Nieudana rewolucja w XIV wieku

Niesamowite jak pewne schematy są niezmienne – protestancka rewolucja z XVI wieku miała swoje pierwsze, bardzo poważne „podejście” już na przełomie XIII i XIV wieku, zaraz po wspaniałym renesansie XII wieku… Też zaczęło się od Niemców i kłopotów z Bizancjum – zamiast Lutra i jego sponsorów był wtedy cesarz Fryderyk II („W czasie swoich rządów wprowadził autokratyczny system administracyjny w królestwie Sycylii, zarówno w zakresie administracji kościelnej jak i świeckiej”), a w miejsce upadku Konstantynopola mieliśmy klęski ostatnich krucjat. Przy czym ów Fryderyk II zaszedł za skórę nie tylko papieżom – co skutkowało 20-letnim wielkim bezkrólewiem i dojściem do władzy dynastii Habsburgów w 1273 – ale i nam, wszak to on sprowadził Krzyżaków Rzpltej na głowę.**

Niewielka różnica polegała na zamianie angielskiego Henryka VIII na Filipa IV zwanego chorobą Francji, który to zaczął od konfiskaty majątków lombardzkich i żydowskich bankierów oraz nałożenia specjalnego podatku na duchowieństwo. Gdy ponadto przejął sądownictwo nad duchownymi w 1302 Bonifacy VIII kontratakował bullą Unam Sanctum, ale zapłacił za to własnym życiem już rok później. W efekcie doszło do tzw. niewoli awiniońskiej papieży i dopiero Grzegorz XI, po napomnieniach św. Katarzyny sieneńskiej, powrócił do Rzymu w 1377. W końcu tenże Filip doprowadził do rozbicia w zakonu templariuszy i grabieży ich majątku.

Na dokładkę, w Akwitanii w 1337 rozpoczęła się angielsko-francuska wojna stuletnia – straszliwy atak Czarnej Śmierci w 1348 podziałał tylko przez chwilę i niebawem stare grzechy wydały nowe, zatrute owoce…

___

Niesamowita jest też pewna „intelektualna ciągłość” w trójkącie Francja-Italia-Anglia:

Prawą ręką Filipa był Wilhelm z Nogaret, z Langwedocji, wnuk Raymonda, katarskiego heretyka. To on, profesor prawa z Montpellier, pisał większość dokumentów królewskich, prowadził oszczercze kampanie, szantażował Klemensa V i wreszcie osobiście brał udział zarówno w procesie templariuszy jak i w napaści na Bonifacego VIII. Jest nawet oskarżany o otrucie Benedykta XI. Wilhelm z kolei zmarł już w 1313: „He died in 1313 with his tongue horribly thrust out, according to the chronicler Jean Desnouelles.

Z kolei Marsyliusz z Padwy – rektor w Paryżu w 1313 za Filipa IV w 1324 opublikował dzieło Obrońca Pokoju (łac. Defensor Pacis), w którym rozgraniczał wyraźnie władzę religijną kleru od władzy świeckiej. Oskarżany o antyklerykalizm został ekskomunikowany…

Celem państwa jest rozstrzyganie konfliktów, sporów i to ono ma zaspokajać potrzeby ludzi. Państwo jest obrońcą pokoju, rząd ma rozkazywać, bo on ma monopol decyzji administracyjnych, sądzenia i kontroli. Najlepsze ustroje to monarchia i demokracja. Lud tworzy prawo, ustanawia rząd i go kontroluje. Prawo powinno posiadać przymus i wolę ustawodawczą. Odrzuca on prawo natury, a prawo kościelne nie jest dla niego prawem.

Stosunek do Kościoła: jest to wspólnota wszystkich wiernych, a papieskie dekrety to obraza majestatu ludzkiego ustawodawstwa. Władza pochodzi od ludu, a Kościół ma być podporządkowany państwu…

Znaczenie myśli Marsyliusza*** w wielu sprawach wyprzedza ówczesne pojęcia. Teoria silnego rządu, urzeczywistniającego pokój i sprawiedliwość pomiędzy poddanymi, jest sygnałem zwiastującym późniejszą doktrynę Hobbesa, a teoria suwerenności ludu znalazła odzwierciedlenie u Rousseau

I tak się oto koło zamyka – wszak właśnie ów Marsyliusz był bezpośrednim inspiratorem nie tylko Machiawela ale i samego Cromwella, Tomasza Cromwella – tego ideologa totalnej grabieży Kościoła za Henryka VIII… pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Cromwell#Reforma_religijna

A przy tym wszystko zostało w rodzinie, wszak siostra Tomasza, Katarzyna była pra-pra-prababką Olivera… tego Olivera: en.wikipedia.org/wiki/Richard_Williams_(alias_Cromwell)#Dissolution_of_the_Monasteries

___

**) Złota bulla z Rimini – datowany na 26 marca 1226 dokument wydany przez cesarza Fryderyka II w mieście Rimini we Włoszech. W akcie tym Fryderyk II, uznając sam siebie za seniora zarówno zakonu krzyżackiego, jak i Polski, a jednocześnie nadrzędnego władcę chrześcijańskiej Europy, nadał Krzyżakom prawa do wszystkich ziem, jakie zdobędą podczas misji w Prusach.

***) Z kolei jego mistrzem był sam Awerroes:

Wraz z falą fanatyzmu, która zalała Andaluzję pod koniec XII wieku, nawet szerokie powiązanianie uchroniły Awerroesa od kłopotów na tle politycznym, wskutek czego został wygnany do żydowskiego miasta Erlisana (obecnie Lucena[3]), gdzie był uważnie obserwowany.

W czasach panowania arabskiego Lucena była głównym ośrodkiem handlu eunuchami[1], na którym zaopatrywały się dwory świata arabskiego.

Reklamy

Handel bałtycki Anglii na początku XVII wieku: studium angielsko-polskiej dyplomacji handlowej

Jan Krzysztof Fedorowicz, rocznik 1949, uzyskał B.A. w Kanadzie w Victoria College, University of Toronto, a Ph.D. w Anglii w King’s College, University of Cambridge. W 1980 jego zmienioną (revised) dysertację doktorską z 1975 pt. England’s Baltic trade in the early seventeenth century: a study in Anglo-Polish commercial diplomacy (Handel bałtycki Anglii na początku XVII wieku: studium angielsko-polskiej dyplomacji handlowej) opublikowało prestiżowe Cambridge University Press. Temat rozprawy zaproponował M. Małowist a pracami badawczymi Fedorowicza w Polsce** kierowali (guided) A. Mączak i H. Zins.

