Leibniz i zabójcza biblioteka

Original-Leibnizhaus in der Schmiedestraße 10 als Photochromdruck um 1895–1905

__

Życie Gotfryda Leibniza to materiał na wiele notek, ale dzisiaj chciałem opowiedzieć o specyficznych okolicznościach prowadzących do jego zejścia z tego najlepszego ze światów. A chodzi tu o rolę w tym, nie kogo innego aniżeli Jerzego Ludwika, z niem. Georga Ludwiga (ur. 28 maja 1660 w Hanowerze, zm. 11 czerwca 1727 w Osnabrück) – pierwszego króla Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii z dynastii hanowerskiej (od 1 sierpnia 1714).

Od 1677 aż do śmierci, Leibniz pełnił na dworze hanowerskim (na własną prośbę) funkcję Tajnego Radcy Sprawiedliwości. Generalnie, Leibniz nie cieszył się sympatią tamtejszych dygnitarzy za wyjątkiem swoich dwóch oddanych przyjaciółek, za to jakich – księżnej elektorki Zofii Doroty i księżniczki Karoliny z Ansbach, przyszłej królowej Wielkiej Brytanii…

„W 1698 Ernest August zmarł i Jerzy został kolejnym księciem brunszwickim na Lüneburgu. Odziedziczył też wszystkie ziemie ojca, oprócz biskupiego księstwa Osnabrück (tytuł książęcy nie był tytułem dziedzicznym; jego posiadacz był każdorazowo wybierany w taki sposób, aby na zmianę był to protestant albo katolik). Jerzy został również Wielkim Chorążym Rzeszy i księciem-elektorem. Na jego dworze w Hanowerze przebywało wiele wybitnych umysłów epoki, takich jak matematyk Gottfried Wilhelm Leibniz, czy kompozytor Georg Friedrich Händel.”

To jeszcze ów książę elektor Ernest August, w 1687, zamówił u Leibniza wielką historię domu brunszwickiego, co w retrospektywie wygląda na poważną padgatowkę, a co stało się straszliwą zmorą Gotfryda do końca jego życia… Tymczasem w dniu 29 września 1698, radca dworu Gottfried Wilhelm Leibniz jest wspomniany jako szef książęcej biblioteki w kamienicy przy Schmiedestraße 10, którą to elektor Georg Ludwig raczył był mu przekazać (patrz wyżej). Wcześniej Leibniz żył sobie przy Leinstraße, a ponieważ nowe lokale były znacznie większe, zatem nawet biblioteka dworska się zmieściła. Kilka lat mieszkał tam także uczeń i sekretarz Leibniza, młody Rafael Levi.

„Kilka lat po wstąpieniu Jerzego na tron Hanoweru w Anglii Parlament uchwalił Act of Settlement (1701), w którym ustalał sukcesję do brytyjskiego tronu. Po obecnie panującym monarsze, [pomarańczowym] Wilhelmie III, i jego szwagierce Annie i ich potomstwu, tron miał przypaść matce Jerzego, Zofii Dorocie, i jej potomstwu. Było to spowodowane faktem, że Zofia Dorota była najbliższą protestancką krewną brytyjskiej rodziny panującej. Rozwiązanie takie nie spodobało się wszystkim w Anglii. Torysi sprzeciwiali się powołaniu obcokrajowca na tron, wigowie byli skłonni zaakceptować każdego protestanta. Był jeszcze katolicki pretendent, Jakub Franciszek Edward Stuart, przebywający we Francji i tytułujący się Jakubem III. Jerzy nie był zachwycony, kiedy dowiedział się, że ma szansę być królem Anglii, jednak jego doradcy przekonali go, że sojusz z Anglią będzie korzystny dla Hanoweru i zabezpieczy jego niemieckie posiadłości.”

Wśród tych doradców był przede wszystkim Leibniz, ale mimo to Jerzy traktował go nieufnie i ciągle się domagał od niego więcej wysiłku na rzecz ukończenia pracy nad ową historią… Ano właśnie, wszak chodziło o napisanie historii starożytnego rodu Gwelfów (Welfów), który to niebawem spróbuje dać Rosji cara, tyle że z miernym skutkiem. Za to na Wyspach pójdzie im przedtem dużo lepiej.

Choć postawa „Jerzego w zaczynającej się wojnie [o sukcesję hiszpańską] przydała mu trochę sympatii wśród Anglików, ale nie wywarła żadnego wrażenia na Szkotach. W 1704 szkocki Parlament wymusił na królowej Annie podpisanie Act of Security, który pozwalał Szkotom na wybór nowego monarchy spośród protestanckich potomków Domu Stuartów. Zachodziła obawa, że Szkoci mogą wybrać innego króla niż Anglicy, co doprowadzi do rozpadu unii, a samodzielność Szkocji może spowodować odrodzenie „Starego Sojuszu” szkocko-francuskiego. Wówczas Anglicy, stosując ekonomiczną presję, wymogli na Szkotach zacieśnienie unii. 1 maja 1707 wszedł w życie Akt o Unii, który w miejsce Anglii i Szkocji powoływał do istnienia królestwo Wielkiej Brytanii.”

Tymczasem Leibniz ciągle nie mógł usiedzieć w tym nudnym Hanowerze i w owym kluczowym 1714. bawił uparcie i bez elektorskiego pozwolenia w Wiedniu, na dworze cesarskim, kiedy to wypadki nabrały niesamowitego i nieoczekiwanego(?), i jak się okazało fatalnego dla Gotfryda, przyspieszenia:

„Matka Jerzego, księżna Zofia Dorota, zmarła 8 czerwca 1714. 1 sierpnia tego samego roku zmarła królowa Anna Stuart [przypadek?]. Jerzy został więc uznany królem Wielkiej Brytanii. W owym czasie dysponował silnym poparciem ze strony wigów, ale większość w Parlamencie stanowili torysi. Do Wielkiej Brytanii przybył dopiero 18 września (w czasie jego nieobecności regencję sprawował lord Macclesfield) i 20 października został ukoronowany w Opactwie Westminsterskim. …

Jerzy I wiele czasu spędzał w Wielkiej Brytanii, ale często podróżował do Hanoweru. Podczas nieobecności króla w Wielkiej Brytanii władzę sprawował jego najstarszy syn, Jerzy August, książę Walii, lub komitet „Strażników i Obrońców Królestwa”. Sprawy Hanoweru zajmowały poczesne miejsce w polityce króla Jerzego, król otaczał się także pochodzącymi stamtąd osobami. Nigdy nie nauczył się angielskiego, mówił po niemiecku i francusku, ze swoimi ministrami porozumiewał się kiepską łaciną. Ociężały i leniwy monarcha nie znał się na sprawach brytyjskich i był stopniowo odsuwany od rządzenia. …

Większość Anglików wolała jednak Jerzego od katolickiego Starszego Pretendenta. William Makepeace Thackeray pisał o królu: ‘Jego serce było w Hanowerze. Miał ponad 54 lata, kiedy zaczął u nas panować. Wybraliśmy go, ponieważ właśnie jego chcieliśmy, ponieważ reprezentował on nasz punkt widzenia. Śmieliśmy się z jego niemczyzny i ignorowaliśmy go. Był cyniczny i samolubny, ale mimo wszystko był lepszy niż ten król z St Germains, Starszy Pretendent, z rozkazami francuskiego króla w kieszeni, otoczony jezuitami.’ ”

Leibniz spóźnił się o parę dni – wrócił do Hanoweru 14. września 1714, kiedy to Jerzy Ludwik ze swoim dworem był już w drodze do Londynu. Gotfryd listownie zasugerował swój natychmiastowy przyjazd do Londynu, ale szybko dostał zdecydowaną i negatywną odpowiedź – miał siedzieć w Hanowerze, aby skończyć tę (przeklętą) historię gwelfów… Nieprzyjazny stosunek Jerzego I do Leibniza niewątpliwie łączył się z polityką – niezupełnie bez powodu łączono Gotfryda z jakobitami, a tymczasem nowy król Wielkiej Brytanii zdecydowanie postawił na (straszliwych) wigów:

„Król od samego początku popierał wigów, nie przepadając za torysami, których posądzał, nie bez racji, o sympatie jakobickie. W 1717 wigowie uzyskali przewagę w Parlamencie. …

Dodatkowo wypłynęła sprawa Kompanii Mórz Południowych (South Sea Company), powołanej w 1711, która prowadziła wymianę handlową z Ameryką Południową. W 1720 parlament dał Kompanii monopol na ten handel, w zamian za pokrycie długu państwowego (który wynosił 30 981 712 funtów). Spekulacje giełdowe w krótkim czasie doprowadziły do kryzysu, krachu na giełdzie, strat akcjonariuszy, wykrycia nadużyć i korupcji wśród najwyższych urzędników państwowych**.

Kryzys ten (zwany South Sea Bubble) przyczynił się do spadku poparcia dla Jerzego i jego ministrów. Stanhope zmarł w 1720, Sunderland rok później złożył rezygnację. Kierowanie wigowskim gabinetem wziął w swoje ręce Robert Walpole, który jest uznawany za pierwszego brytyjskiego premiera. Nigdy nie otrzymał on takiego tytułu, pozostał Pierwszym Lordem Skarbu. Jednak to on, wobec nieobecności króla, spowodowanej brakiem zainteresowania tematyką brytyjską i jego nieznajomością języka, przewodził gabinetowi. Walpole nie wahał się przekupywać oponentów, czemu sprzyjało przedłużenie kadencji Izby Gmin z 3 do 7 lat. Na prośbę Walpole’a król Jerzy reaktywował zapomniany już Order Łaźni, który Walpole mógł nadawać swoim stronnikom.

