Fizyka manipulacji, czyli jak Wolter z Leninem fizykę wykładali

Narodziny fizyki nowoczesnej, jako nauki empirycznej tak jak to dzisiaj rozumiemy można umiejscowić pomiędzy połową XVI i końcem XVII wieku – od publikacji O obrotach Mikołaja Kopernika w 1543 do publikacji Podstaw matematycznych filozofii przyrody Isaaca Newtona w 1687. Był to długi i skomplikowany proces tworzenia nowego paradygmatu naukowego, w którym olbrzymią rolę odegrało stworzenie i rozwinięcie rachunku różniczkowego i całkowego przez Gottfrieda Leibniza oraz Newtona. Pozwoliło to, między innymi, pozbyć się wielu problemów koncepcyjnych fizyki starożytnej w zrozumieniu i w opisie ruchu – znanych choćby ze słynnych paradoksów Zenona, w tym paradoksu żółwia i Achillesa. Na marginesie – ciekawe, że Newton nie od razu zdał sobie sprawę z wagi „nowej matematyki” – większość swoich demonstracji matematycznych starał się przeprowadzać klasycznie, przy pomocy konstrukcji geometrycznych. Kiedy jednak stało się jasne jak ważne jest to narzędzie, rozgorzała prawdziwa wojna propagandowa o tytuł „ojca” rachunku różniczkowego. Wojna ta nie tylko zatruła osobiste stosunki między Leibnizem a Newtonem, ale też legła u początku wyraźnego podziału na naukowe tradycje angielską i „kontynentalną”. Pierwszą ofiarą tej separacji była strona angielska – upierając się przy newtonowskiej „szkole” zapisu i analizy różniczkowej Anglicy w XVIII wieku zostali daleko w tyle, szczególnie za Francuzami, w rozwoju nowoczesnych metod matematycznych. Można też spekulować, czy dodatkowym tego powodem nie mogła być również inna organizacja nauki – Royal Society założone w Londynie w 1660 miało charakter i cele bardziej niejawne i „poza-naukowe”, aniżeli choćby paryska Académie royale des sciences założona w 1666, czy też Królewskie Pruskie Towarzystwo Naukowe z 1700. Znaczenie Royal Society i jej luminarzy dla Korony brytyjskiej dobrze ilustruje relacja niejakiego Woltera, z westminsterskiego pogrzebu Newtona (który oprócz prezesowania Royal Society, zdążył zostać członkiem Parlamentu, oraz Nadzorcą i Kuratorem Mennicy Królewskiej, a w końcu uzyskał tytuł szlachecki z rąk królowej Anny):

Il a vécu honoré de ses compatriotes, et a été enterré comme un Roi qui aurait fait du bien à ses Sujets.”

(Za życia uhonorowany przez rodaków, został pochowany jak Król, który obdarzył dobrodziejstwami swoich Poddanych).

Warto tu nadmienić, że Newton do swych rozlicznych osobistych przedsięwzięć finansowych, w tym lichwy, dołączył wielką inwestycję w Kompanię Mórz Południowych (South Sea Company), na której jednak stracił wielki majątek, co skwitował tym że: „może przewidzieć ruch gwiazd, ale nie szaleństwo ludzi.” Ciekawą hipotezę postawił w tym kontekście E. Michael Jones, iż bezpośrednim źródłem inspiracji dla Newtona była ówczesna angielska ideologia, a pojęcia fizycznej siły i bezwładności miały swe źródło w pojęciach pieniądza (money) i konfliktu (strife) [1]. Tak czy inaczej, w dalszej historii, newtonowska fizyka niewątpliwie bardzo się przysłużyła ideologii angielskiej, i nie tylko, co Jones efektownie tak podsumował: „He and Locke had actually found their philosopher’s stone in the world of modern Capitalist finance”.

Nowa fizyka odniosła gigantyczny sukces, który był zupełnie nieoczekiwany – dość oczywisty, w retrospektywie, przepis na jej metodę empiryczną, a więc weryfikowanie matematycznego opisu przez testy doświadczalne, w znanych i kontrolowanych warunkach, tak, aby każdy mógł je powtórzyć (i rozwinąć dalej!), okazał się nieprawdopodobnie owocny. Sukces był koncepcyjny, ale o wielkiej wartości praktycznej i cywilizacyjnej – czasami już sam nowatorski sposób przeprowadzenia eksperymentu i jego rezultat miał niemal natychmiastową wartość komercyjną – jak choćby odkrycie fal elektromagnetycznych przez Heinricha Hertza wraz z komunikacją na odległość; czy jak okrycie promieni Roentgena i jednocześnie początek nowej diagnostyki organów wewnętrznych itd., itp. Ten niewątpliwy triumf fizyki i jej metody naukowej, stał się także inspiracją do gigantycznych, i zupełnie nienaukowych, manipulacji i akcji propagandowych.

Zaczęło się od zakłamywania korzeni i początków fizyki nowoczesnej – Wolter i inni piewcy Oświecenia utrzymywali, że fizyka wybuchła nagle, niesiona duchem epoki Rozumu; jak to patetycznie wyraził poeta Alexander Pope w epitafium dla Newtona:

Nature and nature’s laws lay hid in night; God said „Let Newton be” and all was light.

Jest to oczywiście ewidentna bzdura – w rzeczywistości, fizyka była ukoronowaniem wielowiekowych wysiłków nauki średniowiecza, w tym, tak, tak – przede wszystkim scholastyki. Zresztą sam Newton przyznawał to wprost cytując słynne słowa z XII wieku (sic!) Bernarda z Chartres, nauczyciela i kierownika tamtejszej szkoły katedralnej:

„Jesteśmy jak karły, które wspinają się na ramiona gigantów, by widzieć więcej od nich i dalej sięgać wzrokiem, i to nie za sprawą bystrości swojego wzroku, czy wysokości ciała, lecz dzięki temu, że wspinamy się w górę i wznosimy na wysokość gigantów.”

Charakterystyczna była też wybiórczość, z jaką potraktowano dzieło samego Newtona: zarówno angielscy opiekunowie jego spuścizny, jak i Wolter przemilczeli fakt, że największymi pasjami Newtona były alchemia i teologia (matematyce i fizyce poświęcił znacznie mniej czasu i wysiłku), iż interesował się astrologią. Newton wcale nie był wzorem „oświeconego” scjentysty, był „ostatnim magiem” i gnostykiem**. Jednak to oczywiście nie mieściło się w ramach propagandy, za to świetnie korespondowało z hipokryzją tamtej epoki, pełnej przecież tajnych stowarzyszeń i spirytualistycznych obrzędów.

