Paderewski, Witos, senator z Honolulu i znowu ten Żyrardów

Okazało się że poprzestawszy na amerykańskich przygodach Ludwika Hammerlinga nie doczytałem bodaj najważniejszej części jego biografii: The Most Dangerous German Agent in America: The Many Lives of Louis N. Hammerling – 28 Feb 2015 by M Biskupski.

Jak czujnie zauważył genezy jest dostępna recenzja tej książki, która nieźle podsumowuje polskie tam wątki:

„Początkowo Hammerling próbował się „zaczepić” w otoczeniu Ignacego Paderewskiego. Ten jednak szybko stracił wpływy, więc Galicjanin błyskawicznie znalazł nowego przyjaciela. Był nim Wincenty Witos, przywódca PSL-Piast. Szef ludowców pragnął ze swojej partii, popularnej jedynie w Galicji, uczynić siłę krajową. A nie mógłby tego zrobić bez pieniędzy i medialno-marketingowego know-how byłego prezesa AAFLN. Natomiast Hammerling potrzebował kogoś, kto wepchnąłby go do polityczno-biznesowych elit.

W 1922 r. były macher Republikanów poprowadził kampanię wyborczą PSL z iście amerykańskim rozmachem, nie szczędząc grosza na propagandę i przekupując, kogo trzeba. W rezultacie Piast uzyskał drugi wynik w kraju, a sam Hammerling został wybrany na senatora z okręgu stanisławowskiego.

W następnych miesiącach jeszcze bardziej przysłużył się Witosowi, okazując się ponownie mistrzem trudnych zakulisowych negocjacji. To on doprowadził do podpisania w maju 1923 r. umowy koalicyjnej pomiędzy ludowcami a prawicą, zrzeszoną w Chrześcijańskim Związku Jedności Narodowej. Zresztą umowa ta przeszła do historii jako pakt lanckoroński, dlatego że została wynegocjowana w majątku Hammerlinga znajdującym się właśnie nieopodal Lanckorony. Dzięki niej, w kilka dni później, Witos po raz drugi objął tekę premiera.

Niestety następnego politycznego sojusznika nasz bohater wybrał sobie maksymalnie niekorzystnie. Endek Władysław Kucharski, bo o nim tu mowa, był w rządzie Chjeno-Piasta ministrem przemysłu i handlu. Nie dość, że był skorumpowany, to jeszcze nie potrafił tego procederu ukryć. Gdy więc wybuchła tzw. afera żyrardowska (patrz tekst obok)**, która skutecznie zniszczyła jego polityczną karierę, to pociągnął za sobą na dno również swojego kolegę, Hammerlinga. Tak jak wcześniej w Stanach, tak i teraz najpierw na celownik wzięła go prasa. Oskarżano go, że to on zrobił z polskiego rządu „marionetkę Żydów i Niemców”. By to uzasadnić, wskazywano na jego prawdziwe pochodzenie (jeden z artykułów nosił ironiczny tytuł „Senator z Honolulu”) i „brudne” rozdziały życiorysu znane za oceanem. Przypomniano m.in. jego współpracę z kajzerowskim wywiadem.”

Z kolei, kolega mooj przypomniał omówienie afery żyrardowskiej na SN. A ów Mieczysław Biskupski to nie byle kto – jest profesorem historii w Central Connecticut State University. Po polsku wyszła jak dotąd jedna jego książka – Nieznana wojna Hollywood przeciwko Polsce 1939-1945, przeł. Karol Nowacki, ze wstępem Stanisława Michalkiewicza, Warszawa: Fijorr Publishing Company 2011. Swego czasu dużo hałasu narobił ów wstęp Michalkiewicza, który został oskarżony o „jadowity i bezwstydny antysemityzm”… Mam taką cichą nadzieję, że może kiedyś Pantera znajdzie czas na jej recenzję…

Moją uwagę przy tej okazji przykuła jeszcze inna przygoda naszego senatora z Honolulu, ale o tym w odcinku następnym…

__

**) Afera żyrardowska

„Przed I wojną światową żyrardowskie zakłady były największą fabryką produkującą wyroby lniane w Europie. W toku działań wojennych mocno ucierpiały, m.in. utracono wszystkie maszyny. W II RP ich odbudowę sfinansowało państwo. I wtedy, w 1923 r., minister skarbu Władysław Kucharski w zagadkowych okolicznościach sprzedał je francuskiemu inwestorowi. I to za ułamek kosztów odbudowy. Wybuchł skandal, który kosztował kariery ministra i Hammerlinga.”

Reklamy

Hrabianka Klementyna, Canaris i francuscy Poniatowscy

Klementyna Czarkowska-Golejewska, hrabianka z domu i wnuczka marszałka powiatu borszczowskiego, wychowała się w raju, jak sama napisała, czyli na zamku w Wysuczce (patrz wyżej), który to zamek Ukraińcy po 1945 na cegły rozebrali. W styczniu 1933r. Klementyna wyszła za Andrzeja Mańkowskiego – oboje mieli wtedy 23 lata i zamieszkali w majątku w Winnej Górze. Mańkowski w tym czasie był pochłonięty studiami prawno-ekonomicznymi na Uniwersytecie Poznańskim. Jednym z jego kolegów w środowisku poznańskim był Jan Nowak–Jeziorański (po latach do niego bezpośrednio słał swoje artykuły dla Wolnej Europy). Andrzej Mańkowski nie lubił zajęć typu administracyjnego, dlatego majątkiem zajmowała się młoda żona, której w 1939r. przekazał notarialne poświadczone pełnomocnictwo. W 1936r. urodził się syn Krzysztof a w 1939r. Andrzej junior – chłopcy mieli niemiecką niańkę, Teta.

Trzeba tu zaznaczyć, że Andrzej Mańkowski przez sześć lat (1922-1928) uczył się w prestiżowej szkole oo. Benedyktynów w Brugii. Tam opanował język francuski, poznał flamandzki, wtedy narodziły się bliskie związki młodego Mańkowskiego z Belgią i jej kulturą (vide ich późniejszy, powojenny pobyt w Kongo belgijskim**, gdzie w 1958 zmarła matka Klementyny!). Ziemiański ród Mańkowskich był potężny w Wielkopolsce – to nie tylko wielkie majątki, ale i senator II RP, itd. itp. Starszy o 11 lat brat Andrzeja hrabia Wacław pracował w MSZ i miał majątek nieopodal, podobnie jak Maria – siostra Klementyny, żona hrabiego Mycielskiego. Bywali u nich na przyjęciach i polowaniach także dyplomaci niemieccy.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dwór_w_Winnej_Górze

We wrześniu 1939 porucznik Andrzej Mańkowski zostaje ciężko postrzelony przez swoich podwładnych „ponieważ zgodnie z wymaganiami Konwencji Genewskiej i własnym sumieniem, zabronił grupie polskich żołnierzy maltretowania wziętego do niewoli niemieckiego oficera.”

O szpiegowskiej działalności Klementyny w Muszkieterach można poczytać choćby w jej własnych wspomnieniach wydanych pt. Moja misja wojenna, które wyszły w Polsce w 2003, roku śmierci autorki. Przedmowę do polskiego wydania napisał Andrzej Szczypiorski (choć zmarł już w 2000…), a do niemieckiego z 1994 sam Ferdynand ksiaze von Bismarck… To samo już pokazuje jak bardzo Niemcom zależało na wzmocnieniu przekazu tej książki, tj. istnienia wielu „dobrych Niemców” co to przeciwstawiali się Hitlerowi. Co bardzo symptomatyczne, do tej pory nie ukazało się wydanie angielskie jej wspomnień…

Z kolei, do oryginalnego wydania francuskiego z 1993 pt. Espionne malgré moi (Szpieg wbrew sobie, lub Szpieg mimo woli?) przedmowę napisał sam Michel Poniatowski – ten od słynnego gierkowskiego szczytu w maju 1980, Wilanowie. I poruszył tam ciekawe zagadnienie – agentów z podbitych krajów działających bezpośrednio na zlecenie angielskiego Secret Intelligence Service (czyli SIS, czy obiegowo MI6) czy amerykańskiego Office of Strategic Services (OSS, czyli pre-CIA). Okazuje się, że wewnętrzne konflikty tym spowodowane występowały także w innych krajach – w Polsce tego ofiarą padł przede wszystkim Stefan Witkowski, szef Muszkieterów, a samej Klementynie grożono w Londynie śmiercią. We Francji, zaraz po 1945 wprowadzono całkowity zakaz takiej „bezpośredniej współpracy” z zagranicznymi agencjami.

