Kabała, różokrzyżowcy i masoni czyli hermetyczny wywiad po szwedzku

Ku mojemu zdumieniu, wedle (odważnej) amerykańskiej badaczki Marshy Schuchard**, Emanuel Swedenborg – ten ulubiony prorok polskiego Litwina-noblisty, Czesława Miłosza (a przy tym krewnego francuskiego Litwina-okultysty, Oskara M.)*** – okazał się być agentem francuskim i jakobińskim. Pisałem tu już o tym Swedenborgu, więc teraz czas na ważne uzupełnienie:

Though much has been written about Swedenborg’s scientific and theological beliefs, his biographers and critics have tended to shy away from the vague but persistent claims that he participated in secret political, diplomatic, and Masonic affairs

After making an extensive and scrupulous examination of Swedenborg’s banking and financial records, Lindh came to the conclusion that he served as a secret intelligence and financial agent for the pro-French, pro-Jacobite party of Swedish “Hats” and, more surprisingly, for the French king, Louis XV, who personally funded the anonymous publication of his famous work, Arcana Caelestia (London, 1749-1756)… Swedenborg and his political allies believed that the king [KXII] was murdered by a Hanoverian agent…

Underlying “The Troubles of the North” were the competitive systems of Freemasonry, in which Hanoverians and Jacobites utilized their clandestine networks to carry out their international political agendas. According to conventional English Masonic history, “authentic” or “modern” Freemasonry began in 1717 when four London lodges formed the supposedly apolitical [uha, ha] Grand Lodge of England.

What has been missing from that official history is the role that Sweden played in the Tory-Stuart Masonic networks that contributed to the Swedish-Jacobite plot of 1715-16. With the exposure and suppression of that plot in January 1717, England’s Whig ministry worried about the Jacobite-Tory influence within Freemasonry; thus, the loyalist Grand Lodge was organized in June as a Hanoverian-Whig counter-move. According to the Enlightenment historian Margaret Jacob, “In Hanoverian England, Whiggery provided the belief and values, while Freemasonry provided one temple wherein some its most devoted followers worshipped the God of Newtonian science.” However, this was not the form of Freemasonry that attracted Swedenborg and his Swedish and European colleagues. Instead, they joined Franco-Scottish (Écossais) lodges developed by exiled supporters of the Stuarts, which drew upon older traditions of Kabbalistic and Rosicrucian symbolism, while they utilized clandestine international networks to fraternally bind their “dispersed brethren,” ensure security, and maintain mystical morale…

For example, the historical links between Scottish and Swedish Freemasons can be traced back to 1652 [potop!!], when Edouart Tessin was initiated in an Edinburgh lodge… Swedenborg was a confidential friend of the Tessin family, and in the early 1700s he closely followed Nicodemus’s career as royal architect to Charles XII. Thus, the reported London initiation of Swedenborg ca. 1710-13, when he was studying the mathematical and technological skills involved in operative and military masonry, is quite plausible…

From his erudite brother-in-law and intellectual mentor, Eric Benzelius, Swedenborg also gained unusual access to heterodox Jewish mystical lore, for Benzelius worked closely with a converted Jew, Rabbi Johann Kemper [z Krakowa]…

As a post-graduate student in England in 1710-13, Swedenborg was recruited to intelligence work by Count Carl Gyllenborg, the Swedish ambassador in London, who was a close friend of Jonathan Swift, a great admirer of the ambassador and Charles XII. Gyllenborg sent Swedenborg to The Hague, where he assisted the Swedish diplomats during the negotiations leading to the Treaty of Utrecht. They in turn sent him to Paris, Hamburg, Brunswick, Rostock, and Greifswalde, where he gathered intelligence, invented various military devices, and wrote about his developing psychic skills. Swedenborg’s father recommended Emanuel to Charles XII’s service because of his knowledge of Hebrew, for he knew that a party of Turkish Jews planned to accompany the king when he returned to Sweden. From 1715 to 1718, Swedenborg was employed by Charles XII as a military engineer and examiner of the Swedish artisan guilds, including the operative masonic guilds…

I have used new archival sources to document Swedenborg’s personal relations with the diplomatic agents of Louis XV’s Secret du Roi, the king’s private diplomatic and espionage network that often implemented policies opposite to those of his public ministers. The Secret was especially concerned with Swedish, Polish, and Russian affairs, and Swedenborg provided intelligence, gleaned from the natural and supernatural worlds, on these troubled kingdoms. Given his claims about the spiritual sources of his political “revelations,” I have related his writings on psychic techniques, dream interpretation, methods of dissimulation, Kabbalistic meditation, and Hebrew numerical-linquistic coding to his diplomatic and espionage role.

In the process, this study provides a new perspective on the extensive esoteric networks that functioned underneath the exoteric politics of the “enlightened” eighteenth-century. It will become clear that in Sweden, the mystical and royalist beliefs of the Renaissance and “early modern” Europe were maintained well into the so-called “modern” era. Moreover, the connections between Scottish and Swedish history, which emerged so strongly in the seventeenth century, are shown to survive, often at great peril to both nations, throughout the next century.

PS. Może ten Swedenborg to po prostu taki szwedzki John Dee? A jeśli chodzi o Szkotów to trzeba pamiętać że – podobnie jak Żydzi – obstawiali zawsze dwie strony sporu – zarówno jakobitów jak i wigów (czyli „newtonistów”): szkoci-uber-alles/ + boson.szkolanawigatorow.pl/zbuntowany-szkot

___

**) EMANUEL SWEDENBORG, SECRET AGENT ON EARTH AND IN HEAVEN: JACOBITES, JEWS, AND FREEMASONS IN EARLY MODERN SWEDEN

***) Stopniowo oddala się od poezji i kieruje swe zainteresowania w stronę różnych doktryn hermetycznych. Studiuje kabałę oraz alchemię, powołuje się na spuściznę różokrzyżowców; ścieżkę literackich inspiracji znaczą przede wszystkim Biblia (język jej uważa za szczyt wszelkiej poezji), Goethe, a także Swedenborg, Dante, czy Jakob Böhme. pl.wikipedia.org/wiki/Oskar_Miłosz

W 1800 Sapiehowie sprzedali majątek Józefowi Miłoszowi, miecznikowi kowieńskiemu, [pra?]dziadkowi Oskara Miłosza. Oskar po śmierci ojca sprzedał Czereję rosyjskiemu bankowi. Po 1920 znalazła się ona w granicach Związku Sowieckiego. Czerejski dwór został zniszczony prawdopodobnie w 1917. Oskar Miłosz ostatni raz odwiedził swoje rodzinne strony w 1922 roku [!!]”.

W jego żyłach płynęła krew polsko-włosko-żydowska. Jego dziadek — Artur Miłosz był oficerem pułku ułanów polsko-litewskiej armii. Odbył całą kampanię 1831 roku przeciwko Rosjanom. Lewą nogę urwała mu armatnia kula pod Ostrołęką. Ożenił się z włoską śpiewaczką, bardzo piękną i utalentowaną, córką dyrygenta w mediolańskiej La Scala, ze starożytnego, choć zubożałego genueńskiego rodu – Natalią Tassistro. Stanowili wyjątkowo piękną i zgodną parę. Ich syn Władysław Miłosz – ojciec Oskara – urodził się w Wilnie, w 1838 roku. Absolutnie różnił się od swoich rodziców.

Czesław Miłosz wspominał: „Postać mająca swoją legendę w kronikach towarzyskich dziewiętnastego wieku dzięki swej egzotycznej urodzie, sile, awanturnictwu i miłosnym podbojom. Uwiózł do Czerei przypadkiem spotkaną ubogą żydowską dziewczynę, Miriam Rosenthal, która stała się matką Oskara. Urodzona w Staniszowie w roku 1858, była młodsza od uwodziciela o lat dwadzieścia****”.

Z kolei Oskar Miłosz o swoich rodzicach pisał:
„Nigdy nie mogłem dać upustu mojej serdeczności wobec rodziców. Ojciec mój był gwałtownikiem i człowiekiem chorym. Materialistyczna i nierozumiejąca troskliwość matki tak mnie męczyła, że wcześnie nabrałem zwyczaju chować się w najbardziej niedostępnych miejscach parków i ogrodów, żeby pozbyć się uczuć, jakie budziła jej obecność”.
Rodzice ochrzcili Oskara Miłosz dopiero w 1886 roku. Został ochrzczony w obrządku rzymsko-katolickim w kościele św. Aleksandra w Warszawie, z której pochodziła jego matka. W rok później zawieźli 12-letniego chłopca do Paryża, do liceum z internatem i zostawili tam samego. Po śmierci męża matka Oskara przeniosła się do Warszawy. Z synem mieszkającym w Paryżu spotykała się od czasu do czasu w czeskim Marienbadzie. media.efhr.eu/wp-content/uploads/2014/12/kurierwilenski.lt-7_Wdrwki_ulicami_wileskimi_niezwyka_biografia_Oskara_Miosza.pdf

****) Była ponoć córką nauczyciela/profesora hebrajskiego na UW.

Początki działalności polskich fartuszków, czyli Casanova i inni

Porcelanowa figurka Augusta Fryderyka Moszyńskiego w ubiorze Wielkiego Mistrza Loży Masońskiej z c. 1769

____

„… najwcześniejsze, dokumentami stwierdzone, przyjęcie Polaków do nowożytnego wolnomularstwa odbyło się w stolicy Francji, w założonej 18 XII 1736 przez 26 obcokrajowców i 9 Francuzów loży, mieszczącej się — zgodnie z przeważającą wówczas za wzorem angielskim praktyką — w oberży „Ville de Tonnerre” przy rue des Boucheries na przedmieściu Saint-Germain. W tym to miejscu 17 II 1737 przyjęto para Francji ks. Ludwika Franciszka Villeroy, wnuka ministra stanu Ludwika XIV i wychowawcy Ludwika XV Franciszka de Neufville ks. de Villeroy, 26 marca tegoż roku zaś zgłoszono kandydaturę polskiego hrabiego Czapskiego — jak podaje źródło francuskie — brata stryjecznego królowej Marii Leszczyńskiej, żony panującego wówczas Ludwika XV. Kandydaturę tę zgłosił przewodniczący loży, handlujący kamieniami szlachetnymi Francuz szwajcarski, Jean Custos. Protestant, osiadły od młodości w Anglii i tam przyjęty do loży, wyróżniał się szczególną gorliwością w krzewieniu nowego ruchu, niebawem z tego powodu zostanie też w 1742 r. w Portugalii skazany na pracę na galerach i zasłynie jako męczennik masoński [uha, ha – vide postscriptum].

Najwidoczniej w loży tej przypisywano duże znaczenie sprawie zjednania dla wolnomularstwa młodych arystokratów z krajów, w których ono jeszcze nie istniało bądź nie zdołało się zadomowić, skoro na posiedzeniu 7 maja, równocześnie z przyjęciem do loży Czapskiego, zgłosił — sam niedawno tu inicjowany — hr. Swirby z Czech kandydaturę znanego w Paryżu z wystawnego i hulaszczego trybu życia 18-letniego wojewodzica czernichowskiego, ks. Stanisława Lubomirskiego

Lubomirski** po powrocie do kraju bywał jako gość („brat odwiedzający”) w reaktywowanej w 1744 r. najstarszej w Polsce loży warszawskiej „des Trois Frères”, do której dotąd należeli wyłącznie obcokrajowcy. Kiedy zaś z biegiem czasu skupiło się w niej również niewielkie grono Polaków, w 1759r., Lubomirski, będąc już strażnikiem w. kor. i kawalerem Orderu Orła Białego, stanął na jej czele i na tym stanowisku pozostał co najmniej do połowy 1764 r. Później, w 1766 r., już jako marszałek w. kor., uzyskał również wyższe stopnie wtajemniczenia masońskiego. Jego żona, Elżbieta vel Izabella z domu Czartoryska, jedna z najinteligentniejszych i najbardziej wpływowych dam polskich drugiej połowy XVIII w., twierdziła, że przyjęto ją do wolnomularstwa w Anglii, zaś w 1770 r. została przewodniczącą warszawskiej wolnomularskiej loży adopcyjnej (żeńskiej). Naryszkin (1710—75), niebawem ambasador w Anglii (1740—41), potem marszałek dworu następcy tronu, jeden z największych elegantów swojej epoki, był w 1771 r. jednym 16 z założycieli petersburskiej loży „Apollo”…

prawie przez trzy dziesięciolecia w lożach paryskich nie widywano Polaków. Pierwsza nowa wiadomość o nich pochodzi dopiero z 3 III 1765 i dotyczy obecności na posiedzeniu w loży „la Constance” bliżej nieznanego ks. Sapiehy, również nie zidentyfikowanego hr. Szembeka oraz najmłodszego z synów wszechpotężnego ministra Augusta III, hr. Jana Maurycego Brühla, płk. w służbie francuskiej. Tam otrzymał wówczas nominację rzekomo na wielkiego mistrza Polski jeden z najsłynniejszych w Europie wolnomularzy i mistyków, płk w służbie polskiej, inż. wojskowy Jan Łukasz Toux de Salverte. W maju 1764r. wysłał go na swój koszt z Warszawy zagranicę dla pogłębienia wiedzy w zakresie nauk tajemnych, przede wszystkim alchemii i kabały, jego były uczeń, Stanisław August Poniatowski…

