Jedyny taki prymas

 Podoski Gabriel Jan h. Junosza (1719–1777), prymas Polski… Przeznaczeni do stanu duchownego P. i nieco młodszy Franciszek w r. 1732 rozpoczęli naukę w jezuickim kolegium w Braniewie (wg S. L. Gereta P. edukował się przez pewien czas też w Toruniu), a w maju 1739 zostali przyjęci do konwiktu pijarskiego Collegium Nazarenum w Rzymie. Studiowali tu filozofię, a potem teologię i prawo (uczęszczając na wykłady w Sapienzy). Mieli opinię zdolnych i pilnych uczniów, a ich pozycję w konwikcie umacniała fama o pokrewieństwie z «królem Brytanii» (ożenionym z Marią Klementyną Sobieską i przebywającym w Rzymie pretendentem Jakubem III Stuartem). Gdy w lipcu 1741 zakończyli studia, całe Collegium odprowadzało ich za miasto uroczystym orszakiem karoc. W kraju, otrzymawszy niższe święcenia i kanonie: Franciszek płocką, a Gabriel gnieźnieńską (instalowany 28 IV 1742), obaj w r. 1742 immatrykulowali się w Akad. Krak., w której P. uzyskał doktorat obojga praw. Franciszek zrezygnował z kariery duchownej, Gabriel zaś 28 VII 1743 przyjął święcenia kapłańskie. Opinia, jakoby w swym życiu odprawił tylko jedną mszę przy prymicjach (M. Malinowski), jest przesadna. Niekiedy (bardzo rzadko) wypadało P-emu celebrować i przywdziewać suknie duchowne, ale poza tym nosił się po francusku i prowadził całkowicie świecki tryb życia. Skierowany przez ojca, stronnika «familii» (a więc wówczas i dworu), do praktyki kancelaryjnej przy kanclerzu Michale Czartoryskim, sposobił się P. do kariery kościelno-urzędniczej.

Korpuletny i jowialny, obrotny i elokwentny, libertyn w zarówno obyczajowym, jak i intelektualnym tego słowa znaczeniu, wg powszechnej opinii współczesnych P. wyróżniał się bystrością umysłu i wykształceniem. Biegle władał wielu językami, był człowiekiem oczytanym, a zwłaszcza posiadł szeroką znajomość historii i praw Rzeczypospolitej. Równocześnie podkreślano lenistwo i sybarytyzm, w których pogrążał się po zrywach energicznej działalności. Lubując się w koniach i dobrej kuchni, a także w towarzystwie «bab i błaznów» (J. K. Heine), młody kanonik prowadził życie nad stan i brnął w długi. Nie nastarczały prebendy, które z czasem zgromadził, a dopiero w r. 1762 wziął w działach rodzinnych po śmierci ojca dobra szreńskie (ziemia zawkrzeńska w woj. płockim), o które zresztą procesował się z braćmi. Wśród chronicznego nieładu finansowego P. znalazł jednak podporę w związku ze starszą od siebie, zamożną kobietą, która również «kuchennymi drzwiami» ułatwiała mu wejście w środowisko saskie. Była nią wdowa po saskim liwerancie Oemichenowa (vel Oemchenowa, zwana przez Polaków «Emkinią»), która dostarczała frykasy na dwór królewski i do kuchni ministra H. Brühla, a sama prowadziła też traktiernię. Nie wiadomo dokładnie, od kiedy datuje się pożycie P-ego z Oemichenową, ale zgodność opowieści C. Rulhière’a z retrospektywną relacją Gereta (z 13 VIII 1771) pozwala mniemać, że nastąpiło to u początków dworskiej kariery P-ego. Będąc zrazu na utrzymaniu wdowy, a potem ją utrzymując, miał P. od młodości ustabilizowane życie domowe i poniekąd rodzinne. Do tego kręgu należała córka, a potem zięć Oemichenowej, małżeństwo Weyrauchów. To wrośnięcie P-ego w luterańską rodzinę i w ogóle w różnowierczo-cudzoziemskie środowisko Warszawy zapewne wpłynęło na jego stosunek do sprawy dysydenckiej. Był tolerantem z przekonania.

Na szerszą arenę wypłynął P. w konflikcie Augusta III i Brühla z Gdańskiem o «zulagę» (dodatkowe cło morskie). Nadano tej sprawie charakter rewindykacji praw korony, podczas gdy w istocie chodziło o wymuszenie dla króla ryczałtowego odszkodowania (i porękawicznego dla Brühla)… Miał też P. dobre stosunki z ambasadami: francuską i austriacką, oraz wywiadowczy «kanał» w ambasadzie rosyjskiej (poprzez saksończyka Paula, zatrudnionego w kancelarii H. Kayserlinga). Zabiegał o deklarację Francji i Austrii w obronie wolności elekcji, a w marcu 1764 bezskutecznie starał się o zezwolenie Ksawerego na wyjazd do Drezna, aby ułożyć tam plan działania. Niecierpliwił się z powodu bierności królewicza i z początkiem kwietnia na wieść o rzekomej rezygnacji Ksawerego na rzecz Jana Klemensa Branickiego, straszył ambasadora austriackiego Mercy d’Argenteau, że stronictwo saskie raczej poprze «familię» niż hetmana. Rychło jednak, wraz z Augustem Moszyńskim i swoim kuzynem Andrzejem Mokronowskim, przyczynił się do układu między stronnictwem saskim a hetmańskim (w zależności od szans elekcyjnych «przyjaciele» Ksawerego poprą kandydaturę Branickiego, lub «przyjaciele» hetmana poprą kandydaturę królewicza)… Z pieniędzy przywiezionych przez Bratkowskiego P. otrzymał 3 000 dukatów, aby «korumpować» posłów na sejm konwokacyjny. Po wymarszu oponentów (8 V) pozostał w sejmującej Warszawie. Pisał stamtąd do Mokronowskiego (9 VI): «Kochany kuzynie, co się to dzieje! Wolność i ojczyzna zginęła. Powymyślali jakieś komisyje na hetmanów, podskarbich, pieczętarzom przydano assesorów, marszałkom też, a tych wszystkich nominacyja od króla! Zważże jak despotyzm delikatnie wprowadzony».

Odtąd (początek listopada) był P. głównym organizatorem stronnictwa rosyjsko-saskiego. Dwór petersburski w gruncie rzeczy nigdy o zastąpieniu Poniatowskiego Sasem nie myślał, natomiast posługiwał się stronnictwem rosyjsko-saskim jako narzędziem dla obalenia pozycji Czartoryskich i wpędzenia Stanisława Augusta w zupełną od siebie zależność. Różne półsłówka Repnina i Panina pozwalały jednak P-emu łudzić się w sprawie detronizacji i werbować pod tym hasłem malkontentów na usługi Rosji. Jeśli tych ludzi oszukał, to zapewne sam był oszukany czy też łatwo dał się oszukać. Wg bardzo przenikliwej (może podpowiedzianej przez Hennina) charakterystyki, skreślonej przez Rulhière’a, P. «w sprawach, których pragnął, możliwość brał za pewność».

Po wejściu wojsk rosyjskich i zawiązaniu się konfederacji dysydenckich (20 III) starał się mitygować «fanatyzm» Sołtyka. Poza Wesslem nie udało się P-emu ściągnąć innych matadorów na umówione na 10 IV spotkanie z Repninem. «Cokolwiekem w Dukli powiadał, stanie się niechybnie – zapewniał Mniszcha w liście z 11 IV. – Przecie ta ojczyzna warta, aby ją ratować i samych siebie… Śliczny Panie, nie trać czasu i przyjeżdżaj jak najprędzej». Wreszcie zjechali na 8 V do Warszawy F. S. Potocki i Mniszech, aby przyłączyć się do ułożonego bez nich przez Repnina i P-ego planu konfederacji prowincjonalnych i generalnej. W połowie czerwca, otrzymawszy 1000 dukatów od Repnina, wyjechał P. do Radomia i przy jego zapewnieniach, że sprawa dysydencką zostanie załatwiona zgodnie z wolą konfederatów, 23 VI zawiązano konfederację generalną pod laską Radziwiłła. Ale ku desperacji radomian Repnin – wbrew zapewnieniom P-ego – do aktu związkowego wprowadził deklarację wierności królowi…

