Łowcy androidów czyli komu bije dzwon

Pamiętacie rozterki duchowe Harrisona Forda, tytułowego łowcy w skotowym Blade Runnerze, kiedy to się był zakochał w pięknej androidzie, zwanej z angielska replikantką? Okazuje się, że Philip K. Dick nie był oryginalny, bo tacy łowcy już byli w Anglii i okolicach w XVI, XVII a nawet XVIII wieku i nazywali się łowcami księży. Księży katolickich, ofkors.

Zacznijmy od początku:

„As the Catholic bishops during the reign of Queen Mary were dead, imprisoned or in exile, and those priests they had ordained were dying out or converting to Protestantism, William Allen conceived the idea for a seminary for English Catholic priests at Douai, where several of the chief posts were held by professors who had fled Oxford upon the reimposition of Protestantism in England. …Walsingham tracked down Catholic priests in England and supposed conspirators by employing informers, and intercepting correspondence.”

I teraz clou:

Priest hunters were effectively bounty hunters. Some were volunteers, experienced soldiers or former spies. They used a number of informants within Catholic communities. Starting in the 1640s, James Wadsworth, Francis Newton, Thomas Mayo, and Robert de Luke formed a partnership to hunt down Roman Catholics in the London area and handed them over to the authorities for a reward. Between November 1640 and summer 1651 over fifty individuals were turned over to the government. Some were executed, some banished, and some reprieved.”

Bounty hunters to po naszemu łowcy nagród, a nagrody te były zaiste wspaniałe, jeszcze w XVIII wieku w bidnej Irlandii, za złapanie biskupa płacono od ręki do 30 000 dzisiejszych funtów:

„A 1709 Penal Act demanded that Catholic priests take the Oath of Abjuration, and recognise the Protestant Queen Anne as Queen of Great Britain and, by implication, of Ireland. Priests that did not conform were arrested and executed. This activity, along with the deportation of priests who did conform, was a documented attempt to cause the Catholic clergy to die out in Ireland within a generation. Priests had to register with the local magistrates to be allowed to preach, and most did so. Bishops were not able to register. The reward rates for capture varied from £50–100 for a Bishop, to £10–20 for the capture of an unregistered priest; substantial amounts of money at the time. The work was dangerous, and some priests fought in self-defence.”

A owi replikanci, tj. księża, mieli oprócz tej samoobrony taki brzydki, wręcz niesmaczny, zwyczaj chowania się w tzw. księżowskich dziurach. Nie to co angielscy dżentelmeni, prawda? Wypada przy tym też wspomnieć świętego Mikołaja Owena.

Kolejny angielski trop, tym razem z 1624:

„Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

Ten znany u nas, „dzięki” Hemingwayowi, tekst napisał niejaki John Donne, który był „synem bogatego kupca towarami żelaznymi i Elizabeth Heywood, córki dramaturga Johna Heywooda. Rodzina Donne’a była żarliwie katolicka, dwaj bracia jego matki byli jezuitami, ale sam Donne, gdy dorósł, odszedł od Kościoła katolickiego.

Donne kształcił się w Oksfordzie, Cambridge i Londynie, po czym rozpoczął karierę dworską, będąc m.in. osobistym sekretarzem Thomasa Egertona, Lorda Strażnika Wielkiej Pieczęci. Potajemne małżeństwo z 16-letnią Anne Moore w 1600 roku spowodowało załamanie politycznej kariery Donne’a. Przez kilka lat borykał się ze sporymi kłopotami finansowymi, aż w 1610 roku zwrócił na siebie uwagę króla Jakuba I antykatolicką polemiką Pseudo-Martyr (Pseudo-Męczennik) (podobnym w wymowie utworem Donne’a była antyjezuicka satyra Conclave ignati).

W 1615 roku Donne przyjął święcenia, stając się anglikańskim duchownym. Został nadwornym kaznodzieją i kapelanem króla, głoszone przez niego kazania cieszyły się wielką popularnością. Był doktorem uniwersytetów w Oksfordzie i Cambridge oraz (od 1621 roku) dziekanem katedry św. Pawła w Londynie.”

Polska wiki, jak często w takich wypadkach, jest „specyficzna” i przy tym oszczędza nam tzw. detali, a tymczasem:

„His father died in 1576, when Donne was four years old, leaving his son fatherless and his widow, Elizabeth Heywood, with the responsibility of raising their children alone. Heywood was also from a recusant Roman Catholic family, the daughter of John Heywood, the playwright, and sister of the Reverend Jasper Heywood, a Jesuit priest and translator. She was a great-niece of the Roman Catholic martyr Thomas More. This tradition of martyrdom would continue among Donne’s closer relatives, many of whom were executed or exiled for religious reasons. Donne was educated privately; however, there is no evidence to support the popular claim that he was taught by Jesuits. …

Donne’s brother Henry was also a university student prior to his arrest in 1593 for harbouring a Catholic priest, William Harrington, whom he betrayed under torture. Harrington was tortured on the rack, hanged until not quite dead, and then subjected to disembowelment. Henry Donne died in Newgate prison of bubonic plague, leading Donne to begin questioning his Catholic faith.

During and after his education, Donne spent much of his considerable inheritance on women, literature, pastimes and travel.”

William Harrington in „February 1591, however, he was able to return once more to Reims, and, having been ordained, returned at midsummer 1592. The following May he fell into the hands of the English authorities, whereupon, he was arrested and confined to the dungeons for several months. He was sentenced to be hanged, drawn and quartered at Tyburn for the crime of being a Catholic priest. William Harrington was given the chance to spare his life if he renounced the Catholic faith and attend Protestant services just once – William refused. He was tortured on the rack, hanged until not quite dead, then disemboweled, before being beheaded.

William’s fate had an important literary side-effect. One of those who had sheltered him was Henry Donne, the brother of the poet John Donne. Henry was arrested, and died of the plague in Newgate Prison. John Donne was a Catholic too, but later embraced the Protestant Church of England, in an effort to spare his own life.

Blessed William Harrington was beatified in 1929 by Pope Pius XI. His Feast Day is 18 February. He is also venerated on 22 November as a one of the Martyrs of England, Scotland and Wales and on 29 October as one of the Martyrs of Douai.”