Polacy wolnomularze przyjeżdżali również do Paryża w związku z ważnymi wydarzeniami w tamtejszym świecie masońskim bądź z zadaniami od swojej organizacji krajowej. W rok po pierwszym rozbiorze asystował ks. Adam Kazimierz Czartoryski przy uroczystej introdukcji ks. Filipa Orleańskiego na godność wielkiego mistrza świeżo ukonstytuowanego Wielkiego Wschodu Francji.” Vide generał-adam-czartoryski-anglicy-i-wielki-wschód-francji/ + casanova-i-mroczne-tajemnice-czartoryskich/

Nie jestem pewien dlaczego Ludwik Hass pominął w swoim tekście Wielkiego Mistrza Augusta Moszyńskiego (patrz u góry), który był przecież drugim ważnym obok owego Szwajcara „naukowcem” króla Stasia. Przy tym ów August był wnukiem-bękartem samego Augusta II Mocnego, czyli synem przesławnej hrabiny Cosel, no i bratem potężnego Fryderyka (do którego jeszcze tu wrócę):

Znany ze swej uczoności i «filozofii», M. do czasu bezkrólewia pozostawał na uboczu życia politycznego. Z początkiem kwietnia 1764 stał się jednak «z wieśniaka [de campagnard] najtęższym pracownikiem i najgorliwszym zwolennikiem stronnictwa przeciwnego Czartoryskim» (słowa agenta królewicza Ksawerego – Józefa Bratkowskiego)… M. zorganizował już wśród magnatów składkę pieniężną, zanim z początkiem maja nie otrzymał od królewicza Ksawerego do swej dyspozycji 50 000 dukatów. Jako «skarbnik» stronnictwa najwięcej pieniędzy dał Radziwiłłowi (12 000), Andrzejowi Mokronowskiemu wypłacił 2000–3000 (aby odpowiednio urabiał Branickiego) i Podoskiemu 3 000 na «korumpowanie» posłów na sejm konwokacyjny. Dalsze sumy przeznaczał dla wojska kor. i milicji F. S. Potockiego…

Jeszcze przed elekcją Poniatowskiego spotykał się z nim zresztą na tle wspólnych zainteresowań kolekcjonerskich i kontakt ten przekształcił się następnie w przyjaźń. Należąc do nielicznych magnatów okazujących szczere przywiązanie nowemu monarsze M. nie mieszał się już do życia politycznego. W pierwszych latach panowania Stanisława Augusta nie władał jeszcze dobrze polskim językiem. Król uważał, że M. «ma znajomość rzeczy we wszelkich zakresach, jest giętki i niezmiernie użyteczny» i dlatego powierzał mu wielorakie funkcje…

Czynny w masonerii już w czasach saskich (w latach wojny siedmioletniej był odnowicielem warszawskiej loży «Trzech Braci»), w r. 1769 został M. wybrany na w. mistrza loży warszawskiej św. Jana z nazwą «Vertueux Sarmate». Dokonał wówczas jej podziału na trzy loże (polską, niemiecką i francuską), które stanowiły łącznie «wielką lożę warszawską» [„…nadał im tajemnicze nazwy: Trzech Braci, Doskonałego Milczenia i Cnotliwego Sarmaty. Loży Cnotliwy Sarmata przewodniczył hrabia Alojzy Fryderyk von Brühl„?]. Z tego powodu został t.r. wybity medal z podobizną M-ego i napisem «ex uno tria in unum». M. miał najwyższy stopień masoński «złotego i różanego krzyża». W dn. św. Jana, 24 VI 1770, w jego domu rozpoczęły się z niezwykłą okazałością i ostentacją obchodzone uroczystości wolnomularskie. M. napisał dla króla Mes observations dotyczące dziejów masonerii (B. Czart.: rkp. 700)…

Zainteresowanie M-ego naukami ścisłymi umożliwiło mu zorganizowanie królewskiego gabinetu fizycznego i astronomicznego; o kompetencjach M-ego w tym zakresie świadczą m. in. uwagi przekazane Janowi Śniadeckiemu w związku z próbą lotu balonu powietrznego 1 IV 1784. M. zorganizował również laboratorium chemiczne. Łączyło się to z jego zainteresowaniem chemią, a nawet alchemią. Do spraw alchemii odnosiło się opracowane przez M-ego i przedłożone królowi w r. 1768 pismo Refléxion sur la science hermétique (B. Czart. rkp. 809). Przeprowadzał na własną rękę próby alchemiczne (np. w r. 1769), posługiwał się jednak metodą, która świadczyła, że był dość dobrze obeznany z nowoczesną chemią i analizą chemiczną. W imieniu króla zawarł w r. 1770 umowę z niemieckim alchemikiem Johannem Chrystianem Simonem. W późniejszym zaś okresie przedłożył królowi memoriał wykazujący bezużyteczność poszukiwań kamienia filozoficznego i pożytek z doświadczeń z dziedziny chemii. Znajomość chemii pozwoliła mu na zdemaskowanie alchemicznych oszustw słynnego szalbierza A. Cagliostra w r. 1780. M. opublikował w związku z tym broszurę Cagliostro démasqué à Varsovie en 1780 (Strasbourg–Lausanne 1786). M. miał również zainteresowania w zakresie innych działów nauk przyrodniczych. Znał się dobrze na geologii, stworzył królewskie zbiory geologiczne i służył niejednokrotnie królowi jako konsultant w tej dziedzinie…

W Komisji Menniczej M. należał do nielicznych jej członków rzeczywiście znających zagadnienia monetarne. Wypowiedział się za biciem monety srebrnej wg stopy pruskiej i zaprotegował na dzierżawę mennicy berlińskiego bankiera G. W. Schweigerta. Dn. 1 VIII 1765 podpisany został kontrakt ze Schweigertem, którego jednym ze wspólników był M. Wskutek jednak argumentacji innego członka Komisji Menniczej, woj. inflanckiego Jana Borcha, popartego przez Czartoryskich, iż należy bić monetę lepszą wg stopy cesarstwa, kontrakt został cofnięty. Przyszłość okazać miała słuszność poglądów M-ego, gdyż zbyt dobra moneta wychodziła z kraju, a jej relacja do dukata w praktyce była niemożliwa do utrzymania. M. był autorem niepublikowanej rozprawy Précis sur les affaires monétaires depuis 1764 jusqu’à 1782, którą uwzględniał w swych badaniach Czacki i powoływał się na nią w swym dziele „O litewskich i polskich prawach” (W. 1800 I). M. pozostawał nadal w Komisji Menniczej i w r. 1778 przeprowadził dochodzenie, uniewinniając z zarzutów nieuczciwego prowadzenia mennicy Piotra Mikołaja Gartenberga-Sadogórskiego i Aleksandra Unruha. W r. 1771 trzech urzędników mennicy poleciło wybić na cześć M-ego medal z jego portretem.

Moszyński założył spółkę: Moszyński, Tepper, Schweiger (bankier z Berlina) i baron Gartenberg (Niemiec). Zebrali oni 400 000 talarów kapitału i 27 lipca i 1 sierpnia podpisano z królem stosowne kontrakty. Gartenberg został zarządcą mennicy w Krakowie (bito tu monety miedziane), Moszyński w Warszawie (monety złote i srebrne). Otworzyła się dla niego furtka do nowych prób alchemicznych. Jednak Gartenberg, dysponujący pruskim kapitałem, szybko został zarządcą i mennicy warszawskiej[2].

Ponoć tuż przed śmiercią w owym 1786 spotkał się w Wenecji ze swą dawną kochanką, włoską tancerką baletową Anną Binetti i według Giacomo Casanovy zmarł właśnie w jej towarzystwie[6]. A Casanova poznał Moszyńskiego osobiście, podczas swojego słynnego pobytu w Warszawie: król-staś-i-balet-narodowy-czyli-casanova-i-anglicy/. Warto przy tej okazji przypomnieć balet Casanova w Warszawie – w dwóch aktach z epilogiem według libretta Pawła Chynowskiego***.

Z kolei, ową Izabellę Lubomirską spotkaliśmy tu przy innej nieco okazji: straszliwa-walka-o-najbogatszą-rękę-w-rzpltej/. Podobnie jak w przypadku nadzwyczajnego prymasa Podoskiego: jedyny-taki-prymas/

PS. Warto też zapamiętać tego przechrzczonego szwajcarskiego Francuza:

Coustos is primarily known for his involvement with freemasonry after joining the Premier Grand Lodge of England in London (where he was allegedly a spy for British Whig Prime Minister, Robert Walpole). He subsequently was active in freemasonry in Lisbon and came into conflict with the Portuguese Inquisition. The fallout in the aftermath of this was a major event in the struggle between Catholicism and Freemasonry… Schuchard claims that Coustos, allegedly of Marrano descent,[4] who came to London in the aftermath of the public fallout of the Francis Francia trial (a Sephardic „Jacobite Jew”, who was involved in Freemasonry) caught the eye of the British government. Prime Minister Walpole, a stalwart of the new Hanoverian regime, allegedly used Coustos (and other spies such as Michel de la Roche) to spy on French masonic lodges in London from 1730-32 and report back on any activities of exiled Jacobites in Paris…[3] While traveling on business he founded a Masonic lodge in Lisbon and was arrested by the Portuguese Inquisition. After questioning he was sentenced to the galleys. Three Portuguese Masons were put to death. He was released in 1744 as a result of the intercession of George II of England. After his release and return to England, Coustos wrote a book detailing his experiences in the hands of the Inquisition.

____

**) Jego szwagrem był Wacław Rzewuski, pradziadek prześlicznej Karoliny…

***) … Campioni przyprowadza do teatru Casanovę. Rozbawieni obserwują jej fochy, ale Casanovie podoba się ta rozpieszczona piękność. Kiedy nadchodzi primadonna Mlle Ristorini próbować swoją partię, Casanova wykorzystuje okazję, aby pozostać sam na sam z Mlle Gattai. Poddaje się jej wdziękom i zdobycz sama wpada mu w ręce. Antreprener strofuje kochankę, także hrabia Branicki traktuje Casanovę jak konkurenta. Aby uniknąć konfliktu Campioni z Moszyńskim zabierają go z teatru. Mlle Gattai jest zawiedziona, a Tomatis i Branicki nie kryją swojej niechęci do Casanovy…

 

 

 

 

Krymska flama Mickiewicza i ten Iwan – „wyjątkowa kreatura”

Сабанские казармы на Канатной улице (бывший лабаз Иеронима Собаньского)[6]

__

Pamiętacie tego prężnego targowiczanina, Michała Sobańskiego, któremu z nieba spadła wielka pożyczka holenderska? Otóż tak się składa, że ów Michał miał (dużo) młodszego brata Hieronima, którego poślubiła owa sławna Karolina z domu Rzewuska – córka rosyjskiego senatora Adama, siostra Adama, Henryka i Ewy Hańskiej-Balzakowej oraz agentka policji carskiej, przyjaciółka Adama MickiewiczaW młodości oddziałała na nią przebywająca w Wiedniu Rozalia z Lubomirskich Rzewuska, była żona «Emira» Wacława*, która zasugerowała jej podjęcie współpracy z wywiadem. Zimą 1814 została przez ojca wydana za mąż za Hieronima Sobańskiego, bogatego ziemianina z Bałanówki na Podolu, dorabiającego się na spekulacjach zbożowych [patrz u góry!], marszałka pow. olhopolskiego; już jednak w r. 1816 uzyskała z nim separację, a formalnie rozwiodła się z nim w r. 1825.

