Pierwszy bankster czyli przygody szkockiego Casanovy

John Law wedle Alexis Simon Belle, circa 1717

___

Historia wyczynów Johna Law, szkockiego kalwinisty z urodzenia, wypełniłaby niejeden serial. W 1694, w Londynie, w wieku 23 lat John zabił w pojedynku pewnego dandysa za co został skazany na śmierć. Był to wtedy wyrok niebywały w takiej sytuacji, ale staje się zrozumiały kiedy się uwierzy pogłoskom o romansie owego dandysa z królem Williamem III… John uratował głowę uciekając z więźnia, ale najprawdopodobniej ucieczka była sfingowana a Law został po prostu zwerbowany na agenta wywiadu.

Wpierw wylądował w Amsterdamie, potem w Paryżu aby przez Genewę trafić do Wenecji. W Wenecji zarobił tzw. pierwszy milion grając w karty, głównie w faraona**. Także tam zaczął poważnie studiować systemy bankowe. W efekcie Law stał się prorokiem nowoczesnej banksterki, którego dzieł ani jego rodacy w rodzaju Hume’a i Smitha, ani inni luminarze nie mogli ignorować – nawet Karol Marks zechciał określić Johna Law: „przyjemną mieszanką charakterów oszusta i proroka”.

W efekcie, w 1705 Law wziął się za ratowanie finansów rodzimej Szkocji publikując w Edynburgu dzieło pt. Money and Trade Considered with a Proposal for supplying the Nation with Money. Proponował w nim wprowadzenie papierowych pieniędzy w oparciu o ziemię, a nie o złoto czy srebro. Projekt ten Szkoci odrzucili, a rok później Law także bez powodzenia zaproponował to we Francji. Jednak w 1715 sytuacja się mocno zmieniła – Ludwik XIV umarł, a książę regent był dobrym znajomym Johna od stolika karcianego: „Obydwaj przystojni i atletycznie zbudowani byli błyskotliwymi tenisistami. Obydwaj cieszyli się niezwykłym powodzeniem u płci przeciwnej”.

Dług w wysokości 2 miliardów liwrów (dzisiaj to „bezpośrednio” odpowiada prawie 100 miliardom euro)  a stanowiący 167% PKB Francji, który Ludwik XIV pozostawił po sobie, należał do grupy 40 prywatnych finansistów, którzy również kontrolowali pobieranie podatków… Sama roczna obsługa tego zadłużenia kosztowała 90 milionów liwrów. W maju 1716 Law otrzymał francuskie obywatelstwo, a 10 kwietnia 1717 Rada Stanu wydała dekret umożliwiający Banque Generale Johna Law’a wydawanie bank-notów, które będą respektowane przy płaceniu podatkówZabezpieczeniem tego przedsięwzięcia stały się efektywnie, jakżeby inaczej, ziemie Luizjany, albowiem w sierpniu 1717 Law założył Compagnie d’Occident, znaną potem nieoficjalnie jako Kompania Missisipi – pojęcie milionerów powstało w czasie hossy na akcje owej kompanii. W grudniu 1718 ów Banque Generale stał się bankiem królewskim – Banque Royale.

Oszołamiający sukces Kompanii Missisipi zmusił londyńskie City do mocnej kontr-akcji – wszak wielkie ilości bulionu przekraczały La Manche w „złym” kierunku… Rozbujano spekulacje akcjami Kompanii Mórz Południowych, której krótkotrwały sukces powstrzymał ten trend. W efekcie jednak doszło do pęknięcia tych pierwszych baniek spekulacyjnych w historii, i tej paryskiej i tej londyńskiej. Zanim do tego doszło John Law konwertował na katolicyzm w grudniu 1719, tak jak tego prawo wymagało od urzędników państwowych.

Ciekawe jest to, iż na całej tej operacji, w tym upadku Kompanii Missisipi, stracili inwestorzy, ale Korona francuska zyskała i to bardzo wiele – redukcję gigantycznego długu o 2/3! Sam Law w grudniu 1720 musiał salwować się ucieczką do Brukseli. Śmierć księcia regenta w 1724 zamknęła sprawę powrotu do Paryża, na co Law cały czas liczył – w rezultacie zajął się z powodzeniem kolekcjonowaniem dzieł sztuki. Po przyjęciu ostatniego namaszczenia, 21 marca 1729 zmarł w Wenecji na zapalenie płuc.

Law’s theories live on 300 years later and „captured many key conceptual points which are very much a part of modern monetary theorizing”.

**) Law świetnie znał zasady rachunku prawdopodobieństwa i zawsze grał w owego faraona jako… „bankier”. Większość graczy nie zdawała sobie sprawy, że ta gra „finansowo”  faworyzuje właśnie „bankierów”.

