Bankier który zdobył Anglię

William of Orange and Mary crowned as King and Queen of England in 1689

Anglicy często piszą o swej tzw. Chwalebnej Rewolucji, ale już nie lubią zbytnio przypominać, że jej zwycięstwo w 1688 było możliwe dzięki wielkiej, holenderskiej inwazji na Wyspę, owego roku:

William’s fleet, which with about 40,000 men aboard was roughly twice the size of the Spanish Armada – and assembled in a tenth of the time – consisted of 463 ships.[101] Among these were 49 warships of more than twenty cannon (eight could count as third rates of 60–68 cannon, nine were frigates), 28 galliots, nine fireships, 76 fluyts to carry the soldiers, 120 small transports to carry five thousand horses, about seventy supply vessels and sixty fishing vessels serving as landing craft.[104][105] Most of the warships had been provided by the Admiralty of Amsterdam.

Po zatwierdzeniu planu inwazji amsterdamski rynek finansowy pożyczył cztery miliony guldenów w ciągu zaledwie trzech dni. Dalsze finansowanie uzyskano z różnych źródeł, w tym dzięki dwóm milionom guldenów bankiera Francisco Lopes Suasso. Zapytany, jakiego zabezpieczenia pragnie, Suasso rzekomo odpowiedział: „Jeśli odniesiecie zwycięstwo, na pewno mi odpłacicie; jeśli nie, to strata jest moja”. [uhaha]

Największą troską dla stanów Holandii był wpływ koronacji Wilhelma (na władcę Anglii) na holenderską gospodarkę i politykę; w jego zapewnienia, że nie miał zamiaru „usuwać króla z tronu”, nie wierzono. Ich obawy były uzasadnione; dostęp Williama do angielskich zasobów na stałe zmniejszył potęgę Amsterdamu w Republice i jego status wiodącego światowego centrum handlowego i finansowego.

Po wypędzeniu z Półwyspu Iberyjskiego większość Żydów sefardyjskich osiedliła się w miastach handlowych, takich jak Londyn i Antwerpia. Pod koniec XVI wieku przybyli do Amsterdamu i Hagi. Lopes Suasso byli starą, bogatą sefardyjską rodziną marranos czyli Żydami, którzy zostali zmuszeni do nawrócenia się na chrześcijaństwo pod presją portugalskiej inkwizycji, ale w Amsterdamie otwarcie wrócili do swojej prawdziwej religii, judaizmu.

Zaś ten Franciszek urodził się w Amsterdamie jako najstarszy syn Antonio Lopes Suasso (1614–1685), znanego również jako Izaak Izrael Suasso, który poprzez małżeństwo z Violentą de Pinto, stał się także członkiem innej bogatej starej sefardyjskiej rodziny. Ów ojciec, który sam urodził się w Bordeaux, był jednym z najbogatszych i najsławniejszych portugalsko-żydowskich kupców w Amsterdamie swoich czasów. Data urodzenia Francisco, prawdopodobnie między 1657 a 1660 rokiem, jest niepewna.

Rodzina zachowała poczucie przynależności do Hiszpanii, a 3 stycznia 1676 ojciec Suassa otrzymał od Karola II hiszpańskiego tytuł barona d’Avernas le Gras w uznaniu jego służby dyplomatycznej. Tytuł pochodzi od lenna należącej do Suasso w księstwie Brabancji Avernas le Gras. Miał również dobre relacje ze Stadtholderami, a dom bankowy Suasso często wspierał ich finansowo.

Franciszek włączył się w biznes swojego ojca i kontynuował udaną karierę bankową po jego śmierci w 1685, kiedy to odziedziczył połowę wielkiej fortuny ojca, której znaczną częścią były udziały w holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. W 1682 Suasso poślubił Judith Francisco Teixeira w Hamburgu. Owa Judyta była córką Manuela (inaczej Izaaka) Teixeiry, który po ojcu Suasso i De Pinto** był trzecim najważniejszym portugalsko-żydowskim kupcem-bankierem w Europie Północnej, poprzez jego małżeństwo z Beatrix Nunes Henriques.

Suasso was responsible for a number of elements of the invasion, and through his father-in-law in Hamburg he was able to make speedy arrangements for the transport of Swedish and Pomeranian troops provided in November 1688 by Charles XI of Sweden to assist William.[6] The coffer in which William repaid the loan to Suasso is today on display in the Willet-Holthuisen Museum in Amsterdam.[1]

I tak to się plecie…

PS. Szerszy kontekst: kapitalizm-wojenny-czyli-kto-wymyślił-deficyt-budżetowy/

PPS. A przy okazji: imperium-i-jego-dwaj-nieszczęśni-prorocy/ + imperium-i-wizjoner-z-amsterdamu/

__

**) en.wikipedia.org/Isaac_de_Pinto + en.wikipedia.org/Henriques_family +

 

W gospodzie „Pod gęsią i rusztem”

File:TableauGLE.jpgTablica lóż z 1735

**

Wielka Loża Anglii – założona 24 czerwca 1717 w Londynie w gospodzie „Pod gęsią i rusztem” (Goose and Gridiron Ale-house) przez trzy loże londyńskie i lożę Westminster była poświęcona naukom newtonowskim, oświeceniowemu racjonalizmowi i sukcesji hanowerskiej.

John Theophilus Desaguliers urodził się w 1683 w La Rochelle w rodzinie hugenotów. Jego ojciec był pastorem, a rodzina wyemigrowała do Anglii w 1694. Tam ów Desaguliers został później asystentem-doświadczalnikiem Isaaca Newtona, a następnie popularyzatorem newtonowskich teorii i ich praktycznych zastosowań. W 1719 roku został wybrany trzecim Wielkim Mistrzem, obejmując sukcesję po Georgeu Payne, a w 1723 i w 1725 roku zastępcą Wielkiego Mistrza w Wielkiej Loży Anglii.

Desaguliers pomógł Szkotowi** Jamesowi Andersonowi opracować słynne „Konstytucje masonów”, opublikowane w 1723. Podczas podróży z wykładami do Holandii w 1731, Desaguliers wprowadził do masonerii Franciszka, księcia Lotaryngii, który później został cesarzem (a Lotaryngię „oddał” Stanisławowi I, vide jak-francja-polskę-sprzedała-za-co-sobie-lotaryngię-kupiła/). Desaguliers przewodniczył także inicjacji Fryderyka, księcia Walii, który został masonem w 1731; no i w dodatku został kapelanem księcia.

PS. bank-of-england-newton-i-jego-urocza-siostrzenica/ + newton-hope-oraz-radosny-kapitalizm-i-lukratywne-migracje/

___

**) To Szkoci, ofkors, byli prekursorami:

Several Freemasons who were members of the Lodge of Edinburgh initiated him into Freemasonry there on 20 May 1641. Although he was initiated into a Scottish lodge, the event took place south of the border: this is earliest extant record of a man being initiated into speculative Freemasonry on English soil.[4]Thereafter, he regularly used the five pointed star, his masonic mark, on his correspondence…

A founding member of the Royal Society of Sciences in London (and considered its „heart and soul”)***.

A w 1645 Robert Moray został… ko-kapitanem (drugim był François wicehrabia de Rochechouart) Gwardii Szkockiej Ludwika XIV. Służył w niej od 1633!

_

Moreover, as a student of the Jewish Kabbala–with its techniques of mystical meditation and visualization–Locke may have recognized the similarities between the Scottish-acquired second sight and the Jewish-acquired prophetic trance. As a trained physician, who earlier studied under a Rosicrucian alchemist, Locke had long been intrigued by the dissection of Cardinal Richelieu, which revealed that his incredible powers of sight and hearing were made possible by an extraordinary number of optic and auditory nerves. He was also aware of the explanation of second sight made by the Scottish antiquarian Robert Kirk, who affirmed its reality but suggested that it might be „an extended form of natural eyesight,” like that of cats and lynxes at night or telescope-aided human sight.

***) Przy okazji – kolejny Bruce: en.wikipedia.org/Alexander_Bruce,_2nd_Earl_of_Kincardine

_

A brilliant and innovative architect, Mar had long been associated with operative Masons, and he now utilized his Masonic bonds with his cousin, Dr. Robert Erskine, physician and confidant to Czar Peter I of Russia. In Mar’s correspondence with Erskine and other Jacobites at the Russian court, the links established by „the Mason Word” between the Czar and his Scottish „brother mechanics” were mentioned. Mar also worked closely with Count Carl Gyllenborg, Swedish ambassador in London, and Baron von Görtz, Hostein diplomat and adviser to King Carl XII, to convince the Swedish king and Russian czar to support a Jacobite rising in Britain.

Polecam: jak-rosję-szkoci-trzymali-za-gardło/.

Rasa i kasa czyli reakcja łańcuchowa

Rok 1938 wyjątkowo obfitował w wydarzenia (przyp. Anchluss + Sudetengau) – Mussolini, na wzór ustaw Hitlera, wprowadził prawa rasowe. W efekcie, Enrico Fermi, który wziął za żonę Żydówkę, córkę admirała co zginął w Auschwitz*, po odbiorze nobla już do Włoch nie wrócił i wylądował w Chicago via Nowy Jork. (Wizja wielkich możliwości badań w fizyce jądrowej w USA zapewne też była tu istotna.) Z kolei, drugi z chłopców z Via Panisperna, Emilio Segrè, osiadł wtedy w Kalifornii, a Bruno Rossi z Florencji wyjechał do Kopenhagi. W tym samym roku wylądował w Ameryce także Leo Szilard – ten od patentu z 1933 na reakcję łańcuchową i od listu z 1939: en.wikipedia.org/Einstein–Szilárd_letter.

No i przede wszystkim, w owym to 1938 doszło do decydującego odkrycia – i zarazem ostatniego dużego wkładu do „wyścigu atomowego” dokonanego przez fizyków w Niemczech – zjawiska rozszczepienia jądra uranu, vide discovery_of_nuclear_fission. Uwolniona energia w takiej reakcji jest ponad milion razy większa niż w reakcjach chemicznych (dla próbek o takich masach jak te w przypadku uranu 235). Zaraz potem teoretyczną analizę zjawiska opublikowała Liza Meitner ze swoim siostrzeńcem, Otto_Frischem, już na emigracji w Szwecji.

W Paryżu, znanej nam grupie Joliot-Curie nie trzeba było tłumaczyć co się wydarzyło – sami najlepiej wiedzieli co robić z tym dalej: In 1939, Frédéric Joliot-Curie, head of the French newly established Centre National de la Recherche Scientifique (CNRS), arranged for the UMHK to provide his organization with 5 tonnes of uranium oxide, technical assistance with the construction of a reactor and a million francs, in exchange for having all discoveries made by the CNRS patented by a syndicate, with profits shared between the CNRS and the UMHK. This uranium oxide was transferred to England before German troops entered Paris.[5]

Już w lutym 1939 Francuzi wykazali, iż przy każdym rozszczepieniu jądra uranu uwalniane są 2-3 neutrony – w sam raz do wytworzenia reakcji łańcuchowej. Oczywiście Fryderyk Joliot** nie omieszkał natychmiast poinformować Abrama Ioffe, swojego sowieckiego towarzysza, o rozwoju wypadków, tak że były doktorant Abrama, Igor Kurczatow, mógł zaraz rozpocząć z kolegami własne intensywne badania (Kurczatow wielokrotnie ulegał poważnemu napromieniowaniu, choć w tej największej katastrofie nie brał udziału: pl.wikipedia.org/Katastrofa_kysztymska).

To syn znanego nam Jeana Perrin***, Francis, wprowadził pojęcie masy krytycznej i to właśnie Francuzi pierwsi podjęli energiczne działania na rzecz budowy reaktora jądrowego, no i bomby atomowej oczywiście. To Francuzi stwierdzili, ze najlepszym spowalniaczami neutronów są ciężka woda i grafit, a na początku 1940 przekonali Norwegów aby im przekazali cały ich zasób ciężkiej wody, czyli 187 litrów D₂O. Niemiecka inwazja w marcu 1940 nastąpiła dosłownie „o kilka dni za późno”, a po inwazji na Francję, cały ten zasób popłynął 19 czerwca do Anglii, i choć początkowo nie wzbudzał specjalnego zainteresowania osób intensywnie pracujących tam nad bombą atomową, to się gwałtownie zmieniło kiedy stwierdzono, że wyjątkowo cenny pluton będzie produktem ubocznym w uranowych reaktorach jądrowych.

W Anglii wylądował również ów Otto Frisch, który to już w marcu 1940, razem z innym niemieckim Żydem, wystosował słynne memorandum – en.wikipedia.org/Frisch–Peierls_memorandum. Po Francuzach to wprawdzie Anglicy przejęli prowadzenie w „atomowym wyścigu”, ale tylko po to aby niebawem „wszyscy” mogli się spotkać za Wielką Wodą… To Churchill był pierwszym przywódcą który podpisał program rozwoju broni jądrowych, 30 sierpnia 1941. Program nosił niepozorną nazwę Tube Alloys (Stopy rur) vide Tube_Alloys_organisation, i był naszpikowany żydowsko-sowieckimi agentami jak keks bakaliami. Pod koniec 1942 ta część projektu związana z reaktorami, ciężką wodą i plutonem została przeniesiona do Kanady, dla bezpieczeństwa oraz zaoferowania Amerykanom bliskiej współpracy.

W międzyczasie USA oczywiście bardzo szybko nadrabiało zaległości przy pomocy imigracyjnego tsunami fizyków żydowskich, przede wszystkim. Pomimo, że praktycznie cała dotychczasowa technologia została opracowana w Europie, to Stany szybko przejęły inicjatywę: Projekt Manhattan, który 19. stycznia 1942 został formalnie autoryzowany przez Roosevelta, kosztował rząd amerykański około 50 miliardów (dzisiejszych) USD – co w stosunku do PKB odpowiada niemal 1 bilionowi dolarów obecnie. W szczycie, w projekt było zaangażowanych około pół miliona ludzi – prawie 1% całej ówczesnej „cywilnej siły roboczej” w USA****. Za to Hitler postawił na rozwój V-2 i cały niemiecki budżet na rozwój broni jądrowej wynosił jedynie jeden promil tego amerykańskiego! I to pomimo, że w 1940 „za friko” wpadło w ich ręce w rafinerii Olen 1200 ton belgijskiej, bardzo czystej rudy uranowej!! en.wikipedia.org/Timeline_of_the_Manhattan_Project

CDN

PS. W 1939 trzyletni kontrakt w Society of Fellows wygasł bez możliwości przedłużenia go (ze względu na wiek Ulama)[6]. Dzięki George David Birkhoffowi otrzymał pozwolenie na czasowe pozostanie na Harvardzie w charakterze wykładowcy na Wydziale Matematyki. Do Stanów Zjednoczonych wrócił późnym latem (mając zapewnioną tylko roczną posadę), zabierając ze sobą niespełna siedemnastoletniego brata Adama (który rozpoczął studia na Uniwersytecie Browna). Ich matka zmarła rok wcześniej, ojciec i stryj Szymon towarzyszyli im do Gdyni, bracia odpłynęli na polskim liniowcu Batory. Wtedy Ulam widział ich ostatni raz. W trakcie podróży przez pokładowe radio nadeszła wiadomość o pakcie niemiecko-sowieckim. Kiedy bracia zatrzymali się w hotelu na Columbus Circle, w nocy dowiedzieli się telefonicznie od Witolda Hurewicza o wybuchu wojny. Podczas wojny zginęła jego cała rodzina, z wyjątkiem kuzynostwa, które odnalazło się we Francji i Izraelu[7]. W 1941 Stanisław Ulam rozpoczął pracę jako profesor na uniwersytecie stanowym w Wisconsin, w tym roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo.

___

*) Laura Capon was born in Rome in 1907. Capon met Enrico Fermi while she was a student in general science at the University of Rome. The couple married in 1928. it.wikipedia.org/Augusto_Capon

**) Przyp.: W 1933 Langevin wziął ze sobą do Moskwy zięcia Marii, Fryderyka Joliot, aby go poznać z kim trzeba. Później Fryderyk odwiedzał Sowiety jeszcze wielokrotnie, wtedy także z Ireną.

***) C’est dans le cadre de l’École normale supérieure, et dans le contexte de l’affaire Dreyfus, que Jean Perrin s’entoure d’un groupe d’amis indéfectibles, par affinités politiques notamment : ils sont tous socialisants, et farouchement dreyfusards [wszyscy oni socjalizują i są zaciekłymi dreyfusardami]. Il s’agit d’Émile Borel, de Pierre et Marie Curie et de Paul Langevin. Ils militent tous à Ligue des droits de l’homme dès sa fondation, et participent également aux premières universités populaires. Le clan Borel, Curie, Langevin et Perrin est très soudé. Le couple Borel et le couple Perrin seront d’un grand secours pour Marie Curie lors de la mort tragique de Pierre Curie en 1906 et lors de l’affaire Curie-Langevin en 191113.

****) The Manhattan Project consumed some $2 billion USD (1945) in government funds, and employed at its peak some 120,000 people, mostly in the sectors of construction and operations. Total, the Manhattan Project involved the labor of some 500,000 people, nearly 1% of the entire US civilian labor force.[120]

Pierwsza (miliardowa) loteria państwowa

Spekulant i mistrz królewskiej mennicy Thomas Neale, w celu zebrania pieniędzy na rzecz Skarbu Anglii zaproponował loterię – 100 000 biletów o wartości 10 funtów** zaoferowano do sprzedaży jako jeden z szeregu środków mających na celu zwiększenie dochodów państwowych, umożliwiających udział Anglików w wojnie dziewięcioletniej z Francją. Inne ówczesne innowacje finansowe obejmowały przywilej królewski udzielony Bankowi Anglii i powstanie pierwszego długu publicznego tego kraju***. Neale otrzymał 10% z wpływów z loterii.

„Bank on Tickets of the Million Adventure” lub Million Bank został utworzony w 1695 roku w celu zarządzania aktywami subskrybentów. W 1699 wszystkie inne loterie w Anglii zostały zakazane, ale 42 dalsze loterie były prowadzone na tej samej podstawie do 1768.

