Rzeczpospolita i Dynastia Ming – Wspaniałe

***

Dynastia Ming (1368–1644) (chiń.: 明朝; pinyin: Míng Cháo; Wade-Giles: Ming Ch’ao; IPA: [mǐŋ tʂʰɑ̌ʊ̯]) – dynastia cesarska Chin, panująca po upadku mongolskiej dynastii Yuan. Była to ostatnia narodowa dynastia chińska.

Założycielem dynastii był Zhu Yuanzhang, jeden z przywódców powstania przeciwko dynastii Yuan. W 1368 ogłosił się cesarzem i przyjął jako nazwę swojej ery panowania, Hongwu, a założoną przez siebie dynastię nazwał Ming, czyli Wspaniała. W tym samym roku została zdobyta stolica dynastii Yuan: Dadu (obecnie Pekin). Cesarz Hongwu próbował stworzyć społeczeństwo oparte na samowystarczalnych wspólnotach wiejskich oraz ograniczyć pozycję kupców. W wyniku jego działań zostało odbudowane rolnictwo oraz zbudowana sieć dróg dla celów wojskowych i administracyjnych. Utrzymywano stałą armię liczącą co najmniej milion żołnierzy.”

W tym samym prawie czasie, tj. 1364–1648, miała miejsce polska Wspaniała Epoka. Jej początek umieściłem w owym 1364, bo był to rok wyjątkowy:

„28 marca – w obecności króla Kazimierza III arcybiskup gnieźnieński Jarosław Bogoria Skotnicki dokonał uroczystej konsekracji katedry wawelskiej, co kończyło rozpoczętą 44 lata wcześniej budowę.

12 maja – król wydał przywilej fundacyjny Akademii Krakowskiej, a 1 września – papież Urban V wydał bullę powołującą do życia Akademię Krakowską.

We wrześniu – zjazd monarchów w Krakowie, na którym miano rozstrzygnąć konflikt pomiędzy Habsburgami i Andegawenami dotyczącego patriarchatu akwilejskiego. W zjeździe udział wzięli: cesarz Karol IV, król Węgier Ludwik Andegaweński, Waldemar Duński, król Cypru Piotr, Rudolf IV książę Austrii, Siemowit III książę mazowiecki, Władysław Opolczyk książę opolski, Bogusław V Pomorski książę słupski oraz książę Bolko Świdnicki. ”

Wprawdzie to Jan Długosz napisał o KIII, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną, jednak u góry dałem nagrobek świętej Jadwigi Andegaweńskiej** królowej Polski oraz prawdziwej, wielkiej patronki tej epoki, i Polski w ogóle. W dodatku, to ojciec KIII – Władysław I Wielki zbudował potężne fundamenty, a ów „boom cywilizacyjno-budowlany” miał też inną, ważną wg mnie, przyczynę – dżumę, a raczej jej brak:

Epidemia czarnej śmierci wybuchła w Azji Środkowej, być może Chinach, skąd przez jedwabny szlak w 1346 dostała się na Krym, skąd prawdopodobnie rozniosły ją pasożytujące na zamieszkujących ówczesne statki handlowe szczurach śniadych pchły. Szacuje się, że szerząc się w Europie i okolicach Morza Śródziemnego, przyczyniła się do śmierci (w zależności od szacunków) 30–60% ówczesnej populacji Europy. ”

Otóż, ta straszliwa epidemia praktycznie zupełnie ominęła Polskę (polecam animację) i to dało nam, paradoksalnie, wyjątkowy cywilizacyjny napęd. W szczególności, Akademia Krakowska z pewnością nie powstałaby już wtedy (tak jak i inne nowe wówczas uniwersytety), a i liczba osiadłych „specjalistów zagranicznych” nie byłaby tak duża…

__

Tak jak u początku tych dwóch epok istniał pewien (odległy) polsko-chiński związek, tak przy ich końcu pewne podobieństwa były wręcz uderzające. Zacznijmy od tego chińskiego Chmielnickiego:

„Li Zicheng (1606–45), żołnierz będący z pochodzenia chłopem, we wczesnych latach trzydziestych XVII wieku zbuntował się wraz ze swoimi towarzyszami broni w zachodnim Shaanxi, po tym jak żołnierze nie otrzymywali niezbędnego zaopatrzenia. W 1634 został schwytany przez wojsko cesarskie i ułaskawiony pod warunkiem, że wróci do służby. Porozumienie zostało wkrótce złamane po tym, jak władze lokalne straciły jego 36 żołnierzy; w odwecie oddziały Li Zichenga zabiły urzędników i kontynuowały rebelię w Henanie w 1635. …

Nieopłacana i głodna armia cesarska została pokonana przez Li Zichenga – obecnie samozwańczego księcia Shun – i opuściła stolicę bez większych walk. Oddziały Li Zichenga wtargnęły do miasta, po tym jak jego bramy zostały zdradziecko otwarte od wewnątrz. Pekin został zajęty przez wojska Li Zichenga, a ostatni cesarz dynastii Ming popełnił samobójstwo. …

Po ucieczce przed Mandżurami z Xi’anu, ścigany wzdłuż rzeki Han, aż do Wuchangu i w końcu wzdłuż północnych granic prowincji Jiangxi, Li Zicheng zmarł tam w lecie 1645; w ten sposób nastąpił koniec dynastii Shun. Jedne świadectwa mówią, że popełnił samobójstwo; inne, że został pobity na śmierć przez chłopów, po tym jak został przyłapany na kradzieży pożywienia. Zhang Xianzhong został zabity w styczniu 1647 przez wojska mandżurskie, po ucieczce z Chengdu i stosowaniu taktyki spalonej ziemi.”

Mamy tam także Holandię oraz Anglię w akcji:

„W ostatnich latach panowania cesarza Wanli i za panowania jego następców, nastąpił kryzys gospodarczy spowodowany nagłym niedoborem głównego środka wymiany gospodarczej cesarstwa: srebra. Protestanckie państwa: Holandia i Anglia, zainicjowały częste najazdy i akty piractwa skierowane przeciwko katolickim królestwom Hiszpanii i Portugalii, w celu ich osłabienia.”

I w końcu dopadła nas do tego ta sama zmiana klimatyczna:

„Na początku XVII wieku północne Chiny dotykały klęski głodu spowodowane suszami i oziębieniem klimatu, co skróciło okres wegetacyjny. Zmiana klimatu była częścią okresu ochłodzenia znanego jako mała epoka lodowa. Głód, obok podwyżki podatków, powszechnych dezercji, upadku systemu opieki społecznej i klęsk żywiołowych takich jak powodzie, a także niezdolność rządów do budowy i naprawy systemów nawadniających i przeciwpowodziowych, był przyczyną śmierci wielu osób i rozpadu struktury społecznej. Władze centralne nie dysponowały wystarczającymi zasobami i mogły jedynie w niewielkim stopniu łagodzić skutki tych nieszczęść.”

Rzeczpospolita bardzo ucierpiała gospodarczo nie tylko z powodu rzezi kozackich i grabieży szwedzkich, ale także na skutek ochłodzenia klimatu:

Mała epoka lodowa (w skrócie MEL, ang. Little Ice Age) – okres ochłodzenia znany głównie z rejonu północnego Atlantyku, który nastąpił po okresie średniowiecznego optimum klimatycznego. Średnie temperatury na półkuli północnej spadły o około 1 °C.

Był to ostatni z wielu chłodnych okresów holocenu (tzw. ang. Little Ice Age Type Events) i zarazem jeden z najchłodniejszych z nich. Najzimniejszy okres MEL przypada na najmniejszą aktywność Słońca zwaną minimum Maundera 1645-1715.”

__

Na zakończenie jeszcze jedna zaskakująca rzecz – i w Rzeczpospolitej i w Chinach jezuici odegrali w tym okresie olbrzymią rolę. Trzeba będzie jeszcze do tego wrócić…

___

**) Andegawenowie lub Andegaweni (fr. Anjou lub Anjou-Provence) – dynastia będąca boczną linią francuskiej dynastii Kapetyngów.

Reklamy

Republika Wenecka, jej Arsenał i ci zaskakujący Anglicy

Republika Wenecka zasłynęła z wielu rzeczy, z takich jak choćby jej ponad tysiąc-letniej historii, potężnych banków, czy dominacji w ciągu paru wieków w handlu Europy ze Wschodem. Zazwyczaj, przy tym pamięta się o podstawie jej potęgi, tzn. o wielkiej weneckiej flocie, ale już mniej o faktycznych jej rozmiarach, a jeszcze rzadziej o weneckim Arsenale – pierwszej w historii stoczni z „taśmową” produkcją.

W połowie XV wieku, ponad trzy tysiące weneckich statków było w eksploatacji – zarówno statków handlowych weneckich kupców, jak i okrętów marynarki weneckiej. Ta flota wymagała stałej „renowacji” i utrzymywania jej wyposażenia. Wenecki Arsenał był nie tylko wielką stocznią, ale był również odpowiedzialny za rutynową „konserwację” większości weneckich galer. Wymagało to finansowania, na które rząd wenecki przeznaczał wtedy 10% swoich przychodów.

image

Widok (fragmentu) Arsenału Weneckiego wraz z bucentaurem, wg Jacopo de’ Barbari vel Jakoba Walch – drzeworyt opublikowany w 1500

Budowa Arsenału rozpoczęła się około 1104. Z czasem stał się on największym kompleksem przemysłowym w Europie przed tzw. rewolucją przemysłową, obejmującym obszar około 45 hektarów, czyli około 15% powierzchni Wenecji. Otoczony przez wał o długości 3.2 km, Arsenał składał się z różnych obszarów (patrz wyżej), także  produkujących prefabrykowane elementy statku czy jego wyposażenia, takie jak amunicję, liny, i olinowanie. Do produkcji pozyskiwano drewno z lasu należącego do Arsenału, na wzgórzach Montello, regionu Veneto.

Wenecja pierwsza opracowała metodę masowej produkcji statków, przy użyciu nowej techniki najpierw-szkielet w miejsce starożytnej praktyki – najpierw-kadłub. Nowy system był znacznie szybszy i wymagał mniej drewna. U szczytu swojej produkcji na początku XVI wieku, Arsenał zatrudniał około 16 000 ludzi, którzy byli w stanie wyprodukować jeden statek każdego dnia w oparciu o linię produkcyjną (ew. linię montażową) więcej nie widzianą aż do owej rewolucji przemysłowej…

Produkcja została podzielona na 3 główne etapy: produkcje szkieletu (framing), poszycia i kabin (planking and cabins) oraz montażu końcowego. Każdy etap był wykonywany przez odpowiednich pracowników, którzy specjalizowali się w danej fazie produkcji, także przy pomocy standardowych elementów, prawie tak jak przy współczesnej linii montażowej. Często w Arsenale trzymano do 100 galer na różnych etapach produkcji i renowacji (maintenance). W ten sposób, gdy dana galera została skończona, kolejna mogła być natychmiast wprowadzona w ostatnią fazę wykańczania. Rozkład „hal produkcyjnych” zmodyfikowano tak, aby zminimalizować obróbkę materiałów na etapie montażu i produkcji. W Arsenale zastosowano również użycie znormalizowanych, wymiennych części. Jeszcze jednym rewolucyjnym aspektem Arsenału było zastosowanie ruchomej linii montażowej. Zamiast przemieszczania materiałów i pracowników, to (przy wykorzystaniu kanałów) przemieszczano galery pomiędzy kolejnymi etapami ich konstrukcji, co umożliwiło pozostawienie materiałów i pracowników na miejscu.

