ZIII i wątek agentów JKM: Podsumowanie

Owe przygody agenta Horseya w Polsce wymagają podania szerszego ich kontekstu.

  1. Od wielu już wtedy lat, potężny Jan kanclerz Zamoyski szykuje się do przejęcia władzy w Rzpltej, nie gardząc przy tym odpowiednim zagranicznym wsparciem**
  2. W 1588 Zamoyski zdradza naszego młodego króla i bez jego wiedzy próbuje się bezpośrednio dogadać z Elżbietą I: Zamoyski jeszcze w 1588 r. korzystając z możliwości, jaką dawała wizyta [ambasadora] Harborne’a w Polsce, skierował do Elżbiety niezwykle przyjazny list, o którym zapewne w Londynie pamiętano.” Owo spotkanie Zamoyskiego z Harbornem i jego list do Elżbiety I (a wszystko to za plecami polskiego króla…) nie wymagają komentarza: „Zamoyski do królowej angielskiej Elżbiety Zamość, 7 X 1588. Ofiarowuje swe służby i proponuje nawiązanie ściślejszych węzłów między Polską a Anglią. State Papers Office Londyn 881…
  3. Tymczasem na Sejmie pacyfikacyjnym w 1589 zatwierdzono dwie pierwsze ordynacje w Rzpltej – Zamoyskiego i Radziwiłła czyli owego „słupa państwa litewskiego” co to w 1587 na polskim tronie chciał cara Fiodora…
  4. Ostateczny atak Zamoyskiego nastąpił w 1590 na nomenomen sejmie zwyczajnym (8 III – 21 IV), na którym Zamoyski szykował ustrojowy zamach stanu, no i tak zupełnie przypadkiem w maju owego roku pojawia się w Warszawie ów nadzwyczajny poseł angielski Horsay, który zaraz w czerwcu jest podejmowany z pompą w Wilnie przez owego litewskiego słupa…

PS. W 1605 mogło być tak, że Zamoyski został „wystawiony” przez Londyn, który postawił na Myszkowskiego. A Habsburgowie skorzystali…

__

**) Jurgieltnicy kojarzą się, większości z nas, z XVIII. wiekiem i (po-)saskimi czasami oraz z zastępami polskich dostojników na pensji przede wszystkim ambasady rosyjskiej. Tymczasem, ku mojemu zaskoczeniu, sprawa ta ma znacznie dłuższy żywot – już w XVI wieku, w otoczeniu młodego króla Zygmunta III, znakomita większość polskich dostojników była na liście płac elektorów brandenburskich. Ale to nie jest być może najgorsze – okazuje, się że najwyższą pensję 40 000 florenów (czyli co najmniej parę milionów euro dzisiaj) za 1604 otrzymał w gotówce sam Jan kanclerz Zamoyski!

Warto tu przypomnieć słowa Zamoyskiego który rozgoryczony groził w 1588, iż: ”…wyjedzie z Polski i osiądzie gdzieś w Anglii i Szkocji, by tam dopiero otrząsnąć się z długów, w jakie wpadł w czasie bezkrólewia”.

Nie wiem jeszcze, ile lat brał tę pensyję… jakby jemu, największemu magnatowi, brakowało – więc przypomnieć trzeba jego finansową „wstrzemięźliwość” w zupełnie kluczowej kampanii inflanckiej rozpoczętej w 1601 roku, która to wstrzemięźliwość doprowadziła bezpośrednio do straszliwego, by nie powiedzieć przeklętego, rokoszu Zebrzydowskiego.

A wiadomo to dzięki tradycyjnej niemieckiej skrupulatności – bo te listy płac zostały zachowane do dzisiaj… Niestety, nie potrafię ich znaleźć w sieci – może ktoś pomoże? Na polskich historyków nie liczę, bo to mogłoby przecież zburzyć czarną legendę Zygmunta Wielkiego, uprawianą z takim zapałem już od 400 lat…

Trzeba też koniecznie dodać, iż znanych jest kilka wyjątków – tj. dostojników którzy nie byli na liście płac Hohenzollernów. W tym malutkim gronie warto przede wszystkim zauważyć Andrzeja podkomorzego Bobolę, stryja świętego patrona Polski, i bliskiego doradcę Zygmunta Wielkiego. To nie wymaga, myślę, komentarza.