Pozostaje jedna, ale za to największa zagadka naszych polskich superszpiegów „na zlecenie” – Brutusa, Klementyny i Haliny Szymańskiej – co takiego przekazali Londynowi na polecenie samego Canarisa?! A było to nie byle co skoro Canaris złożył TAKIE obietnice i ich dotrzymał! – Klementynie, że wyśle ją do Londynu z dwoma synami, a Brutusowi, że nikomu z jego wielkiej siatki szpiegowskiej włos z głowy nie spadnie, po jego wyjeździe do… Londynu, oczywiście.

A do tych francuskich Poniatowskich przyjdzie mi zaraz jeszcze wrócić…

CDN

**) „W Katandze, wchodzącej w skład kolonii belgijskiej, Andrzej Mańkowski został redaktorem dziennika ‘’L’Essor du Congo’’. Płodny , piszący niemal codziennie artykuły, dziennikarz – publicysta zwrócił na siebie uwagę Departamentu Stanu USA [Nowak?], na którego zaproszenie udał się wiosną 1957 r. w dwumiesięczną podróż studyjną do USA. Plonem jej jest tom studiów poświeconych Stanom Zjednoczonym zatytułowany „Wrażenia z Ameryki’’.”

No i taki mały drobiazg – w owym Kongo Klementyna pracowała w konsulacie… amerykańskim.

LETTERS ON POLISH AFFAIRS (1922)

http://chestertonpolska.org/sarolea-listy-o-polsce-przedmowa-chestertona/

LETTERS ON POLISH AFFAIRS 

INTRODUCTION 

By G. K. CHESTERTON

THESE lines, hasty as they are and unworthy of so great a subject, appear in this place because I feel that no one should lose the chance of saying a word for the disputed but vital cause of the Polish nation. Though I cannot claim, and indeed very few can claim, the detailed historical knowledge of the author of this book, I can certainly claim to have been  from the first a partisan of the Polish ideal, even when my sympathy was mainly an instinct. The instinct was never a prejudice, or even what is commonly called a sentiment. It was not one-sided ; for I had heard next to nothing on the Polish side. It was not founded in praises of Poland ; for, as Professor Sarolea points out, praises of Poland in this country are unnaturally rare. It was almost entirely founded on the denunciations of Poland, which were by no means rare. I judged the Poles by their enemies. And I found it was an almost unfailing-truth  that their enemies were the enemies of magnanimity and manhood. If a man loved slavery, if he loved usury, if he loved terrorism and all the trampled mire of materialistic politics, I have always found that he added to these affections the passion of a hatred of Poland. She could be judged in the light of that hatred ; and the judgment has proved to be right.

Every one of the facts that have since appeared has proved it to be right. Every action of the Poles has confirmed the sympathy and confounded the prejudice, a prejudice once unfortunately very widespread in our own Press and public opinion. The internationalists represented the Poles as wildly wrong in their claims against Prussia in Silesia. The Poles were adjudged to be almost entirely right by that very international tribunal which the internationalists set up as their ideal. The Poles were described as „hysterical children,” incapable of discipline or practicality or of anything except anarchy. The hysterical children answered by inflicting the only practical defeats that have fallen upon Bolshevism, and breaking it on the field of battle, while we could only rail against it in the newspapers and surrender to it in the mart.

Amid so much that is interesting, therefore, the greatest interest of this book will be found in the Letter on the Conspiracy against Poland. There are, of course, dupes as well as conspirators, and what is hatred in the few is only ignorance in the many. But if we ask to what the tradition can really be traced, it is certain that its origin is simply and solely in something that we knew for five years under the name of ” Kultur.”

Middle Europe is a sinister phrase in more senses than one. Middle Europe has played the part of a middleman. It has done so in the most customary sense of cheating both parties. The German, as he would express it, has been the interpreter between the Western Europe of French and English and the Eastern Europe of Poles and Russians. In any case, the interpreter is a translator, and certainly in this case the translator is a traitor. Most Russian ideas of Western civilisation were simply German ideas of German civilisation. But it is equally true of most Western ideas of Eastern barbarism, even of the whole idea that all Eastern things were barbaric. Above all, this was the cause of the inconceivable delusion that the high civilisation of Poland is barbaric. It is one of the thousand cross-purposes created by this mystification of Mittel-Europa. Somebody said that Petrograd, significantly called Petersburg, was a window looking to the West. It is almost equally true that Berlin was the one window really looking to the East. In short, the Western nations, and especially the commercial nations of England and America, always saw Eastern Europe’ through a German professor’s spectacles. And those goblin goggles, if they sometimes magnified Russia, always diminished Poland.

Now the deepest delusions of Teutonism, even when they are stricken, die very slowly. The patriotic Englishman is still largely unconscious that about three-quarters of his native prejudices were taught to him by a German spy. Indeed I suppose it is the definition of a prejudice that it is an opinion held by somebody who has forgotten where it came from. Somebody told the Englishman that the Poles are an anarchical sort of people. The Englishman feels as if he knew it for a fact, though as a fact he has forgotten who told him, or who professed to know it at all. As a matter of fact, the authority which told him was the same authority which told him that Germany was bound by a law of nature to expand at the expense of Belgium and Denmark. It was the same that told him the Ems forgery was a mere formality, enabling the simple piety of Prussia to defend itself against the immoral militarism of France. It was the same authority which asked for the freedom of the seas, and then murdered Captain Fryatt for defending himself against pirates. There never was any other authority, except one which happened to be in close alliance with it the German Jew, who was in this matter  working with the German. The Jew had indeed his own national quarrel with the Polish peasant, and even with the Polish squire. Since the Jew has become a Bolshevist, he may possibly state that quarrel in a manlier fashion as befits a nation. In this sense it is all to the good when the Jew becomes a Bolshevist, as when he becomes a Zionist. He is attacking Europe frankly and courageously along a line of his own. But until the birth of Bolshevism, though the German Jew might be Jewish in his motive, he was German in his theory. It was Teutonism that he invoked from the first against the Poles, as he invoked it at the last against the Belgians. It was in his capacity of golden-haired Nordic giant, that Herr Moses Mendoza** trampled on the Catholic relics and the broken Polish sword.

But the chief source of the prejudice was Prussia ; and that low type of imperialism which she spread in Europe. In a world of many remaining evils and bewilderments, we may safely say that this imperialism will pollute it no more. The virtues that thrive with Poland are pushing their way to the surface the virtues of the peasant and the patriot. By all the instincts of historical imagination we know when those virtues are set free, and a fresh hope has come into the world. Poland can now grow to the great in something more than tragedy. And it is probable that the eyes of her children’s children, looking across that very Eastern battlefield where the crowned vultures are as dead as their carrion, will follow higher and higher into the sky the flight of the silver eagle.

**) ?? Czy o tym Mojżeszu tu mowa? Synu Mendela:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Moses_Mendelssohn

Kartezjusz i królowa Krystyna czyli szwedzki „Kulturkampf”

Dysputa królowej Krystyny i Kartezjusza (detal z kopii dzieła Pierre’a Louisa Dumesnila)

__

6. marca 1649. francuski ambasador w Sztokholmie powtórnie wystosował zaproszenie dla Kartezjusza na dwór królowej Krystyny. Szwedzki admirał Hermann Flemming właśnie płynął do Holandii po odbiór biblioteki Gerardusa Vossiusa. Jego syn, Isaac sprzedał bezpośrednio królowej około 2000 woluminów za jedyne 20 tysięcy florenów (dzisiaj to grubo ponad 2 miliony euro). Kartezjusz się wahał – skończył już 53 lata i obawiał się długiej morskiej podróży oraz zimnego, szwedzkiego klimatu – tzw. mała epoka lodowcowa rozwinęła się już w najlepsze. W końcu się jednak zdecydował, przecież królowa prosiła go o pomoc przy założeniu szwedzkiej akademii nauk.

W dodatku był bankrutem i potrzebował gotówki, a była to dla niego nowość. W 1623, w wieku 27 lat, sprzedał rodzinny majątek za ponad 600 tysięcy dzisiejszych euro (oraz dwa lata później kolejną część za prawie 400 tysięcy) i zainwestował w amsterdamskie obligacje…  W 1642 donosił, że same odsetki przynoszą mu około 2000 liwrów rocznego dochodu (czyli jakieś 50.000 euro dziś). Oprócz tego, po śmierci swojego ojca w 1640 otrzymywał jeszcze pensję.