Od 1595, bliskim i bardzo ważnym ekspertem współpracującym z Arsenałem został sam Galileusz.  Zajmował się tam nie tylko balistyką, ale także logistyką, teorią wiosłowania (sic) etc. W związku z tym, nawet opublikował później książkę, także nt. odporności i wytrzymałości materiałów – Rozprawa o Pływających Ciałach (ew. o Rzeczach Zanurzonych w Wodzie) – Discorso intorno alle Cose che Stanno in su l’Acqua (1612).

___

Równie słynna była wtedy dyplomacja wenecka, z którą także Rzplita miała do czynienia od najwcześniejszych lat. Dlatego nie dziwi, że Republika od początku bardzo uważnie obserwowała poczynania Anglików w Imperium osmańskim, czego najlepszym przykładem jest skarga pierwszego angielskiego ambasadora w Stambule, na kradzieże jego listów (dyplomatycznych!) wysłanych do Londynu:

In January 1584 Harborne was dismayed to discover that his first 11 letters as ambassador had been intercepted, probably by the Venetians, and had never arrived in London. In November 1592 Barton received eight London letters in one batch, the earliest dated 6 May. Correspondence by sea might have been quicker, but ran the risk of capture by Spanish ships near Gibraltar.

Zatem, jak to było możliwe iż mimo wszystko Anglicy całkowicie zdominowali także handel z Lewantem?? Przecież, nie tylko dzięki wszechstronnej pomocy Jana kanclerza Zamoyskiego… Blitzkrieg to określenie w tym przypadku adekwatne – w 1570, kiedy Wenecja „obsługuje” około 45% całego eksportu do Imperium otomańskiego (a Francja około 25%), Anglia dopiero zaczyna pierwsze „nieśmiałe” próby podjęcia bezpośrednich kontaktów handlowych ze Stambułem. A tymczasem, raptem pięćdziesiąt lat później, to ta daleka Anglia przechwyciła dominujące 40%, podczas gdy udział Wenecji spadł do „francuskiego” poziomu 25% (a Genua praktycznie wypadła z tej konkurencji).

A przecież był to handel niesamowicie lukratywny – np. w latach 20tych XV wieku Wenecja na pośrednictwie sprzedaży ołowiu zarabiała 100%, a żelaza do 300% – to były zyski porównywalne tylko do handlu najdroższymi przyprawami – rabarbarem (sic) i cynamonem! Wenecja zarabiała także do 40% na re-eksporcie angielskiego sukna niskiej i średniej jakości, które tylko odpowiednio barwiono…

Rok 1570 nie jest w tym kontekście przypadkowy – oto 25. lutego owego roku papież Pius V w bulli Regnans in Excelsis ekskomunikował królową Anglii Elżbietę I. Formalnie zwalniało to Anglię z zakazu papieskiego dotyczącego handlu artykułami militarnymi krajów katolickich z Imperium osmańskim, z czego Anglicy oczywiście skwapliwie skorzystali. Warto tu dodać, iż owe 40 tysięcy funtów na założenie w 1581 Kompanii Tureckiej  Elżbieta I wyłożyła z łupów Francisa kapitana Drake’a:

„On 26 September [1580], Golden Hind sailed into Plymouth with Drake and 59 remaining crew aboard, along with a rich cargo of spices and captured Spanish treasures. The Queen’s half-share of the cargo surpassed the rest of the crown’s income for that entire year.

Już w 1588, z towaru na jednym statku Kompanii Tureckiej uzyskano zysk 80 000 funtów (>> 20 milionów euro dziś), a w latach 1590tych to było 20 statków rocznie, i docelowo w XVII wieku co najmniej 25 statków.

Reputacja handlowa Wenecji była tradycyjnie oparta na suknie wysokiej jakości, więc Anglicy zaatakowali bezpardonowo – fałszowali sukno weneckie na wielką skalę! Faktem jest, że sama Wenecja imitowała w przeszłości wyroby mediolańskie itp., ale dawała przy tym znak faktycznego pochodzenia. Anglicy fałszowali wszystko – znaki pochodzenia, charakterystyczne wykończenia brzegów itd. … a od lat 1620tych rozszerzyli jeszcze strategię poprzez wprowadzenie nowego, taniego sukna oraz… dumpingu cen – w Stambule było ono o 30% tańsze niż w Londynie! To się nazywa determinacja.

Z kolei, dla importu angielskiego najważniejszy był perski jedwab – wewnętrzny nań popyt był olbrzymi.

___

Jak mogło do tego w ogóle dojść? Przecież ten handel odbywał się tuż „pod bokiem” Wenecji, która ciągle miała tę swoją potężną flotę!

Można tu wprawdzie mnożyć powody, takie jak:

– osłabienie Wenecji wojnami, a z drugiej strony rosnąca potęga dalekomorskiej floty angielskiej (w tym jej pirackie wyczyny na morzu Śródziemnym) uwieńczona zagładą Wielkiej Armady w 1588

– rosnące koszty utrzymania weneckiej floty, przekraczające w czasie wojen nawet 50% całkowitego budżetu Wenecji; w dodatku, rosnący problem z dostarczaniem odpowiednich „galerników”

– szereg bardzo agresywnych „zabiegów marketingowych”, takich jak wyżej + gotowość płacenia w gotówce za towary tureckie!

– wydatna pomoc Jana kanclerza Zamoyskiego et consortes, która umożliwiła rozpoczęcie tej akcji nie tylko z pełnego zaskoczenia, ale także z mocnym „dyplomatycznym” ekstra wsparciem in situ, w Stambule;

ale, mimo wszystko, to nie wydaje się wystarczać – Anglicy zaskoczyli czymś jeszcze – zupełnie nowym modus operandi

 

PS. Nieoczekiwany, bałtycki etap w historii galer…

Królewskie szachy

Poczytajmy dalej tego Strzeleckiego:

„Projektowane małżeństwo Zygmunta z Konstancją nie mogło się też wcale spodziewać poparcia kanclerza, a to z wielu przyczyn politycznej a nawet religijnej natury. Zamojski inne od dawna miał plany małżeńskie dla króla, radził mu mianowicie starać się o rękę carówny Teodory, sam nawet w celu tem pewniejszego skojarzenia tego małżeństwa wysłał zaufanego człowieka do Moskwy. Przyświecała w tym wypadku Zamojskiemu znów widocznie myśl pozyskania, a nawet złączenia Moskwy z Polską na wypadek śmierci niepopularnego cara, Borysa Godunowa. Tymczasem król wbrew planom kanclerza starał się o Rakuszankę i to jeszcze rodzoną siostrę pierwszej żony, przez co zacieśniał węzły między Polską a Austrją i poddawał się wpływom niepopularnej w Polsce arcyksiężnej Marji. Pozatem sprzeciwiał się Zamojski projektowanemu małżeństwu i z tego względu, że było ono przeciwne prawu kościelnemu, niezgodne z czystością polskich obyczajów i przywodziło na pamięć podobne, a nieszczęśliwe w skutkach, małżeństwo Zygmunta Augusta. …

Rozumie się, że Zamojszczycy byli projektowi małżeństwa z Konstancją absolutnie przeciwni. Zebrzydowski sprzeciwiał się temu projektowi dlatego, że uważał małżeństwo w tak bliskiem powinowactwie zawarte za nieszczęśliwe, a powtóre raziła go odpowiedź cesarza, odmawiająca Anny tyrolskiej a zalecająca Konstancję z Gracu. Toteż wojewoda nie chciał się nawet zgodzić na dyspenzę Papieża na to małżeństwo, mimo że był dobrym katolikiem i szanował powagę władzy kościelnej. Ostrzej jeszcze od Zebrzydowskiego wystąpił przeciw projektowi małżeństwa Żółkiewski. Ponowił on teraz swe poglądy, jakie wyraził poprzednio w wotum, dowodząc, że małżonki z domu rakuskiego często więcej szkody niż szczęścia przynoszą, dbając zawsze przedewszystkiem o korzyści i podniesienie swego rodu, choćby to było nawet ze szkodzą przybranej ojczyzny. …

Rada przeciągnęła się do późnej nocy. Ostatecznie zamknięto posiedzenie bez żadnego rezultatu, zakończono je, mimo że nie wszyscy jeszcze senatorowie zdanie swoje w tej mierze objawili. Między tymi był też i kanclerz Zamojski, który, dowiedziawszy się, że na radzie ma być rozpatrywana sprawa małżeństwa królewskiego, udał się tamże natychmiast. Widząc zaś, że posiedzenie jakby umyślnie przerwano, a mając zamiar jak najspieszniej opuścić Warszawę, postanowił prywatnie objawić swe zdanie w sprawie projektowanego małżeństwa. Kiedy więc skończyło się posiedzenie i król powstał, by w otoczeniu dworu udać się do swych komnat, przystąpił do niego Zamojski i wobec otaczająch senatorów oświadczył, że jest małżeństwu królewskiemu z Konstancją absolutnie przeciwny, poczem, pożegnawszy krótko króla, opuścił natychmiast salę senatu.

Wracając ze zamku do swej gospody, mimo że już była późna noc, wstąpił Zamojski do nuncjusza papieskiego Rangoniego. W rozmowie z nim zaznaczył, że choć wielce poważa papieża i przyjaźń czuje dla nuncjusza, jednak jest bezwzględnym przeciwnikiem projektowanego małżeństwa króla z Konstancją i będzie się mu starał ze wszystkich sił przeszkodzić. Wyraził przytem swe zapatrywanie, że do małżeństwa tego nie przyjdzie, gdyż nie wszyscy będą chcieli się na nie zgodzić, przedewszystkiem zaś nie zgodzi się na nie szlachta, obawiająca się ujemnych wpływów arcyksiężnej Marji na króla. Następnie oświadczył nuncjuszowi, że musi się z nim pożegnać, gdyż natychmiast z Warszawy wyjeżdża.

Istotnie też wyjechał kanclerz tejże jeszcze nocy z dnia na 6 marca wraz z Żółkiewskim z Warszawy, zdążając do Zamościa. Wyjazd kanclerza był poniekąd demonstracją, że nie uznaje on wcale obrad posejmowych, gdzie rej wodzić mogli ›dworscy‹, stanowiący przewagę w senacie. Dlatego to wyjechał Zamojski tak prędko, że nie miał nawet czasu [ha, ha] wycisnąć pieczęci kanclerskiej na nominacji podkanclerzego Pstrokońskiego. lnni senatorowie a przedewszystkiem stronnicy kanclerscy, idąc za przykładem wodza, poczęli również z Warszawy wyjeżdżać, uważając, że z wyjazdem kanclerza skończyły się też i posejmowe posiedzenia senatu. W Warszawie pozostała tylko garść Senatorów, przeważnie stronników króla.

