Koncepcja Stanów Zjednoczonych Europy Środkowej

„I.K.C.” 1932

Mühlstein Anatol (1889–1957), dyplomata. Ur. 22 VIII w Pińsku, był synem Bera, właściciela składu drzewa, i Marii. W Pińsku M. uczył się w szkole rabinackiej, której nie ukończył. W czasie rewolucji 1905 r., z powodu przechowywania bomb w składzie swego ojca, musiał uciec za granicę. Studiował trzy lata na uniwersytecie genewskim, kształcił się także w Paryżu i Brukseli. W artykułach z tego okresu (druk. w „Prawdzie” 1910) i w broszurze Asymilacja, polityka i postęp (W. 1913) występował jako rzecznik asymilacji Żydów. W czasie pierwszej wojny światowej przebywał w Belgii. Związał się z belgijskim ruchem oporu przeciwko Niemcom i był jednym z trzech założycieli podziemnego dziennika „Le Flambeau” [Pochodnia], którego pierwszy numer ukazał się w marcu 1918. M. redagował i drukował pismo. Do służby dyplomatycznej wstąpił w maju 1919, przydzielony do poselstwa RP w Brukseli. Przeszedł kolejne szczeble służbowe: był początkowo sekretarzem poselstwa II kl. w VII stopniu służbowym, później sekretarzem I kl. w VI stopniu z tytułem radcy legacyjnego (od 1 XI 1924), a w końcu został 1 I 1929 radcą I kl. w V stopniu służbowym. W r. 1925 należał do delegacji polskiej na konferencję w Locarno. Brał także udział w większości delegacji polskich na zgromadzenia Ligi Narodów. W r. 1927 od 16 II do 6 X był chargé d’affaires ad interim w Brukseli. Z dn. 1 V 1930 został przeniesiony do Paryża jako radca legacyjny I kl., a od 9 II 1931 jako radca ambasady z tytułem posła nadzwycz. i ministra pełnomocnego III kl.

Zarówno w Belgii, jak i we Francji M. utrzymywał kontakty z kołami lewicowymi, był specjalistą od spraw żydowskich. We Francji stał się wybitnym znawcą stosunków tego kraju, w czym niemałą rolę odegrała również jego pozycja towarzyska, którą zawdzięczał głównie stosunkom w sferach kosmopolitycznej finansjery. Niedługo bowiem po przybyciu do Francji ożenił się z córką bankiera francuskiego Dianą de Rothschild i dzięki temu małżeństwu dom jego stał się znanym salonem paryskim, w którym bywali liczni dyplomaci i politycy. M. w raportach i listach z Paryża informował dokładnie polskie Min. Spraw Zagran. (MSZ) o opinii francuskich kół politycznych wobec Polski, szczególnie w okresie znacznego ochłodzenia stosunków między obu krajami po r. 1932. Został też wysłany w r. 1934 przez marszałka Józefa Piłsudskiego do Kowna, lecz misja jego, której celem miało być ułatwienie stronie litewskiej nawiązania stosunków z Polską – podobnie jak nieco wcześniejsza Aleksandra Prystora – nie powiodła się. Kiedy w czerwcu 1936 minister Józef Beck mianował na miejsce Alfreda Chłapowskiego ambasadorem we Francji Juliusza Łukasiewicza, odwołał również M-a 30 VI t.r. z Paryża. M., którego ambicją życiową było stanowisko ambasadora we Francji (Morawski), został przeniesiony do Centrali jako radca Ministerstwa. Przed drugą wojną światową odszedł z MSZ. Wydał w r. 1939 w Paryżu książkę Le maréchal Pilsudski. 1867–1919. M. był związany z wolnomularstwem, prawdopodobnie należał do loży pozostającej pod zwierzchnictwem francuskiego «Wielkiego Wschodu».

Po kapitulacji Francji w r. 1940 M. wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie prowadził interesy finansowe własne i teścia Roberta Rothschilda. Opublikował w r. 1942 w Nowym Jorku broszurę, w której wyłożył swoją koncepcję Stanów Zjednoczonych Europy Środkowej The United States of Central Europe. Przyjął obywatelstwo amerykańskie. Po zakończeniu wojny powrócił do Paryża, gdzie z kolei został obywatelem francuskim. Ponownie wszedł do wydawnictwa belgijskiego pisma „Le Flambeau”. Ogłaszał prace na tematy społeczne i polityczne, pisał także recenzje i artykuły do „Kultury”. Zmarł w Paryżu 29 XI 1957, pochowany został w pobliżu swej podparyskiej posiadłości. M. był odznaczony m. in. Orderem Polonia Restituta 4 kl., belgijskim Orderem Leopolda 3 kl., Francuską Legią Honorową 3 kl. i in. 

survol chateau.jpg Rezydencja teścia, czyli Château_de_Laversine**

Był dwukrotnie żonaty. Po raz pierwszy z Suzanne Dumont, córką wydawcy belgijskiego pisma Le Flambeau. Po raz drugi z Dianą de Rothschild, z którą rozszedł się w 1952. Z małżeństwa z nią miał trzy córki: Nathalie, Ankę i Cecile[10]. Anka Mühlstein*** (ang.) to historyk i pisarka francuska, żona pisarza Louisa Begley’a.

Pośmiertnie, za wybitne zasługi w długoletniej służbie dyplomatycznej, został w 1998 r. dwukrotnie odznaczony przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. 20 kwietnia został mu nadany Krzyż Komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej[11], a 17 września został uhonorowany Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski[3].

Utrzymywał stały kontakt ze środowiskiem Kultury w Maisons-Laffitte, zwłaszcza z Józefem Czapskim. W młodości socjalista, później ewoluował w kierunku liberalizmu. Był przyjacielem Józefa Piłsudskiego i autorem książki o nim. Fragmenty jego wspomnień ukazały się w Zeszytach Historycznych[9].

W swoich zapiskach, przetłumaczonych z francuskiego i wydanych w 1999 jako Dziennik wrzesień 1939 – listopad 1940, Anatol Mühlstein, ten wybitny smakosz i światowiec, obrzydliwie szkaluje polskie MSZ, a szczególnie ambasadora Juliusza Łukasiewicza:

Ten człowiek nigdy nie przestanie mnie zdumiewać. Jego głupota jest rozbrajająca a jednak naprawdę chciałbym wiedzieć, za co ten dureń tak nienawidzi Francji… (19 IX 1939).

__

**) We wrześniu 1939 żona Anatola z dziećmi przeniosła się do francuskiego gniazda Rotszyldów, czyli ich sławnej rezydencji pod Deauville – vide dwie-kadencje-obamy-czyli-fatalny-ciąg-dat/coco-kapitaliści-oraz-pewien-zawzięty-filosemita-i-upadek-de-gaulla/

***) ONZ czyli wnuk Anatola: en.wikipedia.org/Stéphane_Dujarric

Jak to nasz Stasiu Dniestr na Dniepr zamienił

W 1780 r. przybył więc do Polski specjalny wysłannik, Piotr Laroche, który miał zebrać informacje o gospodarczych możliwościach ewentualnego partnera. Laroche był sekretarzem i agentem hospodarów mołdawskich; jego misja w Polsce nosiła także charakter wywiadowczy… ów zaś po zbadaniu stanu gospodarczego Polski, a zwłaszcza południowo-wschodnich województw, opracował materiał o perspektywach handlowych tych rejonów. Obserwacje Laroche’a potwierdziły duże możliwości eksportowe, przede wszystkim artykułów żywnościowych, Polska natomiast mogła stać się bardzo chłonnym rynkiem dla francuskich towarów przemysłowych. Siedzibę przyszłej kompanii handlowej widział on w tureckim Akermanie, gdzie należało utrzymywać specjalnych agentów, komisarzy itp.

W listopadzie 1781 r. Stanisław August podczas krótkiego pobytu w Ka­mieńcu spotkał się z Laroche’m. Tym razem badał on możliwości wymia­ny handlowej między Francją a Rosją przez Chersoń. W rozmowie z królem oświadczył, iż Polska powinna także uczestniczyć w tej wymianie.

W połowie 1780 r., a więc wtedy, gdy Laroche badał możliwości eksportowe Rzeczypospolitej przez Morze Czarne, z inicjatywy innego Francuza, Jana Bonneau, korespondenta rządu francuskiego w Warszawie, zawiązała się kompania handlowa z udziałem bankierów warszawskich, na czele której stanął Fryderyk Józef Moszyński, referendarz w. litewski.

16 maja 1780 r. w Warszawie doszło do zawarcia umowy między Moszyń­skim a Tomaszem Hugonem, Francuzem w służbie polskiej…

W tym samym okresie miały więc miejsce dwie akcje o identycznym zamyśle. Laroche zbierał informacje dla rządu francuskiego i, co bardzo prawdopodobne, hospodara mołdawskiego, a inny jego rodak robił to dla polskiego towarzystwa handlowego.

Inicjatywa Moszyńskiego uzyskała poparcie Stanisława Augusta; Hu­gonowi towarzyszył z polecenia króla kapitan Karol Sierakowski. Trasa podróży prowadziła przez Włodawę, Chełm, następnie w kierunku Sanu i dalej przez Lwów. Do Kamieńca Podolskiego Hugon i Sierakowski do­tarli w początkach czerwca 1780 r., a wtedy okazało się, że celem ich podróży jest Akerman, do którego dalszy przejazd zabezpieczyć miał ko­mendant twierdzy, generał Jan Witt. W związku z tym Witt pisał do pa­szy benderskiego: „[…] Gdy się kilkanaście osób z obywatelów polskich zebrało uczynić do handlu zagranicznego kompanią, uprosili u Najjaśniej­ szego króla […] pozwolenie […] i przynieśli do mnie rozkaz Pański wy­słanym od tej kompanii Panu Sierakowskiemu, ziemianinowi krajowemu, i JPanu de Thomas (Tomaszowi Hugonowi — M. M.), obywatelowi miasta Warszawy, tudzież trzeciemu ich pisarzowi, abym podróż bezpieczną ku Morzu Czarnemu onym obmyślił, którzy jadą najpierw zjednać protekcję WPana, aby mogli przy Akermanie opatrzyć dla siebie miejsce zdatne do składu z żywności krajowych, […] skąd aby stambulskie kupcy dla wygo­dy Stambułu tychże towarów nabywali, i w zaiem swoich towarów nam potrzebnych udzielali […]. Komendant Kamieńca prosił paszę Benderu o pomoc dla przedstawicieli kompanii, zwłaszcza że nie chodziło na razie o nic więcej, jak tylko o dotarcie do Akermanu i wyszukanie odpowiedniego miejsca na składowanie towarów. Witt, aby skłonić tureckiego urzędnika do okazania pomocy przedstawicielom kompanii, poinformował go także o nastąpić mających niebawem rozmowach oficjalnych między Polską a Portą na temat wzajemnych stosunków handlowych. Drugi list podobnej treści napisał Witt do paszy w Akermanie.

17 czerwca 1780 r. Hugon i Sierakowski opuścili Kamieniec, w dalszą drogę udali się, otrzymawszy od komendanta twierdzy listy polecające do urzędników tureckich w Benderze i Akermanie oraz instrukcję. W tej ostatniej Witt wytyczył trasę podróży przez Żwaniec—Chocim—Jampol— Jahorlik, a od granicy tureckiej przez Dubosary do Benderu, gdzie nastą­pić miała przeprawa przez Dniestr. Przypominał także o konieczności przygotowania prezentów dla paszów w Benderze i Akermanie, poinformował szczegółowo, jak należy zachować się podczas spotkań z przedstawicielami władz tureckich; na wypadek kłopotów nakazał przesłać wia­domość do Kamieńca Podolskiego.

Obserwacje i spostrzeżenia poczynione przez Hugona podczas owej po­dróży odnosiły się do podstawowych kwestii, gdy szło o problemy wymia­ny handlowej południowo-wschodniej Rzeczypospolitej przez Morze Czar­ne. Sporo uwagi poświęcił on drogom handlowym wiodącym ku wybrze­żom, a zwłaszcza możliwości nawigacji na Dniestrze, po usunięciu z toru wodnego rzeki przeszkód w postaci porohów pod Raszkowem, bo w tym miejscu sprawiały one najwięcej kłopotu płynącym statkom. Poważną rolę wyznaczał Hugon dla Mohylowa nad Dniestrem, który miał stać się punktem przeładunkowym dla towarów przywożonych przez kupców z Ga­licji, Kijowa, Bracławia, Mołdawii, Ukrainy, Podola, a także Turcji; na­leżałoby jednak zapewnić miastu bezpieczeństwo. Odbiorcą polskich to­warów w Akermanie miała być francuska kompania handlowa, bliżej nieokreślona; najprawdopodobniej Hugon myślał o jednej z firm ze Stam­bułu, gdzie w tym czasie kupcy francuscy odgrywali w handlu poważną rolę.

Plonem podróży Hugona i Sierakowskiego była m.in. kalkulacja, która określała wartość ewentualnego rocznego wywozu polskich płodów rol­nych na sumę około 6 milionów florenów. Najważniejszą pozycję w eks­porcie stanowić miała sprzedaż wołów (15 000 sztuk), zboża (200 000 kor­ ców), tytoniu (100 000 kamieni), lecz ogólna liczba określająca wartość tego eksportu mogła być znacznie wyższa, gdyż w zestawieniu nie ujęto takich towarów, jak saletra, potaż itp.

Pobyt Piotra Laroche’a w Polsce w latach 1780—1781 i jego zaintere­ sowanie się (po zbadaniu i przedłożeniu rządowi francuskiemu memoriału o perspektywach handlowych południowych województw Rzeczypospoli­ tej) z kolei możliwością wymiany francusko-rosyjskiej przez Morze Czar­ne zaowocował kolejnymi przedsięwzięciami. Do aktywniejszego działania przystąpili bowiem Francuzi. Ambasador Francji w Stambule, Franciszek Saint-Priest otrzymał instrukcję, z której wynikało, iż rząd francuski interesuje się polskimi planami czarnomorskimi i poleca swemu przedsta­wicielowi popieranie tej koncepcji, ale w porozumieniu z posłem rosyj­skim Stachiewem. Równocześnie podjęto ze strony francuskiej akcję zmierzającą do wykorzystania nowej sytuacji w interesie własnego handlu i przemysłu przez osadzenie w Chersoniu własnych kupców. Przedsięwzię­cie to zapoczątkował kupiec z Marsylii, Ignacy Anthoine, od kilkunastu lat prowadzący działalność handlową w Stambule. W 1781 r. Anthoine udał się do Petersburga, otrzymawszy listy polecające od ministra spraw zagranicznych Francji, Karola Vergennesa i od posłów: rosyjskiego i fran­cuskiego do księcia Grzegorza Potiomkina i francuskiego przedstawiciela w stolicy Rosji. Misja Anthoine’a skończyła się tylko częściowym po­wodzeniem; ustępstwa i przywileje, o jakie zabiegał dla wszystkich cu­dzoziemskich kupców, zostały przyznane tylko jemu. Najpoważniejszym osiągnięciem było uzyskanie pozwolenia rządu rosyjskiego na podnoszenie na statkach kupców francuskich rosyjskiej bandery. Po powrocie z Pe­tersburga Anthoine razem z braćmi założył w Chersoniu dom handlowy, który już po kilku latach stał się głównym pośrednikiem w wymianie mię­dzy Marsylią a południem Rosji…

W ostatnich dniach czerwca 1782 r. Blank poinformował Stanisława Augusta o przygotowaniach do powołania kompanii handlowej, podał też nieco szczegółów, wymieniając m.in. kilka nazwisk spośród dwunastki akcjonariuszy. Król jednak wstrzymał się od zajęcia jednoznacznego stanowiska wobec powstającej spółki handlowej. Spowodowane to było na­ stępującymi przyczynami. Kompania zamierzała rozpocząć działalność w Akermanie, dlatego też Stanisław August chciał rozmawiać wpierw z po­słem rosyjskim w Warszawie Ottonem Stackelbergiem i poznać jego zda­nie w tej kwestii, gdyż obawiał się, „żeby stąd nie wynikły jakowe wzglę­dem Chersonu zazdrości […]”. Drugi powód, dla którego król zwlekał z daniem odpowiedzi Blankowi wiązał się z osobą Anthoine’a. W czerwcu 1782 r. Anthoine przekazał do Warszawy, prawdopodobnie za pośrednic­twem agenta francuskiego, Jana Bonneau, informacje o swoim pobycie w Petersburgu i uzyskanych tam przywilejach dla jego kompanii w Chersoniu. Po krótkim pobycie w Chersoniu Anthoine zamierzał przybyć do Warszawy, aby tam sfinalizować sprawę pewnego projektu handlowego, nad którym pracował wspomniany Bonneau. Ów projekt bez wątpienia miał na celu skierowanie uwagi polskich czynników oficjalnych i kół zainteresowanych handlem czarnomorskim na możliwość wymiany przez Chersoń.

PS. dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/doccontent?id=4468:Capture d’écran 2020-05-27 à 12.18.25Capture d’écran 2020-05-27 à 12.20.28Capture d’écran 2020-05-27 à 12.21.16

PPS. Obroty Francji z Turcja sięgały wówczas 300 mln franków rocznie.

Akerman, wieszcz Adam i nasza Kompania

 Pierwsze, petersburskie wydanie z 1826
 
___
Adam Mickiewicz to miał jednak „wyczucie”. O jego specyficznych uwikłaniach w czasie tzw. zesłania do Rosji sporo tu już pisałem. W szczególności o tej słynnej wyprawie na Krym, vide krymska-flama-mickiewicza-i-ten-iwan-wyjątkowa-kreatura/, oraz np. o Konradzie Wallenrodziedlaczego-mickiewicz-napisał-konrada-wallenroda/.
 
Tym razem mnie „zaskoczył” swoimi tak sławnymi Sonetami Krymskimi. Przypomniałem sobie ten najsłynniejszy, pierwszy sonet gdzie „to weszła lampa Akermanu”. Tak się bowiem składa, że wówczas ów do niedawna turecki Akerman (dzisiaj to pl.wikipedia.org/Białogród_nad_Dniestrem) był wcześniej miejscem ostatniej, polskiej próby wywinięcia się z kolonialnej zależności wobec Moskali. Wtedy, kiedy Potiomkin budował Chersoń nad Dnieprem, aby uzyskać dominację w handlu czarnomorskim (vide jak-zdobywano-morze-czarne/), myśmy próbowali dogadać się, przy pomocy Francuzów, z Turkami nad Dniestrem. Pierwotnie, owa nasza słynna Kompania Czarnomorska miała działać właśnie w Akermanie, ale tak się niestety nie stało, o czym…
 
 
PS. Ciekawe jest tam motto z Goethego: Kto chce zrozumieć poetę, / musi jechać do kraju poety 
 
PPS. Nazajutrz (!) po zgonie wieszcza Henryk Służalski i Armand Lévy napisali do ambasadora brytyjskiego, lorda Stradforda Redcliffe: ”…Mickiewicz postąpił jak Byron: przybył, jak tamten, umrzeć na Wschodzie za sprawę słuszną.angielski-mickiewicz-czyli-romantyczna-dżuma/

Maria Leszczyńska, Wenecja i Vivaldi

 Przybycie do Wenecji w 1723 hrabiego de Gergy, ambasadora Francji – wg Canaletto** z 1727, obecnie w Ermitażu

___

W 1723, po czternastoletniej przerwie w stosunkach dyplomatycznych, monarchia francuska wysłała do Wenecji nowego ambasadora, Jacquesa-Vincenta Langueta, hrabiego Gergy. Languetowi udało się ponownie zająć tradycyjny Palais de France, położony na Fondamenta della Madonna dell’Orto i skierowany na drugą stronę laguny na stały ląd. (Dziś tym budynkiem jest Grand Hotel „Palazzo dei Dogi”.) Oczywiście, co roku 25 sierpnia obchodził tam święto św. Ludwika, honorując w ten sposób nie tylko patrona swojego kraju, ale także jego monarchę.

Vivaldi mógł wcześniej zetknąć się z Languetem, ale pierwszym zamówieniem, o którym posiadamy pewną wiedzę, jest to na serenatę ślubną La Gloria e Imeneo RV687, napisaną dla upamiętnienia zaślubin Ludwika XV i polskiej królewny Marii Leszczyńskiej i wykonaną wieczorem 12 września 1725 w loggii (wciąż stojącej) na końcu ogrodu ambasadora. W bardzo krótkim czasie Languet zorganizował wspaniały festiwal, który został drobiazgowo odnotowany nie tylko w odręcznie napisanej relacji w języku włoskim do rozpowszechnienia wśród przyjaciół ambasadora (British Library w Londynie posiada kopię tej relazione wplecioną w korespondencję rzymskiego kardynała Filippo Antonio Gualtieri), ale także w Mercure de France z października 1725, gdzie czytamy: „Po balu wykonano serenatę, której słowa, dostosowane do tematu [uroczystości], były bardzo chwalone, a muzykę napisał Signor Vivaldi, który jest najlepszym kompozytorem w Wenecji ”.

W bardzo pośpiesznie napisanym autografie serenaty Vivaldiego brakuje dziś fascicle zawierającego wprowadzającą sinfonię, a wraz z nią tytuł serenaty. Podobnie jak w operach, sinfonias były niezbędnym akcesorium dla serenat, ponieważ oprócz zapewnienia bardzo miłej, czysto instrumentalnej muzyki, działały one jako „tłumiki hałasu”, przestrzegając publiczność o rozpoczęciu przedstawienia…

Dwie postacie w tej serenacie to Imeneo (Hymen, bóg małżeństwa) i La Gloria (atrybut francuskiego monarchy). Tak naprawdę nie ma tam „fabuły”: dwie postacie po prostu rywalizują ze sobą, wyśpiewując enkomiony dla młodej pary. La Gloria zstępuje na ziemię i zaprasza Ludwika, aby powitał polską pannę młodą w pompatycznej arii („Alle amene franche arene”) tematycznie związanej z jedną z ówczesnych oper Vivaldiego (Giustino z 1724) oraz z pierwszą częścią jego koncertu na dwa rogi RV 538. Następnie Imeneo zaprasza księżniczkę do wspólnego łoża małżeńskiego i przypomina jej obowiązki dobrej żony w dziwnie niespokojnej arii c-moll („Tenero fanciulletto”). Gratulacje ślubne nastepują w ścisłej rotacji, aż dwie cheerleaderki łączą siły w żywym duecie „Vedrò semper la pace”. Następują dwie kolejne arie (przygotowane jak zawsze przez recytatywy) i wreszcie osiągamy punkt kulminacyjny serenaty: ostateczny recytatyw. Tradycyjnie jest to moment, w którym podsumowuje się tę radosną okazję – anonimowemu poecie udaje się nawet złożyć hołd samemu Languetowi za organizację festy – a jego „przesłanie” jest dostarczone w ostatecznej formie. To święto, śpiewa La Gloria, pozostanie na zawsze w ludzkiej pamięci. Pozostaje im tylko zaśpiewać ostatni duet „In braccio de’ contenti ”, który jest kolejnym zapożyczeniem z Giustino.

  1. Dall’eccelsa mia Reggia ove splende d’intorno
    Di virtù e di grandezza il primo vanto,
    Scendo ed in questo giorno
    Che d’Imeneo sfavillerà la face
    Al Genio sempre Augusto
    Del Gran Rè che la Senna ognor’onora
    Applausi e voti
    Offre la Gloria ancora.
  2. Alle amene franche arene
    O Gran Rè vien la tua sposa
    Tutto affetto e tutta fè.Vedrò ben con piacer mio
    Se pur bello è quel desio,
    Che sarà fedel per me.
  3. O del Polono Cielo
    Beltà più rara e grande
    Vieni, acconsenti e vogli
    Ch’io ti vegga col Gran Luigi
    A casto nodo avvinta.
    Al Talamo Reale io ti son guida,
    Egli lieto t’attende
    Già all’amor tuo
    Anch’il suo amor si rende.
  4. Tenero fanciulletto
    Ardere fà la face
    Al Regio cor diletto
    Porgi col tuo splendor.Se per te costante e forte,
    Con soave e dolce affetto,
    Fausta rendi l’alta sorte
    E in sembiante ormai sereno
    Di contento e gioia pieno,
    Nutri veglia un dolce ardor.
  5. (G)
    E voi Gratie ed Amori
    Intessete di fiori
    Odorose ghirlande
    E il letto nuziale
    Meco spargendo andate.(I)
    Quanto avran più di pregio
    Questi Augusti sponsali
    Se per pronuba ancor hanno la Gloria.(G)
    O avventurosa coppia
    Di già scelta dal Fato
    A render me più illustre e te felice
    Quanto darti può mai di lieti influssi
    Ogni benigna stella per me ti sia concesso
    E il mondo con stupor in te cio veda.
  6. Questo nodo e questo strale
    Già ch’apri piaga vitale
    Non potrà più paventar.Per quel genio e per quel core
    Egual spirto egual valore
    Si prepara à trionfar.
  7. Dell’inclita Regina al dolce sguardo
    Il Ciel, la terra, il mare applaudono guilivi
    Scorron di miele i rivi, fioriti i prati
    E di più cara luce splendon il sol, le stelle
    E in ogni riva sol si sente d’amor voce giuliva.
  8. Scherzeran sempre d’intorno
    Festosetti gl’amoretti
    E in pudico regio petto
    Arderà la fiamma bella,E di nuova industria adorno
    Semplicetto e molle affetto
    Si vedrà con sua facella.
  9. (G)
    Impatiente il desio
    Attende la sua gioia
    Per il soave indissolubil nodo.
    O propizio momento
    Per cui l’augusta sposa
    Spera appien di goder
    Del suo contento.(I)
    Del luminoso ciglio
    Più che da me
    Vengon si cari nodi.(G)
    S’uniscan omai sempre
    E sian i casti affetti
    Delle più forti
    Adamantine tempre.
  10. Godi pur ch’il caro sposo
    Già fastoso
    Sempre fido t’amerà.E mirando il vago viso
    Tutto fiso
    In lui sol si specchierà.
  11. (I)
    Al vezzo al guardo al brio
    S’accendevan più sempre
    Nel Regio sen l’amabile faville.(G)
    E del tuo pio amoroso à quei bei rai
    Forza aquista l’affetto.(I)
    Parmi già udir lo sposo
    Che fisso in quei begl’occhi si lucenti
    Scada sciogliendo il labro in quest’accenti.
  12. Care pupille
    Trà mille e mille
    Degne voi siete
    Sol di regnare.Come vi piace
    Con egual face
    Amor e regno
    Vedrò brillar.
  13. (G)
    Da innesto così Augusto
    Formar vedrassi alti rampolli
    À quali fortuna cederà.
    Già nel volume del fato
    Stan descritte le gesta, le virtù,
    L’alte memorie, i Trionfi,
    L’Imprese, e le Vittorie.(I)
    Di fortunati auspicij
    Second’il Sommo Giove
    Che rende i Re al par di lui felici.(G)
    De gigli d’oro sotto l’ombra amena
    Fido ricovro stassi
    Ove godesi ogn’or pace serena.
  14. Al seren d’amica calma
    Divien l’alma, divien l’alma
    Bel trofeo d’amore e fè.Splenderà più luminoso
    Quel amabile riposo
    D’un amante cor merce.
  15. (I)
    Già della Regal Pompa stupito il Mondo
    Tutto ammira e loda l’alta maestà.(G)
    Se il Cielo fausto arride a miei voti mi
    vedran più fastosa
    Con sempre invitto eroe e l’Augusta sposa.(I)
    Vivan sempre beati gl’eccelsi nodi
    E come io li strinsi frà loro li raddoppino poi
    E dell’oro l’Età torni frà noi.
  16. Vedrò sempre la pace
    Che tanto io bramo ogn’or
    E il ben che tanto piace
    Avrà questo amor.Dell’innocenza cara
    Godrà contento il cor
    Ne più di sorte avara
    Si rivedrà il rigor.
  17. (I)
    Non turbino giammai noiose cure si bel riposo(G)
    Vanti un così illustre affetto
    Eterna la costanza ed emula la fede.(I)
    Ardisce e tenta tal’or fama bugiarda
    Offuscar lo splendor qual vil vapore,
    Mà come presto nacque ei così muore.
  18. Se ingrata nube
    Languire il sole
    Fà sù nel Cielo,
    Tosto fugata
    Splende più bello.Se un freddo gelo
    Indura l’onda
    Disciolto alfine
    Dall’empie brine
    Lambir la sponda
    Ved’il ruscello.
  19. In van potrà la sorte
    A si belle ritorte
    Porger legge o comando,
    Argo novello sarò nel rimirare
    E dell’un e dell’altra gli aviti prieghi,
    S’appaghi il cor desio
    Si maturi l’impegno,
    Onde il mio Nume
    Ogn’or fossi più degno.
  20. Ogn’or colmi d’estrema dolcezza
    Siate al certo beati occhi miei,
    Vagheggiando la loro bellezza
    Sempre lieti mirarvi vorrei.
  21. (I)
    Delle Regali nozze compito il Sagro Ufficio
    Or la Fama n’accerti il mondo tutto
    Con la sua tromba d’oro farmi ecchi ed applausi
    Giubili ogn’un con lieti suoni e danze.(G)
    E voi, Signor ch’in sen dell’Adria or fate
    Questi degni sponsali con gioia festeggiar
    Io ne decoro l’alto pensier.
    S’accresce à voi per questo ancor e merto e gloria
    Nel mio Tempio scolpita indelebil sarà questa memoria.
  22. In braccio de contenti
    Godrà felice ogn’alma
    Più caro il suo piacer.In sen d’amica calma
    Già lieta più sfavilla
    La face al bel goder.