Zaraz po śmierci Władysława Łubieńskiego** (21 VI) Repnin wystąpił z niebywałym żądaniem prymasostwa dla P-ego. Kiedy król – który pragnął wysunąć na to stanowisko swego brata Michała – opierał się ambasadorowi, Repnin napisał 22 VI do Kazimierza Poniatowskiego list z pogróżkami zakończony słowami: «On sçait que nous ne faisons pas à demi». Zalecając tę kandydaturę Paninowi, Repnin określił P-ego jako swojego «sekretarza», którego wywyższenie pokaże Polakom, jak Rosja umie wynagradzać usługi (25 VI). Kiedy Stanisław August wyrażał wątpliwość, czy papież zatwierdzi takiego nominata, Repnin odparł, że wówczas uczyni to «zrzucający jarzmo rzymskie» synod narodowy. Panin też ostrzegał, że protest Rzymu «nie przeszkodzi nowemu prymasowi w sprawowaniu jego urzędu nawet wbrew papieżowi». W sukurs P-emu przyszedł Sołtyk, zalecając go nuncjuszowi jako «godnego prałata» i swego wielkiego przyjaciela (25 VI) oraz wyrabiając list rekomendacyjny kapituły krakowskiej (3 VII). Nuncjusz A. E. Visconti, zrazu wstrząśnięty kandydaturą «ohydnego księdza [l’odioso abate]», z czasem przyznał, że – wedle powszechnej opinii – P. «ma może więcej talentu, odwagi i znajomości światu niż ktokolwiek z polskich duchownych» (1 VII). Kapituła gnieźnieńska dokonała 11 VII kanonicznego wyboru P-ego i jego sprawę popierał w Rzymie polski poseł Tomasz Antici. Sam nominat w bardzo zręcznym liście do papieża tłumaczył ścigające go zarzuty emulacją i stronniczością, właściwą republikanom (19 VII). Dla Kurii Papieskiej był to bardzo ciężki dylemat, któremu poświęcono pięć posiedzeń «partykularnej» kongregacji (20, 24 i 27 VII oraz 7 i 29 VIII). Bardziej jeszcze niż skandaliczne obyczaje P-ego niepokoiły kurialnych kardynałów jego poglądy w sprawie dysydenckiej i «wolności sumienia» oraz uległość wobec Rosji. Kwestionowano proces informacyjny i zwlekano z decyzją. Kongregacja 7 VIII poszła za opinią referenta L. Antonellego i eksperta w sprawach polskich bpa J. H. Laskarysa, iż decyzję należy uzależnić od stanowiska, jakie P. zajmie na przyszłym sejmie. Papież napisał też do nominata, że z zatwierdzeniem wypada poczekać na uczynki potwierdzające jego obietnice (12 VIII). Zmieniono jednak zdanie 29 VIII, uznając, że dalsze zwlekanie czy odmowa będą bardziej niebezpieczne niż zgoda, do której namawiali teraz obaj nuncjusze (obok Viscontiego był już w Warszawie A. M. Durini). Bullę prekonizacyjną dla P-ego Klemens XIII wystawił 31 VIII 1767. Zdaniem Essena przyspieszyło ekspedycję wysłanie do Rzymu przez P-ego opłaty 9 500 dukatów (zamiast 4000). Nowy prymas zatrzymał posiadane dotąd beneficjum miechowskie i dostał po Łubieńskim nie tylko od dawna już łączone z prymasostwem komendatoryjne opactwo tynieckie, ale też opactwo paradyskie. Sołtyk podarował mu bardzo drogocenny pierścień. Po odprawieniu «zabawnych rekolekcji» (określenie S. Gereta) u Kapucynów, których klasztor stał się miejscem politycznych i towarzyskich spotkań, P. otrzymał 27 IX sakrę biskupią z rąk Sołtyka. Na uroczystości byli obecni przywódcy dysydentów z prawosławnym arcbpem białoruskim Grigorijem Konisskim i rosyjscy oficerowie. W Pałacu Saskim opowiadano, że Repnin jakoby «z całą powagą» mawiał do P-ego: «Trzeba żebyś został wkrótce kardynałem, a potem papieżem, choćby to miało kosztować imperatorową 2 miliony dukatów», z czego wyciągano wniosek, iż «zamierza się połączyć trzy religie [katolicką, prawosławną i protestancką] i utworzyć najpotężniejszy alians wszystkich krajów Północy» (Radzimiński, 16 IX).

Mimo zawodu radomian i ochłodzenia ich stosunków z Repninem, saska agentura w Warszawie nie traciła nadziei, że ambasador z prymasem prowadzą dalej machiawelską grę na zgubę Stanisława Augusta. Ksawery, który jeszcze w maju 1767 dał P-emu 2 000 dukatów jako zadatek wdzięczności za popieranie sprawy apanaży, w sierpniu ofiarował mu w Pałacu Saskim stosowne do nowej godności okazalsze apartamenty z kaplicą i wartą honorową saskich żołnierzy. P. nie kwapił się do odnawiania i meblowania pałacu prymasowskiego, tak iż Pałac Saski już do końca pozostał jego warszawską rezydencją. Obyczajowe wybryki prymasa i książęce fumy pani Oemichenowej ciążyły wprawdzie saskim famulusom (Heine, Radzimiński). Niepokoiły ich koneksje półświatka prymasowskiego z sidłającym też Repnina półświatkiem dworskim. Oemichenowa zaprzyjaźniła się z metresą Kazimierza Poniatowskiego panią Henriettą Lullier, Ksawery Branicki zalecał się do Weyrauchowej, a P. do siostry Branickiego i przyjaciółki króla – Elżbiety Sapieżyny. Repnin wciągnął P-ego do intymnych spotkań w gronie: król, ambasador, K. Poniatowski, Branicki, Sapieżyna i pani Lullier.

Ugięcie się Stanisława Augusta w sprawie nominacji P-ego na prymasa zostało ocenione przez Katarzynę II i Panina jako probierz «przyjaźni» króla i jego «powrotu do swoich prawdziwych interesów» (listy z 27 VI 1767). Para tak niechętnych sobie ludzi jak król i prymas miała pod kierunkiem Repnina przeprowadzić skonfederowaną Rzpltą przez ciężką operację przyjęcia dyktatu w sprawie dysydenckiej i opracowania konstytucji objętej rosyjską gwarancją. Na przełomie lipca i sierpnia P. spisywał «grawamina» konfederatów przeciw królowi i «familii» oraz brał udział w przygotowywaniu instrukcji dla konfederackiego poselstwa do Petersburga. Wciąż nie tracono nadziei, że to poselstwo uzyska detronizację Stanisława Augusta. P. przedłożył Repninowi memoriał (Reflexions…) o potrzebie przełożenia terminu zwołania sejmu, tak aby konfederacja miała czas okrzepnąć i jeszcze przed sejmem na podstawie «grawaminów» uzgodnić z Rosją «kodeks praw fundamantalnych», które wejdą w traktat gwarancyjny (aneks do relacji Essena z 22 VII). Repnin te propozycje odrzucił i nie było łatwo P-emu przekonać wszystkich swoich konfederackich partnerów, że «trzeba iść ślepo za Rosją, a będzie dobrze» (Heine, 15 VIII).

Im więcej było niejasności co do perspektyw politycznych, tym trudniej było P-emu nakłonić biskupów «zelantów» (Sołtyk, A. Krasiński, Wacław Sierakowski) do uległości w sprawie dysydenckiej. Wynegocjowana przez P-ego formuła ich akcesu do konfederacji (15 VIII) nie została przyjęta przez Repnina. Sołtyk poszedł na pewne ustępstwa, które przedstawił 6 IX Repninowi biorąc ze sobą P-ego «jako świadka i mediatora». Do porozumienia nie doszło i 8 IX Repnin posłał P-ego do Sołtyka z ostrzeżeniem, że w razie oporu grozi mu aresztowanie i wywiezienie na Sybir. Dalsza mediacja nie dała wyników i na konferencji biskupów 3 X P., «imieniem księcia Repnina», już nie nalegał na akces, «byleby w mówieniu ostrożność zachowali». O następnej konferencji biskupów (5 X, już w dniu otwarcia sejmu) Sołtyk bez wiedzy P-ego poinformował nuncjusza, który przybył z brewe papieskim bardzo dla prymasa kłopotliwym. Zarówno wobec biskupów, jak obradującej równocześnie Generalności konfederackiej P. stosował w tym dniu uniki, spotykając się z zarzutami «kointeligencji z dysydentami i zaprzedania się Moskwie» (Stanisław Lubomirski). Znany był nuncjaturze niezwykle namiętny list Sołtyka do P-ego z 5 X, w którym biskup krakowski przypominał mu, że w Rzymie uczynił go prymasem, i wzywał, iż nadeszła godzina, w której zadecyduje on o zbawieniu lub potępieniu swej duszy. Ostrzegał, że oburzony naród już nazywa P-ego «adiutantem księcia Repnina, drugim Karrem, Lucyperem», a jakiś fanatyk może go «zastrzelić jak psa» (włoskie tłumaczenie w Archivio Vaticano; omówienie w relacji P. L. Silvy z 29 X).

Kiedy prowadzona przez Sołtyka opozycja zatrzymała repninowską reżyserię sejmu, P. zbierał w Pałacu Saskim senatorów i posłów, aby wciąż powtarzać to samo zdanie: «Są tylko dwa sposoby utrzymania państwa: siła i roztropność [prudenza]. Polska nie ma siły przeciw tak potężnemu mocarstwu; trzeba więc słuchać głosu roztropności», która nakazuje przyjąć projekt wyłonienia pełnomocnej delegacji (Durini, 14 X). Ale Sołtyk był głuchy na ten głos. Wg relacji Aloego z 10 X P., «przybywszy wczoraj do ambasadora, żądał od niego administracji diecezji krakowskiej» i wzywał do aresztowania Sołtyka «dla przykładu i postrachu». Również w spisanych znacznie później pamiętnikach Stanisław August przypisał prymasowi inicjatywę w sprawie uwięzienia biskupa krakowskiego (z argumentem, że Sołtyk jest przecież dla Repnina większą przeszkodą niż aresztowany już 2 X Franciszek Kożuchowski). W rzeczywistości Repnin od dawna był upoważniony przez Panina do aresztowania w razie potrzeby Sołtyka i innych «fanatyków»; zapewne jednak w czasie podejmowania decyzji ambasador zasięgał rady swego «sekretarza». W każdym razie po aresztowaniach z nocy 13/14 X P. mówił swoim saskim przyjaciołom, że Bóg ukarał Sołtyka za niewierność Domowi Saskiemu i za to, że w sprawie dysydenckiej dał się użyć Czartoryskim. Opowiadał też o swoim przykrym śnie, w którym rosyjski grenadier zrywał mu krzyż z piersi, co Heine przypisywał rozmyślaniom o Sołtyku (Heine, 17 X i 7XI).

Po złamaniu opozycji sejm przelał swoje kompetencje na pełnomocną Delegację Traktatową pod przewodnictwem P-ego. Delegacja obradowała od 4 XI 1767 do 26 II 1768 na przemian u prymasa i Repnina. Decydujący o wszystkim ambasador traktował to zgromadzenie z kapralską brutalnością, nie oszczędzając afrontów i P-emu. Za przeprowadzenie w Delegacji sprawy dysydenckiej prymas otrzymał gorące i bardzo «filozoficzne» podziękowanie Katarzyny II (z 22 XII) oraz szubę sobolową wartości 10 000 rub. Jako oświecony prymas tolerant, będący «bardziej polskim patriotą niż sługą papieża», zyskał też P. pochwały w trzech propagandowych broszurach, zamówionych przez imperatorową u Woltera, a datowanych od jesieni 1767 do lata 1768 („Essai historique…”, „Sermon prêché à Bâle…” i „Discours aux confédérés…”). Wiadomo, że ostatnią z tych broszur, w której najwięcej miejsca prymasowi poświęcono, autor przesłał P-emu w sierpniu 1768; zapewne więc dziękując za tę przesyłkę, P. napisał niedatowany list «filozoficzny» do Woltera (T. Besterman błędnie datuje ten list na ok. styczeń 1768). Potem, w grudniu t. r. chciał jeszcze swoją osobą zainteresować «patriarchę» za pośrednictwem rezydującego teraz w Genewie Hennina…

Niemniej dzieło ustawodawcze «sejmu repninowskiego», które, poddając Polskę i jej konstytucję rosyjskiej gwarancji, nie przekreśliło – wbrew radomianom – reform ustrojowych z lat 1764–6, było nie tylko firmowane, ale i w pewnej mierze współtworzone przez P-ego. Z jego imieniem najbardziej jednak łączono niedoszłą reformę kościelną, znaną pod nazwą «zniesienia nuncjatury».