Skandal wywołał romans S-iej z narzeczonym siostry, który odebrał sobie życie. W r. 1817 związała się z gen. Janem Wittem**, określana była przez opinię publiczną jako «najemna nałożnica». Podejmowała z wielką zręcznością różne usługi szpiegowskie, sekretarzowała Wittowi, redagując donosy. Odkryła sprzysiężenia na południu Rosji, przechwyciła pierwszy ślad spisku dekabrystowskiego. Prowadziła w Odessie salon literacko-muzyczny, w którym w r. 1825 bywał Adam Mickiewicz [jego syn spalił wszystkie listy wieszcza do Sobańskiej, „nieznane są szczegóły ich wieloletniej znajomości”]… Poeta, niezbyt orientujący się w odgrywanej przez S-ą roli [uha, ha], czuł się dobrze w jej domu, a występowanie w jej towarzystwie uważał za pewną osłonę przed policją.*** Prawdopodobnie Mickiewicz miał ją na myśli, gdy w liście do Margaret Fuller z 26 IV 1847 wspominał ją jako osobę wówczas, «w całym blasku swej piękności», «dobrą i czułą», do której zaczynał się przywiązywać, ale obraził się, spostrzegłszy, że chciała go ona uważać tylko «za jednego z wielu». Uczucia do S-iej zainspirowały powstanie niektórych sonetów erotycznych Mickiewicza; prawdopodobnie S. ukryta jest pod inicjałami D.D. (Donna Dżiowanna; hipotezę tę kwestionował Leonard Podhorski-Okołów). Niemniej jednak w jej posiadaniu znalazły się autografy dwu elegii Mickiewicza: „Godzina” i „Do D.D. Elegia”. Psychologiczny wizerunek S-iej pojawił się w nieogłoszonym za życia poety sonecie „Jastrząb. Na wysokości Kikineis”: «Sama w niebezpieczeństwie – drugim stawisz sidła». S. zainicjowała podróż poety na Krym (latem 1825) i w jej pierwszych etapach towarzyszyła mu m.in. wraz z Wittem, próbowała inwigilować dalszy jej etap, dając poecie karnecik do zapisu wrażeń. «Towarzyszom podróży krymskiej» dedykował Mickiewicz „Sonety krymskie” ogłoszone wraz z sonetami erotycznymi (Moskwa 1826); dedykacja taka była w jego położeniu zesłańca – jak to określał Stanisław Wasylewski – «bezcennym glejtem ochronnym». Po wyjeździe z Odessy Mickiewicz niewątpliwie korespondował z S-ą, skoro Joanna Zaleska na jego prośbę odebrała od niej w kwietniu 1828 jego listy. S. zdołała też rozkochać w sobie Aleksandra Puszkina poznanego w Kijowie w lutym 1821, spowodowała w r. 1824 jego usunięcie z Odessy (został tu służbowo przeniesiony w r. 1823). Puszkin poświęcił jej wiersz „Czto w imieni tiebie mojom?…” (wpisany do jej albumu 5 I 1830), nazwał ją «demonem który wątpił i przeczył». Z osobą S-iej było związanych też kilka innych wierszy i niedokończonych utworów prozatorskich Puszkina.Karolina wedle Puszkina…

Tuż po wybuchu powstania listopadowego 1830/31 r. wpadł na Podolu w ręce powstańców czołobitny list S-iej do szefa rosyjskiej policji politycznej A. Ch. Benckendorffa***, co zaszkodziło jej w polskiej opinii. Rozpoczęła zatem podwójną grę: gdy Witt objął po upadku powstania stanowisko wojennego gubernatora Warszawy, interweniowała na rzecz uwięzionych, powodując ich uwalnianie lub łagodzenie wyroków. Zyskała w ten sposób opinię patriotki. Równocześnie kontynuowała pracę w wywiadzie rosyjskim; działalność jej została bardzo pochlebnie oceniona przez ówczesnego namiestnika Król. Pol. I. Paskiewicza, któremu przekazywała informacje przez gen. Witta. Wyjechawszy na ślub córki do Drezna, przesyłała informacje o polskich emigrantach, m.in. o przygotowywanej wyprawie Józefa Zaliwskiego. Donosiła na uczestników i zwolenników powstania listopadowego, wszelkich «jakobinów», nie szczędząc również przyjaciół i krewnych. Pod wpływem jednak raportów posła rosyjskiego w Dreźnie Schrödera, nieświadomego jej szpiegowskiej misji, car Mikołaj I nabrał do niej nieufności, uważając ją za «intrygantkę i niecną Polkę» i po powrocie S-iej z Drezna nakazał jej w listopadzie 1832 opuścić Warszawę. S. na próżno wówczas prosiła o interwencję Benckendorffa, zapewniając go: «Żywię głęboką pogardę dla kraju, do którego mam nieszczęście należeć. Polką jestem tylko z imienia». Opuszczona przez Witta, przebywała najpierw u swej siostry Aliny Moniuszko w gub. mińskiej, potem osiadła na Wołyniu w swojej wsi Rąbany Most, a w r. 1836 na Krymie, skąd wróciła do Rąbanego Mostu. Związała się wówczas ze Stiepanem P. Czyrkowiczem (zm. 1846?), Serbem, adiutantem gen. Witta, «pokracznym teozofem», którego poślubiła (w r. 1845 został on wicegubernatorem Besarabii). S. weszła do środowiska miejscowych mistyczek, które obdarzyły ją mianem La Dolorosa.

Po śmierci drugiego męża, w 2. poł. l. czterdziestych, S. osiadła w Rzymie, gdzie zaprzyjaźniła się z Józefem Bohdanem Zaleskim, a od r. 1850 w Paryżu, tutaj przez Zaleskiego nawiązała kontakt z Mickiewiczem. W Paryżu usidliła E. Scribe’a i Ch. Sainte Beuve’a, w końcu wyszła po raz trzeci za mąż za pisarza francuskiego Julesa Lacroix (o 25 [15?] lat młodszego); prowadzili znany salon literacki przy rue St. Honoré. Pomagała pisać mężowi cykle sonetów o Komunie Paryskiej zebrane w tomie „L’année infâme 1870–1871” (Paris 1872), część z nich zadedykował Lacroix żonie. Pod koniec życia pojawiała się w kasynie gry w Homburgu, którego była akcjonariuszką, inwestowała także w akcje kolei.”

PS. Wedle Rymkiewicza, Mickiewicz poznał Iwana de Witt w Jelizawetgradzie, przed przyjazdem do Odessy. I to jachtem owego Witta Mickiewicz, Karolina oraz sam Iwan popłynęli na Krym… W latach czterdziestych i piędziesiątych Karolina jeszcze kilkukrotnie spotykała się z wieszczem Adamem. Niestety, Rymkiewicz nie wie po co.

PPS. krym-polska-caryca-i-inni/ + jak-zdobywano-morze-czarne/

____

*) Po trzecim rozbiorze Polski (w wieku 10 lat) wywieziony został przez ojca do Wiednia, kształcił się w elitarnym Theresianum (Theresianischen Militärakademie). Służył w wojsku austriackim jako inżynier miner. W roku 1805 poślubił Rozalię Aleksandrę Lubomirską… W latach 1812–1813 mieszkał w Krzemieńcu, utrzymując bliskie kontakty z Tadeuszem Czackim i jego liceum… Pozyskał zaufanie i przyjaźń przywódców szczepów beduińskich. Z wodzem rodu Roualla, Edre ibn Shalanem, zawarł przymierze krwi. Rzewuski zżył się z Beduinami – mieszkał z nimi, polował, świętował i brał udział w ich wyprawach wojennych. Kunszt wojenny i odwaga przyniosły mu uznanie i sławę. Przyjęty do 13 plemion arabskich otrzymał tytuł emira i imiona: Tadż al-Fahr („Korona sławy”), Abd al-Niszan („Sługa znaku”)…

Bliskim Wschodem zainteresował go wuj, słynny podróżnik i pisarz – Jan Potocki, który poznał go też z 2 wybitnymi ówczesnymi orientalistami wiedeńskimi Josephem Hammerem i Juliusem Klaprothem oraz z A. K. Czartoryskim. W Wiedniu Rzewuski, dzięki syryjskiemu uczonemu (Antun Arida) nauczył się 2 języków wschodnich: arabskiego i tureckiego. Był inicjatorem wiedeńskiego Towarzystwa Orientalistycznego. Założył i finansował pierwsze w świecie pismo orientalistyczne…

W 1831 podczas Powstania Listopadowego Rzewuski wystawił oddział jazdy kozackiej, przeznaczając dla niego ukochane konie arabskie. Dowodząc oddziałem w przegranej bitwie pod Daszowem, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach dnia 14 maja 1831… Około godziny szesnastej przednie straże wojsk polskich pod dowództwem Wacława Seweryna Rzewuskiego starły się w pobliżu Gródka ze szpicą nieprzyjacielską i zostały przez nią rozbite. Udany kontratak Pobiedzińskiego skutkował rozbiciem po kolei dwóch szwadronów jazdy rosyjskiej. Kiedy z długiego taboru polskiego wysypały się kolejne szwadrony kawalerii, odpowiednio: Aleksandra Sobańskiego, kapitana Podhorskiego i Skurata, rozochocony Pobiedziński znów uderzył na nieprzyjaciela i rozbił kolejne jego awangardy, ale w trakcie pogoni za uciekającymi zginął w lesie zakłuty lancami, co wprowadziło popłoch wśród Polaków i było przyczyną rozpoczęcia odwrotu.

Jego starszy syn Stanisław zmarł w wieku zaledwie 25 lat, w Krakowie 2 lipca owego 1831. Ten młodszy po powstaniu powrócił do rodzinnego majątku w Podhorcach i zajął się publicystyką propagując ideologię chrześcijańskiego socjalizmu pl.wikipedia.org/wiki/Leon_Rzewuski_(1808–1869)

**) Łojek: – Tak, Iwan Osipowicz de Witt. Całkowicie zruszczony. I niech pan zgadnie, kim była jego matka?
Ja: – Zofia Glavani…?
Łojek: – No właśnie, to było jej pierwsze dziecko. A z Józefem jedyne. Gdy po rozwodzie z Józefem matka poślubiła Szczęsnego, Jan został pod opieką ojca i wychowywał się w szkołach wojskowych (notabene ojciec był agentem Potiomkina). Szybko został oficerem, błyskawicznie awansował. Był wyjątkową kreaturą, prowokator, oszust, po prostu łajdak, szpieg i donosiciel, jedna z najobrzydliwszych postaci, tak go zapamiętali współcześni. I wziął udział w wojnach napoleońskich. Vide bolecki-i-łojek/

+ mroczny-splot-okoliczności/ + izraelici-mogą-stać-się-i-staną-się-masonami-czyli-ajencja-handlowa/

***) mickiewicz-szef-tajnej-policji-jego-niezwykła-siostra-i-znowu-ten-byron/  + pl.wikipedia.org/III_Oddział_Kancelarii_Osobistej_Jego_Cesarskiej_Mości

In 1821 he attempted to warn Alexander I against the threat from the Decembrist clandestine organisation, but the Tsar ignored his note. After the 1825 Decembrist Revolt he sat on the investigation committee and lobbied for the establishment of a Corps of Gendarmes and a secret police, the Third Section of the Imperial Chancellery.

Szczęśliwy pojedynek i fatalne polowanie

Aleksander Skrzyński miał znacznie mniej szczęścia niż August Zaleski:

Skrzyński Aleksander Józef (1882–1931), minister spraw zagranicznych i premier RP. Ur. 19 III w Zagórzanach w Galicji, był synem Adama Tomasza Aleksandra (zob.) i Oktawii z Tarnowskich.

Od r. 1897 S. uczęszczał do III Gimnazjum w Krakowie (począwszy od kl. 6.), w którym zdał maturę w czerwcu 1900. W l. 1900–4 studiował prawo na uniwersytecie w Wiedniu, a w l. 1904–5 w Krakowie. Dn. 6 II 1906 uzyskał stopień doktora praw. Po śmierci ojca (1905) przejął aktywa majątku naftowego w Libuszy, przy czym znajdującą się w tej miejscowości rafinerię sprzedał w r. 1918. Był również akcjonariuszem dziennika „Czas”. W r. 1908 wstąpił do służby jako praktykant konceptowy w Namiestnictwie we Lwowie, a w r. 1909 został przeniesiony do starostwa w Gorlicach. W grudniu t.r. przeszedł po złożeniu wymaganego egzaminu do dyplomacji austro-węgierskiej jako attaché w ambasadzie przy Watykanie…

Po wybuchu pierwszej wojny światowej S. wstąpił do wojska jako zwykły żołnierz, a w trakcie służby awansował do stopnia podporucznika. S. służył u boku gen. Tadeusza Rozwadowskiego aż do listopada 1915, kiedy Rozwadowski zrezygnował z dowództwa 43. DP. W r. 1916 był już podporucznikiem w rezerwie i figurował nadal jako sekretarz poselstwa w Stuttgarcie. Dn. 2 V 1918 nabył połowę Grand Hotelu w Krakowie (drugą połowę kupił Zygmunt Zamoyski).