___

**) Przydomka Canaletto używał także siostrzeniec i uczeń Giovanniego Canala, Bernardo Bellotto.

 

Poczet łotrów polskich

Tadeusz Grabianka

Jedynak, syn Józefa Kajetana, podczaszego latyczowskiego i Marianny z Kalinowskich, wychowywał się (ponoć z inicjatywy matki) w Lunewilu i Nancy, gdzie urobiono go na gładkiego salonowca i błyskotliwego erudytę. Wrócił sfrancuziały ku szczeremu oburzeniu ojca, Sarmaty z krwi i kości, godnego potomka średniowiecznych komesów Leszczyców ze Skarszewa. Ojciec zmarł, gdy Tadeusz miał zaledwie 19 lat. Syn, sprowadzony pośpiesznie z Francji po kondukcie miał żałobną mowę i układnością wrodzoną, jako i żałosnej mowy expressyją wszystkich do żalu, niektórych do płaczu pobudził. Szczegółem nie bez wymowy jest włączona do owej mowy lwowskiej analiza zodiakowych znaków pod którymi zachorował i umarł JP. podczaszy.

Fortunę odziedziczył okazałą. Ojciec władał trzema zamkami i 14 wsiami na Podolu, matka otrzymała w posagu m.in. klejnoty wartości ćwierci miliona czerwonych złotych. W legendach rodzinnych rywalizuje ze słynną Chrzanowską z Trembowli, gdyż pod niebytność męża, oblężona przez hajdamaków w zamku Rajkowieckim (…)zdołała go obronić. Spadkiem podzielić się wypadło z ową bohaterską matką, a także siostrą Teklą, kasztelanową Tarnowską. Ubytki fortuny wynagrodził z nakładem posag żony, gdy w 1771 r., przekroczywszy trzydziestkę, poślubił Teresę ze Stadnickich, dziedziczkę części wielkiej spuścizny herburtowskiej. Miał przeto co tracić, a przekonamy się, że czynił to w sposób niebanalny.

Od polskości nie odszedł jednak zupełnie, o czym świadczą m.in. gęste przeplatanie biegłej francuszczyzny powiedzonkiem polskim „jak się zowie” i pseudonim „Comte Ostap, Polonais”. Obnaszał jednak ową polskość chętniej między obcymi niż na rodzinnym Podolu. Toteż nazwisko jego bliżej jest związane z Awinionem i Petersburgiem niż z owymi zamkami i kluczami, które — póki nie położyła temu kres energiczna małżonka — były finansową podporą alchemicznej, mistycznej i filantropijnej (a może i politycznej) działalności starosty liwskiego. Część majątku uratować zdołała — świadczy Kazimierz Pułaski w Kronice polskich rodów szlacheckich Podola, Wołynia i Ukrainy. Resztka owa obejmowała 38 włości i ponad 8000 męskich poddanych, jedną piątą dawnej fortuny…

Kariera Grabianki-iluminata rozpoczęła się w latach 1778-1779, gdy w Berlinie w zasięgu dworu Henryka ks. Pruskiego znalazł się u boku dwu dokładnie już od dawna zidentyfikowanych postaci: ex-benedyktyna Dom Antoine Josepha Pernety i abbé Ludwika Józefa Filiberta Morveau (brata znanego chemika Guyton de Morveau), występującego pod pseudonimem Brumore’a…

Przedsięwzięcie stanęło wobec poważnych trudności. Zaradzono im przy pomocy niezawodnej uczynności „św. Słowa”, które z wrodzoną mu praktycznością wezwało Grabiankę, by opuścił Podole i udał się do Awinionu z odpowiednim zapasem gotówki. Wtedy dopiero, a więc w końcu 1785 r., powstały tam wyraźne zręby organizacji para-wolnomularskiej określanej nazwą iluminatów awiniońskich. Genealogia jej jest równie zawiła jak dowolna, a raczej w części dopiero wyświetlona. Istnieją poszlaki, że nawiązywała do Académie des Sages z oddziałami w Avignonie, Montpellier, Douai — a także w Mohylowie, co przy charakterystycznym dla XVIII w. rozrzucie Francuzów i Niemców po Europie wschodniej, nie jest zjawiskiem nieprawdopodobnym. Na ślady analogicznych organizacji natrafiono w 1770 r. w Szwecji, a początki jej wiązać się miały z osobą Eliasza Ashmole’a, którego nazwisko patronuje muzeum w Oksfordzie…

Tam właśnie, a nie w samym Awinionie, rozpoczęli swą działalność iluminaci. Na zebraniach zajmowano się roztrząsaniem pism Swedenborga, próbowano wywoływać duchy, interpretowano sny, zajmowano się astrologia, i magią. Część domu zajmowała „świątynia”, urządzona zgodnie z sennym widzeniem Swedenborga, ozdobiona obrazami o treści alegorycznej. Obok w laboratorium prażył się na wolnym ogniu przyszły „eliksir” życia, przechodzący ze stadium płynnego w rodzaj emulsji…

Misja londyńska Grabianki w 1786/87 r. skończyła się niepowodzeniem. Uczniowie Swedenborga ustosunkowali się co najmniej nieufnie do propozycji współpracy z iluminatami z Awinionu i pokryli milczeniem próby korespondencyjnej wymiany poglądów. Sam starosta zostawił jednak w ich pamięci wrażenie miłego i nieszkodliwego dziwaka…

Jeśli wierzyć polskim biografom Grabianki, odwiedził on w 1788 r. Podole, po kilkuletniej nieobecności. Towarzyszyć mu miała córka, Anusia, którą zostawił u matki, a nadto orszak ponad 300 zwolenników, głównie Francuzów, których gościł w Sutkowcach i którzy „dziwnym się praktykom oddawali”. Mieli oni być awangardą zachęcającą rodaków do wstępowania w szeregi „narodu Bożego”.

Gdy Grabiankę wezwano do Awinionu w związku — jak przypuszcza prof. Józef Ujejski — ze śledztwem papieskim zarządzonym w marcu 1788 r. — goście francuscy niemili starościnie rozpierzchli się po kraju, dając przedsmak emigracji francuskiej, która zalała Podole w kilka lat później.

Sprawy finansowe Grabianki, mimo ogromnej jego fortuny osobistej, nie wyglądały najlepiej. Już w Londynie odczuwał brak gotówki, a w Paryżu ratował się pożyczkami zaciąganymi u siostry i ks. Aleksandra Lubomirskiego. Żona, z którą stosunki układały się coraz gorzej, zamiast pieniędzy zwróciła mu część podarunków ślubnych, prawdopodobnie klejnotów, które zastawił jeszcze w 1787 r. na sfinansowanie szumnego wjazdu do Awinionu i dalszego tam pobytu…

Ks. Ferdynand Wirtemberski wycofał się z grona iluminatów w 1792 r. w związku z potępieniem ich przez Watykan. Co więcej: za pośrednictwem Szweda Reuterholma starał się o przebaczenie papieskie.

Zastanawia fakt zjawienia się w Awinionie licznych Rosjan. Byli to naprzód admirał S.I. Pleszczejew i P.J. Ozjerow-Dzierżawin, a następnie — czemu uwierzyć trudno — dobrze znany Polakom ks. Repnin. Cytują go jako iluminata dwaj wybitni znawcy masonerii rosyjskiej A.N. Pypin i Michaił Longinow. Silne powiązania z Petersburgiem łączyły też barona Leforta (z genewskiej rodziny nobilitowanej w Polsce za Stanisława Augusta) i „Wielką Matkę” — Mme Dotlini…

Rewolucja francuska jakby potwierdzała przewidywania iluminatów, a represje papieskie sprzyjały „sekularyzacji” ruchu. W pewnej chwili wypadło przemianować „nabożeństwa” na fétes civiquex ku czci Rodziny, Starości itp.

Stanowisko Grabianki było zdecydowanie chwiejne. W początkach rewolucji wiązał z nią duże nadzieje, odstraszyły go akty terroru. Na przełomie 1792/93 r. opowiedział się wyraźnie za Ludwikiem XVI, przepowiadał, że król oswobodzony będzie przy pomocy sił niebieskich i że sprawa jego zatryumfuje. Data ogłoszenia tej przepowiedni wybrana była nad wyraz niefortunnie — bohater jej zginął o dwa dni wcześniej (21 stycznia 1793 r.).

W okresie terroru Grabianka protestował odważnie przeciw egzekucjom, chronił u siebie zagrożonych (w tym księży i zakonnice) i wypraszał z więzienia aresztowanych, a byli wśród nich najbliżsi jego współpracownicy: baron de Corberoni Pernety. W okresie głodu i powodzi, Grabianka rozwinął szeroką działalność filantropijną w Awinionie, zdobywając wielką popularność i niemal władzę nad dawnym miastem papieskim. Zadłużył się z tej racji na pół miliona franków. Miał także znaleźć się na krótko w więzieniu, ale w Paryżu. Miał później opowiadać w Petersburgu, że uwolnił go osobiście św. Jan Chrzciciel. Był zapewne we Francji do 1799 r., choć nie jest wykluczone, że — jak twierdzi Bricaud — z Paryża udał się do Londynu, gdzie zdobył jakieś fundusze…

Posądzono go o przygotowywanie spisku przeciwrządowego, a nawet o szpiegostwo na rzecz Francji, co — jak ujmuje rzecz Muromcow — może i było prawdopodobne. W ówczesnej temperaturze politycznej było to posądzenie niebagatelne. Toteż schwytano się klasycznego sposobu: rewizji domowej i aresztu zapobiegawczego bez formalnego aktu oskarżenia. Po dłuższym okresie obserwacji aresztowano Grabiankę w kwietniu 1807 r., a następnie osadzono w więzieniu pietropawłowskim…

Zgon wyzwolił Grabiankę — ale nie zamknął jego sprawy. Prof. Ujejski trafił na ślady petersburskich „awiniończyków” w latach 1809-1817. Czy byli wśród nich Polacy? Czy pewne rysy działalności przejąć mogli od nich np. członkowie polskiej loży wolnomularskiej „Białego Orła”, której wielkim mistrzem był Józef Oleszkiewicz** witający Mickiewicza (w Petersburgu) znakiem Orła i Boaza (w pierwszej redakcji utworu); uderza nas np. zbieżność wizji katastroficznych iluminatów i przyjaciela Mickiewicza. Co więcej: czy zetknął się z naukami Grabianki Towiański, którego kariera wykazuje zadziwiająco wiele zbieżności zarówno w zrębie głębszym opartym na pismach Swedenborga, jak i manifestacjach zewnętrznych (wezwanie do udania się do Francji, rola kobiet, terminologia i stylizacja wypowiedzi itp.).

(Maria Danilewicz-Zielińska, 1965)

PS. Marsha Keith Schuchard (ta od kabała-różokrzyżowcy-i-masoni-czyli-hermetyczny-wywiad-po-szwedzku/) zauważa u Grabianki ewidentne wpływy „nauczania” Jakuba Franka…

___

**) Vide mickiewicz-szef-tajnej-policji-jego-niezwykla-siostra-i-znowu-ten-byron/

 

Wielki Wschód, rewolucja i te jagody ze śmietanką

Ów kalwinista, Piotr Maurcy Glayre z czasem stał się w MSZ-cie najważniejszym zausznikiem naszego króla Stasia. Nie dość, że jeździł do Petersburga i Paryża z ważnymi poselstwami, to po aneksji Krymu w 1783 jego działalność nabrała dodatkowej intensywności:

W owym czasie Ignacy Potocki ustąpił ze stanowiska w. mistrza polskiej masonerii i sekretarz królewski Maurice Glayre przeprowadzał reformę masońskich ustaw. Na walnej sesji «Wielkiego Wschodu» 26 II 1784 przyjęto nowe ustawy i jednomyślnie (choć w tajnym głosowaniu) wybrano na w. mistrza M[okronowski]-ego… Można przypuszczać, że przejęcie kierownictwa «Wielkiego Wschodu» z rąk jednego z przywódców antykrólewskiej opozycji przez takich ludzi jak Glayre i M. nie było obojętne dla Stanisława Augusta. Nowy w. mistrz był już jednak człowiekiem chorym i tylko niespełna 4 miesiące zasiadał na «tronie światłości». Wydał 5 IV 1784 okólnik wprowadzający nowe ustawy, a 7 V t. r. w lożach obchodzono uroczyście imieniny «króla i brata».”

Glayre był nie byle jakim masonem skoro po powrocie do Szwajcarii, nie dość że był jednym z ważniejszych działaczy tamtejszej rewolucji, to w 1810 sam został wielkim mistrzem Wielkiego Wschodu helwetów romańskich. W Rzpltej oczywiście zdążył powspółpracować z przesławnym Scypionem: „W tym czasie był czynny w polskiej masonerii jako jałmużnik warszawskiej loży «Bouclier du Nord» (zachowały się pisane przez P-lego rachunki «kasy ubogich» z okresu od lipca 1784 do maja 1785), współpracując z ówczesnym mistrzem tej loży, sekretarzem królewskim P. M. Glayre’m.” scypion-czyli-nasz-włoski-retinger/

Wydaje się, że śmierć Mokronowskiego pokrzyżowała plany Maurycego – w 1785 wielkim mistrzem WW zostaje Szczęsny Potocki i opcja ultra pro-rosyjska zaczyna przeważać. W 1786 Glayre pisze memoriał** w którym przedstawia plan przekazania korony polskiej wielkiemu księciu Konstantemu, po śmierci Stasia naturellement. Co ciekawe, ów plan jest potem odgrzewany w 1791 przez… Andrzeja Kapostasa, vide kim-był-pierwszy-bankier-rzpltej/. A w przypadku samego Konstantego, jego „polska przygoda” zakończyła się tymi fatalnymi jagodami ze śmietanką, vide krym-polska-caryca-i-inni/.

Glayre był przeciwny wyjazdowi Stasia do Kaniowa i kiedy król jednak tam się wybiera w owym 1787 to Maurycy postanawia wracać do siebie, robić szwajcarską rewolucję. Ciekawe, że pozostają w kontakcie jeszcze przez kilka lat – w listach do Glayre’a nasz Staś zdaje relacje z przebiegu wypadków w Rzpltej.

PS. Skoro mowa o listach, to oczywiście wszystkie listy do agentów naszego Stasia były szyfrowane. No, ale co z tego skoro naszym królewskim archiwistą od 1774 do 1795 był moskiewski agent, niejaki Chrystian Wilhelm Friese!!  I tylko kierownik naszej dyplomacji na kierunku watykańsko-włoskim, „ksiądz” Kajetan Ghigiotti, założył własne archiwum i żadnych oryginalnych dokumentów Friese’mu nie dawał…

**)

Screenshot 2020-04-16 at 09.01.20.pngScreenshot 2020-04-16 at 09.02.30.png

Screenshot 2020-04-16 at 09.00.17.png

https://polona.pl/item/stanislaw-poniatowski-i-maurycy-glayre-korrespondencya-dotyczaca-rozbiorow-polski-cz-1,MTQ2NzM1/

 

Krymski komentarz

Po przegraniu w 1763 tej faktycznie pierwszej wojny światowej Francja była w wielkiej defensywie jeśli chodzi o sprawy polskie** – ich głównym celem stało się wtedy (skuteczne) krzewienie rewolucji w koloniach amerykańskich, także przy pomocy polskich oficerów…

Dopiero aneksja Krymu przez Katarzynę w 1783 pobudziła ich do działania. Natychmiast pojawił się w Rzpltej książę Nassau-Siegen ze swoim amerykańskim przydupasem Littlepage, wielka-gra-czyli-gdzie-krym-a-gdzie-indie/. I natychmiast zaprzyjaźnił się z Potiomkinem.

A ów Potiomkin pracowicie, przy wydatnej pomocy Francuzów, realizował Grecki Plan Katarzyny i Józefa z 1781, vide mroczny-splot-okoliczności/. Sprawa się jednak rypła w 1789 wraz z wybuchem Rewolucji i zgonem Józefa. W efekcie Potiomkin musiał zejść z tego świata, aby Plan B, czyli całkowity rozbiór Rzpltej został sprawnie wykonany, choć Katarzynie przyszło za to zapłacić zgonem w toalecie.

___

**) Londyn podobnie: jak-londyn-sprzedał-nas-w-1766/

 

Zabójcza sieć kalwinistów

Moja hipoteza robocza jest następująca: to sam Wolter zdalnie sterował poczynaniami naszego Stasia. Jeśli myślicie, że mam obsesję na jego punkcie, to przypominam niesamowitą historię „nieznanych” autografów jego listów do Katarzyny ws. I rozbioru Polski – vide rotszyldzi-i-putin-czyli-I-rozbiór-polski/. Zniszczenie Polski (ew. zupełne jej przerobienie) było dla niego podobnie ważne jak zniszczenie jezuitów – 1772 i 1773, to nie jest przypadkowa koincydencja, vide pisma-przeciw-polakom/.

Oczywiście, nie robił tego bezpośrednio, ale poprzez sieć swoich agentów, wśród których Mme Geoffrin czyli Mama Stasia odgrywała bardzo ważną rolę: oświecona-salonowa-czyli-francuska-mama-naszego-stasia/. Jego agentami w Polsce byli przede wszystkim Szwajcarzy – przypominam, iż Wolter w 1755 osiadł w majątku Délices, na terytorium Republiki Genewy choć i tu także popadł w konflikt, tym razem z kalwińskimi pastorami. Krytykowali oni „zbyt swobodnego” ducha przedstawień teatralnych, jakie organizował filozof[5]W 1758 przeniósł się do posiadłości w Ferney niedaleko Genewy (był to rodzaj „ziemi niczyjej” na granicy francusko-genewskiej).

To w 1753, papa Poniatowski zapoznał swojego 21-letniego wówczas syna (wraz z jego braćmi) z wielką salonową sławą Paryża – 54-letnią Mme Geoffrin. W jej to salonie np. uczyła się potem fachu Suzanne Curchod (około 1763?) – córka szwajcarskiego, kalwińskiego pastora. Owa Suzanne wyszła z kolei za słynnego bankiera Jakuba Neckera – oboje mieli jedyną córkę, Anne-Louise Germaine Necker, baronową de Staël-Holstein, znaną jako Madame de Staël… W przypadku Stasia dużą acz tajemniczą rolę odegrała wtedy pewna Polka, niejaka Zofia Lullier, która zapewne jeszcze w Paryżu została kochanką Stasia. To owa Zosia, sama będąc przyjaciółką Mme Geoffrin, ponoć przepowiedziała mu polską koronę… a że była kabalistką to miało dodatkowy walor, zważywszy na żydowskie ponoć korzenie Poniatowskiego. W Warszawie została jedną z faworyt króla Stasia, a potem stołeczną burdel-mamą i wręcz szarą eminencją**. Ród owej Zofii był pochodzenia francuskiego (z Puget de la Marche et de Saint-Alban) – osiadł w Polsce w połowie XVII wieku, obdarzony indygenatem w 1726 i potwierdzeniem tytułu baronowskiego w Polsce (1824–1829) i w Imperium Rosyjskim w 1861.

Trochę odcisków swoich palców Wolter jednak zostawił przy tej robocie. Wokół Stasia kręcił się rój kalwińskich sekretarzy oraz radców, i jak sam przyznał Mme Geoffrin w 1766 – ze szwajcarską preferencją. W 1765 pojawił się w Warszawie na jego zaproszenie monsieur fr.wikipedia.org/Élie_Bertrand (notabene nauczyciel Józefa_Jana_Mniszech), który został szefem Departamentu przemysłu, rolnictwa i nauk przyrodniczych. W 1767 ów Bertrand wrócił do Szwajcarii, choć w 1768 został nobilitowany. Tak czy inaczej, w kwietniu 1765 to on konsultował z Wolterem***, wysłanie swego bratanka na stasiowego sekretarza. W końcu do tego nie doszło, ale wiadomo kogo innego Wolter z sukcesem polecił –  chodzi tu o owego genewskiego kalwinistę pl.wikipedia.org/Marka_Ludwika_Reverdila, o którym już tu wspominałem. W grudniu 1765 Wolter osobiście przyjął go u siebie i zaraz potem ów Marek wyruszył do Warszawy***.

Szwajcarem, który zrobił największą karierę w Polsce, był „mason-wszystkich-masonów” Piotr_Maurycy_Glayre (co za nędzny wpis…) – jego stryj był famulusem niejakiego Saint-Saphorina****.

CDN

PS. Przy tym wszystkim, nie wolno nam zapominać o Boscampie – bodaj najważniejszym (krypto-)kalwiniście – vide izraelici-mogą-stać-się-i-staną-się-masonami-czyli-ajencja-handlowa/… Przyp. stolica-herezji-bankierskiej-oraz-węgry-i-my/ + bankierska-sekta-i-my/

___

**) Wydaje się, że przez dłuższy czas nasz Stasiu prowadził intensywną politykę łóżkową, choć o wiele mniejszym przebiciu, na wzór swej ukochanej Kasi (z którą to skonsumował znajomość już w 1755): król-staś-katarzyna-oraz-jego-maman-i-ci-nadzwyczajni-malarze/.

***) books.google.be/books?id=p72Q3dz1nNcC

Screenshot 2020-04-13 at 21.23.42.pngScreenshot 2020-04-13 at 21.23.53.pngScreenshot 2020-04-13 at 21.26.29.png His compatriot Georges-Louis Le Sage later purchased many of his scientific papers which, together with those of Le Sage, are now in the Geneva Library. pl.wikipedia.org/Nicolas_Fatio_de_Duillier

****) Saint-Saphorin pochodził z rodziny szwajcarskiej szlachty. Studiował w Genewie i Getyndze nauki polityczne. Jego karierę umożliwił duński mąż stanu Johann Hartwig Ernst von Bernstorff (1712-1772). Dzięki niemu Saint-Saphorin został w 1762 sekretarzem legacji w Warszawie i Dreźnie. Reprezentował Danię w Warszawie w latach 1763-1772. (od 1763 do 1765 jako Chargé d’affaires, od 1765 do 1767 jako minister-rezydent, a od 1767-1772 jako poseł). W tym okresie jako poseł wzniósł w Warszawie luterański, drewniany kościół. Był to pierwszy zbór protestancki w tym mieście od czasów reformacji. Nie udała się jednak próba podporządkowania warszawskich luteranów kapelanom ambasady duńskiej. Sam Saint-Saphorin był wyznania ewangelicko-reformowanego [czyli kalwińskiego].

W roku 1773 został posłem duńskim w Madrycie, gdzie przebywał do roku 1778, przeniesiony następnie do Holandii na analogiczne stanowisko, a w latach 1784-1789 poseł w Petersburgu. Od 1790 roku do śmierci poseł w Wiedniu.

„Pisma przeciw Polakom”

DARIA CZARNECKA: „Pisma przeciwko Polakom” należą do dzieł pozakanonicznych [uhaha] Woltera. Dzięki Fundacji Augusta hr. Cieszkowskiego i kwartalnika KRONOS polski czytelnik może zapoznać się z tym dość dziwnym, ale wiele mówiącym o ekwilibrystyce moralnej pismem znanego filozofa. Na marginesie warto dodać, że część antypolskich pism zostało przez Katarzynę II po prostu… zamówionych. Jak widać uwielbienie ma swoją cenę, wyrażoną w brzęczącej monecie.

Pierwszym tekstem godzącym w I Rzeczypospolitą jest „Szkic historyczny i krytyczny o waśniach Kościołów w Polsce”, który Wolter podpisuje pseudonimem „profesor Bourdillon”. Ustalona przybliżona data ukazania się pisma to 15 października 1767 r. Nasz kraj jawi się w nim jako ostoja nierządu i zabobonu, uciskająca biednych innowierców w obronie których występuje Cesarstwo Rosyjskie. „Szkic” rozpoczyna się od dowodzenia wyższości Kościoła „greckiego” nad rzymskokatolickim, później przechodzi do rzekomych prześladowań polskich protestantów. I oczywiście jako obrończynię tolerancji religijnej w Polsce wskazuje carycę. Tym samym niejako sankcjonuje obecność żołnierzy rosyjskich na terytorium I RP. Co ciekawe, materiały do tekstu Wolter otrzymał od ambasadora rosyjskiego w Hadze Aleksandra Woroncowa.