Stanąwszy ostatecznie w domu, napisał Zamojski 14 marca list do papieża Klemensa VIII., w którym wypowiedział swe zdanie w sprawie projektowanego małżeństwa króla. W słowach dość stanowczych protestował tu kanclerz przeciw projektowanemu małżeństwu z Konstancją, zaznaczając, że nie on sam, ale cała prawie szlachta polska podobnego jest zdania. Nie był to wszakże protest bezpodstawny, owszem przytaczał Zamojski przyczyny, jakie skłaniają go do potępienia tego małżeństwa. W pierwszym rzędzie zaznaczył, że małżeństwo to sprzeciwia się prawu kościoła, powtóre sprzeciwia się też prawu i zwyczajom obserwowanym przez Polaków. Wprawdzie papież obiecywał usunąć kanoniczną przeszkodę, udzielając dyspenzy na ten nowy związek króla, ale też właśnie tę obietnicę dyspenzy papieskiej atakuje ostro Zamojski. Oświadcza on, że wcale tej kwestji nie rozumie, w jaki sposób papież może popierać małżeństwo w tak bliskiem powinowactwie zawierane. Nie robi jednak z tego powodu wprost wymówek papieżowi, składając winę tego raczej na inne osobistości, które papieża do podobnego kroku namówiły. Pominąwszy nawet względy kościelne należy przecież zwrócić baczną uwagę na względy narodowe Polaków. …

Donosił nakoniec Zamojski papieżowi, że cała szlachta jest poruszoną i szemrze przeciw projektowanemu małżeństwu tak, że wprowadzenie w czyn planu mogłoby spowodować niebezpieczne zamieszki. Zaznaczył jednak przytem, że on wcale nie będzie wodzem ani sprawcą zamieszek, w starości swej bowiem raczej poświęca się rolnictwu, a ostatka życia wogółe radby użyć jak najlepiej w obronie Rzeczypospolitej i całego chrześcijaństwa.”

__

(Skoro była o nim [radzę porównać wpis polskiej wiki na jego temat z pozostałymi dwoma…] mowa to, jak pisał W. Sobieski: „Pstrokoński odznacza się wielką siłą woli i odwagą, czego da dowód pod Guzowem, kiedy sam zawróci napowrót do boju uciekające już pułki królewskie. W walce z różnowiercami nie znał pardonu a w swej dyecezyi przemyskiej zasłynął jako tępiciel ‚herezyi”.

Obok Pstrokońskiego na pierwszy plan śród regalistów wysuwa się Myszkowski, marszałek w. kor. Myszkowski znienawidzony jest przez Zamojszczyków, gdyż wbrew woli Zamojskiego król. dał mu marszałkowstwo w. koronne, pominąwszy Zamojszczyka Marka Sobieskiego. …

Właśnie przed samym sejmem [z 1606], który chcemy opisać między oboma wodzami regalistów, t. j. duchownym i świeckim, Pstrokońskim i Myszkowskim, wybuchło poważne nieporozumienie. Choć obaj byli sobie krewnymi, jednak różnili się co do paru punktów w programie. Pstrokoński chciał działać bardziej umiarkowanie, ostrożniej, radził królowi, aby się liczył z opinią i nie porzucił myśli kompromisu, czy to jak dawniej z Zamojskim, czy teraz z Żółkiewskim. Myszkowski natomiast miał coś z usposobienia późniejszego Wielopolskiego, nie chciał liczyć się z opinią, chciał iść na przebój.

Obaj różnili się co do poglądu na parlamentaryzm polskiego, Myszkowski na wzór zagranicy (Francyi, Włoch), chciał rządzić bez sejmu, wierzył w siłę oręża, Pstrokoński więcej zapatrzony na tradycyę rodzimą sądził, że właśnie wiele można zyskać, skłaniając zwolna sejm do ustępstw.”)

„Mimo wszystko przecież ostatecznie przed samym sejmem pokrzyżowały się plany kampanji sejmowej na niekorzyść ›dworskich‹. Znacznem niepowodzeniem tej partii było to, że marszałek Myszkowski, jej głowa, zaniemógł niespodzianie (‚na febrę’) i nie mógł się na razie udać na sejm do Warszawy, obok tego zaś Zebrzydowski, którego starano się uczynić nieszkodliwym przez nakaz pozostania w Krakowie ‚), udał się samowolnie na sejm do Warszawy, motywując swój krok tem, że właściwie nie grozi Rzeczypospolitej żadne niebezpieczeństwo od Węgier**, co właśnie podano w rozkazie królewskim za powód pozostania wojewody w Krakowie. Ostatnie więc chwile przedsejmowe byly dla stronnictwa królewskiego niepomyślne i nie można się było spodziewać, aby przyszlość lepiej się dla niego znaczyła.”

__

Ach ten „bojowy” Myszkowski… „od 1601 roku związał się z obozem regalistów; w 1603 roku dzięki protekcji biskupa kujawskiego, późniejszego prymasa, Jana Tarnowskiego oraz osobistemu wyborowi króla, otrzymał Myszkowski urząd marszałka wielkiego koronnego”.

Warto tu podczytać profesora Leitscha, który w końcu, oprócz „innej optyki”, miał też dużo więcej źródeł:

„W oczach Zamoyskiego, to musiał być szczyt bezczelności, iż M. przekształcił część swoich aktywów w Ordynację. Do tego czasu, sejm tylko rodzinom Radziwiłłów i Zamoyskich przyznał taki przywilej. Jak M. śmiał stanąć z Zamoyskim na jednej scenie? To musiało wywoływać podejrzenia i wreszcie niechęć Zamoyskiego. … Zamoyski był przeciwko mianowaniu M. marszałkiem wielkim koronnym. Nie jest wykluczone, że król jest powołał go z tego właśnie powodu, w celu wykazania niezależności. Ale niechęć Zamoyski zamieniła się w wrogość wobec M. krótko przed sejmem w roku 1605, kiedy Zamoyski próbował zmusić króla do porzucenia swoich planów małżeńskich. Zamoyski przybył do sejmu z całą armią aby zastraszyć króla i Myszkowskiego. Król był w trudnej sytuacji, ponieważ marszałek był nieobecny a na dodatek rozniosło się że M. symulował chorobę. Propaganda Zamoyskego rozpowszechniła radosną wieść, iż Myszkowski tak jest pełen lęku przed Zamoyskim, że przez dreszcze pozostał w domu. Ta radosna wiadomość stała się nieistotną [ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…], ponieważ sejm został zerwany 3 marca, bez podjęcia żadnych decyzji. Trzy miesiące później Zamoyski umiera, a M. stwierdza, że umarł z żalu [dobre sobie], bo to jego zwolennicy na sejmie porzucili go. We własnej propagandzie, M. użył tego argumentu na dowód swego wielkiego zwycięstwa.

Dla króla, usługi M. były na pewno przydatne dla stosunków zagranicznych. Jednym ze sposobów, aby pielęgnować te relacje była wspaniała opieka nad cudzoziemcami, którzy przyjeżdżali do Polski. Faktycznie, dla M. wizyta Karola księcia Nevers była bardzo specjalnym wydarzeniem, wszak książę był ciągle Gonzagą. … W marcu 1605 zaprosił M. dyplomatów Brandenburgii, a na początku lipca 1606 ambasadora Wenecji…”.

__

Myszkowski niewątpliwie miał ambicję zostania „drugim Zamoyskim” (na co zapewne liczył Berlin), ale król grał w te szachy znakomicie i marszałek nigdy wielkiego znaczenia nie uzyskał, a jego misja w Londynie pozostała największym „osiągnięciem” pińczowskiego Gonzagi – po wybuchu 1. wojny domowej, tj. rokoszu Zebrzydowskiego, marszałek Myszkowski uciekł z Polski bojąc się o własne życie i w latach 1607-9 przebywał za granicą, m. in. właśnie w Londynie.

image

Zamek w Pińczowie – niegdyś najwspanialsza siedziba możnowładcza w Małopolsce XV wieku – znajdował się na cyplu wysuniętej na południe skarpy, wznoszącej się nad lewobrzeżną część doliny Nidy i miastem.

**) „15 października 1604 roku w bitwie pod Álmosd pokonał wojska habsburskie i podporządkował swojej władzy Słowację. Po zdobyciu Koszyc otrzymał od sułtana tureckiego akceptację do objęcia tronu w Siedmiogrodzie. 21 lutego 1605 roku sejm siedmiogrodzki w Mediaş wybrał go księciem Siedmiogrodu i Węgier. Dążąc do zjednoczenia kraju Stefan Bocskay podjął się zabiegów o tytuł królewski. W tym celu prowadził dalsze negocjacje z Ahmedem I. W kwietniu 1605 roku otrzymał z rąk wielkiego wezyra Lala Mehmeda Paszy koronę i przyzwolenie od sułtana osmańskiego na używanie tytułu króla Węgier i na koronację.”

„Po śmierci Stefana Batorego kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski wysunął kandydaturę kardynała Andrzeja na króla Polski, jednak inicjatywa ta upadła, spotykając się z silnym sprzeciwem. W 1589 Batory uzyskał polski indygenat, obiecano mu również koadiutorię diecezji krakowskiej; ostatecznie jednak biskupem krakowskim został kardynał Jerzy Radziwiłł. 23 marca 1589 Andrzej Batory, po śmierci biskupa Kromera, objął diecezję warmińską. …

W 1599 roku stryjeczny brat Zygmunt Batory przekazał mu władzę w Siedmiogrodzie. Batory udał się tam, został jednak pokonany w trakcie walk o władzę w bitwie pod Sybinem przez hospodara wołoskiego Michała Walecznego. Podczas ucieczki do Mołdawii kardynał Batory zginął zamordowany przez chłopów szeklerskich.

W diecezji warmińskiej zastąpił go sekretarz królewski, Piotr Tylicki.”

Kto „stuknął” Zamoyskiego?