Reklamy

Kto „stuknął” Zamoyskiego?

Ordynacja Zamojska była drugą ordynacją po radziwiłłowskiej, wprawdzie powstałej 3 lata wcześniej, lecz zatwierdzonej w tym samym roku co zamojska. Ordynacja to niepodzielny majątek, dziedziczony przez najstarszego potomka z rodu. Powstawała poprzez wyłączenie określonego obszaru ziemskiego spod ogólnych przepisów prawa i nadanie mu specjalnego statutu zatwierdzanego przez sejm. Zgodnie ze statutem dzielenie majątku oraz dziedziczenie go przez kobiety było zakazane. Sejm nakładał na ordynację obowiązek utrzymywania w pogotowiu stałej (proporcjonalnie do majątku) siły zbrojnej, gotowej do obrony kraju. Było to kosztowne, lecz dysponowanie liczną armią przysparzało splendoru, a przy niewielkiej sprawności aparatu sądowego państwa zapewniało bezpieczeństwo. Każdy nowy ordynat obejmujący władzę w Ordynacji zaprzysięgał w kościele przestrzeganie jej statutu. Zmian w treści statutu, nawet kilkakrotnie, udało się dokonać jedynie ordynatowi założycielowi w latach: 1590, 1591, 1593, 1601 i 1604. Jan Zamoyski swoją karierę zaczynał mając 4 wsie odziedziczone po ojcu, kasztelanie chełmskim, Stanisławie Zamoyskim. Statutem ordynacji mógł objąć 2 miasta i 39 wsi. Pod koniec jego życia ordynacja obejmowała już 23 miasta i 816 wsi i nazywana była „państwem zamojskim”. Dobra własne i dzierżone starostwa zajmowały obszar 17 500 km² (niespełna 6% obecnej powierzchni Polski), rozrzucone były po całej Koronie oraz w Inflantach, tworząc większe skupiska na Podolu i wokół założonego przez hetmana Zamościa. Roczne dochody kanclerza szacowane były na 200 tys. ówczesnych złotych. Dla porównania, przeciętny dochód roczny ze średniej wielkości wsi wynosił wówczas ok. 200 złotych, zaś cały koszt zwycięskiej wyprawy połockiej Stefana Batorego z 56-tysięczną armią w 1579 kosztował skarb państwa ok. 330 tys. złotych. Centralnym ośrodkiem ordynacji był Zamość, prywatne miasto-twierdza z wyższą uczelnią zwaną Akademią Zamojską, drukarnią oraz sądem (trybunał). Dzięki majątkowi i urzędom ordynacja w znacznym stopniu była jednostką samodzielną administracyjnie i gospodarczo, tworząc swoiste państwo w państwie.”

A co do tych najpierwszych, to: „Ordynacje Radziwiłłów – ordynacje rodowe w Rzeczypospolitej Obojga Narodów z ośrodkami w Nieświeżu, Ołyce i Klecku, założone na podstawie układu grodzieńskiego z 16 sierpnia 1586 roku zawartego przez synów Mikołaja Radziwiłła Czarnego. Zatwierdzone przez Sejm w 1589 roku. Powstanie tych trzech majoratów dało początek trzem liniom radziwiłłowskim. Od Mikołaja Krzysztofa Sierotki [który w 1587 roku podpisał elekcję Maksymiliana III Habsburga…], najstarszego syna Mikołaja Czarnego, wywodziła się linia nieświeska; od Albrychta linia klecka, a od Stanisława linia ołycka.”

Kto napompował te dwie zgubne dla Rzplitej ordynacje? Tę Radziwiłłów niewątpliwie Habsburgowie, a tę Zamoyskiego Anglicy przy pomocy Brandenburgii, wszak to właśnie od tamtejszych elektorów Jan kanclerz Zamoyski zainkasował w samym tylko 1604 okrągłą sumkę 40 000 florenów… ale, ale warto dodać, iż na tej samej brandenburskiej liście, na zaszczytnym drugim miejscu, z sumą 25 000 fl. znalazł się wtedy nie kto inny jak Zygmunt Gonzaga Myszkowski margrabia na Mirowie herbu Jastrzębiec udostojniony (ur. ok. 1562 roku, zm. w 1615 roku w Bassano koło Trydentu), marszałek wielki koronny i… pierwszy ordynat pińczowski. Tak, tak – trzecia w historii, to właśnie Ordynacja Pińczowska Gonzagów Myszkowskich, później Wielopolskich – założona w 1601 przez Piotra i Zygmunta Gonzagów Myszkowskich, wszak margrabia był człowiekiem Habsburgów…

