Król Stefan, John Dee i gang Łaskich, czyli zatruty finał

WSTĘP

Wróćmy teraz do tego drugiego brata z gangu Łaskich – Hieronima, o którym to już pisałem z racji jego posłowania do Francji. Po powrocie do Polski ówże Hieronim zasłynął kilkoma awanturami, ale bez większych efektów.

„W kwietniu 1527 wyjechał Ł. pod pretekstem pielgrzymki do Matki Boskiej loretańskiej z kraju, ale dotarł na rozdarte wewnętrzną walką Węgry, gdzie zgodnie z nastawieniem większości szlachty polskiej wstąpił w służbę narodowego króla Jana Zapolyi. Niebawem (listy uwierzytelniające z 26 IV) pojechał jako pierwszy jego dyplomata przez Bawarię do Francji, a potem do Anglii i Danii, aby szukać tam pomocy przeciwko przewadze Habsburgów. Gdy trwająca do września podróż nie dała realnych wyników, na dworze Zapolyi zaczęła dojrzewać myśl, że faktycznej pomocy można oczekiwać tylko od Turcji. Wielką rolę w podjęciu tej groźnej w następstwa decyzji przypisują historycy węgierscy Ł-emu, który w każdym razie wyjechał jesienią jako poseł Zapolyi do Konstantynopola i pojawił się tam 22 XII 1527. Wykorzystując swe umiejętności i pomoc awanturnika [sic] weneckiego Ludwika (Alojzego) Grittiego, zdołał Ł. uzyskać przymierze i pomoc Solimana. W stolicy imperium ottomańskiego zachorował wtedy na febrę, która męczyła go okresowo aż do zgonu. Mimo to zachował olbrzymią energię, czego świadectwem może być szesnastokrotne – wg oceny A. Modrzewskiego i samego Ł-ego – posłowanie do Turcji (przynajmniej 7 razy jeździł do samego Konstantynopola, a często udawał się także na rokowania do ziem podległych sułtanowi na Bałkanach). …

Ł. był szczególnie uciążliwym sąsiadem Polski, próbując uporczywie powiększać granice swych «państw» kosztem Podhala Nowotarskiego (wrogiem jego był też starosta polskiego Spisza Piotr Kmita). Starał się wzmacniać warowność swoich posiadłości, a m. in. wzniósł zameczek w Falsztynie nad Dunajcem. Odlewał armaty z zagrabionych dzwonów kościelnych, proch zaś sprowadzał z Tarnowa i Prus. Uczyniwszy sobie stolicę z Kieżmarku (Caesaropolis), jeździł nadal często i niesłychanie szybko po Europie. Był też stałym gościem w Krakowie i na sejmach, ale z racji swego awanturniczego postępowania tracił coraz bardziej w Polsce grunt pod nogami i tylko w okresie «wojny kokoszej» 1537 r. świtała mu nadzieja odegrania aktywniejszej roli (6 II 1539 otrzymał ekspektatywę na starostwo różańskie na Mazowszu).

Ł. zajął się teraz głównie problemami węgierskimi, choć Węgrów nienawidził i również przez nich był nienawidzony. W r. 1529 usiłował przyprowadzić Zapolyi, który powrócił do ojczyzny, dużą grupę zaciężnych z Niemiec, ale nie udało mu się to wskutek przeciwdziałania dyplomacji habsburskiej i władz polskich. Sytuację wojskową nad Dunajem zmieniła wtedy radykalnie wielka wyprawa sułtana Solimana; Ł. witał go w orszaku króla Jana na polach mohackich, a potem brał udział w walkach. W r. 1530 Zapolya przyznał mu tytuł wojewody siedmiogrodzkiego, jedną z najwyższych godności na Węgrzech, ale faktycznie rządzili tą prowincją współwojewodowie, Ł. zaś nie odegrał bezpośrednio prawie żadnej roli w dziejach Siedmiogrodu. Jesienią t. r. miał zasadniczy udział w rokowaniach dyplomatów zapoliańskich z habsburskimi na zjeździe w Poznaniu, a bezpośrednio potem podążył na odsiecz królowi Janowi oblężonemu w Budzie. W r. 1530 ciężko chorował, zaś w n. r. przeżył śmierć stryja i dwojga swoich dzieci. Większość owego r. 1531 poświęcił na Węgrzech, w Konstantynopolu i na ziemiach habsburskich stosunkowo owocnym rokowaniom w sprawie rozejmu. Przy okazji usiłował załatwiać osobiste sprawy, gdyż już od r. 1529, zrażony do Zapolyi, kokietował dyplomację habsburską, teraz zaś proponował Ferdynandowi swoje przejście na jego stronę. …

Umarł oficjalnie jako katolik, ale już w pierwszej połowie lat trzydziestych uchodził w Polsce i na Węgrzech za człowieka wolnomyślnego bądź też za kryptoluteranina. Na Spiszu wsławił się jako jeden z największych grabieżców duchowieństwa i wziął udział w sekularyzowaniu kilku klasztorów. Opiekował się ponadto przez 10 lat zwolennikiem radykalnej reformacji Jerzym Leudischerem, a nawet usiłował go postawić na czele Kościoła na Spiszu. Wobec zwalczanych przez lewoczan i Kmitę anabaptystów był Ł. tolerancyjny, a z jego opieką łączą się również początki słynnego później ewangelickiego gimnazjum kieżmarskiego.

Człowiek pełen energii i pomysłów (marzył podobno o jakiejś koronie królewskiej), zdolny dyplomata, sługa wielu panów (chwalił się nawet pobieraniem pieniędzy od królów francuskiego i duńskiego), bogaty w fortele partyzant, służalczy kondotier zabiegający o pieniądze i sławę, ale także chwilami rycerski i wyniosły możnowładca, zwracał Ł. uwagę współczesnych i historyków.”  (wg Wacława Urbana)

Syn Hieronima, Olbracht Łaski oprócz wybitnych talentów w korupcji politycznej rozwinął także nadzwyczajne zdolności w „grabieży matrymonialnej” – „żenił się trzykrotnie. Pierwszą żoną była Katarzyna Buczyńska (zmarła w roku 1559), wdowa po węgierskim magnacie Jerzym Seredym, której majątek roztrwonił na wyprawę mołdawską. Jego drugą żoną została w 1564 roku Beata Kościelecka… [która] była osobą dużo starszą od Olbrachta (o 21 lat) i niezwykle zamożną, jako wdowa po księciu Eliaszu Ostrogskim. Związek ten miał zapewnić Łaskiemu gotówkę, której tak bardzo potrzebował na swoje przedsięwzięcia. Natychmiast po ślubie wywiózł ją do Kieżmarku, gdzie skłonił Kościelecką do przepisania na siebie majątku. Gdy to uczyniła, Olbracht Łaski uwięził ją na zamku, gdzie trzymał ją w biedzie i ścisłym zamknięciu przez osiem lat. … Sprawą Beaty zainteresowano się dopiero w 1573 roku, gdy cesarz nakazał staroście Górnych Węgier przeprowadzić śledztwo. Wpłynął na to też fakt, że w międzyczasie Łaski zawarł bigamiczne małżeństwo z Francuzką Sabiną de Sauve.” **

Tutaj trzeba wyjaśnić, że małżeństwo z ową Francuzką było częścią większego planu, wszak „poseł Jean de Monluc, oferujący Polakom kandydaturę królewskiego brata Henryka de Valois, złożył wojewodzie ofertę: za poparcie kandydata francuskiego 100 tysięcy talarów oraz podjęcie przez Francję w Konstantynopolu starań o oddanie mu hospodarstwa mołdawskiego. … Łaski był jednym z tych wielmożów, którzy ruszyli do Paryża z poselstwem do nowego władcy. Tam otrzymał obiecane 100 tysięcy, ale po powrocie do Polski (w atmosferze skandalu, który wybuchł po ujawnieniu bigamii) stracił zaufanie nowego króla związanego z politycznymi przeciwnikami Łaskiego. …

Podczas drugiego bezkrólewia w roku 1575 opowiedział się za elekcją cesarza Maksymiliana II Habsburga, ale królem wybrany został Stefan Batory, więc Łaski udał się na emigrację… W styczniu 1581 udało mu się odzyskać łaskę królewską i wrócić do Polski. … Król okazał swą łaskę, ale nie powierzył Łaskiemu żadnych stanowisk. „Dane” mu starostwo spiskie należało wpierw wykupić, a on nie miał pieniędzy. W tej sytuacji wojewoda raz jeszcze ruszył za granicę.”

Olbracht Łaski pojawił się w Londynie pierwszego maja 1583, przywitany z wielkimi honorami zamieszkał ze swoją świtą w Winchester House. Królowa Elżbieta przyjęła go bardzo łaskawie, i to dwukrotnie – bardzo głośno komentowano fakt, że Łaski miał ubiór w królewskiej czerwieni, tak jak sama Elżbieta… Cel jego wizyty nie był wtedy jasny – niezbyt rozgarnięty ambasador Francji w Londynie, Michel de Castelnau (Sieur de la Mauvissière) twierdził w swoich raportach dla Henryka III., że najprawdopodobniej Olbracht zabiega o wstrzymanie przez Anglię sprzedaży broni Moskwie! (Nb. Henryk domagał się od ambasadora, aby ten wszelkimi sposobami powstrzymał dobrze-mu-znanego Łaskiego przed przyjazdem do Paryża…)

Ponieważ ówczesna ambasada francuska była dla sir Francisa Walsinghama zupełnie przezroczysta można, niestety zasadnie, przyjąć, że to była najzwyklejsza fałszywka. Ciekawostką jest tutaj przynależność do angielskiej siatki szpiegowskiej niejakiego… Giordana Bruno, który właśnie wtedy przebywał był w owej ambasadzie. Wydaje się nawet, że obecność Łaskiego umożliwiła znaczące rozszerzenie tejże siatki – tj. stworzenie jej kolejnych węzłów… Pozostaje do ustalenia rola w tym przedsięwzięciu kanclerza Zamoyskiego, wszak angielskie kontakty to była jego specjalność, a przy tym tak się jakoś złożyło po śmierci króla Stefana, że Olbracht Łaski znalazł się właśnie w stronnictwie Zamoyskiego…

Już 13. maja Łaski spotyka się na dworze królewskim w Greenwich za pośrednictwem samego earla Leicestera ze sławnym i uczonym dr. Johnem Dee – twórcą angielskiej doktryny imperialnej. Pięć dni później odwiedza Dee w jego posiadłości w Mortlake. Następna wizyta ma miejsce dopiero miesiąc później, bo Łaski w tym czasie odbywa wizytę w Oksfordzie, zorganizowaną przez dwór angielski z wielką pompą specjalnie dla niego, wraz z turniejem rycerskim po drodze w Greenwich … Podróż odbywa się w tę i nazad we wspaniałej barce przyozdobionej (wieloma) insygniami królowej Anglii, a towarzyszą mu w niej m. in. sir Filip Sidney i Giordano Bruno.

(Za Coryllusem: 20. letni Filip Sidney poznał Hieronima już w 1574, podczas swojej podróży do Polski! Zachwycił się już wtedy jego inteligencją i kulturą… a za wiki: „Sidney was knighted in 1583 and he married Frances, teenage daughter of Sir Francis Walsingham”, jego wujem był earl Leicester.)

