Gotówka Katarzyny, jej agresywna propaganda oraz Kubuś Fatalista i inni

Diderot wedle Louis-Michel van Loo z 1767 – Luwr (D. miał wtedy 54 lata).

__

Mało się u nas pisze (Francuzi też to robią niechętnie, co mniej dziwi…) o tym w jaki sposób prowadziła Katarzyna II swoją agresywną propagandę w Europie. Już w sierpniu 1762, w dwa raptem miesiące po swojej koronacji, proponuje ona słynnemu francuskiemu ateuszowi – „królowi Oświecenia”, Denisowi Diderot – wsparcie finansowe w celu ukończenia przesławnej Encyklopédie pod jego redakcją. Wtedy, tak na swój sposób szantażowany, rząd francuski wypłaca wsparcie Diderotowi, który jednak już w 1764 znowu jest w tarapatach finansowych i postanawia sprzedać swoją słynną bibliotekę zawierająca 3000 woluminów. I tu następuje „nieprawdopodobny” zwrot akcji – najbliższy przyjaciel Diderota, niemiecki Francuz, Fryderyk baron von Grimm – zwraca się do Katarzyny** z propozycją sprzedaży tej biblioteki za 15 tysięcy liwrów***. Ta reaguje natychmiast, kupuje w 1765 bibliotekę Diderota, ale pod jednym warunkiem, że owa biblioteka zostanie u niego aż do jego śmierci, a on zostanie jej kustoszem na rocznej pensji w wysokosci 1000 liwrów. Diderot oczywiście się zgodził, a owa biblioteka wraz z rękopisami Diderota (!) faktycznie wylądowała w Petersburgu po jego śmierci, już w listopadzie 1785.

Mało tego, Katarzyna postanowiła wypłacić mu ową pensję za 50 lat z góry, czyli okrągłe 50 tysięcy liwrów. W 1779 dorzuciła jeszcze ekstra 10 tysięcy, a w 1784 tuż przed jego śmiercią wynajęła mu luksusowy apartament w Paryżu. Przez to musiał niestety wywiązać się także z bardzo przykrych zobowiązań takich jak jego długa wyprawa do Rosji – od 3 czerwca 1773 do 21 pazdziernika 1774.  Przeżył więc tam zimę, ale nie to było najgorsze, tylko bardzo „oziębłe” przyjęcie przez dworaków carycy, co mało życia go nie kosztowało. Powetował to sobie nieco domagając się sowitego wsparcia na powrót do Francji – dostał 3000 rubli, drogi pierścień i oficera do kompanii. A ta data jego wyjazdu – 1773 – myślę nie była przypadkowa****.

Agentami Katarzyny byli nie tylko Diderot czy von Grimm (agent wręcz osobisty), ale także sam Wolter, który sprzedawał jej… szwajcarskie zegarki, ale o nim już innym razem. Teraz tylko zaznaczę, że jego biblioteka też wylądowała w Petersburgu a portret Katarzyny wisiał u niego w sypialniniech nasz Staś się schowa – i dam tutaj tylko jego wyjątkowo durny, zazdrosny o względy Diderota i Grimma, list do niej:

„On August 9, 1774, four months after Diderot left Russia, Voltaire was unable to stand it any longer:

Madame:

I am positively in disgrace at your court. Your Imperial Majesty has jilted me for Diderot, or for Grimm, or for some other favorite. You have no consideration for my advanced age. All well and good if Your Majesty were a French coquette; but how can a victorious, law-giving empress be so inconstant.… I am trying to find crimes I have committed that would justify your indifference. I see that indeed there is no passion that does not end. This thought would cause me to die of chagrin, were I not already so near to dying of old age.

                            Signed,

                            He whom you have forsaken,

                            your admirer, your old Russian of Ferney

__

**) Od 1764 ów baron von Grimm żywo koresponduje z Katarzyną, tj. od momentu kiedy ta stała się prenumeratorką jego sławnego biuletynu. Z czasem staje się wręcz jej najbliższym powiernikiem, aż do jej śmierci w 1796 – dwa razy odwiedza ją w Rosji, ale mimo jej nalegań nie decyduje się tam zostać… Od 1753 Grimm był głównym redaktorem owego biuletynu, który z zapałem czytał także nasz Sas:

„Correspondance był periodykiem poufnym i rozsyłanym tylko zaufanym osobom, w związku z tym jego treść nie podlegała żadnej cenzurze ze strony władz francuskich, co sprzyjało głoszeniu kontrowersyjnych poglądów. Abonentami czasopisma była arystokracja i głowy koronowane ówczesnej Europy.”

***) Przelicznik to ponad 30 euro za liwr, czyli za samą bibliotekę Katarzyna zapłaciła około pół miliona euro; a słynna „pensja” to prawie dwa miliony…

****) Patrz: https://bosonweb.wordpress.com/2017/10/24/1772-czyli-interesujaca-sekwencja/

Reklamy

Janusze, czyli najlepszy plan Moskwy

Janusze R. czyli sztafeta pokoleń – Janusz młodszy, bratanek naszego bohatera, na misji w Londynie – Portret księcia Janusza Radziwiłła (1612–1655) z 1632 wedle Davida Bailly (1584–1657), Muzeum Narodowe we Wrocławiu

___

Zanim dokończę tę niesamowitą historię Irlandczyków (z Ulsteru) u Lisowskiego muszę pozbierać parę kamyków do tej przebogatej mozaiki. Chciałem dotrzeć do biogramu kasztelana Janusza Radziwiłła – tego od detronizacji Zygmunta III, ale że jest tylko na papierze musiałem się więc ratować biogramem jego sekretarza. A tam jakie cymesy!

