Jedyny taki prymas

 Podoski Gabriel Jan h. Junosza (1719–1777), prymas Polski… Przeznaczeni do stanu duchownego P. i nieco młodszy Franciszek w r. 1732 rozpoczęli naukę w jezuickim kolegium w Braniewie (wg S. L. Gereta P. edukował się przez pewien czas też w Toruniu), a w maju 1739 zostali przyjęci do konwiktu pijarskiego Collegium Nazarenum w Rzymie. Studiowali tu filozofię, a potem teologię i prawo (uczęszczając na wykłady w Sapienzy). Mieli opinię zdolnych i pilnych uczniów, a ich pozycję w konwikcie umacniała fama o pokrewieństwie z «królem Brytanii» (ożenionym z Marią Klementyną Sobieską i przebywającym w Rzymie pretendentem Jakubem III Stuartem). Gdy w lipcu 1741 zakończyli studia, całe Collegium odprowadzało ich za miasto uroczystym orszakiem karoc. W kraju, otrzymawszy niższe święcenia i kanonie: Franciszek płocką, a Gabriel gnieźnieńską (instalowany 28 IV 1742), obaj w r. 1742 immatrykulowali się w Akad. Krak., w której P. uzyskał doktorat obojga praw. Franciszek zrezygnował z kariery duchownej, Gabriel zaś 28 VII 1743 przyjął święcenia kapłańskie. Opinia, jakoby w swym życiu odprawił tylko jedną mszę przy prymicjach (M. Malinowski), jest przesadna. Niekiedy (bardzo rzadko) wypadało P-emu celebrować i przywdziewać suknie duchowne, ale poza tym nosił się po francusku i prowadził całkowicie świecki tryb życia. Skierowany przez ojca, stronnika «familii» (a więc wówczas i dworu), do praktyki kancelaryjnej przy kanclerzu Michale Czartoryskim, sposobił się P. do kariery kościelno-urzędniczej.

Korpuletny i jowialny, obrotny i elokwentny, libertyn w zarówno obyczajowym, jak i intelektualnym tego słowa znaczeniu, wg powszechnej opinii współczesnych P. wyróżniał się bystrością umysłu i wykształceniem. Biegle władał wielu językami, był człowiekiem oczytanym, a zwłaszcza posiadł szeroką znajomość historii i praw Rzeczypospolitej. Równocześnie podkreślano lenistwo i sybarytyzm, w których pogrążał się po zrywach energicznej działalności. Lubując się w koniach i dobrej kuchni, a także w towarzystwie «bab i błaznów» (J. K. Heine), młody kanonik prowadził życie nad stan i brnął w długi. Nie nastarczały prebendy, które z czasem zgromadził, a dopiero w r. 1762 wziął w działach rodzinnych po śmierci ojca dobra szreńskie (ziemia zawkrzeńska w woj. płockim), o które zresztą procesował się z braćmi. Wśród chronicznego nieładu finansowego P. znalazł jednak podporę w związku ze starszą od siebie, zamożną kobietą, która również «kuchennymi drzwiami» ułatwiała mu wejście w środowisko saskie. Była nią wdowa po saskim liwerancie Oemichenowa (vel Oemchenowa, zwana przez Polaków «Emkinią»), która dostarczała frykasy na dwór królewski i do kuchni ministra H. Brühla, a sama prowadziła też traktiernię. Nie wiadomo dokładnie, od kiedy datuje się pożycie P-ego z Oemichenową, ale zgodność opowieści C. Rulhière’a z retrospektywną relacją Gereta (z 13 VIII 1771) pozwala mniemać, że nastąpiło to u początków dworskiej kariery P-ego. Będąc zrazu na utrzymaniu wdowy, a potem ją utrzymując, miał P. od młodości ustabilizowane życie domowe i poniekąd rodzinne. Do tego kręgu należała córka, a potem zięć Oemichenowej, małżeństwo Weyrauchów. To wrośnięcie P-ego w luterańską rodzinę i w ogóle w różnowierczo-cudzoziemskie środowisko Warszawy zapewne wpłynęło na jego stosunek do sprawy dysydenckiej. Był tolerantem z przekonania.

Na szerszą arenę wypłynął P. w konflikcie Augusta III i Brühla z Gdańskiem o «zulagę» (dodatkowe cło morskie). Nadano tej sprawie charakter rewindykacji praw korony, podczas gdy w istocie chodziło o wymuszenie dla króla ryczałtowego odszkodowania (i porękawicznego dla Brühla)… Miał też P. dobre stosunki z ambasadami: francuską i austriacką, oraz wywiadowczy «kanał» w ambasadzie rosyjskiej (poprzez saksończyka Paula, zatrudnionego w kancelarii H. Kayserlinga). Zabiegał o deklarację Francji i Austrii w obronie wolności elekcji, a w marcu 1764 bezskutecznie starał się o zezwolenie Ksawerego na wyjazd do Drezna, aby ułożyć tam plan działania. Niecierpliwił się z powodu bierności królewicza i z początkiem kwietnia na wieść o rzekomej rezygnacji Ksawerego na rzecz Jana Klemensa Branickiego, straszył ambasadora austriackiego Mercy d’Argenteau, że stronictwo saskie raczej poprze «familię» niż hetmana. Rychło jednak, wraz z Augustem Moszyńskim i swoim kuzynem Andrzejem Mokronowskim, przyczynił się do układu między stronnictwem saskim a hetmańskim (w zależności od szans elekcyjnych «przyjaciele» Ksawerego poprą kandydaturę Branickiego, lub «przyjaciele» hetmana poprą kandydaturę królewicza)… Z pieniędzy przywiezionych przez Bratkowskiego P. otrzymał 3 000 dukatów, aby «korumpować» posłów na sejm konwokacyjny. Po wymarszu oponentów (8 V) pozostał w sejmującej Warszawie. Pisał stamtąd do Mokronowskiego (9 VI): «Kochany kuzynie, co się to dzieje! Wolność i ojczyzna zginęła. Powymyślali jakieś komisyje na hetmanów, podskarbich, pieczętarzom przydano assesorów, marszałkom też, a tych wszystkich nominacyja od króla! Zważże jak despotyzm delikatnie wprowadzony».

Odtąd (początek listopada) był P. głównym organizatorem stronnictwa rosyjsko-saskiego. Dwór petersburski w gruncie rzeczy nigdy o zastąpieniu Poniatowskiego Sasem nie myślał, natomiast posługiwał się stronnictwem rosyjsko-saskim jako narzędziem dla obalenia pozycji Czartoryskich i wpędzenia Stanisława Augusta w zupełną od siebie zależność. Różne półsłówka Repnina i Panina pozwalały jednak P-emu łudzić się w sprawie detronizacji i werbować pod tym hasłem malkontentów na usługi Rosji. Jeśli tych ludzi oszukał, to zapewne sam był oszukany czy też łatwo dał się oszukać. Wg bardzo przenikliwej (może podpowiedzianej przez Hennina) charakterystyki, skreślonej przez Rulhière’a, P. «w sprawach, których pragnął, możliwość brał za pewność».

Po wejściu wojsk rosyjskich i zawiązaniu się konfederacji dysydenckich (20 III) starał się mitygować «fanatyzm» Sołtyka. Poza Wesslem nie udało się P-emu ściągnąć innych matadorów na umówione na 10 IV spotkanie z Repninem. «Cokolwiekem w Dukli powiadał, stanie się niechybnie – zapewniał Mniszcha w liście z 11 IV. – Przecie ta ojczyzna warta, aby ją ratować i samych siebie… Śliczny Panie, nie trać czasu i przyjeżdżaj jak najprędzej». Wreszcie zjechali na 8 V do Warszawy F. S. Potocki i Mniszech, aby przyłączyć się do ułożonego bez nich przez Repnina i P-ego planu konfederacji prowincjonalnych i generalnej. W połowie czerwca, otrzymawszy 1000 dukatów od Repnina, wyjechał P. do Radomia i przy jego zapewnieniach, że sprawa dysydencką zostanie załatwiona zgodnie z wolą konfederatów, 23 VI zawiązano konfederację generalną pod laską Radziwiłła. Ale ku desperacji radomian Repnin – wbrew zapewnieniom P-ego – do aktu związkowego wprowadził deklarację wierności królowi…

Zaraz po śmierci Władysława Łubieńskiego** (21 VI) Repnin wystąpił z niebywałym żądaniem prymasostwa dla P-ego. Kiedy król – który pragnął wysunąć na to stanowisko swego brata Michała – opierał się ambasadorowi, Repnin napisał 22 VI do Kazimierza Poniatowskiego list z pogróżkami zakończony słowami: «On sçait que nous ne faisons pas à demi». Zalecając tę kandydaturę Paninowi, Repnin określił P-ego jako swojego «sekretarza», którego wywyższenie pokaże Polakom, jak Rosja umie wynagradzać usługi (25 VI). Kiedy Stanisław August wyrażał wątpliwość, czy papież zatwierdzi takiego nominata, Repnin odparł, że wówczas uczyni to «zrzucający jarzmo rzymskie» synod narodowy. Panin też ostrzegał, że protest Rzymu «nie przeszkodzi nowemu prymasowi w sprawowaniu jego urzędu nawet wbrew papieżowi». W sukurs P-emu przyszedł Sołtyk, zalecając go nuncjuszowi jako «godnego prałata» i swego wielkiego przyjaciela (25 VI) oraz wyrabiając list rekomendacyjny kapituły krakowskiej (3 VII). Nuncjusz A. E. Visconti, zrazu wstrząśnięty kandydaturą «ohydnego księdza [l’odioso abate]», z czasem przyznał, że – wedle powszechnej opinii – P. «ma może więcej talentu, odwagi i znajomości światu niż ktokolwiek z polskich duchownych» (1 VII). Kapituła gnieźnieńska dokonała 11 VII kanonicznego wyboru P-ego i jego sprawę popierał w Rzymie polski poseł Tomasz Antici. Sam nominat w bardzo zręcznym liście do papieża tłumaczył ścigające go zarzuty emulacją i stronniczością, właściwą republikanom (19 VII). Dla Kurii Papieskiej był to bardzo ciężki dylemat, któremu poświęcono pięć posiedzeń «partykularnej» kongregacji (20, 24 i 27 VII oraz 7 i 29 VIII). Bardziej jeszcze niż skandaliczne obyczaje P-ego niepokoiły kurialnych kardynałów jego poglądy w sprawie dysydenckiej i «wolności sumienia» oraz uległość wobec Rosji. Kwestionowano proces informacyjny i zwlekano z decyzją. Kongregacja 7 VIII poszła za opinią referenta L. Antonellego i eksperta w sprawach polskich bpa J. H. Laskarysa, iż decyzję należy uzależnić od stanowiska, jakie P. zajmie na przyszłym sejmie. Papież napisał też do nominata, że z zatwierdzeniem wypada poczekać na uczynki potwierdzające jego obietnice (12 VIII). Zmieniono jednak zdanie 29 VIII, uznając, że dalsze zwlekanie czy odmowa będą bardziej niebezpieczne niż zgoda, do której namawiali teraz obaj nuncjusze (obok Viscontiego był już w Warszawie A. M. Durini). Bullę prekonizacyjną dla P-ego Klemens XIII wystawił 31 VIII 1767. Zdaniem Essena przyspieszyło ekspedycję wysłanie do Rzymu przez P-ego opłaty 9 500 dukatów (zamiast 4000). Nowy prymas zatrzymał posiadane dotąd beneficjum miechowskie i dostał po Łubieńskim nie tylko od dawna już łączone z prymasostwem komendatoryjne opactwo tynieckie, ale też opactwo paradyskie. Sołtyk podarował mu bardzo drogocenny pierścień. Po odprawieniu «zabawnych rekolekcji» (określenie S. Gereta) u Kapucynów, których klasztor stał się miejscem politycznych i towarzyskich spotkań, P. otrzymał 27 IX sakrę biskupią z rąk Sołtyka. Na uroczystości byli obecni przywódcy dysydentów z prawosławnym arcbpem białoruskim Grigorijem Konisskim i rosyjscy oficerowie. W Pałacu Saskim opowiadano, że Repnin jakoby «z całą powagą» mawiał do P-ego: «Trzeba żebyś został wkrótce kardynałem, a potem papieżem, choćby to miało kosztować imperatorową 2 miliony dukatów», z czego wyciągano wniosek, iż «zamierza się połączyć trzy religie [katolicką, prawosławną i protestancką] i utworzyć najpotężniejszy alians wszystkich krajów Północy» (Radzimiński, 16 IX).