___

PS. „Odpowiedni” cytat Donne’a, choć mniej popularny:  „Kobiety są jak mumie, myśli są wyzbyte, bez wdzięku, bez dowcipu, kiedy już zdobyte.” oraz przykład jego słynnej wśród anglofonów twórczości: en.wikipedia.org/wiki/The_Canonization

Reklamy

O tym Angliku co miał zostać królem Polski

Sir Philip Sidney, National Portrait Gallery, London

__

Do tej serii gwałtownych zgonów z poprzedniej notki trzeba mi teraz tu dodać śmierć sir Filipa Sidney’a w wieku 31 lat, na temat której powstały legendy, a nawet model w teorii gier: „Podobno leżąc śmiertelnie ranny na polu bitwy pod Zutphen, oddał swoją manierkę z wodą innemu rannemu, mówiąc: Twoja potrzeba jest większa od mojej (ang. Thy need is greater than mine)[1].”

A stało to się 17 października 1586 (a więc na parę miesięcy przed śmiercią naszego króla Stefana) na skutek gangreny po postrzale w udo 26 dni wcześniej. Sir Filip był nie tylko siostrzeńcem sławnego earla Leicestera, ale od 1583, pomimo obiekcji królowej Elżbiety, także zięciem** samego Franciszka Walsinghama, który oddał mu rękę Franciszki, swego jedynego dziecka. Kanclerz Walsingham*** tak rozpaczał po śmierci Sidney’a, że pomimo wielkich długów jakie musiał pokryć po zięciu, orszak pogrzebowy był tak drogi iż niemal zrujnował kanclerza:

W 1572 roku osiemnastoletni Filip Sidney, już jako faworyt Elżbiety, rozpoczął swą pierwszą podróż po kontynencie. W Paryżu był wraz ze swoim przyszłym teściem „naocznym świadkiem” masakry w Noc św. Bartłomieja. Następnie przez Lotaryngię, Strasburg i Heidelberg dotarł do Frankfurtu, gdzie zaprzyjaźnił się z francuskim dyplomatą i hugenotem Hubertem Languetem****. Latem 1573 roku razem wyruszyli na dwór cesarski do Wiednia, gdzie Languet się zatrzymał, zaś Sidney pojechał najpierw na Węgry, a następnie do Włoch. Przebywał głównie w Wenecji, ale zwiedził też Genuę, Florencję i Padwę. Chciał przyjechać do Krakowa na koronację Henryka Walezego (odbyła się 21 lutego 1574 roku), ale nie mógł wówczas opuścić Italii.

Kiedy Sidney wrócił wreszcie do Wiednia, rozchorował się i w podróż do Krakowa wybrał się dopiero w październiku 1574 roku. Nie zabawił tam jednak długo, wracając do Wiednia już 12 listopada. Jego wizyta nastąpiła krótko po rozpoczęciu się 10 października tumultu zainicjowanego zburzeniem przez grupę studentów zboru ewangelickiego przy ul. św. Jana…

Jeden jeszcze ciekawy szczegół: During a 1577 diplomatic visit to Prague, Sidney secretly visited the exiled Jesuit priest Edmund Campion.

CDN

PS. Dlaczego Bond, James Bond? A, bo to było takie 00-stowarzyszenie z licencją: https://en.wikipedia.org/wiki/Bond_of_Association

__

**) Dużo wcześniej, bo w 1571 z niejasnych powodów upadł aranżowany przez ojca Filipa jego mariaż z Anną, córką sir Williama Cecila… W 1579 Filip, będąc członkiem poselstwa do Francji, sprzeciwiał się ożenkowi Elżbiety z księciem Franciszkiem Walezjuszem (któremu się nagle zmarło w… 1584). Popadł przez to Filip w ostry konflikt z hrabią Oksfordu czyli „prawdziwym Szekspirem”, który to wcześniej odbił mu Cecilównę:

W 1567 roku, podczas trenowania szermierki, zabił jednego ze swoich służących. Podczas procesu jednak uznano, że sługa ten sam celowo nabił się na broń w rękach de Vere; uznano ten czyn za samobójstwo. W roku 1564 otrzymał tytuł magistra w St John’s College na Uniwersytecie Cambridge.

W 1571 roku poślubił 15-letnią córkę lorda Burghleya, Annę Cecil – był to kontrowersyjny wybór, gdyż jej rodzina należała do parweniuszy; owocem ich małżeństwa było pięcioro dzieci. W wieku dwudziestu jeden lat objął kontrolę nad większością swoich ziem. Odbył podróż po Europie, odwiedził Francję, Niemcy i Włochy w roku 1571. Gdy z niej wracał, jego statek został napadnięty przez piratów, ledwo uniknął śmierci. Był katolikiem, co utrudniało mu karierę w Anglii.

W 1585 roku otrzymał dowództwo nad armią angielską w Niderlandach; w 1588 roku uczestniczył w bitwie z Wielką Armadą. Złe zarządzanie jego finansami doprowadziło go do zapaści finansowej, z której wyciągnęła go dopiero pensja 1 000 funtów rocznie, wypłacana mu przez królową. Zmarł w 1604 roku z niewiadomych przyczyn…

***) Na dwór Elżbiety ściągnął go Sir William Cecil.

****) In 1571 the elector sent him together with the ambassadors of other Protestant princes of Germany to King Charles IX of France to congratulate him on the Peace of Saint Germain. On this occasion Languet advocated the equal recognition of both confessions, but the answer was the St Bartholomew’s Day massacre; having narrowly escaped death, he left France in October 1572, and returned there only once more, shortly before his death.

From 1573 to 1576 he was at the court of Emperor Maximilian II, whom he accompanied on his various journeys. With the death of Maximilian II in 1576 his connection with the court of Vienna was dissolved. The bitter feelings against him as the friend of Melanchthon and a Calvinist caused him to ask for dismissal from the court. The elector granted his desire, but continued his salary. In 1577 he went to Cologne in order to be nearer to the Netherlands, as he was greatly attracted by William of Orange.

PPS.