Gabinet Walpole’a całkowicie kontrolował politykę wewnętrzną państwa. W znacznej części kształtował też politykę zagraniczną, aczkolwiek tu król miał jeszcze coś do powiedzenia. On to odpowiadał za ratyfikację traktatu hanowerskiego, który miał chronić brytyjski handel. Niektórzy następcy Jerzego I (np. Jerzy III), próbowali odzyskać część utraconej pozycji na scenie politycznej w Anglii, ale zapoczątkowanego już procesu powstawania rządów parlamentarno-gabinetowych nie dało się już zatrzymać.”

Afera z tą historią gwelfów jest bardzo dziwna – pisze się, iż wynikła z nieporozumienia, bo hanowerscy elektorowie oczekiwali czegoś niedużego byle szybko, a Leibniz wręcz przeciwnie… Przez dwadzieścia kilka lat nie potrafili się dogadać? Tak czy inaczej, Gotfryd nie miał wyjścia i znowu zaczął nad nią intensywnie pracować, z tym że do swojej śmierci nie zdołał jej ukończyć – wyszła w pięciu (!) tomach dopiero w 1750, po jej uzupełnieniu przez następców. Jednym z nich był protegowany Gotfryda, niejaki Johann Georg von Eckhart, którego wziął w 1694 na asystenta – trzeba przy tym wspomnieć, że przedtem był ów Eckhart sekretarzem u samego grafa Heino Heinricha von Flemminga… Dzięki wsparciu Leibniza, Eckhart został w 1706 profesorem historii w Helmstedt, a w 1714 radcą na dworze hanowerskim.

Trudno jednak mówić o wielkiej wdzięczności Eckharta, który za plecami Leibniza donosił ministrom Jerzego o bieżącej działalności Leibniza – w efekcie, Eckhart dostał poufne zadanie (bez wiedzy L.) dokończenia części owej historii. A Leibniz wprawdzie wziął się za jej pisanie, ale jak miał zawsze w zwyczaju, zajmował się przy tym tysiącem innych spraw i projektów. Przy tym wszystkim, ciągle podtrzymywał żywe kontakty z Wiedniem i Paryżem. Mało tego, w 1711 Piotr I (zwany wielkim) zatrzymał się w Hanowerze i spotkał się z Leibnizem i od tej pory Gotfryd zaczął się także interesować sprawami rosyjskimi. Ostatni raz spotkał się z carem jeszcze latem 1716 w Bad Pyrmont, gdzie także poznał pewnego medyka – niejakiego dr. Johanna Philippa Seipa.

Rękopis Leibniza – Biblioteka Narodowa w Warszawie****

Tymczasem 26. lipca 1716 przybył do Hanoweru sam Jerzy I i już dzień później przyjął na obiedzie Leibniza – król był w dobrym humorze, a Gotfryd inaczej niż zwykle – w kiepskim, co nie uszło uwagi monarchy (a wiemy to od samego Leibniza – patrz wyżej). W listopadzie owego roku Leibniz się rozchorował, 6tego wylądował w łóżku. Tydzień później odwiedził go Eckhart – zaniepokojony stanem Leibniza, przekonał go do wezwania lekarza. Tym medykiem okazał się, „przypadkowo przebywający w Hanowerze”, ów dr Seip… Następnego dnia, 14. listopada o 10tej wieczorem Leibniz umiera. Dzień później ciało Leibniza w prowizorycznej trumnie przeniesiono do pobliskiego kościoła, gdzie miesiąc przeleżała pod piaskiem.

Na pogrzebie Leibniza 14. grudnia 1716 było tylko kilka osób, w szczególności nie pojawił się żaden dostojnik (poza Eckhartem), mimo iż Jerzy I ze swoim dworem cały czas (aż do stycznia) przebywał pod Hanowerem…

Tymczasem, po śmierci Leibniza, Eckhart przejął obowiązki dworskiego bibliotekarza*** i historiografa, z tym że już niebawem, w 1723, „z nieznanych powodów” opuścił te stanowiska i po prostu uciekł! Zostawił swoją rodzinę i ukrył się u jezuitów w Kolonii, gdzie przeszedł na katolicyzm. Zaraz potem, Johann Philipp von Schönborn, biskup Wurzburga, przyjął go na swój dwór jako… bibliotekarza i historiografa, a później dołączyła tam do niego żona z dziećmi. Jednak już w 1725 Eckhart wplątał się w słynną aferę „Lying Stones” i w efekcie w 1727 musi opuścić swoje urzędy, a w 1730 umiera.

Czy Eckhart był habsburskim agentem? Trudno powiedzieć, bo mimo iż, wraz z Leibnizem, jest uważany za ojca nowoczesnej, niemieckiej historiografii nie można się doszukać jego jakiejkolwiek poważnej biografii…

Ciekawostką jest fakt, iż podopieczny Eckharta, niejaki Simon Hahn, został w 1725 jego następcą w Hanowerze, ale przeżył na tym stanowisku tylko cztery lata, bo w wieku 37 lat gwałtownie był zmarł.

___

PS. Warto przy tym pamiętać o udziale młodego Leibniza w naszej elekcji z 1669: bosonweb.wordpress.com/2017/05/10/punkt-zwrotny-polska-czesc-i/

PPS. Warto też wspomnieć o „naukowej stronie” tamtych lat – tuż przed śmiercią Leibniza („jakobity”) rozgorzała w najlepsze „wojna o rachunek różniczkowy” z Newtonem (zatwardziałym wigiem!) i jego pałkarzami.

___

**) „Newton was one of many people who lost heavily when the South Sea Company collapsed. Their most significant trade was slaves, and according to his niece, he lost around £20,000.”
Dzisiaj to by było co najmniej 10 milionów funtów.

***) „While serving as librarian of the ducal libraries in Hanover and Wolfenbuettel, Leibniz effectively became one of the founders of library science. The latter library was enormous for its day, as it contained more than 100,000 volumes, and Leibniz helped design a new building for it, believed to be the first building explicitly designed to be a library. He also designed a book indexing system in ignorance of the only other such system then extant, that of the Bodleian Library at Oxford University. He also called on publishers to distribute abstracts of all new titles they produced each year, in a standard form that would facilitate indexing. He hoped that this abstracting project would eventually include everything printed from his day back to Gutenberg. Neither proposal met with success at the time, but something like them became standard practice among English language publishers during the 20th century, under the aegis of the Library of Congress and the British Library.”

****) 1720s: transferred to Johann Erhard Kapp
1740s: transferred to Józef Andrzej Załuski (Załuski Library)
: transferred to Imperial Library in Saint Petersburg (confiscation)
: transferred to National Library in Warsaw (revindication)
: transferred to Canada (evacuation)

: transferred to National Library in Warsaw (revindication)

Reklamy

Wielka kombinacja operacyjna czyli rozbiór Polski nr 1

Mój ulubiony nuncjusz Durini już w dwa dni po rzekomym zamachu nabiera wątpliwości – owego 5 listopada 1771 raportuje do Rzymu**, po audiencji u króla Stasia, że dziwnym jest iż żadnych rzekomych ran króla nie można było dostrzec. Tydzień później określa owo porwanie jako romanzesco czyli fantazję, i wyraża przekonanie iż konfederaci barscy nic z tym nie mieli do czynienia. Po następnym tygodniu pisze, iż w Warszawie już się nie wątpi że było to całkowite oszustwo, i wyraża przekonanie iż ta ustawka była przygotowana przez króla we współpracy z ambasadą rosyjską, aby pogrążyć Konfederację.

Pogrążono nie tylko Konfederację, ale i samego Duriniego który zaraz potem został odwołany po interwencji posła polskiego w Rzymie. I w dodatku aż do dzisiaj zawzięcie powtarza się bzdurę o uwikłaniu nuncjusza – vide polska wiki. A największymi wygranymi  byli oczywiście Moskale, którzy od początku byli moim zdaniem głównym motorem tej wielkiej prowokacji, zaiste w stylu największych brytyjskich osiągnięć – spisku Babingtona czy tzw. prochowego. Jeśli nasz król faktycznie brał udział z premedytacją w tej kombinacji operacyjnej (w ostatecznej rozgrywce licząc zapewne na Wiedeń…), to wprawdzie zyskał na froncie wojny domowej, ale stracił zupełnie jakąkolwiek suwerenność – Moskale zdobyli na niego hak nie do wyrwania. A to z kolei pięknie tłumaczy hamletyzowanie króla Stasia i jego bierność kiedy pierwszy rozbiór stawał się faktem raptem niecały rok później.

Popatrzmy zresztą na sekwencję wydarzeń:

9 kwietnia 1770 – konfederaci barscy ogłosili w Warnie detronizację króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

wrzesień – drugie spotkanie Fryderyka II i Józefa II (+ Kaunitz), na którym jest mowa o zamierzonych nabytkach i usta­laniu „korzyści wzajemnych i proporcjonalnych”.