Mimo zawodu radomian i ochłodzenia ich stosunków z Repninem, saska agentura w Warszawie nie traciła nadziei, że ambasador z prymasem prowadzą dalej machiawelską grę na zgubę Stanisława Augusta. Ksawery, który jeszcze w maju 1767 dał P-emu 2 000 dukatów jako zadatek wdzięczności za popieranie sprawy apanaży, w sierpniu ofiarował mu w Pałacu Saskim stosowne do nowej godności okazalsze apartamenty z kaplicą i wartą honorową saskich żołnierzy. P. nie kwapił się do odnawiania i meblowania pałacu prymasowskiego, tak iż Pałac Saski już do końca pozostał jego warszawską rezydencją. Obyczajowe wybryki prymasa i książęce fumy pani Oemichenowej ciążyły wprawdzie saskim famulusom (Heine, Radzimiński). Niepokoiły ich koneksje półświatka prymasowskiego z sidłającym też Repnina półświatkiem dworskim. Oemichenowa zaprzyjaźniła się z metresą Kazimierza Poniatowskiego panią Henriettą Lullier, Ksawery Branicki zalecał się do Weyrauchowej, a P. do siostry Branickiego i przyjaciółki króla – Elżbiety Sapieżyny. Repnin wciągnął P-ego do intymnych spotkań w gronie: król, ambasador, K. Poniatowski, Branicki, Sapieżyna i pani Lullier.

Ugięcie się Stanisława Augusta w sprawie nominacji P-ego na prymasa zostało ocenione przez Katarzynę II i Panina jako probierz «przyjaźni» króla i jego «powrotu do swoich prawdziwych interesów» (listy z 27 VI 1767). Para tak niechętnych sobie ludzi jak król i prymas miała pod kierunkiem Repnina przeprowadzić skonfederowaną Rzpltą przez ciężką operację przyjęcia dyktatu w sprawie dysydenckiej i opracowania konstytucji objętej rosyjską gwarancją. Na przełomie lipca i sierpnia P. spisywał «grawamina» konfederatów przeciw królowi i «familii» oraz brał udział w przygotowywaniu instrukcji dla konfederackiego poselstwa do Petersburga. Wciąż nie tracono nadziei, że to poselstwo uzyska detronizację Stanisława Augusta. P. przedłożył Repninowi memoriał (Reflexions…) o potrzebie przełożenia terminu zwołania sejmu, tak aby konfederacja miała czas okrzepnąć i jeszcze przed sejmem na podstawie «grawaminów» uzgodnić z Rosją «kodeks praw fundamantalnych», które wejdą w traktat gwarancyjny (aneks do relacji Essena z 22 VII). Repnin te propozycje odrzucił i nie było łatwo P-emu przekonać wszystkich swoich konfederackich partnerów, że «trzeba iść ślepo za Rosją, a będzie dobrze» (Heine, 15 VIII).

Im więcej było niejasności co do perspektyw politycznych, tym trudniej było P-emu nakłonić biskupów «zelantów» (Sołtyk, A. Krasiński, Wacław Sierakowski) do uległości w sprawie dysydenckiej. Wynegocjowana przez P-ego formuła ich akcesu do konfederacji (15 VIII) nie została przyjęta przez Repnina. Sołtyk poszedł na pewne ustępstwa, które przedstawił 6 IX Repninowi biorąc ze sobą P-ego «jako świadka i mediatora». Do porozumienia nie doszło i 8 IX Repnin posłał P-ego do Sołtyka z ostrzeżeniem, że w razie oporu grozi mu aresztowanie i wywiezienie na Sybir. Dalsza mediacja nie dała wyników i na konferencji biskupów 3 X P., «imieniem księcia Repnina», już nie nalegał na akces, «byleby w mówieniu ostrożność zachowali». O następnej konferencji biskupów (5 X, już w dniu otwarcia sejmu) Sołtyk bez wiedzy P-ego poinformował nuncjusza, który przybył z brewe papieskim bardzo dla prymasa kłopotliwym. Zarówno wobec biskupów, jak obradującej równocześnie Generalności konfederackiej P. stosował w tym dniu uniki, spotykając się z zarzutami «kointeligencji z dysydentami i zaprzedania się Moskwie» (Stanisław Lubomirski). Znany był nuncjaturze niezwykle namiętny list Sołtyka do P-ego z 5 X, w którym biskup krakowski przypominał mu, że w Rzymie uczynił go prymasem, i wzywał, iż nadeszła godzina, w której zadecyduje on o zbawieniu lub potępieniu swej duszy. Ostrzegał, że oburzony naród już nazywa P-ego «adiutantem księcia Repnina, drugim Karrem, Lucyperem», a jakiś fanatyk może go «zastrzelić jak psa» (włoskie tłumaczenie w Archivio Vaticano; omówienie w relacji P. L. Silvy z 29 X).

Kiedy prowadzona przez Sołtyka opozycja zatrzymała repninowską reżyserię sejmu, P. zbierał w Pałacu Saskim senatorów i posłów, aby wciąż powtarzać to samo zdanie: «Są tylko dwa sposoby utrzymania państwa: siła i roztropność [prudenza]. Polska nie ma siły przeciw tak potężnemu mocarstwu; trzeba więc słuchać głosu roztropności», która nakazuje przyjąć projekt wyłonienia pełnomocnej delegacji (Durini, 14 X). Ale Sołtyk był głuchy na ten głos. Wg relacji Aloego z 10 X P., «przybywszy wczoraj do ambasadora, żądał od niego administracji diecezji krakowskiej» i wzywał do aresztowania Sołtyka «dla przykładu i postrachu». Również w spisanych znacznie później pamiętnikach Stanisław August przypisał prymasowi inicjatywę w sprawie uwięzienia biskupa krakowskiego (z argumentem, że Sołtyk jest przecież dla Repnina większą przeszkodą niż aresztowany już 2 X Franciszek Kożuchowski). W rzeczywistości Repnin od dawna był upoważniony przez Panina do aresztowania w razie potrzeby Sołtyka i innych «fanatyków»; zapewne jednak w czasie podejmowania decyzji ambasador zasięgał rady swego «sekretarza». W każdym razie po aresztowaniach z nocy 13/14 X P. mówił swoim saskim przyjaciołom, że Bóg ukarał Sołtyka za niewierność Domowi Saskiemu i za to, że w sprawie dysydenckiej dał się użyć Czartoryskim. Opowiadał też o swoim przykrym śnie, w którym rosyjski grenadier zrywał mu krzyż z piersi, co Heine przypisywał rozmyślaniom o Sołtyku (Heine, 17 X i 7XI).

Po złamaniu opozycji sejm przelał swoje kompetencje na pełnomocną Delegację Traktatową pod przewodnictwem P-ego. Delegacja obradowała od 4 XI 1767 do 26 II 1768 na przemian u prymasa i Repnina. Decydujący o wszystkim ambasador traktował to zgromadzenie z kapralską brutalnością, nie oszczędzając afrontów i P-emu. Za przeprowadzenie w Delegacji sprawy dysydenckiej prymas otrzymał gorące i bardzo «filozoficzne» podziękowanie Katarzyny II (z 22 XII) oraz szubę sobolową wartości 10 000 rub. Jako oświecony prymas tolerant, będący «bardziej polskim patriotą niż sługą papieża», zyskał też P. pochwały w trzech propagandowych broszurach, zamówionych przez imperatorową u Woltera, a datowanych od jesieni 1767 do lata 1768 („Essai historique…”, „Sermon prêché à Bâle…” i „Discours aux confédérés…”). Wiadomo, że ostatnią z tych broszur, w której najwięcej miejsca prymasowi poświęcono, autor przesłał P-emu w sierpniu 1768; zapewne więc dziękując za tę przesyłkę, P. napisał niedatowany list «filozoficzny» do Woltera (T. Besterman błędnie datuje ten list na ok. styczeń 1768). Potem, w grudniu t. r. chciał jeszcze swoją osobą zainteresować «patriarchę» za pośrednictwem rezydującego teraz w Genewie Hennina…

Niemniej dzieło ustawodawcze «sejmu repninowskiego», które, poddając Polskę i jej konstytucję rosyjskiej gwarancji, nie przekreśliło – wbrew radomianom – reform ustrojowych z lat 1764–6, było nie tylko firmowane, ale i w pewnej mierze współtworzone przez P-ego. Z jego imieniem najbardziej jednak łączono niedoszłą reformę kościelną, znaną pod nazwą «zniesienia nuncjatury».

Sekret nie został dochowany i nuncjusz indagował «przewrotnego prymasa», który wykręcał się jak mógł. W Warszawie panowało jednak przekonanie, że projekt Synodu jest bardziej dziełem P-ego niż Rosjan. Fryderyk II nie gustował w tym projekcie, znajdując, że «rzymska bigoteria» jest dogodna jako czynnik osłabiający Polskę. Panin uznał, że proponowana reforma byłaby korzystna dla Rosji, ale jest jeszcze przedwczesna i należy na razie poprzestaćna przekazaniu jurysdykcji nuncjatury prymasowi. Po powrocie Igelströma (10 I 1768) projekt był ucierany na subdelegacji (ujawniło się wówczas autorstwo P-ego) i został zmodyfikowany: już nie Synod Narodowy, ale «sąd duchowny ostatniej instancji». Wciąż uważany za «schizmatycki», projekt został brutalnie przeforsowany przez Repnina na plenarnym posiedzeniu Delegacji 22 I, a potem – w jeszcze złagodzonej formie – przyjęty i «zanotowany» 24 i 25 I pod nazwą „Jurysdykcja duchowna narodowa”. Przeciwko «diabelskiemu projektowi [progetto diabolico]» nuncjusz zamawiał pisma polemiczne (m. in. memoriał przeciw «zniesieniu nuncjatury» napisał Stanisław Konarski) i 30 I złożył protest ogłaszający «za bezbożne, występne, nieważne i nic nie oznaczające» wszystko, co w poczynaniach Delegacji godzi w religię. Repnin uznał to za zapowiedź obłożenia klątwą tych, co odpowiednie uchwały zatwierdzą w sejmie, a Panin na tę ewentualność zalecił aresztowanie nuncjusza i «istreblenie papskoj vlasti» przez ustanowienie za pomocą P-ego niezależnej hierarchii w Polsce (reskrypt z 9/20 II). Aby nie narażać losu dysydenckiej sprawy, zdecydowano się jednak na ustępstwo. Na ostatniej sesji Delegacji 26 II Repnin oświadczył, że wolą imperatorowej jest, «aby projekt znoszący nuncjaturę był odrzucony», i rozdarłszy papier wręczył jego strzępy swoim głównym w styczniu oponentom. W szczegółowych konstytucjach „sejmu repninowskiego” P. przeprowadził jednak niektóre elementy swojego programu (np. zakaz wstępowania do zakonów męskich – z wyłączeniem pijarów i jezuitów – przed ukończeniem 24 lat) i uchylenie dla siebie prawa de incompatibilitate do dwóch jeszcze mających zawakować opactw. Uzyskał też dla swego miasteczka Szreńsk zatwierdzenie przywileju lokacyjnego i otwarcie tam sądu grodzkiego dla ziemi zawkrzeńskiej.

Po zakończeniu sejmu Repnin 8 III 1768 przyprowadził do króla prymasa oraz Radziwiłła, Wessla, F. S. Potockiego, woj. Józefa Ossolińskiego, Stanisława Brzostowskiego i Franciszka Wielopolskiego, prezentując ich «jako partykularnie przywiązanych do najjaśniejszej imperatorowej», co stanowiło dyrektywę dla posejmowej polityki (poszerzony front przedradomskich «patriotów»). P. miał tupet prosić Stanisława Augusta o prezentację do kapelusza kardynalskiego (list z 12 III). Nagrody otrzymał z innych stron. Katarzyna II wraz z bardzo wylewnym listem posłała mu Order Św. Andrzeja (28 III). Dziękował też Ksawery za pomyślne przeprowadzenie na sejmie sprawy apanaży (pensje dla królewiczów), w związku z czym przeznaczono dla P-ego biżuterię wartości 5 000 dukatów i serwis wartości 2 000 dukatów dla Repnina. Oburzyło to Essena, który «dla dobra służby» napisał 28 III do tajnej kancelarii Ksawerego, że «prymas na przeciw ambasadora jest chłopaczkiem [un petit garçon], w prowadzeniu spraw automatem», wykonującym wszystkie rozkazy Repnina, do czego się zobowiązał rewersem w zamian za prymasostwo. Tak wielki prezent dla prymasa to «wyrzucenie pieniędzy za okno» i urażenie mniej obdarowanego a wszechwładnego ambasadora. Repnin dostał więc klejnoty, a P. porcelanę.

Na wieść o konfederacji barskiej P. «rozradował się całym sercem» (Essen, 12 III 1768), bo znów zachwiał się tron Stanisława Augusta, ale radość zachował in petto. Na konferencji ministerialnej 11 III radził zająć pozycję wyczekującą i tylko zalecić «ostrożność wojskom koronnym». Ale przyciśnięty przez Repnina, spełnił jego wolę na radzie senatu 24 III, przedstawiając wniosek o wezwanie pomocy wojsk rosyjskich. Po niepowodzeniu pojednawczej misji Mokronowskiego do Baru P. – wg relacji Aloego – 14 V odmówił jednak przystąpienia do konfederacji przy królu, bowiem «jako kapłan obowiązany jest wpływać raczej na uspokojenie umysłów, a nie podburzać jeden naród przeciw drugiemu». Zwierzał się też Aloemu, że zamierza ze swej strony posłać nowego pośrednika do konfederatów, aby poznać ich żądania i przekazać je imperatorowej, «nawet gdyby odnosiły się do detronizacji króla» (Aloe, 15 V). Do tego nie doszło. P. brał dalej niezbyt zresztą wielkie pieniądze z ambasady (od Repnina w r. 1768 – 7000 dukatów, od Wołkońskiego w l. 1769–70 już tylko 5 703). Prymasowskie majątki były grabione przez konfederatów, tak iż P. poprosił o rosyjski garnizon w dobrach łowickich. Wypełniając zlecenia ambasadora, monitował coraz bardziej skłaniającego się ku konfederacji Radziwiłła, ale wciąż uchylał się od rekonfederacji przy królu. A kiedy ten zraził sobie Repnina odmową udziału w wojnie z Turcją i oddania Rosjanom Kamieńca, P. w zimie 1768–9 zaczął znów działać na rzecz detronizacji Stanisława Augusta. Z wiedzą Repnina napisał memoriał dla Panina oraz Reflexions sur l’état des affaires des Russes en Pologne (wyd. w książce W. Mejbauma), które posłał do Petersburga przez bywałego już tam jako agent dysydentów Bogusława Krasińskiego (z osiadłej na Litwie kalwińskiej linii tej rodziny).