Sekret nie został dochowany i nuncjusz indagował «przewrotnego prymasa», który wykręcał się jak mógł. W Warszawie panowało jednak przekonanie, że projekt Synodu jest bardziej dziełem P-ego niż Rosjan. Fryderyk II nie gustował w tym projekcie, znajdując, że «rzymska bigoteria» jest dogodna jako czynnik osłabiający Polskę. Panin uznał, że proponowana reforma byłaby korzystna dla Rosji, ale jest jeszcze przedwczesna i należy na razie poprzestaćna przekazaniu jurysdykcji nuncjatury prymasowi. Po powrocie Igelströma (10 I 1768) projekt był ucierany na subdelegacji (ujawniło się wówczas autorstwo P-ego) i został zmodyfikowany: już nie Synod Narodowy, ale «sąd duchowny ostatniej instancji». Wciąż uważany za «schizmatycki», projekt został brutalnie przeforsowany przez Repnina na plenarnym posiedzeniu Delegacji 22 I, a potem – w jeszcze złagodzonej formie – przyjęty i «zanotowany» 24 i 25 I pod nazwą „Jurysdykcja duchowna narodowa”. Przeciwko «diabelskiemu projektowi [progetto diabolico]» nuncjusz zamawiał pisma polemiczne (m. in. memoriał przeciw «zniesieniu nuncjatury» napisał Stanisław Konarski) i 30 I złożył protest ogłaszający «za bezbożne, występne, nieważne i nic nie oznaczające» wszystko, co w poczynaniach Delegacji godzi w religię. Repnin uznał to za zapowiedź obłożenia klątwą tych, co odpowiednie uchwały zatwierdzą w sejmie, a Panin na tę ewentualność zalecił aresztowanie nuncjusza i «istreblenie papskoj vlasti» przez ustanowienie za pomocą P-ego niezależnej hierarchii w Polsce (reskrypt z 9/20 II). Aby nie narażać losu dysydenckiej sprawy, zdecydowano się jednak na ustępstwo. Na ostatniej sesji Delegacji 26 II Repnin oświadczył, że wolą imperatorowej jest, «aby projekt znoszący nuncjaturę był odrzucony», i rozdarłszy papier wręczył jego strzępy swoim głównym w styczniu oponentom. W szczegółowych konstytucjach „sejmu repninowskiego” P. przeprowadził jednak niektóre elementy swojego programu (np. zakaz wstępowania do zakonów męskich – z wyłączeniem pijarów i jezuitów – przed ukończeniem 24 lat) i uchylenie dla siebie prawa de incompatibilitate do dwóch jeszcze mających zawakować opactw. Uzyskał też dla swego miasteczka Szreńsk zatwierdzenie przywileju lokacyjnego i otwarcie tam sądu grodzkiego dla ziemi zawkrzeńskiej.

Po zakończeniu sejmu Repnin 8 III 1768 przyprowadził do króla prymasa oraz Radziwiłła, Wessla, F. S. Potockiego, woj. Józefa Ossolińskiego, Stanisława Brzostowskiego i Franciszka Wielopolskiego, prezentując ich «jako partykularnie przywiązanych do najjaśniejszej imperatorowej», co stanowiło dyrektywę dla posejmowej polityki (poszerzony front przedradomskich «patriotów»). P. miał tupet prosić Stanisława Augusta o prezentację do kapelusza kardynalskiego (list z 12 III). Nagrody otrzymał z innych stron. Katarzyna II wraz z bardzo wylewnym listem posłała mu Order Św. Andrzeja (28 III). Dziękował też Ksawery za pomyślne przeprowadzenie na sejmie sprawy apanaży (pensje dla królewiczów), w związku z czym przeznaczono dla P-ego biżuterię wartości 5 000 dukatów i serwis wartości 2 000 dukatów dla Repnina. Oburzyło to Essena, który «dla dobra służby» napisał 28 III do tajnej kancelarii Ksawerego, że «prymas na przeciw ambasadora jest chłopaczkiem [un petit garçon], w prowadzeniu spraw automatem», wykonującym wszystkie rozkazy Repnina, do czego się zobowiązał rewersem w zamian za prymasostwo. Tak wielki prezent dla prymasa to «wyrzucenie pieniędzy za okno» i urażenie mniej obdarowanego a wszechwładnego ambasadora. Repnin dostał więc klejnoty, a P. porcelanę.

Na wieść o konfederacji barskiej P. «rozradował się całym sercem» (Essen, 12 III 1768), bo znów zachwiał się tron Stanisława Augusta, ale radość zachował in petto. Na konferencji ministerialnej 11 III radził zająć pozycję wyczekującą i tylko zalecić «ostrożność wojskom koronnym». Ale przyciśnięty przez Repnina, spełnił jego wolę na radzie senatu 24 III, przedstawiając wniosek o wezwanie pomocy wojsk rosyjskich. Po niepowodzeniu pojednawczej misji Mokronowskiego do Baru P. – wg relacji Aloego – 14 V odmówił jednak przystąpienia do konfederacji przy królu, bowiem «jako kapłan obowiązany jest wpływać raczej na uspokojenie umysłów, a nie podburzać jeden naród przeciw drugiemu». Zwierzał się też Aloemu, że zamierza ze swej strony posłać nowego pośrednika do konfederatów, aby poznać ich żądania i przekazać je imperatorowej, «nawet gdyby odnosiły się do detronizacji króla» (Aloe, 15 V). Do tego nie doszło. P. brał dalej niezbyt zresztą wielkie pieniądze z ambasady (od Repnina w r. 1768 – 7000 dukatów, od Wołkońskiego w l. 1769–70 już tylko 5 703). Prymasowskie majątki były grabione przez konfederatów, tak iż P. poprosił o rosyjski garnizon w dobrach łowickich. Wypełniając zlecenia ambasadora, monitował coraz bardziej skłaniającego się ku konfederacji Radziwiłła, ale wciąż uchylał się od rekonfederacji przy królu. A kiedy ten zraził sobie Repnina odmową udziału w wojnie z Turcją i oddania Rosjanom Kamieńca, P. w zimie 1768–9 zaczął znów działać na rzecz detronizacji Stanisława Augusta. Z wiedzą Repnina napisał memoriał dla Panina oraz Reflexions sur l’état des affaires des Russes en Pologne (wyd. w książce W. Mejbauma), które posłał do Petersburga przez bywałego już tam jako agent dysydentów Bogusława Krasińskiego (z osiadłej na Litwie kalwińskiej linii tej rodziny).

W pismach tych prymas wywodził, że polityka stale dążącego do «despotyzmu» Poniatowskiego będzie zawsze dla Rosji szkodliwa, podczas gdy przywrócenie Rzpltej «dawnych praw» i wprowadzenie na tron elektora saskiego ugruntuje wpływy Rosji w Polsce i w Niemczech. Panin w kwietniu 1769 ujawnił tę intrygę królowi, z ostrzeżeniem, co mu grozi, jeśli nie będzie posłuszny Rosji. Były też domysły, że cała misja Krasińskiego została wyreżyserowana właśnie jako środek nacisku na Stanisława Augusta. Po rozgłoszeniu tej sprawy P. wypierał się autorstwa memoriałów i je dezawuował; niewątpliwie jednak dążył do wprowadzenia na tron Sasa i jako detronizator barwy sasko-rosyjskiej nawiązał tajne kontakty z konfederackimi detronizatorami barwy sasko-francuskiej (Wesslem). Między P-m a ośrodkami saskimi (zarówno elektorskim, jak królewiczowskim) i Cieszynem krążyli różni agenci (Jan Poniński, Aloe, kurlandczycy: O. H. Howen i K. H. Heyking). Z poczynaniami prymasa łączono duże nadzieje w Dreźnie, skąd w październiku 1769 dostał 4000 dukatów (zdaniem Essena znów zmarnowane pieniądze). Od kwietnia 1769 przekazywał też P. do Berlina detronizacyjne oferty, od których Fryderyk II kategorycznie się odcinał. Pozostający w otwartym już konflikcie z warszawskim dworem i utrzymujący sekretne kontakty z niektórymi kręgami konfederackimi, był «repninowski» prymas w szerokiej opinii krajowej postacią bardzo skompromitowaną.

Sprawami kościelnymi P. wcale się nie zajmował, ingresu na stolicę arcybiskupią nie odbył, w Gnieźnie nigdy się nie pokazał. Przekazawszy rządy archidiecezją dziekanowi Maciejowi Łubieńskiemu, dbał tylko o ciągnięcie dochodów z dóbr, którymi nieuczciwie administrował jego plenipotent Jacek Jezierski. Jedyną reformą prymasa było zarządzenie o przyjmowaniu do seminarium łowickiego tylko synów szlacheckich (bo «szlachty ubogiej w naszym kraju jest wiele»), co zostało złagodzone na skutek oporu broniącej plebejów kapituły (1769). Troska o promowanie przez edukację ubogiej szlachty znalazła jednak i wyraz pozytywny, bowiem wg jezuickiego panegiryku z r. 1768 („Geminatus In Gemina…”) P. własnym kosztem utrzymywał w szkołach 12 biednych synów szlacheckich ze szczególnym zaleceniem, aby uczyli się praw krajowych i obcych języków. Do bliskich ludzi P-ego należał kanonik gnieźnieński Jan Karski, a zwłaszcza sekularyzowany eks-prowincjał kapucynów Antoni Przedwojewski. Ten domownik P-ego nie tylko był towarzyszem słynnych biesiad, lecz również faktorował prymasowi w Rzymie, gdzie mu «wyrabiał dobre imię» (Geret, 2 VII 1768). Wśród skandali gorszących Warszawę szczególnie się upamiętniła procesja na święto Bożego Ciała w r. 1768, której przypatrywał się z okna ubrany po świecku P. w towarzystwie «Emkini» i innych «heretyczek». Stroniący od ceremonii kościelnych prymas brał udział w świętojańskich uroczystościach masońskich: w r. 1769 jako «znakomity członek» loży Cnotliwego Sarmaty w jej lokalu i w r. 1770 incognito w głośnym obchodzie publicznym, na który pożyczył srebra stołowe i żyrandole. W życiu towarzyskim otaczał się głównie warszawskimi Niemcami i cudzioziemcami (w tym rosyjskimi i rosyjsko-niemieckimi oficerami) i gdy od wiosny 1769 zabrakło w Warszawie francuskiego teatru, oni przeważnie stanowili publiczność «prymasowskiego teatru», działającego w l. 1769–71 w Ogrodzie Saskim (budynku «Malarni»)…