Jakby tego było mało, przyjęło się, że jeśli już, to wcale nie to „ciemne” średniowiecze, ale wspaniały duch renesansu przygotował drogę tej tzw. rewolucji naukowej. W rzeczywistości było wręcz przeciwnie – to właśnie renesansowy humanizm, wraz z rewolucją protestancką, wpierw wstrzymał, a potem zupełnie zniekształcił odbiór teorii Kopernika. Odrodzenie literatury nie było zainteresowane rozwijaniem nauki, którą kojarzono (tak!) ze znienawidzoną scholastyką, a Marcin Luter stwierdził przecież: „Ten głupiec chce wywrócić całą sztukę astronomii!”. A teoria Kopernika to nie „tylko” nowa astronomia, ale stała się ona rzeczywiście pierwszym, wielkim krokiem ku nowej fizyce poprzez spektakularne ujawnienie względności ruchu (bardzo istotnej dla rozwoju kinematyki i pierwszej zasady Newtona), oraz jej głęboką matematyzację. Jednak, tak skutecznie zmanipulowano historię fizyki i nauki współczesnej, żedzieci w szkole wytrwale się uczy tych kłamstw po dziś dzień – i to Kościół Katolicki ma się ciągle tłumaczyć chociażby z tzw. sprawy Galileusza, a tymczasem rewolucja protestancka i oświecenie dają nadal przykłady wspaniałego racjonalizmu. A przecież, ten epizod to był tylko wstęp do jeszcze większej hucpy scjentyzmu „absolutnego”.

W bezpośredniej, nachalnej propagandzie scjentyzmu w XVIII wieku prym wiodła strona kontynentalna, szczególnie strona francuska. Uczeni nowej nauki stali się bogami – trafiali do Panteonu po znojnym życiu ku chwale ludzkości, lub przynajmniej na karty Encyklopedii – scjentystycznej biblii.  Fizyka zaś, według uczniów Woltera – Denisa Diderot i La Mettrie, miała dać odpowiedź na każde pytanie, a wspaniały demon (nomen omen…) Laplace’a, symbol naukowego determinizmu absolutnego, triumfował. Trzeba tu jednak przypomnieć szerszy kontekst tej propagandy – walkę na śmierć i życie z Kościołem Katolickim, a szczególnie z jego najwierniejszym „wojskiem”, zakonem jezuitów. Wszak to przede wszystkim Towarzystwo Jezusowe, SJ stało się depozytariuszem, w zmieniającym się szybko świecie, racjonalistycznej tradycji scholastycznej, oraz wielkim promotorem edukacji powszechnej. Nic więc dziwnego, iż w liście do Helwecjusza w kwietniu 1761 Wolter napisał: „Une fois que nous aurons détruit les jésuites, nous aurons beau jeu contre l’Infâme” (Jak tylko zniszczymy jezuitów, pięknie zagramy z Nikczemnym; tj. z Papieżem…). Ta wytrwała propaganda odniosła skutek i w 1773 (znamienna dla nas to data…) nastąpiła kasata Towarzystwa Jezusowego, a zaraz potem koniec królestwa Francji w 1789, i likwidacja Rzeczypospolitej nieco później. To był rzeczywiście straszliwy cios dla Kościoła – od tej pory praktycznie zupełnie wycofał się on z aktywnego udziału w publicznym, filozoficznym dyskursie o świecie materialnym – nieograniczoną władzę nad mediami uzyskały aż do dziś „siły oświecone”. Nie tylko nad mediami, ale przede wszystkim nad edukacją, czego niesławną ilustracją stała się w Polsce Komisja Edukacji Narodowej. I trzeba było dopiero Papieża z tego „dalekiego kraju”, aby ten fatalny trend powstrzymać, choćby częściowo.

Triumf Oświecenia był wielki, ale morze przelanej krwi i szaleństwa rewolucji francuskiej przyniosły przesilenie – romantyzm, wraz z przeniesieniem propagandowego środka ciężkości do Niemiec. Romantyzm okazał się nieumiarkowany w odrzucaniu nauki („szkiełko i oko”!), jako metody zrozumienia świata, i w rezultacie wydał swego późnego wnuka – Fryderyka Nietzschego, który stał się prorokiem dzisiejszego post-modernizmu. Tymczasem uniwersytety niemieckie wprawdzie odegrały wiodącą rolę w rozwoju fizyki XIX wieku, tyle, że właśnie tam, po przełamaniu „romantycznego ducha” propaganda naukowa dokonała nadużycia par excellence – wprowadziła prawa jakoby determinujące bieg całej historii, w tym przemiany społeczeństw. Odkrywając te „prawa” Karol Marks i Fryderyk Engels stali się prorokami nowej utopii: socjalizmu naukowego. Uzbrojeni w ostre narzędzia dialektyki materialistycznej Marks i Engels nie wahali się wypowiadać nawet na tematy stricte naukowe, na przykład zabierając głos w sprawie teorii atomowej. Mało tego, sam wódz rewolucji bolszewickiej, Włodzimierz Lenin w swoim Materializmie i empiriokrytycyzmie wydanym w 1908 zdecydowanie pisał chociażby na temat niezniszczalnej natury elektronu. Nauka, bowiem stanowiła w komunizmie bardzo ważny element ideologii i propagandy państwowej, ale nieoczekiwany rozwój fizyki kwantowej sprawił wiele kłopotu. Choć ideologowie komunistyczni jeszcze potrafili jakoś przełknąć istnienie antymaterii i zjawisko anihilacji elektronów, to już kwantowy indeterminizm odrzucili, i po prostu zakazali administracyjnie.

W świecie anglosaskim także gruszek nie zasypiano, tyle, że podejście było tam i jest nadal tradycyjnie bardzo pragmatyczne – wielkie nadużycia koncepcyjne i manipulacje dotyczą przede wszystkim zagadnień finansowo-ekonomicznych. Warto przeczytać fascynującą, głęboką analizę Filipa Mirowskiego, w której pokazał czarno na białym, krok po kroku jak to kolejne teorie ekonomii w sposób dowolny i nieudolny „adaptowały” prawa fizyki; innymi słowy wykazał, że ekonomia to po prostu (bardzo) kiepska fizyka [2]. Autor przypomina tam także znamienne wydarzenie – u szczytu sławy, w 1942 Fryderyk Hayek napisał serię głośnych artykułów, w których negatywnie odpowiedział na pytanie: czy ekonomia jest nauką? Odtąd jego sława w anglosaskim świecie zaczęła systematycznie gasnąć… A najlepszy współczesny komentarz do tego pochodzi od naszego tubylczego krzewiciela ekonomicznego szamanizmu – prof. Kołodki: „… ekonomia stała się także nauką eksperymentalną, ilość, bowiem doświadczeń z różnymi reżimami kursów walutowych, rozmaitymi kombinacjami pakietów stabilizacyjnych, a już nade wszystko technikami prywatyzacyjnymi była niebagatelna. Rzecz w tym, że dla jednych mogą to być frapujące eksperymenty, dla innych natomiast są to często bolesne doświadczenia”. Trudno to nawet skomentować – wystarczy zauważyć, że prof. Kołodko uważa, iż istnieją poważne nauki bez części doświadczalnej, czyli bez porządnej weryfikacji. Ano, właśnie…

A gdzie teraz jesteśmy w myśleniu o świecie? Otóż, katolicki racjonalizm został oskrzydlony z dwóch stron. Przez post-modernizm, który odrzucając istnienie prawdy, szybko stał się trywialnym nihilizmem, a jego piewcy – nie bójmy się tego określenia – kompulsywnymi przydupasami władzy, każdej władzy. Oraz, przez kontynuatorów oświeceniowego scjentyzmu, czyli piewców pozytywizmu i myśli analitycznej, stojących często na straży ekonomicznych szwindli i ich konsekwencji.  Jednak oba te nurty stały się tak ewidentnie jałowe, szczególnie w sferze etyki i realnego życia społeczeństw, że wielu głęboko myślących ludzi, choć będących daleko od Kościoła – wraca do Tradycji, przede wszystkim do myśli św. Tomasza z Akwinu. W Polsce przykładem była postawa prof. Bolesława Wolniewicza, a na Zachodzie jest twórczość Alasdaira MacIntyre [3]. Po prostu, tak dalej być nie może – trzeba wybrać albo piekło, albo niebo.