S. brał udział w polskim życiu politycznym jeszcze w czasie wojny, szczególnie w konserwatywnym Stronnictwie Prawicy Narodowej (SPN). Krytykował dotychczasową politykę SPN, wysuwając pod adresem konserwatystów krakowskich zarzut braku programu we wszystkich prawie dziedzinach i postulował jego opracowanie. Uważał, że źródłem prawdziwego konserwatyzmu powinno być przywiązanie do ziemi ojczystej…

Po zabójstwie 16 XII 1922 prezydenta Gabriela Narutowicza, marszałek Sejmu Maciej Rataj, pełniący tymczasowo funkcję prezydenta, powołał na premiera gen. Władysława Sikorskiego, który powierzył S-emu tekę spraw zagranicznych. S. przejmował urząd po zamknięciu konferencji rozbrojeniowej w Moskwie (2–12 XII 1922), w której brały udział: Rosja Sowiecka, Polska, Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa. Konferencja zakończyła się fiaskiem, a S. w rozmowie z posłem brytyjskim w Warszawie oświadczył, że nie był zaskoczony jej wynikiem i wyraził pogląd, że rzeczywistym celem Sowietów było rozciągnięcie dominacji Moskwy nad państwami bałtyckimi wchodzącymi dawniej w skład imperium rosyjskiego. Nie uważał on jednak, aby ZSRR zamierzał rozpocząć wojnę, mimo że oficerowie niemieccy byli zatrudnieni przy reorganizacji armii sowieckiej, a niemieccy specjaliści budowali w Charkowie zakłady do produkcji gazów trujących…

Po upadku rządu Sikorskiego (26 V 1923) S. spędził kilka miesięcy w Wielkiej Brytanii. Wydał tu książkę pt. Poland and Peace (London 1923), która ukazała się również w wersji polskiej pt. Polska a pokój (W. 1924). W książce tej, mającej na celu doprowadzenie do lepszego zrozumienia spraw polskich w Wielkiej Brytanii, S. omówił najważniejsze problemy ówczesnej Polski, m. in.: kwestię agrarną, sprawy mniejszości narodowych, położenie geopolityczne, zagadnienia przemysłu, handlu i komunikacji. Dn. 6 IV 1924 S. został mianowany stałym delegatem pełnomocnym Rządu Polskiego przy LN. Stanowisko to umożliwiło mu zaznajomienie się z problemem mniejszości narodowych i zagadnieniem likwidacji własności niemieckiej w Polsce. W dn. 27 VII t. r. został ponownie powołany na stanowisko ministra spraw zagranicznych RP w rządzie Władysława Grabskiego**, przy czym ze stanowiska delegata RP przy LN Rada Ministrów zwolniła go dopiero 30 XII 1925. Nominacja S-ego na ministra wywołała niezadowolenie prawicy, zajął on bowiem miejsce wywodzącego się z jej kręgów M. Zamoyskiego, który został zmuszony do złożenia dymisji na skutek ostrej opozycji stronnictw lewicowych, zarzucających mu uległość wobec Francji. S., znany ze swych probrytyjskich sympatii, miał poparcie lewicy, przede wszystkim Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), a w środowiskach pozapartyjnych – prawdopodobnie masonerii. Po uzgodnieniu i przyjęciu planu Ch. Dawesa, regulującego kwestię reparacji niemieckich na konferencji w Londynie w lipcu i sierpniu 1924, na którą Polsce nie udało się uzyskać zaproszenia, najważniejszym problemem, którym S-emu przypadło się zająć, był problem bezpieczeństwa…

W dn. 13 XI 1925 rząd Grabskiego podał się do dymisji, a 20 XI t. r. nowy gabinet utworzył S., zachowując tekę ministra spraw zagranicznych. Poparcia udzieliły mu: endecja, chadecja, Narodowa Partia Robotnicza, Polskie Stronnictwo Ludowe – «Piast» i PPS. Przemówienia zawierające program rządu, a wygłoszone w Sejmie, w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, i Senacie, S. opublikował w broszurze pt. Trois discours de M. Alexandre Skrzyński (W. [1925]). Tymczasem w kraju koniunktura gospodarcza poważnie się pogorszyła. Zaogniał się też konflikt rządu z marszałkiem Józefem Piłsudskim, gdyż nie spełniono jego postulatów w sprawie organizacji najwyższych władz wojskowych; S. nie podjął wówczas konsultacji z marszałkiem w Sulejówku, gdyż uważał, że nie wypadało tego czynić premierowi. W lutym 1926 przemówienie S-ego zapoczątkowało dyskusję w Sejmie nad ustawą o ratyfikacji lokarneńskich traktatów: gwarancyjnego między Polską a Francją oraz arbitrażowego między Polską a Niemcami. Przy silnej opozycji projekt ustawy został przegłosowany w Sejmie 1 III 1926, a w Senacie w dniu następnym…

Po ustąpieniu ministrów socjalistycznych z rządu S. złożył 21 IV 1926 dymisję całego gabinetu na ręce prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, ale prezydent jej nie przyjął. W związku z tym działalność tego kadłubowego rządu została przedłużona do 5 V 1926, kiedy to S. wraz z całym gabinetem ponownie podał się do dymisji. Prezydent powierzył wtedy misję utworzenia nowego rządu Wincentemu Witosowi, który proponował S-emu tekę spraw zagranicznych, lecz spotkał się z odmową. Po przewrocie majowym również Piłsudski przewidywał S-ego na to stanowisko. S. jednak – jak mówił – nie chciał współpracować z człowiekiem, który ma «krew bratnią na rękach». Kwestia moralnej współodpowiedzialności za zamach majowy Piłsudskiego wypłynęła także w związku z pojedynkiem S-ego z gen. Stanisławem Szeptyckim***, który odmawiając podania ręki S-emu, zarzucił mu, że przygotował przewrót majowy przez to, że oddał w swoim rządzie tekę min. spraw wojskowych gen. Lucjanowi Żeligowskiemu i piłsudczykom. Gen. Szeptycki chybił, a S. nie oddał strzału, oświadczając, w swej wypowiedzi utrzymanej w podniosłym tonie, że pozwala strzelać do siebie i do tego, co sobą przedstawia każdemu, komu honor i sumienie na to pozwalają.
 

S. nie powrócił już do polskiej służby dyplomatycznej. Nie przestał jednak propagować swych poglądów i oddziaływać na opinię przez odczyty, wywiady i artykuły. W swych publikacjach: Dwie mowy (W. 1927), Liga Narodów jako punkt centralny polityki zagranicznej (W. 1929) bronił polityki lokarneńskiej oraz propagował LN, omawiał jej genezę, zadania i perspektywy rozwojowe. Wbrew wyraźnemu stanowisku Niemiec utrzymywał, że uznały one w traktatach lokarneńskich zachodnie granice Polski. Ogłosił ponadto artykuły: Blaski i cienie zwycięstwa Jerzego Clemenceau („Pam. Warsz.” 1930 z. 3), Na spiralnej linii dziejów („Nowe Państwo” 1931 nr 1) i Liga Narodów w świetle historii („Droga” 1931 nr 1).

W r. 1928 S. założył firmę p.n. Przemysł Drzewny Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego w Gorlicach. Ponadto pod jego nazwiskiem funkcjonowały: Zarząd Dóbr Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego, Zarząd Lasów Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego i Główny Zarząd Dóbr i Zakładów Przemysłowych Dr. Al. Hr. Skrzyńskiego. Był ponadto prezesem Rady Pierwszej Fabryki Lokomotyw w Polsce oraz wiceprezesem Zarządu Towarzystwa Międzynarodowych i Krajowych Zawodów Konnych w Polsce. W r. 1929 S. pełnił funkcję superarbitra w sporze o terytorium Tacna-Arica pomiędzy Chile a Peru. Był również przewodniczącym Polskiej Unii Intelektualnej i przewodniczył VII Zjazdowi Międzynarodowego Związku Unii Intelektualnych który odbył się w październiku 1930 w Krakowie. Wg zapisów z archiwum francuskiego MSZ, Piłsudski miał wyrazić z początkiem marca 1930 życzenie, aby S. pogodził się z ministrem spraw zagranicznych Augustem Zaleskim, co było komentowane jako zamiar ponownego powołania S-ego do służby dyplomatycznej. Z końcem lipca 1931 S. udzielił wywiadu sprawozdawcy politycznemu „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” (nr 207) o potrzebie aktywizacji polskiej polityki zagranicznej, tym bardziej – jak twierdził – że może ona liczyć na nieograniczone poparcie marszałka Piłsudskiego. Można było w tym widzieć ukłon w stronę tego ostatniego.

S. zmarł 25 IX 1931 w Ostrowie Wpol. na skutek odniesionych obrażeń w katastrofie samochodowej na szosie Krotoszyn – Ostrów Wpol., między Daniszynem a Łąkocinami. Samochód był prowadzony przez attaché wojskowego przy poselstwie polskim w Berlinie ppłk. Witolda Morawskiego, który wiózł S-ego na polowanie pod Częstochowę.”

Ów kierowca przeżył wypadek bez żadnego uszczerbku na zdrowiu… pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Dzierżykraj-Morawski

Jak nie pojedynkiem go, to polowaniem?

CDN

**) Usiłując wyciągnąć wnioski z tej całej wielkiej akcji Rettinger zaleca premierowi w dniu 5 maja 1924 r. przebudowę obsady aparatu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, poczynając od zmiany na stanowisku ministra, którym był w tym czasie znany frankofil Maurycy Zamoyski. Jako głównego kandydata na jego miejsce wysuwa on „bez cienia wątpliwości” Aleksandra Skrzyńskiego. I ten dezyderat, zgłoszony przez coraz aktywniejszego pośrednika, zostaje spełniony, co prawda dopiero w lipcu 1924 r…tajemniczy-henryk-i-jego-londynska-demaskacja/

***) pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Szeptycki

W trakcie przewrotu majowego mianowany przez prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego dowódcą wojsk wiernych rządowi poza stolicą. 10 czerwca 1926 roku Prezydent RP Ignacy Mościcki „przychylając się do prośby” generała zwolnił go ze stanowiska Inspektora Armii Nr 4 w Krakowie[15]. Z dniem 30 czerwca 1926 roku został przeniesiony w stan spoczynku[16].

Został prezesem zarządu powołanego 10 stycznia 1931 Podkarpackiego Związku, zrzeszającego przemysłowców naftowych[17].

 

 

Jak Niemcy NIE płaciły reparacji wojennych

Pisze się ciągle o Niemcach tak pokrzywdzonych w Wersalu, że dlatego potem Hitler itd… A oto jak wyglądały fakty:

Traktat wersalski (podpisany w 1919) i londyński Harmonogram Płatności z 1921 wymagały od Niemiec zapłaty 132 miliardów złotych marek (33 miliardów USD) w ramach reparacji na pokrycie szkód cywilnych wyrządzonych podczas wojny. Liczbę tę podzielono na trzy kategorie obligacji: A, B i C. Spośród nich Niemcy musiały bezwarunkowo wykupić obligacje „A” i „B” o łącznej wartości 50 mld marek (12,5 mld USD). Wykup pozostałych obligacji typu „C” był nieoprocentowany i uzależniony od zdolności płatniczej Republiki Weimarskiej, co miał ocenić komitet sprzymierzonych.

Ze względu na brak wypłaty odszkodowania przez Niemcy, w 1923 Francja zajęła Zagłębie Ruhry w celu wyegzekwowania płatności, powodując międzynarodowy kryzys, który doprowadził do wdrożenia planu Dawesa w 1924. Plan ten nakreślił nową metodę płatności i zaciągnął międzynarodowe pożyczki, aby pomóc Niemcom aby wywiązać się ze zobowiązań dotyczących reparacji. Mimo to w 1928 Niemcy wezwały do ​​wprowadzenia nowego planu płatności, w wyniku czego plan Younga ustanowił niemieckie wymagania w zakresie odszkodowań na poziomie 112 miliardów marek (26,3 mld USD) i stworzył harmonogram płatności, w wyniku którego Niemcy dokończą płatności do 1988. Po upadku niemieckiej gospodarki w 1931 reparacje zostały zawieszone na rok, a w 1932 podczas konferencji w Lozannie zostały całkowicie odwołane. W latach 1919–1932 Niemcy zapłaciły mniej niż 21 miliardów marek w ramach odszkodowań…

Dokładna kwota zapłacona przez Niemcy jest kwestią sporną… Stephen Schuker w swoim ostatecznym badaniu ekonometrycznym (1988, s. 106–19) przyznaje, że Niemcy przekazały 16,8 miliarda marek w całym okresie, zwraca jednak uwagę, że suma ta została w znacznym stopniu zrównoważona dewaluacją depozytów papierowych marek alianckich do 1923 oraz pożyczkami, których Niemcy następnie wyparły się po 1924.

Transfer kapitału netto do Niemiec wyniósł 17,75 miliarda marek, czyli 2,1% całkowitego dochodu narodowego Niemiec w latach 1919–1931. W efekcie Ameryka wypłaciła odszkodowania Niemcom – i to cztery razy większe, poprawione na ceny, niż te jakich USA dostarczyły do Niemiec Zachodnich w ramach planu Marshalla po 1948. Według Gerharda Weinberga wypłacono reparacje, odbudowano miasta, przesadzono sady, ponownie uruchomiono kopalnie i wypłacono emerytury. Jednak ciężar napraw został przeniesiony z gospodarki niemieckiej na uszkodzone gospodarki zwycięzców wojny.

CDN

PS. London_Agreement_on_German_External_Debts

Jedyny taki prymas

 Podoski Gabriel Jan h. Junosza (1719–1777), prymas Polski… Przeznaczeni do stanu duchownego P. i nieco młodszy Franciszek w r. 1732 rozpoczęli naukę w jezuickim kolegium w Braniewie (wg S. L. Gereta P. edukował się przez pewien czas też w Toruniu), a w maju 1739 zostali przyjęci do konwiktu pijarskiego Collegium Nazarenum w Rzymie. Studiowali tu filozofię, a potem teologię i prawo (uczęszczając na wykłady w Sapienzy). Mieli opinię zdolnych i pilnych uczniów, a ich pozycję w konwikcie umacniała fama o pokrewieństwie z «królem Brytanii» (ożenionym z Marią Klementyną Sobieską i przebywającym w Rzymie pretendentem Jakubem III Stuartem). Gdy w lipcu 1741 zakończyli studia, całe Collegium odprowadzało ich za miasto uroczystym orszakiem karoc. W kraju, otrzymawszy niższe święcenia i kanonie: Franciszek płocką, a Gabriel gnieźnieńską (instalowany 28 IV 1742), obaj w r. 1742 immatrykulowali się w Akad. Krak., w której P. uzyskał doktorat obojga praw. Franciszek zrezygnował z kariery duchownej, Gabriel zaś 28 VII 1743 przyjął święcenia kapłańskie. Opinia, jakoby w swym życiu odprawił tylko jedną mszę przy prymicjach (M. Malinowski), jest przesadna. Niekiedy (bardzo rzadko) wypadało P-emu celebrować i przywdziewać suknie duchowne, ale poza tym nosił się po francusku i prowadził całkowicie świecki tryb życia. Skierowany przez ojca, stronnika «familii» (a więc wówczas i dworu), do praktyki kancelaryjnej przy kanclerzu Michale Czartoryskim, sposobił się P. do kariery kościelno-urzędniczej.