Reklamy

Jak Anglicy Polskę rozbierali

Tak jak pisałem poprzednio, w połowie lat dwudziestych XVII wieku Anglicy wzięli się na dobre za planowanie rozbioru Polski przy współudziale Szwecji, Prus, Rosji i Imperium osmańskiego. Przy czym, samym Anglikom potrzeba było „niewiele” – tylko wąskiego korytarza „eksterytorialnego” pomiędzy Gdańskiem i Stambułem…

Tajne przygotowania szły pełną parą, wystarczy się przyjrzeć akuratnemu rozlokowaniu przesławnych szkockich bractw (brotherhoods), na linii: Gdańsk-Toruń-Warszawa-Kazimierz-Lublin-Lwów–Jazłowiec–Kamieniec. Celem najważniejszym było oczywiście maksymalne skrócenie czasu podróży i komunikacji pomiędzy Londynem a Stambułem. Wszak podróż morska na tym połączeniu (przez Morze Śródziemne) trwała aż trzy miesiące i w dodatku łatwo było ją zakłócić, np. Hiszpanom w Gibraltarze (co właśnie wtedy uczynili…). Imperium przejęło Gibraltar dopiero w 1704, więc przedtem pozostawała tylko wprawdzie szybsza, bo w 7 tygodni, ale bardzo „niezręczna”, podróż lądowa – przez Wiedeń i Bawarię… „Polska droga” oferowała, przy sprzyjających warunkach na morskim odcinku Londyn-Gdańsk, fantastyczny zupełnie czas przeprawy, jedynie około miesiąca!

Do rozbioru Polski wtedy wprawdzie jeszcze nie doszło, ale „szkocki szlak” był wykorzystywany nie tylko w celach handlowych, ale także do ultra-tajnej i ultra-szybkiej korespondencji, przede wszystkim pomiędzy Londynem a Stambułem.  W którym to Stambule gruszek nie zasypiano i prowadzono działania, które jak znalazł przydały się przy innej nieco okazji.

Wszak jednym z koników ambasadora Roe’ego była protestantyzacja prawosławia,  m.in. w odpowiedzi na wielką ofensywę (francuskich) jezuitów na Bliskim Wschodzie. Jego najważniejszym agentem w Stambule był patriarcha Konstantynopola, w latach 1612-38, Cyryl Lukaris:

„Wysłany został do Polski przez patriarchę Meletiosa Pigasa, aby nie dopuścić do zawarcia unii brzeskiej. W Polsce kontaktował się z rektorem Akademii Wileńskiej i zapoznał się z nauką ewangelicką. Gdy został patriarchą Aleksandrii pisał w liście do papieża Pawła V, że chce z nim pozostawać w jedności, jednocześnie jednak nawiązał kontakty z Kościołem anglikańskim. Później jako patriarcha Konstantynopola nawiązał kontakt z holenderskimi kalwinami** i popadł w konflikt z kościołem katolickim. Wysłał wielu młodych greckich teologów na uniwersytety do Szwajcarii, Anglii i Holandii. Jako patriarcha Konstantynopola kilkakrotnie był deponowany i przywracany na urząd. Cyryla wspierał król angielski Jakub I, więc w dowód wdzięczności w 1624 roku podarował mu Kodeks Aleksandryjski.

Nie był to byle podarek: „Codex Alexandrinus jest jednym z czterech wielkich kodeksów biblijnych, wraz z Kodeksem Synajskim i Watykańskim jest jednym z najwcześniejszych i najbardziej kompletnych rękopisów greckiej Biblii. Po przywiezieniu do Anglii uzyskał opinię najlepszego rękopisu biblijnego przechowywanego na Wyspach Brytyjskich i cieszył się nią aż do chwili nabycia przez Bibliotekę Brytyjską Kodeksu Synajskiego. Przechowywany jest w Dziale Manuskryptów British Library w Londynie (wraz z Kodeksem Synajskim)”.

(„Nabycia”… no, ale o tym jednak innym razem.)

A teraz najważniejsze dla nas: „Sułtan Murad IV oskarżył go [tj. Lukarisa] o buntowanie kozaków i skazał go na śmierć. Wyrok został wykonany dnia 27 czerwca 1638 roku przez janczarów na pokładzie statku w Bosforze.”

Urwał się patriarcha ze smyczy, więc skończył marnie, ale trudno chyba o lepszą wskazówkę, kto naprawdę stał za kozackimi „ruchawkami”. Feliks Koneczny zatrzymał się wpół drogi, nie dostrzegając Imperium za plecami Greków, ale i tak chwała mu za przypomnienie roli Fanariotów:

„Zamieszkiwali głównie w konstantynopolitańskiej dzielnicy Fanarion. Trudnili się handlem dalekosiężnym (a przy tym często i szpiegostwem), dochodząc w XVII wieku do wielkiego znaczenia gospodarczego i politycznego. Znali po kilka europejskich języków, byli więc zwykle tłumaczami w służbach sułtanów, gdzie mogli wykazać swoje kwalifikacje i lojalność. Jako chrześcijanie często pełnili funkcje ambasadorów Porty Osmańskiej przy dworach europejskich oraz dragomanów lub podejmowali się specjalnych misji dyplomatycznych. Zajmowali też wysokie stanowiska w patriarchacie Konstantynopola, niejednokrotnie wpływając na wybór nowego patriarchy.”