Od Fedorowicza dowiedziałem się o liście Zygmunta III do Jakuba I, z lutego 1611 spod Smoleńska, w którym informuje o wprowadzeniu ceł na towary angielskie w Rosji.

Oto ten list, w tłumaczeniu niezawodnego Krzysztofa Laskowskiego, bo przecież na tzw. polskich historyków czy na niesławną Polską Fundację Narodową nie można liczyć:

Smoleńsk, 23 lutego 1611 roku

Zygmunt III król Polski do Jakuba I króla Anglii

o synu Władysławie na kniazia przez Moskwicinów wybranego; o kupcach angielskich w Moskwie

Zygmunt III, z Bożej łaski Król Polski, wielki Książę Litwy, Rusi, Prus, Mazowsza, Żmudzi i Liwonii, a także Szwedów, Gotów i Wandalów dziedziczny Król, Najjaśniejszemu Księciu Panu Jakubowi, z Bożej łaski Anglii, Szkocji, Francji i Irlandii Królowi, obrońcy wiary, krewniakowi i bratu naszemu najdroższemu życzy zdrowia oraz nieustannego wzrostu braterskiej miłości i wszelkiej pomyślności.

Najjaśniejszy Książę Panie, krewniaku i bracie nasz najdroższy. Sądzimy, że jest wiadome Waszej Wysokości, jakie powodzenie do tej pory osiągnęliśmy w tej wojnie Moskowii ze sprawiedliwych i ważnych powodów wydanej i do jakiego stanu sprawiedliwy Pan Boską swą potęgą sprawy moskiewskie doprowadził. Zdało mi się jednak, że ze względu na przyjaźń naszą krótko Waszej Wysokości napomknę o tychże sprawach. Gdyśmy częściowo siłą, częściowo przez kapitulację zdobyli w Moskowii liczne zamki i miasta i po wysłaniu naprzód części naszych oddziałów do wnętrza Moskowii rozbiliśmy, skoro Bóg tak zadecydował, silną wroga naszego, byłego Wielkiego Kniazia Szujskiego, oraz gdy po pchnięciu zwycięskich oddziałów do miasta Moskwy różne miejsca w tych regionach były także przez naszych ludzi atakowane, nieufni we własne siły Moskowici po odjęciu Szujskiemu berła z całkowitą radością i za zgodą wszystkich Stanów Księciu Władysławowi Zygmuntowi, synowi naszemu, po złożeniu temuż przysięgi wierności i poddaństwa władzę przekazali. Gdy sam Szujski z dwoma pozostałymi braćmi tegoż domu został naszej władzy przekazany, których nakazaliśmy przywieźć do Polski, obsadziliśmy Moskwę, główne miasto i siedzibę Imperium Moskiewskiego, oraz bardzo liczne miasta i zamki naszymi załogami.

Skoro najszczodrobliwszy Bóg uczynił nam i naszemu synowi tak wielkie rzeczy, niczego bardziej nie powinniśmy sobie od narodu moskiewskiego życzyć niż bardzo szybkiego przybycia naszego syna na tamte ziemie w celu objęcia rządów i powinniśmy zauważyć, że kupcy angielscy, którzy w Moskowii operują i którzy wyżej wymienionemu Szujskiemu, byłemu Wielkiemu Kniazowi, sprzyjali i dostarczali rad przeciwko nam, podczas pierwszej wyprawy będą wyruszali ze swoimi towarami. Bardzo pragniemy prosić Waszą Wysokość, by upomniała wszystkich tych kupców, a także by zachęciła i przekonała ich, by byli nam i naszemu synowi wierni i posłuszni oraz płacili i uiszczali taksy lub cła według zwyczaju i obyczaju innych operujących w Moskowii kupców.

A dzięki łasce Waszej Wysokości łatwo dostrzeżemy wyjątkową jej samej względem nas i naszego syna dobrą wolę i wielce przyjazne ducha. W ten sposób i tą drogą wzrosną wzajemna miłość między naszymi rodzinami i połączenie wysiłków, a Wasza Wysokość nie ujrzy nas razem z naszym synem niewdzięcznych wobec dowodu tej swojej woli. Ponadto modlimy się do BOGA NAJLEPSZEGO NAJWIĘKSZEGO o codzienne zdrowie oraz o szczęśliwy i kwitnący stan królestw Waszej Wysokości. Dan w zamku w Smoleńsku dnia 23 lutego roku Pańskiego MDCXI, panowania naszego nad Polską XXIV, a nad Szwecją XVII.

Tejże Waszej Wysokości

dobry brat

Zygmunt Król

Z tyłu: Najjaśniejszemu Księciu Panu Jakubowi, z Bożej łaski Anglii, Szkocji, Francji i Irlandii Królowi, obrońcy wiary, Krewniakowi i bratu naszemu najdroższemu.

Drugą ręką: 24 lutego 1611 roku. Król Polski do Jego Majestatu.

Screenshot 2019-05-07 at 12.07.26.pngScreenshot 2019-05-07 at 12.07.46.png

Przy okazji, przypominam iż w tym samym tomie VI Elementa znalazłem owe listy Radziwiłła i Lisowskiego do Roberta Cecila: boson.szkolanawigatorow.pl/janusz-herbu-traba-czyli-sprawca-naszego-nieszczescia + boson.szkolanawigatorow.pl/irlandzka-plantacja-angielscy-kapitanowie-zagonczyk-lisowski-oraz-brexit

CDN

**) Prawie dwa lata – przy wsparciu UNESCO i MEN.

___

PS. Do kompletu — Fedorowicz, Geremek itp.