Łaski odwiedza Johna Dee wielokrotnie (raz nawet nocując u niego), a pośrednikiem i organizatorem owych wizyt jest często sam Leicester… Odbywa się tam także kilka seansów krystalomantycznych z uczniem dr. Dee, a zarazem słynnym medium, Edwardem Kellym. W efekcie, dość niespodziewanie, ta trójka opuszcza Anglię we wrześniu tego roku.

(Nie od rzeczy jest tu podać ówczesną opinię o nieprawdopodobnie wysokich kosztach europejskich wojaży Łaskiego – Paprocki podaje niewiarygodną sumę ponad 900 000 dukatów!)

Hanna Widacka: „Po nagłym wyjeździe z Anglii i czasowym pobycie w Krakowie (marzec 1584 r.) obaj magowie zawitali w sierpniu 1584 r. do Pragi, podejmowani z honorami przez cesarza Rudolfa II. Dee zamierzał zaznajomić Habsburga ze swą praktyką krystalomantyczną i wciągnąć go do swych planów reformatorskich. Cesarz, pragnący złota i eliksiru długowieczności, nie ufał już uczonemu, odkąd nie udał mu się seans z przemianą metali. W kwietniu 1585 r. mistrz wraz z medium powrócił do Krakowa. …

Wiosną 1585 r. zdrowie królewskie pogarszało się powoli, lecz bezustannie, pomimo opieki (skłóconych ze sobą) przybocznych lekarzy. Król Stefan czuł się fatalnie: stał się milczący, drażliwy, gniewny, szukał samotności. W tej sytuacji zdecydował się przyjąć 17 kwietnia w Krakowie mistrza sztuk tajemnych, przybyłego z dalekiego Londynu Johna Dee (1527–1608), wraz z towarzyszącym mu medium Edwardem Kelleyem (1555–1595). Osoby te poleciłmonarsze wojewoda sieradzki Olbracht Łaski. Na pierwszej audiencji obie strony poprzestały na powitaniach, po czym Batory wyjechał do Niepołomic i zamieszkał w ustronnym zamku strzeżonym przez oddział węgierskiego wojska. Tutaj 12 maja sporządził testament, a 23 maja – pomimo swej racjonalistycznej umysłowości – wezwał do siebie Dee, Łaskiego i Kelleya, zgadzając się, by ten ostatni miał widzenie. 27 maja w królewskim gabinecie odbył się więc oczekiwany seans w obecności czterech zainteresowanych stron. Według udokumentowanego źródła, tzn. drukowanego protokołu Mérica Casaubona (1659), Kelley – wpatrując się w natchnieniu w tarczę kryształową – doznawał kolejnych zdumiewających wizji. W jednej z nich medium mówiło o toczącej króla nieuleczalnej, jątrzącej się i skrywanej przez otoczenie ranie nogi („… ozdobisz się cnotą, odtrącisz od siebie toczący cię obrzydliwy trąd…”) i kazało mu być uległym – nie wiadomo tylko, wobec kogo.

Monarcha nagrodził magów kwotą 800 florenów wypłaconą na ręce Łaskiego, ale z ich usług dalej nie korzystał. Może przejrzał ich plany, bo raczej nie ulega wątpliwości, że obaj Anglicy – obok misji reformatorskich – mieli też zlecenia polityczne. Nie bez kozery byli oni przecież agentami Elżbiety I Tudor, a ich wojaże po dworach europejskich (np. u cesarza Rudolfa II w Pradze) skłaniają do refleksji. Czy jest możliwe, aby Dee i Kelley podali wtedy królowi Stefanowi jakąś wolno działającą truciznę (jak sugerował lekarz Z. Scheuring w 1964 r.), gdyż ofensywa katolicyzmu niesiona przez wojowniczego Węgra zagrażała interesom Kościoła anglikańskiego?”

„Pod koniec życia S. coraz chętniej otaczał się Węgrami; jak donoszono Rudolfowi II z kamery śląskiej w lipcu 1585, «nikogo u siebie mieć nie chce, który by nie umiał po węgiersku». … Informacje o złym stanie zdrowia S-a dotarły wtedy do Rudolfa II, który w sierpniu pytał urzędników kamery śląskiej «czy to prawda, że król polski umarł», dowiadując się w odpowiedzi, że «król chory, ale podobno ma się lepiej».

Pod koniec r. 1586 S. czuł się coraz gorzej. Od 3 XII t.r. skarżył się na ucisk w piersiach; 7 XII po południu spisał ostatni, niedokończony testament, a w nocy jego stan pogorszył się gwałtownie. … S. zmarł w Grodnie 12 XII 1586 «po zachodzie słońca, a na półzegarzu przed piątą godziną z południa», nie zdążywszy przyjąć ostatniego namaszczenia.” (Jerzy Besala i Agnieszka Biedrzycka)

Na zakończenie warto wspomnieć o kilku sprawach. Po pierwsze, uważa się powszechnie, iż herb Łaskich – Korab jest pochodzenia angielskiego.

Po drugie, przy okazji niejako, dużo mówiący jest kontrast pomiędzy oddźwiękiem publikacji O obrotach z 1543, w Polsce i na Zachodzie. Bruno podczas wizyty w Oksfordzie w owym 1583 wygłasza wykład nt. teorii Kopernika i ma swój własny egzemplarz pierwszego wydania (którego zresztą najprawdopodobniej nigdy porządnie nie przeczytał…), a dr Dee ma nawet dwa takie egzemplarze! Dee niewątpliwie skrupulatnie przeczytał O obrotach, z tym że oba te egzemplarze zaginęły po rozszabrowaniu biblioteki Johna w czasie jego długiej nieobecności…

Po trzecie, warto pamiętać, że 11 sierpnia 1586 została aresztowana królowa Maria Stuart, a ścięta 8. lutego roku następnego.

I wreszcie, uderza niepojęta niefrasobliwość polskich naukowców, którzy bezrefleksyjnie i bez słowa komentarza przepisują te „walsinghamowskie memy” o wielokrotnych próbach Johna Dee zamiany piasku w złoto, o rozczarowaniu tym Olbrachta, o sztuce krystalomantycznej itp. itd.

___

PS. Olbracht po powrocie do Polski w 1581 popadł w konflikt z klanem Zborowskich. Ponoć to on doniósł królowi Stefanowi o zabójczych zamiarach Samuela Zborowskiego. Jest to o tyle ciekawe, że Samuel też był prowadzony przez Anglików. Miał u siebie osobistego, angielskiego pośrednika do handlu zbożem, i prowadził z Krymem niejasne „końskie” interesy na dużą skalę. Wygląda na to, iż Olbracht razem z Zamoyskim wystawili go jako kozła ofiarnego. (I zmarli obaj w 1605, w odstępie paru miesięcy.) A ku przestrodze – oto żony Zamoyskiego: Anna Ossolińska (bratanica Hieronima), Krystyna Radziwiłłówna (córka Mikołaja Czarnego), Gryzelda Batorówna (bratanica Króla) i Barbara Tarnowska (córka Stanisława).

___

**) Ściślej mówiąc była to Sabine Sayve (ew. Sève), córka Jeana Sayve i Jeanne Harley. Sabine pochodziła ze starej rodziny prawników i doradców, która to wydała m.in. prezesów Trybunału Obrachunkowego w Dijon. Sabina zmarła w 1611 w Łasku. Według niektórych źródeł, Sabina była siostrą francuskiego astrologa Vincent de Sève z Beaucaire w Langwedocji. (Ów Wincenty Sève znany jest z 58 rzekomych, pośmiertnych przewidywań Nostradamusa, tzw. „sexiene” (w zwrotkach sześciu linii), które dedykował w 1605 roku królowi Henrykowi IV).

Reklamy

Król Stefan, gang Łaskich i znowu ten Erazm…

Zacznę od tytułowego końca, czyli od Erazma i jego „Polska jest moja”. Otóż, domyślam się co go skłoniło do tej buńczucznej wypowiedzi – ten list do biskupa Canterbury pisze Erazm we wrześniu 1524, a w kwietniu/maju tego roku odwiedza go trzech braci – Hieronim, Stanisław i Jan Łascy!

„Hieronim w r. 1520…pojechał tylko latem t. r. przez Węgry (?) do cesarza do Brukseli. Tam poznał Erazma z Rotterdamu i był pierwszym Polakiem, który korespondował z wielkim humanistą i odwiedzał go.” 

Jan „korzystając z wyjazdu brata Hieronima w misji dyplomatycznej, zabrał się z nim i przez Bazyleę, gdzie Hieronim przedstawił go Erazmowi z Rotterdamu, przybył w maju t. r. [1524] do Francji. Po krótkim pobycie w Blois osiadł na blisko rok w Paryżu. Nawiązał kontakt z kołem skupionym wokół Małgorzaty Valois, obracał się w kręgach dworskich i uczęszczał na wykłady w Sorbonie.

Wczesną wiosną 1525 r. wyjechał do Bazylei, zabierając ze sobą Aniana Burgoniusa z Orleanu [miasta wyjątkowo „otwartego” i tolerancyjnego…], młodego obiecującego poetę, którego wziął na wychowanie. Zamieszkał u Erazma, a stały kontakt z wielkim humanistą przerodził się w bliską zażyłość. Erazm rozbudził w Ł-m zainteresowania dla problemów etycznych i spraw związanych z polemiką teologiczną w obozie chrześcijańskim, zwłaszcza zaś zaszczepił mu swoje poglądy ireniczne. Ł. natomiast informował Erazma o sprawach polskich, zalecał mu swoich wybitnych rodaków, m. in. skłonił go do napisania sławnego listu do Zygmunta I (z 15 V 1527). Pragnąc ulżyć trudnej sytuacji materialnej bazylejskiego humanisty, przejął Ł. na siebie niemal cały koszt utrzymania domu, a nadto zakupił odeń bibliotekę (wpłacił 2/3 jej ówczesnej wartości) pozostawiając mu ją w dożywotnie używanie. W czasie pobytu w Bazylei zawarł Ł. nadto znajomości z reformatorami Ulrykiem Zwinglim, Janem Oecolampadiusem, Joachimem Camerariusem, lingwistą Konradem Pellikanem, u którego rozpoczął naukę hebrajskiego, zaprzyjaźnił się z teologiem Ludwikiem Berem i prawnikiem Bonifacym Amerbachem. Nawiązał także kontakty z drukarzami Janem Oporynem i Janem Frobenem. Nie licząc się z kosztami, zaciągając długi, prowadził Ł. w Bazylei żywot hojnego mecenasa, co znalazło wyraz w dedykowanych mu dziełach bazylejskich uczonych (B. Rhenanus, H. Glarean).