13 października – konfederacja barska: w Preszowie uchwaliła akt detronizacji Stanisława Augusta Poniatowskiego.

8 stycznia 1771 – Katarzyna w rozmowie z księciem Henrykiem Pruskim, nawiązując do zajęcia przez Austrię Spisza i starostw***, wypowiedziała pamiętne słowa: ,,Dla­czego by wszyscy nie mieli również brać?”

16 maja – król Stanisław August Poniatowski zawarł układ na mocy którego dowódca wojsk rosyjskich w Polsce gen. Iwan Weymarn i Franciszek Ksawery Branicki, na czele królewskich pułków nadwornych i części gwardii mieli wspólnie toczyć walki z konfederatami barskimi. Pieniądze na ten cel król otrzymał od ambasadora rosyjskiego Kaspra von Salderna.

6 lipca – Austria zawarła sojusz z Turcją.

13 lipca – Rosjanie zajmują Krym – wojna_rosyjsko-turecka_(1768–1774)

3 listopada – „porwanie” króla Stasia

17 lutego 1772 – w Petersburgu podpisano pod fałszywą datą 15 stycznia układ rosyjsko-pruski dotyczący rozbioru Polski. Do układu dołączyła nieco później Austria.

8 kwietnia – Kaunitz wypowiada sojusz z Turcją!

14 maja – I rozbiór Polski: wojska austriackie przekroczyły polską granicę.

30 maja – zawieszenie broni w wojnie rosyjsko-tureckiej…

5 sierpnia – I rozbiór Polski: w Petersburgu podpisano trzy traktaty rozbiorowe pomiędzy Rosją, Prusami i Austrią, ustalające granice zaboru.

18 sierpnia – konfederaci barscy poddali twierdzę Jasna Góra wojskom rosyjskim.

CDN

__

**) https://academic.oup.com/ahr/article-abstract/95/1/203/67302?redirectedFrom=fulltext

***) Syn Stanisława i Konstancji Czartoryskiej. Brat Stanisława Augusta Poniatowskiego… Wiosną 1769 oddział konfederatów barskich, dowodzony przez Józefa Bierzyńskiego podjął nieudaną próbę opanowania zamku w Starej Lubowli, pozostającego w rękach Kazimierza Poniatowskiego. Ten poprosił wówczas Austriaków o zajęcie starostwa spiskiego

Po I rozbiorze wycofał się z życia politycznego, sprzedał w 1773 godność podkomorzego i oddał się zabawom i hulankom, zyskując u współczesnych opinię „najlubieżniejszego człowieka” i „największego próżniaka”, który „całe szczęście życia położył w marnowaniu czasu”. W 1775 za pożyczenie Rzeczypospolitej 714 000 złotych, otrzymał na własność starostwo szadowskie na Żmudzi warte wówczas 6 mln złp.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Poniatowski

 

Enigma w XVI wieku i oliwski opat co szyfry jak zapałki łamał

Szyfrowano jak świat światem, ale to w XVI wieku rozpoczął się prawdziwy na tym polu wyścig zbrojeń który dzisiaj osiągnął swoje apogeum. Prekursorami nowoczesnych metod byli Włosi, ale to Francuzi zasłynęli największą w tym maestrią (Le Grand Chiffre). Anglicy obudzili się na dobre w 1577 kiedy dostali od Holendrów odszyfrowane plany hiszpańskiej inwazji (przekazane do Londynu przez opiekuna Filipa Sidney, Daniela Rogersa). Okazało się, że ci zawzięci kalwiniści przekazywali całą przechwyconą zaszyfrowaną korespondencję Hiszpanów wybitnemu kryptologowi Filips van Marnix, sekretarzowi samego Wilhelma Orańskiego. W rezultacie Walsingham natychmiast utworzył w Londynie specjalną szkołę szyfrowania pod kierownictwem niejakiego Thomasa Phelippesa, którego zaraz wykorzystał do zmontowania rzekomego spisku Babingtona i dekapitacji królowej Marii…

Rzplta była w tej materii dość zapóźniona aż do czasów Hackiego, opata Hackiego co Francuzów złamał…

Polski Słownik Biograficzny: „Hacki Michał Antoni (ok. 1630-1703), sekretarz Jana III Sobieskiego, opat oliwski, dyplomata, autor pism religijno-ascetycznych i panegiryków.

Był synem bydgoskiego mieszczanina Piotra Hacke, ale wspólnie z bratem, jezuitą Janem Franciszkiem zmienił nazwisko na Hacki. W 1646 r. wstąpił do zakonu cystersów w Oliwie; studiował w Braniewie i w Belgii, gdzie schronił się podczas Potopu szwedzkiego. Po powrocie do kraju w 1660 r. został przeorem klasztoru oliwskiego, jednocześnie wstąpił na służbę u byłej królowej szwedzkiej Krystyny i w czasie bezkrólewia po abdykacji Jana Kazimierza popierał jej kandydaturę do tronu Rzeczypospolitej.

Za panowania Jana III Sobieskiego uzyskał godność sekretarza królewskiego, służąc władcy w misjach dyplomatycznych. W 1680 r. otrzymał koadiutorię opactwa (mimo oporu szlachty pruskiej, sprzeciwiającej się jego kandydaturze ze względu na mieszczańskie pochodzenie i brak indygenatu pruskiego), a w 1683 r. został opatem oliwskim, sprawował również funkcję komisarza gdańskiej i elbląskiej komory palowej.

Dzięki wyjątkowym zdolnościom odczytywania szyfrów oddał znaczne usługi dworowi królewskiemu, m.in. w 1683 r. doprowadził do skompromitowania przywódcy stronnictwa profrancuskiego, podskarbiego koronnego Andrzeja Morsztyna, przyczyniając się do zawarcia antytureckiego przymierza z cesarzem. Wspólnie z bratem uczestniczył w kampanii wiedeńskiej. W czasie sejmu 1688/89 r. wbrew żądaniom króla, pod naciskiem nuncjusza papieskiego, odmówił złamania szyfru w korespondencji między opozycjonistami a dworem wiedeńskim, ale już w 1690 r. ułatwił przejęcie i odcyfrowanie listów agentów francuskich. Prawdopodobnie starał się o pensję francuską: w 1692 r. chwalił się przed ambasadorem Francji Vidame d’Esnevalem swoimi umiejętnościami, a w 1697 r. przyjął w klasztorze oliwskim orszak króla-elekta, Franciszka Ludwika de Bourbon, ks. Conti. Po koronacji Augusta II Wettina zaprzestał działalności politycznej. Zmarł 4 III 1703 r.”

__

W porównaniu z Krystyną, Jan Sobieski był zupełnie innym człowiekiem. Rzeczowy, zdecydowany, twardo stąpający po ziemi przywódca, od razu docenił rozliczne talenty Hackiego. Nie minęły nawet dwa lata od czasu, jak zasiadł na polskim tronie, a już uczynił go swym sekretarzem. Hacki redagował niektóre listy, sortował napływającą korespondencję, często też brał udział w poufnych misjach dyplomatycznych. Wreszcie miał też okazję wykazać się swymi kryptograficznymi umiejętnościami. Zdołał rozszyfrować kilka obcych pism dyplomatycznych i tym sposobem stał się wymarzonym kandydatem na szefa „czarnego gabinetu” Jego Królewskiej Mości.

Swojemu „czarnemu gabinetowi” Sobieski nigdy nie nadał formy instytucjonalnej, a mimo to dysponował on całą siecią obrotnych i dobrze wyszkolonych agentów. Działali oni na ogół wzdłuż wszystkich najważniejszych szlaków komunikacyjnych Rzeczpospolitej, a ich zadaniem było zdobywanie wszelkimi sposobami pism o znaczeniu politycznym.

W tamtych czasach dokumenty takie przesyłano przeważnie za pośrednictwem kurierów, którzy korzystali z międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa. Oficjalnie nikt nie miał prawa ich tknąć, ale nieoficjalnie zawsze mogli przecież paść ofiarą jakichś „zbójców”. Mało to wtedy było band zbójeckich w Europie? „Czarny gabinet” czasami korzystał z ich usług, chociaż przeważnie posługiwano się własnymi, specjalnie szkolonymi agentami. Przemocą wydzierali oni kurierom przesyłki dyplomatyczne, po czym wprawnie zacierali ślady swojej działalności. Aby nikt ich nie zdemaskował, mordowali kurierów, po czym pozorowali rabunek, porzucając gdzieś ich obrabowane i odarte z szat zwłoki.

Do Hackiego trafiała większość przejętej w ten sposób korespondencji i to on dokonywał jej selekcji. Oceniał jej wartość polityczną, sporządzał streszczenia i wyciągi. Najtrudniejszą czynnością było łamanie szyfrów, którymi posługiwały się służby dyplomatyczne obcych państw, ale w tej dziedzinie opat Hacki nie miał sobie równych.