Dla ostentacyjnej demonstracji bezpieczeństwa bilety na loterię były przechowywane w specjalnych skrzyniach z 18 zamkami. Bilety były również obligacjami, które można było wymienić w ciągu 16 lat. W rzeczywistości fundusz wykazał niedobór niemal natychmiast i nie mógł nadążyć ze spłatami aż do 1698 kiedy to wojna się zakończyła…

PS. z-historii-hazardu-we-francji/

**) Dzisiaj wartość tych biletów odpowiadałaby miliardowi PLN, ale jeśli uwzględnić stosunek PKB Zjednoczonego Królestwa obecnie wobec tego wówczas to mowa jest raczej o 200 miliardach PLN! en.wikipedia.org/wiki/List_of_regions_by_past_GDP_(PPP)

***) kapitalizm-wojenny-czyli-kto-wymyślił-deficyt-budżetowy/

 

 

Niemcewicz i Anglicy

“Anglik Riddel wciąga Niemcewicza na Wezuwiusz — wprowadza go do lorda Tilneya — zacnego pederasty; przedstawia parze królewskiej. Widzi burzenie się krwi św. Januarego, wierzy w cud bez zastrzeżeń. Z dwoma Anglikami (Riddlem i Cunninghamem), serdecznymi przyjaciółmi, choć nie umie słowa po angielsku, oni po francusku tak, że z trudem porozumiewają się po włosku — jedzie do Palermo…

W głąb Sycylii ruszają na mułach. Gospody jeszcze brudniejsze niż w Polsce, ludność — sami złodzieje. Za to w najgorszej mieścinie jest doskonały teatr. Kupują lożę, zabita deskami, wyłamują, całe miasto zdumione, najstarsi ludzie nie pamiętają, by kto kupił lożę. Gramolenie się na Etnę, w Katanii najmują felukę, objeżdżają Sycylię wokoło. Syrakuzy. Piją zdrowie Archimedesa, Agatoklesa, pijaniuteńcy; Anglicy się kąpią, Niemcewicz przerażony, nie umie pływać, włazi jednak też do wody po raz pierwszy w życiu.

Na Maltę. Wielki strach, bo pełno korsarzy grasuje, co zobaczą żagiel w oddali — do zatoki uciekają; docierają szczęśliwie. Kawalerowie maltańscy bogate, bezżenne tłuściochy, nic nie robią — żrą bez pamięci, klepią w karty. Dwa razy do roku urządzają wyprawy na pogan, łapią paru umierających Murzynów, wracają z tryumfem.

Dzięki listom polecającym Niemcewicza dobrze przyjęci, u samego wielkiego mistrza fasek bywają, 12 dni rozkoszują się wyspą. Mesyna tylko co po trzęsieniu ziemi, to się im udało dobrze trafić! Domy rozwalone, wszystko zniszczone — bardzo ciekawe; włażą na Stromboli…

Po pięciomiesięcznym pobycie sunie do Anglii. Porządek, solidność wyspiarzy zachwycają go. Włochy i Francja paskudztwem od razu mu się wydają.
Bath, Bristol, Londyn. Bukaty**, Litwin przerobiony na lorda, jego mentorem. Poznaje Paoliego, starego rewolucjonistę, o którym jako dzieciak czytał drzemiącemu ojcu z gazety. Słucha w parlamencie Pitta, Foksa, Burke’a, Sheridana, Greya — szczyty elokwencji jego zdaniem. Uczy się zapamiętale po angielsku, by ich rozumieć.

Książę Walii spotyka go w towarzystwie, słyszał, że świetny tancerz, prosi o zademonstrowanie polskiego narodowego tańca — kozaka. Niemcewicz tańczy z Seweryną Potocką, wszyscy zachwyceni, uczy prysiudów późniejszego Jerzego IV.

Cztery miesiące siedzi w Anglii. Przez Holandię — czystą i nudną, przez Niemcy — brzydkie sknery, przybywa do Wiednia na samo Boże Narodzenie 1785 roku. Zastaje księcia Adama, zdaje relację, czyta mu swój dziennik podróży. Książę wielce rad:
Kochany mój panie Julianie, widzę, żeś nie zmarnował swojego czasu i moich pieniędzy.”

Karol Zbyszewski. “Niemcewicz od przodu i tyłu”.

PS. W pewnym sensie rację miał więc Alan J. P. Taylor pisząc cierpko, że korzyści, jakie zdołali wynieść z owych debat sami Polacy, ograniczyły się do 10 tys. funtów dorocznego grantu (nazwanych przez angielskiego historyka „ceną spokojnego sumienia” Anglii). bazhum.muzhp.pl/Przeglad_Historyczny-r2005-t96-n1-s61-76.pdf

**) król-staś-i-balet-narodowy-czyli-casanova-i-anglicy/

Capture d’écran 2019-09-28 à 12.48.25.pngCapture d’écran 2019-09-28 à 12.53.27.pngCapture d’écran 2019-09-28 à 13.09.52.pnghttp://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/doccontent?id=416

 

„Zbuntowany Szkot”

Jak Żydzi się rozprzestrzeniają, i jak zaraza latają,
Jakby diabeł posiadł wszechobecność.
Dlatego żyją jak włóczędzy i porzucają
To lub tamte miejsce, szmaty geograficzne.
Są obywatelami świata; są wszędzie;
Szkocja jest narodem-epidemią.

The Rebel Scot
By John Cleveland (1613–1658)

Like Jews they spread and as infection fly,

As if the Devil had ubiquity.

Hence ’tis they live at rovers and defy

This or that place, rags of geography.

They’re citizens of the world; they’re all in all;

Scotland’s a nation epidemical…

__

PS. „Szczury, wszy i Szkoci: znajdziesz ich wszędzie na całym świecie”

średniowieczne przysłowie francuskie

Polska i Polacy u Szekspira

Po raz pierwszy wzmianka o Polsce pojawiła się w Komedii omyłek, najkrótszym pod względem wersów dramacie Williama Szekspira. Utwór datowany jest na lata 1592–1594. W scenie 2 aktu III Dromio z Syrakuzy mówi do Antyfolusa z Syrakuzy, opisując wdzięki otyłej kucharki: „I warrant, her ragges and the Tallow in them, will burne a Poland Winter”, co w polskim tłumaczeniu Leona Ulricha znaczy: „Przysięgam, że jej łachmany i łój z nich wyciśnięty wystarczyłby na polską zimę”. Jak pisze Charles Whitworth we wstępie do Komedii omyłek, za czasów panowania Elżbiety I Polska była postrzegana „jako kraj, w którym panują długie, ciemne i bardzo mroźne zimy”.

Kolejnym dziełem Williama Szekspira, w którym wspomina się o Polakach, są Rządy Króla Edwarda III napisane w latach 1590–1594. Dramat ten nie został dotąd przetłumaczony na język polski. Jego akcja toczy się na początku tzw. wojny stuletniej – zbrojnego konfliktu między Anglią i Francją w latach 1337–1453. W scenie 4 aktu III francuski król Jan II Dobry z dynastii Walezjuszy zwraca się do postaci dramatu słowami: „Some friends have we beside domestic power – The stern Polonian, and the warlike Dane, The king of Bohême, and of Sicily, Are all become confederates with us” – „Oprócz sił w kraju mamy kilku przyjaciół; srogich Polaków i wojowniczych Duńczyków, króla Czech i króla Sycylii, Wszyscy oni są naszymi sprzymierzeńcami”. Chwilę później Kapitan z Polski zwraca się do króla słowami: „And lofty Poland, nurse of hardy men, I bring these servitors to fight for thee, Who willingly will venture in thy cause” – „I dumna Polska, opiekunka wytrzymałych mężczyzn, Przyprowadzam tych najemnych żołnierzy, aby walczyli dla ciebie, Tych, którzy chętnie będą narażać swoje życie w twojej sprawie”.

Najczęściej wzmianki o Polsce i Polakach pojawiają się w Hamlecie, najdłuższym pod względem wersów i jednym z najczęściej wystawianych dramatów Szekspira, napisanym w latach 1600–1601. Sztuka dramaturga ze Stratfordu oparta jest na legendzie Vita Amlethi, pochodzącej z szesnastotomowej duńskiej kroniki Saxo Grammaticusa pt. Gesta Danorum z przełomu XII i XIII wieku.

W scenie 1 aktu I Horacy mówiąc o zmarłym królu Hamlecie, zwraca się do Marcellusa i Bernarda słowami: „He smot the sledded Pollax on the Ice”. To najciekawszy pod względem interpretacyjnym i tłumaczeniowym fragment dramatu. Pojawiające się w Pierwszym Folio i Drugim Folio słowo „Pollax” w kolejnych wydaniach zmienia się na: „Polax” (Trzecie Folio), „Poleaxe” (Czwarte Folio), „pollax” (Pierwsze Quarto, Drugie Quarto), aby w XVIII wieku przybrać formy „Pole-axe” (Works Rowe V5) i „Polack” (Works Theobald V7). Samo słowo „poleaxe” oznacza krótką broń drzewcową, podobną do halabardy. Jeśli przyjmiemy taką interpretację, słowa Horacja oznaczać będą, że król Hamlet „Tak zmarszczył się, kiedy w rozprawie gniewnej toporem z sań chwyconym o lód grzmotnął”. Jeśli jednak broń zastąpimy słowem „Polacy”, a słowo „sledded” dosłownie przetłumaczymy jako „wieziony na saniach”, otrzymamy tłumaczenie: „W saniach Polaków wojował na lodzie” (Leon Ulrich), „Lżył pośród lodów Polaków na saniach” (Maciej Słomczyński), „Kiedy po bitwie zaciętej na lodach, Rozbił tabory Polaków” (Józef Paszkowski), „O lód roztrzaskał tabory Polaków” (Jan Kasprowicz), „Wtedy, gdy gonił po lodzie Polaków” (Jarosław Iwaszkiewicz), „Rozkazy, aby rozgromić Polaków, ciągnących na nas saniami przez lody” (Stanisław Barańczak). Zdaniem Witolda Chwalewika „Szekspir, przynajmniej w partiach dramatu wprowadzających motywy walki dyplomatyczno-militarnej nad Bałtykiem, zbudował akcję nie tak, aby rozminąć się w ogóle z rzeczywistym przebiegiem zdarzeń dziejowych, ale tak, aby odwzorować w pewien sposób ich rytm i typowość […]”
W scenie 2 aktu II Woltymand mówiąc o działaniach norweskiego księcia Fortynbrasa, zwraca się do Klaudiusza słowami: „To be a preparation ’gainst the Poleak: […] So leuied as before, against the Poleak”.

„Na przełożenie nasze kazał zaraz Wstrzymać zaciągi swojego synowca, Które mu zdały się być wymierzone Przeciw Polakom, które jednak, bliżej Poznawszy, znalazł zwróconymi przeciw Waszej królewskiej mości. […]

I owe wojska, przezeń zwerbowane, Użyć pozwolił mu przeciw Polakom”. (Józef Paszkowski)

„Posłał, by wstrzymać zaciągi bratanka, Które, jak sądził, skierowane były Przeciw Polakom, […]
Już zaciągnięte, przeciwko Polakom”. (Maciej Słomczyński)

„Wstrzymać rozkazał, które mu się zdały Przygotowaniem na polską wyprawę; […]
I upoważnia zebrane już pułki
Przeciw Polakom do boju powadzić, […]”. (Leon Ulrich)

„Że to zbrojenia przeciwko Polakom. […] Upoważnienie do użycia całej
Armii zaciężnej w ataku na Polskę”. (Stanisław Barańczak)

W scenie 4 aktu IV Polska i Polacy pojawiają się w dialogu Kapitana i Hamleta. Fragment ten nie występuje w Pierwszym Folio dramatu z 1623 roku. Pojawia się po raz pierwszy w Drugim Quarto, wydanym między 1604 a 1605 rokiem, w pełni autoryzowanym tekście Hamleta. Fragment ten został celowo usunięty z Pierwszego Folio, gdyż nie wnosił nic nowego do akcji i nie prezentowałistotnych informacji na temat samego tytułowego bohatera dramatu. Kapitan zwraca się do Hamleta słowami: „Against some part of Poland”.

„Ku granicom Polski”. (Józef Paszkowski)

„Ku pewnym okolicom Polski”. (Maciej Słomczyński)

„W pewną stronę Polski”. (Leon Ulrich)

„Idą na Polskę”. (Stanisław Barańczak)

Hamlet pyta Kapitana: „Goes it against the main of Poland, sir, Or for some frontier?”.

„Czy pochód
Ich ma na celu podbój całej Polski Lub pewnej części tylko?”. (Józef Paszkowski)

„Czy idą, aby wedrzeć się w głąb Polski, Czy ku granicom jedynie, mój panie?”. (Maciej Słomczyński)

„Czy pragnie wkroczyć w samo Polski serce, Czy tylko napaść ziemie pograniczne?”. (Leon Ulrich)

„Czy wojna toczy się o całą Polskę, Czy też o jakiś teren przy granicy?”. (Stanisław Barańczak)

Profesor Jerzy Limon zwraca uwagę na fakt, że wielokrotnie zarzucano Szekspirowi nieznajomość geografii Europy. Autor sugeruje w Hamlecie, że Polska i Dania miały wspólną granicę. „Były też sugestie, jakoby klucza do rozwiązania tej zagadki należało upatrywać w nagminnym w epoce elżbietańskiej myleniu Gdańska (»Dansk«, »Dantzk«, »Danske«) z… Danią bądź przekonaniu, że Gdańsk leży na terytorium Danii czy też z nią graniczy”.

Tłumaczenie słowa „Danskers” wprowadziło chaos wśród polskich autorów przekładu Hamleta. Szczególnie wyraźnie widać to we fragmencie, gdy Poloniusz zwraca się do Rajnolda słowami: „Enquire me first what Danskers are in Paris”, co w tłumaczeniu m.in. Józefa Paszkowskiego brzmi: „Wypytasz mi się najdokładniej, jacy są Duńczykowie w Paryżu”. Według profesora Limona w tym przypadku „Danskers” oznacza mieszkańców Gdańska, a nie Duńczyków.

W dalszej części dramatu Kapitan odpowiadając Hamletowi, mówi: „Nor will it yield to Norway, or the Pole”.

„Prawdę mówiąc
I bez dodatków, idziemy zagarnąć
Marny kęs ziemi, z którego krom sławy Żaden nam inny nie przyjdzie pożytek. Za parę mendli dukatów nie chciałbym Wziąć go w dzierżawę, i pewnie by więcej Nie przyniósł ani nam, ani Polakom, Gdyby był w czynsz puszczony”. (Józef Paszkowski)

„Tego w dzierżawę, nie dałbym Norwegii Lub Polsce więcej, gdyby go sprzedały”. (Maciej Słomczyński)

– „I zresztą Norwegia
Czy Polska więcej na nim nie zarobią, Gdyby go nawet od ręki sprzedały”. (Stanisław Barańczak)

Następnie Hamlet zwraca się do Kapitana: „Why, then the Polack never will defend it”.

„Polacy pewnie bronić go nie będą”. (Józef Paszkowski)

„Cóż, a więc Polak nie będzie go bronił”. (Maciej Słomczyński)

„Toć pewno Polak nie będzie jej bronił”. (Leon Ulrich)

„No to Polacy nie będą go bronić”. (Stanisław Barańczak)

William Szekspir mógł czytać o starciach na Pomorzu Zachodnim w XII wieku, o których pisał w swojej kronice Saxo Grammaticus. Dopiero w 1227 roku Duńczycy ponieśli klęskę w wojnie z Niemcami i opuścili Pomorze Zachodnie.

W 1536 roku, po objęciu tronu duńskiego przez Chrystiana III, Królestwo Norwegii zostało całkowicie uzależnione od Korony Duńskiej i przekształcone w prowincję tego kraju. Trzydzieści trzy lata później doszło do pierwszych starć floty duńskiej i polskiej na Bałtyku. Może echo tych wydarzeń brzmi w słowach Kapitana, który mówi Hamletowi o wyprawie w celu zagarnięcia „marnego kęsa ziemi”, z którego nie będzie pożytku.
29 lipca 1571 roku Duńczycy pod przywództwem admirała Jerzego Daa napadli na Hel i Puck. Miesiąc później dwudziestu ośmiu pojmanych jeńców zostało ściętych, poćwiartowanych i zakopanych w pobliżu Kopenhagi. Pod koniec sierpnia Duńczycy ponownie wyruszyli na wody Zatoki Gdańskiej, tym razem jednak Puck był przygotowany na atak. Duńska flota przez dwa tygodnie blokowała port w Gdańsku.

Ponownie Polska pojawia się w scenie 2 aktu V dramatu. Ozryk oznajmia przybycie księcia Fortynbrasa po zwycięstwie nad Polską: „Young Fortinbras, with conquest come frõ Poland”.

„To młody Fortynbras,
Wracając z polskiej wojny; daje salwy Angielskim posłom”. (Józef Paszkowski)

„To młody Fortinbras z Polski powraca zwycięsko I powitanie tą salwą bojową
Daje angielskim posłom”.
(Maciej Słomczyński)

„Fortinbras z Polski zwycięzcą powraca,
A posłów Anglii tym dział wita grzmotem”. (Leon Ulrich)

„Armii Fortynbrasa,
Który powrócił dziś z podbitej Polski; Salwy armatnie grzmią na powitanie Angielskich posłów”. (Stanisław Barańczak)

W scenie 2 aktu V Horacy mówi do Fortynbrasa: „You from the Polake warres, and you from England”.

„Wy z polskiej wojny, a wy z granic Anglii”. (Józef Paszkowski)

„Sprawę, wy z polskiej wojny i wy z Anglii”. (Maciej Słomczyński)

„Teraz gdy ciebie, książę, z polskiej wojny, Kiedy was z Anglii w jednym dniu sprowadził”.
(Leon Ulrich)

„Wkraczacie z obu stron – z Polski i z Anglii –”. (Stanisław Barańczak)

Ostatnim w porządku chronologicznym dramatem Williama Szekspira, w którym pojawia się wzmianka o Polsce, jest Miarka za miarkę z 1604 roku. W scenie 4 aktu I Książę rozmawia z Mnichem Tomaszem na temat hrabiego Angelo: „And he supposes me trauaild to Poland”. Leon Ulrich tak tłumaczy to zdanie: „On mniema, że odjechałem do Polski –” . Zdaniem Nigela W. Bawcutta William Szekspir przypuszczalnie wprowadza do sztuki wątek polski, aby nadać jej „środkowoeuropejskiego smaku”.