A co z tym „stuknięciem”? Ano, na owym pamiętnym sejmie 1605 doszło do wielkiej wojny obozu Zamoyskiego z obozem „rojalistów” reprezentowanym przez marszałka Myszkowskiego. Przy czym, doszło tam także do przedziwnej, publicznej denuncjacji brandenburskiej korupcji przez samego kanclerza Zamoyskiego! I w efekcie, niebawem po zamknięciu Sejmu, 3 czerwca Jan Zamoyski gwałtownie umiera, na drugi dzień po obfitej uczcie u siebie w Zamościu.

W książce Andrzeja Strzeleckiego pt. „Sejm z r. 1605”, wydanej przez PAU w 1921,  znajduje się taki oto opis owej słynnej „nieudanej próby korupcji”:

„Podczas gdy w izbie zajmowano się artykułami, inna znów deputacja sejmowa, złożona z senatorów i posłów, prowadziła pertraktacje z posłami brandenburskimi o lenno pruskie. …

Wiedzieli o tem dobrze Brandenburczycy, jakiemi wpływami cieszy się w Polsce kanclerz Zamojski. Ośmieleni tem [ha, ha], że na uczcie wydanej przez niego dla posłów zagranicznych okazał on im wiele względów życzliwości postanowili go przekupić, by tym sposobem uzyskać jaknajdogodniejsze warunki lenna dla elektora. W tym celu jeden z posłów brandenburskich, nie mogąc się dla zbyt wielkiego natłoku przedostać do kanclerza, wsunął pomiędzy jego księgi kartę, w której obiecywał imieniem elektora wielką sumę pieniędzy, gdyby kanclerz zechciał tylko popierać jego sprawę. Zamojski, przeglądając księgi, natrafił na ową kartkę, a chcąc zdemaskować „machinacje brandenburskie”, całą sprawę wytoczył w senacie, pokazując zarazem Januszowi Ostrogskiemu, kasztelanowi krakowskiemu, jako głowie świeckiej senatu, na świadectwie słów swych kartkę podsuniętą mu przez posła elektorskiego.

Mimo wszelkich wysiłków posłów elektora Polacy nie chcieli łatwo ustąpić i targowali się z nimi o warunki. Kiedy bowiem Brandenburczycy, widząc niedaleki koniec sejmu, poczęli ustępować, zgadzając się już na to, by z Prus książęcych płacono rocznie 20000 dukatów kwarty, Polacy postąpili dalej, żądając trzydzieści a nawet czterdzieści tysięcy rocznie kwarty i tyleż poboru na wypadek, gdyby go w Koronie uchwalono. Ostatecznie spisano z polskiej strony warunki, których autorem był sam kanclerz Zamojski…”

Strzelecki mógł uwierzyć w tę ustawkę, bo wtedy nie wiedział tego co my, czyli że Zamoyski był człowiekiem nie tylko Londynu, ale i Berlina. Odrzucam możliwość „urwania się kanclerza z uwięzi” i zakładam, iż była to zwykła kombinacja operacyjna, aby uwiarygodnić Zamoyskiego, który w efekcie stanął na czele polskiej deputacji. Ostatecznie sejm został zerwany i skończył się na niczym:

„… Radziwiłł, widząc zarazem, że właściwie przeciwnicy uchylają się od dyskusji i odrzucają bezwzględnie postulaty różnowierców, krzyknął gwałtownie, że jeżeli tak dalej sprawy pójdą, to on, nie oglądając się na żadne względy, na nic zupełnie nie przystaje i na nic nie pozwoli.