Wszystkie trzy [depesze] odcyfrowałem, nie mając ani kluczy, ani żadnej wiadomości uprzedniej. Król kazał, przeżegnałem się więc, ukląkłem, odmówiłem Veni Creator, aby Duch Święty zechciał mię oświecić w służbie dla mego pana i poszło dobrze. Klucz był bardzo łatwy. Umówiony znak stanowiła liczba 13. Według niej należało posuwać się przez alfabet” – raportował do króla. I dalej: „…ci panowie Gravelle i Du Theil nie warci byli żadnego szacunku, więc jakem się zabrał do odcyfrowania ich listów, to odgadłem wszyściutkie”. „Dłużej biedziłem się nad cyfrą [czytaj szyfrem] używaną przez Vitry’ego… ale dawałem sobie radę i z nią, bo też we wszystkich cyfrach francuskich powtarza się pewna regularność, występująca na jaw nawet w cyfrach, które się umyślnie układa najnieprawidłowiej: jeżeli zmieszać sylaby w jednej kolumnie, wówczas to samo zachodzi w innych kolumnach zaczynających się od innych samogłosek” – tak Hacki informował króla o swych kryptograficznych sukcesach.

* * *

Trudno powiedzieć kiedy pełen tajemnic mnich został szefem „czarnego gabinetu” Jana III Sobieskiego, skoro gabinet ten nigdy nie miał charakteru odrębnej instytucji. Musiało to jednak być przed 1683 rokiem, kiedy to król rozgromił Turków pod Wiedniem i kiedy to Hacki został opatem w Oliwie. Funkcję tę otrzymał oczywiście dzięki wstawiennictwu dworu królewskiego i po stłumieniu szlacheckich protestów.

Wątpliwe, by awans ten był dziełem przypadku, skoro z paru względów miał on swoje racjonalne uzasadnienie. Z jednej strony, godność oliwskiego opata była znakomitą przykrywką dla tajnej działalności szefa służb wyspecjalizowanych w przechwytywaniu i rozszyfrowywaniu tajnych przesyłek dyplomatycznych. Niewielu ludzi mogło przecież domyślić się, że duchowny zajmuje się tak mało uduchowionym zajęciem. Z drugiej strony, Oliwa, a raczej pobliski Gdańsk, był doskonałym punktem dla działań szefa „czarnego gabinetu”. W Rzeczpospolitej było niewiele szlaków pocztowych, a przez Gdańsk przebiegał ten najistotniejszy. Prowadził on do najważniejszych ośrodków politycznych w kraju.

Rezydujący w Gdańsku generalny pocztmistrz Prus Królewskich, Kurlandii i Inflant, Paweł Grotta oraz jego pomocnik Richter, byli ludźmi króla. Na jego polecenie zatrzymywali wszelkie interesujące dokumenty, po czym przekazywali je Hackiemu. Ci trzej panowie przez lata tworzyli doskonale współdziałający triumwirat, dla którego nie było takich tajnych przesyłek, skrytek na dokumenty i szyfrów, do których nie potrafiliby się dobrać.

W 1681 r. wykryli istnienie brandenbursko-francuskiego spisku wymierzonego przeciwko królowi. To oni w 1683 r. ujawnili knowania Jana Andrzeja Morsztyna i dyplomatów francuskich w Polsce przeciwko sojuszowi polsko-austriackiemu. To oni też wreszcie, w 1687 r., odkryli spisek Sapiehów z dworem w Berlinie, wymierzony przeciwko królewskim próbom wzmocnienia władzy wykonawczej w Polsce.

* * *

Przy okazji swej tajnej działalności na rzecz króla, opat Hacki zdobył sobie zarówno szacunek, jak i liczne grono zaprzysięgłych wrogów. Najbardziej dał się we znaki Francuzom, których korespondencję dyplomatyczną z pomocą poczty gdańskiej kontrolował najbardziej sumiennie. W 1683 r., po ujawnieniu tajnych knowań dyplomacji francuskiej, musiał opuścić Polskę wspomniany już wcześniej ambasador de Vitry, a dziewięć lat później dwaj inni dyplomaci króla Ludwika XIV, Gravelle i Du Theil. Wszystkie te zdarzenia sprawiły, że obie strony odnosiły się do siebie z nieukrywaną niechęcią.

* * *

Błyskotliwa kariera opata zakończyła się, tuż przed śmiercią Sobieskiego, zagadkowym skandalem. W marcu 1696 roku zdrowie króla zaczęło się gwałtownie pogarszać, Hacki doprowadził więc do sprowadzenie specjalnego lekarstwa aż z Wiednia. Sobieski chciał lekarstwo od razu zażyć, ale ambasador francuski Polignac doradził, by wcześniej miksturę sprawdzono. Lek podano nieuleczalnie chorej kobiecie z pobliskiego przytułku i gdy ta wkrótce potem zmarła wśród strasznych męczarni, Francuzi rozgłosili, że opat chciał króla otruć. Za ich sprawą prasa europejska doniosła nawet, że za ten zamach otrzymał on wynagrodzenie w postaci diamentowego krzyża i 1000 dukatów w złocie.

Po tym zdarzeniu Hacki zaszył się w swym oliwskim ustroniu i całkowicie zerwał z polityką. Mimo to, znalazł sposobność, aby zemścić się na Francuzach. Krótko po śmierci Sobieskiego, w 1697 r., przypłynęła do Oliwy flota, która przywiozła francuskiego kandydata do polskiego tronu, księcia Contiego. Hacki przyjmował go wielokrotnie w klasztorze i traktował z wielką uprzejmością, ale potajemnie słał dokładne relacje z poczynań Francuzów jego konkurentowi do korony. Był nim książę saski i późniejszy król Polski August II Mocny.

https://historia.trojmiasto.pl/Szpiegowskie-tajemnice-opata-Hackiego-n46565.html

__

*) „Założone w 1186 roku opactwo oliwskie o regule cysterskiej należało do największych i najbogatszych w dawnej Polsce, a dochód opata w połowie XVII wieku szacowany był na ponad 33 tysiące florenów rocznie, nie licząc dochodu konwentu. Dla porównania dodajmy, że roczne zarobki wyrobników w tym czasie osiągały wysokość 32-36 florenów. Do połowy XVI wieku klasztor oliwski podlegał położonemu na Pomorzu Zachodnim opactwu w Kołbaczu jako macierzystemu, tamtejszy bowiem klasztor, należący do prowincji pomorskiej, przysłał do Oliwy pierwszych zakonników.

W XVI wieku doszło do zasadniczej zmiany, spowodowanej zwycięstwem reformacji. W 1534 roku zakonnicy w Kołbaczu przyjęli luteranizm, a klasztor uległ kasacie. Jego ostatni opat został pastorem. W cztery lata potem, w 1538 roku, sejm piotrkowski przyjął konstytucję dopuszczającą do stanowiska opata wyłącznie szlachtę. Wynikało to z faktu, że początkowo protestantyzm szerzył się wśród niższych warstw społecznych, przede wszystkim wśród mieszczaństwa, a najwięcej zakonników rekrutowało się z tego stanu. Obawa przed mieszczańskim opatem, który w każdej chwili mógł zrzucić habit, podobnie jak to uczyniło wielu zakonników z gdańskich klasztorów (w przypadku np. franciszkanów klasztor przestał istnieć) i doprowadzić do rozwiązania konwentu, to nie jedyny, choć może najistotniejszy powód uchwalenia tego prawa. Niemniej ważna była sfera materialna: opactwo było sposobem na wystawne, nie zawsze bogobojne życie. Z chwilą wejścia w życie konstytucji z 1538 roku zmieniła się procedura wyboru opata. Już nie konwent, a król i biskup diecezjalny rekomendowali konwentowi kandydata na opata. Urząd opata oliwskiego stał się stanowiskiem politycznym, wyznaczani opaci realizowali tu politykę królewską; wystarczy wymienić Kacpra Geschkaua, Dawida Konarskiego czy Jana i Aleksandra Grabińskich.

Michał Antoni Hacki pochodził ze stanu mieszczańskiego. W świetle obowiązującego prawa nie mógł zatem kandydować do urzędu opata. Zagadką pozostaje, dlaczego nie starał się o nobilitację, dlaczego z własnej inicjatywy nie nobilitował go Jan III Sobieski. W historii opatów oliwskich były przypadki nadania szlachectwa wywodzącym się ze stanu mieszczańskiego kandydatom do urzędu (Kacper Geschau, Lambert Schlieff). Zasługi o. Michała dla Rzeczpospolitej Obojga Narodów nie były mniejsze niż Kacpra Geschkaua, a na pewno znacznie większe niż Schlieffa. Nie byłoby więc problemu z uzyskaniem szlachectwa. Czy zatem miała wystarczyć tytularna godność opata w Kołbaczu, otrzymana z rąk eks-królowej szwedzkiej Krystyny? Odpowiedzi na te pytania jak dotąd nie ma. A przecież o. Michał nie był człowiekiem skromnym, wręcz przeciwnie, znał swoją wartość, zamierzał też sięgnąć po godność opata. W marcu 1679 roku kandydował na urząd opata w Pelplinie. Prócz niego o stanowisko to ubiegało się jeszcze dwóch profesów klasztoru oliwskiego: Ludwik Łoś i Kazimierz Białobłocki. Ci ostatni wywodzili się ze szlachty pomorskiej. Konwent pelpliński w wolnym wyborze, bo tym razem król Jan III Sobieski nie skorzystał ze swoich uprawnień i nie wskazał kandydata, powierzył swoje opactwo Ludwikowi Łosiowi. To pośrednio potwierdza naszą opinię, że opactwo oliwskie miało dla Rzeczpospolitej szczególne znaczenie. W przypadku Oliwy królowie nie „odpuszczali”, forsując swoich kandydatów, nieraz wbrew konwentowi. Jeszcze w tym samym roku, 14 grudnia, z rekomendacji króla Jana o. Michał Hacki został koadiutorem opata oliwskiego Krzysztofa Łoknickiego. W kilka dni później 26 grudnia wziął udział w uroczystości benedykcji opata pelplińskiego Ludwika Łosia, podczas której wygłosił kazanie.