Jego misja w Szwecji trwała bardzo krótko – 1. lutego 1650. przedstawił królowej projekt statutów Szwedzkiej Akademii Królewskiej (zastrzegając tam, rzekomo z własnej inicjatywy, udział w tejże Akademii tylko „rodzonym” Szwedom), a już 11., o 4tej nad ranem, zmarł. Miał „przy sobie” tylko 200 riksdalerow (talarów szwedzkich) gotówki, przy czym połowa tej sumy poszła na jego pogrzeb, a druga, wraz z jego garderobą, na „spłacenie” Schlütera, służącego. Ciekawe, że w krytycznym momencie Kartezjusz zdecydowanie odrzucił usługi królewskiego medyka tamże – Holendra van Wullena… W czasie pobytu w Szwecji, jeszcze 2. lutego, przyjął od ojca Viogné komunię świętą (jedyny taki odnotowany przypadek). W 1666, po przewiezieniu zwłok, pochowano je w paryskim kościele Saint-Étienne-du-Mont, obok Błażeja Pascala. Jakobini wprawdzie planowali przenieść je do Panteonu, ale do tego nie doszło i w 1819 jego szczątki wylądowały w opactwie Saint-Germain-des-Prés, choć bez palca i czaszki… Książki Kartezjusza trafiły na papieski indeks w 1663, a w 1671 Ludwik XIV zabronił wykładania filozofii kartezjańskiej.

Wróćmy do królowej – była córką pięknej Marii Eleonory Hohenzollern i Gustawa II Adolfa. Urody wprawdzie po matce nie odziedziczyła i w młodości często brano ją za mężczyznę, ale za to od dziecięctwa odczuwała bardzo silny pociąg do wiedzy. Po wstąpieniu na tron, w 1644, przyjęła wszak dewizę: Columna regni sapientia (Mądrość podporą władzy królewskiej). Uroczysta koronacja miała jednak dopiero miejsce w październiku 1650, po tym jak 26. lutego rok wcześniej oświadczyła, że za mąż nie pójdzie i ogłosiła Karola Gustawa następcą tronu i dziedzicznym księciem Szwecji. Ciekawe, że formalnie nosiła tytuł króla, a nie królowej…

Krystyna była wielką prekursorką rabunku totalnego – w 1648 osobiście wydała rozkaz Hansowi von Königsmarckowi grabieży wszystkiego co im w ręce wpadnie. W efekcie, po bitwie o Pragę, z cesarskiego zamku na Hradczanach ukradziono 760 obrazy, 170 rzeźb w marmurze, a 100 w brązie, 33 tysięcy monet i medali, 600 sztuk kryształów, 300 instrumentów naukowych i bardzo wiele rękopisów i książek – w tym Sanctae Crucis laudibus Rabanusa Maurusa oraz słynny Codex Argenteus (vide niżej). W czasie „naszego” potopu po prostu ten szwedzki obyczaj tylko dalej twórczo rozwinięto:

„Grabież dóbr kultury przez szwedzkiego okupanta była z góry zaplanowana i zorganizowana, ponieważ najeźdźcy jeszcze przed wojną przygotowali wyszkolony zespół „fachowców”, towarzyszących armii i ograbiających planowo skarbce, archiwa i biblioteki.  Z krakowskich bibliotek może najmniej ucierpiał księgozbiór Biblioteki Jagiellońskiej; według opinii badaczy straty okazały się stosunkowo niewielkie. Co prawda, Szwedzi dokonywali w Collegium Maius kilkakrotnych rewizji, ale szczęśliwie udało się uratować księgozbiór od rozproszenia i zatracenia. O wiele gorzej przedstawiała się sytuacja z bogatymi bibliotekami krakowskich klasztorów  – jezuitów, augustianów i karmelitów trzewiczkowych.”

Po abdykacji w czerwcu 1654 r. Krystyna „opuściła potajemnie Szwecję, a w grudniu tego roku w Brukseli również potajemnie złożyła katolickie wyznanie wiary na ręce dominikanina o. Guemesa. Świadkami tego obrządku byli m.in. arcyksiążę Leopold i nadzwyczajny poseł Hiszpanii, sekretarz stanu Navarra Antonio Pimentel, faworyt królowej. Krystyna pragnęła osiąść w Rzymie. Zgodę na jej pobyt w Wiecznym Mieście papież Aleksander VII uzależniał od publicznego wyznania wiary. Ceremonii tej dopełniła Krystyna 3 listopada 1655 r. w Innsbrucku. Kilkanaście dni potem, 15 listopada, papież na konsystorzu oznajmił jej przybycie.​” Po drodze, w Hamburgu zatrudniła jako swego bankiera niejakiego Abrahama Seniora Teixeira, ew. Abrahama Seniora i Diego Teixeira de Sampayo, z którym zawarła bardzo bliskie, osobiste stosunki. W grudniu 1655 Krystyna Wazówna uroczyście przybyła do Rzymu, gdzie po bardzo wielu „przygodach” zmarła w 1689, ale to już jest materiał na inne notki…

Warto tu jednak podkreślić, że wokół Krystyny kłębiły się praktycznie wszystkie wątki wielkiej propagandy i polityki europejskiej. Wystarczy przypomnieć imponujący szereg jej korespondentów, takich jak Pascal, który posłał jej swój słynny kalkulator, czy dobrze nam znany Menasseh Ben Israel, który prowadził z nią korespondencję, a w 1651 zaproponował jej wyłączność na hebrajskie druki. Krystyna zawsze miała także wielu „opiekunów”, nie tylko tych szwedzkich, ale i francuskich (jak znany hrabia Brégy), czy angielskich jak wspomniany już Isaac Vossius, którego zatrudniła za imponującą pensję 5000 florenów rocznie (oprócz pełnego utrzymania), aby uporządkował zagrabione przez Szwedów księgozbiory. W prezencie za swe usługi otrzymał od Krystyny… Codex Argenteus! Dziesięć lat później Szwedzi go od niego odkupili, a tymczasem Isaac Vossius wylądował w Anglii jako kanonik Windsoru, po otrzymaniu prawniczego dyplomu w Oksfordzie.

Wśród późniejszych opiekunów Krystyny był też polski Bond w habicie – opat Hacki – dekretem papieża Aleksandra VII z dnia 16 lutego 1663 r. powołany „na notariusza i sędziego duchownego dla prowincji cysterskiej polskiej i pruskiej. Powierzenie tej funkcji Hackiemu nie było przypadkowe i być może miało ukryte konteksty, co poświadcza jego dalsza kariera. Hacki nie tylko był wybitnie utalentowany, gruntownie wykształcony, znał kilka języków (francuski, grecki, łaciński, niemiecki), ale był też wyjątkowo pracowity. Te zalety predysponowały go do wypełniania szczególnych misji. Warto zauważyć, że nominacja Hackiego przypada na okres, gdy w Rzymie przebywała Krystyna. Wspomnieliśmy już, że domeny ekskrólowej leżały także w szwedzkiej części Pomorza Zachodniego sąsiadującej z Pomorzem brandenburskim (należącym do Prus).”

It has since emerged that, in fact Condé, Cromwell and Christina were negotiating to create a theological-political world state, involving overthrowing the Catholic king of France, among other things.”**

__

Aneks, czyli fragment artykułu z „Rzeczpospolitej” p. Anny Nowackiej-Isaksson:

„– Gdybyśmy nie splądrowali skarbca w Warszawie, to nikt by dziś nie oglądał hełmu Iwana Groźnego – tłumaczą.

A rabowano wszystko, co mogło się przydać w ubogiej wówczas Szwecji. Kraj był bowiem nie tylko biedny ekonomicznie, ale i kulturalnie. Dzięki rabunkowi skarbów kultury można było ozdobić mizerne, w porównaniu z europejskimi, wnętrza szwedzkich zamków i dworków. Na początku XVI w. jedyny uniwersytet kraju znajdował się w Uppsali. Nie funkcjonował jednak od czasów reformacji. Zapotrzebowanie na książki było więc ogromne. W kraju działała tylko jedna drukarnia. Z tego względu polowanie na książki stało się „szwedzką specjalnością”. Dlatego Gustaw II Adolf uważał za niezbędne skonfiskowanie biblioteki klasztoru Jezuitów w Rydze w 1621 r. To wydarzenie zapoczątkowało długi okres, w czasie którego setki małych i dużych bibliotek wywożono do Szwecji.

Za książkami wzdychała królowa Krystyna. „Nie zapomnij przysłać mi biblioteki i tych osobliwych eksponatów, które są w Pradze: to jedyne, na czym mi naprawdę zależy” – brzmiała dyrektywa królowej Krystyny do Hansa Christoffa von Köningsmarka, który otrzymał polecenie zdobycia miasta w 1648 r. I choć napastnikom z północy nie udało się podbić całej Pragi, to łupy wojenne stamtąd pochodzące stanowiły bogactwo równie wielkie jak zdobycze szwedzkiej armii w Polsce. W ręce Szwedów dostał się słynny skarbiec cesarza Rudolfa.