To gwałtowne oświadczenie przeraziło regalistów, którzy nie mogli się tym razem spodziewać interwencji zagniewanego kanclerza Zamojskiego, godzącego zazwyczaj na Sejmach zwaśnione obozy. Obrażony bowiem na króla, siedział on teraz spokojnie i do niczego się nie mieszał, nie zabierając wcale głosu. Sytuacja była więc nader przykrą, należało bowiem wobec tak jawnego oporu różnowierców zacząć z nimi pertraktacje. Rolę pośrednika przyjął na siebie popularny ze swych zwycięstw inflanckich Jan Karol Chodkiewicz, starosta żmudzki i hetman litewski, który dopiero co przybył na konkluzję sejmową do Warszawy i złożył uroczyście w sobotę, dnia 26. lutego, zdobyte sztandary szwedzkie przed królem. On to postanowił więc swą powagą wpłynąć na różnowierców, by konkluzji sejmowej nie udaremniali, wskazując, że rozejście się bezowocne sejmu byłoby w obecnych warunkach niegodziwością, gdyż pozbawiałoby Rzeczpospolitą środków obrony na wojnę inflancką. Mogąca stąd wyniknąć klęska Rzeczypospolitej byłaby niejako dziełem tych, co Sejm chcą rozerwać.

… Wołając, że przepisany czas na sejm już upłynął, polecili oni marszałkowi izby pożegnać króla. Zamojski, który jeden mógł zapobiegnąć katastrofie, siedział chmurny i wcale nie starał się wyperswadować posłom opozycyjnym, by się przecież do zgody nakłonili. … Sejm spełzł na niczem, a położenie było w istocie przykrem, gdyż na sejmie niczego nie postanowiono, a do dawnych niedomagań Rzeczypospolitej dołączyło się nowe: zupełny brak środków na dalszą wojnę z Karolem Sudermańskim.”

Zatem kanclerza wg mnie załatwił Wiedeń, a bezpośrednią tego przyczyną była (ostatnia w efekcie) przemowa senatorska Zamoyskiego w której gwałtownie sprzeciwił się planowanemu małżeństwu Zygmunta Wielkiego z Konstancją Habsburżanką.

___

A oto garść opinii nt. Zamoyskiego Waltera Leitscha – autora owych monumentalnych 4 tomów z 2010 – oczywiście trzeba owe opinie traktować z pewną ostrożnością, wszak prof. Leitsch był z Wiednia:

„Według W. Leitscha Zamoyski to „populistyczny, zakłamany demagog” (s. 117, 694-696,1215), którego „zachowanie przypomina taktykę członków sowieckiego politbiura” (s. 1373). To człowiek „pozbawiony skrupułów, żądny władzy — bezwzględny w doborze środków, które stosował, aby się wzbogacić nadmiernie na koszt innych” (s. 1382), a zwłaszcza króla, którego dochody z przyjaciółmi sobie przywłaszczył (s. 702). Zdaniem Autora „każdy środek był dlań dobry, aby królowi szkodzić” (s. 1184, 1736) i „uczynić mu życie nieznośnym”, „pozbyć się go z kraju”, „obrzydzając” mu panowanie i Polskę (s. 692- 696, 701-702, 801, 1215-1216, 1937). Zamoyski według W. Leitscha to ani mąż stanu, ani patriota (s. 693), to „królewski gwóźdź do trumny” (s. 712), który „wszystko podporządkował temu, aby zrujnować króla” (s. 1159), gdy „sądził, że Zygmunt powinien zniknąć, aby on — bohater bohaterów (Scipio Polonus!) imieniem Jan Zamoyski został jego następcą” (s. 701). Młodego króla Zamoyski mógł nauczyć jedynie „tyrad nienawiści”, demagogicznych trików rzucania się na sejmach na kolana albo wprost na ziemię i lania krokodylich łez (s. 702). Autor wprost przyznaje, iż nie odczuwa do Zamoyskiego „żadnej sympatii”, a jedynie fascynuje go „zamoyska” propaganda i autoreklama, dzięki której udało się kanclerzowi „oszukać” nie tylko mu współczesnych, lecz także cały szereg polskich historyków ostatnich dwustu lat (s. 1788, 1382). Propaganda kanclerza, której ulegli współcześni i potomni, w konsekwencji wypaczyła wizerunek Zygmunta III w historiografii (s. 694-695, 1095, 1382, 1995) – króla, który w przeciwieństwie do kanclerza był zbyt zajęty sprawami państwa, by dbać o własną propagandę.”