Capture d’écran 2019-01-07 à 22.43.04.png

Trup za trupem albo trop za tropem oraz prymas jakich mało

Rok 1584 obfitował w gwałtowne zejścia, przy czym w tle miały miejsce dwa fundametalne zdarzenia. Z jednej strony nasz król Stefan zakończył wojnę z Moskwą w styczniu 1582 podpisaniem rozejmu w Jamie Zapolskim, w wyniku którego Rzeczpospolita odzyskała prawie całe Inflanty i Połock. Z drugiej, „wojna handlowa” pomiędzy Gdańskiem i Elblągiem, tzn. pomiędzy Hanzą i Londynem, zakończyła się wiosną 1585 zdecydowanym zwycięstwem Londynu. Warto zaznaczyć że w sporze tym wobec Króla strony były reprezentowane przez prymasa (od 1582) Karnkowskiego – Elbląg, a Gdańsk przez… uuuhaha… kanclerza Zamoyskiego.

Mamy zatem ów fatalny rok 1584 a w nim:

18 marcapo gwałtownej śmierci Iwana IV Groźnego nowym carem Rosji został Fiodor I, a trzech angielskich medyków Iwana musi czmychać do Londynu – na chwilę pałeczkę przejmują w Moskwie Holendrzy

– Anglicy popadają w poważne kłopoty: https://bosonweb.wordpress.com/2018/09/13/rzplita-oraz-spalony-agent-jkm-horsey-hieronim/

https://bosonweb.wordpress.com/2018/07/24/oficer-prowadzacy-iwana-iv-i-jego-polskie-przygody/

26 maja – na dziedzińcu zamku wawelskiego został ścięty hetman kozacki Samuel Zborowski; do ostatniej chwili próbuje głowę Samuela uratować prymas Karnkowski (patrz niżej), ale Zamoyski jest tym razem górą

(22 sierpnia – gwałtownie schodzi, w niejasnych okolicznościach, nasz poeta Jan Kochanowski…)

W czasie drugiej wojny o Inflanty 1580–1582 Mehmed II zwany Tłustym swoimi najazdami wspomagał Rzeczpospolitą, spowodował również bunt Wielkiej Ordy Nogajskiej i dawnych chanatów nad Wołgą (Kazański i Astrachański) przeciwko Carstwu Rosyjskiemu, poskromiony dopiero w 1585 r. Zbytnia samodzielność Mehmeda II (obleganie tureckiej Kaffy) spowodowała karną ekspedycję turecką (1584), obalenie go z tronu i osadzenie na nim jego brata Islama II Gireja – „W okolicach Perekopu (Or-Kapa) Mehmed Geraj został wyprzedzony i zabity (jesienią?) przez swojego brata, Kalgo Alp Gireja. Ciało krymskiego chana sprowadzono na Krym i pochowano w türbe

Wiosną 1585 r. zdrowie królewskie pogarszało się powoli, lecz bezustannie, pomimo opieki (skłóconych ze sobą) przybocznych lekarzy. Król Stefan czuł się fatalnie: stał się milczący, drażliwy, gniewny, szukał samotności…”

Wygląda na to, że sukcesy króla Stefana przestały się podobać tak sułtanowi Muradowi III jak i cesarzowi Rudolfowi II. Tak czy inaczej, ja stawiam na niezawodny moim zdaniem w tym udział Jana kanclerza Zamoyskiego, który zresztą sam stał się potem ofiarą, ale dopiero w 1605…

___

Przy tej okazji polecam biogram wielkiego prymasa Karnkowskiego, wychowanka samego Hozjusza:

Karnkowski Stanisław h. Junosza (1520–1603), prymas Polski. Ur. 10 V w Karnkowie w ziemi dobrzyńskiej, jako jeden z trzech synów Tadeusza vel Dadźboga, dziedzica Karnkowa, dzierżawcy dóbr w woj. poznańskim, i Elżbiety Olszewskiej z Kanigowa. Wychowywał się w Krakowie na dworze swego stryja Jana, bpa kujawskiego. W r. 1539 rozpoczął studia w Akad. Krak., a zapis stryja umożliwił mu studia we Włoszech w Padwie, gdzie uzyskał stopień doktora obojga praw (?), i w Niemczech w Wittenberdze. W r. 1550 był kanclerzem bpa chełmskiego, Jana Drohojowskiego, w r. 1553 noratiuszem publicznym, a ok. r. 1555 został przyjęty w poczet sekretarzy na dwór Zygmunta Augusta. Odtąd przez wiele lat przebywał przy boku króla, uczestnicząc w wielu sprawach państwowych; w r. 1558 został referendarzem kor., w r. 1563 sekretarzem wielkim. Bliskie stosunki łączyły już wówczas K-ego ze Stanisławem Hozjuszem, który wprowadzał królewskiego sekretarza w szereg problemów, głównie w sprawy miast pruskich i walki z reformacją. Często także korzystał z pośrednictwa K-ego u króla. K. był również stałym informatorem Hozjusza…

Potwierdzenie papieskie przyszło bardzo szybko i w styczniu 1568 r. K. został konsekrowany. Natychmiast zajął się energicznie sprawami swojej diecezji, przy czym działał w ścisłym porozumieniu z Hozjuszem, podczas gdy jego stosunki z Jakubem Uchańskim układały się od początku nie najlepiej. Wbrew woli prymasa, a za poradą Hozjusza, zwołał K. w marcu 1568 r., bezpośrednio po odbyciu wizytacji, synod diecezjalny poświęcony omówieniu realizacji uchwał soboru trydenckiego. Najważniejszym postanowieniem synodu była, niewątpliwie powzięta na wniosek K-ego, decyzja o utworzeniu seminarium we Włocławku. Realizując tę uchwałę 16 VIII 1569 r. erygował K. pierwsze w Polsce seminarium duchowne. Zwalczaniem reformacji na terenie swojej diecezji zajął się K. bardzo energicznie. W pierszym rzędzie postarał się o usunięcie z Wolborza Frycza Modrzewskiego, wykupując od niego za 1 000 zł wójtostwo. Główne jednak wysiłki skierował na najbardziej sprotestantyzowaną, północną część diecezji, a szczególnie bezwzględnie wystąpił przeciw Gdańskowi…

