Jak Anglicy Polskę rozbierali

Tak jak pisałem poprzednio, w połowie lat dwudziestych XVII wieku Anglicy wzięli się na dobre za planowanie rozbioru Polski przy współudziale Szwecji, Prus, Rosji i Imperium osmańskiego. Przy czym, samym Anglikom potrzeba było „niewiele” – tylko wąskiego korytarza „eksterytorialnego” pomiędzy Gdańskiem i Stambułem…

Tajne przygotowania szły pełną parą, wystarczy się przyjrzeć akuratnemu rozlokowaniu przesławnych szkockich bractw (brotherhoods), na linii: Gdańsk-Toruń-Warszawa-Kazimierz-Lublin-Lwów–Jazłowiec–Kamieniec. Celem najważniejszym było oczywiście maksymalne skrócenie czasu podróży i komunikacji pomiędzy Londynem a Stambułem. Wszak podróż morska na tym połączeniu (przez Morze Śródziemne) trwała aż trzy miesiące i w dodatku łatwo było ją zakłócić, np. Hiszpanom w Gibraltarze (co właśnie wtedy uczynili…). Imperium przejęło Gibraltar dopiero w 1704, więc przedtem pozostawała tylko wprawdzie szybsza, bo w 7 tygodni, ale bardzo „niezręczna”, podróż lądowa – przez Wiedeń i Bawarię… „Polska droga” oferowała, przy sprzyjających warunkach na morskim odcinku Londyn-Gdańsk, fantastyczny zupełnie czas przeprawy, jedynie około miesiąca!

Do rozbioru Polski wtedy wprawdzie jeszcze nie doszło, ale „szkocki szlak” był wykorzystywany nie tylko w celach handlowych, ale także do ultra-tajnej i ultra-szybkiej korespondencji, przede wszystkim pomiędzy Londynem a Stambułem.  W którym to Stambule gruszek nie zasypiano i prowadzono działania, które jak znalazł przydały się przy innej nieco okazji.

Wszak jednym z koników ambasadora Roe’ego była protestantyzacja prawosławia,  m.in. w odpowiedzi na wielką ofensywę (francuskich) jezuitów na Bliskim Wschodzie. Jego najważniejszym agentem w Stambule był patriarcha Konstantynopola, w latach 1612-38, Cyryl Lukaris:

„Wysłany został do Polski przez patriarchę Meletiosa Pigasa, aby nie dopuścić do zawarcia unii brzeskiej. W Polsce kontaktował się z rektorem Akademii Wileńskiej i zapoznał się z nauką ewangelicką. Gdy został patriarchą Aleksandrii pisał w liście do papieża Pawła V, że chce z nim pozostawać w jedności, jednocześnie jednak nawiązał kontakty z Kościołem anglikańskim. Później jako patriarcha Konstantynopola nawiązał kontakt z holenderskimi kalwinami** i popadł w konflikt z kościołem katolickim. Wysłał wielu młodych greckich teologów na uniwersytety do Szwajcarii, Anglii i Holandii. Jako patriarcha Konstantynopola kilkakrotnie był deponowany i przywracany na urząd. Cyryla wspierał król angielski Jakub I, więc w dowód wdzięczności w 1624 roku podarował mu Kodeks Aleksandryjski.

Nie był to byle podarek: „Codex Alexandrinus jest jednym z czterech wielkich kodeksów biblijnych, wraz z Kodeksem Synajskim i Watykańskim jest jednym z najwcześniejszych i najbardziej kompletnych rękopisów greckiej Biblii. Po przywiezieniu do Anglii uzyskał opinię najlepszego rękopisu biblijnego przechowywanego na Wyspach Brytyjskich i cieszył się nią aż do chwili nabycia przez Bibliotekę Brytyjską Kodeksu Synajskiego. Przechowywany jest w Dziale Manuskryptów British Library w Londynie (wraz z Kodeksem Synajskim)”.

(„Nabycia”… no, ale o tym jednak innym razem.)