Sława, jaką czerpał z przyjaźni z Erazmem, wysokie godności kościelne i opieka stryja czyniły zeń atrakcyjnego przewodnika i protektora dla młodych uczonych i literatów. Swoim mecenasem nazywał go Leonard Coxe, który zajmował się kształceniem Aniana…

Sprawy finansowe sprawiły, że Erazm ochłódł trochę w swej serdeczności dla Ł-ego, dla którego do niedawna nie miał słów uznania. Teraz chciał nawet zerwać umowę w sprawie zakupu biblioteki, gdyż wartość jej wzrastała, a Ł. nie nadsyłał dalszej za nią należności**. Uspokojony jednakże przez Ł-ego, mimo iż ciągle pieniądze nie przychodziły, zawarował mu prawa do biblioteki w testamencie. W tym okresie zaczął się Ł. interesować bliżej reformacją, a zwłaszcza działalnością i pismami Filipa Melanchtona, które studiował z najwyższą uwagą. Pobudzony przywiezionymi przez Modrzewskiego z Niemiec wieściami, zdecydował się wysłać, do Wittenbergi Aniana, który w r. 1533 wrócił z Włoch, i polecił go specjalnym listem Melanchtonowi (7 III 1534)… Do złego poczucia Ł-ego przyczyniła się także wiadomość o nagłej śmierci Aniana w Lipsku w końcu stycznia 1535 r… Coraz bardziej interesował się natomiast rozwojem wydarzeń na Zachodzie. Wybierał się nawet w r. 1536 do Wittenbergi, o czym donosił Fryczowi, który stale przebywał za granicą i w jesieni 1536 jeździł do Bazylei, aby po śmierci Erazma sfinalizować sprawę zakupu biblioteki i sprowadzić ją do Polski, co nastąpiło wiosną 1537 (5 IV Ł. potwierdzał jej odbiór).” (wg Haliny Kowalskiej)

Warto tutaj zrobić pauzę i przypomnieć osobliwe okoliczności śmierci Erazma, kiedy to zdecydował się przyjąć zaproszenie królowej Marii, regentki Niderlandów, i rozpoczął przygotowania do przenosin z Freiburga do katolickiej Brabancji – Erazm umiera nagle 12. lipca 1536 po gwałtownym ataku dezynterii podczas wizyty w Bazylei… Wszystko wskazuje na to, że ta jego decyzja bardzo nie spodobała się jego dotychczasowemu patronowi Henrykowi VIII, który właśnie zrywał ostatecznie ze Stolicą Apostolską, m.in. ścinając św. Tomasza Morusa w lipcu 1535. I to szczególnie wobec triumfów cesarza Karola V, brata królowej Marii… Ewidentnie kończył się czas propagandy tolerancji (dla naiwnych) i trzeba było zacząć wybierać – albo, albo.

Wracając do Jana Łaskiego jr.: „W drugiej połowie 1539 r. wyjechał ponownie, tym razem na wiele lat. Okoliczności wyjazdu nie są dokładnie znane. Miał wyjechać oficjalnie, za zgodą króla, rzekomo na dalsze studia, ponoć z zamiarem udania się do Anglii. …

Być może, że właśnie z tego kręgu pochodziła córka lowańskiego tkacza (Barbara), którą Ł. poślubił z początkiem 1540 r. Wkrótce potem musiał Ł. opuścić Lowanium, zagrożony prześladowaniami religijnymi. Przeniósł się do Fryzji Wschodniej, silnie już wówczas sprotestantyzowanej, i osiadł w Emden. Żył tam początkowo w osamotnieniu, zdaje się cierpiał niedostatek, szukał nawet nabywcy dla części swego księgozbioru, który w lecie 1541 r. dostarczył mu z kraju Modrzewski. Wiadomość o jego ożenku doszła do Polski bardzo szybko, wiedziano już o tym latem 1540 i odebrano mu beneficja. …

Dzięki pomocy finansowej księcia Albrechta nabył nawet niewielki majątek ziemski, zapewniający mu dostatek materialny. Jednakże po przyjęciu przez hrabinę Annę interimu, nie chcąc przyjąć narzuconego tym samym luteranizmu, zaczął się Ł. rozglądać za nowym miejscem pobytu. Chciał wracać do kraju i wiązał duże nadzieje z objęciem rządów przez Zygmunta Augusta, do którego zwracał się w lecie 1548, ofiarowując usługi dla zreformowania Kościoła w Polsce. Nie przyjął propozycji wyjazdu do Królewca, skorzystał ostatecznie z zaproszenia arcbpa Tomasza Cranmera i uzyskawszy od hrabiny Anny urlop, we wrześniu 1548 udał się do Anglii. Jakiś czas przebywał na zamku Lambeth, później przeniósł się do Windsoru, ale choroba uniemożliwiła mu aktywniejszą działalność. Nawiązał jednak kontakt z Williamem Cecilem i wychowawcą Edwarda VI Johnem Cheke. Prowadził też w imieniu księcia pruskiego negocjacje polityczne dotyczące zawiązania koalicji protestanckiej przeciw cesarzowi. W marcu 1549, na wiadomość o komplikacjach wyznaniowych w Fryzji Wschodniej, zdecydował się opuścić Anglię. W kwietniu przybył do Królewca, skąd wysłał otrzymany od Edwarda VI list polecający do Zygmunta Augusta. …Po kilkumiesięcznej tułaczce (Brema, Hamburg) 13 V 1550 zawitał ponownie do Anglii, tym razem z żoną i dziećmi (Janem, Hieronimem, Barbarą i Zuzanną) i otrzymał naturalizację angielską w czerwcu t.r. Po przybyciu do Londynu Ł. rychło zatroszczył się o zorganizowanie licznie tu osiadłych uchodźców wyznaniowych z kontynentu. Dzięki poparciu Johna Hoopera, bpa Gloucester, uzyskał dla nich na siedzibę zboru zabudowania dawnego klasztoru augustynów (Austin Friars). Dn. 24 VII t. r. został mianowany przez Edwarda VI superintendentem zborów cudzoziemskich (francuskiego, niemiecko-holenderskiego i włoskiego) w Londynie, pozostających w całkowitej niezależności doktrynalnej i organizacyjnej od Kościoła angielskiego.***  …

Zabrał również głos w toczącym się wśród angielskiego duchowieństwa sporze na temat szat liturgicznych, udzielając poparcia stanowisku Hoopera i wypowiadając się przeciw ich używaniu w narodowym Kościele angielskim. Kontynuował nadto zabiegi o wciągnięcie Anglii do akcji przeciw cesarzowi, występując w imieniu księcia pruskiego, a od grudnia 1551 reprezentując także księcia Jana Alberta meklemburskiego.

Źle układały się Ł-emu początkowo sprawy majątkowe i osobiste. Chorował często, w r. 1552 stracił pierwszą żonę. Później jednak zaczął się stabilizować. W r. 1553 ożenił się powtórnie (z nieznaną bliżej Katarzyną), a zdaje się, iż i jego sytuacja finansowa uległa poprawie. Kres londyńskiej działalności Ł-ego położyło objęcie po śmierci Edwarda VI władzy przez Marię Tudor i podjęta przez nią restytucja katolicyzmu. Skazany, jak i pozostali cudzoziemcy protestanci, na wygnanie, opuścił Anglię 17 IX 1553, na razie sam, pozostawiając żonę i dzieci pod opieką przyjaciół. …

Dn. 21 X zapadła decyzja o wygnaniu egzulantów. Tegoż dnia Ł. opuścił Frankfurt nad Menem, udając się przez Wittenbergę, gdzie spotkał się z Melanchtonem, do Polski. … Już w drodze, we Wrocławiu, dowiedział się Ł. o przesunięciu terminu odbycia sejmu warszawskiego i pragnął zdążyć przed jego końcem do Warszawy. Natychmiast jednak po przybyciu do Małopolski (w połowie grudnia), gdy zatrzymał się u swego powinowatego Jana Bonera w Rabsztynie, dowiedział się o niekorzystnym wrażeniu, jakie wywołał u króla jego przedwczesny przyjazd i o poruszeniu wśród biskupów, którzy już rozpoczęli starania o uniemożliwienie mu pozostania w Polsce. … Król zezwolił mu jedynie na prywatne głoszenie Ewangelii. Próby wpłynięcia na Zygmunta Augusta przez Mikołaja Czarnego Radziwiłła, z którego gościnności Ł. korzystał w Wilnie, starania o pozyskanie królowej Katarzyny, nie dały żadnych rezultatów. …

Zmarł Ł. 8 I 1560; pochowano go uroczyście w Pińczowie, w zamienionym na zbór kościele katolickim, dopiero 29 I. Potomstwu swojemu nie zabezpieczył Ł. przyszłości. W Polsce nie posiadał żadnych dóbr, a zdaje się, iż nie miał nawet stałej siedziby, gdyż mieszkał w zależności od przypadku w Balicach, Włodzisławiu, Pińczowie, Osieku i Dębianach, goszczony przez krewnych i przyjaciół. Pozostawił jednakże jakieś ruchomości (część biblioteki) i zapisy na dobrach ziemskich, m. in. od bratanka Olbrachta (zob.). W sporządzonym we Frankfurcie testamencie spadkobierczynią połowy uczynił Katarzynę, drugą połowę przeznaczając dzieciom. Katarzyna jednak zabrała prawie wszystko, zostawiając troskę o dzieci krewnym i przyjaciołom. Dzieci zaś pozostawił Ł. z obu małżeństw dziewięcioro. Pierworodna Barbara była od r. 1558 żoną Stanisława Lutomirskiego (zob.), trzej najstarsi synowie: Hieronim, Jan i Tomasz, dopiero po śmierci ojca, latem 1560 przybyli do Polski, a o ich losach, podobnie jak o trzech najmłodszych (Józefa, Beniamina, Pawła), nic nie wiadomo. Czwartym z kolei synem był Samuel (zob.), wzięty pod opiekę przez Stanisława Szafrańca z Pieskowej Skały. Córka Zuzanna, wyposażona przez Mikołaja Radziwiłła Czarnego, wyszła za Floriana Morsztyna, bachmistrza wielickiego.”

Hieronim Morsztyn (ur. 1581, zm. pomiędzy 1623 a 1645) to polski poeta wczesnobarokowy, pisarz i tłumacz. „Ojcem Hieronima Morsztyna był bachmistrz (urzędnik górniczy), arianin z Wieliczki, Florian, syn Stanisława. Matką Hieronima była druga żona Floriana, Zuzanna Łaska, córka Jana a siostra stryjeczna Olbrychta Łaskiego, wojewody sieradzkiego. Miał też Hieronim kilka sióstr (Elżbietę, Jadwigę, Annę i Katarzynę).  … Zbiór jego wierszy Światowa Rozkosz ukazał się w 1606. Przypisuje mu się też autorstwo Summariusza wierszów, który składa się z ponad 300 utworów o zróżnicowanej formie i tematyce (w 1655 trzy najdłuższe z nich wydano pt. Philomachia). Przypuszcza się, że napisał ponadto Antipasty małżeńskie (1650), w których zawarł opowieść fantastyczno-przygodową o królewnie Banialuce (stąd przysłowie). Wykorzystywał nowele Boccaccia.”

Z kolei, Lutomirski Stanisław h. Jastrzębiec (ok. 1520–1575) to był „ksiądz, pisarz i działacz reformacyjny. … Stanowisko L-ego w Kościele małopolskim ugruntowało się po przybyciu Jana Łaskiego, z którym L. podjął jak najbliższą współpracę w dziedzinie kalwinizacji zborów małopolskich, i jednocześnie podjętej przez Łaskiego akcji zjednoczeniowej polskiego protestantyzmu. Prawdopodobnie w związku z licznymi zajęciami organizacyjnymi, koniecznością przebywania obok Łaskiego w Pińczowie czy Wodzisławiu dostał L. do swojego zboru w Kazimierzy Małej diakona-katechetę w osobie najpierw Jana Pustelnika, później zaś Jana Siekierzyńskiego. Jest prawdopodobne, że towarzyszył on Łaskiemu w podjętej w lutym 1558 podróży do Królewca w celu odbycia rozmów z księciem Albrechtem i jego ministrami na temat zjednoczenia wyznań protestanckich w Polsce.