Opat Hacki zmarł 4 marca 1703 roku i został pochowany w krypcie kościoła klasztornego (obecnej katedry). Jego zasługi tak dla Rzeczpospolitej, jak i dla klasztoru, a także Kościoła są nie do przecenienia. O jego dokonaniach będziemy jeszcze mówić. Współczesny mu Georg Schwengel, przeor kartuzów w Kartuzach, nazywa go „mężem nieśmiertelnej sławy, którego imię jest błogosławieństwem” (Vir immortalis gloriae cujus nomen in benedictione est).”

__

**) „Opat Hacki prawie połowę ze swojego długiego, niemal sześćdziesięcioletniego, życia zakonnego spędził poza macierzystym klasztorem. Wypada zatem zapytać, jak wyglądało życie duchowe o. Michała, szczególnie w kontekście pełnionych przez niego urzędów świeckich. W źródłach oliwskich, przynajmniej do 1679 roku, niewiele na ten temat można znaleźć. Dlatego początki jego kariery zakonnej wydają się nieco tajemnicze, a my skazani jesteśmy na domysły i zastanawianie się, co robił między 1655 a 1663 rokiem. Z 1655 roku pochodzi bowiem ostatnia wzmianka w annałach oliwskich, z której dowiadujemy się, że w obliczu wojny ze Szwedami Michał Antoni Hacki, wraz z czterema jeszcze mnichami, w cywilnym przebraniu, został wysłany 4 września drogą morską do Amsterdamu. Stamtąd zakonnicy mieli udać się do jakiegoś klasztoru belgijskiego. W marcu 1656 roku otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze w Antwerpii. Tyle wiadomo.

Jako przełożony konwentu opat Hacki dbał o życie duchowe mnichów i pilnował dyscypliny zakonnej, co wcale nie było łatwe. Trzeba bowiem pamiętać, że zgromadzenie zakonne to galeria osobowości o różnych temperamentach i upodobaniach. Nie każdy zakonnik łatwo podporządkowywał się regule i łamanie obowiązujących norm wcale nie było rzadkie. Nie inaczej było w klasztorze oliwskim, gdzie obok bogobojnych mnichów spotykać można było takich, którzy spędzali czas w karczmie, nadużywając trunków, niekiedy, o zgrozo, w towarzystwie niewiast. W Oliwie znalazło się nawet dwóch trucicieli. W 1584 roku opat Kacper Geschkau został otruty przez swojego kamerdynera, a przeora Filipa Adlera w latach 90. XVI wieku jeden z mnichów, zazdrosny o jego urząd, próbował otruć pięciokrotnie. Przypadki niezadowolenia z powodu nadawania przez opata urzędów klasztornych (najczęściej intratnych) były znacznie częstsze, powodując niekiedy bunt tych, którzy czuli się pomijani. Zdarzały też się przypadki zbiegostwa z klasztoru. Nie każdy mnich potrafił wytrzymać w surowej regule cysterskiej, próbował wówczas ucieczki, jeśli się nie powiodła ponosił karę. Najczęściej karano więzieniem o chlebie i wodzie, znajdującym się na terenie klasztoru lub chłostą.”

__

***) ”Hacki dysponował, jako chyba jedyna osoba w ówczesnej Polsce, rzadką umiejętnością łamania szyfrów stosowanych z reguły w korespondencji dyplomatycznej. Na tym polu oddał królewskim interesom usługi wprost nieocenione, walnie kompromitując w 1683 r., podczas obrad sejmu warszawskiego, szefa opozycji Andrzeja Morsztyna. Wówczas Hacki, przy współudziale poczmistrza polskiego w Gdańsku, Gratty, przechwycił listy ambasadora francuskiego w Polsce Vitry’ego, inspirującego Morsztyna. Odcyfrowanie tej korespondencji postawiło Morsztyna w stan oskarżenia o zdradę stanu (w efekcie musiał opuścić Polskę i wyjechać do Francji) i zdemaskowało całą akcję opozycji profrancuskiej. W tymże roku Hacki uczestniczył w kampanii wiedeńskiej, odbywając spod Wiednia poufną misję do cesarza Leopolda I („Ks. Hacki nasz nieborak opat biegał z listem moim do cesarza aż do Lincu z nowiną przeprawy przez Dunaj” – pisał król do Marysieńki znad Dunaju 24 września 1683 r.). Sekretarz królewski jako utalentowany deszyfrant stał się groźny dla wszystkich nieprzyjaznych Rzeczpospolitej dyplomatów; sztuką swoją posługiwał się w zasadzie w interesie królewskim, chociaż nie jest wykluczone, iż ulegał też innym inspiracjom. Jego umiejętności sparaliżowały na pewno wiele intryg dyplomacji francuskiej, gdyż nowy ambasador Polignac (1693) nie darmo starał się pozyskać opata oliwskiego dla polityki Króla–Słońce (u dyplomatów francuskich Hacki miał zresztą opinię nierzetelnego szarlatana).

W 1695 r. Hacki znów posłował w tajnej misji do cesarza. W 1697 r., po śmierci Sobieskiego, Hacki przyjął w Oliwie orszak francuskiego elekta, księcia Conti, co nie mogło spotkać się z aprobatą Augusta II; odtąd rola polityczna opata była skończona.”

__

****) „Ostatecznie zwyciężył Wiedeń wspierany przez Stolicę Apostolską. W 1679 r. Sobieski porzucił plany bałtyckie i skoncentrował się na próbach, nieudanych zresztą, stworzenia ligi chrześcijańskiej przeciwko Turcji. Wysłane przez sejm tego roku poselstwa do Francji, Anglii, Austrii, Wenecji, Rzymu i Moskwy nie dały rezultatu, ale wzbudziły czujność Ludwika XIV przeciwnego tym planom. Austria, która z rezerwą odnosiła się do pomysłu Sobieskiego, zmieniła zdanie, gdy Turcja zakończyła zwycięską wojnę z Moskwą, podpisując 13 stycznia 1681 r. rozejm w Bachczysaraju. Rozpoczęły się rozmowy polsko-wiedeńskie, co zaniepokoiło Francję i jej agentów z Janem Andrzejem Morsztynem, podskarbim wielkim koronnym, na czele. Skupione wokół niego stronnictwo profrancuskie zamierzało nie tylko storpedować działania dyplomacji austriackiej, ale także doprowadzić do detronizacji króla.

Poczynania przeciwników kontrolował Michał Hacki. Było to możliwe dzięki temu, że zgodnie z umową poczta z Polski przechodziła przez Gdańsk. Zwierzchnikiem gdańskiej poczty był Paweł Gratta, generalny pocztmistrz Prus Królewskich, Kurlandii i Inflant. To on otwierał i kopiował szyfrowane listy ambasadorów francuskich, a ich odczytywaniem zajmował się Hacki. W ten sposób Sobieski miał pełną wiedzę o poczynaniach przeciwników. Wiosną 1683 r., kiedy sejm miał zatwierdzić przymierze z Austrią, opozycja zamierzała zerwać obrady.

Podczas debaty frakcja francuska została zdemaskowana. Morsztyna obwiniono o zdradę stanu i nadużycia finansowe. 1 kwietnia 1683 r. przymierze zostało zatwierdzone. Cesarz zobowiązał się wyrzec pretensji do tronu polskiego oraz wypłacić 1 200 000 zł na koszty wojenne. Polska miała wystawić 40-tysięczną armię i wspólnie prowadzić działania wojenne przeciwko Turcji. Protektorem przymierza był papież.

Nie wiemy i chyba nigdy nie dowiemy się, jaką rolę w przeorientowaniu polityki króla Jana odegrał niepozorny mnich oliwski. Pytanie to nasuwa się samo, nie tylko z powodu jego przynależności do stanu duchownego, a tym samym nadrzędnej podległości Stolicy Apostolskiej, niewątpliwych kontaktów osobistych z papieżem, zapoczątkowanych w okresie gdy był kapelanem i jałmużnikiem królowej szwedzkiej Krystyny, ale przede wszystkim z powodu obecności na – nazwijmy to umownie – „listach płac” dworu wiedeńskiego. Po raz pierwszy pojawia się w wykazie tajnych ekstraordynaryjnych wydatków kancelarii cesarza 3 maja 1683 r. Otrzymał wówczas tysiąc florenów reńskich. Taką samą sumę otrzymał 28 czerwca tego roku.”

