 roku w bitwie pod Warką. Zbudował zamek w Nieświeżu i ufortyfikował (zaopatrzył w słynne armaty) oraz zbudował kościół w Nieświeżu dla Jezuitów (pierwszy barokowy kościół w Rzeczypospolitej), zakładał klasztory, budował drogi i szpitale, rozwijał szeroką działalność filantropijną, opiekował się ubogimi studentami. Wykształcony, studiował zwłaszcza geografię i medycynę. Napisał dzieje swojej podróży, wydane w 1601, w przeróbce łacińskiej, a potem w tłumaczeniu polskim jako Peregrynacja abo pielgrzymowanie do Ziemi Świętej (1607). Drukarnię w Nieświeżu podarował Akademii wileńskiej, współpracował w dziele unii kościoła wschodniego z katolicyzmem. Był protektorem kartografii polskiej, wydając mapy Litwy opracowane niezależnie przez Tomasza Makowskiego i Macieja Strubicza.”

___

PS. Interesujące uzupełnienie:

Jakub Wujek „w Wiedniu w 1565 roku wstąpił do zakonu jezuitów, po nowicjacie rozpoczął studia teologiczne w Kolegium Rzymskim, gdzie uzyskał doktorat. Po dwóch latach w Rzymie powrócił do Polski do Pułtuska, gdzie był wykładowcą kolegium jezuickiego. Na kapłana został wyświęcony w roku 1568 w Pułtusku i od tego czasu poświęcił się intensywnej pracy kaznodziejskiej i pisarskiej. W latach 1571-1578 jako rektor organizował kolegium jezuickie w Poznaniu. W latach 1578-1580 był rektorem Akademii Wileńskiej. W latach 1579-1584 założył prowincję jezuicką w Koloszwarze w Siedmiogrodzie.”

PS2. A teraz, ostrzeżenie, niejako:

„W roku 1525 zrzekł się tronu biskupiego w Poznaniu, a także doprowadził do ugody między królem a Albrechtem Hohenzollernem. Tomicki od roku 1524 jednocześnie pełnił funkcje biskupa krakowskiego i podkanclerzego koronnego, co było niezgodne z ówczesnym prawem polskim (były to tzw. incompatibilia). Był z tego powodu jednym z głównych (obok Szydłowieckiego) przeciwników ruchu egzekucyjnego.

Piotr Tomicki należał do najważniejszych przedstawicieli polskiego renesansu. Studia we Włoszech i pobyt na dworze Jana Lubrańskiego, a także kontakty ze światłymi umysłami Europy, w tym z Erazmem z Rotterdamu, ukształtowały w nim humanistyczne zainteresowania. Do głównych zasług Tomickiego należy jego mecenat nad artystami. Na jego polecenie Stanisław Górski spisał Acta Tomiciana– zbiór dokumentów z czasów sprawowania przez Tomickiego urzędu podkanclerskiego, na Akademii Krakowskiej utworzył Katedrę Prawa Rzymskiego oraz wprowadził nauczanie greki i hebrajskiego. W Wielkopolsce ufundował cenne płyty nagrobne: stryjowi w Szamotułach i ojcu w Tomicach.

Piotr Tomicki zmarł w Krakowie 29 października 1535 roku. Pochowany został w ufundowanej przez siebie kaplicy w Katedrze Wawelskiej.”

Polska w Mogile

– Kaplicy, w bazylice św. Krzyża, wraz z figurą Chrystusa Ukrzyżowanego nie da się opisać – to trzeba samemu przeżyć; niezwykłe są losy figury – jej autor jest nieznany, być może z XIII wieku – przetrwała wielki pożar w XV w. – modliła się i modli pod nią „cała Polska”, od Kazimierza III po Brata Alberta, i JPII, który był tam już 9 VI 1979, wraz z kard. Ratzingerem (przyszłym nomen omen Benedyktem…), który to już rok później celebrował tam mszę i wygłosił homilię.

– Opat Stefan bierze udział w koronacji króla Władysława I Wielkiego (zw. Łokietkiem) dokonanej po raz pierwszy w historii Polski na Wawelu w roku 1320.

– „Głęboko religijna św. Jadwiga Królowa, wnuczka Elżbiety – siostry Kazimierza Wielkiego, bardzo ceniła klasztor cystersów. Archiwalne dokumenty potwierdzają jej pielgrzymkę do Mogiły w towarzystwie dam dworu i rycerzy, w 18. rocznicę urodzin, w poniedziałek 19 lutego 1392 roku. Z tej okazji zostawiła w aktach swój podpis i ofiarowała na kościół pięćset grzywien.”