A jak jest z samą fizyką? Częściowo odpowiedziałem na to pytanie w moim poprzednim artykule w „Szkole Nawigatorów” – możliwe, iż przygoda z fizyką dociera do jakiegoś kresu, a jej metoda naukowa wyczerpała swe możliwości. Jest jednak jeszcze jeden tego, bardzo symboliczny, aspekt – w XVI wieku polski duchowny katolicki dokonał przewrotu naukowego na skalę wręcz kosmiczną, a mniej więcej 400 lat później, w XX wieku dokonał czegoś podobnego Georges Lemaître, ksiądz katolicki z Belgii. Wszak to ów Lemaître jest „ojcem” Big Bangu, czyli teorii Wielkiego Wybuchu, który dał początek fizycznej historii naszego świata. O tym, dokąd nas ten wybuch doprowadził i co dzisiaj wyrabiają wokół fizyki i kosmologii następcy Woltera, już następnym razem.

[1] E. Michael Jones, English Ideology, Newton and the Exploitation of Science,   www.culturewars.com/2011/Newton.htm

[2] Ph. Mirowski, More Heat Than Light: Economics as Social Physics, Physics as Nature’s Economics (Historical Perspectives on Modern Economics), Cambridge University Press, 1991.

[3] A. MacIntyre, Trzy antagonistyczne wersje dociekań moralnych, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, 2009.

 

— Jest to mój nieco poprawiony artykuł do drugiego numeru Szkoły Nawigatorów, z marca 2014.

____

**) What we see in the Newtonian system is not a return to scholasticism but rather a return to paganism. The Newtonian system gave new life to the English ideology, but the English ideology had always been involved in magic. In fact there is a direct line of intellectual influence connecting Newton to Robert Boyle to Samuel Hartlib to Robert Fludd to Francis Bacon to John Dee…

_____

Przy okazji gorąco polecam notkę gdzie napisałem więcej o Newtonie: boson.szkolanawigatorow.pl/cmentarny-triumf-newtona

 

Reklamy

Kopernik, Galileusz i Big Bang

Tak zwana sprawa Galileusza jest ciągle przywoływana, zazwyczaj przy okazji ataków na „ciemnotę” Kościoła Powszechnego i jego wredną naturę. Warto więc od czasu do czasu przypomnieć niepokojonym katolikom choćby kilka faktów, dla ewentualnego wsparcia, a może i dla pożytku w ogóle.

Jak powszechnie wiadomo poszło o teorię Kopernika i dzieło „O obrotach” z 1543, roku jego śmierci. Trzeba wpierw przypomnieć, iż dzieło to Mikołaj Kopernik zadedykował papieżowi Pawłowi III-mu, a w dedykacji jasno wyjaśnił charakter swojej wielkiej teorii. Kopernik nie zwlekał z jej publikacją, jak twierdzą niektórzy, bo bał się reakcji hierarchów kościelnych, ale ze względu na często bardzo nieprzychylne opinie ówczesnych uczonych, które mógł dobrze rozpoznać po napisaniu w latach 1512–3 dziełka „Mały komentarz” (łac. Commentariolus), wprowadzającego teorię heliocentryczną. W dodatku, po wybuchu herezji protestanckiej, nie bez znaczenia stały się agresywne zachowania wobec niego protestanckich ideologów. Warto tu przypomnieć nagonkę Filipa Melanchtona z 1541 (i przy okazji fakt nazwania Kopernika sarmackim, czyli polskim astronomem!) oraz wystawienie w Elblągu przez holenderskiego działacza sztuki-paszkwilu na Kopernika. Wrogi stosunek protestanckich „reformatorów” do teorii heliocentrycznej utrzymał się zresztą bardzo długo – jeszcze w 1611 wielki astronom Johannes Kepler został za to ekskomunikowany przez własny kościół luterański! Wracając do Kopernika – generalnie rzecz biorąc, stosunek hierarchów do jego wybitnych, i szeroko znanych, umiejętności oraz badań astronomicznych był bardzo pozytywny – kuria rzymska liczyła na niego przy reformie kalendarza, a np. biskup Giese był mecenasem Kopernika, i wielkim zwolennikiem publikacji „O obrotach”. Jedynym znanym, a znaczącym wyjątkiem był tu biskup Dantyszek – gorący piewca humanizmu…

Tu wypada podkreślić „hipotetyczny” charakter teorii Kopernika – podstawowym argumentem było dla niego uproszczenie koncepcyjne i praktyczne opisu ruchu planet, ale bezpośredniego dowodu na ruch Ziemi nie było ani wtedy, ani jeszcze bardzo długo! Pierwszy empiryczny dowód podał dopiero James Bradley w 1729! Warto więc pamiętać, ze przeciwnikami teorii heliocentrycznej byli wielki astronom Tycho Brahe (którego dane posłużyły Keplerowi do sformułowania ostatecznej, pełnej wersji teorii heliocentrycznej…), a także np. Kartezjusz i wielu innych uczonych. Mikołaj Kopernik był bardzo mądrym człowiekiem, mimo że sam uważał swoją teorię za coś więcej niż tylko hipotezę, to z braku bezpośrednich dowodów zachowywał powściągliwość.

Inaczej było z Galileuszem – ojcem fizyki eksperymentalnej, który po obserwacji mało idealnej powierzchni Księżyca i odkryciu faz Wenus stał się w 1610 fanatycznym zwolennikiem heliocentryzmu, choć teoria Brahe także wyjaśniała te obserwacje. Niestety, można zasadnie podejrzewać, iż także jego egocentryzm odegrał w tym dużą rolę… (Jego następca na katedrze w Pizie – profesor, noblista Carlo Rubbia, jest świetną ilustracją tego „szerszego” problemu). Galileusz był szczerym katolikiem, wszak w liście z 1615 do wielkiej księżnej Krystyny napisał: …first we are to make certain of the fact, which will reveal to us the true senses of the Bible, and these will most certainly be found to agree with the proved fact (even though at first the words sounded otherwise), for two truths can never contradict each other**.