PPS. Agent Bruce z Gdańska do Roberta Cecila – jak to Zygmunt III („uzależniony od jezuitów i papieża”) ruszył na Smoleńsk:

Screenshot 2019-05-08 at 13.06.13.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.06.39.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.07.12.pngScreenshot 2019-05-08 at 13.07.30.png

 

Paryż kontra Oksford, czyli prawdziwy renesans vs jesień średniowiecza

Gdybym miał krótko i dobitnie scharakteryzować epokę romantyzmu w kulturze, to zrobiłbym to tak: był to okres w którym przede wszystkim intensywnie zajmowano się budowaniem olbrzymiej ilości fałszywych mitów, czy jakbyśmy dziś powiedzieli – fałszywych narracji. Jednym z tych najważniejszych był mit przewspaniałego, niezrównanego renesansu. Z tym, że pierwotnie była mowa jedynie o renesansie czy odrodzeniu włoskim, ale potem stopniowo narracja się rozrosła do pan-europejskiego wybuchu cywilizacyjnego. Do wielkiego odrodzenia cywilizacji antycznej, do oswobodzenia ludzkiej myśli i wyobraźni i do wielkich czynów. A była to, jak się dziś mówi, po prostu zwykła przykrywka (lub inaczej, odwracanie kota ogonem), bo był przecież ten właściwy renesans, ale wydarzył się dużo wcześniej, w XII wieku, i serce jego biło we Francji. Źródła tego fenomenu, który stworzył Europę i jej cywilizację grecko-chrześcijańską, były tak potężne, że napędziły Europę aż po dzień dzisiejszy – a czy przetrwamy jej upadek to, moim zdaniem, zależy w dużym stopniu od tego czy uświadomimy sobie, i czy przypomnimy innym, istotę i wagę tych prawdziwych źródeł.

Zacznę od powstania Uniwersytetu Paryskiego – jednego z największych „cudów” (obok katedr gotyckich, wraz z ich wnętrzami) tego prawdziwego Renesansu. Potem pochylimy się nad jednym z typowych „romantycznych” fałszerstw na mniejszą skalę, czyli nad postacią Rogera Bacona, wybitnego przedstawiciela szkoły oksfordzkiej. I to on właśnie nas doprowadzi do czegoś, co można z pewnością uznać za prawdziwą „jesień średniowiecza”.  Zanim jednak to rozwinę, chciałbym podkreślić, że nikt tu nie odkrywa żadnej ameryki, a olbrzymie znaczenie Renesansu XII wieku jest wśród badaczy powszechnie znane – wystarczy choćby przeczytać odpowiednie hasło w angielskiej Wikipedii [1]. Niestety, co symptomatyczne, odpowiednie polskie hasło nie istnieje, a prawdziwy Renesans nie zajmuje widocznego miejsca, ani w powszechnej edukacji, ani w medialnej propagandzie.

Od początku XII wieku, właśnie w okolicach Paryża zaczęły wyrastać bardzo liczne szkoły, które około 1150, połączyły się w rodzaj korporacji łączącej nauczycieli i uczniów, dającej początek Uniwersytetowi Paryskiemu. I właśnie wtedy, nieprzypadkowo, rozpoczął się też schyłek słynnej (przez prawie dwa wieki!) Szkoły z Chartres. Najlepszą tego ilustracją jest kariera mistrza Gilberta de la Porrée (biskupa Poitiers), który sławę wprawdzie uzyskał w Chartres, ale miał tam wykłady jedynie dla czterech uczniów, podczas gdy na jego wykłady „wyjazdowe” w Paryżu przychodziło ich nawet trzystu!  Wielka przewaga Paryża brała się wtedy także z powodów bardzo praktycznych – taniego noclegu i powszechnie dostępnej aprowizacji – czyli dobrych warunków do życia, po prostu.

Formalnie został zatwierdzony jako: Universitas magistrorum et scholarium Parisiensis (czyli dosłownie, zgromadzenie paryskich mistrzów i scholarów), najpierw 15. stycznia 1200 w karcie króla Filipa Augusta, a potem w 1215 bullą Innocentego III, razem ze szkołą katedralną z Notre-Dame. Uniwersytet miał oczywiście cztery „klasyczne” fakultety: teologii, prawa, medycyny i sztuk wyzwolonych, a jako że studia „filozofii”, czyli siedmiu sztuk wyzwolonych były podstawą do wszelkich innych studiów, rektor pochodził z tego fakultetu. Teologia była najwyższym stopniem studiów, i aby je w ogóle rozpocząć niezbędny był tytuł magistra sztuk [2].  Wielkie zakony – dominikański i franciszkański – zdominowały nauczanie i pracę naukową w pierwszych wiekach uniwersytetu.  Kolegium dominikańskie w Paryżu powstało w 1217, czyli rok po powstaniu zakonu, i już wkrótce „wypromowało” dwóch najsłynniejszych profesorów Uniwersytetu Paryskiego – św. Tomasza z Akwinu i św. Alberta Wielkiego, którzy na dobre ugruntowali jego sławę i prestiż [3]. Obydwaj nosili najwyższy tytuł akademicki – magister in sacra pagina (lub inaczej, doktor Pisma świętego) – Albertus Magnus (doctor universalis lub doctor expertus) w latach 1245-8, a Akwinata (doctor angelicus) w 1256-9. Warto zwrócić uwagę na olbrzymią intensywność ich nauczania, związaną z krótkością jego trwania – to może wydaje się zaskakujące, ale wtedy było bardzo charakterystyczne – ta wielka mobilność, zarówno profesorów jak i studentów. Św. Albert prosto z Paryża na cztery lata udał się wykładać do Kolonii, zabrawszy tam ze sobą swego najzdolniejszego studenta, a Akwinata z kolei po powrocie do Paryża i po swojej profesurze wyjechał nauczać do Włoch. Studenci zjeżdżali tam z całej Europy, w tym w wielkiej liczbie z Anglii. A w tej liczbie wspomniany Roger Bacon.

Jak napisał prof. Władysław Tatarkiewicz w tomie pierwszym Historii Filozofii:

„Nie tylko był modelem innych, ale sam był do końca średnich wieków główną uczelnią łacińskiego świata. Przyczyniło się̨ do tego to, że oświatowa polityka papieży dążyła do uczynienia z Paryża głównego ośrodka studiów teologicznych. […] Charakterystycznymi cechami organizacji uniwersyteckiej były: a) wolność nauki: studia odbywały się̨ bez immatrykulacji, student obowiązany tylko był pracować z jednym z magistrów; b) międzynarodowość”.