W pismach tych prymas wywodził, że polityka stale dążącego do «despotyzmu» Poniatowskiego będzie zawsze dla Rosji szkodliwa, podczas gdy przywrócenie Rzpltej «dawnych praw» i wprowadzenie na tron elektora saskiego ugruntuje wpływy Rosji w Polsce i w Niemczech. Panin w kwietniu 1769 ujawnił tę intrygę królowi, z ostrzeżeniem, co mu grozi, jeśli nie będzie posłuszny Rosji. Były też domysły, że cała misja Krasińskiego została wyreżyserowana właśnie jako środek nacisku na Stanisława Augusta. Po rozgłoszeniu tej sprawy P. wypierał się autorstwa memoriałów i je dezawuował; niewątpliwie jednak dążył do wprowadzenia na tron Sasa i jako detronizator barwy sasko-rosyjskiej nawiązał tajne kontakty z konfederackimi detronizatorami barwy sasko-francuskiej (Wesslem). Między P-m a ośrodkami saskimi (zarówno elektorskim, jak królewiczowskim) i Cieszynem krążyli różni agenci (Jan Poniński, Aloe, kurlandczycy: O. H. Howen i K. H. Heyking). Z poczynaniami prymasa łączono duże nadzieje w Dreźnie, skąd w październiku 1769 dostał 4000 dukatów (zdaniem Essena znów zmarnowane pieniądze). Od kwietnia 1769 przekazywał też P. do Berlina detronizacyjne oferty, od których Fryderyk II kategorycznie się odcinał. Pozostający w otwartym już konflikcie z warszawskim dworem i utrzymujący sekretne kontakty z niektórymi kręgami konfederackimi, był «repninowski» prymas w szerokiej opinii krajowej postacią bardzo skompromitowaną.

Sprawami kościelnymi P. wcale się nie zajmował, ingresu na stolicę arcybiskupią nie odbył, w Gnieźnie nigdy się nie pokazał. Przekazawszy rządy archidiecezją dziekanowi Maciejowi Łubieńskiemu, dbał tylko o ciągnięcie dochodów z dóbr, którymi nieuczciwie administrował jego plenipotent Jacek Jezierski. Jedyną reformą prymasa było zarządzenie o przyjmowaniu do seminarium łowickiego tylko synów szlacheckich (bo «szlachty ubogiej w naszym kraju jest wiele»), co zostało złagodzone na skutek oporu broniącej plebejów kapituły (1769). Troska o promowanie przez edukację ubogiej szlachty znalazła jednak i wyraz pozytywny, bowiem wg jezuickiego panegiryku z r. 1768 („Geminatus In Gemina…”) P. własnym kosztem utrzymywał w szkołach 12 biednych synów szlacheckich ze szczególnym zaleceniem, aby uczyli się praw krajowych i obcych języków. Do bliskich ludzi P-ego należał kanonik gnieźnieński Jan Karski, a zwłaszcza sekularyzowany eks-prowincjał kapucynów Antoni Przedwojewski. Ten domownik P-ego nie tylko był towarzyszem słynnych biesiad, lecz również faktorował prymasowi w Rzymie, gdzie mu «wyrabiał dobre imię» (Geret, 2 VII 1768). Wśród skandali gorszących Warszawę szczególnie się upamiętniła procesja na święto Bożego Ciała w r. 1768, której przypatrywał się z okna ubrany po świecku P. w towarzystwie «Emkini» i innych «heretyczek». Stroniący od ceremonii kościelnych prymas brał udział w świętojańskich uroczystościach masońskich: w r. 1769 jako «znakomity członek» loży Cnotliwego Sarmaty w jej lokalu i w r. 1770 incognito w głośnym obchodzie publicznym, na który pożyczył srebra stołowe i żyrandole. W życiu towarzyskim otaczał się głównie warszawskimi Niemcami i cudzioziemcami (w tym rosyjskimi i rosyjsko-niemieckimi oficerami) i gdy od wiosny 1769 zabrakło w Warszawie francuskiego teatru, oni przeważnie stanowili publiczność «prymasowskiego teatru», działającego w l. 1769–71 w Ogrodzie Saskim (budynku «Malarni»)…

Następca od czerwca 1769 Repnina w Warszawie – M. Wołkoński miał zalecone utrzymać Poniatowskiego na tronie oraz doprowadzić do rekonfederacji i sejmu pacyfikacyjnego. W instrukcji dla Wołkońskiego (z 31 III/11 IV) określono P-ego jako człowieka «bez kredytu», ale którym można się posługiwać, stale mu przypominając, że wszystko Rosji zawdzięcza i może wszystko utracić, jeśli Rosja nie będzie go osłaniać przed jego nieprzyjaciółmi. Po nieudanej próbie dojścia do porozumienia z Czartoryskimi ambasador zamierzał powtórzyć radomski manewr. Kiedy Stanisław August i Czartoryscy zajęli wobec Rosji twarde stanowisko (rada senatu z 30 IX, od udziału w której P. się uchylił, aby się nie kompromitować ani w oczach «narodu», ani w oczach Rosji), w prymasie odżyły nadzieje na sasko-rosyjskie rozwiązanie sprawy polskiego tronu. Już z końcem 1769 r. Wołkoński, insynuowany przez «patriotów» z otoczenia P-ego (Ignacy Twardowski, Stanisław Gozdzki), zaczął się liczyć z koniecznością ogłoszenia wakansu tronu, a Panin tej ewentualności nie wykluczał. Dopiero jednak w październiku 1770 (zbiegło się to z ogłoszeniem przez konfederacką Generalność bezkrólewia) znów zdecydowano się – wobec braku poważniejszych partnerów – wysunąć prymasa na czoło rosyjskiej polityki w Polsce. Na bankiecie u P-ego 9 X zawiązała się «rada patriotyczna» w składzie: prymas, Adam Poniński (sekretarz «rady»), Gozdzki, Twardowski i Jerzy Flemming (ten był «wtyczką» Czartoryskich). Potem do tej piątki dołączyli: Władysław Gurowski, Andrzej Młodziejowski, Antoni Ostrowski i Kazimierz Raczyński.

Zadaniem «rady patriotycznej» było zawiązanie konfederacji, która przeprowadziłaby «pacyfikację» Rzpltej poprzez ugodę i połączenie z konfederacją barską pod mediacją Rosji i Prus. Wg P-ego i Ponińskiego koniecznym warunkiem było złożenie z tronu Stanisława Augusta, a prymas precyzował: i zastąpienie go elektorem Fryderykiem Augustem. Mediację chciał też P. rozszerzyć na Austrię i Francję. Rosja w sprawie tronu i «objaśnienia gwarancji» zajęła stanowisko niewyraźne, o dopuszczeniu Austrii i Francji do mediacji oczywiście mowy być nie mogło, Prusy wymawiały się od gwarantowania integralności terytorium Rzpltej. Na schyłku 1770 r. i początku 1771 r. toczyła się gra podobna do radomskiej, do której jednak nie dały się wciągnąć takie «republikanckie» tuzy, jak F. S. Potocki i Mniszech (temu ostatniemu proponowano stanowisko marszałka konfederacji, o co zazdrosny był P. forytujący Adama Ponińskiego). «Patrioci» na próżno domagali się od Rosji jakichś pisemnych zobowiązań, które mogliby przedstawić Generalności barskiej. Prymasowi nie udało się nikogo nakłonić, aby udał się z misją do Preszowa. Na list P-ego Michał Pac odpowiedział przez Wessla, że moskiewskim deklaracjom «nikt dowierzać nie może» i «na koniec lepiej w błocie siedzieć, niżeli w przepaść na zawsze wlecieć» (zapis S. Lubomirskiego z 13 III 1771). Wobec takiego braku konkretnych zobowiązań i takiej nieufności o «pacyfikacji» mowy być nie mogło. «Rada patriotyczna» nie spełniła też skutecznie roli politycznego szantażu mającego zastraszyć króla i rozerwać jego współdziałanie z Czartoryskimi. W Petersburgu zdecydowano więc (przy udziale bawiącego tam z misją od króla Ksawerego Branickiego) zastąpić Saldernem nieudolnego i uwikłanego w detronizacyjną politykę Wołkońskiego. Zaniepokojony prymas z kilku «patriotami» posłał 13 III do Katarzyny II apologię Wołkońskiego z prośbą, żeby jego następcą był nie Saldern, lecz Repnin. Miało to tylko ten skutek, że uraziło Salderna. W nagłym trybie został wydalony z Petersburga agent P-ego B. Krasiński (za jego pośrednictwem prymas wciąż się przymawiał o pieniądze, twierdząc, że rujnuje go kosztujący 2 500 dukatów miesięcznie pobyt w Warszawie, gdzie stale rezyduje jedynie na życzenie Rosji).

Saldern przyjechał w kwietniu 1771 do Warszawy, żeby «uspokoić» Polskę z pomocą Czartoryskich (co się nie powiodło). Z początku łaskawie rozmawiał z «patriotami» (żeby wywrzeć nacisk na króla), ale Paninowi odmalował ich w barwach najczarniejszych, zwłaszcza P-ego – «Saksończyka» potrzebującego «naszych pieniędzy», któremu «nie można w niczym zawierzyć». Na żądanie nowego ambasadora prymas, który od czasu rady senatu z 30 IX 1769 nie rozmawiał z królem, złożył Stanisławowi Augustowi 8 V życzenia imieninowe i wybąkał jakieś przeprosiny. Jeszcze Saldern powierzył P- emu tłumaczenie swojej pojednawczej deklaracji z 25 V, ale prymas pozwolił sobie na psikusy dodając po słowach: «naród wolny» wyrazy: «przed tymi smutnymi czasy kwitnący pod panowaniem Sasów», a w zdaniu o «cnotliwych obywatelach jęczących w milczeniu [en silence]» przekręcił «silence» na «Siberie». Przebrała się miara na konferencji 27 V z królem, na której Saldern domagał się zawiązania rekonfederacji. Zapytany o zdanie P. odpowiedział, że «powinni podjąć to dzieło nie senatorowie i biskupi obecni w Warszawie, ale trzeba poczekać, co powie naród, a zwłaszcza konfederaci», po czym pokłonił się i odszedł. Kiedy później prymas zaprosił ambasadora na uroczysty bankiet, Saldern wymówił się obraźliwym biletem.

Rozpętał się niezwykły konflikt między «sekretarzem» Repnina a jego następcą. Prymas «notyfikował» ciału dyplomatycznemu list Salderna ze swoim komentarzem i decyzją opuszczenia Warszawy. Dn. 5 VII pożegnał się z królem, zapowiadając wyjazd do Elbląga. Daremnie Saldern słał rosyjskich oficerów i polskich pośredników (A. Poniński i W. Gurowski) z groźbami i prośbami (oferta pensji – wg Gereta – 2000 dukatów miesięcznie). Prymas wyjechał 14 VII do Wawrzyszewa, ale tegoż dnia doścignął go tam oddział rosyjski i P. został aresztowany pod pretekstem ochrony przed napaścią konfederatów. Od doprowadzonego przez kozaków do ambasady P-ego Saldern domagał się rewersu, że nie opuści granic królestwa i nie przystąpi do konfederacji, ale prymas odpowiedział, że może dać rewers dopiero z Elbląga jako człowiek wolny. Pozostawał pod strażą w Warszawie i w Wawrzyszewie przeszło dwa miesiące, do czasu nadejścia decyzji z Petersburga. Przez cały ten czas ostentacyjnie występował w charakterze więźnia. Aby go skruszyć, Saldern zmusił Oemichenową z córką do wyjazdu do Elbląga i groził ujawnieniem kompromitujących pism z czasów Repnina i Wołkońskiego. Ale służący za pośrednika między ambasadorem a P-m rezydent toruński L. S. Geret doszedł do przekonania, że «prymas ma prawdziwie polską głowę, jak sobie coś w nią wbije, to gotów walić o mur» (relacja z 13 VIII). Wreszcie nadeszły listy Panina z 28 VIII (8 IX) do Salderna i P-ego.