Zdawał się jednak nie widzieć szerokiego kontekstu – w szczególności, walki Kościoła z herezją protestancką. Jeszcze w owym 1615 sprzyjający mu św. Robert Bellarmin – kardynał, jezuita i Doktor Kościoła, pisał:

…if there were a true demonstration that the Sun was in the center of the universe and the Earth the third sphere [i.e., the third planet from the center of the cosmos], and that the Sun did not go around the Earth but the Earth went around the Sun, then it would be necessary to use careful consideration in explaining the Scriptures that seemed contrary, and we should rather have to say that we do not understand them than to say that something is false which had been proven***.

Galileusz jednak nie chciał słyszeć głosu rozsądku – użył za to nowego argumentu empirycznego twierdząc, iż teoria heliocentryczna wyjaśnia morskie przypływy! Efekt był więc taki, że w słynnym procesie Galileusza to Święte Oficjum miało naukową rację, podnosząc błędność tego argumentu, co z resztą później sam Galileusz przyznał!

W końcu, już po obserwacjach Bradleya, Benedykt XIV w 1741 udzielił imprimatur wszystkim dziełom Galileusza, i tak oto sprawa ta się „formalnie” skończyła, choć warto tu przypomnieć słowa JPII z 1992, które BBC i inni piewcy profesjonalnego „obiektywizmu” określili jako „przeprosiny” za sprawę Galileusza: www.casinapioiv.va/content/accademia/en/magisterium/johnpaulii/31october1992.html , gdzie wyraża po prostu głęboki żal za fatalne w skutkach nieporozumienie między obiema stronami konfliktu, które można było uniknąć.

Na zakończenie trzeba mi przywołać losy kosmologicznej teorii Wielkiego Wybuchu (Big Bang theory) z 1931, której autorem był duchowny katolicki, także noszący tytuł kanonika oraz artylerzysta (!) – Abbé Georges Lemaître. Teorii, której wielkim entuzjastą był astronom-amator, papież Pius XII, a zawziętym przeciwnikiem… Albert Einstein! Więcej o tym w moim artykule pt. „Big Bang, Gödel i klęska scjentystów” w nr. 3 Szkoły Nawigatorów, z czerwca 2014.****

PS. Warto tu przypomnieć o obronie Olsztyna przed wojskami Albrechta w 1520/1, pod zwierzchnictwem Mikołaja Kopernika. Polska załoga zamku olsztyńskiego liczyła około 180 osób i wiemy o potwierdzeniu przez Kopernika, w lutym 1521, otrzymania z Elbląga 17 hakownic oraz o jego prośbie o kolejne 50. A hakownice, to były „ręczne” armaty najmniejszego kalibru…

___

**) najpierw musimy upewnić się co do tego faktu [inaczej przesłanki – w tym przypadku – że Słońce spoczywa], który ujawni nam prawdziwe znaczenia Biblii, a na pewno okaże się, że zgadzają się one z owym dowiedzionym faktem (chociaż na początku mogło wyglądać inaczej), gdyż te dwie prawdy nigdy nie mogą sobie zaprzeczyć.

Z listu do Krystyny Lotaryńskiej:

***) gdyby faktycznie wykazano, że Słońce znajduje się w centrum wszechświata, a Ziemia w trzeciej sferze [tzn. jest trzecią planetą od środka kosmosu] i że Słońce nie okrąża Ziemi, ale to Ziemia krąży dookoła Słońca, wtedy konieczne byłoby staranne przemyślenie objaśnienia Pisma, które wydawałoby się sprzeczne, i powinniśmy raczej powiedzieć, że go nie rozumiemy, niż powiedzieć, że coś jest fałszywe, a co zostało udowodnione.

z listu św. Roberta do Foscariniego z 12 kwietnia 1615: sourcebooks.fordham.edu/mod/1615bellarmine-letter.asp

****) „Georges Lemaître, zwany ojcem teorii Wielkiego Wybuchu (Big Bang theory), urodził się [ponad] 120 lat temu w Charleroi, w Belgii. W 1911, po ukończeniu gimnazjum jezuickiego Collège du Sacré-Coeur, rozpoczyna studia inżynierii górnictwa, których jednak nie było mu dane dokończyć. W 1914, wraz z wybuchem Wielkiej Wojny razem z bratem wstępuje na ochotnika do belgijskiego wojska. Walczy na pierwszym froncie, w piechocie i artylerii – odznaczony medalem Croix de guerre avec palmes, zostaje zdemobilizowany dopiero w 1919.

Pod wpływem lektur w czasie wojny (sic!), przede wszystkim książek Henri Poincaré, w 1920 Georges Lemaître postanawia podjąć, w trybie przyspieszonym, studia matematyczno-fizyczne na uniwersytecie w Lowanium. W tym czasie zapoznaje się z Ogólną Teorią Względności (OTW), czyli nową teorią grawitacji, opublikowaną przez Alberta Einsteina w 1916. Jednocześnie, wojna wpłynęła na jego życie duchowe w podobny sposób jak to później był w przypadku Karola Wojtyły – w tymże 1920, Lemaître wstępuje do seminarium duchownego, a w 1922 do Bractwa Kapłańskiego Przyjaciół Jezusa – Fraternité sacerdotale des amis de Jésus, aby w 1923 przyjąć święcenia kapłańskie. Dwa tygodnie później, korzystając z grantu naukowego, wyjeżdża dla pogłębienia studiów fizyki najpierw do Cambridge, gdzie pracuje pod kierunkiem Artura Eddingtona, a potem do Harvardu i MIT, gdzie otwiera przewód doktorski. W 1925 wraca na Katolicki Uniwersytet w Louvain (czyli KUL, historycznie, ten pierwszy…) jako adiunkt, i rozpoczyna prace nad tematem, który mu niebawem przyniesie międzynarodową sławę.

W 1927, AbbéG. Lemaître (tak podpisywał swoje publikacje naukowe) opublikował w Belgii pracę pt. Un Univers homogène de masse constante et de rayon croissant rendant compte de la vitesse radiale des nébuleuses extragalactiques („Wszechświat jednorodny o stałej masie i rosnącym promieniu, wyjaśniający prędkość radialną mgławic pozagalaktycznych”). W pracy tej, w oparciu o OTW, przedstawił kosmologiczny model rozszerzającego się Wszechświata, i ponadto, na dwa lata przed Edwinem Hubble, wyprowadził w niej tzw. prawo Hubble’a, [od 2018 H-L www.iau.org/news/] czyli wzrost prędkości ucieczki galaktyk, proporcjonalnie do ich odległości. Einstein przyjął wrogo te idee, gdyż sam, już w 1917, zaproponował statyczny model Wszechświata. Podczas ich pierwszego spotkania, w czasie kongresu solvayowskiego w 1927, Einstein nie patyczkował się z młodym księdzem katolickim, twierdząc: Your calculations are correct, but your physical insight is « tout à fait abominable » („Pana obliczenia są poprawne, ale fizyczny wgląd jest całkowicie odrażający”). Taki dość emocjonalny stosunek był o tyle zrozumiały, iż Einstein postulował statyczność przede wszystkim na gruncie filozoficznym, wręcz światopoglądowym. Uważał, że Wszechświat musi być wieczny, i aby uzyskać to statyczne rozwiązanie zburzył prostotę swoich równań wprowadzając tam ad hoc tzw. stałą kosmologiczną. Potem, żałował tego publicznie twierdząc, iż to był jego « greatest blunder »podczas gdy G. Lemaître paradoksalnie uważał wręcz przeciwnie: « your greatest discovery! ». I znowu miał rację – videnagroda Nobla z fizyki w 2011, za odkrycie Ciemnej Energii