Sławą najważniejszego uniwersytetu w Europie cieszył się przez kilka wieków, ale w końcu jego dominacja uległa osłabieniu. Najpierw po przyjęciu konkordatu bolońskiego w 1516, który spowodował stopniową utratę przywilejów, a następnie po pojawieniu się w Paryżu silnej konkurencji. Wpierw ze strony królewskiego Collège royal (w 1870 przemianowanego na Collège de France), powstałego w 1530 za namową humanistów „renesansowych”, a potem po rozpoczęciu intensywnej działalności przez Towarzystwo Jezusowe. Na przełomie XVII i XVIII wieku Uniwersytet Paryski zdecydowanie odrzucił filozofię Kartezjusza i nauki innych filozofów oświecenia za co przyszło mu bardzo srogo zapłacić – 15ego września 1793 dekretem Konwentu Narodowego Uniwersytet Paryski został ostatecznie zlikwidowany.

W 1253 Robert z Sorbony w Ardenach, kapelan i spowiednik świętego króla Ludwika IX, ufundował nowe kolegium Uniwersytetu Paryskiego – Collège de Sorbonne, które sławą szybko przyćmiło wszystkie inne,  tak że czasami Sorboną nazywano cały uniwersytet. Wprawdzie nominalnie (nazwa-) Sorbona przetrwała do dziś, ale faktyczną sytuację najlepiej obrazuje los jej kaplicy. Oto absolwent Sorbony, kardynał Richelieu, kiedy został w 1622 jej pryncypałem (proviseur) zlecił renowację i rozbudowę „kampusu” sorbońskiego, przy czym polecił wyburzyć starą kaplicę, a budowę nowej, w stylu klasycznym, zlecił słynnemu architektowi – Jacques’owi Lemercier’owi. W testamencie wyraził wolę pochowania w owej kaplicy, ale że ukończono ją dopiero po jego śmierci w 1642, uroczystości pogrzebowe odbywały się w scenerii prac budowlanych. W czasie rewolucji francuskiej, w 1794, kaplicę zamieniono na świątynię rozumu, a z kolei Napoleon zarządził jej przerobienie na atelier dla artystów. W 1822 przywrócono możliwość obrzędów religijnych, wraz z coroczną mszą żałobną za duszę kardynała, zgodnie z jego testamentem. W 1908 kaplica została jednak zamknięta na podstawie nowego prawa – separacji Państwa od Kościołów. Za wyjątkiem cotygodniowych mszy pomiędzy wojami światowymi, a potem i po wojnie aż do 1957, kiedy to ostatecznie została zamknięta decyzją trybunału administracyjnego w Paryżu. Jedynie coroczna msza żałobna była sprawowana aż do lat 80tych XX wieku, kiedy ze względu na fatalny stan „techniczny” kaplicy musiano i to skończyć. Prace remontowe przeciągają się aż do dziś, a „charakterystyczny” stosunek paryskich władz municypalnych do budowli katolickich, ilustruje zdumiewająca historia walki o zgodę administracyjną na wzniesienie koło katedry Notre-Dame monumentu św. Jana Pawła II. Szczęśliwie zakończona dopiero co, 25. października 2014.

Podobnie jak w Paryżu, uniwersytet w Oksfordzie także zdominowały z początku dwa wielkie zakony – dominikanie przybyli tam 15. sierpnia 1221 roku na polecenie samego św. Dominika, który zmarł tydzień wcześniej, a franciszkanie wprawdzie dołączyli nieco później, w 1224, ale w Oksfordzie to właśnie oni odegrali ważniejszą rolę. Oba zakony wyrzucono stamtąd w czasie rewolucji protestanckiej i pozwolono na skromny powrót dopiero po 400 latach… W 1910 franciszkanie, a w 1921 dominikanie uzyskali pozwolenie na utworzenie domów zakonnych, ale dopiero w 1994 dominikanie mogli otworzyć swoje własne małe kolegium (Permanent Private Hall) – Blackfriars Hall. Z kolei franciszkanie otworzyli  swoje PPT Greyfriars Hall w 1957, które jednak zamknięto w 2008.

Pierwszym kanclerzem Uniwersytetu Oksfordzkiego został w 1224 franciszkanin Robert Grosseteste (biskup Lincoln).  Prawdopodobnie jego uczniem był inny franciszkanin Robert Bacon, który studiował również na Uniwersytecie Paryskim, a napisał w 1271, że „wszystko, co zostało dokonane w teologii i filozofii przez ostatnie 40 lat, było dziełem zakonników”. I wreszcie trzeci słynny oksfordczyk-franciszkanin – William z Ockham, ekskomunikowany za życia, ale zrehabilitowany przez Innocentego VI. w 1359.

Jeśli by chcieć scharakteryzować „specyfikę” tych dwóch uniwersytetów w tamtym czasie, to ten paryski miał ambicję osiągnięcia wizji całościowej, czyli syntezy (tomizm!), przy podejściu konstruktywnym (vide – słynna paryska ugoda o rozdzieleniu kompetencji teologii i filozofii, czyli objawienia i rozumu), podczas gdy ten oksfordzki miał silną predylekcję do analizy, indywidualizmu i krytyki, wręcz dekonstrukcji. Należy przy tym pamiętać, że fizyka, czyli filozofia matematyczno-empiryczna rozwinęła się we Francji, przede wszystkim we wspomnianej wyżej Szkole z Chartres, a empiryczna szkoła oksfordzka, której najwybitniejszym przedstawicielem był Bacon, po prostu przejęła i kontynuowała jej osiągnięcia – czemu zresztą dał wyraz prawie 600 lat później Isaac Newton cytując mistrza Bernarda z Chartres. Jednak Francja miała także św. Bernarda z Clairvaux (wielkiego reformatora zakonu cysterskiego), który dobrze pilnował by od naukowych sukcesów matematykom w głowach się nie przewróciło. W Anglii nikogo takiego formatu nie było, więc na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Ich zaczynem były poglądy Ockhama: antysystematyczne, antydogmatyczne, antyracjonalistyczne i antyrealistyczne. W naukach empirycznych jego sztandarowy sceptycyzm okazał się być bardzo dobrym i skutecznym narzędziem, ale szczególnie w teologii głoszony indywidualizm i programowy antyracjonalizm spowodowały olbrzymie szkody. Najbardziej znanym tego przykładem była działalność Jana Wiklefa, profesora teologii w Oksfordzie – twórcy pojęcia „niewidzialnego kościoła wybranych”.  Uważanego często za protestanckiego prekursora. Po śmierci Wiklefa w 1384 (na skutek udaru w czasie odprawiania mszy), propagatorem jego idei w Czechach został Jan Hus. Sobór w Konstancji ogłosił Wiklefa w 1415 heretykiem (na dwa miesiące przed skazaniem Jana Husa), a w 1428, w czasie wojen husyckich, Marcin V nakazał ekshumacje jego ciała i jego spalenie. Prochy wrzucono do rzeki.