Minister aprobował postępowanie ambasadora w stosunku do człowieka, który «z powodu zasad, którymi nasiąknął, jest niezdolny kiedykolwiek wiernie służyć Rosji». Ale ze względu na stanowisko, «na które na nieszczęście wynieśliśmy go», dobrze byłoby go utrzymać w rosyjskiej służbie. Jeśli jednak nie ulegnie namowom i groźbom, imperatorowa zezwala na wyjazd do Elbląga, gdzie powinien pozostawać pod nadzorem pruskich oficerów. W liście do prymasa Panin wyrażał żal Katarzyny, iż niezrozumiała zmiana postępowania P-ego wstrzymała ją w gotowości przyznania mu pensji. Ale jeśli się poprawi, to może liczyć na łaski. Saldern przekazał oba listy P-emu i posłał do niego Gereta, żeby mu wybił z głowy «dzieciństwa i saskie mrzonki», obiecał powrót Oemichenowej i zagroził odebraniem prymasostwa, co na pewno da się uzyskać w Rzymie przy wspólnych staraniach króla, konfederatów i Rosji. Prymas zlekceważył tę pogróżkę i oświadczył, że jego rachunki z Rosją są zamknięte. Miał zobowiązania tylko radomskie, które wypełnił, i jeszcze dziś podpisałby traktat dysydencki. To, co otrzymał w pieniądzach, było przeznaczone na cele partyjne, a dla siebie dostał tylko order i futro sobolowe. Od czterech lat Repnin i Wołkoński łudzili go nadziejami znacznej pensji, a teraz już jej nie pragnie. Salderna nie chce widzieć do czasu pacyfikacji, przy której jako prymas będzie mediatorem «inter regem et libertatem», w obecności również ambasadorów Francji i Austrii. Nie boi się oficerów pruskich, a jak napisze z Elbląga do Fryderyka II, to «niejedno się zmieni» (Geret, 30 IX).

Rozpowszechniwszy potępiający postępowanie Salderna apokryficzny list imperatorowej, P. wyjechał do Elbląga 26 IX i król pruski z woli Katarzyny stał się dyskretnym dozorcą prymasa. Donosił o długich konnych spacerach P-ego, którym nie mógł zapobiec, a z początkiem lutego 1772 o potajemnym wyjeździe prymasa do Gdańska, gdzie jednak na stałe zamieszkał on dopiero w lipcu t. r. «pod imieniem kanonika warmińskiego» (Husarzewski, 28 VII). Mimo że żegnając się ze Stanisławem Augustem P. zapewniał go o swojej lojalności, wolno mniemać, że od czasu proklamacji z 22 X 1770 poczuwał się do prerogatyw interreksa. Napisał do królewicza Karola, który listem z 3 III 1772 dziękował za gorliwość prymasa dla uciśniętej ojczyzny i życzył okazji najrychlejszego okazania jej w całym blasku. W ślad za tym posłał P. do Paryża (z rekomendacją Karolowi) swego sekretarza, kawalera de Bouloir, za pośrednictwem którego nawiązał w maju coraz gęściejszą z czasem korespondencję z francuskim ministrem spraw zagranicznych, księciem d’Aiguillon. Dn. 5 VI został prymas uprzejmie przyjęty przez Fryderyka II na manewrach w Kwidzyniu (dwugodzinna rozmowa po obiedzie), co wywołało wśród konfederatów falę pogłosek, że P. zawiązuje pod skrzydłami pruskimi konfederację, czy też ogłasza bezkrólewie. Wprawdzie nazajutrz po widzeniu się z królem pruskim pisał P. do Mniszcha, że «Prusy nasze pod insze panowanie przenieść się mają wkrótce», ale jeszcze w sierpniu, jak niemal wszyscy Polacy w Gdańsku, w możliwość rozbioru nie wierzył. Jako «wielki polityk» rozprawiał, że w razie czego Francja zajmie Austriackie Niderlandy, Holandia – księstwo Cleve, Anglicy i Hiszpanie zniszczą flotę rosyjską, a Dania zamknie cieśninę Sund. Z królewskim komisarzem Aleksym Husarzewskim założył się o 50 dukatów, że kongres w Fokszanach zostanie zerwany (Husarzewski, 11 i 18 VIII).

Wobec ujawnionej wkrótce katastrofy konfederacji i państwa, obmyślanie z końcem 1772 r. przez P-ego jakiegoś «planu zjednoczenia umysłów», jego szyfrowana korespondencja z Generalnością i wymiana między prymasem i d’Aiguillonem próśb o rady i plany ratowania Polski były to już poczynania bez politycznego znaczenia. Pozostawał problem ustosunkowania się do rady senatu i sejmu rozbiorowego. Rosji i Prusom bardzo zależało, żeby pierwszy senator przyłożył rękę do dzieła, do którego od października 1772 następca Salderna – O. M. Stackelberg – werbował dawnych współpracowników prymasa z «rady patriotycznej». Obawiano się również ze strony P-ego opozycji «równie śmiesznej jak bezcelowej» (Benoit, 13 III 1773). Prymas był jednak głuchy na ambasadorskie wezwania z Warszawy i na próżno Fryderyk II obmyślał sposoby «przymuszenia» P-ego, który 13 IV zamawiał już sobie wizytę w Wersalu, oskarżając równocześnie przed d’Aiguillonem Stanisława Augusta o współpracę z trzema dworami. W związku z nieprzejednanie wrogim stosunkiem P-ego do króla pozostaje zagadkowa sprawa głośnych „Articles du plan que les trois puissances ont tracé”, wydanych w „Gazette de Leyde” z 19 II 1773. Ten niewątpliwie polskiego pochodzenia apokryf, przypisujący mocarstwom rozbiorowym plan narzucenia Polsce na przyszłym sejmie radykalnie nowatorskiej formy rządu, jest interpretowany w historiografii jako manewr mający mobilizować szlachecką opinię przeciw przewidywanym reformom ustrojowym. Otóż zaraz po ukazaniu się gazety rzecz była w Gdańsku rozpowszechniana z domu P-ego, z czego Husarzewski wnosił (12 III), że prymas jest autorem («la rapsodie en question … vienne du Primat»). Domysł o tyle pikantny, że w «rapsodii» znajdują się punkty bardzo zbieżne z projektem reformy kościelnej z r. 1767. Pozostając listownie w harmonii z powróconym z zesłania Sołtykiem i z tułającym się znów Radziwiłłem, P. okazał obojętność na przyznanie mu pierwszego miejsca w Radzie Nieustającej i przez cały czas sejmu rozbiorowego demonstrował postawę patriotyczną. Dał jej też publiczny wyraz w dwóch bardzo pięknie brzmiących i ogłoszonych drukiem odpowiedziach na wezwania do powrotu do Warszawy (Respons … Antoniemu Ostrowskiemu z 15 IV 1775 i Respons… królowi z 1 VI 1775). Oddał też do druku i rozpowszechnił w Gdańsku manifest Antoniego Stanisława Czetwertyńskiego przeciw czynnościom sejmu (Husarzewski, 19 V).

Ciągnący się cztery lata pobyt P-ego w Gdańsku i w podmiejskiej rezydencji w Heubude był udręką dla Husarzewskiego. Po początkowych próbach zbliżenia przekonał się on o fałszywej grze prymasa i od grudnia 1773 wciąż nalegał na Warszawę, aby koniecznie nakłonić P-ego do opuszczenia miasta, gdzie knuje intrygi oraz swym postępowaniem kompromituje zarówno Kościół jak państwo. W związku z projektem wyjazdu prymasa do Rzymu komisarz najstosowniejsze miejsce dla niego widział w Zamku Św. Anioła, o zamknięcie w którym powinien się postarać głęboko teraz z P-m poróżniony kanclerz A. Młodziejowski (1 III 1774 i 12 V 1775). Husarzewski donosił m. in., jak to w kaplicy anglikańskiego pastora P. wygłosił dla angielskiej kolonii kazanie o tolerancji (11 III 1774) i jak zgromadził wszelką hołotę na «wielki bal», wydany z powodu powrotu do zdrowia pani Weyrauchowej (18 XI 1774). Atmosferę gdańskiego domu prymasa znakomicie zilustrował w 8 scenkach swego albumu Daniel Chodowiecki, który w lecie 1773 wykonał miniaturowe portrety P-ego i Oemichenowej. W dzienniku swej podróży do Gdańska Chodowiecki scharakteryzował prymasa jako sceptyka religijnego («wszystkie religie mają swoje dobre i złe strony») i człowieka dowcipnego, a Oemichenową przedstawił jako otyłą sześćdziesięcioletnią damę ze śladami dawnej urody, inteligentną i o dużym obyciu światowym. Dokuczały jednak P-emu zdrowie i długi. Powierzywszy rządy archidiecezji kanonikowi Ignacemu Kozierowskiemu (w sprawach państwowych od r. 1771 zastępował prymasa bp kujawski A. Ostrowski), za zezwoleniem króla (z 14 IV 1776) «dla poratowania zdrowia» z końcem czerwca wyjechał wreszcie do Francji.

Po krótkim pobycie w Paryżu i konsultacjach u lekarzy w Montpellier P. z kapelanem, Oemichenową i Weyrauchową przybyli w październiku 1776 do Marsylii. Zachowując incognito, zamieszkali w okazałych apartamentach w Hôtel de France. Zalegający z opłatą hotelu P. dokonywał wielkich zakupów mebli, obrazów i marsylskich fajansów. Od lutego 1777 coraz bardziej naciskali wierzyciele, aż doszło do odwiedzin policji z groźbą aresztu. Prymas protestował u ministra Vergennesa i otrzymał urzędowe przeprosiny, ale to nie umorzyło roszczeń małostkowych mieszczan francuskich. Stanisław August w swych pamiętnikach jako przyczynę niemal równoczesnego zgonu P-ego i Oemichenowej podał indygestię, spowodowaną zdenerwowaniem przejściami z policją po zbyt sutej kolacji (może to było zatrucie?). Zmarł P. 3 IV 1777.

Trumna prymasa została złożona w kościele kanoników opactwa Saint-Victor de Marseille. Rodzina miała zbudować mauzoleum, ale zostało to zaniechane. Trumna leżała więc na podłodze w kaplicy aż do czasu rewolucyjnego pogromu kościoła w r. 1793, kiedy to zabalsamowane szczątki P-ego zostały wrzucone do wód Starego Portu. W sprawie spadku («droit d’aubaine»), długów i miejsca pochowania cudzoziemca toczyły się długotrwałe i skomplikowane procesy. Spis ruchomości, wystawionych w r. 1788 na licytację, wykazuje wiele mebli, porcelany (ponad 1000 sztuk) i precjozów (pierścienie – wśród nich z miniaturą Woltera, tabakierki, krzyże, zegarki) oraz 159 książek. Z tego cztery tomy z ekslibrisami P-ego zachowały się w Bibliotece Miejskiej Marsylii (atlas geograficzny i trzy książki J. A. Nolleta o elektryczności). Z pokaźnej zapewne biblioteki P-ego (zapewniał on Hennina, że zbiera wszystkie dzieła Woltera) posiadał Kazimierz Jarochowski sześć pięknie oprawnych, z ekslibrisami, tomów kopiariuszy akt i pism politycznych, przeważnie z czasów Augusta II i Augusta III, które wydał pod nazwą „Teka Gabryela Junoszy Podoskiego” (t. I–VI, P. 1854–62). Nie objęty tym wydawnictwem tom z grzbietowym tytułem „Acta Interregni” (1733–4) znajduje się w Bibliotece PAN w Krakowie (rkp. 1106).

**) Feliks Łubieński przekazał tradycję rodzinną, jakoby prymas został otruty, i rzucił podejrzenie na Młodziejowskiego. Dawali temu wiarę historycy (Łętowski, Polkowski, Askenazy, Konopczyński), snując domysły, w czyim interesie leżało usunięcie Ł-ego (G. Podoski, dysydenci). Są to pogłoski i spekulacje nader niepewne, a stają się sugestywne dlatego, iż zejście od dawna zapadającego na zdrowiu prymasa przypadło w okresie wielkiego kryzysu politycznego i było rzeczywiście bardzo dogodne dla Podoskiego i Repnina.www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/wladyslaw-aleksander-lubienski-prymas-polski

„Taki był Bazyli Wielki”

Kościół i klasztor św. Ducha z 1612 r. (od 1796 r. cerkiew prawosławna śś. Piotra i Pawła) w Mińsku.