Tymczasem, w 1929 Hubble empirycznie potwierdza prawo Lemaître-Hubble’a o ucieczce galaktyk, zadając mocny cios modelowi statycznemu, ale Ojciec G. Lemaître nie spoczywa na laurach i w 1931 pisze jedną z najsłynniejszych prac w nauce współczesnej: The Beginning of the World from the Point of View of Quantum Theory („Początek świata z punktu widzenia teorii kwantowej”) opublikowaną w Nature. Wprowadza tam ideę początku Wszechświata, kiedy t=0 a cała jego energia była zgromadzona w osobliwości przestrzennej. Ze względu na kwantowy charakter tej osobliwości ani czas (jak my go rozumiemy), ani przestrzeń przedtem (t<0) nie istniały, zatem Wszechświat miał swój początek, po którym rozpoczęła się jego ekspansja. Praca ta spotkała się ze zdwojoną wrogością. Już nie tylko Einstein twierdzi, że jest to inspirowane « by the Christian dogma of creation, and totally unjustified from the physical point of view » („przez chrześcijański dogmat stworzenia, i jest całkowicie nieuprawnione z fizycznego punktu widzenia”), ale także dawny mentor Lemaitre’a, Eddington wtóruje: « The notion of a beginning of the world is repugnant to me ». Trzy lata później Georges Lemaître dorzuca swoje dwa ostatnie kosmologiczne postulaty: istnienie resztkowego promieniowania po początkowej, gwałtownej ekspansji oraz utożsamienie stałej kosmologicznej z (ciemną – jak dziś mówimy) energią próżni.

Dużo później, w 1949 podczas słuchowiska radiowego BBC, to właśnie znany astronom angielski, a zarazem największy propagandysta modelu statycznego i popularyzator nauki, Fred Hoyle, nazywa teorię Lemaître’a, pejoratywnie w zamierzeniu, teorią Wielkiego Wybuchu (Big Bang theory). Z kolei, szesnaście lat potem, po odkryciu mikrofalowego promieniowania resztkowego, model statyczny jest martwy, a Wielki Wybuch staje się paradygmatem nowoczesnej kosmologii. Zdumiewające jednak jest, z jaką łatwością dwaj bardzo wybitni uczeni oskarżali o nienaukowe inspiracje, kierując się samemu ewidentnie pozanaukowymi motywami. Aż chciałoby się tu przywołać metodę wypróbowaną od setek lat – złodziei krzyczących na cały głos: łapaj złodzieja!…

Fakt, że [ponad] 80 lat później, obecna kosmologia przejęła wszystkie najważniejsze elementy kosmologii Georges Lemaître’a, włącznie z nazwą, jest najlepszym świadectwem jego niewiarygodnej intuicji i głębokiego wglądu fizycznego. Ale to wcale nie oznacza zarzucenia wysiłków na rzecz obalenia wyjątkowości początku Wszechświata i jego jako takiego, z całą niesamowitą specyfiką – ciągle są ponawiane próby, a to wprowadzenia nieskończonych wszechświatów cyklicznych, a to ostatnio wielo-światów (multiverse), czyli nieskończenie wielu światów równoległych. Znamienne jest to, iż większość z nich ma charakter para- lub poza-naukowy, a prym w tym wiodą wyznawcy „teorii” superstrun wraz ze Stephenem Hawkingiem, słynnym fizykiem i celebrytą. I nie poddają się, także finansowo – skoro prestiżowe nagrody Nobla można jedynie otrzymać za empirycznie udowodnione teorie, to nic nie szkodzi – są w zamian milionowe nagrody ufundowane przez Milnera, rosyjskiego miliardera, a wręczane w… Hollywood! Do części takich teorii, opartych na gruncie meta-kosmologicznej ewolucji, jeszcze powrócę w moim następnym artykule dla Szkoły Nawigatorów.”

 

Bankierska sekta i my

Czas mi podsumować te moje hugenocko-kalwińskie wątki. Zacznę od przypomnienia, że ta potężna sekta specjalizowała się w budowaniu sieci bankierskich i opanowywaniu przemysłu zbrojeniowego. Nic dziwnego zatem, że choć Jan Kalwin był Francuzem to jej bazą stała się Szwajcaria, czego można doświadczyć w Genewie nawet dzisiaj:stolica-herezji-bankierskiej-oraz-wegry-i-my

Natychmiast znaleźli się uczniowie co przerośli mistrza – wpierw dołączyła Szkocja, a zaraz potem Holandia. W obu przypadkach owa herezja stała się religią państwową. W Anglii wprawdzie tak się nie stało ale purytanie, czyli miejscowi kalwiniści, zdołali wywołać tam wojnę domowa, zabić króla, zrobić rewolucję i zaprowadzić z niezawodnymi Szkotami rządy straszliwych wigów w Wielkiej Brytanii. Z kolei Prusy przyjęły rozwiązanie odgórne – luteranizm dla mas, a kalwinizm dla zarządzających nimi. W Italii, ojczyźnie humanizmu, nie było takiej potrzeby, a z kolei Szwecja nieco wyłamała się z szeregu.

We Francji i Rzpltej nie udało się wówczas zrobić rewolucyjnego przewrotu mimo, że ani tam hugenoci nie odpuszczali ani u nas litewscy kalwiniści (przede wszystkim). Moment decydujący dla tych katolickich mocarstw nastąpił w podobnym czasie – kiedy Francja postanowiła pogonić hugenotów w 1685, skończyły się żarty a zaczęła się wojna totalna. W 1688 w Anglii zaraz zwycięża tzw. chwalebna rewolucja, a u nas jest już wtedy po drugiej wojnie domowej**, tyle że my tzw. braci polskich gonimy jak Francuzi hugenotów. No i finał następuje równolegle – Francja w 1789 dokonuje rewolucyjnego samo-zaorania, a my też otumanieni rewolucyjnym zapałem dajemy się w 1792 sprzedać za pośrednictwem banku szkocko-holenderskiego. I pozamiatane.

Polecam uwadze: szkolanawigatorow.pl/panel/artykuly?o=kalwiniści

PS. Warto pamiętać, ze piewcami „pierwszej” unii europejskiej byli kalwiniści itp.