Najlepiej całą tę sprawę podsumował prof. Władysław Tatarkiewicz w II. tomie swojej Historii Filozofii:

„Podzieliły się̨ pierwiastki myśli chrześcijańskiej: protestanci utrzymali w swej doktrynie nieufność́ do rozumu, fideizm, wywyższanie woli, przekonanie o nieograniczonej wolności woli Bożej, katolicy zaś́ właśnie wiarę̨ w rozum, przekonanie o racjonalności świata. Reformacja wiodła do pochłonięcia filozofii przez teologię, katolicyzm do utrzymania filozofii. A zarówno stanowisko katolickie, jak i protestanckie miały swe źródła w średniowiecznej myśli: stanowisko katolików przede wszystkim w Tomaszu z Akwinu, stanowisko protestantów w Ockhamie i innych nominalistach: od nich wywodziła się̨ ideologia Wiklefa, Husa, Lutra.”

Wracając do Rogera Bacona, to powstało na jego temat szereg legend jeszcze w czasach rewolucji protestanckiej.  Nie był to jednak żaden wyjątek, wszak kontakty z diabłem przypisywano wtedy większości filozofów o wielkich osiągnięciach matematycznych – najjaskrawszym przykładem były legendy nt. samego Sylwestra II. No i przecież, także samemu Mikołajowi Kopernikowi się wtedy oberwało… Jednak romantyzm poszedł jeszcze dalej – stworzył mit Bacona wizjonera, pioniera metody naukowej, samotnie walczącego z owym ciemnogrodem wokół niego. Mit ten dawno unieważniono, wszak dobrze wiadomo, że współpracował z innymi scholastykami, a tuż przed i po nim działało wielu ówczesnych fizyków, takich jak wielki badacz magnetyzmu Piotr z Maricourt (Petrus Peregrinus). Ale w pop kulturze XX wieku jego mit się dalej rozrastał – wpierw został autorem manuskryptu Woynicha (który, jak wykazało datowanie radiowęglowe, powstał 150 lat po śmierci Bacona), a nie tak dawno największy erudyta wśród głupców, Umberto Eco, przywołał go na kartach swoich ezoterycznych powieści. W rzeczywistości, wielka specjalnością Bacona była optyka – którą głęboko studiował w arabskich pismach. Być może, iż spotkał się w Padwie z jedynym w tej epoce wielkim scholarem z Polski – Ślązakiem Witelo, który także  specjalizował się w optyce i teorii widzenia. Kończąc o humanistycznych manipulacjach, warto przypomnieć, że pojęcie stylu gotyckiego wymyślono w czasie odrodzenia, i miało oznaczać styl barbarzyński. A początkowo sztukę gotycką nazywano „francuskim dziełem” (opus Francigenum), potwierdzając mimochodem pierwszeństwo Francji w utworzeniu tej genialnej architektury.

Na zakończenie trzeba zatem stwierdzić: nihil novi sub sole – słynna anglosaska filozofia analityczna XX wieku jest przecież w prostej linii spadkobierczynią „szkoły” Ockhama, a jeśli ktoś myśli, że post-modernizm i dekonstrukcję wymyślił Francuz Jacques Derrida, to jest w grubym błędzie – pierwsi byli oczywiście włoscy (przede wszystkim) humaniści, choć i w tym przypadku inspirację można w dużym stopniu odnaleźć w Anglii. Warto spojrzeć na rewolucyjny program humanistyczny wprowadzony na miejsce „przestarzałego” scholastycznego programu nauczania – trivium nazwano po prostu studia humanitatisi na miejsce najważniejszej uprzednio dialektyki (logiki) wprowadzono poezję, a program poszerzono jeszcze o historię i filozofię moralną. Potem była tego kolejna odmiana dekonstrukcji w postaci romantyzmu (który dlatego tak wykłamywał renesans „odrodzeniowy”, a przy tym wyklinał szkiełko i oko) wraz z późnym jego wnukiem, Fryderykiem Nietzsche, który po prostu ogłosił śmierć Boga, i zwariował.

___

[1] en.wikipedia.org/wiki/Renaissance_of_the_12th_century

[2] „Szkoły były nie tylko czynnikami nauczania, ale i nauki; tu były biblioteki, tu jako nauczyciele zbierali się̨ uczeni i tworzyły się̨ środowiska naukowe. Tok nauczania był taki: stopień́ niższy stanowiły nauki świeckie, stopień zaś wyższy teologia. Nauki świeckie nosiły nazwę „sztuk” (artes, odpowiednik greckiej „techne”); w szkołach uczono siedmiu tzw. „sztuk wyzwolonych” (artes liberales lub saeculares), których wykaz i program wieki średnie odziedziczyły po chrześcijańskich pisarzach z ostatniej epoki rzymskiej, Boecjuszu i innych. Sztuki wyzwolone dzieliły się̨ na 2 grupy: grupa trzech (trivium) sztuk humanistycznych (artes triviales, sermonicales lub rationales) składała się̨ z gramatyki, retoryki i dialektyki, a grupa czterech (quadrivium) sztuk matematyczno-przyrodniczych, realnych (artes quadriviales lub reales) składała się̨ z arytmetyki, geometrii, astronomii i muzyki. Na tym kończył się̨ zasób nauk świeckich (które tylko w niewielu szkołach miały zakres bardziej rozległy) i następowała teologia. Studia świeckie były pojmowane jako propedeutyka do teologii. Wśród nauk wyzwolonych przewagę̨ miało trivium, w trivium zaś́ dialektyka.” (Wł.T.: Historia Filozofii, t.1)

[3] Franciszkanie (bracia mniejsi św. Franciszka) – zakon utworzony w 1209, osiadł tam w 1219.

— 

Jest to mój nieco poprawiony artykuł do piątego numeru Szkoły Nawigatorów, z grudnia 2014.