Korpuletny i jowialny, obrotny i elokwentny, libertyn w zarówno obyczajowym, jak i intelektualnym tego słowa znaczeniu, wg powszechnej opinii współczesnych P. wyróżniał się bystrością umysłu i wykształceniem. Biegle władał wielu językami, był człowiekiem oczytanym, a zwłaszcza posiadł szeroką znajomość historii i praw Rzeczypospolitej. Równocześnie podkreślano lenistwo i sybarytyzm, w których pogrążał się po zrywach energicznej działalności. Lubując się w koniach i dobrej kuchni, a także w towarzystwie «bab i błaznów» (J. K. Heine), młody kanonik prowadził życie nad stan i brnął w długi. Nie nastarczały prebendy, które z czasem zgromadził, a dopiero w r. 1762 wziął w działach rodzinnych po śmierci ojca dobra szreńskie (ziemia zawkrzeńska w woj. płockim), o które zresztą procesował się z braćmi. Wśród chronicznego nieładu finansowego P. znalazł jednak podporę w związku ze starszą od siebie, zamożną kobietą, która również «kuchennymi drzwiami» ułatwiała mu wejście w środowisko saskie. Była nią wdowa po saskim liwerancie Oemichenowa (vel Oemchenowa, zwana przez Polaków «Emkinią»), która dostarczała frykasy na dwór królewski i do kuchni ministra H. Brühla, a sama prowadziła też traktiernię. Nie wiadomo dokładnie, od kiedy datuje się pożycie P-ego z Oemichenową, ale zgodność opowieści C. Rulhière’a z retrospektywną relacją Gereta (z 13 VIII 1771) pozwala mniemać, że nastąpiło to u początków dworskiej kariery P-ego. Będąc zrazu na utrzymaniu wdowy, a potem ją utrzymując, miał P. od młodości ustabilizowane życie domowe i poniekąd rodzinne. Do tego kręgu należała córka, a potem zięć Oemichenowej, małżeństwo Weyrauchów. To wrośnięcie P-ego w luterańską rodzinę i w ogóle w różnowierczo-cudzoziemskie środowisko Warszawy zapewne wpłynęło na jego stosunek do sprawy dysydenckiej. Był tolerantem z przekonania.

Na szerszą arenę wypłynął P. w konflikcie Augusta III i Brühla z Gdańskiem o «zulagę» (dodatkowe cło morskie). Nadano tej sprawie charakter rewindykacji praw korony, podczas gdy w istocie chodziło o wymuszenie dla króla ryczałtowego odszkodowania (i porękawicznego dla Brühla)… Miał też P. dobre stosunki z ambasadami: francuską i austriacką, oraz wywiadowczy «kanał» w ambasadzie rosyjskiej (poprzez saksończyka Paula, zatrudnionego w kancelarii H. Kayserlinga). Zabiegał o deklarację Francji i Austrii w obronie wolności elekcji, a w marcu 1764 bezskutecznie starał się o zezwolenie Ksawerego na wyjazd do Drezna, aby ułożyć tam plan działania. Niecierpliwił się z powodu bierności królewicza i z początkiem kwietnia na wieść o rzekomej rezygnacji Ksawerego na rzecz Jana Klemensa Branickiego, straszył ambasadora austriackiego Mercy d’Argenteau, że stronictwo saskie raczej poprze «familię» niż hetmana. Rychło jednak, wraz z Augustem Moszyńskim i swoim kuzynem Andrzejem Mokronowskim, przyczynił się do układu między stronnictwem saskim a hetmańskim (w zależności od szans elekcyjnych «przyjaciele» Ksawerego poprą kandydaturę Branickiego, lub «przyjaciele» hetmana poprą kandydaturę królewicza)… Z pieniędzy przywiezionych przez Bratkowskiego P. otrzymał 3 000 dukatów, aby «korumpować» posłów na sejm konwokacyjny. Po wymarszu oponentów (8 V) pozostał w sejmującej Warszawie. Pisał stamtąd do Mokronowskiego (9 VI): «Kochany kuzynie, co się to dzieje! Wolność i ojczyzna zginęła. Powymyślali jakieś komisyje na hetmanów, podskarbich, pieczętarzom przydano assesorów, marszałkom też, a tych wszystkich nominacyja od króla! Zważże jak despotyzm delikatnie wprowadzony».

Odtąd (początek listopada) był P. głównym organizatorem stronnictwa rosyjsko-saskiego. Dwór petersburski w gruncie rzeczy nigdy o zastąpieniu Poniatowskiego Sasem nie myślał, natomiast posługiwał się stronnictwem rosyjsko-saskim jako narzędziem dla obalenia pozycji Czartoryskich i wpędzenia Stanisława Augusta w zupełną od siebie zależność. Różne półsłówka Repnina i Panina pozwalały jednak P-emu łudzić się w sprawie detronizacji i werbować pod tym hasłem malkontentów na usługi Rosji. Jeśli tych ludzi oszukał, to zapewne sam był oszukany czy też łatwo dał się oszukać. Wg bardzo przenikliwej (może podpowiedzianej przez Hennina) charakterystyki, skreślonej przez Rulhière’a, P. «w sprawach, których pragnął, możliwość brał za pewność».

Po wejściu wojsk rosyjskich i zawiązaniu się konfederacji dysydenckich (20 III) starał się mitygować «fanatyzm» Sołtyka. Poza Wesslem nie udało się P-emu ściągnąć innych matadorów na umówione na 10 IV spotkanie z Repninem. «Cokolwiekem w Dukli powiadał, stanie się niechybnie – zapewniał Mniszcha w liście z 11 IV. – Przecie ta ojczyzna warta, aby ją ratować i samych siebie… Śliczny Panie, nie trać czasu i przyjeżdżaj jak najprędzej». Wreszcie zjechali na 8 V do Warszawy F. S. Potocki i Mniszech, aby przyłączyć się do ułożonego bez nich przez Repnina i P-ego planu konfederacji prowincjonalnych i generalnej. W połowie czerwca, otrzymawszy 1000 dukatów od Repnina, wyjechał P. do Radomia i przy jego zapewnieniach, że sprawa dysydencką zostanie załatwiona zgodnie z wolą konfederatów, 23 VI zawiązano konfederację generalną pod laską Radziwiłła. Ale ku desperacji radomian Repnin – wbrew zapewnieniom P-ego – do aktu związkowego wprowadził deklarację wierności królowi…

Zaraz po śmierci Władysława Łubieńskiego** (21 VI) Repnin wystąpił z niebywałym żądaniem prymasostwa dla P-ego. Kiedy król – który pragnął wysunąć na to stanowisko swego brata Michała – opierał się ambasadorowi, Repnin napisał 22 VI do Kazimierza Poniatowskiego list z pogróżkami zakończony słowami: «On sçait que nous ne faisons pas à demi». Zalecając tę kandydaturę Paninowi, Repnin określił P-ego jako swojego «sekretarza», którego wywyższenie pokaże Polakom, jak Rosja umie wynagradzać usługi (25 VI). Kiedy Stanisław August wyrażał wątpliwość, czy papież zatwierdzi takiego nominata, Repnin odparł, że wówczas uczyni to «zrzucający jarzmo rzymskie» synod narodowy. Panin też ostrzegał, że protest Rzymu «nie przeszkodzi nowemu prymasowi w sprawowaniu jego urzędu nawet wbrew papieżowi». W sukurs P-emu przyszedł Sołtyk, zalecając go nuncjuszowi jako «godnego prałata» i swego wielkiego przyjaciela (25 VI) oraz wyrabiając list rekomendacyjny kapituły krakowskiej (3 VII). Nuncjusz A. E. Visconti, zrazu wstrząśnięty kandydaturą «ohydnego księdza [l’odioso abate]», z czasem przyznał, że – wedle powszechnej opinii – P. «ma może więcej talentu, odwagi i znajomości światu niż ktokolwiek z polskich duchownych» (1 VII). Kapituła gnieźnieńska dokonała 11 VII kanonicznego wyboru P-ego i jego sprawę popierał w Rzymie polski poseł Tomasz Antici. Sam nominat w bardzo zręcznym liście do papieża tłumaczył ścigające go zarzuty emulacją i stronniczością, właściwą republikanom (19 VII). Dla Kurii Papieskiej był to bardzo ciężki dylemat, któremu poświęcono pięć posiedzeń «partykularnej» kongregacji (20, 24 i 27 VII oraz 7 i 29 VIII). Bardziej jeszcze niż skandaliczne obyczaje P-ego niepokoiły kurialnych kardynałów jego poglądy w sprawie dysydenckiej i «wolności sumienia» oraz uległość wobec Rosji. Kwestionowano proces informacyjny i zwlekano z decyzją. Kongregacja 7 VIII poszła za opinią referenta L. Antonellego i eksperta w sprawach polskich bpa J. H. Laskarysa, iż decyzję należy uzależnić od stanowiska, jakie P. zajmie na przyszłym sejmie. Papież napisał też do nominata, że z zatwierdzeniem wypada poczekać na uczynki potwierdzające jego obietnice (12 VIII). Zmieniono jednak zdanie 29 VIII, uznając, że dalsze zwlekanie czy odmowa będą bardziej niebezpieczne niż zgoda, do której namawiali teraz obaj nuncjusze (obok Viscontiego był już w Warszawie A. M. Durini). Bullę prekonizacyjną dla P-ego Klemens XIII wystawił 31 VIII 1767. Zdaniem Essena przyspieszyło ekspedycję wysłanie do Rzymu przez P-ego opłaty 9 500 dukatów (zamiast 4000). Nowy prymas zatrzymał posiadane dotąd beneficjum miechowskie i dostał po Łubieńskim nie tylko od dawna już łączone z prymasostwem komendatoryjne opactwo tynieckie, ale też opactwo paradyskie. Sołtyk podarował mu bardzo drogocenny pierścień. Po odprawieniu «zabawnych rekolekcji» (określenie S. Gereta) u Kapucynów, których klasztor stał się miejscem politycznych i towarzyskich spotkań, P. otrzymał 27 IX sakrę biskupią z rąk Sołtyka. Na uroczystości byli obecni przywódcy dysydentów z prawosławnym arcbpem białoruskim Grigorijem Konisskim i rosyjscy oficerowie. W Pałacu Saskim opowiadano, że Repnin jakoby «z całą powagą» mawiał do P-ego: «Trzeba żebyś został wkrótce kardynałem, a potem papieżem, choćby to miało kosztować imperatorową 2 miliony dukatów», z czego wyciągano wniosek, iż «zamierza się połączyć trzy religie [katolicką, prawosławną i protestancką] i utworzyć najpotężniejszy alians wszystkich krajów Północy» (Radzimiński, 16 IX).

Mimo zawodu radomian i ochłodzenia ich stosunków z Repninem, saska agentura w Warszawie nie traciła nadziei, że ambasador z prymasem prowadzą dalej machiawelską grę na zgubę Stanisława Augusta. Ksawery, który jeszcze w maju 1767 dał P-emu 2 000 dukatów jako zadatek wdzięczności za popieranie sprawy apanaży, w sierpniu ofiarował mu w Pałacu Saskim stosowne do nowej godności okazalsze apartamenty z kaplicą i wartą honorową saskich żołnierzy. P. nie kwapił się do odnawiania i meblowania pałacu prymasowskiego, tak iż Pałac Saski już do końca pozostał jego warszawską rezydencją. Obyczajowe wybryki prymasa i książęce fumy pani Oemichenowej ciążyły wprawdzie saskim famulusom (Heine, Radzimiński). Niepokoiły ich koneksje półświatka prymasowskiego z sidłającym też Repnina półświatkiem dworskim. Oemichenowa zaprzyjaźniła się z metresą Kazimierza Poniatowskiego panią Henriettą Lullier, Ksawery Branicki zalecał się do Weyrauchowej, a P. do siostry Branickiego i przyjaciółki króla – Elżbiety Sapieżyny. Repnin wciągnął P-ego do intymnych spotkań w gronie: król, ambasador, K. Poniatowski, Branicki, Sapieżyna i pani Lullier.