**) boson.szkolanawigatorow.pl/berlin

szkolanawigatorow.pl/panel/artykuly?a=boson&o=niemcy

Scypion czyli nasz włoski retinger

Nuncjusz Angelo Durini tak się zaangażował w wspieranie konfederacji barskiej, że w końcu królowi Stasiowi udało się uzyskać jego odwołanie w 1772… Na jego miejsce Klemens XIV posłał do Warszawy nuncjusza Garampiego. Ów nuncjusz z kolei, będąc zawziętym archiwistą zasłynął utworzeniem archiwum nuncjatury warszawskiej. Ten sam Garampi niestety, już jako nuncjusz wiedeński, wyróżnił się pośredniczeniem przy zatrudnieniu eks-pijara Piattoli’ego jako nauczyciela synów Piotra Potockiego, starosty szczerzeckiego.

We wrześniu 1782 Scypion Piattoli przybył przez Wiedeń do Warszawy. Jeszcze w Modenie ów Scypion przystąpił do „Saecura Fides”, loży czynnej tam w XVIII wieku. Wśród jej najbardziej znamienitych członków byli hrabia Filippo Giuseppe Marchisio i sekretarz książęcy Paolo Baraldi.

„Dzięki poparciu S. K. Potockiego i Piramowicza został 26 III 1784 przyjęty do Tow. do Ksiąg Elementarnych jako członek honorowy (czyli bez stałej pensji). Początkowo miał być użyty do korespondencji zagranicznej, a w lutym 1785 Towarzystwo powierzyło mu napisanie «książki elementarnej historyi nauk, umiejętności i kunsztów». W tym czasie był czynny w polskiej masonerii jako jałmużnik warszawskiej loży «Bouclier du Nord» (zachowały się pisane przez P-lego rachunki «kasy ubogich» z okresu od lipca 1784 do maja 1785), współpracując z ówczesnym mistrzem tej loży, sekretarzem królewskim P. M. Glayre’m. W grudniu 1784 (u Wilkoszewskiego błędnie: 1785) wszedł w skład urzędników Wielkiego Wschodu Narodowego jako «gościnnik» («hospitalier») z nominacji wybranego wówczas na w. mistrza Szczęsnego Potockiego…

Pierwszy odnaleziony ślad korespondencji politycznej P-lego pochodzi z wiosny 1787, a adresatem jest hetman Seweryn Rzewuski (też zięć Lubomirskiej). Jesienią t. r. na polecenie A. K. Czartoryskiego zajął się P. edukacją (lektura klasyków) przybyłego do Paryża w towarzystwie Juliana U. Niemcewicza siedemnastoletniego Adama Jerzego Czartoryskiego (bratanka Lubomirskiej). Owocem tego pedagogicznego zbliżenia był projekt utworzenia tajnego dwunastoosobowego Kongresu Patriotycznego (z siedzibą w Tulczynie lub Kamieńcu Podolskim) o dwuszczeblowej organizacji. Na czele kierowniczy «Quattuorwirat»: Seweryn Rzewuski, Szczęsny Potocki, A. K. Czartoryski i przypuszczalnie nie wymieniony bezpośrednio Karol Radziwiłł; poniżej ośmiu wykonawców z imiennym wskazaniem Ignacego i Stanisława Kostki Potockich oraz Ksawerego Branickiego. Kongres miał przygotować cywilną i wojskową konfederację (w oparciu o wystawione swym kosztem milicje), aby na zbliżającym się sejmie udaremnić projekty dworskie i obalić królewsko-ambasadorskie kondominium w Polsce…

 

P. był, podobnie jak Mazzei**, sympatykiem rewolucji francuskiej w jej pierwszym monarchiczno-konstytucyjnym stadium. Przed wyjazdem z Paryża wydał anonimowo dziełko («un’ operetta») pt. Essai sur la nature et les bornes de la subordination militaire (A Paris, chez Desenne… 1789), które – zdaniem Mazzeiego – cieszyło się dużym uznaniem. Rzecz była do niedawna znana historykom jedynie w polskim tłumaczeniu zachowanym w papierach Kołłątaja. Autor rewolucjonizuje pojęcie karności wojskowej, przyznając żołnierzom prawo «roztrząsania rozkazów» i wypowiadania posłuszeństwa władzy, która narusza «towarzyską umowę». Roztacza wizję armii obywatelskiej, stanowiącej «wielką milicję». Przybysza do Polski poprzedziły pomówienia, jakoby w dn. 14 VII 1789 podżegał z balkonu tłum do zamordowania króla i królowej. W Warszawie oczyściła P-lego z tych zarzutów będąca świadkiem wydarzeń Aleksandra Potocka, ale w Watykanie miał eks-pijar opinię jednego z najniebezpieczniejszych agentów, mającego rozprzestrzeniać rewolucję w Europie «klubu propagandy». Nadaremnie Stanisław August starał się rozproszyć te uprzedzenia…

Wojna polsko-rosyjska przekreśliła tę politykę kurlandzką i przerwała prace nad reformą statusu Żydów w Polsce. Sprawą tą zajmował się P. od sierpnia 1791 ze szczególnym zapałem, łącząc plany reformatorskie z wielkimi sperandami natury fiskalnej. U niego odbywały się narady (i targi) ze starszyzną żydowską, robił obliczenia, pisał projekty („Plan pour les Juifs” z 7 IX 1791). Początkowe rachuby P-lego były fantastyczne. Żydzi mieli dawać rocznie około 20 milionów złp. do skarbu Rzpltej i ok. 10 milionów królowi. Potem stopniowo P. obniżał te sumy, aż w maju 1792 mówił już o 2,5 milionów na skarb i 1,5 miliona dla króla. Konkretnie uzyskał od Żydów warszawskich dar 40 000 złp., wręczony Stanisławowi Augustowi 13 III 1792 (wg J. Bułhakowa miał być w maju jeszcze drugi datek 5 000 dukatów). W niełatwej z wielu względów sprawie reformy żydowskiej spłata długów królewskich wprowadzała element sekretny i drażliwy. Współdziałało w tym «interesie» z P-m sporo ludzi, zwłaszcza Kołłątaj i A. Linowski. W znanych pismach «nowego Mojżesza» (jak nazywał P-lego Ignacy Potocki) jest mowa o «uszczęśliwieniu milionowego narodu», o przezwyciężeniu «przesądów ich i naszych», o drogach wiodących łagodnie do asymilacji Żydów. Kołłątaj przypisał P-lemu myśl o zasięgu ogólnoeuropejskim i – jego zdaniem – odkrywczą, «że gniazdo fanatyzmu i superstycyi żydowskiej było w Polsce; że wszelkie reformy przedsięwzięte gdziekolwiek były daremne, póki by Żydzi nie zostali zreformowani w Polsce»…

W miarę jak odkrywano wciąż nie ogarniętą, a wyjątkowo zaszyfrowaną i trudną do rozwikłania spuściznę rękopiśmienną po P-m, jego działalność przyciągała uwagę wielu historyków. Ale to, co o nim napisano, obfituje w błędy, nieporozumienia, niejasności, luki. Mimo dwóch włoskich monografii (A. D’Ancona i G. Bozzolato) brak zadowalającej pracy monograficznej. Postać P-lego jest prototypem l’abbé Morio z powieści Lwa Tołstoja „Wojna i pokój”.” (Emanuel Rostworowski)