Naborowski (Naborovius) Daniel, krypt. D. N., D. N. C. W. (1573–1640), poeta, tłumacz. Ur., być może, w Krakowie. Ojciec jego, prawdopodobnie kalwin, zubożały szlachcic, po stracie przez dziada Stanisława wsi Naborowo koło Zakroczymia przeniósł się do miasta, jak informował sam N. Janusza Radziwiłła w liście z Bazylei z 10 XII 1608. Wg niektórych badaczy (S. Kot) miał być synem ariańskiego aptekarza z Krakowa, Szymona Ronemberga. Nie wiadomo, skąd młody N. zaczerpnął fundusze na wyjazd na studia zagraniczne [ha, ha]. Od stycznia 1590 prawdopodobnie do maja 1593 studiował w Wittenberdze; tamże 6 V t. r. datowany jest najstarszy znany dziś wiersz poety – łaciński ośmiowiersz, zachowany w autografie w „Album Amicorum” Daniela Cramera. W czerwcu 1593 N. wpisał się na uniwersytet w Bazylei, gdzie przebywał prawdopodobnie do maja 1595. Studiował tam medycynę, ogłosił po łacinie dwie rozprawy: w r. 1593 De temperamentis disputatio medica (dedykowaną Wacławowi Leszczyńskiemu) i w r. 1594 De venenis theoremata (dedykowaną Naruszewiczom)… Prawo studiował N. w r. 1595 w Orleanie, gdzie był asesorem nacji germańskiej jako «nobilis Polonus». W marcu 1596, w drodze do Genewy, zatrzymał się w Lyonie. Od połowy 1596 r. kontynuował przez kilka miesięcy studia prawnicze w Strasburgu. Zbliżył się tam do Rafała Leszczyńskiego, przy jego rozprawie o szczęśliwości („Disputatio ethica de beatitudine…”, 1596) zamieścił łacińską odę na jego cześć. Uczył języka francuskiego Janusza Radziwiłła. W październiku przeniósł się wraz z nim do Bazylei. Nie wiadomo, co działo się z nim w l. 1597–1602. W r. 1602 został ochmistrzem dworu u Rafała Leszczyńskiego w Padwie. Tak jak i on uczęszczał na lekcje mechaniki do Galileusza w marcu i kwietniu 1602. Po powrocie do kraju w r. 1602, po 12 przeszło latach pobytu za granicą, wszedł w ścisłą służbę Radziwiłłów: Janusza, a potem Krzysztofa, i przebywał odtąd głównie na Litwie, często wyjeżdżając za granicę. Być może, że jako wysłannik ks. Janusza podróżował w sprawach politycznych do Francji w l. 1603 i 1604 i wraz z nim w r. 1606. Udział N-ego w rokoszu Zebrzydowskiego, którego jednym z przywódców był jego protektor Janusz Radziwiłł, nie jest bliżej znany. W twórczości swej (np. Nagrobek Jerzemu Hołowni, późniejsze Kalendy styczniowe… 1636, a nawet alegoryczny Cień, przypisywane mu przez Dürra-Durskiego, a zakwestionowane przez Szczerbicką Awizyje domowe) dał wyraz swemu poparciu dla idei rokoszu. Po klęsce rokoszan N. towarzyszył ks. Januszowi, który wyemigrował w lecie 1608 z kraju i osiadł w Bazylei. Stamtąd, wraz z księciem prowadzącym nadal działalność polityczną, podróżował w celach dyplomatycznych do Anglii, Francji i Wenecji. Na przełomie 1610/11 r. wrócił z dworem księcia do kraju. Wkrótce udał się do Anglii w poselstwie do króla Jakuba I z podarunkami od księcia, jeździł do Niemiec i innych krajów w sprawach księcia Janusza. Jednocześnie coraz bardziej zbliżał się do jego brata przyrodniego Krzysztofa, na którego służbę przeszedł ostatecznie po śmierci ks. Janusza pod koniec 1620 r. Na dworze ks. Krzysztofa, głównie w Dolatyczach, miał możność bliskich kontaktów z przebywającym tam licznym gronem działaczy zborowych, pisarzy i poetów (m. in. z Samuelem Rysińskim, arianinem Olbrachtem Karmanowskim). N., choć gorliwy kalwinista, miał stosunki dobre także z katolikami, zwłaszcza z bpem wileńskim Eustachym Wołłowiczem, którego rezydencję, Werki pod Wilnem, opiewał w swych wierszach (polski wiersz pt. In Werki solatium)…  Przez pewien czas był wychowawcą ks. Bogusława, syna jego byłego protektora ks. Janusza; ślad tej opieki utrwalony został w zachowanych listach poetyckich do ks. Bogusława. Opiekował się również ks. Januszem, synem Krzysztofa [patrz wyżej]. Podczas rokowań pokojowych ze Szwedami w r. 1622 był dwukrotnie wysyłany do Szwedów jako subdelegat przez komisarzy pokojowych, wielokrotnie jeździł do Niemiec, głównie dla załatwienia spraw z wdową po ks. Januszu. Dopiero od r. 1633 zmniejszają się jego posługi dla Radziwiłłów. Jako cześnik i sędzia grodzki (niewątpliwie od r. 1637) osiadł w Wilnie. Jeszcze bardziej angażował się wtedy w sprawy zborowe, uczestnicząc w synodach, konwokacjach i różnych komisjach zborowych. W r. 1639 pasierb jego, Piotr Piekarski, stał się mimowolnym sprawcą rozruchów religijnych w Wilnie, co poważnie osłabiło zbór i naraziło poetę na szereg przykrości i kłopotów. Przejścia te prawdopodobnie przyspieszyły śmierć N-ego.”

A tak w ogóle, to nie ma żadnej biografii x. Janusza starszego, ofkors. Jesteśmy skazani tylko na takie wilanowskie silva rerum…

Ten drugi kamyczek to niesamowity plan Moskwy z 1610 zamówiony ponoć przez Aleksandra Gosiewskiego dla Zygmunta III:

Plan robi wielkie wrażenie, szczególnie jeśli się zobaczy jego małe fragmenty (patrz niżej) – co za precyzja!! Myślę, że nawet owe plany naszego zawziętego wroga, Isaaca Massy, były jednak (sporo) gorsze…

W dodatku, była niejedna wersja owych planów „zygmuntowskich” – jedna jest ewidentnie w moskiewskim muzeum z opisem: Moscovia urbs metropolis totius Russiae Albae / Inven I.G.P.A., coel L. Kilian. – S.l., 1618; Автор Иоганн Готфрид Филипп Абелин, Лука Килиан – a mowa tu chyba o tych dwóch dżentelmenach: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jean_Abelin oraz https://en.wikipedia.org/wiki/Lucas_Kilian

Nie wiem jednak skąd jest ta pierwsza wersja, choć była chyba pokazywana na wystawie w Warszawie – może ktoś pomoże? Tak czy inaczej, ciekawym jak wyglądała realizacja tego przedsięwzięcia – przecież przygotowanie i wykonanie TAKICH planów musiało trwać ładnych parę lat…

Сигизмундов чертёж Москвы, гравированный в 1610 году. На фрагменте стрелкой обозначена церковь Николы Гостунского.

Irlandzka plantacja, angielscy kapitanowie, zagończyk Lisowski oraz Brexit

Największym problemem w negocjacjach brexitowych nadal jest przyszły status granicy pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną zwaną czasem Ulsterem. A wszystko zaczęło się od tzw. plantacji Ulsteru:

„…część procesu wysiedlenia katolickiej irlandzkiej społeczności farmerskiej z terenów w rejonie prowincji Ulster i osiedlenie w to miejsce angielskich protestantów oraz szkockich prezbiterian.

Plantacja Ulsteru miała swój początek w okolicach roku 1610. W czasie trwania całego procesu ponad 80% produktywnych gruntów poddano transformacji w etnicznie i religijnie odrębne wspólnoty.

Proces podziału terenów polegał na wydzieleniu obszarów o powierzchni od tysiąca do dwóch tysięcy akrów oraz oferowanie ich jako teren na wynajem. Angielscy osiedleńcy otrzymywali lepsze oraz tańsze tereny. W umowie zaznaczano jednak wymóg osiedlenia się na danym terenie tylko pewnej liczbie rodzin angielskich. Podobne umowy były oferowane też Szkotom. Obszary te były dostępne również dla Irlandczyków ale przy znacznie większej opłacie za wynajem. Z czasem pojawiły się miejsca plantacji, gdzie zaczęło brakować osób do osiedlania. Spowodowało to, że z czasem wielu najemców zaczęło zatrudniać nielegalnie irlandzkich pracowników lub też po prostu opuszczać te tereny. Wracający do swych rodzinnych domów, przed swym wyjazdem często grabili to, z czego można było jeszcze osiągnąć jakiś zysk. W obu przypadkach Brytyjczycy obciążali irlandzkich lokatorów wygórowanym czynszem, szybko pozbawiając ich środków do życia oraz powodując, że stawali się oni rozbójnikami i łupieżcami żyjącymi w lasach.”

Taki to był ludzki pan z owego sympatycznego Jakuba I, że nawet ten bat na katolików czyli słynny spisek prochowy musiał zamówić u Cecila, w 1605. No, ale ów rok 1610 i dla nas był kluczowy – w czerwcu pod Kłuszynem hetman Żółkiewski rozbił Moskali i Szwedów, tak że zaraz bojarzy hołd Zygmuntowi III przybieżeli złożyć. A tymczasem sławny pułkownik Lisowski porzucił Dymitra II i poprzez Lwa kanclerza Sapiehę pertraktował przejście na królewski żołd.