Angielska wiki dopowiada: „The roots of Greek ascendancy can be traced to the need of the Ottomans for skilled and educated negotiators as the power of their empire declined and they were compelled to rely on treaties more than the force of arms. From the 17th century onwards the Ottomans began facing problems in the conduct of their foreign relations, and were having difficulties in dictating terms to their neighbours; the Porte was faced for the first time with the need of participating in diplomatic negotiations.

Given the Ottoman tradition of generally ignoring Western European languages and cultures, officials found themselves unable to handle such affairs. The Porte subsequently assigned those tasks to the Greeks who had a long mercantile and educational tradition and could provide the necessary skills. As a result, the so−called Phanariotes, Greek and Hellenized families mostly native to Constantinople, came to occupy high posts of secretaries and interpreters to Ottoman officials and officers.

Takie oto są korzenie „sukcesu” atamana Chmielnickiego, ale Imperium poszło jeszcze dalej, kiedy to u steru stanął Cromwell – a człowiekiem, który „symbolicznie” pośredniczył w tej „rewolucyjnej transformacji” był gubernator Penington, Isaac Penington – pionier purytanizmu (za to jego słynni syn i synowa tworzyli purytańską ekstremę – kwakrów…).

A w kluczowym okresie, angielskim ambasadorem w Konstantynopolu był niejaki Tomasz Bendish, którego to syn został zięciem córki Cromwella…

z kolei, więcej o bezpośrednim udziale owych osmańskich Greków w przygotowaniu krwawej rewolucji Chmielnickiego jest tutaj i tam.

__

**) https://bosonweb.wordpress.com/2017/12/06/jak-turcy-reformacje-wspierali/

____

PS. Warto też sobie przypomnieć gdzie leży Kamieniec Podolski, i fakt że utraciliśmy go dopiero w 1793… a także ten ważny, ale mniej teraz znany Jazłowiec – w okresie I Rzeczypospolitej osadę zamieszkiwali również Ormianie, a miasto było siedzibą drugiego obok Lwowa biskupstwa kościoła ormiańskiego.

PPS. „Od czerwca do 16 listopada 1920 roku było siedzibą Ukraińskiej Republiki Ludowej i rządu Petlury. W 1920 roku znalazło się na terenie radzieckiej Ukrainy, choć bolszewicy planowali oddać miasto Polsce. W 1939 roku, mimo że Kamieniec już od 146 lat formalnie nie należał do Państwa Polskiego, tutejsza społeczność polska nadal przedstawiała znaczną liczebność wśród mieszkańców i stanowiła około 20% ludności miasta.”

Potop szkocki, Zebrzydowski, Anglicy oraz rozbiór Polski

Tak, chodzi o potop szkocki, a do tego szwedzkiego dojdziemy na końcu. Mowa tu o szkockiej „inwazji” na Rzeczpospolitą, na przełomie XVI i XVII wieku. Mało się o tym pisze, zazwyczaj ograniczając się do zdawkowych uwag o pozytywnym charakterze. Sam Henryk Sienkiewicz się do tego także przyczynił wprowadzając na karty „Pana Wołodyjowskiego” tego jakże sympatycznego Szkota – Ketlinga.

Tę wielką szkocką imigrację często się uzasadnia prześladowaniami religijnymi, sugerując mniej lub bardziej wprost, iż większość owych Szkotów była (bardzo przyjaznymi nam) katolikami. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna – aby to właściwie ocenić, warto wpierw krótko sobie przypomnieć los Kościoła katolickiego w Szkocji w XVI wieku, i olbrzymią rolę Szkotów w utrwalaniu herezji protestanckiej:

  • w 1560 Kościół w Szkocji całkowicie zrywa z Rzymem i przyjmuje kalwinizm – odprawianie katolickich mszy staje się tam nielegalne, aż do 1793!
  • opór nie był zbyt silny – często się uznaje, że św. John Ogilvie, SJ, powieszony w 1615 za „prozelityzm”, był jedynym tam katolickim męczennikiem.
  • w 1764, „całkowita katolicka populacja wynosiła w Szkocji około 33 tysiące, czyli 2.6% całości. Z tego, 23 tysiące to byli górale (highlanders)…”

Do tego, warto przypomnieć, że pierwsze na świecie udokumentowane posiedzenie loży masońskiej miało miejsce w Edynburgu w lipcu 1599. A po unii personalnej z 24 marca 1603, kiedy to szkocki król Jakub VI został Jakubem I – królem Anglii, Szkocji i Irlandii – Szkoci stali się bardzo, ale to bardzo aktywnymi i wiernymi sługami Imperium. Trudno też uwierzyć w masową emigrację prześladowanych szkockich katolików akurat do Polski, kiedy dużo bliżej była choćby Francja. Najlepiej zresztą ocenić to po owocach…

Niejaki Neal Ascherson z University College London napisał w 2011:

„Współczesna Szkocja zaczyna doceniać nadzwyczajne zjawisko swej historii: osiedlanie się rodaków w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Można dziś odtworzyć zorganizowaną precyzyjnie sieć co najmniej dwunastu bractw szkockich z wybieraną radą starszych. Ich coroczne zjazdy w Toruniu są symbolem pierwszego ważnego przedsięwzięcia Szkotów w świecie. Wiele kwestii nadal jednak pozostaje nieznanych, na przykład liczba szkockich emigrantów w Polsce. Historycy, zajmujący się tym okresem, znają dobrze żywiołowe opowieści Williama Lithgowa, Lugless Willa, który przemierzał Europę i Bliski Wschód na początku XVII w. W roku 1616 wędrował przez Polskę i zanotował takie spostrzeżenia:

„Spotkałem wielu swoich rodaków – dzielnych, zamożnych kupców. Gdziekolwiek zaszedłem, okazywali mi wiele życzliwosci, a na odchodne polecali Bożej opiece”.

Mając na względzie tę pomyślność, Lithgow nazywa Polskę „matką i żywicielką młodzieńców szkockich posyłanych tam corocznie w wielkiej ilości”. Mówi nawet o „trzydziestu tysiącach rodzin szkockich, zaległych w trzewiach Rzeczypospolitej”… ”

___

No, właśnie – te „bractwa” – to była mafia tak potężna, iż nawet sam Zygmunt III Wielki nie dał rady nad nimi zapanować. W 1603 wydał edykt temu przeznaczony, a do jego egzekucji wyznaczył kapitana królewskiego szkockiego regimentu – Abrahama Younga. Niestety, jego realizacja natrafiła nie tylko na olbrzymi opór bractw, przede wszystkim krakowskiego, ale część szlachty też się do tego przyłączyła twierdząc, że to są (kolejne) absolutystyczne zapędy…

Przypatrzmy się zatem kilku najbardziej znanym Szkotom z tego okresu:

– William Lithgow (1582-1645) – wspomniany podróżnik i szpieg, jego dzienników nigdy nie przetłumaczono na polski

– William Bruce – szkocki agent Imperium, którego już opisałem

Jan Jonston – przyjaciel Komeniusza i wykładowca na akademii braci czeskich w Lesznie; po potopie szwedzkim „usunął się w cień”

– Maksym Krzywonos, czyli Cameron – szkocki agent i oprawca – prawa ręka Chmielnickiego

Patryk Gordon: „Karierę wojskową Gordon zaczął jako kawalerzysta w armii Arvida Wittenberga, która wkroczyła do Polski w lipcu 1655. Gordon wziął udział w bitwach pod Ujściem, Żarnowem i w oblężeniu Krakowa. W grudniu 1655 dostał się w Rymanowie do polskiej niewoli, z której go zwolniono na początku następnego roku, gdy zadeklarował zamiar wstąpienia do polskiego wojska. Przyjęto go, nadal jako podoficera, do pułku dragonów księcia Konstantego Lubomirskiego, podczaszego koronnego.

Jako polski kawalerzysta Gordon wziął udział w bitwie pod Warszawą w 1656, ale wpadł po bitwie w ręce Brandenburczyków, którzy przekazali go Szwedom. Gordon bez skrupułów powrócił do armii Karola Gustawa i wstąpił do szkockiej lejbgwardii gen. Douglasa. Wzięty w 1657 do niewoli przez gdańszczan, został przez Douglasa wymieniony, ale wkrótce wpadł w ręce Austriaków. Udało mu się uciec i przyłączyć się ponownie do oddziałów szwedzkich, gdzie rozpoczął służbę jako chorąży w pułku dragońskim w armii brata króla Karola Gustawa, księcia Adolfa Jana…

22 listopada 1658 Gordon został po potyczce pod Sztumem ponownie wzięty do niewoli przez Polaków i wstąpił znów do polskiej armii – do szwedzkiej już nie powrócił.

W czasie swych perypetii w różnych wojskach potopu szwedzkiego Gordon poznał chorążego koronnego Jana Sobieskiego, który mu udzielił poparcia, dzięki czemu Szkot dostał się jako kapitan do przybocznego pułku dragonii hetmana Jerzego Lubomirskiego, gdzie dokładnie poznał jego charakter i działalność, opisując go później (bardzo pochlebnie) w swych pamiętnikach. W oddziałach Lubomirskiego służyli krewni, Henryk Gordon, Patrick Gordon zwany Stalowa Ręka i inni, ale jak Patrick pisze w swym dzienniku z roku 1659, nie chciałem im się pokazać, by nie wiedzieli o mym położeniu i niedoli. W czasie wojny polsko-rosyjskiej Gordon walczył m.in. w bitwach pod Cudnowem i Słobodyszczami. Po zawarciu rozejmu opuścił polskie wojska i zamierzał się zaciągnąć do armii austriackiej, ale uległ namowom ambasadora rosyjskiego Leontiewa i wstąpił w 1661 w stopniu majora do armii carskiej, mimo że o Polsce miał pochlebną opinię (zapisek w dzienniku, 1659: od dawna uważam, że cudzoziemcy mają w Polsce przepiękne życie i że porządny człowiek szybko uzyskuje możliwości zrobienia kariery (oraz): wierzyłem, że moje wyznanie, znajomość języków, szczególnie łaciny, i godność szlachecka będą niemałą pomocą wśród narodu, gdzie wykształcenie, szlachectwo i prawość otwierają drogę ku wielkim zaszczytom i sukcesom.)”… jego obszerne dzienniki, nigdy nie zostały przetłumaczone na polski.