Drugim pismem jest „Kazanie wygłoszone w Bazylei na nowy rok 1768 przez Jozjasza Rossette’a, pastora ewangelickiego”, które zostało wydrukowane w okresie gdy w Polsce obradował sejm konfederacyjny zwany Repninowskim. Jest to kolejny tekst, w którym imperatorka Rosji jawi się jako obrończyni pokoju i swobód religijnych. Co ciekawe, można w nim znaleźć również kilka ciepłych słów pod adresem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Jako trzeci pamflet znajdujemy „Mowę do katolickich konfederatów z Kamieńca w Polsce, wygłoszoną przez majora Kaiserlinga, pozostającego na służbie u króla Prus”. Tekst razi brakiem jakichkolwiek konkretnych zarzutów wobec konfederatów barskich. To kolejny zlepek ukazujący ich jako fanatycznych katolików, mącicieli. Próbuje przedstawić, że ich wróg nie znajduje się w Moskwie, ale w Rzymie i Turcji, która rzuciła wyzwanie Cesarstwu Rosyjskiemu. Warto również zauważyć – choć zupełnie na marginesie – że Wolter popełnił błąd, bowiem Kamieniec nie znajdował się w rękach konfederatów.

Czwartym tekstem antykonfederackim jest „Kazanie popa Mikołaja Charysteskiego wygłoszone w kościele Świętego Tolerańskiego na wsi litewskiej w święto Trzech Króli”. Jest on odpowiedzią na rzekome kłamstwa zawarte w „Manifeste de la République confédérée de Pologne”, który podpisany przez marszałka konfederackiej Generalności Michała Paca i jej sekretarza Ignacego Bohusza, ukazał się w Paryżu pod koniec 1770 r. Choć tym razem Kazanie kierowane jest do wiernych prawosławnych, to jednak jego tezy pokrywają się z rzekomym kazaniem Rosette’a. Wolter nie stroni w nim także od manipulowania Manifestem, często przeinaczając zawartą w nich treść. [skąd my to znamy**]

Kolejne teksty: „Alarm dla królów” (opisujący zamach na Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz skierowany do wyznawców islamu), „List pasterski muftiego” oraz „Dekret dywanu” są właściwie jednością. Wszystkie wyszły, jak się uznaje, spod pióra Woltera i choć dwa ostatnie są polemiczne wobec „Alarmu”, to jednak nie wykluczają się. Przedstawiają po prostu ewolucję poglądów filozofa, który zanegował część głoszonych wcześniej poglądów. Przyczynił się do tego pierwszy rozbiór Polski. Wtedy to bowiem po raz pierwszy myśliciel dopuścił do siebie myśl, że król Polski jest tylko marionetką w rękach carycy [a to dobre].

Z kolei w „Prawach Minosa” znajdujemy wyłożenie dyskretnego programu politycznego. Pokonani konfederaci mają podporządkować się królowi, a docelowo władcy rosyjskiemu, który ma się skoligacić poprzez małżeństwo z polską rodziną królewską. Jest to również najlepsze ukazanie paradoksu wolteriańskiego: tolerancja możliwa jest tylko i wyłącznie poprzez całkowite unicestwienie katolicyzmu. Stadium ostatecznym ma być zastąpienie wszystkich kultów przez deizm.

___

**) vide papież-i-żydzi-w-polsce-akcja-i-reakcja/

Przypominam/polecam: gotówka-katarzyny-oraz-kubuś-fatalista-i-inni/

londyńska-hodowla-rewolucji-początki/

nieszczęsny-wisielec-i-narodziny-opinii-publicznej/

naga-ukraina-czyli-romantyczne-szwindle/

ojciec-słowackiego-kompania-lewantyńska-i-ten-wolter/

dzierżawcy-podatków-oraz-gwiazda-woltera-i-joanny/

Wielka Gra* naszego Stasia, czyli gdzie Krym a gdzie Indie

Korowód ciemnych typów, których nasz król Staś najął we wczesnych latach swojego „panowania” po prostu obezwładnia. Zacząłem ich tu powoli „katalogować”, vide marne-początki-naszego-msz-u/ + król-staś-i-jego-stręczyciele/, ale ciągle dochodzą nowi.

Tym razem chodzi o (szemranego) księcia Karola Henryka Mikołaja Otto de Nassau-Siegen. To ten od Dynasów, czyli fragmentu warszawskiego Śródmieścia na pograniczu Powiśla przy skarpie wiślanej:pl.wikipedia.org/Dynasy

Ponoć to w 1772, a jakże – ów Karol poznał naszego Stasia, który 10 czerwca 1774 odznaczył go Orderem św. Stanisława, a już 17 czerwca tegoż roku Orderem Orła Białego! To chyba za te legendarne opowieści z Tahiti, które Karolowi przydały tak pikantnej sławy w Europie. Oto przywódca jednego z tamtejszych plemion początkowo zareagował wrogo na przybycie cudzoziemców, ale nasz książę, uwodząc jego żonę, osiągnął, poprzez jej wpływ na męża, przyjazne nastawienie do Francuzów.

W 1779, po nieudanym ataku na wyspę Jersey, Karol udał się na odpoczynek do Spa, gdzie poznał Karolinę Gozdzką, rozwiedzioną z Januszem Sanguszką. Z okazji ich ślubu, który odbył się 14 września 1780 w kaplicy zamkowej w obecności króla, Adam Naruszewicz napisał wiersz Na wesele książęcia de Nassau z księżną z Gozdzkich Sanguszkową. Wiersz ten, wydany przez drukarnię nadworną kosztował grosz srebrny.

Małżeństwo nie przeszkodziło mu wziąć udział w nieudanym ataku na Gibraltar w 1782. Wsławił się tam jednak jako dowódca pływającej baterii artyleryjskiej, atakując brzeg od strony morza. Król hiszpański Karol III dał mu za to trzy miliony realów w ładunkach okrętowych, mianował go generałem-majorem wojsk hiszpańskich i przyznał tytuł granda hiszpańskiego pierwszej klasy[1].

W czerwcu 1784 rozpoczął podróż Dniestrem do Morza Czarnego, badał spławność rzeki i opracował jej dobre mapy hydrograficzne, pierwsze tego typu mapy w Polsce. Dotarł do Stambułu gdzie próbował organizować polski handel morski na Morzu Czarnym. „Zdając sobie sprawę, że sukces każdego przedsięwzięcia w regionie Morza Czarnego w dużej mierze zależy od wszechpotężnego władcy Noworosji, księcia Potemkina, znalazł zatem dyplomatyczny powód, aby mu się przedstawić, i po kilku dniach zostali przyjaciółmi.”

W tymże roku brał udział w pracach sejmu grodzieńskiego jako arbiter (słuchacz, nie poseł). 23 października król przedstawił sejmowi propozycje indygenatu dla kilku rodów, w tym i Nassau-Siegen. Po pomyślnym dla niego głosowaniu wyszedł z izby poselskiej i po chwili powrócił wdział na się z wierzchu kontusz papuziego, czyli zielonego koloru z wyłogami czarnemi, a pod spód żupan biały. Do boku szablę polską przywiesił[1].

W 1787, ten wysoko umocowany agent francuski (wszak w 1784 Ludwik XVI przyznał mu dożywotnią emeryturę w wysokości 12 000 liwrów), odegrał dużą rolę w słynnej podróży Katarzyny na Krym – vide król-staś-aneksja-krymu-i-ambasada-moskali-w-warszawie-za-friko/: „na zaproszenie Potemkina przybył w 1786 do Rosji, aby go przedstawiono Katarzynie II. Chociaż początkowo caryca obwiniała swojego faworyta za tę przyjaźń z powodu wątpliwej reputacji księcia-poszukiwacza przygód, później poznała go osobiście i zmieniła stosunek na wyjątkowo łaskawy. Dzięki temu podczas podróży na Krym udało mu się wypełnić misję dyplomatyczną króla polskiego – uzyskał zgodę carycy na spotkanie ze Stanisławem Augustem. Pod koniec owej podróży książę otrzymał w prezencie kilka posiadłości na Krymie, w tym słynną Massandrę.”

Wraz z wybuchem wojny rosyjsko-tureckiej książę został przyjęty do służby rosyjskiej jako szef flotylli wiosłowej Dniepru w randze kontradmirała. Marynarze nazywali Nassau „pierogiem z grzybami”, ponieważ nauczył się tylko dwóch rosyjskich poleceń: „naprzód!” i „wiosłuj!”, ale wymawiał je jak „pieróg” i „grzyby” («вперёд!» и «греби!»  vs  «пирог» и «грибы»). W dniach 17–18 czerwca 1788 wraz z kontradmirałem Johnem Paulem Jonesem pokonał flotę turecką pod Oczakowem. Za wykazaną waleczność i odwagę wojskową Nassau-Siegen otrzymał stopień wiceadmirała.

portret z 1792

Kiedy w 1791 stało się jasne, że po wojnie z Turcją Krym i Oczaków zostaną przy Rosji, stosunki z Wielką Brytanią, niezadowolonej z umocnienia się Moskali na Morzu Czarnym, stanęły na krawędzi konfliktu zbrojnego. Na dokładkę, ponoć pewien Francuz Ray de Saint Geniès** zaproponował w Petersburgu księciu Nassau-Siegen projekt zorganizowania kampanii wojsk rosyjskich w Indiach, najbogatszej kolonii Imperium Brytyjskiego***!! Z centralnych prowincji rosyjskich wojsko spłynęłoby Wołgą i dalej przez Morze Kaspijskie do Azji Środkowej. Potem z Morza Aralskiego wzdłuż rzeki Amu Darya, dotarliby do miasta Balch, a następnie po przejściu przez Himalaje do ostatecznego miejsca przeznaczenia – Kaszmiru, aby w imieniu carycy proklamować przywrócenie imperium Mogołów. Książę zatwierdził projekt i przedstawił go Katarzynie II, i wraz z de Saint-Geniès przekonał, że ​​atakując regiony muzułmańskie, wojska rosyjskie nie spotkałyby się z oporem, gdyby ogłosiły swój cel wspierania islamu – wręcz przeciwnie, byłyby wszędzie mile widziane jako przyjaciele i wyzwoliciele. Caryca wydawała się poważnie zainteresowana, ale wkrótce stosunki angielsko-rosyjskie poprawiły się, a polityczne tło inwazji na Indie zniknęło, a ponadto książę Potemkin wyśmiewał ten projekt pod każdym względem, jako absolutnie fantastyczny. Ostatecznie do kampanii nie doszło i tak jak już tu napisałem, dopiero w 1840 rosja-urywa-się-ze-smyczy-londynowi-po-raz-pierwszy/.

W 1794 Nassau-Siegen znalazł się w orszaku króla pruskiego Fryderyka Wilhelma II, który bardzo cenił towarzystwo księcia. W tym samym roku, po wielokrotnych prośbach, został ostatecznie zwolniony ze służby we flocie rosyjskiej, a jego mienie krymskie zostało przekazane do skarbca. Pozostał jednak tajnym agentem rosyjskiej carycy.

Po wybuchu powstania kościuszkowskiego Fryderyk Wilhelm II wkroczył ze swoimi żołnierzami do Polski. Katarzyna II rozkazała księciu „podążyć do armii pruskiej”, tj. bezpośrednio z obozu króla pruskiego koordynować działania sił sprzymierzonych. Ponadto powierzono mu tajne gromadzenie danych o przebiegu kampanii i wyjaśnienie dalszych planów „niezbyt solidnego” sojusznika Rosji, z których to zadań całkowicie się wywiązał.

Potem pozostając bez zajęcia, wyjechał z żoną do Wenecji, gdzie osiedlił się w luksusowym Palazzo Loredan. Tam zorganizował rodzaj schronienia dla emigrantów. W końcu przez Wiedeń para ta wróciła na swoje polskie dobra, które krótko przedtem wyraźnie się powiększyły, poprzez odziedziczone przez księżniczkę dobra Sanguszków. W 1795 książę ponownie pojawił się na dworze carycy, ale Katarzyna II przyjęła go bardzo chłodno. Niemniej jednak rok później, krótko po jej śmierci, przybył do Petersburga, aby „pokłonić się prochom wielkiej kobiety”.

Po zawarciu pokoju w Amiens w 1802 Nassau powrócił do Francji, gdzie bezskutecznie próbował zdobyć stanowisko marszałka w armii Napoleona. Kiedy jego żona zmarła na gorączkę na Krymie w 1804, pośpieszył, aby załatwić sprawy dziedziczne w Rosji i osiedlił się na Terytorium Południowo-Zachodnim w majątku Tynna.

CDN

___

*) To tylko sarkazm i gra słów…

**) Coś w rosyjskich tekstach jest poplątane, może chodzi o jego syna – wszak monsieur Jacques-Marie Ray de Saint-Geniès zmarł w 1777: Screenshot 2020-04-13 at 13.11.21.png

Był to szeroko wówczas znany autor m.in. Sztuki Wojny Praktycznej:Screenshot 2020-04-13 at 13.13.19.png

***) !! Na 10 lat przed nierozważnym Pawłem: śmierć-carów-krym-i-misja-putina/. Widać z tego, że francusko-rosyjska współpraca trwała na tym polu przez wiele lat…

Rasa i kasa czyli reakcja łańcuchowa

Rok 1938 wyjątkowo obfitował w wydarzenia (przyp. Anchluss + Sudetengau) – Mussolini, na wzór ustaw Hitlera, wprowadził prawa rasowe. W efekcie, Enrico Fermi, który wziął za żonę Żydówkę, córkę admirała co zginął w Auschwitz*, po odbiorze nobla już do Włoch nie wrócił i wylądował w Chicago via Nowy Jork. (Wizja wielkich możliwości badań w fizyce jądrowej w USA zapewne też była tu istotna.) Z kolei, drugi z chłopców z Via Panisperna, Emilio Segrè, osiadł wtedy w Kalifornii, a Bruno Rossi z Florencji wyjechał do Kopenhagi. W tym samym roku wylądował w Ameryce także Leo Szilard – ten od patentu z 1933 na reakcję łańcuchową i od listu z 1939: en.wikipedia.org/Einstein–Szilárd_letter.

No i przede wszystkim, w owym to 1938 doszło do decydującego odkrycia – i zarazem ostatniego dużego wkładu do „wyścigu atomowego” dokonanego przez fizyków w Niemczech – zjawiska rozszczepienia jądra uranu, vide discovery_of_nuclear_fission. Uwolniona energia w takiej reakcji jest ponad milion razy większa niż w reakcjach chemicznych (dla próbek o takich masach jak te w przypadku uranu 235). Zaraz potem teoretyczną analizę zjawiska opublikowała Liza Meitner ze swoim siostrzeńcem, Otto_Frischem, już na emigracji w Szwecji.

W Paryżu, znanej nam grupie Joliot-Curie nie trzeba było tłumaczyć co się wydarzyło – sami najlepiej wiedzieli co robić z tym dalej: In 1939, Frédéric Joliot-Curie, head of the French newly established Centre National de la Recherche Scientifique (CNRS), arranged for the UMHK to provide his organization with 5 tonnes of uranium oxide, technical assistance with the construction of a reactor and a million francs, in exchange for having all discoveries made by the CNRS patented by a syndicate, with profits shared between the CNRS and the UMHK. This uranium oxide was transferred to England before German troops entered Paris.[5]

Już w lutym 1939 Francuzi wykazali, iż przy każdym rozszczepieniu jądra uranu uwalniane są 2-3 neutrony – w sam raz do wytworzenia reakcji łańcuchowej. Oczywiście Fryderyk Joliot** nie omieszkał natychmiast poinformować Abrama Ioffe, swojego sowieckiego towarzysza, o rozwoju wypadków, tak że były doktorant Abrama, Igor Kurczatow, mógł zaraz rozpocząć z kolegami własne intensywne badania (Kurczatow wielokrotnie ulegał poważnemu napromieniowaniu, choć w tej największej katastrofie nie brał udziału: pl.wikipedia.org/Katastrofa_kysztymska).

To syn znanego nam Jeana Perrin***, Francis, wprowadził pojęcie masy krytycznej i to właśnie Francuzi pierwsi podjęli energiczne działania na rzecz budowy reaktora jądrowego, no i bomby atomowej oczywiście. To Francuzi stwierdzili, ze najlepszym spowalniaczami neutronów są ciężka woda i grafit, a na początku 1940 przekonali Norwegów aby im przekazali cały ich zasób ciężkiej wody, czyli 187 litrów D₂O. Niemiecka inwazja w marcu 1940 nastąpiła dosłownie „o kilka dni za późno”, a po inwazji na Francję, cały ten zasób popłynął 19 czerwca do Anglii, i choć początkowo nie wzbudzał specjalnego zainteresowania osób intensywnie pracujących tam nad bombą atomową, to się gwałtownie zmieniło kiedy stwierdzono, że wyjątkowo cenny pluton będzie produktem ubocznym w uranowych reaktorach jądrowych.

W Anglii wylądował również ów Otto Frisch, który to już w marcu 1940, razem z innym niemieckim Żydem, wystosował słynne memorandum – en.wikipedia.org/Frisch–Peierls_memorandum. Po Francuzach to wprawdzie Anglicy przejęli prowadzenie w „atomowym wyścigu”, ale tylko po to aby niebawem „wszyscy” mogli się spotkać za Wielką Wodą… To Churchill był pierwszym przywódcą który podpisał program rozwoju broni jądrowych, 30 sierpnia 1941. Program nosił niepozorną nazwę Tube Alloys (Stopy rur) vide Tube_Alloys_organisation, i był naszpikowany żydowsko-sowieckimi agentami jak keks bakaliami. Pod koniec 1942 ta część projektu związana z reaktorami, ciężką wodą i plutonem została przeniesiona do Kanady, dla bezpieczeństwa oraz zaoferowania Amerykanom bliskiej współpracy.

W międzyczasie USA oczywiście bardzo szybko nadrabiało zaległości przy pomocy imigracyjnego tsunami fizyków żydowskich, przede wszystkim. Pomimo, że praktycznie cała dotychczasowa technologia została opracowana w Europie, to Stany szybko przejęły inicjatywę: Projekt Manhattan, który 19. stycznia 1942 został formalnie autoryzowany przez Roosevelta, kosztował rząd amerykański około 50 miliardów (dzisiejszych) USD – co w stosunku do PKB odpowiada niemal 1 bilionowi dolarów obecnie. W szczycie, w projekt było zaangażowanych około pół miliona ludzi – prawie 1% całej ówczesnej „cywilnej siły roboczej” w USA****. Za to Hitler postawił na rozwój V-2 i cały niemiecki budżet na rozwój broni jądrowej wynosił jedynie jeden promil tego amerykańskiego! I to pomimo, że w 1940 „za friko” wpadło w ich ręce w rafinerii Olen 1200 ton belgijskiej, bardzo czystej rudy uranowej!! en.wikipedia.org/Timeline_of_the_Manhattan_Project

CDN

PS. W 1939 trzyletni kontrakt w Society of Fellows wygasł bez możliwości przedłużenia go (ze względu na wiek Ulama)[6]. Dzięki George David Birkhoffowi otrzymał pozwolenie na czasowe pozostanie na Harvardzie w charakterze wykładowcy na Wydziale Matematyki. Do Stanów Zjednoczonych wrócił późnym latem (mając zapewnioną tylko roczną posadę), zabierając ze sobą niespełna siedemnastoletniego brata Adama (który rozpoczął studia na Uniwersytecie Browna). Ich matka zmarła rok wcześniej, ojciec i stryj Szymon towarzyszyli im do Gdyni, bracia odpłynęli na polskim liniowcu Batory. Wtedy Ulam widział ich ostatni raz. W trakcie podróży przez pokładowe radio nadeszła wiadomość o pakcie niemiecko-sowieckim. Kiedy bracia zatrzymali się w hotelu na Columbus Circle, w nocy dowiedzieli się telefonicznie od Witolda Hurewicza o wybuchu wojny. Podczas wojny zginęła jego cała rodzina, z wyjątkiem kuzynostwa, które odnalazło się we Francji i Izraelu[7]. W 1941 Stanisław Ulam rozpoczął pracę jako profesor na uniwersytecie stanowym w Wisconsin, w tym roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo.

___

*) Laura Capon was born in Rome in 1907. Capon met Enrico Fermi while she was a student in general science at the University of Rome. The couple married in 1928. it.wikipedia.org/Augusto_Capon

**) Przyp.: W 1933 Langevin wziął ze sobą do Moskwy zięcia Marii, Fryderyka Joliot, aby go poznać z kim trzeba. Później Fryderyk odwiedzał Sowiety jeszcze wielokrotnie, wtedy także z Ireną.

***) C’est dans le cadre de l’École normale supérieure, et dans le contexte de l’affaire Dreyfus, que Jean Perrin s’entoure d’un groupe d’amis indéfectibles, par affinités politiques notamment : ils sont tous socialisants, et farouchement dreyfusards [wszyscy oni socjalizują i są zaciekłymi dreyfusardami]. Il s’agit d’Émile Borel, de Pierre et Marie Curie et de Paul Langevin. Ils militent tous à Ligue des droits de l’homme dès sa fondation, et participent également aux premières universités populaires. Le clan Borel, Curie, Langevin et Perrin est très soudé. Le couple Borel et le couple Perrin seront d’un grand secours pour Marie Curie lors de la mort tragique de Pierre Curie en 1906 et lors de l’affaire Curie-Langevin en 191113.

****) The Manhattan Project consumed some $2 billion USD (1945) in government funds, and employed at its peak some 120,000 people, mostly in the sectors of construction and operations. Total, the Manhattan Project involved the labor of some 500,000 people, nearly 1% of the entire US civilian labor force.[120]

NKWD, Madame Curie i wolne neutrony

Po paryskim odkryciu wypadki potoczyły się bardzo szybko – w Rzymie genialny Enrico Fermi, trafnie określony przez Wolfganga Pauli’ego – „kwantowym inżynierem”, podjął zupełnie kluczową, a wtedy całkowicie nieoczywistą decyzję – zastąpił cząstki alfa, używane w Paryżu do transmutacji, dopiero-co-odkrytymi neutronami. W 1934 Fermi* miał raptem 33 lata, ale wokół siebie zgromadził grupę bardzo zdolnych fizyków – wśród nich był ten najmłodszy, 21-letni Bruno Pontecorvo, którego przezwali Cucciolo – Szczeniakiem.

I to właśnie ów Bruno naprowadził Fermiego na kolejne przełomowe odkrycie w „atomowym wyścigu” – obserwacje gwałtownego wzrostu częstości reakcji przy obniżeniu prędkości neutronów. Znaczenie tzw. wolnych neutronów zostało natychmiast dostrzeżone – publikacja odkrycia miała miejsce w listopadzie 1934 a już w 1938 Fermi dostał (indywidualnego) nobla „za jego demonstracje istnienia nowych pierwiastków promieniotwórczych wytwarzanych przez napromienianie neutronami oraz za związane z nim odkrycie reakcji jądrowych wywołanych przez wolne neutrony.” www.nobelprize.org/uploads/2018/06/fermi-lecture.pdf

Włoska grupa była też całkowicie świadoma bardzo praktycznego charakteru ich wielkiego odkrycia i już w październiku 1935 Fermi, Pontecorvo, Edoardo Amaldi, Franco Rasetti i Emilio Segrè uzyskali włoski patent pt. „Zwiększenie produkcji sztucznej radioaktywności za pomocą bombardowania neutronami”**. Ten amerykański, który miał ich uczynić multi-milionerami, zdołali uzyskać 2. lipca 1940, ale jego owoce zatruł Bruno Pontecorvo, do czego niebawem dojdziemy…

W lutym 1936 Bruno przeniósł się do Paryża i dołączył do grupy fizyków pracujących z małżeństwem Joliot.  Paryski zespół miał także bardzo konkretne zabarwienie polityczne – państwo Joliot i ich otoczenie byli istną kuźnią kadr komunistycznych. Nic w tym specjalnie zaskakującego, bo już sama Maria Skłodowska-Curie wykazywała odpowiednie skłonności***.

Nic zatem dziwnego że „tym okresie, pod wpływem swojego kuzyna Emilio Sereniego [który już był we Francji], [Bruno] przyjął ideały komunizmu, którym pozostał lojalny przez resztę życia.” Angielska wiki „zapomniała” jednak o tym, że Bruno na dokładkę nawrócił na komunizm swoje młodsze rodzeństwo, no i przede wszystkim o wspomnieniach**** generała NKWD, Pawła_Sudopłatowa, w których pisze jednoznacznie o tym kto to wszystko tak ładnie zaaranżował:        Screenshot 2020-03-25 at 10.53.57.pngen.wikipedia.org/Grigory_Kheifets

CDN

Fermi po prawej, a Bruna nie widać, bo to on zrobił owo słynne zdjęcie:pl.wikipedia.org/Chłopcy_z_Via_Panisperna

___

*) In 1924 Fermi was initiated into the Masonic Lodge „Adriano Lemmi” of the Grand Orient of Italy.[24] „Mocno antykatolickie i świeckie, znane stwierdzenie Lemmi’ego: Zniknięcie doczesnej władzy papieży jest najbardziej pamiętnym wydarzeniem na świecie.” it.wikipedia.org/Adriano_Lemmi. W 1925 Mussolini zabronił wolnomularstwa we Włoszech.

**) Autorami patentu, o którego przyznanie złożyli wniosek raptem 4 dni po publikacji wyników, byli jeszcze chemik Oscar D’Agostino i Giulio Trabacchi – od źródeł neutronów.

***) „U Mendelsonów bywali nie tylko rewolucjoniści polscy, ale i liczne znakomitości krajowe i emigracyjne, w tym rodzina Marii Skłodowskiej-Curie”. No a na dokładkę np. ów sławny kochanek Mme Curie: „Langevin angażował się w działalność anty-nazistowską, rozwijał też ruch racjonalistyczny we Francji. W 1930 był inicjatorem Unii Racjonalistycznej (obecnie na jej czele stoi wnuczka Marii Curie). Albert Einstein mówił o nim: „Jego religią jest rozum, który ma zapewnić nie tylko oświecenie, ale i odkupienie”… Langevin was also president of the Human Rights League (LDH) from 1944 to 1946 – having recently joined the French Communist Party.”