Ordynacja Zamojska była drugą ordynacją po radziwiłłowskiej, wprawdzie powstałej 3 lata wcześniej, lecz zatwierdzonej w tym samym roku co zamojska. Ordynacja to niepodzielny majątek, dziedziczony przez najstarszego potomka z rodu. Powstawała poprzez wyłączenie określonego obszaru ziemskiego spod ogólnych przepisów prawa i nadanie mu specjalnego statutu zatwierdzanego przez sejm. Zgodnie ze statutem dzielenie majątku oraz dziedziczenie go przez kobiety było zakazane. Sejm nakładał na ordynację obowiązek utrzymywania w pogotowiu stałej (proporcjonalnie do majątku) siły zbrojnej, gotowej do obrony kraju. Było to kosztowne, lecz dysponowanie liczną armią przysparzało splendoru, a przy niewielkiej sprawności aparatu sądowego państwa zapewniało bezpieczeństwo. Każdy nowy ordynat obejmujący władzę w Ordynacji zaprzysięgał w kościele przestrzeganie jej statutu. Zmian w treści statutu, nawet kilkakrotnie, udało się dokonać jedynie ordynatowi założycielowi w latach: 1590, 1591, 1593, 1601 i 1604. Jan Zamoyski swoją karierę zaczynał mając 4 wsie odziedziczone po ojcu, kasztelanie chełmskim, Stanisławie Zamoyskim. Statutem ordynacji mógł objąć 2 miasta i 39 wsi. Pod koniec jego życia ordynacja obejmowała już 23 miasta i 816 wsi i nazywana była „państwem zamojskim”. Dobra własne i dzierżone starostwa zajmowały obszar 17 500 km² (niespełna 6% obecnej powierzchni Polski), rozrzucone były po całej Koronie oraz w Inflantach, tworząc większe skupiska na Podolu i wokół założonego przez hetmana Zamościa. Roczne dochody kanclerza szacowane były na 200 tys. ówczesnych złotych. Dla porównania, przeciętny dochód roczny ze średniej wielkości wsi wynosił wówczas ok. 200 złotych, zaś cały koszt zwycięskiej wyprawy połockiej Stefana Batorego z 56-tysięczną armią w 1579 kosztował skarb państwa ok. 330 tys. złotych. Centralnym ośrodkiem ordynacji był Zamość, prywatne miasto-twierdza z wyższą uczelnią zwaną Akademią Zamojską, drukarnią oraz sądem (trybunał). Dzięki majątkowi i urzędom ordynacja w znacznym stopniu była jednostką samodzielną administracyjnie i gospodarczo, tworząc swoiste państwo w państwie.”

A co do tych najpierwszych, to: „Ordynacje Radziwiłłów – ordynacje rodowe w Rzeczypospolitej Obojga Narodów z ośrodkami w Nieświeżu, Ołyce i Klecku, założone na podstawie układu grodzieńskiego z 16 sierpnia 1586 roku zawartego przez synów Mikołaja Radziwiłła Czarnego. Zatwierdzone przez Sejm w 1589 roku. Powstanie tych trzech majoratów dało początek trzem liniom radziwiłłowskim. Od Mikołaja Krzysztofa Sierotki [który w 1587 roku podpisał elekcję Maksymiliana III Habsburga…], najstarszego syna Mikołaja Czarnego, wywodziła się linia nieświeska; od Albrychta linia klecka, a od Stanisława linia ołycka.”

Kto napompował te dwie zgubne dla Rzplitej ordynacje? Tę Radziwiłłów niewątpliwie Habsburgowie, a tę Zamoyskiego Anglicy przy pomocy Brandenburgii, wszak to właśnie od tamtejszych elektorów Jan kanclerz Zamoyski zainkasował w samym tylko 1604 okrągłą sumkę 40 000 florenów… ale, ale warto dodać, iż na tej samej brandenburskiej liście, na zaszczytnym drugim miejscu, z sumą 25 000 fl. znalazł się wtedy nie kto inny jak Zygmunt Gonzaga Myszkowski margrabia na Mirowie herbu Jastrzębiec udostojniony (ur. ok. 1562 roku, zm. w 1615 roku w Bassano koło Trydentu), marszałek wielki koronny i… pierwszy ordynat pińczowski. Tak, tak – trzecia w historii, to właśnie Ordynacja Pińczowska Gonzagów Myszkowskich, później Wielopolskich – założona w 1601 przez Piotra i Zygmunta Gonzagów Myszkowskich, wszak margrabia był człowiekiem Habsburgów…

A co z tym „stuknięciem”? Ano, na owym pamiętnym sejmie 1605 doszło do wielkiej wojny obozu Zamoyskiego z obozem „rojalistów” reprezentowanym przez marszałka Myszkowskiego. Przy czym, doszło tam także do przedziwnej, publicznej denuncjacji brandenburskiej korupcji przez samego kanclerza Zamoyskiego! I w efekcie, niebawem po zamknięciu Sejmu, 3 czerwca Jan Zamoyski gwałtownie umiera, na drugi dzień po obfitej uczcie u siebie w Zamościu.

W książce Andrzeja Strzeleckiego pt. „Sejm z r. 1605”, wydanej przez PAU w 1921,  znajduje się taki oto opis owej słynnej „nieudanej próby korupcji”:

„Podczas gdy w izbie zajmowano się artykułami, inna znów deputacja sejmowa, złożona z senatorów i posłów, prowadziła pertraktacje z posłami brandenburskimi o lenno pruskie. …

Wiedzieli o tem dobrze Brandenburczycy, jakiemi wpływami cieszy się w Polsce kanclerz Zamojski. Ośmieleni tem [ha, ha], że na uczcie wydanej przez niego dla posłów zagranicznych okazał on im wiele względów życzliwości postanowili go przekupić, by tym sposobem uzyskać jaknajdogodniejsze warunki lenna dla elektora. W tym celu jeden z posłów brandenburskich, nie mogąc się dla zbyt wielkiego natłoku przedostać do kanclerza, wsunął pomiędzy jego księgi kartę, w której obiecywał imieniem elektora wielką sumę pieniędzy, gdyby kanclerz zechciał tylko popierać jego sprawę. Zamojski, przeglądając księgi, natrafił na ową kartkę, a chcąc zdemaskować „machinacje brandenburskie”, całą sprawę wytoczył w senacie, pokazując zarazem Januszowi Ostrogskiemu, kasztelanowi krakowskiemu, jako głowie świeckiej senatu, na świadectwie słów swych kartkę podsuniętą mu przez posła elektorskiego.

Mimo wszelkich wysiłków posłów elektora Polacy nie chcieli łatwo ustąpić i targowali się z nimi o warunki. Kiedy bowiem Brandenburczycy, widząc niedaleki koniec sejmu, poczęli ustępować, zgadzając się już na to, by z Prus książęcych płacono rocznie 20000 dukatów kwarty, Polacy postąpili dalej, żądając trzydzieści a nawet czterdzieści tysięcy rocznie kwarty i tyleż poboru na wypadek, gdyby go w Koronie uchwalono. Ostatecznie spisano z polskiej strony warunki, których autorem był sam kanclerz Zamojski…”

Strzelecki mógł uwierzyć w tę ustawkę, bo wtedy nie wiedział tego co my, czyli że Zamoyski był człowiekiem nie tylko Londynu, ale i Berlina. Odrzucam możliwość „urwania się kanclerza z uwięzi” i zakładam, iż była to zwykła kombinacja operacyjna, aby uwiarygodnić Zamoyskiego, który w efekcie stanął na czele polskiej deputacji. Ostatecznie sejm został zerwany i skończył się na niczym:

„… Radziwiłł, widząc zarazem, że właściwie przeciwnicy uchylają się od dyskusji i odrzucają bezwzględnie postulaty różnowierców, krzyknął gwałtownie, że jeżeli tak dalej sprawy pójdą, to on, nie oglądając się na żadne względy, na nic zupełnie nie przystaje i na nic nie pozwoli.

To gwałtowne oświadczenie przeraziło regalistów, którzy nie mogli się tym razem spodziewać interwencji zagniewanego kanclerza Zamojskiego, godzącego zazwyczaj na Sejmach zwaśnione obozy. Obrażony bowiem na króla, siedział on teraz spokojnie i do niczego się nie mieszał, nie zabierając wcale głosu. Sytuacja była więc nader przykrą, należało bowiem wobec tak jawnego oporu różnowierców zacząć z nimi pertraktacje. Rolę pośrednika przyjął na siebie popularny ze swych zwycięstw inflanckich Jan Karol Chodkiewicz, starosta żmudzki i hetman litewski, który dopiero co przybył na konkluzję sejmową do Warszawy i złożył uroczyście w sobotę, dnia 26. lutego, zdobyte sztandary szwedzkie przed królem. On to postanowił więc swą powagą wpłynąć na różnowierców, by konkluzji sejmowej nie udaremniali, wskazując, że rozejście się bezowocne sejmu byłoby w obecnych warunkach niegodziwością, gdyż pozbawiałoby Rzeczpospolitą środków obrony na wojnę inflancką. Mogąca stąd wyniknąć klęska Rzeczypospolitej byłaby niejako dziełem tych, co Sejm chcą rozerwać.

… Wołając, że przepisany czas na sejm już upłynął, polecili oni marszałkowi izby pożegnać króla. Zamojski, który jeden mógł zapobiegnąć katastrofie, siedział chmurny i wcale nie starał się wyperswadować posłom opozycyjnym, by się przecież do zgody nakłonili. … Sejm spełzł na niczem, a położenie było w istocie przykrem, gdyż na sejmie niczego nie postanowiono, a do dawnych niedomagań Rzeczypospolitej dołączyło się nowe: zupełny brak środków na dalszą wojnę z Karolem Sudermańskim.”

Zatem kanclerza wg mnie załatwił Wiedeń, a bezpośrednią tego przyczyną była (ostatnia w efekcie) przemowa senatorska Zamoyskiego w której gwałtownie sprzeciwił się planowanemu małżeństwu Zygmunta Wielkiego z Konstancją Habsburżanką.

___

A oto garść opinii nt. Zamoyskiego Waltera Leitscha – autora owych monumentalnych 4 tomów z 2010 – oczywiście trzeba owe opinie traktować z pewną ostrożnością, wszak prof. Leitsch był z Wiednia:

„Według W. Leitscha Zamoyski to „populistyczny, zakłamany demagog” (s. 117, 694-696,1215), którego „zachowanie przypomina taktykę członków sowieckiego politbiura” (s. 1373). To człowiek „pozbawiony skrupułów, żądny władzy — bezwzględny w doborze środków, które stosował, aby się wzbogacić nadmiernie na koszt innych” (s. 1382), a zwłaszcza króla, którego dochody z przyjaciółmi sobie przywłaszczył (s. 702). Zdaniem Autora „każdy środek był dlań dobry, aby królowi szkodzić” (s. 1184, 1736) i „uczynić mu życie nieznośnym”, „pozbyć się go z kraju”, „obrzydzając” mu panowanie i Polskę (s. 692- 696, 701-702, 801, 1215-1216, 1937). Zamoyski według W. Leitscha to ani mąż stanu, ani patriota (s. 693), to „królewski gwóźdź do trumny” (s. 712), który „wszystko podporządkował temu, aby zrujnować króla” (s. 1159), gdy „sądził, że Zygmunt powinien zniknąć, aby on — bohater bohaterów (Scipio Polonus!) imieniem Jan Zamoyski został jego następcą” (s. 701). Młodego króla Zamoyski mógł nauczyć jedynie „tyrad nienawiści”, demagogicznych trików rzucania się na sejmach na kolana albo wprost na ziemię i lania krokodylich łez (s. 702). Autor wprost przyznaje, iż nie odczuwa do Zamoyskiego „żadnej sympatii”, a jedynie fascynuje go „zamoyska” propaganda i autoreklama, dzięki której udało się kanclerzowi „oszukać” nie tylko mu współczesnych, lecz także cały szereg polskich historyków ostatnich dwustu lat (s. 1788, 1382). Propaganda kanclerza, której ulegli współcześni i potomni, w konsekwencji wypaczyła wizerunek Zygmunta III w historiografii (s. 694-695, 1095, 1382, 1995) – króla, który w przeciwieństwie do kanclerza był zbyt zajęty sprawami państwa, by dbać o własną propagandę.”