I teraz clou – po potopie szwedzkim, praktycznie cała ta szkocka inwazja gdzieś się rozpływa. Mała część (faktycznie katolicka) się asymiluje, ale większość („po wykonaniu zadania”) udaje się do Rosji lub do innych mało nam przyjaznych krajów. Postać Patryka Gordona jest tu bardzo symboliczna.

Oczywiście, po złamaniu polskiej potęgi, działania Imperium w Polsce nie ustają zupełnie, ale zazwyczaj przyjmują inny charakter. Np. w postaci krzewienia tzw. romantyzmu i promocji jego szkockiego pioniera, lorda Byrona, o którym już wcześniej pisałem

Jeśli ktoś się dziwił, iż tak mocno podkreślam „charakter wyznaniowy” ówczesnych Szkotów, to mam ekstra informację nt. owych słynnych (co najmniej dwunastu) bractw. Otóż przyjmowano do nich wszystkich, tylko NIE katolików – do szkockich bractw w Rzplitej – wystawiacie to sobie?!

Było to faktycznie wyjątkowe, bo inne tego typu bractwa w Europie wręcz chlubiły się neutralnością wobec tzw. konfesji. A tymczasem, ów kapitan Abraham Young był najprawdopodobniej katolikiem, tak jak jego brat Adrian, jezuita (znany także pod nazwiskami Jung i Jungius). Ich ojcem był Daniel Young, a matką Judyta Watzenrode – czyli nasz pan kapitan był (dalekim) krewnym samego Mikołaja Kopernika…

Oczywiście, te wspomniane „coroczne zjazdy w Toruniu”​ miały na celu osiągnięcie przez Szkotów podobnego statusu jaki mieli Żydzi z ich Sejmem Czterech Ziem.

W 1605 umiera Jan Zamoyski, kanclerz i wielki zwolennik Londynu, o którego „dziwnych” działaniach wielokrotnie wspominałem. Wielkim wielbicielem Zamoyskiego był pobożny Mikołaj Zebrzydowski – niestety, o marnych kwalifikacjach intelektualnych i słabym rozumie politycznym. Doprowadza on do fatalnego rokoszu w latach 1606-9:

Królowi zarzucano faworyzowanie jezuitów oraz cudzoziemców i przypisywano zamiar wprowadzenia władzy absolutnej. Z pewnością zaś wiadomo, że dążył on do ustanowienia dziedziczności tronu, pozbawienia szlachty większości przywilejów i pozostawienia izbie poselskiej jedynie głosu doradczego, a nie stanowiącego.

Spór zaostrzyło ultrakatolickie nastawienie władcy, niechętnie widziane przez różnowierców…”.

No, właśnie – m.in. nasza szlachta miała za złe królowi obsadzenie Younga jako królewskiego namiestnika Szkotów w Polsce – za odwołaniem Younga przemawiał w Sejmie tuż przed śmiercią sam Zamoyski! W efekcie, mandat Younga wygasł w 1607 i zakończył się tylko spisaniem szczegółowego (i bardzo ciekawego) raportu. Mimo wszystko, częściowo cel został przez to osiągnięty – struktury szkockich bractw zostały w sporym stopniu „rozpracowane”, a kontrola nad nimi się zwiększyła. Bardzo intrygująca jest w tym wszystkim rola agenta Londynu – Szkota Williama Bruce’a, który był przecież także „człowiekiem Zamoyskiego”. Symptomatyczne jest odwołanie Bruce’a z jego stanowiska w Elblągu właśnie w 1609, po „przegranym rokoszu”.

Następne lata w stosunkach polsko-angielskich to był stan „zamrożenia”, przeradzający się z wolna w (ukrywaną) wrogość Londynu, spowodowaną głównie polskimi zwycięstwami nad Moskalami. Ta wrogość stała się już całkowita w 1625, po wstąpieniu na tron Karola I, kiedy to w polityce „bałtyckiej” Londyn postawił całkowicie i wyłącznie na Szwecję.

Wtedy to ruszyły pełną parą prace nad planem rozbioru Polski – planem przygotowanym wcześniej przez Johna Merricka, wieloletniego ambasadora Anglii w Moskwie (1601-22), a twórczo rozwiniętym przez sir Thomasa Roe’go, w latach 1621-8 ambasadora Anglii w… jakżeby inaczej… Stambule.

c. d. n.