W 1933 Langevin wziął ze sobą do Moskwy zięcia Marii, Fryderyka Joliot, aby go poznać z kim trzeba. Później Fryderyk odwiedzał Sowiety jeszcze wielokrotnie, wtedy także z Ireną. I tak to się plecie…

****) en.wikipedia.org/Special_Tasks – cyt. ‘When the Spanish Civil War ended there was no room left in the world for Trotsky.’

1933, czyli początek wielkiego przyspieszenia

W styczniu 1933 wydarzenia uległy wielkiemu przyspieszeniu – wszak Adolf Hitler został wtedy kanclerzem i już 7 kwietnia uchwalono niesławne ustawy Służby Cywilnej en.wikipedia.org/Law Civil_Service, co szybko doprowadziło do exodusu żydowskich fizyków z Niemiec, głównie do Ameryki*. Na dokładkę, jeszcze 4 marca kończy się passa republikańska i Franklin D. Roosevelt zostaje prezydentem USA – na 20 lat władzę będą dzierżyć „mocno różowi” demokraci, na pohybel nam i Europie. (16 listopada tego fatalnego roku CCCP i USA nawiązały stosunki dyplomatyczne.)

Z kolei, we wrześniu owego roku, lord Ernest Rutherford wyraził słynną opinię, iż tania energia jądrowa to bredzenia pijaka**, a tymczasem już w styczniu roku następnego Irena Joliot, córka Marii Skłodowskiej-Curie (która też brała udział w tym przedsięwzięciu, ale była już śmiertelnie chora), dokonała razem z mężem Fryderykiem przełomowego odkrycia, które na dobre rozpoczęło straszliwy wyścig „atomowy”. Waga ich odkrycia od razu została doceniona – dostali Nagrodę Nobla z chemii już w roku następnym (a tacy Peter Higgs i François Englert musieli na takie wyróżnienie czekać 49 lat, przy czym Robert Brout już nie doczekał…). Nic dziwnego, wszak owi małżonkowie spełnili odwieczne marzenie alchemików – pierwsi dokonali chemicznej transmutacji pierwiastków:Screenshot 2020-03-23 at 21.41.31.pnghttps://www.nobelprize.org/uploads/2018/06/joliot-fred-lecture.pdf

Ten obrazek pochodzi z noblowskiego wykładu Monsieur Joliot, z grudnia 1935. Ów wykład kończy się znamiennymi słowami:

Jeśli, zwracając się w stronę przeszłości, rzucić okiem na postęp osiągany przez naukę w coraz to większym tempie, mamy prawo sądzić, że naukowcy budując lub niszcząc pierwiastki wedle woli, będą w stanie wytworzyć transmutacje materiałów o charakterze wybuchowym, zaiste chemiczne reakcje łańcuchowe.

Jeśli takie transmutacje uda się rozprzestrzenić w materii, można sobie wyobrazić ogromne uwolnienie użytecznej energii. Ale niestety, jeśli taka zaraza [sic!] rozprzestrzeni się na wszystkie pierwiastki naszej planety, konsekwencje spowodowania takiego kataklizmu można rozpatrywać tylko z obawą. Astronomowie czasami zauważają, że gwiazda średniej wielkości nagle nagle powiększa się; gwiazda niewidoczna gołym okiem może stać się bardzo błyszcząca i widoczna bez żadnego teleskopu – pojawia się Nowa. To nagłe rozpalenie gwiazdy jest prawdopodobnie spowodowane transmutacją wybuchowej postaci, takiej jak te, które dostrzega nasza tułająca się wyobraźnia – proces, który bez wątpienia badacze spróbują zrealizować podejmując przy tym, mamy nadzieję, niezbędne środki ostrożności.

To przekonanie o „ukrytych” olbrzymich zasobach energii nie było niczym nowym – wszak genialny Jean Perrin*** już w 1919 poprawnie odgadywał pochodzenie słonecznej energii: skąd-się-bierze-nasza-masa-czyli-zagadka-słońca-rozwiązana/.

A w owym 1933 Hitler efektywnie wyłączył Niemcy z czołówki „wyścigu atomowego” (aż do dzisiaj) i na polu pozostały wtedy, przez krótką chwilę, jedynie Francja, Anglia oraz… Włochy. Do czego nawiążę już niebawem…

CDN

___

*) Np.: Do 1933 prowadził badania naukowe w Niemczech, a po dojściu do władzy Hitlera wyjechał do Anglii gdzie przez rok pracował na University of Manchester. Następnie przeniósł się do USA i przyjął amerykańskie obywatelstwo. pl.wikipedia.org/Hans_Bethe

**) On September 11, 1933 Lord Ernest Rutherford addressed a meeting of British scientists and on October 7, 1933 “The Calgary Daily Herald” of Alberta, Canada printed a dispatch containing extended excerpts from Rutherford’s speech: We may in these processes obtain very great quantities of energy, but on the average we cannot hope to obtain energy for practical use in this way. The bombardment of the atom is a very poor and inefficient way of producing energy and anyone who is looking for a source of cheap power in the transformation of the atom, is talking pure moonshine. We are not expecting anything of the kind. Some day the knowledge we may gain may be of practical value, but there is no indication of it yet.

Szilard was so annoyed at Rutherford’s dismissal that, on the same day, he conceived of the idea of nuclear chain reaction (analogous to a chemical chain reaction), using recently discovered neutrons. The idea did not use the mechanism of nuclear fission, which was not yet discovered, but Szilard realized that if neutrons could initiate any sort of energy-producing nuclear reaction, such as the one that had occurred in lithium, and could be produced themselves by the same reaction, energy might be obtained with little input, since the reaction would be self-sustaining.[32] Szilard filed for a patent on the concept of the neutron-induced nuclear chain reaction in 1933, which was granted in 1936.[33] Under section 30 of the Patents and Designs Act (1907, UK),[34] Szilard was able to assign the patent to the British Admiralty to ensure its secrecy, which he did.[35] Consequently, his patent was not published until 1949[33] when the relevant parts of the Patents and Designs Act (1907, UK) where repealed by the Patents Act (1949, UK).[36] Richard Rhodes described Szilard’s moment of inspiration:

In London, where Southampton Row passes Russell Square, across from the British Museum in Bloomsbury, Leo Szilard waited irritably one gray Depression morning for the stoplight to change. A trace of rain had fallen during the night; Tuesday, September 12, 1933, dawned cool, humid and dull. Drizzling rain would begin again in early afternoon. When Szilard told the story later he never mentioned his destination that morning. He may have had none; he often walked to think. In any case another destination intervened. The stoplight changed to green. Szilard stepped off the curb. As he crossed the street time cracked open before him and he saw a way to the future, death into the world and all our woes, the shape of things to come.[37]

***) Le baron Edmond de Rothschild « était profondément convaincu que la science est l’essentiel instrument du Progrès ». Il compris, après la guerre, qu’il était nécessaire à la France de joindre la Science à l’Industrie, comme l’avait fait les Allemands. « Son idée première était de créer et d’entretenir des centres de recherche scientifique où l’industrie pourrait puiser des moyens d’action et de développement. » En 1921, il expose ses projets à Paul Appell, Pierre Weil et André Job. Mais ces universitaires, constatant l’état de pénurie des laboratoires et l’absence de soutien aux jeunes chercheurs, persuadent Edmond de Rothschild de subventionner des chercheurs et les laboratoires existants plutôt que de créer de nouveaux laboratoires. La Fondation Rothschild est donc créée. Dans le comité d’administration siègent des représentants de la science appliquée tel Henry Le Chatelier, et des représentants de la science „pure” comme Jean Perrin.

 

Święty Marcin z Tours, czyli unia europejska w IV i afera Dreyfusa w XIX w.

Marcin urodził się na Węgrzech, wychował we Włoszech a do Galii wyruszył jako legionista – wszak został patronem żołnierzy w Kościele… W 371 zmarł biskup Tours, ponieważ sława życia i cudów świętego mnicha znana była w całej okolicy, kapłani i wierni pragnęli, aby Marcin przyjął godność biskupa. Żeby go do tego skłonić użyto wybiegu: jeden z mieszczan pojechał do świętego z prośbą o przyjazd do miasta i uzdrowienie chorej żony. Kiedy tylko Marcin pojawił się w mieście, jego mieszkańcy siłą przywiedli go do katedry, błagając o przyjęcie godności biskupa. W ten sposób został wybrany przez aklamację. 4 lipca 371 otrzymał święcenia kapłańskie i sakrę biskupią.Godność biskupią sprawował 25 lat. Wprowadził nowy styl pracy: o ile do tej pory biskup mieszkał przy katedrze i tam przyjmował petentów, o tyle św. Marcin prawie stale był poza domem wśród wiernych. Często uczestniczył w synodach, odwiedzał sąsiednich biskupów, był zaprzyjaźniony ze świętymi: Ambrożym, Wiktorynem i Paulinem z Noli. Gdy był już starszy, założył klasztor w Marmoutier (14 km od Tours), gdzie najczęściej przebywał. Żył bardzo skromnie, a swoje ciało umartwiał, nosząc włosiennicę oraz postami i pokutą za grzechy swoich wiernych.

Rozpoczął na Zachodzie regularne akcje burzenia świątyń i bałwanów pogańskich oraz wycinania świętych gajów. Dzięki nadzwyczajnej gorliwości w tym procederze (połączonym z profanowaniem ołtarzy i wizerunków pogańskich bóstw), wkrótce z jego diecezji zniknęły wszystkie świątynie pogańskie.

Święty Marcin jest patronem Francji, królewskiego rodu Merowingów, diecezji Eisenstadt, mogunckiej (Mainz), rotterburskiej, Amiens. Jest również patronem dzieci, hotelarzy, jeźdźców, kawalerii, kapeluszników, kowali, krawców, młynarzy, tkaczy, podróżników, więźniów, właścicieli winnic, żebraków i żołnierzy. W Polsce jest patronem Bydgoszczy, Jawora i Opatowa.

Jego atrybutami są: dzban, gęś, koń, księga, model kościoła, dwa psy lub żebrak u jego stóp, płaszcz rozcięty na pół. Wspomnienie liturgiczne (dzień świętego Marcina) w Kościele katolickim obchodzone jest [notabene] 11 listopada.

Przysłowia
  • Marcin na białym koniu jedzie.
  • Młoda jak jagoda po świętym Marcinie. (czyli stara)
  • Na Świętego Marcina najlepsza gęsina.
  • Na Świętego Marcina pij wino, wodę pozostaw młynom. (oryg. A la Saint Martin, bois ton vin, Et laisse l’eau pour le moulin. przysł. burgundzkie)
  • Jeśli na Marcina sucho, to Gody (Boże Narodzenie) z pluchą.
  • Gdy Marcinowa gęś po wodzie, Boże Narodzenie po lodzie.
  • Od Świętego Marcina zima się zaczyna.
  • Jaki Marcin taka zima.
  • Bywa zawsze o Marcinie u nas ogień już w kominie.
  • Gdy wschodni wiatr na Marcina, będzie ostra zima.
  • Jak mglisto na Marcina, będzie lekka zima.

pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_z_Tours

A teraz uwaga:

Martin’s renewed popularity in France was related to his promotion as a military saint during the Franco-Prussian War of 1870–1871. During the military and political crisis of the Franco-Prussian war, Napoleon III‚s Second Empire collapsed. After the surrender of Napoleon to the Prussians after the Battle of Sedan in September 1870, a provisional government of national defense was established, and France’s Third Republic was proclaimed. Paris was evacuated due to the advancing enemy and for a brief time, Tours (September–December 1870) became the effective capital of France.

St Martin was promoted by the clerical right as the protector of the nation against the German threat. Conservatives associated the dramatic collapse of Napoleon III’s regime as a sign of divine retribution on the irreligious emperor. Priests interpreted it as punishment for a nation led astray due to years of anti-clericalism…

Renou was a strong supporter of St. Martin and believed that the national destiny of France and all its victories were attributed to him. He linked the military to the cloak of St. Martin, which was the „first flag of France” to the French tricolor, „the symbol of the union of the old and new.” This flag symbolism connected the devotion to St. Martin with the Third Republic. But, the tensions of the Dreyfus Affair renewed anti-clericalism in France and drove a wedge between the Church and the Republic. By 1905, the influence of Rene Waldeck-Rousseau and Emile Combes, combined with deteriorating relations with the Vatican, led to the separation of church and state.[35]

St. Martin’s popularity was renewed during the First World War. Anticlericalism declined, and priests served in the French forces as chaplains. More than 5,000 of them died in the war. In 1916, Assumptionists organized a national pilgrimage to Tours that attracted people from all of France. The devotion to St. Martin was amplified in the dioceses of France, where special prayers were offered to the patron saint. When the armistice was signed on Saint Martin’s Day, 11 November 1918, the French people saw it was a sign of his intercession in the affairs of France.[36]

___

A ja na jego kult natknąłem się w… Lukce – w postaci katedry św. Marcina tamże:The Holy Face of Lucca (Italian: Volto Santo di Lucca) is a venerated wooden corpus (body) of a crucifix in Lucca, Italy. Medieval legends stated that it had been sculpted by that Nicodemus who assisted Joseph of Arimathea in depositing Christ in the tomb and specifically dated its arrival in Lucca to AD 742.**

The present Holy Face itself is an early 13th-century copy of the original ascribed to the circle of Benedetto Antelami.[1] It appears that the original was chipped away beyond repair by relic-seeking pilgrims. The earliest copies date from the early twelfth century, which may suggest that the original in fact dates only from the 11th century. Its presence in Lucca cannot be securely documented until about 1100 although Abbot Leofstan of Bury St Edmunds Abbey, who died in 1065, recorded that the inspiration for a life-size crucifix he had made for Bury St Edmunds was one he saw at Lucca on his way to Rome.[2] The Holy Face is located in the free-standing octagonal Carrara marble chapel (the tempietto or „little temple”), which was built in 1484 by Matteo Civitali, the sculptor-architect of Lucca, to contain it. The tempietto stands in the right-hand nave of the cathedral of San Martino in Lucca, Italy. 

PS. pl.wikipedia.org/Sint_Maarten_(wyspa)

___

**) Dante mentions the Holy Face of Lucca in his Inferno, Canto XXI, where a demon cries:

Qui non ha luogo il Volto Santo! qui si nuota altrimenti che nel Serchio.[11]

Kabała, różokrzyżowcy i masoni czyli hermetyczny wywiad po szwedzku

Ku mojemu zdumieniu, wedle (odważnej) amerykańskiej badaczki Marshy Schuchard**, Emanuel Swedenborg – ten ulubiony prorok polskiego Litwina-noblisty, Czesława Miłosza (a przy tym krewnego francuskiego Litwina-okultysty, Oskara M.)*** – okazał się być agentem francuskim i jakobińskim. Pisałem tu już o tym Swedenborgu, więc teraz czas na ważne uzupełnienie:

Though much has been written about Swedenborg’s scientific and theological beliefs, his biographers and critics have tended to shy away from the vague but persistent claims that he participated in secret political, diplomatic, and Masonic affairs

After making an extensive and scrupulous examination of Swedenborg’s banking and financial records, Lindh came to the conclusion that he served as a secret intelligence and financial agent for the pro-French, pro-Jacobite party of Swedish “Hats” and, more surprisingly, for the French king, Louis XV, who personally funded the anonymous publication of his famous work, Arcana Caelestia (London, 1749-1756)… Swedenborg and his political allies believed that the king [KXII] was murdered by a Hanoverian agent…

Underlying “The Troubles of the North” were the competitive systems of Freemasonry, in which Hanoverians and Jacobites utilized their clandestine networks to carry out their international political agendas. According to conventional English Masonic history, “authentic” or “modern” Freemasonry began in 1717 when four London lodges formed the supposedly apolitical [uha, ha] Grand Lodge of England.

What has been missing from that official history is the role that Sweden played in the Tory-Stuart Masonic networks that contributed to the Swedish-Jacobite plot of 1715-16. With the exposure and suppression of that plot in January 1717, England’s Whig ministry worried about the Jacobite-Tory influence within Freemasonry; thus, the loyalist Grand Lodge was organized in June as a Hanoverian-Whig counter-move. According to the Enlightenment historian Margaret Jacob, “In Hanoverian England, Whiggery provided the belief and values, while Freemasonry provided one temple wherein some its most devoted followers worshipped the God of Newtonian science.” However, this was not the form of Freemasonry that attracted Swedenborg and his Swedish and European colleagues. Instead, they joined Franco-Scottish (Écossais) lodges developed by exiled supporters of the Stuarts, which drew upon older traditions of Kabbalistic and Rosicrucian symbolism, while they utilized clandestine international networks to fraternally bind their “dispersed brethren,” ensure security, and maintain mystical morale…

For example, the historical links between Scottish and Swedish Freemasons can be traced back to 1652 [potop!!], when Edouart Tessin was initiated in an Edinburgh lodge… Swedenborg was a confidential friend of the Tessin family, and in the early 1700s he closely followed Nicodemus’s career as royal architect to Charles XII. Thus, the reported London initiation of Swedenborg ca. 1710-13, when he was studying the mathematical and technological skills involved in operative and military masonry, is quite plausible…

From his erudite brother-in-law and intellectual mentor, Eric Benzelius, Swedenborg also gained unusual access to heterodox Jewish mystical lore, for Benzelius worked closely with a converted Jew, Rabbi Johann Kemper [z Krakowa]…

As a post-graduate student in England in 1710-13, Swedenborg was recruited to intelligence work by Count Carl Gyllenborg, the Swedish ambassador in London, who was a close friend of Jonathan Swift, a great admirer of the ambassador and Charles XII. Gyllenborg sent Swedenborg to The Hague, where he assisted the Swedish diplomats during the negotiations leading to the Treaty of Utrecht. They in turn sent him to Paris, Hamburg, Brunswick, Rostock, and Greifswalde, where he gathered intelligence, invented various military devices, and wrote about his developing psychic skills. Swedenborg’s father recommended Emanuel to Charles XII’s service because of his knowledge of Hebrew, for he knew that a party of Turkish Jews planned to accompany the king when he returned to Sweden. From 1715 to 1718, Swedenborg was employed by Charles XII as a military engineer and examiner of the Swedish artisan guilds, including the operative masonic guilds…

I have used new archival sources to document Swedenborg’s personal relations with the diplomatic agents of Louis XV’s Secret du Roi, the king’s private diplomatic and espionage network that often implemented policies opposite to those of his public ministers. The Secret was especially concerned with Swedish, Polish, and Russian affairs, and Swedenborg provided intelligence, gleaned from the natural and supernatural worlds, on these troubled kingdoms. Given his claims about the spiritual sources of his political “revelations,” I have related his writings on psychic techniques, dream interpretation, methods of dissimulation, Kabbalistic meditation, and Hebrew numerical-linquistic coding to his diplomatic and espionage role.

In the process, this study provides a new perspective on the extensive esoteric networks that functioned underneath the exoteric politics of the “enlightened” eighteenth-century. It will become clear that in Sweden, the mystical and royalist beliefs of the Renaissance and “early modern” Europe were maintained well into the so-called “modern” era. Moreover, the connections between Scottish and Swedish history, which emerged so strongly in the seventeenth century, are shown to survive, often at great peril to both nations, throughout the next century.

PS. Może ten Swedenborg to po prostu taki szwedzki John Dee? A jeśli chodzi o Szkotów to trzeba pamiętać że – podobnie jak Żydzi – obstawiali zawsze dwie strony sporu – zarówno jakobitów jak i wigów (czyli „newtonistów”): szkoci-uber-alles/ + boson.szkolanawigatorow.pl/zbuntowany-szkot

___

**) EMANUEL SWEDENBORG, SECRET AGENT ON EARTH AND IN HEAVEN: JACOBITES, JEWS, AND FREEMASONS IN EARLY MODERN SWEDEN

***) Stopniowo oddala się od poezji i kieruje swe zainteresowania w stronę różnych doktryn hermetycznych. Studiuje kabałę oraz alchemię, powołuje się na spuściznę różokrzyżowców; ścieżkę literackich inspiracji znaczą przede wszystkim Biblia (język jej uważa za szczyt wszelkiej poezji), Goethe, a także Swedenborg, Dante, czy Jakob Böhme. pl.wikipedia.org/wiki/Oskar_Miłosz

W 1800 Sapiehowie sprzedali majątek Józefowi Miłoszowi, miecznikowi kowieńskiemu, [pra?]dziadkowi Oskara Miłosza. Oskar po śmierci ojca sprzedał Czereję rosyjskiemu bankowi. Po 1920 znalazła się ona w granicach Związku Sowieckiego. Czerejski dwór został zniszczony prawdopodobnie w 1917. Oskar Miłosz ostatni raz odwiedził swoje rodzinne strony w 1922 roku [!!]”.

W jego żyłach płynęła krew polsko-włosko-żydowska. Jego dziadek — Artur Miłosz był oficerem pułku ułanów polsko-litewskiej armii. Odbył całą kampanię 1831 roku przeciwko Rosjanom. Lewą nogę urwała mu armatnia kula pod Ostrołęką. Ożenił się z włoską śpiewaczką, bardzo piękną i utalentowaną, córką dyrygenta w mediolańskiej La Scala, ze starożytnego, choć zubożałego genueńskiego rodu – Natalią Tassistro. Stanowili wyjątkowo piękną i zgodną parę. Ich syn Władysław Miłosz – ojciec Oskara – urodził się w Wilnie, w 1838 roku. Absolutnie różnił się od swoich rodziców.

Czesław Miłosz wspominał: „Postać mająca swoją legendę w kronikach towarzyskich dziewiętnastego wieku dzięki swej egzotycznej urodzie, sile, awanturnictwu i miłosnym podbojom. Uwiózł do Czerei przypadkiem spotkaną ubogą żydowską dziewczynę, Miriam Rosenthal, która stała się matką Oskara. Urodzona w Staniszowie w roku 1858, była młodsza od uwodziciela o lat dwadzieścia****”.

Z kolei Oskar Miłosz o swoich rodzicach pisał:
„Nigdy nie mogłem dać upustu mojej serdeczności wobec rodziców. Ojciec mój był gwałtownikiem i człowiekiem chorym. Materialistyczna i nierozumiejąca troskliwość matki tak mnie męczyła, że wcześnie nabrałem zwyczaju chować się w najbardziej niedostępnych miejscach parków i ogrodów, żeby pozbyć się uczuć, jakie budziła jej obecność”.
Rodzice ochrzcili Oskara Miłosz dopiero w 1886 roku. Został ochrzczony w obrządku rzymsko-katolickim w kościele św. Aleksandra w Warszawie, z której pochodziła jego matka. W rok później zawieźli 12-letniego chłopca do Paryża, do liceum z internatem i zostawili tam samego. Po śmierci męża matka Oskara przeniosła się do Warszawy. Z synem mieszkającym w Paryżu spotykała się od czasu do czasu w czeskim Marienbadzie. media.efhr.eu/wp-content/uploads/2014/12/kurierwilenski.lt-7_Wdrwki_ulicami_wileskimi_niezwyka_biografia_Oskara_Miosza.pdf

****) Była ponoć córką nauczyciela/profesora hebrajskiego na UW.

Początki działalności polskich fartuszków, czyli Casanova i inni

Porcelanowa figurka Augusta Fryderyka Moszyńskiego w ubiorze Wielkiego Mistrza Loży Masońskiej z c. 1769

____

„… najwcześniejsze, dokumentami stwierdzone, przyjęcie Polaków do nowożytnego wolnomularstwa odbyło się w stolicy Francji, w założonej 18 XII 1736 przez 26 obcokrajowców i 9 Francuzów loży, mieszczącej się — zgodnie z przeważającą wówczas za wzorem angielskim praktyką — w oberży „Ville de Tonnerre” przy rue des Boucheries na przedmieściu Saint-Germain. W tym to miejscu 17 II 1737 przyjęto para Francji ks. Ludwika Franciszka Villeroy, wnuka ministra stanu Ludwika XIV i wychowawcy Ludwika XV Franciszka de Neufville ks. de Villeroy, 26 marca tegoż roku zaś zgłoszono kandydaturę polskiego hrabiego Czapskiego — jak podaje źródło francuskie — brata stryjecznego królowej Marii Leszczyńskiej, żony panującego wówczas Ludwika XV. Kandydaturę tę zgłosił przewodniczący loży, handlujący kamieniami szlachetnymi Francuz szwajcarski, Jean Custos. Protestant, osiadły od młodości w Anglii i tam przyjęty do loży, wyróżniał się szczególną gorliwością w krzewieniu nowego ruchu, niebawem z tego powodu zostanie też w 1742 r. w Portugalii skazany na pracę na galerach i zasłynie jako męczennik masoński [uha, ha – vide postscriptum].