Pośrednio informacje o Polsce i Polakach pojawiają się w innych dziełach dramaturga ze Stratfordu – Opowieści zimowej i Burzy. Jak sugeruje Ludwik Bernacki, dzieje Polski w XVI wieku odbiły się echem w wyobraźni Williama Szekspira i domyślać się można, że Albert Łaski był dla niego wzorem do postaci Armada w Straconych zachodach miłości czy Poloniusza w Hamlecie. Według Bernackiego na maksymy Poloniusza i Angela – bohatera Miarki za miarkę – miał mieć wpływ traktat Goślickiego De optimo senatore

Przypominam, że Olbracht był krewnym Jana Kochanowskiego i bliskim „współpracownikiem” Filipa Sidney, wielki-final-czyli-londyn-w-warszawie/

 

Szymon z Montfort, dantejskie piekło i nasz Zygmunt III Wielki

Simon de Montfort (młodszy) na witrażu katedry w Chartres, c. 1250

___

Zadziwiające nitki da się czasem wyciągnąć z historii Europy – oto okazuje się, że nasz Zygmunt III Wielki jest w 13 pokoleniu potomkiem Szymona rycerza z Montfort! Tego Szymona o którym tu już było w związku z Wenecją i IV krucjatą z 1202.

Najstarszym synem owego Szymona był Szymon zwany młodszym. O nim będę musiał jeszcze napisać, a dzisiaj tylko o tym jak zginął: „Pod Evesham, jeszcze przed rozpoczęciem potyczki, zdezerterowała walijska piechota. W rezultacie Montfort stanął do walki z siłami równymi jednej czwartej sił przeciwnika – księcia Edwarda. W wyniku tego zginęła większość baronów-opozycjonistów, włączając w to Szymona i jego syna Henryka, mimo propozycji kapitulacji.” W szale rojaliści zhańbili ciało Montforta. Wieści dotarły do ​​burmistrza i szeryfów Londynu, że „głowa earla Leicester … została oderżnięta, a jego jądra odcięte i powieszone po obu stronach nosa” i w takim przebraniu głowa została wysłana przez Rogera Mortimera [zabójcę Szymona] do Zamku Wigmore w prezencie dla jego żony, Maud. Ręce i stopy Szymona zostały również odcięte i wysłane do różnych miejsc wrogom jego jako oznaka hańby. Te szczątki, jakie można było znaleźć, zostały pochowane przed ołtarzem kościoła opactwa Evesham przez kanoników. Grób był odwiedzany przez wielu zwykłych ludzi jako święta ziemia, dopóki król Henryk tego nie zwąchał. Oświadczył, że Montfort nie zasługuje na miejsce w świętej ziemi, a jego szczątki pochowano w innym „tajnym” miejscu, prawdopodobnie w krypcie. Siostrzenica Montforta, Margaret of England, zabiła później jednego z żołnierzy odpowiedzialnych za jego śmierć, celowo lub nieumyślnie.

Szymon de Montfort młodszy miał jednak pięciu synów i dwóch z tych co przeżyło, Gwidon (Guy) i Szymon (najmłodszy…) dokonało straszliwej zemsty – 13 marca 1271 w kościele San Silvestro zamordowali Henryka Almain (ich kuzyna), który obejmując ołtarz błagał o litość. „Nie miałeś litości dla mojego ojca i brata” – odpowiedział Gwidon. To morderstwo zostało dokonane w obecności kardynałów (w czasie konklawe), króla Francji Filipa III i króla Karola Sycylii. Za tę zbrodnię bracia Montfort zostali ekskomunikowani, a D(ur)ante wygnał Gwidona do rzeki wrzącej krwi w siódmym kręgu jego piekła (Canto XII).

Ów Gwidon miał córkę Anastazję która wyszła za senatora rzymskiego Romano Orsiniego. A z tych Orsinich była z kolei nasza królowa Bona, babka ZIII… cbdo.

Pierwszy bankster czyli przygody szkockiego Casanovy

John Law wedle Alexis Simon Belle, circa 1717

___

Historia wyczynów Johna Law, szkockiego kalwinisty z urodzenia, wypełniłaby niejeden serial. W 1694, w Londynie, w wieku 23 lat John zabił w pojedynku pewnego dandysa za co został skazany na śmierć. Był to wtedy wyrok niebywały w takiej sytuacji, ale staje się zrozumiały kiedy się uwierzy pogłoskom o romansie owego dandysa z królem Williamem III… John uratował głowę uciekając z więźnia, ale najprawdopodobniej ucieczka była sfingowana a Law został po prostu zwerbowany na agenta wywiadu.

Wpierw wylądował w Amsterdamie, potem w Paryżu aby przez Genewę trafić do Wenecji. W Wenecji zarobił tzw. pierwszy milion grając w karty, głównie w faraona**. Także tam zaczął poważnie studiować systemy bankowe. W efekcie Law stał się prorokiem nowoczesnej banksterki, którego dzieł ani jego rodacy w rodzaju Hume’a i Smitha, ani inni luminarze nie mogli ignorować – nawet Karol Marks zechciał określić Johna Law: „przyjemną mieszanką charakterów oszusta i proroka”.

W efekcie, w 1705 Law wziął się za ratowanie finansów rodzimej Szkocji publikując w Edynburgu dzieło pt. Money and Trade Considered with a Proposal for supplying the Nation with Money. Proponował w nim wprowadzenie papierowych pieniędzy w oparciu o ziemię, a nie o złoto czy srebro. Projekt ten Szkoci odrzucili, a rok później Law także bez powodzenia zaproponował to we Francji. Jednak w 1715 sytuacja się mocno zmieniła – Ludwik XIV umarł, a książę regent był dobrym znajomym Johna od stolika karcianego: „Obydwaj przystojni i atletycznie zbudowani byli błyskotliwymi tenisistami. Obydwaj cieszyli się niezwykłym powodzeniem u płci przeciwnej”.

Dług w wysokości 2 miliardów liwrów (dzisiaj to „bezpośrednio” odpowiada prawie 100 miliardom euro)  a stanowiący 167% PKB Francji, który Ludwik XIV pozostawił po sobie, należał do grupy 40 prywatnych finansistów, którzy również kontrolowali pobieranie podatków… Sama roczna obsługa tego zadłużenia kosztowała 90 milionów liwrów. W maju 1716 Law otrzymał francuskie obywatelstwo, a 10 kwietnia 1717 Rada Stanu wydała dekret umożliwiający Banque Generale Johna Law’a wydawanie bank-notów, które będą respektowane przy płaceniu podatkówZabezpieczeniem tego przedsięwzięcia stały się efektywnie, jakżeby inaczej, ziemie Luizjany, albowiem w sierpniu 1717 Law założył Compagnie d’Occident, znaną potem nieoficjalnie jako Kompania Missisipi – pojęcie milionerów powstało w czasie hossy na akcje owej kompanii. W grudniu 1718 ów Banque Generale stał się bankiem królewskim – Banque Royale.

Oszołamiający sukces Kompanii Missisipi zmusił londyńskie City do mocnej kontr-akcji – wszak wielkie ilości bulionu przekraczały La Manche w „złym” kierunku… Rozbujano spekulacje akcjami Kompanii Mórz Południowych, której krótkotrwały sukces powstrzymał ten trend. W efekcie jednak doszło do pęknięcia tych pierwszych baniek spekulacyjnych w historii, i tej paryskiej i tej londyńskiej. Zanim do tego doszło John Law konwertował na katolicyzm w grudniu 1719, tak jak tego prawo wymagało od urzędników państwowych.

Ciekawe jest to, iż na całej tej operacji, w tym upadku Kompanii Missisipi, stracili inwestorzy, ale Korona francuska zyskała i to bardzo wiele – redukcję gigantycznego długu o 2/3! Sam Law w grudniu 1720 musiał salwować się ucieczką do Brukseli. Śmierć księcia regenta w 1724 zamknęła sprawę powrotu do Paryża, na co Law cały czas liczył – w rezultacie zajął się z powodzeniem kolekcjonowaniem dzieł sztuki. Po przyjęciu ostatniego namaszczenia, 21 marca 1729 zmarł w Wenecji na zapalenie płuc.

Law’s theories live on 300 years later and „captured many key conceptual points which are very much a part of modern monetary theorizing”.

**) Law świetnie znał zasady rachunku prawdopodobieństwa i zawsze grał w owego faraona jako… „bankier”. Większość ówczesnych graczy nie zdawała sobie sprawy, że ta gra „finansowo” faworyzuje (statystycznie rzecz biorąc) właśnie „bankierów”.

Monsieur Bond, Jacques Bond

Screenshot 2019-06-05 at 22.45.49.png Elizabeth Sparrow (1926-2016)

__

Elizabeth Sparrow wzięła się za pisanie książek historycznych (i artykułów naukowych) po 60-tce, nie mając do tego żadnego formalnego wykształcenia – przyznaję, jest to dla mnie szczególna inspiracja. Z drugiej strony, Mrs. Sparrow była córką admirała floty (ang. vice-admiral) Ralpha Wykes-Sneyda co niewątpliwie umożliwiło jej uzyskanie szczególnego oglądu spraw wojskowych, nie mówiąc już o odpowiednich kontaktach osobistych. To właśnie od byłego agenta SIS i SOE, Bickhama Sweet-Escotta, dowiedziała się o opinii innego weterana SOE, który w 1940 powiedział mu, że SOE jest zakładane „aby zrobić Europie to co Pitt zrobił Francji przed 1807” (SOE was being set up “to do to Europe what [William] Pitt did to France before 1807”). W efekcie Mrs. Sparrow rozpoczęła osobiste badania, do których MI6 ją zniechęcało („discouraged her research”) a które w 1999 zaowocowały wydawniczą bombą pt. Secret Service: British Agents in France 1792-1815. Wielu, w tym sam John le Carré uznało tę książkę za majstersztyk – “a tour de force”. Niestety, jako iż żadnego dodruku nie było to teraz trudno kupić jej używany egzemplarz za mniej niż 150 euro…

Na szczęście jest w sieci naukowa publikacja Mrs. Sparrow z 1998 pt. Secret Service under Pitt’s Administrations, 1792-1806. A tam same cymesy, np. to że sławna Ustawa o Cudzoziemcach – Aliens Act z 1793 została napisana przez francuskiego (byłego) generała-lejtnanta policji z Lyonu, Claude Antoine Reya. A odbyło to się za pośrednictwem urzędnika Tajnej Rady (czyli rządu JKM), niejakiego Williama Fawkenera – syna znanego nam Sir Everarda… jaki ten świat mały**.

„Ustanowienie przez Reya pierwszej anglo-francuskiej służby wywiadowczej we Francji jest dobrze udokumentowane. Ta sieć, kontynuacja jego pracy dla francuskich książąt, została uruchomiona w ciągu miesiąca od mianowania Williama Huskissona na pierwszego nadinspektora cudzoziemców. Jest to pierwsza demonstracja tego, w jaki sposób biuro cudzoziemców stało się ośrodkiem nerwowym wywiadu zagranicznego [MI6…] i wzorcem, jaki miała spełniać ta służba”***.

CDN

**) E. Sparrow wydaje się nie dostrzegać tego że francuskimi sprawami zajmuje się w rządzie JKM syn bliskiego przyjaciela samego Woltera – takie moje mikro-odkrycie? (K.P.)

***) Rey’s establishment of the first Anglo-French intelligence service in the interior of France is well documented. This network, a continuation of his work for the French princes, was up and running within a month of William Huskisson’s appointment as the first superintendent of aliens. It is the first demonstration of how the alien offi􏱩ce became the nerve centre of foreign secret service and of the pattern that service was to follow.

PS. E. Sparrow pisze, że klęska powstania w Wandei i jej rozmiary były m.in. spowodowane „niekonsekwencją” brytyjskiego Secret Service, który z jednej strony mocno podsycał buntownicze nastroje rojalistów, a z drugiej nie dał żadnego wsparcia…

Screenshot 2019-06-05 at 19.46.30.png

Ojciec Słowackiego, Kompania Lewantyńska i ten Wolter

Screenshot 2019-06-03 at 20.29.27.png To właśnie Euzebiusz Słowacki w 1803 opublikował (w „anglikańskiej” drukarni przy Nowolipiu) pierwsze polskie tłumaczenie Henryady „pana de Voltaire”. To bardzo ciekawe zważywszy na treść tego eposu jak i na „szkocką specyfikę” powstałego dwa lata później Gimnazjum Wołyńskiego (potem Liceum Krzemienieckiego), gdzie to pan Euzebiusz wykładał literaturę.

Ów epos opowiada jak jego heros – hugenot Henryk, król Navarry zostaje w 1572, przy wsparciu królowej Elżbiety I, wspaniałym królem Francji – Henrykiem IV. Pierwsza wersja eposu liczyła 9 pieśni i w marcu 1723 Wolter opublikował ją potajemnie pt. La Ligue ou Henry le grand (Liga albo Henryk Wielki) w Rouen, w drukarni niejakiego Abrahama Viret. Dla zmylenia cenzury królewskiej** na karcie tytułowej stoi – (wydrukowano) w Genewie u Jean Mokpap (dowcipniś!):Screenshot 2019-06-04 at 08.54.05.png

Okazuje się, że swój słynny wyjazd do Anglii Wolter zorganizował przede wszystkim w celu ostatecznego i jawnego wydania Henryady – a jak ważny ten pobyt Woltera w Anglii pozostaje dla elit francuskich przypomina mowa Nicolasa Sarkozego z 2007, w londyńskim City, zawierająca cytat z Woltera***:

Ponieważ handel wzbogacił obywateli Anglii, zarazem przyczynił się do ich wolności, a ta wolność z drugiej strony poszerzyła ich handel, skąd powstała wielkość tego państwa.

W organizacji wyjazdu do Anglii bardzo pomógł Wolterowi jego rówieśnik, Everard Fawkener, którego poznał w Paryżu w 1725 kiedy to Everard wracał z Aleppo gdzie od 1716 prowadził wielki biznes po swoim ojcu, „czołowym kupcu Kompanii Lewatyńskiej”! W 1735, już jako Sir Everard, został na 12 lat brytyjskim ambasadorem w Konstantynopolu: i tak to się plecie…

W Londynie, w okolicach Strandu (zaraz obok City i Fleet Street…), aż kłębiło się wtedy od hugenockich drukarni powstałych po wypędzeniu kalwinistów z Francji przez Ludwika XIV w 1685. Owi hugenoci byli oczywiście gotowi wydać każdą wywrotową literaturę, a Wolter sfinansował wydanie de luxe Henryady z 1728 poprzez subskrypcje, trzy gwinee od sztuki (ponad 1000 funtów dzisiaj):Screenshot 2019-06-04 at 09.17.00.png

Lista subskrybentów obejmowała całe spektrum arystokracji brytyjskiej od wigów po torysów, a Wolter dorzucił tam jedną pieśń, no i oczywiście dedykację jego sponsorce – królowej Karolinie, gdzie nie omieszkał porównać się do Kartezjusza:

Screenshot 2019-06-04 at 09.55.09.pngScreenshot 2019-06-04 at 10.04.05.png

___

**) Jako żywo przypomina to zagrywkę Leibniza z 1669, w czasie elekcji naszego króla Michała I…

***) During the French election campaign of 2007, presidential candidate Nicolas Sarkozy came to London and surprised his audience of French businessmen working in the City by telling them that they were following in the footsteps of Voltaire.

As trade enriched the citizens of England, so it contributed to their freedom, and this freedom on the other side extended their commerce, whence arose the grandeur of the state.

These words, which would not have been out of place in Sarkozy’s Anglophile speech, come from Voltaire’s Letters Concerning the English Nation, first published in London in 1733. The myth that Voltaire came to England as an exile, fleeing the tyranny of the Bastille for a land of liberty, is well known. It makes for a good story, all the more so as Voltaire helped write it, but it is essentially a myth. The truth, more prosaic but no less interesting, is that he came to London on a business trip. He was keen to publish a definitive edition of his epic La Henriade, and as censorship made this impossible in France, he resolved to oversee the production of an edition in London. It was while he was organizing the letters of introduction he would need in England that disaster struck. Following his humiliating public beating, the hot-headed Voltaire had to be interned in the Bastille to prevent him from challenging Rohan to a duel and he was finally released on condition that he leave immediately for England. His imprisonment delayed his journey to England; it was not the cause of it.

Cronk, Nicholas. Voltaire: A Very Short Introduction, OUP Oxford, 2017.

 

Londyńska hodowla rewolucji – początki

Wolter wedle Nicolasa de Largillière, 1724 lub 1725, Wersal

___

Jak powszechnie wiadomo większość ważnych rewolucjonistów przewinęła się w XIX i XX wieku przez Londyn, ale warto przy tym wiedzieć, że to jest tradycja sięgająca początków XVIII wieku. Otóż, całkiem niedawno odkryto pokwitowania samego Woltera bardzo szczodrej pensji, którą osobiście pobierał był w Anglii…

Zacznijmy od początku – aby uniknąć odsiadki w Bastylii młody, szerzej jeszcze nieznany Franciszek Maria Arouet, który dopiero co zaczął się podpisywać jako Voltaire**, zaproponował emigrację do Anglii w zamian, na co władze królewskie przystały. W Londynie Wolter mając jedynie list polecający od brytyjskiego ambasadora w Paryżu zrobił olśniewającą karierę. Spędził tam ponad dwa lata, od 1 maja 1726 do jesieni 1728, i w tym czasie tak się wtopił w tamtejsze życie, że nie tylko zaczął się podpisywać jako Francis ale pod koniec pobytu miał kłopoty z myśleniem i pisaniem po francusku: I think and write like a free Englishman (kwiecień 1728).

Jednak największe wrażenie robi bardzo wysoka pensja, którą otrzymał bezpośrednio od królowej Karoliny*** (tej samej Karoliny – wcześniej opiekunki Leibniza…). Wynosiła ona 200 funtów na rok, co na dzisiejsze pieniądze daje 80 tysięcy funtów na rękę, bez podatków! Po powrocie do Francji, Wolter o Anglii zawsze pamiętał – np. sztukę którą to przetłumaczył nasz wielebny ojciec Konarski, dedykował kupcowi londyńskiemu, niejakiemu Fawkenerowi****.