A miał on asa w rękawie, bo „w tym samym czasie siły Lisowskiego wzmocnił jakiś oddział znakomitej piechoty złożonej z Anglików i Irlandczyków, którzy porzucili służbę u Szwedów. Ich liczebność i dalsze losy nie są znane, ale wiadomo, że brali udział w działaniach, które uwieńczyło zajęcie kilku miast i zamków pogranicza. Przed 11 sierpnia 1611 roku pułkownik był już pod Zawołoczą, o czym świadczy list polecający przekazany dwóm kapitanom angielskim, Thomasowi Lichfieldowi i Johnowi Stanfordowi, którzy postanowili wrócić do Ojczyzny.”

Dzięki niezastąpionemu Krzysztofowi L. mamy tłumaczenie tego listu Lisowskiego do Cecila, a tam takie dwa bardzo mocne zdania:

  1. A co najważniejsze, tak wiele radości czerpiesz z prawdziwego kultu prawdziwego Boga i tak mocno się tego kultu trzymasz, że nawet nie „masz w nosie” przesądów papieskich. 
  2. Przeciwko nim, ponieważ nasz Najjaśniejszy Król nie wypłacił żołdu, w tej sprawie irlandzcy piechurzy zawarli spisek i podnieśli bunt.

CDN

PS. Ów list Lisowskiego (i ten Radziwiłła takoż) znalazłem tutaj:

http://www.pau.krakow.pl/index.php/pl/wydawnictwo/publikacje-on-line/elementa-ad-fontium-editiones/dostepne-on-line/vi-1962

w słynnych Elementa dostępnych on-line !!

http://www.pau.krakow.pl/index.php/pl/wydawnictwo/publikacje-on-line/elementa-ad-fontium-editiones/wykaz-wydanych-tomow

Dlatego przy każdej okazji żądałbym od wybitnych, tzw. polskich historyków czy choćby od niemniej słynnych członków niesławnej Polskiej Fundacji Narodowej – przetłumaczenia i opracowania tak szybko jak możliwe tych niesamowitych dokumentów. Przypominam mój stary już apel:

https://bosonweb.wordpress.com/2017/04/14/albrecht-karolina-on-line-i-stracona-szansa/

PPS.

Capture d’écran 2018-10-18 à 13.07.02.png

 

 

Stolica herezji bankierskiej oraz Węgry i my

         Pomnik Reformacji w Genewie, (franc. le Mur des Réformateurs) to monumentalny pomnik o długości 100 m i wysokości około 5,5 m, znajdujący się w Parc des Bastions, naprzeciwko głównego budynku uniwersytetu

__

Warto przyjrzeć się postaciom umieszczonym na tej „ścianie”:

„Centralną część pomnika zajmuje grupa 4 posągów (o wysokości około 5 m) przedstawicieli Reformacji; są to (od lewej strony do prawej) [patrz wyżej]: Wilhelm Farel (który wprowadził Reformację do Genewy), Jan Kalwin, Teodor de Bèze (pierwszy rektor Akademii Genewskiej), i John Knox.”

Obecność Kalwina jest oczywiście obowiązkowa, ale robi tam duże wrażenie ów Szkot – John Knox, co tylko potwierdza moją tezę o wielkiej roli Szkotów w szerzeniu herezji „bankierskiej”, także w Polsce… pisałem o tym np. tu i tam.

„Jest tu także upamiętniony organizator Kościoła ewangelicko-reformowanego w Polsce, polski i europejski działacz Reformacji Jan Łaski (młodszy) (pod łacińskim nazwiskiem: Joannes a Lasco). Z boków pomnika 2 stele upamiętniają Marcina Lutra i Huldrycha Zwingliego. Elementem pomnika jest także statua Rogera Williamsa.”

Janowi Łaskiemu także poświęciłem parę notek, np. tu i tam. A do owego nadzwyczajnego Williamsa będę jeszcze wrócić, ale tymczasem polska wikipedia zapomniała o pięciu bardzo ważnych posągach tamże:

„To the left (facing the Wall, ordered from left to right) of the central statues are 3 m-tall statues of: Frederick William of Brandenburg (1620–1688), William the Silent (1533–1584), Gaspard de Coligny (1519–1572)

To the right (ordered from left to right) are 3 m-tall statues of: Roger Williams (1603–1684), Oliver Cromwell (1599–1658), Stephen Bocskai (1557–1606)”

Zaskakuje nieco obecność tam mało u nas znanego Stefana Bocskay, bo przecież „nasz” przesławny Jan Łaski zasłużył tylko na napis, a tu – 3 metrowy posąg. No, różnica jest taka, że myśmy się oparli a Węgry poddały się herezji, wszak nawet obecny premier Orban jest/był kalwinistą! Imponuje także wielki wpis w angielskiej wiki nt. owego Stefana.

Ciekawe, że ów anty-habsburski książę Stefan zmarł w Koszycach pod koniec 1606, najprawdopodobniej otruty, podobnie jak nasz kanclerz Zamoyski raptem rok wcześniej…**  Za to, kilka miesięcy wcześniej Stefan uwięził w owych Koszycach kanclerza Transylwanii Michala Káthaya – ostatniego katolika na tak wysokim stanowisku, którego hajducy rozsiekali zaraz po śmierci Bocskay’ego… Słabo znamy historię naszych bratanków – ów kanclerz nie ma nawet wpisu w polskiej wiki – wielka szkoda.

**) W 1605 mogło być tak, że Zamoyski został „wystawiony” przez Londyn, który postawił na Myszkowskiego. A Habsburgowie tylko „skorzystali”…

https://bosonweb.wordpress.com/2017/11/14/wielka-wojna-o-moskwe-proba-szczegolowej-chronologii/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_Bołotnikowa

 

 

 

 

 

ZIII i wątek agentów JKM: Podsumowanie

Owe przygody agenta Horseya w Polsce wymagają podania szerszego ich kontekstu.

  1. Od wielu już wtedy lat, potężny Jan kanclerz Zamoyski szykuje się do przejęcia władzy w Rzpltej, nie gardząc przy tym odpowiednim zagranicznym wsparciem**
  2. W 1588 Zamoyski zdradza naszego młodego króla i bez jego wiedzy próbuje się bezpośrednio dogadać z Elżbietą I: Zamoyski jeszcze w 1588 r. korzystając z możliwości, jaką dawała wizyta [ambasadora] Harborne’a w Polsce, skierował do Elżbiety niezwykle przyjazny list, o którym zapewne w Londynie pamiętano.” Owo spotkanie Zamoyskiego z Harbornem i jego list do Elżbiety I (a wszystko to za plecami polskiego króla…) nie wymagają komentarza: „Zamoyski do królowej angielskiej Elżbiety Zamość, 7 X 1588. Ofiarowuje swe służby i proponuje nawiązanie ściślejszych węzłów między Polską a Anglią. State Papers Office Londyn 881…
  3. Tymczasem na Sejmie pacyfikacyjnym w 1589 zatwierdzono dwie pierwsze ordynacje w Rzpltej – Zamoyskiego i Radziwiłła czyli owego „słupa państwa litewskiego” co to w 1587 na polskim tronie chciał cara Fiodora…
  4. Ostateczny atak Zamoyskiego nastąpił w 1590 na nomenomen sejmie zwyczajnym (8 III – 21 IV), na którym Zamoyski szykował ustrojowy zamach stanu, no i tak zupełnie przypadkiem w maju owego roku pojawia się w Warszawie ów nadzwyczajny poseł angielski Horsay, który zaraz w czerwcu jest podejmowany z pompą w Wilnie przez owego litewskiego słupa…

PS. W 1605 mogło być tak, że Zamoyski został „wystawiony” przez Londyn, który postawił na Myszkowskiego. A Habsburgowie skorzystali…

__

**) Jurgieltnicy kojarzą się, większości z nas, z XVIII. wiekiem i (po-)saskimi czasami oraz z zastępami polskich dostojników na pensji przede wszystkim ambasady rosyjskiej. Tymczasem, ku mojemu zaskoczeniu, sprawa ta ma znacznie dłuższy żywot – już w XVI wieku, w otoczeniu młodego króla Zygmunta III, znakomita większość polskich dostojników była na liście płac elektorów brandenburskich. Ale to nie jest być może najgorsze – okazuje, się że najwyższą pensję 40 000 florenów (czyli co najmniej parę milionów euro dzisiaj) za 1604 otrzymał w gotówce sam Jan kanclerz Zamoyski!