A teraz najważniejsze dla nas: „Sułtan Murad IV oskarżył go [tj. Lukarisa] o buntowanie kozaków i skazał go na śmierć. Wyrok został wykonany dnia 27 czerwca 1638 roku przez janczarów na pokładzie statku w Bosforze.”

Urwał się patriarcha ze smyczy, więc skończył marnie, ale trudno chyba o lepszą wskazówkę, kto naprawdę stał za kozackimi „ruchawkami”. Feliks Koneczny zatrzymał się wpół drogi, nie dostrzegając Imperium za plecami Greków, ale i tak chwała mu za przypomnienie roli Fanariotów:

„Zamieszkiwali głównie w konstantynopolitańskiej dzielnicy Fanarion. Trudnili się handlem dalekosiężnym (a przy tym często i szpiegostwem), dochodząc w XVII wieku do wielkiego znaczenia gospodarczego i politycznego. Znali po kilka europejskich języków, byli więc zwykle tłumaczami w służbach sułtanów, gdzie mogli wykazać swoje kwalifikacje i lojalność. Jako chrześcijanie często pełnili funkcje ambasadorów Porty Osmańskiej przy dworach europejskich oraz dragomanów lub podejmowali się specjalnych misji dyplomatycznych. Zajmowali też wysokie stanowiska w patriarchacie Konstantynopola, niejednokrotnie wpływając na wybór nowego patriarchy.”

Angielska wiki dopowiada: „The roots of Greek ascendancy can be traced to the need of the Ottomans for skilled and educated negotiators as the power of their empire declined and they were compelled to rely on treaties more than the force of arms. From the 17th century onwards the Ottomans began facing problems in the conduct of their foreign relations, and were having difficulties in dictating terms to their neighbours; the Porte was faced for the first time with the need of participating in diplomatic negotiations.

Given the Ottoman tradition of generally ignoring Western European languages and cultures, officials found themselves unable to handle such affairs. The Porte subsequently assigned those tasks to the Greeks who had a long mercantile and educational tradition and could provide the necessary skills. As a result, the so−called Phanariotes, Greek and Hellenized families mostly native to Constantinople, came to occupy high posts of secretaries and interpreters to Ottoman officials and officers.

Takie oto są korzenie „sukcesu” atamana Chmielnickiego, ale Imperium poszło jeszcze dalej, kiedy to u steru stanął Cromwell – a człowiekiem, który „symbolicznie” pośredniczył w tej „rewolucyjnej transformacji” był gubernator Penington, Isaac Penington – pionier purytanizmu (za to jego słynni syn i synowa tworzyli purytańską ekstremę – kwakrów…).

A w kluczowym okresie, angielskim ambasadorem w Konstantynopolu był niejaki Tomasz Bendish, którego to syn został zięciem córki Cromwella…

z kolei, więcej o bezpośrednim udziale owych osmańskich Greków w przygotowaniu krwawej rewolucji Chmielnickiego jest tutaj i tam.

__

**) https://bosonweb.wordpress.com/2017/12/06/jak-turcy-reformacje-wspierali/

____

PS. Warto też sobie przypomnieć gdzie leży Kamieniec Podolski, i fakt że utraciliśmy go dopiero w 1793… a także ten ważny, ale mniej teraz znany Jazłowiec – w okresie I Rzeczypospolitej osadę zamieszkiwali również Ormianie, a miasto było siedzibą drugiego obok Lwowa biskupstwa kościoła ormiańskiego.

PPS. „Od czerwca do 16 listopada 1920 roku było siedzibą Ukraińskiej Republiki Ludowej i rządu Petlury. W 1920 roku znalazło się na terenie radzieckiej Ukrainy, choć bolszewicy planowali oddać miasto Polsce. W 1939 roku, mimo że Kamieniec już od 146 lat formalnie nie należał do Państwa Polskiego, tutejsza społeczność polska nadal przedstawiała znaczną liczebność wśród mieszkańców i stanowiła około 20% ludności miasta.”