___

Polki jadą do UK nie tylko rodzić dzieci, ale i pisać ciekawe doktoraty nt. historii Polski; nie brakuje też rodaków piszących w Australii, takich jak np. dr P.P. Bajer. Ewidentnie Imperium bierze się na poważnie za pisanie naszej historii, już nie tylko tej „normańskiej”. W końcu, świetnie dali sobie radę z wielką Francją, to co tam taka Sarmacja…

A tymczasem u nas, profesorowie Nowak et al. apelują o nową politykę historyczną na serio.

___

PS. W polskiej wiki o tym prawie nic, więc polecam angielską listę ambasadorów Anglii w Moskwie, wraz z parą cytatów:

Sir Jerome Horsay „was apprenticed to the Russia Company in 1571, but the latter was prevented from trading in Russia for a period and his first experience was of trading with the Dutch. Initially he went to Russia in May 1573 on the resumption of trade and was an interpreter. On his way to Moscow he was given gold and jewels by the gentry and clergy of Kostroma for saving the town from the Tsar.

On arriving in Moscow he supposedly rescued Madelyn van Uxell from being sent to a brothel by the Tsar, an act which served him well later. The Russia Company asked Jerome to negotiate a new charter and to use his influence to get extra land for the English compound (which still stands on Varvarka Street in Zaryadye). Part of this land was set aside for his own house, where he entertained Russian noblemen and had personal servants.

He later boasted of saving a number of German prisoners taken when the colony was supposedly massacred. The merchants of Hamburg later gave him a damask tablecloth and napkins while those of Lübeck gave him a „great silver loving cup”. He also befriended the 1200 Scots (and a few English) prisoners that were in Moscow. He arranged for them to get paid employment in the Russian Army and got permission for them to build a church.

During his time in Moscow, Jerome seems to have carried out private trading on behalf of members of the English Court, such as Leicester and Walsingham, which was against the rules of the Russia Company. This later caused a dispute with the company, but eventually the problem was resolved by his giving up the property he owned in Moscow, and it was found that they owed him money rather than the other way around.”

„The spectacular growth of the city in the 16th century may be attributed to the establishment of trade connections with English and Dutch merchants (Muscovy Company) through the northern port of Archangel. Boris Godunov had the Ipatiev and Epiphany monasteries rebuilt in stone. The construction works were finished just in time for the city to witness some of the most dramatic events of the Time of Troubles.

Kostroma was twice ravaged by the Poles; it took a six-month siege to expel them from the Ipatiev monastery. The heroic peasant Ivan Susanin became a symbol of the city’s resistance to foreign invaders; several monuments to him may be seen in Kostroma. The future Tsar, Mikhail Romanov, also lived at the monastery. It was here that an embassy from Moscow offered him the Russian crown in 1612.”

___

Za to, lista ichnich ambasadorów w Turcji, jest i po polsku.

___

Doradca Jakuba VI. – William Shaw; szkutnik Zygmunta W. – Jakub Murray; i marszałek szwedzki – Robert Douglas.

Juliusz S. oraz pewien Szkot i światowa rewolucja

Po przeczytaniu książki prof. Leszka Libery pt. Juliusza Słowackiego „Podróż do Ziemi Świętej z Neapolu“ (Pro Scientia, Poznań 1993) nie dziwię się, że autor ma biogram jedynie w niemieckiej wiki. Wszak duch Żółkiewskiego i ciężka ręka prof. Janion czuwają nad czystością przekazu – a prof. Libera musiał się schować aż w Zielonej Górze…

A ów Libera np. przypomina odezwę wieszcza Adama O dążeniu ludów Europy z 1833:

Karbonary więc, francmasoni i wszystkie bractwa zagraniczne we Francji, Włoszech lub Niemczech może coś bezpośrednio dokażą i wtenczas Polszcze pośrednio dopomogą.

Ale to i tak furda – otóż prof. Libera ośmielił się politycznie zinterpretować działalność Juliusza Słowackiego, w tym przede wszystkim cel jego słynnej podróży na Wschód w latach 1836-7.

Zacznijmy od początku – w Liceum Wołyńskim uczył, obok Mickiewicza i Euzebiusza – ojca Juliusza, pewien Szkot – James William Mac Donald.

Szkołę założył Tadeusz Czacki, ówczesny wizytator placówek oświatowych guberni wołyńskiej, podolskiej i kijowskiej, przy udziale Hugona Kołłątaja. Mieściła się w siedzibie dawnego Kolegium Jezuickiego w zespole architektonicznym pałacu Wiśniowieckich, który po kasacie zakonu przejęła Komisja Edukacji Narodowej.

Juliusz wprawdzie uczęszczał tam tylko do pierwszej klasy, w roku 1817/8, ale później, w 1828 brał prywatne lekcje z angielskiego u owego Mr. Mac Donalda. Efekt był znakomity – tak Juliusz pisał do swojej matki:

Mackdonnald dziwił się nad moim postępem – we trzy miesiące już dosyć rozumiałem Byrona”.