Poczet zdrajców II

Michał_Kleafas_Aginski._Міхал_Клеафас_Агінскі_(F.-X._Fabre,_XIX)_.jpg

Партрэт Міхала Клеафаса Агінскага (Michał Kleafas Aginski)

__

Ostatnia, litewska deklaracja „demaskatora” Zychowicza, przypomniała mi wpierw innego, „zagubionego Litwina” – moralistę Miłosza, Czesława (że nie wspomnę samego mistrza „ekumenisty” Adama…). Ale już po chwili jeszcze inni, sławni inaczej, Litwini przyszli mi na myśl – przede wszystkim wielki hetman über-zdrajca Michał Kazimierz Pac (o Radziwiłłach będę musiał jeszcze osobno napisać), a zaraz potem ten, tak niewinny wydawałoby się, „mazurkowy” książę-pożegnanie-ojczyzny Ogiński – za Jerzym Łojkiem, Geneza i obalenie Konstytucji 3 Maja, Wydawnictwo Lubelskie, 1986:

„Nas interesują: przemilczenia Ogińskiego, które dotyczą okresu jego pobytu na placówce dyplomatycznej w Hadze – a są to przemilczenia dotyczące faktów wcale niebłahych, ukazujących postać ambitnego, ale niefortunnego dyplomaty w bardzo negatywnym świetle [mało powiedziane, ale był to rok 1986…]. Przede wszystkim należy więc zauważyć, że w okresie poprzedzającym swój wyjazd na placówkę do Holandii miecznik litewski, spodziewając się w przyszłości spadku po swoim żyjącym jeszcze stryju, kuchmistrzu litewskim Ksawerym Ogińskim, właścicielu rozległych dóbr położonych na ziemiach, które od czasów pierwszego rozbioru należały do Rosji, zabiegał o nabycie praw poddanego imperatorowej Katarzyny II, gdyż tylko w takim charakterze mógłby te dobra w przyszłości objąć w posiadanie. Władze rosyjskie żądały w związku z tą sprawą osobistego stawienia się Ogińskiego na Białorusi, w końcu – za radą Debolego – miecznik litewski wystarał się o zgodę na złożenie przysięgi wiernopoddańczej w Hadze, na ręce Kołyczewa, i formalności tej dopełnił w Holandii jesienią 1790 roku, będąc już oficjalnie akredytowanym posłem króla i Rzeczypospolitej przy holenderskich Stanach Generalnych. O tym kompromitującym polskiego dyplomatę akcie hołdowniczym wiedział tylko Stanisław August; przed sejmem i przywódcami stronnictwa patriotycznego zachowano w tej sprawie ścisłą tajemnicę. Jeśli pominąć nawet aspekt prestiżowo-polityczny tego wydarzenia, pozostaje faktem bezspornym, że składając przysięgę wiernopoddańczą imperatorowej rosyjskiej Ogiński przyjął na siebie zarazem obowiązek wykonywania instrukcji wszystkich dyplomatów rosyjskich w miejscach swego pobytu za granicą. Nasuwa to poważne podejrzenie [ha,ha…], że opieszałe działania Ogińskiego w Londynie, jego późniejsze – jak zobaczymy – zatajenie przez okres kilku tygodni ważkich propozycji rządu brytyjskiego i doniesienie o nich władzom w Warszawie właściwie już poniewczasie spowodowane były stosowaniem się do odpowiednich zaleceń Stiepana Kołyczewa lub Siemiona Woroncowa. Wydaje się również prawdopodobne, że Kołyczew otrzymał od Ogińskiego dokładne sprawozdanie z jego misji w Londynie wcześniej niż Deputacja Interesów Cudzoziemskich, ale dowodu na to trzeba by już szukać w archiwach rosyjskiej służby zagranicznej z czasów Katarzyny II. W końcu podejrzane zachowanie się Ogińskiego w 1791 roku również doskonale tłumaczy jego powiązaniami z dyplomacją rosyjską.