Jednak w drugą stronę transfer też miał miejsce – po wybuchu rewolucji francuskiej, to właśnie FRANCUSCY rojaliści zakładali His Majesty’s Secret Service!! Ale o tym już w przyszłej notce…

CDN

___

**) Wyrok był efektem ostrej scysji Woltera z przyszłym księciem de Rohan z powodu pisania przez Aroueta pod pseudonimem…

***) Bliskiej przyjaciółki straszliwego wiga – Roberta Walpola, no i oczywiście żony Jerzego II, który za jej wiedzą zdradzał ją na lewo i prawo: Caroline was well aware of his infidelities, as they were well known and he told her about them.

****) I retain for my life something of the English in me – Voltaire to Fawkener, 13 June 1746; J’étais devenu anglais à Londres – Voltaire à Mme du Deffand, 23 April 1754

 

Nieudana rewolucja w XIV wieku

Niesamowite jak pewne schematy są niezmienne – protestancka rewolucja z XVI wieku miała swoje pierwsze, bardzo poważne „podejście” już na przełomie XIII i XIV wieku, zaraz po wspaniałym renesansie XII wieku… Też zaczęło się od Niemców i kłopotów z Bizancjum – zamiast Lutra i jego sponsorów był wtedy cesarz Fryderyk II („W czasie swoich rządów wprowadził autokratyczny system administracyjny w królestwie Sycylii, zarówno w zakresie administracji kościelnej jak i świeckiej”), a w miejsce upadku Konstantynopola mieliśmy klęski ostatnich krucjat. Przy czym ów Fryderyk II zaszedł za skórę nie tylko papieżom – co skutkowało 20-letnim wielkim bezkrólewiem i dojściem do władzy dynastii Habsburgów w 1273 – ale i nam, wszak to on sprowadził Krzyżaków Rzpltej na głowę.**

Niewielka różnica polegała na zamianie angielskiego Henryka VIII na Filipa IV zwanego chorobą Francji, który to zaczął od konfiskaty majątków lombardzkich i żydowskich bankierów oraz nałożenia specjalnego podatku na duchowieństwo. Gdy ponadto przejął sądownictwo nad duchownymi w 1302 Bonifacy VIII kontratakował bullą Unam Sanctum, ale zapłacił za to własnym życiem już rok później. W efekcie doszło do tzw. niewoli awiniońskiej papieży i dopiero Grzegorz XI, po napomnieniach św. Katarzyny sieneńskiej, powrócił do Rzymu w 1377. W końcu tenże Filip doprowadził do rozbicia w zakonu templariuszy i grabieży ich majątku.

Na dokładkę, w Akwitanii w 1337 rozpoczęła się angielsko-francuska wojna stuletnia – straszliwy atak Czarnej Śmierci w 1348 podziałał tylko przez chwilę i niebawem stare grzechy wydały nowe, zatrute owoce…

___

Niesamowita jest też pewna „intelektualna ciągłość” w trójkącie Francja-Italia-Anglia:

Prawą ręką Filipa był Wilhelm z Nogaret, z Langwedocji, wnuk Raymonda, katarskiego heretyka. To on, profesor prawa z Montpellier, pisał większość dokumentów królewskich, prowadził oszczercze kampanie, szantażował Klemensa V i wreszcie osobiście brał udział zarówno w procesie templariuszy jak i w napaści na Bonifacego VIII. Jest nawet oskarżany o otrucie Benedykta XI. Wilhelm z kolei zmarł już w 1313: „He died in 1313 with his tongue horribly thrust out, according to the chronicler Jean Desnouelles.

Z kolei Marsyliusz z Padwy – rektor w Paryżu w 1313 za Filipa IV w 1324 opublikował dzieło Obrońca Pokoju (łac. Defensor Pacis), w którym rozgraniczał wyraźnie władzę religijną kleru od władzy świeckiej. Oskarżany o antyklerykalizm został ekskomunikowany…

Celem państwa jest rozstrzyganie konfliktów, sporów i to ono ma zaspokajać potrzeby ludzi. Państwo jest obrońcą pokoju, rząd ma rozkazywać, bo on ma monopol decyzji administracyjnych, sądzenia i kontroli. Najlepsze ustroje to monarchia i demokracja. Lud tworzy prawo, ustanawia rząd i go kontroluje. Prawo powinno posiadać przymus i wolę ustawodawczą. Odrzuca on prawo natury, a prawo kościelne nie jest dla niego prawem.

Stosunek do Kościoła: jest to wspólnota wszystkich wiernych, a papieskie dekrety to obraza majestatu ludzkiego ustawodawstwa. Władza pochodzi od ludu, a Kościół ma być podporządkowany państwu…

Znaczenie myśli Marsyliusza*** w wielu sprawach wyprzedza ówczesne pojęcia. Teoria silnego rządu, urzeczywistniającego pokój i sprawiedliwość pomiędzy poddanymi, jest sygnałem zwiastującym późniejszą doktrynę Hobbesa, a teoria suwerenności ludu znalazła odzwierciedlenie u Rousseau

I tak się oto koło zamyka – wszak właśnie ów Marsyliusz był bezpośrednim inspiratorem nie tylko Machiawela ale i samego Cromwella, Tomasza Cromwella – tego ideologa totalnej grabieży Kościoła za Henryka VIII… pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Cromwell#Reforma_religijna

A przy tym wszystko zostało w rodzinie, wszak siostra Tomasza, Katarzyna była pra-pra-prababką Olivera… tego Olivera: en.wikipedia.org/wiki/Richard_Williams_(alias_Cromwell)#Dissolution_of_the_Monasteries

___

**) Złota bulla z Rimini – datowany na 26 marca 1226 dokument wydany przez cesarza Fryderyka II w mieście Rimini we Włoszech. W akcie tym Fryderyk II, uznając sam siebie za seniora zarówno zakonu krzyżackiego, jak i Polski, a jednocześnie nadrzędnego władcę chrześcijańskiej Europy, nadał Krzyżakom prawa do wszystkich ziem, jakie zdobędą podczas misji w Prusach.

***) Z kolei jego mistrzem był sam Awerroes:

Wraz z falą fanatyzmu, która zalała Andaluzję pod koniec XII wieku, nawet szerokie powiązania nie uchroniły Awerroesa od kłopotów na tle politycznym, wskutek czego został wygnany do żydowskiego miasta Erlisana (obecnie Lucena[3]), gdzie był uważnie obserwowany.

W czasach panowania arabskiego Lucena była głównym ośrodkiem handlu eunuchami[1], na którym zaopatrywały się dwory świata arabskiego.

Handel bałtycki Anglii na początku XVII wieku: studium angielsko-polskiej dyplomacji handlowej

Jan Krzysztof Fedorowicz, rocznik 1949, uzyskał B.A. w Kanadzie w Victoria College, University of Toronto, a Ph.D. w Anglii w King’s College, University of Cambridge. W 1980 jego ulepszoną (revised) dysertację doktorską z 1975 pt. England’s Baltic trade in the early seventeenth century: a study in Anglo-Polish commercial diplomacy (Handel bałtycki Anglii na początku XVII wieku: studium angielsko-polskiej dyplomacji handlowej) opublikowało prestiżowe Cambridge University Press. Temat rozprawy zaproponował M. Małowist a pracami badawczymi Fedorowicza w Polsce** kierowali (guided) A. Mączak i H. Zins.

Od Fedorowicza dowiedziałem się o liście Zygmunta III do Jakuba I, z lutego 1611 spod Smoleńska, w którym informuje o wprowadzeniu ceł na towary angielskie w Rosji.

Oto ten list, w tłumaczeniu niezawodnego Krzysztofa Laskowskiego, bo przecież na tzw. polskich historyków czy na niesławną Polską Fundację Narodową nie można liczyć:

Smoleńsk, 23 lutego 1611 roku

Zygmunt III król Polski do Jakuba I króla Anglii

o synu Władysławie na kniazia przez Moskwicinów wybranego; o kupcach angielskich w Moskwie

Zygmunt III, z Bożej łaski Król Polski, wielki Książę Litwy, Rusi, Prus, Mazowsza, Żmudzi i Liwonii, a także Szwedów, Gotów i Wandalów dziedziczny Król, Najjaśniejszemu Księciu Panu Jakubowi, z Bożej łaski Anglii, Szkocji, Francji i Irlandii Królowi, obrońcy wiary, krewniakowi i bratu naszemu najdroższemu życzy zdrowia oraz nieustannego wzrostu braterskiej miłości i wszelkiej pomyślności.

Najjaśniejszy Książę Panie, krewniaku i bracie nasz najdroższy. Sądzimy, że jest wiadome Waszej Wysokości, jakie powodzenie do tej pory osiągnęliśmy w tej wojnie Moskowii ze sprawiedliwych i ważnych powodów wydanej i do jakiego stanu sprawiedliwy Pan Boską swą potęgą sprawy moskiewskie doprowadził. Zdało mi się jednak, że ze względu na przyjaźń naszą krótko Waszej Wysokości napomknę o tychże sprawach. Gdyśmy częściowo siłą, częściowo przez kapitulację zdobyli w Moskowii liczne zamki i miasta i po wysłaniu naprzód części naszych oddziałów do wnętrza Moskowii rozbiliśmy, skoro Bóg tak zadecydował, silną wroga naszego, byłego Wielkiego Kniazia Szujskiego, oraz gdy po pchnięciu zwycięskich oddziałów do miasta Moskwy różne miejsca w tych regionach były także przez naszych ludzi atakowane, nieufni we własne siły Moskowici po odjęciu Szujskiemu berła z całkowitą radością i za zgodą wszystkich Stanów Księciu Władysławowi Zygmuntowi, synowi naszemu, po złożeniu temuż przysięgi wierności i poddaństwa władzę przekazali. Gdy sam Szujski z dwoma pozostałymi braćmi tegoż domu został naszej władzy przekazany, których nakazaliśmy przywieźć do Polski, obsadziliśmy Moskwę, główne miasto i siedzibę Imperium Moskiewskiego, oraz bardzo liczne miasta i zamki naszymi załogami.

Skoro najszczodrobliwszy Bóg uczynił nam i naszemu synowi tak wielkie rzeczy, niczego bardziej nie powinniśmy sobie od narodu moskiewskiego życzyć niż bardzo szybkiego przybycia naszego syna na tamte ziemie w celu objęcia rządów i powinniśmy zauważyć, że kupcy angielscy, którzy w Moskowii operują i którzy wyżej wymienionemu Szujskiemu, byłemu Wielkiemu Kniazowi, sprzyjali i dostarczali rad przeciwko nam, podczas pierwszej wyprawy będą wyruszali ze swoimi towarami. Bardzo pragniemy prosić Waszą Wysokość, by upomniała wszystkich tych kupców, a także by zachęciła i przekonała ich, by byli nam i naszemu synowi wierni i posłuszni oraz płacili i uiszczali taksy lub cła według zwyczaju i obyczaju innych operujących w Moskowii kupców.

A dzięki łasce Waszej Wysokości łatwo dostrzeżemy wyjątkową jej samej względem nas i naszego syna dobrą wolę i wielce przyjazne ducha. W ten sposób i tą drogą wzrosną wzajemna miłość między naszymi rodzinami i połączenie wysiłków, a Wasza Wysokość nie ujrzy nas razem z naszym synem niewdzięcznych wobec dowodu tej swojej woli. Ponadto modlimy się do BOGA NAJLEPSZEGO NAJWIĘKSZEGO o codzienne zdrowie oraz o szczęśliwy i kwitnący stan królestw Waszej Wysokości. Dan w zamku w Smoleńsku dnia 23 lutego roku Pańskiego MDCXI, panowania naszego nad Polską XXIV, a nad Szwecją XVII.

Tejże Waszej Wysokości

dobry brat

Zygmunt Król

Z tyłu: Najjaśniejszemu Księciu Panu Jakubowi, z Bożej łaski Anglii, Szkocji, Francji i Irlandii Królowi, obrońcy wiary, Krewniakowi i bratu naszemu najdroższemu.

Drugą ręką: 24 lutego 1611 roku. Król Polski do Jego Majestatu.

Screenshot 2019-05-07 at 12.07.26.pngScreenshot 2019-05-07 at 12.07.46.png

Przy okazji, przypominam iż w tym samym tomie VI Elementa znalazłem owe listy Radziwiłła i Lisowskiego do Roberta Cecila: boson.szkolanawigatorow.pl/janusz-herbu-traba-czyli-sprawca-naszego-nieszczescia + boson.szkolanawigatorow.pl/irlandzka-plantacja-angielscy-kapitanowie-zagonczyk-lisowski-oraz-brexit

CDN

**) Prawie dwa lata – przy wsparciu UNESCO i MEN.

___

PS. Do kompletu — Fedorowicz, Geremek itp.

PPS. Agent Bruce z Gdańska do Roberta Cecila – jak to Zygmunt III („uzależniony od jezuitów i papieża”) ruszył na Smoleńsk:

Screenshot 2019-05-08 at 13.06.13.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.06.39.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.07.12.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.07.30.png

 

Paryż kontra Oksford, czyli prawdziwy renesans vs jesień średniowiecza

Gdybym miał krótko i dobitnie scharakteryzować epokę romantyzmu w kulturze, to zrobiłbym to tak: był to okres w którym przede wszystkim intensywnie zajmowano się budowaniem olbrzymiej ilości fałszywych mitów, czy jakbyśmy dziś powiedzieli – fałszywych narracji. Jednym z tych najważniejszych był mit przewspaniałego, niezrównanego renesansu. Z tym, że pierwotnie była mowa jedynie o renesansie czy odrodzeniu włoskim, ale potem stopniowo narracja się rozrosła do pan-europejskiego wybuchu cywilizacyjnego. Do wielkiego odrodzenia cywilizacji antycznej, do oswobodzenia ludzkiej myśli i wyobraźni i do wielkich czynów. A była to, jak się dziś mówi, po prostu zwykła przykrywka (lub inaczej, odwracanie kota ogonem), bo był przecież ten właściwy renesans, ale wydarzył się dużo wcześniej, w XII wieku, i serce jego biło we Francji. Źródła tego fenomenu, który stworzył Europę i jej cywilizację grecko-chrześcijańską, były tak potężne, że napędziły Europę aż po dzień dzisiejszy – a czy przetrwamy jej upadek to, moim zdaniem, zależy w dużym stopniu od tego czy uświadomimy sobie, i czy przypomnimy innym, istotę i wagę tych prawdziwych źródeł.

Zacznę od powstania Uniwersytetu Paryskiego – jednego z największych „cudów” (obok katedr gotyckich, wraz z ich wnętrzami) tego prawdziwego Renesansu. Potem pochylimy się nad jednym z typowych „romantycznych” fałszerstw na mniejszą skalę, czyli nad postacią Rogera Bacona, wybitnego przedstawiciela szkoły oksfordzkiej. I to on właśnie nas doprowadzi do czegoś, co można z pewnością uznać za prawdziwą „jesień średniowiecza”.  Zanim jednak to rozwinę, chciałbym podkreślić, że nikt tu nie odkrywa żadnej ameryki, a olbrzymie znaczenie Renesansu XII wieku jest wśród badaczy powszechnie znane – wystarczy choćby przeczytać odpowiednie hasło w angielskiej Wikipedii [1]. Niestety, co symptomatyczne, odpowiednie polskie hasło nie istnieje, a prawdziwy Renesans nie zajmuje widocznego miejsca, ani w powszechnej edukacji, ani w medialnej propagandzie.

Od początku XII wieku, właśnie w okolicach Paryża zaczęły wyrastać bardzo liczne szkoły, które około 1150, połączyły się w rodzaj korporacji łączącej nauczycieli i uczniów, dającej początek Uniwersytetowi Paryskiemu. I właśnie wtedy, nieprzypadkowo, rozpoczął się też schyłek słynnej (przez prawie dwa wieki!) Szkoły z Chartres. Najlepszą tego ilustracją jest kariera mistrza Gilberta de la Porrée (biskupa Poitiers), który sławę wprawdzie uzyskał w Chartres, ale miał tam wykłady jedynie dla czterech uczniów, podczas gdy na jego wykłady „wyjazdowe” w Paryżu przychodziło ich nawet trzystu!  Wielka przewaga Paryża brała się wtedy także z powodów bardzo praktycznych – taniego noclegu i powszechnie dostępnej aprowizacji – czyli dobrych warunków do życia, po prostu.

Formalnie został zatwierdzony jako: Universitas magistrorum et scholarium Parisiensis (czyli dosłownie, zgromadzenie paryskich mistrzów i scholarów), najpierw 15. stycznia 1200 w karcie króla Filipa Augusta, a potem w 1215 bullą Innocentego III, razem ze szkołą katedralną z Notre-Dame. Uniwersytet miał oczywiście cztery „klasyczne” fakultety: teologii, prawa, medycyny i sztuk wyzwolonych, a jako że studia „filozofii”, czyli siedmiu sztuk wyzwolonych były podstawą do wszelkich innych studiów, rektor pochodził z tego fakultetu. Teologia była najwyższym stopniem studiów, i aby je w ogóle rozpocząć niezbędny był tytuł magistra sztuk [2].  Wielkie zakony – dominikański i franciszkański – zdominowały nauczanie i pracę naukową w pierwszych wiekach uniwersytetu.  Kolegium dominikańskie w Paryżu powstało w 1217, czyli rok po powstaniu zakonu, i już wkrótce „wypromowało” dwóch najsłynniejszych profesorów Uniwersytetu Paryskiego – św. Tomasza z Akwinu i św. Alberta Wielkiego, którzy na dobre ugruntowali jego sławę i prestiż [3]. Obydwaj nosili najwyższy tytuł akademicki – magister in sacra pagina (lub inaczej, doktor Pisma świętego) – Albertus Magnus (doctor universalis lub doctor expertus) w latach 1245-8, a Akwinata (doctor angelicus) w 1256-9. Warto zwrócić uwagę na olbrzymią intensywność ich nauczania, związaną z krótkością jego trwania – to może wydaje się zaskakujące, ale wtedy było bardzo charakterystyczne – ta wielka mobilność, zarówno profesorów jak i studentów. Św. Albert prosto z Paryża na cztery lata udał się wykładać do Kolonii, zabrawszy tam ze sobą swego najzdolniejszego studenta, a Akwinata z kolei po powrocie do Paryża i po swojej profesurze wyjechał nauczać do Włoch. Studenci zjeżdżali tam z całej Europy, w tym w wielkiej liczbie z Anglii. A w tej liczbie wspomniany Roger Bacon.