K. miał doskonałą opinię w Rzymie i kiedy w r. 1568 przyjechał do Polski nuncjusz Wincenty dal Portico, pierwsze kroki skierował nie do prymasa, lecz do K-ego. Zaogniło to stosunki K-ego z Uchańskim, który (nieustannie podejrzewany przez Watykan) traktował K-ego jako swojego rywala, co uniemożliwiło zgodne i jednolite działanie całego episkopatu. Bezpośrednio po sejmie 1570 r. przygotował K. szczegółowy projekt kampanii przeciw różnowiercom, który przewidywał m. in. unormowanie stosunków prawnych między duchowieństwem a innymi stanami Rzpltej. Ponadto doradzał wywrzeć silną presję na króla i sugerował nawet możliwość zagrożenia mu klątwą papieską. Przeraziło to nawet Hozjusza, któremu K. przesłał swój projekt. Ten sam brak umiaru cechował wystąpienia K-ego przeciw królewskim planom poślubienia Barbary Giżanki w r. 1572. Natomiast w sprawach bałtyckiej polityki Zygmunta okazał się K. mądrym i oddanym sprzymierzeńcem króla. Znajomość spraw morskich i pomorskich pozwoliła K-emu odegrać poważną rolę w zatargu króla z Gdańskiem, gdy został mianowany przewodniczącym komisji królewskiej, powołanej 18 IX 1568 r. Owocem dwuletniej działalności komisji były ustawy normujące stosunek Gdańska do Rzpltej, tzw. „Statuta seu constitutiones Carncovianae”, które zmierzały do wzmocnienia władzy królewskiej nad Gdańskiem oraz demokratyzacji ustroju miasta. Na problem morskiej polityki państwowej pozostał K. szczególnie uczulony. Jeszcze w r. 1603, na kilka miesięcy przed śmiercią, ostrzegał Zygmunta III, aby nie dopuścił do oderwania Prus od Korony.

Od dawna pozyskany dla kandydatury francuskiej, popierał Walezego na elekcji i gdy tylko Henryk został wybrany, postarał się o nawiązanie z nim prywatnej korespondencji… Ucieczka Walezego była dla K-ego niemal ciosem osobistym. Chciał zrzec się godności biskupiej i wycofać ze spraw publicznych. Dopiero po elekcji Stefana Batorego włączył się K. do życia politycznego i listownie zgłosił swój akces do partii batorian…

Dobre początkowo stosunki K-ego z Zamoyskim i królem poczęły się jednakże układać nie najlepiej w miarę wzrostu wpływów kanclerza i w miarę, jak polityka zagraniczna Polski odbiegała od zamierzeń K-ego, orędownika morskiego programu Rzpltej. Stąd montowanie przez K-ego opozycji przeciw wojnie moskiewskiej, a następnie (1583) zbliżenie do przywódcy różnowierców Stanisława Górki, woj. poznańskiego, jego dotychczasowego przeciwnika. Porozumienie to dyktowało postępowanie K-ego w sprawie Zborowskich, popieranych przez Górkę. Na sejmie 1585 r. starał się K. odwieść króla od sądu nad Krzysztofem, zabiegał o ułaskawienie go, a głosując ostatecznie za wyrokiem skazującym – płakał. Z drugiej strony, przekonany o swej szczególnej odpowiedzialności jako pierwszego senatora królestwa, starał się K. odgrywać rolę mediatora i nawet próbował zapośredniczyć zgodę pomiędzy Górką a Zamoyskim.

… W czasie elekcji K. zajmował początkowo stanowisko wyczekujące i paktował ze zwolennikami arcyksięcia Maksymiliana i księcia Fiodora. Próbował również pośredniczyć w pogodzeniu Zamoyskiego ze Zborowskimi. Ostatecznie, przyłączył się oficjalnie do stronników Zygmunta i 19 VIII 1587 r., pod osłoną hufców Zamoyskiego, ogłosił królem Zygmunta Wazę. Ten chwilowy sojusz został zaraz po koronacji zerwany. Zamoyski udaremnił zabiegi K-ego o usunięcie z królewskiej przysięgi konfederacji «de religione». Od tej chwili rozpoczął K. akcję w celu ograniczenia wpływów Zamoyskiego. Z tych powodów w lutym 1588 r. oponował przeciw natychmiastowemu zwołaniu sejmu i analogiczne stanowisko zajął na radzie senatorów w Piotrkowie (14 X 1588), gdzie ponadto oskarżył Zamoyskiego o nadużywanie władzy dyktatorskiej. Wówczas też poczynił pierwsze kroki zmierzające do uzyskania wpływu na króla…

Tymczasem K. nie szczędził pieniędzy na swoje fundacje, na jezuitów, na działalność kontrreformacyjną, na bogatą bibliotekę. Finansował cały szereg wydawnictw (m. in. przekład Biblii ks. J. Wujka), opłacał polemistów, pisarzy i często drukował ich dzieła (np. jezuity A. Jungi) pod swoim nazwiskiem. Olbrzymie sumy pochłaniał dwór arcybiskupi, zorganizowany z rozmachem i przepychem i skupiający wokół K-ego grono wybitnych pisarzy, polityków i duchownych, przyszłych biskupów i filarów kontrreformacji (m. in. Maciej Pstrokoński, Bernard Maciejowski, Wawrzyniec Gembicki, Adam Nowodworski).”

(Halina Kowalska)

To Francuzi wymyślili fejsbuk, czy jednak Anglicy?

Angielski coffeehouse w końcu XVII wieku

__

Pierwszy „poważny” salon czyli salon de conversation powstał oczywiście w Paryżu w 1620. Przez kilkadziesiąt lat prowadziła go markiza de Rambouillet, a założyła niejako w opozycji do dworu Ludwika XIII, jego etykiety. Richelieu, tzn. Armand kardynał Richelieu próbował przekabacić Mme de Rambouillet, ale chyba bez większego powodzenia. W efekcie, musiał to skontrować w 1635 powołując do życia akademię francuską, Académie française – wraz ze słynnymi 40 krzesłami dla „nieśmiertelnych”. Niewątpliwie pomogło to skanalizować ambicje co bardziej „niespokojnych intelektualnie” poddanych, ale problemu nie rozwiązało. W efekcie, to właśnie owe salony spowodowały powstanie fatalnej w skutkach tzw. opinii publicznej, Opinion Publique, usankcjonowanej w 1789…

U nas było trochę inaczej, wszak nasz król Staś – wychowanek swojej salonowej mamusi Mme Geoffrin, sam został najsłynniejszym polskim salonowym, serwując czwartkowe obiadki.