Warto tu przypomnieć słowa Zamoyskiego który rozgoryczony groził w 1588, iż: ”…wyjedzie z Polski i osiądzie gdzieś w Anglii i Szkocji, by tam dopiero otrząsnąć się z długów, w jakie wpadł w czasie bezkrólewia”.

Nie wiem jeszcze, ile lat brał tę pensyję… jakby jemu, największemu magnatowi, brakowało – więc przypomnieć trzeba jego finansową „wstrzemięźliwość” w zupełnie kluczowej kampanii inflanckiej rozpoczętej w 1601 roku, która to wstrzemięźliwość doprowadziła bezpośrednio do straszliwego, by nie powiedzieć przeklętego, rokoszu Zebrzydowskiego.

A wiadomo to dzięki tradycyjnej niemieckiej skrupulatności – bo te listy płac zostały zachowane do dzisiaj… Niestety, nie potrafię ich znaleźć w sieci – może ktoś pomoże? Na polskich historyków nie liczę, bo to mogłoby przecież zburzyć czarną legendę Zygmunta Wielkiego, uprawianą z takim zapałem już od 400 lat…

Trzeba też koniecznie dodać, iż znanych jest kilka wyjątków – tj. dostojników którzy nie byli na liście płac Hohenzollernów. W tym malutkim gronie warto przede wszystkim zauważyć Andrzeja podkomorzego Bobolę, stryja świętego patrona Polski, i bliskiego doradcę Zygmunta Wielkiego. To nie wymaga, myślę, komentarza.

Król Stefan, John Dee i gang Łaskich, czyli zatruty finał

WSTĘP

Wróćmy teraz do tego drugiego brata z gangu Łaskich – Hieronima, o którym to już pisałem z racji jego posłowania do Francji. Po powrocie do Polski ówże Hieronim zasłynął kilkoma awanturami, ale bez większych efektów.

„W kwietniu 1527 wyjechał Ł. pod pretekstem pielgrzymki do Matki Boskiej loretańskiej z kraju, ale dotarł na rozdarte wewnętrzną walką Węgry, gdzie zgodnie z nastawieniem większości szlachty polskiej wstąpił w służbę narodowego króla Jana Zapolyi. Niebawem (listy uwierzytelniające z 26 IV) pojechał jako pierwszy jego dyplomata przez Bawarię do Francji, a potem do Anglii i Danii, aby szukać tam pomocy przeciwko przewadze Habsburgów. Gdy trwająca do września podróż nie dała realnych wyników, na dworze Zapolyi zaczęła dojrzewać myśl, że faktycznej pomocy można oczekiwać tylko od Turcji. Wielką rolę w podjęciu tej groźnej w następstwa decyzji przypisują historycy węgierscy Ł-emu, który w każdym razie wyjechał jesienią jako poseł Zapolyi do Konstantynopola i pojawił się tam 22 XII 1527. Wykorzystując swe umiejętności i pomoc awanturnika [sic] weneckiego Ludwika (Alojzego) Grittiego, zdołał Ł. uzyskać przymierze i pomoc Solimana. W stolicy imperium ottomańskiego zachorował wtedy na febrę, która męczyła go okresowo aż do zgonu. Mimo to zachował olbrzymią energię, czego świadectwem może być szesnastokrotne – wg oceny A. Modrzewskiego i samego Ł-ego – posłowanie do Turcji (przynajmniej 7 razy jeździł do samego Konstantynopola, a często udawał się także na rokowania do ziem podległych sułtanowi na Bałkanach). …

Ł. był szczególnie uciążliwym sąsiadem Polski, próbując uporczywie powiększać granice swych «państw» kosztem Podhala Nowotarskiego (wrogiem jego był też starosta polskiego Spisza Piotr Kmita). Starał się wzmacniać warowność swoich posiadłości, a m. in. wzniósł zameczek w Falsztynie nad Dunajcem. Odlewał armaty z zagrabionych dzwonów kościelnych, proch zaś sprowadzał z Tarnowa i Prus. Uczyniwszy sobie stolicę z Kieżmarku (Caesaropolis), jeździł nadal często i niesłychanie szybko po Europie. Był też stałym gościem w Krakowie i na sejmach, ale z racji swego awanturniczego postępowania tracił coraz bardziej w Polsce grunt pod nogami i tylko w okresie «wojny kokoszej» 1537 r. świtała mu nadzieja odegrania aktywniejszej roli (6 II 1539 otrzymał ekspektatywę na starostwo różańskie na Mazowszu).

Ł. zajął się teraz głównie problemami węgierskimi, choć Węgrów nienawidził i również przez nich był nienawidzony. W r. 1529 usiłował przyprowadzić Zapolyi, który powrócił do ojczyzny, dużą grupę zaciężnych z Niemiec, ale nie udało mu się to wskutek przeciwdziałania dyplomacji habsburskiej i władz polskich. Sytuację wojskową nad Dunajem zmieniła wtedy radykalnie wielka wyprawa sułtana Solimana; Ł. witał go w orszaku króla Jana na polach mohackich, a potem brał udział w walkach. W r. 1530 Zapolya przyznał mu tytuł wojewody siedmiogrodzkiego, jedną z najwyższych godności na Węgrzech, ale faktycznie rządzili tą prowincją współwojewodowie, Ł. zaś nie odegrał bezpośrednio prawie żadnej roli w dziejach Siedmiogrodu. Jesienią t. r. miał zasadniczy udział w rokowaniach dyplomatów zapoliańskich z habsburskimi na zjeździe w Poznaniu, a bezpośrednio potem podążył na odsiecz królowi Janowi oblężonemu w Budzie. W r. 1530 ciężko chorował, zaś w n. r. przeżył śmierć stryja i dwojga swoich dzieci. Większość owego r. 1531 poświęcił na Węgrzech, w Konstantynopolu i na ziemiach habsburskich stosunkowo owocnym rokowaniom w sprawie rozejmu. Przy okazji usiłował załatwiać osobiste sprawy, gdyż już od r. 1529, zrażony do Zapolyi, kokietował dyplomację habsburską, teraz zaś proponował Ferdynandowi swoje przejście na jego stronę. …

Umarł oficjalnie jako katolik, ale już w pierwszej połowie lat trzydziestych uchodził w Polsce i na Węgrzech za człowieka wolnomyślnego bądź też za kryptoluteranina. Na Spiszu wsławił się jako jeden z największych grabieżców duchowieństwa i wziął udział w sekularyzowaniu kilku klasztorów. Opiekował się ponadto przez 10 lat zwolennikiem radykalnej reformacji Jerzym Leudischerem, a nawet usiłował go postawić na czele Kościoła na Spiszu. Wobec zwalczanych przez lewoczan i Kmitę anabaptystów był Ł. tolerancyjny, a z jego opieką łączą się również początki słynnego później ewangelickiego gimnazjum kieżmarskiego.