Jak napisał prof. Władysław Tatarkiewicz w tomie pierwszym Historii Filozofii:

„Nie tylko był modelem innych, ale sam był do końca średnich wieków główną uczelnią łacińskiego świata. Przyczyniło się̨ do tego to, że oświatowa polityka papieży dążyła do uczynienia z Paryża głównego ośrodka studiów teologicznych. […] Charakterystycznymi cechami organizacji uniwersyteckiej były: a) wolność nauki: studia odbywały się̨ bez immatrykulacji, student obowiązany tylko był pracować z jednym z magistrów; b) międzynarodowość”.

Sławą najważniejszego uniwersytetu w Europie cieszył się przez kilka wieków, ale w końcu jego dominacja uległa osłabieniu. Najpierw po przyjęciu konkordatu bolońskiego w 1516, który spowodował stopniową utratę przywilejów, a następnie po pojawieniu się w Paryżu silnej konkurencji. Wpierw ze strony królewskiego Collège royal (w 1870 przemianowanego na Collège de France), powstałego w 1530 za namową humanistów „renesansowych”, a potem po rozpoczęciu intensywnej działalności przez Towarzystwo Jezusowe. Na przełomie XVII i XVIII wieku Uniwersytet Paryski zdecydowanie odrzucił filozofię Kartezjusza i nauki innych filozofów oświecenia za co przyszło mu bardzo srogo zapłacić – 15ego września 1793 dekretem Konwentu Narodowego Uniwersytet Paryski został ostatecznie zlikwidowany.

W 1253 Robert z Sorbony w Ardenach, kapelan i spowiednik świętego króla Ludwika IX, ufundował nowe kolegium Uniwersytetu Paryskiego – Collège de Sorbonne, które sławą szybko przyćmiło wszystkie inne,  tak że czasami Sorboną nazywano cały uniwersytet. Wprawdzie nominalnie (nazwa-) Sorbona przetrwała do dziś, ale faktyczną sytuację najlepiej obrazuje los jej kaplicy. Oto absolwent Sorbony, kardynał Richelieu, kiedy został w 1622 jej pryncypałem (proviseur) zlecił renowację i rozbudowę „kampusu” sorbońskiego, przy czym polecił wyburzyć starą kaplicę, a budowę nowej, w stylu klasycznym, zlecił słynnemu architektowi – Jacques’owi Lemercier’owi. W testamencie wyraził wolę pochowania w owej kaplicy, ale że ukończono ją dopiero po jego śmierci w 1642, uroczystości pogrzebowe odbywały się w scenerii prac budowlanych. W czasie rewolucji francuskiej, w 1794, kaplicę zamieniono na świątynię rozumu, a z kolei Napoleon zarządził jej przerobienie na atelier dla artystów. W 1822 przywrócono możliwość obrzędów religijnych, wraz z coroczną mszą żałobną za duszę kardynała, zgodnie z jego testamentem. W 1908 kaplica została jednak zamknięta na podstawie nowego prawa – separacji Państwa od Kościołów. Za wyjątkiem cotygodniowych mszy pomiędzy wojami światowymi, a potem i po wojnie aż do 1957, kiedy to ostatecznie została zamknięta decyzją trybunału administracyjnego w Paryżu. Jedynie coroczna msza żałobna była sprawowana aż do lat 80tych XX wieku, kiedy ze względu na fatalny stan „techniczny” kaplicy musiano i to skończyć. Prace remontowe przeciągają się aż do dziś, a „charakterystyczny” stosunek paryskich władz municypalnych do budowli katolickich, ilustruje zdumiewająca historia walki o zgodę administracyjną na wzniesienie koło katedry Notre-Dame monumentu św. Jana Pawła II. Szczęśliwie zakończona dopiero co, 25. października 2014.

Podobnie jak w Paryżu, uniwersytet w Oksfordzie także zdominowały z początku dwa wielkie zakony – dominikanie przybyli tam 15. sierpnia 1221 roku na polecenie samego św. Dominika, który zmarł tydzień wcześniej, a franciszkanie wprawdzie dołączyli nieco później, w 1224, ale w Oksfordzie to właśnie oni odegrali ważniejszą rolę. Oba zakony wyrzucono stamtąd w czasie rewolucji protestanckiej i pozwolono na skromny powrót dopiero po 400 latach… W 1910 franciszkanie, a w 1921 dominikanie uzyskali pozwolenie na utworzenie domów zakonnych, ale dopiero w 1994 dominikanie mogli otworzyć swoje własne małe kolegium (Permanent Private Hall) – Blackfriars Hall. Z kolei franciszkanie otworzyli  swoje PPT Greyfriars Hall w 1957, które jednak zamknięto w 2008.

Pierwszym kanclerzem Uniwersytetu Oksfordzkiego został w 1224 franciszkanin Robert Grosseteste (biskup Lincoln).  Prawdopodobnie jego uczniem był inny franciszkanin Robert Bacon, który studiował również na Uniwersytecie Paryskim, a napisał w 1271, że „wszystko, co zostało dokonane w teologii i filozofii przez ostatnie 40 lat, było dziełem zakonników”. I wreszcie trzeci słynny oksfordczyk-franciszkanin – William z Ockham, ekskomunikowany za życia, ale zrehabilitowany przez Innocentego VI. w 1359.

Jeśli by chcieć scharakteryzować „specyfikę” tych dwóch uniwersytetów w tamtym czasie, to ten paryski miał ambicję osiągnięcia wizji całościowej, czyli syntezy (tomizm!), przy podejściu konstruktywnym (vide – słynna paryska ugoda o rozdzieleniu kompetencji teologii i filozofii, czyli objawienia i rozumu), podczas gdy ten oksfordzki miał silną predylekcję do analizy, indywidualizmu i krytyki, wręcz dekonstrukcji. Należy przy tym pamiętać, że fizyka, czyli filozofia matematyczno-empiryczna rozwinęła się we Francji, przede wszystkim we wspomnianej wyżej Szkole z Chartres, a empiryczna szkoła oksfordzka, której najwybitniejszym przedstawicielem był Bacon, po prostu przejęła i kontynuowała jej osiągnięcia – czemu zresztą dał wyraz prawie 600 lat później Isaac Newton cytując mistrza Bernarda z Chartres. Jednak Francja miała także św. Bernarda z Clairvaux (wielkiego reformatora zakonu cysterskiego), który dobrze pilnował by od naukowych sukcesów matematykom w głowach się nie przewróciło. W Anglii nikogo takiego formatu nie było, więc na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Ich zaczynem były poglądy Ockhama: antysystematyczne, antydogmatyczne, antyracjonalistyczne i antyrealistyczne. W naukach empirycznych jego sztandarowy sceptycyzm okazał się być bardzo dobrym i skutecznym narzędziem, ale szczególnie w teologii głoszony indywidualizm i programowy antyracjonalizm spowodowały olbrzymie szkody. Najbardziej znanym tego przykładem była działalność Jana Wiklefa, profesora teologii w Oksfordzie – twórcy pojęcia „niewidzialnego kościoła wybranych”.  Uważanego często za protestanckiego prekursora. Po śmierci Wiklefa w 1384 (na skutek udaru w czasie odprawiania mszy), propagatorem jego idei w Czechach został Jan Hus. Sobór w Konstancji ogłosił Wiklefa w 1415 heretykiem (na dwa miesiące przed skazaniem Jana Husa), a w 1428, w czasie wojen husyckich, Marcin V nakazał ekshumacje jego ciała i jego spalenie. Prochy wrzucono do rzeki.

Najlepiej całą tę sprawę podsumował prof. Władysław Tatarkiewicz w II. tomie swojej Historii Filozofii:

„Podzieliły się̨ pierwiastki myśli chrześcijańskiej: protestanci utrzymali w swej doktrynie nieufność́ do rozumu, fideizm, wywyższanie woli, przekonanie o nieograniczonej wolności woli Bożej, katolicy zaś́ właśnie wiarę̨ w rozum, przekonanie o racjonalności świata. Reformacja wiodła do pochłonięcia filozofii przez teologię, katolicyzm do utrzymania filozofii. A zarówno stanowisko katolickie, jak i protestanckie miały swe źródła w średniowiecznej myśli: stanowisko katolików przede wszystkim w Tomaszu z Akwinu, stanowisko protestantów w Ockhamie i innych nominalistach: od nich wywodziła się̨ ideologia Wiklefa, Husa, Lutra.”

Wracając do Rogera Bacona, to powstało na jego temat szereg legend jeszcze w czasach rewolucji protestanckiej.  Nie był to jednak żaden wyjątek, wszak kontakty z diabłem przypisywano wtedy większości filozofów o wielkich osiągnięciach matematycznych – najjaskrawszym przykładem były legendy nt. samego Sylwestra II. No i przecież, także samemu Mikołajowi Kopernikowi się wtedy oberwało… Jednak romantyzm poszedł jeszcze dalej – stworzył mit Bacona wizjonera, pioniera metody naukowej, samotnie walczącego z owym ciemnogrodem wokół niego. Mit ten dawno unieważniono, wszak dobrze wiadomo, że współpracował z innymi scholastykami, a tuż przed i po nim działało wielu ówczesnych fizyków, takich jak wielki badacz magnetyzmu Piotr z Maricourt (Petrus Peregrinus). Ale w pop kulturze XX wieku jego mit się dalej rozrastał – wpierw został autorem manuskryptu Woynicha (który, jak wykazało datowanie radiowęglowe, powstał 150 lat po śmierci Bacona), a nie tak dawno największy erudyta wśród głupców, Umberto Eco, przywołał go na kartach swoich ezoterycznych powieści. W rzeczywistości, wielką specjalnością Bacona była optyka – którą głęboko studiował w arabskich pismach. Być może, iż spotkał się w Padwie z jedynym w tej epoce wielkim scholarem z Polski – Ślązakiem Witelo, który także  specjalizował się w optyce i teorii widzenia. Kończąc o humanistycznych manipulacjach, warto przypomnieć, że pojęcie stylu gotyckiego wymyślono w czasie odrodzenia, i miało oznaczać styl barbarzyński. A początkowo sztukę gotycką nazywano „francuskim dziełem” (opus Francigenum), potwierdzając mimochodem pierwszeństwo Francji w utworzeniu tej genialnej architektury.

Na zakończenie trzeba zatem stwierdzić: nihil novi sub sole – słynna anglosaska filozofia analityczna XX wieku jest przecież w prostej linii spadkobierczynią „szkoły” Ockhama, a jeśli ktoś myśli, że post-modernizm i dekonstrukcję wymyślił Francuz Jacques Derrida, to jest w grubym błędzie – pierwsi byli oczywiście włoscy (przede wszystkim) humaniści, choć i w tym przypadku inspirację można w dużym stopniu odnaleźć w Anglii. Warto spojrzeć na rewolucyjny program humanistyczny wprowadzony na miejsce „przestarzałego” scholastycznego programu nauczania – trivium nazwano po prostu studia humanitatisi na miejsce najważniejszej uprzednio dialektyki (logiki) wprowadzono poezję, a program poszerzono jeszcze o historię i filozofię moralną. Potem była tego kolejna odmiana dekonstrukcji w postaci romantyzmu (który dlatego tak wykłamywał renesans „odrodzeniowy”, a przy tym wyklinał szkiełko i oko) wraz z późnym jego wnukiem, Fryderykiem Nietzsche, który po prostu ogłosił śmierć Boga, i zwariował.

___

[1] en.wikipedia.org/wiki/Renaissance_of_the_12th_century

[2] „Szkoły były nie tylko czynnikami nauczania, ale i nauki; tu były biblioteki, tu jako nauczyciele zbierali się̨ uczeni i tworzyły się̨ środowiska naukowe. Tok nauczania był taki: stopień́ niższy stanowiły nauki świeckie, stopień zaś wyższy teologia. Nauki świeckie nosiły nazwę „sztuk” (artes, odpowiednik greckiej „techne”); w szkołach uczono siedmiu tzw. „sztuk wyzwolonych” (artes liberales lub saeculares), których wykaz i program wieki średnie odziedziczyły po chrześcijańskich pisarzach z ostatniej epoki rzymskiej, Boecjuszu i innych. Sztuki wyzwolone dzieliły się̨ na 2 grupy: grupa trzech (trivium) sztuk humanistycznych (artes triviales, sermonicales lub rationales) składała się̨ z gramatyki, retoryki i dialektyki, a grupa czterech (quadrivium) sztuk matematyczno-przyrodniczych, realnych (artes quadriviales lub reales) składała się̨ z arytmetyki, geometrii, astronomii i muzyki. Na tym kończył się̨ zasób nauk świeckich (które tylko w niewielu szkołach miały zakres bardziej rozległy) i następowała teologia. Studia świeckie były pojmowane jako propedeutyka do teologii. Wśród nauk wyzwolonych przewagę̨ miało trivium, w trivium zaś́ dialektyka.” (Wł.T.: Historia Filozofii, t.1)

[3] Franciszkanie (bracia mniejsi św. Franciszka) – zakon utworzony w 1209, osiadł tam w 1219.

— 

Jest to mój nieco poprawiony artykuł do piątego numeru Szkoły Nawigatorów, z grudnia 2014.

 

Sumy neapolitańskie – ad vocem

„Sumy neapolitańskie, in. sumy barskie – pieniądze należne Rzeczypospolitej z tytułu zagarnięcia przez Filipa II Hiszpańskiego, na podstawie sfałszowanego testamentu królowej Bony z 1557, księstw Bari i Rossano. Habsburgowie winni byli również wypłacać Bonie 10% dochodów z komory celnej w Foggii, jako spłatę pożyczki zaciągniętej u niej w 1556[1] [w roku koronacji Filipa…]. Pożyczka opiewała na kwotę ok. 430 tys. dukatów w złocie. …W 2012 poseł Ruchu Palikota Marek Poznański[2] obliczył, że wierzytelność ta bez odsetek warta była w 2012 ok. 235 mln zł.”

Trzy uwagi:

  1. Wyliczenie posła jest „bezpośrednie” – nie uwzględnia poziomu PKB wówczas, a był on wielokrotnie niższy, choćby z powodu mniejszej populacji. Dlatego „państwowe” znaczenie tej sumy było wtedy znacznie wyższe – dzisiaj odpowiadałoby to wielu miliardom PLN.
  2. Jak pisze U. Augustyniak: „Przyczyny niewypłacenia sum neapolitańskich wynikały nie z braku podstaw prawnych ze strony polskiej, lecz z kłopotów finansowych Habsburgów hiszpańskich. Zewnętrzne pozory potęgi po pokoju z Francją w Cateau-Cambrésis (1559)** i osiągnięcie hegemonii na Półwyspie Pirenejskim były mylące, od 1557 weszli oni w okres bankructwa.” Jeszcze przed 1560 Anton Fugger bankrutuje na giełdzie w Antwerpii, która powstała w 1531, jako pierwsza giełda globalna – na początku XVI w. w Antwerpii miało miejsce 40% handlu światowego – był to koniec długiego panowania tej niemieckiej dynastii bankierskiej, opartej przede wszystkim o habsburski dwór.
  3. Wszak od śmierci Marii I Tudor w 1558, małżonki Filipa II, głównym priorytetem dla Madrytu stało się wówczas zatopienie Anglii, a była to bardzo kosztowna impreza… „Anglicy obudzili się na dobre w 1577 kiedy dostali od Holendrów odszyfrowane plany hiszpańskiej inwazji”: boson.szkolanawigatorow.pl/enigma-w-xvi-wieku-i-oliwski-opat-co-szyfry-jak-zapaki-ama

___

**) Siena, Palazzo_Pubblico:

Fatalny pojedynek Henryka II i Montgomery‚ego (Lorda of „Lorges”):

Roald Dahl: ten Zły Dziadek „dziecięcej literatury”

A co z Roaldem Dahlem? … Jak każdy dobry dziadek, Dahl naprawdę chce przynosić radość dzieciom; podobnie jak w przypadku jego pięciorga dzieci, którym Dahl po raz pierwszy opowiadał te historie jako bajki na dobranoc, jego młodzi czytelnicy są obezwładnieni odurzającym, psychodelicznym koktajlem możliwości, obrazów i gry słów. Ale… każde z jego słodyczy ma wyraźną gorycz na wierzchu i śmiertelną truciznę w środku.**

Mimo całej zręczności jego pisania i żartobliwości opowiadania Roald Dahl nie może ukryć okrucieństwa swego spojrzenia, ani chłodu i okrucieństwa jego bezlitosnego, obrazoburczego serca. Nie może ukryć tych rzeczy, ponieważ sam ich nie widzi. Uważa, że całe to podglądactwo i odwet w jego książkach to po prostu dziecinna zabawa. To dlatego, że on sam nigdy nie dorósł. Myślę, że to samo można powiedzieć o uwielbiających go fanach. Przez całe życie pozostawał żartobliwym, kochającym przysmaki, egocentrycznym dzieckiem, z „rozwiązanym” językiem i upodobaniem do odwetu. Jest coś potwornego w dorosłym człowieku, który jest inteligentny i silny, ale w sercu pozostaje mściwym dzieckiem. Jest coś potwornego w Roaldzie Dahlu. Złym Dziadku.

To że nigdy nie nauczył się przepraszać ani okazywać skruchy jako chłopiec, ustanawia moralne ramy dla całego życia Dahla. Ta porażka zahamowała jego duchowy wzrost, tak że nawet jako stary człowiek – miał sześćdziesiąt osiem lat, gdy jego autobiografia została opublikowana – daje przykład tej odwiecznej prawdy wyrażonej przez czcigodnego Fultona Sheena:

Odmawiając przyznania się do osobistej winy, mili ludzie stają się plotkarzami, gawędziarzami, skarżypytami i super-krytykami, ponieważ muszą przekazywać swoje prawdziwe, nawet jeśli nie rozpoznane, poczucie winy innym. To znowu daje im nową iluzję dobroci: przyrost w znajdywaniu błędów u innych jest w bezpośrednim stosunku i proporcjonalny do zaprzeczenia własnym grzechom.