Po drugiej stronie Kanału rozwiązano to jeszcze inaczej – pod zawołaniem coffeehouse: The first coffeehouse in England was set up in Oxford in 1650 by a Jewish man named Jacob** at the Angel in the parish of St Peter in the East.  

Tu też monarcha próbował przeciwdziałać – tzn. Karol II chciał je po prostu zamknąć: Although Charles II later tried to suppress the London coffeehouses as „places where the disaffected met, and spread scandalous reports concerning the conduct of His Majesty and his Ministers„, the public flocked to them. For several decades following the Restoration, the Wits gathered round John Dryden at Will’s Coffee House, in Russell Street, Covent Garden. The coffee houses were great social levellers, open to all men and indifferent to social status, and as a result associated with equality and republicanism.

No i wreszcie, w XVIII wieku powstały jak te grzyby po deszczu kluby dżentelmenów: Gentlemen’s clubs proliferated in the 18th century, especially in the West End of London. Clubs took over the role occupied by coffee houses in 18th century London to some degree, and reached the height of their influence in the late 19th century – some notable names were White’s, Brooks’s, Arthur’s, and Boodle’s which still exist today.

__

**) Ten Jakub przywodzi mi na myśl naszego ulubionego starozakonnego karczmarza – Jankiela…

 

Irlandzka plantacja, angielscy kapitanowie, zagończyk Lisowski oraz Brexit

Największym problemem w negocjacjach brexitowych nadal jest przyszły status granicy pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną zwaną czasem Ulsterem. A wszystko zaczęło się od tzw. plantacji Ulsteru:

„…część procesu wysiedlenia katolickiej irlandzkiej społeczności farmerskiej z terenów w rejonie prowincji Ulster i osiedlenie w to miejsce angielskich protestantów oraz szkockich prezbiterian.

Plantacja Ulsteru miała swój początek w okolicach roku 1610. W czasie trwania całego procesu ponad 80% produktywnych gruntów poddano transformacji w etnicznie i religijnie odrębne wspólnoty.

Proces podziału terenów polegał na wydzieleniu obszarów o powierzchni od tysiąca do dwóch tysięcy akrów oraz oferowanie ich jako teren na wynajem. Angielscy osiedleńcy otrzymywali lepsze oraz tańsze tereny. W umowie zaznaczano jednak wymóg osiedlenia się na danym terenie tylko pewnej liczbie rodzin angielskich. Podobne umowy były oferowane też Szkotom. Obszary te były dostępne również dla Irlandczyków ale przy znacznie większej opłacie za wynajem. Z czasem pojawiły się miejsca plantacji, gdzie zaczęło brakować osób do osiedlania. Spowodowało to, że z czasem wielu najemców zaczęło zatrudniać nielegalnie irlandzkich pracowników lub też po prostu opuszczać te tereny. Wracający do swych rodzinnych domów, przed swym wyjazdem często grabili to, z czego można było jeszcze osiągnąć jakiś zysk. W obu przypadkach Brytyjczycy obciążali irlandzkich lokatorów wygórowanym czynszem, szybko pozbawiając ich środków do życia oraz powodując, że stawali się oni rozbójnikami i łupieżcami żyjącymi w lasach.”

Taki to był ludzki pan z owego sympatycznego Jakuba I, że nawet ten bat na katolików czyli słynny spisek prochowy musiał zamówić u Cecila, w 1605. No, ale ów rok 1610 i dla nas był kluczowy – w czerwcu pod Kłuszynem hetman Żółkiewski rozbił Moskali i Szwedów, tak że zaraz bojarzy hołd Zygmuntowi III przybieżeli złożyć. A tymczasem sławny pułkownik Lisowski porzucił Dymitra II i poprzez Lwa kanclerza Sapiehę pertraktował przejście na królewski żołd.

A miał on asa w rękawie, bo „w tym samym czasie siły Lisowskiego wzmocnił jakiś oddział znakomitej piechoty złożonej z Anglików i Irlandczyków, którzy porzucili służbę u Szwedów. Ich liczebność i dalsze losy nie są znane, ale wiadomo, że brali udział w działaniach, które uwieńczyło zajęcie kilku miast i zamków pogranicza. Przed 11 sierpnia 1611 roku pułkownik był już pod Zawołoczą, o czym świadczy list polecający przekazany dwóm kapitanom angielskim, Thomasowi Lichfieldowi i Johnowi Stanfordowi, którzy postanowili wrócić do Ojczyzny.”

Dzięki niezastąpionemu Krzysztofowi L. mamy tłumaczenie tego listu Lisowskiego do Cecila, a tam takie dwa bardzo mocne zdania:

  1. A co najważniejsze, tak wiele radości czerpiesz z prawdziwego kultu prawdziwego Boga i tak mocno się tego kultu trzymasz, że nawet nie „masz w nosie” przesądów papieskich. 
  2. Przeciwko nim, ponieważ nasz Najjaśniejszy Król nie wypłacił żołdu, w tej sprawie irlandzcy piechurzy zawarli spisek i podnieśli bunt.

CDN

PS. Ów list Lisowskiego (i ten Radziwiłła takoż) znalazłem tutaj:

http://www.pau.krakow.pl/index.php/pl/wydawnictwo/publikacje-on-line/elementa-ad-fontium-editiones/dostepne-on-line/vi-1962

w słynnych Elementa dostępnych on-line !!

http://www.pau.krakow.pl/index.php/pl/wydawnictwo/publikacje-on-line/elementa-ad-fontium-editiones/wykaz-wydanych-tomow

Dlatego przy każdej okazji żądałbym od wybitnych, tzw. polskich historyków czy choćby od niemniej słynnych członków niesławnej Polskiej Fundacji Narodowej – przetłumaczenia i opracowania tak szybko jak możliwe tych niesamowitych dokumentów. Przypominam mój stary już apel:

https://bosonweb.wordpress.com/2017/04/14/albrecht-karolina-on-line-i-stracona-szansa/

PPS.