Reklamy

Bractwa, Grecy i żydowscy arendarze

Kończąc wątek fanariocki, obiecałem z kolei przyjrzeć się roli Ormian. W efekcie, nie tylko nie znalazłem żadnych tropów wskazujących na ich udział w rewolcie Chmielnickiego, ale coś wręcz przeciwnego:

Hetmański wywiad korzystał z różnorakich źródeł informacji. Cenne dane pochodziły od legacji na Krym lub do Stambułu. Przyjęcie polskich posłów było wskazówką, co do nastrojów panujących na sułtańskim bądź chańskim dworze. Hetmani chętnie wysyłali również szpiegów zbierających informacje, zwłaszcza na temat wielkości i wyposażenia tureckiej armii. Informacja, jak każdy towar, miała swoją cenę, dlatego też w hetmańskich wydatkach rezerwowano odpowiednie sumy dla informatorów, którymi byli Polacy wysyłani ze szpiegowskimi misjami, bądź mieszkańcy Imperium Osmańskiego. Szczególnie cenne były informacje zdobywane przez polskich kupców na stambulskim bazarze. Turcy wyśmiewali bazarowy wywiad, ale nie zdawali sobie sprawy, ile cennych informacji można było zdobyć wśród kupieckich kramów i składów. W tej działalności specjalizowali się zwłaszcza zamieszkujący w Polsce kupcy ormiańscy. Dzięki znajomości języków, obyczajów, posiadanym kontaktom byli wprost nieocenieni dla polskiego wywiadu.

Za to, wiele do myślenia dają informacje nt. Greków działających wówczas we Lwowie:

Analiza zawodowej, prawnej i społecznej aktywności Greków we Lwowie w XVI i XVII wieku pozwała na wyróżnienie następujących kategorii greckich mieszkańców tego miasta:

1) kupcy przybywający czasowo na jarmarki;

2) kupcy mający stałe placówki handlowe lub swoich handlowych przedstawicieli we Lwowie;

3) greccy członkowie bractwa stauropigialnego, których obejmowało prawo miejskie;

4) nauczyciele szkoły prawosławnej, mnisi i rzemieślnicy.

Jeżeli pierwsza, największa liczebnie kategoria tylko okresowo wspomagała żywioł grecki we Lwowie, to następne zasługują na większą uwagę i dokładniejszą analizę. …z roku na rok liczba Greków wzrastała. według obliczeń w XVI i na początku XVII wieku odnotowano na lwowskim rynku działalność ok. 700 kupców greckich.

Największe zagrożenie dla handlu winem dla lwowskich Greków nastąpi dopiero od 1567 roku, kiedy Zygmunt ІІ August wyda dla wpływowego na dworze sułtańskim Żyda J. Nassiego pozwolenie na wolny handel winem w Polsce. Ta sprawa wywołała niepokój szczególnie we Lwowie. Dzięki zgodnym działaniom Grecy doprowadzili jednak spółkę Nassiego do upadku. Ciekawie, że ta sytuacja była jednym z nielicznych epizodów, w których Grecy zostali aktywnie wsparci przez kupców ormiańskich. …

Następnym wątkiem, który pozwala ujawnić odrębność lwowskich Greków od reszty obywateli miasta, jest interesujące zjawisko podejmowania działalności szpiegowskiej przez najbardziej znanych spośród ich grona dla dobra odnowienia niepodległego państwa greckiego. Po upadku Konstantynopola Grecy mieszkający na terenach od Stambułu do Lwowa i Moskwy na różne sposoby walczyli o realizację tej idei. Wielu z nich liczyło na wykorzystanie konfliktu między Polską, Carstwem Moskiewskim i Turcją na korzyść swojego narodu. Zbyt aktywna działalność, szczególnie greckich duchownych, budziła niepokój we wspomnianych trzech państwach. Królowie polscy wiedzieli o tym, że wielu spośród wędrujących Greków para się działalnością szpiegowską. Do starostów ukraińskich wysyłano listy z poleceniem zwracania szczególnej uwagi na duchownych greckich przekraczających granice. Grecy brali udział w każdej prawie delegacji przekraczającej polską granicę na drodze do Moskwy.