– „Genezy wyjątkowego natężenia sławy i czci należy szukać w cudownym ocaleniu Krzyża, w czasie pożaru kościoła w 1447 roku. W wymienionym roku, 26 czerwca od uderzenia pioruna zgorzał kościół i klasztor – napisał w kronice brat Mikołaj. Ogień nie tknął krucyfiksu. Wydarzenie uznano powszechnie za szczególny znak łaski Bożej. Kardynał Zbigniew Oleśnicki – biskup krakowski – przybył osobiście na miejsce nieszczęścia i potwierdził tę opinię. Mieszczanie, wieśniacy z odległych miejscowości szli boso w kompaniach, w kurzu albo w błocie, by pomodlić się przed uratowaną Bożą męką. Opactwo w Mogile stało się ośrodkiem kształtującym w znacznej mierze nowe formy religijności masowej, ośrodkiem integrującym różne grupy społeczne.”

– „Starcie z Reformacją rozbudziło religijność mas. Wracano do kultu wizerunków, do hagiografii. Dewocja przybrała charakter masowy. Trudnościom i potrzebom religijno-duchowym wyszedł naprzeciw opat humanista Erazm Ciołek [kuzyn biskupa imiennika]. Około 1530 r. uzyskał w Stolicy Apostolskiej przywilej wyłączający na stale kościół klasztorny w Mogile z przepisów o klauzurze. Wierni mogli każdego dnia w określonych godzinach modlić się, uczestniczyć w nabożeństwach. Wcześniej, na spotkanie z nimi przystroił wnętrze. Założył tynki na ściany i pomalował. Ustawił nowe stalle zakonne w nawie głównej. Zbudował organy.”

– „Dokumenty klasztorne podają, że Wawrzyniec Goślicki, opat mogilski (komendatariusz) i biskup kamieniecki, w 1586 roku zmienił wystrój wnętrza kościoła i w 1588 roku z wielką czcią przeniósł wizerunek Ukrzyżowanego do kaplicy i specjalnie przygotowanego ołtarza (poświęconego 28 października 1597 roku) – w tym miejscu Krucyfiks pozostał do dziś. Wszystko to miało służyć wygodzie przybywających pielgrzymów, gdyż do tej pory krzyż ustawiony był w nawie głównej świątyni.”

– „Wazowie, w ślad za Piastami i Jagiellonami byli blisko związani z mogilskim opactwem i wizerunkiem Pana Jezusa. Dość wspomnieć króla Jana Kazimierza, który parokrotnie modlił się przy Krzyżu oraz jego brata Karola Ferdynanda, od 1650 do 1655 roku opata komendatoryjnego Mogiły. Przed swoją nagłą śmiercią – zmarł mając 42 lata – Karol Ferdynand zapisał w testamencie dziesięć tysięcy złotych na przebudowę pomieszczeń klasztornych i na światło do kaplicy cudownego Krzyża.”

– „Przez wieki zmieniał się wygląd samej figury Chrystusa, jak i jego otoczenie. Wyposażenie kaplicy cudownego wizerunku (nowy ołtarz, sprzęty liturgiczne, dywany, krata oddzielająca kaplicę od reszty kościoła) przypisuje się Stefanowi Żółtowskiemu, który cudownie uratowany od śmierci w bitwie pod Cecorą (w 1620 roku), w podzięce zatroszczył się o godniejszy wygląd miejsca kultu. Obecny ołtarz Chrystusa Ukrzyżowanego jest XVIII-wieczny (być może obecny ołtarz to kompilacja różnych detali architektonicznych, której dokonano przy restauracji tegoż ołtarza po pożarze w 1743 r.).”

– „W czasie najazdu Szwedów, w 1655 r. co cenniejsze wota, argentaria z kaplicy i kościelnego skarbca, ówczesny prowizor O. Jan Budzyński (+ 1677) z obawy przed grabieżą wywiózł i zdeponował u znajomych krakowskich kupców. Nigdy nie zostały one zwrócone klasztorowi. Przepadły bezpowrotnie kolejne, nieocenione dowody kultu, pamiątki po pątnikach. Resztę spopielił ogień w 1708 r.”

– Jest tam biblioteka i archiwum klasztorne: http://www.mogila.cystersi.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=41&Itemid=136

– W 1416 roku ufundowano studium zakonne w Akademii Krakowskiej pod zarządem opata mogilskiego, a w 1647 powstało seminarium zakonne w Mogile, Collegium Provinciale – zlikwidowane w 1782…

– Jest jednym z niewielu klasztorów w Polsce, które istnieją nieprzerwanie od prawie 800 lat.

Cytaty za: http://www.mogila.cystersi.pl

___________

PS.  Na 1222, rok powstania opactwa – datuje się pierwsza wzmianka o wsi Mogiła, której nazwa wiązana jest z Kopcem Wandy.

Za wiki: Cystersi przybyli do Mogiły w 1222 roku z klasztoru w Lubiążu na Dolnym Śląsku […] Podczas ostatniej konserwacji krużganków odsłonięto i w pełni zrekonstruowano polichromię Stanisława Samostrzelnika oraz 24-godzinna tarczę najstarszego w Polsce zegara mechanicznego pochodzącego z XIII w.

Tymczasem polecam witrynę:

http://www.mogila.cystersi.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=64&Itemid=125

i rewelacyjne panoramy tamże, choćby tę:

http://www.mogila.cystersi.pl/panoramy/cystersi1.html