Najwidoczniej w loży tej przypisywano duże znaczenie sprawie zjednania dla wolnomularstwa młodych arystokratów z krajów, w których ono jeszcze nie istniało bądź nie zdołało się zadomowić, skoro na posiedzeniu 7 maja, równocześnie z przyjęciem do loży Czapskiego, zgłosił — sam niedawno tu inicjowany — hr. Swirby z Czech kandydaturę znanego w Paryżu z wystawnego i hulaszczego trybu życia 18-letniego wojewodzica czernichowskiego, ks. Stanisława Lubomirskiego

Lubomirski** po powrocie do kraju bywał jako gość („brat odwiedzający”) w reaktywowanej w 1744 r. najstarszej w Polsce loży warszawskiej „des Trois Frères”, do której dotąd należeli wyłącznie obcokrajowcy. Kiedy zaś z biegiem czasu skupiło się w niej również niewielkie grono Polaków, w 1759r., Lubomirski, będąc już strażnikiem w. kor. i kawalerem Orderu Orła Białego, stanął na jej czele i na tym stanowisku pozostał co najmniej do połowy 1764 r. Później, w 1766 r., już jako marszałek w. kor., uzyskał również wyższe stopnie wtajemniczenia masońskiego. Jego żona, Elżbieta vel Izabella z domu Czartoryska, jedna z najinteligentniejszych i najbardziej wpływowych dam polskich drugiej połowy XVIII w., twierdziła, że przyjęto ją do wolnomularstwa w Anglii, zaś w 1770 r. została przewodniczącą warszawskiej wolnomularskiej loży adopcyjnej (żeńskiej). Naryszkin (1710—75), niebawem ambasador w Anglii (1740—41), potem marszałek dworu następcy tronu, jeden z największych elegantów swojej epoki, był w 1771 r. jednym 16 z założycieli petersburskiej loży „Apollo”…

prawie przez trzy dziesięciolecia w lożach paryskich nie widywano Polaków. Pierwsza nowa wiadomość o nich pochodzi dopiero z 3 III 1765 i dotyczy obecności na posiedzeniu w loży „la Constance” bliżej nieznanego ks. Sapiehy, również nie zidentyfikowanego hr. Szembeka oraz najmłodszego z synów wszechpotężnego ministra Augusta III, hr. Jana Maurycego Brühla, płk. w służbie francuskiej. Tam otrzymał wówczas nominację rzekomo na wielkiego mistrza Polski jeden z najsłynniejszych w Europie wolnomularzy i mistyków, płk w służbie polskiej, inż. wojskowy Jan Łukasz Toux de Salverte. W maju 1764r. wysłał go na swój koszt z Warszawy zagranicę dla pogłębienia wiedzy w zakresie nauk tajemnych, przede wszystkim alchemii i kabały, jego były uczeń, Stanisław August Poniatowski…

Polacy wolnomularze przyjeżdżali również do Paryża w związku z ważnymi wydarzeniami w tamtejszym świecie masońskim bądź z zadaniami od swojej organizacji krajowej. W rok po pierwszym rozbiorze asystował ks. Adam Kazimierz Czartoryski przy uroczystej introdukcji ks. Filipa Orleańskiego na godność wielkiego mistrza świeżo ukonstytuowanego Wielkiego Wschodu Francji.” Vide generał-adam-czartoryski-anglicy-i-wielki-wschód-francji/ + casanova-i-mroczne-tajemnice-czartoryskich/

Nie jestem pewien dlaczego Ludwik Hass pominął w swoim tekście Wielkiego Mistrza Augusta Moszyńskiego (patrz u góry), który był przecież drugim ważnym obok owego Szwajcara „naukowcem” króla Stasia. Przy tym ów August był wnukiem-bękartem samego Augusta II Mocnego, czyli synem przesławnej hrabiny Cosel, no i bratem potężnego Fryderyka (do którego jeszcze tu wrócę):

Znany ze swej uczoności i «filozofii», M. do czasu bezkrólewia pozostawał na uboczu życia politycznego. Z początkiem kwietnia 1764 stał się jednak «z wieśniaka [de campagnard] najtęższym pracownikiem i najgorliwszym zwolennikiem stronnictwa przeciwnego Czartoryskim» (słowa agenta królewicza Ksawerego – Józefa Bratkowskiego)… M. zorganizował już wśród magnatów składkę pieniężną, zanim z początkiem maja nie otrzymał od królewicza Ksawerego do swej dyspozycji 50 000 dukatów. Jako «skarbnik» stronnictwa najwięcej pieniędzy dał Radziwiłłowi (12 000), Andrzejowi Mokronowskiemu wypłacił 2000–3000 (aby odpowiednio urabiał Branickiego) i Podoskiemu 3 000 na «korumpowanie» posłów na sejm konwokacyjny. Dalsze sumy przeznaczał dla wojska kor. i milicji F. S. Potockiego…

Jeszcze przed elekcją Poniatowskiego spotykał się z nim zresztą na tle wspólnych zainteresowań kolekcjonerskich i kontakt ten przekształcił się następnie w przyjaźń. Należąc do nielicznych magnatów okazujących szczere przywiązanie nowemu monarsze M. nie mieszał się już do życia politycznego. W pierwszych latach panowania Stanisława Augusta nie władał jeszcze dobrze polskim językiem. Król uważał, że M. «ma znajomość rzeczy we wszelkich zakresach, jest giętki i niezmiernie użyteczny» i dlatego powierzał mu wielorakie funkcje…

Czynny w masonerii już w czasach saskich (w latach wojny siedmioletniej był odnowicielem warszawskiej loży «Trzech Braci»), w r. 1769 został M. wybrany na w. mistrza loży warszawskiej św. Jana z nazwą «Vertueux Sarmate». Dokonał wówczas jej podziału na trzy loże (polską, niemiecką i francuską), które stanowiły łącznie «wielką lożę warszawską» [„…nadał im tajemnicze nazwy: Trzech Braci, Doskonałego Milczenia i Cnotliwego Sarmaty. Loży Cnotliwy Sarmata przewodniczył hrabia Alojzy Fryderyk von Brühl„?]. Z tego powodu został t.r. wybity medal z podobizną M-ego i napisem «ex uno tria in unum». M. miał najwyższy stopień masoński «złotego i różanego krzyża». W dn. św. Jana, 24 VI 1770, w jego domu rozpoczęły się z niezwykłą okazałością i ostentacją obchodzone uroczystości wolnomularskie. M. napisał dla króla Mes observations dotyczące dziejów masonerii (B. Czart.: rkp. 700)…

Zainteresowanie M-ego naukami ścisłymi umożliwiło mu zorganizowanie królewskiego gabinetu fizycznego i astronomicznego; o kompetencjach M-ego w tym zakresie świadczą m. in. uwagi przekazane Janowi Śniadeckiemu w związku z próbą lotu balonu powietrznego 1 IV 1784. M. zorganizował również laboratorium chemiczne. Łączyło się to z jego zainteresowaniem chemią, a nawet alchemią. Do spraw alchemii odnosiło się opracowane przez M-ego i przedłożone królowi w r. 1768 pismo Refléxion sur la science hermétique (B. Czart. rkp. 809). Przeprowadzał na własną rękę próby alchemiczne (np. w r. 1769), posługiwał się jednak metodą, która świadczyła, że był dość dobrze obeznany z nowoczesną chemią i analizą chemiczną. W imieniu króla zawarł w r. 1770 umowę z niemieckim alchemikiem Johannem Chrystianem Simonem. W późniejszym zaś okresie przedłożył królowi memoriał wykazujący bezużyteczność poszukiwań kamienia filozoficznego i pożytek z doświadczeń z dziedziny chemii. Znajomość chemii pozwoliła mu na zdemaskowanie alchemicznych oszustw słynnego szalbierza A. Cagliostra w r. 1780. M. opublikował w związku z tym broszurę Cagliostro démasqué à Varsovie en 1780 (Strasbourg–Lausanne 1786). M. miał również zainteresowania w zakresie innych działów nauk przyrodniczych. Znał się dobrze na geologii, stworzył królewskie zbiory geologiczne i służył niejednokrotnie królowi jako konsultant w tej dziedzinie…

W Komisji Menniczej M. należał do nielicznych jej członków rzeczywiście znających zagadnienia monetarne. Wypowiedział się za biciem monety srebrnej wg stopy pruskiej i zaprotegował na dzierżawę mennicy berlińskiego bankiera G. W. Schweigerta. Dn. 1 VIII 1765 podpisany został kontrakt ze Schweigertem, którego jednym ze wspólników był M. Wskutek jednak argumentacji innego członka Komisji Menniczej, woj. inflanckiego Jana Borcha, popartego przez Czartoryskich, iż należy bić monetę lepszą wg stopy cesarstwa, kontrakt został cofnięty. Przyszłość okazać miała słuszność poglądów M-ego, gdyż zbyt dobra moneta wychodziła z kraju, a jej relacja do dukata w praktyce była niemożliwa do utrzymania. M. był autorem niepublikowanej rozprawy Précis sur les affaires monétaires depuis 1764 jusqu’à 1782, którą uwzględniał w swych badaniach Czacki i powoływał się na nią w swym dziele „O litewskich i polskich prawach” (W. 1800 I). M. pozostawał nadal w Komisji Menniczej i w r. 1778 przeprowadził dochodzenie, uniewinniając z zarzutów nieuczciwego prowadzenia mennicy Piotra Mikołaja Gartenberga-Sadogórskiego i Aleksandra Unruha. W r. 1771 trzech urzędników mennicy poleciło wybić na cześć M-ego medal z jego portretem.

Moszyński założył spółkę: Moszyński, Tepper, Schweiger (bankier z Berlina) i baron Gartenberg (Niemiec). Zebrali oni 400 000 talarów kapitału i 27 lipca i 1 sierpnia podpisano z królem stosowne kontrakty. Gartenberg został zarządcą mennicy w Krakowie (bito tu monety miedziane), Moszyński w Warszawie (monety złote i srebrne). Otworzyła się dla niego furtka do nowych prób alchemicznych. Jednak Gartenberg, dysponujący pruskim kapitałem, szybko został zarządcą i mennicy warszawskiej[2].

Ponoć tuż przed śmiercią w owym 1786 spotkał się w Wenecji ze swą dawną kochanką, włoską tancerką baletową Anną Binetti i według Giacomo Casanovy zmarł właśnie w jej towarzystwie[6]. A Casanova poznał Moszyńskiego osobiście, podczas swojego słynnego pobytu w Warszawie: król-staś-i-balet-narodowy-czyli-casanova-i-anglicy/. Warto przy tej okazji przypomnieć balet Casanova w Warszawie – w dwóch aktach z epilogiem według libretta Pawła Chynowskiego***.

Z kolei, ową Izabellę Lubomirską spotkaliśmy tu przy innej nieco okazji: straszliwa-walka-o-najbogatszą-rękę-w-rzpltej/. Podobnie jak w przypadku nadzwyczajnego prymasa Podoskiego: jedyny-taki-prymas/

PS. Warto też zapamiętać tego przechrzczonego szwajcarskiego Francuza: Coustos is primarily known for his involvement with freemasonry after joining the Premier Grand Lodge of England in London (where he was allegedly a spy for British Whig Prime Minister, Robert Walpole). He subsequently was active in freemasonry in Lisbon and came into conflict with the Portuguese Inquisition. The fallout in the aftermath of this was a major event in the struggle between Catholicism and Freemasonry… Schuchard claims that Coustos, allegedly of Marrano descent,[4] who came to London in the aftermath of the public fallout of the Francis Francia trial (a Sephardic „Jacobite Jew”, who was involved in Freemasonry) caught the eye of the British government. Prime Minister Walpole, a stalwart of the new Hanoverian regime, allegedly used Coustos (and other spies such as Michel de la Roche) to spy on French masonic lodges in London from 1730-32 and report back on any activities of exiled Jacobites in Paris…[3] While traveling on business he founded a Masonic lodge in Lisbon and was arrested by the Portuguese Inquisition. After questioning he was sentenced to the galleys. Three Portuguese Masons were put to death. He was released in 1744 as a result of the intercession of George II of England. After his release and return to England, Coustos wrote a book detailing his experiences in the hands of the Inquisition.

____

**) Jego szwagrem był Wacław Rzewuski, pradziadek prześlicznej Karoliny…

***) … Campioni przyprowadza do teatru Casanovę. Rozbawieni obserwują jej fochy, ale Casanovie podoba się ta rozpieszczona piękność. Kiedy nadchodzi primadonna Mlle Ristorini próbować swoją partię, Casanova wykorzystuje okazję, aby pozostać sam na sam z Mlle Gattai. Poddaje się jej wdziękom i zdobycz sama wpada mu w ręce. Antreprener strofuje kochankę, także hrabia Branicki traktuje Casanovę jak konkurenta. Aby uniknąć konfliktu Campioni z Moszyńskim zabierają go z teatru. Mlle Gattai jest zawiedziona, a Tomatis i Branicki nie kryją swojej niechęci do Casanovy…

 

 

 

 

Krymska flama Mickiewicza i ten Iwan – „wyjątkowa kreatura”

Сабанские казармы на Канатной улице (бывший лабаз Иеронима Собаньского)[6]

__

Pamiętacie tego prężnego targowiczanina, Michała Sobańskiego, któremu z nieba spadła wielka pożyczka holenderska? Otóż tak się składa, że ów Michał miał (dużo) młodszego brata Hieronima, którego poślubiła owa sławna Karolina z domu Rzewuska – córka rosyjskiego senatora Adama, siostra Adama, Henryka i Ewy Hańskiej-Balzakowej oraz agentka policji carskiej, przyjaciółka Adama MickiewiczaW młodości oddziałała na nią przebywająca w Wiedniu Rozalia z Lubomirskich Rzewuska, była żona «Emira» Wacława*, która zasugerowała jej podjęcie współpracy z wywiadem. Zimą 1814 została przez ojca wydana za mąż za Hieronima Sobańskiego, bogatego ziemianina z Bałanówki na Podolu, dorabiającego się na spekulacjach zbożowych [patrz u góry!], marszałka pow. olhopolskiego; już jednak w r. 1816 uzyskała z nim separację, a formalnie rozwiodła się z nim w r. 1825.

Skandal wywołał romans S-iej z narzeczonym siostry, który odebrał sobie życie. W r. 1817 związała się z gen. Janem Wittem**, określana była przez opinię publiczną jako «najemna nałożnica». Podejmowała z wielką zręcznością różne usługi szpiegowskie, sekretarzowała Wittowi, redagując donosy. Odkryła sprzysiężenia na południu Rosji, przechwyciła pierwszy ślad spisku dekabrystowskiego. Prowadziła w Odessie salon literacko-muzyczny, w którym w r. 1825 bywał Adam Mickiewicz [jego syn spalił wszystkie listy wieszcza do Sobańskiej, „nieznane są szczegóły ich wieloletniej znajomości”]… Poeta, niezbyt orientujący się w odgrywanej przez S-ą roli [uha, ha], czuł się dobrze w jej domu, a występowanie w jej towarzystwie uważał za pewną osłonę przed policją.*** Prawdopodobnie Mickiewicz miał ją na myśli, gdy w liście do Margaret Fuller z 26 IV 1847 wspominał ją jako osobę wówczas, «w całym blasku swej piękności», «dobrą i czułą», do której zaczynał się przywiązywać, ale obraził się, spostrzegłszy, że chciała go ona uważać tylko «za jednego z wielu». Uczucia do S-iej zainspirowały powstanie niektórych sonetów erotycznych Mickiewicza; prawdopodobnie S. ukryta jest pod inicjałami D.D. (Donna Dżiowanna; hipotezę tę kwestionował Leonard Podhorski-Okołów). Niemniej jednak w jej posiadaniu znalazły się autografy dwu elegii Mickiewicza: „Godzina” i „Do D.D. Elegia”. Psychologiczny wizerunek S-iej pojawił się w nieogłoszonym za życia poety sonecie „Jastrząb. Na wysokości Kikineis”: «Sama w niebezpieczeństwie – drugim stawisz sidła». S. zainicjowała podróż poety na Krym (latem 1825) i w jej pierwszych etapach towarzyszyła mu m.in. wraz z Wittem, próbowała inwigilować dalszy jej etap, dając poecie karnecik do zapisu wrażeń. «Towarzyszom podróży krymskiej» dedykował Mickiewicz „Sonety krymskie” ogłoszone wraz z sonetami erotycznymi (Moskwa 1826); dedykacja taka była w jego położeniu zesłańca – jak to określał Stanisław Wasylewski – «bezcennym glejtem ochronnym». Po wyjeździe z Odessy Mickiewicz niewątpliwie korespondował z S-ą, skoro Joanna Zaleska na jego prośbę odebrała od niej w kwietniu 1828 jego listy. S. zdołała też rozkochać w sobie Aleksandra Puszkina poznanego w Kijowie w lutym 1821, spowodowała w r. 1824 jego usunięcie z Odessy (został tu służbowo przeniesiony w r. 1823). Puszkin poświęcił jej wiersz „Czto w imieni tiebie mojom?…” (wpisany do jej albumu 5 I 1830), nazwał ją «demonem który wątpił i przeczył». Z osobą S-iej było związanych też kilka innych wierszy i niedokończonych utworów prozatorskich Puszkina.Karolina wedle Puszkina…

Tuż po wybuchu powstania listopadowego 1830/31 r. wpadł na Podolu w ręce powstańców czołobitny list S-iej do szefa rosyjskiej policji politycznej A. Ch. Benckendorffa***, co zaszkodziło jej w polskiej opinii. Rozpoczęła zatem podwójną grę: gdy Witt objął po upadku powstania stanowisko wojennego gubernatora Warszawy, interweniowała na rzecz uwięzionych, powodując ich uwalnianie lub łagodzenie wyroków. Zyskała w ten sposób opinię patriotki. Równocześnie kontynuowała pracę w wywiadzie rosyjskim; działalność jej została bardzo pochlebnie oceniona przez ówczesnego namiestnika Król. Pol. I. Paskiewicza, któremu przekazywała informacje przez gen. Witta. Wyjechawszy na ślub córki do Drezna, przesyłała informacje o polskich emigrantach, m.in. o przygotowywanej wyprawie Józefa Zaliwskiego. Donosiła na uczestników i zwolenników powstania listopadowego, wszelkich «jakobinów», nie szczędząc również przyjaciół i krewnych. Pod wpływem jednak raportów posła rosyjskiego w Dreźnie Schrödera, nieświadomego jej szpiegowskiej misji, car Mikołaj I nabrał do niej nieufności, uważając ją za «intrygantkę i niecną Polkę» i po powrocie S-iej z Drezna nakazał jej w listopadzie 1832 opuścić Warszawę. S. na próżno wówczas prosiła o interwencję Benckendorffa, zapewniając go: «Żywię głęboką pogardę dla kraju, do którego mam nieszczęście należeć. Polką jestem tylko z imienia». Opuszczona przez Witta, przebywała najpierw u swej siostry Aliny Moniuszko w gub. mińskiej, potem osiadła na Wołyniu w swojej wsi Rąbany Most, a w r. 1836 na Krymie, skąd wróciła do Rąbanego Mostu. Związała się wówczas ze Stiepanem P. Czyrkowiczem (zm. 1846?), Serbem, adiutantem gen. Witta, «pokracznym teozofem», którego poślubiła (w r. 1845 został on wicegubernatorem Besarabii). S. weszła do środowiska miejscowych mistyczek, które obdarzyły ją mianem La Dolorosa.

Po śmierci drugiego męża, w 2. poł. l. czterdziestych, S. osiadła w Rzymie, gdzie zaprzyjaźniła się z Józefem Bohdanem Zaleskim, a od r. 1850 w Paryżu, tutaj przez Zaleskiego nawiązała kontakt z Mickiewiczem. W Paryżu usidliła E. Scribe’a i Ch. Sainte Beuve’a, w końcu wyszła po raz trzeci za mąż za pisarza francuskiego Julesa Lacroix (o 25 [15?] lat młodszego); prowadzili znany salon literacki przy rue St. Honoré. Pomagała pisać mężowi cykle sonetów o Komunie Paryskiej zebrane w tomie „L’année infâme 1870–1871” (Paris 1872), część z nich zadedykował Lacroix żonie. Pod koniec życia pojawiała się w kasynie gry w Homburgu, którego była akcjonariuszką, inwestowała także w akcje kolei.”

PS. Wedle Rymkiewicza, Mickiewicz poznał Iwana de Witt w Jelizawetgradzie, przed przyjazdem do Odessy. I to jachtem owego Witta Mickiewicz, Karolina oraz sam Iwan popłynęli na Krym… W latach czterdziestych i piędziesiątych Karolina jeszcze kilkukrotnie spotykała się z wieszczem Adamem. Niestety, Rymkiewicz nie wie po co.

PPS. krym-polska-caryca-i-inni/ + jak-zdobywano-morze-czarne/

____

*) Po trzecim rozbiorze Polski (w wieku 10 lat) wywieziony został przez ojca do Wiednia, kształcił się w elitarnym Theresianum (Theresianischen Militärakademie). Służył w wojsku austriackim jako inżynier miner. W roku 1805 poślubił Rozalię Aleksandrę Lubomirską… W latach 1812–1813 mieszkał w Krzemieńcu, utrzymując bliskie kontakty z Tadeuszem Czackim i jego liceum… Pozyskał zaufanie i przyjaźń przywódców szczepów beduińskich. Z wodzem rodu Roualla, Edre ibn Shalanem, zawarł przymierze krwi. Rzewuski zżył się z Beduinami – mieszkał z nimi, polował, świętował i brał udział w ich wyprawach wojennych. Kunszt wojenny i odwaga przyniosły mu uznanie i sławę. Przyjęty do 13 plemion arabskich otrzymał tytuł emira i imiona: Tadż al-Fahr („Korona sławy”), Abd al-Niszan („Sługa znaku”)…

Bliskim Wschodem zainteresował go wuj, słynny podróżnik i pisarz – Jan Potocki, który poznał go też z 2 wybitnymi ówczesnymi orientalistami wiedeńskimi Josephem Hammerem i Juliusem Klaprothem oraz z A. K. Czartoryskim. W Wiedniu Rzewuski, dzięki syryjskiemu uczonemu (Antun Arida) nauczył się 2 języków wschodnich: arabskiego i tureckiego. Był inicjatorem wiedeńskiego Towarzystwa Orientalistycznego. Założył i finansował pierwsze w świecie pismo orientalistyczne…

W 1831 podczas Powstania Listopadowego Rzewuski wystawił oddział jazdy kozackiej, przeznaczając dla niego ukochane konie arabskie. Dowodząc oddziałem w przegranej bitwie pod Daszowem, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach dnia 14 maja 1831… Około godziny szesnastej przednie straże wojsk polskich pod dowództwem Wacława Seweryna Rzewuskiego starły się w pobliżu Gródka ze szpicą nieprzyjacielską i zostały przez nią rozbite. Udany kontratak Pobiedzińskiego skutkował rozbiciem po kolei dwóch szwadronów jazdy rosyjskiej. Kiedy z długiego taboru polskiego wysypały się kolejne szwadrony kawalerii, odpowiednio: Aleksandra Sobańskiego, kapitana Podhorskiego i Skurata, rozochocony Pobiedziński znów uderzył na nieprzyjaciela i rozbił kolejne jego awangardy, ale w trakcie pogoni za uciekającymi zginął w lesie zakłuty lancami, co wprowadziło popłoch wśród Polaków i było przyczyną rozpoczęcia odwrotu.

Jego starszy syn Stanisław zmarł w wieku zaledwie 25 lat, w Krakowie 2 lipca owego 1831. Ten młodszy po powstaniu powrócił do rodzinnego majątku w Podhorcach i zajął się publicystyką propagując ideologię chrześcijańskiego socjalizmu pl.wikipedia.org/wiki/Leon_Rzewuski_(1808–1869)

**) Łojek: – Tak, Iwan Osipowicz de Witt. Całkowicie zruszczony. I niech pan zgadnie, kim była jego matka?
Ja: – Zofia Glavani…?
Łojek: – No właśnie, to było jej pierwsze dziecko. A z Józefem jedyne. Gdy po rozwodzie z Józefem matka poślubiła Szczęsnego, Jan został pod opieką ojca i wychowywał się w szkołach wojskowych (notabene ojciec był agentem Potiomkina). Szybko został oficerem, błyskawicznie awansował. Był wyjątkową kreaturą, prowokator, oszust, po prostu łajdak, szpieg i donosiciel, jedna z najobrzydliwszych postaci, tak go zapamiętali współcześni. I wziął udział w wojnach napoleońskich. Vide bolecki-i-łojek/

+ mroczny-splot-okoliczności/ + izraelici-mogą-stać-się-i-staną-się-masonami-czyli-ajencja-handlowa/

***) mickiewicz-szef-tajnej-policji-jego-niezwykła-siostra-i-znowu-ten-byron/  + pl.wikipedia.org/III_Oddział_Kancelarii_Osobistej_Jego_Cesarskiej_Mości

In 1821 he attempted to warn Alexander I against the threat from the Decembrist clandestine organisation, but the Tsar ignored his note. After the 1825 Decembrist Revolt he sat on the investigation committee and lobbied for the establishment of a Corps of Gendarmes and a secret police, the Third Section of the Imperial Chancellery.

Szczęśliwy pojedynek i fatalne polowanie

Aleksander Skrzyński miał znacznie mniej szczęścia niż August Zaleski:

Skrzyński Aleksander Józef (1882–1931), minister spraw zagranicznych i premier RP. Ur. 19 III w Zagórzanach w Galicji, był synem Adama Tomasza Aleksandra (zob.) i Oktawii z Tarnowskich.

Od r. 1897 S. uczęszczał do III Gimnazjum w Krakowie (począwszy od kl. 6.), w którym zdał maturę w czerwcu 1900. W l. 1900–4 studiował prawo na uniwersytecie w Wiedniu, a w l. 1904–5 w Krakowie. Dn. 6 II 1906 uzyskał stopień doktora praw. Po śmierci ojca (1905) przejął aktywa majątku naftowego w Libuszy, przy czym znajdującą się w tej miejscowości rafinerię sprzedał w r. 1918. Był również akcjonariuszem dziennika „Czas”. W r. 1908 wstąpił do służby jako praktykant konceptowy w Namiestnictwie we Lwowie, a w r. 1909 został przeniesiony do starostwa w Gorlicach. W grudniu t.r. przeszedł po złożeniu wymaganego egzaminu do dyplomacji austro-węgierskiej jako attaché w ambasadzie przy Watykanie…

Po wybuchu pierwszej wojny światowej S. wstąpił do wojska jako zwykły żołnierz, a w trakcie służby awansował do stopnia podporucznika. S. służył u boku gen. Tadeusza Rozwadowskiego aż do listopada 1915, kiedy Rozwadowski zrezygnował z dowództwa 43. DP. W r. 1916 był już podporucznikiem w rezerwie i figurował nadal jako sekretarz poselstwa w Stuttgarcie. Dn. 2 V 1918 nabył połowę Grand Hotelu w Krakowie (drugą połowę kupił Zygmunt Zamoyski).