__

Roald Dahl: the Bad Granddad of “Children’s Literature” By Sean Naughton

__

**) So what of Roald Dahl? How can it be that the Great Leader—Dahl was born in 1916—is in truth the Bad Granddad of children’s fiction? How can it be that the man voted the greatest storyteller of all time in a Canon UK Poll of 2017—a certain Charles Dickens came second, followed in a very creditable third place by the ever popular William Shakespeare—is to be held responsible for spawning that degraded form of writing for children of which David Walliams is but the latest exponent. What is the great failure of this literary grandfather?

Like any good grandfather, Dahl really does want to bring joy to the children; as with his own five children to whom Dahl first told the tales as bed-time stories, his young readers are plied with an intoxicating, psychedelic cocktail of possibilities and images and word- play. But for all the phizzwizardry of his tales and for all the whoopsy-wiffling of his telling, each of his gloriumptious confections has an unmistakable bitterness in the coating and a deadly poison at the centre. For all the deftness of his writing and the playfulness of his story-telling, Roald Dahl cannot hide the cruelty of his gaze, nor the coldness and cruelty of his merciless, iconoclastic heart.

He cannot hide these things because he does not see them himself. He thinks that all the voyeurism and vengeance in his books is just childish fun. This is because he himself never grew up. I think the same can be said of his adoring fans. He remained all his life a playful, treat loving, self-centred child, with a loose tongue and a taste for revenge. There is something monstrous about a grown man who is clever and powerful but remains at heart a vengeful child. There is something monstrous about Roald Dahl. Bad Granddad.

Never learning to say sorry or to show any sign of repentance as a boy sets the moral framework for Dahl’s whole life. This failure stunted his spiritual growth so that even as an old man—he was sixty-eight when his auto-biography was published—we recognise an example of this eternal truth as expressed by the Venerable Fulton Sheen:

By refusing to admit to personal guilt, the nice people are made into scandalmongers, gossips, talebearers, and super-critics, for they must project their real if unrecognized guilt to others. This, again, gives them a new illusion of goodness: the increase of faultfinding is in direct ratio and proportion to the denial of sin.

Angielsko-holenderska „szorstka przyjaźń”

Most foreign observers pointed to industriousness, thrift, and cleanliness as the outstanding Dutch national characteristics. Some of their reports seem to indicate that three centuries ago the Dutch nation was not radically different from what it is today. It was, for example, noted that Dutchmen were singularly lacking in any respect for authority: servants did not tremble for their masters, women had often the better of their husbands, and children dared to speak up to their teachers, who ran the risk of being sued if they resorted to corporeal punishment. ‘The Dutch,’ said an Englishman in 1658, ‘behave as if all men were created equal.’ There was also lavish praise for the high level of elementary education and the excellency of the new Dutch universities, especially that of Leiden, the fame of which attracted students from all parts of Europe. Many persons in leading positions all over Europe acknowledged their high opinion of Dutch skills by making determined efforts to introduce Dutch practices in shipbuilding, the organization of foreign trade, the reclamation of land, and in a variety of other fields. According to the English historian William Cunningham, the middle and late period of English seventeenth-century economic history was that of a ‘conscious imitation’ of the Dutch. The Dutch contribution to the economic development of Scandinavian countries was even more substantial…

The only unfavourable characteristics they frequently mentioned were a slow, unimaginative disposition and a common indulgence in bouts of drinking, and these shortcomings were generally excused by attributing them to the country’s humid and chilly climate.

Yet there was another side to the foreign view of the Dutch Republic. The image which one nation forms of another is generally little more than a caricature inspired by hatred and prejudice, and the seventeenth century was no exception to this rule. It is well known that at this time the Dutch populace still laboured under the delusion that the English were distinguishable from ordinary human beings by having tails. The average Englishman’s view of the Dutch was not much more complimentary. The large number of expressions in the English language of this period in which the word ‘Dutch’ had an unfavourable connotation—’Dutch courage’, ‘Dutch concert’, ‘Dutch window’—seem to indicate that many Englishmen considered the Dutch drunkards devoid of any real bravery and cultural refinement. They were also commonly designated as ‘cheesemongers’ and ‘butter-boxes’; or, as an English pamphleteer put it in 1664: ‘A Dutchman is a lusty, fat, two-legged Cheeseworm, a creature that is so addicted to eating butter … that all the world knows him for a slippery fellow.’ Such derogatory notions of the Dutch were not confined to the illiterate masses, but are even found in works of literary distinction. Andrew Marvell’s poem ‘The Character of Holland’ is for example, almost unsurpassed in the grotesque distortion with which it portrays the Dutch way of life.

It was not in England alone that such contemptuous views of the Dutch were current. Wherever, in Europe or Asia, the Dutch went, they acquired the reputation of being a nation of uncouth sailors and unscrupulous merchants taking unfair advantage of their neighbour’s gullibility and robbing him of his legitimate profits. It was said of them that Mammon was their only God, and that for profit’s sake they would not hesitate to pass through Hell even at the risk of having the sails of their ships burned. Many Frenchmen denounced the Dutch as bloodsuckers and the Germans expressed their resentment in the saying: ‘Where a Dutchman treads, no grass will grow.’ Among the Chinese the Dutch enjoyed a similar reputation. Because of their highhanded methods they became known as they ‘red-haired barbarians’. ‘They are greedy and shrewd,’ reported a Chinese source of the time, ‘if meeting them at sea, one is certain to be robbed.’ „

THE MIRACLE OF THE DUTCH REPUBLIC AS SEEN IN THE SEVENTEETH CENTURY

By

K. W. SWART
PROFESSOR OF DUTCH HISTORY AND INSTITUTIONS
IN THE UNIVERSITY OF LONDON

An Inaugural Lecture
Delivered at University College London
6 November 1967

PS. „In the matter of labour the Hollanders were in some respects better and in some respects worse off than their English competitors. Wages were notoriously high in the United Provinces, where heavy excise taxes burdened all articles of general consumption, and high rents raised further the cost of living. This was somewhat offset by certainty of employment for artisans engaged in shipbuilding, who therefore worked for less than if employment had been seasonal.’ Another mitigation which drew the admiration of foreigners was the use of labour-saving machinery, especially the saw-mill wind-driven, and the great cranes which lifted and moved heavy timbers, and masted ships. It was perhaps appreciation of these machines that influenced certain Dutch carpenters to decline a pressing invitation from Colbert to remove to France and work in the royal dockyards at greatly improved wages. The work, they said, would be too hard.”

https://www.jstor.org/stable/2599913?seq=1#page_scan_tab_contents

PPS. Screenshot 2019-04-02 at 18.56.48.png

 

 

Janusz herbu Trąba, czyli sprawca naszego nieszczęścia

„Zygmuntowi trzeciemu panu dotąd naszemu będąc po tak wielu napominania od nas według prawa i wolności naszej wolni posłuszenstwośmy wypowiedzieli jakosz tym teraźniejszym pismem wypowiedamy i dalej o sobie i o wolnoścach swych za pomocą bożą radzić chcemy.” eurofresh.se/manuskrypty/E8599a/397.htm

___

Popadłem w rozterkę – czy aby nie zbyt pochopnie oddałem palmę pierwszeństwa temu über-zdrajcy Pacowi. Muszę teraz wrócić do Janusza starszego Radziwiłła – wprawdzie nadal nie natrafiłem na jego porządny biogram, ale za to natrafiłem na kolejne ślady jego wyjątkowej działalności.

Zacznijmy od przypomnienia kilku dobrze znanych faktów:

  1. Janusz pochodził z kalwińskiej linii Radziwiłłów na Birżach i Dubinkach.
  2. 1 października 1600 poślubił 15-letnią księżniczkę Słucką**.
  3. Razem z Zebrzydowskim stojącym na czele rokoszu z Korony – Janusz oczywiście przewodził Litwinom – wywołał pierwszą polską wojnę domową.
  4. Na zjeździe rokoszowym w Sandomierzu, w sierpniu 1606, został wybrany jego marszałkiem.
  5. 24 czerwca 1607 przyrządził i doprowadził do uchwalenia uniwersału wypowiadającego posłuszeństwo Królowi (vide oryginał wyżej).
  6. 27 marca 1613 został zięciem elektora brandenburskiego, Jana Jerzego – sam Jakub I, król Anglii i Szkocji, był na ślub zaproszony pro forma.
  7. Spiskował z księciem Siedmiogrodu, kalwinistą Gaborem Bethlenem, którego zamierzał osadzić na tronie polskim.***
  8. Zmarł w listopadzie 1620 roku wkrótce po chrzcie najmłodszego syna, Bogusława, tego Bogusława… Pochowany został w kościele kalwińskim w Dubinkach.

Przyznacie, że jest to całkiem mocna lista. A do tego dochodzi rzecz bodaj najważniejsza – bliska a bardzo sekretna współpraca naszego Janusza z owym Jakubem I, nie mówiąc o elektorze brandenburskim, kalwiniście Janie Zygmuncie… Jej pierwszy ślad to ów list u szczytu moskiewskiej zawieruchy (w tłumaczeniu Krzysztofa Laskowskiego):

Słuck, 31 lipca 1611 roku

Janusz Radziwiłł do Roberta Cecila****

wysyła własnego przedstawiciela do króla Anglii

Wielmożny Panie Przyjacielu z należnym szacunkiem.

Celem mojej poprzedniej pielgrzymki było nie tylko to, bym zobaczył pozostałe regiony, ale także bym mógł poznać Wielmożnych Mężów, którzy wszędzie cieszą się sławą. Ponieważ Wasza Wielmożność zajmuje wśród nich niepoślednie miejsce, sądzę, że znalazłem się w nie całkiem gorszym miejscu mego szczęścia, bo zdarzyło mi się, gdym był w Anglii, zawrzeć znajomość z Waszą Wielmożnością i zawrzeć więzy przyjaźni. To sprawiło, że gdym wysłał swego przedstawiciela do Najjaśniejszego Króla Wielkiej Brytanii, Pana mego Najłaskawszego, jednocześnie tytułem naszej przyjaźni przekazał list do Waszej Wielmożności.

Ale żeby Wasza Wielmożność miała także względem siebie dowód mojego gorliwego i przyjaznego ducha, przesyłam jej niewielki upominek, który bardzo proszę, żeby raczyła z wdzięcznością przyjąć. Pozostałe sprawy mój przedstawiciel wyłuszczy bezpośrednio. Upraszam Waszą Wielmożność, by raczyła okazać mu zaufanie. O wszelkie powodzenie dla niej nieustannie z serca błagam Boga Najlepszego Największego.

Dan w zamku słuckim ostatniego dnia lipca 1611 roku.

Waszej Wielmożności przyjaciel,

Janusz Radziwiłł, książę na Birżach, Dubinkach i Słucku, książę Świętego Cesarstwa Rzymskiego, podczaszy Wielkiego Księcia Litewskiego.

Janusz Radziwiłł własnoręcznie

Z tyłu: Do Pana Hrabiego Salisbury, Wielkiego Skarbnika Anglii.

Capture d’écran 2018-10-11 à 07.21.37.pngwww.pau.krakow.pl/index.php/pl/wydawnictwo/publikacje-on-line/elementa-ad-fontium-editiones/dostepne-on-line/vi-1962

CDN

___

**) „Po ślubie księżniczka zapisała cały swój majątek mężowi. Protestant Janusz, dla którego największymi wrogami byli katolicy, a nie prawosławni, wyprowadził słuckie kościoły spod jurysdykcji biskupa unickiego i podporządkował je patriarsze Konstantynopola.

W r. 1600, w kulminacyjnym momencie zatargu Radziwiłłów z Chodkiewiczami o księżnę Zofię Olelkowiczównę (córkę Janusza), jedyną spadkobierczynię olbrzymich dóbr słuckich, N. wsparł Radziwiłłów, przysyłając im wystawiony przez siebie oddział (100 koni i 100 hajduków).

***) Jego brat Krzysztof kalwinista, ojciec Janusza juniora – i „sprawa przejętych przez infantkę belgijską Izabelę listów, które miały dowodzić zamiaru elekcji na tron Rzpltej księcia i (podówczas) następcy tronu Francji Gastona Orleańskiego. Okoliczności wskazywały, że promotorem przedsięwzięcia był R., bowiem w sprawę listów byli uwikłani ludzie z nim związani, skazany na banicję i przebywający za granicą Krzysztof Arciszewski oraz Piotr Kochlewski. R. wszystkiemu zaprzeczył. Jego Justyfikacja, podobnie jak żądanie marszałka izby poselskiej sejmu toruńskiego, Marcina Żegockiego, ujawnienia spisku i ukarania uczestników pozostawały przecież bez efektu. Król nie miał jednoznacznych dowodów winy. Po otrzymaniu kopii listów, prosił o oryginały, gdy je zyskał w kwietniu 1627, w r.n. chciał, by Izabela nakazała uwięzienie i przesłuchanie podejrzanych (w praktyce tylko Arciszewskiego, P. Kochlewski przebywał w Polsce i w r. 1629 wybierał się wraz z R-em na sejm).”

****) Przypominam, że ów Robert Cecil to ten od ustawki pl.wikipedia.org/wiki/Spisek_prochowy, a który w owym 1611 był u szczytu potęgi – JEDNOCZEŚNIE był wtedy Lordem Wielkim Skarbnikiem oraz Sekretarzem Stanu. Z drugiej strony, był już wtedy bardzo chory (zmarł rok potem) i stery polityki zagranicznej przejmował wtedy sam Jakub I, przy pomocy swego faworyta, Roberta: pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Carr_(hrabia_Somerset)

 

Leibniz i zabójcza biblioteka

Original-Leibnizhaus in der Schmiedestraße 10 als Photochromdruck um 1895–1905

__

Życie Gotfryda Leibniza to materiał na wiele notek, ale dzisiaj chciałem opowiedzieć o specyficznych okolicznościach prowadzących do jego zejścia z tego najlepszego ze światów. A chodzi tu o rolę w tym, nie kogo innego aniżeli Jerzego Ludwika, z niem. Georga Ludwiga (ur. 28 maja 1660 w Hanowerze, zm. 11 czerwca 1727 w Osnabrück) – pierwszego króla Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii z dynastii hanowerskiej (od 1 sierpnia 1714).

Od 1677 aż do śmierci, Leibniz pełnił na dworze hanowerskim (na własną prośbę) funkcję Tajnego Radcy Sprawiedliwości. Generalnie, Leibniz nie cieszył się sympatią tamtejszych dygnitarzy za wyjątkiem swoich dwóch oddanych przyjaciółek, za to jakich – księżnej elektorki Zofii Doroty i księżniczki Karoliny z Ansbach, przyszłej królowej Wielkiej Brytanii…

„W 1698 Ernest August zmarł i Jerzy został kolejnym księciem brunszwickim na Lüneburgu. Odziedziczył też wszystkie ziemie ojca, oprócz biskupiego księstwa Osnabrück (tytuł książęcy nie był tytułem dziedzicznym; jego posiadacz był każdorazowo wybierany w taki sposób, aby na zmianę był to protestant albo katolik). Jerzy został również Wielkim Chorążym Rzeszy i księciem-elektorem. Na jego dworze w Hanowerze przebywało wiele wybitnych umysłów epoki, takich jak matematyk Gottfried Wilhelm Leibniz, czy kompozytor Georg Friedrich Händel.”

To jeszcze ów książę elektor Ernest August, w 1687, zamówił u Leibniza wielką historię domu brunszwickiego, co w retrospektywie wygląda na poważną padgatowkę, a co stało się straszliwą zmorą Gotfryda do końca jego życia… Tymczasem w dniu 29 września 1698, radca dworu Gottfried Wilhelm Leibniz jest wspomniany jako szef książęcej biblioteki w kamienicy przy Schmiedestraße 10, którą to elektor Georg Ludwig raczył był mu przekazać (patrz wyżej). Wcześniej Leibniz żył sobie przy Leinstraße, a ponieważ nowe lokale były znacznie większe, zatem nawet biblioteka dworska się zmieściła. Kilka lat mieszkał tam także uczeń i sekretarz Leibniza, młody Rafael Levi.

„Kilka lat po wstąpieniu Jerzego na tron Hanoweru w Anglii Parlament uchwalił Act of Settlement (1701), w którym ustalał sukcesję do brytyjskiego tronu. Po obecnie panującym monarsze, [pomarańczowym] Wilhelmie III, i jego szwagierce Annie i ich potomstwu, tron miał przypaść matce Jerzego, Zofii Dorocie, i jej potomstwu. Było to spowodowane faktem, że Zofia Dorota była najbliższą protestancką krewną brytyjskiej rodziny panującej. Rozwiązanie takie nie spodobało się wszystkim w Anglii. Torysi sprzeciwiali się powołaniu obcokrajowca na tron, wigowie byli skłonni zaakceptować każdego protestanta. Był jeszcze katolicki pretendent, Jakub Franciszek Edward Stuart, przebywający we Francji i tytułujący się Jakubem III. Jerzy nie był zachwycony, kiedy dowiedział się, że ma szansę być królem Anglii, jednak jego doradcy przekonali go, że sojusz z Anglią będzie korzystny dla Hanoweru i zabezpieczy jego niemieckie posiadłości.”

Wśród tych doradców był przede wszystkim Leibniz, ale mimo to Jerzy traktował go nieufnie i ciągle się domagał od niego więcej wysiłku na rzecz ukończenia pracy nad ową historią… Ano właśnie, wszak chodziło o napisanie historii starożytnego rodu Gwelfów (Welfów), który to niebawem spróbuje dać Rosji cara, tyle że z miernym skutkiem. Za to na Wyspach pójdzie im przedtem dużo lepiej.

Choć postawa „Jerzego w zaczynającej się wojnie [o sukcesję hiszpańską] przydała mu trochę sympatii wśród Anglików, ale nie wywarła żadnego wrażenia na Szkotach. W 1704 szkocki Parlament wymusił na królowej Annie podpisanie Act of Security, który pozwalał Szkotom na wybór nowego monarchy spośród protestanckich potomków Domu Stuartów. Zachodziła obawa, że Szkoci mogą wybrać innego króla niż Anglicy, co doprowadzi do rozpadu unii, a samodzielność Szkocji może spowodować odrodzenie „Starego Sojuszu” szkocko-francuskiego. Wówczas Anglicy, stosując ekonomiczną presję, wymogli na Szkotach zacieśnienie unii. 1 maja 1707 wszedł w życie Akt o Unii, który w miejsce Anglii i Szkocji powoływał do istnienia królestwo Wielkiej Brytanii.”