… Wytrawny teolog, dobry taktyk i bystry obserwator, mimo pewnego konserwatyzmu, będącego niewątpliwie wynikiem pochodzenia i powiązań społecznych, w momentach przełomowych udzielał L. poparcia nurtowi radykalnemu, starając się zarazem uchronić go przed popadnięciem w sekciarstwo. Zmarł prawdopodobnie w r. 1575. Małżeństwo jego z Barbarą Łaską, która wyszła później za Wawrzyńca Gradowskiego, sędziego ziemskiego sochaczewskiego, było bezdzietne.” (wg Haliny Kowalskiej)

I tu pojawia się wielka zagadka, wszak to niejaki Wawrzyniec Gradowski był oskarżony o próbę otrucia króla Stefana w 1578 i wtrącony za to do lochu w Rawie Mazowieckiej. Są tacy, którzy twierdzą, że był to syn Barbary i Wawrzyńca seniora, ale wtedy nie zgadzają się daty… czyżby jednak to był właśnie mąż Barbary, córki Jana?

„Zaraz po zamachu w maju 1578 r. Batory zwrócił się za pośrednictwem posła i dworzanina Stanisława Bojanowskiego do berlińskiego lekarza i alchemika Leonharda Thurneyssera (1530–1595) o pomoc i radę. Uczony skierował do monarchy list z Berlina datowany na 13 lipca 1578 r., z załączonym antidotum przeciwko truciźnie. Był to balsam w czterech porcjach sporządzony „niemałą pracą (…) stosownie do prawideł kabalistyki i magii naturalnej”. Król Stefan (ostrzeżony przed trucizną przez księcia pruskiego Jerzego Fryderyka) pozostawał później w ścisłym kontakcie z Thurneysserem, który zadedykował mu swe dzieło – obszerny ilustrowany zielnik wydany w Berlinie w tymże roku.”   (H. Widacka)

CDN

___

**) W liście z 27 VIII 1528 r. odpisał Łaskiemu: „Bardzo się cieszę, że arcybiskupowi odpowiada moja praca. Co do podarku, tłumaczysz stryja usilnie jego zajęciami. Ileż to czasu wymaga wydanie takiego polecenia: »Poślij mu sto dukatów!«. Ale porzucając żarty, zadowala mnie dostatecznie przyjazny stosunek tego męża. Chciałbym życzyć temu najlepszemu starcowi bratanka, a Tobie brata obdarzonego nieco większym szczęściem”

100 dukatów za dedykację – to się nazywa poczucie wartości!!

***) warto zaznaczyć, że niektórzy uważają JŁ za „pioniera” purytanizmu.

O wielkim Stanisławie co na czas się ogarnął

Zanim przejdę do tytułowego Stanisława muszę uzupełnić moją poprzednią notkę o istotne postaci „tła”, postaci z pewnej rodziny wagi najcięższej. Pierwszą z nich jest szef piewców humanizmu nowoczesnego z urzędu, czyli rektor Akademii Krakowskiej. Był nim w latach 1498-9 Jan V Thurzo – „pierworodny syn szlachcica węgierskiego Jana Thurzo, osiadłego w Polsce burmistrza miasta Krakowa i jego pierwszej żony Urszuli Bem (Böhm)”.

Przypomnę tylko, że „związki rodów Turzonów i Fuggerów przypieczętowała w roku 1495 umowa, na mocy której Jan i Jerzy Thurzo stworzyli z Jakubem Fuggerem spółkę wydobywczo-handlową Ungarischer Handel, która w błyskawicznym tempie zmonopolizowała niemal cały przemysł związany z wydobyciem i wytopem miedzi oraz handel tym metalem w całej ówczesnej Europie.”   [Po dużo, dużo więcej nt. roli tej firmy odsyłam do Baśni jak niedźwiedź tom II Gabriela Maciejewskiego.]

Wracając do Jana juniora, to po epizodzie akademickim został biskupem wrocławskim. „Na stanowisku tym odbył 7 synodów diecezjalnych i wspólnie z bratem swym Stanisławem, biskupem ołomunieckim, koronował trzyletniego Ludwika Jagiellończyka na króla czeskiego. … Biegły w naukach i wysokich cnót pasterz, otwarty na nowe idee i prądy w kulturze i w teologii, utrzymywał kontakty z Erazmem z Rotterdamu, Marcinem Lutrem i Filipem Melanchtonem. Nie był luteraninem, ale tolerował wydawanie już w 1518 we Wrocławiu, na terenie jego diecezji, pierwszych kazań Lutra o odpustach i łasce, a w 1519 – jego następnych kazań i dysputy lipskiej. Ta tolerancyjność była przyczyną zwrócenia się wrocławskiej kapituły katedralnej do biskupa Thurzo z prośbą, by w porozumieniu z radą miejską wydał zakaz druku „pism heretyckich”. Do wydania takiego zakazu jednak nie doszło, Jan Thurzo zmarł w sierpniu roku następnego; z drugiej strony Melanchton i Luter nazwali go „najlepszym biskupem stulecia”.”

W uzupełnieniu do tego bardzo „specyficznego” biogramu trzeba dodać, iż bratem tych dwóch był palatyn węgierski Aleksy Thurzo, który oczywiście także został przyjacielem Erazma oraz propagatorem jego humanizmu. To właśnie Aleksy był węgierskim patronem Leonarda Coxa, a przede wszystkim Ecchiusa.

Widzimy jasno jak niewiele się zmieniło – dziś (jeszcze) mamy monopol liberalno-genderowy, a wtedy to był monopol humanistyczny. W obu przypadkach, w tle majaczy gigantyczny kapitał. Nie ma jednak żadnych nieubłaganych praw historii i przypadek Stanisława Hozjusza dobitnie pokazuje jak wiele może zmienić jedna osoba – warto o tym dzisiaj pamiętać.

„Urodził się w Krakowie [w 1504] w rodzinie mieszczańskiej, która przybyła do Polski z Pforzheim w Badenii. … W 1519 chciał wstąpić do zakonu dominikanów, ale kategoryczny sprzeciw ojca pokrzyżował te plany. W lipcu 1519 zapisał się na wydział sztuk wyzwolonych Akademii Krakowskiej. Studiował tam półtora roku, gdyż już w grudniu 1520 zdobył bakalaureat sztuk. …Pisał głównie elegie i epigramy, w których sławił czołowe osobistości Rzeczypospolitej. Jego poezję cechuje żarliwość religijna. Należał wówczas do wielbicieli Erazma z Rotterdamu, lecz wkrótce erazmianizm w wydaniu hozjańskim nabrał wydźwięku antyluterańskiego.

W latach 1530–1534 dzięki wsparciu biskupa Tomickiego studiował teologię i prawo na uniwersytetach w Bolonii i Padwie zdobywając doktorat obojga praw. Jednym z jego nauczycieli prawa był Hugo Buoncompagni, późniejszy Grzegorz XIII.

… w 1551 został awansowany na biskupstwo warmińskie. Szybko zyskał sławę jako katolicki teolog-polemista. Jego pisma będące owocem polemik z polskimi i niemieckimi ewangelikami odznaczały się erudycją, ciętością języka oraz kunsztowną łaciną. Hozjusz stał na gruncie ortodoksji katolickiej i bronił papiestwa. Dlatego też był przeciwnikiem liturgii w językach narodowych, posuwając się do zachwalania ignorancji ludu jako rzeczy pożytecznej, sprzyjającej pobożności (Godzi się li laikom…). Historycy Kościoła i teologowie zachodni oceniają, że Hozjusz nie był wybitnym teologiem, za to był zdolnym i pracowitym organizatorem. Wszystkie swoje działania w Polsce kierował przede wszystkim przeciwko reformacji, którą uważał za wielkie zło. O swoich oponentach nie potrafił myśleć dobrze – uważał, że protestanci są inspirowani przez diabła. Sprawców napaści na kościół ewangelicki w Krakowie (Tumult krakowski) pochwalił słowami: Czego nie śmiał ani król, ani biskupi to zrobić się ośmielili studenci akademii krakowskiej, godni wiekuistej pamięci, których chwałę cały Kościół sławić będzie.

… W 1558 wyjechał do Rzymu, gdzie w kurii papieskiej, a następnie jako nuncjusz w Wiedniu (1560–1561) zabiegał o wznowienie soboru powszechnego. Był jednym z pięciu legatów papieskich na ostatnią sesję soboru trydenckiego i przewodniczył obradom soborowym. Na soborze był zdecydowanym przeciwnikiem ustępstw na rzecz protestantów i bronił pozycji Stolicy Apostolskiej. W 1561 kreowany przez Piusa IV kardynałem, a w 1565 był nawet na konklawe jednym z liczących się kandydatów do tiary papieskiej. W kraju bezgraniczne oddanie papiestwu naraziło go na silną krytykę szlachty i niechęć króla. Nobilitację uzyskał dopiero w 1562. Wraz z nuncjuszem Giovannim Francesco Commendonim dążył do zreformowania w duchu uchwał trydenckich kościoła w Polsce. W 1564 na sejmie w Parczewie przyczynił się do przyjęcia uchwał trydenckich przez króla i senat. Przeciwstawiał się planom prymasa Jakuba Uchańskiego myślącego o utworzeniu kościoła narodowego.

W diecezji warmińskiej odbył w 1565 synod diecezjalny w Lidzbarku, zrewidował statuty kapituły, a w latach 1565–1572 przeprowadził wizytację generalną diecezji – pierwszą wizytację potrydencką na ziemiach polskich. W 1565 sprowadził do Braniewa jezuitów, którzy zorganizowali kolegium i seminarium duchowne.”

Znowu daje się zauważyć specyficzny stosunek autorów polskiej wiki do katolicyzmu, ale to nie przeszkadza odnaleźć tam jeszcze jednego z owoców działalności wielkiego Stanisława:

„W 1553 Mikołaj Radziwiłł Czarny poparł Reformację i w wyniku tego porzucił katolicyzm. Początkowo zainteresował się luteranizmem, ale dwa lata później nawiązał korespondencję z wybitnymi teologami kalwinizmu, w tym z samym Janem Kalwinem. Około 1557 przyłączył się do Zboru (Kościoła) Reformowanego (kalwinizm), którego stał się najbardziej wpływowym protektorem w Rzeczypospolitej.