__

Zakon powstał po podpisaniu unii w Brześciu Litewskim w 1596 roku. Założyli go mnisi prawosławni z terytorium Rzeczypospolitej, którzy uznali zwierzchnictwo papieża. Działalność zakonu sprzyjała przejściu na wyznanie katolickie obrządku greckiego prawosławnych mieszkańców Rzeczypospolitej. W 1607 roku metropolita kijowski Józef Welamin Rutski i arcybiskup połocki św. Jozafat Kuncewicz dokonali centralizacji zgromadzeń bazyliańskich…

Do końca XVIII wieku prawie wszyscy greckokatoliccy metropolici kijowscy pochodzili z zakonu bazylianów. W roku 1720 miało miejsce jedno z przełomowych wydarzeń w historii Kościoła greckokatolickiego i zakonu bazylianów. W dniach 26 sierpnia – 26 września obradował w Zamościu synod cerkwi greckokatolickiej. Synod wytyczył nowy kierunek w liturgii greckokatolickiej: latynizacja miała na celu zbliżenie obrządku bizantyjskiego w Kościele unickim do rytu rzymskokatolickiego. Zmiany te podzieliły duchowieństwo greckokatolickie. Stronnictwo, skupione przy soborze św. Jura we Lwowie, rozważało nawet ponowne przejście na prawosławie. Wszystkie monastery greckokatolickie w Rzeczypospolitej synod podporządkował kongregacji bazyliańskiej. Decyzją synodu, zrealizowaną dopiero w 1739 roku, została utworzona Ruska (Polska vel Koronna) Kongregacja Opieki Najświętszej Bogurodzicy

11 maja 1744 roku Benedykt XIV w breve Inter pluris ustanowił nową nazwę kongregacji: Ruski Zakon Świętego Bazylego Wielkiego. (Ordo Sancti Basilii Magni Ruthenorum)[2]. Na początku swojego istnienia bazylianie mieli trzynaście klasztorów (w 1622 roku), do roku 1648 ich liczba wzrosła trzykrotnie – do trzydziestu dziewięciu. W latach 1744–1748 w prowincji litewskiej istniało sześćdziesiąt sześć monasterów z czterysta czterdziestoma sześciu mnichami, w polskiej – sto dwadzieścia dwa klasztory i około sześciuset pięćdziesięciu mnichów. Oprócz tego metropolicie kijowskiemu podlegała archimandria w Supraślu z dwoma rezydencjami i trzydziestoma mnichami. W 1773 roku w prowincji litewskiej było już siedemdziesiąt dwa klasztory (w tym pięćdziesiąt pięć znajdowało się na terenie Białorusi) i sześćset dwunastu mnichów. Największe monastery mieściły się w Połocku, Żyrowicach, Mińsku, Witebsku, Berezweczu, Borunach, Byteniu, Antopolu. Istniały również klasztory na terenie współczesnej Rosji – w Smoleńsku i Wierbiłowie pod Jelnią[1].

Pierwszą placówkę edukacyjną bazylianie założyli w 1607 roku w Wilnie, w klasztorze św. Trójcy. Do współpracy zostali zaproszeni karmelici, a w 1621 roku również jezuici. W 1613 roku król Zygmunt III Waza zezwolił zakonowi na tworzenie szkół początkowych i średnich. Językami nauczania były ruski i polski. Bazylianie wprowadzili program edukacji świeckiej na kierunkach teologicznych i humanistycznych.

W XVIII i na początku XIX wieku największe szkoły bazyliańskie miały od trzystu do pięciuset uczniów, co pozwalało im rywalizować w sferze edukacji z jezuitami. Po kasacie zakonu jezuitów w 1773 roku bazylianie przejęli kilka ich kolegiów. Pod koniec XVIII wieku zakon miał około dwudziestu sześciu uczelni.

Po roku 1772 sytuacja Kościoła greckokatolickiego stopniowo pogarszała się, szczególnie na ziemiach dołączonych do Cesarstwa Rosyjskiego. Administracja zakonu bazylianów w zaborze rosyjskim podupadła, bowiem Rosja zabroniła jakichkolwiek kontaktów z władzami zakonnymi, które po pierwszym rozbiorze pozostały w granicach Polski. Monastery bazyliańskie na ziemiach rosyjskich zostały podporządkowane miejscowym biskupom unickim. Taka polityka w stosunku do administracji Kościoła greckokatolickiego nie zahamowała jego rozwoju. W roku 1801 liczba klasztorów wynosiła osiemdziesiąt pięć, mnichów – siedmiuset trzydziestu dwóch.

Po ostatecznym zlikwidowaniu Rzeczypospolitej, w zaborze rosyjskim wydano szereg ustaw, ograniczających rozwój sieci parafii greckokatolickich. W 1802 roku zakazano wybierania protoarchimandrytów i prowincjałów, w 1804 roku – zjazdu Kongregacji i kontaktów z Rzymem, w 1820 roku – działalności wydawniczej i oświatowej. W 1828 roku Greckounickie Kolegium pod naciskiem rządu przyjęło postanowienie skasowania „zbędnych” monasterów bazyliańskich. Wszystkie wyżej wspomniane ustawy władz rosyjskich miały za cel przywrócenie wyznawców Kościoła greckokatolickiego (w mniemaniu duchownych prawosławnych „schizmatyków”) na łono Cerkwi prawosławnej.

W 1839 roku na mocy postanowień synodu połockiego wszystkie klasztory bazyliańskie w Cesarstwie Rosyjskim zostały bądź zlikwidowane, bądź przekształcone w monastery prawosławne. Postanowienia nie dotyczyły Królestwa Polskiego. W latach siedemdziesiątych XIX wieku zostały zamknięte klasztory również w Królestwie Polskim, ostatnim był monaster w Warszawie, skasowany w 1875 roku[2].

 

 

Genialny jezuita czyli polska elekcja 1764

Portret Ruđera Bošković’a, wedle R. Edge Pine’a – Londyn, 1760

___

Zanim przejdę do innych oświeconych co tak o Rzpltą się rewolucyjnie troszczyli – chwila głębokiego oddechu.

Ruđer Boscovich urodził się w  1711 w Dubrowniku jako siódme dziecko Paoli, z bogatej rodziny handlowców Bettera, i ojca Mikołaja Boszkowicia, handlowca rodem z Orahowego Dołu. Szkołę podstawową ukończył w Dubrowniku, a w wieku lat 15 wyjechał do Rzymu, gdzie wstąpił do jezuickiego Collegium Romanum. Studiował tam astronomię, matematykę i teologię. W 1728 wstąpił do zakonu jezuitów. W 1732 roku ukończył filozofię, a niedługo potem również teologię, po czym przyjął święcenia kapłańskie. W 1736 opublikował rozprawę o plamach na Słońcu, które opisał jako zakłócenia fotosfery, występujące w cyklu 11-letnim. W 1740 został profesorem matematyki w Collegium Romanum, a potem naukowym doradcą Watykanu. Później w 1764 założył obserwatorium astronomiczne w Brerze, koło Mediolanu.

W 1758 opublikował w Wiedniu swoją najsłynniejszą pracę, Philosophiæ naturalis theoria redacta ad unicam legem virium in natura existentium, zawierającą jego teorię atomową oraz teorię sił. Bošković był także wybitnym kartografem – dostał zlecenie na przygotowanie map Państwa Kościelnego. Mało tego, służył także jako dyplomata – w czasie wojny siedmioletniej posłował z powodzeniem dla swojej rodzinnej Republiki Raguzy do… Londynu (w sprawie jej neutralności). Tam przyjęto go w 1761 do Royal Society i udzielono wsparcia jego misji „naukowej” do… Konstantynopola – w celu obserwacji tranzytu Wenus. A po drodze został członkiem zagranicznym Akademii Stanisława I w Nancy…

Późną wiosną 1762 Bošković wracał z Konstantynopola przez Bułgarię, Mołdawię i Polskę, razem z brytyjskim ambasadorem Jamesem Porterem*, pl.wikipedia.org/wiki/James_Porter, który także był Fellow’em Royal Society. Dziennik z tej podróży opublikował w Lozannie w 1772 pt. Journal d’un voyage de Constantinople en Pologne. W Warszawie zatrzymał się wtedy na dłużej i w efekcie, na zlecenie króla Stanisława jak sądzę, miał udział w przygotowaniu** rozprawy politycznej pt. Essai politique sur la Pologne, która wyszła anonimowo w Paryżu w 1764, a więc już po elekcji króla Stasia… (Notabene, o obu tych ważnych dokumentach polska wiki zawzięcie milczy, toż to jezuita był).

Kiedy w 1773 roku zakon został rozwiązany, Bošković przyjął zaproszenie króla Francji Ludwika XV i osiadł w Paryżu, gdzie kierował instytutem instrumentów optycznych. W 1783 wrócił do Włoch, gdzie w prowincji Vicenza zajmował się edycją swoich prac. Umarł w wieku 76 lat w Mediolanie. Bošković komponował także poezję z wieloma wątkami religijnymi i astronomicznymi. W swojej maryjnej pobożności ułożył heksametralne wersety o Dziewicy Maryi.

*) Po ambasadora Portera przypłynął do Konstantynopola okręt JKM w owym 1762, ale ambasador uparł się wracać lądem, a ze względu na wojnę to oznaczało podróż przez Polskę – po śmierci carycy Elżbiety 5 stycznia 1762 jej następcą został Piotr III, dzięki czemu ocalały Prusy…

**) O główne autorstwo jest podejrzewany Louis-Adrien_Duperron_de_Castera zmarły w 1752 w Warszawie. Przeglad_Historyczny-r1964-t55-n2-s223-235.pdf

Sługa Boży Pius VII i jego dzielny sekretarz

„Pius VII (właśc. Gregorio Luigi Barnaba Chiaramonti OSB; ur. 14 sierpnia 1742 w Cesenie, zm. 20 sierpnia 1823 w Rzymie) pochodził z rodziny szlacheckiej. Był synem hrabiego Scipiona i markizy Giovanny Ghini. Jego matka owdowiawszy została karmelitanką. Dwóch braci było jezuitami, a dalszych dwóch kapucynami. Początkowo Barnaba uczył się w kolegium w Rawennie, a następnie w opactwie benedyktyńskim St. Maria del Monte koło Ceseny, do którego wstąpił 10 października 1756 jako brat Gregorio. 16 grudnia 1782 został wybrany biskupem Tivoli, a sakrę przyjął pięć dni później. 14 lutego 1785 został mianowany kardynałem prezbiterem i przeniesiony do diecezji Imola.

Po śmierci Piusa VI**, dziekan Świętego Kolegium kardynał Giovanni Francesco Albani zwołał konklawe w Wenecji. Po czternastu tygodniach obrad, kardynał Chiaramonti został wybrany jako kandydat kompromisowy. Istniejąca sytuacja polityczna pozwoliła mu na powrót do Rzymu, gdzie dotarł 3 lipca 1800. Nakłonił wówczas armie neapolitańskie i austriackie do odwrotu i zwrócenia zajętych terytoriów. Mianował kardynała Ercole Consalviego sekretarzem stanu i z jego pomocą przywrócił administrację w Państwie Kościelnym.

Tymczasem we Francji, Napoleon doszedł do wniosku [dobre sobie], że katolicyzm jest dominującą religią w jego kraju i napisał list do papieża proponując zawarcie konkordatu. Został on podpisany 15 lub 16 lipca 1801, na którym ustalono, że liczba biskupstw będzie ograniczona do 60, a arcybiskupstw do 10, wszyscy biskupi zostaną złożeni z urzędu (część przez Piusa, a cześć przez Napoleona) oraz nadano pierwszemu konsulowi Francji możliwość nominacji biskupich, którzy musieli składać przysięgę wierności. Pozycję papieża dodatkowo osłabiło wprowadzenie tzw. Artykułów Organicznych z 6 kwietnia 1802, które dawały Napoleonowi kontrolę nad bullami papieskimi i uchwaleniami soborów i synodów. Rok później podobny konkordat podpisał z Republiką Włoską, ale postępujące zeświecczenie uniemożliwiło podpisania takiego dokumentu z Niemcami.

Wbrew swoim doradcom, Pius udał się do Paryża na koronację Napoleona na cesarza 2 grudnia 1804, mając, jak się okazało, złudną nadzieję na złagodzenie Artykułów Organicznych i zwrot posiadłości papieskich. Napoleon zaproponował nawet Piusowi pozostanie na stałe we Francji w Pałacu w Awinionie. Kiedy papież odmówił, cesarz postawił kolejne zaporowe warunki, m.in. zażądał poparcia dla blokady kontynentalnej dla Anglii, jednej trzeciej miejsc w Kolegium Kardynałów dla Francuzów i dymisji dla sekretarza stanu Ercole Consavliego. Papież ugiął się tylko w tej ostatniej kwestii (17 czerwca 1806), jednak w pozostałych pozostał nieugięty, co skutkowało zajęciem przez wojska francuskie reszty Państwa Kościelnego 17 maja i otoczeniem siedziby papieża 6 września 1808. 10 czerwca 1809 papież wydał bullę ekskomunikującą „rabusiów Patrymonium św. Piotra”, co doprowadziło do uwięzienia papieża 5 lipca i przewiezienie do go Savony 17 sierpnia. Napoleon wymusił przeniesienie się kardynałów do Paryża, gdzie 17 czerwca 1811 zebrał się synod, mający udzielić inwestytury kanonicznej nowo mianowanym biskupom francuskim. Obrady synodu jednak nie przebiegał po myśli cesarza, ponieważ postawiono tam wniosek o uwolnienie papieża, który spotkał się z powszechną akceptacją. Wobec tego, Napoleon rozwiązał sobór 11 lipca i zwołał go ponownie 5 sierpnia, jednak w obliczu identycznych okoliczności i jego rozwiązał 11 października, unieważniając także konkordat z 1801.