Następca od czerwca 1769 Repnina w Warszawie – M. Wołkoński miał zalecone utrzymać Poniatowskiego na tronie oraz doprowadzić do rekonfederacji i sejmu pacyfikacyjnego. W instrukcji dla Wołkońskiego (z 31 III/11 IV) określono P-ego jako człowieka «bez kredytu», ale którym można się posługiwać, stale mu przypominając, że wszystko Rosji zawdzięcza i może wszystko utracić, jeśli Rosja nie będzie go osłaniać przed jego nieprzyjaciółmi. Po nieudanej próbie dojścia do porozumienia z Czartoryskimi ambasador zamierzał powtórzyć radomski manewr. Kiedy Stanisław August i Czartoryscy zajęli wobec Rosji twarde stanowisko (rada senatu z 30 IX, od udziału w której P. się uchylił, aby się nie kompromitować ani w oczach «narodu», ani w oczach Rosji), w prymasie odżyły nadzieje na sasko-rosyjskie rozwiązanie sprawy polskiego tronu. Już z końcem 1769 r. Wołkoński, insynuowany przez «patriotów» z otoczenia P-ego (Ignacy Twardowski, Stanisław Gozdzki), zaczął się liczyć z koniecznością ogłoszenia wakansu tronu, a Panin tej ewentualności nie wykluczał. Dopiero jednak w październiku 1770 (zbiegło się to z ogłoszeniem przez konfederacką Generalność bezkrólewia) znów zdecydowano się – wobec braku poważniejszych partnerów – wysunąć prymasa na czoło rosyjskiej polityki w Polsce. Na bankiecie u P-ego 9 X zawiązała się «rada patriotyczna» w składzie: prymas, Adam Poniński (sekretarz «rady»), Gozdzki, Twardowski i Jerzy Flemming (ten był «wtyczką» Czartoryskich). Potem do tej piątki dołączyli: Władysław Gurowski, Andrzej Młodziejowski, Antoni Ostrowski i Kazimierz Raczyński.

Zadaniem «rady patriotycznej» było zawiązanie konfederacji, która przeprowadziłaby «pacyfikację» Rzpltej poprzez ugodę i połączenie z konfederacją barską pod mediacją Rosji i Prus. Wg P-ego i Ponińskiego koniecznym warunkiem było złożenie z tronu Stanisława Augusta, a prymas precyzował: i zastąpienie go elektorem Fryderykiem Augustem. Mediację chciał też P. rozszerzyć na Austrię i Francję. Rosja w sprawie tronu i «objaśnienia gwarancji» zajęła stanowisko niewyraźne, o dopuszczeniu Austrii i Francji do mediacji oczywiście mowy być nie mogło, Prusy wymawiały się od gwarantowania integralności terytorium Rzpltej. Na schyłku 1770 r. i początku 1771 r. toczyła się gra podobna do radomskiej, do której jednak nie dały się wciągnąć takie «republikanckie» tuzy, jak F. S. Potocki i Mniszech (temu ostatniemu proponowano stanowisko marszałka konfederacji, o co zazdrosny był P. forytujący Adama Ponińskiego). «Patrioci» na próżno domagali się od Rosji jakichś pisemnych zobowiązań, które mogliby przedstawić Generalności barskiej. Prymasowi nie udało się nikogo nakłonić, aby udał się z misją do Preszowa. Na list P-ego Michał Pac odpowiedział przez Wessla, że moskiewskim deklaracjom «nikt dowierzać nie może» i «na koniec lepiej w błocie siedzieć, niżeli w przepaść na zawsze wlecieć» (zapis S. Lubomirskiego z 13 III 1771). Wobec takiego braku konkretnych zobowiązań i takiej nieufności o «pacyfikacji» mowy być nie mogło. «Rada patriotyczna» nie spełniła też skutecznie roli politycznego szantażu mającego zastraszyć króla i rozerwać jego współdziałanie z Czartoryskimi. W Petersburgu zdecydowano więc (przy udziale bawiącego tam z misją od króla Ksawerego Branickiego) zastąpić Saldernem nieudolnego i uwikłanego w detronizacyjną politykę Wołkońskiego. Zaniepokojony prymas z kilku «patriotami» posłał 13 III do Katarzyny II apologię Wołkońskiego z prośbą, żeby jego następcą był nie Saldern, lecz Repnin. Miało to tylko ten skutek, że uraziło Salderna. W nagłym trybie został wydalony z Petersburga agent P-ego B. Krasiński (za jego pośrednictwem prymas wciąż się przymawiał o pieniądze, twierdząc, że rujnuje go kosztujący 2 500 dukatów miesięcznie pobyt w Warszawie, gdzie stale rezyduje jedynie na życzenie Rosji).

Saldern przyjechał w kwietniu 1771 do Warszawy, żeby «uspokoić» Polskę z pomocą Czartoryskich (co się nie powiodło). Z początku łaskawie rozmawiał z «patriotami» (żeby wywrzeć nacisk na króla), ale Paninowi odmalował ich w barwach najczarniejszych, zwłaszcza P-ego – «Saksończyka» potrzebującego «naszych pieniędzy», któremu «nie można w niczym zawierzyć». Na żądanie nowego ambasadora prymas, który od czasu rady senatu z 30 IX 1769 nie rozmawiał z królem, złożył Stanisławowi Augustowi 8 V życzenia imieninowe i wybąkał jakieś przeprosiny. Jeszcze Saldern powierzył P- emu tłumaczenie swojej pojednawczej deklaracji z 25 V, ale prymas pozwolił sobie na psikusy dodając po słowach: «naród wolny» wyrazy: «przed tymi smutnymi czasy kwitnący pod panowaniem Sasów», a w zdaniu o «cnotliwych obywatelach jęczących w milczeniu [en silence]» przekręcił «silence» na «Siberie». Przebrała się miara na konferencji 27 V z królem, na której Saldern domagał się zawiązania rekonfederacji. Zapytany o zdanie P. odpowiedział, że «powinni podjąć to dzieło nie senatorowie i biskupi obecni w Warszawie, ale trzeba poczekać, co powie naród, a zwłaszcza konfederaci», po czym pokłonił się i odszedł. Kiedy później prymas zaprosił ambasadora na uroczysty bankiet, Saldern wymówił się obraźliwym biletem.

Rozpętał się niezwykły konflikt między «sekretarzem» Repnina a jego następcą. Prymas «notyfikował» ciału dyplomatycznemu list Salderna ze swoim komentarzem i decyzją opuszczenia Warszawy. Dn. 5 VII pożegnał się z królem, zapowiadając wyjazd do Elbląga. Daremnie Saldern słał rosyjskich oficerów i polskich pośredników (A. Poniński i W. Gurowski) z groźbami i prośbami (oferta pensji – wg Gereta – 2000 dukatów miesięcznie). Prymas wyjechał 14 VII do Wawrzyszewa, ale tegoż dnia doścignął go tam oddział rosyjski i P. został aresztowany pod pretekstem ochrony przed napaścią konfederatów. Od doprowadzonego przez kozaków do ambasady P-ego Saldern domagał się rewersu, że nie opuści granic królestwa i nie przystąpi do konfederacji, ale prymas odpowiedział, że może dać rewers dopiero z Elbląga jako człowiek wolny. Pozostawał pod strażą w Warszawie i w Wawrzyszewie przeszło dwa miesiące, do czasu nadejścia decyzji z Petersburga. Przez cały ten czas ostentacyjnie występował w charakterze więźnia. Aby go skruszyć, Saldern zmusił Oemichenową z córką do wyjazdu do Elbląga i groził ujawnieniem kompromitujących pism z czasów Repnina i Wołkońskiego. Ale służący za pośrednika między ambasadorem a P-m rezydent toruński L. S. Geret doszedł do przekonania, że «prymas ma prawdziwie polską głowę, jak sobie coś w nią wbije, to gotów walić o mur» (relacja z 13 VIII). Wreszcie nadeszły listy Panina z 28 VIII (8 IX) do Salderna i P-ego.

Minister aprobował postępowanie ambasadora w stosunku do człowieka, który «z powodu zasad, którymi nasiąknął, jest niezdolny kiedykolwiek wiernie służyć Rosji». Ale ze względu na stanowisko, «na które na nieszczęście wynieśliśmy go», dobrze byłoby go utrzymać w rosyjskiej służbie. Jeśli jednak nie ulegnie namowom i groźbom, imperatorowa zezwala na wyjazd do Elbląga, gdzie powinien pozostawać pod nadzorem pruskich oficerów. W liście do prymasa Panin wyrażał żal Katarzyny, iż niezrozumiała zmiana postępowania P-ego wstrzymała ją w gotowości przyznania mu pensji. Ale jeśli się poprawi, to może liczyć na łaski. Saldern przekazał oba listy P-emu i posłał do niego Gereta, żeby mu wybił z głowy «dzieciństwa i saskie mrzonki», obiecał powrót Oemichenowej i zagroził odebraniem prymasostwa, co na pewno da się uzyskać w Rzymie przy wspólnych staraniach króla, konfederatów i Rosji. Prymas zlekceważył tę pogróżkę i oświadczył, że jego rachunki z Rosją są zamknięte. Miał zobowiązania tylko radomskie, które wypełnił, i jeszcze dziś podpisałby traktat dysydencki. To, co otrzymał w pieniądzach, było przeznaczone na cele partyjne, a dla siebie dostał tylko order i futro sobolowe. Od czterech lat Repnin i Wołkoński łudzili go nadziejami znacznej pensji, a teraz już jej nie pragnie. Salderna nie chce widzieć do czasu pacyfikacji, przy której jako prymas będzie mediatorem «inter regem et libertatem», w obecności również ambasadorów Francji i Austrii. Nie boi się oficerów pruskich, a jak napisze z Elbląga do Fryderyka II, to «niejedno się zmieni» (Geret, 30 IX).