O przysiędze złożonej na ręce Kołyczewa Ogiński w swoich pamiętnikach w ogóle nie wspomniał [co za niespodzianka…]. Nie wspomniał także o innym kompromitującym go fakcie. Otóż korzystając z możliwości, jakie dawało mu stanowisko posła Rzeczypospolitej Polskiej, zaciągnął dla celów prywatnych na prośbę swego przyrodniego brata, znanego bankiera Prota Potockiego, pożyczkę w banku holenderskim Piotra de Haana wysokości 200 tysięcy dukatów**, zabezpieczając ją na hipotece swoich dóbr, których wielokrotnie przesadzoną wartość stwierdził niezgodnym z prawdą atestatem kanclerz litewski Aleksander Sapieha. Tego rodzaju spekulacje z pewnością nie licowały z powagą reprezentacji dyplomatycznej, jaką władze Rzeczypospolitej zleciły posłowi polskiemu w Hadze…

W każdym razie w korespondencji króla z posłem w Petersburgu Debolim, w której poruszano wszystkie, nawet bardzo błahe kwestie polityczne, nagły wyjazd Ogińskiego do Londynu nie został wspomniany. Brak również informacji o podróży miecznika czy o jakichkolwiek udzielonych mu instrukcjach w papierach Ignacego Potockiego. …

Premier Pitt, zdziwiony najwidoczniej niezrozumiałą opieszałością polskiego wysłannika, dwukrotnie wysłał do niego zaproszenie na konferencję w swoim domu. Ogiński zjawił się wreszcie na Downing Street (daty tego spotkania w raporcie również nie znajdujemy) i odbył z premierem rozmowę, trwającą dwie godziny i kwadrans. Konferencja była tylko jedna, ale podczas niej Pitt wystąpił z propozycjami, których znaczenie można docenić jedynie w kontekście całej ówczesnej sytuacji międzynarodowej.

Rozmowa zaczęła się od licznych pytań Pitta, dotyczących możliwości eksportu polskiego w dziedzinie surowców o dużym znaczeniu dla Wielkiej Brytanii. Premier wspomniał, że w sprawie tej odbył już konferencję z Ewartem i rzeczoznawcami handlowymi, starając się ustalić możliwości zastąpienia handlu z Rosją przez podobny handel z Polską. Dało to Ogińskiemu okazję do dłuższego wywodu na temat produkcji rolnej, leśnej i kopalnianej ziem polskich, wspartego danymi tablic statystycznych, w które uprzednio poseł przezornie się zaopatrzył. Być może, że rozmowa doszłaby następnie do najważniejszego puktu spornego, to znaczy cesji Gdańska i Torunia na rzecz Prus, ale Pitt przerwał exposé Ogińskiego stwierdzając, że rozumie doskonale znaczenie rozwoju wzajemnych stosunków handlowych zarówno dla Polski, jak i dla Wielkiej Brytanii. Następnie postawił zasadnicze pytanie: jakie są rzeczywiste intencje władz Rzeczypospolitej wobec Wielkiej Brytanii w aktualnej sytuacji międzynarodowej? 

… w tym momencie William Pitt zdecydował się na jedno ze swoich radykalnych posunięć, którymi zaskakiwał często gabinet i przesądzał o rozstrzygnięciu skomplikowanych problemów polityki wewnętrznej lub zagranicznej. Nie wspominając w ogóle o kwestii Gdańska i Torunia, stwierdził mianowicie, iż rząd brytyjski gotów jest wystąpić wobec Rzeczypospolitej z propozycją natychmiastowego zawarcia traktatu handlowego i traktatu sojuszniczego bez żadnych (jak możemy sądzić z kontekstu jego wypowiedzi) warunków wstępnych, jeżeli będzie miał pewność, że propozycja taka zostanie w Warszawie dobrze przyjęta. Dodał też, że dla uzyskania tej pewności nie musi i nie chce czekać na odpowiedź z Warszawy. Jeżeli Ogiński zapewni go kategorycznie, iż alians z Wielką Brytanią i polsko-brytyjski traktat handlowy zostaną zaakceptowane przez króla i sejm Rzeczypospolitej, gabinet londyński natychmiast wyśle do Warszawy odpowiednią propozycję.