 

Sumy neapolitańskie – ad vocem

„Sumy neapolitańskie, in. sumy barskie – pieniądze należne Rzeczypospolitej z tytułu zagarnięcia przez Filipa II Hiszpańskiego, na podstawie sfałszowanego testamentu królowej Bony z 1557, księstw Bari i Rossano. Habsburgowie winni byli również wypłacać Bonie 10% dochodów z komory celnej w Foggii, jako spłatę pożyczki zaciągniętej u niej w 1556[1] [w roku koronacji Filipa…]. Pożyczka opiewała na kwotę ok. 430 tys. dukatów w złocie. …W 2012 poseł Ruchu Palikota Marek Poznański[2] obliczył, że wierzytelność ta bez odsetek warta była w 2012 ok. 235 mln zł.”

Trzy uwagi:

  1. Wyliczenie posła jest „bezpośrednie” – nie uwzględnia poziomu PKB wówczas, a był on wielokrotnie niższy, choćby z powodu mniejszej populacji. Dlatego „państwowe” znaczenie tej sumy było wtedy znacznie wyższe – dzisiaj odpowiadałoby to wielu miliardom PLN.
  2. Jak pisze U. Augustyniak: „Przyczyny niewypłacenia sum neapolitańskich wynikały nie z braku podstaw prawnych ze strony polskiej, lecz z kłopotów finansowych Habsburgów hiszpańskich. Zewnętrzne pozory potęgi po pokoju z Francją w Cateau-Cambrésis (1559)** i osiągnięcie hegemonii na Półwyspie Pirenejskim były mylące, od 1557 weszli oni w okres bankructwa.” Jeszcze przed 1560 Anton Fugger bankrutuje na giełdzie w Antwerpii, która powstała w 1531, jako pierwsza giełda globalna – na początku XVI w. w Antwerpii miało miejsce 40% handlu światowego – był to koniec długiego panowania tej niemieckiej dynastii bankierskiej, opartej przede wszystkim o habsburski dwór.
  3. Wszak od śmierci Marii I Tudor w 1558, małżonki Filipa II, głównym priorytetem dla Madrytu stało się wówczas zatopienie Anglii, a była to bardzo kosztowna impreza… „Anglicy obudzili się na dobre w 1577 kiedy dostali od Holendrów odszyfrowane plany hiszpańskiej inwazji”: boson.szkolanawigatorow.pl/enigma-w-xvi-wieku-i-oliwski-opat-co-szyfry-jak-zapaki-ama

___

**) Siena, Palazzo_Pubblico:

Fatalny pojedynek Henryka II i Montgomery‚ego (Lorda of „Lorges”):

Roald Dahl: ten Zły Dziadek „dziecięcej literatury”

A co z Roaldem Dahlem? … Jak każdy dobry dziadek, Dahl naprawdę chce przynosić radość dzieciom; podobnie jak w przypadku jego pięciorga dzieci, którym Dahl po raz pierwszy opowiadał te historie jako bajki na dobranoc, jego młodzi czytelnicy są obezwładnieni odurzającym, psychodelicznym koktajlem możliwości, obrazów i gry słów. Ale… każde z jego słodyczy ma wyraźną gorycz na wierzchu i śmiertelną truciznę w środku.**

Mimo całej zręczności jego pisania i żartobliwości opowiadania Roald Dahl nie może ukryć okrucieństwa swego spojrzenia, ani chłodu i okrucieństwa jego bezlitosnego, obrazoburczego serca. Nie może ukryć tych rzeczy, ponieważ sam ich nie widzi. Uważa, że całe to podglądactwo i odwet w jego książkach to po prostu dziecinna zabawa. To dlatego, że on sam nigdy nie dorósł. Myślę, że to samo można powiedzieć o uwielbiających go fanach. Przez całe życie pozostawał żartobliwym, kochającym przysmaki, egocentrycznym dzieckiem, z „rozwiązanym” językiem i upodobaniem do odwetu. Jest coś potwornego w dorosłym człowieku, który jest inteligentny i silny, ale w sercu pozostaje mściwym dzieckiem. Jest coś potwornego w Roaldzie Dahlu. Złym Dziadku.

To że nigdy nie nauczył się przepraszać ani okazywać skruchy jako chłopiec, ustanawia moralne ramy dla całego życia Dahla. Ta porażka zahamowała jego duchowy wzrost, tak że nawet jako stary człowiek – miał sześćdziesiąt osiem lat, gdy jego autobiografia została opublikowana – daje przykład tej odwiecznej prawdy wyrażonej przez czcigodnego Fultona Sheena:

Odmawiając przyznania się do osobistej winy, mili ludzie stają się plotkarzami, gawędziarzami, skarżypytami i super-krytykami, ponieważ muszą przekazywać swoje prawdziwe, nawet jeśli nie rozpoznane, poczucie winy innym. To znowu daje im nową iluzję dobroci: przyrost w znajdywaniu błędów u innych jest w bezpośrednim stosunku i proporcjonalny do zaprzeczenia własnym grzechom.

__

Roald Dahl: the Bad Granddad of “Children’s Literature” By Sean Naughton

__

**) So what of Roald Dahl? How can it be that the Great Leader—Dahl was born in 1916—is in truth the Bad Granddad of children’s fiction? How can it be that the man voted the greatest storyteller of all time in a Canon UK Poll of 2017—a certain Charles Dickens came second, followed in a very creditable third place by the ever popular William Shakespeare—is to be held responsible for spawning that degraded form of writing for children of which David Walliams is but the latest exponent. What is the great failure of this literary grandfather?

Like any good grandfather, Dahl really does want to bring joy to the children; as with his own five children to whom Dahl first told the tales as bed-time stories, his young readers are plied with an intoxicating, psychedelic cocktail of possibilities and images and word- play. But for all the phizzwizardry of his tales and for all the whoopsy-wiffling of his telling, each of his gloriumptious confections has an unmistakable bitterness in the coating and a deadly poison at the centre. For all the deftness of his writing and the playfulness of his story-telling, Roald Dahl cannot hide the cruelty of his gaze, nor the coldness and cruelty of his merciless, iconoclastic heart.