Rozpowszechniwszy potępiający postępowanie Salderna apokryficzny list imperatorowej, P. wyjechał do Elbląga 26 IX i król pruski z woli Katarzyny stał się dyskretnym dozorcą prymasa. Donosił o długich konnych spacerach P-ego, którym nie mógł zapobiec, a z początkiem lutego 1772 o potajemnym wyjeździe prymasa do Gdańska, gdzie jednak na stałe zamieszkał on dopiero w lipcu t. r. «pod imieniem kanonika warmińskiego» (Husarzewski, 28 VII). Mimo że żegnając się ze Stanisławem Augustem P. zapewniał go o swojej lojalności, wolno mniemać, że od czasu proklamacji z 22 X 1770 poczuwał się do prerogatyw interreksa. Napisał do królewicza Karola, który listem z 3 III 1772 dziękował za gorliwość prymasa dla uciśniętej ojczyzny i życzył okazji najrychlejszego okazania jej w całym blasku. W ślad za tym posłał P. do Paryża (z rekomendacją Karolowi) swego sekretarza, kawalera de Bouloir, za pośrednictwem którego nawiązał w maju coraz gęściejszą z czasem korespondencję z francuskim ministrem spraw zagranicznych, księciem d’Aiguillon. Dn. 5 VI został prymas uprzejmie przyjęty przez Fryderyka II na manewrach w Kwidzyniu (dwugodzinna rozmowa po obiedzie), co wywołało wśród konfederatów falę pogłosek, że P. zawiązuje pod skrzydłami pruskimi konfederację, czy też ogłasza bezkrólewie. Wprawdzie nazajutrz po widzeniu się z królem pruskim pisał P. do Mniszcha, że «Prusy nasze pod insze panowanie przenieść się mają wkrótce», ale jeszcze w sierpniu, jak niemal wszyscy Polacy w Gdańsku, w możliwość rozbioru nie wierzył. Jako «wielki polityk» rozprawiał, że w razie czego Francja zajmie Austriackie Niderlandy, Holandia – księstwo Cleve, Anglicy i Hiszpanie zniszczą flotę rosyjską, a Dania zamknie cieśninę Sund. Z królewskim komisarzem Aleksym Husarzewskim założył się o 50 dukatów, że kongres w Fokszanach zostanie zerwany (Husarzewski, 11 i 18 VIII).

Wobec ujawnionej wkrótce katastrofy konfederacji i państwa, obmyślanie z końcem 1772 r. przez P-ego jakiegoś «planu zjednoczenia umysłów», jego szyfrowana korespondencja z Generalnością i wymiana między prymasem i d’Aiguillonem próśb o rady i plany ratowania Polski były to już poczynania bez politycznego znaczenia. Pozostawał problem ustosunkowania się do rady senatu i sejmu rozbiorowego. Rosji i Prusom bardzo zależało, żeby pierwszy senator przyłożył rękę do dzieła, do którego od października 1772 następca Salderna – O. M. Stackelberg – werbował dawnych współpracowników prymasa z «rady patriotycznej». Obawiano się również ze strony P-ego opozycji «równie śmiesznej jak bezcelowej» (Benoit, 13 III 1773). Prymas był jednak głuchy na ambasadorskie wezwania z Warszawy i na próżno Fryderyk II obmyślał sposoby «przymuszenia» P-ego, który 13 IV zamawiał już sobie wizytę w Wersalu, oskarżając równocześnie przed d’Aiguillonem Stanisława Augusta o współpracę z trzema dworami. W związku z nieprzejednanie wrogim stosunkiem P-ego do króla pozostaje zagadkowa sprawa głośnych „Articles du plan que les trois puissances ont tracé”, wydanych w „Gazette de Leyde” z 19 II 1773. Ten niewątpliwie polskiego pochodzenia apokryf, przypisujący mocarstwom rozbiorowym plan narzucenia Polsce na przyszłym sejmie radykalnie nowatorskiej formy rządu, jest interpretowany w historiografii jako manewr mający mobilizować szlachecką opinię przeciw przewidywanym reformom ustrojowym. Otóż zaraz po ukazaniu się gazety rzecz była w Gdańsku rozpowszechniana z domu P-ego, z czego Husarzewski wnosił (12 III), że prymas jest autorem («la rapsodie en question … vienne du Primat»). Domysł o tyle pikantny, że w «rapsodii» znajdują się punkty bardzo zbieżne z projektem reformy kościelnej z r. 1767. Pozostając listownie w harmonii z powróconym z zesłania Sołtykiem i z tułającym się znów Radziwiłłem, P. okazał obojętność na przyznanie mu pierwszego miejsca w Radzie Nieustającej i przez cały czas sejmu rozbiorowego demonstrował postawę patriotyczną. Dał jej też publiczny wyraz w dwóch bardzo pięknie brzmiących i ogłoszonych drukiem odpowiedziach na wezwania do powrotu do Warszawy (Respons … Antoniemu Ostrowskiemu z 15 IV 1775 i Respons… królowi z 1 VI 1775). Oddał też do druku i rozpowszechnił w Gdańsku manifest Antoniego Stanisława Czetwertyńskiego przeciw czynnościom sejmu (Husarzewski, 19 V).

Ciągnący się cztery lata pobyt P-ego w Gdańsku i w podmiejskiej rezydencji w Heubude był udręką dla Husarzewskiego. Po początkowych próbach zbliżenia przekonał się on o fałszywej grze prymasa i od grudnia 1773 wciąż nalegał na Warszawę, aby koniecznie nakłonić P-ego do opuszczenia miasta, gdzie knuje intrygi oraz swym postępowaniem kompromituje zarówno Kościół jak państwo. W związku z projektem wyjazdu prymasa do Rzymu komisarz najstosowniejsze miejsce dla niego widział w Zamku Św. Anioła, o zamknięcie w którym powinien się postarać głęboko teraz z P-m poróżniony kanclerz A. Młodziejowski (1 III 1774 i 12 V 1775). Husarzewski donosił m. in., jak to w kaplicy anglikańskiego pastora P. wygłosił dla angielskiej kolonii kazanie o tolerancji (11 III 1774) i jak zgromadził wszelką hołotę na «wielki bal», wydany z powodu powrotu do zdrowia pani Weyrauchowej (18 XI 1774). Atmosferę gdańskiego domu prymasa znakomicie zilustrował w 8 scenkach swego albumu Daniel Chodowiecki, który w lecie 1773 wykonał miniaturowe portrety P-ego i Oemichenowej. W dzienniku swej podróży do Gdańska Chodowiecki scharakteryzował prymasa jako sceptyka religijnego («wszystkie religie mają swoje dobre i złe strony») i człowieka dowcipnego, a Oemichenową przedstawił jako otyłą sześćdziesięcioletnią damę ze śladami dawnej urody, inteligentną i o dużym obyciu światowym. Dokuczały jednak P-emu zdrowie i długi. Powierzywszy rządy archidiecezji kanonikowi Ignacemu Kozierowskiemu (w sprawach państwowych od r. 1771 zastępował prymasa bp kujawski A. Ostrowski), za zezwoleniem króla (z 14 IV 1776) «dla poratowania zdrowia» z końcem czerwca wyjechał wreszcie do Francji.

Po krótkim pobycie w Paryżu i konsultacjach u lekarzy w Montpellier P. z kapelanem, Oemichenową i Weyrauchową przybyli w październiku 1776 do Marsylii. Zachowując incognito, zamieszkali w okazałych apartamentach w Hôtel de France. Zalegający z opłatą hotelu P. dokonywał wielkich zakupów mebli, obrazów i marsylskich fajansów. Od lutego 1777 coraz bardziej naciskali wierzyciele, aż doszło do odwiedzin policji z groźbą aresztu. Prymas protestował u ministra Vergennesa i otrzymał urzędowe przeprosiny, ale to nie umorzyło roszczeń małostkowych mieszczan francuskich. Stanisław August w swych pamiętnikach jako przyczynę niemal równoczesnego zgonu P-ego i Oemichenowej podał indygestię, spowodowaną zdenerwowaniem przejściami z policją po zbyt sutej kolacji (może to było zatrucie?). Zmarł P. 3 IV 1777.

Trumna prymasa została złożona w kościele kanoników opactwa Saint-Victor de Marseille. Rodzina miała zbudować mauzoleum, ale zostało to zaniechane. Trumna leżała więc na podłodze w kaplicy aż do czasu rewolucyjnego pogromu kościoła w r. 1793, kiedy to zabalsamowane szczątki P-ego zostały wrzucone do wód Starego Portu. W sprawie spadku («droit d’aubaine»), długów i miejsca pochowania cudzoziemca toczyły się długotrwałe i skomplikowane procesy. Spis ruchomości, wystawionych w r. 1788 na licytację, wykazuje wiele mebli, porcelany (ponad 1000 sztuk) i precjozów (pierścienie – wśród nich z miniaturą Woltera, tabakierki, krzyże, zegarki) oraz 159 książek. Z tego cztery tomy z ekslibrisami P-ego zachowały się w Bibliotece Miejskiej Marsylii (atlas geograficzny i trzy książki J. A. Nolleta o elektryczności). Z pokaźnej zapewne biblioteki P-ego (zapewniał on Hennina, że zbiera wszystkie dzieła Woltera) posiadał Kazimierz Jarochowski sześć pięknie oprawnych, z ekslibrisami, tomów kopiariuszy akt i pism politycznych, przeważnie z czasów Augusta II i Augusta III, które wydał pod nazwą „Teka Gabryela Junoszy Podoskiego” (t. I–VI, P. 1854–62). Nie objęty tym wydawnictwem tom z grzbietowym tytułem „Acta Interregni” (1733–4) znajduje się w Bibliotece PAN w Krakowie (rkp. 1106).