Ugięcie się Stanisława Augusta w sprawie nominacji P-ego na prymasa zostało ocenione przez Katarzynę II i Panina jako probierz «przyjaźni» króla i jego «powrotu do swoich prawdziwych interesów» (listy z 27 VI 1767). Para tak niechętnych sobie ludzi jak król i prymas miała pod kierunkiem Repnina przeprowadzić skonfederowaną Rzpltą przez ciężką operację przyjęcia dyktatu w sprawie dysydenckiej i opracowania konstytucji objętej rosyjską gwarancją. Na przełomie lipca i sierpnia P. spisywał «grawamina» konfederatów przeciw królowi i «familii» oraz brał udział w przygotowywaniu instrukcji dla konfederackiego poselstwa do Petersburga. Wciąż nie tracono nadziei, że to poselstwo uzyska detronizację Stanisława Augusta. P. przedłożył Repninowi memoriał (Reflexions…) o potrzebie przełożenia terminu zwołania sejmu, tak aby konfederacja miała czas okrzepnąć i jeszcze przed sejmem na podstawie «grawaminów» uzgodnić z Rosją «kodeks praw fundamantalnych», które wejdą w traktat gwarancyjny (aneks do relacji Essena z 22 VII). Repnin te propozycje odrzucił i nie było łatwo P-emu przekonać wszystkich swoich konfederackich partnerów, że «trzeba iść ślepo za Rosją, a będzie dobrze» (Heine, 15 VIII).

Im więcej było niejasności co do perspektyw politycznych, tym trudniej było P-emu nakłonić biskupów «zelantów» (Sołtyk, A. Krasiński, Wacław Sierakowski) do uległości w sprawie dysydenckiej. Wynegocjowana przez P-ego formuła ich akcesu do konfederacji (15 VIII) nie została przyjęta przez Repnina. Sołtyk poszedł na pewne ustępstwa, które przedstawił 6 IX Repninowi biorąc ze sobą P-ego «jako świadka i mediatora». Do porozumienia nie doszło i 8 IX Repnin posłał P-ego do Sołtyka z ostrzeżeniem, że w razie oporu grozi mu aresztowanie i wywiezienie na Sybir. Dalsza mediacja nie dała wyników i na konferencji biskupów 3 X P., «imieniem księcia Repnina», już nie nalegał na akces, «byleby w mówieniu ostrożność zachowali». O następnej konferencji biskupów (5 X, już w dniu otwarcia sejmu) Sołtyk bez wiedzy P-ego poinformował nuncjusza, który przybył z brewe papieskim bardzo dla prymasa kłopotliwym. Zarówno wobec biskupów, jak obradującej równocześnie Generalności konfederackiej P. stosował w tym dniu uniki, spotykając się z zarzutami «kointeligencji z dysydentami i zaprzedania się Moskwie» (Stanisław Lubomirski). Znany był nuncjaturze niezwykle namiętny list Sołtyka do P-ego z 5 X, w którym biskup krakowski przypominał mu, że w Rzymie uczynił go prymasem, i wzywał, iż nadeszła godzina, w której zadecyduje on o zbawieniu lub potępieniu swej duszy. Ostrzegał, że oburzony naród już nazywa P-ego «adiutantem księcia Repnina, drugim Karrem, Lucyperem», a jakiś fanatyk może go «zastrzelić jak psa» (włoskie tłumaczenie w Archivio Vaticano; omówienie w relacji P. L. Silvy z 29 X).

Kiedy prowadzona przez Sołtyka opozycja zatrzymała repninowską reżyserię sejmu, P. zbierał w Pałacu Saskim senatorów i posłów, aby wciąż powtarzać to samo zdanie: «Są tylko dwa sposoby utrzymania państwa: siła i roztropność [prudenza]. Polska nie ma siły przeciw tak potężnemu mocarstwu; trzeba więc słuchać głosu roztropności», która nakazuje przyjąć projekt wyłonienia pełnomocnej delegacji (Durini, 14 X). Ale Sołtyk był głuchy na ten głos. Wg relacji Aloego z 10 X P., «przybywszy wczoraj do ambasadora, żądał od niego administracji diecezji krakowskiej» i wzywał do aresztowania Sołtyka «dla przykładu i postrachu». Również w spisanych znacznie później pamiętnikach Stanisław August przypisał prymasowi inicjatywę w sprawie uwięzienia biskupa krakowskiego (z argumentem, że Sołtyk jest przecież dla Repnina większą przeszkodą niż aresztowany już 2 X Franciszek Kożuchowski). W rzeczywistości Repnin od dawna był upoważniony przez Panina do aresztowania w razie potrzeby Sołtyka i innych «fanatyków»; zapewne jednak w czasie podejmowania decyzji ambasador zasięgał rady swego «sekretarza». W każdym razie po aresztowaniach z nocy 13/14 X P. mówił swoim saskim przyjaciołom, że Bóg ukarał Sołtyka za niewierność Domowi Saskiemu i za to, że w sprawie dysydenckiej dał się użyć Czartoryskim. Opowiadał też o swoim przykrym śnie, w którym rosyjski grenadier zrywał mu krzyż z piersi, co Heine przypisywał rozmyślaniom o Sołtyku (Heine, 17 X i 7XI).

Po złamaniu opozycji sejm przelał swoje kompetencje na pełnomocną Delegację Traktatową pod przewodnictwem P-ego. Delegacja obradowała od 4 XI 1767 do 26 II 1768 na przemian u prymasa i Repnina. Decydujący o wszystkim ambasador traktował to zgromadzenie z kapralską brutalnością, nie oszczędzając afrontów i P-emu. Za przeprowadzenie w Delegacji sprawy dysydenckiej prymas otrzymał gorące i bardzo «filozoficzne» podziękowanie Katarzyny II (z 22 XII) oraz szubę sobolową wartości 10 000 rub. Jako oświecony prymas tolerant, będący «bardziej polskim patriotą niż sługą papieża», zyskał też P. pochwały w trzech propagandowych broszurach, zamówionych przez imperatorową u Woltera, a datowanych od jesieni 1767 do lata 1768 („Essai historique…”, „Sermon prêché à Bâle…” i „Discours aux confédérés…”). Wiadomo, że ostatnią z tych broszur, w której najwięcej miejsca prymasowi poświęcono, autor przesłał P-emu w sierpniu 1768; zapewne więc dziękując za tę przesyłkę, P. napisał niedatowany list «filozoficzny» do Woltera (T. Besterman błędnie datuje ten list na ok. styczeń 1768). Potem, w grudniu t. r. chciał jeszcze swoją osobą zainteresować «patriarchę» za pośrednictwem rezydującego teraz w Genewie Hennina…

Niemniej dzieło ustawodawcze «sejmu repninowskiego», które, poddając Polskę i jej konstytucję rosyjskiej gwarancji, nie przekreśliło – wbrew radomianom – reform ustrojowych z lat 1764–6, było nie tylko firmowane, ale i w pewnej mierze współtworzone przez P-ego. Z jego imieniem najbardziej jednak łączono niedoszłą reformę kościelną, znaną pod nazwą «zniesienia nuncjatury».

Sekret nie został dochowany i nuncjusz indagował «przewrotnego prymasa», który wykręcał się jak mógł. W Warszawie panowało jednak przekonanie, że projekt Synodu jest bardziej dziełem P-ego niż Rosjan. Fryderyk II nie gustował w tym projekcie, znajdując, że «rzymska bigoteria» jest dogodna jako czynnik osłabiający Polskę. Panin uznał, że proponowana reforma byłaby korzystna dla Rosji, ale jest jeszcze przedwczesna i należy na razie poprzestaćna przekazaniu jurysdykcji nuncjatury prymasowi. Po powrocie Igelströma (10 I 1768) projekt był ucierany na subdelegacji (ujawniło się wówczas autorstwo P-ego) i został zmodyfikowany: już nie Synod Narodowy, ale «sąd duchowny ostatniej instancji». Wciąż uważany za «schizmatycki», projekt został brutalnie przeforsowany przez Repnina na plenarnym posiedzeniu Delegacji 22 I, a potem – w jeszcze złagodzonej formie – przyjęty i «zanotowany» 24 i 25 I pod nazwą „Jurysdykcja duchowna narodowa”. Przeciwko «diabelskiemu projektowi [progetto diabolico]» nuncjusz zamawiał pisma polemiczne (m. in. memoriał przeciw «zniesieniu nuncjatury» napisał Stanisław Konarski) i 30 I złożył protest ogłaszający «za bezbożne, występne, nieważne i nic nie oznaczające» wszystko, co w poczynaniach Delegacji godzi w religię. Repnin uznał to za zapowiedź obłożenia klątwą tych, co odpowiednie uchwały zatwierdzą w sejmie, a Panin na tę ewentualność zalecił aresztowanie nuncjusza i «istreblenie papskoj vlasti» przez ustanowienie za pomocą P-ego niezależnej hierarchii w Polsce (reskrypt z 9/20 II). Aby nie narażać losu dysydenckiej sprawy, zdecydowano się jednak na ustępstwo. Na ostatniej sesji Delegacji 26 II Repnin oświadczył, że wolą imperatorowej jest, «aby projekt znoszący nuncjaturę był odrzucony», i rozdarłszy papier wręczył jego strzępy swoim głównym w styczniu oponentom. W szczegółowych konstytucjach „sejmu repninowskiego” P. przeprowadził jednak niektóre elementy swojego programu (np. zakaz wstępowania do zakonów męskich – z wyłączeniem pijarów i jezuitów – przed ukończeniem 24 lat) i uchylenie dla siebie prawa de incompatibilitate do dwóch jeszcze mających zawakować opactw. Uzyskał też dla swego miasteczka Szreńsk zatwierdzenie przywileju lokacyjnego i otwarcie tam sądu grodzkiego dla ziemi zawkrzeńskiej.

Po zakończeniu sejmu Repnin 8 III 1768 przyprowadził do króla prymasa oraz Radziwiłła, Wessla, F. S. Potockiego, woj. Józefa Ossolińskiego, Stanisława Brzostowskiego i Franciszka Wielopolskiego, prezentując ich «jako partykularnie przywiązanych do najjaśniejszej imperatorowej», co stanowiło dyrektywę dla posejmowej polityki (poszerzony front przedradomskich «patriotów»). P. miał tupet prosić Stanisława Augusta o prezentację do kapelusza kardynalskiego (list z 12 III). Nagrody otrzymał z innych stron. Katarzyna II wraz z bardzo wylewnym listem posłała mu Order Św. Andrzeja (28 III). Dziękował też Ksawery za pomyślne przeprowadzenie na sejmie sprawy apanaży (pensje dla królewiczów), w związku z czym przeznaczono dla P-ego biżuterię wartości 5 000 dukatów i serwis wartości 2 000 dukatów dla Repnina. Oburzyło to Essena, który «dla dobra służby» napisał 28 III do tajnej kancelarii Ksawerego, że «prymas na przeciw ambasadora jest chłopaczkiem [un petit garçon], w prowadzeniu spraw automatem», wykonującym wszystkie rozkazy Repnina, do czego się zobowiązał rewersem w zamian za prymasostwo. Tak wielki prezent dla prymasa to «wyrzucenie pieniędzy za okno» i urażenie mniej obdarowanego a wszechwładnego ambasadora. Repnin dostał więc klejnoty, a P. porcelanę.

Na wieść o konfederacji barskiej P. «rozradował się całym sercem» (Essen, 12 III 1768), bo znów zachwiał się tron Stanisława Augusta, ale radość zachował in petto. Na konferencji ministerialnej 11 III radził zająć pozycję wyczekującą i tylko zalecić «ostrożność wojskom koronnym». Ale przyciśnięty przez Repnina, spełnił jego wolę na radzie senatu 24 III, przedstawiając wniosek o wezwanie pomocy wojsk rosyjskich. Po niepowodzeniu pojednawczej misji Mokronowskiego do Baru P. – wg relacji Aloego – 14 V odmówił jednak przystąpienia do konfederacji przy królu, bowiem «jako kapłan obowiązany jest wpływać raczej na uspokojenie umysłów, a nie podburzać jeden naród przeciw drugiemu». Zwierzał się też Aloemu, że zamierza ze swej strony posłać nowego pośrednika do konfederatów, aby poznać ich żądania i przekazać je imperatorowej, «nawet gdyby odnosiły się do detronizacji króla» (Aloe, 15 V). Do tego nie doszło. P. brał dalej niezbyt zresztą wielkie pieniądze z ambasady (od Repnina w r. 1768 – 7000 dukatów, od Wołkońskiego w l. 1769–70 już tylko 5 703). Prymasowskie majątki były grabione przez konfederatów, tak iż P. poprosił o rosyjski garnizon w dobrach łowickich. Wypełniając zlecenia ambasadora, monitował coraz bardziej skłaniającego się ku konfederacji Radziwiłła, ale wciąż uchylał się od rekonfederacji przy królu. A kiedy ten zraził sobie Repnina odmową udziału w wojnie z Turcją i oddania Rosjanom Kamieńca, P. w zimie 1768–9 zaczął znów działać na rzecz detronizacji Stanisława Augusta. Z wiedzą Repnina napisał memoriał dla Panina oraz Reflexions sur l’état des affaires des Russes en Pologne (wyd. w książce W. Mejbauma), które posłał do Petersburga przez bywałego już tam jako agent dysydentów Bogusława Krasińskiego (z osiadłej na Litwie kalwińskiej linii tej rodziny).