Jak Zamoyski dał Anglikom rozwinąć handel ze Stambułem

[Anglicy: Thomas Sackville (z prawej, począwszy od okna), Charles Howard, Charles Blount, Henry Howard i Robert Cecil. Delegacja hiszpańsko-flamandzka: Juan de Velasco (p. od okna), Juan de Tassis y Acuña, Alessandro Robido, Charles de LigneJean Richardot i Louis Verreycken. Obraz z 1604, obecnie w NMM w Greenwich.]

___

Do początku XVI wieku handel Anglii z Lewantem szedł dwiema arteriami: szlakiem lądowym poprzez Rzeczpospolitą, z głównym „składem celnym” w Antwerpii, oraz szlakiem śródziemnomorskim, gdzie pośrednikami były Wenecja i Genua. Anglicy mogli wtedy, i przy rzadkich okazjach to robili, bezpośrednio handlować z Imperium osmańskim, ale pod warunkiem, że płynęli pod banderą francuską...

A bezpośredni handel między Anglią i Turcją (= Imperium osmańskim) miał wielki potencjał ponieważ ich „potrzeby komercyjne” znakomicie się uzupełniały. Anglia była źródłem cyny, ołowiu i materiałów żelaznych – surowców niezbędnych do produkcji uzbrojenia (przede wszystkim dla częstych wojen Turcji z Persją), a także wełny, używanej do produkcji osmańskich mundurów. Przy czym, protestancka Anglia nie musiała przestrzegać papieskiego zakazu eksportu do Imperium osmańskiego tych i innych towarów o zastosowaniu wojskowym. Turcy z kolei kontrolowali główne szlaki handlowe dla indyjskich tekstyliów bawełnianych, indygo i przypraw, jak i perskich jedwabi i innych „towarów luksusowych”.

Sytuacja międzynarodowa także „domagała się” ustanowienia bezpośredniego handlu między Anglią i Turcją. Po wojnie 1508-10 ruch weneckich statków przez kanał La Manche powoli zamarł – ostatni wenecki statek zawinął do Anglii w 1587. Z kolei, w 1566 Genua straciła na rzecz Imperium osmańskiego kluczową wyspę Chios – w efekcie, na morzu Śródziemnym powstała swoista handlowa próżnia, którą szybko zapełnili Anglicy…

W dodatku, w latach 1570tych, holenderskie wojny o niepodległość doprowadziły do przerwania działania składu celnego Antwerpii, natomiast wojny Wenecji z Turcją w 1570-73 całkowicie przerwały handel Republiki z północną Europą. Z kolei, po aneksji w 1580 Portugalii i jej kolonii przez Filipa II, angielski import ze Wschodu i dostęp do rynków zbytu dla eksportu angielskiej wełny etc. uległy dalszemu ograniczeniu.

Anglicy zaczęli od utworzenia w 1581 Kompanii Tureckiej, przy czym królowa i osoby z nią związane wyłożyły na ten cel 40 000 £, czyli połowę kapitału założycielskiego. A nieco wcześniej, bo w 1578, sam sir Francis Walsingham napisał krótkie memorandum o potencjalnej korzyści zakładania działalności gospodarczej w Turcji pt. A Consideration of the Trade into Turkey, gdzie zaleca:

„to make choice of some apte man to be sent with her Majestes letters unto the Turke to procure an ample safe conducte, who is allwaies to remaine there at the charge ofthe merchantes, as Agent to impeache the indirect practises of the said Ambassadeurs.” 

Zgodnie z tą sugestią natychmiast w drogę przez Polskę wyruszył specjalny agent JKM, Harborne, William Harborne:

„Harborne was employed in 1578 by a group of English merchants to travel to Constantinople, via Poland, and obtain permission from the Sultan Murat III for English ships to trade in Ottoman ports. Previously only the French had enjoyed this privilege, which was granted to Harborne in 1580 following negotiations with Sadrazam Sokollu Mehmed Pasha, and correspondence between Queen Elizabeth I and the Sultan.

Harborne thus became English Ambassador, in the pay of the Levant Company, an association of traders created for this purpose, led by Edward Osborne and Richard Staper, who had accompanied Harborne on his visits. Harborne received diplomatic credentials from Queen Elizabeth on 20 November 1582. Sailing to Constantinople from London he arrived on 26 March 1583 bearing lavish gifts for the Sultan including an expensive clock.

Harborne played a key role in preventing the Ottoman Empire from supporting catholic Spain in the war with Protestant England that was taking place at the time. Harborne was able to persuade the Porte that Spain was a threat to peace for all of Europe. Although he was unable to obtain a military alliance with the Ottomans, the Spanish-Ottoman protocol was not renewed in 1587. …

Harborne also succeeded in obtaining from the Ottomans capitulations and other tariff reductions for English goods, and was charged with obtaining samples and information regarding dyestuffs and fabrics used in the production of cloth and clothing in Turkey at that time. The ambassador departed in August 1588 succeeded by Sir Edward Barton, by which time trade had begun to thrive and the post was one of the most powerful positions in the English foreign service.** ”

Rok 1603 był przełomowy – umierają Elżbieta I i niespodziewanie (?) w wieku 37 lat sułtan Mehmed III. Mało tego, rok później podpisano w Londynie pokój angielsko-hiszpański, a więc przed Anglią stanęły otworem wszystkie porty imperium Habsburgów. A zatem, w owym Stambule Anglicy mogli całkowicie skupić się na ich „twardych, kupieckich interesach”:

„James I (1603–25) renewed and confirmed the company’s charter in 1606, adding new privileges. However he engaged in a verbal anti-Turk crusade and neglected direct relations with the Turks. The government did not interfere with trade, which expanded. Especially profitable was the arms trade as the Porte modernized and re-equipped its forces. Of growing importance was textile exports. Between 1609 and 1619, the export of cloth to the Turks increased from 46% to 79% of total cloth exports. The business was highly lucrative. Piracy continued to be a threat. Despite the anti-Ottoman rhetoric of the king, commercial relations with the Turks expanded. The king’s finances were increasingly based on the revenues derived from this trade, and English diplomacy was complicated by this trade. For example, James refused to provide financial support to Poland for its war against the Turks.”

Ale w tych latach, ambasadorem w Stambule był już jawnie antypolski sir Thomas Glover:

„Glover was born to an English father and a Polish mother [Basmanowska?] and was born and raised in Constantinople, where Glover served as secretary to the English ambassadors Edward Barton and Sir Henry Lello before succeeding Lello as ambassador on December 23, 1606. Fluent in Turkish, Greek, Italian and Polish, he was a competent diplomat and respected in the court. He is known to have imprisoned the Catholic traveler and scholar Hugh Holland for speaking out against Elizabeth.”

Zatem od początku XVI wieku Anglia konsekwentnie pracowała nad dwiema (bezpośrednimi) arteriami handlowymi z Lewantem – takimi prekursorami dzisiejszych Nord & South Stream’ów. Nitka północna szła przez Polskę i pod koniec XVI wieku Anglicy zaczęli poważnie rozważać ominięcie pośredników w Antwerpii przez puszczenie jej części przez… Bałtyk i Gdańsk, a w samej Polsce uzyskania dla niej praktycznej eksterytorialności. Wsparcia logistycznego miały dostarczyć słynne bractwa szkockie w Rzplitej, a wielkim opiekunem tego przedsięwzięcia był nie kto inny jak Jan kanclerz Zamoyski. Na szczęście, Zygmunt Wielki te kwasi-kolonialne plany przejrzał, kanclerza odsunął (za co ten rozgoryczony groził, że „wyjedzie z Polski i osiądzie gdzieś w Anglii i Szkocji, by tam dopiero otrząsnąć się z długów, w jakie wpadł w czasie bezkrólewia”), a na Szkotów nasłał nadzorcę. Kanclerzowi, ciągle otoczonemu angielskimi agentami, a który Szkotów bronił jak niepodległości – zmarło się dość gwałtownie w 1605. Nic dziwnego, że zaraz mieliśmy pierwszą wojnę domową wywołaną przez zwolenników zmarłego. Kiedy w 1609 Zygmunt Wielki rokosz-durnia-Zebrzydowskiego zdławił na dobre Anglicy musieli zapomnieć o swej kolonialnej koncepcji, a w „bałtyckiej polityce” postawili zdecydowanie i definitywnie na Szwecję.

Okazuje się na dokładkę, że kanclerz Zamoyski brał także bardzo czynny udział przy „udrażnianiu” owej nitki południowej! Tym razem zakończony wielkim sukcesem… samych Anglików, ofkors. Trzeba nam tu wrócić do owego memorandum sir Walsinghama z 1578 – w którym był fragment nawołujący do wysłania specjalnego agenta JKM drogą lądową do Stambułu, tak aby Wenecjanie nie wyczuli pisma nosem:

repair thither is to be handled with great secrecy and his voyage to be performed rather by land than by sea, for that otherwise the Italians that are here will seek underhand that he may be disgraced at his repair thither.”

Przejazd agenta Harborne przez Polskę był z pewnością uzgadniany z kanclerzem, o czym zresztą świadczą następujące potem wypadki. A przebieg i pewne następstwa tej operacji szczegółowo opisała dr Anna Kalinowska:

„Harborne wyruszył z Anglii latem 1578 r. drogą lądową przez Rzeczpospolitą. Trasa ta miała być bezpieczniejsza i pozwalała na zachowanie dyskrecji, zachodziła bowiem obawa, że jeśli o misji dowiedzą się kupcy weneccy lub francuscy to będą próbowali ją utrudnić. Za wyborem trasy przemawiał także inny fakt — kilka miesięcy wcześniej, 9 kwietnia 1578, w Warszawie wystawiony został przez Stefana Batorego dokument zapewniający ochronę interesów kupców angielskich w Rzeczypospolitej. Harborne bez większych problemów, prawdopodobnie przez Hamburg, Lubekę, Gdańsk, Toruń i Sandomierz, dotarł do Lwowa, gdzie odwiedził swojego szwagra, który prowadził tam interesy, a także nawiązał kontakt z powracającym właśnie z Polski czauszem, w którego orszaku udało mu się bezpiecznie dotrzeć do Konstantynopola. …

Umocnienie pozycji poddanych Elżbiety wywołało oczywiście sprzeciw przedstawicieli Francji, którym do tej pory udawało się kontrolować działania Anglików. Ich naciski spowodowały, że sułtan odnowił uzyskane dotychczas przez francuskich kupców przywileje. Nie zdało się to jednak na wiele — Anglicy zdołali się już bowiem uniezależnić. Uwolnienie się spod francuskiej kurateli (która jednak stanowiła pewną gwarancję opieki ze strony francuskich dyplomatów) pociągało za sobą konieczność zapewnienia stałego wsparcia dla angielskich kupców działających na terenie Imperium Osmańskiego. Oznaczało to, że Anglia powinna mieć w Konstantynopolu własnego stałego przedstawiciela.