**) Feliks Łubieński przekazał tradycję rodzinną, jakoby prymas został otruty, i rzucił podejrzenie na Młodziejowskiego. Dawali temu wiarę historycy (Łętowski, Polkowski, Askenazy, Konopczyński), snując domysły, w czyim interesie leżało usunięcie Ł-ego (G. Podoski, dysydenci). Są to pogłoski i spekulacje nader niepewne, a stają się sugestywne dlatego, iż zejście od dawna zapadającego na zdrowiu prymasa przypadło w okresie wielkiego kryzysu politycznego i było rzeczywiście bardzo dogodne dla Podoskiego i Repnina.www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/wladyslaw-aleksander-lubienski-prymas-polski

Reklamy

Tadek i Heniek, czyli dwóch takich konowałów

Henri de Rothschild.jpg „A French playwright who wrote under the pen names André PascalCharles des Fontaines, and P.-L. Naveau… He was also qualified as a physician (although he never actually practiced medicine)…”

__

Przeoczyłem tego Rotszylda, Henryka Rotszylda – francuskiego patrona naszego Tadka, Tadka Żeleńskiego, naturellement

kim-byl-zelenski-ten-czlowiek-orkiestra/

Czyli w skrócie, ten rok 1904 był podwójnie przełomowy dla Tadka, nie dość że ożenił się z Zosią Pareńską to w ciągu ich wspólnego pobytu w Paryżu rozpoczął współpracę z Rotszyldami.

 

 

Oto dlaczego słodka Francja przegrała, i my także

primum nervos belli, pecuniam infinitam — Cyceron, Filipiki V

Widocznie za dużo było tej słodyczy, a za mało zabójczej determinacji Anglii i Prus… Oto udział budżetu wojennego w całkowitych budżetach Anglii, Francji i Prus w latach 1690-1800. Średnia francuska to „marne” circa 40%, podczas gdy ta angielska to „porządne” 75% niemal!! Prusacy poza wszelką konkurencją – prawie 85%…

Screenshot 2019-08-25 at 13.56.09.pngwww.ebhsoc.org/journal/index.php/journal/article/viewFile/44/41

O naszych ówczesnych wydatkach nie ma co pisać…

Rycerski Francuz czyli nasze pierwsze Westerplatte… 285 lat temu

 Hrabia Plélo ginie na Westerplatte w 1734, grafika Paula Philipoteaux (1846-1923)

__

Maria Leszczyńska była nie tylko najdłużej (ponad 42 lata!) panującą królową (małżonką) Francji, ale jest też „jedną z tych królowych co dały Francji prowincję” – w tym przypadku Lotaryngię. Oczywiście kosztem Polski.

Nie wszyscy Francuzi godzili się wtedy na tę „sprzedaż”. W szczególności, dotyczyło to francuskiego ambasadora w Danii, hrabiego de Plélo. Ludwik Robert Hipolit de Bréhan hrabia de Plélo pochodził ze starodawnego bretońskiego rodu de Bréhan** – urodził się w Rennes w 1699. Jego ojcem był Jean François René Amalric de Bréhan (1668–1738), hrabia Mauron i Plélo i radny w parlamencie Bretanii a matką Katarzyna Franciszka Lefebvre de Faluère, córka pierwszego przewodniczącego parlamentu Bretanii.

Po zdobyciu Warszawy przez wojska rosyjskie, prawowity król Stanisław Leszczyński, wraz ze swoimi zwolennikami, wycofał się do Gdańska, aby czekać tam na obiecane przez Francję posiłki (mające dotrzeć drogą morską). Niestety, nieskory do wojny kanclerz króla Ludwika XV, kardynał de Fleury wysłał na pomoc jedynie niewielką flotę pod dowództwem marszałka de La Motte (3 okręty liniowe i 2 fregaty). Podczas oczekiwania na Francuzów, w dniu 22 lutego [1734] stronnicy Leszczyńskiego zostali zamknięci wraz z nim samym w oblężeniu, do którego przystąpili Rosjanie dowodzeni przez Piotra Lacy…

20 maja przybyła do Gdańska długo oczekiwana pomoc w postaci francuskich okrętów La Motte’go (m.in. 60-działowy Fleuron i 46-działowy Gloire), ale z uwagi na znaczną przewagę Rosjan, eskadra wycofała się do Kopenhagi. Francuski ambasador w Danii, hrabia de Plélo incydent ten uznał za hańbiący dla swojej ojczyzny. Zebrawszy żołnierzy (według różnych danych od 1000 do 2000) hrabia wylądował na Westerplatte i podjął próbę przedarcia się do oblężonych przez rosyjskie okopy. Było to pierwsze odnotowane starcie Francuzów z Rosjanami. Uderzenie francuskie jednak nie powiodło się, de Plélo zginął w boju, a resztki jego żołnierzy wycofały się do Wisłoujścia. Francuzom udało się jednak wkrótce odnieść drobny sukces: Fleuron i Gloire zmusiły do poddania się rosyjską fregatę Mitawa, będącą częścią rosyjskiej floty admirała Thomasa Gordona. Niestety 1 czerwca do Gdańska dopłynęła reszta rosyjskiej floty. Okręty rozpoczęły ostrzał Wisłoujścia i 3 czerwca de La Motte został zmuszony do kapitulacji. Tym samym Rosjanie uzyskali dostęp do gdańskiego portu.”

Zmarł od piętnastu postrzałów. Trzykrotnie powracał do ataku, ociekając krwią, próbując ożywić naszych zniechęconych żołnierzy…
— z pamiętnika markiza d’Argenson

„Zachowanie Plélo było krytykowane przez francuskie kręgi rządowe i dyplomatyczne, ponieważ bez rozkazu opuścił swoje obowiązki dla bezużytecznej brawury. Z drugiej strony śmierć hrabiego de Plélo miała ogromny wpływ na królową Marię Leszczyńską…

Chateaubriand przywołuje bitwę, w której jego ojciec brał udział razem z Plélo: Mój ojciec zszedł na ląd i znalazł się w pamiętnej bitwie, w której tysiąc pięciuset Francuzów dowodzonych przez dzielnego Bretona z Bréhan, hrabiego de Plélo, wydanej 29 maja 1734 czterdziestu tysiącom Moskali dowodzonych przez Municha. De Bréhan, dyplomata, wojownik i poeta, zginął, a mój ojciec został dwukrotnie ranny. 

— François-René de Chateaubriand, Wspomnienia spoza grobu”

W Polsce hrabia de Plélo ma ulicę wokół Basenu Górniczego w Wisłoujściu, a we Francji Rue de Plélo w Paryżu i w Rennes. 27 maja 2014 odsłonięto pomnik hrabiego w pobliżu Twierdzy Wisłoujście w Gdańsku.

Przed wojną, polska ambasada w Paryżu urządziła wzruszającą uroczystość 200-lecia tej szaleńczej próby dotrzymania przez Francuzów obietnic przymierza z Polską…

PS. Ludwika hrabina de Mailly została pierwszą metresą Ludwika XV już latem 1733, ale król długo utrzymywał to w największej tajemnicy. Tak się składa, że Ludwik ogłosił ją oficjalną metresą (fr. maîtresse en titre) w 1738, akurat kiedy papa Stanisław został księciem Lotaryngii… Tak to się plecie.

__

**) Rodzinna tradycja wywodzi ród de Bréhan od króla galijskiego z V wieku – św. Brychana, który miał walczyć z samym królem Arturem –  en.wikipedia.org/wiki/Brychan

Spoglądali z podziwem na szlachetną dumę, i towarzyszącą niezwykłą powagę

Teodor Axentowicz, 1911-12 — Poselstwo polskie u Henryka Walezego

__

19 sierpnia 1573 Jacques Auguste de Thou (Thuanus), największy francuski historyk w XVI wieku i nie tylko, miał prawie 20 lat i sam był świadkiem wjazdu do Paryża słynnego polskiego poselstwa**. Trudno zresztą żeby nim nie był, jako paryżanin, bo podziwiali ten wjazd wszyscy, jak sam napisał w swojej wielkiej historii pt. Historiae sui temporis:

Całe miasto, mówiono, pobiegło na ten spektakl. Wiek, płeć, bardzo zły stan zdrowia nikogo nie powstrzymały. Okna w pobliżu ich przejazdu były pełne; nawet dachy były tak obciążone, iż obawiano się, że się zapadną. W końcu ulice tak były przepełnione że ci nowi gospodarze ze zdumieniem spostrzegli, iż dostatek widzów nie pozostawił im wolnego przejścia. Paryżanie, z ich strony, spoglądali z podziwem na korzystną wielkość ich sylwetek, szlachetną dumę, i towarzyszącą niezwykłą powagę, te długie lśniące brody, te czapki ozdobione szlachetnymi futrami i klejnotami, te bułaty, te stalą obłożone buty z cholewami, te kołczany i łuki, ogolone z tyłu głowy, i te wielkie brodekiny z sabotami z żelaza. Nie było wśród nich osób, które nie potrafiłyby mówić po łacinie, a wielu do tego mówiło po włosku, niemiecku, niektórzy nawet mówili naszym językiem tak czysto, że brano ich raczej za mężczyzn wychowanych nad brzegami Sekwany i Loary, a nie za mieszkańców krajów opływanych przez Wisłę lub Dniepr; co spowodowało wielkie zawstydzenie naszych dworzan, którzy nie tylko nic nie wiedzą, ale są zadeklarowanymi wrogami wszystkiego co nazywa się nauką.

I jeszcze:

„Wspaniałość Polaków jest ogromna, wszyscy ubrani w złoto, srebro i jedwab z klejnotami, w dobrym towarzystwie oraz podążającą świtą. Zajęli całą dzielnicę Saint-André des Arts… Wszyscy Polacy, duzi i mali, panowie i lokaje, bogaci i biedni mówią po łacinie. Do dzisiaj nie zdawaliśmy sobie sprawy jak wiele jest warte klasyczne wykształcenie.”

15 września 1573, nazajutrz po ogłoszeniu Henryka Walezego królem Polski, Katarzyna Medycejska zorganizowała na cześć posłów uroczystość − widowisko, nazwane później Ballet des Polonais. Spektakl był dziełem członków Académie de musique et de poésie, erudycyjnej instytucji utworzonej w 1570 z inicjatywy Jean Antoine de Baïf i Thibault de Courville, mającej na celu wskrzeszenie sztuki antyku.