Było to oświadczenie zmieniające całkowicie dotychczasową politykę Wielkiej Brytanii wobec Rzeczypospolitej. Londyn dążył dotychczas konsekwentnie do sojuszu i porozumienia handlowego z Warszawą, ale pod warunkiem, iż Rzeczpospolita uprzednio zaspokoi pruskie żądania terytorialne. Gabinet brytyjski nie chciał bowiem drażnić dworu berlińskiego i stwarzać pozorów formowania poza jego plecami dodatkowej osi Warszawa-Londyn. W czasie rozmowy z Ogińskim Pitt zgodnie z ustaloną uprzednio w rozmowach z Ewartem zmianą polityki brytyjskiej, zdecydował się na „otwarcie” wobec Polski, które zmierzało do zawarcia z Rzecząpospolitą sojuszu bez żadnych warunków dodatkowych, mimo nie załatwionej dotąd sprawy regulacji ceł i ustępstw terytorialnych na rzecz Prus. Powody tego są jasne. Premier brytyjski zdawał sobie sprawę, że nadal brakuje mu wyraźnych argumentów, którymi mógłby się posłużyć w czasie przyszłej debaty parlamentarnej…”

**) Dzisiaj to grubo ponad 100 milionów PLN, bez poprawki na GDP…

 

Poczet zdrajców

Michał_Kazimierz_Pac.png

Anonimowy portret z XVII wieku Michała Kazimierza Paca, hetmana wielkiego litewskiego.

___

Wielu jest kandydatów do miana największego zdrajcy Polski w historii. Wysoko plasuje się tam przywódca pierwszej polskiej wojny domowej, Mikołaj Zebrzydowski, ale że był tylko użytecznym idiotą trudno tu o takie jego wyróżnienie. Przywódca drugiej polskiej wojny domowej, Jerzy Sebastian Lubomirski, też jest wysoko, a z kolei Jan kanclerz Zamoyski startuje w osobnej kategorii meta-zdrajców.

Po bliższym przyjrzeniu się uznałem, że najmocniejszym jak dotąd kandydatem jest (pominąwszy oczywiście wiek XVIII i późniejsze, kiedy to z Rzplitej zostały marne tylko resztki) wspomniany tu wcześniej Michał Kazimierz Pac, który odebrał nam ostatnią nadzieję na odbicie się od dna. Kiedy pisałem o nim przegapiłem dalsze jego wyczyny. Oto wypisy z jego biogramu w PSB:

„W czasie bezkrólewia 1673/4 P. planował wyniesienie na tron carewicza Fiodora. W tym celu prowadził rozmowy z rosyjskim rezydentem w Polsce W. Tjapkinem, słał swego posła do Moskwy do kniazia J. Dołgorukiego i do A. Matwiejewa. Z. Wójcik nazwał politykę prorosyjską P-a wprost zdradą, ponieważ P. wobec gońca carskiego Burcowa oświadczył w Wilnie: «Ja jestem gotów do wojny z Turcją, ale wojska litewskie z koronnymi nie będą się łączyć. A jeśli będzie przedłużać się nieposłuszeństwo i niezaradność koronnych, to ja poddam się z całą Litwą carowi». …

Zaraz po elekcji już w czerwcu t. r. wyjechał na Śląsk do Cieplic na kurację, gdzie w dalszym ciągu knuł przeciw królowi. W sierpniu wrócił do kraju i zjawił się zaraz w obozie królewskim. Nie zaprzestał spisków. Porozumiewał się z elektorem brandenburskim, gotów opuścić obóz, jeśli król z francuską pomocą będzie dążył do pokoju z Turcją, by potem wraz ze Szwecją uderzyć na Prusy Książęce. Nadal też tajnie porozumiewał się z rosyjskim rezydentem w Warszawie W. Tjapkinem.

Kiedy w czerwcu 1675 Turcy pod Ibrahimem Szyszmanem wraz z Tatarami Selimgireja zaatakowali Podole i Ukrainę, parli na Zbaraż i Lwów, Sobieski 25 VI wezwał P-a na pomoc z armią lit. Nie żądał nawet jego osobistego udziału, ale prosił o pomoc wojskową z M. K. Radziwiłłem. P. trwał jednak w uporze i przebywał w Wilnie, pisząc na Sobieskiego «paszkwile na całą Polskę, fałsze i impostury». «A Litwa przecie dotąd śpi, i Pacowska, i Radziwiłłowska», pisał Sobieski 28 VII ze Lwowa do żony. …

P. był zdecydowanie przeciwny układowi polsko-francuskiemu zawartemu w czerwcu 1675 w Jaworowie, występował przeciw polityce bałtyckiej Jana III. Porozumiewał się z rezydentami elektora brandenburskiego i cesarza, zresztą nie bez korzyści materialnych. Spiskował przeciw koronacji Jana III i królowej. …