W 1649 r. do Sztokholmu przypływają okręty wojenne obładowane 780 cennymi łupami. Wśród nich było 470 obrazów, 69 figurek z brązu, Srebrna i Diabelska Biblia, instrumenty astronomiczne, miecz bohatera husyckiego Ziżki (użyty pod Grunwaldem) oraz 131 części majolikowego serwisu, a nawet, na znak zwycięstwa, żywy lew z ogrodu cesarza dla królowej Krystyny.”

**) „The data indicates that La Peyrere lived next door to Christina in Antwerp from August to late December 1654. La Peyrere was functioning as the Prince of Condé’s agent in his affairs with Christina. During this period he read Christina Praeadamitae after which she sent him off to Amsterdam to have it printed at her expense. Menasseh ben Israel visited Christina late in 1654. Katz in ‘Menasseh ben Israel’s Mission to Queen Christina of Sweden, 1652-1655’ suggests
that Menasseh had hopes of becoming Christina’s Jewish Descartes.”

PS.

„Koloniści wylądowali w marcu 1638 na wybrzeżu amerykańskim u ujścia rzeki Delaware. Zbudowali pierwszą osadę Fort Christina (dzisiejszy Wilmington), nazwany tak na cześć szwedzkiej królowej Krystyny. W ciągu kolejnych siedemnastu lat do brzegów Delaware w sumie przybyło jedenaście statków, przywożąc około 600 osiedleńców, głównie Szwedów i Finów. Kolonia rozłożyła się wzdłuż obu brzegów rzeki obejmując żyzne okolice jej szerokiej delty. Z czasem kolonia powiększyła się obejmując także tereny leżące dalej w górę biegu rzeki. Swoją największą świetność osiągnęła w latach 1643-1653, gdy jej gubernatorem był Johan Printz. Po jego odwołaniu gubernatorem został Johan Rising.

Nowy gubernator uwikłał kolonię w wojnę z pobliską Nową Holandią, z którą wcześniej kolonia utrzymywała przyjazne stosunki. Szwedzi zaatakowali i zajęli Fort Casimir**, zmieniając jego nazwę na Fort Trinity.”

https://bosonweb.wordpress.com/2017/01/18/szwedzki-potop-czyli-globalna-polityka/

„The Prince of Condé sought an alliance with Christina and used La Peyrere as an intermediary. He likewise used La Peyrere on clandestine errands to England, the precise reasons for which are still unclear. It appears that a “marriage alliance” was being constructed between the Prince of Condé and Christina. Condé‘s family had been historically Protestant, but had only recently converted to Catholicism. Colonel Jean Baptiste Stouppe, a Calvinist spy, played an important and yet not completely understood role in this plot. Stouppe served as a close advisor and spy for Cromwell, and later, after the plot failed, he served as a military assistant for Condé. Stouppe was also a Protestant minister and the head of the French Reformed Church in London. One of Stouppe’s main roles in this plot was through his delivery of secret messages between Cromwell to Condé. The plan failed because neither Cromwell nor Condé were willing to make the first move. Through his spy Stouppe, Cromwell informed Condé that if the Prince first declared himself King of France Cromwell would then invade Bordeaux to help Condé take over the nation. The Prince responded, again using Stouppe to relay the message, that if Cromwell would first launch his invasion in the south of France. the Prince would then declare himself King. Since neither was willing the make the first move the coup was never set in motion.”

https://fr.wikipedia.org/wiki/Jean-Baptiste_Stoppa

„Jednak jego bliskie stosunki z hiszpańskim ambasadorem w Londynie czynią go podejrzanym w oczach Cromwella, który podejrzewa go o szpiegostwo na rzecz owego ambasadora. Musi pośpiesznie opuścić Londyn i wyemigrować do Holandii. W 1665 powrócił do Francji, nawrócił się na katolicyzm i dołączył do starszego brata Jeana-Pierre’a Stoppa…”

https://fr.wikipedia.org/wiki/Famille_Stoppa

Krystyna i M. Molinos:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kwietyzm

Królewskie szachy

Poczytajmy dalej tego Strzeleckiego:

„Projektowane małżeństwo Zygmunta z Konstancją nie mogło się też wcale spodziewać poparcia kanclerza, a to z wielu przyczyn politycznej a nawet religijnej natury. Zamojski inne od dawna miał plany małżeńskie dla króla, radził mu mianowicie starać się o rękę carówny Teodory, sam nawet w celu tem pewniejszego skojarzenia tego małżeństwa wysłał zaufanego człowieka do Moskwy. Przyświecała w tym wypadku Zamojskiemu znów widocznie myśl pozyskania, a nawet złączenia Moskwy z Polską na wypadek śmierci niepopularnego cara, Borysa Godunowa. Tymczasem król wbrew planom kanclerza starał się o Rakuszankę i to jeszcze rodzoną siostrę pierwszej żony, przez co zacieśniał węzły między Polską a Austrją i poddawał się wpływom niepopularnej w Polsce arcyksiężnej Marji. Pozatem sprzeciwiał się Zamojski projektowanemu małżeństwu i z tego względu, że było ono przeciwne prawu kościelnemu, niezgodne z czystością polskich obyczajów i przywodziło na pamięć podobne, a nieszczęśliwe w skutkach, małżeństwo Zygmunta Augusta. …

Rozumie się, że Zamojszczycy byli projektowi małżeństwa z Konstancją absolutnie przeciwni. Zebrzydowski sprzeciwiał się temu projektowi dlatego, że uważał małżeństwo w tak bliskiem powinowactwie zawarte za nieszczęśliwe, a powtóre raziła go odpowiedź cesarza, odmawiająca Anny tyrolskiej a zalecająca Konstancję z Gracu. Toteż wojewoda nie chciał się nawet zgodzić na dyspenzę Papieża na to małżeństwo, mimo że był dobrym katolikiem i szanował powagę władzy kościelnej. Ostrzej jeszcze od Zebrzydowskiego wystąpił przeciw projektowi małżeństwa Żółkiewski. Ponowił on teraz swe poglądy, jakie wyraził poprzednio w wotum, dowodząc, że małżonki z domu rakuskiego często więcej szkody niż szczęścia przynoszą, dbając zawsze przedewszystkiem o korzyści i podniesienie swego rodu, choćby to było nawet ze szkodzą przybranej ojczyzny. …

Rada przeciągnęła się do późnej nocy. Ostatecznie zamknięto posiedzenie bez żadnego rezultatu, zakończono je, mimo że nie wszyscy jeszcze senatorowie zdanie swoje w tej mierze objawili. Między tymi był też i kanclerz Zamojski, który, dowiedziawszy się, że na radzie ma być rozpatrywana sprawa małżeństwa królewskiego, udał się tamże natychmiast. Widząc zaś, że posiedzenie jakby umyślnie przerwano, a mając zamiar jak najspieszniej opuścić Warszawę, postanowił prywatnie objawić swe zdanie w sprawie projektowanego małżeństwa. Kiedy więc skończyło się posiedzenie i król powstał, by w otoczeniu dworu udać się do swych komnat, przystąpił do niego Zamojski i wobec otaczająch senatorów oświadczył, że jest małżeństwu królewskiemu z Konstancją absolutnie przeciwny, poczem, pożegnawszy krótko króla, opuścił natychmiast salę senatu.

Wracając ze zamku do swej gospody, mimo że już była późna noc, wstąpił Zamojski do nuncjusza papieskiego Rangoniego. W rozmowie z nim zaznaczył, że choć wielce poważa papieża i przyjaźń czuje dla nuncjusza, jednak jest bezwzględnym przeciwnikiem projektowanego małżeństwa króla z Konstancją i będzie się mu starał ze wszystkich sił przeszkodzić. Wyraził przytem swe zapatrywanie, że do małżeństwa tego nie przyjdzie, gdyż nie wszyscy będą chcieli się na nie zgodzić, przedewszystkiem zaś nie zgodzi się na nie szlachta, obawiająca się ujemnych wpływów arcyksiężnej Marji na króla. Następnie oświadczył nuncjuszowi, że musi się z nim pożegnać, gdyż natychmiast z Warszawy wyjeżdża.

Istotnie też wyjechał kanclerz tejże jeszcze nocy z dnia na 6 marca wraz z Żółkiewskim z Warszawy, zdążając do Zamościa. Wyjazd kanclerza był poniekąd demonstracją, że nie uznaje on wcale obrad posejmowych, gdzie rej wodzić mogli ›dworscy‹, stanowiący przewagę w senacie. Dlatego to wyjechał Zamojski tak prędko, że nie miał nawet czasu [ha, ha] wycisnąć pieczęci kanclerskiej na nominacji podkanclerzego Pstrokońskiego. lnni senatorowie a przedewszystkiem stronnicy kanclerscy, idąc za przykładem wodza, poczęli również z Warszawy wyjeżdżać, uważając, że z wyjazdem kanclerza skończyły się też i posejmowe posiedzenia senatu. W Warszawie pozostała tylko garść Senatorów, przeważnie stronników króla.