Niestety, wskutek trudnej sytuacji, która zaistniała dla Polski po powstaniu Bogdana Chmielnickiego, część lwowskich Greków zmieniła swoje opcje polityczne na korzyść Moskwy. Informatorem rosyjskim był znany we Lwowie Grek Jerzy Papara. W rozmowie z rezydentem rosyjskim w Polsce Borisem Michajłowem w 1692 roku chwalił się on swą współpracą jako informator oddający usługi jeszcze dla wielkiego Księcia Alekseja Michajłowicza. Podobne kontakty miał też jego bratanek – Kiriak Papara. Inny Grek, członek bractwa stauropigialnego Kiriak Isarowicz, aktywnie wspomagał informacjami następnego rezydenta rosyjskiego – Wasilija Tiapkina. Agentem był również Grek Piotr Affendyk. Większość z tych Greków opuściła miasto po nieudanej dla Rosjan wyprawie cara Piotra I na Turków w 1711 roku. Jednak ich usługi zostały docenione i z czasem zostali oni przyjęci na służbę carską, osiągając wysoką pozycję społeczną. Do ostatniej grupy, nielicznej, ale bardzo zasłużonej dla diaspory i wspólnoty prawosławnej, należą nauczyciele greccy, którzy pracowali w szkole działającej przy Cerkwi ruskiej.”

Owe bractwo stauropigialne podlegało bezpośrednio patriarsze, a we Lwowie inicjatorami „utworzenia bractwa byli prawosławni (gł. ruscy) kupcy i rzemieślnicy: Jurij Rohatyniec, Iwan Rohatyniec, Iwan Krasowski, Ł. Małećkyj, Konstanty Korniakt [najsłynniejszy lwowski Grek] i inni. Jego statut został zatwierdzony w styczniu 1586 przez patriarchę antiochijskiego Joachima IV. Statut ten gwarantował zwierzchność nad nowymi powstającymi bractwami i kontrolę nad duchowieństwem, w tym biskupami. Wkrótce bractwo wystąpiło o prawo stauropigii i je otrzymało. Statut bractwa lwowskiego był wzorem dla kolejnych bractw powstających na ziemiach ukraińskich. Lwowskie Bractwo Uspieńskie założyło w 1586 szkołę bracką (drugą po wileńskiej), otrzymując specjalny przywilej od patriarchy antiocheńskiego Joachima V. …Działalność bractwa wspierał książę Konstanty Wasyl Ostrogski.

Bractwo walczyło przeciw narzucaniu siłą postanowień unii brzeskiej, sprzeciwiało się próbom zdominowania Lwowa przez szlachtę, wspierało samorząd miejski. Posiadało również własną drukarnię. Wspierało również w latach 1591-1629, korzystając z wsparcia Mołdawii i Moskwy, budowę cerkwi Uspieńskiej, ufundowało również szpital.

Od połowy XVII wieku rola bractwa malała. W 1708 zostało zmuszone do przyjęcia unii brzeskiej, a po I rozbiorze zostało rozwiązane w 1788 przez władze austriackie, w ramach tzw. kasaty józefińskiej. Na jego bazie w tym samym roku, dekretem cesarza Józefa II, utworzono Instytut Stauropigialny.”

Przy czym, pierwsze „bractwo cerkiewne powstało w Wilnie około roku 1450, w oparciu o cech kuśnierzy. Bractwa objęty swoją działalnością kwestie wyznaniowe, kulturalno-oświatowe i społeczno-polityczne. Nie były organizacjami masowymi, liczyły maksymalnie kilkudziesięciu członków, lecz skupiały najaktywniejszą część społeczności prawosławnej. Bractwa działały w każdym większym mieście, czasem kilka – przy każdej cerkwi.”