Człowiek pełen energii i pomysłów (marzył podobno o jakiejś koronie królewskiej), zdolny dyplomata, sługa wielu panów (chwalił się nawet pobieraniem pieniędzy od królów francuskiego i duńskiego), bogaty w fortele partyzant, służalczy kondotier zabiegający o pieniądze i sławę, ale także chwilami rycerski i wyniosły możnowładca, zwracał Ł. uwagę współczesnych i historyków.”  (wg Wacława Urbana)

Syn Hieronima, Olbracht Łaski oprócz wybitnych talentów w korupcji politycznej rozwinął także nadzwyczajne zdolności w „grabieży matrymonialnej” – „żenił się trzykrotnie. Pierwszą żoną była Katarzyna Buczyńska (zmarła w roku 1559), wdowa po węgierskim magnacie Jerzym Seredym, której majątek roztrwonił na wyprawę mołdawską. Jego drugą żoną została w 1564 roku Beata Kościelecka… [która] była osobą dużo starszą od Olbrachta (o 21 lat) i niezwykle zamożną, jako wdowa po księciu Eliaszu Ostrogskim. Związek ten miał zapewnić Łaskiemu gotówkę, której tak bardzo potrzebował na swoje przedsięwzięcia. Natychmiast po ślubie wywiózł ją do Kieżmarku, gdzie skłonił Kościelecką do przepisania na siebie majątku. Gdy to uczyniła, Olbracht Łaski uwięził ją na zamku, gdzie trzymał ją w biedzie i ścisłym zamknięciu przez osiem lat. … Sprawą Beaty zainteresowano się dopiero w 1573 roku, gdy cesarz nakazał staroście Górnych Węgier przeprowadzić śledztwo. Wpłynął na to też fakt, że w międzyczasie Łaski zawarł bigamiczne małżeństwo z Francuzką Sabiną de Sauve.” **

Tutaj trzeba wyjaśnić, że małżeństwo z ową Francuzką było częścią większego planu, wszak „poseł Jean de Monluc, oferujący Polakom kandydaturę królewskiego brata Henryka de Valois, złożył wojewodzie ofertę: za poparcie kandydata francuskiego 100 tysięcy talarów oraz podjęcie przez Francję w Konstantynopolu starań o oddanie mu hospodarstwa mołdawskiego. … Łaski był jednym z tych wielmożów, którzy ruszyli do Paryża z poselstwem do nowego władcy. Tam otrzymał obiecane 100 tysięcy, ale po powrocie do Polski (w atmosferze skandalu, który wybuchł po ujawnieniu bigamii) stracił zaufanie nowego króla związanego z politycznymi przeciwnikami Łaskiego. …

Podczas drugiego bezkrólewia w roku 1575 opowiedział się za elekcją cesarza Maksymiliana II Habsburga, ale królem wybrany został Stefan Batory, więc Łaski udał się na emigrację… W styczniu 1581 udało mu się odzyskać łaskę królewską i wrócić do Polski. … Król okazał swą łaskę, ale nie powierzył Łaskiemu żadnych stanowisk. „Dane” mu starostwo spiskie należało wpierw wykupić, a on nie miał pieniędzy. W tej sytuacji wojewoda raz jeszcze ruszył za granicę.”

Olbracht Łaski pojawił się w Londynie pierwszego maja 1583, przywitany z wielkimi honorami zamieszkał ze swoją świtą w Winchester House. Królowa Elżbieta przyjęła go bardzo łaskawie, i to dwukrotnie – bardzo głośno komentowano fakt, że Łaski miał ubiór w królewskiej czerwieni, tak jak sama Elżbieta… Cel jego wizyty nie był wtedy jasny – niezbyt rozgarnięty ambasador Francji w Londynie, Michel de Castelnau (Sieur de la Mauvissière) twierdził w swoich raportach dla Henryka III., że najprawdopodobniej Olbracht zabiega o wstrzymanie przez Anglię sprzedaży broni Moskwie! (Nb. Henryk domagał się od ambasadora, aby ten wszelkimi sposobami powstrzymał dobrze-mu-znanego Łaskiego przed przyjazdem do Paryża…)

Ponieważ ówczesna ambasada francuska była dla sir Francisa Walsinghama zupełnie przezroczysta można, niestety zasadnie, przyjąć, że to była najzwyklejsza fałszywka. Ciekawostką jest tutaj przynależność do angielskiej siatki szpiegowskiej niejakiego… Giordana Bruno, który właśnie wtedy przebywał był w owej ambasadzie. Wydaje się nawet, że obecność Łaskiego umożliwiła znaczące rozszerzenie tejże siatki – tj. stworzenie jej kolejnych węzłów… Pozostaje do ustalenia rola w tym przedsięwzięciu kanclerza Zamoyskiego, wszak angielskie kontakty to była jego specjalność, a przy tym tak się jakoś złożyło po śmierci króla Stefana, że Olbracht Łaski znalazł się właśnie w stronnictwie Zamoyskiego…

Już 13. maja Łaski spotyka się na dworze królewskim w Greenwich za pośrednictwem samego earla Leicestera ze sławnym i uczonym dr. Johnem Dee – twórcą angielskiej doktryny imperialnej. Pięć dni później odwiedza Dee w jego posiadłości w Mortlake. Następna wizyta ma miejsce dopiero miesiąc później, bo Łaski w tym czasie odbywa wizytę w Oksfordzie, zorganizowaną przez dwór angielski z wielką pompą specjalnie dla niego, wraz z turniejem rycerskim po drodze w Greenwich … Podróż odbywa się w tę i nazad we wspaniałej barce przyozdobionej (wieloma) insygniami królowej Anglii, a towarzyszą mu w niej m. in. sir Filip Sidney i Giordano Bruno.

(Za Coryllusem: 20. letni Filip Sidney poznał Hieronima już w 1574, podczas swojej podróży do Polski! Zachwycił się już wtedy jego inteligencją i kulturą… a za wiki: „Sidney was knighted in 1583 and he married Frances, teenage daughter of Sir Francis Walsingham”, jego wujem był earl Leicester.)

Łaski odwiedza Johna Dee wielokrotnie (raz nawet nocując u niego), a pośrednikiem i organizatorem owych wizyt jest często sam Leicester… Odbywa się tam także kilka seansów krystalomantycznych z uczniem dr. Dee, a zarazem słynnym medium, Edwardem Kellym. W efekcie, dość niespodziewanie, ta trójka opuszcza Anglię we wrześniu tego roku.

(Nie od rzeczy jest tu podać ówczesną opinię o nieprawdopodobnie wysokich kosztach europejskich wojaży Łaskiego – Paprocki podaje niewiarygodną sumę ponad 900 000 dukatów!)

Hanna Widacka: „Po nagłym wyjeździe z Anglii i czasowym pobycie w Krakowie (marzec 1584 r.) obaj magowie zawitali w sierpniu 1584 r. do Pragi, podejmowani z honorami przez cesarza Rudolfa II. Dee zamierzał zaznajomić Habsburga ze swą praktyką krystalomantyczną i wciągnąć go do swych planów reformatorskich. Cesarz, pragnący złota i eliksiru długowieczności, nie ufał już uczonemu, odkąd nie udał mu się seans z przemianą metali. W kwietniu 1585 r. mistrz wraz z medium powrócił do Krakowa. …

Wiosną 1585 r. zdrowie królewskie pogarszało się powoli, lecz bezustannie, pomimo opieki (skłóconych ze sobą) przybocznych lekarzy. Król Stefan czuł się fatalnie: stał się milczący, drażliwy, gniewny, szukał samotności. W tej sytuacji zdecydował się przyjąć 17 kwietnia w Krakowie mistrza sztuk tajemnych, przybyłego z dalekiego Londynu Johna Dee (1527–1608), wraz z towarzyszącym mu medium Edwardem Kelleyem (1555–1595). Osoby te poleciłmonarsze wojewoda sieradzki Olbracht Łaski. Na pierwszej audiencji obie strony poprzestały na powitaniach, po czym Batory wyjechał do Niepołomic i zamieszkał w ustronnym zamku strzeżonym przez oddział węgierskiego wojska. Tutaj 12 maja sporządził testament, a 23 maja – pomimo swej racjonalistycznej umysłowości – wezwał do siebie Dee, Łaskiego i Kelleya, zgadzając się, by ten ostatni miał widzenie. 27 maja w królewskim gabinecie odbył się więc oczekiwany seans w obecności czterech zainteresowanych stron. Według udokumentowanego źródła, tzn. drukowanego protokołu Mérica Casaubona (1659), Kelley – wpatrując się w natchnieniu w tarczę kryształową – doznawał kolejnych zdumiewających wizji. W jednej z nich medium mówiło o toczącej króla nieuleczalnej, jątrzącej się i skrywanej przez otoczenie ranie nogi („… ozdobisz się cnotą, odtrącisz od siebie toczący cię obrzydliwy trąd…”) i kazało mu być uległym – nie wiadomo tylko, wobec kogo.