W tym 1557 roku ufundował w Wilnie pierwszy na Litwie kościół (zbór) i szkołę wyznania reformowanego. Wkrótce zaczął energicznie zwalczać katolicyzm i prawosławie w swoich litewskich i małopolskich posiadłościach: od 1560 odebrał katolikom kościoły w Nieświeżu, Klecku, Ołyce, Subotnikach, Mordach i Szydłowcu i przekazał je pastorom kalwińskim. Zaczął też aktywnie propagować protestantyzm, otwierając drukarnie w Nieświeżu i Brześciu Litewskim, gdzie w 1563 wydrukowano Biblię Brzeską, zwaną też Radziwiłłowską – pierwsze tłumaczenie całego Pisma Świętego na język polski z języków oryginalnych (Mikołaj Czarny finansował zarówno prace zespołu tłumaczącego Biblię w Pińczowie, jak i wydanie jej w Brześciu). Wspierał również działaczy reformacji, takich jak Francesco Stancaro, Szymon Budny, Marcin Czechowic i Jan Łaski (młodszy).”

Mikołaj Krzysztof, zwany Sierotką „był synem Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Czarnego i Elżbiety z Szydłowieckich, córki Krzysztofa. Wychowany w kalwinizmie na przyszłą podporę reformacji, po śmierci ojca na skutek pobytu w Rzymie i osobistego zetknięcia z Commendonem, Hozjuszem i Skargą przeszedł w 1567 z kalwinizmu na katolicyzm, po czym otwierał zamknięte przez jego ojca kościoły, m.in. w Szydłowcu. Zwalczając rozwój protestantyzmu wykupił egzemplarze Biblii Brzeskiej po czym uroczyście zostały one spalone na wileńskim rynku. Gorliwy katolik, popierał antyturecką politykę papiestwa i konsekwentnie wspierał Habsburgów w staraniach o tron Polski. Po wyborze króla prezentował postawę regalistyczną, wspierając wszystkich czterech królów Polski, z którymi się zetknął. …

W 1590 roku został wojewodą trockim. Popierał Zygmunta III Wazę w staraniach o unię kościelną. W 1604 roku otrzymał najważniejszy w Wielkim Księstwie Litewskim tytuł wojewody wileńskiego. Dostarczył królowi posiłków przeciw rokoszowi Zebrzydowskiego i wziął udział w 1609 roku w bitwie pod Warką. Zbudował zamek w Nieświeżu i ufortyfikował (zaopatrzył w słynne armaty) oraz zbudował kościół w Nieświeżu dla Jezuitów (pierwszy barokowy kościół w Rzeczypospolitej), zakładał klasztory, budował drogi i szpitale, rozwijał szeroką działalność filantropijną, opiekował się ubogimi studentami. Wykształcony, studiował zwłaszcza geografię i medycynę. Napisał dzieje swojej podróży, wydane w 1601, w przeróbce łacińskiej, a potem w tłumaczeniu polskim jako Peregrynacja abo pielgrzymowanie do Ziemi Świętej (1607). Drukarnię w Nieświeżu podarował Akademii wileńskiej, współpracował w dziele unii kościoła wschodniego z katolicyzmem. Był protektorem kartografii polskiej, wydając mapy Litwy opracowane niezależnie przez Tomasza Makowskiego i Macieja Strubicza.”

___

PS. Interesujące uzupełnienie:

Jakub Wujek „w Wiedniu w 1565 roku wstąpił do zakonu jezuitów, po nowicjacie rozpoczął studia teologiczne w Kolegium Rzymskim, gdzie uzyskał doktorat. Po dwóch latach w Rzymie powrócił do Polski do Pułtuska, gdzie był wykładowcą kolegium jezuickiego. Na kapłana został wyświęcony w roku 1568 w Pułtusku i od tego czasu poświęcił się intensywnej pracy kaznodziejskiej i pisarskiej. W latach 1571-1578 jako rektor organizował kolegium jezuickie w Poznaniu. W latach 1578-1580 był rektorem Akademii Wileńskiej. W latach 1579-1584 założył prowincję jezuicką w Koloszwarze w Siedmiogrodzie.”

PS2. A teraz, ostrzeżenie, niejako:

„W roku 1525 zrzekł się tronu biskupiego w Poznaniu, a także doprowadził do ugody między królem a Albrechtem Hohenzollernem. Tomicki od roku 1524 jednocześnie pełnił funkcje biskupa krakowskiego i podkanclerzego koronnego, co było niezgodne z ówczesnym prawem polskim (były to tzw. incompatibilia). Był z tego powodu jednym z głównych (obok Szydłowieckiego) przeciwników ruchu egzekucyjnego.

Piotr Tomicki należał do najważniejszych przedstawicieli polskiego renesansu. Studia we Włoszech i pobyt na dworze Jana Lubrańskiego, a także kontakty ze światłymi umysłami Europy, w tym z Erazmem z Rotterdamu, ukształtowały w nim humanistyczne zainteresowania. Do głównych zasług Tomickiego należy jego mecenat nad artystami. Na jego polecenie Stanisław Górski spisał Acta Tomiciana– zbiór dokumentów z czasów sprawowania przez Tomickiego urzędu podkanclerskiego, na Akademii Krakowskiej utworzył Katedrę Prawa Rzymskiego oraz wprowadził nauczanie greki i hebrajskiego. W Wielkopolsce ufundował cenne płyty nagrobne: stryjowi w Szamotułach i ojcu w Tomicach.

Piotr Tomicki zmarł w Krakowie 29 października 1535 roku. Pochowany został w ufundowanej przez siebie kaplicy w Katedrze Wawelskiej.”

Erazm-Polska-jest-moja i Anglicy

Jeśli komuś się wydaje, że Rzeczpospolita znalazła się w kręgu zainteresowania Londynu dopiero pod koniec XVI wieku, to jest w grubym błędzie. I nie chodzi tu o Kompanię Wschodnią i angielską kolonię w Elblągu, ale o Kraków i czasy jeszcze wcześniejsze. Choć przyznaję, że faktycznie nie jest to wiedza powszechnie dostępna – weźmy np. takiego Leonarda Coxa – w angielskiej wiki ma całkiem pokaźny wpis, a tymczasem w tej polskiej o nim cisza, choć oczywiście wybitnie wyspecjalizowani polscy specjaliści pisali o nim w specjalistycznych publikacjach.

A kim był ów mister Cox (ew. Coxe)? To jeden z trzech najgłośniejszych krzewicieli nowoczesnego humanizmu zatrudnionych przez Akademię Krakowską – Cox wykładał tam w latach 1518-20 i 1525-7. Zwróćmy baczną uwagę na te daty i na fakt, że w kluczowych latach 1520-5 przeniósł się był pan Cox na Węgry, aż do roku przed bitwą pod Mohaczem i rozbiorem Węgier… Lista jego patronów w Polsce mówi bardzo wiele: Krzysztof Szydłowiecki, Piotr Tomicki, Jan Łaski jr oraz „przyjaciel Lutra i Erazma” – Ludwik Decjusz. W 1527 Cox jest z powrotem w Anglii, gdzie wpierw zostaje bakałarzem w Cambridge, a w 1530 mistrzem w Oksfordzie i Reading.

Dla pełnego obrazu oto dwie pozostałe, szwajcarskie, gwiazdy humanizmu na Akademii Krakowskiej: Rudolf Agricola młodszy – „docent Uniwersytetu Krakowskiego, poeta, humanista i wydawca” oraz Walenty Eck (Ecchius), który „bakalaureat zdobył w r. 1513 i nawiązał w Polsce liczne kontakty literacko–naukowe, współpracował przy publikacji podręczników w języku łacińskim; w 1513 udał się na Węgry, w 1520/21 powrócił na krótko do Krakowa, prowadząc tu dorywcze wykłady w Akademii, potem zjawił się tu jeszcze raz, w latach 1537 – 1539, aby ostatecznie osiąść na Węgrzech.”

(Warto tu dodać, że patronem Ecchiusa był sam Aleksy Thurzo (syn Jana), a więcej o tej rodzinie, niebawem.)

Wszyscy ci panowie wsławili się nie tyle krzewieniem humanizmu, który u nas zaszczepił był już w 1470 przesławny Kallimach, co propagowaniem jego formy najwyższej – tolerancji i multi-kulti (sic!) wg samego mistrza Erazma. Mówi się wprawdzie o nim Erazm z Rotterdamu, ale warto pamiętać, że znaczną część swojego bardzo aktywnego życia tenże Erazm spędził w Anglii i Szwajcarii właśnie… A z kolei Leonard Cox jest określany mianem przyjaciela Erazma i Filipa Melanchtona – tacy to wykładowcy święcili wtedy triumfy w Krakowie.

Nasi trzej krzewiciele ideologii erazmiańskiej nie tylko nauczali ale i publikowali wiele (własnych) tekstów i w efekcie odnieśli, wraz ze swoimi patronami, zaiste gigantyczny sukces skoro Erazm pisał bez ogródek do arcybiskupa Canterbury, Williama Warhama, „Polonia mea est” – Polska jest moja**, „skarżąc się w liście z dnia 4 września 1524 r. na pełne wściekłości ataki wrogów, a równocześnie […] wymieniając szereg nazwisk życzliwych sobie osób… Piszącymi listy i otrzymującymi odpowiedzi byli dostojnicy Korony i Kościoła, dyplomaci, sekretarze królewscy, wreszcie sam król Zygmunt Stary. Oprócz dalej wymienionego K. Szydłowieckiego wspomnijmy P. Tomickiego, A. Krzyckiego, P. Kmitę, H. Łaskiego, J. Dantyszka, J.L. Decjusza, a z uczniów Erazma – J. Łaskiego, A. Zebrzydowskiego, J. Bonera… Traktat Erazma pt. Lingua, dedykowany przezeń kanclerzowi Krzysztofowi Szydłowieckiemu, wyszedł w 1525 r. w Bazylei, zaś w polskim przekładzie ukazał się w r. 1542 w Krakowie u Hieronima Wietora jako Księgi, ktore zową „Język”, z łacińskiego na polski wyłożony.”

[Wiator] „Posiadał dobre drzeworyty, utrzymywał kontakty z humanistycznymi autorami, starał się o poprawne wykonanie tekstu i o dobry papier. Jego druki znane były z wysokiego poziomu artystycznego i technicznego, a on sam nazywał siebie chalcographus accuratissimus – drukarz najstaranniejszy… Ogólny dorobek drukarni Wietora wynosi ponad 550 pozycji. Po śmierci drukarza w 1546 oficynę przejęła żona, Barbara, która sama prowadziła ją przez 4 lata (1546-1550), a następnie z pomocą przyszłego męża, Łazarza Andrysowicza ze Strykowa. W 1577 po śmierci Łazarza zakład drukarski przejął syn jego i Barbary – Jan Januszowski – który rozwijał tłocznię jako Oficynę Łazarzową.”

Pamiętacie? To ten sam Januszowski, o którym już wspominałem – na papierze z jego drukarni napisał słynną „Relację z Polski” angielski super-szpieg – niejaki Peyton jr…

Dla porządku trzeba dodać, że propagandę erazmiańską drukował w Krakowie nie tylko Wietor, ale przede wszystkim sławiony pod niebiosa także przez dzisiejszych polskich humanistów Johann Haller, który to „27 stycznia 1506 wydrukował na pergaminie Statut Łaskiego. Była to pierwsza w Polsce publikacja urzędowa wydana drukiem (ok. 150 egzemplarzy). W 1510 kupił młyn papierniczy w Czerwonym Prądniku. Owocem pracy Hallera było wydanie około 300 książek o najwyższym poziomie edytorskim. Drukował m.in. dzieła Erazma z Rotterdamu i Cycerona.”