Stanąwszy ostatecznie w domu, napisał Zamojski 14 marca list do papieża Klemensa VIII., w którym wypowiedział swe zdanie w sprawie projektowanego małżeństwa króla. W słowach dość stanowczych protestował tu kanclerz przeciw projektowanemu małżeństwu z Konstancją, zaznaczając, że nie on sam, ale cała prawie szlachta polska podobnego jest zdania. Nie był to wszakże protest bezpodstawny, owszem przytaczał Zamojski przyczyny, jakie skłaniają go do potępienia tego małżeństwa. W pierwszym rzędzie zaznaczył, że małżeństwo to sprzeciwia się prawu kościoła, powtóre sprzeciwia się też prawu i zwyczajom obserwowanym przez Polaków. Wprawdzie papież obiecywał usunąć kanoniczną przeszkodę, udzielając dyspenzy na ten nowy związek króla, ale też właśnie tę obietnicę dyspenzy papieskiej atakuje ostro Zamojski. Oświadcza on, że wcale tej kwestji nie rozumie, w jaki sposób papież może popierać małżeństwo w tak bliskiem powinowactwie zawierane. Nie robi jednak z tego powodu wprost wymówek papieżowi, składając winę tego raczej na inne osobistości, które papieża do podobnego kroku namówiły. Pominąwszy nawet względy kościelne należy przecież zwrócić baczną uwagę na względy narodowe Polaków. …

Donosił nakoniec Zamojski papieżowi, że cała szlachta jest poruszoną i szemrze przeciw projektowanemu małżeństwu tak, że wprowadzenie w czyn planu mogłoby spowodować niebezpieczne zamieszki. Zaznaczył jednak przytem, że on wcale nie będzie wodzem ani sprawcą zamieszek, w starości swej bowiem raczej poświęca się rolnictwu, a ostatka życia wogółe radby użyć jak najlepiej w obronie Rzeczypospolitej i całego chrześcijaństwa.”

__

(Skoro była o nim [radzę porównać wpis polskiej wiki na jego temat z pozostałymi dwoma…] mowa to, jak pisał W. Sobieski: „Pstrokoński odznacza się wielką siłą woli i odwagą, czego da dowód pod Guzowem, kiedy sam zawróci napowrót do boju uciekające już pułki królewskie. W walce z różnowiercami nie znał pardonu a w swej dyecezyi przemyskiej zasłynął jako tępiciel ‚herezyi”.

Obok Pstrokońskiego na pierwszy plan śród regalistów wysuwa się Myszkowski, marszałek w. kor. Myszkowski znienawidzony jest przez Zamojszczyków, gdyż wbrew woli Zamojskiego król. dał mu marszałkowstwo w. koronne, pominąwszy Zamojszczyka Marka Sobieskiego. …

Właśnie przed samym sejmem [z 1606], który chcemy opisać między oboma wodzami regalistów, t. j. duchownym i świeckim, Pstrokońskim i Myszkowskim, wybuchło poważne nieporozumienie. Choć obaj byli sobie krewnymi, jednak różnili się co do paru punktów w programie. Pstrokoński chciał działać bardziej umiarkowanie, ostrożniej, radził królowi, aby się liczył z opinią i nie porzucił myśli kompromisu, czy to jak dawniej z Zamojskim, czy teraz z Żółkiewskim. Myszkowski natomiast miał coś z usposobienia późniejszego Wielopolskiego, nie chciał liczyć się z opinią, chciał iść na przebój.

Obaj różnili się co do poglądu na parlamentaryzm polskiego, Myszkowski na wzór zagranicy (Francyi, Włoch), chciał rządzić bez sejmu, wierzył w siłę oręża, Pstrokoński więcej zapatrzony na tradycyę rodzimą sądził, że właśnie wiele można zyskać, skłaniając zwolna sejm do ustępstw.”)

„Mimo wszystko przecież ostatecznie przed samym sejmem pokrzyżowały się plany kampanji sejmowej na niekorzyść ›dworskich‹. Znacznem niepowodzeniem tej partii było to, że marszałek Myszkowski, jej głowa, zaniemógł niespodzianie (‚na febrę’) i nie mógł się na razie udać na sejm do Warszawy, obok tego zaś Zebrzydowski, którego starano się uczynić nieszkodliwym przez nakaz pozostania w Krakowie ‚), udał się samowolnie na sejm do Warszawy, motywując swój krok tem, że właściwie nie grozi Rzeczypospolitej żadne niebezpieczeństwo od Węgier**, co właśnie podano w rozkazie królewskim za powód pozostania wojewody w Krakowie. Ostatnie więc chwile przedsejmowe byly dla stronnictwa królewskiego niepomyślne i nie można się było spodziewać, aby przyszlość lepiej się dla niego znaczyła.”

__

Ach ten „bojowy” Myszkowski… „od 1601 roku związał się z obozem regalistów; w 1603 roku dzięki protekcji biskupa kujawskiego, późniejszego prymasa, Jana Tarnowskiego oraz osobistemu wyborowi króla, otrzymał Myszkowski urząd marszałka wielkiego koronnego”.

Warto tu podczytać profesora Leitscha, który w końcu, oprócz „innej optyki”, miał też dużo więcej źródeł:

„W oczach Zamoyskiego, to musiał być szczyt bezczelności, iż M. przekształcił część swoich aktywów w Ordynację. Do tego czasu, sejm tylko rodzinom Radziwiłłów i Zamoyskich przyznał taki przywilej. Jak M. śmiał stanąć z Zamoyskim na jednej scenie? To musiało wywoływać podejrzenia i wreszcie niechęć Zamoyskiego. … Zamoyski był przeciwko mianowaniu M. marszałkiem wielkim koronnym. Nie jest wykluczone, że król jest powołał go z tego właśnie powodu, w celu wykazania niezależności. Ale niechęć Zamoyski zamieniła się w wrogość wobec M. krótko przed sejmem w roku 1605, kiedy Zamoyski próbował zmusić króla do porzucenia swoich planów małżeńskich. Zamoyski przybył do sejmu z całą armią aby zastraszyć króla i Myszkowskiego. Król był w trudnej sytuacji, ponieważ marszałek był nieobecny a na dodatek rozniosło się że M. symulował chorobę. Propaganda Zamoyskego rozpowszechniła radosną wieść, iż Myszkowski tak jest pełen lęku przed Zamoyskim, że przez dreszcze pozostał w domu. Ta radosna wiadomość stała się nieistotną [ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…], ponieważ sejm został zerwany 3 marca, bez podjęcia żadnych decyzji. Trzy miesiące później Zamoyski umiera, a M. stwierdza, że umarł z żalu [dobre sobie], bo to jego zwolennicy na sejmie porzucili go. We własnej propagandzie, M. użył tego argumentu na dowód swego wielkiego zwycięstwa.

Dla króla, usługi M. były na pewno przydatne dla stosunków zagranicznych. Jednym ze sposobów, aby pielęgnować te relacje była wspaniała opieka nad cudzoziemcami, którzy przyjeżdżali do Polski. Faktycznie, dla M. wizyta Karola księcia Nevers była bardzo specjalnym wydarzeniem, wszak książę był ciągle Gonzagą. … W marcu 1605 zaprosił M. dyplomatów Brandenburgii, a na początku lipca 1606 ambasadora Wenecji…”.

__

Myszkowski niewątpliwie miał ambicję zostania „drugim Zamoyskim” (na co zapewne liczył Berlin), ale król grał w te szachy znakomicie i marszałek nigdy wielkiego znaczenia nie uzyskał, a jego misja w Londynie pozostała największym „osiągnięciem” pińczowskiego Gonzagi – po wybuchu 1. wojny domowej, tj. rokoszu Zebrzydowskiego, marszałek Myszkowski uciekł z Polski bojąc się o własne życie i w latach 1607-9 przebywał za granicą, m. in. właśnie w Londynie.

image

Zamek w Pińczowie – niegdyś najwspanialsza siedziba możnowładcza w Małopolsce XV wieku – znajdował się na cyplu wysuniętej na południe skarpy, wznoszącej się nad lewobrzeżną część doliny Nidy i miastem.

**) „15 października 1604 roku w bitwie pod Álmosd pokonał wojska habsburskie i podporządkował swojej władzy Słowację. Po zdobyciu Koszyc otrzymał od sułtana tureckiego akceptację do objęcia tronu w Siedmiogrodzie. 21 lutego 1605 roku sejm siedmiogrodzki w Mediaş wybrał go księciem Siedmiogrodu i Węgier. Dążąc do zjednoczenia kraju Stefan Bocskay podjął się zabiegów o tytuł królewski. W tym celu prowadził dalsze negocjacje z Ahmedem I. W kwietniu 1605 roku otrzymał z rąk wielkiego wezyra Lala Mehmeda Paszy koronę i przyzwolenie od sułtana osmańskiego na używanie tytułu króla Węgier i na koronację.”