**) Skład poselstwa: Adam_Konarski + Olbracht_Łaski + Jan_Tomicki + Andrzej_II_Górka + Jan_Herburt + Mikołaj_Firlej + Aleksander_Frydrychowicz_Proński + Mikołaj_Krzysztof_Radziwiłł + Mikołaj_Tomicki + Jan Zamoyski + Jan_Zborowski

Screenshot 2019-08-02 at 06.33.37.png

 

 

 

 

Polskie romanse czyli Marat i jego angielscy prowadzący

 Jacques-Louis David, Śmierć Marata, 1793

__

Niesamowicie nitki historii się plotą czasami – weźmy ten słynny tranzyt Wenus w 1761** – z jednej strony mamy owego ojca Rudera który wyrusza w intrygującą podróż do Konstantynopola, aby z niego wracać jeszcze ciekawszą trasą, i w jakim towarzystwie! A w tym samym czasie, z inną ekipą próbuje udać się do Tobolska obserwować tenże tranzyt młody Jean-Paul Marat, ten Marat. I obydwaj będą pisać o Polsce.

Jean-Paul urodził się w 1743 w Boudry, w księstwie Neuchâtel, wówczas części Prus. Jego matka była hugenotką z Castres, a ojciec był ex-mercedariuszem który „dla niej” nie tylko opuścił zakon, ale i został kalwinistą. W wieku 16 lat to z kolei Jean-Paul opuścił dom „w poszukiwaniu lepszych możliwości” i nie mając jeszcze lat 18 próbował dołączyć do owej słynnej wyprawy na Syberię. W końcu znalazł się w Paryżu gdzie studiował medycynę, aby w 1765 wylądować w Londynie. Ponoć swoje londyńskie znajomości zawierał w kawiarniach Soho. Podczas pobytu w Anglii został przyjęty do masońskiej loży „King Head Jerrard Stree Soho”. Jego wyniesienie do rangi mistrza datowane jest na 15 lipca 1774. Około 1770 Marat przeniósł się do Newcastle, gdzie praktykował jako lekarz i weterynarz, pomimo że dopiero w 1775 otrzymał medyczny dyplom (kalwińskiego) Uniwersytetu St. Andrews. W roku następnym przez Holandię wrócił do Paryża.

W owym Newcastle Marat spędził czas bardzo pracowicie – w szczególności wielki rozgłos przyniosły mu jego polemiki z Wolterem, ba! opublikował wtedy jeszcze ostrzejsze w wymowie Kajdany niewolnictwa, wzywające do odrzucania w wyborach parlamentarnych w Anglii kandydatów zgłoszonych przez króla. Mało tego, pomiędzy 1770 i 1772 napisał romans (roman de coeur), czyli powieść „epistolarną” pt. Les Aventures du jeune comte Potowski – Przygody młodego hrabiego Potowskiego!! = Po(nia)towski? Zapewne z powodu pierwszego rozbioru rzecz stała się nieco passe, no ale w końcu opublikowano ją w 1848. I co na to nasi tzw. poloniści itp.? Ano nic oczywiście***, oni także nie zauważyli innej publikacji tym razem z 1905, kiedy wypłynęły w Ameryce Listy polskie (Lettres polonaises) Marata. No, ale co tam – my mamy się zajmować wyłącznie argentyńskimi przygodami pederasty Gombro. I tak to się plecie.

W czasie sporu Góry z Żyrondą Marat obok Robespierre’a i Dantona należał do sztandarowych postaci tego pierwszego obozu. W czasie gdy ukrywał się przed prześladowaniami w kanałach Paryża, nabawił się choroby skóry. Oskarżany przez żyrondystów o działanie swoją ultraradykalną publicystyką na szkodę narodu, został nawet postawiony przed Trybunałem Rewolucyjnym, gdzie jednak uzyskał wyrok uniewinniający. Był to szczytowy moment popularności Marata, który został z gmachu Trybunału wyniesiony na rękach rozentuzjazmowanego tłumu. 13 lipca 1793 Marat redagował swoją gazetę siedząc w wannie; ciepłe kąpiele miały pomagać mu w walce z chorobą skóry. Zgodził się na spotkanie z Charlotte Corday, która twierdziła, że ma dlań ważne wiadomości z Normandii. Wpuszczona do domu dziewczyna (związana politycznie z Żyrondą) zadała mu jeden cios nożem w klatkę piersiową i nie próbowała uciec. Marat zdołał jedynie zawołać „Pomóżcie mi!”, po czym zmarł na miejscu. Zabójczyni przyznała się przed trybunałem do swojego czynu i została 17 lipca zgilotynowana w czerwonym woalu ojcobójczyni. Śmierć Marata została przedstawiona w powieści „Terror” Teodora Jeske-Choińskiego… Druga fala kultu Marata miała miejsce w ZSRR, gdzie słowo Marat funkcjonowało jako imię męskie, a francuski rewolucjonista miał liczne ulice i pomniki, a nawet okręt wojenny swego imienia.”

Nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że owa Szarlotta wykonała polecenie Londynu… nie tak miało to wyglądać, nie tak.

 

**) Tranzyt Wenus był bodaj najważniejszym wydarzeniem naukowym w XVIII wieku – na całym świecie rywalizowało wtedy wiele ekip. A cel był jeden – precyzyjne wyznaczenie słonecznej paralaksy – polecam notkę: boson.szkolanawigatorow.pl/deficyt-masy-czyli-paradoks-slonca

***) nędza polskiej wikipedii i nie tylko jest niebywała – vivat niezawodny Jerzy Łojek: przygody_mlodego_hrabiego_potowskiego,291312.html

W skrócie – wedle JŁ, Marat poddał mocnej krytyce OBIE strony, tj. tak Katarzynę II i Fryderyka, z naszym Stasiem na czele (którego krytykiem jest tam niejaki… Panin) jak i konfederację barską. Przy czym Marat wykazał się zdumiewająco świetną znajomością (wewnętrznej) polityki polskiej.

Naga Ukraina czyli romantyczne szwindle

Mazepa i wilki, wedle Horacego_Vernet z 1826, Awinion

___

Larry Wolff, amerykański „polonista” o którym tu już było, napisał że podczas gdy  królestwa z Północy od dawna były uważane za niecywilizowane (opinia, która sięgała renesansu, a pod pewnymi względami aż do zajęcia przez Gotów Rzymu w 476), to Oświecenie „rozpięło” Europę pomiędzy cywilizowanym Zachodem a barbarzyńskim Wschodem. A podstawowym tekstem dla owej zmiany, według Wolffa, była ta niezwykle popularna Historia Karola XII Woltera, z 1731.

Jak ważny to był tekst, i jak ważną stała się „sprawa ukraińska”, świadczy niegasnąca popularność Jana Mazepy w tzw. kulturze europejskiej: „Mazepa jest bohaterem wielu dzieł literackich i muzycznych począwszy od doby romantyzmu m.in. George’a Byrona (poemat Mazeppa – 1818), Aleksandra Puszkina (poemat Połtawa, 1828–1829), Wiktora Hugo (poemat Mazepa – 1829), Juliusza Słowackiego (dramat Mazepa – 1840), Bertolda Brechta Ballada o Mazepie, poematu symfonicznego Ferenca Liszta Mazepa (1851), opery Piotra Czajkowskiego Mazepa (1881-1883), wierszy Tarasa Szewczenki i Bohdana Łepkiego.” W 1993 francuski film Mazeppa otrzymał „techniczne” Grand Prix w Cannes.

Leitmotivem większości tych dzieł okazała się historia nagiego Mazepy przywiązanego do „ognistego rumaka”**. A wielkim prekursorem tego trendu był oczywiście Byron, którego z kolei niewątpliwie zainspirował Wolter, czemu dał wyraz dając jako motto swego poematu trzy cytaty z Historii Karola XII. Skąd sam Wolter wymyślił historię (nagiego) Mazepy nie jest jasne, wszak Pamiętnik Paska (czy aby prawdziwy?) został opublikowany dopiero w 1836. W okresie romantycznym poemat Byrona był popularny i wpływowy – został natychmiast przetłumaczony na język francuski i był inspiracją dla francuskich malarzy romantycznych (patrz u góry i poniżej). Następne sztuki teatralne, występy cyrkowe, utwory muzyczne, powieści, kolejne wiersze, inne reprezentacje wizualne, w tym filmy, po części czerpią albo bezpośrednio z twórczości Byrona, albo za pośrednictwem utworów Hugo czy Puszkina. A poemat Byrona oczywiście opublikował ów Murray, John Murray: angielski-mickiewicz-czyli-romantyczna-dzuma/…

 Mazeppa by Théodore Géricault c. 1823

No i wreszcie w 1839 nasz rewolucyjny Julek napisał swojego Mazepę, gdzie zresztą wprowadził postać samego Paska. Trzeba przy tym pamiętać o londyńskich umocowaniach Słowackiego, ofkors: juliusz-s-oraz-pewien-szkot-i-swiatowa-rewolucja/

CDN

**) www.ipsb.nina.gov.pl/a/ciekawostka/przywiazany-do-ognistego-rumaka

__

Mazepa Jan (Iwan) h. Kurcz (ok. 1639–1709), podczaszy czernihowski, hetman kozacki (zadnieprzański). Pochodził z Mazepów-Kołodyńskich, ale drugiego członu nazwiska nie używał. Ojciec, gorliwy zwolennik I. Wyhowskiego, prawdopodobnie dzięki protekcji hetmana umieścił M-ę w r. 1658 lub 1659 jako pokojowca na dworze Jana Kazimierza. M. pozyskał sobie zaufanie króla. W przywileju dla ojca z r. 1659 określa go monarcha jako rokującego dobre nadzieje. Wkrótce Jan Kazimierz zaczął M-ę używać do misji dyplomatycznych na Ukrainie. W początkach 1665 r. M. przebywał przy boku Jana Kazimierza. Być może to on był wysłannikiem króla na Ukrainę kozacką (wiosną 1665) i autorem obszernej relacji o sytuacji na tym obszarze. Zerwanie w r. 1666 P. Doroszenki z Rzpltą musiało rozwiać nadzieje M-y na odegranie roli pośrednika między monarchą a Kozaczyzną. Abdykacja króla (1668), z którym był silnie związany, i elekcja oznaczająca zwycięstwo ugrupowań wrogich Janowi Kazimierzowi musiały nadwątlić więzy łączące M-ę z Polską.