W czerwcu 1812 nakazał przewieźć chorego papieża do Fontainebleau, gdzie 25 stycznia 1813 podpisano nowy konkordat, po powrocie pokonanego cesarza z Rosji. Jednak ustępstwa na jakie poszedł papież, zaczęły wzbudzać niechęć, zwłaszcza wśród kardynałów, co sprokurowało Piusa do odwołania podpisu 24 marca. Kolejne porażki militarne Napoleona, skłoniły go do następnych negocjacji z papieżem, czego owocem było jego odesłanie do Savony w styczniu 1814 i całkowite uwolnienie 10 marca. Papież wprawdzie musiał jeszcze raz uciec z Rzymu (22 marca 1815), podczas ucieczki cesarza z Elby i zagrożenia płynącego od szwagra Napoleona, króla Neapolu Joachima Murata, lecz ostatecznie powrócił do Rzymu 7 lipca.

Pięcioletnie uwięzienie i izolacja korzystnie wpłynęły na autorytet papiestwa. Niemal natychmiast po uwolnieniu, 7 maja 1814 roku, Pius przywrócił na urząd sekretarza stanu kardynała Consalviego, który reprezentował interesy papieża na kongresie wiedeńskim. Dzięki zdolnościom dyplomatycznym kardynała udało się zrekonstruować Państwo Kościelne i zwrócić mu wszystkie terytoria, z wyjątkiem Awinionu i Venaissin. Papież odmówił jednak przyłączenia się do Świętego Przymierza ze względu na niechęć do podpisania porozumienia ze schizmatykami. Ponowna organizacja Państwa Kościelnego napotkała spore trudności po wojnach napoleońskich, zwłaszcza w krajach, gdzie Kościoły państwowe koniecznie chciały zachować niezależność. Dzięki pośrednictwu Consalviego papieżowi udało się jednak przywrócić organizację kościoła poprzez współpracę z kontrrewolucjonistami we Francji i Hiszpanii oraz kręgami niekatolickimi. Umożliwiło to podpisanie konkordatów z Rosją w 1818 i Prusami w 1821 roku, natomiast z Francją przywrócono konkordat z roku 1801. W pozostałych sprawach międzynarodowych początkowo był niechętny buntom republik południowo-amerykańskich wobec Hiszpanii, w 1822 roku ogłosił jednak neutralność w tej kwestii. Jeszcze w czasie kampanii napoleońskich papież w 1801 roku w tajemnicy zalegalizował Towarzystwo Jezusowe w Rosji. Usiłował także ustanowić tam stałą nuncjaturę apostolską. Wysłał tam posła z nadzwyczajnymi uprawnieniami, jednak działania arcybiskupa Stanisława Siestrzeńcewicza [!!!] zmusiły go do opuszczenia Rosji w 1804 roku.

8 października 1803 roku wydał list Et sit fraternitas (I aby było przymierze) w którym określił, iż osoby, które się rozwiodły i powtórnie zawarły związek małżeński nie mogą przystępować do sakramentu pokuty i Eucharystii. Była to odpowiedź na zmiany projektowane przez Napoleona Bonaparte zmierzające do legalizacji rozwodów, które znalazły swoje odzwierciedlenie w Kodeksie Napoleona. Po roku 1815 udzielił w Rzymie azylu członkom rodziny Bonapartych. W 1817 zreorganizował Kongregację Rozkrzewiania Wiary.

31 lipca 1814 oficjalnie cofnął kasatę zakonu jezuitów, opierając się na działających zgromadzeniach m.in. w Prusach i Rosji. W czerwcu 1816 potępił protestanckie Towarzystwo Biblijne, a we wrześniu 1821 – indyferentyzm i masonerię.”

____

To za jego namową papież sprzeciwił się cesarzowi Francji, do przyłączenia się do blokady kontynentalnej Anglii, co kosztowało Consalviego stanowisko sekretarza stanu (dymisja 17 czerwca 1806). Po wkroczeniu wojsk napoleońskich do Państwa Kościelnego i aresztowaniu papieża, kardynał także został aresztowany i deportowany do Paryża 20 stycznia 1810. Wykazał tam postawę bezkompromisową wobec cesarza i odmówił udziału w ceremonii ślubnej Bonapartego i Marii Austriaczki, skutkiem czego cesarz „pozbawił” go własności i tytułu kardynalskiego oraz nakazał mu chodzić w zwykłych czarnych szatach. Skazał go także na banicję do Reims (czerwiec 1810), gdzie przebywał z kardynałem Cesare Brancadoro, aż do stycznia 1813. Po uwolnieniu, dołączył do papieża i doradził mu renegocjację konkordatu z Fontainebleau. Pius przystał na tę propozycję i nadał Consalviemu uprawnienia reprezentowania go w sprawach odzyskania ziem Państwa Kościelnego. Po ucieczce Napoleona z Elby, Ercole Consalvi został ponownie uwięziony 27 stycznia 1814 w Béziers, lecz już 2 kwietnia został uwolniony i nieco ponad dwa tygodnie później dołączył do papieża.

17 maja 1814 ponownie został mianowany sekretarzem stanu a także Bibliotekarzem Świętego Kościoła Rzymskiego i obie funkcje pełnił do śmierci Piusa VII, 20 września 1823. Wkrótce po nominacji kardynał udał się do Paryża, lecz nie zdążył na podpisanie traktatu pokojowego i nie udało mu się uzyskać zwrotu eksklaw: Awinionu i Venaissin. Następnie udał się do Londynu, gdzie spotkał się z angielskim ministrem spraw zagranicznych Robertem Stewartem, a potem wyjechał do Wiednia, by wziąć udział w tamtejszym kongresie. Kongres rozpoczął się 2 września 1814 i trwał do 9 czerwca 1815. Consalviemu udało się na nim odzyskać terytoria legackie na południe od rzeki Pad, enklawy w Pontecorvo i Benevento i wymusić na księciu Klemensie von Metternichu wycofanie stamtąd wojsk. Po zakończeniu obrad kongresu, Consalvi powrócił do Rzymu i negocjował zawarcie konkordatów z Bawarią i Sardynią w 1817 oraz z Królestwem Obojga Sycylii w 1818 i Królestwem Prus w 1821. Od lutego 1820, przez roczną kadencję pełnił funkcję kamerlinga Kolegium Kardynałów.

Po elekcji Leona XII, kardynał popadł w niełaskę. Lecz po trzech miesiącach, papież doprowadził do zgody i mianował Consalviego prefektem Kongregacji Rozkrzewiania Wiary 13 stycznia 1824.”

___

**) „Punktem kulminacyjnym jego pontyfikatu był wybuch rewolucji francuskiej w roku 1789. Pius potępił Konstytucję cywilną kleru z 12 lipca 1790, a także Deklarację Praw Człowieka i Obywatela z 26 sierpnia 1789. Konstytucja cywilna kleru zmuszała księży do składania posłuszeństwa Francji, pod groźbą banicji. W maju i kwietniu 1791 papież potępił ją jako schizmatycką, zabronił składać przysięgi, pod groźbą suspensy i uznał nowe święcenia biskupów za świętokradcze. Sytuacja doprowadziła do zredukowania liczby diecezji ze 134 do 83, zawłaszczenia majątku kościelnego we Francji i rozwiązania zakonów. W 1792 rozstrzelano 3 biskupów i 300 księży, 40 000 innych wygnano, a rok później konstytucyjny arcybiskup Paryża Jean-Baptiste Gobel zrzekł się funkcji kościelnych i przystąpił do rewolucjonistów. Po tym, jak stosunki dyplomatyczne pomiędzy Rzymem a Paryżem zostały zerwane, eksklawy kościelne w Awinionie i Venaissin zostały zajęte. Pius dodatkowo rozzłościł Napoleona, popierając koalicję antyfrancuską, a także odrzucił propozycję mediacji Hiszpanii. Rok później okupujący Mediolan Napoleon najechał Państwo Kościelne, wobec czego Pius musiał wycofać swoje potępienie Konstytucji cywilnej kleru. Został także zmuszony do wypłaty milionowej sumy pieniędzy i oddania cennych dzieł sztuki i rękopisów. Wkrótce potem Pius sprzymierzył się z Neapolem i Austrią, co spowodowało kolejny najazd Napoleona, zdetronizowanie papieża i ustanowienie Republiki Rzymskiej 15 lutego 1798.

W 1798 papież został uwięziony i wywieziony do Sieny, następnie do Florencji i kilku innych miast. Później, ciężko chory i na poły sparaliżowany, został przetransportowany przez przełęcz Montgenèvre do Briançon, gdzie 30 kwietnia 1799 r. osadzono go pod strażą w miejscowym klasztorze. Gdy pod koniec maja generał Suworow zajął Turyn, papieża ewakuowano przez Gap i Grenoble do cytadeli w Valence, gdzie zmarł.”

Czy ojciec Konarski to polski Makiawel?

Portret S. Konarskiego wedle anonima, przed 1750, Muzeum Narodowe w Warszawie

__

Hieronim Franciszek Konarski urodził się w 1700 a już w 1715, po ukończeniu szkół, wstąpił do zakonu pijarów, przyjmując imię zakonne Stanisław od św. Wawrzyńca, i rozpoczął nowicjat w Podolińcu. „W r. 1725, za protekcją i pomocą swego ciotecznego wuja bpa poznańskiego Jana Tarły, wyjechał K. na dalsze studia do Rzymu do słynnego pijarskiego Kolegium Nazareńskiego… Studiował również w Sapienzy. Od r. 1727 uczył wymowy i poezji w Kolegium Nazareńskim. W r. 1729 wyjechał do Paryża. Nie mamy w pełni wiarogodnych danych źródłowych o tym, jak K. wykorzystał pobyt we Francji. Nie wiemy nawet dokładnie, jak długo tam przebywał. Niewątpliwie jednak ze studiów rzymskich i pierwszego wojażu do Francji wyniósł pogłębioną znajomość literatury łacińskiej, przesiąkł kultem poprawnej łaciny wzorowanej na pismach tzw. złotego okresu, poznał dzieła klasyków francuskich XVII w., zorientował się w postępie nauk ścisłych, filozofii, historiografii, a przede wszystkim poznał nowe metody nauczania i wychowania, które później propagował w Polsce. …

Collegium Nobilium przeznaczone było dla synów magnatów i bogatej szlachty. Opłaty były wysokie, a konwiktorom starano się dać jak najlepsze warunki. Dla zabezpieczenia się przed zarzutami nieprawomyślnego nowatorstwa K. stale podkreślał, że rzymskie Kolegium Nazareńskie jest wzorem dla organizacji i programu nauk Collegium Nobilium. W rzeczywistości K. wykorzystał szeroko swą znajomość nowej teorii i praktyki pedagogicznej poznanej z lektury i obserwacji w czasie podróży zagranicznych. W szczególności zaważył wpływ pism Locke’a i Karola Rollin… K. wyrugował z repertuaru rzemieślniczą dramaturgię szkolną i sięgnął do prawdziwej literatury dramatycznej: do Corneille’a, Racine’a, Moliera, Voltaire’a i francuskiej komedii pomolierowskiej… K. był współtłumaczem (wraz z pijarem Augustynem Orłowskim) tragedii Racine’a: „Athalie” i „Esther” oraz Voltaire’a „Alzire”** …

Być może już w r. 1746 rozpoczął K. pracę nad dziełem O skutecznym rad sposobie. Pierwsza redakcja I i II tomu powstała przed r. 1752… W tomie IV pokazał działanie zasady większości w ciałach ustawodawczych innych krajów (przede wszystkim w Anglii na podstawie relacji A. K. Czartoryskiego) i przedstawił projekt stałego sejmu, głosującego zawsze większością (większość głosów obowiązywać też miała na sejmikach), i organu władzy wykonawczej – Rady Nieustającej Rezydentów. …

W r. 1769 wydał K. traktat O religii poczciwych ludzi, zwrócony przeciw deistom i zwolennikom moralności nie opartej na sankcji religijnej. Traktat miał «charakter raczej kaznodziejski niż filozoficzny» (T. Sinko), a kończył się apostrofą do króla o kary na kolportujących pisma przeciw religii i psujące obyczaje. Umieszczony w traktacie pogląd o konieczności podporządkowania się przez duchowieństwo w sprawach «doczesnych» władzy świeckiej, i to z powołaniem się na jednego z pisarzy galikańskich, dał asumpt do ataku na K-ego ze strony nuncjusza Duriniego. Istotniejszym motywem było regalistyczne stanowisko K- ego, podczas gdy Durini zdecydowanie popierał konfederację barską. Nuncjusz oświadczył, że dokona wizytacji apostolskiej, do czego nie był upoważniony i czemu pijarzy się sprzeciwili, a wobec papieża oskarżał K-ego o popieranie dysydentów, heretyckie poglądy itp. W obronie K-ego energicznie stanął Stanisław August, a sam K. potrafił uzyskać interwencję za sobą rządu francuskiego. Papież zabronił Duriniemu wizytacji, a kongregacja, której powierzono rozpatrzenie zarzutów, oczyściła z nich K-ego. Dla ułatwienia jej zadania K. wydał w r. 1771 rozszerzoną łacińską wersję pt. De religione honestorum hominum, przezornie opuściwszy w niej passus o stosunku władzy świeckiej i duchownej.