Tak się składa, że w 1836 u progu podróży Słowackiego na Wschód, jego wuj – Teofil Januszewski jakoby przypadkiem spotyka owego Mac Donalda w rzymskiej knajpie. Szkot potem przez kilka miesięcy towarzyszy do Neapolu Januszewskim i wieszczowi. Oraz jego „opiekunowi” – słynnemu Zenonowi Brzozowskiemu, o którym to sam Zygmunt Krasiński napisał w listopadzie 1836:

Dziwi mnie niepomału, że dupa Brzozowskiego powędrowała do Egiptu”.

CDN

 

 

Wieczne interesy Anglii

Louis de Silvestre  (1675–1760). Wersal

__

Powyższy obraz namalowany w 1715 ukazuje jedną z ostatnich audiencji Ludwika XIV. na której przyjął, tak się złożyło, królewicza Fryderyka Augusta, przyszłego króla Polski. Ów rok 1715 oraz rok następny, śmierci Leibniza i jego nędznego pogrzebu, symbolizują coś więcej – moment w którym rewolucyjne siły tzw. oświecenia uzyskały definitywną przewagę i doprowadziły Europę poprzez kolejne hekatomby, do dzisiejszej degrengolady. Wielką rolę w ideologicznej wojnie odegrało wtedy powstanie „newtonowskiej” fizyki.

Zadziwiające jak mało się w Polsce pisze, kto wówczas stał za tą oświeconą filozofią śmierci, bo przecież sam Izaak Newton i jego fizyka były jedynie inspiracją i „punktem odbicia”**. Chodzi mi przede wszystkim o tzw. szkockie oświecenie, które w polskiej wiki nie ma w ogóle odrębnego wpisu! (Stąd być może kuriozalne poglądy o po-reformacyjnych Szkotach jako ofiarach wielkiej polityki.) A wystarczy spojrzeć na trójkę największych szkockich luminarzy, budujących wtedy swoje tak słynne narracje i ideologie w bezpośredniej inspiracji fizyką Newtona właśnie: Francisa HutchesonaDavida Hume i Adama Smitha.

Faktem jest, że ojcem duchowym*** tego szkockiego, jak i francuskiego, oświecenia był Anglik, John Locke, którego idee rozpropagował w Szkocji ów Hutcheson. I dlatego warto tu przypomnieć, że to już w 1689 Locke został niejako „oficerem prowadzącym” Izaaka. Rola Locke’a jako akuszera nowej ideologii była wielka, ale popatrzmy na listę jego bezpośrednich, najwybitniejszych następców: Hume, Smith, Voltaire i Rousseau – to była ekipa jak się patrzy! We Francji przede wszystkim ci dwaj ostatni doprowadzili do tego zadziwiającego, wszechogarniającego paraliżu umysłowego i w efekcie do wybuchu rewolucji, czyli zbiorowego szaleństwa oraz samobójstwa wspaniałego królestwa. W Anglii z kolei, szkocka ideologia zaowocowała „teorią i praktyką” straszliwej partii wigów.
__

Mówi się, że to Napoleon (co podobno nie jest prawdą) stwierdził pogardliwie i w sumie prymitywnie, iż Anglicy to nacja sklepikarzy. Tymczasem mało kto pamięta słowa z 1776 owego Adama Smitha:

Stworzenie wielkiego imperium wyłącznie w celu wychowania ludzi-klientów może na pierwszy rzut oka wydawać się projektem odpowiednim dla narodu sklepikarzy. Jest to jednak projekt całkowicie niezdatny dla narodu sklepikarzy, ale bardzo odpowiedni dla narodu, którego rząd jest pod wpływem sklepikarzy…

To found a great empire for the sole purpose of raising up a people of customers may at first sight appear a project fit only for a nation of shopkeepers. It is, however, a project altogether unfit for a nation of shopkeepers; but extremely fit for a nation whose government is influenced by shopkeepers.”

–  Adam Smith, The Wealth of Nations

Kropkę nad i postawił Henry John Temple, 3. wicehrabia Palmerston KG (ur. 20 października 1784, zm. 18 października 1865) – angielski polityk i arystokrata, premier oraz wielokrotny minister. Od 1807 r. członek Izby Gmin, do roku 1828 członek partii torysów, następnie wigów:

„Nie mamy ani wiecznych sojuszników, ani nieustannych wrogów; wieczne i nieustanne są nasze interesy, za którymi mamy obowiązek podążać

We have no eternal allies, and we have no perpetual enemies. Our interests are eternal and perpetual, and those interests it is our duty to follow…”

— Speech to the House of Commons (1 March 1848).

___

**) Wystarczy zobaczyć co wypisywał ten dureń Wolter, dając wyjątkowy przykład trywializacji i braku jakiegokolwiek głębszego zrozumienia fizyki newtonowskiej.