W Londynie nacisk w tej sprawie starali się wywierać członkowie nowo założonej Turkey Company (powołanej do życia patentem Elzbiety I z 11 września 1581). Ostateczna decyzja opóźniała się jednak. Królowa podpisała oficjalną nominację dla swojego ambasadora dopiero późną jesienią 1582 r. Po raz kolejny zdecydowano się na skorzystanie z doświadczenia Harborne’a, który kilka miesięcy wcześniej powrócił do kraju. W połowie stycznia 1583 r. wyruszył on w drogę powrotną do Konstantynopola. Dotarł tam pod koniec marca, a oficjalna audiencja na dworze sułtana miała miejsce 23 kwietnia. Sprawował swoją misję do sierpnia 1588 r., kiedy to wyruszył do Anglii, ponownie drogą lądową przez Polskę. Zastąpił go jego dotychczasowy sekretarz Edward Barton, który pełnił obowiązki przedstawiciela angielskiego w Konstantynopolu aż do swojej śmierci w grudniu 1597 r.

Harborne w swojej działalności dyplomaty koncentrował się na kwestiach ekonomicznych (co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę cele jego pierwszego pobytu w Turcji), a jego głównym zadaniem było stanie na straży interesów angielskich kupców.”

Tutaj warto zaznaczyć, że Osborne – pierwszy gubernator nowej Kompani Tureckiej – wraz z kilkoma kluczowymi udziałowcami byli także związani z Kompanią… Moskiewską. Mało tego – pamiętacie angielskiego super szpiega, Johna Peytona? – jego kuzyn ożenił się z córką owego Osborne’a… A wracając do angielskich ambasadorów, to ludzie Zamoyskiego w Stambule byli im całkowicie oddani:

„William Harborne, a następnie Edward Barton bardzo żywo interesowali się̨ pogarszającymi się stosunkami polsko-tureckimi, a sprawa opóźniającego się̨ polskiego poselstwa kilkakrotnie pojawiała się̨ w ich korespondencji. W czerwcu 1588 r. Harborne informował o zawarciu porozumienia pomiędzy Zygmuntem III a arcyksięciem Maksymilianem, do którego mieli przyczynić się papież oraz królowie Hiszpanii i Danii. …

Hospodar mołdawski Piotr Schiopul już od pewnego czasu starał się doprowadzić do załagodzenia napięcia pomiędzy Portą a Rzecząpospolitą, m.in. zgodnie życzeniem Zamoyskiego pośredniczył w korespondencji pomiędzy nim a urzędnikami sułtańskimi. Co warte podkreślenia, utrzymywał on równie  niezwykle przyjazne stosunki z Bartonem, m.in. przekazywał mu najświeższe informacje, w tym odpisy korespondencji pomiędzy królem Polski i Muratem III. Mocno zaangażowany w próby zapobieżenia wojnie polsko-tureckiej był również doradca hospodara, zitalianizowany albański zakonnik Bartolomeo Brutti. Wiele wskazuje więc na to, że to właśnie oni mogli zasugerowac Bartonowi zainteresowanie się polskimi problemami. Nie można wykluczyć [dobre sobie…], że działo się to za wiedzą Zamoyskiego, kanclerz bowiem otrzymywał regularne informacje o wszelkich działaniach podejmowanych w Konstantynopolu w celu zapobieżenia wojnie.

Nie ulega wątpliwości, że Anglicy dostrzegali równie wyjątkową rolę, jaką odgrywał w Polsce Zamoyski, a jego antyhabsburskie nastawienie powodowało, i stawał się on dla nich cennym partnerem. W korespondencji angielskich dyplomatów pojawiają się niezwykle pochlebne opinie na jego temat, wskazujące na zbieżność jego poglądów z prowadzoną przez Anglię polityką. Zamoyski jeszcze w 1588 r. korzystając z możliwości, jaką dawała wizyta Harborne’a w Polsce, skierował do Elżbiety niezwykle przyjazny list, o którym zapewne w Londynie pamiętano.”

Owe spotkanie Zamoyskiego z Harbornem i jego list do Elżbiety I (a wszystko to za plecami polskiego króla…) nie wymagają komentarza:

„Zamoyski do królowej angielskiej Elżbiety Zamość, 7 X 1588.

Ofiarowuje swe służby i proponuje nawiązanie ściślejszych węzłów między Polską a Anglią. State Papers Office Londyn 881

1) Oryg. z własnoręcznym podpisem, śladem pieczątki papierowej i adresem na odwrocie: Sacrae ac Sermae Mti Regiae, Dominae, dominae Elisabetti, Dei gratia, Angliae, Franciae, Hiberniae etc. reginae, fidei defensor! etc., dominae clementissimae. Obok streszczenie listu w języku angielskim przez kancelarię angielską. 2) Bodleiana, Oxford, rękopis: Tanner, kopia. 3) British Museum w Londynie, rękopis: Cotton „Titus” B VI

– Zamoyski do Williama Harborne

Zamość, 16 X 1588. Chętnie go powita w Zamościu. Oxford, Bodleiana, lanner, Oryginał. Adresatem był William Harborne, który w tym czasie wracał z Konstantynopola.”

Skandaliczny list do Elżbiety pozostał oczywiście bez odpowiedzi, bo przecież Zamoyski był jedynie pożytecznym idiotą w tej wielkiej grze. Przy czym wachlarz usług kanclerza był jeszcze szerszy – ciekawe jakie z nich czerpał profity (bo te berlińskie były bardzo pokaźne):

„Nie można również nie doceniać znaczenia kontaktów, które Barton, a jeszcze wcześniej jego poprzednik i przełożony Harborne, utrzymywali z kanclerzem Zamoyskim. Nie ulega wątpliwości,  że zarówno dyplomaci angielscy działający nad Bosforem, jak i ich zleceniodawcy w Londynie dostrzegali szczególną rolę, jaką odgrywał on w Rzeczypospolitej i to nie tylko w sprawach wewnętrznych, ale także w polityce zagranicznej. Konsekwentna antyhabsburska postawa kanclerza dodatkowo pogłębiała zainteresowanie jego osobą. Zarówno Harborne, jak i Barton utrzymywali kontakt z Zamoyskim i kilkakrotnie korzystali z jego pomocy — pierwszy podczas podróży przez Rzeczpospolitą, drugi w celu zabezpieczenia swoich interesów finansowych. Osobną kwestię stanowiła możliwość wykorzystania działań na rzecz zachowania pokoju pomiędzy Rzecząpospolitą a Turcją na arenie międzynarodowej, szczególnie w propagandowym starciu z Filipem II i jego dyplomatami. …

Wydarzenia te [z lat 1597/8] nie doprowadziły do całkowitego zerwania kontaktów polsko-angielskich, ale ostatecznie potwierdziły następujące od pewnego czasu pogorszenie stosunków pomiędzy oboma krajami.

Pogorszenie to miało swoje przełożenie na kontakty polsko-angielskie nad Bosforem, co kazało przypuszczać,  że współpraca dyplomatów polskich i angielskich w Konstantynopolu nie będzie kontynuowana. Pierwszym sygnałem obaw Bartona co do dalszego rozwoju stosunków polsko-angielskich był jego list do Zamoyskiego, w którym przypominał mu o dotychczasowej przyjaźni łączącej oba państwa i ostrzegał, że zbliżenie polsko-hiszpańskie może zostać odebrane zarówno przez Londyn, jak i Konstantynopol jako przejaw wrogości. Oczywiście Barton musiał zdawać sobie sprawę z faktu, że Zamoyski nie należał do gorących zwolenników ligi antytureckiej, ale wiedział też, że głównym zadaniem kanclerza i hetmana jest zapewnienie bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Jego list miał więc na celu zapewne nie tyle przekonanie kanclerza do zmiany stanowiska, ile raczej zasugerowanie,  że jeśli plany przystąpienia Rzeczypospolitej do ligi nie zostaną zrealizowane, może ona nadal spodziewać się w Konstantynopolu wsparcia dyplomatycznego ze strony Anglii.

Jednak w instrukcji dla posła wielkiego Stanisława Golskiego, który wyruszył do Konstantynopola w 1597 r., a którego przyjazd w poprzednim roku zapowiadał Piotr Ostrowski, znalazło się zastrzeżenie, by nie ujawniał on treści swoich rozmów w Porcie, szczególnie zaś by informacje te nie dotarły do ambasadorów weneckiego i angielskiego. Barton rzeczywiście pisał do Londynu,  że mimo starań nie był w stanie dowiedzieć się, czy poza zawarciem nowego porozumienia pokojowego i uzyskaniem potwierdzenia nadania Mołdawii dla Jeremiego Mohyły Golski poruszał również  inne kwestie. Mimo to w jednym z ostatnich listów Bartona znaleźć można informację, że to właśnie on pośredniczył w przekazaniu polskich postulatów stronie tureckiej. Kilka tygodni później, w połowie grudnia 1597 r., ambasador angielski zmarł.

Następca Bartona, Henry Lello, nie angażował się już w takim stopniu w sprawy dotyczące stosunków Turcji z Rzecząpospolitą, a kolejny przedstawiciel angielski nad Bosforem, sir Thomas Glover, miał prowadzić na sułtańskim dworze otwarcie antypolską politykę. ”

___

Jako podsumowanie – taka oto informacja: „English trading activity accounted for 40% of Ottoman exports in 1634 and 39% in 1686″.

___

**) Trzeba tu pamiętać o zagładzie Wielkiej Armady w 1588 i dużo większej potem swobodzie w polityce angielskiej. A w „1599, the fourth year of Mehmed III’s reign, Queen Elizabeth I sent a convoy of gifts to the Ottoman court. These gifts were originally intended for the sultan’s predecessor, Murad III, who had died before they had arrived. Included in these gifts was a large jewel-studded clockwork organ that was assembled on the slope of the Royal Private Garden by a team of engineers including Thomas Dallam. The organ took many weeks to complete and featured dancing sculptures such as a flock of blackbirds that sung and shook their wings at the end of the music. The musical clock organ was destroyed by the succeeding Sultan Ahmed I. Also among the English gifts was a ceremonial coach, accompanied by a letter from the Queen to Mehmed’s mother, Safiye Sultan. These gifts were intended to cement relations between the two countries, building on the trade agreement signed in 1581 that gave English merchants priority in the Ottoman region. Under the looming threat of Spanish military presence, England was eager to secure an alliance with the Ottomans, the two nations together having the capability to divide the power. Elizabeth’s gifts arrived in a large 27-gun merchantman ship that Mehmed personally inspected, a clear display of English maritime strength that would prompt him to build up his fleet over the following years of his reign.”

image

Prezent od Elżbiety I dla matki sułtana Mehmeda III, za pośrednictwem jej żydowskiej kiry, słynnej Esperanzy

___

Ciekawostka: Thomas Sackville was the son of Richard Sackville, a cousin to Anne Boleyn; Charles Howard was also the cousin of Anne Boleyn (Anne’s mother was half-sister to Charles’ father)

Jak Anglicy Polskę rozbierali

Tak jak pisałem poprzednio, w połowie lat dwudziestych XVII wieku Anglicy wzięli się na dobre za planowanie rozbioru Polski przy współudziale Szwecji, Prus, Rosji i Imperium osmańskiego. Przy czym, samym Anglikom potrzeba było „niewiele” – tylko wąskiego korytarza „eksterytorialnego” pomiędzy Gdańskiem i Stambułem…

Tajne przygotowania szły pełną parą, wystarczy się przyjrzeć akuratnemu rozlokowaniu przesławnych szkockich bractw (brotherhoods), na linii: Gdańsk-Toruń-Warszawa-Kazimierz-Lublin-Lwów–Jazłowiec–Kamieniec. Celem najważniejszym było oczywiście maksymalne skrócenie czasu podróży i komunikacji pomiędzy Londynem a Stambułem. Wszak podróż morska na tym połączeniu (przez Morze Śródziemne) trwała aż trzy miesiące i w dodatku łatwo było ją zakłócić, np. Hiszpanom w Gibraltarze (co właśnie wtedy uczynili…). Imperium przejęło Gibraltar dopiero w 1704, więc przedtem pozostawała tylko wprawdzie szybsza, bo w 7 tygodni, ale bardzo „niezręczna”, podróż lądowa – przez Wiedeń i Bawarię… „Polska droga” oferowała, przy sprzyjających warunkach na morskim odcinku Londyn-Gdańsk, fantastyczny zupełnie czas przeprawy, jedynie około miesiąca!