______

*) http://www.wilanow-palac.pl/michala_hackiego_droga_do_opactwa.html

**) http://www.wilanow-palac.pl/zycie_zakonne_michala_hackiego.html

***) http://www.wilanow-palac.pl/michal_antoni_hacki_krolewski_dyplomata_i_deszyfrant.html

****) http://www.wilanow-palac.pl/tajny_sekretarz_krola_jana.html

Polskie dirhamy czyli nasze autostrady i wojna angielsko-pruska

Już parę razy dawałem tu i tam znać, m.in. u stalagmita, że od dobrych kilku lat Oksford rozwija intrygującą działalność, i to z mocnym polskim udziałem, dot. dirhamów w Polsce:

http://krc.orient.ox.ac.uk/dirhamsforslaves/index.php/en/

https://www.history.ox.ac.uk/people/dr-marek-jankowiak:

I am currently researching the trade system that connected Central Asia, other parts of the Islamic world, and Byzantium with Scandinavia and the Slavic lands in the 9th-11th centuries AD. It is evidenced by hundreds of thousands of Islamic dirhams strewn across Northern Europe, from the British Isles to the Middle Volga. My forthcoming monograph will argue that this system of trade dealt mainly in Slavic slaves, and that it provided the key stimulus to a sequence of economic, social, and political transformations that resulted in the emergence of states in northern Europe.

Jest tam wątek polskich autostrad:

Jacek obtained a MA degree in archaeology in 2005 at Jagiellonian University in Krakow, Poland, with a dissertation regarding the British Bronze Age metalwork in the context of hoards and hoarding and its political, social and ritual implications, published in an abbreviated version in 2007.

Between 2000 and 2004, concurrently with his graduate studies, Jacek worked as a commercial archaeologist on large scale, multi-period rescue excavations carried out in connection with the government-funded road schemes in southern Poland. From 2005 to 2012 Jacek was employed by Oxford Archaeology, one of the largest commercial archaeological practices in Europe, where he was involved in a large number of projects varying from rural Bronze Age settlements and field systems, through deeply stratified Roman and medieval urban to 19th-century industrial sites. Of note could be projects featured in the national media, including Hampton Court Palace, Base Court resurfacing featured in Channel 4’s Time Team Special ‘Henry VIII’s Lost Palaces’, East Kent Access Road featured in BBC’s ‘Digging for Britain’, and the mass burial of Vikings found at Ridgeway Hill, near Weymouth, featured in National Geographic’s ‘Viking Apocalypse’. In 2012 Jacek put his trowel away to join Ramboll’s (previously Gifford) Cultural Heritage and Archaeology department as an archaeological consultant.

As a DPhil student and project member from October 2013 Jacek combines his professional archaeological experience with a personal and academic interest in the mechanisms determining the deposition of hoards within the social, political and ritual context of the Viking Age Europe. The dissertation aims to concentrate on a comparative study of the archaeological contexts of hoards of Arabic silver in Northern, Central and Eastern Europe through a series of regional case-studies of hoarding ‘hot-spots’ identified by a macro-scale analysis of deposit distribution. Temporal dynamics and spatial analysis of hoard deposition will be considered on regional and micro-scale to identify the patterns of thesaurisation with the aim of reviewing the possible reasons for the hoarding (and non-retrieval) of Arabic silver in the Viking Age.

Ewidentnie do tej „wojny autostradowej” dołączyli Prusacy z tym Niemieckim Instytutem Historycznym w Warszawie. Oni z kolei zamówili habilitację Dariusza Adamczyka:

« Niniejsza monografia powstała w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. W semestrze letnim 2013 r. została przyjęta jako praca habilitacyjna na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Gottfrieda Wilhelma Leibniza w Hanowerze. Za możliwość jej przetłumaczenia na język polski szczególne podziękowania należą się Dyrektorowi Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie prof. dr. Milošowi Řeznikowi oraz Deutsche Forschungsgemeinschaft.»

Za « Srebro i władza. Trybuty i handel dalekosiężny a kształtowanie się państwa piastowskiego i państw sąsiednich w latach 800–1100. 

PS. W 1945 roku rolnik Stanisław Woliński odkrył przypadkowo przy pracach polowych naczynie „o powierzchni czarnej i niezdobionej” – jak sam to opisał. Naczynie to, przy próbie wyjęcia z ziemi, rozpadło się, ukazując sensacyjną zawartość – zbiór srebrnych monet arabskich, które ułożone były rulonami. Znalezisko to rolnik sprzedał dopiero w 1948 roku inżynierowi Pattowi, który udostępnił je do opisu archeologicznego dr. Lewickiemu z UMCS. Niestety ¼ skarbu monet inżynier Patt sprzedał i badaczom tej części nie udało się odzyskać. Pozostałe ¾  – to jest ponad 2 kilogramy – trafiły najpierw do Zakładu Archeologii UMCS, a następnie do Muzeum Lubelskiego. W skarbie znajdowały się monety arabskie, srebrne, zwane dirhemami. Wśród 705 monet część była uszkodzona, a niektóre mocno zatarte; możemy znaleźć także imitacje dirhemów. Wśród znalezionych przedmiotów znalazły się dwie sztabki oraz pół paciorka, które były wówczas także środkami płatniczymi. Jedynym znalezionym przedmiotem, nie mającym nic wspólnego z kupiectwem, była srebrna zausznica. Skarb pochodził z końca IX lub z X wieku. Najstarsza moneta ma datę 93 roku arabskiego tj. 711/712 r. n.e. Najmłodsza zaś, pochodzi z lat 889/890 n.e. Cały skarb ważył 3100 gramów.

http://blognumizmatyczny.pl/2017/07/14/skarb-dirhemow-arabskich-z-czechowa-w-lublinie/

http://mediewalia.pl/publicystyka/piastowie-zbudowali-panstwo-za-arabskie-srebro/

Olbracht bigamista czyli rozwiązanie zagadki

Olbracht Łaski był jednym z 12 wielmożów (był tam też Jan Zamoyski, wtedy jeszcze jako przedstawiciel szlachty), którzy w lipcu 1573 ruszyli do Paryża z poselstwem do Henryka I. Tam Łaski otrzymał obiecane 100 tysięcy, ale nie czekał w Paryżu aż król Henryk ruszy do Polski, ale udał się do Wenecji z listem polecającym od Karola IX do francuskiego ambasadora tamże, kalwinisty Arnaud du Ferrier**, w sprawie mołdawskiej korony. Jak już pisałem, na przełomie listopada/grudnia spotkał się w owej Wenecji z Filipem Sidney. Zarazem wyprawił swojego sekretarza Michałowskiego do Konstantynopola, aby tam u ambasadora Francji, ex-biskupa Franciszka de Noailles, dalej pilnował jego mołdawskiej sprawy.  Warto przy tym wiedzieć, że także ów Franciszek był wybitnie pro-hugenocki***. Sam Olbracht wrócił do Polski – miał przecież do pilnego wykonania lanckorońską grabież…

Po powrocie Łaskiego do Polski wybuchł olbrzymi skandal po ujawnieniu popełnienia przez Olbrachta bigamii. Otóż podczas tych kilku miesięcy spędzonych we Francji Łaski, będąc mężem Beaty z Kościeleckich (którą od wielu lat więził), zdążył zawrzeć związek z pewną Francuzką, Sabine Sayve. Owa Sabina była córką Jeana Sayve i Jeanne Harley. Jej ojciec pochodził ze starej burgundzkiej rodziny prawników i doradców, która to wydała m.in. prezesów Trybunału Obrachunkowego w Dijon. Sabina zamieszkała w Polsce i miała z Olbrachtem czworo dzieci, zmarła sześć lat po nim w 1611, w Łasku.

Łaski miał z jej powodu mnóstwo kłopotów i można się zastanawiać czy poza gorącym uczuciem był inny powód tego do niej wyjątkowego przywiązania. Otóż przy pomocy francuskiego herbarza udało mi się dokonać istotnego moim zdaniem odkrycia – matka Sabiny czyli teściowa Olbrachta, owa Jeanne Harley, była kuzynką pierwszego stopnia samego Huberta Langueta!!  Można się tylko zastanawiać kiedy Olbracht poznał się tak blisko z Hubertem, bo przecież kiedy Łaski był we Francji i zakochiwał się w Sabinie, Huberta tam nie było bo siedział z Sidneyem w Wiedniu. Otóż właśnie, już w 1548, w wieku lat dwunastu Olbracht został wysłany na dwór cesarza Karola V, a kilka lat później Hubert jako wysłannik saskiego elektora, Augusta Wettyna, zaczął regularnie bywać w Wiedniu. Zważywszy na ewidentny talent Langueta do opieki nad bardzo zdolnymi młodzieńcami, sprawa staje się jasna…

Moim zdaniem, to definitywnie pokazuje że Olbracht, będąc od 1569 nominalnym katolikiem (ha, ha), był przez lata w samym jądrze hugenockiej, pan-europejskiej „super-sieci wpływów”. W 1576 umiera Maksymilian II i Hubert opuszcza swoja wiedeńską placówkę – kalwiniści są wtedy rugowani z dworu saskiego i Hubert przenosi się do Frankfurtu skąd nawiązuje bezpośrednie kontakty z Wilhelmem Orańskim. W efekcie przenosi się do Antwerpii, która wtedy staje się stolicą kalwińskiej rewolty, gdzie w 1581 umiera.

Z kolei Filip Sidney przyjeżdża znowu do Wiednia, w 1577, tym razem na czele angielskiej misji na dwór Rudolfa II. Wtedy to spotyka się tam ze św. Edmundem Campionem, ale przy tym prowadzi cały czas ożywioną korespondencję z Hubertem Languet. Jest bardzo ciekawe, iż to Hubert z Frankfurtu przesyła Filipowi w Wiedniu szczegółowe informacje nt. rozwoju sytuacji w… Polsce.