To tyle w „greckim temacie”, ale trzeba mi tu zakończyć fragmentami Historii Żydów, T.5 ŻYDZI W POLSCE (1890) autorstwa Hilarego Nussbauma**:

„Powstanie Kozaków pod duchownym przewodnikiem Nalewajką, dla zrzucenia z siebie jarzma niewoli, nie udało się, i to niepowodzenie powiększyło jeszcze ich ucisk. Szlachetne rody wspomnionych wyż. planta­torów na Ukrainie i w Małorossyi***, obarczały kozaków uciążliwymi podatkami, oddając pobór tychże w dzier­żawę swoim żydowskim agentom. Kozacy musieli np. od każdego nowonarodzonego dziecka i od każdej nowo-zaślubionej pary, pewny podatek uiszczać. Ażeby zaś nie mogli ominąć tego podatku, oddano żydowskim dzier­żawcom klucze od greckich kościołów, a ile razy ksiądz chciał dopełnić aktu chrztu, albo ślubu, musiał od ży­dów za okupem klucza się dopraszać.

Stąd to powstawały w tych stronach coraz li­czniejsze gminy żydowskie. Magnaci chcieli z Kozaków mieć intratnych niewolników, Jezuici chcieli z greckich wyznawców robić rzymskich katolików, a żydzi tłumnie osiedlili się w tych prowincyjach, aby się wzbogacić i odegrać rolę Panów nad tymi parjasami. Żydzi udzielali rady dziedzicom kolonij, jak koza­ków najbardziej uciskać, poniżać i wyskiwać, żydzi przy­właszczyli sobie nad kozakami władzę sądownictwa i do­radzali im w kościelnych sprawach. Nic dziwnego, że niewolniczo traktowani Kozacy, żydów, z którymi żyli w ciągłej styczności, jeszcze więcej nienawidzili niż nie­przyjazną szlachtę i wrogie duchowieństwo. Winni byli żydzi przewidzieć, jaki los ich czeka, w razie dźwignięcia się z niedoli tych najzaciętszych ich nieprzyjaciół. Już przy powtórnem powstaniu pod przewodnictwem obranego przez nich samych hetmana Pawluka (1638), jakkolwiek krótko ono trwało, zdołali jednak kozacy 200 żydów zabić i kilka synagog zburzyć. Niemniej jednak dopomagali żydzi do większego ujarzmienia nieszczęśliwych z powodu dokonanego rokoszu.

Przyczniła się do tego nierozważnego postępowa­nia żydów, puszczona wtedy wieść na mocy kłamliwych wskazówek Zoharu o mającym się zjawić w r. 1648 Messyjaszu, a ta nadzieja rychłego zbawienia i osiągnięcia najwyższej samoistności, pozbawiła żydów wszel­kich względów, jakiemi dotąd względem inowierców się powodowali. Ale rychło nastąpiło krwawe rozczarowanie i stra­szny odwet dotknął zarówno winnych, jak niewinnych. …

Chmielnicki, przed którym cała Polska przez kilka lat drżała, który pierwszy dał Rossyi sposobność wmięszania się w sprawy Rzeczypospolitej, był i dla żydów strasznym biczem, który ich o utratę względnie pomyślnego położenia przyprawił. Chmielnicki został przez żydów osobiście podrażniony, gdy jeszcze zaj­mował stanowisko podrzędne w służbie kozackiej i żył w zależności od domu Koniecpolskiego. Jakiś żyd Zacharjasz Sabilenko naraził go na utratę dóbr i żony. Inny zdradził go, gdy wszedł z Tatarami w porozumienie. Obok krzywd, jakie jego szczep od żydowskich dzierżawców doznawał, miał tedy i swoje własne do pomszczenia. …