S. brał udział w polskim życiu politycznym jeszcze w czasie wojny, szczególnie w konserwatywnym Stronnictwie Prawicy Narodowej (SPN). Krytykował dotychczasową politykę SPN, wysuwając pod adresem konserwatystów krakowskich zarzut braku programu we wszystkich prawie dziedzinach i postulował jego opracowanie. Uważał, że źródłem prawdziwego konserwatyzmu powinno być przywiązanie do ziemi ojczystej…

Po zabójstwie 16 XII 1922 prezydenta Gabriela Narutowicza, marszałek Sejmu Maciej Rataj, pełniący tymczasowo funkcję prezydenta, powołał na premiera gen. Władysława Sikorskiego, który powierzył S-emu tekę spraw zagranicznych. S. przejmował urząd po zamknięciu konferencji rozbrojeniowej w Moskwie (2–12 XII 1922), w której brały udział: Rosja Sowiecka, Polska, Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa. Konferencja zakończyła się fiaskiem, a S. w rozmowie z posłem brytyjskim w Warszawie oświadczył, że nie był zaskoczony jej wynikiem i wyraził pogląd, że rzeczywistym celem Sowietów było rozciągnięcie dominacji Moskwy nad państwami bałtyckimi wchodzącymi dawniej w skład imperium rosyjskiego. Nie uważał on jednak, aby ZSRR zamierzał rozpocząć wojnę, mimo że oficerowie niemieccy byli zatrudnieni przy reorganizacji armii sowieckiej, a niemieccy specjaliści budowali w Charkowie zakłady do produkcji gazów trujących…

Po upadku rządu Sikorskiego (26 V 1923) S. spędził kilka miesięcy w Wielkiej Brytanii. Wydał tu książkę pt. Poland and Peace (London 1923), która ukazała się również w wersji polskiej pt. Polska a pokój (W. 1924). W książce tej, mającej na celu doprowadzenie do lepszego zrozumienia spraw polskich w Wielkiej Brytanii, S. omówił najważniejsze problemy ówczesnej Polski, m. in.: kwestię agrarną, sprawy mniejszości narodowych, położenie geopolityczne, zagadnienia przemysłu, handlu i komunikacji. Dn. 6 IV 1924 S. został mianowany stałym delegatem pełnomocnym Rządu Polskiego przy LN. Stanowisko to umożliwiło mu zaznajomienie się z problemem mniejszości narodowych i zagadnieniem likwidacji własności niemieckiej w Polsce. W dn. 27 VII t. r. został ponownie powołany na stanowisko ministra spraw zagranicznych RP w rządzie Władysława Grabskiego**, przy czym ze stanowiska delegata RP przy LN Rada Ministrów zwolniła go dopiero 30 XII 1925. Nominacja S-ego na ministra wywołała niezadowolenie prawicy, zajął on bowiem miejsce wywodzącego się z jej kręgów M. Zamoyskiego, który został zmuszony do złożenia dymisji na skutek ostrej opozycji stronnictw lewicowych, zarzucających mu uległość wobec Francji. S., znany ze swych probrytyjskich sympatii, miał poparcie lewicy, przede wszystkim Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), a w środowiskach pozapartyjnych – prawdopodobnie masonerii. Po uzgodnieniu i przyjęciu planu Ch. Dawesa, regulującego kwestię reparacji niemieckich na konferencji w Londynie w lipcu i sierpniu 1924, na którą Polsce nie udało się uzyskać zaproszenia, najważniejszym problemem, którym S-emu przypadło się zająć, był problem bezpieczeństwa…

W dn. 13 XI 1925 rząd Grabskiego podał się do dymisji, a 20 XI t. r. nowy gabinet utworzył S., zachowując tekę ministra spraw zagranicznych. Poparcia udzieliły mu: endecja, chadecja, Narodowa Partia Robotnicza, Polskie Stronnictwo Ludowe – «Piast» i PPS. Przemówienia zawierające program rządu, a wygłoszone w Sejmie, w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, i Senacie, S. opublikował w broszurze pt. Trois discours de M. Alexandre Skrzyński (W. [1925]). Tymczasem w kraju koniunktura gospodarcza poważnie się pogorszyła. Zaogniał się też konflikt rządu z marszałkiem Józefem Piłsudskim, gdyż nie spełniono jego postulatów w sprawie organizacji najwyższych władz wojskowych; S. nie podjął wówczas konsultacji z marszałkiem w Sulejówku, gdyż uważał, że nie wypadało tego czynić premierowi. W lutym 1926 przemówienie S-ego zapoczątkowało dyskusję w Sejmie nad ustawą o ratyfikacji lokarneńskich traktatów: gwarancyjnego między Polską a Francją oraz arbitrażowego między Polską a Niemcami. Przy silnej opozycji projekt ustawy został przegłosowany w Sejmie 1 III 1926, a w Senacie w dniu następnym…

Po ustąpieniu ministrów socjalistycznych z rządu S. złożył 21 IV 1926 dymisję całego gabinetu na ręce prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, ale prezydent jej nie przyjął. W związku z tym działalność tego kadłubowego rządu została przedłużona do 5 V 1926, kiedy to S. wraz z całym gabinetem ponownie podał się do dymisji. Prezydent powierzył wtedy misję utworzenia nowego rządu Wincentemu Witosowi, który proponował S-emu tekę spraw zagranicznych, lecz spotkał się z odmową. Po przewrocie majowym również Piłsudski przewidywał S-ego na to stanowisko. S. jednak – jak mówił – nie chciał współpracować z człowiekiem, który ma «krew bratnią na rękach». Kwestia moralnej współodpowiedzialności za zamach majowy Piłsudskiego wypłynęła także w związku z pojedynkiem S-ego z gen. Stanisławem Szeptyckim***, który odmawiając podania ręki S-emu, zarzucił mu, że przygotował przewrót majowy przez to, że oddał w swoim rządzie tekę min. spraw wojskowych gen. Lucjanowi Żeligowskiemu i piłsudczykom. Gen. Szeptycki chybił, a S. nie oddał strzału, oświadczając, w swej wypowiedzi utrzymanej w podniosłym tonie, że pozwala strzelać do siebie i do tego, co sobą przedstawia każdemu, komu honor i sumienie na to pozwalają.
 

S. nie powrócił już do polskiej służby dyplomatycznej. Nie przestał jednak propagować swych poglądów i oddziaływać na opinię przez odczyty, wywiady i artykuły. W swych publikacjach: Dwie mowy (W. 1927), Liga Narodów jako punkt centralny polityki zagranicznej (W. 1929) bronił polityki lokarneńskiej oraz propagował LN, omawiał jej genezę, zadania i perspektywy rozwojowe. Wbrew wyraźnemu stanowisku Niemiec utrzymywał, że uznały one w traktatach lokarneńskich zachodnie granice Polski. Ogłosił ponadto artykuły: Blaski i cienie zwycięstwa Jerzego Clemenceau („Pam. Warsz.” 1930 z. 3), Na spiralnej linii dziejów („Nowe Państwo” 1931 nr 1) i Liga Narodów w świetle historii („Droga” 1931 nr 1).

W r. 1928 S. założył firmę p.n. Przemysł Drzewny Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego w Gorlicach. Ponadto pod jego nazwiskiem funkcjonowały: Zarząd Dóbr Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego, Zarząd Lasów Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego i Główny Zarząd Dóbr i Zakładów Przemysłowych Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego. Był ponadto prezesem Rady Pierwszej Fabryki Lokomotyw w Polsce oraz wiceprezesem Zarządu Towarzystwa Międzynarodowych i Krajowych Zawodów Konnych w Polsce. W r. 1929 S. pełnił funkcję superarbitra w sporze o terytorium Tacna-Arica pomiędzy Chile a Peru. Był również przewodniczącym Polskiej Unii Intelektualnej i przewodniczył VII Zjazdowi Międzynarodowego Związku Unii Intelektualnych który odbył się w październiku 1930 w Krakowie. Wg zapisów z archiwum francuskiego MSZ, Piłsudski miał wyrazić z początkiem marca 1930 życzenie, aby S. pogodził się z ministrem spraw zagranicznych Augustem Zaleskim, co było komentowane jako zamiar ponownego powołania S-ego do służby dyplomatycznej. Z końcem lipca 1931 S. udzielił wywiadu sprawozdawcy politycznemu „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” (nr 207) o potrzebie aktywizacji polskiej polityki zagranicznej, tym bardziej – jak twierdził – że może ona liczyć na nieograniczone poparcie marszałka Piłsudskiego. Można było w tym widzieć ukłon w stronę tego ostatniego.

S. zmarł 25 IX 1931 w Ostrowie Wpol. na skutek odniesionych obrażeń w katastrofie samochodowej na szosie Krotoszyn – Ostrów Wpol., między Daniszynem a Łąkocinami. Samochód był prowadzony przez attaché wojskowego przy poselstwie polskim w Berlinie ppłk. Witolda Morawskiego, który wiózł S-ego na polowanie pod Częstochowę.”

Ów kierowca przeżył wypadek bez żadnego uszczerbku na zdrowiu… pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Dzierżykraj-Morawski

Jak nie pojedynkiem go, to polowaniem?

CDN

**) Usiłując wyciągnąć wnioski z tej całej wielkiej akcji Rettinger zaleca premierowi w dniu 5 maja 1924 r. przebudowę obsady aparatu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, poczynając od zmiany na stanowisku ministra, którym był w tym czasie znany frankofil Maurycy Zamoyski. Jako głównego kandydata na jego miejsce wysuwa on „bez cienia wątpliwości” Aleksandra Skrzyńskiego. I ten dezyderat, zgłoszony przez coraz aktywniejszego pośrednika, zostaje spełniony, co prawda dopiero w lipcu 1924 r…tajemniczy-henryk-i-jego-londynska-demaskacja/

***) pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Szeptycki

W trakcie przewrotu majowego mianowany przez prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego dowódcą wojsk wiernych rządowi poza stolicą. 10 czerwca 1926 roku Prezydent RP Ignacy Mościcki „przychylając się do prośby” generała zwolnił go ze stanowiska Inspektora Armii Nr 4 w Krakowie[15]. Z dniem 30 czerwca 1926 roku został przeniesiony w stan spoczynku[16].

Został prezesem zarządu powołanego 10 stycznia 1931 Podkarpackiego Związku, zrzeszającego przemysłowców naftowych[17].

 

 

Jak Niemcy NIE płaciły reparacji wojennych

Pisze się ciągle o Niemcach tak pokrzywdzonych w Wersalu, że dlatego potem Hitler itd… A oto jak wyglądały fakty:

Traktat wersalski (podpisany w 1919) i londyński Harmonogram Płatności z 1921 wymagały od Niemiec zapłaty 132 miliardów złotych marek (33 miliardów USD) w ramach reparacji na pokrycie szkód cywilnych wyrządzonych podczas wojny. Liczbę tę podzielono na trzy kategorie obligacji: A, B i C. Spośród nich Niemcy musiały bezwarunkowo wykupić obligacje „A” i „B” o łącznej wartości 50 mld marek (12,5 mld USD). Wykup pozostałych obligacji typu „C” był nieoprocentowany i uzależniony od zdolności płatniczej Republiki Weimarskiej, co miał ocenić komitet sprzymierzonych.

Ze względu na brak wypłaty odszkodowania przez Niemcy, w 1923 Francja zajęła Zagłębie Ruhry w celu wyegzekwowania płatności, powodując międzynarodowy kryzys, który doprowadził do wdrożenia planu Dawesa w 1924. Plan ten nakreślił nową metodę płatności i zaciągnął międzynarodowe pożyczki, aby pomóc Niemcom aby wywiązać się ze zobowiązań dotyczących reparacji. Mimo to w 1928 Niemcy wezwały do ​​wprowadzenia nowego planu płatności, w wyniku czego plan Younga ustanowił niemieckie wymagania w zakresie odszkodowań na poziomie 112 miliardów marek (26,3 mld USD) i stworzył harmonogram płatności, w wyniku którego Niemcy dokończą płatności do 1988. Po upadku niemieckiej gospodarki w 1931 reparacje zostały zawieszone na rok, a w 1932 podczas konferencji w Lozannie zostały całkowicie odwołane. W latach 1919–1932 Niemcy zapłaciły mniej niż 21 miliardów marek w ramach odszkodowań…

Dokładna kwota zapłacona przez Niemcy jest kwestią sporną… Stephen Schuker w swoim ostatecznym badaniu ekonometrycznym (1988, s. 106–19) przyznaje, że Niemcy przekazały 16,8 miliarda marek w całym okresie, zwraca jednak uwagę, że suma ta została w znacznym stopniu zrównoważona dewaluacją depozytów papierowych marek alianckich do 1923 oraz pożyczkami, których Niemcy następnie wyparły się po 1924.

Transfer kapitału netto do Niemiec wyniósł 17,75 miliarda marek, czyli 2,1% całkowitego dochodu narodowego Niemiec w latach 1919–1931. W efekcie Ameryka wypłaciła odszkodowania Niemcom – i to cztery razy większe, poprawione na ceny, niż te jakich USA dostarczyły do Niemiec Zachodnich w ramach planu Marshalla po 1948. Według Gerharda Weinberga wypłacono reparacje, odbudowano miasta, przesadzono sady, ponownie uruchomiono kopalnie i wypłacono emerytury. Jednak ciężar napraw został przeniesiony z gospodarki niemieckiej na uszkodzone gospodarki zwycięzców wojny.

CDN

PS. London_Agreement_on_German_External_Debts

Jedyny taki prymas

 Podoski Gabriel Jan h. Junosza (1719–1777), prymas Polski… Przeznaczeni do stanu duchownego P. i nieco młodszy Franciszek w r. 1732 rozpoczęli naukę w jezuickim kolegium w Braniewie (wg S. L. Gereta P. edukował się przez pewien czas też w Toruniu), a w maju 1739 zostali przyjęci do konwiktu pijarskiego Collegium Nazarenum w Rzymie. Studiowali tu filozofię, a potem teologię i prawo (uczęszczając na wykłady w Sapienzy). Mieli opinię zdolnych i pilnych uczniów, a ich pozycję w konwikcie umacniała fama o pokrewieństwie z «królem Brytanii» (ożenionym z Marią Klementyną Sobieską i przebywającym w Rzymie pretendentem Jakubem III Stuartem). Gdy w lipcu 1741 zakończyli studia, całe Collegium odprowadzało ich za miasto uroczystym orszakiem karoc. W kraju, otrzymawszy niższe święcenia i kanonie: Franciszek płocką, a Gabriel gnieźnieńską (instalowany 28 IV 1742), obaj w r. 1742 immatrykulowali się w Akad. Krak., w której P. uzyskał doktorat obojga praw. Franciszek zrezygnował z kariery duchownej, Gabriel zaś 28 VII 1743 przyjął święcenia kapłańskie. Opinia, jakoby w swym życiu odprawił tylko jedną mszę przy prymicjach (M. Malinowski), jest przesadna. Niekiedy (bardzo rzadko) wypadało P-emu celebrować i przywdziewać suknie duchowne, ale poza tym nosił się po francusku i prowadził całkowicie świecki tryb życia. Skierowany przez ojca, stronnika «familii» (a więc wówczas i dworu), do praktyki kancelaryjnej przy kanclerzu Michale Czartoryskim, sposobił się P. do kariery kościelno-urzędniczej.

Korpuletny i jowialny, obrotny i elokwentny, libertyn w zarówno obyczajowym, jak i intelektualnym tego słowa znaczeniu, wg powszechnej opinii współczesnych P. wyróżniał się bystrością umysłu i wykształceniem. Biegle władał wielu językami, był człowiekiem oczytanym, a zwłaszcza posiadł szeroką znajomość historii i praw Rzeczypospolitej. Równocześnie podkreślano lenistwo i sybarytyzm, w których pogrążał się po zrywach energicznej działalności. Lubując się w koniach i dobrej kuchni, a także w towarzystwie «bab i błaznów» (J. K. Heine), młody kanonik prowadził życie nad stan i brnął w długi. Nie nastarczały prebendy, które z czasem zgromadził, a dopiero w r. 1762 wziął w działach rodzinnych po śmierci ojca dobra szreńskie (ziemia zawkrzeńska w woj. płockim), o które zresztą procesował się z braćmi. Wśród chronicznego nieładu finansowego P. znalazł jednak podporę w związku ze starszą od siebie, zamożną kobietą, która również «kuchennymi drzwiami» ułatwiała mu wejście w środowisko saskie. Była nią wdowa po saskim liwerancie Oemichenowa (vel Oemchenowa, zwana przez Polaków «Emkinią»), która dostarczała frykasy na dwór królewski i do kuchni ministra H. Brühla, a sama prowadziła też traktiernię. Nie wiadomo dokładnie, od kiedy datuje się pożycie P-ego z Oemichenową, ale zgodność opowieści C. Rulhière’a z retrospektywną relacją Gereta (z 13 VIII 1771) pozwala mniemać, że nastąpiło to u początków dworskiej kariery P-ego. Będąc zrazu na utrzymaniu wdowy, a potem ją utrzymując, miał P. od młodości ustabilizowane życie domowe i poniekąd rodzinne. Do tego kręgu należała córka, a potem zięć Oemichenowej, małżeństwo Weyrauchów. To wrośnięcie P-ego w luterańską rodzinę i w ogóle w różnowierczo-cudzoziemskie środowisko Warszawy zapewne wpłynęło na jego stosunek do sprawy dysydenckiej. Był tolerantem z przekonania.

Na szerszą arenę wypłynął P. w konflikcie Augusta III i Brühla z Gdańskiem o «zulagę» (dodatkowe cło morskie). Nadano tej sprawie charakter rewindykacji praw korony, podczas gdy w istocie chodziło o wymuszenie dla króla ryczałtowego odszkodowania (i porękawicznego dla Brühla)… Miał też P. dobre stosunki z ambasadami: francuską i austriacką, oraz wywiadowczy «kanał» w ambasadzie rosyjskiej (poprzez saksończyka Paula, zatrudnionego w kancelarii H. Kayserlinga). Zabiegał o deklarację Francji i Austrii w obronie wolności elekcji, a w marcu 1764 bezskutecznie starał się o zezwolenie Ksawerego na wyjazd do Drezna, aby ułożyć tam plan działania. Niecierpliwił się z powodu bierności królewicza i z początkiem kwietnia na wieść o rzekomej rezygnacji Ksawerego na rzecz Jana Klemensa Branickiego, straszył ambasadora austriackiego Mercy d’Argenteau, że stronictwo saskie raczej poprze «familię» niż hetmana. Rychło jednak, wraz z Augustem Moszyńskim i swoim kuzynem Andrzejem Mokronowskim, przyczynił się do układu między stronnictwem saskim a hetmańskim (w zależności od szans elekcyjnych «przyjaciele» Ksawerego poprą kandydaturę Branickiego, lub «przyjaciele» hetmana poprą kandydaturę królewicza)… Z pieniędzy przywiezionych przez Bratkowskiego P. otrzymał 3 000 dukatów, aby «korumpować» posłów na sejm konwokacyjny. Po wymarszu oponentów (8 V) pozostał w sejmującej Warszawie. Pisał stamtąd do Mokronowskiego (9 VI): «Kochany kuzynie, co się to dzieje! Wolność i ojczyzna zginęła. Powymyślali jakieś komisyje na hetmanów, podskarbich, pieczętarzom przydano assesorów, marszałkom też, a tych wszystkich nominacyja od króla! Zważże jak despotyzm delikatnie wprowadzony».

Odtąd (początek listopada) był P. głównym organizatorem stronnictwa rosyjsko-saskiego. Dwór petersburski w gruncie rzeczy nigdy o zastąpieniu Poniatowskiego Sasem nie myślał, natomiast posługiwał się stronnictwem rosyjsko-saskim jako narzędziem dla obalenia pozycji Czartoryskich i wpędzenia Stanisława Augusta w zupełną od siebie zależność. Różne półsłówka Repnina i Panina pozwalały jednak P-emu łudzić się w sprawie detronizacji i werbować pod tym hasłem malkontentów na usługi Rosji. Jeśli tych ludzi oszukał, to zapewne sam był oszukany czy też łatwo dał się oszukać. Wg bardzo przenikliwej (może podpowiedzianej przez Hennina) charakterystyki, skreślonej przez Rulhière’a, P. «w sprawach, których pragnął, możliwość brał za pewność».

Po wejściu wojsk rosyjskich i zawiązaniu się konfederacji dysydenckich (20 III) starał się mitygować «fanatyzm» Sołtyka. Poza Wesslem nie udało się P-emu ściągnąć innych matadorów na umówione na 10 IV spotkanie z Repninem. «Cokolwiekem w Dukli powiadał, stanie się niechybnie – zapewniał Mniszcha w liście z 11 IV. – Przecie ta ojczyzna warta, aby ją ratować i samych siebie… Śliczny Panie, nie trać czasu i przyjeżdżaj jak najprędzej». Wreszcie zjechali na 8 V do Warszawy F. S. Potocki i Mniszech, aby przyłączyć się do ułożonego bez nich przez Repnina i P-ego planu konfederacji prowincjonalnych i generalnej. W połowie czerwca, otrzymawszy 1000 dukatów od Repnina, wyjechał P. do Radomia i przy jego zapewnieniach, że sprawa dysydencką zostanie załatwiona zgodnie z wolą konfederatów, 23 VI zawiązano konfederację generalną pod laską Radziwiłła. Ale ku desperacji radomian Repnin – wbrew zapewnieniom P-ego – do aktu związkowego wprowadził deklarację wierności królowi…

Zaraz po śmierci Władysława Łubieńskiego** (21 VI) Repnin wystąpił z niebywałym żądaniem prymasostwa dla P-ego. Kiedy król – który pragnął wysunąć na to stanowisko swego brata Michała – opierał się ambasadorowi, Repnin napisał 22 VI do Kazimierza Poniatowskiego list z pogróżkami zakończony słowami: «On sçait que nous ne faisons pas à demi». Zalecając tę kandydaturę Paninowi, Repnin określił P-ego jako swojego «sekretarza», którego wywyższenie pokaże Polakom, jak Rosja umie wynagradzać usługi (25 VI). Kiedy Stanisław August wyrażał wątpliwość, czy papież zatwierdzi takiego nominata, Repnin odparł, że wówczas uczyni to «zrzucający jarzmo rzymskie» synod narodowy. Panin też ostrzegał, że protest Rzymu «nie przeszkodzi nowemu prymasowi w sprawowaniu jego urzędu nawet wbrew papieżowi». W sukurs P-emu przyszedł Sołtyk, zalecając go nuncjuszowi jako «godnego prałata» i swego wielkiego przyjaciela (25 VI) oraz wyrabiając list rekomendacyjny kapituły krakowskiej (3 VII). Nuncjusz A. E. Visconti, zrazu wstrząśnięty kandydaturą «ohydnego księdza [l’odioso abate]», z czasem przyznał, że – wedle powszechnej opinii – P. «ma może więcej talentu, odwagi i znajomości światu niż ktokolwiek z polskich duchownych» (1 VII). Kapituła gnieźnieńska dokonała 11 VII kanonicznego wyboru P-ego i jego sprawę popierał w Rzymie polski poseł Tomasz Antici. Sam nominat w bardzo zręcznym liście do papieża tłumaczył ścigające go zarzuty emulacją i stronniczością, właściwą republikanom (19 VII). Dla Kurii Papieskiej był to bardzo ciężki dylemat, któremu poświęcono pięć posiedzeń «partykularnej» kongregacji (20, 24 i 27 VII oraz 7 i 29 VIII). Bardziej jeszcze niż skandaliczne obyczaje P-ego niepokoiły kurialnych kardynałów jego poglądy w sprawie dysydenckiej i «wolności sumienia» oraz uległość wobec Rosji. Kwestionowano proces informacyjny i zwlekano z decyzją. Kongregacja 7 VIII poszła za opinią referenta L. Antonellego i eksperta w sprawach polskich bpa J. H. Laskarysa, iż decyzję należy uzależnić od stanowiska, jakie P. zajmie na przyszłym sejmie. Papież napisał też do nominata, że z zatwierdzeniem wypada poczekać na uczynki potwierdzające jego obietnice (12 VIII). Zmieniono jednak zdanie 29 VIII, uznając, że dalsze zwlekanie czy odmowa będą bardziej niebezpieczne niż zgoda, do której namawiali teraz obaj nuncjusze (obok Viscontiego był już w Warszawie A. M. Durini). Bullę prekonizacyjną dla P-ego Klemens XIII wystawił 31 VIII 1767. Zdaniem Essena przyspieszyło ekspedycję wysłanie do Rzymu przez P-ego opłaty 9 500 dukatów (zamiast 4000). Nowy prymas zatrzymał posiadane dotąd beneficjum miechowskie i dostał po Łubieńskim nie tylko od dawna już łączone z prymasostwem komendatoryjne opactwo tynieckie, ale też opactwo paradyskie. Sołtyk podarował mu bardzo drogocenny pierścień. Po odprawieniu «zabawnych rekolekcji» (określenie S. Gereta) u Kapucynów, których klasztor stał się miejscem politycznych i towarzyskich spotkań, P. otrzymał 27 IX sakrę biskupią z rąk Sołtyka. Na uroczystości byli obecni przywódcy dysydentów z prawosławnym arcbpem białoruskim Grigorijem Konisskim i rosyjscy oficerowie. W Pałacu Saskim opowiadano, że Repnin jakoby «z całą powagą» mawiał do P-ego: «Trzeba żebyś został wkrótce kardynałem, a potem papieżem, choćby to miało kosztować imperatorową 2 miliony dukatów», z czego wyciągano wniosek, iż «zamierza się połączyć trzy religie [katolicką, prawosławną i protestancką] i utworzyć najpotężniejszy alians wszystkich krajów Północy» (Radzimiński, 16 IX).

Mimo zawodu radomian i ochłodzenia ich stosunków z Repninem, saska agentura w Warszawie nie traciła nadziei, że ambasador z prymasem prowadzą dalej machiawelską grę na zgubę Stanisława Augusta. Ksawery, który jeszcze w maju 1767 dał P-emu 2 000 dukatów jako zadatek wdzięczności za popieranie sprawy apanaży, w sierpniu ofiarował mu w Pałacu Saskim stosowne do nowej godności okazalsze apartamenty z kaplicą i wartą honorową saskich żołnierzy. P. nie kwapił się do odnawiania i meblowania pałacu prymasowskiego, tak iż Pałac Saski już do końca pozostał jego warszawską rezydencją. Obyczajowe wybryki prymasa i książęce fumy pani Oemichenowej ciążyły wprawdzie saskim famulusom (Heine, Radzimiński). Niepokoiły ich koneksje półświatka prymasowskiego z sidłającym też Repnina półświatkiem dworskim. Oemichenowa zaprzyjaźniła się z metresą Kazimierza Poniatowskiego panią Henriettą Lullier, Ksawery Branicki zalecał się do Weyrauchowej, a P. do siostry Branickiego i przyjaciółki króla – Elżbiety Sapieżyny. Repnin wciągnął P-ego do intymnych spotkań w gronie: król, ambasador, K. Poniatowski, Branicki, Sapieżyna i pani Lullier.

Ugięcie się Stanisława Augusta w sprawie nominacji P-ego na prymasa zostało ocenione przez Katarzynę II i Panina jako probierz «przyjaźni» króla i jego «powrotu do swoich prawdziwych interesów» (listy z 27 VI 1767). Para tak niechętnych sobie ludzi jak król i prymas miała pod kierunkiem Repnina przeprowadzić skonfederowaną Rzpltą przez ciężką operację przyjęcia dyktatu w sprawie dysydenckiej i opracowania konstytucji objętej rosyjską gwarancją. Na przełomie lipca i sierpnia P. spisywał «grawamina» konfederatów przeciw królowi i «familii» oraz brał udział w przygotowywaniu instrukcji dla konfederackiego poselstwa do Petersburga. Wciąż nie tracono nadziei, że to poselstwo uzyska detronizację Stanisława Augusta. P. przedłożył Repninowi memoriał (Reflexions…) o potrzebie przełożenia terminu zwołania sejmu, tak aby konfederacja miała czas okrzepnąć i jeszcze przed sejmem na podstawie «grawaminów» uzgodnić z Rosją «kodeks praw fundamantalnych», które wejdą w traktat gwarancyjny (aneks do relacji Essena z 22 VII). Repnin te propozycje odrzucił i nie było łatwo P-emu przekonać wszystkich swoich konfederackich partnerów, że «trzeba iść ślepo za Rosją, a będzie dobrze» (Heine, 15 VIII).