Capture d’écran 2018-10-18 à 13.07.02.png

 

 

Kto kupuje łąki w Polsce czyli przekręt założycielski

O europejskim programie Natura 2000 myślę usłyszałem po raz pierwszy w 2007, w związku z wojną o dolinę Rospudy, kiedy to „aktywistom ekologicznym” udało się skutecznie opóźnić o wiele lat budowę Via Baltica. Nota bene, przywódczyni tej „kampanii”, pani Małgorzata Górska „za swoją działalność została w 2010 r. uhonorowana, jako druga osoba z Polski, Nagrodą Goldmanów”. Warto przy tym wiedzieć, że owym programem UE Natura 2000 objęte jest 20% obszaru Polski.

Od tego czasu, coraz bardziej zaczęły mnie intrygować enigmatyczne określenia, pojawiające się w programach przyrodniczych, o przejmowaniu pewnych terenów przez (pozarządowe) organizacje ekologiczne. Aż do wczoraj, kiedy to dowiedziałem się, iż chodzi tu po prostu o KUPNO ziemi – w uroczym skądinąd filmie braci Kłosowskich o bekasach dubeltach**, jest właśnie wprost o tym mowa. Otóż, w celu ratowania m.in. owych dubeltów zostało nabyte KILKASET hektarów łąk nad górną Narwią. Nabywcą, we współpracy z Polskim Towarzystwem Ochrony Ptaków,  jest maciupka, pozarządowa oczywiście, organizacja pod nazwą Natura International Polska, przy czym, jej (równie mała) organizacja matka mieści się w… Anglii, a jej chairman’em jest młody dr Tim Hedges.  Na ochronę dubelta polski projekt otrzymał od UE budżet w wysokości 2 113 851 euro oraz wsparcie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Moje pytanie jest bardzo proste: KTO jest obecnie faktycznym i pełnym (?) właścicielem nabytych gruntów?

I dodatkowe: Ile tysięcy hektarów zostało nabytych w ten sposób, i gdzie można znaleźć pełną listę takich (bardzo) małych, ale jakże skutecznych organizacji pozarządowych?

Ten film został wyprodukowany przez prywatne studio DESIGN przy wsparciu NFOŚiGW.

**) W filmie, po 18tej minucie, działaczki PTOP mówią „jesteśmy właścicielem już kilkuset hektarów”.

12 X 2015

___

rozmowie red. Skowrońskiego z min. Szyszko padły znamienne słowa (po 11tej minucie) nt. programu Natura 2000 w Polsce (oraz słynnych protestów nad Rozpudą).

Otóż wydzielono wtedy wielkie obszary Polski (przyp. to około 20%!) bez przeprowadzenia odpowiednich analiz przyszłych potrzeb infrastrukturalnych!!

Niestety, redaktor już ani nie pociągnął tematu zasugerowanego śledztwa ABW w sprawie Rozpudy, ani nie zadał np. dodatkowych pytań: kto konkretnie odpowiada za te „niedociągnięcia” w przygotowaniu Natury 2000, czy jest rozpoczęta odpowiednia procedura kontrolna i wyjaśniająca, no i jaka była rola choćby Niemiec w tym „zaniedbaniu”?

5 IV 2016

___

http://tanczacyznatura.tvp.pl/21488503/odcinek-4-dubeltowy-wypas

http://www.natura-international.org.pl

http://www.natura-international.org/about-natura-1/who-we-are/

http://ec.europa.eu/environment/life/funding/lifeplus.htm

http://www.natura-international.org.pl/projekty/ochrona-dubelta/

http://www.nfosigw.gov.pl

https://vod.tvp.pl/sess/tvplayer.php?object_id=24435832&autoplay=true

Perski finał czyli angielskie tango (oraz Szwedzi)

Dlaczego tango? A, bo do tańca trzeba dwojga, no a w tym tutaj przypadku, jak zwykle, na końcu tańcują Anglicy… ale skoro o nich mowa, to wiadomo jak lubią oni rankingi wszelakie, więc i ja pokuszę się teraz o kilka „naj”.

Gdybym miał wybrać najważniejszy, bo przełomowy (symboliczny) moment w dziejach Rzplitej, to wybrałbym żołnierski bunt jesienią 1604. Dlaczego?

Choćby dlatego, że dotyczył on największego zagończyka – Aleksandra Józefa Lisowskiego, największego durnia – Mikołaja Zebrzydowskiego, największego hetmana litewskiego – Jana Karola Chodkiewicza i największego polskiego rozczarowania – Jana Zamoyskiego. Nie jestem pewien czy Zygmunt III Wielki był największym polskim królem, ale był o krok by nim zostać z całą pewnością, gdyby tylko mniej durniów było, a Zamoyski na starość tak nie zmarniał. A Polska była wtedy o krok od powstrzymania upadku, a może nawet od prześcignięcia Polski Jana Długosza.

Przypominam – jesienią 1601. król wraz z dowódcą wojsk, Janem Zamoyskim ruszył odebrać Szwedom nasze Inflanty i Estonię – polska ofensywa szła jak burza i w październiku 1602 tenże „Zamoyski chciał jeszcze pokusić się o Narwę i wschodnią Estonię, jednak nie był w stanie nakłonić nieopłaconych wojsk do dalszych działań. …

Zamoyski poczekał na przybycie 50 tys. złotych dla nieopłaconych żołnierzy, ze swoich pieniędzy dopłacił jeszcze 19 tys. złotych po czym zrzekł się dowództwa w Inflantach i wrócił do Polski. Na jego miejsce wodzem pozostałych w Inflantach i Estonii wojsk został Jan Karol Chodkiewicz. Chodkiewicz miał do dyspozycji łącznie 3000 nieopłaconych żołnierzy. Ponieważ sejm nie uchwalił dostatecznie dużych podatków, by zapłacić zaległy żołd, mianowany komisarzem generalnym wojska w Inflantach Chodkiewicz opłacił wojsko z własnej kiesy. …