***) Nie wolno nam tu zapomnieć o praojcu owych „wolnomyślicieli”, Tomaszu Hobbes.

PS. Szkockie uzupełnienie: bosonweb.wordpress.com/2017/10/09/szkoci-uber-alles/ + bosonweb.wordpress.com/2017/05/24/szkoci-zawsze-najbardziej-zajadli/

Jak prawnuk Jana III carem chciał zostać

+Prince_Charles_Edward.jpgCharles Edward Louis John Casimir Silvester Severino Maria Stuart

___

Pamiętacie może biedną Klementynę? Trzeba mi zamknąć „jej” wątek mało znanym szczegółem – otóż w 1745 jej syn Karol, prawnuk Jana III, uderzył w konkury o rękę… carycy Elżbiety. Oczywiście nic z tego nie wyszło, ale jest to ciekawy przyczynek do polityki jakobitów oraz (intrygującego) panowania Elżbiety. Pikanterii dodaje ciekawa koincydencja – „oświadczyny” Karola dotarły do Petersburga mniej więcej w czasie słynnego ślubu, któremu Elżbieta „przewodniczyła” – przyszłego Piotra III z przyszłą Katarzyną II…

Z kolei, swemu młodszemu bratu, Henrykowi, swatał Karol córkę księcia Radziwiłła, ich (dalszego) kuzyna. Z tego też nic nie wyszło, a ów Henryk został w 1747… kardynałem! „Posiadał tytuł kardynała od chwili nominacji do śmierci przez 60 lat i 10 dni – najdłużej w historii kościoła katolickiego.” Na nim ostatecznie „wygasła męska linia Stuartów. Prawa do korony brytyjskiej zgodnie z popieranymi przez jakobitów legitymistycznymi zasadami sukcesji przeszły na byłego króla Sardynii Karola Emanuela IV…

Po śmierci brata w 1807, ich prochy zostały razem pochowane w Bazylice św. Piotra na Watykanie, razem z prochami ich rodziców.

 

 

Szkoci über-alles

Czytając o tzw. Chwalebnej Rewolucji co rusz, ku mojemu sporemu zdumieniu, potykałem się w kluczowych miejscach o szkockie nazwiska. A przecież to zdumienie było nie na miejscu, wszak to Szkoci właśnie, u zarania swojej nowej tożsamości, jeszcze w XVI wieku, określali się nowym narodem wybranym** (trzeba mi będzie do tego jeszcze wrócić)!

Wszystko to przez brak w polskiej kulturze rozeznania tzw. szkockiego oświecenia, czyli okoliczności powstania nowej antycywilizacji, „naukowej” cywilizacji śmierci… No, ale revenons à nos moutons – jak już pisałem, loże masońskie powstały w Szkocji, a szkockie bractwa trzęsły Rzplitą, aby potem szkoccy medycy trzymali carat za… gardło. To z kolei, co mnie wczoraj zaskoczyło, to rola Szkotów w powstaniu straszliwej partii wigów – człowiek się uczy całe życie:

The term „Whig” was originally short for „whiggamor”, a term meaning „cattle driver” used to describe western Scots who came to Leith for corn. In the reign of Charles I the term was used during Wars of the Three Kingdoms to refer derisively to a radical faction of the Scottish Covenanters who called themselves the „Kirk Party” (see the Whiggamore Raid). It was then applied to Scottish Presbyterian rebels who were against the King’s Episcopalian order in Scotland. The term „Whig” entered English political discourse during the Exclusion Bill crisis of 1678–1681 when there was controversy about whether or not King Charles II’s brother, James, should be allowed to succeed to the throne on Charles’s death. „Whig” was a term of abuse applied to those who wanted to exclude James on the grounds that he was a Roman Catholic. The fervent Tory Samuel Johnson often joked that „the first Whig was the Devil”.”

I wtedy pomyślałem, retorycznie – jaki jest najsławniejszy, współczesny symbol imperium brytyjskiego? Bond, James Bond, ofkors! Nie muszę tu tłumaczyć ani kim jest Sean Connery, ani jaka jest różnica w intepretacji postaci Bonda między nim a Anglikiem, Rogerem Moore…

Ale to nie wszystko – sprawdziłem owego Fleminga, Iana Fleminga, no i trafiony, zatopiony:

Fleming was the grandson of the Scottish financier Robert Fleming, who founded the Scottish American Investment Trust and the merchant bank Robert Fleming & Co. …

Fleming got his start at the age of 13 working for local textile firm, Messrs Edward Baxter and Son. By 21, he was Edward Baxter’s private clerk. In time, Fleming had learned enough about investment procedures from Baxter to oversee the firm’s American holdings. Fleming launched the Scottish American Investment Trust in 1873, the first of the Scottish investment trusts. He went on to become an international financier in London, establishing the investment bank that bore his name for more than a century and out of which the Fleming Collection of Scottish art and the Fleming Collection Gallery was born.

A contemporary of J. P. Morgan and a close business associate and friend of Jacob Schiff of Kuhn, Loeb & Co., Fleming was widely known and respected in financial circles on both sides of the Atlantic. He was one of the shrewdest investors of his generation and an acknowledged expert in the financing of American railroads.”

PS. A dzisiaj mamy choćby takiego N. Fergusona od Rotszyldów

___

**) https://en.wikipedia.org/wiki/Covenanter

https://en.wikipedia.org/wiki/Cameronian