Im więcej było niejasności co do perspektyw politycznych, tym trudniej było P-emu nakłonić biskupów «zelantów» (Sołtyk, A. Krasiński, Wacław Sierakowski) do uległości w sprawie dysydenckiej. Wynegocjowana przez P-ego formuła ich akcesu do konfederacji (15 VIII) nie została przyjęta przez Repnina. Sołtyk poszedł na pewne ustępstwa, które przedstawił 6 IX Repninowi biorąc ze sobą P-ego «jako świadka i mediatora». Do porozumienia nie doszło i 8 IX Repnin posłał P-ego do Sołtyka z ostrzeżeniem, że w razie oporu grozi mu aresztowanie i wywiezienie na Sybir. Dalsza mediacja nie dała wyników i na konferencji biskupów 3 X P., «imieniem księcia Repnina», już nie nalegał na akces, «byleby w mówieniu ostrożność zachowali». O następnej konferencji biskupów (5 X, już w dniu otwarcia sejmu) Sołtyk bez wiedzy P-ego poinformował nuncjusza, który przybył z brewe papieskim bardzo dla prymasa kłopotliwym. Zarówno wobec biskupów, jak obradującej równocześnie Generalności konfederackiej P. stosował w tym dniu uniki, spotykając się z zarzutami «kointeligencji z dysydentami i zaprzedania się Moskwie» (Stanisław Lubomirski). Znany był nuncjaturze niezwykle namiętny list Sołtyka do P-ego z 5 X, w którym biskup krakowski przypominał mu, że w Rzymie uczynił go prymasem, i wzywał, iż nadeszła godzina, w której zadecyduje on o zbawieniu lub potępieniu swej duszy. Ostrzegał, że oburzony naród już nazywa P-ego «adiutantem księcia Repnina, drugim Karrem, Lucyperem», a jakiś fanatyk może go «zastrzelić jak psa» (włoskie tłumaczenie w Archivio Vaticano; omówienie w relacji P. L. Silvy z 29 X).

Kiedy prowadzona przez Sołtyka opozycja zatrzymała repninowską reżyserię sejmu, P. zbierał w Pałacu Saskim senatorów i posłów, aby wciąż powtarzać to samo zdanie: «Są tylko dwa sposoby utrzymania państwa: siła i roztropność [prudenza]. Polska nie ma siły przeciw tak potężnemu mocarstwu; trzeba więc słuchać głosu roztropności», która nakazuje przyjąć projekt wyłonienia pełnomocnej delegacji (Durini, 14 X). Ale Sołtyk był głuchy na ten głos. Wg relacji Aloego z 10 X P., «przybywszy wczoraj do ambasadora, żądał od niego administracji diecezji krakowskiej» i wzywał do aresztowania Sołtyka «dla przykładu i postrachu». Również w spisanych znacznie później pamiętnikach Stanisław August przypisał prymasowi inicjatywę w sprawie uwięzienia biskupa krakowskiego (z argumentem, że Sołtyk jest przecież dla Repnina większą przeszkodą niż aresztowany już 2 X Franciszek Kożuchowski). W rzeczywistości Repnin od dawna był upoważniony przez Panina do aresztowania w razie potrzeby Sołtyka i innych «fanatyków»; zapewne jednak w czasie podejmowania decyzji ambasador zasięgał rady swego «sekretarza». W każdym razie po aresztowaniach z nocy 13/14 X P. mówił swoim saskim przyjaciołom, że Bóg ukarał Sołtyka za niewierność Domowi Saskiemu i za to, że w sprawie dysydenckiej dał się użyć Czartoryskim. Opowiadał też o swoim przykrym śnie, w którym rosyjski grenadier zrywał mu krzyż z piersi, co Heine przypisywał rozmyślaniom o Sołtyku (Heine, 17 X i 7XI).

Po złamaniu opozycji sejm przelał swoje kompetencje na pełnomocną Delegację Traktatową pod przewodnictwem P-ego. Delegacja obradowała od 4 XI 1767 do 26 II 1768 na przemian u prymasa i Repnina. Decydujący o wszystkim ambasador traktował to zgromadzenie z kapralską brutalnością, nie oszczędzając afrontów i P-emu. Za przeprowadzenie w Delegacji sprawy dysydenckiej prymas otrzymał gorące i bardzo «filozoficzne» podziękowanie Katarzyny II (z 22 XII) oraz szubę sobolową wartości 10 000 rub. Jako oświecony prymas tolerant, będący «bardziej polskim patriotą niż sługą papieża», zyskał też P. pochwały w trzech propagandowych broszurach, zamówionych przez imperatorową u Woltera, a datowanych od jesieni 1767 do lata 1768 („Essai historique…”, „Sermon prêché à Bâle…” i „Discours aux confédérés…”). Wiadomo, że ostatnią z tych broszur, w której najwięcej miejsca prymasowi poświęcono, autor przesłał P-emu w sierpniu 1768; zapewne więc dziękując za tę przesyłkę, P. napisał niedatowany list «filozoficzny» do Woltera (T. Besterman błędnie datuje ten list na ok. styczeń 1768). Potem, w grudniu t. r. chciał jeszcze swoją osobą zainteresować «patriarchę» za pośrednictwem rezydującego teraz w Genewie Hennina…

Niemniej dzieło ustawodawcze «sejmu repninowskiego», które, poddając Polskę i jej konstytucję rosyjskiej gwarancji, nie przekreśliło – wbrew radomianom – reform ustrojowych z lat 1764–6, było nie tylko firmowane, ale i w pewnej mierze współtworzone przez P-ego. Z jego imieniem najbardziej jednak łączono niedoszłą reformę kościelną, znaną pod nazwą «zniesienia nuncjatury».

Sekret nie został dochowany i nuncjusz indagował «przewrotnego prymasa», który wykręcał się jak mógł. W Warszawie panowało jednak przekonanie, że projekt Synodu jest bardziej dziełem P-ego niż Rosjan. Fryderyk II nie gustował w tym projekcie, znajdując, że «rzymska bigoteria» jest dogodna jako czynnik osłabiający Polskę. Panin uznał, że proponowana reforma byłaby korzystna dla Rosji, ale jest jeszcze przedwczesna i należy na razie poprzestaćna przekazaniu jurysdykcji nuncjatury prymasowi. Po powrocie Igelströma (10 I 1768) projekt był ucierany na subdelegacji (ujawniło się wówczas autorstwo P-ego) i został zmodyfikowany: już nie Synod Narodowy, ale «sąd duchowny ostatniej instancji». Wciąż uważany za «schizmatycki», projekt został brutalnie przeforsowany przez Repnina na plenarnym posiedzeniu Delegacji 22 I, a potem – w jeszcze złagodzonej formie – przyjęty i «zanotowany» 24 i 25 I pod nazwą „Jurysdykcja duchowna narodowa”. Przeciwko «diabelskiemu projektowi [progetto diabolico]» nuncjusz zamawiał pisma polemiczne (m. in. memoriał przeciw «zniesieniu nuncjatury» napisał Stanisław Konarski) i 30 I złożył protest ogłaszający «za bezbożne, występne, nieważne i nic nie oznaczające» wszystko, co w poczynaniach Delegacji godzi w religię. Repnin uznał to za zapowiedź obłożenia klątwą tych, co odpowiednie uchwały zatwierdzą w sejmie, a Panin na tę ewentualność zalecił aresztowanie nuncjusza i «istreblenie papskoj vlasti» przez ustanowienie za pomocą P-ego niezależnej hierarchii w Polsce (reskrypt z 9/20 II). Aby nie narażać losu dysydenckiej sprawy, zdecydowano się jednak na ustępstwo. Na ostatniej sesji Delegacji 26 II Repnin oświadczył, że wolą imperatorowej jest, «aby projekt znoszący nuncjaturę był odrzucony», i rozdarłszy papier wręczył jego strzępy swoim głównym w styczniu oponentom. W szczegółowych konstytucjach „sejmu repninowskiego” P. przeprowadził jednak niektóre elementy swojego programu (np. zakaz wstępowania do zakonów męskich – z wyłączeniem pijarów i jezuitów – przed ukończeniem 24 lat) i uchylenie dla siebie prawa de incompatibilitate do dwóch jeszcze mających zawakować opactw. Uzyskał też dla swego miasteczka Szreńsk zatwierdzenie przywileju lokacyjnego i otwarcie tam sądu grodzkiego dla ziemi zawkrzeńskiej.

Po zakończeniu sejmu Repnin 8 III 1768 przyprowadził do króla prymasa oraz Radziwiłła, Wessla, F. S. Potockiego, woj. Józefa Ossolińskiego, Stanisława Brzostowskiego i Franciszka Wielopolskiego, prezentując ich «jako partykularnie przywiązanych do najjaśniejszej imperatorowej», co stanowiło dyrektywę dla posejmowej polityki (poszerzony front przedradomskich «patriotów»). P. miał tupet prosić Stanisława Augusta o prezentację do kapelusza kardynalskiego (list z 12 III). Nagrody otrzymał z innych stron. Katarzyna II wraz z bardzo wylewnym listem posłała mu Order Św. Andrzeja (28 III). Dziękował też Ksawery za pomyślne przeprowadzenie na sejmie sprawy apanaży (pensje dla królewiczów), w związku z czym przeznaczono dla P-ego biżuterię wartości 5 000 dukatów i serwis wartości 2 000 dukatów dla Repnina. Oburzyło to Essena, który «dla dobra służby» napisał 28 III do tajnej kancelarii Ksawerego, że «prymas na przeciw ambasadora jest chłopaczkiem [un petit garçon], w prowadzeniu spraw automatem», wykonującym wszystkie rozkazy Repnina, do czego się zobowiązał rewersem w zamian za prymasostwo. Tak wielki prezent dla prymasa to «wyrzucenie pieniędzy za okno» i urażenie mniej obdarowanego a wszechwładnego ambasadora. Repnin dostał więc klejnoty, a P. porcelanę.

Na wieść o konfederacji barskiej P. «rozradował się całym sercem» (Essen, 12 III 1768), bo znów zachwiał się tron Stanisława Augusta, ale radość zachował in petto. Na konferencji ministerialnej 11 III radził zająć pozycję wyczekującą i tylko zalecić «ostrożność wojskom koronnym». Ale przyciśnięty przez Repnina, spełnił jego wolę na radzie senatu 24 III, przedstawiając wniosek o wezwanie pomocy wojsk rosyjskich. Po niepowodzeniu pojednawczej misji Mokronowskiego do Baru P. – wg relacji Aloego – 14 V odmówił jednak przystąpienia do konfederacji przy królu, bowiem «jako kapłan obowiązany jest wpływać raczej na uspokojenie umysłów, a nie podburzać jeden naród przeciw drugiemu». Zwierzał się też Aloemu, że zamierza ze swej strony posłać nowego pośrednika do konfederatów, aby poznać ich żądania i przekazać je imperatorowej, «nawet gdyby odnosiły się do detronizacji króla» (Aloe, 15 V). Do tego nie doszło. P. brał dalej niezbyt zresztą wielkie pieniądze z ambasady (od Repnina w r. 1768 – 7000 dukatów, od Wołkońskiego w l. 1769–70 już tylko 5 703). Prymasowskie majątki były grabione przez konfederatów, tak iż P. poprosił o rosyjski garnizon w dobrach łowickich. Wypełniając zlecenia ambasadora, monitował coraz bardziej skłaniającego się ku konfederacji Radziwiłła, ale wciąż uchylał się od rekonfederacji przy królu. A kiedy ten zraził sobie Repnina odmową udziału w wojnie z Turcją i oddania Rosjanom Kamieńca, P. w zimie 1768–9 zaczął znów działać na rzecz detronizacji Stanisława Augusta. Z wiedzą Repnina napisał memoriał dla Panina oraz Reflexions sur l’état des affaires des Russes en Pologne (wyd. w książce W. Mejbauma), które posłał do Petersburga przez bywałego już tam jako agent dysydentów Bogusława Krasińskiego (z osiadłej na Litwie kalwińskiej linii tej rodziny).

W pismach tych prymas wywodził, że polityka stale dążącego do «despotyzmu» Poniatowskiego będzie zawsze dla Rosji szkodliwa, podczas gdy przywrócenie Rzpltej «dawnych praw» i wprowadzenie na tron elektora saskiego ugruntuje wpływy Rosji w Polsce i w Niemczech. Panin w kwietniu 1769 ujawnił tę intrygę królowi, z ostrzeżeniem, co mu grozi, jeśli nie będzie posłuszny Rosji. Były też domysły, że cała misja Krasińskiego została wyreżyserowana właśnie jako środek nacisku na Stanisława Augusta. Po rozgłoszeniu tej sprawy P. wypierał się autorstwa memoriałów i je dezawuował; niewątpliwie jednak dążył do wprowadzenia na tron Sasa i jako detronizator barwy sasko-rosyjskiej nawiązał tajne kontakty z konfederackimi detronizatorami barwy sasko-francuskiej (Wesslem). Między P-m a ośrodkami saskimi (zarówno elektorskim, jak królewiczowskim) i Cieszynem krążyli różni agenci (Jan Poniński, Aloe, kurlandczycy: O. H. Howen i K. H. Heyking). Z poczynaniami prymasa łączono duże nadzieje w Dreźnie, skąd w październiku 1769 dostał 4000 dukatów (zdaniem Essena znów zmarnowane pieniądze). Od kwietnia 1769 przekazywał też P. do Berlina detronizacyjne oferty, od których Fryderyk II kategorycznie się odcinał. Pozostający w otwartym już konflikcie z warszawskim dworem i utrzymujący sekretne kontakty z niektórymi kręgami konfederackimi, był «repninowski» prymas w szerokiej opinii krajowej postacią bardzo skompromitowaną.

Sprawami kościelnymi P. wcale się nie zajmował, ingresu na stolicę arcybiskupią nie odbył, w Gnieźnie nigdy się nie pokazał. Przekazawszy rządy archidiecezją dziekanowi Maciejowi Łubieńskiemu, dbał tylko o ciągnięcie dochodów z dóbr, którymi nieuczciwie administrował jego plenipotent Jacek Jezierski. Jedyną reformą prymasa było zarządzenie o przyjmowaniu do seminarium łowickiego tylko synów szlacheckich (bo «szlachty ubogiej w naszym kraju jest wiele»), co zostało złagodzone na skutek oporu broniącej plebejów kapituły (1769). Troska o promowanie przez edukację ubogiej szlachty znalazła jednak i wyraz pozytywny, bowiem wg jezuickiego panegiryku z r. 1768 („Geminatus In Gemina…”) P. własnym kosztem utrzymywał w szkołach 12 biednych synów szlacheckich ze szczególnym zaleceniem, aby uczyli się praw krajowych i obcych języków. Do bliskich ludzi P-ego należał kanonik gnieźnieński Jan Karski, a zwłaszcza sekularyzowany eks-prowincjał kapucynów Antoni Przedwojewski. Ten domownik P-ego nie tylko był towarzyszem słynnych biesiad, lecz również faktorował prymasowi w Rzymie, gdzie mu «wyrabiał dobre imię» (Geret, 2 VII 1768). Wśród skandali gorszących Warszawę szczególnie się upamiętniła procesja na święto Bożego Ciała w r. 1768, której przypatrywał się z okna ubrany po świecku P. w towarzystwie «Emkini» i innych «heretyczek». Stroniący od ceremonii kościelnych prymas brał udział w świętojańskich uroczystościach masońskich: w r. 1769 jako «znakomity członek» loży Cnotliwego Sarmaty w jej lokalu i w r. 1770 incognito w głośnym obchodzie publicznym, na który pożyczył srebra stołowe i żyrandole. W życiu towarzyskim otaczał się głównie warszawskimi Niemcami i cudzioziemcami (w tym rosyjskimi i rosyjsko-niemieckimi oficerami) i gdy od wiosny 1769 zabrakło w Warszawie francuskiego teatru, oni przeważnie stanowili publiczność «prymasowskiego teatru», działającego w l. 1769–71 w Ogrodzie Saskim (budynku «Malarni»)…

Następca od czerwca 1769 Repnina w Warszawie – M. Wołkoński miał zalecone utrzymać Poniatowskiego na tronie oraz doprowadzić do rekonfederacji i sejmu pacyfikacyjnego. W instrukcji dla Wołkońskiego (z 31 III/11 IV) określono P-ego jako człowieka «bez kredytu», ale którym można się posługiwać, stale mu przypominając, że wszystko Rosji zawdzięcza i może wszystko utracić, jeśli Rosja nie będzie go osłaniać przed jego nieprzyjaciółmi. Po nieudanej próbie dojścia do porozumienia z Czartoryskimi ambasador zamierzał powtórzyć radomski manewr. Kiedy Stanisław August i Czartoryscy zajęli wobec Rosji twarde stanowisko (rada senatu z 30 IX, od udziału w której P. się uchylił, aby się nie kompromitować ani w oczach «narodu», ani w oczach Rosji), w prymasie odżyły nadzieje na sasko-rosyjskie rozwiązanie sprawy polskiego tronu. Już z końcem 1769 r. Wołkoński, insynuowany przez «patriotów» z otoczenia P-ego (Ignacy Twardowski, Stanisław Gozdzki), zaczął się liczyć z koniecznością ogłoszenia wakansu tronu, a Panin tej ewentualności nie wykluczał. Dopiero jednak w październiku 1770 (zbiegło się to z ogłoszeniem przez konfederacką Generalność bezkrólewia) znów zdecydowano się – wobec braku poważniejszych partnerów – wysunąć prymasa na czoło rosyjskiej polityki w Polsce. Na bankiecie u P-ego 9 X zawiązała się «rada patriotyczna» w składzie: prymas, Adam Poniński (sekretarz «rady»), Gozdzki, Twardowski i Jerzy Flemming (ten był «wtyczką» Czartoryskich). Potem do tej piątki dołączyli: Władysław Gurowski, Andrzej Młodziejowski, Antoni Ostrowski i Kazimierz Raczyński.

Zadaniem «rady patriotycznej» było zawiązanie konfederacji, która przeprowadziłaby «pacyfikację» Rzpltej poprzez ugodę i połączenie z konfederacją barską pod mediacją Rosji i Prus. Wg P-ego i Ponińskiego koniecznym warunkiem było złożenie z tronu Stanisława Augusta, a prymas precyzował: i zastąpienie go elektorem Fryderykiem Augustem. Mediację chciał też P. rozszerzyć na Austrię i Francję. Rosja w sprawie tronu i «objaśnienia gwarancji» zajęła stanowisko niewyraźne, o dopuszczeniu Austrii i Francji do mediacji oczywiście mowy być nie mogło, Prusy wymawiały się od gwarantowania integralności terytorium Rzpltej. Na schyłku 1770 r. i początku 1771 r. toczyła się gra podobna do radomskiej, do której jednak nie dały się wciągnąć takie «republikanckie» tuzy, jak F. S. Potocki i Mniszech (temu ostatniemu proponowano stanowisko marszałka konfederacji, o co zazdrosny był P. forytujący Adama Ponińskiego). «Patrioci» na próżno domagali się od Rosji jakichś pisemnych zobowiązań, które mogliby przedstawić Generalności barskiej. Prymasowi nie udało się nikogo nakłonić, aby udał się z misją do Preszowa. Na list P-ego Michał Pac odpowiedział przez Wessla, że moskiewskim deklaracjom «nikt dowierzać nie może» i «na koniec lepiej w błocie siedzieć, niżeli w przepaść na zawsze wlecieć» (zapis S. Lubomirskiego z 13 III 1771). Wobec takiego braku konkretnych zobowiązań i takiej nieufności o «pacyfikacji» mowy być nie mogło. «Rada patriotyczna» nie spełniła też skutecznie roli politycznego szantażu mającego zastraszyć króla i rozerwać jego współdziałanie z Czartoryskimi. W Petersburgu zdecydowano więc (przy udziale bawiącego tam z misją od króla Ksawerego Branickiego) zastąpić Saldernem nieudolnego i uwikłanego w detronizacyjną politykę Wołkońskiego. Zaniepokojony prymas z kilku «patriotami» posłał 13 III do Katarzyny II apologię Wołkońskiego z prośbą, żeby jego następcą był nie Saldern, lecz Repnin. Miało to tylko ten skutek, że uraziło Salderna. W nagłym trybie został wydalony z Petersburga agent P-ego B. Krasiński (za jego pośrednictwem prymas wciąż się przymawiał o pieniądze, twierdząc, że rujnuje go kosztujący 2 500 dukatów miesięcznie pobyt w Warszawie, gdzie stale rezyduje jedynie na życzenie Rosji).

Saldern przyjechał w kwietniu 1771 do Warszawy, żeby «uspokoić» Polskę z pomocą Czartoryskich (co się nie powiodło). Z początku łaskawie rozmawiał z «patriotami» (żeby wywrzeć nacisk na króla), ale Paninowi odmalował ich w barwach najczarniejszych, zwłaszcza P-ego – «Saksończyka» potrzebującego «naszych pieniędzy», któremu «nie można w niczym zawierzyć». Na żądanie nowego ambasadora prymas, który od czasu rady senatu z 30 IX 1769 nie rozmawiał z królem, złożył Stanisławowi Augustowi 8 V życzenia imieninowe i wybąkał jakieś przeprosiny. Jeszcze Saldern powierzył P- emu tłumaczenie swojej pojednawczej deklaracji z 25 V, ale prymas pozwolił sobie na psikusy dodając po słowach: «naród wolny» wyrazy: «przed tymi smutnymi czasy kwitnący pod panowaniem Sasów», a w zdaniu o «cnotliwych obywatelach jęczących w milczeniu [en silence]» przekręcił «silence» na «Siberie». Przebrała się miara na konferencji 27 V z królem, na której Saldern domagał się zawiązania rekonfederacji. Zapytany o zdanie P. odpowiedział, że «powinni podjąć to dzieło nie senatorowie i biskupi obecni w Warszawie, ale trzeba poczekać, co powie naród, a zwłaszcza konfederaci», po czym pokłonił się i odszedł. Kiedy później prymas zaprosił ambasadora na uroczysty bankiet, Saldern wymówił się obraźliwym biletem.

Rozpętał się niezwykły konflikt między «sekretarzem» Repnina a jego następcą. Prymas «notyfikował» ciału dyplomatycznemu list Salderna ze swoim komentarzem i decyzją opuszczenia Warszawy. Dn. 5 VII pożegnał się z królem, zapowiadając wyjazd do Elbląga. Daremnie Saldern słał rosyjskich oficerów i polskich pośredników (A. Poniński i W. Gurowski) z groźbami i prośbami (oferta pensji – wg Gereta – 2000 dukatów miesięcznie). Prymas wyjechał 14 VII do Wawrzyszewa, ale tegoż dnia doścignął go tam oddział rosyjski i P. został aresztowany pod pretekstem ochrony przed napaścią konfederatów. Od doprowadzonego przez kozaków do ambasady P-ego Saldern domagał się rewersu, że nie opuści granic królestwa i nie przystąpi do konfederacji, ale prymas odpowiedział, że może dać rewers dopiero z Elbląga jako człowiek wolny. Pozostawał pod strażą w Warszawie i w Wawrzyszewie przeszło dwa miesiące, do czasu nadejścia decyzji z Petersburga. Przez cały ten czas ostentacyjnie występował w charakterze więźnia. Aby go skruszyć, Saldern zmusił Oemichenową z córką do wyjazdu do Elbląga i groził ujawnieniem kompromitujących pism z czasów Repnina i Wołkońskiego. Ale służący za pośrednika między ambasadorem a P-m rezydent toruński L. S. Geret doszedł do przekonania, że «prymas ma prawdziwie polską głowę, jak sobie coś w nią wbije, to gotów walić o mur» (relacja z 13 VIII). Wreszcie nadeszły listy Panina z 28 VIII (8 IX) do Salderna i P-ego.

Minister aprobował postępowanie ambasadora w stosunku do człowieka, który «z powodu zasad, którymi nasiąknął, jest niezdolny kiedykolwiek wiernie służyć Rosji». Ale ze względu na stanowisko, «na które na nieszczęście wynieśliśmy go», dobrze byłoby go utrzymać w rosyjskiej służbie. Jeśli jednak nie ulegnie namowom i groźbom, imperatorowa zezwala na wyjazd do Elbląga, gdzie powinien pozostawać pod nadzorem pruskich oficerów. W liście do prymasa Panin wyrażał żal Katarzyny, iż niezrozumiała zmiana postępowania P-ego wstrzymała ją w gotowości przyznania mu pensji. Ale jeśli się poprawi, to może liczyć na łaski. Saldern przekazał oba listy P-emu i posłał do niego Gereta, żeby mu wybił z głowy «dzieciństwa i saskie mrzonki», obiecał powrót Oemichenowej i zagroził odebraniem prymasostwa, co na pewno da się uzyskać w Rzymie przy wspólnych staraniach króla, konfederatów i Rosji. Prymas zlekceważył tę pogróżkę i oświadczył, że jego rachunki z Rosją są zamknięte. Miał zobowiązania tylko radomskie, które wypełnił, i jeszcze dziś podpisałby traktat dysydencki. To, co otrzymał w pieniądzach, było przeznaczone na cele partyjne, a dla siebie dostał tylko order i futro sobolowe. Od czterech lat Repnin i Wołkoński łudzili go nadziejami znacznej pensji, a teraz już jej nie pragnie. Salderna nie chce widzieć do czasu pacyfikacji, przy której jako prymas będzie mediatorem «inter regem et libertatem», w obecności również ambasadorów Francji i Austrii. Nie boi się oficerów pruskich, a jak napisze z Elbląga do Fryderyka II, to «niejedno się zmieni» (Geret, 30 IX).