Tymczasem Leibniz ciągle nie mógł usiedzieć w tym nudnym Hanowerze i w owym kluczowym 1714. bawił uparcie i bez elektorskiego pozwolenia w Wiedniu, na dworze cesarskim, kiedy to wypadki nabrały niesamowitego i nieoczekiwanego(?), i jak się okazało fatalnego dla Gotfryda, przyspieszenia:

„Matka Jerzego, księżna Zofia Dorota, zmarła 8 czerwca 1714. 1 sierpnia tego samego roku zmarła królowa Anna Stuart [przypadek?]. Jerzy został więc uznany królem Wielkiej Brytanii. W owym czasie dysponował silnym poparciem ze strony wigów, ale większość w Parlamencie stanowili torysi. Do Wielkiej Brytanii przybył dopiero 18 września (w czasie jego nieobecności regencję sprawował lord Macclesfield) i 20 października został ukoronowany w Opactwie Westminsterskim. …

Jerzy I wiele czasu spędzał w Wielkiej Brytanii, ale często podróżował do Hanoweru. Podczas nieobecności króla w Wielkiej Brytanii władzę sprawował jego najstarszy syn, Jerzy August, książę Walii, lub komitet „Strażników i Obrońców Królestwa”. Sprawy Hanoweru zajmowały poczesne miejsce w polityce króla Jerzego, król otaczał się także pochodzącymi stamtąd osobami. Nigdy nie nauczył się angielskiego, mówił po niemiecku i francusku, ze swoimi ministrami porozumiewał się kiepską łaciną. Ociężały i leniwy monarcha nie znał się na sprawach brytyjskich i był stopniowo odsuwany od rządzenia. …

Większość Anglików wolała jednak Jerzego od katolickiego Starszego Pretendenta. William Makepeace Thackeray pisał o królu: ‘Jego serce było w Hanowerze. Miał ponad 54 lata, kiedy zaczął u nas panować. Wybraliśmy go, ponieważ właśnie jego chcieliśmy, ponieważ reprezentował on nasz punkt widzenia. Śmieliśmy się z jego niemczyzny i ignorowaliśmy go. Był cyniczny i samolubny, ale mimo wszystko był lepszy niż ten król z St Germains, Starszy Pretendent, z rozkazami francuskiego króla w kieszeni, otoczony jezuitami.’ ”

Leibniz spóźnił się o parę dni – wrócił do Hanoweru 14. września 1714, kiedy to Jerzy Ludwik ze swoim dworem był już w drodze do Londynu. Gotfryd listownie zasugerował swój natychmiastowy przyjazd do Londynu, ale szybko dostał zdecydowaną i negatywną odpowiedź – miał siedzieć w Hanowerze, aby skończyć tę (przeklętą) historię gwelfów… Nieprzyjazny stosunek Jerzego I do Leibniza niewątpliwie łączył się z polityką – niezupełnie bez powodu łączono Gotfryda z jakobitami, a tymczasem nowy król Wielkiej Brytanii zdecydowanie postawił na (straszliwych) wigów:

„Król od samego początku popierał wigów, nie przepadając za torysami, których posądzał, nie bez racji, o sympatie jakobickie. W 1717 wigowie uzyskali przewagę w Parlamencie. …

Dodatkowo wypłynęła sprawa Kompanii Mórz Południowych (South Sea Company), powołanej w 1711, która prowadziła wymianę handlową z Ameryką Południową. W 1720 parlament dał Kompanii monopol na ten handel, w zamian za pokrycie długu państwowego (który wynosił 30 981 712 funtów). Spekulacje giełdowe w krótkim czasie doprowadziły do kryzysu, krachu na giełdzie, strat akcjonariuszy, wykrycia nadużyć i korupcji wśród najwyższych urzędników państwowych**.

Kryzys ten (zwany South Sea Bubble) przyczynił się do spadku poparcia dla Jerzego i jego ministrów. Stanhope zmarł w 1720, Sunderland rok później złożył rezygnację. Kierowanie wigowskim gabinetem wziął w swoje ręce Robert Walpole, który jest uznawany za pierwszego brytyjskiego premiera. Nigdy nie otrzymał on takiego tytułu, pozostał Pierwszym Lordem Skarbu. Jednak to on, wobec nieobecności króla, spowodowanej brakiem zainteresowania tematyką brytyjską i jego nieznajomością języka, przewodził gabinetowi. Walpole nie wahał się przekupywać oponentów, czemu sprzyjało przedłużenie kadencji Izby Gmin z 3 do 7 lat. Na prośbę Walpole’a król Jerzy reaktywował zapomniany już Order Łaźni, który Walpole mógł nadawać swoim stronnikom.

Gabinet Walpole’a całkowicie kontrolował politykę wewnętrzną państwa. W znacznej części kształtował też politykę zagraniczną, aczkolwiek tu król miał jeszcze coś do powiedzenia. On to odpowiadał za ratyfikację traktatu hanowerskiego, który miał chronić brytyjski handel. Niektórzy następcy Jerzego I (np. Jerzy III), próbowali odzyskać część utraconej pozycji na scenie politycznej w Anglii, ale zapoczątkowanego już procesu powstawania rządów parlamentarno-gabinetowych nie dało się już zatrzymać.”

Afera z tą historią gwelfów jest bardzo dziwna – pisze się, iż wynikła z nieporozumienia, bo hanowerscy elektorowie oczekiwali czegoś niedużego byle szybko, a Leibniz wręcz przeciwnie… Przez dwadzieścia kilka lat nie potrafili się dogadać? Tak czy inaczej, Gotfryd nie miał wyjścia i znowu zaczął nad nią intensywnie pracować, z tym że do swojej śmierci nie zdołał jej ukończyć – wyszła w pięciu (!) tomach dopiero w 1750, po jej uzupełnieniu przez następców. Jednym z nich był protegowany Gotfryda, niejaki Johann Georg von Eckhart, którego wziął w 1694 na asystenta – trzeba przy tym wspomnieć, że przedtem był ów Eckhart sekretarzem u samego grafa Heino Heinricha von Flemminga… Dzięki wsparciu Leibniza, Eckhart został w 1706 profesorem historii w Helmstedt, a w 1714 radcą na dworze hanowerskim.

Trudno jednak mówić o wielkiej wdzięczności Eckharta, który za plecami Leibniza donosił ministrom Jerzego o bieżącej działalności Leibniza – w efekcie, Eckhart dostał poufne zadanie (bez wiedzy L.) dokończenia części owej historii. A Leibniz wprawdzie wziął się za jej pisanie, ale jak miał zawsze w zwyczaju, zajmował się przy tym tysiącem innych spraw i projektów. Przy tym wszystkim, ciągle podtrzymywał żywe kontakty z Wiedniem i Paryżem. Mało tego, w 1711 Piotr I (zwany wielkim) zatrzymał się w Hanowerze i spotkał się z Leibnizem i od tej pory Gotfryd zaczął się także interesować sprawami rosyjskimi. Ostatni raz spotkał się z carem jeszcze latem 1716 w Bad Pyrmont, gdzie także poznał pewnego medyka – niejakiego dr. Johanna Philippa Seipa.

Rękopis Leibniza – Biblioteka Narodowa w Warszawie****

Tymczasem 26. lipca 1716 przybył do Hanoweru sam Jerzy I i już dzień później przyjął na obiedzie Leibniza – król był w dobrym humorze, a Gotfryd inaczej niż zwykle – w kiepskim, co nie uszło uwagi monarchy (a wiemy to od samego Leibniza – patrz wyżej). W listopadzie owego roku Leibniz się rozchorował, 6tego wylądował w łóżku. Tydzień później odwiedził go Eckhart – zaniepokojony stanem Leibniza, przekonał go do wezwania lekarza. Tym medykiem okazał się, „przypadkowo przebywający w Hanowerze”, ów dr Seip… Następnego dnia, 14. listopada o 10tej wieczorem Leibniz umiera. Dzień później ciało Leibniza w prowizorycznej trumnie przeniesiono do pobliskiego kościoła, gdzie miesiąc przeleżała pod piaskiem.

Na pogrzebie Leibniza 14. grudnia 1716 było tylko kilka osób, w szczególności nie pojawił się żaden dostojnik (poza Eckhartem), mimo iż Jerzy I ze swoim dworem cały czas (aż do stycznia) przebywał pod Hanowerem…

Tymczasem, po śmierci Leibniza, Eckhart przejął obowiązki dworskiego bibliotekarza*** i historiografa, z tym że już niebawem, w 1723, „z nieznanych powodów” opuścił te stanowiska i po prostu uciekł! Zostawił swoją rodzinę i ukrył się u jezuitów w Kolonii, gdzie przeszedł na katolicyzm. Zaraz potem, Johann Philipp von Schönborn, biskup Wurzburga, przyjął go na swój dwór jako… bibliotekarza i historiografa, a później dołączyła tam do niego żona z dziećmi. Jednak już w 1725 Eckhart wplątał się w słynną aferę „Lying Stones” i w efekcie w 1727 musi opuścić swoje urzędy, a w 1730 umiera.

Czy Eckhart był habsburskim agentem? Trudno powiedzieć, bo mimo iż, wraz z Leibnizem, jest uważany za ojca nowoczesnej, niemieckiej historiografii nie można się doszukać jego jakiejkolwiek poważnej biografii…

Ciekawostką jest fakt, iż podopieczny Eckharta, niejaki Simon Hahn, został w 1725 jego następcą w Hanowerze, ale przeżył na tym stanowisku tylko cztery lata, bo w wieku 37 lat gwałtownie był zmarł.

___

PS. Warto przy tym pamiętać o udziale młodego Leibniza w naszej elekcji z 1669: punkt-zwrotny-polska-część-i/

PPS. Warto też wspomnieć o „naukowej stronie” tamtych lat – tuż przed śmiercią Leibniza („jakobity”) rozgorzała w najlepsze „wojna o rachunek różniczkowy” z Newtonem (zatwardziałym wigiem!) i jego pałkarzami.

___

**) „Newton was one of many people who lost heavily when the South Sea Company collapsed. Their most significant trade was slaves, and according to his niece, he lost around £20,000.”
Dzisiaj to by było co najmniej 10 milionów funtów.

***) „While serving as librarian of the ducal libraries in Hanover and Wolfenbuettel, Leibniz effectively became one of the founders of library science. The latter library was enormous for its day, as it contained more than 100,000 volumes, and Leibniz helped design a new building for it, believed to be the first building explicitly designed to be a library. He also designed a book indexing system in ignorance of the only other such system then extant, that of the Bodleian Library at Oxford University. He also called on publishers to distribute abstracts of all new titles they produced each year, in a standard form that would facilitate indexing. He hoped that this abstracting project would eventually include everything printed from his day back to Gutenberg. Neither proposal met with success at the time, but something like them became standard practice among English language publishers during the 20th century, under the aegis of the Library of Congress and the British Library.”

****) 1720s: transferred to Johann Erhard Kapp
1740s: transferred to Józef Andrzej Załuski (Załuski Library)
: transferred to Imperial Library in Saint Petersburg (confiscation)
: transferred to National Library in Warsaw (revindication)
: transferred to Canada (evacuation)

: transferred to National Library in Warsaw (revindication)

Henryk VIII czyli Kraków i sokoły

„Jeśli komuś się wydaje, że Rzeczpospolita znalazła się w kręgu zainteresowania Londynu dopiero pod koniec XVI wieku, to jest w grubym błędzie. I nie chodzi tu o Kompanię Wschodnią i angielską kolonię w Elblągu, ale o Kraków i czasy jeszcze wcześniejsze.”

Tak zacząłem notkę pt. Erazm-Polska-jest-moja i Anglicy, którą teraz trzeba mi uzupełnić. Okazuje się że Henryk VIII już w latach dwudziestych utrzymywał ożywione kontakty z Polską, pod pretekstem namiętnego zainteresowania… sokolnictwem. A pośrednikiem w tym przedsięwzięciu był w 1526 nie kto inny jak nasz wybitny donosiciel i zawzięty opiekun Erazma, czyli Krzysztof kanclerz wielki Szydłowiecki. Spotkał się w tym celu w Gdańsku z niejakim James’em**.

A już w liście z 4 września 1524 Erazm pisał buńczucznie do arcybiskupa Canterbury, Williama Warhama, „Polonia mea est”. Tymczasem w 1527 Henryk VIII wysłał do Polski ambasadora Johna Wallopa, który przy tej okazji pośredniczył w wymianie korespondencji między sławnym ożralcem i opilcem Andrzejem eks-prymasem Krzyckim a biskupem Londynu Cuthbertem Tunstallem. Nic o tym u nas się nie pisze, a tak przecież to się wtedy plotło…

Kilka lat później sytuacja się mocno rozkręciła – jeszcze w styczniu 1534 Henryk VIII wysyła trzech ambasadorów, dwóch do cesarstwa a jednego do Krakowa! Był to niejaki William Paget. Potem wypadki potoczyły się bardzo szybko:

16 marca owego roku – Anglia zerwała ostatecznie stosunki z Kościołem katolickim. Henryk VIII ogłosił się głową Kościoła w Anglii

18 października – wybuchła tzw. afera plakatów, uważana za początek reformacji we Francji.

4 maja 1535*** – straceni święci kartuzi za odmowę uznania króla Henryka VIII najwyższym zwierzchnikiem Kościoła

6 lipca – Tomasz Morus ścięty na rozkaz Henryka VIII

___

**) Renaud Przezdziecki, Diplomatic Ventures and Adventures. Some Experiences of British Envoys at the Court of Poland (London, 1953)

***) W owym 1535 Zygmunt I nadał szlachectwo wszystkim profesorom i doktorom Akademii Krakowskiej, którzy przez 20 lat prowadzili zajęcia !!

Greshamowie, czyli City idzie na całość

Unsigned portrait in oils dated 1544 of Sir Thomas Gresham, in the collection of the Mercers’ Company of the City of London. 1544 portrait of Sir Thomas Gresham, aged 26 as inscribed, displaying his merchant’s mark (left). Apparently commemorating his 1544 marriage to Anne Ferneley, with the couple’s initials „AG” and „TG” framing the marriage vows Love Serve and Obei (right). The human skull denotes Vanitas.

___

Urząd Burmistrza City, Mayor (of the City) of London, został ustanowiony w 1189 r. Pierwszym był Henry Fitz-Ailwin de Londonestone. Od 1215 Burmistrz City nie jest mianowany przez władcę, ale jest wybierany. Od 1354 burmistrz nosi tytuł Lord Mayor (of the City) of London. Lord Burmistrz jest wybierany na jeden rok w Common Hall, w skład której wchodzą członkowie wszystkich gildii City.

Pierwszą i najważniejszą gildią City jest Czcigodna Kompania Handlowa (Worshipful Company of Mercers) ustanowiona oficjalnie w 1394. The Company’s aim was to act as a trade association for general merchants, and especially for exporters of wool and importers of velvet, silk and other luxurious fabrics (mercers). By the 16th century many members of the Company had lost any connection with the original trade.

Do początku XVI wieku, to jest do rewolucji protestanckiej, handel zagraniczny City był „obsługiwany” niemal całkowicie przez Włochów**. Jednym z prowodyrów zmiany tej sytuacji, był członek założyciel Kompanii Moskiewskiej, John Gresham z normandzkiego rodu, stryj Tomasza.

In 1519, he and his older brother William Gresham were both elected to the livery of the company. Later, John Gresham was four times Master of the Mercers’ Company. Gresham was in partnership with his brother, Richard Gresham, in the export of textiles and in importing grain from Germany and wine from Bordeaux. He also traded in silks and spices from the Ottoman Empire and imported timber and skins from the Baltic… Gresham was Sheriff of London and Middlesex in 1537–1538 and at the same time was knighted… In 1539, the king granted Gresham the manor of Sanderstead in Surrey, following the dissolution of the monasteries…

W 1547 John a w 1537 Richard byli wybrani Lordem Mayorem. Ryszard specjalizował się w handlu z Niderlandami, no i był zawziętym przyjacielem Lorda Kanclerza kardynała Wosley’a. Syn Ryszarda, Tomasz (patrz wyżej) doprowadził sprawę niezależności Londynu do końca – w 1565 założył w Londynie Królewską Giełdę, Royal Exchange:

In 1543 the Mercers’ Company admitted the 24-year-old Gresham as a liveryman, and later that year he left England for the Low Countries, where, either on his own account or that of his father or uncle, he both carried on business as a merchant whilst acting in various matters as agent for King Henry VIII. In 1544 he married Anne Ferneley, widow of the London merchant Sir William Read, but maintained residence principally in the Low Countries, basing his headquarters at Antwerp in present-day Belgium (then the Spanish Netherlands), where he became renowned for his adept market-play. When in 1551 the mismanagement of Sir William Dansell, King’s Merchant to the Low Countries, had caused the English Government much financial embarrassment, the authorities called Gresham for advice, thereafter following his proposals. Gresham advocated the adoption of various methods – highly ingenious, but quite arbitrary and unfair — for raising the value of the pound sterling on the bourse of Antwerp which proved so successful that in just a few years King Edward VI had discharged almost all of his debts. The Government sought Gresham’s advice in all their money difficulties, and also frequently employed him in various diplomatic missions. He had no stated salary, but in reward of his services received from King Edward various grants of lands, the annual value of which at that time amounted ultimately to about 400 pounds a year.

On the accession of Queen Mary in 1553 Gresham fell out of favour at Court for a short time with Alderman William Dauntsey displacing him. But Dauntsey’s financial operations proved unsuccessful and Gresham was soon re-instated; and as he professed his zealous desire to serve the Queen, and manifested great adroitness both in negotiating loans and in smuggling money, arms and foreign goods, not only were his services retained throughout her reign (1553–1558), but besides his salary of twenty shillings per diem he received grants of church lands to the yearly value of 200 pounds. Under Queen Elizabeth’s reign (1558–1603), besides continuing in his post as financial agent of the Crown, Gresham acted as Ambassador Plenipotentiary to the Court of Duchess Margaret of Parma, Governor of the Netherlands, and was appointed a Knight Bachelor in 1559 prior to his departure. The unsettled times preceding the Dutch revolt compelled him to leave Antwerp on 10 March 1567; but, though he spent the remainder of his life in London, he continued his business as merchant and government financial agent in much the same way as he had always done. His enterprises made him one of the richest men of his generation in England.