Do rozbioru Polski wtedy wprawdzie jeszcze nie doszło, ale „szkocki szlak” był wykorzystywany nie tylko w celach handlowych, ale także do ultra-tajnej i ultra-szybkiej korespondencji, przede wszystkim pomiędzy Londynem a Stambułem.  W którym to Stambule gruszek nie zasypiano i prowadzono działania, które jak znalazł przydały się przy innej nieco okazji.

Wszak jednym z koników ambasadora Roe’ego była protestantyzacja prawosławia,  m.in. w odpowiedzi na wielką ofensywę (francuskich) jezuitów na Bliskim Wschodzie. Jego najważniejszym agentem w Stambule był patriarcha Konstantynopola, w latach 1612-38, Cyryl Lukaris:

„Wysłany został do Polski przez patriarchę Meletiosa Pigasa, aby nie dopuścić do zawarcia unii brzeskiej. W Polsce kontaktował się z rektorem Akademii Wileńskiej i zapoznał się z nauką ewangelicką. Gdy został patriarchą Aleksandrii pisał w liście do papieża Pawła V, że chce z nim pozostawać w jedności, jednocześnie jednak nawiązał kontakty z Kościołem anglikańskim. Później jako patriarcha Konstantynopola nawiązał kontakt z holenderskimi kalwinami** i popadł w konflikt z kościołem katolickim. Wysłał wielu młodych greckich teologów na uniwersytety do Szwajcarii, Anglii i Holandii. Jako patriarcha Konstantynopola kilkakrotnie był deponowany i przywracany na urząd. Cyryla wspierał król angielski Jakub I, więc w dowód wdzięczności w 1624 roku podarował mu Kodeks Aleksandryjski.

Nie był to byle podarek: „Codex Alexandrinus jest jednym z czterech wielkich kodeksów biblijnych, wraz z Kodeksem Synajskim i Watykańskim jest jednym z najwcześniejszych i najbardziej kompletnych rękopisów greckiej Biblii. Po przywiezieniu do Anglii uzyskał opinię najlepszego rękopisu biblijnego przechowywanego na Wyspach Brytyjskich i cieszył się nią aż do chwili nabycia przez Bibliotekę Brytyjską Kodeksu Synajskiego. Przechowywany jest w Dziale Manuskryptów British Library w Londynie (wraz z Kodeksem Synajskim)”.

(„Nabycia”… no, ale o tym jednak innym razem.)

A teraz najważniejsze dla nas: „Sułtan Murad IV oskarżył go [tj. Lukarisa] o buntowanie kozaków i skazał go na śmierć. Wyrok został wykonany dnia 27 czerwca 1638 roku przez janczarów na pokładzie statku w Bosforze.”

Urwał się patriarcha ze smyczy, więc skończył marnie, ale trudno chyba o lepszą wskazówkę, kto naprawdę stał za kozackimi „ruchawkami”. Feliks Koneczny zatrzymał się wpół drogi, nie dostrzegając Imperium za plecami Greków, ale i tak chwała mu za przypomnienie roli Fanariotów:

„Zamieszkiwali głównie w konstantynopolitańskiej dzielnicy Fanarion. Trudnili się handlem dalekosiężnym (a przy tym często i szpiegostwem), dochodząc w XVII wieku do wielkiego znaczenia gospodarczego i politycznego. Znali po kilka europejskich języków, byli więc zwykle tłumaczami w służbach sułtanów, gdzie mogli wykazać swoje kwalifikacje i lojalność. Jako chrześcijanie często pełnili funkcje ambasadorów Porty Osmańskiej przy dworach europejskich oraz dragomanów lub podejmowali się specjalnych misji dyplomatycznych. Zajmowali też wysokie stanowiska w patriarchacie Konstantynopola, niejednokrotnie wpływając na wybór nowego patriarchy.”

Angielska wiki dopowiada: „The roots of Greek ascendancy can be traced to the need of the Ottomans for skilled and educated negotiators as the power of their empire declined and they were compelled to rely on treaties more than the force of arms. From the 17th century onwards the Ottomans began facing problems in the conduct of their foreign relations, and were having difficulties in dictating terms to their neighbours; the Porte was faced for the first time with the need of participating in diplomatic negotiations.

Given the Ottoman tradition of generally ignoring Western European languages and cultures, officials found themselves unable to handle such affairs. The Porte subsequently assigned those tasks to the Greeks who had a long mercantile and educational tradition and could provide the necessary skills. As a result, the so−called Phanariotes, Greek and Hellenized families mostly native to Constantinople, came to occupy high posts of secretaries and interpreters to Ottoman officials and officers.

Takie oto są korzenie „sukcesu” atamana Chmielnickiego, ale Imperium poszło jeszcze dalej, kiedy to u steru stanął Cromwell – a człowiekiem, który „symbolicznie” pośredniczył w tej „rewolucyjnej transformacji” był gubernator Penington, Isaac Penington – pionier purytanizmu (za to jego słynni syn i synowa tworzyli purytańską ekstremę – kwakrów…).

A w kluczowym okresie, angielskim ambasadorem w Konstantynopolu był niejaki Tomasz Bendish, którego to syn został zięciem córki Cromwella…

z kolei, więcej o bezpośrednim udziale owych osmańskich Greków w przygotowaniu krwawej rewolucji Chmielnickiego jest tutaj i tam.

__

**) https://bosonweb.wordpress.com/2017/12/06/jak-turcy-reformacje-wspierali/

____

PS. Warto też sobie przypomnieć gdzie leży Kamieniec Podolski, i fakt że utraciliśmy go dopiero w 1793… a także ten ważny, ale mniej teraz znany Jazłowiec – w okresie I Rzeczypospolitej osadę zamieszkiwali również Ormianie, a miasto było siedzibą drugiego obok Lwowa biskupstwa kościoła ormiańskiego.

PPS. „Od czerwca do 16 listopada 1920 roku było siedzibą Ukraińskiej Republiki Ludowej i rządu Petlury. W 1920 roku znalazło się na terenie radzieckiej Ukrainy, choć bolszewicy planowali oddać miasto Polsce. W 1939 roku, mimo że Kamieniec już od 146 lat formalnie nie należał do Państwa Polskiego, tutejsza społeczność polska nadal przedstawiała znaczną liczebność wśród mieszkańców i stanowiła około 20% ludności miasta.”

Potop szkocki, Zebrzydowski, Anglicy oraz rozbiór Polski

Tak, chodzi o potop szkocki, a do tego szwedzkiego dojdziemy na końcu. Mowa tu o szkockiej „inwazji” na Rzeczpospolitą, na przełomie XVI i XVII wieku. Mało się o tym pisze, zazwyczaj ograniczając się do zdawkowych uwag o pozytywnym charakterze. Sam Henryk Sienkiewicz się do tego także przyczynił wprowadzając na karty „Pana Wołodyjowskiego” tego jakże sympatycznego Szkota – Ketlinga.

Tę wielką szkocką imigrację często się uzasadnia prześladowaniami religijnymi, sugerując mniej lub bardziej wprost, iż większość owych Szkotów była (bardzo przyjaznymi nam) katolikami. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna – aby to właściwie ocenić, warto wpierw krótko sobie przypomnieć los Kościoła katolickiego w Szkocji w XVI wieku, i olbrzymią rolę Szkotów w utrwalaniu herezji protestanckiej:

  • w 1560 Kościół w Szkocji całkowicie zrywa z Rzymem i przyjmuje kalwinizm – odprawianie katolickich mszy staje się tam nielegalne, aż do 1793!
  • opór nie był zbyt silny – często się uznaje, że św. John Ogilvie, SJ, powieszony w 1615 za „prozelityzm”, był jedynym tam katolickim męczennikiem.
  • w 1764, „całkowita katolicka populacja wynosiła w Szkocji około 33 tysiące, czyli 2.6% całości. Z tego, 23 tysiące to byli górale (highlanders)…”

Do tego, warto przypomnieć, że pierwsze na świecie udokumentowane posiedzenie loży masońskiej miało miejsce w Edynburgu w lipcu 1599. A po unii personalnej z 24 marca 1603, kiedy to szkocki król Jakub VI został Jakubem I – królem Anglii, Szkocji i Irlandii – Szkoci stali się bardzo, ale to bardzo aktywnymi i wiernymi sługami Imperium. Trudno też uwierzyć w masową emigrację prześladowanych szkockich katolików akurat do Polski, kiedy dużo bliżej była choćby Francja. Najlepiej zresztą ocenić to po owocach…

Niejaki Neal Ascherson z University College London napisał w 2011:

„Współczesna Szkocja zaczyna doceniać nadzwyczajne zjawisko swej historii: osiedlanie się rodaków w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Można dziś odtworzyć zorganizowaną precyzyjnie sieć co najmniej dwunastu bractw szkockich z wybieraną radą starszych. Ich coroczne zjazdy w Toruniu są symbolem pierwszego ważnego przedsięwzięcia Szkotów w świecie. Wiele kwestii nadal jednak pozostaje nieznanych, na przykład liczba szkockich emigrantów w Polsce. Historycy, zajmujący się tym okresem, znają dobrze żywiołowe opowieści Williama Lithgowa, Lugless Willa, który przemierzał Europę i Bliski Wschód na początku XVII w. W roku 1616 wędrował przez Polskę i zanotował takie spostrzeżenia:

„Spotkałem wielu swoich rodaków – dzielnych, zamożnych kupców. Gdziekolwiek zaszedłem, okazywali mi wiele życzliwosci, a na odchodne polecali Bożej opiece”.