Rozpowszechniwszy potępiający postępowanie Salderna apokryficzny list imperatorowej, P. wyjechał do Elbląga 26 IX i król pruski z woli Katarzyny stał się dyskretnym dozorcą prymasa. Donosił o długich konnych spacerach P-ego, którym nie mógł zapobiec, a z początkiem lutego 1772 o potajemnym wyjeździe prymasa do Gdańska, gdzie jednak na stałe zamieszkał on dopiero w lipcu t. r. «pod imieniem kanonika warmińskiego» (Husarzewski, 28 VII). Mimo że żegnając się ze Stanisławem Augustem P. zapewniał go o swojej lojalności, wolno mniemać, że od czasu proklamacji z 22 X 1770 poczuwał się do prerogatyw interreksa. Napisał do królewicza Karola, który listem z 3 III 1772 dziękował za gorliwość prymasa dla uciśniętej ojczyzny i życzył okazji najrychlejszego okazania jej w całym blasku. W ślad za tym posłał P. do Paryża (z rekomendacją Karolowi) swego sekretarza, kawalera de Bouloir, za pośrednictwem którego nawiązał w maju coraz gęściejszą z czasem korespondencję z francuskim ministrem spraw zagranicznych, księciem d’Aiguillon. Dn. 5 VI został prymas uprzejmie przyjęty przez Fryderyka II na manewrach w Kwidzyniu (dwugodzinna rozmowa po obiedzie), co wywołało wśród konfederatów falę pogłosek, że P. zawiązuje pod skrzydłami pruskimi konfederację, czy też ogłasza bezkrólewie. Wprawdzie nazajutrz po widzeniu się z królem pruskim pisał P. do Mniszcha, że «Prusy nasze pod insze panowanie przenieść się mają wkrótce», ale jeszcze w sierpniu, jak niemal wszyscy Polacy w Gdańsku, w możliwość rozbioru nie wierzył. Jako «wielki polityk» rozprawiał, że w razie czego Francja zajmie Austriackie Niderlandy, Holandia – księstwo Cleve, Anglicy i Hiszpanie zniszczą flotę rosyjską, a Dania zamknie cieśninę Sund. Z królewskim komisarzem Aleksym Husarzewskim założył się o 50 dukatów, że kongres w Fokszanach zostanie zerwany (Husarzewski, 11 i 18 VIII).

Wobec ujawnionej wkrótce katastrofy konfederacji i państwa, obmyślanie z końcem 1772 r. przez P-ego jakiegoś «planu zjednoczenia umysłów», jego szyfrowana korespondencja z Generalnością i wymiana między prymasem i d’Aiguillonem próśb o rady i plany ratowania Polski były to już poczynania bez politycznego znaczenia. Pozostawał problem ustosunkowania się do rady senatu i sejmu rozbiorowego. Rosji i Prusom bardzo zależało, żeby pierwszy senator przyłożył rękę do dzieła, do którego od października 1772 następca Salderna – O. M. Stackelberg – werbował dawnych współpracowników prymasa z «rady patriotycznej». Obawiano się również ze strony P-ego opozycji «równie śmiesznej jak bezcelowej» (Benoit, 13 III 1773). Prymas był jednak głuchy na ambasadorskie wezwania z Warszawy i na próżno Fryderyk II obmyślał sposoby «przymuszenia» P-ego, który 13 IV zamawiał już sobie wizytę w Wersalu, oskarżając równocześnie przed d’Aiguillonem Stanisława Augusta o współpracę z trzema dworami. W związku z nieprzejednanie wrogim stosunkiem P-ego do króla pozostaje zagadkowa sprawa głośnych „Articles du plan que les trois puissances ont tracé”, wydanych w „Gazette de Leyde” z 19 II 1773. Ten niewątpliwie polskiego pochodzenia apokryf, przypisujący mocarstwom rozbiorowym plan narzucenia Polsce na przyszłym sejmie radykalnie nowatorskiej formy rządu, jest interpretowany w historiografii jako manewr mający mobilizować szlachecką opinię przeciw przewidywanym reformom ustrojowym. Otóż zaraz po ukazaniu się gazety rzecz była w Gdańsku rozpowszechniana z domu P-ego, z czego Husarzewski wnosił (12 III), że prymas jest autorem («la rapsodie en question … vienne du Primat»). Domysł o tyle pikantny, że w «rapsodii» znajdują się punkty bardzo zbieżne z projektem reformy kościelnej z r. 1767. Pozostając listownie w harmonii z powróconym z zesłania Sołtykiem i z tułającym się znów Radziwiłłem, P. okazał obojętność na przyznanie mu pierwszego miejsca w Radzie Nieustającej i przez cały czas sejmu rozbiorowego demonstrował postawę patriotyczną. Dał jej też publiczny wyraz w dwóch bardzo pięknie brzmiących i ogłoszonych drukiem odpowiedziach na wezwania do powrotu do Warszawy (Respons … Antoniemu Ostrowskiemu z 15 IV 1775 i Respons… królowi z 1 VI 1775). Oddał też do druku i rozpowszechnił w Gdańsku manifest Antoniego Stanisława Czetwertyńskiego przeciw czynnościom sejmu (Husarzewski, 19 V).

Ciągnący się cztery lata pobyt P-ego w Gdańsku i w podmiejskiej rezydencji w Heubude był udręką dla Husarzewskiego. Po początkowych próbach zbliżenia przekonał się on o fałszywej grze prymasa i od grudnia 1773 wciąż nalegał na Warszawę, aby koniecznie nakłonić P-ego do opuszczenia miasta, gdzie knuje intrygi oraz swym postępowaniem kompromituje zarówno Kościół jak państwo. W związku z projektem wyjazdu prymasa do Rzymu komisarz najstosowniejsze miejsce dla niego widział w Zamku Św. Anioła, o zamknięcie w którym powinien się postarać głęboko teraz z P-m poróżniony kanclerz A. Młodziejowski (1 III 1774 i 12 V 1775). Husarzewski donosił m. in., jak to w kaplicy anglikańskiego pastora P. wygłosił dla angielskiej kolonii kazanie o tolerancji (11 III 1774) i jak zgromadził wszelką hołotę na «wielki bal», wydany z powodu powrotu do zdrowia pani Weyrauchowej (18 XI 1774). Atmosferę gdańskiego domu prymasa znakomicie zilustrował w 8 scenkach swego albumu Daniel Chodowiecki, który w lecie 1773 wykonał miniaturowe portrety P-ego i Oemichenowej. W dzienniku swej podróży do Gdańska Chodowiecki scharakteryzował prymasa jako sceptyka religijnego («wszystkie religie mają swoje dobre i złe strony») i człowieka dowcipnego, a Oemichenową przedstawił jako otyłą sześćdziesięcioletnią damę ze śladami dawnej urody, inteligentną i o dużym obyciu światowym. Dokuczały jednak P-emu zdrowie i długi. Powierzywszy rządy archidiecezji kanonikowi Ignacemu Kozierowskiemu (w sprawach państwowych od r. 1771 zastępował prymasa bp kujawski A. Ostrowski), za zezwoleniem króla (z 14 IV 1776) «dla poratowania zdrowia» z końcem czerwca wyjechał wreszcie do Francji.

Po krótkim pobycie w Paryżu i konsultacjach u lekarzy w Montpellier P. z kapelanem, Oemichenową i Weyrauchową przybyli w październiku 1776 do Marsylii. Zachowując incognito, zamieszkali w okazałych apartamentach w Hôtel de France. Zalegający z opłatą hotelu P. dokonywał wielkich zakupów mebli, obrazów i marsylskich fajansów. Od lutego 1777 coraz bardziej naciskali wierzyciele, aż doszło do odwiedzin policji z groźbą aresztu. Prymas protestował u ministra Vergennesa i otrzymał urzędowe przeprosiny, ale to nie umorzyło roszczeń małostkowych mieszczan francuskich. Stanisław August w swych pamiętnikach jako przyczynę niemal równoczesnego zgonu P-ego i Oemichenowej podał indygestię, spowodowaną zdenerwowaniem przejściami z policją po zbyt sutej kolacji (może to było zatrucie?). Zmarł P. 3 IV 1777.

Trumna prymasa została złożona w kościele kanoników opactwa Saint-Victor de Marseille. Rodzina miała zbudować mauzoleum, ale zostało to zaniechane. Trumna leżała więc na podłodze w kaplicy aż do czasu rewolucyjnego pogromu kościoła w r. 1793, kiedy to zabalsamowane szczątki P-ego zostały wrzucone do wód Starego Portu. W sprawie spadku («droit d’aubaine»), długów i miejsca pochowania cudzoziemca toczyły się długotrwałe i skomplikowane procesy. Spis ruchomości, wystawionych w r. 1788 na licytację, wykazuje wiele mebli, porcelany (ponad 1000 sztuk) i precjozów (pierścienie – wśród nich z miniaturą Woltera, tabakierki, krzyże, zegarki) oraz 159 książek. Z tego cztery tomy z ekslibrisami P-ego zachowały się w Bibliotece Miejskiej Marsylii (atlas geograficzny i trzy książki J. A. Nolleta o elektryczności). Z pokaźnej zapewne biblioteki P-ego (zapewniał on Hennina, że zbiera wszystkie dzieła Woltera) posiadał Kazimierz Jarochowski sześć pięknie oprawnych, z ekslibrisami, tomów kopiariuszy akt i pism politycznych, przeważnie z czasów Augusta II i Augusta III, które wydał pod nazwą „Teka Gabryela Junoszy Podoskiego” (t. I–VI, P. 1854–62). Nie objęty tym wydawnictwem tom z grzbietowym tytułem „Acta Interregni” (1733–4) znajduje się w Bibliotece PAN w Krakowie (rkp. 1106).

**) Feliks Łubieński przekazał tradycję rodzinną, jakoby prymas został otruty, i rzucił podejrzenie na Młodziejowskiego. Dawali temu wiarę historycy (Łętowski, Polkowski, Askenazy, Konopczyński), snując domysły, w czyim interesie leżało usunięcie Ł-ego (G. Podoski, dysydenci). Są to pogłoski i spekulacje nader niepewne, a stają się sugestywne dlatego, iż zejście od dawna zapadającego na zdrowiu prymasa przypadło w okresie wielkiego kryzysu politycznego i było rzeczywiście bardzo dogodne dla Podoskiego i Repnina.www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/wladyslaw-aleksander-lubienski-prymas-polski

Tadek i Heniek, czyli dwóch takich konowałów

Henri de Rothschild.jpg „A French playwright who wrote under the pen names André PascalCharles des Fontaines, and P.-L. Naveau… He was also qualified as a physician (although he never actually practiced medicine)…”

__

Przeoczyłem tego Rotszylda, Henryka Rotszylda – francuskiego patrona Tadka, Tadka Żeleńskiego, naturellementkim-był-żeleński-ten-człowiek-orkiestra/

Czyli w skrócie, ten rok 1904 był podwójnie przełomowy dla naszego Tadka, nie dość że ożenił się z Zosią Pareńską to w ciągu ich wspólnego pobytu w Paryżu rozpoczął był współpracę z Rotszyldami. Ów Heniek finansował także badania Pierre’a i Marie Curie… fr.wikipedia.org/wiki/Henri_de_Rothschild**.

„Kropla mleka” we Francji: henri-rothschild-lhyperentrepreneur-humanitaire. I w Polsce: „W czerwcu 1904 r. ożenił się z Zofią Pareńską, z której rodziną zaprzyjaźniony był od lat. Ślub zbiegł się niemal równocześnie z dwoma innymi wydarzeniami: śmiercią Wandy Żeleńskiej w marcu oraz przyznaniem Żeleńskiemu drugiego stypendium naukowego na wyjazd do Francji. Tym razem w podróży towarzyszyła mu żona.

W Paryżu młody lekarz zainteresował się modnym wówczas zagadnieniem obniżania śmiertelności niemowląt. W tym celu odbył wiele spotkań z lekarzami i przy okazji zapoznał się z ideą sztucznego dokarmiania. Swoje spostrzeżenia i sugestie przedstawił po powrocie do kraju w Krakowskim Towarzystwie Lekarskim.

Dwudziestego trzeciego lutego 1905 r. urodził się jedyny syn Zofii i Tadeusza Żeleńskich – Stanisław. Jeszcze w tym samym roku powołano do życia Instytucję Kropli Mleka, na wzór francuskiej Goutte de Lait. Żeleński został kierownikiem placówki i jej medycznym doradcą. Praca w Kropli Mleka dawała mu wiele satysfakcji, jednakże na skutek zatargów ze swoim zastępcą zrezygnował z dalszego kierowania placówką w 1907 r. Równocześnie zmiany personalne w Klinice Pediatrii spowodowały, że zrzekł się asystentury, zrezygnował z pisania pracy habilitacyjnej, a tym samym z dalszej kariery naukowej.”

W efekcie, sam Tadeusz się chwalił, że w czasie I wojny w księgarniach leżały niemal tylko jego dzieła

___

**) Był potomkiem w lini prostej (!!) 4 z 5 braci Rotszyld, synów patriarchy rodu – Mayer Amschela…

 

Oto dlaczego słodka Francja przegrała, i my także

primum nervos belli, pecuniam infinitam — Cyceron, Filipiki V

Widocznie za dużo było tej słodyczy, a za mało zabójczej determinacji Anglii i Prus… Oto udział budżetu wojennego w całkowitych budżetach Anglii, Francji i Prus w latach 1690-1800. Średnia francuska to „marne” circa 40%, podczas gdy ta angielska to „porządne” 75% niemal!! Prusacy poza wszelką konkurencją – prawie 85%…

Screenshot 2019-08-25 at 13.56.09.pngwww.ebhsoc.org/journal/index.php/journal/article/viewFile/44/41

O naszych ówczesnych wydatkach nie ma co pisać…

Rycerski Francuz czyli nasze pierwsze Westerplatte… 285 lat temu

 Hrabia Plélo ginie na Westerplatte w 1734, grafika Paula Philipoteaux (1846-1923)

__

Maria Leszczyńska była nie tylko najdłużej (ponad 42 lata!) panującą królową (małżonką) Francji, ale jest też „jedną z tych królowych co dały Francji prowincję” – w tym przypadku Lotaryngię. Oczywiście kosztem Polski.

Nie wszyscy Francuzi godzili się wtedy na tę „sprzedaż”. W szczególności, dotyczyło to francuskiego ambasadora w Danii, hrabiego de Plélo. Ludwik Robert Hipolit de Bréhan hrabia de Plélo pochodził ze starodawnego bretońskiego rodu de Bréhan** – urodził się w Rennes w 1699. Jego ojcem był Jean François René Amalric de Bréhan (1668–1738), hrabia Mauron i Plélo i radny w parlamencie Bretanii a matką Katarzyna Franciszka Lefebvre de Faluère, córka pierwszego przewodniczącego parlamentu Bretanii.

Po zdobyciu Warszawy przez wojska rosyjskie, prawowity król Stanisław Leszczyński, wraz ze swoimi zwolennikami, wycofał się do Gdańska, aby czekać tam na obiecane przez Francję posiłki (mające dotrzeć drogą morską). Niestety, nieskory do wojny kanclerz króla Ludwika XV, kardynał de Fleury wysłał na pomoc jedynie niewielką flotę pod dowództwem marszałka de La Motte (3 okręty liniowe i 2 fregaty). Podczas oczekiwania na Francuzów, w dniu 22 lutego [1734] stronnicy Leszczyńskiego zostali zamknięci wraz z nim samym w oblężeniu, do którego przystąpili Rosjanie dowodzeni przez Piotra Lacy…

20 maja przybyła do Gdańska długo oczekiwana pomoc w postaci francuskich okrętów La Motte’go (m.in. 60-działowy Fleuron i 46-działowy Gloire), ale z uwagi na znaczną przewagę Rosjan, eskadra wycofała się do Kopenhagi. Francuski ambasador w Danii, hrabia de Plélo incydent ten uznał za hańbiący dla swojej ojczyzny. Zebrawszy żołnierzy (według różnych danych od 1000 do 2000) hrabia wylądował na Westerplatte i podjął próbę przedarcia się do oblężonych przez rosyjskie okopy. Było to pierwsze odnotowane starcie Francuzów z Rosjanami. Uderzenie francuskie jednak nie powiodło się, de Plélo zginął w boju, a resztki jego żołnierzy wycofały się do Wisłoujścia. Francuzom udało się jednak wkrótce odnieść drobny sukces: Fleuron i Gloire zmusiły do poddania się rosyjską fregatę Mitawa, będącą częścią rosyjskiej floty admirała Thomasa Gordona. Niestety 1 czerwca do Gdańska dopłynęła reszta rosyjskiej floty. Okręty rozpoczęły ostrzał Wisłoujścia i 3 czerwca de La Motte został zmuszony do kapitulacji. Tym samym Rosjanie uzyskali dostęp do gdańskiego portu.”

Zmarł od piętnastu postrzałów. Trzykrotnie powracał do ataku, ociekając krwią, próbując ożywić naszych zniechęconych żołnierzy…
— z pamiętnika markiza d’Argenson

„Zachowanie Plélo było krytykowane przez francuskie kręgi rządowe i dyplomatyczne, ponieważ bez rozkazu opuścił swoje obowiązki dla bezużytecznej brawury. Z drugiej strony śmierć hrabiego de Plélo miała ogromny wpływ na królową Marię Leszczyńską…

Chateaubriand przywołuje bitwę, w której jego ojciec brał udział razem z Plélo: Mój ojciec zszedł na ląd i znalazł się w pamiętnej bitwie, w której tysiąc pięciuset Francuzów dowodzonych przez dzielnego Bretona z Bréhan, hrabiego de Plélo, wydanej 29 maja 1734 czterdziestu tysiącom Moskali dowodzonych przez Municha. De Bréhan, dyplomata, wojownik i poeta, zginął, a mój ojciec został dwukrotnie ranny. 

— François-René de Chateaubriand, Wspomnienia spoza grobu”

W Polsce hrabia de Plélo ma ulicę wokół Basenu Górniczego w Wisłoujściu, a we Francji Rue de Plélo w Paryżu i w Rennes. 27 maja 2014 odsłonięto pomnik hrabiego w pobliżu Twierdzy Wisłoujście w Gdańsku.

Przed wojną, polska ambasada w Paryżu urządziła wzruszającą uroczystość 200-lecia tej szaleńczej próby dotrzymania przez Francuzów obietnic przymierza z Polską…

PS. Ludwika hrabina de Mailly została pierwszą metresą Ludwika XV już latem 1733, ale król długo utrzymywał to w największej tajemnicy. Tak się składa, że Ludwik ogłosił ją oficjalną metresą (fr. maîtresse en titre) w 1738, akurat kiedy papa Stanisław został księciem Lotaryngii… Tak to się plecie.

__

**) Rodzinna tradycja wywodzi ród de Bréhan od króla galijskiego z V wieku – św. Brychana, który miał walczyć z samym królem Arturem –  en.wikipedia.org/wiki/Brychan

Spoglądali z podziwem na szlachetną dumę, i towarzyszącą niezwykłą powagę

Teodor Axentowicz, 1911-12 — Poselstwo polskie u Henryka Walezego

__

19 sierpnia 1573 Jacques Auguste de Thou (Thuanus), największy francuski historyk w XVI wieku i nie tylko, miał prawie 20 lat i sam był świadkiem wjazdu do Paryża słynnego polskiego poselstwa**. Trudno zresztą żeby nim nie był, jako paryżanin, bo podziwiali ten wjazd wszyscy, jak sam napisał w swojej wielkiej historii pt. Historiae sui temporis:

Całe miasto, mówiono, pobiegło na ten spektakl. Wiek, płeć, bardzo zły stan zdrowia nikogo nie powstrzymały. Okna w pobliżu ich przejazdu były pełne; nawet dachy były tak obciążone, iż obawiano się, że się zapadną. W końcu ulice tak były przepełnione że ci nowi gospodarze ze zdumieniem spostrzegli, iż dostatek widzów nie pozostawił im wolnego przejścia. Paryżanie, z ich strony, spoglądali z podziwem na korzystną wielkość ich sylwetek, szlachetną dumę, i towarzyszącą niezwykłą powagę, te długie lśniące brody, te czapki ozdobione szlachetnymi futrami i klejnotami, te bułaty, te stalą obłożone buty z cholewami, te kołczany i łuki, ogolone z tyłu głowy, i te wielkie brodekiny z sabotami z żelaza. Nie było wśród nich osób, które nie potrafiłyby mówić po łacinie, a wielu do tego mówiło po włosku, niemiecku, niektórzy nawet mówili naszym językiem tak czysto, że brano ich raczej za mężczyzn wychowanych nad brzegami Sekwany i Loary, a nie za mieszkańców krajów opływanych przez Wisłę lub Dniepr; co spowodowało wielkie zawstydzenie naszych dworzan, którzy nie tylko nic nie wiedzą, ale są zadeklarowanymi wrogami wszystkiego co nazywa się nauką.

I jeszcze:

„Wspaniałość Polaków jest ogromna, wszyscy ubrani w złoto, srebro i jedwab z klejnotami, w dobrym towarzystwie oraz podążającą świtą. Zajęli całą dzielnicę Saint-André des Arts… Wszyscy Polacy, duzi i mali, panowie i lokaje, bogaci i biedni mówią po łacinie. Do dzisiaj nie zdawaliśmy sobie sprawy jak wiele jest warte klasyczne wykształcenie.”

15 września 1573, nazajutrz po ogłoszeniu Henryka Walezego królem Polski, Katarzyna Medycejska zorganizowała na cześć posłów uroczystość − widowisko, nazwane później Ballet des Polonais. Spektakl był dziełem członków Académie de musique et de poésie, erudycyjnej instytucji utworzonej w 1570 z inicjatywy Jean Antoine de Baïf i Thibault de Courville, mającej na celu wskrzeszenie sztuki antyku.

**) Skład poselstwa: Adam_Konarski + Olbracht_Łaski + Jan_Tomicki + Andrzej_II_Górka + Jan_Herburt + Mikołaj_Firlej + Aleksander_Frydrychowicz_Proński + Mikołaj_Krzysztof_Radziwiłł + Mikołaj_Tomicki + Jan Zamoyski + Jan_Zborowski

 

 

 

 

 

Polskie romanse czyli Marat i jego angielscy prowadzący

 Jacques-Louis David, Śmierć Marata, 1793

__

Niesamowicie nitki historii się plotą czasami – weźmy ten słynny tranzyt Wenus w 1761** – z jednej strony mamy owego ojca Rudera który wyrusza w intrygującą podróż do Konstantynopola, aby z niego wracać jeszcze ciekawszą trasą, i w jakim towarzystwie! A w tym samym czasie, z inną ekipą próbuje udać się do Tobolska obserwować tenże tranzyt młody Jean-Paul Marat, ten Marat. I obydwaj będą pisać o Polsce.

Jean-Paul urodził się w 1743 w Boudry, w księstwie Neuchâtel, wówczas części Prus. Jego matka była hugenotką z Castres, a ojciec był ex-mercedariuszem który „dla niej” nie tylko opuścił zakon, ale i został kalwinistą. W wieku 16 lat to z kolei Jean-Paul opuścił dom „w poszukiwaniu lepszych możliwości” i nie mając jeszcze lat 18 próbował dołączyć do owej słynnej wyprawy na Syberię. W końcu znalazł się w Paryżu gdzie studiował medycynę, aby w 1765 wylądować w Londynie. Ponoć swoje londyńskie znajomości zawierał w kawiarniach Soho. Podczas pobytu w Anglii został przyjęty do masońskiej loży „King Head Jerrard Stree Soho”. Jego wyniesienie do rangi mistrza datowane jest na 15 lipca 1774. Około 1770 Marat przeniósł się do Newcastle, gdzie praktykował jako lekarz i weterynarz, pomimo że dopiero w 1775 otrzymał medyczny dyplom (kalwińskiego) Uniwersytetu St. Andrews. W roku następnym przez Holandię wrócił do Paryża.

W owym Newcastle Marat spędził czas bardzo pracowicie – w szczególności wielki rozgłos przyniosły mu jego polemiki z Wolterem, ba! opublikował wtedy jeszcze ostrzejsze w wymowie Kajdany niewolnictwa, wzywające do odrzucania w wyborach parlamentarnych w Anglii kandydatów zgłoszonych przez króla. Mało tego, pomiędzy 1770 i 1772 napisał romans (roman de coeur), czyli powieść „epistolarną” pt. Les Aventures du jeune comte Potowski – Przygody młodego hrabiego Potowskiego!! = Po(nia)towskiego? Zapewne z powodu pierwszego rozbioru rzecz stała się nieco passe, no ale w końcu opublikowano ją w 1848. I co na to nasi tzw. poloniści itp.? Ano nic oczywiście***, oni także nie zauważyli innej publikacji tym razem z 1905, kiedy wypłynęły w Ameryce Listy polskie (Lettres polonaises) Marata. No, ale co tam – my mamy się zajmować wyłącznie argentyńskimi przygodami pederasty Gombro. I tak to się plecie.

W czasie sporu Góry z Żyrondą Marat obok Robespierre’a i Dantona należał do sztandarowych postaci tego pierwszego obozu. W czasie gdy ukrywał się przed prześladowaniami w kanałach Paryża, nabawił się choroby skóry. Oskarżany przez żyrondystów o działanie swoją ultraradykalną publicystyką na szkodę narodu, został nawet postawiony przed Trybunałem Rewolucyjnym, gdzie jednak uzyskał wyrok uniewinniający. Był to szczytowy moment popularności Marata, który został z gmachu Trybunału wyniesiony na rękach rozentuzjazmowanego tłumu. 13 lipca 1793 Marat redagował swoją gazetę siedząc w wannie; ciepłe kąpiele miały pomagać mu w walce z chorobą skóry. Zgodził się na spotkanie z Charlotte Corday, która twierdziła, że ma dlań ważne wiadomości z Normandii. Wpuszczona do domu dziewczyna (związana politycznie z Żyrondą) zadała mu jeden cios nożem w klatkę piersiową i nie próbowała uciec. Marat zdołał jedynie zawołać „Pomóżcie mi!”, po czym zmarł na miejscu. Zabójczyni przyznała się przed trybunałem do swojego czynu i została 17 lipca zgilotynowana w czerwonym woalu ojcobójczyni. Śmierć Marata została przedstawiona w powieści „Terror” Teodora Jeske-Choińskiego… Druga fala kultu Marata miała miejsce w ZSRR, gdzie słowo Marat funkcjonowało jako imię męskie, a francuski rewolucjonista miał liczne ulice i pomniki, a nawet okręt wojenny swego imienia.”

Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że owa Szarlotta wykonała polecenie Londynu… nie tak miało to wyglądać, nie tak.

 

**) Tranzyt Wenus był bodaj najważniejszym wydarzeniem naukowym w XVIII wieku – na całym świecie rywalizowało wtedy wiele ekip. A cel był jeden – precyzyjne wyznaczenie słonecznej paralaksy – polecam notkę: deficyt-masy-czyli-paradoks-słońca

***) nędza polskiej wikipedii i nie tylko jest niebywała – vivat niezawodny Jerzy Łojek: przygody_młodego_hrabiego_potowskiego,291312.html

W skrócie – wedle JŁ, Marat poddał mocnej krytyce OBIE strony, tj. tak Katarzynę II i Fryderyka, z naszym Stasiem na czele (którego krytykiem jest tam niejaki… Panin) jak i konfederację barską. Przy czym Marat wykazał się zdumiewająco świetną znajomością (wewnętrznej) polityki polskiej.