W pismach tych prymas wywodził, że polityka stale dążącego do «despotyzmu» Poniatowskiego będzie zawsze dla Rosji szkodliwa, podczas gdy przywrócenie Rzpltej «dawnych praw» i wprowadzenie na tron elektora saskiego ugruntuje wpływy Rosji w Polsce i w Niemczech. Panin w kwietniu 1769 ujawnił tę intrygę królowi, z ostrzeżeniem, co mu grozi, jeśli nie będzie posłuszny Rosji. Były też domysły, że cała misja Krasińskiego została wyreżyserowana właśnie jako środek nacisku na Stanisława Augusta. Po rozgłoszeniu tej sprawy P. wypierał się autorstwa memoriałów i je dezawuował; niewątpliwie jednak dążył do wprowadzenia na tron Sasa i jako detronizator barwy sasko-rosyjskiej nawiązał tajne kontakty z konfederackimi detronizatorami barwy sasko-francuskiej (Wesslem). Między P-m a ośrodkami saskimi (zarówno elektorskim, jak królewiczowskim) i Cieszynem krążyli różni agenci (Jan Poniński, Aloe, kurlandczycy: O. H. Howen i K. H. Heyking). Z poczynaniami prymasa łączono duże nadzieje w Dreźnie, skąd w październiku 1769 dostał 4000 dukatów (zdaniem Essena znów zmarnowane pieniądze). Od kwietnia 1769 przekazywał też P. do Berlina detronizacyjne oferty, od których Fryderyk II kategorycznie się odcinał. Pozostający w otwartym już konflikcie z warszawskim dworem i utrzymujący sekretne kontakty z niektórymi kręgami konfederackimi, był «repninowski» prymas w szerokiej opinii krajowej postacią bardzo skompromitowaną.

Sprawami kościelnymi P. wcale się nie zajmował, ingresu na stolicę arcybiskupią nie odbył, w Gnieźnie nigdy się nie pokazał. Przekazawszy rządy archidiecezją dziekanowi Maciejowi Łubieńskiemu, dbał tylko o ciągnięcie dochodów z dóbr, którymi nieuczciwie administrował jego plenipotent Jacek Jezierski. Jedyną reformą prymasa było zarządzenie o przyjmowaniu do seminarium łowickiego tylko synów szlacheckich (bo «szlachty ubogiej w naszym kraju jest wiele»), co zostało złagodzone na skutek oporu broniącej plebejów kapituły (1769). Troska o promowanie przez edukację ubogiej szlachty znalazła jednak i wyraz pozytywny, bowiem wg jezuickiego panegiryku z r. 1768 („Geminatus In Gemina…”) P. własnym kosztem utrzymywał w szkołach 12 biednych synów szlacheckich ze szczególnym zaleceniem, aby uczyli się praw krajowych i obcych języków. Do bliskich ludzi P-ego należał kanonik gnieźnieński Jan Karski, a zwłaszcza sekularyzowany eks-prowincjał kapucynów Antoni Przedwojewski. Ten domownik P-ego nie tylko był towarzyszem słynnych biesiad, lecz również faktorował prymasowi w Rzymie, gdzie mu «wyrabiał dobre imię» (Geret, 2 VII 1768). Wśród skandali gorszących Warszawę szczególnie się upamiętniła procesja na święto Bożego Ciała w r. 1768, której przypatrywał się z okna ubrany po świecku P. w towarzystwie «Emkini» i innych «heretyczek». Stroniący od ceremonii kościelnych prymas brał udział w świętojańskich uroczystościach masońskich: w r. 1769 jako «znakomity członek» loży Cnotliwego Sarmaty w jej lokalu i w r. 1770 incognito w głośnym obchodzie publicznym, na który pożyczył srebra stołowe i żyrandole. W życiu towarzyskim otaczał się głównie warszawskimi Niemcami i cudzioziemcami (w tym rosyjskimi i rosyjsko-niemieckimi oficerami) i gdy od wiosny 1769 zabrakło w Warszawie francuskiego teatru, oni przeważnie stanowili publiczność «prymasowskiego teatru», działającego w l. 1769–71 w Ogrodzie Saskim (budynku «Malarni»)…

Następca od czerwca 1769 Repnina w Warszawie – M. Wołkoński miał zalecone utrzymać Poniatowskiego na tronie oraz doprowadzić do rekonfederacji i sejmu pacyfikacyjnego. W instrukcji dla Wołkońskiego (z 31 III/11 IV) określono P-ego jako człowieka «bez kredytu», ale którym można się posługiwać, stale mu przypominając, że wszystko Rosji zawdzięcza i może wszystko utracić, jeśli Rosja nie będzie go osłaniać przed jego nieprzyjaciółmi. Po nieudanej próbie dojścia do porozumienia z Czartoryskimi ambasador zamierzał powtórzyć radomski manewr. Kiedy Stanisław August i Czartoryscy zajęli wobec Rosji twarde stanowisko (rada senatu z 30 IX, od udziału w której P. się uchylił, aby się nie kompromitować ani w oczach «narodu», ani w oczach Rosji), w prymasie odżyły nadzieje na sasko-rosyjskie rozwiązanie sprawy polskiego tronu. Już z końcem 1769 r. Wołkoński, insynuowany przez «patriotów» z otoczenia P-ego (Ignacy Twardowski, Stanisław Gozdzki), zaczął się liczyć z koniecznością ogłoszenia wakansu tronu, a Panin tej ewentualności nie wykluczał. Dopiero jednak w październiku 1770 (zbiegło się to z ogłoszeniem przez konfederacką Generalność bezkrólewia) znów zdecydowano się – wobec braku poważniejszych partnerów – wysunąć prymasa na czoło rosyjskiej polityki w Polsce. Na bankiecie u P-ego 9 X zawiązała się «rada patriotyczna» w składzie: prymas, Adam Poniński (sekretarz «rady»), Gozdzki, Twardowski i Jerzy Flemming (ten był «wtyczką» Czartoryskich). Potem do tej piątki dołączyli: Władysław Gurowski, Andrzej Młodziejowski, Antoni Ostrowski i Kazimierz Raczyński.

Zadaniem «rady patriotycznej» było zawiązanie konfederacji, która przeprowadziłaby «pacyfikację» Rzpltej poprzez ugodę i połączenie z konfederacją barską pod mediacją Rosji i Prus. Wg P-ego i Ponińskiego koniecznym warunkiem było złożenie z tronu Stanisława Augusta, a prymas precyzował: i zastąpienie go elektorem Fryderykiem Augustem. Mediację chciał też P. rozszerzyć na Austrię i Francję. Rosja w sprawie tronu i «objaśnienia gwarancji» zajęła stanowisko niewyraźne, o dopuszczeniu Austrii i Francji do mediacji oczywiście mowy być nie mogło, Prusy wymawiały się od gwarantowania integralności terytorium Rzpltej. Na schyłku 1770 r. i początku 1771 r. toczyła się gra podobna do radomskiej, do której jednak nie dały się wciągnąć takie «republikanckie» tuzy, jak F. S. Potocki i Mniszech (temu ostatniemu proponowano stanowisko marszałka konfederacji, o co zazdrosny był P. forytujący Adama Ponińskiego). «Patrioci» na próżno domagali się od Rosji jakichś pisemnych zobowiązań, które mogliby przedstawić Generalności barskiej. Prymasowi nie udało się nikogo nakłonić, aby udał się z misją do Preszowa. Na list P-ego Michał Pac odpowiedział przez Wessla, że moskiewskim deklaracjom «nikt dowierzać nie może» i «na koniec lepiej w błocie siedzieć, niżeli w przepaść na zawsze wlecieć» (zapis S. Lubomirskiego z 13 III 1771). Wobec takiego braku konkretnych zobowiązań i takiej nieufności o «pacyfikacji» mowy być nie mogło. «Rada patriotyczna» nie spełniła też skutecznie roli politycznego szantażu mającego zastraszyć króla i rozerwać jego współdziałanie z Czartoryskimi. W Petersburgu zdecydowano więc (przy udziale bawiącego tam z misją od króla Ksawerego Branickiego) zastąpić Saldernem nieudolnego i uwikłanego w detronizacyjną politykę Wołkońskiego. Zaniepokojony prymas z kilku «patriotami» posłał 13 III do Katarzyny II apologię Wołkońskiego z prośbą, żeby jego następcą był nie Saldern, lecz Repnin. Miało to tylko ten skutek, że uraziło Salderna. W nagłym trybie został wydalony z Petersburga agent P-ego B. Krasiński (za jego pośrednictwem prymas wciąż się przymawiał o pieniądze, twierdząc, że rujnuje go kosztujący 2 500 dukatów miesięcznie pobyt w Warszawie, gdzie stale rezyduje jedynie na życzenie Rosji).

Saldern przyjechał w kwietniu 1771 do Warszawy, żeby «uspokoić» Polskę z pomocą Czartoryskich (co się nie powiodło). Z początku łaskawie rozmawiał z «patriotami» (żeby wywrzeć nacisk na króla), ale Paninowi odmalował ich w barwach najczarniejszych, zwłaszcza P-ego – «Saksończyka» potrzebującego «naszych pieniędzy», któremu «nie można w niczym zawierzyć». Na żądanie nowego ambasadora prymas, który od czasu rady senatu z 30 IX 1769 nie rozmawiał z królem, złożył Stanisławowi Augustowi 8 V życzenia imieninowe i wybąkał jakieś przeprosiny. Jeszcze Saldern powierzył P- emu tłumaczenie swojej pojednawczej deklaracji z 25 V, ale prymas pozwolił sobie na psikusy dodając po słowach: «naród wolny» wyrazy: «przed tymi smutnymi czasy kwitnący pod panowaniem Sasów», a w zdaniu o «cnotliwych obywatelach jęczących w milczeniu [en silence]» przekręcił «silence» na «Siberie». Przebrała się miara na konferencji 27 V z królem, na której Saldern domagał się zawiązania rekonfederacji. Zapytany o zdanie P. odpowiedział, że «powinni podjąć to dzieło nie senatorowie i biskupi obecni w Warszawie, ale trzeba poczekać, co powie naród, a zwłaszcza konfederaci», po czym pokłonił się i odszedł. Kiedy później prymas zaprosił ambasadora na uroczysty bankiet, Saldern wymówił się obraźliwym biletem.

Rozpętał się niezwykły konflikt między «sekretarzem» Repnina a jego następcą. Prymas «notyfikował» ciału dyplomatycznemu list Salderna ze swoim komentarzem i decyzją opuszczenia Warszawy. Dn. 5 VII pożegnał się z królem, zapowiadając wyjazd do Elbląga. Daremnie Saldern słał rosyjskich oficerów i polskich pośredników (A. Poniński i W. Gurowski) z groźbami i prośbami (oferta pensji – wg Gereta – 2000 dukatów miesięcznie). Prymas wyjechał 14 VII do Wawrzyszewa, ale tegoż dnia doścignął go tam oddział rosyjski i P. został aresztowany pod pretekstem ochrony przed napaścią konfederatów. Od doprowadzonego przez kozaków do ambasady P-ego Saldern domagał się rewersu, że nie opuści granic królestwa i nie przystąpi do konfederacji, ale prymas odpowiedział, że może dać rewers dopiero z Elbląga jako człowiek wolny. Pozostawał pod strażą w Warszawie i w Wawrzyszewie przeszło dwa miesiące, do czasu nadejścia decyzji z Petersburga. Przez cały ten czas ostentacyjnie występował w charakterze więźnia. Aby go skruszyć, Saldern zmusił Oemichenową z córką do wyjazdu do Elbląga i groził ujawnieniem kompromitujących pism z czasów Repnina i Wołkońskiego. Ale służący za pośrednika między ambasadorem a P-m rezydent toruński L. S. Geret doszedł do przekonania, że «prymas ma prawdziwie polską głowę, jak sobie coś w nią wbije, to gotów walić o mur» (relacja z 13 VIII). Wreszcie nadeszły listy Panina z 28 VIII (8 IX) do Salderna i P-ego.

Minister aprobował postępowanie ambasadora w stosunku do człowieka, który «z powodu zasad, którymi nasiąknął, jest niezdolny kiedykolwiek wiernie służyć Rosji». Ale ze względu na stanowisko, «na które na nieszczęście wynieśliśmy go», dobrze byłoby go utrzymać w rosyjskiej służbie. Jeśli jednak nie ulegnie namowom i groźbom, imperatorowa zezwala na wyjazd do Elbląga, gdzie powinien pozostawać pod nadzorem pruskich oficerów. W liście do prymasa Panin wyrażał żal Katarzyny, iż niezrozumiała zmiana postępowania P-ego wstrzymała ją w gotowości przyznania mu pensji. Ale jeśli się poprawi, to może liczyć na łaski. Saldern przekazał oba listy P-emu i posłał do niego Gereta, żeby mu wybił z głowy «dzieciństwa i saskie mrzonki», obiecał powrót Oemichenowej i zagroził odebraniem prymasostwa, co na pewno da się uzyskać w Rzymie przy wspólnych staraniach króla, konfederatów i Rosji. Prymas zlekceważył tę pogróżkę i oświadczył, że jego rachunki z Rosją są zamknięte. Miał zobowiązania tylko radomskie, które wypełnił, i jeszcze dziś podpisałby traktat dysydencki. To, co otrzymał w pieniądzach, było przeznaczone na cele partyjne, a dla siebie dostał tylko order i futro sobolowe. Od czterech lat Repnin i Wołkoński łudzili go nadziejami znacznej pensji, a teraz już jej nie pragnie. Salderna nie chce widzieć do czasu pacyfikacji, przy której jako prymas będzie mediatorem «inter regem et libertatem», w obecności również ambasadorów Francji i Austrii. Nie boi się oficerów pruskich, a jak napisze z Elbląga do Fryderyka II, to «niejedno się zmieni» (Geret, 30 IX).