CDN

PS. Zalecam przy cytowaniu mojego odkrycia podawanie odsyłacza do portalu SN lub na mój blog. — Krzysztof Piotrzkowski

___

**) Po powrocie do Francji nawiązał kontakt z kalwinistami i w konsekwencji stracił swoje miejsce w radzie królewskiej i część swojej fortuny. Korzystając z tej sytuacji, Henryk z Nawarry, ówczesny przywódca partii protestanckiej, wezwał go na swój dwór, gdzie nadał mu tytuł kanclerza. Od tego momentu Arnaud otwarcie wyznawał kalwinizm.

***) Około 1562 zrezygnował ze stanowiska biskupiego przypisanego jego bratu Gilles de Noailles, z zastrzeżeniem emerytury w wysokości 1600 liwrów. W 1574 r. François de Noailles uzyskał poparcie Selima II na rzecz Wilhelma Orańskiego i buntu holenderskiego.

Capture d’écran 2019-01-27 à 21.47.37.pngCapture d’écran 2019-01-27 à 21.46.15.png

 

Dlaczego Kochanowski dostał apopleksji

Podlodowski Jakub h. Janina (1549–1583), podkoniuszy królewski. Był synem Stanisława (zob.) i Elżbiety z Biejkowskich, szwagrem poety Jana Kochanowskiego (zob.). Po śmierci ojca jako małoletni pozostawał pod opieką starszych braci, a lata młodzieńcze spędził – być może – na dworze Jana Firleja, marszałka w. kor., za którego protekcją 11 VI 1566 został przyjęty w Lublinie w poczet dworzan Zygmunta Augusta. Później prawdopodobnie za sprawą J. Kochanowskiego, którego był ulubieńcem, wszedł w służbę Stefana Batorego i już latem 1576 był podkoniuszym królewskim. Słynął jako człowiek rycerski, zapewne więc brał udział w kampaniach wojennych Batorego. W każdym razie był przy królu w czasie drugiej kampanii moskiewskiej, a po zdobyciu Wielkich Łuków (4/5 IX 1580) wziął udział w wyprawie na Toropiec (15–19 IX). Znalazł się wtedy w oddziale dworzan królewskich, «mężów wszystkich na schwał», dowodzonym przez Hieronima Filipowskiego. Na polu bitwy znacznie się wyróżnił, przy czym został lekko ranny. Król nagrodził jego zasługi przyznając mu roczną pensję 1000 florenów, płatnych z dochodów starostwa stężyckiego, co podreperowało jego pozycję materialną, posiadał bowiem tylko części we wsiach Zakrzów i Studzienica (pow. radomski). W r. 1583 P. został wysłany przez Batorego do Turcji, oficjalnie celem zakupu koni, ale równocześnie otrzymał zapewne polecenie wybadania nastrojów w Turcji, a przede wszystkim zebrania informacji o stanie wojsk sułtańskich, o czym też doniósł kanclerzowi Janowi Zamoyskiemu listem z Tehini 10 V t. r. Jak można wnosić, P. niezbyt zręcznie realizował poufne zadanie [dobre sobie] i ściągnął na siebie podejrzenie o szpiegostwo. Gdy więc dokonawszy w Azji zakupu koni wracał do kraju, został napadnięty podczas noclegu w pobliżu Adrianopola (Karwaser), rzekomo [faktycznie?] bez wiedzy sułtana, zamordowany, a dobytek jego rozgrabiono. Zamordowanie P-ego (o czym wieść doszła do Polski w listopadzie t. r.) traktowano jako zemstę Turcji za zburzenie przez Kozaków twierdzy Jahorlik [Zamoyskiego…] oraz spalenie i złupienie Tehini. Obawiano się konfliktu zbrojnego, został on jednak zażegnany, ponieważ Batory przyrzekł ukarać Kozaków, zaś sułtan miał wdrożyć śledztwo w sprawie zabójstwa P-ego. Wywołało ono szeroki oddźwięk w kraju i za granicą. Wspominał o tym nawet papież podczas audiencji udzielanej Stanisławowi Reszce w Rzymie (24 I 1584). W Polsce haniebną śmierć P-ego uważano za obelgę wyrządzoną narodowi i monarsze. W propagandzie antytureckiej służyła ona jako argument o nieprzejednaniu sułtana i wojennych zamiarach Turcji w stosunku do Polski, a wydarzenie to przywodzono na pamięć nie tylko na sejmikach i sejmie 1584 r., ale jeszcze i w r. 1618. P. zmarł bezżenny.”  (Irena Kaniewska)

Słostowski Piotr h. Pilawa (zm. 1592), dworzanin królewski, podstoli nadworny, poseł do Turcji, ekonom samborski. Pochodził z ziemi sieradzkiej, być może ze wsi Słostowice koło Radomska… Brał udział w wyprawach inflanckich króla Stefana Batorego (1579–81), osiągając przed r. 1583 stanowisko komendanta «harcerzy» (drabantów czuwających nad osobistym bezpieczeństwem króla), z uposażeniem w wysokości 354 złp. rocznie. Był też podstolim nadwornym (praefectus dapiferorum). Otarł się o sprawy wschodnie, wykonując bliżej nam nieznane misje w państwie tureckim.

W chwili kryzysu w stosunkach polsko-tureckich, spowodowanego zburzeniem przez Kozaków m. in. Tehinii, król za radą części senatorów zebranych w Brześciu Lit. wysłał 4 XI 1583 S-ego do sułtana Murada III w celu zapobieżenia groźbie wojny. Poselstwo zostało hojnie uposażone, co świadczy o jego wadze: sam S. otrzymał na drogę sumę ponad 3 tys. złp. Instrukcja poselska nie jest znana. S. miał prawdopodobnie zapewnić sułtana o chęci utrzymania pokoju i sprawę napadu kozackiego przedstawić jako akt samowoli, łącząc ją z antykrólewskimi machinacjami Samuela Zborowskiego. Gdy znajdował się już w drodze, dotarła do Polski wiadomość o zamordowaniu w Turcji koniuszego królewskiego Jakuba Podlodowskiego. Specjalny goniec wysłany od króla polecił więc S-emu, aby wystąpił w tej sprawie, lecz w swoim imieniu, i zażądał ukarania winnych zbrodni (o przebiegu starań w tej kwestii S. pisał w liście z 28 XII do kaszt. kamienieckiego Stanisława Włodka). Przyjazd S-ego wywołał początkowo w Stambule niepokój, gdyż obawiano się, że będzie on groził wojną. Dlatego wbrew temu, co twierdził potem S., być może dla uwypuklenia swych zasług, został on przyjęty życzliwie i już na wstępie obdarowany prezentami. Gdy strona turecka zorientowała się w mediacyjnym charakterze poselstwa, wysunęła twarde warunki: 100 tys. zł. węgierskich tytułem wynagrodzenia szkód, odbudowanie na koszt Polski zniszczonych miast i wydanie winnych napaści. Ponieważ jednak Porta pochłonięta była wojną z Persją i niepokojami na Krymie, po zwykłych pogróżkach i wyczerpujących rokowaniach, w których spore zasługi oddał ormiański tłumacz Hanko Biskupowicz, odstąpiła od pretensji pieniężnych, zadowalając się obietnicą ukarania winnych przez króla i oddania zagrabionej artylerii. Dla ratyfikacji układu miał przybyć do Polski czausz turecki, z pochodzenia Węgier, były arianin, Mustafa, którego wybrał sam S. W sprawie Podlodowskiego S. uzyskał obietnicę znalezienia winnych napadu i ukarania ich.

Przedłużanie się rokowań S-ego w Stambule i całkowity brak wiadomości od niego budziły niepokój w Polsce, umiejętnie wzmagany przez nuncjusza A. Bolognettiego, który przekonywał króla o agresywnych zamiarach Turcji wobec Polski i namawiał go do przyłączenia się do antytureckiej ligi organizowanej przez papieża Grzegorza XIII. Król jednak, zbierając poufne informacje o sytuacji wojskowej w Turcji, czekał na rezultat misji S-ego. Dopiero w marcu 1584 dotarły pierwsze wiadomości od niego. List S-ego z informacją o pozytywnym wyniku rokowań został przetłumaczony z polecenia króla nuncjuszowi. S. powrócił w kwietniu, a w ślad za nim zjechał czausz Mustafa, wioząc ze sobą kilku ludzi, którzy ponoć byli winni śmierci Podlodowskiego, by oddać ich w ręce sądu królewskiego. Wkrótce potem nastąpiła realizacja warunków umowy zawartej przez S-ego: w Kamieńcu ściętych zostało 33 Kozaków. Także pospieszne ścięcie Samuela Zborowskiego w Krakowie 26 V 1584 uzasadniano sprawą turecką: w liście z 22 VI t.r. pisał Zamoyski do deputatów Trybunału Kor., uzasadniając pośpiech w sprawie Zborowskiego okolicznością «tej trwogi, która biła od cesarza tureckiego, wedle postanowienia przez pana Słostowskiego». Wątpiącym w konieczność radykalnych kroków wobec winnych kryzysu tureckiego, odpowiadano na sejmie styczniowym 1585, że sułtan «przez P. Złostowskiego wskazał determinate wypowiadając przymierze i obiecując już więcej żadnych czauszów ani posłów do nas nie słać, tylko wojnę podnieść, kędyby co jeszcze ci Niżowi Kozacy wyrządzili».