„Po śmierci Stefana Batorego kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski wysunął kandydaturę kardynała Andrzeja na króla Polski, jednak inicjatywa ta upadła, spotykając się z silnym sprzeciwem. W 1589 Batory uzyskał polski indygenat, obiecano mu również koadiutorię diecezji krakowskiej; ostatecznie jednak biskupem krakowskim został kardynał Jerzy Radziwiłł. 23 marca 1589 Andrzej Batory, po śmierci biskupa Kromera, objął diecezję warmińską. …

W 1599 roku stryjeczny brat Zygmunt Batory przekazał mu władzę w Siedmiogrodzie. Batory udał się tam, został jednak pokonany w trakcie walk o władzę w bitwie pod Sybinem przez hospodara wołoskiego Michała Walecznego. Podczas ucieczki do Mołdawii kardynał Batory zginął zamordowany przez chłopów szeklerskich.

W diecezji warmińskiej zastąpił go sekretarz królewski, Piotr Tylicki.”

Kto „stuknął” Zamoyskiego?

Ordynacja Zamojska była drugą ordynacją po radziwiłłowskiej, wprawdzie powstałej 3 lata wcześniej, lecz zatwierdzonej w tym samym roku co zamojska. Ordynacja to niepodzielny majątek, dziedziczony przez najstarszego potomka z rodu. Powstawała poprzez wyłączenie określonego obszaru ziemskiego spod ogólnych przepisów prawa i nadanie mu specjalnego statutu zatwierdzanego przez sejm. Zgodnie ze statutem dzielenie majątku oraz dziedziczenie go przez kobiety było zakazane. Sejm nakładał na ordynację obowiązek utrzymywania w pogotowiu stałej (proporcjonalnie do majątku) siły zbrojnej, gotowej do obrony kraju. Było to kosztowne, lecz dysponowanie liczną armią przysparzało splendoru, a przy niewielkiej sprawności aparatu sądowego państwa zapewniało bezpieczeństwo. Każdy nowy ordynat obejmujący władzę w Ordynacji zaprzysięgał w kościele przestrzeganie jej statutu. Zmian w treści statutu, nawet kilkakrotnie, udało się dokonać jedynie ordynatowi założycielowi w latach: 1590, 1591, 1593, 1601 i 1604. Jan Zamoyski swoją karierę zaczynał mając 4 wsie odziedziczone po ojcu, kasztelanie chełmskim, Stanisławie Zamoyskim. Statutem ordynacji mógł objąć 2 miasta i 39 wsi. Pod koniec jego życia ordynacja obejmowała już 23 miasta i 816 wsi i nazywana była „państwem zamojskim”. Dobra własne i dzierżone starostwa zajmowały obszar 17 500 km² (niespełna 6% obecnej powierzchni Polski), rozrzucone były po całej Koronie oraz w Inflantach, tworząc większe skupiska na Podolu i wokół założonego przez hetmana Zamościa. Roczne dochody kanclerza szacowane były na 200 tys. ówczesnych złotych. Dla porównania, przeciętny dochód roczny ze średniej wielkości wsi wynosił wówczas ok. 200 złotych, zaś cały koszt zwycięskiej wyprawy połockiej Stefana Batorego z 56-tysięczną armią w 1579 kosztował skarb państwa ok. 330 tys. złotych. Centralnym ośrodkiem ordynacji był Zamość, prywatne miasto-twierdza z wyższą uczelnią zwaną Akademią Zamojską, drukarnią oraz sądem (trybunał). Dzięki majątkowi i urzędom ordynacja w znacznym stopniu była jednostką samodzielną administracyjnie i gospodarczo, tworząc swoiste państwo w państwie.”

A co do tych najpierwszych, to: „Ordynacje Radziwiłłów – ordynacje rodowe w Rzeczypospolitej Obojga Narodów z ośrodkami w Nieświeżu, Ołyce i Klecku, założone na podstawie układu grodzieńskiego z 16 sierpnia 1586 roku zawartego przez synów Mikołaja Radziwiłła Czarnego. Zatwierdzone przez Sejm w 1589 roku. Powstanie tych trzech majoratów dało początek trzem liniom radziwiłłowskim. Od Mikołaja Krzysztofa Sierotki [który w 1587 roku podpisał elekcję Maksymiliana III Habsburga…], najstarszego syna Mikołaja Czarnego, wywodziła się linia nieświeska; od Albrychta linia klecka, a od Stanisława linia ołycka.”

Kto napompował te dwie zgubne dla Rzplitej ordynacje? Tę Radziwiłłów niewątpliwie Habsburgowie, a tę Zamoyskiego Anglicy przy pomocy Brandenburgii, wszak to właśnie od tamtejszych elektorów Jan kanclerz Zamoyski zainkasował w samym tylko 1604 okrągłą sumkę 40 000 florenów… ale, ale warto dodać, iż na tej samej brandenburskiej liście, na zaszczytnym drugim miejscu, z sumą 25 000 fl. znalazł się wtedy nie kto inny jak Zygmunt Gonzaga Myszkowski margrabia na Mirowie herbu Jastrzębiec udostojniony (ur. ok. 1562 roku, zm. w 1615 roku w Bassano koło Trydentu), marszałek wielki koronny i… pierwszy ordynat pińczowski. Tak, tak – trzecia w historii, to właśnie Ordynacja Pińczowska Gonzagów Myszkowskich, później Wielopolskich – założona w 1601 przez Piotra i Zygmunta Gonzagów Myszkowskich, wszak margrabia był człowiekiem Habsburgów…

A co z tym „stuknięciem”? Ano, na owym pamiętnym sejmie 1605 doszło do wielkiej wojny obozu Zamoyskiego z obozem „rojalistów” reprezentowanym przez marszałka Myszkowskiego. Przy czym, doszło tam także do przedziwnej, publicznej denuncjacji brandenburskiej korupcji przez samego kanclerza Zamoyskiego! I w efekcie, niebawem po zamknięciu Sejmu, 3 czerwca Jan Zamoyski gwałtownie umiera, na drugi dzień po obfitej uczcie u siebie w Zamościu.

W książce Andrzeja Strzeleckiego pt. „Sejm z r. 1605”, wydanej przez PAU w 1921,  znajduje się taki oto opis owej słynnej „nieudanej próby korupcji”:

„Podczas gdy w izbie zajmowano się artykułami, inna znów deputacja sejmowa, złożona z senatorów i posłów, prowadziła pertraktacje z posłami brandenburskimi o lenno pruskie. …

Wiedzieli o tem dobrze Brandenburczycy, jakiemi wpływami cieszy się w Polsce kanclerz Zamojski. Ośmieleni tem [ha, ha], że na uczcie wydanej przez niego dla posłów zagranicznych okazał on im wiele względów życzliwości postanowili go przekupić, by tym sposobem uzyskać jaknajdogodniejsze warunki lenna dla elektora. W tym celu jeden z posłów brandenburskich, nie mogąc się dla zbyt wielkiego natłoku przedostać do kanclerza, wsunął pomiędzy jego księgi kartę, w której obiecywał imieniem elektora wielką sumę pieniędzy, gdyby kanclerz zechciał tylko popierać jego sprawę. Zamojski, przeglądając księgi, natrafił na ową kartkę, a chcąc zdemaskować „machinacje brandenburskie”, całą sprawę wytoczył w senacie, pokazując zarazem Januszowi Ostrogskiemu, kasztelanowi krakowskiemu, jako głowie świeckiej senatu, na świadectwie słów swych kartkę podsuniętą mu przez posła elektorskiego.

Mimo wszelkich wysiłków posłów elektora Polacy nie chcieli łatwo ustąpić i targowali się z nimi o warunki. Kiedy bowiem Brandenburczycy, widząc niedaleki koniec sejmu, poczęli ustępować, zgadzając się już na to, by z Prus książęcych płacono rocznie 20000 dukatów kwarty, Polacy postąpili dalej, żądając trzydzieści a nawet czterdzieści tysięcy rocznie kwarty i tyleż poboru na wypadek, gdyby go w Koronie uchwalono. Ostatecznie spisano z polskiej strony warunki, których autorem był sam kanclerz Zamojski…”

Strzelecki mógł uwierzyć w tę ustawkę, bo wtedy nie wiedział tego co my, czyli że Zamoyski był człowiekiem nie tylko Londynu, ale i Berlina. Odrzucam możliwość „urwania się kanclerza z uwięzi” i zakładam, iż była to zwykła kombinacja operacyjna, aby uwiarygodnić Zamoyskiego, który w efekcie stanął na czele polskiej deputacji. Ostatecznie sejm został zerwany i skończył się na niczym:

„… Radziwiłł, widząc zarazem, że właściwie przeciwnicy uchylają się od dyskusji i odrzucają bezwzględnie postulaty różnowierców, krzyknął gwałtownie, że jeżeli tak dalej sprawy pójdą, to on, nie oglądając się na żadne względy, na nic zupełnie nie przystaje i na nic nie pozwoli.