Po pierwszem odniesionem zwycięstwie, dzikie hordy rozlewały się po miastach Perejasław, Łubny, Lochowica, na wschód Dniepru między Kijowem a Połtawą, gra­biąc i mordując głównie żydów, którzy nie zdołali uciekać; liczba zamordowanych wynosiła kilka tysięcy. Setki przyjęły na pozór chrzest podług grecko-katolickiego obrządku i tym sposobem życie ocaliły. Szczęśliwymi czuli się jeszcze ci, którzy w jasyr przez Tatarów upro­wadzeni zostali, transportowano ich do Krymu, a z tamtąd przez tureckich żydów byli wykupywani. Cztery gminy żydowskie liczące około 3,000 dusz, uprzedziwszy rzeź, poddały się Tatarom wraz z całem swem mieniem. Dobrze ich traktowano i do Turcyi sprzedano, gdzie współwiercy z całą gotowością spełniali względem obowiązek religijny (pydienszewujum) wykupienia jeń­ców. Gmina w Konstantynopolu wysłała delegata do Hollandyi, by od bogatych gmin zbierać składki na wy­kupienie nieszczęśliwych. …

Ganja z swoją bandą stanął przed warownem miastem Niemirowem, gdzie 6,000 żydów miejscowych i z oko­licznych miast dla ochrony przybiegłych było panami twierdzy i pozamykało bramy miasta. Ale kozacy porozumiawszy się z grecką ludnością miasta, włożyli pol­skie uniformy, by uchodzić za Polaków. Chrześcijanie w mieście nacierali tedy na żydów, by otworzyć bramy swoim przyjaciołom. Żydzi usłuchali i od razu napadnię­ci przez Kozaków i współmieszkańców Chrześcijan, wszyscy prawie w straszliwych mękach zgładzeni zostali.”

__

**) Nussbaum Hilary (Hillel) (1820 Warszawa – 1895 tamże) – historyk, pisarz, pedagog i działacz gminny; ojciec Henryka N. i Józefa N. Był absolwentem Szkoły Rabinów w Warszawie. Początkowo pracował jako nauczyciel szkoły elementarnej, potem zajął się handlem. Należał do kręgu założycieli synagogi na Nalewkach w Warszawie, zwanej polską (pierwszy dom modlitwy w Królestwie Polskim, w którym – od 1857 I. Kramsztyk wygłaszał kazania w języku polskim). Współtwórca stowarzyszenia Lomde(j) Tora. Pracował w Warszawskiej Gminie Starozakonnych i w wielu instytucjach gminnych (między innymi wieloletni prezydujący w Zarządzie Głównego Domu Schronienia Ubogich i Sierot Starozakonnych). Swe wspomnienia zawarł w szkicach Z teki weterana Warszawskiej Gminy Starozakonnych (1880). Był zwolennikiem umiarkowanej asymilacji. Aktywnie uczestniczył w pomocy dla powstania styczniowego. W latach 70. XIX w. należał do grona członków Komitetu budowy Wielkiej Synagogi na Tłomackiem w Warszawie. Wiele uwagi poświęcał szkolnictwu; był autorem projektu utworzenia seminarium nauczycielskiego dla młodzieży żydowskiej (na niwie edukacji pracowała także jego żona, Ewa N.). Współpracował z czasopismami: „Jutrzenka”, „Ha-Cefira”, „Izraelita”. Jako historyk z tak zwanej szkoły asymilatorów, interesował się głównie XVIII i XIX stuleciem.

***) „Małorosja, Małoruś (również Ruś Mała, Mała Rosja) – obszar historyczny; termin utrwalony w XIV wieku w nomenklaturze państwowej i cerkiewnej dla nazwania południowo-zachodnich ziem Rusi, w przeciwieństwie do Wielkorusi, czyli północno-wschodnich ziem ruskich. Nazwa wprowadzona pierwotnie dla oznaczenia księstwa halicko-wołyńskiego i prawosławnej Metropolii Małoruskiej, następnie ruskich ziem Królestwa Polskiego i południowych ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Po ugodzie perejasławskiej (1654) i rozejmie andruszowskim (1667) nazwa podległego Rosji Hetmanatu lewobrzeżnego (przekształconego następnie w gubernię małorosyjską), po II rozbiorze Polski (1793) również guberni podolskiej, wołyńskiej i kijowskiej, a po 1832 całego Kraju Południowo-Zachodniego (generał-gubernatorstwa kijowskiego) Imperium Rosyjskiego. Nazwa przestała być używana oficjalnie w Rosji po rewolucji lutowej i obaleniu caratu. Dowódcy Białych (jak Anton Denikin) stosowali ją do końca wojny domowej w Rosji (1920).