W nagrodę za poselstwo S. otrzymał administrację bogatej ekonomii samborskiej oraz w dożywocie folwark Olszanik w tejże ekonomii.” (Krzysztof Stopka)

Konteksty:

Ślub Batorówny z Zamoyskim odbył się 12 czerwca 1583 w katedrze na Wawelu**.

Do II rozbioru Polski wieś [Jahorlik] znajdowała się na granicy I Rzeczypospolitej z Turcją. Był tu należący do Jana Zamoyskiego niewielki zameczek strażniczy pilnujący granicy, który w 1583 roku zniszczył Samuel Zborowski i Niżowcy.”

Tehinia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bendery#Początki_miasta

Brat Samuela, Krzysztof Zborowski 17 lipca 1583 wysyła do niego nad Dniestr list w jakiejś niejasnej „końskiej” sprawie.

Finał:

Jeden z ostatnich badaczy, Ryszard Szczygieł, opierając się na różnorodnych źródłach „pośrednich”, w tym na nieznanych poprzednikom materiałach archiwalnych dotyczących przebiegu lubelskiej konwokacji (posiedzenia) Rady Senatu z sierpnia 1584 roku, twierdzi, iż nie doszło do spotkania Kochanowskiego z królem Stefanem Batorym. Co więcej, badacz ten przypuszcza, że Podlodowski wysłany został do Turcji najprawdopodobniej nie tyle w sprawie zakupu koni do stajni królewskiej, ile z tajną misją wywiadowczą¹. Kochanowski w Lublinie – zdaniem Szczygła – został wysłuchany przez kanclerza Jana Zamoyskiego, a także przez co najmniej kilku senatorów, sprawa Podlodowskiego była bowiem omawiana na posiedzeniu Rady Senatu w dniach 21 i 22 sierpnia 1584 roku. Poeta nie spotkał się jednak z królem. Zdaniem badacza, śmierć Kochanowskiego nastąpiła najprawdopodniej bezpośrednio po otrzymaniu przezeń wiadomości, iż – ze względu na sytuację polityczną na granicach Rzeczypospolitej – Rada Senatu w dniu 22 sierpnia zdecydowała sprawę Podlodowskiego odłożyć do przyszłego sejmu. To te wiadomości „mogły spowodować apopleksję niegodzącego się z takim rozwiązaniem Kochanowskiego”.”

¹ Por. R. Szczygieł, Okoliczności śmierci i pogrzebu Jana Kochanowskiego [w:] Jan Kochanowski w czterechsetlecie śmierci, red. S. Nieznanowski i J. Święch, Lublin 1991, s. 213.

___

**) „Król zaplanował przejście bratanicy na katolicyzm, czemu Krystyna stanowczo się sprzeciwiała.” No a nasz Zamoyski nie miał zapewne nic przeciwko temu wszak: „Jan Zamoyski nie lubił ostentacyjnej pobożności, czemu dał wyraz zalecając, by na jego nagrobku nie było żadnych symboli religijnych.” https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Zamoyski#Stosunek_do_religii

Zamoyski namawiał króla Stefana do rozwodu z królową Anną, tak aby Gryzelda stała się „naturalną” następczynią, no a nasz wyjątkowy kanclerz przy niej…

Ta wizyta w Krakowie, tamtejszy tumult i pierwsze królewskie elekcje

Wydaje się, że Marcin Leśniowolski był dobrym katolikiem i zdał w kluczowym 1588 test lojalności wobec Zygmunta III przeciwstawiając się Janowi Zamoyskiemu. Wcześniej, w owym 1574 udzielił gościny Filipowi Sidney w Krakowie raczej nie zdając sobie sprawy w czym bierze udział. Tym bardziej trudno to ocenić, że cel owej wizyty Filipa pozostaje bardzo tajemniczy.

Zatem od początku. Lato 1573 Filip Sidney spędza w Wiedniu razem ze swoim oficerem prowadzącym, Hubertem Languet (z polecenia samego Melanchthona, od 1559 aż do 1577 to ważny dyplomata saskiego elektora, a przy tym jeden z najważniejszych agentów Walsinghama**) , skąd śledzą rozwój wypadków po polskiej pierwszej elekcji. Wreszcie, Hubert pozostaje na dworze cesarskim, a Filip rusza do Wenecji gdzie dociera 6 listopada. Myślę, że głównym tego powodem był Olbracht Łaski, który się tam pojawił w sprawie swoich mołdawskich planów (do czego jeszcze wrócę). 2 grudnia owego 1573 Filip pisze do Langueta że Łaski wyjechał z Wenecji do Polski, a już 19 grudnia donosi mu że wojewoda dotarł na miejsce!! Co za sprawna komunikacja, co za network czyli sieć.

Koronacja Henryka I miała miejsce 21 lutego 1574, ale Filip najprawdopodobniej z powodu zdrowotnych problemów (przez te kurtyzany?) na nią nie przyjechał. W rezultacie spotkał Henryka I w Wenecji – niesamowite, ale nasz król zwiewając do Francji zawitał między 18 a 25 lipca 1574 właśnie do Wenecji! W efekcie Filip wraca w końcu do Wiednia i stamtąd wraz z listem polecającym*** od Langueta do samego ambasadora Andrzeja Dudycza (przy tym szwagra Piotra Zborowskiego, wówczas opiekuna młodego Marcina…) jedzie do Krakowa!

Jego podróż trwała od 21 października do 12 listopada, a pobyt w Krakowie był bardzo krótki bo wypadł na dni tuż po słynnym tumulcie krakowskim z 10 października. Przypadek? Ależ skąd, wszak to ludzie Łaskiego (wtedy już katolika…) w tym tumulcie maczali łapy, a Filip tak się przeraził „krakowskiej atmosfery”, że czym prędzej czmychnął do Wiednia, nie spotkawszy Olbrachta. Wszystko wskazuje na to, że w zmienionej sytuacji po ucieczce Henryka, Łaski gwałtownie zmienił plany – teraz Mołdawia musiała poczekać, a tymczasem musiał się bronić przed gniewem cesarza (taka zdrada w czasie elekcji – Olbracht był przecież na cesarskiej pensji), którego notabene srogim ramieniem był ów ambasador Dudycz!

Jaki był cel tej wizyty Sidney’a pozostaje tajemnicą – być może chodziło o nową elekcję… wiadomo tylko, że był tych machinacji dalszy ciąg, wpierw w 1577 a potem w 1583. Trzeba tu jeszcze odnotować że po powrocie do Pragi, pod koniec lutego 1575 Sidney dostąpił zaszczytu osobistej audiencji u cesarza Maksymiliana!

CDN a w nim moje pierwsze „poważne” odkrycie historyczne…

___

**) Jego bezpośrednim kontaktem był niejaki Robert Beale, szwagier Walsinghama:

„Walsingham found him in Paris on his appointment as ambassador-resident there in 1570, and made him his secretary. In the correspondence between Lord Burghley and Walsingham of this period he is frequently mentioned as carrying despatches between Paris and London. A witness [trzeci z rodziny, do kompletu…] to the massacre of St. Bartholomew… In November 1586 he was despatched with Lord Buckhurst to Fotheringay, to notify the Queen of Scots of the fact that sentence of death had been passed upon her. Early in the following year, Beale carried the warrant to Fotheringay and performed the duty of reading it aloud in the hall of the castle by way of preliminary to the execution, of which he was an eye-witness, and wrote an account.”

***) Bardzo intrygujący list polecający Langueta:

Jego ojciec jest wicekrólem Irlandii, któremu, jak mi powiedziano, niewielu spośród szlachty angielskiej może dorównać cnotami i doświadczeniem wojskowym. Jego matka jest siostrą hrabiego Warwicka i Roberta, hrabiego Leicester, najbardziej uprzywilejowanego na dworze: ponieważ żadne z nich nie ma dzieci, ten dżentelmen prawdopodobnie będzie ich spadkobiercą. Siostra jego ojca jest żoną hrabiego Sussex, którego, jak sądzę, tu spotkaliście. Siostra jego matki jest żoną hrabiego Huntingdon, spokrewnionego z rodziną królewską. Żaden z tych szlachciców nie ma synów: zatem w tej jednej osobie pokładają swoje nadzieje, jego postanowili uhonorować (??) po powrocie.

His father is the Viceroy of Ireland, with whom, I am told, scarcely anyone among the nobility of England can compare in virtus and military experience. His mother is a sister of the Earl of Warwick and of Robert, Earl of Leicester, the most favoured at Court: since neither has children, this gentleman will probably be their heir. His father’s sister is married to the Earl of Sussex, whom I think you have met here. His mother’s sister is the wife of the Earl of Huntingdon, who is related to the royal family. Neither nobleman has any sons: so that on this one person they have placed their hopes, and him they have decided to advance to honour after his return. (Trans. Osborne)

Capture d’écran 2019-01-25 à 19.34.43.pngAnna Jagiellonka we „Wspaniałym Stuleciu”