Takie to były źródła, czy też „napęd” tej przesławnej polskiej „tolerancji”, czyli po prostu tego swojskiego „róbta-co-chceta”, której to skuteczną tamę postawili dopiero jezuici – „do Polski sprowadził zakon biskup warmiński (późniejszy kardynał Kościoła) Stanisław Hozjusz, w roku 1564, fundując im kolegium w Braniewie.” A Zygmunt Wielki sprawę doprowadził do końca.

___

**) Można zasadnie domniemywać, że doszedł był do tego wniosku po wizycie u niego w Bazylei braci Łaskich, o czym więcej już niebawem…

___

PS. Polskie kalendarium drukarskie, ku przestrodze:

– pierwsze poważne drukarnie w Polsce, ta Hallera z 1505 i Wietora z 1517 zajmowały się jak napisałem humanizmem i tolerancją

– od 1525 r. książki drukowane cyrylicą wydawał w Wilnie Franciszek Skoryna; drukarnia w Nieświeżu wydała cyrylicą katechizm luterski (1526) i inne dzieła Szymona Budnego, przeznaczone do propagowania wyznania ewangelickiego wśród ludności ruskiej; w Zabłudowie koło Białegostoku w latach 1567-1570 działała drukarnia urządzona przez Piotra Timofiejewicza Mścisławca i Iwana Fiodorowa. Wydano w niej Ewangelię (1569) oraz Psałterz (1570). Sam Fiodorow wydał w Ostrogu Nowy Testament oraz Biblię Ostrogską

– pierwsze drukarnie hebrajskie w Polsce to 1530 i 1534 – na sto lat przed takim Amsterdamem!

– luteranie zaczęli w Królewcu już około 1540, potem ekspandowali do Leszna itp.; kalwini mają wielką drukarnię w Brześciu już od 1553, a arianie zaczęli w Krakowie w 1574

– a co z katolikami spytacie? ano, właśnie – dopiero jezuici w Wilnie otworzyli drukarnie wraz z kolegium…

Kartezjusz i królowa Krystyna czyli szwedzki „Kulturkampf”

Dysputa królowej Krystyny i Kartezjusza (detal z kopii dzieła Pierre’a Louisa Dumesnila)

__

6. marca 1649. francuski ambasador w Sztokholmie powtórnie wystosował zaproszenie dla Kartezjusza na dwór królowej Krystyny. Szwedzki admirał Hermann Flemming właśnie płynął do Holandii po odbiór biblioteki Gerardusa Vossiusa. Jego syn, Isaac sprzedał bezpośrednio królowej około 2000 woluminów za jedyne 20 tysięcy florenów (dzisiaj to grubo ponad 2 miliony euro). Kartezjusz się wahał – skończył już 53 lata i obawiał się długiej morskiej podróży oraz zimnego, szwedzkiego klimatu – tzw. mała epoka lodowcowa rozwinęła się już w najlepsze. W końcu się jednak zdecydował, przecież królowa prosiła go o pomoc przy założeniu szwedzkiej akademii nauk.

W dodatku był bankrutem i potrzebował gotówki, a była to dla niego nowość. W 1623, w wieku 27 lat, sprzedał rodzinny majątek za ponad 600 tysięcy dzisiejszych euro (oraz dwa lata później kolejną część za prawie 400 tysięcy) i zainwestował w amsterdamskie obligacje…  W 1642 donosił, że same odsetki przynoszą mu około 2000 liwrów rocznego dochodu (czyli jakieś 50.000 euro dziś). Oprócz tego, po śmierci swojego ojca w 1640 otrzymywał jeszcze pensję.

Jego misja w Szwecji trwała bardzo krótko – 1. lutego 1650. przedstawił królowej projekt statutów Szwedzkiej Akademii Królewskiej (zastrzegając tam, rzekomo z własnej inicjatywy, udział w tejże Akademii tylko „rodzonym” Szwedom), a już 11., o 4tej nad ranem, zmarł. Miał „przy sobie” tylko 200 riksdalerow (talarów szwedzkich) gotówki, przy czym połowa tej sumy poszła na jego pogrzeb, a druga, wraz z jego garderobą, na „spłacenie” Schlütera, służącego. Ciekawe, że w krytycznym momencie Kartezjusz zdecydowanie odrzucił usługi królewskiego medyka tamże – Holendra van Wullena… W czasie pobytu w Szwecji, jeszcze 2. lutego, przyjął od ojca Viogné komunię świętą (jedyny taki odnotowany przypadek). W 1666, po przewiezieniu zwłok, pochowano je w paryskim kościele Saint-Étienne-du-Mont, obok Błażeja Pascala. Jakobini wprawdzie planowali przenieść je do Panteonu, ale do tego nie doszło i w 1819 jego szczątki wylądowały w opactwie Saint-Germain-des-Prés, choć bez palca i czaszki… Książki Kartezjusza trafiły na papieski indeks w 1663, a w 1671 Ludwik XIV zabronił wykładania filozofii kartezjańskiej.

Wróćmy do królowej – była córką pięknej Marii Eleonory Hohenzollern i Gustawa II Adolfa. Urody wprawdzie po matce nie odziedziczyła i w młodości często brano ją za mężczyznę, ale za to od dziecięctwa odczuwała bardzo silny pociąg do wiedzy. Po wstąpieniu na tron, w 1644, przyjęła wszak dewizę: Columna regni sapientia (Mądrość podporą władzy królewskiej). Uroczysta koronacja miała jednak dopiero miejsce w październiku 1650, po tym jak 26. lutego rok wcześniej oświadczyła, że za mąż nie pójdzie i ogłosiła Karola Gustawa następcą tronu i dziedzicznym księciem Szwecji. Ciekawe, że formalnie nosiła tytuł króla, a nie królowej…

Krystyna była wielką prekursorką rabunku totalnego – w 1648 osobiście wydała rozkaz Hansowi von Königsmarckowi grabieży wszystkiego co im w ręce wpadnie. W efekcie, po bitwie o Pragę, z cesarskiego zamku na Hradczanach ukradziono 760 obrazy, 170 rzeźb w marmurze, a 100 w brązie, 33 tysięcy monet i medali, 600 sztuk kryształów, 300 instrumentów naukowych i bardzo wiele rękopisów i książek – w tym Sanctae Crucis laudibus Rabanusa Maurusa oraz słynny Codex Argenteus (vide niżej). W czasie „naszego” potopu po prostu ten szwedzki obyczaj tylko dalej twórczo rozwinięto:

„Grabież dóbr kultury przez szwedzkiego okupanta była z góry zaplanowana i zorganizowana, ponieważ najeźdźcy jeszcze przed wojną przygotowali wyszkolony zespół „fachowców”, towarzyszących armii i ograbiających planowo skarbce, archiwa i biblioteki.  Z krakowskich bibliotek może najmniej ucierpiał księgozbiór Biblioteki Jagiellońskiej; według opinii badaczy straty okazały się stosunkowo niewielkie. Co prawda, Szwedzi dokonywali w Collegium Maius kilkakrotnych rewizji, ale szczęśliwie udało się uratować księgozbiór od rozproszenia i zatracenia. O wiele gorzej przedstawiała się sytuacja z bogatymi bibliotekami krakowskich klasztorów  – jezuitów, augustianów i karmelitów trzewiczkowych.”

Po abdykacji w czerwcu 1654 r. Krystyna „opuściła potajemnie Szwecję, a w grudniu tego roku w Brukseli również potajemnie złożyła katolickie wyznanie wiary na ręce dominikanina o. Guemesa. Świadkami tego obrządku byli m.in. arcyksiążę Leopold i nadzwyczajny poseł Hiszpanii, sekretarz stanu Navarra Antonio Pimentel, faworyt królowej. Krystyna pragnęła osiąść w Rzymie. Zgodę na jej pobyt w Wiecznym Mieście papież Aleksander VII uzależniał od publicznego wyznania wiary. Ceremonii tej dopełniła Krystyna 3 listopada 1655 r. w Innsbrucku. Kilkanaście dni potem, 15 listopada, papież na konsystorzu oznajmił jej przybycie.​” Po drodze, w Hamburgu zatrudniła jako swego bankiera niejakiego Abrahama Seniora Teixeira, ew. Abrahama Seniora i Diego Teixeira de Sampayo, z którym zawarła bardzo bliskie, osobiste stosunki. W grudniu 1655 Krystyna Wazówna uroczyście przybyła do Rzymu, gdzie po bardzo wielu „przygodach” zmarła w 1689, ale to już jest materiał na inne notki…

Warto tu jednak podkreślić, że wokół Krystyny kłębiły się praktycznie wszystkie wątki wielkiej propagandy i polityki europejskiej. Wystarczy przypomnieć imponujący szereg jej korespondentów, takich jak Pascal, który posłał jej swój słynny kalkulator, czy dobrze nam znany Menasseh Ben Israel, który prowadził z nią korespondencję, a w 1651 zaproponował jej wyłączność na hebrajskie druki. Krystyna zawsze miała także wielu „opiekunów”, nie tylko tych szwedzkich, ale i francuskich (jak znany hrabia Brégy), czy angielskich jak wspomniany już Isaac Vossius, którego zatrudniła za imponującą pensję 5000 florenów rocznie (oprócz pełnego utrzymania), aby uporządkował zagrabione przez Szwedów księgozbiory. W prezencie za swe usługi otrzymał od Krystyny… Codex Argenteus! Dziesięć lat później Szwedzi go od niego odkupili, a tymczasem Isaac Vossius wylądował w Anglii jako kanonik Windsoru, po otrzymaniu prawniczego dyplomu w Oksfordzie.

Wśród późniejszych opiekunów Krystyny był też polski Bond w habicie – opat Hacki – dekretem papieża Aleksandra VII z dnia 16 lutego 1663 r. powołany „na notariusza i sędziego duchownego dla prowincji cysterskiej polskiej i pruskiej. Powierzenie tej funkcji Hackiemu nie było przypadkowe i być może miało ukryte konteksty, co poświadcza jego dalsza kariera. Hacki nie tylko był wybitnie utalentowany, gruntownie wykształcony, znał kilka języków (francuski, grecki, łaciński, niemiecki), ale był też wyjątkowo pracowity. Te zalety predysponowały go do wypełniania szczególnych misji. Warto zauważyć, że nominacja Hackiego przypada na okres, gdy w Rzymie przebywała Krystyna. Wspomnieliśmy już, że domeny ekskrólowej leżały także w szwedzkiej części Pomorza Zachodniego sąsiadującej z Pomorzem brandenburskim (należącym do Prus).”

It has since emerged that, in fact Condé, Cromwell and Christina were negotiating to create a theological-political world state, involving overthrowing the Catholic king of France, among other things.”**

__

Aneks, czyli fragment artykułu z „Rzeczpospolitej” p. Anny Nowackiej-Isaksson:

„– Gdybyśmy nie splądrowali skarbca w Warszawie, to nikt by dziś nie oglądał hełmu Iwana Groźnego – tłumaczą.