To gwałtowne oświadczenie przeraziło regalistów, którzy nie mogli się tym razem spodziewać interwencji zagniewanego kanclerza Zamojskiego, godzącego zazwyczaj na Sejmach zwaśnione obozy. Obrażony bowiem na króla, siedział on teraz spokojnie i do niczego się nie mieszał, nie zabierając wcale głosu. Sytuacja była więc nader przykrą, należało bowiem wobec tak jawnego oporu różnowierców zacząć z nimi pertraktacje. Rolę pośrednika przyjął na siebie popularny ze swych zwycięstw inflanckich Jan Karol Chodkiewicz, starosta żmudzki i hetman litewski, który dopiero co przybył na konkluzję sejmową do Warszawy i złożył uroczyście w sobotę, dnia 26. lutego, zdobyte sztandary szwedzkie przed królem. On to postanowił więc swą powagą wpłynąć na różnowierców, by konkluzji sejmowej nie udaremniali, wskazując, że rozejście się bezowocne sejmu byłoby w obecnych warunkach niegodziwością, gdyż pozbawiałoby Rzeczpospolitą środków obrony na wojnę inflancką. Mogąca stąd wyniknąć klęska Rzeczypospolitej byłaby niejako dziełem tych, co Sejm chcą rozerwać.

… Wołając, że przepisany czas na sejm już upłynął, polecili oni marszałkowi izby pożegnać króla. Zamojski, który jeden mógł zapobiegnąć katastrofie, siedział chmurny i wcale nie starał się wyperswadować posłom opozycyjnym, by się przecież do zgody nakłonili. … Sejm spełzł na niczem, a położenie było w istocie przykrem, gdyż na sejmie niczego nie postanowiono, a do dawnych niedomagań Rzeczypospolitej dołączyło się nowe: zupełny brak środków na dalszą wojnę z Karolem Sudermańskim.”

Zatem kanclerza wg mnie załatwił Wiedeń, a bezpośrednią tego przyczyną była (ostatnia w efekcie) przemowa senatorska Zamoyskiego w której gwałtownie sprzeciwił się planowanemu małżeństwu Zygmunta Wielkiego z Konstancją Habsburżanką.

___

A oto garść opinii nt. Zamoyskiego Waltera Leitscha – autora owych monumentalnych 4 tomów z 2010 – oczywiście trzeba owe opinie traktować z pewną ostrożnością, wszak prof. Leitsch był z Wiednia:

„Według W. Leitscha Zamoyski to „populistyczny, zakłamany demagog” (s. 117, 694-696,1215), którego „zachowanie przypomina taktykę członków sowieckiego politbiura” (s. 1373). To człowiek „pozbawiony skrupułów, żądny władzy — bezwzględny w doborze środków, które stosował, aby się wzbogacić nadmiernie na koszt innych” (s. 1382), a zwłaszcza króla, którego dochody z przyjaciółmi sobie przywłaszczył (s. 702). Zdaniem Autora „każdy środek był dlań dobry, aby królowi szkodzić” (s. 1184, 1736) i „uczynić mu życie nieznośnym”, „pozbyć się go z kraju”, „obrzydzając” mu panowanie i Polskę (s. 692- 696, 701-702, 801, 1215-1216, 1937). Zamoyski według W. Leitscha to ani mąż stanu, ani patriota (s. 693), to „królewski gwóźdź do trumny” (s. 712), który „wszystko podporządkował temu, aby zrujnować króla” (s. 1159), gdy „sądził, że Zygmunt powinien zniknąć, aby on — bohater bohaterów (Scipio Polonus!) imieniem Jan Zamoyski został jego następcą” (s. 701). Młodego króla Zamoyski mógł nauczyć jedynie „tyrad nienawiści”, demagogicznych trików rzucania się na sejmach na kolana albo wprost na ziemię i lania krokodylich łez (s. 702). Autor wprost przyznaje, iż nie odczuwa do Zamoyskiego „żadnej sympatii”, a jedynie fascynuje go „zamoyska” propaganda i autoreklama, dzięki której udało się kanclerzowi „oszukać” nie tylko mu współczesnych, lecz także cały szereg polskich historyków ostatnich dwustu lat (s. 1788, 1382). Propaganda kanclerza, której ulegli współcześni i potomni, w konsekwencji wypaczyła wizerunek Zygmunta III w historiografii (s. 694-695, 1095, 1382, 1995) – króla, który w przeciwieństwie do kanclerza był zbyt zajęty sprawami państwa, by dbać o własną propagandę.”

Orban, armaty, Persowie i Mohacz

Nie, nie chodzi tutaj o premiera Orbana, ale o inżyniera Orbana z Braszowa w Siedmiogrodzie, który zaoferował swoje usługi, za bardzo sowitą zapłatę, sułtanowi Mehmedowi i zbudował mu super bombardę, użytą z powodzeniem w czasie oblężenia Konstantynopola w 1453. Sam Orban najprawdopodobniej zginął wtedy wraz z załogą podczas eksplozji działa, które potem nadal było w użyciu. Mało tego, już w 1464 Munir Ali zbudował na ten wzór Orbana bombardę o wadze 16.8 t i długości 518 cm, zdolną miotać kulami o średnicy 63 cm! W 1807 podczas brytyjskiej operacji w Dardanelach ostrzelano z tego właśnie działa okręty Royal Navy ubijając 28 Anglików, a w 1866 dostała je w prezencie królowa Wiktoria…

Przełom XV i XVI wieku, to był ten właściwy koniec średniowiecza – odkrycie Nowego Świata, merkantylizm i władza banków, rozpowszechnienie druku i broni palnej, wreszcie herezje protestanckie pchnęły Europę na rewolucyjne tory, którymi jedzie do dziś. (Dodać może tu trzeba także ekspulsje Żydów z Hiszpanii i Portugalii, ale o tym będzie osobna notka.)

Proch wysadził w powietrze feudalizm – pisali z emfazą oświeceniowi „mędrcy”, a późniejsi „nawiedzeni twórcy” pisali nawet o (wybuchowym) uwolnieniu ludzkiego ducha. Niewątpliwie, masowe wprowadzenie broni palnych wpłynęło na losy świata i właśnie Turcy byli w tym liderami. Oddziały kanonierów (topçu) pojawiają się w otomańskiej armii już pod koniec XIV w., mało tego – stanowią od początku część korpusu żołnierskiego, w przeciwieństwie do Europy, gdzie jeszcze długo kanonierzy byli kimś pomiędzy rzemieślnikiem a żołnierzem. W dodatku, artyleria i oddziały janczarów wyposażone w muszkiety, stały się w XV w. częścią centralną (stałą) armii, bezpośrednio podległą sułtanowi i przez niego opłacaną. W 1473 w kampanii przeciwko Uzun Hasanowi (patrz tutaj) Turcy pierwsi użyli z wielkim powodzeniem bardzo mobilnych lawet. W 1514 ich armia już posiadała 372 takich dział na lawetach, a oddziały artylerii liczyły 1171 żołnierzy, w tym 348 wyspecjalizowanych kanonierów – w większości chrześcijan… A mowa tu tylko o tej armii „centralnej”, do tego dochodziły wojska utrzymywane przez prowincje imperium. Już w XVI wieku imperium osmańskie miało wielką, imperialną sieć pozyskiwania saletry, które było zwolnione od podatków – w systemie podobnym do francuskiego… Przedsiębiorstwami tworzącymi tę sieć zarządzali członkowie grup władających imperium. Najważniejszym regionem uzyskiwania saletry była prowincja Karaman, zdobyta w 1468, w której saletra dawała około połowy całych dochodów tejże prowincji. Podobnie było z produkcją prochu – tylko najważniejsze fabryki prochu były w: Stambule, Kairze, Bagdadzie, Aleppo, Jemenie, Budzie (sic), Belgradzie i Timiszoarze (Temesvár), gdzie roczna sumaryczna produkcja dawała setki ton. Nawet w produkcji armat Turcy mieli przewagę – ich działa były zazwyczaj odlewane z brązu, który był bezpieczniejszy i mniej korodował aniżeli zazwyczaj żeliwne działa europejskich adwersarzy.  W skład stopu wchodziło 90% miedzi, zgodnie z przepisem Vannoccio Biringuccio (1480-1539) ojca metalurgii i przemysłowego odlewnictwa oraz autora pierwszej drukowanej rozprawy na ten temat: De la pirotechnia. Surowca dostarczały im własne, wielkie kopalnie miedzi. I na dokładkę, po wspomnianych ekspulsjach, imperium pozyskało zastępy żydowskich specjalistów od metalurgii, i nie tylko.