__

**) Studiował medycynę we Florencji i przez kilka lat praktykował we Włoszech i na Bliskim Wschodzie, po czym przeniósł się do Londynu w 1755 roku, aby podjąć karierę handlową jako importer. W Londynie pracował jako nauczyciel języka włoskiego. Podczas pobytu w Londynie spotkał Amerykanów Benjamina Franklina i Thomasa Jeffersona z Wirginii.

http://www.wilanow-palac.pl/mazzei_filippo_1730_1816.html

Mazzei Filippo (1730-1816), lekarz, publicysta, agent, dyplomata. Pochodził z chłopskiej rodziny z Toskanii, jako lekarz praktykował w Smyrnie, potem wzbogacił się w Londynie na spekulacjach, a w r. 1773 przeniósł się do Wirginii w Ameryce Pn. Uprawiał z powodzeniem kukurydzę i oliwki, a jako zwolennik rewolucji amerykańskiej, cieszył się poparciem Tomasza Jeffersona. Wysłany do Europy, początkowo jako agent finansowy, zdecydował się w r. 1785 osiąść w Paryżu. Opublikował 4 tomową pracę o Stanach Zjednoczonych. Poznał wielu wpływowych ludzi, dzięki pomocy rodaka, Scipione Piattolego znalazł protekcję Stanisława Augusta i został w r. 1788 jego agentem i korespondentem w Paryżu. Obserwował Polaków bawiących we Francji, zwłaszcza marszałkową Izabelę Lubomirską i jej otoczenie i relacjonował królowi ich poczynania, poza tym informował o życiu kulturalnym, załatwiał zakupy księgarskie i kolekcjonerskie. Zwolennik rewolucji francuskiej, starał się szerzyć dobrą opinie o Stanisławie Auguście i o reformach Sejmu Czteroletniego, jednak uszedł przed radykalizmem jakobińskim do Polski.

Zapity Chandler, tajemnicza Agata i katolicka nauka

Agata w 1925 i… 50 lat później.

__

Przyznaję, że w młodości byłem miłośnikiem kryminałów – zacząłem od Zbrodni i kary, bo było ją łatwo wypożyczyć w bibliotece. Gorzej w peerelu było z angielskimi klasykami**, ale kilka przygód Szerloka udało mi się wtedy zaliczyć. Później moim faworytem został Filip Marlowe, czyli inaczej Raymond Chandler i w rezultacie Agata Christie nigdy nie była moją ulubienicą.

Jednak moja opinia o niej zmieniła się gwałtownie kilka lat temu, kiedy to zdarzyło mi się obejrzeć „pod rząd” kilkanaście odcinków serialu Poirot (tytuł oryginalny Agatha Christie’s Poirot) –  z Davidem Suchetem w roli głównej. Wtedy dostrzegłem tam grecką tragedię – katolickiego ewidentnie Belga, Herkulesa Poirot, używającego arystotelesowskiego rozumowania, postawionego naprzeciw angielskiej cywilizacji nihilizmu praktycznego. Oczywiście, na swój sposób pionierem był tu Gilbert Chesterton ze swoim wielkim księdzem Brownem – około 10 lat starszym od Poirota (dzisiaj popularna wersja Browna nazywa się „ksiądz Mateusz”…). Tyle że u Chestertona to jest bardziej pojedynek filozoficzny, podczas gdy u Agaty mamy raczej „wojnę totalną”, cywilizacyjną, choć ukrytą za doskonałymi manierami.

Ciekawe, że mój kiedyś ulubiony Filip Marlowe = Filip Sidney + Christopher Marlowe – wszak zawzięty pijak Chandler „was a first cousin to the actor Max Adrian, a founder member of the Royal Shakespeare Company”. Innymi słowy, Raymond Chandler zapisał mocną krytykę nihilistycznego społeczeństwa (amerykańskiego), ale nie dając żadnej nadziei, bo jego Marlowe był takim samym alkoholikiem jak on sam. Tak jak Filip Sidney i Ch. Marlowe wcześniej?

Z kolei Agata miała trudny epizod – w 1926, po publikacji swej najsłynniejszej powieści, a przede wszystkim zaraz po tym jak milusiński Archie poprosił ją o rozwód – zniknęła na 11 dni. Jednak uderzające jest co innego – do 1971, pomimo wszechświatowej sławy, 81-letnia Agata Christie nie otrzymała żadnego wyróżnienia ze strony monarchii brytyjskiej***. Dopiero wtedy, w owym 1971, tuż po napisaniu najdziwniejszej swojej powieści pt. Pasażer do Frankfurtu, ewidentnie pękniętej i zakłamanej, dostąpiła takiego zaszczytu: odznaczenia DBE. Zmarła 5 lat później.****

Szkoda.

Statue d’Hercule Poirot à Ellezelles, Belgique.

**) Wszystkie [jej] utwory objęte były w 1951 roku w Polsce zapisem cenzury, podlegając natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek.

***) Zagadka roku 1970 chyba rozwiązana – otóż liga antydefamacyjna słała listy do wydawcy Agaty, skarżąc się na traktowanie przez nią Żydów…  !! Agata i msza trydencka: https://en.wikipedia.org/wiki/Agatha_Christie_indult

****) https://www.ancient-yew.org/userfiles/file/Cholsey.pdf

Od Szekspira do Agaty Christie, czyli angielska policja myśli

Na przełomie XVI i XVII wieku sytuacja w Anglii była niewesoła – realne płace były nadal znacznie niższe aniżeli w XIV wieku, w owym tzw. ciemnym średniowieczu… A w dodatku wokół panował terror, wszystko było licencjonowane, a na każde wypowiedziane słowo trzeba było bardzo uważać.

Kiedy mówi się o Williamie Szekspirze to często zakłada się iż jego arcydzieła to był taki wczesny triumf epoki zwanej nowożytną, kiedy w rzeczywistości to był łabędzi śpiew wspaniałej katolickiej przeszłości Anglii. Wszak sam mistrz William jest mocno podejrzewany o krypto-katolicyzm*. A teatr zwany elżbietańskim od samego początku, czyli lat siedemdziesiątych XVI wieku rozwijał się pod bardzo ciężkim i czujnym okiem purytan, w tym przede wszystkim sir Walsinghama. Kiedy w 1642 owi purytanie przejęli na dobre rewolucyjną władzę teatr ten natychmiast uległ likwidacji.

Teksty Szekspira aż roją się od zakodowanych „komentarzy” do współczesności. Pisze choćby o torturach:

Shakespeare certainly refers elsewhere to torture, almost always critically. In Henry VI, for example, he underlines the fact that torture is not part of the English legal system, when the Duke of Gloucester is charged with devising “strange tortures for offenders, never heard of, / That England was defamed by tyranny”... Even in apparently playful contexts, when torture is being used metaphorically, Shakespeare underlines the legal stupidity of using torture, since it produces bad intelligence. Thus in The Merchant of Venice Bassanio says he lives “upon the rack” out of love for Portia. Portia instantly associates the rack with reason and confession, demanding that Bassanio confess “what treason… is mingled” with his love. As soon, however, as Bassanio does confess his love, Portia, mistrusts the confession, precisely because it has been producedunder torture: “Ay, but I fear you speak upon the rack, / Where men enforcèd do speak anything”. In King Lear alone, however, are we taken into the torture chamber.