Jesienią 1770 r. K. wysłał w imieniu «najlepszych obywateli» do ambasadora francuskiego w Wiedniu, dawnego swego znajomego, Duranda list, a właściwie obszerny traktat zawierający plan pacyfikacji i wzmocnienia wewnętrznego Polski. Osiągnąć to miała Francja przez spowodowanie odpowiedniego nacisku Austrii na Rosję. W maju 1771 r. list ów zaczął być kolportowany jako anonimowe pismo polityczne. K. wyrażał się życzliwie o walce konfederatów o «utrzymanie religii i wolności», stojąc jednocześnie na gruncie lojalności wobec Stanisława Augusta. Po zamachu nań K. ogłosił Boskiej opatrzności dowód oczywisty. Uwaga historyczna nad strasznym niebezpieczeństwem życia Najjaśniejszego Pana r. 1771 dnia 3 listopada, zawierające szczegółowy opis wypadków, inwektywy pod adresem zamachowców, ogólnikowe potępienie «fanatyzmu» jako przyczyny zamachu, a znacznie ostrzejsze «bezbożnych filozofów» jako sprawców «buntów i targnienia się na monarchów».         (J. Michalski)”

CDN

___

**) „Montezo, król części Potoze i jego córka Alzire, zostali podbici wraz z dużą liczbą (południowych) Amerykanów przez Guzmana, hiszpańskiego gubernatora Peru. Guzman kocha uwięzioną Alzirę, która nawróciła się na chrześcijaństwo tak jak sam Montezo. Alzire, niegdyś zaręczona z amerykańskim wodzem, którego uważa za martwego, waha się jednak ustąpić woli Guzmana; w końcu poddaje się modlitwom swego ojca i Alvarèsa, ojca Guzmana. Ledwo połączyła się ze zdobywcą swojego kraju a odnajduje się jej narzeczony Zamore, który pozostał nierozpoznany w tłumie więźniów. Zamore poprzysięga zemstę na Guzmanie – jego wściekłość jest bez granic, gdy dowiaduje się, że ów Guzman, który odebrał mu wszystko, władzę, bogactwo, wolność, w dodatku pozbawił go ukochanej i jej miłości. Na próżno Alzire daje mu środki do ucieczki; gdy Alzire odmawia pójścia z nim Zamore, w przebraniu, dociera do Guzmana i zadaje mu śmiertelny cios. Spokojny i dumny czeka na karę za swoją zbrodnię.”

 

Nieudana rewolucja w XIV wieku

Niesamowite jak pewne schematy są niezmienne – protestancka rewolucja z XVI wieku miała swoje pierwsze, bardzo poważne „podejście” już na przełomie XIII i XIV wieku, zaraz po wspaniałym renesansie XII wieku… Też zaczęło się od Niemców i kłopotów z Bizancjum – zamiast Lutra i jego sponsorów był wtedy cesarz Fryderyk II („W czasie swoich rządów wprowadził autokratyczny system administracyjny w królestwie Sycylii, zarówno w zakresie administracji kościelnej jak i świeckiej”), a w miejsce upadku Konstantynopola mieliśmy klęski ostatnich krucjat. Przy czym ów Fryderyk II zaszedł za skórę nie tylko papieżom – co skutkowało 20-letnim wielkim bezkrólewiem i dojściem do władzy dynastii Habsburgów w 1273 – ale i nam, wszak to on sprowadził Krzyżaków Rzpltej na głowę.**

Niewielka różnica polegała na zamianie angielskiego Henryka VIII na Filipa IV zwanego chorobą Francji, który to zaczął od konfiskaty majątków lombardzkich i żydowskich bankierów oraz nałożenia specjalnego podatku na duchowieństwo. Gdy ponadto przejął sądownictwo nad duchownymi w 1302 Bonifacy VIII kontratakował bullą Unam Sanctum, ale zapłacił za to własnym życiem już rok później. W efekcie doszło do tzw. niewoli awiniońskiej papieży i dopiero Grzegorz XI, po napomnieniach św. Katarzyny sieneńskiej, powrócił do Rzymu w 1377. W końcu tenże Filip doprowadził do rozbicia w zakonu templariuszy i grabieży ich majątku.

Na dokładkę, w Akwitanii w 1337 rozpoczęła się angielsko-francuska wojna stuletnia – straszliwy atak Czarnej Śmierci w 1348 podziałał tylko przez chwilę i niebawem stare grzechy wydały nowe, zatrute owoce…

___

Niesamowita jest też pewna „intelektualna ciągłość” w trójkącie Francja-Italia-Anglia:

Prawą ręką Filipa był Wilhelm z Nogaret, z Langwedocji, wnuk Raymonda, katarskiego heretyka. To on, profesor prawa z Montpellier, pisał większość dokumentów królewskich, prowadził oszczercze kampanie, szantażował Klemensa V i wreszcie osobiście brał udział zarówno w procesie templariuszy jak i w napaści na Bonifacego VIII. Jest nawet oskarżany o otrucie Benedykta XI. Wilhelm z kolei zmarł już w 1313: „He died in 1313 with his tongue horribly thrust out, according to the chronicler Jean Desnouelles.

Z kolei Marsyliusz z Padwy – rektor w Paryżu w 1313 za Filipa IV w 1324 opublikował dzieło Obrońca Pokoju (łac. Defensor Pacis), w którym rozgraniczał wyraźnie władzę religijną kleru od władzy świeckiej. Oskarżany o antyklerykalizm został ekskomunikowany…

Celem państwa jest rozstrzyganie konfliktów, sporów i to ono ma zaspokajać potrzeby ludzi. Państwo jest obrońcą pokoju, rząd ma rozkazywać, bo on ma monopol decyzji administracyjnych, sądzenia i kontroli. Najlepsze ustroje to monarchia i demokracja. Lud tworzy prawo, ustanawia rząd i go kontroluje. Prawo powinno posiadać przymus i wolę ustawodawczą. Odrzuca on prawo natury, a prawo kościelne nie jest dla niego prawem.

Stosunek do Kościoła: jest to wspólnota wszystkich wiernych, a papieskie dekrety to obraza majestatu ludzkiego ustawodawstwa. Władza pochodzi od ludu, a Kościół ma być podporządkowany państwu…

Znaczenie myśli Marsyliusza*** w wielu sprawach wyprzedza ówczesne pojęcia. Teoria silnego rządu, urzeczywistniającego pokój i sprawiedliwość pomiędzy poddanymi, jest sygnałem zwiastującym późniejszą doktrynę Hobbesa, a teoria suwerenności ludu znalazła odzwierciedlenie u Rousseau

I tak się oto koło zamyka – wszak właśnie ów Marsyliusz był bezpośrednim inspiratorem nie tylko Machiawela ale i samego Cromwella, Tomasza Cromwella – tego ideologa totalnej grabieży Kościoła za Henryka VIII… pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Cromwell#Reforma_religijna

A przy tym wszystko zostało w rodzinie, wszak siostra Tomasza, Katarzyna była pra-pra-prababką Olivera… tego Olivera: en.wikipedia.org/wiki/Richard_Williams_(alias_Cromwell)#Dissolution_of_the_Monasteries

___

**) Złota bulla z Rimini – datowany na 26 marca 1226 dokument wydany przez cesarza Fryderyka II w mieście Rimini we Włoszech. W akcie tym Fryderyk II, uznając sam siebie za seniora zarówno zakonu krzyżackiego, jak i Polski, a jednocześnie nadrzędnego władcę chrześcijańskiej Europy, nadał Krzyżakom prawa do wszystkich ziem, jakie zdobędą podczas misji w Prusach.

***) Z kolei jego mistrzem był sam Awerroes:

Wraz z falą fanatyzmu, która zalała Andaluzję pod koniec XII wieku, nawet szerokie powiązania nie uchroniły Awerroesa od kłopotów na tle politycznym, wskutek czego został wygnany do żydowskiego miasta Erlisana (obecnie Lucena[3]), gdzie był uważnie obserwowany.

W czasach panowania arabskiego Lucena była głównym ośrodkiem handlu eunuchami[1], na którym zaopatrywały się dwory świata arabskiego.

Paryż kontra Oksford, czyli prawdziwy renesans vs jesień średniowiecza

Gdybym miał krótko i dobitnie scharakteryzować epokę romantyzmu w kulturze, to zrobiłbym to tak: był to okres w którym przede wszystkim intensywnie zajmowano się budowaniem olbrzymiej ilości fałszywych mitów, czy jakbyśmy dziś powiedzieli – fałszywych narracji. Jednym z tych najważniejszych był mit przewspaniałego, niezrównanego renesansu. Z tym, że pierwotnie była mowa jedynie o renesansie czy odrodzeniu włoskim, ale potem stopniowo narracja się rozrosła do pan-europejskiego wybuchu cywilizacyjnego. Do wielkiego odrodzenia cywilizacji antycznej, do oswobodzenia ludzkiej myśli i wyobraźni i do wielkich czynów. A była to, jak się dziś mówi, po prostu zwykła przykrywka (lub inaczej, odwracanie kota ogonem), bo był przecież ten właściwy renesans, ale wydarzył się dużo wcześniej, w XII wieku, i serce jego biło we Francji. Źródła tego fenomenu, który stworzył Europę i jej cywilizację grecko-chrześcijańską, były tak potężne, że napędziły Europę aż po dzień dzisiejszy – a czy przetrwamy jej upadek to, moim zdaniem, zależy w dużym stopniu od tego czy uświadomimy sobie, i czy przypomnimy innym, istotę i wagę tych prawdziwych źródeł.

Zacznę od powstania Uniwersytetu Paryskiego – jednego z największych „cudów” (obok katedr gotyckich, wraz z ich wnętrzami) tego prawdziwego Renesansu. Potem pochylimy się nad jednym z typowych „romantycznych” fałszerstw na mniejszą skalę, czyli nad postacią Rogera Bacona, wybitnego przedstawiciela szkoły oksfordzkiej. I to on właśnie nas doprowadzi do czegoś, co można z pewnością uznać za prawdziwą „jesień średniowiecza”.  Zanim jednak to rozwinę, chciałbym podkreślić, że nikt tu nie odkrywa żadnej ameryki, a olbrzymie znaczenie Renesansu XII wieku jest wśród badaczy powszechnie znane – wystarczy choćby przeczytać odpowiednie hasło w angielskiej Wikipedii [1]. Niestety, co symptomatyczne, odpowiednie polskie hasło nie istnieje, a prawdziwy Renesans nie zajmuje widocznego miejsca, ani w powszechnej edukacji, ani w medialnej propagandzie.

Od początku XII wieku, właśnie w okolicach Paryża zaczęły wyrastać bardzo liczne szkoły, które około 1150, połączyły się w rodzaj korporacji łączącej nauczycieli i uczniów, dającej początek Uniwersytetowi Paryskiemu. I właśnie wtedy, nieprzypadkowo, rozpoczął się też schyłek słynnej (przez prawie dwa wieki!) Szkoły z Chartres. Najlepszą tego ilustracją jest kariera mistrza Gilberta de la Porrée (biskupa Poitiers), który sławę wprawdzie uzyskał w Chartres, ale miał tam wykłady jedynie dla czterech uczniów, podczas gdy na jego wykłady „wyjazdowe” w Paryżu przychodziło ich nawet trzystu!  Wielka przewaga Paryża brała się wtedy także z powodów bardzo praktycznych – taniego noclegu i powszechnie dostępnej aprowizacji – czyli dobrych warunków do życia, po prostu.

Formalnie został zatwierdzony jako: Universitas magistrorum et scholarium Parisiensis (czyli dosłownie, zgromadzenie paryskich mistrzów i scholarów), najpierw 15. stycznia 1200 w karcie króla Filipa Augusta, a potem w 1215 bullą Innocentego III, razem ze szkołą katedralną z Notre-Dame. Uniwersytet miał oczywiście cztery „klasyczne” fakultety: teologii, prawa, medycyny i sztuk wyzwolonych, a jako że studia „filozofii”, czyli siedmiu sztuk wyzwolonych były podstawą do wszelkich innych studiów, rektor pochodził z tego fakultetu. Teologia była najwyższym stopniem studiów, i aby je w ogóle rozpocząć niezbędny był tytuł magistra sztuk [2].  Wielkie zakony – dominikański i franciszkański – zdominowały nauczanie i pracę naukową w pierwszych wiekach uniwersytetu.  Kolegium dominikańskie w Paryżu powstało w 1217, czyli rok po powstaniu zakonu, i już wkrótce „wypromowało” dwóch najsłynniejszych profesorów Uniwersytetu Paryskiego – św. Tomasza z Akwinu i św. Alberta Wielkiego, którzy na dobre ugruntowali jego sławę i prestiż [3]. Obydwaj nosili najwyższy tytuł akademicki – magister in sacra pagina (lub inaczej, doktor Pisma świętego) – Albertus Magnus (doctor universalis lub doctor expertus) w latach 1245-8, a Akwinata (doctor angelicus) w 1256-9. Warto zwrócić uwagę na olbrzymią intensywność ich nauczania, związaną z krótkością jego trwania – to może wydaje się zaskakujące, ale wtedy było bardzo charakterystyczne – ta wielka mobilność, zarówno profesorów jak i studentów. Św. Albert prosto z Paryża na cztery lata udał się wykładać do Kolonii, zabrawszy tam ze sobą swego najzdolniejszego studenta, a Akwinata z kolei po powrocie do Paryża i po swojej profesurze wyjechał nauczać do Włoch. Studenci zjeżdżali tam z całej Europy, w tym w wielkiej liczbie z Anglii. A w tej liczbie wspomniany Roger Bacon.