Nazwy „Mała Ruś” i „Małorusini” były nazwami własnymi, stosowanymi pierwotnie przez Ukraińców, m.in. przez kniaziów i metropolitów halickich i wołyńskich, hetmana Bohdana Chmielnickiego, atamana Iwana Sirkę, historyka Mykołę Kostomarowa i poetę Tarasa Szewczenkę. Nazwa „Małorosja” była również potocznie używana do początku XX wieku w Rosji i innych krajach w celu określenia ziem ukraińskich, a samych Ukraińców ówcześnie określano jako Małorosjan, Małorusinów, lub pokrótce jako Rusinów.”

Fanariockie zakończenie

Dawno temu obiecałem dokończyć sprawę Fanariotów. Wtedy, zgodnie z sugestią Konecznego, chodziło mi o bezpośredni udział tych osmańskich Greków w przygotowaniu krwawej rewolucji Chmielnickiego i Camerona. (NB. W kluczowym okresie, angielskim ambasadorem w Konstantynopolu był niejaki Tomasz Bendish, którego to syn został zięciem córki Cromwella…) Teraz jest bardzo dobra okazja, dokończyć to w związku z owym „uporem” Turków wobec Jana III.

[Fanarioci] Zamieszkiwali głównie w konstantynopolitańskiej dzielnicy Fanarion. Trudnili się handlem dalekosiężnym (a przy tym często i szpiegostwem), dochodząc w XVII wieku do wielkiego znaczenia gospodarczego i politycznego. Znali po kilka europejskich języków, byli więc zwykle tłumaczami w służbach sułtanów, gdzie mogli wykazać swoje kwalifikacje i lojalność. Jako chrześcijanie często pełnili funkcje ambasadorów Porty Osmańskiej przy dworach europejskich oraz dragomanów lub podejmowali się specjalnych misji dyplomatycznych. Zajmowali też wysokie stanowiska w patriarchacie Konstantynopola, niejednokrotnie wpływając na wybór nowego patriarchy.”

Ciekawostką jest tu postać Wojciecha Bobowskiego, polskiego protestanta, który wzięty przez Tatarów w jasyr w 1638, przyjął islam i zrobił wielką karierę na dworze sułtanów, gdzie został jednym z pierwszych dragomanów**. M.in. był ów Bobowski wybitnym językoznawcą, a niejaki Tomasz Hyde był z kolei wielkim znawcą jego twórczości…

Owi dragomani to nie byli jedynie zwykli tłumacze, wszak tzw. wielcy dragomani wręcz pełnili rolę de facto ministra spraw zagranicznych Porty ds. krajów chrześcijańskich. Warto poznać biogramy dwóch pierwszych wielkich dragomanów:

Panagiotis Nikousios urodził się w Konstantynopolu w 1613, a jego bogata rodzina pochodziła z Trebizondu. Był znakomicie wykształcony (studiował na uniwersytecie w Padwie medycynę, matematykę i astronomię) i biegle władał wieloma językami (tureckim, perskim, arabskim i różnymi językami europejskimi). Po powrocie z Włoch udało mu się zdobyć uznanie wielkiego wezyra Kizpulu Mechmet Paszy. Od 1648 r. (lub 1649 r.) służył jako dragoman ambasady Austrii, a w 1661 został wielkim dragomanem… Wyróżnił się w negocjacjach z Wenecjanami w sprawie przekazania Kandii (na Krecie), które zakończyły się traktatem z 16 września 1669 r. W nagrodę za te usługi otrzymał dożywotni dochód z podatków Mykonos. Przetłumaczył z polskiego na łacinę  katechizm Piotra Mohyły, wydany w Ławrze Peczerskiej w 1645 pt. Zebranie krótkiej nauki o artykułach wiary prawosławney katolickey chrześcianskiey iako Cerkew Wschodnia Apostolska uczy. (NB. „Dzięki Mohyle znamy np. historię o uratowaniu mołdawskiej stolicy przed Kozakami zaporoskimi przez św. Jana Nowego. Wstawiennictwo świętego sprawiło, że Bóg pokarał kozaków śmiercią w wezbranych wodach Suczawy…” W 1647 Mohyła umiera w bardzo niejasnych okolicznościach – testament spisał po polsku… a w 1648 mamy Chmielnickiego.)