Moneylenders and financiers developed a large business lending money all over Europe including the English government in 1544–1574. London bankers were too small to operate on that scale, and Antwerp had a highly efficient bourse that itself attracted rich bankers from around Europe. After the 1570s, the city’s banking business declined: England ended its borrowing in Antwerp in 1574.

Zwieńczenie operacji/rewolucji nastąpiło sto lat później: The London Stock Exchange started operating and listing shares and bonds in 1688.

PS. Taka ciekawostka – córka Tomasza została szwagierką „teoretyka terroru” Francisa Bacona: boson.szkolanawigatorow.pl/naukowy-terror-czyli-koniec-wesoej-anglii

__

**) boson.szkolanawigatorow.pl/republika-wenecka-jej-arsena-i-ci-zaskakujacy-anglicy

Zapity Chandler, tajemnicza Agata i katolicka nauka

 Agata w 1925 i 50 lat później

__

Przyznaję, że w młodości byłem miłośnikiem kryminałów – zacząłem od Zbrodni i kary, bo było ją łatwo wypożyczyć w bibliotece. Gorzej w peerelu było z angielskimi klasykami**, ale kilka przygód Szerloka udało mi się wtedy zaliczyć. Później moim faworytem został Filip Marlowe, czyli inaczej Raymond Chandler i w rezultacie Agata Christie nigdy nie była moją ulubienicą.

Jednak moja opinia o niej zmieniła się gwałtownie kilka lat temu, kiedy to zdarzyło mi się obejrzeć „pod rząd” kilkanaście odcinków serialu Poirot (tytuł oryginalny Agatha Christie’s Poirot) –  z Davidem Suchetem w roli głównej. Wtedy dostrzegłem tam grecką tragedię – katolickiego ewidentnie Belga, Herkulesa Poirot, używającego arystotelesowskiego rozumowania, postawionego naprzeciw angielskiej cywilizacji nihilizmu praktycznego. Oczywiście, na swój sposób pionierem był tu Gilbert Chesterton ze swoim wielkim księdzem Brownem – około 10 lat starszym od Poirota (dzisiaj popularna wersja Browna nazywa się „ksiądz Mateusz”…). Tyle że u Chestertona to jest bardziej pojedynek filozoficzny, podczas gdy u Agaty mamy raczej „wojnę totalną”, cywilizacyjną, choć ukrytą za doskonałymi manierami.

Ciekawe, że mój kiedyś ulubiony Filip Marlowe = Filip Sidney + Christopher Marlowe – wszak zawzięty pijak Chandler „was a first cousin to the actor Max Adrian, a founder member of the Royal Shakespeare Company”. Innymi słowy, Raymond Chandler zapisał mocną krytykę nihilistycznego społeczeństwa (amerykańskiego), ale nie dając żadnej nadziei, bo jego Marlowe był takim samym alkoholikiem jak on sam. Tak jak Filip Sidney i Ch. Marlowe wcześniej?

Z kolei Agata miała trudny epizod – w 1926, po publikacji swej najsłynniejszej powieści, a przede wszystkim zaraz po tym jak milusiński Archie poprosił ją o rozwód – zniknęła na 11 dni. Jednak uderzające jest co innego – do 1971, pomimo wszechświatowej sławy, 81-letnia Agata Christie nie otrzymała żadnego wyróżnienia ze strony monarchii brytyjskiej***. Dopiero wtedy, w owym 1971, tuż po napisaniu najdziwniejszej swojej powieści pt. Pasażer do Frankfurtu, ewidentnie pękniętej i zakłamanej, dostąpiła takiego zaszczytu: odznaczenia DBE. Zmarła 5 lat później.****

Szkoda.

Statue d’Hercule Poirot à Ellezelles, Belgique.

**) Wszystkie [jej] utwory objęte były w 1951 roku w Polsce zapisem cenzury, podlegając natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek.

***) Zagadka roku 1970 chyba rozwiązana – otóż liga antydefamacyjna słała listy do wydawcy Agaty, skarżąc się na traktowanie przez nią Żydów…  !! Agata i msza trydencka: en.wikipedia.org/wiki/Agatha_Christie_indult

****) www.ancient-yew.org/userfiles/file/Cholsey.pdf

Od Szekspira do Agaty Christie, czyli angielska policja myśli

Na przełomie XVI i XVII wieku sytuacja w Anglii była niewesoła – realne płace były nadal znacznie niższe aniżeli w XIV wieku, w owym tzw. ciemnym średniowieczu… A w dodatku wokół panował terror, wszystko było licencjonowane, a na każde wypowiedziane słowo trzeba było bardzo uważać.

Kiedy mówi się o Williamie Szekspirze to często zakłada się iż jego arcydzieła to był taki wczesny triumf epoki zwanej nowożytną, kiedy w rzeczywistości to był łabędzi śpiew wspaniałej katolickiej przeszłości Anglii. Wszak sam mistrz William jest mocno podejrzewany o krypto-katolicyzm*. A teatr zwany elżbietańskim od samego początku, czyli lat siedemdziesiątych XVI wieku rozwijał się pod bardzo ciężkim i czujnym okiem purytan, w tym przede wszystkim sir Walsinghama. Kiedy w 1642 owi purytanie przejęli na dobre rewolucyjną władzę teatr ten natychmiast uległ likwidacji.

Teksty Szekspira aż roją się od zakodowanych „komentarzy” do współczesności. Pisze choćby o torturach:

Shakespeare certainly refers elsewhere to torture, almost always critically. In Henry VI, for example, he underlines the fact that torture is not part of the English legal system, when the Duke of Gloucester is charged with devising “strange tortures for offenders, never heard of, / That England was defamed by tyranny”... Even in apparently playful contexts, when torture is being used metaphorically, Shakespeare underlines the legal stupidity of using torture, since it produces bad intelligence. Thus in The Merchant of Venice Bassanio says he lives “upon the rack” out of love for Portia. Portia instantly associates the rack with reason and confession, demanding that Bassanio confess “what treason… is mingled” with his love. As soon, however, as Bassanio does confess his love, Portia, mistrusts the confession, precisely because it has been producedunder torture: “Ay, but I fear you speak upon the rack, / Where men enforcèd do speak anything”. In King Lear alone, however, are we taken into the torture chamber.

Gdzie indziej pisze też o zabójstwie swego słynnego rówieśnika Krzysztofa Marlowe. A w jego Hamlecie (i nie tylko) mamy ważne polonika, co jest bardzo istotne bo właśnie wtedy Polska obrała zdecydowanie kurs przeciwny do „imperialnej” Anglii. Przy czym młody Hamlet to znany nam tu doskonale sir Filip Sidney, Klaudiusz to z kolei tatuś Franciszka Bacona, no a dla zmylenia przeciwnika Poloniusz to sam sir William Cecil…

Znaczenie Polski** w ówczesnej polityce angielskiej przypomina także afera trzeciego filaru teatru elżbietańskiego – Bena Johnsona i jego Wyspę Psów.*** Podobnie jak uważany za współzałożyciela wraz z Marlowem nowożytnego dramatu Tomasz Kyd, Johnson także wylądował w Tower…

__

Ciekawe, że literatura angielska musiała czekać ponad 300 lat na wszechświatowy sukces podobny do szekspirowskiego. Bo przecież nie możemy za taki uważać twórczości szkockich propagandystów takich jak Scott i Byron, czy angielskich satanistów w rodzaju Williama Blake (czy współcześnie, w wersji dla dzieci, Dahla i Rowling). Trzeba było na to czekać aż do „zaszyfrowanej” twórczości Agaty Christie, ale to już jest temat na osobną notkę.

__

*) Szekspir katolickim księdzem? www.washingtonpost.com/archive/lifestyle/1998/06/25/shakespeare-a-priest/

**) boson.szkolanawigatorow.pl/punkt-zwrotny-polska

***) boson.szkolanawigatorow.pl/dziwna-historia-kanarkowego-nabrzeza-i-drogiego-kumpla-sorosa-czyli-aresztowana-wyspa-psow

 

„Naukowy” terror czyli koniec wesołej Anglii

    Franciszek Bacon w 1617 wedle Paula van Somera I  (1576/1578–1622) – kopia z circa 1622 – obecnie… uwaga – ŁAZIENKI KRÓLEWSKIE! **
____

Wśród Anglosasów Franciszek Bacon jest uznawany za ojca założyciela nowoczesnej nauki. Jest też autorem słynnego powiedzenia Ipsa scientia potestas est – czyli Wiedza (jako taka) to potęga, lub za Tatarkiewiczem – „tyle mamy władzy ile wiedzy”. Zazwyczaj przy tym się zakłada, że to tylko taki teoretyk był, a tymczasem nic bardziej mylnego – wszak za wuja miał on samego Williama sekretarza stanu Cecila. Otóż ów Franciszek nie tylko był politycznie bardzo obrotowy mówiąc oględnie, ale w 1621, czyli raptem parę lat po objęciu stanowiska Lord Keeper i namalowaniu powyższego portretu, został oskarżony o 23 odrębnych przypadków korupcji. Mało, że swoje motto stosował też w praktyce politycznej uważając wymyślne tortury jako niezbędne narzędzie do pozyskiwania informacji to do tego pełnił oficjalną funkcję tzw. komisarza tortur w Tower (Commissioner to Torture)!

A przecież ów sławny Bacon był tylko marnym epigonem prawdziwego pioniera terroru i zaiste orwellowskiej, ale bardzo realnej zarazem policji myśli, czyli Franciszka sekretarza stanu Walsinghama, poprzednika sir Williama. Sir Francis nie tylko lubował się w torturach, aby zdobyć wiedzę, ale także w prowokacjach i „masowo” produkowanej fałszywej informacji (fake news…). A wszystko to dzięki odpowiedniej organizacji ofkors – najwcześniejszy zapis specjalnego funduszu MI6, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, to rok 1582 i kwota 750£ rocznego budżetu, który w 1585 wzrasta do 2000£ (czyli około miliona dzisiejszych funtów). A to tylko ten rąbek, który udało się uchylić…

Ostatnią oazą „wesołej i swobodnej” myśli stał się wtedy tzw. elżbietański teatr, który wpierw rozwinięto jako swoisty wentyl bezpieczeństwa i scenę skutecznej inwigilacji zarazem, by w kilkadziesiąt lat później spokojnie go zlikwidować na drodze do ostatecznego triumfu rewolucji.

CDN

___

PS. Planowałem byłem napisać notkę po lekturze książki Pereza Zagorina pt. Francis Bacon (1999), ale skończyło się tylko na tym krótkim uzupełnieniu: po pierwsze, Franciszek Bacon (i jego brat) był zawziętym pederastą. Po drugie, w swojej karierze politycznej wykazał się więcej niż „obrotowością” – był po prostu sprzedawczykiem i łajdakiem bez krzty honoru. Nic to w sumie dziwnego skoro z lubością zwykł cytować Makiawela:Fragment portretu wg Santi di Tito, przed 1550

Za Tatarkiewiczem:

„Wbrew grecko-średniowiecznemu ideałowi spekulacyjnej wiedzy i uprawianiu wiedzy dla wiedzy samej, Bacon – w duchu nowym – pojął ją jako środek do praktycznych celów. W wiedzy widział nie tylko prawdę, ale przede wszystkim potęgę, potęgę człowieka w jego walce z przyrodą. Ona tylko, poznawszy tajemnice przyrody, pozwoli zawładnąć przyrodą i osiągnąć „panowanie człowieka”. „Tyle mamy władzy, ile wiedzy”, mówił. Z nauk cenił najwyżej przyrodoznawstwo, dlatego że jest temu celowi najbliższe. Wiedza została przezeń podporządkowana szerszym celom niż jej własne i włączona do szerszego zakresu poczynań ludzkich: do życia czynnego i do kultury (sam termin „kultura umysłowa” rozpowszechnił się od Bacona). Choć potępiał metody magii, to jednak cel miał z nią wspólny; to, co ona robiła w sposób fantastyczny, on chciał robić trzeźwo i naukowo: chciał znaleźć środki opanowania przyrody; był to wspólny cel Odrodzenia.

Celem nauki jest, by „przez nią życie ludzkie obdarzone zostało nowymi wynalazkami i bogactwami”. Pod wrażeniem dokonanych niedawno wynalazków – druk, proch, kompas – widział w wynalazkach najwyższy cel nauki. W Nowej Atlantydzie dał utopię społeczeństwa, wiodącego przyjemne i dogodne życie dzięki wynalazkom. Wobec takiego pojmowania rzeczy na czoło nauk wysunęła się nauka stosowana, technika. To była nowa postawa, po długotrwałym kulcie nauki czystej. Tak pojmowali naukę dotychczas bodaj tylko sofiści, tworzący krótki epizod greckiej filozofii. Jeśli cele nauki są praktyczne, to i sposób uprawiania nauki musi tak samo zyskać charakter praktyczny. Bezskuteczna jest kontemplacyjna wiedza i książkowa uczoność. Chodzi o zwyciężanie przyrody, a nie przeciwnika w dyspucie. Trzeba nie oglądać, lecz „rozcinać” przyrodę; zbada się ją nie przez rozmyślania i kontemplację, lecz przez czynne zabiegi, przez eksperyment. …

Bacon rozwinął program empirycznej nauki, mającej wyprzeć aprioryczną spekulację; program ten był radykalny w hasłach, ale kompromisowy i skrępowany jeszcze tradycją w szczegółach. Do postępu myśli naukowej Bacon przyczynił się przez: 1) wskazanie praktycznych zadań nauki, 2) zestawienie złudzeń umysłu zasługujących na wyrugowanie, 3) zaznaczenie wagi eksperymentu przy ustalaniu faktów i 4) opracowanie reguł indukcji, potrzebnych przy uogólnianiu faktów.

Najwięcej pracy Bacon włożył w teorię indukcji; w niej też leżała najbardziej konkretna jego zasługa. W dziejach indukcji rola jego polegała na tym, że zrozumiał niedostateczność indukcji per enumerationem simplicem (wedle opinii najkompetentniejszego w tej sprawie, J. St. Milla) i że uwzględnił w niej wypadki negatywne. Jednakże od tych czy innych własnych jego zdobyczy większe znaczenie dla kultury umysłowej miała propaganda, jaką robił metodzie indukcyjnej w nauce.

NASTĘPCY. Opinia Bacona u potomności była bardzo zmienna. Za życia wzbudzał powszechny prawie zachwyt: podziwiano, że tak znakomity mąż stanu (jak to później wyraził Wolter) „znalazł czas, by być wielkim filozofem, dobrym historykiem i wytwornym pisarzem”. Natomiast po upadku politycznym i śmierci Bacona zapomniano o nim; głucho o nim przez XVII wiek, nie wspominają o nim nawet względnie bliscy myśliciele, jak Hobbes i Locke. Tylko w grupie uczonych angielskich, z której wyłoniła się potem Royal Society, miał wiernych wielbicieli. Ten stan rzeczy uległ całkowitej zmianie w XVIII wieku: Oświecenie w Anglii i na kontynencie sławiło w Baconie swego wielkiego poprzednika. Kult dlań trwał w jego ojczyźnie także w XIX wieku, natomiast na kontynencie powróciły wątpliwości co do jego wielkości i znaczenia dziejowego; pojawiły się znów głosy, iż był tylko dyletantem, który uprawiał filozofię jak przystało na lorda-kanclerza, ale nie na filozofa. Ostra krytyka chemika Liebiga (1863) była punktem wyjścia długiej polemiki o wartość naukową Bacona.”

**) król-staś-czyli-nasz-wyjątkowo-brytyjski-agent/ + król-staś-i-balet-narodowy-czyli-casanova-i-anglicy + francuscy-poniatowscy-i-ten-szewski-bękart

„Obraz został ofiarowany Stanisławowi Augustowi przez jego brata, prymasa Michała Poniatowskiego, o czym świadczy napis na odwrocie. […]

Jest to wariant popularnego portretu Bacona, przedstawiającego modela w stroju lorda kanclerza. Źródłem tego portretowego ujęcia, jak uważa Roy Strong, był portret znajdujący się dziś w zbiorach The Royal Society w Londynie (nr inw. RS 9655 […]), datowany na ok. 1618–20, przypisywany bądź kręgowi Paulusa van Somera I (tak w dokumentacji The Royal Society; pictures.royalsociety.org/image-rs-9655), bądź Abrahamowi van Blyenberch, który, tak jak Somer, pracował w tym czasie w Londynie (Strong 1969, s. 13). Uznawany za malowany ad vivum, różni się od wywodzących się z niego wersji ułożeniem dłoni z listem (opuszczona, a nie oparta na stole) i kształtem kryzy (wielowarstwowa, a nie w formie falbany). Do najważniejszych z owych wersji należał całopostaciowy portret z Gorhambury House (St Albans, Hertfordshire), pośmiertny, zapewne z 3. ćwierci XVII w. (por. Strong 1969, s. 13–14; XVIII-wieczna kopia w National Portrait Gallery w Londynie, nr inw. 1288). Według portretu z Gorhambury […] John Vanderbank wykonał w 1731 sześć kopii w ujęciu 3/4 postaci […]. Większość znanych dziś kopii portretu Bacona powstała po 1731, według wersji Vanderbanka.
Nie należy do nich łazienkowski egzemplarz, na co wskazują cechy stylistyczne i technologiczne obrazu. Roy Strong (1969) określił go jako „wczesną kopię”; intuicję badacza potwierdza ekspertyza Tomasza Ważnego (2014), który na podstawie dendrochronologicznej analizy podobrazia wyznaczył najbardziej prawdopodobny czas powstania portretu na ok. 1622. […] [Zob. D. Juszczak, H. Małachowicz, Galeria obrazów Stanisława Augusta w Łazienkach Królewskich. Katalog, Łazienki Królewskie, Warszawa 2015, kat. nr 117, s. 421–424.]”