Mając na względzie tę pomyślność, Lithgow nazywa Polskę „matką i żywicielką młodzieńców szkockich posyłanych tam corocznie w wielkiej ilości”. Mówi nawet o „trzydziestu tysiącach rodzin szkockich, zaległych w trzewiach Rzeczypospolitej”… ”

___

No, właśnie – te „bractwa” – to była mafia tak potężna, iż nawet sam Zygmunt III Wielki nie dał rady nad nimi zapanować. W 1603 wydał edykt temu przeznaczony, a do jego egzekucji wyznaczył kapitana królewskiego szkockiego regimentu – Abrahama Younga. Niestety, jego realizacja natrafiła nie tylko na olbrzymi opór bractw, przede wszystkim krakowskiego, ale część szlachty też się do tego przyłączyła twierdząc, że to są (kolejne) absolutystyczne zapędy…

Przypatrzmy się zatem kilku najbardziej znanym Szkotom z tego okresu:

– William Lithgow (1582-1645) – wspomniany podróżnik i szpieg, jego dzienników nigdy nie przetłumaczono na polski

– William Bruce – szkocki agent Imperium, którego już opisałem

Jan Jonston – przyjaciel Komeniusza i wykładowca na akademii braci czeskich w Lesznie; po potopie szwedzkim „usunął się w cień”

– Maksym Krzywonos, czyli Cameron – szkocki agent i oprawca – prawa ręka Chmielnickiego

Patryk Gordon: „Karierę wojskową Gordon zaczął jako kawalerzysta w armii Arvida Wittenberga, która wkroczyła do Polski w lipcu 1655. Gordon wziął udział w bitwach pod Ujściem, Żarnowem i w oblężeniu Krakowa. W grudniu 1655 dostał się w Rymanowie do polskiej niewoli, z której go zwolniono na początku następnego roku, gdy zadeklarował zamiar wstąpienia do polskiego wojska. Przyjęto go, nadal jako podoficera, do pułku dragonów księcia Konstantego Lubomirskiego, podczaszego koronnego.

Jako polski kawalerzysta Gordon wziął udział w bitwie pod Warszawą w 1656, ale wpadł po bitwie w ręce Brandenburczyków, którzy przekazali go Szwedom. Gordon bez skrupułów powrócił do armii Karola Gustawa i wstąpił do szkockiej lejbgwardii gen. Douglasa. Wzięty w 1657 do niewoli przez gdańszczan, został przez Douglasa wymieniony, ale wkrótce wpadł w ręce Austriaków. Udało mu się uciec i przyłączyć się ponownie do oddziałów szwedzkich, gdzie rozpoczął służbę jako chorąży w pułku dragońskim w armii brata króla Karola Gustawa, księcia Adolfa Jana…

22 listopada 1658 Gordon został po potyczce pod Sztumem ponownie wzięty do niewoli przez Polaków i wstąpił znów do polskiej armii – do szwedzkiej już nie powrócił.

W czasie swych perypetii w różnych wojskach potopu szwedzkiego Gordon poznał chorążego koronnego Jana Sobieskiego, który mu udzielił poparcia, dzięki czemu Szkot dostał się jako kapitan do przybocznego pułku dragonii hetmana Jerzego Lubomirskiego, gdzie dokładnie poznał jego charakter i działalność, opisując go później (bardzo pochlebnie) w swych pamiętnikach. W oddziałach Lubomirskiego służyli krewni, Henryk Gordon, Patrick Gordon zwany Stalowa Ręka i inni, ale jak Patrick pisze w swym dzienniku z roku 1659, nie chciałem im się pokazać, by nie wiedzieli o mym położeniu i niedoli. W czasie wojny polsko-rosyjskiej Gordon walczył m.in. w bitwach pod Cudnowem i Słobodyszczami. Po zawarciu rozejmu opuścił polskie wojska i zamierzał się zaciągnąć do armii austriackiej, ale uległ namowom ambasadora rosyjskiego Leontiewa i wstąpił w 1661 w stopniu majora do armii carskiej, mimo że o Polsce miał pochlebną opinię (zapisek w dzienniku, 1659: od dawna uważam, że cudzoziemcy mają w Polsce przepiękne życie i że porządny człowiek szybko uzyskuje możliwości zrobienia kariery (oraz): wierzyłem, że moje wyznanie, znajomość języków, szczególnie łaciny, i godność szlachecka będą niemałą pomocą wśród narodu, gdzie wykształcenie, szlachectwo i prawość otwierają drogę ku wielkim zaszczytom i sukcesom.)”… jego obszerne dzienniki, nigdy nie zostały przetłumaczone na polski.

I teraz clou – po potopie szwedzkim, praktycznie cała ta szkocka inwazja gdzieś się rozpływa. Mała część (faktycznie katolicka) się asymiluje, ale większość („po wykonaniu zadania”) udaje się do Rosji lub do innych mało nam przyjaznych krajów. Postać Patryka Gordona jest tu bardzo symboliczna.

Oczywiście, po złamaniu polskiej potęgi, działania Imperium w Polsce nie ustają zupełnie, ale zazwyczaj przyjmują inny charakter. Np. w postaci krzewienia tzw. romantyzmu i promocji jego szkockiego pioniera, lorda Byrona, o którym już wcześniej pisałem

Jeśli ktoś się dziwił, iż tak mocno podkreślam „charakter wyznaniowy” ówczesnych Szkotów, to mam ekstra informację nt. owych słynnych (co najmniej dwunastu) bractw. Otóż przyjmowano do nich wszystkich, tylko NIE katolików – do szkockich bractw w Rzplitej – wystawiacie to sobie?!

Było to faktycznie wyjątkowe, bo inne tego typu bractwa w Europie wręcz chlubiły się neutralnością wobec tzw. konfesji. A tymczasem, ów kapitan Abraham Young był najprawdopodobniej katolikiem, tak jak jego brat Adrian, jezuita (znany także pod nazwiskami Jung i Jungius). Ich ojcem był Daniel Young, a matką Judyta Watzenrode – czyli nasz pan kapitan był (dalekim) krewnym samego Mikołaja Kopernika…

Oczywiście, te wspomniane „coroczne zjazdy w Toruniu”​ miały na celu osiągnięcie przez Szkotów podobnego statusu jaki mieli Żydzi z ich Sejmem Czterech Ziem.

W 1605 umiera Jan Zamoyski, kanclerz i wielki zwolennik Londynu, o którego „dziwnych” działaniach wielokrotnie wspominałem. Wielkim wielbicielem Zamoyskiego był pobożny Mikołaj Zebrzydowski – niestety, o marnych kwalifikacjach intelektualnych i słabym rozumie politycznym. Doprowadza on do fatalnego rokoszu w latach 1606-9:

Królowi zarzucano faworyzowanie jezuitów oraz cudzoziemców i przypisywano zamiar wprowadzenia władzy absolutnej. Z pewnością zaś wiadomo, że dążył on do ustanowienia dziedziczności tronu, pozbawienia szlachty większości przywilejów i pozostawienia izbie poselskiej jedynie głosu doradczego, a nie stanowiącego.

Spór zaostrzyło ultrakatolickie nastawienie władcy, niechętnie widziane przez różnowierców…”.

No, właśnie – m.in. nasza szlachta miała za złe królowi obsadzenie Younga jako królewskiego namiestnika Szkotów w Polsce – za odwołaniem Younga przemawiał w Sejmie tuż przed śmiercią sam Zamoyski! W efekcie, mandat Younga wygasł w 1607 i zakończył się tylko spisaniem szczegółowego (i bardzo ciekawego) raportu. Mimo wszystko, częściowo cel został przez to osiągnięty – struktury szkockich bractw zostały w sporym stopniu „rozpracowane”, a kontrola nad nimi się zwiększyła. Bardzo intrygująca jest w tym wszystkim rola agenta Londynu – Szkota Williama Bruce’a, który był przecież także „człowiekiem Zamoyskiego”. Symptomatyczne jest odwołanie Bruce’a z jego stanowiska w Elblągu właśnie w 1609, po „przegranym rokoszu”.

Następne lata w stosunkach polsko-angielskich to był stan „zamrożenia”, przeradzający się z wolna w (ukrywaną) wrogość Londynu, spowodowaną głównie polskimi zwycięstwami nad Moskalami. Ta wrogość stała się już całkowita w 1625, po wstąpieniu na tron Karola I, kiedy to w polityce „bałtyckiej” Londyn postawił całkowicie i wyłącznie na Szwecję.

Wtedy to ruszyły pełną parą prace nad planem rozbioru Polski – planem przygotowanym wcześniej przez Johna Merricka, wieloletniego ambasadora Anglii w Moskwie (1601-22), a twórczo rozwiniętym przez sir Thomasa Roe’go, w latach 1621-8 ambasadora Anglii w… jakżeby inaczej… Stambule.

c. d. n.

___

Polki jadą do UK nie tylko rodzić dzieci, ale i pisać ciekawe doktoraty nt. historii Polski; nie brakuje też rodaków piszących w Australii, takich jak np. dr P.P. Bajer. Ewidentnie Imperium bierze się na poważnie za pisanie naszej historii, już nie tylko tej „normańskiej”. W końcu, świetnie dali sobie radę z wielką Francją, to co tam taka Sarmacja…

A tymczasem u nas, profesorowie Nowak et al. apelują o nową politykę historyczną na serio.

___

PS. W polskiej wiki o tym prawie nic, więc polecam angielską listę ambasadorów Anglii w Moskwie, wraz z parą cytatów:

Sir Jerome Horsay „was apprenticed to the Russia Company in 1571, but the latter was prevented from trading in Russia for a period and his first experience was of trading with the Dutch. Initially he went to Russia in May 1573 on the resumption of trade and was an interpreter. On his way to Moscow he was given gold and jewels by the gentry and clergy of Kostroma for saving the town from the Tsar.

On arriving in Moscow he supposedly rescued Madelyn van Uxell from being sent to a brothel by the Tsar, an act which served him well later. The Russia Company asked Jerome to negotiate a new charter and to use his influence to get extra land for the English compound (which still stands on Varvarka Street in Zaryadye). Part of this land was set aside for his own house, where he entertained Russian noblemen and had personal servants.

He later boasted of saving a number of German prisoners taken when the colony was supposedly massacred. The merchants of Hamburg later gave him a damask tablecloth and napkins while those of Lübeck gave him a „great silver loving cup”. He also befriended the 1200 Scots (and a few English) prisoners that were in Moscow. He arranged for them to get paid employment in the Russian Army and got permission for them to build a church.

During his time in Moscow, Jerome seems to have carried out private trading on behalf of members of the English Court, such as Leicester and Walsingham, which was against the rules of the Russia Company. This later caused a dispute with the company, but eventually the problem was resolved by his giving up the property he owned in Moscow, and it was found that they owed him money rather than the other way around.”

„The spectacular growth of the city in the 16th century may be attributed to the establishment of trade connections with English and Dutch merchants (Muscovy Company) through the northern port of Archangel. Boris Godunov had the Ipatiev and Epiphany monasteries rebuilt in stone. The construction works were finished just in time for the city to witness some of the most dramatic events of the Time of Troubles.

Kostroma was twice ravaged by the Poles; it took a six-month siege to expel them from the Ipatiev monastery. The heroic peasant Ivan Susanin became a symbol of the city’s resistance to foreign invaders; several monuments to him may be seen in Kostroma. The future Tsar, Mikhail Romanov, also lived at the monastery. It was here that an embassy from Moscow offered him the Russian crown in 1612.”

___

Za to, lista ichnich ambasadorów w Turcji, jest i po polsku.

___

Doradca Jakuba VI. – William Shaw; szkutnik Zygmunta W. – Jakub Murray; i marszałek szwedzki – Robert Douglas.