Monarcha nagrodził magów kwotą 800 florenów wypłaconą na ręce Łaskiego, ale z ich usług dalej nie korzystał. Może przejrzał ich plany, bo raczej nie ulega wątpliwości, że obaj Anglicy – obok misji reformatorskich – mieli też zlecenia polityczne. Nie bez kozery byli oni przecież agentami Elżbiety I Tudor, a ich wojaże po dworach europejskich (np. u cesarza Rudolfa II w Pradze) skłaniają do refleksji. Czy jest możliwe, aby Dee i Kelley podali wtedy królowi Stefanowi jakąś wolno działającą truciznę (jak sugerował lekarz Z. Scheuring w 1964 r.), gdyż ofensywa katolicyzmu niesiona przez wojowniczego Węgra zagrażała interesom Kościoła anglikańskiego?”

„Pod koniec życia S. coraz chętniej otaczał się Węgrami; jak donoszono Rudolfowi II z kamery śląskiej w lipcu 1585, «nikogo u siebie mieć nie chce, który by nie umiał po węgiersku». … Informacje o złym stanie zdrowia S-a dotarły wtedy do Rudolfa II, który w sierpniu pytał urzędników kamery śląskiej «czy to prawda, że król polski umarł», dowiadując się w odpowiedzi, że «król chory, ale podobno ma się lepiej».

Pod koniec r. 1586 S. czuł się coraz gorzej. Od 3 XII t.r. skarżył się na ucisk w piersiach; 7 XII po południu spisał ostatni, niedokończony testament, a w nocy jego stan pogorszył się gwałtownie. … S. zmarł w Grodnie 12 XII 1586 «po zachodzie słońca, a na półzegarzu przed piątą godziną z południa», nie zdążywszy przyjąć ostatniego namaszczenia.” (Jerzy Besala i Agnieszka Biedrzycka)

Na zakończenie warto wspomnieć o kilku sprawach. Po pierwsze, uważa się powszechnie, iż herb Łaskich – Korab jest pochodzenia angielskiego.

Po drugie, przy okazji niejako, dużo mówiący jest kontrast pomiędzy oddźwiękiem publikacji O obrotach z 1543, w Polsce i na Zachodzie. Bruno podczas wizyty w Oksfordzie w owym 1583 wygłasza wykład nt. teorii Kopernika i ma swój własny egzemplarz pierwszego wydania (którego zresztą najprawdopodobniej nigdy porządnie nie przeczytał…), a dr Dee ma nawet dwa takie egzemplarze! Dee niewątpliwie skrupulatnie przeczytał O obrotach, z tym że oba te egzemplarze zaginęły po rozszabrowaniu biblioteki Johna w czasie jego długiej nieobecności…

Po trzecie, warto pamiętać, że 11 sierpnia 1586 została aresztowana królowa Maria Stuart, a ścięta 8. lutego roku następnego.

I wreszcie, uderza niepojęta niefrasobliwość polskich naukowców, którzy bezrefleksyjnie i bez słowa komentarza przepisują te „walsinghamowskie memy” o wielokrotnych próbach Johna Dee zamiany piasku w złoto, o rozczarowaniu tym Olbrachta, o sztuce krystalomantycznej itp. itd.

___

PS. Olbracht po powrocie do Polski w 1581 popadł w konflikt z klanem Zborowskich. Ponoć to on doniósł królowi Stefanowi o zabójczych zamiarach Samuela Zborowskiego. Jest to o tyle ciekawe, że Samuel też był prowadzony przez Anglików. Miał u siebie osobistego, angielskiego pośrednika do handlu zbożem, i prowadził z Krymem niejasne „końskie” interesy na dużą skalę. Wygląda na to, iż Olbracht razem z Zamoyskim wystawili go jako kozła ofiarnego. (I zmarli obaj w 1605, w odstępie paru miesięcy.) A ku przestrodze – oto żony Zamoyskiego: Anna Ossolińska (bratanica Hieronima), Krystyna Radziwiłłówna (córka Mikołaja Czarnego), Gryzelda Batorówna (bratanica Króla) i Barbara Tarnowska (córka Stanisława).

___

**) Ściślej mówiąc była to Sabine Sayve (ew. Sève), córka Jeana Sayve i Jeanne Harley. Sabine pochodziła ze starej rodziny prawników i doradców, która to wydała m.in. prezesów Trybunału Obrachunkowego w Dijon. Sabina zmarła w 1611 w Łasku. Według niektórych źródeł, Sabina była siostrą francuskiego astrologa Vincent de Sève z Beaucaire w Langwedocji. (Ów Wincenty Sève znany jest z 58 rzekomych, pośmiertnych przewidywań Nostradamusa, tzw. „sexiene” (w zwrotkach sześciu linii), które dedykował w 1605 roku królowi Henrykowi IV).

Król Stefan, gang Łaskich i znowu ten Erazm…

Zacznę od tytułowego końca, czyli od Erazma i jego „Polska jest moja”. Otóż, domyślam się co go skłoniło do tej buńczucznej wypowiedzi – ten list do biskupa Canterbury pisze Erazm we wrześniu 1524, a w kwietniu/maju tego roku odwiedza go trzech braci – Hieronim, Stanisław i Jan Łascy!

„Hieronim w r. 1520…pojechał tylko latem t. r. przez Węgry (?) do cesarza do Brukseli. Tam poznał Erazma z Rotterdamu i był pierwszym Polakiem, który korespondował z wielkim humanistą i odwiedzał go.” 

Jan „korzystając z wyjazdu brata Hieronima w misji dyplomatycznej, zabrał się z nim i przez Bazyleę, gdzie Hieronim przedstawił go Erazmowi z Rotterdamu, przybył w maju t. r. [1524] do Francji. Po krótkim pobycie w Blois osiadł na blisko rok w Paryżu. Nawiązał kontakt z kołem skupionym wokół Małgorzaty Valois, obracał się w kręgach dworskich i uczęszczał na wykłady w Sorbonie.

Wczesną wiosną 1525 r. wyjechał do Bazylei, zabierając ze sobą Aniana Burgoniusa z Orleanu [miasta wyjątkowo „otwartego” i tolerancyjnego…], młodego obiecującego poetę, którego wziął na wychowanie. Zamieszkał u Erazma, a stały kontakt z wielkim humanistą przerodził się w bliską zażyłość. Erazm rozbudził w Ł-m zainteresowania dla problemów etycznych i spraw związanych z polemiką teologiczną w obozie chrześcijańskim, zwłaszcza zaś zaszczepił mu swoje poglądy ireniczne. Ł. natomiast informował Erazma o sprawach polskich, zalecał mu swoich wybitnych rodaków, m. in. skłonił go do napisania sławnego listu do Zygmunta I (z 15 V 1527). Pragnąc ulżyć trudnej sytuacji materialnej bazylejskiego humanisty, przejął Ł. na siebie niemal cały koszt utrzymania domu, a nadto zakupił odeń bibliotekę (wpłacił 2/3 jej ówczesnej wartości) pozostawiając mu ją w dożywotnie używanie. W czasie pobytu w Bazylei zawarł Ł. nadto znajomości z reformatorami Ulrykiem Zwinglim, Janem Oecolampadiusem, Joachimem Camerariusem, lingwistą Konradem Pellikanem, u którego rozpoczął naukę hebrajskiego, zaprzyjaźnił się z teologiem Ludwikiem Berem i prawnikiem Bonifacym Amerbachem. Nawiązał także kontakty z drukarzami Janem Oporynem i Janem Frobenem. Nie licząc się z kosztami, zaciągając długi, prowadził Ł. w Bazylei żywot hojnego mecenasa, co znalazło wyraz w dedykowanych mu dziełach bazylejskich uczonych (B. Rhenanus, H. Glarean).