W końcu 1669 r. znalazł się M. w otoczeniu hetmana Prawobrzeża P. Doroszenki, znanego mu co najmniej od r. 1663, zdobył jego zaufanie, początkowo dowodził jego chorągwią przyboczną, w r. 1674 pełnił obowiązki pisarza generalnego. Doroszenko wysyłał M-ę w misjach dyplomatycznych: w początkach 1673 r. do chana o posiłki, w marcu 1674 do Perejasławia z propozycją poddania się Rosji, w nadziei zostania hetmanem całej Ukrainy. Gdy to zawiodło, Doroszenko w czerwcu t. r. wyprawił M-ę z 15 jeńcami Kozakami zadnieprzańskimi jako podarunkami do Krymu i Turcji z prośbą o posiłki. Wziął go wówczas do niewoli ataman koszowy I. Sirko. Jeńcowi udało się pozyskać Sirkę, hetmana zadnieprzańskiego I. Samojłowicza i dostojników w Moskwie, gdzie dał się poznać jako zwolennik orientacji rosyjskiej, ujawniając plany Doroszenki. Został dworzaninem Samojłowicza. Na postawę M-y wpłynęła zapewne nie tylko chęć odzyskania wolności, ale również świadomość, że proturecka polityka Doroszenki prowadzi jedynie do wyniszczenia kraju.

W r. 1700 został M. jednym z pierwszych kawalerów Orderu Św. Andrzeja, w r. 1703 August II nadał mu Order Orła Białego, a w r. 1707 car uzyskał dla niego od cesarza tytuł księcia cesarstwa rzymskiego. Dzięki oparciu o Piotra I mógł M. stosunkowo samowładnie zarządzać sprawami wewnętrznymi Hetmańszczyzny. Wkrótce po otrzymaniu buławy stał się jednym z największych właścicieli ziemskich na Lewobrzeżu.

Okres wielkiej wojny północnej oznaczał duże powiększenie obciążeń Zadnieprza na rzecz państwa rosyjskiego, zwiększenie ingerencji władz rosyjskich w sprawy Ukrainy, często podporządkowanie sił kozackich wojskom rosyjskim. To wszystko, wraz z dążeniami reformatorskimi i centralizacyjnymi Piotra I, musiało budzić niepokój M-y podsycany pogłoskami, że dojdzie do ograniczenia autonomii Zadnieprza, czy wręcz jej zniesienia, wprowadzenia władz rosyjskich na terytorium Hetmańszczyzny, przekształcenia pułków kozackich w regularne ze zrusyfikowaniem kadry oficerskiej. Większość tych reform oznaczałaby bądź ograniczenie uprawnień M-y jako hetmana, bądź nawet wręcz zniesienie tego stanowiska.

Brak wiarygodnych informacji o związkach M-y z polską opozycją antyaugustowską przed r. 1705. Już we wrześniu Leszczyński spróbował nawiązać kontakt z M-ą. Wydobyte na torturach zeznania pierwszego wysłannika Wolskiego i przywiezione przezeń listy odesłał M. do cara, ale Wolskiego więził u siebie jeszcze w r. 1708. W listopadzie 1705 próbowała pozyskać M-ę dla Leszczyńskiego księżna Anna Dolska pod pozorem próby uzyskania poparcia Piotra I dla Stanisława. M. prowadził z nią szyfrowaną korespondencję w r. 1706. Po zatargu z carem i Mienszykowem w Żółkwi (maj 1707) hetman zdecydował się przejść na stronę Leszczyńskiego, wysłał za pośrednictwem m. in. jezuity Zaleskiego propozycje przyłączenia Ukrainy i Zaporoża do Rzpltej z zagwarantowaniem władzy M-ie i swobód Kozakom. Leszczyński zaakceptował (prawdopodobnie we wrześniu 1707) warunki hetmana, a 22 XI t. r. wydał manifest wzywający Kozaków do przejścia na jego stronę z obietnicą potwierdzenia ich wolności. Karol XII w październiku 1707 zawiadomiony przez Leszczyńskiego o kontaktach z M-ą odniósł się do nich niechętnie, zmieniło się to, gdy podjął działania przeciw Rosji. W początkach 1708 r. w Smorgoniach został zawarty przez Leszczyńskiego, Karola XII i archireja bułgarskiego (?), wysłannika M-y, układ polsko-szwedzko-kozacki, bądź też dwa układy, brak o nich pewnych danych.

Początkowo w pertraktacje z Leszczyńskim wtajemniczony był jedynie, i to częściowo, pisarz generalny Filip Orlik. Jesienią 1707 (mniej prawdopodobne, że miało to miejsce w czerwcu 1706) w Kijowie doszło do jakiegoś porozumienia antyrosyjskiego części starszyzny kozackiej, która próbowała skłonić M-ę do wystąpienia przeciw Rosji. Hetman wtajemniczył ją częściowo w swe zamiary (do śmierci nie zapoznał współspiskowców całkowicie ze swymi planami i pertraktacjami). W r. 1704 M., wówczas wdowiec, zakochał się w swej chrzestnej córce, kilkunastoletniej (?) Motrii, córce W. Koczubeja, sędziego generalnego; rodzice odmówili mu jej ręki, ale hetman pisywał do niej potajemnie. Koczubejówna uciekła do M-y, który odesłał ją do ojca (1704–5). M. in. sprawa ta skłoniła sędziego do złożenia (latem 1707 i na początku 1708 r.) donosu na hetmana do władz rosyjskich. Koczubej, stosunkowo dobrze zorientowany, twierdził, że M. zamierza oddać Zadnieprze Polakom. Car i jego ministrowie przyzwyczajeni do kłamliwych donosów na hetmana odnieśli się i do tego podejrzliwie, posądzali, że może to być intryga polska czy szwedzka, wszczęli w końcu śledztwo. Koczubej i jego współtowarzysz I. Iskra torturowani odwołali swój donos (maj–czerwiec 1708). Po skazaniu na śmierć zostali wydani M-ie, który kazałich stracić 25 VII t. r. w Borszczagówce. Sprawa ta niepokoiła silnie M-ę; nie mogąc liczyć na szybką pomoc Szwedów i Leszczyńskiego, od lipca t. r. próbował szukać oparcia w konfederacji sandomierskiej: proponował jej przywódcy hetmanowi A. M. Sieniawskiemu, aby wykorzystując związanie sięgłównych sił rosyjskich i szwedzkich działaniami na kierunku moskiewskim, ogłosił się królem polskim. Obiecywał poprzeć go wszystkimi swoimi siłami. Ta nierealna koncepcja wytworzenia jakiejś trzeciej siły miała zapewne w zamyśle jej autora umożliwić mu doraźnie przetrwanie trudnego okresu. Jednocześnie prawdopodobnie odbijała marzenia M-y o neutralizacji Ukrainy. Sieniawski liczący na pomoc rosyjską nie odpowiedział na tę propozycję, choć też nie doniósł o niej Rosjanom; co prawda przesłał carowi list Jabłonowskiego informujący o przejściu M-y na stronę Leszczyńskiego.

Wbrew rachubom M-y i planom Karola XII próba marszu na Moskwę bramą Smoleńską nie powiodła się. Szwedzi zamierzali wykorzystać Ukrainę Zadnieprzańską jako nową podstawę działań. Na przełomie września i października 1708 znaleźli się na granicy Hetmańszczyzny. Nadejście Szwedów zaskoczyło M-ę, zwłaszcza że ich kurier jadący doń wpadł 10 X w ręce Rosjan. Hetman rozporządzał tylko trzema z 10 pułków, 4 pułki na Siewierszczyźnie były podporządkowane dowództwu rosyjskiemu. Dn. 17 X M. otrzymał rozkaz połączenia się z główną armią rosyjską. Hetman zaczął udawać ciężko chorego, nie mógł się zdecydować na przejście do obozu szwedzkiego. Wiadomość o zbliżaniu się grupy Mienszykowa skłoniła M-ę do wyruszenia naprzeciw Szwedom, 8 XI stanął w obozie Karola XII w Horkach na czele 3–5 tys. Kozaków. Prawdopodobnie zawarł wówczas jakiś układ z królem szwedzkim. Dn. 13 XI Mienszykow zdobył stolicę M-y Baturyn, załogę i ludność wyrżnięto. Stanowiło to silny cios dla M-y i Karola XII, oznaczało utracenie miasta mającego się stać podstawą działań armii szwedzkiej, wraz z artylerią, zapasami amunicji i żywności, skarbcem hetmana i Kozaczyzny. Większa część Zadnieprza pozostała po stronie Rosji. Znaczna część Kozaków, którzy znaleźli się z M-ą w obozie Karola XII, opuściła go poza ok. 1 000 ludzi, głównie z pułków «ochotniczych». Była to klęska hetmana. Na Zadnieprzu rozwijała się partyzantka antyszwedzka. Przejście M-y na stronę Szwedów zaskoczyło całkowicie wojsko, a częściowo i starszyznę. Zadnieprze miało świeżą tradycję walk antyfeudalnych. Stale wybuchały rozruchy przeciw starszyźnie; takie zaburzenia miały miejsce bezpośrednio przed przejściem M-y na stronę Szwedów, ale były kontynuowane i po tym wydarzeniu. M. był znienawidzony przez lud także jako ten, który uwięził jego przywódcę Palija. M. i jego starszyzna dotąd byli wiernymi od lat sługami cara i nie mogli wzbudzać zaufania jako nieoczekiwani przywódcy powstania przeciw Piotrowi I. W dodatku autonomia Hetmańszczyzny w sprawach wewnętrznych była na tyle szeroka, że odium za obciążenia wojenne spadało w dużej mierze na M-ę i otaczającą go starszyzną. Istniała tradycja związku z Rosją. Gwałty Karola XII potęgowane przez trudności porozumienia się z ludnością, odmienność religii budziły wrogość do Szwedów.

Szybka kontrakcja Rosjan, opanowanie i rzeź Baturyna ukazały dobitnie ich siłę. Terror rosyjski i pełna amnestia dla zwolenników M-y dobrowolnie wracających do obozu cara przeciągały wahających się na stronę Piotra I. Umiejętnie wykorzystał też car dla swej propagandy i religię. Cerkiew wyklęła M-ę (Głuchów, Moskwa 4 XII 1708). Propagowano tezę, że M. chce wprowadzić na Zadnieprze unię.