Panagiotis Nikosios zmarł 2 października 1673 roku podczas tureckiej kampanii w Polsce. Aleksander Mavrokordatos zwany „Sekretem” (exaporite, εξ απορρήτων) został jego następcą.

„His parents were Nikolaos Mavrokordatos from Chios and Loxandra from the Phanar of Constantinople. … in 1683, after the failed siege of Vienna by the Ottomans, he fell into disfavour, his property was confiscated and he and his mother were imprisoned for one year. Then he escaped to Sozopol and returned to Constantinople in 1685 when the new Grand Vizier restored him to his old place and returned his fortune. In the following years he became an internationally prestigious person, especially after his participation in the signing of the historic Karlovy Vary Treaty (in the present autonomous region of Vojvodina) in 1699, as a proxy of the Ottoman Empire, when he reached the peak of his glory, as Yemeniz Eugene states: „The emperor of Leopold, fascinated by his talents, gave him fifty thousand guilds … and gave him the prince’s hereditary title.”

Jego syn Mikołaj został hospodarem Mołdawii, a Jan – Wołoszczyzny.

__

**) „Po pewnym czasie wrócił do Stambułu, gdzie w 1671 roku otrzymał stanowisko pierwszego dragomana Porty czyli naczelnego tłumacza sułtańskiego. Do Polski przyjechał jako wysłannik sułtański, a przyjął go we Lwowie król Jan Kazimierz. Na stałe nie zdecydował się osiąść w ojczyźnie, wrócił do Stambułu, gdzie zmarł w 1675 roku. [Okoliczności jego śmierci nie są znane, a jeśli prawdą są pogłoski o jego zamiarze powrotu do Polski, to data ta jest wiele mówiąca…]

Jeszcze bardziej niezwykłe od życiorysu Wojciecha Bobowskiego są jego ogromne zasługi dla wielu gałęzi wiedzy. Jako były chrześcijanin, wychowany w rodzinie protestanckiej, Bobowski fascynował się kwestiami religioznawstwa. Gdy przeszedł na islam przeprowadził dogłębne badania mające na celu podniesienie wzajemnego zrozumienia chrześcijan i muzułmanów. Był autorem przekładu Biblii (tr. Kitabı Mukaddes) na język turecki, który był jedynym kompletnym tureckim tłumaczeniem tej księgi aż do 2002 roku.

Ponadto na polu religioznawstwa Bobowski odznaczył się jako tłumacz na język turecki anglikańskiej książki do nabożeństwa. Był także autorem wprowadzenia do islamu, które napisał po łacinie. Podobno uczestniczył także w pracach nad przekładem Koranu, ale efekty tej działalności niestety nie zachowały się do naszych czasów.”

„W.B. passe au service de l’ambassadeur anglais Thomas Bendish…”

Vfuki.jpg

Ausschnitt aus Folio 66r des Manuskriptes Turc 292. Hier findet sich Ali Ufkis Namensform Vfuki, seine eigene Umschrift aus dem Osmanischen

___

PS. A co do Chmielnickiego et consortes, to ciągle pozostaje mi jeszcze do wyjaśnienia rola Ormian w tej dywersji…

PPS. https://pl.wikipedia.org/wiki/Koliszczyzna