A rabowano wszystko, co mogło się przydać w ubogiej wówczas Szwecji. Kraj był bowiem nie tylko biedny ekonomicznie, ale i kulturalnie. Dzięki rabunkowi skarbów kultury można było ozdobić mizerne, w porównaniu z europejskimi, wnętrza szwedzkich zamków i dworków. Na początku XVI w. jedyny uniwersytet kraju znajdował się w Uppsali. Nie funkcjonował jednak od czasów reformacji. Zapotrzebowanie na książki było więc ogromne. W kraju działała tylko jedna drukarnia. Z tego względu polowanie na książki stało się „szwedzką specjalnością”. Dlatego Gustaw II Adolf uważał za niezbędne skonfiskowanie biblioteki klasztoru Jezuitów w Rydze w 1621 r. To wydarzenie zapoczątkowało długi okres, w czasie którego setki małych i dużych bibliotek wywożono do Szwecji.

Za książkami wzdychała królowa Krystyna. „Nie zapomnij przysłać mi biblioteki i tych osobliwych eksponatów, które są w Pradze: to jedyne, na czym mi naprawdę zależy” – brzmiała dyrektywa królowej Krystyny do Hansa Christoffa von Köningsmarka, który otrzymał polecenie zdobycia miasta w 1648 r. I choć napastnikom z północy nie udało się podbić całej Pragi, to łupy wojenne stamtąd pochodzące stanowiły bogactwo równie wielkie jak zdobycze szwedzkiej armii w Polsce. W ręce Szwedów dostał się słynny skarbiec cesarza Rudolfa.

W 1649 r. do Sztokholmu przypływają okręty wojenne obładowane 780 cennymi łupami. Wśród nich było 470 obrazów, 69 figurek z brązu, Srebrna i Diabelska Biblia, instrumenty astronomiczne, miecz bohatera husyckiego Ziżki (użyty pod Grunwaldem) oraz 131 części majolikowego serwisu, a nawet, na znak zwycięstwa, żywy lew z ogrodu cesarza dla królowej Krystyny.”

**) „The data indicates that La Peyrere lived next door to Christina in Antwerp from August to late December 1654. La Peyrere was functioning as the Prince of Condé’s agent in his affairs with Christina. During this period he read Christina Praeadamitae after which she sent him off to Amsterdam to have it printed at her expense. Menasseh ben Israel visited Christina late in 1654. Katz in ‘Menasseh ben Israel’s Mission to Queen Christina of Sweden, 1652-1655’ suggests
that Menasseh had hopes of becoming Christina’s Jewish Descartes.”

PS.

„Koloniści wylądowali w marcu 1638 na wybrzeżu amerykańskim u ujścia rzeki Delaware. Zbudowali pierwszą osadę Fort Christina (dzisiejszy Wilmington), nazwany tak na cześć szwedzkiej królowej Krystyny. W ciągu kolejnych siedemnastu lat do brzegów Delaware w sumie przybyło jedenaście statków, przywożąc około 600 osiedleńców, głównie Szwedów i Finów. Kolonia rozłożyła się wzdłuż obu brzegów rzeki obejmując żyzne okolice jej szerokiej delty. Z czasem kolonia powiększyła się obejmując także tereny leżące dalej w górę biegu rzeki. Swoją największą świetność osiągnęła w latach 1643-1653, gdy jej gubernatorem był Johan Printz. Po jego odwołaniu gubernatorem został Johan Rising.

Nowy gubernator uwikłał kolonię w wojnę z pobliską Nową Holandią, z którą wcześniej kolonia utrzymywała przyjazne stosunki. Szwedzi zaatakowali i zajęli Fort Casimir**, zmieniając jego nazwę na Fort Trinity.”

https://bosonweb.wordpress.com/2017/01/18/szwedzki-potop-czyli-globalna-polityka/

„The Prince of Condé sought an alliance with Christina and used La Peyrere as an intermediary. He likewise used La Peyrere on clandestine errands to England, the precise reasons for which are still unclear. It appears that a “marriage alliance” was being constructed between the Prince of Condé and Christina. Condé‘s family had been historically Protestant, but had only recently converted to Catholicism. Colonel Jean Baptiste Stouppe, a Calvinist spy, played an important and yet not completely understood role in this plot. Stouppe served as a close advisor and spy for Cromwell, and later, after the plot failed, he served as a military assistant for Condé. Stouppe was also a Protestant minister and the head of the French Reformed Church in London. One of Stouppe’s main roles in this plot was through his delivery of secret messages between Cromwell to Condé. The plan failed because neither Cromwell nor Condé were willing to make the first move. Through his spy Stouppe, Cromwell informed Condé that if the Prince first declared himself King of France Cromwell would then invade Bordeaux to help Condé take over the nation. The Prince responded, again using Stouppe to relay the message, that if Cromwell would first launch his invasion in the south of France. the Prince would then declare himself King. Since neither was willing the make the first move the coup was never set in motion.”

https://fr.wikipedia.org/wiki/Jean-Baptiste_Stoppa

„Jednak jego bliskie stosunki z hiszpańskim ambasadorem w Londynie czynią go podejrzanym w oczach Cromwella, który podejrzewa go o szpiegostwo na rzecz owego ambasadora. Musi pośpiesznie opuścić Londyn i wyemigrować do Holandii. W 1665 powrócił do Francji, nawrócił się na katolicyzm i dołączył do starszego brata Jeana-Pierre’a Stoppa…”

https://fr.wikipedia.org/wiki/Famille_Stoppa

Krystyna i M. Molinos:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kwietyzm

Szwedzka barbaria

Panorama Warszawy w 1656 wedle Erika Dahlberga, tuż przed jej zniszczeniem…

***

Pisałem już wcześniej o szwedzkim wynalazku nowoczesnej wojny totalnej oraz o metodycznej szwedzkiej grabieży i złodziejstwie, centralnie planowanych i bardzo skrupulatnie wykonywanych.

Na swój sposób najlepszym tego symbolem stała się postać Erika Dahlbergha – autora słynnej panoramy tamtej Warszawy z 1656 (vide wyżej) – którą szczególnie polecam w dobrej rozdzielczości. Biogram autora uświadomił mi, iż „sławni” fotografowie z niezwyciężonego Wehrmachtu znowu mieli szwedzkiego prekursora – okazuje się, że imić Dahlbergh wykonał setki grafik polskich miast tuż przed ich zniszczeniem przez szwedzki potop.

Myślę, że ta wielka, (skądinąd znakomita) dokumentalna praca miała dwoisty cel – sławić (wy)czyny Karola Gustawa, ale przede wszystkim dokumentować osiągnięcia polskiej cywilizacji, do („naukowego”) wykorzystania u siebie, w szwedzkiej „zreformowanej” barbarii. Z drugiej strony, pominąwszy barbarzyńską stronę tego dzieła, można zadać retoryczne acz istotne dla nas pytanie – czy ktoś wydał w Polsce te bezcenne dla naszej historii grafiki wraz z odpowiednim omówieniem? Na razie, musi wystarczyć wikipedia i polona

Szwedzki najazd często jest porównywany do hitlerowskiego. W szczegółach taktycznych były czasem jednak pewne różnice. Np. w traktowaniu Biblioteki Jagiellońskiej – Szwedzi po prostu grabili wszystko, choć w przypadku Jagiellonki nieco się spóźnili. Tymczasem Herr Dr. Hans Frank stał się jej „dobroczyńcą” – w 1942 zakupił w Lyonie za 50 000 reichsmarek kolekcję szopenianów, w tym kilka rękopisów Fryderyka Chopina, które są do dzisiaj w jej zbiorach… Od października 1943 do 1945 były wystawione na specjalnej wystawie chopinowskiej w owej Jagiellonce. Szwedzi do tej pory praktycznie nic nam nie oddali…

PS. Wszystko o Szwecji: https://bosonweb.wordpress.com/tag/szwecja/

 

Potop szkocki, Zebrzydowski, Anglicy oraz rozbiór Polski

Tak, chodzi o potop szkocki, a do tego szwedzkiego dojdziemy na końcu. Mowa tu o szkockiej „inwazji” na Rzeczpospolitą, na przełomie XVI i XVII wieku. Mało się o tym pisze, zazwyczaj ograniczając się do zdawkowych uwag o pozytywnym charakterze. Sam Henryk Sienkiewicz się do tego także przyczynił wprowadzając na karty „Pana Wołodyjowskiego” tego jakże sympatycznego Szkota – Ketlinga.

Tę wielką szkocką imigrację często się uzasadnia prześladowaniami religijnymi, sugerując mniej lub bardziej wprost, iż większość owych Szkotów była (bardzo przyjaznymi nam) katolikami. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna – aby to właściwie ocenić, warto wpierw krótko sobie przypomnieć los Kościoła katolickiego w Szkocji w XVI wieku, i olbrzymią rolę Szkotów w utrwalaniu herezji protestanckiej:

  • w 1560 Kościół w Szkocji całkowicie zrywa z Rzymem i przyjmuje kalwinizm – odprawianie katolickich mszy staje się tam nielegalne, aż do 1793!
  • opór nie był zbyt silny – często się uznaje, że św. John Ogilvie, SJ, powieszony w 1615 za „prozelityzm”, był jedynym tam katolickim męczennikiem.
  • w 1764, „całkowita katolicka populacja wynosiła w Szkocji około 33 tysiące, czyli 2.6% całości. Z tego, 23 tysiące to byli górale (highlanders)…”

Do tego, warto przypomnieć, że pierwsze na świecie udokumentowane posiedzenie loży masońskiej miało miejsce w Edynburgu w lipcu 1599. A po unii personalnej z 24 marca 1603, kiedy to szkocki król Jakub VI został Jakubem I – królem Anglii, Szkocji i Irlandii – Szkoci stali się bardzo, ale to bardzo aktywnymi i wiernymi sługami Imperium. Trudno też uwierzyć w masową emigrację prześladowanych szkockich katolików akurat do Polski, kiedy dużo bliżej była choćby Francja. Najlepiej zresztą ocenić to po owocach…

Niejaki Neal Ascherson z University College London napisał w 2011:

„Współczesna Szkocja zaczyna doceniać nadzwyczajne zjawisko swej historii: osiedlanie się rodaków w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Można dziś odtworzyć zorganizowaną precyzyjnie sieć co najmniej dwunastu bractw szkockich z wybieraną radą starszych. Ich coroczne zjazdy w Toruniu są symbolem pierwszego ważnego przedsięwzięcia Szkotów w świecie. Wiele kwestii nadal jednak pozostaje nieznanych, na przykład liczba szkockich emigrantów w Polsce. Historycy, zajmujący się tym okresem, znają dobrze żywiołowe opowieści Williama Lithgowa, Lugless Willa, który przemierzał Europę i Bliski Wschód na początku XVII w. W roku 1616 wędrował przez Polskę i zanotował takie spostrzeżenia:

„Spotkałem wielu swoich rodaków – dzielnych, zamożnych kupców. Gdziekolwiek zaszedłem, okazywali mi wiele życzliwosci, a na odchodne polecali Bożej opiece”.