Gdzie indziej pisze też o zabójstwie swego słynnego rówieśnika Krzysztofa Marlowe. A w jego Hamlecie (i nie tylko) mamy ważne polonika, co jest bardzo istotne bo właśnie wtedy Polska obrała zdecydowanie kurs przeciwny do „imperialnej” Anglii. Przy czym młody Hamlet to znany nam tu doskonale sir Filip Sidney, Klaudiusz to z kolei tatuś Franciszka Bacona, no a dla zmylenia przeciwnika Poloniusz to sam sir William Cecil…

Znaczenie Polski** w ówczesnej polityce angielskiej przypomina także afera trzeciego filaru teatru elżbietańskiego – Bena Johnsona i jego Wyspę Psów.*** Podobnie jak uważany za współzałożyciela wraz z Marlowem nowożytnego dramatu Tomasz Kyd, Johnson także wylądował w Tower…

__

Ciekawe, że literatura angielska musiała czekać ponad 300 lat na wszechświatowy sukces podobny do szekspirowskiego. Bo przecież nie możemy za taki uważać twórczości szkockich propagandystów takich jak Scott i Byron, czy angielskich satanistów w rodzaju Williama Blake (czy współcześnie, w wersji dla młodzieży, Dahla i Rowling). Trzeba było na to czekać aż do „zaszyfrowanej” twórczości Agaty Christie, ale to już jest temat na osobną notkę.

__

*) Szekspir katolickim księdzem?https://www.washingtonpost.com/archive/lifestyle/1998/06/25/shakespeare-a-priest/

**) http://boson.szkolanawigatorow.pl/punkt-zwrotny-polska

***) http://boson.szkolanawigatorow.pl/dziwna-historia-kanarkowego-nabrzeza-i-drogiego-kumpla-sorosa-czyli-aresztowana-wyspa-psow

 

„Naukowy” terror czyli koniec wesołej Anglii

Franciszek Bacon w 1617 wedle Paula van Somera I  (1576/1578–1622) – kopia z circa 1622 – obecnie… uwaga – ŁAZIENKI KRÓLEWSKIE! **
____

Wśród Anglosasów Franciszek Bacon jest uznawany za ojca założyciela nowoczesnej nauki. Jest też autorem słynnego powiedzenia Ipsa scientia potestas est – czyli Wiedza (jako taka) to potęga, lub za Tatarkiewiczem – „tyle mamy władzy ile wiedzy”. Zazwyczaj przy tym się zakłada, że to tylko taki teoretyk był, a tymczasem nic bardziej mylnego – wszak za wuja miał on samego Williama sekretarza stanu Cecila. Otóż ów Franciszek nie tylko był politycznie bardzo obrotowy mówiąc oględnie, ale w 1621, czyli raptem parę lat po objęciu stanowiska Lord Keeper i namalowaniu powyższego portretu, został oskarżony o 23 odrębnych przypadków korupcji. Mało że swoje motto stosował też w praktyce politycznej uważając wymyślne tortury jako niezbędne narzędzie do pozyskiwania informacji to do tego pełnił oficjalną funkcję tzw. komisarza tortur w Tower (Commissioner to Torture)!

A przecież ów sławny Bacon był tylko marnym epigonem prawdziwego pioniera terroru i zaiste orwellowskiej ale bardzo realnej zarazem policji myśli, czyli Franciszka sekretarza stanu Walsinghama, poprzednika sir Williama. Sir Francis nie tylko lubował się w torturach aby zdobyć wiedzę, ale także w prowokacjach i „masowo” produkowanej fałszywej informacji. A wszystko to dzięki odpowiedniej organizacji ofkors – najwcześniejszy zapis specjalnego funduszu MI6, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, to rok 1582 i kwota 750£ rocznego budżetu, który w 1585 wzrasta do 2000£ (czyli około miliona dzisiejszych funtów). A to tylko ten rąbek, który udało się uchylić…

Ostatnią oazą „wesołej i swobodnej” myśli stał się wtedy tzw. elżbietański teatr, który wpierw rozwinięto jako swoisty wentyl bezpieczeństwa i scenę skutecznej inwigilacji zarazem, by w kilkadziesiąt lat później spokojnie go zlikwidować na drodze do ostatecznego triumfu rewolucji.

CDN

___

**) https://bosonweb.wordpress.com/2017/12/04/krol-stas-czyli-nasz-wyjatkowo-brytyjski-agent/

http://boson.szkolanawigatorow.pl/krol-stas-i-balet-narodowy-czyli-casanova-i-anglicy

http://boson.szkolanawigatorow.pl/francuscy-poniatowscy-i-ten-szewski-bekart

„Obraz został ofiarowany Stanisławowi Augustowi przez jego brata, prymasa Michała Poniatowskiego, o czym świadczy napis na odwrocie. […]

Jest to wariant popularnego portretu Bacona, przedstawiającego modela w stroju lorda kanclerza. Źródłem tego portretowego ujęcia, jak uważa Roy Strong, był portret znajdujący się dziś w zbiorach The Royal Society w Londynie (nr inw. RS 9655 […]), datowany na ok. 1618–20, przypisywany bądź kręgowi Paulusa van Somera I (tak w dokumentacji The Royal Society; https://pictures.royalsociety.org/image-rs-9655), bądź Abrahamowi van Blyenberch, który, tak jak Somer, pracował w tym czasie w Londynie (Strong 1969, s. 13). Uznawany za malowany ad vivum, różni się od wywodzących się z niego wersji ułożeniem dłoni z listem (opuszczona, a nie oparta na stole) i kształtem kryzy (wielowarstwowa, a nie w formie falbany). Do najważniejszych z owych wersji należał całopostaciowy portret z Gorhambury House (St Albans, Hertfordshire), pośmiertny, zapewne z 3. ćwierci XVII w. (por. Strong 1969, s. 13–14; XVIII-wieczna kopia w National Portrait Gallery w Londynie, nr inw. 1288). Według portretu z Gorhambury […] John Vanderbank wykonał w 1731 sześć kopii w ujęciu 3/4 postaci […]. Większość znanych dziś kopii portretu Bacona powstała po 1731, według wersji Vanderbanka.
Nie należy do nich łazienkowski egzemplarz, na co wskazują cechy stylistyczne i technologiczne obrazu. Roy Strong (1969) określił go jako „wczesną kopię”; intuicję badacza potwierdza ekspertyza Tomasza Ważnego (2014), który na podstawie dendrochronologicznej analizy podobrazia wyznaczył najbardziej prawdopodobny czas powstania portretu na ok. 1622. […] [Zob. D. Juszczak, H. Małachowicz, Galeria obrazów Stanisława Augusta w Łazienkach Królewskich. Katalog, Łazienki Królewskie, Warszawa 2015, kat. nr 117, s. 421–424.]”