W tymże 1514 sułtan Selim rozgromił w wielkiej bitwie na równinie Czaldyran (Chald-iran) niezwyciężone wojska szacha perskiego Isma’ila, i artyleria odegrała w tym rolę kluczową. Szach Isma’il był synem tej „drugiej” córki Uzuna Hasana, Halimy (Marty), i założycielem w 1501 wielkiej dynastii Safawidów. Wprawdzie wielka wojenna sława szacha rozsypała się w… proch, ale Persowie nie zamierzali odpuścić – w 1516 mnich maronicki z Syrii, Petrus de Monte Libano, został wysłany do szacha przez Ludwika II z misją zawiązania anty-tureckiego sojuszu. I tu zaczyna się seria brzemiennych w skutki wydarzeń – jeszcze tego samego roku ów Petrus wraca przez Polskę (!) i udaje się na cesarski dwór Karola V, gdzie zapada cisza… Są historycy, autentycznie, którzy to tłumaczą trudnością z przetłumaczeniem listu szacha, napisanego po arabsku, co potrwa kilka lat. List zostaje jakoby w tym celu przesłany do Rzymu, także do wiadomości Leona X. Tymczasem Isma’il ma wewnętrzne kłopoty, w 1523 ginie jego długoletni wezyr, ale szach posyła znowu przez tego Petrusa, w październiku owego roku, kolejny list do cesarza, tym razem po łacinie – być może ta lingwistyczna wymówka i do niego dotarła. Karol V otrzymuje ten list w marcu 1524 w Burgos w Hiszpanii i znowu nic nie robi. Niestety, 23. maja tego roku, w wieku 36 lat, Isma’il niespodziewanie umiera odwiedzając grób ojca. Co za pech… jego syn ma tylko 11 lat i Persja wpada w kolejny okres wewnętrznego chaosu – Sulejman może spokojnie szykować się do ataku.

Tymczasem, w tymże 1524 Hieronim Łaski udaje się do Paryża, wraz ze swoimi braćmi, na czele polskiego poselstwa. Ciekawe, że po drodze trzej bracia** odwiedzają w Bazylei Erazma z Rotterdamu. We Francji, Hieronim odnosi wielki sukces – w czerwcu(?) zawiera sojusz „przewidujący małżeństwa: syna Franciszka z jedną z córek Zygmunta Starego oraz Zygmunta Augusta z jedną z córek Franciszka, a także polskie posiłki dla Francji w wyprawie przeciwko cesarstwu na Mediolan„. Francuski król, przy poparciu papieża Klemensa VII, 26. października 1524 odbija Mediolan, niestety bez polskiego wsparcia, ale potem 24. lutego ponosi wielką klęskę pod Pawią, gdzie dostaje się do niewoli. Francusko-polski sojusz, za którym stała Bona (która miała jakieś prawa do Mediolanu), a po stronie francuskiej – Antonio Rincon vel Antoine de Rincon, pozostał na papierze…

W 1526 Sulejman rusza na samotne, wystawione Węgry i w bitwie pod Mohaczem 29 sierpnia rozbija armię Ludwika – nasz honor ratuje 1600 polskich rycerzy pod dowództwem kapitana Lenarta Gnoińskiego – upamiętnionych pięknym obeliskiem. Karol V jest na fali – dokonuje się rozbiór wielkiego królestwa Węgier, a w 1527 jego wojska grabią Rzym (Sacco di Roma). Jednak zimą 1529 orientuje się w zamiarach Sulejmana i w końcu odpowiada na list nieżyjącego już Isma’ila – 24. lutego wysyła list z Toledo poprzez rycerza de Balby. Persowie jednak nadal mają kłopoty wewnętrzne, a de Balby ma kłopoty z „przebiciem się” do Persji i ottomańska armia jesienią „spokojnie” podchodzi pod Wiedeń, którego jednak nie zdobywa – wydaje się, że była to tylko padgatowka do właściwego ataku, który miał nastąpić w 1532, ale właśnie wtedy akuratnie wybucha długa wojna persko-turecka.

Po klęsce pod Pawią, Franciszek I rozpoczął rozmowy z Sulejmanem i doprowadził w tymże 1532 do ustanowienia franko-tureckiego sojuszu. Jak się okazało, był to najtrwalszy sojusz europejskiego kraju w ogóle, który trwał prawie trzy wieki i został definitywnie zerwany dopiero przez Napoleona „grabarza Francji”, poprzez jego kampanię egipską. Sojusz habsbursko-perski miał dużo krótszy żywot i „strategicznym” sojusznikiem Persji został zupełnie kto inny, ale o tym części trzeciej…

Na zakończenie, warto przypomnieć o obronie Olsztyna przed wojskami Albrechta w 1520/1, pod zwierzchnictwem Mikołaja Kopernika. Polska załoga zamku olsztyńskiego liczyła około 180 osób i wiemy o potwierdzeniu przez Kopernika, w lutym 1521, otrzymania z Elbląga 17 hakownic oraz o jego prośbie o kolejne 50. A hakownice, to były „ręczne” armaty najmniejszego kalibru, a więc ten skromny polski wątek dobrze zapowiada ową część trzecią i ostatnią tego perskiego cyklu.

____

**) Łaski Hieronim (Jarosław) h. Korab (1496–1541) – „w r. 1520pojechał tylko latem t. r. przez Węgry (?) do cesarza do Brukseli. Tam poznał Erazma z Rotterdamu i był pierwszym Polakiem, który korespondował z wielkim humanistą i odwiedzał go. Jeszcze 23 X był Ł. na koronacji Karola V i wrócił chyba dopiero z początkiem 1521 r., wywołując niezadowolenie królewskie swą opieszałością. … Szczyt działalności Ł-ego w służbie Rzeczypospolitej, a zgodnie z planami politycznymi królowej Bony i prymasa Jana Łaskiego (oraz dyplomacji Franciszka I), stanowiła jednak jego «wspaniała legacja» podjęta w r. 1524 na dwór francuski. Wyjechał wraz z braćmi w początku roku, wstępując po drodze w Bazylei do Erazma, którego starał się nakłonić do aktywnej walki z Lutrem. W połowie roku prowadził już we Francji rokowania z przedstawicielami Franciszka I (który mu szczególnie imponował) w sprawie polsko-francuskiego traktatu o wzajemnych małżeństwach dzieci królewskich i dość ścisłej współpracy antyhabsburskiej. Ł. powrócił ok. 1 X 1524 i najpierw złożył sprawozdanie Bonie… na uczcie w Niepołomicach wybuchła głośna jego kłótnia z niedoszłym szwagrem Andrzejem Górką. Wtedy też Ł. napisał służalczy list do księcia pruskiego Albrechta z prośbą o pomoc, w październiku zaś sam, choć z uszkodzoną głową (może w wyniku pojedynku, na który wyzwał Górkę), przybył na czele 100 jeźdźców do Prus, by wziąć udział w tłumieniu powstania chłopów sambijskich. Odtąd aż do śmierci pozostał politycznym informatorem Albrechta … Ł. został 31 VIII 1534 aresztowany w Budzie przez Zapolyę, który chciał go podobno stracić. Wstawiennictwo wielu osobistości z Polski i Europy, zwłaszcza zaś J. Tarnowskiego i dworu sułtańskiego, upominającego się o swego więzionego «sługę», sprawiły, iż w styczniu 1535 uwolniono Ł-ego z zamku budzińskiego. … sługa wielu panów (chwalił się nawet pobieraniem pieniędzy od królów francuskiego i duńskiego).” – za W. Urbanem

Stanisław Łaski, inne formy nazwiska: Stanislaus a Lasco, a Lasky, pseud. Walenty Poddany, (ur. 1491, zm. 29 marca 1550 w Książcu) – najstarszy z braci – walczył u boku Franciszka pod Pawią oraz brał udział w 1528 w kampanii francuskiej w Neapolu.

Jan Łaski herbu Korab, znany też jako: Joannes a Lasco, Jan z Łaska, Lascius, (ur. w 1499 roku w Łasku, zm. 8 stycznia 1560 roku w Pińczowie) – początkowo ksiądz katolicki, następnie pastor i teolog ewangelicko-reformowany, najwybitniejszy polski działacz reformacji, humanista, pisarz, tłumacz i dyplomata, sekretarz króla Zygmunta I Starego.