He cannot hide these things because he does not see them himself. He thinks that all the voyeurism and vengeance in his books is just childish fun. This is because he himself never grew up. I think the same can be said of his adoring fans. He remained all his life a playful, treat loving, self-centred child, with a loose tongue and a taste for revenge. There is something monstrous about a grown man who is clever and powerful but remains at heart a vengeful child. There is something monstrous about Roald Dahl. Bad Granddad.

Never learning to say sorry or to show any sign of repentance as a boy sets the moral framework for Dahl’s whole life. This failure stunted his spiritual growth so that even as an old man—he was sixty-eight when his auto-biography was published—we recognise an example of this eternal truth as expressed by the Venerable Fulton Sheen:

By refusing to admit to personal guilt, the nice people are made into scandalmongers, gossips, talebearers, and super-critics, for they must project their real if unrecognized guilt to others. This, again, gives them a new illusion of goodness: the increase of faultfinding is in direct ratio and proportion to the denial of sin.

Angielsko-holenderska „szorstka przyjaźń”

Most foreign observers pointed to industriousness, thrift, and cleanliness as the outstanding Dutch national characteristics. Some of their reports seem to indicate that three centuries ago the Dutch nation was not radically different from what it is today. It was, for example, noted that Dutchmen were singularly lacking in any respect for authority: servants did not tremble for their masters, women had often the better of their husbands, and children dared to speak up to their teachers, who ran the risk of being sued if they resorted to corporeal punishment. ‘The Dutch,’ said an Englishman in 1658, ‘behave as if all men were created equal.’ There was also lavish praise for the high level of elementary education and the excellency of the new Dutch universities, especially that of Leiden, the fame of which attracted students from all parts of Europe. Many persons in leading positions all over Europe acknowledged their high opinion of Dutch skills by making determined efforts to introduce Dutch practices in shipbuilding, the organization of foreign trade, the reclamation of land, and in a variety of other fields. According to the English historian William Cunningham, the middle and late period of English seventeenth-century economic history was that of a ‘conscious imitation’ of the Dutch. The Dutch contribution to the economic development of Scandinavian countries was even more substantial…

The only unfavourable characteristics they frequently mentioned were a slow, unimaginative disposition and a common indulgence in bouts of drinking, and these shortcomings were generally excused by attributing them to the country’s humid and chilly climate.

Yet there was another side to the foreign view of the Dutch Republic. The image which one nation forms of another is generally little more than a caricature inspired by hatred and prejudice, and the seventeenth century was no exception to this rule. It is well known that at this time the Dutch populace still laboured under the delusion that the English were distinguishable from ordinary human beings by having tails. The average Englishman’s view of the Dutch was not much more complimentary. The large number of expressions in the English language of this period in which the word ‘Dutch’ had an unfavourable connotation—’Dutch courage’, ‘Dutch concert’, ‘Dutch window’—seem to indicate that many Englishmen considered the Dutch drunkards devoid of any real bravery and cultural refinement. They were also commonly designated as ‘cheesemongers’ and ‘butter-boxes’; or, as an English pamphleteer put it in 1664: ‘A Dutchman is a lusty, fat, two-legged Cheeseworm, a creature that is so addicted to eating butter … that all the world knows him for a slippery fellow.’ Such derogatory notions of the Dutch were not confined to the illiterate masses, but are even found in works of literary distinction. Andrew Marvell’s poem ‘The Character of Holland’ is for example, almost unsurpassed in the grotesque distortion with which it portrays the Dutch way of life.

It was not in England alone that such contemptuous views of the Dutch were current. Wherever, in Europe or Asia, the Dutch went, they acquired the reputation of being a nation of uncouth sailors and unscrupulous merchants taking unfair advantage of their neighbour’s gullibility and robbing him of his legitimate profits. It was said of them that Mammon was their only God, and that for profit’s sake they would not hesitate to pass through Hell even at the risk of having the sails of their ships burned. Many Frenchmen denounced the Dutch as bloodsuckers and the Germans expressed their resentment in the saying: ‘Where a Dutchman treads, no grass will grow.’ Among the Chinese the Dutch enjoyed a similar reputation. Because of their highhanded methods they became known as they ‘red-haired barbarians’. ‘They are greedy and shrewd,’ reported a Chinese source of the time, ‘if meeting them at sea, one is certain to be robbed.’ „

THE MIRACLE OF THE DUTCH REPUBLIC AS SEEN IN THE SEVENTEETH CENTURY

By

K. W. SWART
PROFESSOR OF DUTCH HISTORY AND INSTITUTIONS
IN THE UNIVERSITY OF LONDON

An Inaugural Lecture
Delivered at University College London
6 November 1967

PS. „In the matter of labour the Hollanders were in some respects better and in some respects worse off than their English competitors. Wages were notoriously high in the United Provinces, where heavy excise taxes burdened all articles of general consumption, and high rents raised further the cost of living. This was somewhat offset by certainty of employment for artisans engaged in shipbuilding, who therefore worked for less than if employment had been seasonal.’ Another mitigation which drew the admiration of foreigners was the use of labour-saving machinery, especially the saw-mill wind-driven, and the great cranes which lifted and moved heavy timbers, and masted ships. It was perhaps appreciation of these machines that influenced certain Dutch carpenters to decline a pressing invitation from Colbert to remove to France and work in the royal dockyards at greatly improved wages. The work, they said, would be too hard.”

https://www.jstor.org/stable/2599913?seq=1#page_scan_tab_contents

PPS. Screenshot 2019-04-02 at 18.56.48.png

 

 

Janusz herbu Trąba, czyli sprawca naszego nieszczęścia

„Zygmuntowi trzeciemu panu dotąd naszemu będąc po tak wielu napominania od nas według prawa i wolności naszej wolni posłuszenstwośmy wypowiedzieli jakosz tym teraźniejszym pismem wypowiedamy i dalej o sobie i o wolnoścach swych za pomocą bożą radzić chcemy.” eurofresh.se/manuskrypty/E8599a/397.htm

___

Popadłem w rozterkę – czy aby nie zbyt pochopnie oddałem palmę pierwszeństwa temu über-zdrajcy Pacowi. Muszę teraz wrócić do Janusza starszego Radziwiłła – wprawdzie nadal nie natrafiłem na jego porządny biogram, ale za to natrafiłem na kolejne ślady jego wyjątkowej działalności.