Sława, jaką czerpał z przyjaźni z Erazmem, wysokie godności kościelne i opieka stryja czyniły zeń atrakcyjnego przewodnika i protektora dla młodych uczonych i literatów. Swoim mecenasem nazywał go Leonard Coxe, który zajmował się kształceniem Aniana…

Sprawy finansowe sprawiły, że Erazm ochłódł trochę w swej serdeczności dla Ł-ego, dla którego do niedawna nie miał słów uznania. Teraz chciał nawet zerwać umowę w sprawie zakupu biblioteki, gdyż wartość jej wzrastała, a Ł. nie nadsyłał dalszej za nią należności**. Uspokojony jednakże przez Ł-ego, mimo iż ciągle pieniądze nie przychodziły, zawarował mu prawa do biblioteki w testamencie. W tym okresie zaczął się Ł. interesować bliżej reformacją, a zwłaszcza działalnością i pismami Filipa Melanchtona, które studiował z najwyższą uwagą. Pobudzony przywiezionymi przez Modrzewskiego z Niemiec wieściami, zdecydował się wysłać, do Wittenbergi Aniana, który w r. 1533 wrócił z Włoch, i polecił go specjalnym listem Melanchtonowi (7 III 1534)… Do złego poczucia Ł-ego przyczyniła się także wiadomość o nagłej śmierci Aniana w Lipsku w końcu stycznia 1535 r… Coraz bardziej interesował się natomiast rozwojem wydarzeń na Zachodzie. Wybierał się nawet w r. 1536 do Wittenbergi, o czym donosił Fryczowi, który stale przebywał za granicą i w jesieni 1536 jeździł do Bazylei, aby po śmierci Erazma sfinalizować sprawę zakupu biblioteki i sprowadzić ją do Polski, co nastąpiło wiosną 1537 (5 IV Ł. potwierdzał jej odbiór).” (wg Haliny Kowalskiej)

Warto tutaj zrobić pauzę i przypomnieć osobliwe okoliczności śmierci Erazma, kiedy to zdecydował się przyjąć zaproszenie królowej Marii, regentki Niderlandów, i rozpoczął przygotowania do przenosin z Freiburga do katolickiej Brabancji – Erazm umiera nagle 12. lipca 1536 po gwałtownym ataku dezynterii podczas wizyty w Bazylei… Wszystko wskazuje na to, że ta jego decyzja bardzo nie spodobała się jego dotychczasowemu patronowi Henrykowi VIII, który właśnie zrywał ostatecznie ze Stolicą Apostolską, m.in. ścinając św. Tomasza Morusa w lipcu 1535. I to szczególnie wobec triumfów cesarza Karola V, brata królowej Marii… Ewidentnie kończył się czas propagandy tolerancji (dla naiwnych) i trzeba było zacząć wybierać – albo, albo.

Wracając do Jana Łaskiego jr.: „W drugiej połowie 1539 r. wyjechał ponownie, tym razem na wiele lat. Okoliczności wyjazdu nie są dokładnie znane. Miał wyjechać oficjalnie, za zgodą króla, rzekomo na dalsze studia, ponoć z zamiarem udania się do Anglii. …

Być może, że właśnie z tego kręgu pochodziła córka lowańskiego tkacza (Barbara), którą Ł. poślubił z początkiem 1540 r. Wkrótce potem musiał Ł. opuścić Lowanium, zagrożony prześladowaniami religijnymi. Przeniósł się do Fryzji Wschodniej, silnie już wówczas sprotestantyzowanej, i osiadł w Emden. Żył tam początkowo w osamotnieniu, zdaje się cierpiał niedostatek, szukał nawet nabywcy dla części swego księgozbioru, który w lecie 1541 r. dostarczył mu z kraju Modrzewski. Wiadomość o jego ożenku doszła do Polski bardzo szybko, wiedziano już o tym latem 1540 i odebrano mu beneficja. …

Dzięki pomocy finansowej księcia Albrechta nabył nawet niewielki majątek ziemski, zapewniający mu dostatek materialny. Jednakże po przyjęciu przez hrabinę Annę interimu, nie chcąc przyjąć narzuconego tym samym luteranizmu, zaczął się Ł. rozglądać za nowym miejscem pobytu. Chciał wracać do kraju i wiązał duże nadzieje z objęciem rządów przez Zygmunta Augusta, do którego zwracał się w lecie 1548, ofiarowując usługi dla zreformowania Kościoła w Polsce. Nie przyjął propozycji wyjazdu do Królewca, skorzystał ostatecznie z zaproszenia arcbpa Tomasza Cranmera i uzyskawszy od hrabiny Anny urlop, we wrześniu 1548 udał się do Anglii. Jakiś czas przebywał na zamku Lambeth, później przeniósł się do Windsoru, ale choroba uniemożliwiła mu aktywniejszą działalność. Nawiązał jednak kontakt z Williamem Cecilem i wychowawcą Edwarda VI Johnem Cheke. Prowadził też w imieniu księcia pruskiego negocjacje polityczne dotyczące zawiązania koalicji protestanckiej przeciw cesarzowi. W marcu 1549, na wiadomość o komplikacjach wyznaniowych w Fryzji Wschodniej, zdecydował się opuścić Anglię. W kwietniu przybył do Królewca, skąd wysłał otrzymany od Edwarda VI list polecający do Zygmunta Augusta. …Po kilkumiesięcznej tułaczce (Brema, Hamburg) 13 V 1550 zawitał ponownie do Anglii, tym razem z żoną i dziećmi (Janem, Hieronimem, Barbarą i Zuzanną) i otrzymał naturalizację angielską w czerwcu t.r. Po przybyciu do Londynu Ł. rychło zatroszczył się o zorganizowanie licznie tu osiadłych uchodźców wyznaniowych z kontynentu. Dzięki poparciu Johna Hoopera, bpa Gloucester, uzyskał dla nich na siedzibę zboru zabudowania dawnego klasztoru augustynów (Austin Friars). Dn. 24 VII t. r. został mianowany przez Edwarda VI superintendentem zborów cudzoziemskich (francuskiego, niemiecko-holenderskiego i włoskiego) w Londynie, pozostających w całkowitej niezależności doktrynalnej i organizacyjnej od Kościoła angielskiego.***  …

Zabrał również głos w toczącym się wśród angielskiego duchowieństwa sporze na temat szat liturgicznych, udzielając poparcia stanowisku Hoopera i wypowiadając się przeciw ich używaniu w narodowym Kościele angielskim. Kontynuował nadto zabiegi o wciągnięcie Anglii do akcji przeciw cesarzowi, występując w imieniu księcia pruskiego, a od grudnia 1551 reprezentując także księcia Jana Alberta meklemburskiego.