Gdy wrócił pod Dorpat, pozbawiona nadziei na odsiecz załoga skapitulowała 13 kwietnia 1603 roku (przy życiu zostało 1052 żołnierzy szwedzkich). Litwini przejęli miasto z całą artylerią (80 dział), ponadto część piechoty niemieckiej porzuciła służbę u Szwedów i wstąpiła do armii litewskiej. Chodkiewicz miał zamiar ruszyć na Narwę, by zmusić ją do kapitulacji głodem, jednak nieopłacone wojsko odmówiło posłuszeństwa, a ponadto puściły lody w Zatoce Fińskiej, dzięki czemu statki szwedzkie mogły dopłynąć do brzegów Estonii i dostarczyć swym wojskom zaopatrzenie. …

W bitwie pod Białym Kamieniem armia szwedzka została kompletnie rozbita. Brak żołdu dla wojska uniemożliwił Chodkiewiczowi wykorzystanie tego znakomitego zwycięstwa. Wkrótce nieopłacone wojsko zbuntowało się i zawiązało konfederację, na której czele stanął słynny później towarzysz husarski Aleksander Lisowski. Działania w Inflantach znów zamarły, gdyż przy Chodkiewiczu zostało niewielu żołnierzy. Pogrążony w kłótniach sejm roku 1605 nie uchwalił podatków, co przyczyniło się do braku pieniędzy na dalsze prowadzenie wojny ze Szwecją. Chodkiewicz, od niedawna hetman wielki litewski, stanął więc przed niezwykle trudnym zadaniem. Szwecja natomiast do dalszej wojny przygotowywała się bardzo solidnie. Riksdag uchwalił bardzo wysokie podatki, ponadto Szwecja uzyskała wsparcie finansowe od cara rosyjskiego Borysa Godunowa…

Wkrótce obie armie stanęły naprzeciw siebie i doszło do słynnej bitwy pod Kircholmem. Efektowne zwycięstwo wojsk litewskich zrobiło ogromne wrażenie w całym świecie, rozsławiając zarówno imię wodza zwycięskiej armii Chodkiewicza, jak i wojsko Rzeczypospolitej. Zwyczajne już podczas tej wojny braki finansowe, których efektem było nieopłacenie wojska, nie pozwoliły w pełni wykorzystać tego sukcesu i odzyskać utraconych zamków w Inflantach. Jednak nie zmieniało to faktu, że armia szwedzka przestała istnieć, a Ryga została uwolniona od oblężenia. Szwedzi po takiej klęsce nie mogli dojść do siebie i chętnie przystali na zawarcie rozejmu, który miał obowiązywać do 31 października 1608 roku. Rozejm ten jednak nie był przestrzegany, a do drobnych starć dochodziło w całym 1606 roku. W 1607 roku Chodkiewicz zostawił w Inflantach niewielkie załogi i ruszył na wezwanie króla by walczyć z rokoszem Zebrzydowskiego. Odejście Chodkiewicza umożliwiło Mansfeldowi zdobycie Białego Kamienia.”

W tym rokoszu Lisowski stanął po stronie tego największego… miłośnika ś.p. Zamoyskiego – Zebrzydowskiego, ale się na końcu jakoś wywinął. A dlaczego ten Zamoyski taki marny? A, bo stać go było tylko na te marne 19 tysięcy – jego, który dosłużył się 11 tysięcy km2 królewskich nadań (w tym kilkanastu miast, ponad 600 wsi i… starostwa dorpackiego) – gdyby przynajmniej 100 tys. złotych wyłożył, choćby z tych podatków, których królowi nie raczył zapłacić – Narwa byłaby polska. (Przypominam o tej aferze zbożowej z 1616 na takie właśnie „marne” 100 tys., no i o tych innych pół-milionowych…) Powierzchnia całego majątku którym zarządzał była większa niż województwa małopolskiego dzisiaj – nie mógł to, oprócz swojej Akademii, jakiej politechniki ufundować? A z innymi magnatami warszawskiego Arsenału?

Sława Chodkiewicza dotarła do Persji, gdzie od 1588 panował szach Abbas, bo jest mowa o jego osobistych gratulacjach.  Szach, sam wielkim wodzem będąc, był znany ze sprzyjania chrześcijanom – twierdził, że „woli kurz z podeszw najmarniejszego chrześcijanina, od najważniejszej osmańskiej osobistości”. Cztery lata wcześniej niż Zygmunt III u nas, Abbas I zwany Wielkim też przeniósł stolicę! W 1592, do ponad milionowego Isfahanu, do którego zaprosił wielu cudzoziemców, i choć jego dziadek wyrzucił niejakiego Jenkinsona, to on w 1598 przyjął 26. osobową delegację na czele której stało dwóch Anglików – braci Sherleyów. Sir Anthony, oksfordczyk, wojak i „awanturnik, przyprowadził z delegacją 5000 koni, aby zapoznać Persów z europejską sztuką wojenną, a że był też biegły w artylerii, więc podobno „ustawił” Persom oddział mający na składzie 500 armat (pamiętacie klęskę na Chald-iran?)…

W maju 1599, jego młodszy brat, sir Robert pozostał w Isfahan z 14. Anglikami, a Anthony wraz perskim wielmożą Hosejnem Ali-bejg Bajatem, udał się z listami od szacha do papieża i monarchów Europy, wśród nich do króla Polski, z propozycją sojuszu anty-tureckiego. Do Rzymu dotarli okrężną drogą (Godunow dał veto) dopiero w kwietniu 1601, gdzie doszło do ostatecznego zerwania i Hosejn potem sam udał się do Hiszpanii, a Anthony’ego, w drodze do Wenecji, koledzy Bonda porwali, pozbawili obywatelstwa i wsadzili do angielskiego więzienia. Uwolnił go dopiero Jakub I.

6. lipca 1602. papież Klemens VIII wysłał do Persji swojego legata – karmelita bosy, o. Paweł (Szymon) Rivalora po drodze spędził dwa tygodnie w Krakowie, gdzie Zygmunt III wręczył mu dwa listy – jeden do szacha, drugi do cara, oraz dał przewodnika do Moskwy, szlachcica Neronowskiego. Car legata nie puścił dalej, więc ten jesienią był znowu w Krakowie. Tymczasem w 1602 w Isfahanie zameldował się polski dworzanin, lwowski kupiec – Ormianin i katolik – Sefer Muratowicz, który uzyskał audiencję u szacha, rozmawiał z nim po persku (urodził się w Karahisar, w osmańskiej Anatolii), i zdał po powrocie słynną relację.