Jak napisał prof. Władysław Tatarkiewicz w tomie pierwszym Historii Filozofii:

„Nie tylko był modelem innych, ale sam był do końca średnich wieków główną uczelnią łacińskiego świata. Przyczyniło się̨ do tego to, że oświatowa polityka papieży dążyła do uczynienia z Paryża głównego ośrodka studiów teologicznych. […] Charakterystycznymi cechami organizacji uniwersyteckiej były: a) wolność nauki: studia odbywały się̨ bez immatrykulacji, student obowiązany tylko był pracować z jednym z magistrów; b) międzynarodowość”.

Sławą najważniejszego uniwersytetu w Europie cieszył się przez kilka wieków, ale w końcu jego dominacja uległa osłabieniu. Najpierw po przyjęciu konkordatu bolońskiego w 1516, który spowodował stopniową utratę przywilejów, a następnie po pojawieniu się w Paryżu silnej konkurencji. Wpierw ze strony królewskiego Collège royal (w 1870 przemianowanego na Collège de France), powstałego w 1530 za namową humanistów „renesansowych”, a potem po rozpoczęciu intensywnej działalności przez Towarzystwo Jezusowe. Na przełomie XVII i XVIII wieku Uniwersytet Paryski zdecydowanie odrzucił filozofię Kartezjusza i nauki innych filozofów oświecenia za co przyszło mu bardzo srogo zapłacić – 15ego września 1793 dekretem Konwentu Narodowego Uniwersytet Paryski został ostatecznie zlikwidowany.

W 1253 Robert z Sorbony w Ardenach, kapelan i spowiednik świętego króla Ludwika IX, ufundował nowe kolegium Uniwersytetu Paryskiego – Collège de Sorbonne, które sławą szybko przyćmiło wszystkie inne,  tak że czasami Sorboną nazywano cały uniwersytet. Wprawdzie nominalnie (nazwa-) Sorbona przetrwała do dziś, ale faktyczną sytuację najlepiej obrazuje los jej kaplicy. Oto absolwent Sorbony, kardynał Richelieu, kiedy został w 1622 jej pryncypałem (proviseur) zlecił renowację i rozbudowę „kampusu” sorbońskiego, przy czym polecił wyburzyć starą kaplicę, a budowę nowej, w stylu klasycznym, zlecił słynnemu architektowi – Jacques’owi Lemercier’owi. W testamencie wyraził wolę pochowania w owej kaplicy, ale że ukończono ją dopiero po jego śmierci w 1642, uroczystości pogrzebowe odbywały się w scenerii prac budowlanych. W czasie rewolucji francuskiej, w 1794, kaplicę zamieniono na świątynię rozumu, a z kolei Napoleon zarządził jej przerobienie na atelier dla artystów. W 1822 przywrócono możliwość obrzędów religijnych, wraz z coroczną mszą żałobną za duszę kardynała, zgodnie z jego testamentem. W 1908 kaplica została jednak zamknięta na podstawie nowego prawa – separacji Państwa od Kościołów. Za wyjątkiem cotygodniowych mszy pomiędzy wojami światowymi, a potem i po wojnie aż do 1957, kiedy to ostatecznie została zamknięta decyzją trybunału administracyjnego w Paryżu. Jedynie coroczna msza żałobna była sprawowana aż do lat 80tych XX wieku, kiedy ze względu na fatalny stan „techniczny” kaplicy musiano i to skończyć. Prace remontowe przeciągają się aż do dziś, a „charakterystyczny” stosunek paryskich władz municypalnych do budowli katolickich, ilustruje zdumiewająca historia walki o zgodę administracyjną na wzniesienie koło katedry Notre-Dame monumentu św. Jana Pawła II. Szczęśliwie zakończona dopiero co, 25. października 2014.

Podobnie jak w Paryżu, uniwersytet w Oksfordzie także zdominowały z początku dwa wielkie zakony – dominikanie przybyli tam 15. sierpnia 1221 roku na polecenie samego św. Dominika, który zmarł tydzień wcześniej, a franciszkanie wprawdzie dołączyli nieco później, w 1224, ale w Oksfordzie to właśnie oni odegrali ważniejszą rolę. Oba zakony wyrzucono stamtąd w czasie rewolucji protestanckiej i pozwolono na skromny powrót dopiero po 400 latach… W 1910 franciszkanie, a w 1921 dominikanie uzyskali pozwolenie na utworzenie domów zakonnych, ale dopiero w 1994 dominikanie mogli otworzyć swoje własne małe kolegium (Permanent Private Hall) – Blackfriars Hall. Z kolei franciszkanie otworzyli  swoje PPT Greyfriars Hall w 1957, które jednak zamknięto w 2008.

Pierwszym kanclerzem Uniwersytetu Oksfordzkiego został w 1224 franciszkanin Robert Grosseteste (biskup Lincoln).  Prawdopodobnie jego uczniem był inny franciszkanin Robert Bacon, który studiował również na Uniwersytecie Paryskim, a napisał w 1271, że „wszystko, co zostało dokonane w teologii i filozofii przez ostatnie 40 lat, było dziełem zakonników”. I wreszcie trzeci słynny oksfordczyk-franciszkanin – William z Ockham, ekskomunikowany za życia, ale zrehabilitowany przez Innocentego VI. w 1359.

Jeśli by chcieć scharakteryzować „specyfikę” tych dwóch uniwersytetów w tamtym czasie, to ten paryski miał ambicję osiągnięcia wizji całościowej, czyli syntezy (tomizm!), przy podejściu konstruktywnym (vide – słynna paryska ugoda o rozdzieleniu kompetencji teologii i filozofii, czyli objawienia i rozumu), podczas gdy ten oksfordzki miał silną predylekcję do analizy, indywidualizmu i krytyki, wręcz dekonstrukcji. Należy przy tym pamiętać, że fizyka, czyli filozofia matematyczno-empiryczna rozwinęła się we Francji, przede wszystkim we wspomnianej wyżej Szkole z Chartres, a empiryczna szkoła oksfordzka, której najwybitniejszym przedstawicielem był Bacon, po prostu przejęła i kontynuowała jej osiągnięcia – czemu zresztą dał wyraz prawie 600 lat później Isaac Newton cytując mistrza Bernarda z Chartres. Jednak Francja miała także św. Bernarda z Clairvaux (wielkiego reformatora zakonu cysterskiego), który dobrze pilnował by od naukowych sukcesów matematykom w głowach się nie przewróciło. W Anglii nikogo takiego formatu nie było, więc na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Ich zaczynem były poglądy Ockhama: antysystematyczne, antydogmatyczne, antyracjonalistyczne i antyrealistyczne. W naukach empirycznych jego sztandarowy sceptycyzm okazał się być bardzo dobrym i skutecznym narzędziem, ale szczególnie w teologii głoszony indywidualizm i programowy antyracjonalizm spowodowały olbrzymie szkody. Najbardziej znanym tego przykładem była działalność Jana Wiklefa, profesora teologii w Oksfordzie – twórcy pojęcia „niewidzialnego kościoła wybranych”.  Uważanego często za protestanckiego prekursora. Po śmierci Wiklefa w 1384 (na skutek udaru w czasie odprawiania mszy), propagatorem jego idei w Czechach został Jan Hus. Sobór w Konstancji ogłosił Wiklefa w 1415 heretykiem (na dwa miesiące przed skazaniem Jana Husa), a w 1428, w czasie wojen husyckich, Marcin V nakazał ekshumacje jego ciała i jego spalenie. Prochy wrzucono do rzeki.

Najlepiej całą tę sprawę podsumował prof. Władysław Tatarkiewicz w II. tomie swojej Historii Filozofii:

„Podzieliły się̨ pierwiastki myśli chrześcijańskiej: protestanci utrzymali w swej doktrynie nieufność́ do rozumu, fideizm, wywyższanie woli, przekonanie o nieograniczonej wolności woli Bożej, katolicy zaś́ właśnie wiarę̨ w rozum, przekonanie o racjonalności świata. Reformacja wiodła do pochłonięcia filozofii przez teologię, katolicyzm do utrzymania filozofii. A zarówno stanowisko katolickie, jak i protestanckie miały swe źródła w średniowiecznej myśli: stanowisko katolików przede wszystkim w Tomaszu z Akwinu, stanowisko protestantów w Ockhamie i innych nominalistach: od nich wywodziła się̨ ideologia Wiklefa, Husa, Lutra.”

Wracając do Rogera Bacona, to powstało na jego temat szereg legend jeszcze w czasach rewolucji protestanckiej.  Nie był to jednak żaden wyjątek, wszak kontakty z diabłem przypisywano wtedy większości filozofów o wielkich osiągnięciach matematycznych – najjaskrawszym przykładem były legendy nt. samego Sylwestra II. No i przecież, także samemu Mikołajowi Kopernikowi się wtedy oberwało… Jednak romantyzm poszedł jeszcze dalej – stworzył mit Bacona wizjonera, pioniera metody naukowej, samotnie walczącego z owym ciemnogrodem wokół niego. Mit ten dawno unieważniono, wszak dobrze wiadomo, że współpracował z innymi scholastykami, a tuż przed i po nim działało wielu ówczesnych fizyków, takich jak wielki badacz magnetyzmu Piotr z Maricourt (Petrus Peregrinus). Ale w pop kulturze XX wieku jego mit się dalej rozrastał – wpierw został autorem manuskryptu Woynicha (który, jak wykazało datowanie radiowęglowe, powstał 150 lat po śmierci Bacona), a nie tak dawno największy erudyta wśród głupców, Umberto Eco, przywołał go na kartach swoich ezoterycznych powieści. W rzeczywistości, wielka specjalnością Bacona była optyka – którą głęboko studiował w arabskich pismach. Być może, iż spotkał się w Padwie z jedynym w tej epoce wielkim scholarem z Polski – Ślązakiem Witelo, który także  specjalizował się w optyce i teorii widzenia. Kończąc o humanistycznych manipulacjach, warto przypomnieć, że pojęcie stylu gotyckiego wymyślono w czasie odrodzenia, i miało oznaczać styl barbarzyński. A początkowo sztukę gotycką nazywano „francuskim dziełem” (opus Francigenum), potwierdzając mimochodem pierwszeństwo Francji w utworzeniu tej genialnej architektury.

Na zakończenie trzeba zatem stwierdzić: nihil novi sub sole – słynna anglosaska filozofia analityczna XX wieku jest przecież w prostej linii spadkobierczynią „szkoły” Ockhama, a jeśli ktoś myśli, że post-modernizm i dekonstrukcję wymyślił Francuz Jacques Derrida, to jest w grubym błędzie – pierwsi byli oczywiście włoscy (przede wszystkim) humaniści, choć i w tym przypadku inspirację można w dużym stopniu odnaleźć w Anglii. Warto spojrzeć na rewolucyjny program humanistyczny wprowadzony na miejsce „przestarzałego” scholastycznego programu nauczania – trivium nazwano po prostu studia humanitatisi na miejsce najważniejszej uprzednio dialektyki (logiki) wprowadzono poezję, a program poszerzono jeszcze o historię i filozofię moralną. Potem była tego kolejna odmiana dekonstrukcji w postaci romantyzmu (który dlatego tak wykłamywał renesans „odrodzeniowy”, a przy tym wyklinał szkiełko i oko) wraz z późnym jego wnukiem, Fryderykiem Nietzsche, który po prostu ogłosił śmierć Boga, i zwariował.

___

[1] en.wikipedia.org/wiki/Renaissance_of_the_12th_century

[2] „Szkoły były nie tylko czynnikami nauczania, ale i nauki; tu były biblioteki, tu jako nauczyciele zbierali się̨ uczeni i tworzyły się̨ środowiska naukowe. Tok nauczania był taki: stopień́ niższy stanowiły nauki świeckie, stopień zaś wyższy teologia. Nauki świeckie nosiły nazwę „sztuk” (artes, odpowiednik greckiej „techne”); w szkołach uczono siedmiu tzw. „sztuk wyzwolonych” (artes liberales lub saeculares), których wykaz i program wieki średnie odziedziczyły po chrześcijańskich pisarzach z ostatniej epoki rzymskiej, Boecjuszu i innych. Sztuki wyzwolone dzieliły się̨ na 2 grupy: grupa trzech (trivium) sztuk humanistycznych (artes triviales, sermonicales lub rationales) składała się̨ z gramatyki, retoryki i dialektyki, a grupa czterech (quadrivium) sztuk matematyczno-przyrodniczych, realnych (artes quadriviales lub reales) składała się̨ z arytmetyki, geometrii, astronomii i muzyki. Na tym kończył się̨ zasób nauk świeckich (które tylko w niewielu szkołach miały zakres bardziej rozległy) i następowała teologia. Studia świeckie były pojmowane jako propedeutyka do teologii. Wśród nauk wyzwolonych przewagę̨ miało trivium, w trivium zaś́ dialektyka.” (Wł.T.: Historia Filozofii, t.1)

[3] Franciszkanie (bracia mniejsi św. Franciszka) – zakon utworzony w 1209, osiadł tam w 1219.

— 

Jest to mój nieco poprawiony artykuł do piątego numeru Szkoły Nawigatorów, z grudnia 2014.