Zacznijmy od przypomnienia kilku dobrze znanych faktów:

  1. Janusz pochodził z kalwińskiej linii Radziwiłłów na Birżach i Dubinkach.
  2. 1 października 1600 poślubił 15-letnią księżniczkę Słucką**.
  3. Razem z Zebrzydowskim stojącym na czele rokoszu z Korony – Janusz oczywiście przewodził Litwinom – wywołał pierwszą polską wojnę domową.
  4. Na zjeździe rokoszowym w Sandomierzu, w sierpniu 1606, został wybrany jego marszałkiem.
  5. 24 czerwca 1607 przyrządził i doprowadził do uchwalenia uniwersału wypowiadającego posłuszeństwo Królowi (vide oryginał wyżej).
  6. 27 marca 1613 został zięciem elektora brandenburskiego, Jana Jerzego – sam Jakub I, król Anglii i Szkocji, był na ślub zaproszony pro forma.
  7. Spiskował z księciem Siedmiogrodu, kalwinistą Gaborem Bethlenem, którego zamierzał osadzić na tronie polskim.***
  8. Zmarł w listopadzie 1620 roku wkrótce po chrzcie najmłodszego syna, Bogusława, tego Bogusława… Pochowany został w kościele kalwińskim w Dubinkach.

Przyznacie, że jest to całkiem mocna lista. A do tego dochodzi rzecz bodaj najważniejsza – bliska a bardzo sekretna współpraca naszego Janusza z owym Jakubem I, nie mówiąc o elektorze brandenburskim, kalwiniście Janie Zygmuncie… Jej pierwszy ślad to ów list u szczytu moskiewskiej zawieruchy (w tłumaczeniu Krzysztofa Laskowskiego):

Słuck, 31 lipca 1611 roku

Janusz Radziwiłł do Roberta Cecila****

wysyła własnego przedstawiciela do króla Anglii

Wielmożny Panie Przyjacielu z należnym szacunkiem.

Celem mojej poprzedniej pielgrzymki było nie tylko to, bym zobaczył pozostałe regiony, ale także bym mógł poznać Wielmożnych Mężów, którzy wszędzie cieszą się sławą. Ponieważ Wasza Wielmożność zajmuje wśród nich niepoślednie miejsce, sądzę, że znalazłem się w nie całkiem gorszym miejscu mego szczęścia, bo zdarzyło mi się, gdym był w Anglii, zawrzeć znajomość z Waszą Wielmożnością i zawrzeć więzy przyjaźni. To sprawiło, że gdym wysłał swego przedstawiciela do Najjaśniejszego Króla Wielkiej Brytanii, Pana mego Najłaskawszego, jednocześnie tytułem naszej przyjaźni przekazał list do Waszej Wielmożności.

Ale żeby Wasza Wielmożność miała także względem siebie dowód mojego gorliwego i przyjaznego ducha, przesyłam jej niewielki upominek, który bardzo proszę, żeby raczyła z wdzięcznością przyjąć. Pozostałe sprawy mój przedstawiciel wyłuszczy bezpośrednio. Upraszam Waszą Wielmożność, by raczyła okazać mu zaufanie. O wszelkie powodzenie dla niej nieustannie z serca błagam Boga Najlepszego Największego.

Dan w zamku słuckim ostatniego dnia lipca 1611 roku.

Waszej Wielmożności przyjaciel,

Janusz Radziwiłł, książę na Birżach, Dubinkach i Słucku, książę Świętego Cesarstwa Rzymskiego, podczaszy Wielkiego Księcia Litewskiego.

Janusz Radziwiłł własnoręcznie

Z tyłu: Do Pana Hrabiego Salisbury, Wielkiego Skarbnika Anglii.

Capture d’écran 2018-10-11 à 07.21.37.pngwww.pau.krakow.pl/index.php/pl/wydawnictwo/publikacje-on-line/elementa-ad-fontium-editiones/dostepne-on-line/vi-1962

CDN

___

**) „Po ślubie księżniczka zapisała cały swój majątek mężowi. Protestant Janusz, dla którego największymi wrogami byli katolicy, a nie prawosławni, wyprowadził słuckie kościoły spod jurysdykcji biskupa unickiego i podporządkował je patriarsze Konstantynopola.

W r. 1600, w kulminacyjnym momencie zatargu Radziwiłłów z Chodkiewiczami o księżnę Zofię Olelkowiczównę (córkę Janusza), jedyną spadkobierczynię olbrzymich dóbr słuckich, N. wsparł Radziwiłłów, przysyłając im wystawiony przez siebie oddział (100 koni i 100 hajduków).

***) Jego brat Krzysztof kalwinista, ojciec Janusza juniora – i „sprawa przejętych przez infantkę belgijską Izabelę listów, które miały dowodzić zamiaru elekcji na tron Rzpltej księcia i (podówczas) następcy tronu Francji Gastona Orleańskiego. Okoliczności wskazywały, że promotorem przedsięwzięcia był R., bowiem w sprawę listów byli uwikłani ludzie z nim związani, skazany na banicję i przebywający za granicą Krzysztof Arciszewski oraz Piotr Kochlewski. R. wszystkiemu zaprzeczył. Jego Justyfikacja, podobnie jak żądanie marszałka izby poselskiej sejmu toruńskiego, Marcina Żegockiego, ujawnienia spisku i ukarania uczestników pozostawały przecież bez efektu. Król nie miał jednoznacznych dowodów winy. Po otrzymaniu kopii listów, prosił o oryginały, gdy je zyskał w kwietniu 1627, w r.n. chciał, by Izabela nakazała uwięzienie i przesłuchanie podejrzanych (w praktyce tylko Arciszewskiego, P. Kochlewski przebywał w Polsce i w r. 1629 wybierał się wraz z R-em na sejm).”

****) Przypominam, że ów Robert Cecil to ten od ustawki pl.wikipedia.org/wiki/Spisek_prochowy, a który w owym 1611 był u szczytu potęgi – JEDNOCZEŚNIE był wtedy Lordem Wielkim Skarbnikiem oraz Sekretarzem Stanu. Z drugiej strony, był już wtedy bardzo chory (zmarł rok potem) i stery polityki zagranicznej przejmował wtedy sam Jakub I, przy pomocy swego faworyta, Roberta: pl.wikipedia.org/wiki/Robert_Carr_(hrabia_Somerset)