Źle układały się Ł-emu początkowo sprawy majątkowe i osobiste. Chorował często, w r. 1552 stracił pierwszą żonę. Później jednak zaczął się stabilizować. W r. 1553 ożenił się powtórnie (z nieznaną bliżej Katarzyną), a zdaje się, iż i jego sytuacja finansowa uległa poprawie. Kres londyńskiej działalności Ł-ego położyło objęcie po śmierci Edwarda VI władzy przez Marię Tudor i podjęta przez nią restytucja katolicyzmu. Skazany, jak i pozostali cudzoziemcy protestanci, na wygnanie, opuścił Anglię 17 IX 1553, na razie sam, pozostawiając żonę i dzieci pod opieką przyjaciół. …

Dn. 21 X zapadła decyzja o wygnaniu egzulantów. Tegoż dnia Ł. opuścił Frankfurt nad Menem, udając się przez Wittenbergę, gdzie spotkał się z Melanchtonem, do Polski. … Już w drodze, we Wrocławiu, dowiedział się Ł. o przesunięciu terminu odbycia sejmu warszawskiego i pragnął zdążyć przed jego końcem do Warszawy. Natychmiast jednak po przybyciu do Małopolski (w połowie grudnia), gdy zatrzymał się u swego powinowatego Jana Bonera w Rabsztynie, dowiedział się o niekorzystnym wrażeniu, jakie wywołał u króla jego przedwczesny przyjazd i o poruszeniu wśród biskupów, którzy już rozpoczęli starania o uniemożliwienie mu pozostania w Polsce. … Król zezwolił mu jedynie na prywatne głoszenie Ewangelii. Próby wpłynięcia na Zygmunta Augusta przez Mikołaja Czarnego Radziwiłła, z którego gościnności Ł. korzystał w Wilnie, starania o pozyskanie królowej Katarzyny, nie dały żadnych rezultatów. …

Zmarł Ł. 8 I 1560; pochowano go uroczyście w Pińczowie, w zamienionym na zbór kościele katolickim, dopiero 29 I. Potomstwu swojemu nie zabezpieczył Ł. przyszłości. W Polsce nie posiadał żadnych dóbr, a zdaje się, iż nie miał nawet stałej siedziby, gdyż mieszkał w zależności od przypadku w Balicach, Włodzisławiu, Pińczowie, Osieku i Dębianach, goszczony przez krewnych i przyjaciół. Pozostawił jednakże jakieś ruchomości (część biblioteki) i zapisy na dobrach ziemskich, m. in. od bratanka Olbrachta (zob.). W sporządzonym we Frankfurcie testamencie spadkobierczynią połowy uczynił Katarzynę, drugą połowę przeznaczając dzieciom. Katarzyna jednak zabrała prawie wszystko, zostawiając troskę o dzieci krewnym i przyjaciołom. Dzieci zaś pozostawił Ł. z obu małżeństw dziewięcioro. Pierworodna Barbara była od r. 1558 żoną Stanisława Lutomirskiego (zob.), trzej najstarsi synowie: Hieronim, Jan i Tomasz, dopiero po śmierci ojca, latem 1560 przybyli do Polski, a o ich losach, podobnie jak o trzech najmłodszych (Józefa, Beniamina, Pawła), nic nie wiadomo. Czwartym z kolei synem był Samuel (zob.), wzięty pod opiekę przez Stanisława Szafrańca z Pieskowej Skały. Córka Zuzanna, wyposażona przez Mikołaja Radziwiłła Czarnego, wyszła za Floriana Morsztyna, bachmistrza wielickiego.”

Hieronim Morsztyn (ur. 1581, zm. pomiędzy 1623 a 1645) to polski poeta wczesnobarokowy, pisarz i tłumacz. „Ojcem Hieronima Morsztyna był bachmistrz (urzędnik górniczy), arianin z Wieliczki, Florian, syn Stanisława. Matką Hieronima była druga żona Floriana, Zuzanna Łaska, córka Jana a siostra stryjeczna Olbrychta Łaskiego, wojewody sieradzkiego. Miał też Hieronim kilka sióstr (Elżbietę, Jadwigę, Annę i Katarzynę).  … Zbiór jego wierszy Światowa Rozkosz ukazał się w 1606. Przypisuje mu się też autorstwo Summariusza wierszów, który składa się z ponad 300 utworów o zróżnicowanej formie i tematyce (w 1655 trzy najdłuższe z nich wydano pt. Philomachia). Przypuszcza się, że napisał ponadto Antipasty małżeńskie (1650), w których zawarł opowieść fantastyczno-przygodową o królewnie Banialuce (stąd przysłowie). Wykorzystywał nowele Boccaccia.”

Z kolei, Lutomirski Stanisław h. Jastrzębiec (ok. 1520–1575) to był „ksiądz, pisarz i działacz reformacyjny. … Stanowisko L-ego w Kościele małopolskim ugruntowało się po przybyciu Jana Łaskiego, z którym L. podjął jak najbliższą współpracę w dziedzinie kalwinizacji zborów małopolskich, i jednocześnie podjętej przez Łaskiego akcji zjednoczeniowej polskiego protestantyzmu. Prawdopodobnie w związku z licznymi zajęciami organizacyjnymi, koniecznością przebywania obok Łaskiego w Pińczowie czy Wodzisławiu dostał L. do swojego zboru w Kazimierzy Małej diakona-katechetę w osobie najpierw Jana Pustelnika, później zaś Jana Siekierzyńskiego. Jest prawdopodobne, że towarzyszył on Łaskiemu w podjętej w lutym 1558 podróży do Królewca w celu odbycia rozmów z księciem Albrechtem i jego ministrami na temat zjednoczenia wyznań protestanckich w Polsce.

… Wytrawny teolog, dobry taktyk i bystry obserwator, mimo pewnego konserwatyzmu, będącego niewątpliwie wynikiem pochodzenia i powiązań społecznych, w momentach przełomowych udzielał L. poparcia nurtowi radykalnemu, starając się zarazem uchronić go przed popadnięciem w sekciarstwo. Zmarł prawdopodobnie w r. 1575. Małżeństwo jego z Barbarą Łaską, która wyszła później za Wawrzyńca Gradowskiego, sędziego ziemskiego sochaczewskiego, było bezdzietne.” (wg Haliny Kowalskiej)

I tu pojawia się wielka zagadka, wszak to niejaki Wawrzyniec Gradowski był oskarżony o próbę otrucia króla Stefana w 1578 i wtrącony za to do lochu w Rawie Mazowieckiej. Są tacy, którzy twierdzą, że był to syn Barbary i Wawrzyńca seniora, ale wtedy nie zgadzają się daty… czyżby jednak to był właśnie mąż Barbary, córki Jana?

„Zaraz po zamachu w maju 1578 r. Batory zwrócił się za pośrednictwem posła i dworzanina Stanisława Bojanowskiego do berlińskiego lekarza i alchemika Leonharda Thurneyssera (1530–1595) o pomoc i radę. Uczony skierował do monarchy list z Berlina datowany na 13 lipca 1578 r., z załączonym antidotum przeciwko truciźnie. Był to balsam w czterech porcjach sporządzony „niemałą pracą (…) stosownie do prawideł kabalistyki i magii naturalnej”. Król Stefan (ostrzeżony przed trucizną przez księcia pruskiego Jerzego Fryderyka) pozostawał później w ścisłym kontakcie z Thurneysserem, który zadedykował mu swe dzieło – obszerny ilustrowany zielnik wydany w Berlinie w tymże roku.”   (H. Widacka)

CDN

___

**) W liście z 27 VIII 1528 r. odpisał Łaskiemu: „Bardzo się cieszę, że arcybiskupowi odpowiada moja praca. Co do podarku, tłumaczysz stryja usilnie jego zajęciami. Ileż to czasu wymaga wydanie takiego polecenia: »Poślij mu sto dukatów!«. Ale porzucając żarty, zadowala mnie dostatecznie przyjazny stosunek tego męża. Chciałbym życzyć temu najlepszemu starcowi bratanka, a Tobie brata obdarzonego nieco większym szczęściem”

100 dukatów za dedykację – to się nazywa poczucie wartości!!

***) warto zaznaczyć, że niektórzy uważają JŁ za „pioniera” purytanizmu.