Mając na względzie tę pomyślność, Lithgow nazywa Polskę „matką i żywicielką młodzieńców szkockich posyłanych tam corocznie w wielkiej ilości”. Mówi nawet o „trzydziestu tysiącach rodzin szkockich, zaległych w trzewiach Rzeczypospolitej”… ”

___

No, właśnie – te „bractwa” – to była mafia tak potężna, iż nawet sam Zygmunt III Wielki nie dał rady nad nimi zapanować. W 1603 wydał edykt temu przeznaczony, a do jego egzekucji wyznaczył kapitana królewskiego szkockiego regimentu – Abrahama Younga. Niestety, jego realizacja natrafiła nie tylko na olbrzymi opór bractw, przede wszystkim krakowskiego, ale część szlachty też się do tego przyłączyła twierdząc, że to są (kolejne) absolutystyczne zapędy…

Przypatrzmy się zatem kilku najbardziej znanym Szkotom z tego okresu:

– William Lithgow (1582-1645) – wspomniany podróżnik i szpieg, jego dzienników nigdy nie przetłumaczono na polski

– William Bruce – szkocki agent Imperium, którego już opisałem

Jan Jonston – przyjaciel Komeniusza i wykładowca na akademii braci czeskich w Lesznie; po potopie szwedzkim „usunął się w cień”

– Maksym Krzywonos, czyli Cameron – szkocki agent i oprawca – prawa ręka Chmielnickiego

Patryk Gordon: „Karierę wojskową Gordon zaczął jako kawalerzysta w armii Arvida Wittenberga, która wkroczyła do Polski w lipcu 1655. Gordon wziął udział w bitwach pod Ujściem, Żarnowem i w oblężeniu Krakowa. W grudniu 1655 dostał się w Rymanowie do polskiej niewoli, z której go zwolniono na początku następnego roku, gdy zadeklarował zamiar wstąpienia do polskiego wojska. Przyjęto go, nadal jako podoficera, do pułku dragonów księcia Konstantego Lubomirskiego, podczaszego koronnego.

Jako polski kawalerzysta Gordon wziął udział w bitwie pod Warszawą w 1656, ale wpadł po bitwie w ręce Brandenburczyków, którzy przekazali go Szwedom. Gordon bez skrupułów powrócił do armii Karola Gustawa i wstąpił do szkockiej lejbgwardii gen. Douglasa. Wzięty w 1657 do niewoli przez gdańszczan, został przez Douglasa wymieniony, ale wkrótce wpadł w ręce Austriaków. Udało mu się uciec i przyłączyć się ponownie do oddziałów szwedzkich, gdzie rozpoczął służbę jako chorąży w pułku dragońskim w armii brata króla Karola Gustawa, księcia Adolfa Jana…

22 listopada 1658 Gordon został po potyczce pod Sztumem ponownie wzięty do niewoli przez Polaków i wstąpił znów do polskiej armii – do szwedzkiej już nie powrócił.

W czasie swych perypetii w różnych wojskach potopu szwedzkiego Gordon poznał chorążego koronnego Jana Sobieskiego, który mu udzielił poparcia, dzięki czemu Szkot dostał się jako kapitan do przybocznego pułku dragonii hetmana Jerzego Lubomirskiego, gdzie dokładnie poznał jego charakter i działalność, opisując go później (bardzo pochlebnie) w swych pamiętnikach. W oddziałach Lubomirskiego służyli krewni, Henryk Gordon, Patrick Gordon zwany Stalowa Ręka i inni, ale jak Patrick pisze w swym dzienniku z roku 1659, nie chciałem im się pokazać, by nie wiedzieli o mym położeniu i niedoli. W czasie wojny polsko-rosyjskiej Gordon walczył m.in. w bitwach pod Cudnowem i Słobodyszczami. Po zawarciu rozejmu opuścił polskie wojska i zamierzał się zaciągnąć do armii austriackiej, ale uległ namowom ambasadora rosyjskiego Leontiewa i wstąpił w 1661 w stopniu majora do armii carskiej, mimo że o Polsce miał pochlebną opinię (zapisek w dzienniku, 1659: od dawna uważam, że cudzoziemcy mają w Polsce przepiękne życie i że porządny człowiek szybko uzyskuje możliwości zrobienia kariery (oraz): wierzyłem, że moje wyznanie, znajomość języków, szczególnie łaciny, i godność szlachecka będą niemałą pomocą wśród narodu, gdzie wykształcenie, szlachectwo i prawość otwierają drogę ku wielkim zaszczytom i sukcesom.)”… jego obszerne dzienniki, nigdy nie zostały przetłumaczone na polski.

I teraz clou – po potopie szwedzkim, praktycznie cała ta szkocka inwazja gdzieś się rozpływa. Mała część (faktycznie katolicka) się asymiluje, ale większość („po wykonaniu zadania”) udaje się do Rosji lub do innych mało nam przyjaznych krajów. Postać Patryka Gordona jest tu bardzo symboliczna.

Oczywiście, po złamaniu polskiej potęgi, działania Imperium w Polsce nie ustają zupełnie, ale zazwyczaj przyjmują inny charakter. Np. w postaci krzewienia tzw. romantyzmu i promocji jego szkockiego pioniera, lorda Byrona, o którym już wcześniej pisałem

Jeśli ktoś się dziwił, iż tak mocno podkreślam „charakter wyznaniowy” ówczesnych Szkotów, to mam ekstra informację nt. owych słynnych (co najmniej dwunastu) bractw. Otóż przyjmowano do nich wszystkich, tylko NIE katolików – do szkockich bractw w Rzplitej – wystawiacie to sobie?!

Było to faktycznie wyjątkowe, bo inne tego typu bractwa w Europie wręcz chlubiły się neutralnością wobec tzw. konfesji. A tymczasem, ów kapitan Abraham Young był najprawdopodobniej katolikiem, tak jak jego brat Adrian, jezuita (znany także pod nazwiskami Jung i Jungius). Ich ojcem był Daniel Young, a matką Judyta Watzenrode – czyli nasz pan kapitan był (dalekim) krewnym samego Mikołaja Kopernika…

Oczywiście, te wspomniane „coroczne zjazdy w Toruniu”​ miały na celu osiągnięcie przez Szkotów podobnego statusu jaki mieli Żydzi z ich Sejmem Czterech Ziem.

W 1605 umiera Jan Zamoyski, kanclerz i wielki zwolennik Londynu, o którego „dziwnych” działaniach wielokrotnie wspominałem. Wielkim wielbicielem Zamoyskiego był pobożny Mikołaj Zebrzydowski – niestety, o marnych kwalifikacjach intelektualnych i słabym rozumie politycznym. Doprowadza on do fatalnego rokoszu w latach 1606-9:

Królowi zarzucano faworyzowanie jezuitów oraz cudzoziemców i przypisywano zamiar wprowadzenia władzy absolutnej. Z pewnością zaś wiadomo, że dążył on do ustanowienia dziedziczności tronu, pozbawienia szlachty większości przywilejów i pozostawienia izbie poselskiej jedynie głosu doradczego, a nie stanowiącego.

Spór zaostrzyło ultrakatolickie nastawienie władcy, niechętnie widziane przez różnowierców…”.

No, właśnie – m.in. nasza szlachta miała za złe królowi obsadzenie Younga jako królewskiego namiestnika Szkotów w Polsce – za odwołaniem Younga przemawiał w Sejmie tuż przed śmiercią sam Zamoyski! W efekcie, mandat Younga wygasł w 1607 i zakończył się tylko spisaniem szczegółowego (i bardzo ciekawego) raportu. Mimo wszystko, częściowo cel został przez to osiągnięty – struktury szkockich bractw zostały w sporym stopniu „rozpracowane”, a kontrola nad nimi się zwiększyła. Bardzo intrygująca jest w tym wszystkim rola agenta Londynu – Szkota Williama Bruce’a, który był przecież także „człowiekiem Zamoyskiego”. Symptomatyczne jest odwołanie Bruce’a z jego stanowiska w Elblągu właśnie w 1609, po „przegranym rokoszu”.

Następne lata w stosunkach polsko-angielskich to był stan „zamrożenia”, przeradzający się z wolna w (ukrywaną) wrogość Londynu, spowodowaną głównie polskimi zwycięstwami nad Moskalami. Ta wrogość stała się już całkowita w 1625, po wstąpieniu na tron Karola I, kiedy to w polityce „bałtyckiej” Londyn postawił całkowicie i wyłącznie na Szwecję.

Wtedy to ruszyły pełną parą prace nad planem rozbioru Polski – planem przygotowanym wcześniej przez Johna Merricka, wieloletniego ambasadora Anglii w Moskwie (1601-22), a twórczo rozwiniętym przez sir Thomasa Roe’go, w latach 1621-8 ambasadora Anglii w… jakżeby inaczej… Stambule.

c. d. n.

___

Polki jadą do UK nie tylko rodzić dzieci, ale i pisać ciekawe doktoraty nt. historii Polski; nie brakuje też rodaków piszących w Australii, takich jak np. dr P.P. Bajer. Ewidentnie Imperium bierze się na poważnie za pisanie naszej historii, już nie tylko tej „normańskiej”. W końcu, świetnie dali sobie radę z wielką Francją, to co tam taka Sarmacja…

A tymczasem u nas, profesorowie Nowak et al. apelują o nową politykę historyczną na serio.

___

PS. W polskiej wiki o tym prawie nic, więc polecam angielską listę ambasadorów Anglii w Moskwie, wraz z parą cytatów:

Sir Jerome Horsay „was apprenticed to the Russia Company in 1571, but the latter was prevented from trading in Russia for a period and his first experience was of trading with the Dutch. Initially he went to Russia in May 1573 on the resumption of trade and was an interpreter. On his way to Moscow he was given gold and jewels by the gentry and clergy of Kostroma for saving the town from the Tsar.

On arriving in Moscow he supposedly rescued Madelyn van Uxell from being sent to a brothel by the Tsar, an act which served him well later. The Russia Company asked Jerome to negotiate a new charter and to use his influence to get extra land for the English compound (which still stands on Varvarka Street in Zaryadye). Part of this land was set aside for his own house, where he entertained Russian noblemen and had personal servants.

He later boasted of saving a number of German prisoners taken when the colony was supposedly massacred. The merchants of Hamburg later gave him a damask tablecloth and napkins while those of Lübeck gave him a „great silver loving cup”. He also befriended the 1200 Scots (and a few English) prisoners that were in Moscow. He arranged for them to get paid employment in the Russian Army and got permission for them to build a church.

During his time in Moscow, Jerome seems to have carried out private trading on behalf of members of the English Court, such as Leicester and Walsingham, which was against the rules of the Russia Company. This later caused a dispute with the company, but eventually the problem was resolved by his giving up the property he owned in Moscow, and it was found that they owed him money rather than the other way around.”

„The spectacular growth of the city in the 16th century may be attributed to the establishment of trade connections with English and Dutch merchants (Muscovy Company) through the northern port of Archangel. Boris Godunov had the Ipatiev and Epiphany monasteries rebuilt in stone. The construction works were finished just in time for the city to witness some of the most dramatic events of the Time of Troubles.

Kostroma was twice ravaged by the Poles; it took a six-month siege to expel them from the Ipatiev monastery. The heroic peasant Ivan Susanin became a symbol of the city’s resistance to foreign invaders; several monuments to him may be seen in Kostroma. The future Tsar, Mikhail Romanov, also lived at the monastery. It was here that an embassy from Moscow offered him the Russian crown in 1612.”

___

Za to, lista ichnich ambasadorów w Turcji, jest i po polsku.

___

Doradca Jakuba VI. – William Shaw; szkutnik Zygmunta W. – Jakub Murray; i marszałek szwedzki – Robert Douglas.