Rozpowszechniwszy potępiający postępowanie Salderna apokryficzny list imperatorowej, P. wyjechał do Elbląga 26 IX i król pruski z woli Katarzyny stał się dyskretnym dozorcą prymasa. Donosił o długich konnych spacerach P-ego, którym nie mógł zapobiec, a z początkiem lutego 1772 o potajemnym wyjeździe prymasa do Gdańska, gdzie jednak na stałe zamieszkał on dopiero w lipcu t. r. «pod imieniem kanonika warmińskiego» (Husarzewski, 28 VII). Mimo że żegnając się ze Stanisławem Augustem P. zapewniał go o swojej lojalności, wolno mniemać, że od czasu proklamacji z 22 X 1770 poczuwał się do prerogatyw interreksa. Napisał do królewicza Karola, który listem z 3 III 1772 dziękował za gorliwość prymasa dla uciśniętej ojczyzny i życzył okazji najrychlejszego okazania jej w całym blasku. W ślad za tym posłał P. do Paryża (z rekomendacją Karolowi) swego sekretarza, kawalera de Bouloir, za pośrednictwem którego nawiązał w maju coraz gęściejszą z czasem korespondencję z francuskim ministrem spraw zagranicznych, księciem d’Aiguillon. Dn. 5 VI został prymas uprzejmie przyjęty przez Fryderyka II na manewrach w Kwidzyniu (dwugodzinna rozmowa po obiedzie), co wywołało wśród konfederatów falę pogłosek, że P. zawiązuje pod skrzydłami pruskimi konfederację, czy też ogłasza bezkrólewie. Wprawdzie nazajutrz po widzeniu się z królem pruskim pisał P. do Mniszcha, że «Prusy nasze pod insze panowanie przenieść się mają wkrótce», ale jeszcze w sierpniu, jak niemal wszyscy Polacy w Gdańsku, w możliwość rozbioru nie wierzył. Jako «wielki polityk» rozprawiał, że w razie czego Francja zajmie Austriackie Niderlandy, Holandia – księstwo Cleve, Anglicy i Hiszpanie zniszczą flotę rosyjską, a Dania zamknie cieśninę Sund. Z królewskim komisarzem Aleksym Husarzewskim założył się o 50 dukatów, że kongres w Fokszanach zostanie zerwany (Husarzewski, 11 i 18 VIII).

Wobec ujawnionej wkrótce katastrofy konfederacji i państwa, obmyślanie z końcem 1772 r. przez P-ego jakiegoś «planu zjednoczenia umysłów», jego szyfrowana korespondencja z Generalnością i wymiana między prymasem i d’Aiguillonem próśb o rady i plany ratowania Polski były to już poczynania bez politycznego znaczenia. Pozostawał problem ustosunkowania się do rady senatu i sejmu rozbiorowego. Rosji i Prusom bardzo zależało, żeby pierwszy senator przyłożył rękę do dzieła, do którego od października 1772 następca Salderna – O. M. Stackelberg – werbował dawnych współpracowników prymasa z «rady patriotycznej». Obawiano się również ze strony P-ego opozycji «równie śmiesznej jak bezcelowej» (Benoit, 13 III 1773). Prymas był jednak głuchy na ambasadorskie wezwania z Warszawy i na próżno Fryderyk II obmyślał sposoby «przymuszenia» P-ego, który 13 IV zamawiał już sobie wizytę w Wersalu, oskarżając równocześnie przed d’Aiguillonem Stanisława Augusta o współpracę z trzema dworami. W związku z nieprzejednanie wrogim stosunkiem P-ego do króla pozostaje zagadkowa sprawa głośnych „Articles du plan que les trois puissances ont tracé”, wydanych w „Gazette de Leyde” z 19 II 1773. Ten niewątpliwie polskiego pochodzenia apokryf, przypisujący mocarstwom rozbiorowym plan narzucenia Polsce na przyszłym sejmie radykalnie nowatorskiej formy rządu, jest interpretowany w historiografii jako manewr mający mobilizować szlachecką opinię przeciw przewidywanym reformom ustrojowym. Otóż zaraz po ukazaniu się gazety rzecz była w Gdańsku rozpowszechniana z domu P-ego, z czego Husarzewski wnosił (12 III), że prymas jest autorem («la rapsodie en question … vienne du Primat»). Domysł o tyle pikantny, że w «rapsodii» znajdują się punkty bardzo zbieżne z projektem reformy kościelnej z r. 1767. Pozostając listownie w harmonii z powróconym z zesłania Sołtykiem i z tułającym się znów Radziwiłłem, P. okazał obojętność na przyznanie mu pierwszego miejsca w Radzie Nieustającej i przez cały czas sejmu rozbiorowego demonstrował postawę patriotyczną. Dał jej też publiczny wyraz w dwóch bardzo pięknie brzmiących i ogłoszonych drukiem odpowiedziach na wezwania do powrotu do Warszawy (Respons … Antoniemu Ostrowskiemu z 15 IV 1775 i Respons… królowi z 1 VI 1775). Oddał też do druku i rozpowszechnił w Gdańsku manifest Antoniego Stanisława Czetwertyńskiego przeciw czynnościom sejmu (Husarzewski, 19 V).

Ciągnący się cztery lata pobyt P-ego w Gdańsku i w podmiejskiej rezydencji w Heubude był udręką dla Husarzewskiego. Po początkowych próbach zbliżenia przekonał się on o fałszywej grze prymasa i od grudnia 1773 wciąż nalegał na Warszawę, aby koniecznie nakłonić P-ego do opuszczenia miasta, gdzie knuje intrygi oraz swym postępowaniem kompromituje zarówno Kościół jak państwo. W związku z projektem wyjazdu prymasa do Rzymu komisarz najstosowniejsze miejsce dla niego widział w Zamku Św. Anioła, o zamknięcie w którym powinien się postarać głęboko teraz z P-m poróżniony kanclerz A. Młodziejowski (1 III 1774 i 12 V 1775). Husarzewski donosił m. in., jak to w kaplicy anglikańskiego pastora P. wygłosił dla angielskiej kolonii kazanie o tolerancji (11 III 1774) i jak zgromadził wszelką hołotę na «wielki bal», wydany z powodu powrotu do zdrowia pani Weyrauchowej (18 XI 1774). Atmosferę gdańskiego domu prymasa znakomicie zilustrował w 8 scenkach swego albumu Daniel Chodowiecki, który w lecie 1773 wykonał miniaturowe portrety P-ego i Oemichenowej. W dzienniku swej podróży do Gdańska Chodowiecki scharakteryzował prymasa jako sceptyka religijnego («wszystkie religie mają swoje dobre i złe strony») i człowieka dowcipnego, a Oemichenową przedstawił jako otyłą sześćdziesięcioletnią damę ze śladami dawnej urody, inteligentną i o dużym obyciu światowym. Dokuczały jednak P-emu zdrowie i długi. Powierzywszy rządy archidiecezji kanonikowi Ignacemu Kozierowskiemu (w sprawach państwowych od r. 1771 zastępował prymasa bp kujawski A. Ostrowski), za zezwoleniem króla (z 14 IV 1776) «dla poratowania zdrowia» z końcem czerwca wyjechał wreszcie do Francji.

Po krótkim pobycie w Paryżu i konsultacjach u lekarzy w Montpellier P. z kapelanem, Oemichenową i Weyrauchową przybyli w październiku 1776 do Marsylii. Zachowując incognito, zamieszkali w okazałych apartamentach w Hôtel de France. Zalegający z opłatą hotelu P. dokonywał wielkich zakupów mebli, obrazów i marsylskich fajansów. Od lutego 1777 coraz bardziej naciskali wierzyciele, aż doszło do odwiedzin policji z groźbą aresztu. Prymas protestował u ministra Vergennesa i otrzymał urzędowe przeprosiny, ale to nie umorzyło roszczeń małostkowych mieszczan francuskich. Stanisław August w swych pamiętnikach jako przyczynę niemal równoczesnego zgonu P-ego i Oemichenowej podał indygestię, spowodowaną zdenerwowaniem przejściami z policją po zbyt sutej kolacji (może to było zatrucie?). Zmarł P. 3 IV 1777.

Trumna prymasa została złożona w kościele kanoników opactwa Saint-Victor de Marseille. Rodzina miała zbudować mauzoleum, ale zostało to zaniechane. Trumna leżała więc na podłodze w kaplicy aż do czasu rewolucyjnego pogromu kościoła w r. 1793, kiedy to zabalsamowane szczątki P-ego zostały wrzucone do wód Starego Portu. W sprawie spadku («droit d’aubaine»), długów i miejsca pochowania cudzoziemca toczyły się długotrwałe i skomplikowane procesy. Spis ruchomości, wystawionych w r. 1788 na licytację, wykazuje wiele mebli, porcelany (ponad 1000 sztuk) i precjozów (pierścienie – wśród nich z miniaturą Woltera, tabakierki, krzyże, zegarki) oraz 159 książek. Z tego cztery tomy z ekslibrisami P-ego zachowały się w Bibliotece Miejskiej Marsylii (atlas geograficzny i trzy książki J. A. Nolleta o elektryczności). Z pokaźnej zapewne biblioteki P-ego (zapewniał on Hennina, że zbiera wszystkie dzieła Woltera) posiadał Kazimierz Jarochowski sześć pięknie oprawnych, z ekslibrisami, tomów kopiariuszy akt i pism politycznych, przeważnie z czasów Augusta II i Augusta III, które wydał pod nazwą „Teka Gabryela Junoszy Podoskiego” (t. I–VI, P. 1854–62). Nie objęty tym wydawnictwem tom z grzbietowym tytułem „Acta Interregni” (1733–4) znajduje się w Bibliotece PAN w Krakowie (rkp. 1106).

**) Feliks Łubieński przekazał tradycję rodzinną, jakoby prymas został otruty, i rzucił podejrzenie na Młodziejowskiego. Dawali temu wiarę historycy (Łętowski, Polkowski, Askenazy, Konopczyński), snując domysły, w czyim interesie leżało usunięcie Ł-ego (G. Podoski, dysydenci). Są to pogłoski i spekulacje nader niepewne, a stają się sugestywne dlatego, iż zejście od dawna zapadającego na zdrowiu prymasa przypadło w okresie wielkiego kryzysu politycznego i było rzeczywiście bardzo dogodne dla Podoskiego i Repnina.www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/wladyslaw-aleksander-lubienski-prymas-polski

Tadek i Heniek, czyli dwóch takich konowałów

Henri de Rothschild.jpg „A French playwright who wrote under the pen names André PascalCharles des Fontaines, and P.-L. Naveau… He was also qualified as a physician (although he never actually practiced medicine)…”

__

Przeoczyłem tego Rotszylda, Henryka Rotszylda – francuskiego patrona naszego Tadka, Tadka Żeleńskiego, naturellement

kim-byl-zelenski-ten-czlowiek-orkiestra/

Czyli w skrócie, ten rok 1904 był podwójnie przełomowy dla Tadka, nie dość że ożenił się z Zosią Pareńską to w ciągu ich wspólnego pobytu w Paryżu rozpoczął był współpracę z Rotszyldami. Ów Heniek finansował także badania Pierre’a i Marie Curie… fr.wikipedia.org/wiki/Henri_de_Rothschild.

„Kropla mleka” we Francji: henri-rothschild-lhyperentrepreneur-humanitaire. I w Polsce: „W czerwcu 1904 r. ożenił się z Zofią Pareńską, z której rodziną zaprzyjaźniony był od lat. Ślub zbiegł się niemal równocześnie z dwoma innymi wydarzeniami: śmiercią Wandy Żeleńskiej w marcu oraz przyznaniem Żeleńskiemu drugiego stypendium naukowego na wyjazd do Francji. Tym razem w podróży towarzyszyła mu żona.

W Paryżu młody lekarz zainteresował się modnym wówczas zagadnieniem obniżania śmiertelności niemowląt. W tym celu odbył wiele spotkań z lekarzami i przy okazji zapoznał się z ideą sztucznego dokarmiania. Swoje spostrzeżenia i sugestie przedstawił po powrocie do kraju w Krakowskim Towarzystwie Lekarskim.

Dwudziestego trzeciego lutego 1905 r. urodził się jedyny syn Zofii i Tadeusza Żeleńskich – Stanisław. Jeszcze w tym samym roku powołano do życia Instytucję Kropli Mleka, na wzór francuskiej Goutte de Lait. Żeleński został kierownikiem placówki i jej medycznym doradcą. Praca w Kropli Mleka dawała mu wiele satysfakcji, jednakże na skutek zatargów ze swoim zastępcą zrezygnował z dalszego kierowania placówką w 1907 r. Równocześnie zmiany personalne w Klinice Pediatrii spowodowały, że zrzekł się asystentury, zrezygnował z pisania pracy habilitacyjnej, a tym samym z dalszej kariery naukowej.”

W efekcie, sam Tadeusz się chwalił, że w czasie I wojny w księgarniach leżały niemal tylko jego dzieła