Bezpośrednim wynikiem udanej misji „kupieckiej” Muratowicza był przesłany w 1605 list szacha do Zygmunta III Wielkiego, który właśnie przebywał na (tym beznadziejnym) Sejmie, w którym zapewniał o swojej przyjaźni i opisywał swoje wielkie zwycięstwa nad Turkami oraz zachęcał do akcji. Wprawdzie perski poseł został uwieczniony na królewskim weselu, ale niestety, wtedy właśnie król próbował załatwić porachunki ze Szwedami…

Z kolei, legat papieski po długim oczekiwaniu na dobrą okazję (i założeniu pierwszych klasztorów karmelickich w Polsce, w Krakowie i we Lwowie) udał się do Persji przez Kazań i Baku (dymitriady!) –  o. Szymon dotarł do szacha wiosną 1608. Abbas początkowo wpadł w wielki gniew słysząc o bierności Europy – opócz sojuszu antytureckiego, m.in. domagał się od króla francuskiego skierowania handlu jedwabiem przez zatokę perską.

Tymczasem, już dużo wcześniej sir Robert popadł w niełaskę u szacha, ale właśnie wtedy w 1608 dostał pozwolenie na wyjazd z misją do Europy, i to dopiero po ślubie z czerkieską księżniczką, która na chrzcie z rąk karmelitów przyjęła imię Teresia. Dotarł sprawnie do Krakowa i 25. lutego 1609 został wspaniale przyjęty przez króla. Niestety, ani Polska, ani inne królestwa nie dały jednoznacznej odpowiedzi na propozycje sojuszu anty-tureckiego.

Sherley wrócił do Persji w 1613, a w 1615 podróżując znowu do Europy spotkał na pustyni karawanę niejakiego Thomasa Coryata – co tam za ruch był w interesie… Sir Robert osiadł z żoną w… Madrycie, ale jeszcze w 1622 odwiedził Rzym i… Kraków, po czym, po raz ostatni Anglię w 1623-6.

Stosunki szacha z Hiszpanią były chłodne – fatalnie skończyła się perska misja do Hiszpanii z 1608 – część delegacji przeszła na chrześcijaństwo, a on został z niczym – jego naciski w sprawie odzyskania od Portugalczyków kluczowej wyspy Ormuz – u wejścia do zatoki Perskiej, nic nie dały, bo nie godził się w zamian uciąć wszelkich kontaktów z Anglikami… Ci za to nie próżnowali, w 1622 odbili Ormuz nagłym desantem i zostali największymi przyjaciółmi szacha. Handel Anglii z dalekim Wschodem, czyli Kompania Wschodnioindyjska, uzyskał wielki przyczółek, a w 1648 polska konkurencja lądowa została zlikwidowana… Francuzi otworzyli perski oddział swojej wschodniej kompanii dopiero w 1664.

Władysław IV posłał do Persji w 1639 Teofila Szemberga – szach Safi wprawdzie obiecał opiekę nad misjami katolickimi, ale o wojnie z Turcją nie chciał słyszeć, bo ten front miał już zamknięty… Potem miało miejsce jeszcze wiele misji dyplomatycznych, ale żadna z nich już nie przyniosła poważnych ustaleń militarnych. Także te liczne z lat 1641-8, ale to jest już temat na inną notkę.

Sir Robert Sherley tradycyjnie przedstawiany jako podróżnik i awanturnik ew. łowca przygód (adventurer), wrócił do Isfahanu dopiero w 1627, razem z ambasadorem Karola I, ale skończyło to się dla obu fatalnie – śmiertelną biegunką. Żona przeniosła jego prochy do Rzymu, a sama zamieszkała tam na ponad 30 lat, w klasztorze Santa Maria della Scala.

___

François Mesgnien czyli Franciszek Meninski – językoznawca polski pochodzenia francuskiego, znawca języków Bliskiego Wschodu, gramatykarz i leksykograf. W młodości studiował w Rzymie filozofię pod kierunkiem jezuitów. Tam też prawdopodobnie zainteresował się językami orientalnymi (przypuszczalnie pod wpływem ojca R. P. Giattiniego S.J., który oprócz matematyki, logiki, fizyki i teologii zajmował się również językami Azji).

Rok po śmierci W. Bieczyńskiego (1655) urząd tłumacza królewskiego w Warszawie powierzono właśnie Meninskiemu. Ten jednak nie zabawił długo w Polsce i już w 1657 r. wyruszył ponownie do Stambułu, tym razem jako nieoficjalny agent króla Jana Kazimierza. Trzecią podróż odbył w 1659 r. – mając teraz stanowisko internuncjusza został przyjęty na audiencję najpierw u naczelnego wezyra (12 lutego 1660), a następnie także u sułtana (16 marca 1660) i wielkiego muftiego (17 marca 1660). Rozmowy – zakończone sukcesem dyplomatycznym – prowadził samodzielnie po turecku, obywając się zupełnie bez tłumacza.

Po powrocie do Warszawy Meninski sporządził projekt szkoły tłumaczy i dyplomatów przeznaczonych do służby w krajach Wschodu. Ponieważ jednak dwór królewski nie znalazł pieniędzy na realizację tego zamysłu, Meninski poczuł się rozczarowany i to było być może przyczyną jego wyjazdu do Wiednia (1661 albo 1662), gdzie wstąpił na służbę Habsburgów.

Edmund Castell (1606–1686) was an English orientalist.

At the age of fifteen he entered Emmanuel College, Cambridge, gaining his BA in 1624-5 and his MA in 1628. Appointed Professor of Arabic in 1666… His great work, the Lexicon Heptaglotton Hebraicum, Chaldaicum, Syriacum, Samaritanum, Aethiopicum, Arabicum, et Persicum (1669), took him eighteen years to complete, working (according to his own account) from sixteen to eighteen hours a day. He employed fourteen assistants on the project, and spent £12,000, ruining himself in the process as there was little demand for his finished lexicon.