Wiosną 1676 porozumiewał się P. z posłem austriackim, wobec którego wyrażał gotowość zatrzymania armii litewskiej tak, aby mogła być użyta zgodnie z interesem Austrii. Za swą usługę oczekiwał 100 000 złp. W połowie września t. r. zameldował się królowi w obozie pod Lwowem w 4 000 wojska zamiast spodziewanych 10 000. …

Prowadził nadal politykę antykrólewską, zwłaszcza przeciwstawiał się bałtyckim planom Jana III. Była to właściwie [dobre sobie…] zdrada polskich interesów. Za elektorskie pieniądze starał się utrzymać wojsko lit. dla osłony Żmudzi i Prus Książęcych przed atakiem Szwedów z Inflant; w czerwcu 1677 otrzymał od elektora 2 000 talarów tytułem zaliczki na 20 000. Jesienią ostrzegał P. Szwedów w Rydze, by nie próbowali przemarszu przez Żmudź. Kiedy Szwedzi usiłowali w początkach 1678 wtargnąć na Żmudź, P. ostro przeciwstawił się tym próbom, zyskując tym krokiem przede wszystkim życzliwość elektora (otrzymał 5 000 talarów). Zamyślał nawet wkroczyć z wojskiem lit. do Inflant. Akcja P-a w znacznym stopniu pokrzyżowała plany nie tylko Szwedów, ale i polskiego króla. Nie dał się pozyskać dyplomacji francuskiej dla koncepcji sojuszu polsko-francusko-szwedzkiego przeciw elektorowi i Austrii. W maju t. r. na zjeździe w Olecku, na pograniczu żmudzko-pruskim, P. jeszcze raz potwierdził swe proelektorskie sympatie, zyskując pieniężne subsydia na utrzymanie armii lit. oraz sprzęt wojenny. W lecie 1678 należał do spisku malkontentów (z J. Leszczyńskim, A. Trzebickim, D. Wiśniowieckim), zmierzających do detronizacji Jana III na rzecz Karola lotaryńskiego. Jesienią 1678 wzmógł czujność na Żmudzi i Litwie. Umacniał fortecę w Birżach, zbierał wojsko w rejonie Kłajpedy, ostrzegał sejmiki przed agresją Szwedów. W październiku t. r. kategorycznie odrzucił prośbę Szwedów o wolne przejście do Prus; lecz kiedy w listopadzie t. r. H. Horn maszerował z armią szwedzką wąskim pasem przez Żmudź w rejonie Połągi, P. nie zaatakował go.

Na sejmie grodzieńskim (grudzień 1678 – kwiecień 1679) P. w wotum senatorskim ostro skrytykował politykę króla, zarówno bałtycką proszwedzką, jak i popieranie powstańców węgierskich F. Tökölego i prowokowanie Turcji oraz domagał się wycofania polskich zaciągów Hieronima Lubomirskiego z Węgier. Zaatakował też Francję, obwiniając ją o wszystkie nieszczęścia, jakie w ciągu 30 lat spadły na Polskę. Domagał się usunięcia z Polski rezydentów francuskich i szwedzkich. Wotum P-a znalazło żywy oddźwięk wśród opozycji; zyskał też nową pieniężną nagrodę od elektora. Gotów był w tym czasie nawet oddać elektorowi szwedzkie Inflanty. …

P. zmarł «prawie nagle» [ciekawe czy to aby nie Habsburgowie go usunęli, zabiegając o pomoc Jana III?] 4 IV 1682 w swym majątku Waka koło Wilna. Został pochowany w podziemiach u wejścia do kościoła Św. Piotra i Pawła na Antokolu w Wilnie. Mimo kilku propozycji małżeńskich rodziny nie założył.”

Warto pamiętać, iż żaden z owych ewidentnych mega-szkodników nie poniósł dotkliwej kary…

Miedzioryt  Johanna Alexandra Boenera, według wzoru Adriaena van Bloemena.  Rycina z dzieła G. Gualdo-Priorato „Historia di Leopoldo Cesare […]” (tom 3) wydanego w Wiedniu w 1674 roku:

pac2.jpg